środa, 31 lipca 2024



Według danych rosyjskiego urzędu statystycznego Rosstat realne płace w Rosji wzrosły o prawie 14 proc., a konsumpcja towarów i usług o około 25 proc. To znacząca zmiana w porównaniu z początkiem inwazji na Ukrainę w 2022 roku, kiedy to wielu przedsiębiorców obawiało się załamania gospodarczego.

Wzrost płac widoczny jest w różnych sektorach gospodarki. Pracownicy, którzy w grudniu 2021 roku zarabiali równowartość 250-350 dol. (ok. 980-1400 zł) miesięcznie, mogą teraz liczyć nawet na 1400 dol. (ok. 5,5 tys. zł). Przykładów takich "punktowych" wzrostów jest sporo. Średnie wynagrodzenie kierowców ciężarówek dalekobieżnych wzrosło o 38 proc. rok do roku.

Rosnące płace przekładają się na zwiększone wydatki konsumpcyjne. Rosjanie chętnie wydają pieniądze na turystykę krajową, restauracje i dobra trwałe.

Boom widoczny jest również w sektorze nieruchomości. Sergei Skatov, ekspert rosyjskiego rynku nieruchomości, zauważa, że "deweloperzy mogą nic nie sprzedawać przez cały rok, a i tak będą rentowni. Już sprzedali wszystko, co mogą zbudować w ciągu najbliższych trzech lat".

(...)

Skąd tak dobre dane o rosyjskiej gospodarki? Boom konsumpcyjny jest w dużej mierze napędzany przez wydatki państwowe, szczególnie w sektorze obronnym. Także rosyjski bank centralny wskazuje wydatki rządowe jako główny czynnik wzrostu PKB.

Jednak zagrożeniem jest brak rąk do pracy. Jak podkreśla w rozmowie z "Financial Times" jeden z restauratorów z Sankt Petersburga, braki kadrowe są kolosalne. "Nie ma kucharzy, kelnerów, barmanów, wielu ludzi z sektora usług wyjechało" - tłumaczy. To może oznaczać, że granice ewentualne wzrostu gospodarczego w Rosji są już widoczne.

money.pl


Na początku tego miesiąca czołowy rosyjski bankier powiedział, że metody omijania sankcji powinny zostać uznane za "tajemnicę państwową", ponieważ są one tak szybko namierzane i likwidowane.

— Bez względu na to, jakie kroki podejmujemy, widzimy, że reakcja jest bardzo szybka — komentuje Andriej Kostin, dyrektor generalny VTB Bank, drugiego co do wielkości pożyczkodawcy w Rosji.

Rosja oświadczyła, że współpracuje z grupą krajów w celu zbudowania platformy, która nie potrzebuje dolara.

businessinsider.com.pl


Według Sawickiego inflacja w Rosji w czerwcu przyśpieszyła szósty raz z rzędu. Analityk Cinkciarz.pl pisze, że "dynamika CPI wzrosła do 8,6 proc. r/r, ponad dwukrotnie przekraczając cel inflacyjny". Ekspert zwraca uwagę na główną przyczynę tego stanu rzeczy. "Ogromne wydatki wojenne na poziomie ok. 7 proc. PKB doprowadziły do powstania potężnych makroekonomicznych nierównowag, które z każdym kolejnym miesiącem objawiają się coraz mocniej".

Sawicki wskazuje na poważne problemy na rynku pracy w Rosji. Jak pisze, "pobór i ucieczka części Rosjan zagranicę oznacza gigantyczne niedobory siły roboczej, skutkujące gwałtownym wzrostem wynagrodzeń". Analityk dodaje, że "stopa bezrobocia, zbliżając się do 2,5 proc., osiągnęła w tym roku rekordowo niskie poziomy".

Ekspert Cinkciarz.pl zauważa, że "sytuacja rynku pracy w połączeniu z sowitymi transferami socjalnymi przekładają się na boom konsumpcji". Podaje konkretne dane: "w 2023 r. spożycie indywidualne podniosło się do 6,6 proc. r/r. W bieżącym roku zachowa kilkuprocentową dynamikę utrzymującą wzrost gospodarczy powyżej 3 proc. r/r".

(...)

Ekspert Cinkciarz.pl podkreśla, że Bank Rosji nie może ignorować czynników znajdujących się poza jego kontrolą. Jak pisze, "przy niestabilnych, dwucyfrowych i podnoszących się oczekiwaniach inflacyjnych władze monetarne nie mogą patrzeć przez palce na konsekwencje czynników znajdujących się poza ich kontrolą".

Sawicki wymienia kilka takich czynników: "sprzeczny z wzorcem sezonowym ostry skok cen żywności po wiosennych przymrozkach". Dodaje również, że "proinflacyjnie oddziałuje też wzrost kosztów międzynarodowych transakcji płatniczych, będący pokłosiem międzynarodowych sankcji, oraz spadek mocy przetwórczych systemu rafinerii, który stanowi cel ataków ukraińskich dronów".

money.pl


W tym samym czasie, gdy rosyjski PKB rośnie o 5 proc., dzięki bilionowym zastrzykom w produkcję broni, inflacja przyspiesza. Tempo wzrostu cen w lipcu przekroczyło 9 proc. rok do roku i stało się najwyższe od lutego 2023 r.

Sugeruje to, że "gospodarka nadal znajduje się w stanie znacznego przegrzania" — powiedziała Nabiullina. Jednocześnie przedsiębiorstwa praktycznie nie mają możliwości zwiększenia produkcji towarów i usług.

Niedobór personelu i mocy produkcyjnych "może doprowadzić do sytuacji, w której tempo wzrostu gospodarki spowolni pomimo wszelkich prób stymulowania popytu" — ostrzegła szefowa banku centralnego.

"W istocie jest to scenariusz stagflacji, który będzie można powstrzymać tylko kosztem głębokiej recesji" — dodała.

Według Nabiulliny, aby zapobiec takiemu scenariuszowi, Bank Centralny zdecydował się na kolejną podwyżkę kluczowej stopy procentowej, która była już na najwyższym poziomie od pierwszych miesięcy wojny.

Z 16 proc. stopa banku centralnego została podniesiona do 18 proc., co jest najwyższym poziomem wśród największych gospodarek świata i według prognoz banku centralnego pozostanie dwucyfrowa do końca 2026 r.

"Podczas gdy podaż towarów i usług będzie nadal rosła, nie będzie to następowało tak szybko, jak rośnie obecnie popyt" — ostrzegła Nabiullina. Dodała, że wzrost produkcji w gospodarce jest utrudniony przez rosnące koszty sprzętu i sankcje.

onet.pl

wtorek, 30 lipca 2024



Od 23 do 30 lipca Rosjanie przedłużyli klin wbity w ugrupowanie przeciwnika na zachód od Oczeretynego o ok. 5 km. Tempo ich natarcia w minionym tygodniu było największe od połowy kwietnia. Udało im się je osiągnąć za pomocą ciągłych szturmów piechoty wspieranych zmasowanym ogniem artylerii i bombardowaniami lotniczymi, skoncentrowanymi na wąskim odcinku frontu położonym przy linii kolejowej w kierunku Pokrowska. Ten taktyczny sukces okupiono znacznymi stratami. Po stronie ukraińskiej widać poważne problemy w dowodzeniu na tym odcinku. W przestrzeni publicznej powtarzają się również narzekania na brak wystarczających uzupełnień dla walczących brygad i niski poziom ich wyszkolenia oraz na źle przygotowane fortyfikacje.

Trwają intensywne walki na pozostałych odcinkach frontu w Donbasie i w obwodzie charkowskim. W pasie obrony 79 Brygady Desantowo-Szturmowej w rejonie Marjinki najeźdźcy dwukrotnie zaatakowali pozycje ukraińskie siłami batalionowej grupy taktycznej z zastosowaniem ponad 50 bojowych wozów piechoty i czołgów w każdej z nich. Nie udało im się doprowadzić do przełamania obrony, a znaczna część użytego w szturmach sprzętu pancernego została zniszczona.

W ciągu ostatniego tygodnia intensywność uderzeń rakietowych agresora była relatywnie niska – zastosował on zaledwie kilka rakiet różnych typów. Prawie codziennie atakował Ukrainę za pomocą dronów Shahed 136/131. W ciągu trzech kolejnych nocy 24–26 lipca miały miejsce największe naloty, w których łącznie użyto 83 bezzałogowców. Obrona powietrzna unieszkodliwiła 62 z nich, a trzy wleciały w przestrzeń powietrzną Rumunii. Drony trafiły m.in. w zabudowania mieszkalne i infrastrukturę portową na południu Ukrainy oraz w obiekty energetyczne w różnych częściach kraju. Rosjanie cały czas wykorzystują też bomby kierowane do atakowania celów położonych w strefie przyfrontowej, w tym w Charkowie.

W nocy z 25 na 26 lipca Ukraińcy przeprowadzili atak rakietowy na lotnisko wojskowe Saki na Krymie. Opublikowane zdjęcia satelitarne potwierdzają trafienia, lecz nie ma dokładnych danych na temat rosyjskich strat w ludziach i sprzęcie. Kilkakrotnie doszło również do nalotów dronów na obiekty wojskowe i infrastruktury krytycznej położone na obszarach okupowanych i w granicach Rosji. Zniszczono bądź poważnie uszkodzono kilka podstacji energetycznych oraz magazyny paliwa w obwodach biełgorodzkim, kurskim i orłowskim. Ukraińskie bezzałogowce zaatakowały lotniska wojskowe: Engels (obwód saratowski), Diagilewo (obwód riazański) i Olenia (obwód murmański, ok. 1800 km od granicy z Ukrainą). Brak potwierdzonych informacji o skutkach tych nalotów; według nieoficjalnych doniesień ukraińskich mediów w ostatnim z tych obiektów miał zostać uszkodzony bombowiec strategiczny Tu-22M3.

23 lipca ukraiński wywiad wojskowy rozpoczął zakrojony na szeroką skalę cyberatak, który sparaliżował pracę kluczowych instytucji bankowych i systemów płatniczych w całej Rosji. Klienci największych banków, takich jak Centralny Bank Rosji (CBR), Sbierbank, Alfa Bank, Raiffeisen Bank czy Wniesztorgbank nie mogli korzystać z usług bankowości internetowej lub mieli z tym problemy. Uderzenie dotknęło także operatorów telefonii komórkowej, co doprowadziło do przerw w działaniu komunikacji mobilnej i internetu m.in. w sieciach Rostelekom i MegaFon. Władze potwierdziły, że cyberataki miały miejsce, oraz określiły je „dziełem hakerów motywowanych politycznie”. 29 lipca CBR przyznał, że ich intensywność wzrasta.

25 lipca w ramach wspólnej operacji kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i organów policji zatrzymano 19-osobową grupę agentów Federalnej Służby Bezpieczeństwa FR, która planowała podpalenia centrów handlowych i stacji benzynowych na Ukrainie, w Polsce i w państwach bałtyckich. Z ustaleń śledczych wynika, że podejrzani werbowali na Ukrainie kolejne osoby, w tym kryminalistów. Po otrzymaniu fałszywych dokumentów (paszportów, praw jazdy, dyplomów ukończenia studiów) mieli oni legalizować swój pobyt w państwach UE.

24 lipca niemiecka spółka zbrojeniowa Rheinmetall AG poinformowała, że Kijów zakontraktował dostawę kompletnej linii produkcyjnej amunicji. Wartości kontraktu nie ujawniono – podano jedynie, że wynosi ona setki milionów euro. Nie wiadomo też, jakie kalibry może wytwarzać linia. Dostawa ma się odbyć w ciągu 24 miesięcy. To kolejny krok na drodze do budowy na Ukrainie fabryki amunicji, którą Rheinmetall ogłosił w lutym.

(...)

23 lipca sekretarz parlamentarnej komisji ds. bezpieczeństwa narodowego, obrony i wywiadu Roman Kostenko podał, że w ukraińskiej armii służy 3,8 tys. więźniów. Według niego zapotrzebowanie na nich zmalało, ponieważ wzrosła liczba mężczyzn podlegających bieżącej mobilizacji. Dodał, że planuje się wcielenie do ok. 5 tys. osadzonych oraz że należy rozważyć mobilizację mężczyzn przebywających w aresztach śledczych.

25 lipca dowódca Gwardii Narodowej generał Ołeksandr Piwnenko stwierdził, że kwestia rotacji na froncie zostanie rozwiązana później, bo pomimo wzrostu liczby zmobilizowanych konieczne jest ich przeszkolenie. Wykluczył przeprowadzenie rotacji na szczeblu brygad, lecz dopuścił ograniczoną w poszczególnych batalionach lub kompaniach. Z kolei przewodniczący Rady Najwyższej Rusłan Stefanczuk oświadczył, że nie przewiduje się ogłoszenia demobilizacji w czasie trwania stanu wojennego.

Tego samego dnia premier Denys Szmyhal potwierdził, że prace przy budowie fortyfikacji w obwodzie chersońskim ukończono w 97%, a rząd przeznaczył na ten cel ponad 2 mld hrywien (ponad 48 mln dolarów). 26 lipca przewodnicząca parlamentarnego komitetu ds. budżetu Roksołana Pidłasa przekazała, że w funduszu rezerwowym, z którego rząd przeznacza środki na pilne potrzeby związane ze stawianiem i modernizacją umocnień, z 56 mld hrywien (ponad 1,36 mld dolarów) przewidzianych na rok 2024 pozostało zaledwie 592 mln (ok. 14,4 mln dolarów). Wskazała, że uzupełnienie luki budżetowej, również na wydatki wojskowe, będzie wymagało podwyższenia podatków.

29 lipca dowódcy pododdziałów wchodzących w skład 80 Brygady Desantowo-Szturmowej wezwali prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i naczelnego dowódcę SZU generała Ołeksandra Syrskiego do pozostawienia na stanowisku dowódcy brygady pułkownika Emila Iszkułowa. Zgodnie z nieoficjalnymi informacjami miał on zostać zwolniony ze względu na odmowę wykonania rozkazu, który w jego ocenie mógł doprowadzić do nieuzasadnionych wysokich strat wśród podległych żołnierzy. Podobny przypadek miał miejsce 15 lipca, kiedy w obronie swojego dowódcy wystąpili żołnierze 24 Brygady Zmechanizowanej. Równolegle część żołnierzy i wolontariuszy domaga się odwołania dowódców innych brygad, oskarżając ich o ślepe wykonywanie idących z góry rozkazów skutkujących znacznymi stratami i chaosem w dowodzeniu. Wspólnym mianownikiem tych wystąpień są postulaty zwiększenia potencjału bojowego armii i usprawnienia dowodzenia, przy czym nie towarzyszą im hasła o charakterze kapitulanckim. Wszystko to świadczy o istnieniu dużego napięcia w armii ukraińskiej, którego rozładowanie wymaga stanowczych, ale taktownych kroków ze strony generała Syrskiego oraz prezydenta Zełenskiego i ministra obrony Rustema Umierowa.

Według opublikowanego 30 lipca sondażu Centrum Razumkowa 59,8% respondentów uznaje mobilizację za konieczną, gdyż bez niej Ukraina będzie okupowana przez Rosję, 21,9% wyraziło opinię przeciwną, a 18,3% nie zajęło stanowiska. Zarazem 40% pytanych stwierdziło, że mobilizacja zwiększy liczbę ofiar i nie przybliży zwycięstwa czy zawarcia pokoju, 32% nie zgodziło się z tym poglądem, a 28% nie stanęło po żadnej ze stron.

osw.waw.pl


Przywróceniu niepodległości Polski po zniknięciu Imperium Rosyjskiego towarzyszyło pojawienie się koncepcji zjednoczenia regionu bałtycko-czarnomorskiego w silną unię pod auspicjami Warszawy. Józef Piłsudski, który położył podwaliny pod nową państwowość polską, widział federację i system związków narodów europejskiej części dawnego imperium (oczywiście z wyjątkiem terenów zamieszkałych przez Wielkorusów) z centralną rolą Polski. Niektórzy zwolennicy tej idei formułowali cel idealny, jak uczynił to polski polityk Roman Knoll w 1918 r.: „Nasze /cele/ optymalne to Rosja blisko etnograficznych granic wielkoruskich, wyrzucona z pozycji wielkiego mocarstwa, objęta patronatem międzynarodowym i poddana zagranicznej penetracji gospodarczej, ale jednocześnie jest to dość niebezpieczne dla narodów fińskiego, estońskiego, łotewskiego, litewskiego, białoruskiego i ukraińskiego - tak, że szukają one ochrony i patronatu u Polski”. Później myśl polska wypracowała podobną koncepcję stworzenia unii państw środkowoeuropejskich i bałkańskich, mającej przede wszystkim na celu powstrzymanie Niemiec, co miało zostać osiągnięte przy pomocy Wielkiej Brytanii. Tak czy inaczej Polska wyraziła zainteresowanie utworzeniem unii państw Europy Środkowo-Wschodniej, której narody powinny uzyskać niezależność od imperiów, których były lub były częścią. Sojusz taki miał uczynić region niezależnym podmiotem, interesującym jako zbiorowy sojusznik wszelkich mocarstw przeciwstawnych Rosji czy Niemcom. Polska potrafiła określić „twarz” podmiotu.

Koncepcja ta w dużej mierze pokrywa się z myślami ważnego powojennego myśliciela politycznego-emigranta, wieloletniego redaktora paryskiego pisma „Kultura” Jerzego Giedroycia, a także bliskich mu intelektualistów. Gwarancją niepodległości Polski i jej dodatkową ochroną przed imperializmem rosyjskim powinno być pojednanie i rozwiązanie sporów historycznych między narodami polskim, białoruskim, ukraińskim i litewskim, a także pełne poparcie dla powstania ich niepodległych państw.

To między innymi przesądziło i przesądza, że ​​Polska popiera osłabienie więzi z Rosją byłych republik ZSRR (przynajmniej w jej europejskiej części).

Niemal wszystkie siły polityczne w kraju uważają taki proeuropejski (z cudzysłowem lub bez) kurs państw poradzieckich za zgodny z interesami narodowymi Polski.

Teraz Polska realizuje podobne plany przy wsparciu silnych sojuszników lub dużych stowarzyszeń międzypaństwowych. W szczególności przez wiele lat za jedno z osiągnięć polityki zagranicznej Warszawy uważano możliwość wpływania na politykę UE wobec państw poradzieckich. Utworzenie Partnerstwa Wschodniego i przekonanie partnerów o konieczności wspierania „europejskich aspiracji” Mołdawii, Ukrainy i Gruzji jest w dużej mierze owocem działalności polskiej dyplomacji. Jeden z zarzutów stawianych partii PiS wynika z faktu, że ze względu na swoje eurosceptyczne stanowisko PiS, UE przestała słuchać Warszawy przy kształtowaniu polityki wobec krajów poradzieckich, a także szybko wykluczyła Polskę z wszelkich negocjacji mających na celu rozwiązanie ukraińskiego kryzysu 2014-2015. 

(...)

Innymi słowy, Polska stara się (w miarę swoich możliwości) zorganizować przyjazną przestrzeń w Europie Środkowo-Wschodniej, w której będzie mogła zdobyć rolę nie dominującą, ale wiodącą. De facto oznacza to, że państwa regionu nie powinny być nadmiernie uzależnione (w kwestiach współpracy gospodarczej, dostaw energii itp.) od sąsiednich dużych państw i mocarstw (przede wszystkim Niemiec i Rosji). Polska rozumie, że sama nie osiągnie takich celów, dlatego szuka wpływowego sojusznika.

Trwający konflikt na Ukrainie stworzył korzystne warunki dla realizacji opisanych celów. Uwaga struktur polityczno-wojskowych Zachodu jest rzeczywiście skupiona na Europie Wschodniej, NATO jest gotowe wzmocnić wschodnią flankę organizacji do przeciwstawienia się Rosji – wszystko to zwiększa strategiczne znaczenie Europy Środkowo-Wschodniej i odpowiada polskim wyobrażeniom o rosnącej podmiotowości regionu. Zachód generalnie postrzega wpływy rosyjskie jako palący problem i podejmuje wysiłki, aby je ograniczyć. 

(...)

Tak czy inaczej, potencjalne wejście polskich sił zbrojnych na zachodnią Ukrainę w przypadku porażki Kijowa w konflikcie z Moskwą byłoby zgodne z interesami Rosji. Ten krok Warszawy nie zostanie jednoznacznie zaakceptowany ani przez wpływowe państwa europejskie, ani przez sąsiadów Polski. Warszawa znów dałaby powód, by mówić o sobie jako o „hienie” wynoszącej do swego legowiska kawałki terytorium. Tworząc taki „bufor” pomiędzy terytoriami, które znalazły się w strefie wpływów Rosji a Unią Europejską/NATO, Polska byłaby skazana na skomplikowane i najprawdopodobniej konfliktowe relacje z miejscową ludnością, a tym bardziej z siły polityczne skupione na państwowości ukraińskiej. Mogłoby to hipotetycznie zmusić Warszawę do zawarcia jawnych lub poufnych porozumień z Moskwą w celu uregulowania kwestii kontaktów i przemieszczania się ludności oraz w ogóle organizacji życia w różnych fragmentach terytorium Ukrainy. Innymi słowy, Polska przekreśliłaby dotychczasową politykę tworzenia korzystnego dla siebie otoczenia w Europie Środkowo-Wschodniej i specjalnych stosunków z wpływowymi państwami zachodnimi.

Dlatego Polska nie wykazuje obecnie oznak zainteresowania jakąkolwiek kontrolą nad poszczególnymi terytoriami Ukrainy i jak najdobitniej to podkreśla.

globalaffairs.ru


Ponad półtora roku temu napisałem wiele postów i wątków na temat trwałości dowodzenia w stylu sowieckim w armii ukraińskiej. Wielu wówczas odrzucało moje obawy, argumentując, że wojna to nie czas na zmiany, lub wręcz atakowało mnie za krytykę. Niestety od tego czasu sytuacja tylko się pogorszyła, a problem pozostaje systemowy. Problem ten istniał jeszcze przed generałem Załużnym, trwał także podczas jego kadencji, a za czasów generała Syrskiego uległ dalszemu pogorszeniu. Pomimo obietnic poprawy sytuacji Syrski zwiększył autorytatywną presję na dowódców, aby utrzymali pozycję przy tak samo ograniczonych zasobach, a rezultaty są widoczne.

Na początku tego roku słusznie zauważyłem wraz z moim zespołem, że operacja w Charkowie prawdopodobnie miała na celu odwrócenie uwagi i że główny nacisk pozostanie na Donbasie. Podczas gdy nasi żołnierze próbowali odbić Głyboke i spędzili miesiące utrzymując przyczółek w Krynkach (mimo niejasnych celów, biorąc pod uwagę nasze ograniczone zasoby), Rosjanie systematycznie wyczerpują nasze brygady w Donbasie. Rosyjskie podejście nie jest szczególnie innowacyjne: codziennie wysyłają małe jednostki taktyczne przeciwko ukraińskiej obronie, aż do upadku jednej pozycji, a następnie wykorzystują ten sukces. Wyżsi ukraińscy dowódcy próbowali przyjąć podobną taktykę, zapominając, że mamy znacznie mniej ludzi i niewiarygodne wsparcie Zachodu, które może, ale nie musi, dotrzeć na czas, jeśli w ogóle.

Czy po rosyjskiej stronie jest lepiej? Absolutnie nie. Mój zespół ma nagrania licznych rozmów radiowych ze strony rosyjskiej, ujawniających groźby egzekucji lub odmowę ewakuacji medycznej, jeśli ich żołnierze odmówią natarcia. Dużo gorzej jest z Rosjanami, ale oni mają znaczną przewagę w personelu, sprzęcie, pojazdach, artylerii i lotnictwie. Ich stać na taką taktykę – nas nie. Co więcej, armia rosyjska w 2024 r. jest znacznie mądrzejsza i bardziej doświadczona niż zdezorganizowane oddziały, które widzieliśmy w lutym 2022 r. Jedynym sposobem na powstrzymanie ich natarcia jest przechytrzenie ich poprzez większą zaradność i ostrożność, mając na celu zachowanie naszego personelu, gdy sytuacja tego wymaga.

Nadal możliwe jest złamanie kręgosłupa armii rosyjskiej, która ma poważne problemy logistyczne, malejącą dostępność zachowanych pojazdów, zależność od nieopancerzonego transportu, brak motywacji personelu i wąskie gardła związane z wymianą luf artyleryjskich. Ponadto wiele wewnętrznych problemów gospodarczych ujawnia się po pewnym czasie.

Jednak okno możliwości staje się coraz mniejsze. Jeżeli nie zostaną wprowadzone radykalne zmiany, zmierzamy w stronę najbardziej niekorzystnego scenariusza ze wszystkich: wymuszonych negocjacji, impasu, minimalizacji pomocy zachodniej, przezbrojenia armii rosyjskiej i nowej rundy wojny ze znacznie bardziej niekorzystnymi skutkami dla Ukrainy, co doprowadziło do okupacji i przymusowej asymilacji.

x.com/Tatarigami_UA


Przypadki kremlowskiego nihilizmu prawnego i niewypełniania przez Rosję podpisanych porozumień są znane od 35 lat. Liczne umowy zawierane między Moskwą a Kijowem, które były fundamentalne dla stosunków międzynarodowych w przestrzeni poradzieckiej, zostały zerwane.

Najbardziej brzemiennym w skutkach było porozumienie białowieskie z grudnia 1991 r. pomiędzy Rosją, Białorusią i Ukrainą, które rozwiązało Związek Radziecki, wydarzenie, które Putin opisał w 2005 r. jako „największą katastrofę geopolityczną XX wieku”. W tym historycznym i w pełni ratyfikowanym traktacie trzy kraje utworzyły Wspólnotę Niepodległych Państw, zgodnie ustaliły i zobowiązały się przestrzegać swoich nowych granic państwowych – w tym, że Krym, Sewastopol i Donbas należą do Ukrainy. Artykuł 5 umowy białowieskiej stanowi, że: „Wysokie Umawiające się Strony uznają i szanują wzajemną integralność terytorialną i nienaruszalność istniejących granic w ramach Wspólnoty Narodów”.

Kolejny historyczny dokument pojawił się niemal dokładnie trzy lata później – niesławne już memorandum budapesztańskie w sprawie gwarancji bezpieczeństwa. W tym załączniku do układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) z 1968 r. Moskwa, Waszyngton i Londyn, podczas ostatniego i fatalnego w skutkach szczytu KBWE na Węgrzech w grudniu 1994 r., zobowiązały się, że w zamian za przekazanie przez Ukrainę głowic nuklearnych Rosji będą respektować granice państwowe Ukrainy oraz jej integralność terytorialną i suwerenność polityczną. Przez krótki czas po rozpadzie ZSRR Kijów posiadał trzeci co do wielkości arsenał broni jądrowej na świecie. W 1994 r. zobowiązał się nie tylko do zdemontowania bezużytecznych rakiet strategicznych, ale także do przekazania Rosji wszelkiej innej broni masowego rażenia i materiałów, które mogłyby zostać wykorzystane do jej budowy. To samo dotyczyło odziedziczonych przez Ukrainę systemów przenoszenia, takich jak bombowce czy pociski rakietowe.

Trzy państwa-depozytariusze układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, w tym Rosja, stwierdzają w pierwszych dwóch artykułach memorandum z 1994 r.: „1. Stany Zjednoczone Ameryki, Federacja Rosyjska oraz Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej potwierdzają swoje zobowiązanie wobec Ukrainy, zgodnie z zasadami aktu końcowego KBWE, do poszanowania niepodległości i suwerenności oraz istniejących granic Ukrainy; 2. Stany Zjednoczone Ameryki, Federacja Rosyjska oraz Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej potwierdzają swoje zobowiązanie do powstrzymania się od groźby lub użycia siły przeciwko integralności terytorialnej lub politycznej niezależności Ukrainy oraz że żadna z ich broni nigdy nie zostanie użyta przeciwko Ukrainie, chyba że w samoobronie lub w inny sposób zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych”.

Zobowiązania te są łamane przez Moskwę od 2014 r. w coraz bardziej rażący sposób. Rosja nie tylko utworzyła republiki ludowe w Ukrainie, ale także oficjalnie zaanektowała ukraińskie ziemie w marcu 2014 r. i we wrześniu 2022 r., w tym drugim przypadku terytoria, a nawet całe miasta, których nie kontroluje.

Większość umów zawartych w związku z wojną rosyjsko-ukraińską również została przez Moskwę naruszona. Najbardziej niesławne z nich to porozumienia mińskie, które Kijów podpisał pod groźbą użycia broni w 2014 i 2015 r. W protokole mińskim z września 2014 r. (Mińsk I) ambasador Rosji w Ukrainie zobowiązał się do „wycofania nielegalnych grup zbrojnych i sprzętu wojskowego, a także bojowników i najemników z terytorium Ukrainy”. W mińskim pakiecie środków z lutego 2015 r. (Mińsk II) Moskwa ponownie zgodziła się na „wycofanie wszystkich zagranicznych sił zbrojnych, sprzętu wojskowego, a także najemników z terytorium Ukrainy pod nadzorem OBWE, [a także] rozbrojenie wszystkich nielegalnych grup”. Kreml nigdy nie dał jednak żadnych sygnałów, że zaczyna wypełniać te i inne obietnice, i prawdopodobnie nigdy nie zamierzał tego robić.

new.org.pl

poniedziałek, 29 lipca 2024



Ostatnio więźniowie, którzy zgodzili się walczyć, przestali otrzymywać ułaskawienia od Władimira Putina — zamiast tego otrzymują "warunkowe zwolnienie" i automatycznie przedłużane kontrakty z Ministerstwem Obrony, co uniemożliwia im opuszczenie strefy walki do czasu zakończenia wojny.

Sami skazani ostrzegają potencjalnych podróżnych do Ukrainy, że prawdopodobnie będzie to bilet w jedną stronę. "Jeśli teraz podpiszesz kontrakt, przygotuj się na śmierć, staruszku. Kiedyś to się jeszcze jakoś prześlizgiwało. Sześć miesięcy, można było się pohasać. Ale do końca wojny żadna ilość szczęścia nie wystarczy" — napisał na specjalistycznym czacie członek oddziału "Burza", którego żołnierze wysyłani są głównie do "mięsnych szturmów" na trudnych odcinkach frontu.

Według obliczeń projektu Gulagu.net, opartych na wewnętrznych danych Federalnej Służby Więziennej, do końca 2023 r. ponad 100 tys. więźniów zostało wysłanych z kolonii na front. Podobną liczbę — 120 tys. osób — podała dyrektor ruchu "Siedząca Rosja" Olga Romanowa.

onet.pl


"Eksperci twierdzą, że jeśli Trump zostanie wybrany ponownie, odetnie pomoc dla Ukrainy, odda jej terytoria Rosji i dogada się bezpośrednio z Władimirem Putinem, by wymusić na Ukrainie haniebny »pokój«" – podkreślił Pompeo.

Były szef amerykańskiej dyplomacji uważa, że "nie ma dowodów na to, że taka kapitulacja będzie elementem polityki Trumpa". Przypomniał, że w 2017 r. Trump zniósł embargo na broń śmiercionośną dla Ukrainy i rozpoczął dostawy do tego kraju pocisków przeciwpancernych Javelin.

Jednym z argumentów Pompeo, opisującego "plan Trumpa", jest to, że wsparcie militarne dla Kijowa pomogłoby ożywić amerykański przemysł zbrojeniowy. Jednocześnie były sekretarz stanu zarzucił obecnej administracji słabość i brak zdecydowania, które przedłużają wojnę oraz zwiększają straty i cierpienia Ukrainy. (...)

Wśród punktów planu pokojowego Pompeo wymienił "uwolnienie potencjału energetycznego USA", by poprawić wskaźniki gospodarcze, obniżyć ceny surowców i zmniejszyć "budżet Putina na zbrodnie wojenne".

Kolejny element to "odbudowanie więzi z Arabią Saudyjską i Izraelem, a także wspólne działania przeciwko Iranowi", co pozwoli ustabilizować Bliski Wschód i wypychać Rosję z globalnych rynków energii. W tym celu, według Pompeo, potrzebne są "realne sankcje wobec Rosji", ponieważ te wprowadzone przez administrację Bidena "wyglądają dobrze na papierze", ale pozostają nieszczelne.

NATO powinno zostać "ożywione", a to oznacza, że europejscy członkowie Sojuszu powinni więcej inwestować w tę organizację. W tym celu te państwa powinny podwyższyć poziom wydatków na obronność do 3 proc. PKB — przekonywał Pompeo.

Według byłego sekretarza stanu należy też "stworzyć program lend-lease dla Ukrainy o wartości 500 mld dol." i zamiast obciążać kosztami podatników, pozwolić Ukrainie pożyczać tak wiele, jak dużo potrzebuje do pokonania Rosji. — W ten sposób pomagaliśmy Wielkiej Brytanii podczas II wojny światowej, przed japońskim atakiem na Pearl Harbour. Tak możemy również wysłać jasny sygnał Władimirowi Putinowi, że nigdy nie wygra – uważa Pompeo.

Autor artykułu dla "WSJ" ocenił także, że trzeba znieść wszelkie ograniczenia na rodzaje broni, które może otrzymywać i wykorzystywać ukraińska armia, ponieważ pokaże to Putinowi, że wojna musi się skończyć.

PAP


Przez dwa i pół roku w tej wojnie było wiele zwrotów: Rosja nacierała, potem Ukraina wyzwoliła terytoria, odbiła Chersoń, przeszła do ofensywy, potem Rosja zaczęła nacierać. Dlaczego żadna ze stron nie może osiągnąć trwałej przewagi?

Właśnie dlatego, że ani Rosja, ani Ukraina nie były gotowe na przeciągającą się wojnę.

Czy pamiętasz, jak zaskoczony był świat, gdy na samym początku wojny stało się jasne, jak słabo wyposażona i nieudolna jest armia rosyjska? W Rosji ci, którzy mieli wiedzą o tym, jak żyją wojskowi i jak traktują ich przełożeni, byli zaskoczeni, że w ogóle oni walczą.

Tak, widzimy, jak rosyjscy dowódcy wojskowi traktują żołnierzy, jak bardzo pozbawieni są oni wszelkich praw. Nie powiedziałbym jednak, że rosyjscy żołnierze walczą źle. Rosji udało się stworzyć dobrą armię.

Powód ich nieudolnej walki na samym początku można wyjaśnić w inny sposób: reformy Anatolija Sierdiukowa (były minister obrony Rosji — red.) miały na celu przygotować armię do prowadzenia zupełnie innej wojny. Główne siły miały za zadanie powstrzymać wielkie mocarstwa za pomocą broni nuklearnej, podczas gdy reszta armii i sił powietrznych została przygotowana do tłumienia małych buntów w byłym Związku Radzieckim. Ukraina znajduje się niejako "pomiędzy" tymi "kategoriami": jest zbyt duża, by poradzić sobie z nią z pomocą rosyjskiej armii bez broni nuklearnej. To jest pierwszy i główny powód.

Po drugie — Rosja źle rozpoczęła wojnę. Putin myślał, że łatwo odniesie sukces. Najwyraźniej, gdyby lepiej znał sytuację, zacząłby agresję w inny sposób, na przykład z potężniejszymi siłami. Ale z drugiej strony — gdyby znał całą sytuację, prawdopodobnie w ogóle nie zaatakowałby Ukrainy.

Po ponad dwóch latach wojny doszło do patowej sytuacji — strony nie mogą się nawzajem pokonać, ale nie są też gotowe do negocjacji i ustępstw. Jak to rozwiązać?

To nie jest tylko pat, to wojna na wyniszczenie. A w takich konfliktach zdarza się, że jedna ze stron w końcu się wyczerpie. Jeśli Donald Trump zostanie wybrany na prezydenta USA i wstrzyma pomoc dla Ukrainy, to ona prędzej może wyczerpać się wojną. Wtedy wojska rosyjskie będą mogły zająć cały Donbas, a może nawet więcej terytorium.

Ale jeśli Zachód nie wstrzyma pomocy dla Ukrainy, to Rosja może stracić swoje rezerwy, zarówno ludzkie, jak i materialne. Pierwsze oznaki tego wyczerpania już widać.

(...)

Z jednej strony Rosji coraz trudniej jest rekrutować ludzi i produkować broń. Z drugiej strony jej gospodarka okazała się silniejsza, niż wszyscy myśleli, przybywa jej też sojuszników — by wspomnieć o Korei Północnej, Iranie czy Chinach. Jak oceniasz potencjał militarny i możliwości dzisiejszej Rosji?

Jeśli nic się nie zmieni i jeśli Ukraina nadal będzie otrzymywać pomoc z Zachodu, Rosja w końcu napotka poważne trudności, przede wszystkim pod względem produkcyjnym, a następnie finansowym. Już teraz zmaga się z problemami gospodarczymi, władze coraz bardziej podnoszą podatki. Moi koledzy analitycy obliczyli, że jest mało prawdopodobne, by przed 2030 r. doszło w Rosji do załamania gospodarczego. Nie sądzą z resztą, by było to w ogóle możliwe. Niemniej do 2030 r. Rosja finansowo może kontynuować wojnę. Po tym roku będzie jej znacznie trudniej.

(...)

Widać jednak, że ono już spada, ludzie są zmęczeni wojną.

Ja tego nie czuję. Problem polega na tym, że produkcja broni na Zachodzie od dłuższego czasu spada, a teraz musi wzrosnąć. Nasz przemysł obronny musi się rozwijać. My w Norwegii już mamy takie plany i nasz kompleks obronny się rozwija, choć w dość wolnym tempie.

Chyba nie tylko w Norwegii. Dlaczego tak jest?

Być może z powodu demokracji. Instytucje demokratyczne działają powoli. To jedna z przewag Rosji i innych autorytarnych reżimów — podejmują radykalne decyzje znacznie szybciej. Po II wojnie światowej bardzo długo żyliśmy bez groźby wojny, przyzwyczailiśmy się do demokratycznych zasad podejmowania decyzji, a one niestety są powolne. Oczywiście są lepsze niż autorytarne, ale wolniejsze.

Powiedziałeś, że Rosja będzie miała wystarczające zasoby do prowadzenia wojny do 2030 r. Czy data ta uwzględnia fakt zwiększenia produkcji broni przez Zachód?

Nie. Nie spodziewamy się, że Rosja upadnie, ale na początku lat 30. prawdopodobnie będzie musiała spłacić pożyczki, które zaciąga teraz, i wtedy stanie się to dla niej trudniejsze.

A jeśli Zachód przyspieszy produkcję broni? Jeśli Ukraina szybciej się uzbroi? Jak wpłynie to na możliwości Rosji?

Będzie jej coraz trudniej, rosyjska machina wojenna szybciej będzie się wyczerpywać.

(...)

Która z broni, które Ukraina otrzymuje teraz lub otrzyma w najbliższej przyszłości, jest w stanie najbardziej zmienić przebieg wojny?

Uzbrojenie dla myśliwców F-16. Istnieje pogląd, że jeśli Ukraina otrzyma od Zachodu silniejszy sprzęt do walki elektronicznej, będzie w stanie dokonać przełomu. Ale na razie to tylko pomysł, nie widzę żadnych konkretów.

Głównym powodem, dla którego ukraińska ofensywa zakończyła się niepowodzeniem i dlaczego rosyjska ofensywa kończy się niepowodzeniem, jest to, że Ukraińcy "widzą" wszystko, co robi Rosja i odwrotnie. Strony "widzą" się nawzajem.

W takiej sytuacji czynnik zaskoczenia jest praktycznie niemożliwy, podobnie jak potajemne koncentracja wojsk. Wydaje mi się, że to jest główny powód patowej sytuacji. Żadna ze stron nie może działać dyskretnie.

Ukrainie pomagają kraje NATO, które mają znacznie większe możliwości wywiadowcze niż Rosja. Dlaczego to nie wystarcza?

Kraje NATO od trzydziestu lat walczą wyłącznie z "rebeliantami", co w znacznym stopniu wpłynęło na ich uzbrojenie, taktykę i doświadczenie wojskowe. Trudno jest się przestawić. Obecnie jednak armie próbują to robić, przestawiają się na "stary" rodzaj wojny — państwa przeciwko państwu. Kiedy to się uda, łatwiej będzie pomóc Ukrainie.

Niektórzy uważają, że NATO boi się dostarczyć Ukrainie dodatkową broń, ponieważ może to być niebezpieczne dla samego sojuszu — Rosja pozna jego technologie wojskowe.

Takie niebezpieczeństwo istnieje od początku — wszystko, co dostarczamy Ukrainie, może przejąć armia rosyjska na polu bitwy. Tę granicę przekroczyliśmy jednak już dawno. Powolność w udzielaniu pomocy Ukrainie wynika częściowo z tych obaw, a częściowo jest wynikiem zachodniej biurokracji. Gdybyśmy pomogli Ukrainie od razu, ryzyko eskalacji byłoby znacznie wyższe. Udzielając pomocy stopniowo, unikamy radykalnych kroków, które mogłyby doprowadzić do niechcianej eskalacji między Rosją a Zachodem.

onet.pl/Nowa Gazieta