czwartek, 25 lipca 2024



Szybkie postępy Rosjan w rejonie wsi Progres i położonej kilka kilometrów dalej na północ Nowooleksandriwki przekreśliły nadzieję na to, że właśnie w tym regionie Ukraińcy mają przygotowaną drugą linię obrony na kierunku Pokrowskim. Miała ona być oparta głównie o bieg rzeki Wowcza i jej licznych rozlewisk. Jednak w rejonie Progresu i Nowooleksandriwki musiała być oparta o fortyfikacje polowe, których trochę widać z kosmosu. Na tej podstawie sądzono, że może Ukraińcy będą próbować zatrzymać tam Rosjan, po dość szybkim oddaniu im terenu dalej na wschód. (...) Niestety były to płonne nadzieje.

Rosjanie w ostatnich dniach bez wyraźnych problemów i zwalniania przeszli domniemaną linię umocnień. Uderzyli skutecznie w jej prawdopodobnie najsłabszy punkt, gdzie było relatywnie najmniej widocznych ukraińskich okopów. Znamienne jest zwłaszcza wzięcie wsi Progres i dalsze postępy już za nią. Ich tempo jak na tę fazę wojny jest szybkie, bo nawet po około kilometra w linii prostej dziennie. Rosjanie idą cały czas grzbietem niewielkiego wzniesienia i dalej na zachód teren zaczyna się obniżać. Ukraińcy będą musieli się tam teraz bronić. Kolejna widoczna z kosmosu linia umocnień ciągnie się około 4-6 kilometrów dalej na zachód od obecnej linii frontu. Być może Ukraińcy będą zmuszeni szybko się do niej cofnąć i jakoś ustabilizować sytuację, skoro aktualnie jest ona "krytyczna".

(...)

Kierunek Pokrowski nie jest jedynym, gdzie Rosjanie mają zauważalne sukcesy. Ukraińcom nie udało się całkowicie opanować sytuacji w rejonie Torecka. Rosyjskie wojsko rozszerza tam swoje włamania w rejonie miasta Nowy Jork i Zalizne. Oba są oddalone od siebie o około 5 kilometrów, a ukraińskie pozycje na tym obszarze zagrożone atakiem z trzech stron. Postępy na tym odcinku są jednak znacznie wolniejsze niż na kierunku Pokrowskim. Sytuacja jest z kategorii trudnych, ale nie krytycznych.

Postępy Rosjan są też widoczne na południe od Doniecka, w rejonie Wuhłedar - Konstantynówka. Ukraińcy od lata 2022 roku utrzymywali w tym rejonie znaczny występ niejako wbijający się w pozycje Rosjan w kierunku wschodnim. Aktualnie Rosjanie go likwidują, przybliżają się do drogi Wuhłedar - Konstantynówka. Za swoje postępy płacą drogo. Regularnie w sieci pojawiają się ukraińskie nagrania licznych zniszczonych ciężkich pojazdów. Dopiero co w środę 24 lipca jedna z doborowych ukraińskich brygad broniących tego odcinka, 79. desantowo-szturmowa, opublikowała wideo z odpierania bardzo dużego rosyjskiego ataku zmechanizowanego. Takiego, które są rzadko widywane, jeśli chodzi o ilość zaangażowanego ciężkiego sprzętu. Doliczono się 11 czołgów, 45 różnych innych pojazdów opancerzonych, 12 motocykli i około 200 żołnierzy. Rosjanie mieli zostać wcześnie wykryci i zatrzymani przez kombinację artylerii, broni przeciwpancernej, dronów oraz min. Według Ukraińców zniszczeniu uległo 6 czołgów, 7 innych pojazdów opancerzonych, wszystkie motocykle, około 40 Rosjan zginęło, a drugie tyle zostało rannych.

(...)

Od początku lipca Rosjanie dokonali też zauważalnego lokalnego postępu w rejonie wsi Piszczane daleko na północy, w rejonie Swatowe. Posunęli się naprzód o kilka kilometrów, wbijając się wąskim klinem w ukraińskie pozycje i zajmując samą miejscowość. Na tym kierunku zostało im około 8 kilometrów do rzeki Oskił, która jest strategicznym celem dla Rosjan. Nie ma jednak mowy o jakiejś nagłej szeroko zakrojonej ofensywie w tym miejscu. Do tej pory walki miały tu raczej lokalny charakter. 20 lipca pojawiło się nagranie rosyjskich żołnierzy wieszających flagę w centrum Piszczane i poruszających się swobodnie po jej ulicach.

Na innych kierunkach nie nastąpiły żadne znaczące wydarzenia. Na północ od Charkowa sytuacja pozostaje stabilna, Rosjanie nie są w stanie posunąć się naprzód. W rejonie Czasiw-Jar i szerzej Bachmutu mają drobne sukcesy, ale walki mają mniejszą skalę niż w rejonie Doniecka. Na Zaporożu trwają lokalne starcia, choć ze strony ukraińskiej pojawiły się plotki o szykowaniu nowej dużej rosyjskiej ofensywy w tym rejonie. Dowództwo ukraińskiego zgrupowania działającego na tym kierunku twierdzi jednak oficjalnie, że aktualnie nie widzi adekwatnych przygotowań.

Ogólna liczba raportowanych codziennie przez Ukraińców rosyjskich ataków spadła. Na przełomie czerwca i lipca było to regularnie w rejonie 120-150. Od połowy lipca jest to dość często nawet mniej niż 100 dziennie, zazwyczaj w przedziale 100-120. 

gazeta.pl


Podstawowym narzędziem stosowanym przez Stany Zjednoczone w celu zatrzymania chińskiej ekspansji w sektorze półprzewodników są ograniczenia eksportowe nakładane zarówno na podmioty z USA, jak i wszystkie zagraniczne firmy korzystające z amerykańskiej własności intelektualnej. Dotyczą one jednak wyłącznie zaawansowanych chipów – nie obejmują tych starszej generacji. Waszyngton opisuje swoje podejście frazą „małe podwórko z wysokim płotem” (ang. small yard, high fence). Polega ono na nakładaniu rygorystycznych obostrzeń na wybrane zaawansowane technologie o znacznym potencjale militarnym, czemu ma towarzyszyć zachowanie niezakłóconej wymiany gospodarczej w zakresie pozostałych.

„Podwórko” amerykańskich ograniczeń stopniowo się powiększa, a „płot” staje się coraz wyższy. Początkowo, jeszcze za prezydentury Donalda Trumpa, posunięcia Waszyngtonu skupiały się na uderzaniu w poszczególne chińskie firmy z tzw. Entity List, w tym m.in. Huaweia. Ogłoszone przez Biuro Przemysłu i Bezpieczeństwa Departamentu Handlu USA w 2022 r. pierwsze restrykcje eksportowe miały charakter generalny, dotyczyły wyłącznie czterech „wąskich gardeł” – obszarów, w których Pekin jest najsilniej zależny od Waszyngtonu. Chodzi o:
  • eksport zaawansowanych półprzewodników do ChRL,
  • sprzedaż oprogramowania, sprzętu i komponentów niezbędnych do rozwijania przez Chiny rodzimej produkcji tej technologii,
  • blokadę współpracy amerykańskich inżynierów i ekspertów (zarówno obywateli amerykańskich i rezydentów, jak i posiadaczy zielonych kart) z podmiotami chińskimi,
  • zobowiązanie wszystkich producentów nowoczesnych półprzewodników (również spoza Stanów Zjednoczonych) do przestrzegania nowych obostrzeń pod groźbą utraty dostępu do amerykańskich rozwiązań półprzewodnikowych.
W 2023 r. Departament Handlu USA zdecydował się zwiększyć presję na chińskie przedsiębiorstwa wytwarzające półprzewodniki, więc 17 października zaktualizował wspomniane przepisy. Poszerzył wówczas katalog procesorów objętych ograniczeniami oraz zwiększył zasięg geograficzny regulacji o 43 państwa i podmioty posiadające serwery w chmurze z siedzibą w krajach objętych przez USA embargiem na broń, aby utrudnić chińskim firmom nabywanie objętych restrykcjami procesorów za pośrednictwem państw trzecich. Ograniczył też spółkom z ChRL projektującym chipy możliwości wysyłania ich zaawansowanych projektów do międzynarodowych odlewni (np. TSMC)[4].

Na presję USA Pekin odpowiedział dalszym bezprecedensowym i niemal nieograniczonym wsparciem finansowym dla rodzimej branży półprzewodnikowej. Na trzecią już transzę zainicjowanego dekadę temu funduszu inwestycyjnego na rzecz rozwoju procesorów Big Fund władze centralne planują przeznaczyć 27 mld dolarów przy jednoczesnym utrzymywaniu rozbudowanego systemu subsydiów na poziomie lokalnym[5]. Jeszcze przed wejściem w życie ograniczeń eksportowych niezwykle obfite i stabilne źródła kapitału pozwoliły chińskim przedsiębiorstwom na zgromadzenie zapasów nowoczesnych półprzewodników, maszyn produkcyjnych i komponentów, a po częściowej utracie dostępu do zagranicznych technologii – kontynuowanie produkcji (mimo wyższych kosztów i spadku wydajności) oraz stosowanie zróżnicowanych metod omijania amerykańskich sankcji.

Za bezpośrednią przyczynę zaostrzenia przez Stany Zjednoczone ograniczeń eksportowych w 2023 r. należy uznać pięcie się chińskich podmiotów po drabinie technologicznej mimo starań Waszyngtonu. Było ono możliwe m.in. dzięki lukom w przepisach Departamentu Handlu USA, z których firmy z ChRL skrzętnie korzystały. Przykładowo iFlytek i SenseTime – przedsiębiorstwa specjalizujące się w technologii rozpoznawania mowy i twarzy, znajdujące się od 2019 r. na amerykańskiej czarnej liście w związku z wykorzystywaniem tamtejszych produktów przez władze w Pekinie do represjonowania mniejszości ujgurskiej w Sinciangu – po wprowadzeniu restrykcji wciąż miały dostęp do zaawansowanych półprzewodników (m.in. A100 i H100 amerykańskiej Nvidii) i mogły dzięki nim kontynuować prace nad przełomowymi usługami opartymi na AI.

Aby pozyskać procesory objęte sankcjami, chińskie przedsiębiorstwa uciekały się do rozmaitych praktyk. W ChRL powstały liczne wspierane przez państwo klastry komputerowe, które od lat gromadziły chipy (m.in. Nvidii) i wynajmowały dostęp do technologii firmom znajdującym się na amerykańskiej Entity List. Wiele podmiotów korzystało z oferty dostawców usług w chmurze (ograniczeniami eksportowymi nie zostały bezpośrednio dotknięte m.in. Amazon i Microsoft). Tworzono też fasadowe spółki, którym regularnie zmieniano nazwy, co utrudniało śledzenie ostatecznych odbiorców półprzewodników. Ważną rolę odgrywał również przemyt, np. oznaczanie przesyłek z komponentami jako części odpadowe czy mocowanie dodatkowych chipów na płytkach. Tym samym choć kluczowe chińskie przedsiębiorstwa technologiczne formalnie nie były w stanie zakupić nowoczesnych procesorów bezpośrednio z USA, to wciąż miały do nich częściowy dostęp.

(...)

Przedsiębiorstwa z ChRL zachowują dostęp do nowoczesnych półprzewodników również dzięki zapasom zgromadzonym przed wejściem w życie restrykcji. Firmy te były bowiem dobrze przygotowane na zaostrzenie przez Stany Zjednoczone presji technologicznej. Posunięcia Białego Domu z października 2022 r. i 2023 r. nie zaskoczyły Pekinu. Nałożenie w 2018 r. rygorystycznych kontroli eksportowych na chińskiego giganta telekomunikacyjnego ZTE oraz sankcje na Huaweia i Fujian Jinhua, wstrzymanie przez holenderski rząd sprzedaży zagranicznej maszyn do litografii w ekstremalnym ultrafiolecie (extreme ultra violet, EUV) w 2019 r. czy wojna handlowa z USA uświadomiły władzom ChRL, że USA będą dążyły do odcinania jej od różnych gałęzi technologii, a na pierwszy ogień najpewniej pójdzie branża półprzewodników. Wówczas miejscowe spółki technologiczne w ramach przygotowań do tego wyzwania zaczęły zbierać zapasy zaawansowanych procesorów i sprzętu litograficznego. Przykładowo w 2019 r. Huawei wydał ok. 23,5 mld dolarów na zakup chipów, komponentów i materiałów – o 73% więcej niż rok wcześniej, a w 2020 r. chińskie firmy nabyły sprzęt litograficzny m.in. z Japonii, Korei Południowej i Tajwanu za prawie 32 mld dolarów (wzrost o 20% rok do roku). Zakupy te znacznie przekraczały potrzeby rynkowe i miały stanowić poduszkę bezpieczeństwa na wypadek kolejnych ograniczeń ze strony Stanów Zjednoczonych.

Zdolności do wytwarzania maszyn litograficznych do półprzewodników pozostają najsłabszym elementem planów rozwoju sektora procesorów w ChRL. Zapowiadana przez Shanghai Micro Electronics Equipment na 2023 r. premiera maszyny do produkcji chipów starszej generacji (28 nm) wciąż nie została potwierdzona. Mimo dążenia przez Pekin do samowystarczalności technologicznej szacuje się, że w ostatnich latach w ChRL powstało mniej niż 5% systemów litograficznych stosowanych w tamtejszych fabrykach.

Skoordynowane restrykcje eksportowe USA, Holandii i Japonii miały odciąć Chinom dostęp do podmiotów odpowiadających za ok. 80% światowej podaży sprzętu do wytwarzania półprzewodników (obok holenderskiego ASML chodzi tu m.in. o amerykańskie Applied Materials, KLA Co. i Lam Research, holenderski ASM czy japońskie Tokyo Electron, Canon i Nikon). Przedsiębiorstwa z ChRL skorzystały jednak z braku woli politycznej najważniejszych sojuszników Stanów Zjednoczonych – głównie Holandii – do szybkiego i skutecznego wdrożenia ograniczeń. Powolność w tym zakresie skutkowała istotnym ograniczeniem efektywności przepisów.

Holandia już w 2019 r. zakazała sprzedaży do Chin maszyn litograficznych do produkcji najbardziej zaawansowanych procesorów (EUV). W marcu 2023 r. potwierdziła też zamiar dołączenia do amerykańskich sankcji na część sprzętu starszego typu (deep ultra violet, DUV). Odnośna ustawa weszła jednak w życie dopiero we wrześniu. Mimo jej obowiązywania ASML do końca roku otrzymywał licencje eksportowe na sprzedaż do ChRL objętych ograniczeniami maszyn DUV. Podejście to pozwoliło jej zaopatrywać się w holenderski sprzęt w ilościach znacznie przekraczających potrzeby rynkowe. Przykładowo we wrześniu 2023 r. chiński import systemów litograficznych z tego kraju wzrósł o rekordowe 1850% rok do roku. ChRL wyrosła także na drugi co do wielkości rynek eksportowy dla ASML – w 2023 r. przypadało nań 26,3% sprzedaży spółki, a w rekordowym trzecim kwartale – nawet 46%. Firma dysponowała zresztą licencjami na dalszy zbyt niektórych maszyn DUV swoim chińskim klientom, ale cofnięto je na początku 2024 r. W wyniku nacisków Waszyngtonu ASML ma również wstrzymać serwisowanie części sprzętu DUV sprzedanego już podmiotom z ChRL.

Niespotykana presja USA na chiński sektor półprzewodnikowy oraz niewielkie zdolności ChRL do stworzenia własnych technologii i maszyn litograficznych nie zatrzymały postępu tamtejszych firm w wytwarzaniu nowoczesnych chipów. Świadczy o tym premiera smartfona Mate 60 Pro wyposażonego w wyprodukowany przez Semiconductor Manufacturing International Corporation (SMIC) zaawansowany procesor Kirin 9000s. Było to zapewne możliwe dzięki eksperymentowaniu z mniej wydajnymi i droższymi niż EUV technikami. Przykładowo wyprodukowanie półprzewodników w technologii 7 nm przy użyciu maszyny DUV wiąże się z wydajnością na wafel szacowaną na zaledwie 15% oraz trzy–czterokrotnym użyciem maszyny do wytworzenia jednego chipa. Oznacza to podwyższenie kosztów procesu, większą eksploatację sprzętu litograficznego oraz wzrost zużycia energii, co podważa rentowność masowej produkcji. Z jednej strony dostęp do niemal niewyczerpanego i stabilnego źródła kapitału z funduszy państwowych sprawia, że w odróżnieniu od zachodnich konkurentów chińskie przedsiębiorstwa nie zważają na efektywność kosztową. Tym samym mimo braku dostępu do najbardziej zaawansowanych maszyn (EUV i niektórych modeli DUV) mogą kontynuować droższe i mniej wydajne wytwarzanie nowoczesnych półprzewodników. Z drugiej jednak strony już teraz niedostępność komponentów do zagranicznego sprzętu litograficznego oraz niedobór inżynierów skutkują problemami w skalowaniu produkcji firm SMIC i Huawei. Stąd przykładowo w obliczu niedoboru rodzimych akceleratorów AI część głównych podmiotów technologicznych z ChRL, jak Alibaba, Baidu, ByteDance i Tencent, zwiększa zamówienia na chipy Nvidii.

Podczas gdy zdolności Chin w dziedzinie zaawansowanych półprzewodników pozostają przedmiotem gorącej debaty międzynarodowej, wątkiem zasługującym na pilną uwagę jest również dynamicznie rosnący potencjał tego państwa w zakresie produkcji chipów starszej generacji. Mimo ich znaczenia m.in. dla sektorów zbrojeniowego, motoryzacyjnego i medycznego nie zostały one dotychczas objęte ograniczeniami eksportowymi.

Presja ze strony USA zmusiła władze ChRL do skupienia się na procesorach starszej generacji i rozwijania możliwości wytwórczych w tej niszy. Tamtejsze firmy dążą więc do zwiększenia udziału w międzynarodowym rynku mikrokontrolerów, procesorów analogowych czy półprzewodników wykorzystywanych w motoryzacji – czyli starszych, lecz powszechnie stosowanych technologii, w których liczy się zwłaszcza wspomniana efektywność kosztowa, a nie zaawansowanie.

Obecnie w ChRL zlokalizowane jest 27% mocy produkcyjnych dla półprzewodników 20–45 nm oraz ok. 30% dla tych 50–180 nm. Jej potencjał wynika z prężnego rozkwitu odlewni – choć większość procesorów starszej generacji projektuje się poza Chinami, to miejscowe odlewnie (m.in. SMIC i Hua Hong) dysponują ogromnymi możliwościami wytwórczymi. ChRL dąży też do ich dalszego zwiększania w odniesieniu do chipów starszej generacji. W 2024 r. ma tam powstawać o milion procesorów tego rodzaju miesięcznie więcej niż w 2023 r., co oznacza, że państwo to zamierza wytwarzać ich więcej niż reszta świata łącznie. Pekin zapowiada również uruchomienie do 2026 r. 32 nowych fabryk o tej specjalizacji, a budowa 22 z nich już się rozpoczęła. Jeśli wszystkie planowane zakłady zaczną pracować w ciągu najbliższych dwóch lat, to na przestrzeni 3–5 lat ChRL ma szansę osiągnąć pułap ok. 40% globalnej produkcji półprzewodników 20–40 nm i ponad 50% 50–180 nm.

osw.waw.pl


„Jesteśmy wszyscy zdeterminowani, aby wejść wspólnie w kampanię przed wyborami do Bundestagu i wygrać” – powiedział Scholz. Pytanie, czy nie zamierza wziąć przykładu z prezydenta USA Joe Bidena i zrezygnować z kandydowania, kanclerz zbył żartem: „Dziękuję za niezwykle sympatyczne i przyjazne pytanie”.

Wybory do Bundestagu odbędą się na jesieni przyszłego roku. W czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego SPD Scholza poniosła dotkliwą porażkę, zdobywając zaledwie 13,9 proc. wobec 30 proc. największej partii opozycyjnej - CDU. W opublikowanym na początku tygodnia sondażu, tylko jedna trzecia członków SPD uznała, że Scholz jest w przyszłorocznych wyborach właściwym kandydatem na kanclerza.

Na ostatnim przed przerwą wakacyjną spotkaniu z dziennikarzami, Scholz bagatelizował znaczenie sondaży. „Wyniki, które nie są dobre, są bodźcem do działania w celu uzyskania lepszych wyników” – mówił. Wśród sukcesów swojego rządu wymienił podwyższenie płacy minimalnej oraz gwarancję stabilnych emerytur. Zapewnił, że będzie kontynuował politykę modernizacji kraju. „Przed wyborami odwrócę niekorzystny trend w sondażach” – zapowiedział. Przekonam wyborców „czynami i jasnym kursem” – dodał.

PAP

środa, 24 lipca 2024



Rosja ma 2-3 razy więcej sprzętu wojskowego od Ukrainy. Od początku wojny podwoiła liczbę czołgów, potroiła liczebność systemów artyleryjskich i zwiększyła liczbę transporterów opancerzonych — z 4,5 tys. do 8,9 tys. Do tego liczba rosyjskich żołnierzy sięgnęła 520 tys., a celem Moskwy jest zwiększyć ją do końca roku do 690 tys. Takie liczby podał gen. Ołeksandr Syrski, naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy.

Nie podał odpowiednich liczb dla ukraińskiej armii. Stwierdził jednak, że rosyjska armia ponosi trzykrotnie wyższe straty od wojska ukraińskiego, a w niektórych regionach są one nawet wyższe. — Mają o wiele więcej zabitych — powiedział Syrski.

Na początku czerwca Władimir Putin powiedział, że nieodwracalne straty Sił Zbrojnych Ukrainy są pięciokrotnie wyższe niż straty rosyjskich sił zbrojnych. Brytyjski wywiad wojskowy ma jednak inne szacunki.

Z jego danych wynika, że maj i czerwiec były jednymi z najbardziej śmiercionośnych miesięcy dla rosyjskiej armii: traciła ona wówczas średnio ponad 1,1 tys. żołnierzy dziennie, co daje liczbę ok. 70 tys. w ciągu dwóch miesięcy. Admirał Tony Radakin, szef brytyjskiego sztabu obrony, stwierdził, że od początku wojny Rosja straciła 550 tys. wojskowych (mowa o zabitych i rannych).

Pod względem uzbrojenia ma jednak znaczną przewagę. Eksperci z brytyjskiego think tanku Royal United Defence Research Institute (RUSI) obliczyli, że od rozpoczęcia wojny udało jej się zwiększyć produkcję pocisków artyleryjskich kalibru 152 mm ponad pięciokrotnie, pocisków do wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych Grad ponad 15-krotnie, a pocisków manewrujących Ch-101 — najczęściej używanych przez wojsko rosyjskie w Ukrainie — o 7,5 razy.

Mało tego — według różnych szacunków w tym roku Kreml wyprodukuje ok. 1,5 tys. czołgów i 3 tys. innych pojazdów opancerzonych. W 85 proc. nie będą to jednak nowe pojazdy, a odpowiednio odnowione modele wyciągnięte z rosyjskich magazynów.

Mimo tej przewagi rosyjskiej armii udało się osiągnąć jedynie niewielkie taktyczne korzyści — podkreśla Syrski.

(...)

Stwierdził, że z racji tego, iż Rosja ma "przewagę powietrzną" i "bardzo silną" obronę powietrzną, możliwości myśliwców F-16, które wkrótce dotrą do Ukrainy od krajów zachodnich, będą ograniczone. Dlatego też Kijów coraz częściej i coraz bardziej skutecznie wykorzystuje drony. To z ich pomocą ukraińskie siły zaatakowały — zdaniem Syrskiego — ok. 200 obiektów infrastruktury krytycznej na terytorium Rosji, w tym fabryki, składy broni i magazyny ropy naftowej. 

onet.pl


Punktem wyjścia do tych pytań jest paradoksalna konstatacja (znów — całkowicie odwrotna od dominującej w Polsce), że napadając na Ukrainę, Rosja w istocie zademonstrowała, że wybiera Zachód, a nie, że się od Zachodu odwraca.

Widząc paranoiczną wrogość Rosji wobec Zachodu, zakładamy, że Rosja się od nas odwróciła. Tylko pozornie jest to prawdą, a nie półprawdą. W mojej ocenie Rosja napadła na Ukrainę po pierwsze dlatego, że taka była wewnątrzpolityczna potrzeba panującego dzisiaj w Rosji reżimu. Po drugie dlatego, że Rosją rządzą ludzie, którzy emocjonalnie nie pogodzili się z utratą imperium. I wreszcie po trzecie dlatego, że Rosjanie jakkolwiek udają przyjaźń z Chinami, to równocześnie doskonale rozumieją, że z Chińczykami nigdy nie będą w stanie się układać tak jak z Zachodem.

Rosyjskie elity są dziś obsesyjnie antyzachodnie, ale widzą też, że z powodu braku reform gospodarczych, kończącej się renty surowcowej i z racji problemów demograficznych, Rosja będzie już jedynie słabnąć. Wbrew temu bowiem, co sądzi się często w Polsce, elity te nie straciły kontaktu z rzeczywistością.

Napadając na Ukrainę, Rosja de facto próbowała zmusić Zachód do uznania jej wczorajszego statusu i ułożyć sobie relacje z Zachodem na swoich warunkach. Moskwa zachowywała się jak chuligan, który próbuje wstąpić do ekskluzywnego klubu, ale zarazem otwiera sobie drzwi do niego kopniakiem. Tyle że za ukraińskimi drzwiami stał Zachód i drzwi uderzyły Moskwę w czoło.

onet.pl


Co pana zdaniem jest fundamentalne w tej palecie pomysłów zawartych w projekcie?

Paradoksalnie to, czego w projekcie nie ma, czyli zwiększenie liczby inspektorów. Nas jest zaledwie około 1500. To zdecydowanie za mało, żeby działać skutecznie. Liczba skarg jest duża, a ich napływ w związku z ochroną sygnalistów będzie jeszcze większy. Potrzebny jest też większy budżet, bez pieniędzy nie będziemy mieli fachowców. Nabory pracowników nie idą tak, jak byśmy oczekiwali. Sama praca jest bardzo obciążająca psychicznie.

Wiem, jak trudno jest wchodzić na zakład pracy. Tam nie witają nas chlebem i solą. Skarżący również miewają pretensje. Nie jest tak, że wszyscy pracownicy oczekują, że damy im umowę o pracę. Ludzie często nie są zainteresowani legalizacją zatrudnienia. Wiele osób się śmieje, że jak wchodzimy na budowę, to ona od razu pustoszeje.

Bo wolą pracować "na czarno"?

Inna jest rzeczywistość dużych miast, a inna reszty Polski. Wiele osób pracuje na czarno z wyboru, bo może dodatkowo korzystać ze świadczeń socjalnych. Mamy mężczyzn niepłacących alimentów, którzy również nie są zainteresowani legalną pracą. Z kolei młode osoby często nie wierzą, że dostaną emeryturę, a do ręki otrzymują od razu odczuwalnie więcej. I powiedzmy sobie szczerze, na te wszystkie zjawiska jest przyzwolenie społeczne. To nie jest tak, że ktoś jest z tego powodu piętnowany. Przeciwnie, często jest uważany za bohatera, bo mniej płaci państwu.

PIP ma szacunki, ile osób może pracować "na czarno"?

Tak naprawdę, to nikt nie wie, ile osób pracuje w szarej strefie gospodarki. Wszelkie dane liczbowe w tym zakresie mają charakter szacunkowy.

No więc jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, poziom zatrudnienia nieformalnego w ciągu ostatnich lat uległ znacznemu obniżeniu - z 880 tys. osób w 2017 r., co stanowiło 5,4 proc. ogółu pracujących, do 324 tys. w 2022 r., tj. 2,0 proc. pracujących.

Te procentowe szacunki pokrywają się z danymi Państwowej Inspekcji Pracy. Jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę osób, które w toku naszych kontroli uznano w 2023 r. za pracujące nielegalnie (15,7 tys. obywateli Polski oraz 6,6 tys. cudzoziemców) i odniesiemy to do ogólnej liczby osób, których legalność pracy weryfikowano, to otrzymamy podobny wskaźnik.

money.pl


Historia kryzysu mieszkaniowego w Rosji rozpoczyna się wiosną 2020 roku, kiedy władze państwa wprowadzają preferencyjne kredyty hipoteczne dla obywateli kupujących mieszkania w nowych budynkach. W ten sposób chciano wesprzeć rynek nieruchomości i budownictwo, które ucierpiało przez pandemię COVID-19. 

(...)

Program dotowanych hipotek został skonstruowany w taki sposób, że banki zawierały z Rosjanami umowy na kredyty oprocentowane na 6%, podczas gdy państwo dopłacało różnicę do referencyjnej stopy procentowej. W momencie wprowadzenia programu wynosiła ona ok. 8%.

Wolumen pożyczek hipotecznych nie wzrósł przez to od razu. Licznik zaczął kręcić się na zwiększonych obrotach dopiero po 22 lutego 2022 roku. Po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie sankcje zaciskają się coraz szczelniejszym kordonem dookoła rosyjskiej gospodarki: rubel traci na wartości, następuje tąpnięcie na giełdzie, rośnie inflacja, obce waluty znikają z kantorów. Rosjanie nie mają gdzie lokować swoich oszczędności i zwracają się w kierunku rynku nieruchomości. Jednocześnie w tym samym czasie Bank Rosji zaczyna podnosić stopy procentowe.

Z ok. 2% dopłacanych przez państwo do kredytów hipotecznych Rosjan po dwóch latach od ataku na Kijów zrobiło się 10%, bo referencyjna stopa procentowa wzrosła do 16%. Banki udzielają pożyczek na 16-20%, obywatele płacą 6%, a Kreml pokrywa różnicę i otrzymuje coraz wyższe rachunki. Ministerstwo Finansów Rosji wydało już na dopłaty ok. pół biliona rubli (ok. 22,5 mld zł).

(...)

Z szacunków Moskiewskiego Instytutu Ekonomii Miast wynika, że w latach 2020-2023 ceny mieszkań w największych rosyjskich miastach wzrosły średnio o 172%. Według danych Sberbanku ceny za metr kwadratowy na rynku pierwotnym w całej Rosji wzrosły w tym czasie o 104%, a na rynku wtórnym o 72%. Według oficjalnych danych skumulowana inflacja w Rosji sięgnęła przez ten okres ok. 30%. 

Sytuacja nie wygląda lepiej na rynku wynajmu. Według rosyjskiej firmy z branży nieruchomości "Etazhi" w 2023 roku koszt wynajmu mieszkania z jedną sypialną wzrósł w Rosji średnio o 31%. Największy wzrost cen dotknął regiony w środkowej Rosji i na Syberii. Za małe mieszkanie w standardzie ZSRR mieszkańcy Krasnojarska płacili w zeszłym roku 47,9% więcej niż w 2022 roku. W Czelabińsku stawki poszły w górę o 46,3%, a w Wołgogradzie o 38,9%.

Według "The Economist" prezes rosyjskiego banku centralnego Elwira Nabiullina zaczęła naciskać na władze, żeby ograniczyć lub zakończyć dotacje. W rezultacie jej działań w grudniu 2023 roku państwo zwiększyło minimalną kaucję klasyfikującą do otrzymania dopłat z 20% do 30%. Na początku lipca 2024 roku Kreml zawiesił program dotyczący mieszkań w nowych blokach. Pozostały jedynie dopłaty do kredytów w niektórych regionach. 

(...)

W 2023 roku rosyjscy deweloperzy zbudowali nowe mieszkania o łącznej powierzchni 110 mln metrów kwadratowych, podczas gdy średnia z wcześniejszych lat wynosiła ok. 59 mln metrów kwadratowych. Według "Izwiestii" brak stymulacji popytu ze strony rządu doprowadzi do bankructwa wielu z nich. Brak dopłat uderzy też w interesy banków. Według rosyjskich analityków, na których powołuje się "The Economist", liczba nowych hipotek może spaść o około 50% w drugiej połowie roku.

bankier.pl

wtorek, 23 lipca 2024



W ostatnim tygodniu Rosjanie poczynili postępy na kilku odcinkach frontu – głównie w Donbasie. Zajęli centrum Krasnohoriwki i ponownie wyparli obrońców z jej południowo-zachodnich przedmieść, odzyskanych w ukraińskim kontrataku tydzień wcześniej. Siły agresora kontynuują natarcie na kierunku Pokrowska, gdzie zajęły stanowiącą lokalny węzeł komunikacyjny miejscowość Prohres, a także w aglomeracji torećkej, gdzie opanowały część Piwnicznego i Zaliznego oraz poszerzyły bazę operacyjną w oparciu o południowy obszar Nju-Jorku. Rosjanie zajęli też wschodnią część Maksymiljaniwki – ostatniej miejscowości odgradzającej ich od Kurachowego. Przełamanie ukraińskich pozycji obronnych nastąpiło w rejonie Siewierska, gdzie siły agresora zajęły leżącą 6 km na południowy wschód od tego miasta Iwano-Darjiwkę. Lokalne przerwanie ukraińskiej linii obrony nastąpiło również na południowy wschód od Kupiańska – Rosjanie zajęli miejscowość Piszczane. Nieznaczne postępy najeźdźca poczynił także w rejonie Czasiw Jaru, gdzie usiłuje on uchwycić przyczółek po zachodniej stronie kanału Doniec–Donbas.

(...)

Stałym celem rosyjskich ataków rakietowych pozostają infrastruktura portowa i instalacje wojskowe w obwodzie odeskim – trafienia odnotowano 16, 18, 19 i 22 lipca. Agresor kontynuował także uderzenia z użyciem rakiet i dronów na bezpośrednie zaplecze obrońców (głównie w obwodach charkowskim i mikołajowskim). Wzrosło wykorzystanie do ataków w rejonach przyfrontowych pocisków balistycznych Iskander-M, których agresor użył m.in. przeciwko infrastrukturze i składom kolejowym w obwodzie charkowskim 20 i 22 lipca. Iskandery coraz częściej mają być odpalane z Krymu. Wrogie rakiety i/lub drony uderzyły w obiekty energetyczne w obwodach sumskim (20, 21, 22 i 23 lipca, m.in. w Konotopie i Szostce), czernihowskim (20 lipca) i połtawskim (20 lipca w rejonach połtawskim i myrhorodzkim). W dniach 16–23 lipca Rosjanie mieli wykorzystać co najmniej 42 rakiety (w tym co najmniej 12 Iskander-M), obrońcy zadeklarowali zestrzelenie trzech z nich. Według Kijowa agresor użył także 79 dronów Shahed-136/131, z których zniszczonych miało zostać 70. Źródła ukraińskie zwróciły uwagę na wykorzystanie przez Rosjan nowego typu drona kamikadze – poruszającego się na niskim pułapie (20–30 m) – który został zestrzelony 20 lipca w rejonie Kijowa.

osw.waw.pl


Na przykład w połowie lipca Rosjanie chwalili się udanym użyciem motocykli do szturmu na wieś Urożajne na Zaporożu. Żołnierze z formalnie doborowej 40 Brygady Piechoty Morskiej przeprowadzili kombinowany atak, w ramach którego kilka grup motocyklistów przejechało przez ukraińskie pozycje i zajęło stanowiska u wylotu wsi. Wraz z presją w postaci ostrzału i tradycyjnego ataku zmechanizowanego zmusiło to Ukraińców do trudnego odwrotu przez pola. Można o nim przeczytać w relacjach ukraińskich żołnierzy, którzy potwierdzają bardzo gwałtowny charakter rosyjskiego ataku. Dla Rosjan to wręcz modelowy przykład użycia motocykli do szturmu.

Pierwsze tego rodzaju ataki to początek kwietnia. Użyciem motocykli do działań szturmowych chwalił się wówczas batalion Zaria (rus. Zorza), który należał kiedyś do sił tak zwanych separatystów ługańskich, obecnie regularnego rosyjskiego wojska. Aktualnie działa na zachód od Doniecka w rejonie Krasnohoriwki. To miejsce bardzo intensywnych walk od minionej jesieni, z powszechnym użyciem dronów, w tym uderzeniowych FPV. Ponieważ klasyczne ataki przy pomocy ciężkiego sprzętu regularnie kończyły się poważnymi stratami, zaczęto eksperymentować. Na tym samym odcinku frontu pojawiły się też pierwsze czołgi-stodoły, powolne, ale dość odporne na ataki dronów. Z drugiej strony pojawiła się ich antyteza, czyli zupełnie niechronione, ale szybkie motocykle.

Argument pomysłodawców motoszturmów za ich użytecznością jest właściwie jeden, zaskoczenie. Jest oczywiste, że nie zapewniają żadnej osłony, ale skracają czas, w jakim atakujący może dotrzeć do okopów ukraińskich i wskoczyć do nich, zaczynając walkę. W realiach frontowych, gdzie drony rozpoznawcze wiszą w powietrzu praktycznie całą dobę, a pas do 10-20 kilometrów w głąb od linii styczności jest w zasięgu działania dronów FPV, jest to istotna sprawa. Duże kolumny ciężkiego sprzętu są szybko namierzane i zwalczane przez artylerię, systemy przeciwpancerne, miny oraz drony poczynając od kilku-kilkunastu kilometrów od właściwych pozycji ukraińskich. Zazwyczaj oznacza to poważne straty. Nie bez powodu Rosjanie teraz atakują już bardzo rzadko grupami liczącymi więcej niż kilka ciężkich pojazdów, a najchętniej to małymi grupami piechoty. Alternatywą są poważne straty w czołgach i bojowych wozach piechoty, których nie są w stanie bez końca ponosić.

Motocykle idealnie wpisują się w tę tendencję do odchudzania i przyśpieszania działań szturmowych. W ten sposób Ukraińcy mają mniej czasu na reakcję, wysłanie w powietrze dronów FPV, a miny przeciwpancerne stają się mniej użyteczne, bo mogą nie zareagować na nacisk motocykla, a motocyklista może je łatwiej dostrzec i ominąć. Na tej samej zasadzie Rosjanie od kilku miesięcy używają też do ataków prostych pojazdów terenowych Desertcross 1000-3, które w 2023 roku zaczęli sprowadzać na dużą skalę z Chin. Wówczas była mowa o zamówieniu dla wojska na 1,5 tysiąca sztuk, które może zostać zwiększone. Pojazdy opisywano jako świetne narzędzie do logistyki na bliskim zapleczu frontu. Od wiosny tego roku pojawiają się jednak regularnie też jako narzędzie do przeprowadzania ataków. Często nocnych. Każdy pojazd przewozi po 3-4 żołnierzy. Idea podobna do motocykli, czyli dotrzeć do celu szybciej i w sposób mniej rzucający się w oczy.

Nie sposób miarodajnie ocenić, w jakim stopniu ta rosyjska taktyka lekkich szturmów jest skuteczna. Ukraińcy prezentują dużo nagrań, na których widać trafienia Rosjan na motocyklach i w pojazdach Desertcross. Na przykład 1 lipca 72 Brygada Zmechanizowana broniąca rejonu Wuhłedaru, pokazała nagranie pobojowiska po nieudanym rosyjskim ataku. Pomiędzy wrakami cięższych pojazdów, być może zniszczonych już wcześniej, można doliczyć się kilkunastu porzuconych motocykli crossowych i rozrzuconych ciał Rosjan. Pomimo takich obrazków, Rosjanie się nie zniechęcają.

gazeta.pl

poniedziałek, 22 lipca 2024



Polityka Macrona przed 2022 r. opierała się na przekonaniu, że Francja i Europa nie są skazane na rolę obserwatorów narastającego antagonizmu pomiędzy wielkimi mocarstwami (USA, Chinami i Rosją). Prezydent chciał osiągnąć porozumienie strategiczne z Federacją Rosyjską (FR), które zapoczątkowałoby wypracowanie nowej architektury bezpieczeństwa europejskiego. Krokiem w tym kierunku było zainicjowanie w 2019 r. „dialogu zaufania i bezpieczeństwa z Rosją”. Macron dążył do nawiązania osobistej relacji z Władimirem Putinem. Sądził, że pozwoli ona na pokojowe zakończenie kryzysu w stosunkach Rosja–Zachód, rozpoczętego w 2014 r. nielegalną aneksją Krymu i wojną w Donbasie.

Wizja „wspólnej architektury bezpieczeństwa” z FR wykraczała poza bilateralne relacje francusko-rosyjskie. Choć dotyczyła bezpieczeństwa innych krajów, zwłaszcza tych graniczących z Rosją, nie została z nimi skonsultowana. Paryżowi dojście do kompromisu z Moskwą w kwestiach bezpieczeństwa europejskiego pozwalałoby skupić się na innych zagrożeniach, które wydawały mu się wówczas pilniejsze: sytuacji w Afryce, terroryzmie, konfliktach na Bliskim Wschodzie. Zamierzenia Macrona – szczególnie wobec przywiązanych do NATO Niemiec – uzasadniała polityka Donalda Trumpa.

Wybór Wołodymyra Zełenskiego na prezydenta w 2019 r. niósł z perspektywy Paryża szansę na przyspieszenie rozwiązania konfliktu rosyjsko-ukraińskiego w ramach formatu normandzkiego oraz na  osiągnięcie porozumienia pozwalającego następnie na nowy reset w stosunkach na linii UE–Rosja. Brak porozumienia na szczycie formatu w Paryżu w grudniu 2019 r., gdzie doszło do rozmów Zełenski–Putin, nie przeszkodził Macronowi w dążeniu do pogłębiania dialogu strategicznego z FR. Zahamował natomiast dynamikę relacji francusko-ukraińskich. Paryż i Berlin nie chciały sprawiać wrażenia, że wywierają presję na słabszą stronę starcia, ale nie miały też zamiaru odstępować od przyznawania pierwszeństwa kontaktom z Moskwą. Macron odwlekał termin wizyty w Kijowie; propozycje wzmocnienia współpracy wojskowej między Francją a Ukrainą także nie wychodziły poza sferę projektów.

Jednocześnie tło relacji Francja–FR w latach 2017–2022 stanowiła rosnąca aktywność rosyjskich podmiotów w państwach afrykańskich będących w przeszłości francuskimi koloniami. Działalność Grupy Wagnera, nastawiona na bezpośrednią obecność najemników oraz propagowanie antyfrancuskiej i antyzachodniej propagandy, generowała bardzo duże zaniepokojenie we francuskich siłach zbrojnych, administracji, świecie eksperckim i dziennikarskim. Do czasu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę oficjalne łączenie działalności formacji z Moskwą było jednak dla francuskiej dyplomacji tabu z obawy przed pogorszeniem stosunków dwustronnych. Paryż wychodził zapewne z założenia, że jej wrogie poczynania w Afryce ustaną po osiągnięciu porozumienia UE z FR w sprawie europejskiego bezpieczeństwa.

Objęcie w styczniu 2021 r. urzędu prezydenta USA przez Joego Bidena doprowadziło do szybkiej poprawy relacji między Waszyngtonem a Brukselą i Berlinem. Promowane przez Francję hasła budowy europejskiej autonomii strategicznej, w tym w sferze kontaktów z Rosją, stały się mniej nośne. Wiosną 2021 r. FR dokonała pierwszej koncentracji wojsk na granicy z Ukrainą, a w czerwcu doszło do spotkania Bidena z Putinem na szczycie w Genewie. Francja i Niemcy odpowiedziały inicjatywą szczytu UE–Rosja w Brukseli latem 2021 r., lecz nie zgodziła się na nią większość krajów członkowskich. Macron kontynuował jednak bilateralny dialog z Putinem, głównie poprzez rozmowy telefoniczne.

osw.waw.pl

środa, 17 lipca 2024



Rosjanie kontynuują natarcie na kierunku Pokrowska – zajęli kolejne trzy miejscowości (Jasnobrodiwkę, Jewheniwkę i Woschod) oraz podeszli do linii rzeki Wowcza. Na wschód od niej siły ukraińskie bronią się już tylko w oskrzydlonej z północy i południa wsi Nowoseliwka Persza. Agresor podszedł też pod Wozdwyżenkę – ostatni ukraiński punkt oporu przed trasą Pokrowsk–Konstantynówka. Najeźdźcy poczynili kolejne postępy w aglomeracji torećkej, wchodząc klinem pomiędzy Piwniczne i Zalizne na wschód od Torećka oraz osiągając centrum Nju-Jorku. 14 lipca ponownie zajęli Urożajne na południe od Wełykiej Nowosiłki – następnej po Staromajorśkem i Robotynem miejscowości, którą obrońcy odzyskali w trakcie letniej ofensywy w 2023 r. Ze zmiennym szczęściem trwają starcia o Krasnohoriwkę – ukraiński kontratak doprowadził do odzyskania części terenów na południowo-zachodnich obrzeżach miasta, lecz siły rosyjskie wyparły przeciwnika z kolejnych kwartałów w centrum.

W drugim tygodniu lipca głównym celem uderzeń rakietowych agresora była Odessa. Miasto i okolice atakowano czterokrotnie (9, 10, 13 i 15 lipca) rakietami balistycznymi Iskander-M. 10 lipca doszło do uszkodzenia magazynów portowych i jednego ze statków. Tego samego dnia trafione zostały ponadto obiekt energetyczny w obwodzie rówieńskim oraz przedsiębiorstwo w Wozniesieńsku w obwodzie mikołajowskim. 13 lipca uderzające po sobie pociski Iskander-M trafiły w dworzec i skład kolejowy w miejscowości Budy w obwodzie charkowskim. Strona ukraińska informowała o dwóch osobach zabitych i 23 rannych. Rosyjskie rakiety lub drony ponownie zaatakowały ukraińskie lotniska (Myrhorod w obwodzie połtawskim 9 lipca i Starokonstantynów w obwodzie chmielnickim 12 lipca), Połtawę (13 lipca), okolice miasta Dniepr (14 lipca) i Mikołajowa (15 lipca) oraz Chersoń (16 lipca, uderzenie rakiety balistycznej miało doprowadzić do zniszczenia hangarów). Łącznie od 9 lipca do rana 16 lipca agresor miał wykorzystać 33 rakiety (obrońcy zadeklarowali zestrzelenie ośmiu) oraz 54 drony kamikadze (zniszczonych miało zostać 37, a cztery z nieznanych powodów miały przelecieć na Białoruś).

Liczba ukraińskich ataków na głębokie zaplecze wroga znacząco zmalała i w ostatnich tygodniach aktywność ta ogranicza się do uderzeń z użyciem dronów. Przygraniczne obwody FR i okolice Moskwy atakowano czterokrotnie, w tym skutecznie 13 lipca (pożar w bazie paliwowej w Cymlańsku w obwodzie rostowskim) i 16 lipca (pożar w zakładach wytwórczych aparatury niskiego napięcia w Korieniewie w obwodzie kurskim). Po incydencie z amerykańskim dronem RQ-4 Global Hawk nad Morzem Czarnym (Waszyngton zaprzecza zestrzeleniu go przez Rosjan) pod koniec czerwca zmniejszyła się intensywność sojuszniczego rozpoznania w rejonie Krymu, a ukraińskie uderzenia na półwysep z wykorzystaniem przekazanych przez Zachód rakiet de facto wstrzymano. Krym atakowany był tylko 15 lipca z użyciem dronów, które bez większych rezultatów uderzyły w instalacje dywizjonu obrony powietrznej na przylądku Fiolent. Dwukrotnie (12 i 16 lipca) Ukraińcy przeprowadzili uderzenie na instalacje wroga w Mariupolu. Po ataku 16 lipca część miasta została odcięta od dostaw prądu.

W trakcie szczytu NATO w Waszyngtonie 10 lipca partnerzy Ukrainy potwierdzili wcześniejsze zapowiedzi i doniesienia medialne o przekazaniu jej następnych systemów obrony powietrznej. Stany Zjednoczone, Niemcy i Rumunia dostarczą po baterii patriotów, Holandia wraz z nieujawnionymi partnerami – „zbiorczą” czwartą baterię tego systemu, a Włochy – baterię SAMP/T. Łączna wartość sprzętu to ponad 1 mld dolarów. Dodatkowo w najbliższych miesiącach partnerzy Kijowa planują dostawy kilkudziesięciu systemów krótkiego zasięgu (NASAMS, HAWK, IRIS-T SLM i IRIS-T SLS) oraz samobieżnych dział przeciwlotniczych Gepard. Dzień później rząd w Oslo ogłosił, że jesienią Ukraina otrzyma sfinansowaną przez Norwegię baterię systemu IRIS-T. Prezydent Wołodymyr Zełenski podziękował za wsparcie, lecz uznał je za wysoce niedostateczne.

(...)

Zwraca uwagę, że w trakcie szczytu NATO – podobnie jak podczas przeprowadzonych w ostatnich miesiącach spotkań tzw. grupy Ramstein – nie podjęto żadnych nowych decyzji w kwestii wyposażenia armii ukraińskiej w broń pancerną. Większość czołgów i bojowych wozów opancerzonych Zachód przekazał w latach 2022–2023, a obecne dostawy – głównie przestarzałych czołgów Leopard 1A5 i bojowych wozów piechoty Marder – stanowią efekt decyzji podjętych kilkanaście miesięcy temu. Wyjątkowo USA zdecydowały się na dodatkowe „ratunkowe” transze bojowych wozów piechoty Bradley, jednakże pozwoliły one jedynie na uzupełnienie strat (nie ma informacji, aby w podobny sposób miały zostać uzupełnione straty w czołgach Abrams). Zapasy broni pancernej w armii ukraińskiej wykruszają się aktualnie dużo szybciej, niż docierają uzupełnienia, co wynika nie tylko z aktywności nieprzyjaciela, lecz także ze zużycia technicznego często wiekowego uzbrojenia. O ile ostatnie dostawy pozwoliły Ukraińcom przezwyciężyć tzw. głód amunicyjny i zwiększyć skuteczność działań obronnych, o tyle niedobór broni pancernej uniemożliwia im przejście do ofensywy i podjęcie kolejnej próby odbicia utraconych terenów.

osw.waw.pl