piątek, 27 września 2024



23-letnia Plummer i o rok młodsza Holland, wyposażone w puszki zup pomidorowych, zaatakowały dzieło słynnego malarza, które szczęśliwie uchroniła przed trwałym uszkodzeniem ochronna szyba.

Jednak to, co wydawało się symbolicznym protestem, przyniosło poważne konsekwencje – uszkodzona została rama obrazu, a straty oszacowano na kwotę 10 tys. funtów. Mimo że arcydzieło van Gogha nie ucierpiało i jeszcze tego samego dnia powróciło na ściany galerii, działania aktywistek nie pozostały bez echa.

Sędzia, nie znajdując uzasadnienia dla tak radykalnego sposobu wyrażania swoich poglądów, podkreślił w swojej decyzji, że aktywistki "były o grubość szyby od nieodwracalnego uszkodzenia lub nawet zniszczenia" bezcennego dzieła. Wyrok jest surowy – Plummer spędzi za kratami dwa lata, a Holland – 20 miesięcy.

Działająca w Wielkiej Brytanii od lutego 2022 r. grupa Just Stop Oil, która domaga się rezygnacji z paliw kopalnych, zyskała rozgłos szeregiem protestów, podczas których aktywiści przyklejali się do dróg, blokując ruch, zakłócali wydarzenia sportowe i kulturalne, a także oblewali pomarańczową farbą witryny banków, obrazy w muzeach i zabytki.

PAP


Xi Jinping zaostrzył cenzurę. Konta w mediach społecznościowych są coraz ściślej kontrolowane. Urzędnicy obawiają się szczerej debaty z osobami z zewnątrz. Naukowcy czują, że są obserwowani, a ludzie biznesu wypowiadają slogany partii komunistycznej.

Dane dotyczące bezrobocia wśród młodzieży, które jest ogromnym problemem, zostały "poprawione i zoptymalizowane" — i obniżone. Statystyki dotyczące bilansu płatniczego stały się tak niejasne, że nawet amerykański Departament Skarbu jest zaskoczony.

19 sierpnia br. giełdy przestały publikować codzienne dane dotyczące malejących napływów inwestycji zagranicznych. Wraz ze słabnącymi wskaźnikami gospodarczymi sektorowi prywatnemu coraz trudniej jest podejmować dobre decyzje. Urzędnikom prawdopodobnie również.

(...)

Gdy Chiny stawały się coraz bardziej otwarte pod koniec lat 90. i na początku tego wieku, przywódcy Państwa Środka mieli nadzieję na utrzymanie kontroli przy jednoczesnym uniknięciu błędów Związku Radzieckiego. Przez wiele lat pozwalali na swobodniejszy przepływ informacji w biznesie, gospodarce i nauce. Pomyślmy teraz o chińskich firmach, ujawniających informacje inwestorom w Nowym Jorku lub naukowcach, którzy dzielili się nowymi badaniami z naukowcami za granicą.

Wydawało się, że technologia oferuje bardziej "chirurgiczny" sposób cenzurowania opinii masowej. Internet był intensywnie kontrolowany, ale nie został zakazany.

Najwyższe kierownictwo Chin również podwoiło wysiłki, aby wiedzieć, co się dzieje. Przez dziesięciolecia prowadzili system znany jako "neican". To wewnętrzne raporty o ograniczonym nakładzie, przygotowane przez dziennikarzy i urzędników dla wysokich przedstawicieli Komunistycznej Partii Chin. Na przykład podczas protestów na placu Tiananmen przywódcy otrzymywali ciągłe aktualizacje sytuacji.

Utopijni i technokratyczni lojaliści partii uważali, że duże zbiory danych i sztuczna inteligencja mogą ulepszyć ten system, tworząc zaawansowane technologicznie rozwiązanie dla najwyższego przywódcy, który pozwoliłby na rodzaj oświeconego centralnego planowania — coś, co nie udało się Sowietom.

(...)

Dokumenty dotyczące polityki pieniężnej i raporty roczne chińskich megabanków odwołują się teraz do myśli Xi Jinpinga. Śmiertelnie nudni zagraniczni konsultanci do spraw zarządzania są traktowani jak szpiedzy. Dzieje się tak pomimo faktu, że coraz bardziej wyrafinowana gospodarka Chin wymaga bardziej płynnego i złożonego procesu decyzyjnego.

(...)

Inne skutki pustki informacyjnej stanowią jeszcze większe zagrożenie. Gdy sygnały cenowe słabną, alokacja kapitału staje się coraz trudniejsza. Dzieje się to w delikatnym momencie. W miarę kurczenia się siły roboczej Chiny muszą w większym stopniu polegać na zwiększaniu produktywności. Chodzi o dobre wykorzystanie zasobów.

Kraj musi odejść od tanich kredytów i budownictwa na rzecz innowacyjnych gałęzi przemysłu i zaopatrywania konsumentów. Właśnie dlatego wydatki kapitałowe są przeznaczane na pojazdy elektryczne, półprzewodniki i inne.

Jeśli jednak inwestycje opierają się na błędnych obliczeniach dotyczących popytu i podaży, szanse na udaną transformację są niskie.

Wielbiciele Chin mogą odpowiedzieć, że kluczowi decydenci w tym kraju nadal dysponują dobrymi informacjami, dzięki którym mogą kierować gospodarką. Ale nikt tak naprawdę nie wie, jakie dane i raporty widzi Xi. Co więcej, można założyć, że przepływ prywatnych informacji staje się coraz bardziej zniekształcony i podlega mniejszej kontroli. Nikt oficjalnie nie chce się podpisać pod tezą, według której kluczowa polityka Xi zawodzi.

onet.pl/The Economist


Wykorzystywane w ostatnich miesiącach przez Waszyngton sankcje wtórne są jednym z głównych instrumentów odstraszających państwa trzecie od wspierania Rosji w procesie obchodzenia zachodnich restrykcji. Szczególnie efektywnym narzędziem okazała się groźba odcięcia banków z Chin, Turcji czy państw Zatoki Perskiej od amerykańskiego rynku finansowego, który nadal pozostaje dla nich kluczowy przy rozliczeniach handlowych bądź inwestycyjnych. W rezultacie duże, renomowane instytucje wolą ograniczać ryzyko wynikające ze współpracy z FR, czasem wręcz na wyrost rezygnując z kooperacji z podmiotami z nią powiązanymi. I choć tworzone są alternatywne mechanizmy rozliczeń, to i tak koszty tych operacji rosną, a czas dostaw do Rosji się wydłuża.

Wprawdzie ze względu na znaczenie juana w rosyjskiej gospodarce sankcje silnie dotknęły chińskie podmioty globalne, niemniej w dłuższym okresie na trudnościach Rosji najbardziej może zyskać właśnie ChRL. W przypadku tego państwa nasilenie restrykcji nie przełożyło się na trwałe spadki w handlu, co wskazuje na rozwój odpornych na nie mechanizmów finansowych. Duże firmy z Chin lub powiązane z nimi będą zapewne zastępować drobnych rosyjskich importerów. Zmniejszanie się konkurencji przekładać się będzie natomiast na coraz wyższe ceny sprowadzanych towarów.

Rosnące koszty importu napędzają inflację, z którą Centralny Bank Rosji bezskutecznie walczy od ubiegłego roku (obecnie bazowa stopa procentowa wynosi już 19%). Oficjalnie roczna inflacja w FR pod koniec sierpnia przekroczyła 9%, jednak z badań instytutu Romir (który prowadzi je na bazie znacznie szerszego koszyka towarów niż Rosstat) wynika, że realny wzrost cen w tym czasie to ponad 21%.

Dalsze zacieśnianie sankcji finansowych, wpisywanie na listy kolejnych rosyjskich banków (w tym Gazprombanku), także przez UE (w tym wymuszenie wycofania się europejskich banków z FR), oraz monitorowanie przestrzegania restrykcji i nakładanie ich na partnerów z państw trzecich negatywnie wpłyną na stabilność finansową Rosji. Stanie się tak zwłaszcza wtedy, gdy ograniczenia te w coraz większym stopniu dotyczyć będą płatności za rosyjski eksport surowców energetycznych.

osw.waw.pl

czwartek, 26 września 2024



Przez następny rok front w tym rejonie praktycznie stał, nie licząc pomniejszych ataków i kontrataków, które kończyły się niewielkimi zmianami w kontroli terenu. Dopiero na początku lata, po zajęciu położonej 20 kilometrów na północny wschód od Wuhłedaru wsi Nowomychailiwka (co Rosjanie okupili kilkoma miesiącami walk i poważnymi stratami rzędu 200 pojazdów opancerzonych), rosyjskie wojsko zyskało możliwość swobodniejszego atakowania polami pomiędzy obiema miejscowościami. Od lipca to robiło ze znaczną intensywnością. Używając do tego znacznych ilości ciężkiego sprzętu, czego już od dawna nie robiło na innych odcinkach frontu. Początkowo było wiele ukraińskich nagrań odpierania tego rodzaju ataków i zadawania Rosjanom ciężkich strat, ale z tygodnia na tydzień zajmowali oni coraz więcej pozycji. Trend ten z czasem przyśpieszał, zapewne wraz z wyczerpywaniem się ukraińskiej obrony.

Dodatkowo na początku września Rosjanie po długich przygotowaniach mocno uderzyli z drugiej strony Wuhłedaru, zajmując położoną 10 kilometrów na zachód wieś Preczistiwka. Kleszcze wokół miasta-fortecy zaczęły się wyraźnie zaciskać. W połowie miesiąca Rosjanie zajęli już wieś Wodziane na północny wschód od miasta i część zabudowań kopalni. Od tego czasu sytuacja już wyraźnie zaczęła zmierzać ku temu, co widzimy teraz, czyli ostatecznemu upadkowi Wuhłedaru. Ukraińcy ewidentnie nie mają dość sił, aby powstrzymać natarcie na skrzydłach miasta. Stracili najdogodniejsze pozycje obronne rozbudowywane miesiącami i latami, ponieśli spore straty w ludziach, znaleźli się w odwrocie, nie mogąc oprzeć się o żadną nową dobrą linię obrony czy teren, bo wszystko wokół to płaskie pola. Jedyna droga do Wuhłedaru jest 2-4 kilometry od rosyjskich pozycji, co oznacza, że jej przejechanie to ruletka.

Właściwie przesądzony upadek miasta ma istotne konsekwencje dla całego odcinka ukraińskiej obrony. Od dwóch lat Wuhłedar był kotwicą dla południowego skraju frontu w rejonie Doniecka. Jego utrata oznacza jego znaczne osłabienie w momencie, kiedy właściwie cały się chwieje i trzeszczy. Sytuacja w rejonie wielokrotnie i często opisywanego Pokrowska (50 km na północ od Wuhłedaru) to jedno. Ukraińcy zdołali ją względnie ustabilizować, rzucając tam posiłki pod koniec sierpnia, choć Rosjanie nadal powoli idą naprzód. Druga sprawa to jednak to, co się dzieje pomiędzy Pokrowskiem a właśnie Wuhłedarem. Rejon miast Hirnyk, Kurachowe i ciągnących się dalej na południe wsi oraz pól. Ostatnie dwa tygodnie to wyjątkowa presja Rosjan na tym odcinku. Ukraińcy notują tam najwięcej ataków na całym froncie. Więcej niż na do niedawna absolutnie priorytetowym dla Rosjan kierunku pokrowskim. W tygodniu 16-22 września było to 305 ataków względem 277. W poprzednim 286 względem 244.

Duża presja i wykorzystanie wcześniejszych sukcesów w rejonie Pokrowska do atakowania ukraińskich linii obronnych od boku przekładają się na duże postępy. Na niektórych odcinkach Rosjanie posunęli się już blisko 10 kilometrów w linii prostej od początku miesiąca. Ukraińcy są wyczerpani i zmuszani do porzucania pozycji, które zostają zagrożone okrążeniem oraz odcięciem od zaplecza. Jest jak najbardziej możliwe, że w najbliższych tygodniach to tempo postępów Rosjan się utrzyma, aż uda im się wyrównać linię frontu i dociągną ją w tym rejonie do poziomu, który osiągnęli w sierpniu na kierunku pokrowskim. W całej tej okolicy nie ma jakichś większych przeszkód naturalnych, które mogłyby istotnie pomóc Ukraińcom w obronie. Niemal wyłącznie płaskie pola bez większych miast.

Rosjanie na pewno też są wyczerpani. Nie brakuje relacji z ich strony frontu, o posyłaniu do szturmów kogo się tylko da, nawet doświadczonych specjalistów czy lżej rannych. Straty ciągle są wysokie. Nie brakuje im jednak amunicji, a bombowce nieniepokojone zrzucają po 3 tysiące bomb szybujących miesięcznie. Ciągle nie widać stabilizacji frontu, którą właśnie na ten okres zapowiadali kilka miesięcy temu specjaliści. Nie widać istotnego wpływu zwiększonej ukraińskiej mobilizacji, czy większego napływu amunicji artyleryjskiej z zachodu. Ukraińcy ciągle piszą i mówią o tym, że na froncie dramatycznie brakuje ludzi oraz broni, a oddziały trzymające obronę są wyczerpane.

gazeta.pl


Na początku września, gdy cena ropy Brent zaczęła gwałtownie spadać z sierpniowego szczytu na poziomie 82 dol. za baryłkę, kraje OPEC+ zdecydowały się odłożyć o dwa miesiące wzrost produkcji zaplanowany na początek października. Uczestnicy rynku zignorowali tę decyzję i cena spadła poniżej 70 dol. do najniższego poziomu od grudnia 2021 r.

Choć cena następnie nieznacznie się podniosła, pojawiło się pytanie, czy OPEC+ będzie w stanie chociażby rozpocząć planowane zwiększenie produkcji. Globalny popyt znajduje się bowiem w stagnacji z powodu spowolnienia światowej gospodarki i gospodarki Chin, głównego konsumenta ropy naftowej.

Do lipca chiński popyt spadał przez cztery kolejne miesiące, a "jego spadek stał się trwałym trendem" — stwierdziła niedawno Międzynarodowa Agencja Energii.

Arabia Saudyjska, największy producent ropy naftowej w OPEC+, zamierza rozpocząć zwiększanie produkcji od 1 grudnia, nawet jeśli doprowadzi to do przedłużającego się okresu niższych cen, powiedziały w rozmowie z "The Financial Times" osoby zaznajomione ze stanowiskiem kierownictwa kraju.

Aby zrównoważyć budżet, Rijad chce, aby cena ropy ustabilizowała się na poziomie 100 dol. za baryłkę. Przywódcy kraju zdecydowali, że nie chcą już oddawać udziału w rynku innym producentom.

Począwszy od grudnia Arabia Saudyjska zamierza zwiększyć średnią dzienną produkcję o 83 tys. baryłek każdego miesiąca, co spowoduje wzrost produkcji o 1 mln baryłek do grudnia 2025 r.

Średnia cena ropy Brent wynosiła 99 dol za baryłkę w 2022 r. — wzrosła ona z powodu inwazji Rosji na Ukrainę. Od listopada tego roku OPEC+ ograniczał produkcję, aby utrzymać wysoką cenę. Ropa naftowa jest jednak coraz tańsza, a jej średnia cena za baryłkę we wrześniu 2024 r. wyniosła już tylko 73 dol. W czwartek 26 września koszt baryłki Brent spadł o ponad 2 proc. do 71,9 dol.

Ceny te można już uznać za krytyczne dla budżetu Rosji, której ropa sprzedawana jest z dyskontem. Tegoroczny rosyjski budżet opiera się na założeniu, że ropa Urals będzie kosztować przynajmniej 70 dol. za baryłkę. Ministerstwo rozwoju gospodarczego Rosji umieściło mniej więcej taką samą cenę — 69,7 dol. — w swoich prognozach na 2025 r.

Kiedy cena za baryłkę ropy Brent spadła poniżej 70 dol. w pierwszej połowie miesiąca, ropa Urals była sprzedawany po 57-60 dol. za baryłkę w portach bałtyckich i czarnomorskich. Takie poziomy "są zdecydowanie niewygodne dla budżetu federalnego", stwierdził rosyjski bank Rosbank.

Ceny te są nawet niższe niż pułap cenowy 60 dol. ustalony przez kraje zachodnie, który prawie przestał być przestrzegany, ponieważ ropa jest obecnie eksportowana głównie przez tankowce z floty cienia.

Tymczasem projekt rosyjskiego budżetu na 2025 r. przewiduje wzrost wydatków w pozycji "obrona narodowa" do rekordowych 13,2 bln rubli (ok. 140 mld dol. lub ok. 540 mln zł po obecnym kursie). To o 22 proc. więcej niż w bieżącym roku i prawie 4 razy więcej niż w przedwojennym 2021 r., kiedy wydatki wyniosły 3,5 bln rubli (ok. 140 mld zł po obecnym kursie).

W rezultacie budżet wojskowy Rosji będzie równy ok. 6,2 proc. PKB Rosji.

onet.pl


Z dokumentu sporządzonego przez ukraiński rząd, który widziała redakcja POLITICO, wynika, że chiński rząd przybył na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ do Nowego Jorku z konkretnym planem. Chce zdobyć poparcie krajów Ameryki Łacińskiej, Azji i Afryki dla swojego pomysłu zamrożenia walk w Ukrainie na obecnym etapie.

Stany Zjednoczone są przeciwne takiemu rozwiązaniu, a ukraińscy urzędnicy są nim mocno zaniepokojeni — do tego stopnia, że stworzyli odpowiedni dokument, w którym opisują ów plan i przedstawiają go dyplomatom zgromadzonym w Nowym Jorku.

Wynika z niego, że Chiny starają się przekonać urzędników do poparcia rozmów pokojowych skoncentrowanych na "uwzględnieniu interesów bezpieczeństwa każdego kraju", by "zapobiec przegraniu" wojny przez Rosję. W dokumencie ukraiński rząd nie precyzje, jak dokładnie zna strategię Chin. Niemniej prowadzi dyplomatyczną ofensywę na wielu frontach — stara się odwieść sojuszników od poparcia chińskiego planu. Ukraińskie przedstawicielstwo ONZ w Nowym Jorku nie odpowiedziało na prośbę o komentarz w tej sprawie.

Chiny szukają poparcia dla swojego planu zainicjowania rozmów pokojowych między Rosją a Ukrainą. Ich punktem wyjściowym miałby być sześciopunktowy plan pokojowy Chin i Brazylii opublikowany w maju po wizycie Celso Amorima — głównego doradcy brazylijskiego prezydenta — w Pekinie. Plan ten wzywa do natychmiastowego zakończenia działań wojennych, deeskalacji i rozpoczęcia rozmów pokojowych między Kijowem a Moskwą — ale nie zobowiązuje Rosji do wycofania żołnierzy z okupowanych przez nią terytoriów Ukrainy.

(...)

Szczególnych kłopotów może przysporzyć Ukrainie dążenie Chin do uzyskania poparcia Indii. Kijów ma nadzieję, że New Delhi pomoże w wynegocjowaniu porozumienia pokojowego, które Ukraina będzie w stanie zaakceptować. Ambasada Indii w Waszyngtonie odmówiła komentarza w tej sprawie.

Jeśli Chiny będą w stanie przekonać dużą grupę krajów do poparcia ich propozycji, Pekin będzie mógł przedstawić to jako dowód na to, że "światowa większość" popiera jego warunki dotyczące rosyjsko-ukraińskich rozmów pokojowych. Ukraińcy przewidują, że formalnie plan potencjalnych rozmów pokojowych może zostać ujawniony w przyszłym miesiącu na spotkaniu grupy BRICS zrzeszającej wschodzące gospodarki.

Ambasady Rosji i Brazylii w Waszyngtonie oraz Biały Dom nie odpowiedziały na prośby o komentarz.

onet.pl/Politico


— Ukrainy już nie ma. To już nie jest Ukraina. Niemożliwe będzie zastąpienie tych miast i wsi, martwych ludzi, tak wielu martwych ludzi. Każda umowa, nawet najgorsza, będzie lepsza niż to, co mamy teraz — powiedział Trump, odnosząc się do porozumienia z Rosją w sprawie zakończenia wojny.

(...)

Trump w poniedziałek nazwał Zełenskiego "największym sprzedawcą w historii". — Za każdym razem, gdy przyjeżdża do kraju, wyjeżdża z 60 mld dol. (niemal 230 mld zł) — powiedział. Na środowym wiecu Trump nadal atakował Zełenskiego w tej sprawie, mówiąc: — Nadal dajemy miliardy dolarów człowiekowi, który odmawia zawarcia umowy — Zełenskiemu. Każda umowa, którą mógłby zawrzeć, byłaby lepsza niż sytuacja, którą mamy teraz. A teraz mamy kraj, który jest zniszczony.

Tymczasem Trump nadal twierdzi, że jest w stanie natychmiast zatrzymać wojnę, jeśli wróci do Białego Domu. — Utkniemy w tej wojnie, jeśli nie zostanę prezydentem. Zrobię to, wynegocjuję [pokój]. Wydostanę się stamtąd. Musimy się stamtąd wydostać — powiedział na innym wydarzeniu we wtorek. Dzień wcześniej powiedział: — Jeśli wygram te wybory, pierwszą rzeczą, jaką zrobię, będzie zadzwonienie do Zełenskiego i prezydenta Putina i powiedzenie: "Musisz negocjować, to szaleństwo".

Trump wydawał się być rozgniewany komentarzami Zełenskiego, który wcześniej podczas swojej wizyty w USA zakwestionował jego zdolność do zrozumienia sytuacji w Ukrainie i doprowadzenia do pokoju, podał "Financial Times". W wywiadzie dla "New Yorkera" ukraiński prezydent zasugerował, że były prezydent nie rozumie złożoności konfliktu: — Mam wrażenie, że Trump tak naprawdę nie wie, jak powstrzymać wojnę, nawet jeśli może mu się tak wydawać.

Trump powiedział jednak na środowym wiecu: — Prezydent Ukrainy jest w naszym kraju i wygłasza małe paskudne inwektywy przeciwko waszemu ulubionemu prezydentowi.

Niektórzy inni Republikanie również zwrócili się przeciwko Zełenskiemu. Marszałek Izby Reprezentantów Mike Johnson wysłał do niego list, w którym nazwał jego wizytę w fabryce broni w Pensylwanii "czysto partyjną kampanią mającą na celu pomoc Demokratom i oczywistą ingerencją w wybory". Johnson wezwał Zełenskiego do podania ukraińskiej ambasador w USA, Oksany Markarowej, która zorganizowała wizytę, do dymisji.

Pensylwania jest jednym z siedmiu tzw. swing states, o których wyborców walczą kandydaci obu partii. Biuro Zełenskiego stwierdziło, że wizyta była wyłącznie "gestem wdzięczności" wobec producenta pocisków, który dostarcza je do Ukrainy. Jednocześnie Harris stara się wykorzystać wsparcie Waszyngtonu dla Ukrainy, aby pozyskać po swojej stronie około 750 tys. mieszkańców Pensylwanii polskiego pochodzenia.

onet.pl


W dobie powszechnego dostępu do internetu środki aktywne uległy istotnym przekształceniom. Nowa platforma przekazu okazała się znakomitą przestrzenią do użycia narzędzi cyfrowych. Rola tych tradycyjnych została zredukowana: zmieniła się natura komunikacji masowej – obok mediów drukowanych, radia i telewizji musi ona uwzględniać media internetowe, zwłaszcza sieci społecznościowe. Wszystkie instrumenty (te nowe i te stare) wymagają ponadto dostosowania do nowych warunków wielokanałowej narracji. Za pomocą internetu – ogólnoświatowego metamedium – transmituje się osiągające niespotykane dotąd zasięgi przekazy multimedialne wykorzystujące tekst, obraz i dźwięk. Nową dynamikę aktywnym przedsięwzięciom nadały też szerokie możliwości komunikacji grupowej, prowadzonej w czasie rzeczywistym i umożliwiającej natychmiastową reakcję.

Nowe media stały się kluczem do objaśnienia transformacji środków aktywnych, jako że internet stanowi ponadgraniczną platformę pozwalającą państwom, którym przyświecają wyraźnie destrukcyjne, wywrotowe zamiary, na różne formy ingerencji w sprawy wewnętrzne innych. Ta kapitalna cecha nie zamyka listy wyróżników generujących wyjątkową przydatność nowych mediów w walce informacyjnej. Ich ważną z perspektywy procesu komunikacyjnego zaletą jest rosnąca liczba użytkowników sieci, czemu sprzyjają nowe technologie (dziś niemal każdego stać na „prywatny” przekaźnik – smartfon – za pomocą którego można wszystko sfilmować i od razu pokazać światu).

Dynamiczny rozwój środków aktywnych w środowisku nowych mediów wiąże się z zachodzącymi od 2004 r. zmianami wynikającymi z pojawienia się tzw. internetu drugiej generacji (Web 2.0). O ile Web 1.0 był przede wszystkim źródłem informacji, o tyle Web 2.0 stał się centrum komunikacji jego użytkowników. Dochodzi do niej w wielu miejscach w cyberprzestrzeni, takich jak blogi, fora, podcasty, a zwłaszcza serwisy społecznościowe (m.in. Facebook, YouTube, WeChat, Instagram, TikTok, X/Twitter czy rosyjskojęzyczne: LiveJournal, VKontaktie, Odnokłassniki, wyszukiwarka i portal Yandex). W zależności od profilu odbiorcy ich operatorzy oferują najrozmaitsze komunikatory, platformy blogowe, agregatory filmów, portale pozwalające na tworzenie sieci, a ich użytkownikom – na uczestnictwo w danej społeczności. O przydatności nowych mediów do działań aktywnych zadecydowało więc wiele cech, a zwłaszcza: globalny zasięg, zniesienie barier komunikacyjnych (np. językowych), możliwość wykorzystania urozmaiconych technik komunikacyjnych, anonimowość, szybkość i trwałość przekazu, wysoka interaktywność, niski koszt oraz łatwość użytkowania.

Nowych mediów nie sposób też przecenić z perspektywy służb wywiadowczych. Internet zapewnił im dostęp (także nielegalny) do danych w czasie rzeczywistym oraz szybką i tanią komunikację, dostarczył narzędzi do zaawansowanego wyszukiwania i analizy obrazów i materiałów wideo, tj. informacyjnego spenetrowania obiektu działań. Ułatwił kradzież tożsamości w sieci, podszywanie się pod oficjalne strony oraz kreowanie sytuacji sprzyjających konkretnym aktorom państwowym i grupom interesu w kraju i w relacjach międzynarodowych. Stworzył możliwość błyskawicznego upowszechniania spreparowanych treści (ich emitowania na cały świat, powielania, wycinania tych niepożądanych, narzucania własnej interpretacji), gwarantując anonimowość nadawcy (a więc podniesienie poziomu własnego bezpieczeństwa w sieci, opcję maskowania poczynań i zacierania ich śladów poprzez łańcuchy pośredników) i dostęp do odbiorcy. Zapewnił również możność „wybielania” dezinformacji: odbiorca, szukając potwierdzenia podsuniętego mu przekazu, uzyskuje go z kilku innych dezinformujących źródeł. Słowem – globalna sieć przyniosła ze sobą narzędzia sprawiające, że współczesne operacje informacyjne są trudne do wykrycia.

Amerykański ekspert ds. mediów społecznościowych Bret Schafer w raporcie pt. A view from the digital trenches twierdzi m.in., że na obecnych platformach cyfrowych skuteczną dezinformację można przeprowadzić w ciągu kilku tygodni, podczas gdy w czasie zimnej wojny trwało to nawet kilka lat. Plotki lub wycieki danych rozprzestrzeniają się w internecie w ciągu dni, jeśli nie godzin. W opinii Schafera dzisiejsze operacje informacyjno-psychologiczne cechują się dodatkowo aterytorialnością (można je przeprowadzić z dowolnego punktu na świecie) oraz automatyzacją procesów powielania dezinformacji (np. poprzez botting). Dziś można dezinformować nie tylko człowieka, lecz także maszyny – tzw. złe (szkodliwe) boty zarządzają np. ruchem w sieci przez zmiany pozycji informacji w rankingach wyszukiwarek (tzw. dobrych botów). Ponadto wykorzystanie botów pozwala niewielkiej liczbie operatorów multiplikować komunikaty na licznych platformach i kanałach. Zautomatyzowane boty mają zdolność kształtowania olbrzymich zasięgów i docierania z przekazem propagandowym do większych niż wcześniej grup odbiorców. Sieci botów i trolli mogą w ten sposób wykreować konsensus polityczny, czyli sprawić, że konkretny polityk czy idea uzyskają szerokie poparcie społeczne, lub na odwrót – poprzez stworzenie ich fałszywego obrazu pozbawić ich popularności.

Istotne jest również to, że użytkownicy mediów społecznościowych swoją aktywnością ułatwiają odczytanie własnych profilów osobowościowych (chodzi m.in. o przekonania religijne, ideologiczne i polityczne). Dzięki temu mimowolnie wspomagają podmiot prowadzący działania informacyjno-psychologiczne w identyfikacji szerszych zbiorowości i dotarciu do nich z odpowiednio sprofilowanym przekazem. Do nowych uwarunkowań walki informacyjnej należy też jej umasowienie. W tym kontekście wystarczy wspomnieć, że tylko jednego dnia, 14 marca 2022 r., w przestrzeni polskiego internetu zawieszono lub zlikwidowano cztery „gniazda” dezinformacyjne, skupiające łącznie ok. 3 tys. kont.

Podmioty stosujące cyfrowe środki aktywne wykorzystują zarówno pozytywne, jak i negatywne aspekty nowych mediów. Współczesny człowiek jest narażony nie tylko na nadmiar informacji, lecz także na jej niską jakość. Sieć nie respektuje powszechnych reguł rozpowszechniania wyłącznie rzetelnych, sprawdzonych i przefiltrowanych oryginalnych danych. Nie da się ochronić przed zalewem dezinformacji – głównie wskutek rozproszenia informacji, jej wielokrotnego przetwarzania i powielania. Skutkuje to błędnym postrzeganiem świata, wzmocnieniem radykalnych poglądów politycznych, polaryzacją grup społecznościowych, konfliktami i hejtem w internecie.

Dysfunkcje social mediów to pokłosie ich specyfiki technologicznej i społecznej. Według Justyny Balcewicz, analityczki NASK specjalizującej się w cyberbezpieczeństwie, informacje są modelowane zgodnie z oczekiwaniami odbiorców. „Takie profilowanie powoduje zamknięcie się w bańce filtrującej, co sprawia, że użytkownicy żyją w przekłamanym, homogenicznym świecie, w którym wydaje się, że wszyscy mają takie same poglądy”. Mechanizm jest prosty: na podstawie zachowania użytkownika w sieci algorytmy tworzą jego profil, a następnie dobierają do niego treści odpowiadające jego indywidualnym preferencjom. Prowadzi to do tworzenia się tzw. cyfrowych gett, czyli podziału społeczeństwa na grupy odbiorców wyeksponowanych na te same treści, co z jednej strony wzmacnia ich wspólnotowość, a z drugiej – separuje od innych. „Grupa spaja swoich członków. Wykorzystuje przy tym efekt polaryzacji, podział świata na «my» i «oni». Oczywiście, to «my» jesteśmy zawsze tymi, którzy mają rację. Dodatkowo używa argumentu prawdy dostępnej tylko dla wybranych i uświadomionych, utwierdzając w użytkownikach przekonanie, że należą do elity”.

Nowe technologie zaburzyły przy tym dotychczasową funkcję gatekeeperów (osób pilnujących rzetelności informacji): „Rola gatekeeperów uległa przeobrażeniu. W mediach tradycyjnych pierwszym etapem było filtrowanie informacji, a drugim ich publikacja. W nowych mediach proces ten jest odwrócony. Najpierw następuje publikacja, a później dopiero filtrowanie, które odbywa się w ramach poszczególnych sieci społecznościowych”. Mimo częstokroć braku kompetencji przekaźnikami i filtrami danych są sami użytkownicy sieci: weryfikują oni treści z innych mediów i dodają do nich własne komentarze, po czym rozpowszechniają we własnych środowiskach.

(...)

Wśród rozpoznanych i opisanych mechanizmów psychologicznych pozwalających zrozumieć oddziaływanie fałszywych informacji na funkcjonowanie człowieka Zegarow odnotował ponadto: „stres informacyjny” (specyficzną formę dyskomfortu wewnętrznego wywołanego nadmiarem danych, których nie jesteśmy w stanie przetworzyć), empirycznie udowodnioną „wrodzoną trudność w rozpoznawaniu fake newsów” czy „rozumowanie motywowane” (czyli wpływ motywacji na ocenę informacji, kształtowanie postaw i podejmowanie decyzji). To ostatnie skutkuje selektywnym przetwarzaniem i zapamiętywaniem informacji, wzmacnianiem stronniczości i polaryzacją poglądów. Ma katastrofalne skutki zwłaszcza dla procesu decyzyjnego.

Jolanta Darczewska - Zawładnąć umysłami i urządzić świat

środa, 25 września 2024



Siły rosyjskie oskrzydliły Wuhłedar od zachodu, w wyniku czego miasto znalazło się w kleszczach. Według części źródeł broniące go wojska ukraińskie (głównie 72 Brygada Zmechanizowana) rozpoczęły wycofywanie się z miasta, a najeźdźcy wkroczyli w obszar zabudowany od wschodu. Po zajęciu przez agresora miejscowości Żełanne Druhe, o którą według obrońców wciąż toczą się walki, siłom ukraińskim pozostałym na zachód od Doniecka w widłach rzek Wołcza i Łozowa grozi okrążenie.

Rosjanie działający na kierunku Pokrowska przecięli połączenia kolejowe i drogowe pomiędzy Sełydowem a Kurachowem, tworząc kolejną przeszkodę dla cofających się wojsk ukraińskich. Doprowadzili także do względnego wyrównania linii frontu na południe i wschód od Myrnohradu, gdzie przywrócili kontrolę nad terenami odzyskanymi przez obrońców tydzień wcześniej. Ukraińcy utrzymują się na zachodnich obrzeżach Hrodiwki – ostatniej miejscowości na głównej drodze do Myrnohradu. W wyniku bombardowań w Pokrowsku pogłębiają się problemy z dostępnością wody, prądu i gazu, a permanentny ostrzał utrudnia ewakuację pozostałych w mieście mieszkańców (ich liczbę wciąż szacuje się na kilkanaście tysięcy). Ze względu na zniszczenia infrastruktury transportowej zmniejszyła się też rola Pokrowska jako zaplecza logistycznego sił ukraińskich walczących w północnej części Donbasu.

Wojska rosyjskie wkroczyły do Łeonidiwki na zachód od Torećka, co grozi oskrzydleniem miasta od zachodu. Trwają walki w jego centrum, do którego Rosjanie wdarli się, atakując z kierunku wschodniego. Siły agresora poszerzyły przyczółki po zachodniej stronie kanału Doniec–Donbas na północ i południe od Czasiw Jaru. Wylądowały także na zachodnim brzegu rzeki Żerebeć w rejonie Makijiwki i Newśkego (na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego), skąd po kilkunastu miesiącach obrony ustąpiły wojska ukraińskie. Rosjanie pogłębili wyłom na południowy wschód od Kupiańska, gdzie do przeprawy przez rzekę Oskoł w Kruhlakiwce pozostało im ok. 2 km. Zaktywizowali się również na południe od Wełykiej Nowosiłki, gdzie ponownie uderzyli na odzyskaną przez Ukraińców latem 2023 r. Makariwkę.

Natarcie rosyjskie w obwodzie kurskim uległo spowolnieniu, jednak docierającym tam wzmocnieniom ukraińskim nie udało się ustabilizować obrony. Rosjanie poczynili kolejne postępy na obu flankach, atakując przede wszystkim w rejonach przygranicznych. Wskazuje to na zamiar odcięcia Ukraińców od ich macierzystego terytorium. Nie przyniosły natomiast rezultatu kolejne ukraińskie ataki w rejonie głuszkowskim, na zachód od głównego obszaru działań.

(...)

W atakach ukraińskich dronów na terytorium Rosji częściowo zniszczone zostały dwa składy amunicji w obwodzie twerskim, co potwierdziły zdjęcia satelitarne. 18 września trafiony został 107. Arsenał Głównego Zarządu Rakietowo-Artyleryjskiego (ros. GRAU) Ministerstwa Obrony FR koło Toropca. Odnotowano 18 dużych detonacji, które wywołały wstrząsy sejsmiczne. Wedle strony ukraińskiej Rosjanie składowali tam m.in. rakiety Iskander i północnokoreańskie KN-23. Zdaniem wywiadu estońskiego eksplodowało tam 30 tys. ton amunicji (ekwiwalent 750 tys. pocisków artyleryjskich kalibru 152 mm) – zapas na dwa–trzy miesiące walk. 21 września zaatakowany został 23. Arsenał GRAU w miejscowości Oktiabrskij, 16 km od Toropca. Miało się tam znajdować 2 tys. ton amunicji, w tym naboje produkcji KRLD. Według części źródeł uderzył weń dron z napędem odrzutowym (w ukraińskim przekazie określany mianem rakietowego) Palanycia. Tego samego dnia trafiona została także 719. Baza Pocisków Artyleryjskich w Kamiennym w Kraju Krasnodarskim, jednakże nie potwierdzono tam poważniejszych zniszczeń. Atak 21 września należał do największych przeprowadzonych dotąd przez Ukraińców. Rosjanie deklarowali zniszczenie tego dnia 101 dronów, a 18 września 54. Poza wyżej wymienionymi atakowane miały być także obiekty w innych regionach FR i na okupowanym Krymie.

Uderzenie w arsenał koło Toropca jest prawdopodobnie największym sukcesem ukraińskich ataków na rosyjskie składy amunicji od lutego 2022 r. Skala zniszczeń zgromadzonych tam zapasów wpłynie na planowanie przez Rosjan zużycia amunicji, choć nie jest przesądzone, że odczują to bezpośrednio obrońcy na froncie. Dla potrzeb działań na Ukrainie wojska agresora pozyskują bowiem amunicję z kilkudziesięciu magazynów w europejskiej części Rosji.

(...)

21 września dziennikarz i działacz społeczny Serhij Hnezdiłow, służący w wojsku od 2019 r., ogłosił, że opuszcza swój oddział, uznając się za dezertera. Swoją decyzję nazwał aktem sprzeciwu wobec postawy najwyższych władz Ukrainy i oskarżył je o niewłaściwe zarządzanie wysiłkiem wojennym państwa, niechęć do podejmowania trudnych decyzji w sprawie mobilizacji, brak uczciwej komunikacji ze społeczeństwem oraz tolerowanie korupcji. Hnezdiłow podkreślił, że wobec ogromnego zmęczenia – zwłaszcza w piechocie – konieczne jest wprowadzenie możliwości demobilizacji po upłynięciu wyznaczonego prawem terminu służby. Jego zdaniem, aby umożliwić zwolnienie części żołnierzy, niezbędne jest stworzenie rezerwy mobilizacyjnej złożonej ze wszystkich obywateli, znaczne zwiększenie tempa mobilizacji i ukrócenie nadużyć. Wystąpienie to wywołało szeroki rezonans społeczny, zwłaszcza w armii. Większość cieszących się autorytetem żołnierzy, którzy publicznie zabrali głos w tej sprawie, skrytykowali Hnezdiłowa. Podkreślili oni, że – jakkolwiek trudno nie zgodzić się z zarzutami formułowanymi pod adresem władz w Kijowie – publiczne przyznanie się do dezercji jest złamaniem przysięgi wojskowej i aktem nielojalności wobec kolegów z oddziału, a ponadto może doprowadzić do dalszej erozji dyscypliny w armii.

Zgodnie z nieoficjalnymi informacjami Ukraińskiej Prawdy minister obrony Rustem Umierow w ostatnich dniach zdymisjonował dwóch zastępców szefa wywiadu wojskowego (HUR): Wiktora Zajcewa i Ihora Ostapenkę. Dymisje miały się odbyć bez uzgodnienia z szefem HUR generałem Kyryłem Budanowem. Według dziennikarzy Umierow planuje kolejne zwolnienia wśród generalicji, przy czym rozważana ma być także dymisja samego Budanowa.

osw.waw.pl


Filary rosyjskiego oddziaływania psychospołecznego:

• przekazy kreowane przez oficjalne ośrodki państwowe i polityków najwyższego szczebla (np. oświadczenia wydawane przez Kreml, artykuły Putina czy posty Dmitrija Miedwiediewa w mediach społecznościowych),
• media rządowe i prorządowe o zasięgu globalnym finansowane przez państwo, których przekaz jest adresowany zarówno do krajowych, jak i zagranicznych odbiorców (TV RT, Rossija 24),
• źródła zastępcze, np. portale i blogi tworzone na potrzeby lokalnych audytoriów, a także zinstrumentalizowane media szerzące rosyjską narrację w sposób zamierzony i niezamierzony,
• social media (trolle i boty wykorzystywane do powielania rosyjskich przekazów, korekty dyskusji społecznościowych, prowadzenia kampanii dyskredytacyjnych osłabiających zaufanie do konkretnych polityków i instytucji publicznych czy inspirowania protestów i prowokacji),
• cyberprzestrzeń (ataki hakerskie, klonowanie i przejmowanie stron internetowych, rozpowszechnianie fake newsów i sfabrykowanych przy użyciu sztucznej inteligencji deepfake’ów, blokowanie informacji niepożądanej czy paraliżowanie infrastruktury krytycznej i działalności mediów państwowych).

Dezinformację i propagandę eksperci Departamentu Stanu traktują jako elementy składowe środków aktywnych, których skuteczność wzrasta w razie użycia wszystkich lub części filarów równocześnie, dzięki czemu fałszujące rzeczywistość komunikaty stają się w oczach odbiorców bardziej wiarygodne. Najłatwiejsza do rozpoznania jest dezinformacja uprawiana przez oficjalne ośrodki, a najtrudniejsza – ta o niejawnym charakterze i niejasnym finansowaniu.

Amerykańskie ujęcie uwzględnia badania prowadzone w trakcie zimnej wojny oraz technologie informacyjne stosowane w cyberprzestrzeni. Profesor David Gioe twierdzi, że aby zrozumieć współczesne podejście rosyjskiego wywiadu (który notabene nazywa „wywiadem hybrydowym”), należy połączyć dzisiejsze technologie cybernetyczne (w tym hakowanie, trolling itp.) z historyczną perspektywą rosyjskich operacji wywiadowczych, a zwłaszcza środków aktywnych i pozyskiwania agentów wpływu41. Duże zasługi na polu analizowania tego instrumentarium położyła Grupa Robocza ds. Środków Aktywnych (ang. Active Measures Working Group) przy Departamencie Stanu, funkcjonująca w latach 1981–1992 pod kierunkiem wicesekretarza stanu Dennisa Kuxa. Jej eksperci i członkowie przygotowywali cykliczne raporty na temat sowieckich działań. Sam Kux podjął próbę stypologizowania tych zróżnicowanych narzędzi – podzielił je wzorem klasyfikacji źródeł wywiadowczych na białe, szare i czarne. Sprawstwo czynów w strefach białej (jawnych, z pozycji legalnych) i szarej (z użyciem metod na wpół legalnych, pod różnego typu przykrywkami) oraz odpowiedzialność za nie przypisał Kremlowi, a tymi w strefie czarnej (z wykorzystaniem metod wywiadowczych) obarczył wyspecjalizowane struktury KGB i GRU.

Analogicznie – na podstawie stopnia zakonspirowania poszczególnych podmiotów – rozłożono na części aparat wykonawczy zaangażowany w realizację środków aktywnych. Jego „biały” segment obejmował propagandę prowadzoną przez media państwowe (TASS, RIA Nowosti, Radio Moskwa). Inspirował je Wydział Propagandy i Agitacji KC KPZR. Segment „szary” wykorzystywał zagraniczne partie komunistyczne, organizacje i ruchy społeczne, ekspertów itd., tj. środki, którymi „zarządzał” Wydział Międzynarodowy KC KPZR. Narzędzia z segmentu „czarnego” charakteryzowały się największą skrytością. Na ten typ przedsięwzięć składały się m.in. wykorzystanie agentury wpływu czy fałszowanie materiałów i wprowadzanie ich do obiegu w celu dezinformowania
opinii publicznej i decydentów.

Taki model – oparty w gruncie rzeczy na typologii środków propagandy i stopnia zamaskowania wykonawców – z powodzeniem można zastosować do realiów dnia dzisiejszego. Jeśli uwzględnimy w nim narzędzia cyfrowe, to otrzymamy współczesnych zestaw środków aktywnych.

(...)

Jak pisze socjolog Igor Eidman, służby wywiadowcze to wprawdzie najważniejszy, ale tylko jeden z wielu podmiotów wykonawczych i ośrodków werbunkowych podwykonawców. Ten rozbudowany system organizacyjny autor przedstawia w postaci piramidy. Na jej szczycie znajduje się Putin, podejmujący decyzje strategiczne. Jego instrukcje wprowadza w życie Administracja Prezydenta (np. jej wiceszef Aleksiej Gromow nadzoruje kwestie związane z propagandą, w tym koncern, w którego skład wchodzą stacja telewizyjna RT i agencja Sputnik. Ich agendy zagraniczne zajmują się także „organizowaniem przyjaciół Rosji”), a poszczególni doradcy głowy państwa koordynują współdziałanie w tym zakresie z MSZ i innymi resortami (np. kultury czy nauki). Swego rodzaju „punkty dowodzenia” w Administracji Prezydenta organizują pośrednictwo i finansowanie operacji przez przedsiębiorstwa, stowarzyszenia społeczne, międzynarodowe fundacje, poszczególnych oligarchów itp. W ostatecznym rozrachunku to Kreml mobilizuje wykonawców, daje sygnał do rozpoczęcia operacji wpływu oraz uruchamia jej kolejne etapy.

Jolanta Darczewska - Zawładnąć umysłami i urządzić świat


Faktem jest, że Izrael odnosi teraz imponujące wręcz sukcesy ale są one wyłącznie na poziomie taktycznym. Atak na ponad 3 tys. pagerów przeprowadzony 17 września był nie tylko majstersztykiem izraelskiego wywiadu i kompromitacja Hezbollahu, ale również otworzył nowy rozdział w tej wojnie. Chodzi przy tym zarówno o wojnę w sensie ogólnym, czyli tę, którą Izrael toczy od 7 października 2023 r. r. z Hamasem, wspieranym przez irańskich sojuszników w regionie, jak i w sensie szczególnym, czyli konfliktde facto z Libanem. Skala ataku przeprowadzonego w dniach 17-18 września, jak również następujących później nalotów, zwłaszcza z 23 września (a można się spodziewać dalszej eskalacji), powoduje, że można mówić o przejściu do fazy wojennej. Oczywiście, siły zbrojne Libanu nie są w ten konflikt zaangażowane, a Izrael deklaruje, że jego celem jest wyłącznie Hezbollah, ale nie zmienia to faktu, że przy takiej skali ataków, działania Izraela odczuje cały Liban. Ostrzał nie ogranicza się przy tym do południowego Libanu (wcześniej ataki wykraczające poza ten obszar zdarzały się incydentalnie), lecz w coraz większym wymiarze obejmuje również południowe, szyickie dzielnice Bejrutu, a także Dolinę Bekaa. Można jednak oczekiwać, że nie wyjdzie, przynajmniej na tym etapie, poza obszary szyickie.

Tyle, że szyici nie są w Libanie ciałem obcym, lecz integralną częścią libańskiego społeczeństwa, a rozróżnienie między nimi a Hezbollahem w percepcji Izraela coraz bardziej przypomina to jakie ma miejsce w Strefie Gazy między populacją Palestyńczyków a Hamasem. Niestety, znaczna część Izraelczyków nie widzi żadnej różnicy, co znajduje swój wyraz również w publicznych wypowiedziach wielu polityków oraz w komentarzach w izraelskich mediach. Liban, jako państwo, jest natomiast ubezwłasnowolniony i nie ma żadnej zdolności do zmuszenia Hezbollahu do jakiejkolwiek zmiany polityki. Ewentualne osłabienie tej organizacji w wyniku działań Izraela (co wciąż wcale nie jest oczywiste bo warto pamiętać, że wojna z 2006 r. wzmocniła Hezbollah) nie doprowadzi do jego upadku, gdyż wśród szyitów nie ma ona politycznej alternatywy (Amal od dawna nią nie jest). Hezbollah kontroluje Liban legalnymi metodami, paraliżując zdolność parlamentu do wyboru prezydenta i stworzenia nowego rządu. Teoretycznie tylko wojsko mogłoby próbować utemperować Hezbollah, tyle, że oznaczałoby to pucz i w konsekwencji wojnę domową, więc się to nie wydarzy.

Przeprowadzony 17 września atak na pagery, kontynuowany następnego dnia atakiem na krótkofalówki i przypieczętowany 20 września masakrą 11 ważnych dowódców Hezbollahu z elitarnej grupy Redwan, w tym Ibrahima Aqila (po zabiciu Fuada Szukra w lipcu – nr 2 w Hezbollahu), to z całą pewnością ogromny sukces taktyczny Izraela. Zabicie 2 członków Rady Dżihadu Hezbollahu w krótkim okresie i szereg innych celnych uderzeń to ogromny sukces izraelskiego wywiadu, którego wizerunek tak bardzo został nadwerężony przez katastrofalną wpadkę z 7 października ub. r.. Natomiast akcja z pagerami i krótkofalówkami była absolutnym upokorzeniem dla Hezbollahu i pokazała, że system bezpieczeństwa tej organizacji jest dziurawy jak sito. Przy czym w wymiarze czysto militarnym nie była ona gigantycznym sukcesem. Zabicie raptem ok. 40 osób, z czego połowa byłą cywilami (w tym dwoje dzieci), trudno uznać za wielkie osiągnięcie. Wprawdzie rannych, w tym ciężko, zostało ok. 3,5 tys. osób ale trudno ocenić jaka część z nich należała do militarnego skrzydła Hezbollahu.

Niedyskryminacyjny charakter ataku (brak kontroli nad tym kto jest faktycznym celem) i jego nieproporcjonalność są przy tym przesłankami wskazującymi na to, że był on przeprowadzony z rażącym naruszeniem prawa międzynarodowego (ponadto był on niezgodny z Protokołem II z 1980 r., którego Izrael jest stroną). W ten sposób został on oceniony nie tylko przez cały świat arabski (który generalnie uznał go za agresję na Liban) ale również przez kluczowych dyplomatów ONZ, szefa dyplomacji UE Josepha Borella oraz wielu polityków europejskich. Były dyrektor CIA Leon Panetta nazwał ten atak „formą terroryzmu”, a Emanuel Macron wyraził solidarność z „libańskimi ofiarami”. Jednocześnie 18 września doszło do głosowania w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ nad rezolucją żądającą od Izraela opuszczenia „terenów okupowanych Palestyny” w ciągu 12 miesięcy. Tylko 14 państw zagłosowało przeciw – poza USA, dwoma państwami UE (Węgry i Czechy) oraz Argentyną, reszta to takie giganty geopolityczne jak Nauru, Tuvalu i Tonga. Natomiast aż 124 państwa, w tym 12 członków UE, głosowało za jej przyjęciem. Izrael popada w coraz większą dyplomatyczną izolację i USA pozostają jego ostatnią deską ratunku, tyle, że tam również narasta atmosfera niekorzystna dla Izraela. Niestety, jedynym wnioskiem jaki większość Izraelczyków z tego wyciąga to przekonanie o szerzącym się antysemityzmie i podłości świata, który uwziął się na nich, a wszelką krytykę ich walki z terrorystami uważają za niesprawiedliwość.

defence24.pl