Przez dwa i pół roku w tej wojnie było wiele zwrotów: Rosja nacierała, potem Ukraina wyzwoliła terytoria, odbiła Chersoń, przeszła do ofensywy, potem Rosja zaczęła nacierać. Dlaczego żadna ze stron nie może osiągnąć trwałej przewagi?
Właśnie dlatego, że ani Rosja, ani Ukraina nie były gotowe na przeciągającą się wojnę.
Czy pamiętasz, jak zaskoczony był świat, gdy na samym początku wojny stało się jasne, jak słabo wyposażona i nieudolna jest armia rosyjska? W Rosji ci, którzy mieli wiedzą o tym, jak żyją wojskowi i jak traktują ich przełożeni, byli zaskoczeni, że w ogóle oni walczą.
Tak, widzimy, jak rosyjscy dowódcy wojskowi traktują żołnierzy, jak bardzo pozbawieni są oni wszelkich praw. Nie powiedziałbym jednak, że rosyjscy żołnierze walczą źle. Rosji udało się stworzyć dobrą armię.
Powód ich nieudolnej walki na samym początku można wyjaśnić w inny sposób: reformy Anatolija Sierdiukowa (były minister obrony Rosji — red.) miały na celu przygotować armię do prowadzenia zupełnie innej wojny. Główne siły miały za zadanie powstrzymać wielkie mocarstwa za pomocą broni nuklearnej, podczas gdy reszta armii i sił powietrznych została przygotowana do tłumienia małych buntów w byłym Związku Radzieckim. Ukraina znajduje się niejako "pomiędzy" tymi "kategoriami": jest zbyt duża, by poradzić sobie z nią z pomocą rosyjskiej armii bez broni nuklearnej. To jest pierwszy i główny powód.
Po drugie — Rosja źle rozpoczęła wojnę. Putin myślał, że łatwo odniesie sukces. Najwyraźniej, gdyby lepiej znał sytuację, zacząłby agresję w inny sposób, na przykład z potężniejszymi siłami. Ale z drugiej strony — gdyby znał całą sytuację, prawdopodobnie w ogóle nie zaatakowałby Ukrainy.
Po ponad dwóch latach wojny doszło do patowej sytuacji — strony nie mogą się nawzajem pokonać, ale nie są też gotowe do negocjacji i ustępstw. Jak to rozwiązać?
To nie jest tylko pat, to wojna na wyniszczenie. A w takich konfliktach zdarza się, że jedna ze stron w końcu się wyczerpie. Jeśli Donald Trump zostanie wybrany na prezydenta USA i wstrzyma pomoc dla Ukrainy, to ona prędzej może wyczerpać się wojną. Wtedy wojska rosyjskie będą mogły zająć cały Donbas, a może nawet więcej terytorium.
Ale jeśli Zachód nie wstrzyma pomocy dla Ukrainy, to Rosja może stracić swoje rezerwy, zarówno ludzkie, jak i materialne. Pierwsze oznaki tego wyczerpania już widać.
(...)
Z jednej strony Rosji coraz trudniej jest rekrutować ludzi i produkować broń. Z drugiej strony jej gospodarka okazała się silniejsza, niż wszyscy myśleli, przybywa jej też sojuszników — by wspomnieć o Korei Północnej, Iranie czy Chinach. Jak oceniasz potencjał militarny i możliwości dzisiejszej Rosji?
Jeśli nic się nie zmieni i jeśli Ukraina nadal będzie otrzymywać pomoc z Zachodu, Rosja w końcu napotka poważne trudności, przede wszystkim pod względem produkcyjnym, a następnie finansowym. Już teraz zmaga się z problemami gospodarczymi, władze coraz bardziej podnoszą podatki. Moi koledzy analitycy obliczyli, że jest mało prawdopodobne, by przed 2030 r. doszło w Rosji do załamania gospodarczego. Nie sądzą z resztą, by było to w ogóle możliwe. Niemniej do 2030 r. Rosja finansowo może kontynuować wojnę. Po tym roku będzie jej znacznie trudniej.
(...)
Widać jednak, że ono już spada, ludzie są zmęczeni wojną.
Ja tego nie czuję. Problem polega na tym, że produkcja broni na Zachodzie od dłuższego czasu spada, a teraz musi wzrosnąć. Nasz przemysł obronny musi się rozwijać. My w Norwegii już mamy takie plany i nasz kompleks obronny się rozwija, choć w dość wolnym tempie.
Chyba nie tylko w Norwegii. Dlaczego tak jest?
Być może z powodu demokracji. Instytucje demokratyczne działają powoli. To jedna z przewag Rosji i innych autorytarnych reżimów — podejmują radykalne decyzje znacznie szybciej. Po II wojnie światowej bardzo długo żyliśmy bez groźby wojny, przyzwyczailiśmy się do demokratycznych zasad podejmowania decyzji, a one niestety są powolne. Oczywiście są lepsze niż autorytarne, ale wolniejsze.
Powiedziałeś, że Rosja będzie miała wystarczające zasoby do prowadzenia wojny do 2030 r. Czy data ta uwzględnia fakt zwiększenia produkcji broni przez Zachód?
Nie. Nie spodziewamy się, że Rosja upadnie, ale na początku lat 30. prawdopodobnie będzie musiała spłacić pożyczki, które zaciąga teraz, i wtedy stanie się to dla niej trudniejsze.
A jeśli Zachód przyspieszy produkcję broni? Jeśli Ukraina szybciej się uzbroi? Jak wpłynie to na możliwości Rosji?
Będzie jej coraz trudniej, rosyjska machina wojenna szybciej będzie się wyczerpywać.
(...)
Która z broni, które Ukraina otrzymuje teraz lub otrzyma w najbliższej przyszłości, jest w stanie najbardziej zmienić przebieg wojny?
Uzbrojenie dla myśliwców F-16. Istnieje pogląd, że jeśli Ukraina otrzyma od Zachodu silniejszy sprzęt do walki elektronicznej, będzie w stanie dokonać przełomu. Ale na razie to tylko pomysł, nie widzę żadnych konkretów.
Głównym powodem, dla którego ukraińska ofensywa zakończyła się niepowodzeniem i dlaczego rosyjska ofensywa kończy się niepowodzeniem, jest to, że Ukraińcy "widzą" wszystko, co robi Rosja i odwrotnie. Strony "widzą" się nawzajem.
W takiej sytuacji czynnik zaskoczenia jest praktycznie niemożliwy, podobnie jak potajemne koncentracja wojsk. Wydaje mi się, że to jest główny powód patowej sytuacji. Żadna ze stron nie może działać dyskretnie.
Ukrainie pomagają kraje NATO, które mają znacznie większe możliwości wywiadowcze niż Rosja. Dlaczego to nie wystarcza?
Kraje NATO od trzydziestu lat walczą wyłącznie z "rebeliantami", co w znacznym stopniu wpłynęło na ich uzbrojenie, taktykę i doświadczenie wojskowe. Trudno jest się przestawić. Obecnie jednak armie próbują to robić, przestawiają się na "stary" rodzaj wojny — państwa przeciwko państwu. Kiedy to się uda, łatwiej będzie pomóc Ukrainie.
Niektórzy uważają, że NATO boi się dostarczyć Ukrainie dodatkową broń, ponieważ może to być niebezpieczne dla samego sojuszu — Rosja pozna jego technologie wojskowe.
Takie niebezpieczeństwo istnieje od początku — wszystko, co dostarczamy Ukrainie, może przejąć armia rosyjska na polu bitwy. Tę granicę przekroczyliśmy jednak już dawno. Powolność w udzielaniu pomocy Ukrainie wynika częściowo z tych obaw, a częściowo jest wynikiem zachodniej biurokracji. Gdybyśmy pomogli Ukrainie od razu, ryzyko eskalacji byłoby znacznie wyższe. Udzielając pomocy stopniowo, unikamy radykalnych kroków, które mogłyby doprowadzić do niechcianej eskalacji między Rosją a Zachodem.
onet.pl/Nowa Gazieta