środa, 24 kwietnia 2024



Rosjanie kontynuują ataki w Donbasie, przede wszystkim w okolicach Marjinki i Awdijiwki oraz na wschód od Czasiw Jaru. Najbardziej znaczący sukces osiągnęli w Oczeretynem – zajęli większą część tej miejscowości. Od zdobycia Awdijiwki (tj. w ciągu ostatnich dwóch miesięcy) oddziały agresora przesunęły się na tym kierunku o ok. 8 km w głąb pozycji ukraińskich, atakując wzdłuż linii kolejowej Awdijiwka–Pokrowsk. Jak dotąd jest to sukces wyłącznie w skali taktycznej, jednak daje on najeźdźcom możliwość wyprowadzenia natarcia na skrzydła przeciwnika i osłabienia obrony na sąsiednich odcinkach frontu.

Po kilkumiesięcznych walkach agresor opanował też – za cenę ogromnych strat – Nowomychajliwkę (przed wojną 1,4 tys. mieszkańców), położoną 7 km od linii rozgraniczenia z 2014 r. Walcząca tam ukraińska 79 Brygada Desantowo-Szturmowa opublikowała film pokazujący przesunięcie linii bojowej w tym rejonie w ciągu ostatniego półrocza i ponad 300 sztuk zniszczonego sprzętu wroga, głównie czołgów i wozów opancerzonych różnych typów.

(...)

W ostatnich dniach spadła intensywność rosyjskich ataków powietrznych na Ukrainę w porównaniu z tą z okresu od 9 do 16 kwietnia (...). Agresor tylko raz dokonał zmasowanego uderzenia za pomocą rakiet i dronów. 19 kwietnia użył 14 bezzałogowców Shahed 131/136 oraz 22 rakiet różnych typów, z czego obrona przeciwlotnicza zestrzeliła wszystkie drony i 15 pocisków manewrujących. Głównym celem były obiekty położone w Dnieprze i obwodzie dniepropetrowskim. Poza tym Rosjanie przeprowadzili kilka punktowych ataków, m.in. dwukrotnie na Odessę, w tym 17 kwietnia na Czernihów z wykorzystaniem trzech pocisków balistycznych Iskander. Zniszczony został budynek dawnego hotelu, w którym prawdopodobnie mieścił się punkt dowodzenia i węzeł łączności armii ukraińskiej.

20 kwietnia amerykańska Izba Reprezentantów przyjęła projekt ustawy o wojskowym i budżetowym wsparciu Ukrainy. W tym tygodniu spodziewane jest głosowanie nad nim w Senacie i – w razie jego uchwalenia w tej samej treści – podpisanie dokumentu przez prezydenta Joego Bidena. W zakresie pomocy wojskowej ustawa przewiduje przede wszystkim pulę w wysokości 7,8 mld dolarów w ramach specjalnych uprawnień prezydenckich (PDA), które pozwalają na przekazanie Kijowowi uzbrojenia i sprzętu wojskowego (UiSW) w trybie natychmiastowym ze stanów magazynowych Departamentu Obrony (DoD), oraz ok. 13,8 mld z Inicjatywy Wsparcia Bezpieczeństwa Ukrainy (USAI), umożliwiającej zamawianie nowych UiSW dla tego państwa w amerykańskim przemyśle zbrojeniowym. W ramach pomocy budżetowej otrzyma ono ok. 7,85 mld dolarów w formie pożyczki, która będzie mogła zostać umorzona.

Jeden z zapisów aktu prawnego zobowiązuje prezydenta do niezwłocznego dostarczenia Ukrainie pocisków balistycznych ATACMS, bez sprecyzowania która ich wersja ma być przekazana. Jednocześnie głowa państwa ma prawo odstąpić od tego obowiązku. Starszą wersję pocisków ATACMS (M39), o krótszym zasięgu (165 km), dostarczono Kijowowi już wcześniej. Nowsze wersje mają zasięg do 300 km. Prezydent Wołodymyr Zełenski zasugerował 22 kwietnia, że osiągnął porozumienie z prezydentem Bidenem w sprawie dostaw nowszych wersji pocisków ATACMS.

19 kwietnia premier Denys Szmyhal przedstawił plany wykorzystania amerykańskiej pomocy finansowej. Z łącznej kwoty 60,8 mld dolarów 49,9 mld zostanie przeznaczone na wydatki na obronę, 7,8 mld – na wsparcie budżetu państwa, 1,57 mld – na pomoc gospodarczą, w tym odbudowę infrastruktury krytycznej, a 400 mln – na ochronę granic i rozminowywanie.

22 kwietnia, w przeddzień wizyty w Polsce, premier Wielkiej Brytanii Rishi Sunak ogłosił największy z dotychczasowych pakiet pomocy dla Ukrainy – o wartości 500 mln funtów. W sumie przekazanych ma zostać 60 uzbrojonych małych łodzi i pontonów szturmowych, ponad 1,6 tys. pocisków kierowanych (w tym obrony powietrznej i Storm Shadow), 160 samochodów opancerzonych Husky, 162 pojazdy opancerzone nieokreślonego typu i 78 pojazdów terenowych nieokreślonego typu oraz 4 mln sztuk amunicji do broni strzeleckiej.

16 kwietnia rząd duński przedstawił swój 17. pakiet pomocy dla Kijowa. Ma on wartość 26,8 mln euro. W jego ramach we współpracy z Czechami i Holandią planuje się zakup broni i amunicji oraz bezzałogowców w ukraińskim przemyśle zbrojeniowym. 18 kwietnia podczas wizyty na Ukrainie wicekanclerz RFN i minister gospodarki Robert Habeck otworzył fabrykę bezzałogowców niemieckiej spółki Quantum-Systems. Obecnie zatrudnia ona 25 osób, a do końca roku liczba ta ma wzrosnąć do 100. Fabryka zwiększy ogólne moce produkcyjne Quantum-Systems do ok. 1 tys. dronów rocznie.

19 kwietnia podczas Rady NATO–Ukraina Niemcy przedstawiły inicjatywę na rzecz wzmacniania obrony powietrznej Ukrainy (Immediate Action on Air Defence, IAAD), w ramach której w krótkim czasie Kijowowi miałyby zostać przekazane kolejne baterie systemów obrony powietrznej. Państwa miałyby również możliwość przeznaczania środków na zakup m.in. amunicji. RFN zadeklarowała dostarczenie jednej baterii systemu Patriot (trzeciej z kolei). Holandia obiecała 150 mln euro oraz zakup systemów bardzo krótkiego zasięgu za kolejne 60 mln euro. Dania także wyraziła chęć finansowego uczestnictwa w IAAD, lecz konkretów nie podano. Litwa ogłosiła swój udział i zamiar przekazania radarów obserwacji powietrznej.

osw.waw.pl


23 kwietnia Jian G., długoletni asystent Maximiliana Kraha, lidera listy AfD w wyborach do Parlamentu Europejskiego (PE), został aresztowany w Dreźnie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Chin. W trakcie pracy w PE (od 2019 r.) miał on przekazywać informacje wywiadowi oraz inwigilować chińskich działaczy opozycyjnych w RFN. Urodzony w ChRL Jian G. posiada niemieckie obywatelstwo i zanim dołączył do AfD, był członkiem SPD.

To kolejne z serii zatrzymań pod zarzutem szpiegostwa w RFN na rzecz Chin lub Rosji. 22 kwietnia aresztowano troje Niemców zbierających informacje na temat technologii podwójnego zastosowania (m.in. w okrętach). Oskarża się ich też o zakup specjalistycznego lasera i jego nielegalny transport do Chin. 17 kwietnia ujęto dwóch Niemców posiadających również paszporty rosyjskie i podejrzanych o szpiegostwo na rzecz Rosji. Prokuratura zarzuca im prowadzenie działań operacyjnych wokół obiektów wojskowych, linii kolejowych i innej infrastruktury krytycznej w celu przygotowania ataków na szlaki zaopatrzeniowe dla ukraińskiego wojska. Dotyczy to nie tylko niemieckich obiektów, lecz także należących do amerykańskich sił zbrojnych stacjonujących w RFN.

Komentarz

Oskarżenie asystenta lidera AfD osłabi tę partię przed czerwcowymi wyborami do PE. Pozostałe ugrupowania wykorzystają aresztowanie do ataku na nią i będą wskazywać na podatność jej polityków na wpływy reżimów autorytarnych. AfD – notująca od kilkunastu tygodni spadek popularności (obecnie 17–18%) – musi się mierzyć zarówno z zarzutami o szpiegostwo na rzecz Chin, jak i przede wszystkim Rosji. Kilka tygodni temu drugi na liście AfD w wyborach do PE Petr Bystron został przez media oskarżony o czerpanie korzyści finansowych z rozpowszechniania rosyjskiej propagandy na temat wojny na Ukrainie (prokuratura prowadzi śledztwo w tej sprawie). Na spadek popularności partii wpłynęły też wielotysięczne demonstracje przeciwko niej organizowane na przełomie lutego i marca w reakcji na ujawnienie wysuwanych przez jej członków propozycji wyrzucenia z RFN osób z pochodzeniem migracyjnym (ok. 30% społeczeństwa). Poparcie dla AfD słabnie także wskutek pojawienia się silnej konkurencji – ugrupowania Sahry Wagenknecht (BSW, 7% w sondażach; zob. Niemcy: inauguracja prorosyjskiej partii Wagenknecht).

Dla Zielonych i FDP oraz chadecji ujawnienie działalności chińskich agentów jest również okazją do krytykowania kanclerza Olafa Scholza za jego zbyt uległą postawę wobec Chin. Ujęcie szpiegów po jego wizycie w Pekinie nie jest przypadkowe. Służby wstrzymywały się zapewne z działaniami, aby nie zakłócić jego ubiegłotygodniowej delegacji, skoncentrowanej na pogłębieniu relacji gospodarczych (zob. De-risking może poczekać. Wizyta Scholza w Chinach). Zieloni i FDP domagają się asertywniejszego podejścia do współpracy naukowej i kulturalnej z ChRL (w tym ograniczenia działalności Instytutów Konfucjusza). Opowiadają się także za dalszą redukcją wykorzystania chińskich komponentów w niemieckiej sieci 5G (zob. Lex Huawei. Niemcy zaostrzają kontrolę nad siecią 5G).

Seria zatrzymań nasili postulaty wzmocnienia niemieckich służb. W ostatnich latach kontrwywiad (BfV) koncentrował się na kwestiach gospodarczych oraz zwalczaniu ekstremistów, zwłaszcza prawicowych i islamskich. Po agresji na Ukrainę presja na Niemcy ze strony rosyjskich służb wywiadowczych uległa wzmożeniu. Część polityków koalicji (m.in. szefowa resortu spraw wewnętrznych Nancy Faeser z SPD oraz przewodniczący komisji ds. służb specjalnych Konstantin von Notz z Zielonych) postuluje w związku z tym zwiększenie finansowania i liczebności personelu służb oraz rozszerzenie ich uprawnień. Chodzi m.in. o efektywniejsze działania operacyjne (np. obserwację osób podejrzanych), szerszy dostęp do informacji przekazywanych za pomocą komunikatorów internetowych i lepszą kontrolę przepływu środków finansowych.

osw.waw.pl

wtorek, 23 kwietnia 2024



Według Potanina nowy plan uchroni norylskie przedsiębiorstwo przed „rosnącą presją USA na transakcje finansowe z Rosją”. Zauważył również, że przychody Norniklu spadły o co najmniej 15 proc. od 2022 r. „z powodu szeregu trudności” związanych z płatnościami międzynarodowymi, eksportem produkcji i obniżkami cen.

Biznesmen wyjaśnił także potrzebę przeniesienia produkcji ze względu na ochronę środowiska: Huta miedzi zlokalizowana jest pod Norylskiem i trzeba okresowo wstrzymywać produkcję, aby ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. Jednocześnie Nornikiel nie ma obecnie dostępu do zachodnich technologii, które mogłyby zapewnić ciągłość produkcji i akceptowalny poziom zanieczyszczeń – podkreślił.

– Przenosimy centrum rozwiązywania problemów środowiskowych do Chin, gdzie istnieją bardziej zaawansowane technologicznie scenariusze. […] [Jeśli] nie zakopiemy niczego w naszej tundrze, nasi potomkowie za sto lat nie będą musieli tego odkopywać – powiedział Władimir Potanin, odnosząc się do technologii wiązania dwutlenku siarki w gipsie, który trafia na składowiska.

Aby obniżyć koszty i ominąć sankcje, Potanin zamierza uruchomić wspólne rosyjsko-chińskie przedsięwzięcie. Nie określił, kto stanie się współinwestorem w tym projekcie. Uruchomienie przedsiębiorstwa w Chinach przybliży produkcję do konsumenta końcowego, zauważył biznesmen. Według miliardera około 50 proc. produkowanej przez firmę miedzi i niklu trafia obecnie do Chin. Jest pewien , że biorąc pod uwagę odmowę współpracy Stanów Zjednoczonych i Europy, liczba ta będzie teraz jeszcze wyższa.

Rosyjski oligarcha przyznał jednak, że jego biznes jest bardzo uzależniony od chińskiego rynku:

– Jesteśmy oczywiście zależni od chińskiego systemu, ale lepiej być w środku tego systemu, a nie na zewnątrz i patrzeć, jak się, że tak powiem, jest wypychany. Jeśli i tak nie da się tego uniknąć, jeśli nie potrafimy zdywersyfikować dostaw, aby nie uzależniać się od rynku chińskiego, to lepiej w niego głębiej wejść i się zintegrować – stwierdził.

Potanin powiedział, że produkty wytwarzane we wspólnym przedsięwzięciu będą sprzedawane jako chińskie, co pozwoli uniknąć dalszych sankcji, ponieważ według niego na chińskie towary znacznie trudniej do nałożenia sankcji w Chinach niż rosyjskie towary przybywające do Chin.

Właściciel Norniklu opisał też nowy szlak logistyczny, którym półprodukty będą trafiać do Chin. Ma on prowadzić z portu Dudinka nad Jenisejem, poprzez Murmańsk, marokański Tanger i kończyć się w portach południowych Chin. Po 2030 r. z powodu ocieplenia klimatu Potanin ma nadzieje, że transport zostanie przeorientowany tzw. północnym szlakiem na wschód, bo obecnie przez znaczną część roku pozostaje on zamarznięty.

Biznesmen podkreślił, że jego plan uzyskał akceptację ze strony Władimira Putina i znalazł się w porządku obrad szczytów rosyjsko-chińskich. Jego zdaniem wsparcie polityczne sprawi, że firma uniknie “samowoli” chińskich urzędników.

belsat.eu


Zwrot w sprawie Ukrainy może stać się również zwrotem w karierze prawicowego polityka. Choć jest trzecią osobą w państwie i drugą w linii sukcesji do prezydentury, Johnson nie był dotąd w Waszyngtonie uznawany za politycznego zawodnika wagi ciężkiej. Wybory spikera wygrał niemal przypadkowo, po tym jak partia przez trzy tygodnie nie mogła dojść do porozumienia w sprawie następcy McCarthy’ego, a z wyścigu odpadło trzech bardziej znanych i wyżej stojących w hierarchii kandydatów. Ostatecznie zdecydowało poparcie Trumpa, z którym Johnson współpracował przy jego obronie w procesie impeachmentu.

Mimo to Johnson był postacią właściwie kompletnie nieznaną nie tylko dla przeciętnego Amerykanina, lecz nawet dla swoich kolegów w Kongresie. Republikańska senatorka Susan Collins przyznawała, że nie wiedziała, kim jest nowy spiker i musiała go „wygooglować”. Nie była zresztą jedyna.

Jego reputacji nie poprawiły kolejne miesiące, naznaczone dalszymi sporami wewnątrz Partii Republikańskiej i serią dotkliwych legislacyjnych porażek. Johnson przegrał głosowania m.in. w sprawie impeachmentu ministra Alejandro Mayorkasa (powiodła się dopiero druga próba) i w sprawie osobnego pakietu pomocowego dla Izraela. W niemal wszystkich kluczowych ustawach, jak w przypadku uchwalenia budżetu i uniknięcia tzw. shutdownu, musiał zdawać się na głosy Demokratów. Aż siedmiokrotnie jego inicjatywy były blokowane przez jego kolegów partyjnych w komisji regulaminowej, mimo że przedtem takie przypadki były niemal niespotykane.

Polityczne zwycięstwo w sprawie Ukrainy prawdopodobnie nie zmieni tej podstawowej dynamiki, tym bardziej, że po głosowaniu z Izby odszedł jeden z republikańskich centrystów Mike Gallagher, co zmniejszyło funkcjonalną przewagę Republikanów nad Demokratami do jednego głosu.

– Jeśli ktoś myśli, że to głosowanie uspokoi chaos, to się myli. Będzie go jeszcze więcej, bo teraz Republikanie naprawdę rzucą się sobie do gardeł – ocenił w rozmowie z PAP przedstawiciel Demokratów w Izbie.

Mimo to, choć partyjna prawica wciąż straszy Johnsona wnioskiem o odwołanie, jego przyszłość wydaje się bezpieczna, przynajmniej w bliskim czasie. Pytani o to, jak zagłosowaliby nad wnioskiem o odwołanie spikera, politycy Demokratów zgodnie odpowiadali, że nie chcą, by Johnson został ukarany za „zrobienie tego, co słuszne”.

belsat.eu/PAP

niedziela, 21 kwietnia 2024



Przez większą część XX w. słowo "rodzina" w Ameryce kojarzyło się z przesłodzonym obrazem przedstawiającym szczęśliwe małżeństwo, dwójkę dzieci i jednego, nieprawdopodobnie dobrze wytresowanego golden retrievera, a wszystko to w domku jednorodzinnym. W ciągu ostatnich 50 lat pojęcie rodziny nuklearnej ulegało jednak stopniowej erozji.

Pierwszym wyraźnym sygnałem zgonu rodziny nuklearnej był kryzys naftowy z 1973 r. i następująca po nim dwuletnia recesja, która oznaczała koniec powojennego dobrobytu na Zachodzie. Od tego czasu rodzina nuklearna rozpadała się kawałek po kawałku. W 1970 r. ponad dwie trzecie dorosłych Amerykanów w wieku od 25 do 49 lat mieszkało z małżonkiem i co najmniej jednym dzieckiem. Według Pew Research do 2021 r. tylko 37 proc. dorosłych pasowało do tego modelu.

(...)

Podobnie jak wiele innych norm społecznych, rodzina nuklearna była produktem warunków ekonomicznych i kulturowych określonego czasu i miejsca, podtrzymywanym przez politykę i instytucje przez dziesięciolecia. Aż do XIX w. małżeństwo było nie tyle związkiem dwóch zakochanych osób, ile pragmatycznym, obowiązkowym krokiem wpisanym w długą tradycję organizacji społecznej i rodzinnej. Większość Amerykanów w tym czasie żyła w wielopokoleniowych "rodzinach korporacyjnych", które razem prowadziły rodzinne gospodarstwa rolne lub firmy.

Wraz z uprzemysłowieniem gospodarki w XIX w. coraz więcej młodych mężczyzn i kobiet opuszczało rodzinne gospodarstwa, by znaleźć pracę w fabrykach i biurach, zwykle w miastach. Uwolnieni od bacznego wzroku rodziców i krewnych ci młodzi ludzie zaczęli chodzić na randki, wydając swój własny dochód na wyjścia do lokalnego kina lub baru. W swojej książce z 2016 r. "Labor of Love: The Invention of Dating" Moira Weigel szczegółowo opisała te zmiany. "Przenosząc zaloty z domu na rynek, randki stały się lukratywnym biznesem" — napisała. "Po raz pierwszy w historii ludzkości randki sprawiły, że konieczne stało się kupowanie rzeczy, aby spotkać się twarzą w twarz z potencjalnym partnerem" — dodała.

W miarę jak kultura randkowania stawała się coraz bardziej zakorzeniona w gospodarce w XX w., sposób życia oparty na wspólnocie ustąpił miejsca jednostkom skupiającym się na własnych pragnieniach i potrzebach. Klasa średnia powiększyła się, a dzieci nie musiały już zarabiać na ekonomiczne przetrwanie swojej rodziny. W białych rodzinach z klasy średniej mężczyźni zarabiali na utrzymanie rodziny, a ich żony wychowywały dzieci i prowadziły dom. Rodzina nuklearna stała się mikrokosmosem kapitalistycznej samowystarczalności i związanego z nią konsumpcjonizmu.

Pod pewnymi względami był to również przypadek. Jak zauważył Brooks w "The Atlantic", status rodziny nuklearnej jako domyślnego układu gospodarstwa domowego dla dorosłych Amerykanów osiągnął szczyt w stosunkowo krótkim okresie między 1950 a 1965 r., kiedy wskaźniki rozwodów spadły, wskaźniki dzietności wzrosły, a powojenna gospodarka rozkwitła. To właśnie w tych latach "wokół tego typu rodziny ukształtował się rodzaj kultu", napisał Brooks, zauważając, że ci, którzy złamali formę, rezygnując z małżeństwa, byli często postrzegani jako dewianci lub "neurotycy".

Obsesja na punkcie rodziny nuklearnej maskowała jej podstawową niestabilność. W latach 70. nierówności społeczne i stagnacja płacowa po kryzysie naftowym i recesji z 1973 r. uniemożliwiły wielu białym mężom o średnich dochodach utrzymanie całych rodzin z jednej pensji. Coraz więcej kobiet wchodziło na rynek pracy, co dawało im większą autonomię ekonomiczną i umożliwiało niektórym opuszczenie nieszczęśliwych małżeństw. Po tym, jak Kalifornia zalegalizowała rozwód bez orzekania o winie w 1969 r., inne stany szybko poszły w jej ślady. Z kolei liczba rozwodów gwałtownie wzrosła. (Do dziś kobiety inicjują zdecydowaną większość rozwodów).

W miarę jak coraz więcej osób zakładało rodziny, które odbiegały od normy rodziny nuklearnej, niedociągnięcia tej struktury stały się oczywiste. Największym tego skutkiem jest dziś kryzys opieki nad dziećmi, w którym samodzielność nieodłącznie związana z modelem rodziny nuklearnej spowodowała, że kobiety poniosły ciężar wychowywania dzieci. Mimo że przytłaczająca większość kobiet pracuje obecnie poza domem, to na ich barkach nadal spoczywa większość nieodpłatnej pracy związanej z opieką nad dziećmi i starzejącymi się krewnymi. Wykonują również więcej prac domowych. Pranie, sprzątanie i gotowanie są wykonywane głównie przez kobiety.

Bez jednego partnera skoncentrowanego na pełnoetatowym prowadzeniu domu ilość pracy wymagana do prowadzenia rodziny nuklearnej nie jest tak naprawdę wykonalna. — Wszystkie rodziny, bez wyjątku, są zależne od rozległego wsparcia z zewnątrz, niezależnie od tego, czy są to państwowe programy opieki społecznej, płatne osoby świadczące usługi, czy członkowie dalszej rodziny hojnie pomagający — powiedziała mi O'Brien.

(...)

Zrozumienie, dlaczego kapitalizm i rodzina nuklearna tworzą tak zgrany duet, nie wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego. Zatomizowane jednostki rodzinne generują więcej pracy na rynku i kupują większe ilości towarów niż rozległe, wspólnotowe grupy krewnych, które mogą polegać na sobie nawzajem, dzieląc się zasobami i siłą roboczą. Pozory samowystarczalności rodziny nuklearnej ledwo skrywają jej toksyczną współzależność z gospodarką rynkową. Ta dynamika sprawia jednak, że rodzina nuklearna jest szczególnie podatna na presję ekonomiczną.

Z biegiem lat ludzie, którzy odeszli od tego standardu, przestali być postrzegani jako odchylenia od normy i stali się przykładami różnych ścieżek, którymi może podążać dorosłość. Obecnie prawie jedna czwarta dzieci w USA żyje w gospodarstwach domowych z jednym rodzicem, a coraz więcej dorosłych żyje bez małżonka lub partnera, samotnie lub ze współlokatorami. 

(...)

Chociaż nie jest jasne, jak będzie wyglądać przyszłość rodziny, na wietrze widać nasiona zmian. Ostatnie miesiące przyniosły zalew artykułów o trendach, wątków na Reddicie i nagłówków gazet spekulujących na temat poliamorycznych rodzin, platonicznego rodzicielstwa i żyjących wspólnie kolektywów samotnych rodziców. Po cichu do mody powraca nawet wielopokoleniowe gospodarstwo domowe, w dużej mierze dzięki ciągłemu wzrostowi kosztów utrzymania i potrzebom rodzin w zakresie opieki.

Wydaje się, że pandemia przyspieszyła poczucie pilnej potrzeby wymyślenia czegoś lepszego. — Aby rodziny mogły w ogóle funkcjonować, potrzebują dużo zewnętrznego wsparcia — powiedziała O'Brien. — Podczas pandemii, gdy niektóre z tych zewnętrznych form wsparcia zniknęły, stało się to dramatycznie i boleśnie oczywiste dla ogromnej liczby ludzi — dodała.

businessinsider.com.pl


Miejsce pochodzenia tych języków, sięgające zapewne początków rozwoju cywilizacji, do dziś nie było jednoznacznie ustalone. W nauce dominują dwie hipotezy. Jedna mówi o tym, że miejsce narodzin tych języków to azjatyckie stepy około 6 tys. lat temu. Druga – że stało się to aż 9 tys. lat temu i to zupełnie gdzie indziej – gdzieś w kolebce cywilizacji rolniczej, czyli w rejonie Żyznego Półksiężyca (obszar ciągnący się łukiem od Egiptu do Zatoki Perskiej).

To właśnie postanowił rozstrzygnąć zespół dr. Graya, a konkretnie grupa 80 specjalistów językowych. Na podstawie danych historycznych, starych zapisków w językach już wymarłych oraz analizy języków współczesnych opracowali oni nowy zestaw danych zawierający podstawowe słownictwo ze 161 języków indoeuropejskich, w tym 52 języków starożytnych lub historycznych. Do tego przeprowadzili modelowanie komputerowe pokazujące, jak rozprzestrzeniały się ludy mówiące dziś językami z rodziny indoeuropejskiej. Z tych badań wysnuli zaskakujący wniosek. Jedna z wcześniejszych hipotez okazała się zupełnie niepoprawna – języki indoeuropejskie nie narodziły się na dalekich stepach dzisiejszego Kazachstanu. Drugą trzeba było nieco zmodyfikować i uszczegółowić. Okazało się bowiem, że języki indoeuropejskie wywodzą się z północnych krańców Żyznego Półksiężyca, konkretnie z obszaru na południe od gór Kaukazu – od północnej Persji po część południowej Anatolii, dziś leżącej na terytorium Turcji. Według szacunków dr. Graya rozwój języków indoeuropejskich zaczął się nie 9 tys., a ok. 8 tys. 100 lat temu.

onet.pl/Newsweek

sobota, 20 kwietnia 2024



W 2023 roku przewaga Stanów Zjednoczonych nad Chinami w rankingu największych gospodarek świata wzrosła do najwyższego poziomu od 2008 roku. PKB USA był o ok. 9,5 bln dol. większy niż Chin. Państwo Środka pozostaje jednak w tej chwili największą światową potęgą przemysłową - odpowiada za ok. 30 proc. globalnej wartości dodanej w przemyśle przetwórczym (dla porównania udział USA wynosi ok. 11 proc.). Ma to oczywiście przełożenie na gospodarki innych państw, które bazują na dostawach wielu dóbr przemysłowych, inwestycyjnych i konsumpcyjnych z Chin. Ewentualne poważne zakłócenie przepływu tych dóbr - które byłoby konsekwencją eskalacji konfliktu między Chinami a USA - miałoby ogromne, negatywne skutki dla łańcuchów dostaw w innych częściach świata.

- Mówimy o dwóch największych gospodarkach świata, o największym eksporterze - czyli Chinach, i o największym importerze - czyli Stanach Zjednoczonych. I mówimy o sytuacji, która może zerwać powiązanie między tymi gospodarkami, a równocześnie zmusić inne państwa do tego, żeby opowiedziały się po którejś ze stron. Dlatego też wiele państw podejmuje obecnie intensywne starania, żeby zwiększyć bezpieczeństwo, również gospodarcze, swoją samowystarczalność, rozwijać własne, krajowe możliwości produkcyjne i ograniczać przy tym zależność od innych partnerów - mówi Maciej Kalwasiński.

bankier.pl

czwartek, 18 kwietnia 2024



Według doniesień Republika Tatarstanu przygotowuje nowy program zatrudnienia młodych ludzi, który umożliwiłby nieletnim w wieku 14 lat i starszym pracę w rosyjskich przedsiębiorstwach przemysłu obronnego (DIB), prawdopodobnie w ramach trwających wysiłków na rzecz rozszerzenia rosyjskiego DIB. Powiązana z Kremlem gazeta biznesowa „Kommersant”  poinformowała 15 kwietnia, że ​​nowy program Tatarstanu uprości zatrudnianie nieletnich w wieku 14–18 lat, promując zatrudnianie nastolatków z rodzin znajdujących się w „społecznie niebezpiecznych sytuacjach” i umożliwi im pracę w przedsiębiorstwach DIB. Tatarstan wcześniej proponował zmiany w kodeksie pracy, które umożliwiłyby małoletnim Rosjanom w wieku 16–18 lat pracę w niebezpiecznych warunkach na podstawie umowy na czas określony ze względu na braki kadrowe, jednak przyjęcie poprawek odłożono w czasie ze względu na krytykę. W specjalnej strefie ekonomicznej Alabuga w Tatarstanie znajduje się w szczególności fabryka produkująca drony Shahed, przy czym istnieją doniesienia, że ​​w tej fabryce pracują studenci.

(...)

Rosyjscy urzędnicy okupacyjni wykorzystują system edukacji, zwłaszcza kursy historii, do rusyfikacji ukraińskich dzieci mieszkających na okupowanych terenach. Rosyjskie Ministerstwo Edukacji opublikowało 12 kwietnia dekret nakazujący szkołom w Rosji i na okupowanej Ukrainie zwiększenie tygodniowej liczby godzin przeznaczonych na naukę historii od 1 września 2025 roku. Administracja okupacyjna obwodu chersońskiego zauważyła, że ​​zmiany te umożliwią uczniom w okupowanym obwodzie chersońskim studiowanie historii Rosji i odwrócenie „wypaczonych wartości i fałszywego rozumienia historii”, podkreślając, że rosyjskie kursy historii mają jednoznacznie na celu zapoznawanie ukraińskich dzieci i młodzieży z rosyjskim wersji historii i podważać ukraińską historię i kulturę. Urzędnik okupacyjny obwodu chersońskiego podkreślił, że nauczanie ukraińskich dzieci historii Rosji jest „najpotężniejszą formą propagandy i przeprogramowywania mózgów ludności” i „wpaja społeczeństwu pożądaną ideologię”. 

understandingwar.org

środa, 17 kwietnia 2024



Od marca w blisko 40 regionach Rosji wezbrały rzeki, powodując szczególnie silne powodzie w południowej części Syberii i obwodzie orenburskim. W tym ostatnim do 15 kwietnia pod wodą znalazło się łącznie ponad 18 tys. budynków mieszkalnych, ewakuowano przeszło 16,5 tys. osób, a według wstępnych szacunków straty przekraczają 40 mld rubli (ok. 430 mln dolarów). Dotknięte zostały zwłaszcza dwa największe miasta regionu – Orenburg i Orsk, gdzie pękła zapora przeciwpowodziowa na brzegach rzeki Ural.

Na początku powodzi ludność obwodu orenburskiego w dużej mierze pozostawiono samą sobie (np. akcję ratunkową w Orsku przeprowadzali głównie ochotnicy, a mieszkańcy usiłowali bez pomocy rządzących załatać zaporę przed jej pęknięciem). Przedstawiciele władz różnego szczebla (w tym federalny minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Aleksandr Kurenkow) relatywizowali trudną sytuację i częściowo obarczali winą za nią samych mieszkańców. W serwisie społecznościowym VKontakte aktywnie działały boty powielające tę narrację. 8 kwietnia ludność Orska zorganizowała wiec, w którym (mimo ostrzeżeń prokuratury i obecności policji) wzięło udział do kilkuset osób. Była to największa od pięciu lat manifestacja na tle klęski żywiołowej w Rosji. Protestujący krytykowali bierność władz lokalnych i Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych oraz wystosowali apel o pomoc do Władimira Putina.

Komentarz

Oprócz czynników naturalnych do katastrofy przyczyniły się brak przygotowania władz (mimo prognoz i ostrzeżeń) i nieprawidłowości w ich działaniu, szczególnie w obwodzie orenburskim. Administracja Orska do samego końca bagatelizowała zagrożenie. Ewakuację ogłoszono zbyt późno, nie przebiegła ona w sposób zorganizowany, a część mieszkańców nie została o niej powiadomiona. Pojawiły się problemy z dostępem do informacji i wody pitnej, a także przypadki szabrowania porzuconego mienia. Na razie okoliczności przerwania zapory (a faktycznie wału ziemnego), której budowa kosztowała blisko miliard rubli, nie są jasne. W przeszłości stwierdzono nieuzasadnione wydatkowanie środków i naruszenia związane z utrzymaniem obiektu (jego obsługą zajmowało się niewyspecjalizowane w hydrotechnice przedsiębiorstwo miejskie), którego generalnego wykonawcę łączą więzi biznesowe z Jurijem Bergiem – byłym szefem administracji Orska, a następnie gubernatorem obwodu orenburskiego. Ustalenia te przemawiają za uszkodzeniem zapory wskutek jej wadliwej konstrukcji lub nieodpowiedniej konserwacji na tle korupcyjnym.

Choć niezadowolenie społeczne z nieadekwatnej reakcji władz może narastać, to nie należy oczekiwać znaczących akcji protestu. Wątpliwy jest też antykremlowski wydźwięk potencjalnych wystąpień. Wydarzenia w obwodzie orenburskim wpłynęły jednak na postawę rządzących. Gubernator Denis Pasler został zmuszony do spotkania z manifestującymi. W budżecie regionalnym zwiększono środki przeznaczone na wypłaty dla poszkodowanej ludności (do 14 kwietnia powodzianom przekazano 233,3 mln rubli), zapowiedziano również budowę nowej zapory. Wobec skali problemu w całej Rosji Putin osobiście zaangażował się w koordynację działań przeciwpowodziowych (choć w terenie reprezentuje go Kurenkow). Nieskuteczne zapobieżenie klęsce żywiołowej może zatem oznaczać dla niektórych gubernatorów utratę stanowiska. Sytuacja w obwodzie orenburskim i nadzór Putina podziałały mobilizująco na szefostwo innych regionów, o czym świadczą np. prewencyjna ewakuacja w obwodach kurgańskim i tiumeńskim czy inne przygotowania.

osw.waw.pl


12 kwietnia Rada Unii Europejskiej przyjęła dyrektywę uznającą obchodzenie sankcji nałożonych na Rosję za przestępstwo i penalizującą tego typu działalność. Dokument zobowiązuje wszystkie państwa członkowskie do stosowania kar nie tylko za naruszenie polityki sankcyjnej UE, lecz także za podżeganie do takich czynów. Maksymalnym wymiarem kary za umyślne omijanie restrykcji będzie pozbawienie wolności, ponadto na osoby zaangażowane w ten proceder mogą zostać nałożone grzywny. Do odpowiedzialności może też być pociągnięte przedsiębiorstwo, jeżeli przestępstwo popełni osoba zajmująca w nim stanowisko kierownicze. W takich przypadkach sankcje mogą obejmować zakaz prowadzenia działalności gospodarczej przez ten podmiot. Dyrektywa wejdzie w życie dwudziestego dnia po jej opublikowaniu w Dzienniku Urzędowym UE. W ciągu 12 miesięcy państwa członkowskie będą zobowiązane do implementacji jej przepisów do prawa krajowego.

Jednocześnie 12 kwietnia USA wprowadziły zakaz importu z Rosji miedzi, aluminium i niklu (podobny zakaz wprowadziła Wielka Brytania w grudniu 2023 r.). Ponadto 13 kwietnia handel tymi metalami wstrzymano na Londyńskiej Giełdzie Metali i amerykańskiej giełdzie instrumentów pochodnych w Chicago (Chicago Mercantile Exchange).

Komentarz

Przyjęcie przez Radę UE dyrektywy penalizującej obchodzenie sankcji we wszystkich państwach członkowskich jest ważnym krokiem na drodze do zwiększenia efektywności polityki sankcyjnej UE. Do tej pory prawo krajowe części państw w ogóle nie przewidywało kar za naruszenie wprowadzanych ograniczeń. Jak pokazują zaś badania i śledztwa dziennikarskie, wiele towarów i usług, mimo obowiązujących obostrzeń, nadal trafia do Rosji z UE. W efekcie uszczelnianie restrykcji i walka z ich obchodzeniem stały się jednymi z głównych celów Unii, co znajduje odzwierciedlenie w najnowszych pakietach sankcyjnych.

Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że mimo rosnącej liczby śledztw wszczynanych przez prokuratury niektórych państw członkowskich (np. Litwy, Holandii, Niemiec czy Polski) liczba firm ukaranych za naruszenie reżimu sankcyjnego pozostaje ograniczona. Przyjęta dyrektywa nie zwiększy zatem automatycznie efektywności unijnej polityki sankcyjnej. Ściganie nieuczciwych przedsiębiorców będzie bowiem zależało od determinacji władz państw członkowskich oraz prowadzenia przez nie skutecznego monitoringu i kontroli procesu wdrażania restrykcji, z czym są poważne problemy od początku nakładania przez UE sankcji na Rosję.

Duże znaczenie dla ograniczania dochodów Kremla mogą mieć restrykcje wprowadzone przez USA i Wielką Brytanię w sektorze metali kolorowych. Dotychczas nie był on w zasadzie objęty sankcjami ze względu na szczególną rolę tych surowców (uznawanych za krytyczne) dla gospodarki światowej oraz pozycję Rosji na globalnym rynku. Na FR przypada ok. 6% światowej produkcji niklu, 5% aluminium i 4% miedzi. Obostrzenia nie dotknęły przy tym palladu i platyny – Rosja ma odpowiednio 40% i 13% udziału w ich produkcji. Istotne znaczenie dla rynku będzie miało głównie wstrzymanie handlu tymi metalami (wyprodukowanymi po 13 kwietnia br.) na giełdach w Londynie i Chicago, które były ważną platformą ich obrotu i ustalania cen. Mimo że rosyjskie firmy nadal będą mogły sprzedawać swoje surowce na podstawie kontraktów bilateralnych (poza giełdą), to najprawdopodobniej zostaną zmuszone do oferowania nabywcom upustów cenowych. Należy zauważyć, że już od 2018 r. (kiedy USA po raz pierwszy wprowadziły sankcje na rosyjskie aluminium, z których musiały się wycofać, po tym jak ceny surowca dynamicznie wzrosły) Rosja przekierowuje dostawy tych metali na rynek azjatycki. W 2023 r. trafiła tam już ponad połowa rosyjskiego eksportu, podczas gdy do państw zachodnich jedynie jedna trzecia. W efekcie zakaz importu metali kolorowych przez USA i Wielką Brytanię powinien mieć marginalne znaczenie dla rynku, ponieważ w chwili nałożenia embarga oba państwa nie sprowadzały już tych metali z Rosji. Jak dotąd – mimo intensywnego lobbingu europejskich producentów metali kolorowych – do zakazu nie przyłączyła się Unia Europejska, jednak także państwa członkowskie konsekwentnie zmniejszają ich kupno z Rosji. Przykładowo w 2023 r. rosyjskie aluminium stanowiło jedynie 8% importu tego surowca do UE, podczas gdy rok wcześniej udział ten wyniósł 12%, a w 2018 r. – 19%.

osw.waw.pl


W ciągu dwóch lat wojny na pełną skalę na Ukrainie Rosja spotkała się z surowymi sankcjami ze strony krajów zachodnich. Skuteczność tych sankcji jest jednak kwestionowana. Ogólnie rzecz biorąc, zarówno w Rosji, jak i na Zachodzie istnieją dwa obozy: jeden postrzega rosyjską gospodarkę jako znajdującą się na skraju załamania; drugi utrzymuje, że sankcje faktycznie wzmocniły Rosję. Jak można się było spodziewać, rosyjska propaganda i głosy sympatii na Zachodzie podchwyciły ten drugi argument. Rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana.

(...)

Z jednej strony sankcje wyraźnie ograniczają rozwój gospodarczy Rosji. Z drugiej strony – paradoksalnie – uchroniły gospodarkę przed pewnymi wstrząsami zewnętrznymi. Wzrost gospodarczy w Rosji korzysta dziś z faktu, że rosyjska gospodarka jest silnie nastawiona na mechanizmy i siły wolnorynkowe, zwiększony poziom wydatków rządowych (związanych przede wszystkim z wojną), podstawowe kompetencje czołowych decydentów gospodarczych kraju (którzy wyraźnie różnią się od najwyższej kadry wojskowej) oraz chęć Chin i Indii do importowania ogromnych ilości rosyjskich węglowodorów i w zamian zaopatrywania ich w towary i technologie, które rosyjski przemysł i konsumenci kupowali od Zachodu.

Większość głównych zagrożeń stojących dziś przed rosyjską gospodarką wynika z faktu, że cele polityczne Kremla mają pierwszeństwo przed wzrostem gospodarczym. Zatem rosyjski proces podejmowania decyzji gospodarczych jest w coraz większym stopniu podyktowany wymaganiami ogólnego wysiłku wojennego i zorganizowany wokół nich. Im dłużej tak będzie, tym gorszy będzie kac. Jednocześnie prognozy dotyczące upadku w stylu lat 90. XX w. są błędne. Kiedy nadejdzie dzień rozliczenia, z pewnością zaznamy ogromnego bólu. Jednak zwykli Rosjanie raczej nie zobaczą ponownie pustych półek sklepowych, a zaawansowane technologicznie fabryki nie będą musiały uciekać się do produkcji garnków i patelni.  

Dzieje się tak dlatego, że gospodarka Rosji różni się zasadniczo od gospodarki Związku Radzieckiego: posiada znaczne rezerwy finansowe, jest bardziej zróżnicowana i bardziej otwarta na świat. Rosja może zerwała stosunki z Zachodem, ale jej powiązania handlowe z krajami azjatyckimi stają się coraz silniejsze. Czas też ma tutaj znaczenie. O ile przemysł radziecki przez dziesięciolecia (w zasadzie począwszy od końca II wojny światowej) był podporządkowany sektorowi obronnemu, o tyle w Rosji proces ten trwa dopiero od dwóch lat. W rezultacie cofnięcie tego nie zajęłoby tak długo.

Kreml wydaje się być świadomy tego stanu rzeczy i w związku z tym wypracował egoistyczny sposób mówienia o wyzwaniu, jakie przed nim stoi. W swoim lutowym orędziu o stanie narodu prezydent Władimir Putin faktycznie obiecał zapobiegnięcie załamaniu gospodarczemu na skalę podobną do tej, jaką obserwowano pod koniec Związku Radzieckiego. 6 W przemówieniu Putin wyjaśnił, że Zachód zmusił Związek Radziecki do wyścigu zbrojeń, który pochłonął niezrównoważone 13 procent radzieckiego PKB. Upierał się, że Rosja nie pozwoli na powtórzenie tej „sztuczki”. (...)

Obecnie wydatki Rosji na obronność i bezpieczeństwo wynoszą 8 proc. PKB, co jest rekordem poradzieckim. Putin w swoim orędziu o stanie narodu nie dał żadnej wskazówki, że poziom ten zostanie w najbliższej przyszłości obniżony. Wręcz przeciwnie, zlecił urzędnikom ulepszenie sprzętu armii i marynarki wojennej. Putin mówił także o rozbudowie „potencjału naukowego, technologicznego i przemysłowego” Rosji. Oczywiście w czasie, gdy walki trwają, takie oświadczenia budzą sceptycyzm. Chociaż warto pamiętać, że obecny poziom wydatków na obronność jest znacznie niższy niż 16 procent radzieckiego PKB, które było normą pod koniec lat 80., władze prawie na pewno staną w obliczu wielu dylematów „broń kontra masło” nadchodzących latach (...).

W międzyczasie gospodarkę nękają bezprecedensowe zachodnie sankcje. Z każdym dniem Rosja pozostaje w tyle pod względem technologicznym. Z każdym dniem jej gospodarka staje się mniej konkurencyjna. I każdego dnia blok gospodarczy w dalszym ciągu radzi sobie ze szkodliwymi skutkami nowych wyzwań, łącząc w sobie przenikliwość rynkową i przyzwoite osiągnięcia w sprzątaniu bałaganu pozostawionego przez niepowodzenia w polityce zagranicznej Kremla.

(...)

Po raz pierwszy szeroko zakrojone zachodnie sankcje na Rosję nałożono po nielegalnej aneksji Krymu w 2014 r. i rozpoczęciu niewypowiedzianej wojny w Donbasie. Niemal natychmiast rosyjski system finansowy został zmuszony do przystosowania się. W pierwszej fazie wojny Rosja – kraj eksportujący kapitał – została objęta sankcjami, które były lepiej dostosowane do kraju importującego kapitał. Rosyjskie firmy i banki zostały dotknięte ograniczeniami w zakresie zadłużenia i kapitału własnego. Nastąpił impuls dedolaryzacyjny, który zmniejszył udział depozytów walutowych przedsiębiorstw z 45 proc. w 2016 r. do 25 proc. w 2022 r. oraz kredytów walutowych z 35 proc. do 15 proc. Wśród osób fizycznych depozyty walutowe spadły z 25 proc. do poniżej 10 proc.

Tendencje te utrzymały się po inwazji na pełną skalę i późniejszym usunięciu Rosji z międzynarodowego systemu płatności SWIFT. Dzięki temu poziom zadłużenia w walutach obcych nie zagraża dziś stabilności finansowej, a bank centralny posiada wystarczające rezerwy walutowe, aby sfinansować to zadłużenie. Według stanu na 1 lipca 2023 r. zadłużenie przedsiębiorstw niefinansowych wyniosło 50,6 proc. PKB, osób fizycznych 20,4 proc., a rządu 16,1 proc. Poziomy te wypadają raczej korzystnie na tle krajów G20, gdzie poziom zadłużenia jest znacznie wyższy (odpowiednio 98,5 proc., 62,6 proc. i 92,2 proc.).

Nieco paradoksalnie dedolaryzacja pomogła odizolować rosyjską gospodarkę od zewnętrznych wstrząsów finansowych. Na przykład wiosną 2023 r. inflacja w Stanach Zjednoczonych i decyzja amerykańskiej Rezerwy Federalnej o podwyżce stóp procentowych skłoniły do ​​ponownej oceny portfeli obligacji amerykańskich banków. Wywarło to presję na amerykańskie rynki akcji i przyczyniło się do bankructw kilku pożyczkodawców. Rynki rosyjskie, które do tego czasu zostały w dużej mierze odcięte od międzynarodowego systemu finansowego skoncentrowanego na USA przez sankcje, nie miały wpływu te turbulencje.

Zamrożenie 300 miliardów dolarów rezerw rosyjskiego banku centralnego na początku inwazji na pełną skalę okazało się mieć więcej skutków psychologicznych niż praktycznych. (Kreml nie chciał, aby posunięcie Zachodu pozostało bez odpowiedzi, co ostatecznie doprowadziło do wydania przez władze zakazu wycofywania płynnych aktywów z Rosji przez nierezydentów.) 10 Jak dotąd nie było potrzeby dokonywania większych wypłat z rosyjskich rezerw walutowych. W obliczu znacznych wpływów ze sprzedaży rosyjskiej ropy i gazu na rynkach światowych, płynnego kursu walutowego oraz działań mających na celu redukcję inflacji, rezerwy te pozostają dostępne na potrzeby interwencji w przypadku zagrożeń dla stabilności finansowej. Biorąc pod uwagę, że sankcje mają charakter ochronny, a system bankowy jest zdrowy, nie ma takich bezpośrednich zagrożeń. Wydaje się, że gospodarka dostosowała się do tej nowej równowagi.

Rosji udało się odbudować rezerwy banku centralnego w ciągu ostatnich dwóch lat. Wątpliwe jest zatem, czy szeroko dyskutowane przejęcie tych aktywów przez państwa zachodnie lub ich przekazanie Ukrainie w jakiś sposób zmusi Moskwę do stołu negocjacyjnego lub wycofania swoich sił z Ukrainy. Brak jedności wśród krajów zachodnich co do sposobu postępowania z zamrożonymi aktywami sugeruje, że wszelkie próby ich przejęcia mogą spowodować więcej problemów poprzez zaostrzenie podziałów politycznych na Zachodzie i wywołanie nieprzewidzianych efektów domina.

Oczywiście rosyjska gospodarka nie jest odporna na skutki sankcji G7. Pomimo 25-procentowego wzrostu w 2023 roku dochodów poza ropą i gazem, rosyjski budżet państwa stał się jeszcze bardziej zależny od eksportu energii. 12 W przypadku globalnej recesji, która obniży ceny energii lub zaostrzenia zachodnich sankcji na rosyjski sektor naftowo-gazowy, finanse państwa Rosji odczują załamanie. Jest to dobrze rozumiane na Kremlu, który dobrowolnie ograniczył wydobycie zgodnie z decyzjami porozumienia OPEC-Plus, któremu współprzewodzi z Arabią Saudyjską, i zmienił sposób naliczania opodatkowania ropy. Celem jest stabilizacja dochodów z ropy i gazu oraz uniknięcie nagłych obniżek podatków w tym sektorze.

Nie jest wcale jasne, czy zachodnie sankcje nałożone na rosyjski sektor energetyczny zadają taki cios, jaki miał na myśli zastępca sekretarza skarbu USA Wally Adeyemo, mówiąc, że mają one na celu „zmniejszenie dochodów, jakie Kreml ma na napędzanie swojej wybranej wojny.” Mimo że administracja prezydenta USA Joe Bidena celowo opracowała mechanizm ograniczenia cen ropy naftowej, aby wycofać rosyjską ropę z rynków międzynarodowych, niewygodna rzeczywistość jest taka, że ​​Moskwa zasadniczo nauczyła się omijać ograniczenia, jak powszechnie oczekiwano. Ministerstwo finansów Rosji prognozuje obecnie, że w 2024 roku przychody z ropy i gazu wzrosną do 11,5 bln rubli (124 mld dolarów), co oznacza 30-procentowy wzrost w stosunku do roku poprzedniego.

Taka prognoza może być optymistyczna, ale wydaje się realistyczna. Sankcje stworzyły roczny rynek o wartości 11 miliardów dolarów dla „szarych” przedsiębiorstw żeglugowych, które obecnie transportują 45 procent eksportu rosyjskiej ropy i produktów rafinowanych. Tymczasem całkowite przychody Rosji z eksportu osiągnęły /pewien stały/ pułap. Eksport innych niż ropa i gaz również boryka się z problemami. Nawet jeśli popyt zewnętrzny na rosyjski eksport (jakiegokolwiek rodzaju) w jakiś sposób się zmaterializuje, rosyjska gospodarka będzie miała trudności z jego zaspokojeniem, ponieważ działa blisko swoich /maksymalnych/ mocy produkcyjnych.

W miarę trwania wojny na Ukrainie wydatki państwa rosną. W latach 2022 i 2023 rząd był w stanie zarówno wydawać pieniądze na wojnę, jak i utrzymywać gospodarkę za pomocą zastrzyków budżetowych, oszczędzając w lepszych latach wystarczająco dużo, aby pokryć deficyt budżetowy. Na początku 2022 r. rosyjski fundusz na czarną godzinę, Narodowy Fundusz Bogactwa (NWF), posiadał 210 miliardów dolarów. Do stycznia 2024 r. jego rezerwy sięgały 130 miliardów dolarów, co z pewnością wystarczyło na pokrycie wydatków na rok 2024.

Ministerstwo Finansów obiecuje redukcję deficytu Rosji do zera w 2025 roku, jednak niewielu znających się na rzeczy obserwatorów pokłada dużą wiarę w takich zapowiedziach. Przecież wydatki wzrosły, a rząd zawiesił zasadę budżetową, zgodnie z którą Rosja sprzedaje walutę obcą z NWF, aby zrekompensować braki w dochodach z eksportu ropy i gazu. (I odwrotnie, NWF tradycyjnie dokonuje zakupów w przypadku nadwyżki.) W okresie swojej działalności zasada budżetowa ograniczała wydatki i zapewniała gromadzenie rezerw walutowych.

Zgodnie z rosyjskim prawem NWF ma obowiązek zrekompensować rządowi wszelkie spadki przychodów z ropy i gazu. Przy założeniu niezmienionych warunków, spadek ceny ropy o 10 dolarów za baryłkę spowodowałby, że w budżecie państwa Rosji zabrakłoby około 1,6 biliona rubli. Aby rezerwom funduszu groziło wyczerpanie, średnioroczna cena ropy musiałaby spaść poniżej 60 dolarów za baryłkę. Wszystko, co będzie mniejsze, po prostu pochłonie przychody. W każdym razie spadek przychodów można zrekompensować pożyczkami, cięciami kosztów, a nawet środkami pozyskanymi w drodze oferty publicznej na rosyjskiej giełdzie.

Konieczność wspierania wzrostu gospodarczego poprzez wydatki budżetowe w sytuacji braku reguły budżetowej skłoniła Ministerstwo Finansów do zbilansowania budżetu na 2024 rok w oparciu o prognozowaną cenę ropy na poziomie 71 dolarów. Innymi słowy, wydatki są zawyżone, ponieważ przewidziana w budżecie cena ropy jest znacznie wyższa niż wcześniej (60 dolarów). Władze wskazały jednak, że w 2025 r. konieczne będzie zacieśnienie pasa fiskalnego, co może mieć wpływ na osłabienie wzrostu gospodarczego. Powrót do starej reguły budżetowej oznacza, że ​​wydatki także ulegną ograniczeniu. Możliwe, że cięcia wydatków pomogą w ograniczeniu inflacji (choć nie jest to gwarantowane), ale będą miały też negatywny wpływ na wzrost gospodarczy.

Reorganizacja rosyjskiej gospodarki po 2022 r. w coraz większym stopniu uzależnia przepływy handlowe i inwestycje od niewielkiej grupy kluczowych partnerów. Jeszcze przed 2022 r. zachodnie sankcje zachęcały Rosję do pogłębienia uścisku z Chinami (...). W 2023 roku obroty handlowe między obydwoma krajami przekroczyły 240 miliardów dolarów, przy czym na Chiny przypadało 38 proc. rosyjskiego importu i 31 proc. rosyjskiego eksportu. Pekin ma obecnie wirtualny monopol na różne produkty eksportowane do Rosji, co oznacza, że ​​może też pobierać wyższe ceny niż dla konsumentów na innych rynkach. W 2023 roku zarówno chiński eksport samochodów, jak i eksport traktorów do Rosji wzrósł o prawie 600 proc. Udział chińskich samochodów na rynku rosyjskim w 2023 roku przekroczył 60 proc. W lutym 2022 roku marki z Chin stanowiły zaledwie 9 proc. rynku.

(...)

Liczby te odzwierciedlają ważną rolę, jaką odgrywa obecnie juan w płatnościach zewnętrznych rosyjskich firm. Jednak transakcje w dolarach i euro są nadal ważne. Chociaż zachodnie banki ograniczyły stosunki z Rosją już na początku inwazji na pełną skalę, proces ten przyspieszył po wydaniu dekretu Bidena z grudnia 2023 r. nakładającego wtórne sankcje na osoby zaangażowane w ułatwianie transakcji związanych z rosyjskim sektorem obronnym. W wyniku tej zapowiedzi rosyjskie firmy mają coraz większe problemy z transakcjami z udziałem banków tureckich i chińskich. Tymczasem rosyjskie podmioty chcące dokonywać płatności w innych walutach borykały się z trudnościami, w tym koniecznością zorganizowania systemu rachunków korespondencyjnych i infrastruktury do operacji wymiany walut (czy to za pośrednictwem giełd, czy rynku międzybankowego). Ciągłe poszukiwanie możliwych rozwiązań wzbudziło zainteresowanie walutami cyfrowymi. Chociaż jest to opcja, nad którą Rosja i jej partnerzy z BRICS pracują, aby uczynić ją wykonalną, postęp jest dość powolny.

W międzyczasie sankcje i niższe ceny energii zmniejszają nadwyżkę na rachunku bieżącym Rosji, która spadła z 4,7 mld dolarów w listopadzie 2023 r. do 600 mln dolarów w następnym miesiącu, co stanowi najniższy poziom od 2020 r. Ogólna nadwyżka na rachunku bieżącym Rosji w 2023 r. wyniosła 50,2 mld dolarów, co oznacza spadek z rekordowych 238 miliardów dolarów w 2022 r., w związku ze wzrostem światowych cen energii. Tendencja sugeruje wzrost zagregowanego popytu, czemu należy sprzyjać zaciąganie kredytów. Jednak zarówno Kreml, jak i korporacje od 2022 roku nie mogą zaciągać pożyczek z powodu zachodnich sankcji. Efektem końcowym będzie zmniejszenie nadwyżki na rachunku bieżącym w związku ze słabszym rublem i inflacją. Wysokie stopy procentowe w Rosji, które obecnie wynoszą 16 proc., są konsekwencją inflacji i choć w niewielkim stopniu wpływają na poziom popytu rządowego, znacznie ograniczają popyt konsumpcyjny.

Dotkliwe są także sankcje technologiczne. Uniemożliwiają Rosji rozwój projektów energetyki morskiej, zwłaszcza związanych z trudno dostępnymi złożami. Sankcje ograniczyły także dostęp do turbin i technologii związanych z budową nowoczesnych tankowców, pociągów LNG i samochodów oraz sieci komunikacyjnych nowej generacji. Rosja jest również coraz bardziej odcięta od światowych postępów w dziedzinie sztucznej inteligencji i obliczeń kwantowych. W rezultacie Kreml wrócił na ścieżkę najmniejszego oporu i utrzymał nadmierne uzależnienie rosyjskiej gospodarki od eksportu energii. Podsumowując, ciągłe zainteresowanie sektorem towarowym i szybka militaryzacja wydatków rządowych w dłuższej perspektywie osłabią potencjał gospodarczy kraju.

Sankcje zadały także poważny cios kapitałowi ludzkiemu Rosji. Exodus utalentowanych i wykwalifikowanych pracowników, zwłaszcza w sektorze technologii, jeszcze bardziej zaszkodził globalnej konkurencyjności Rosji. Z oficjalnych danych Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że ​​w 2022 r. z Rosji wyemigrowało około 100 tys. specjalistów IT i do tej pory nie wróciło. W sumie z powodu wojny Rosję opuściło około pół miliona ludzi.

Rosja także odcina się od międzynarodowego mainstreamu. Przed wojną kraj aktywnie uczestniczył w międzynarodowym życiu akademickim i był licznie reprezentowany na konferencjach międzynarodowych. Powszechnym zjawiskiem było uczestnictwo w czasopismach naukowych, wymianach naukowych i studenckich oraz programach podwójnego stopnia. Od 2022 r. taka współpraca instytucjonalna ustała jednak niemal całkowicie, a setki naukowców uciekło za granicę. Obecnie aktywnie odradza się nawet współpracę z zagranicznymi badaczami z Rosji. Rosyjskie podręczniki są przepisywane tak, aby odzwierciedlały program ideologiczny rządu. Spada liczba nauczania języka angielskiego i nauczania w tym języku. Koszty tych niepowodzeń będą coraz bardziej widoczne w nadchodzących latach.

Doszło do paradoksalnej sytuacji: gospodarka Rosji jest obecnie stabilna zarówno pomimo, jak i w wyniku zachodnich sankcji. Jak dotąd Kreml znalazł sposób na utrzymanie dostępu do importu zaawansowanych chipów i półprzewodników, kluczowych dla wojska, przez kraje trzecie. Z powodzeniem przestawiła się także na sprzedaż ropy do Azji, aby zastąpić utratę tradycyjnych rynków w Europie i poza nią.

Ale ta ciężko wywalczona stabilność nie jest wieczna. W najlepszym przypadku obecny układ prawdopodobnie zacznie się rozpadać w ciągu osiemnastu miesięcy w związku z rosnącymi brakami równowagi i możliwymi problemami społecznymi. Putin stanie przed zwiększoną presją wynikającą z trylematu politycznego wynikającego z wyzwania w zakresie dalszego finansowania wojny, utrzymania poziomu życia (lub przynajmniej spowolnienia jego stopniowego obniżania) i zagwarantowania stabilności makroekonomicznej.

Rząd planuje obecnie cięcia wydatków na cele wojskowe w 2025 r., choć docelowy poziom wydatków nadal będzie przekraczał poziom przedwojenny. Oczywiście cel ten mógł jeszcze zostać zmieniony w związku z rozwojem sytuacji na polu bitwy. W każdym razie Kreml pokazał, że zamierza przedkładać wydatki na obronę i bezpieczeństwo ponad potrzeby społeczne.

Preferencja ta stwarza kilka problemów. Wydatki na obronę są generalnie bezproduktywne. Co więcej, nie jest jasne, co się stanie, gdy wojna ostatecznie się zakończy. Na razie zawyżone pensje członków służby wojskowej i pracowników sektora obronnego powodują wzrost wynagrodzeń w całym sektorze. Ci, których dochody wzrosły podczas wojny, wydali więcej, zwiększając popyt i zachęcając do zaciągania kredytów, zarówno konsumenckich, jak i hipotecznych. Po wojnie dochody te prawdopodobnie spadną, co wpłynie na zdolność pracowników do spłaty pożyczek. Zwiększa to ryzyko niezadowolenia społecznego: nikt nie będzie zadowolony z obniżki wynagrodzeń. A firmy nie będą w stanie płacić im na wyższym poziomie bez odpowiedniego wzrostu wydajności pracy.

Podobna dynamika dotyczy osób wykonujących prace cywilne związane z wysiłkiem wojennym, które również skorzystały z rosnących wynagrodzeń. Na przykład spawacz pracujący w okupowanym Doniecku może zarabiać do 350.000 rubli miesięcznie, czyli czterokrotnie więcej niż średnia w Rosji. Obniżanie płac i ograniczanie wydatków na wojsko byłoby w każdych okolicznościach obciążone politycznie, ale okaże się to szczególnie trudne teraz, gdy społeczeństwo przyzwyczaiło się do zarabiania i wydawania więcej.

System emerytalny zwiększy presję. Putin przechwala się „nowymi” obywatelami Rosji: mieszkańcami okupowanego terytorium Ukrainy, którzy otrzymali rosyjskie paszporty. Zapomina jednak wspomnieć, że są to przeważnie emeryci lub rodziny niepełne z dziećmi, które utrzymują się ze świadczeń. W czterech „nowych regionach” nielegalnie zaanektowanych przez Rosję pod koniec 2022 r. żyje około 700 000 emerytów, którzy otrzymują średnio około 19.000 rubli (około 200 dolarów) miesięcznie. To mniej niż średnia w Rosji, ale więcej niż średnia na przykład na Północnym Kaukazie. Wszystkie te nowe świadczenia emerytalne podlegają corocznej indeksacji.

Kreml ma narzędzia, które pomogą zapewnić gospodarce miękkie lądowanie. Dwucyfrowe stopy procentowe i cel utrzymania inflacji na poziomie około 4 proc. pozostawiają znaczne pole do obniżek stóp procentowych, które ożywiłyby popyt konsumencki. Płatności rządowe na rzecz żołnierzy i osób związanych z sektorem obronnym można stopniowo ograniczać. Po wojnie rosyjskie zapasy broni będą musiały zostać uzupełnione, co zwiększy zatrudnienie. Z biegiem czasu inflacja zrównoważy wysokie płace, a możliwości inwestycji osobistych będą się zmniejszać (np. likwidacja ogromnych programów dopłat do kredytów hipotecznych i brak dostępu do zagranicznych giełd).

Najbardziej prawdopodobny wynik jest taki, że rozdęty sektor publiczny Rosji z czasów wojny zablokuje jakąkolwiek redukcję zatrudnienia, ale wysokie stopy procentowe obniżą inflację. W gospodarce podporządkowanej imperatywom politycznym niewiele jest zachęt do zrównoważonego rozwoju. Wcześniej czy później zaszkodzi to dobru zwykłych Rosjan. Innymi słowy, tymczasowe rozwiązania i spadek poziomu życia spotęgują polityczne i gospodarcze problemy, przed którymi stoi Kreml. Biorąc jednak pod uwagę istniejące marginesy bezpieczeństwa i charakter zachodnich sankcji, może minąć wiele lat, zanim Rosja osiągnie kres swojej zdolności do radzenia sobie z takimi wyzwaniami.

carnegieendowment.org