wtorek, 26 marca 2024


Sekretarz rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Nikołaj Patruszew powiedział, że Ukraina stoi za atakiem terrorystycznym na Crocus City Hall. Z kolei szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Aleksander Bortnikow stwierdził, że atak terrorystyczny „był potrzebny zachodnim służbom specjalnym i Ukrainie, aby wstrząsnąć sytuacją” w Rosji.

– Oczywiście, że Ukraina – powiedział Nikołaj Patruszew, zapytany przez dziennikarza, kto ponosi winę za atak – ISIS czy Ukraina.

Zapytany przez kremlowskiego korespondenta Pawła Zarubina, co wskazuje na udział Ukrainy w ataku, Patruszew odparł „wiele”.

– Wiele na to wskazuje. To… Teraz Komitet Śledczy przeanalizuje wszystko i pojawi się informacja. Służby specjalne, organy ścigania mają to wszystko. Oni nam o tym powiedzą – stwierdził.

Dyrektor FSB Aleksander Bortnikow stwierdził z kolei, że atak terrorystyczny na Crocus City Hall został przygotowany przez „islamistów”, którym „pomagały ukraińskie służby specjalne”. Jednocześnie, według niego, zleceniodawca „nie został jeszcze zidentyfikowany”.

– Bandyci zamierzali wyjechać za granicę, konkretnie na terytorium Ukrainy. Według naszych wstępnych informacji operacyjnych czekali tam na nich. Przygotowywali (dla nich) okienko. Teraz te informacje są w dalszym ciągu wyjaśniane. (…) Chcieli być witani jako bohaterowie po drugiej stronie – powiedział.

Bortnikow powiedział również, że Ukraina „szkoliła bojowników na Bliskim Wschodzie”, a Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy „należy uznać za organizację terrorystyczną”. Nazwał również USA i Wielką Brytanię „odpowiedzialnymi za atak terrorystyczny”. Jak później dodał, kraje te powinny zostać uznane za „organizacje terrorystyczne”.

– Atak terrorystyczny był potrzebny zachodnim służbom specjalnym i Ukrainie, aby wstrząsnąć sytuacją i wywołać panikę w Rosji – powiedział, dodając, że szef ukraińskiego wywiadu wojskowego generał Kyryło Budanow stanowi „uzasadniony cel dla rosyjskiej armii”.

belsat.eu


W dniach 19–26 marca nie doszło do znaczących zmian w położeniu obu armii. Główna arena walk to obszar położony na zachód od Awdijiwki wzdłuż linii Berdyczi–Orliwka–Toneńke–Perwomajśke, a także okolice Marjinki. Rosjanie koncentrują tam swoje wysiłki na froncie o długości ok. 50 km, intensywnie wykorzystując przy tym lotnictwo bombardujące. Bomby kierowane (przeważnie 250 i 500 kg) są największym atutem agresora i przyczyniają się do powolnego wypierania Ukraińców z zajmowanych przez nich pozycji. Rosjanie atakują też pod Czasiw Jarem oraz na wschód od linii wsi Terny–Jampoliwka–Torśke, lecz bez większych rezultatów. Zelżał natomiast ich nacisk w pobliżu Kupiańska, gdzie trwające od lata ubiegłego roku próby podejścia do tego miasta nie przyniosły żadnych istotnych efektów.

W skali całego frontu liczącego ok. 800 km długości (bez granicy państwowej) Rosjanie aktualnie są w stanie prowadzić działania zaczepne ze zmienną intensywnością na kilku odcinkach, łącznie nieprzekraczających 100 km. Przeprowadzenie operacji ofensywnej na szerszą skalę wymagałoby od nich koncentracji znacznie większej ilości sił i środków, w tym zaangażowania odwodów strategicznych, które na razie nie są gotowe do walki.

W ciągu ostatniego tygodnia Rosjanie przeprowadzili serię zmasowanych ataków powietrznych na Ukrainę. Pod względem liczby użytych rakiet i dronów były to najsilniejsze uderzenia od prawie trzech miesięcy. Największe z nich odbyło się w nocy z 21 na 22 marca, kiedy agresor użył 63 dronów Shahed 136/131 oraz 88 pocisków manewrujących i balistycznych różnych typów (w tym 12 Iskander-M, siedem kindżałów oraz pięć Ch-22). Obrońcom udało się zestrzelić 55 dronów i zaledwie 37 rakiet. Atak był dobrze zaplanowany, a dzięki swojej masowości i zastosowaniu zróżnicowanych środków uderzeniowych przyczynił się do znacznego przełamania systemu obrony powietrznej oraz zadania dużych strat ukraińskiej infrastrukturze energetycznej. Trafione zostały obiekty położone m.in. w Charkowie, Zaporożu i Dnieprze oraz w obwodach sumskim, połtawskim, dniepropetrowskim, chmielnickim, winnickim, iwanofrankiwskim i lwowskim.

Osiem rakiet zniszczyło urządzenia Dnieprzańskiej Elektrowni Wodnej w Zaporożu, co doprowadziło do trwałego wstrzymania produkcji energii elektrycznej. Według prezesa spółki Ukrhidroenerho Ihora Syroty zaporze wodnej nie grozi zniszczenie, jednak odbudowa elektrowni wymaga paru lat pracy ze względu na konieczność wyprodukowania na zamówienie specjalistycznej instalacji. W wielu rejonach Ukrainy doszło do przerw w dostawach prądu, trwających przeważnie od kilku do kilkunastu godzin.

Najgorsza sytuacja ma miejsce w Charkowie, gdzie od kilku miesięcy infrastruktura energetyczna poddawana jest regularnym atakom rakietowym. Wskutek zniszczenia elektrociepłowni miasto zostało odcięte od głównego źródła energii elektrycznej i ogrzewania. Ucierpiały również przemysł i górnictwo w obwodach zaporoskim, dniepropetrowskim i donieckim. Dla ustabilizowania systemu energetycznego Ukraina zmuszona została do importu prądu z sieci Polski, Słowacji i Rumunii w trybie awaryjnym. Według szefa Państwowej Agencji Odbudowy Ukrainy Mustafy Najema część obiektów infrastruktury energetycznej udało się uchronić przed zniszczeniem dzięki systemowi zabezpieczeń, wybudowanemu z uwzględnieniem doświadczeń ataków powietrznych z zimy 2022/2023 r.

Rosyjskie uderzenia powietrzne miały miejsce także 21, 23, 24 i 25 marca, przy czym w tych dniach ukraińska obrona powietrzna wykazała się dość dużą skutecznością – zestrzeliła większość dronów i rakiet. Część z nich osiągnęła jednak cele, wśród których były obiekty infrastruktury energetycznej m.in. w Odessie. 24 marca – prawdopodobnie z wykorzystaniem rakiet Kindżał – trafione zostały urządzenia obsługujące podziemne magazyny gazu (najprawdopodobniej największy tego typu zbiornik na Ukrainie i w Europie, położony w pobliżu Stryja w obwodzie lwowskim). Według prezesa Naftohazu Ołeksija Czernyszowa w wyniku ataku uszkodzona została jedynie część infrastruktury naziemnej, co nie wpłynie w znaczący sposób na funkcjonowanie rynku gazu na Ukrainie. Zbiornik znajduje się głęboko pod ziemią i w związku z tym jest stosunkowo odporny na uderzenia rakietowe. To pierwszy tego typu atak w czasie wojny – dotychczas Rosjanie oszczędzali infrastrukturę transportu i przechowywania gazu.

W nocy z 23 na 24 marca Ukraińcy przeprowadzili uderzenie powietrzne na Sewastopol z użyciem pocisków manewrujących Storm Shadow/SCALP i Neptun oraz dronów. Trafione miały zostać punkt dowodzenia Floty Czarnomorskiej oraz znajdujące się w stoczni remontowej okręty desantowe „Jamał”, „Azow” i „Kostiantyn Olszanśkyj” (ten ostatni to były okręt ukraińskiej Marynarki Wojennej, przejęty przez Rosjan na Krymie w 2014 r.). Jak dotąd nie ma wiarygodnych informacji o skali rosyjskich strat i stopniu uszkodzenia okrętów. W nocy z 24 na 25 marca ukraińskie drony zaatakowały elektrownię w Nowoczerkasku (obwód rostowski FR), co doprowadziło do pożaru i wstrzymania pracy części bloków.

osw.waw.pl


— Atak w Moskwie to pośredni dowód na to, że ludzie na Kremlu zdają sobie sprawę, że wojna idzie słabo i powoli. I co więcej, zdają sobie sprawę, że ta prawda zaczyna dochodzić do większości rosyjskiego społeczeństwa — uważa.

Eggert jest zdania, że jeszcze do niedawna "większość rosyjskiego społeczeństwa próbowała izolować się od tego, co dzieje się Ukrainie". — Patrząc na raporty niezależnych, prawdziwych mediów w Rosji widać, że w ostatnim roku do tej części społeczeństwa rosyjskiego, które popierało Putina, zaczęła przebijać się prawda, że ta wojna jest krwawa, nie ma końca i nie wynika z niej nic dobrego — mówi.

— Raporty rosyjskich mediów pokazują też, że Putinowi zaczyna brakować więźniów, których może zwerbować na front. Praktycznie wszyscy, którzy chcieli być ochotnikami w tej wojnie i walczyć w Ukrainie dla pieniędzy, albo są już na froncie, albo są ranni, albo martwi. W Rosji zostali więc ci ludzie, których Putin wcześniej nie zdołał skusić pieniędzmi za udział w wojnie — dopowiada.

Zdaniem rosyjskiego dziennikarza Putin albo musi cały czas mocno podnosić pensje żołnierzy, albo musi liczyć się z wizją, że zabraknie mu wolontariuszy — uważa.

Eggert wskazuje też na ostatnie, jak mówi, "tak zwane wybory prezydenckie w Rosji". — Nie jestem optymistą, co do możliwości rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego, albo tych resztek, które z niego zostały. Ci ludzie nie mogą zrobić niczego poważnego Putinowi. Ale "wybory prezydenckie" pokazały Kremlowi, że w dużych miastach jest dużo nastawionych antyreżimowo ludzi i władza zaczęła się tym martwić.

Eggert nie ma wątpliwości, że atak w Moskwie jest dowodem na to, że sprawy dla rosyjskiego reżimu nie idą dobrze. — Sytuacja na froncie nie jest dobra dla Ukrainy, ale również nie jest dobra dla Rosji. Dowódcy Putina nie są w stanie zaprezentować wielkiego przełomu, wzięcie Awdijiwki to był mały sukces.

Mojego rosyjskiego kolegę proszę o komentarz do jeszcze jednej kwestii. Obrazki z rosyjskiego sądu, gdzie doprowadzono pobitych i zmaltretowanych podejrzanych o atak w Moskwie, zszokowały wielu. Wiele osób nie jest zaskoczonych samą brutalnością rosyjskich służb, ale tym, że putinowski reżim już się całkowicie z tym nie kryje.

Eggert uważa, że rosyjska władza miała tutaj konkretny cel. Chciała dotrzeć do dwóch grup w Rosji. — Pierwsza to taka, co mówią, świetnie, ci islamiści powinni zostać zabici, żadnych procesów dla wrogów Rosji, dla wszystkich egzekucja na Placu Czerwonym przed telewizyjnymi kamerami. Druga — to ludzie, którzy patrzą na skalę brutalności służb i myślą, jeśli oni są w stanie zrobić to innym, to są w stanie zrobić to także nam. Będziemy więc trzymać głowy nisko.

Dla rosyjskiego dziennikarza taki pokaz brutalności rosyjskich służb to dowód na to, że "system Putina mocno się degraduje". — Po ataku w Moskwie każdy, kto nosi epolety, FSB, policja, oni wiedzą, że mogą robić, co chcą. To pokazuje fasadowość rosyjskiego systemu. Sądy są fasadą. Policja nie ochrania obywateli. Prezydent nie jest prezydentem, tylko capo mafijnej grupy, która posiada nuklearną broń — mówi.

— Słuchaj, nie można już dłużej porównywać reżimu Putina do reżimu Franco czy Salazara. Mamy teraz do czynienia z dyktaturą w stylu krajów z Trzeciego Świata z XX w. — przekonuje.

onet.pl

poniedziałek, 25 marca 2024



Rosyjskie koncerny naftowe doświadczają coraz większych trudności z eksportem oleju napędowego w związku z amerykańskimi sankcjami nałożonymi na tankowce " floty cieni" i problemami z rozliczeniami za pośrednictwem banków w Turcji, Chinach i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Na dzień 17 marca 6,2 miliona baryłek oleju napędowego — głównego rodzaju eksportu rosyjskich produktów naftowych — znajdowało się w tankowcach dryfujących na morzu w oczekiwaniu na nabywców.

W porównaniu z grudniem, kiedy USA dodały dziesiątki tankowców do list sankcyjnych i wzmocniły kontrolę nad obchodzeniem sankcji bankowych w krajach "przyjaznych" Kremlowi, ilość niesprzedanego rosyjskiego oleju napędowego "na morzu" wzrosła 4,5-krotnie, według statystyk Kpler opublikowanych przez Bloomberg.

Obecne ilości rosyjskiego oleju napędowego w "pływających magazynach" są rekordowe w całym okresie obserwacji (od 2017 r.), A przedwojenne liczby zostały przekroczone ponad 10 krotnie: w tym czasie w tankowcach znajdowało się 300-600 tysięcy baryłek niesprzedanego paliwa.

Pod koniec 2023 r. Rosja eksportowała 1,1 mln baryłek oleju napędowego i gazowego (?) dziennie. Według szacunków CREA (Centre for Research on Energy and Clean Air) stanowi to około 40% całkowitego eksportu produktów ropopochodnych, który osiągnął 2,7 mln baryłek dziennie i przynosił gospodarce około 4,5 mld USD miesięcznie.

Największym nabywcą produktów naftowych w Rosji była Turcja, której banki ostro ograniczyły transakcje z Rosją w grudniu po tym, jak Departament Skarbu USA zagroził sankcjami za wspieranie rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. Chińskie banki, w tym banki państwowe, a także organizacje kredytowe w Dubaju, gdzie od początku wojny osiedlili się zamożni Rosjanie i spółki zależne dużych rosyjskich firm, zaczęły blokować transfery.

Od października ubiegłego roku Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na 50 tankowców należących do "floty cieni", którą Kreml zgromadził w celu przewożenia ropy i paliwa, aby obejść zachodnie ograniczenia. Ich właściciele również znaleźli się na czarnej liście, w tym SUN Ship Management D., Hennesea Holdings ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a w styczniu Sovcomflot, największy państwowy właściciel tankowców, który przed wojną posiadał flotę 110 statków, w tym największą na świecie flotę tankowców klasy Aframax.

moscowtimes.ru


"Władimir Putin zawdzięcza swój awans terrorowi. W sierpniu 1999 r., gdy w ramach błyskawicznej kariery u boku prezydenta Borysa Jelcyna sterował FSB, a następnie dostał stanowisko premiera, krajem wstrząsnęła seria tajemniczych zamachów bombowych. Pięć ciężkich eksplozji i udaremniony zamach są do dziś tematem spekulacji o udziale służb specjalnych. Prawdziwe, ale także sfingowane ślady wskazywały na sprawców z Czeczenii i Dagestanu. FSB Putina pozostawiła jednak też pokaźny odcisk stopy" – pisze Stefan Kornelius na łamach "Sueddeutsche Zeitung".

(...)

"Upłynęło 19 godzin, zanim człowiek, który tydzień temu rzekomo wybrany został przez prawie 90 proc. swojego narodu na prezydenta, przemówił do tego narodu" — czytamy w komentarzu /"Tageszeitung" - red./.

To typowe zachowanie Putina w przypadku katastrof. Tak samo zachowywał się podczas katastrofy okrętu podwodnego Kursk w roku 2000, a także podczas wzięcia zakładników w teatrze Dubrowka w Moskwie w 2002 r. czy podczas dramatu zakładników w Biesłanie dwa lata później.

"71-letni polityk okazuje zdecydowanie, gdy jest w stanie kontrolować sytuację. Gdy traci kontrolę, Putin salwuje się ucieczką" – pisze Hartwig.

onet.pl/PAP


Crocus City Hall wchodzi w skład holdingu Crocus Group zarządzanego przez rodzinę Agałarowów. Pochodzący z Azerbejdżanu Aras (Araz) Agałarow zajmuje 55. miejsce na liście najbogatszych Rosjan z majątkiem szacowanym na 1,7 mld dolarów. Od początku rządów Putina jest jednym z beneficjentów dobrych układów z wierchuszką: na swoje piękne oczy dostaje zlecenia na wielkie inwestycje (np. stadiony przed mundialem). Ale nie ma nic za darmo. Kreml zleca mu po wielkiemu cichu dyskretne misje. Do takich należało mącenie wody przed amerykańskimi wyborami i urabianie Donalda Trumpa i ludzi z jego otoczenia (...). To właśnie w Crocus City Hall Agałarow – podczas konkursu Miss Universe – zawarł obiecującą znajomość z Trumpem. Był rok 2013.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

niedziela, 24 marca 2024



- „Przypomnę też o niedawnych, mówiąc wprost, prowokacyjnych, oświadczeniach szeregu oficjalnych zachodnich struktur o możliwych zamachach terrorystycznych. To wszystko wygląda na otwarty szantaż i zamiar wystraszenia, zdestabilizowania naszego społeczeństwa. Dobrze wiecie o tym, więc teraz nie będę się wdawać w detale" – tak właśnie Putin we wtorek (19 marca), dzień po tym, jak jego Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła, że triumfalnie wygrał „wybory", mówił do swoich kolegów na rozszerzonym kolegium Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Oni oczywiście wiedzieli o ostrzeżeniu, które 7 marca wyszło z Waszyngtonu. Wtedy ambasada USA w Moskwie, a za nią też placówki dyplomatyczne innych państw uprzedziły swych przebywających w Rosji obywateli o szykujących się „nieuniknionych" atakach na masowe imprezy w Moskwie i być może w innych miastach federacji.

Stany Zjednoczone o niebezpieczeństwie uprzedziły też rosyjskie służby, wskazując, że zagrożenie stanowi ISIS, a konkretnie jego odłam działający w Afganistanie.

Putin, po fachu kadrowy oficer tajnej policji, uznał te ostrzeżenia za „prowokację" i polecił je tak właśnie traktować kolegom, kadrowym oficerom tajnych policji, którym te tajne policje jako prezydent powierzył.

Trzy dni po kolegium FSB, dwa tygodnie po tym, jak Rosja została ostrzeżona, bojówka terrorystyczna rozstrzeliwała widzów koncertu w ogromnym podmoskiewskim Crocus City Hall, podpalała gmach.

(...)

Atak ze strony afgańskiego skrzydła ISIS absolutnie nie mieści się w geopolitycznej ideologii Putina. Według niego Rosja zagrożona przez wrogi Zachód, tocząca z nim wojnę ma oparcie w „światowej większości", czyli państwach i społeczeństwach Południa. Co więcej, jest tego Południa rzecznikiem i bojownikiem o jego prawa deptane przez „światowego hegemona". Cios z tamtej strony jest zgodnie z narracją jego orędzi i wystąpień niespodziewanym ciosem w plecy.

wyborcza.pl

sobota, 23 marca 2024



W piątek Sąd Arbitrażowy Permu uwzględnił wniosek prokuratury o konfiskatę prywatnym inwestorom akcji Zakładów Magnezu Solikamsk (SMZ). Proces trwał od sierpnia 2022 roku. Tym samym odebrano własność blisko dwóm tysiącom akcjonariuszy. To pierwsza taka decyzja we współczesnej historii Rosji (...). 

Elwira Nabiullina, prezeska Banku Rosji, nie kryje swojego zaniepokojenia wyrokiem sądu. Podkreśliła, że zostały przejęte akcje inwestorów, które zostały nabyte w sposób legalny. - Jesteśmy zaniepokojeni tą sytuacją - stwierdziła. I dodała, że jest to bardzo ważny czynnik wpływający na zaufanie inwestorów detalicznych do rosyjskiej giełdy. - Zastanowimy się, co jeszcze możemy tutaj zrobić, przede wszystkim z legislacyjnego punktu widzenia, co możemy zaoferować - powiedziała Nabiullina.  

Kreml, uznał wcześniej, że prywatyzacja SMZ, do której doszło w 1992 roku, była przeprowadzona niezgodnie z prawem. Rosyjskie władze nie chcą, by zakłady produkujące dla wojska były w prywatnym posiadaniu.

"Rz" przypomina, że szefowa rosyjskiego banku centralnego coraz częściej krytycznie wypowiada się na temat tego, co się dzieje w gospodarce. W dniu wydania wyroku przez sąd ws. Zakładów Magnezu Solikamsk stwierdziła, że rosyjska gospodarka nadal się przegrzewa. Oznaką tego ma być różnica między popytem a podażą w Rosji, a także sytuacją na rynku pracy, na którym brakuje ok. 5 milionów pracowników. O przegrzewaniu się rosyjskiej gospodarki Elwira Nabiullina ostrzegała już rok temu, ale póki co władze na Kremlu są głuche na jej ostrzeżenia. 

gazeta.pl

czwartek, 21 marca 2024



Andrzej Kozłowski, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa i dezinformacji: Czy jest obecnie wojna psychologiczna i jak wygląda w praktyce?

Mikael Tofvesson, szef działu operacyjnego szwedzkiej Agencji Obrony Psychologicznej: Wojna psychologiczna to stary termin, który był popularny w latach 40., 50. i 60. XX wieku. Obecnie jednak bardziej odpowiednie jest określenie „wrogie zagraniczne operacje wpływu”. Sytuacja taka zachodzi, kiedy następuje użycie informacji jako narzędzia do wywierania szkodliwego wpływu na innych aktorów. Naszym zadaniem jest identyfikowanie, analizowanie i przeciwdziałanie złośliwym zagranicznym operacjom wpływu. Operacje takie muszą pochodzić z zagranicy, mieć jasny cel, być zwodnicze i szkodliwe dla Szwecji i Szwedów. Nie ma znaczenia, czy dana informacja jest poprawna czy błędna, ale musi być zwodnicza. Na przykład, jeśli kontrolujesz środowisko informacyjne, masz pewność, że ludzie usłyszą tylko twoją wersję wydarzeń. Nawet jeśli to, co mówisz, jest poprawne, nie zapewni zrównoważonej wiedzy na temat tego, co naprawdę się dzieje.

- Jak wyglądają wrogie zagraniczne operacje wpływu wymierzone w Szwecję?

Patrząc na społeczeństwo szwedzkie, zauważyć można wiele informacji napływających z zagranicy, które są zwodnicze i antagonizujące. Nie jesteśmy w stanie uchronić się przed wszystkim takimi operacjami i nie interweniujemy w każdym przypadku. To, co jest dla nas ważne, to negatywny wpływ, jaki dana operacja może wywierać. Na przykład, jeśli ktoś rozpowszechnia dezinformację lub plotki wymierzone w Szwecję, które oddziałują negatywnie na bezpieczeństwo czy funkcjonowanie naszego społeczeństwa lub nasze podstawowe wartości, takie jak wolność słowa, praworządność czy proces demokratyczny, to uznajemy takie działanie za niedopuszczalne i klasyfikujemy je jako wrogą zagraniczną operację wpływu. Mamy z nimi do czynienia praktycznie codziennie.

Na przykład Rosja najechała Krym w 2014 roku i skupiła cały swój potencjał w obszarze informacyjnym na tym odcinku, próbując kontrolować populację Ukrainy, własną populację oraz reakcję państw i społeczeństw na świecie. W tym czasie Rosjanie nie mieli czasu na interwencję w innych krajach. W latach 2014 i 2015 przyglądaliśmy się rosyjskiemu aparatowi wpływu i temu, jak kształtuje percepcję inwazji na Krym i wschodnią Ukrainę. Na przykład zauważyliśmy, że nazywano Ukraińców nazistami, a społeczeństwo ukraińskie przedstawiano jako skorumpowane. Działania te miały na celu spowodowanie, żeby osoby wspierające Ukrainę nie czuły się komfortowo we współpracy z Kijowem.

Na początku 2015 roku nagle w Szwecji zaobserwowaliśmy, że „media” takie jak RT oraz rosyjskie fabryki trolli przestały zajmować się Krymem i Ukrainą, jakby operacja się zakończyła. Za cel obrali resztę Europy, zwłaszcza Niemcy i Wielką Brytanię oraz Stany Zjednoczone. Celem była także Szwecja. Nagle zobaczyliśmy, że rosyjskie media zaczęły rozpowszechniać pogłoski o migracji w Szwecji, łącząc ją z terroryzmem, niepokojami społecznymi, przestępczością. To narracja, którą budowali przez wiele lat. Migracja jest problemem w Szwecji, ale jest to też problem większości innych europejskich państw.

Główny przekaz dezinformacji był taki, że nie można ufać rządowi ani środowisku informacyjnemu, i dlatego lepiej jest słuchać „nas”, mediów alternatywnych, niż mediów głównego nurtu. W ten sposób podważano zaufanie społeczeństwa do przywódców. Działania takie mają na celu przygotowanie kraju do dalszych operacji psychologicznych i nie tylko. Rosjanie prowadzili je przed inwazją w 2014 roku wobec Ukrainy. To jest coś, co mogą zrobić także Polsce. W przypadku Ukrainy były to działania przed inwazją, dlatego mówiłem, że Rosjanie „tankują samochód” w ramach przygotowań do bezpośredniego ataku na Szwecję. Przygotowują grunt, wywołując konflikty w naszych społeczeństwach i pogłębiając brak zaufania. Rosjanie rozsiewali pogłoski nieprzerwanie od 2015 roku i atakowali Szwecję, choć nie tylko, aż do inwazji na pełną skalę na Ukrainę w 2022 roku. W rezultacie UE zablokowała rosyjskie media, a propaganda kremlowska straciła jeden z możliwych sposobów dotarcia do nas.

- Jakie kryteria decydują o zakwalifikowaniu operacji jako wrogiej zagranicznej operacji wpływu?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, wróćmy do roku 2014, kiedy Rosja najechała Krym, a następnie wschodnią część Ukrainy. Wtedy dysponowałem zespołem analityków, który zajmował się badaniem rosyjskiej infrastruktury informacyjnej, narracji i dezinformacji oraz kanałów odpowiedzianych za rozpowszechnianie tych informacji. Szukaliśmy sposobu, w jaki przeciwnik koordynuje swoje wysiłki i dzięki któremu infrastruktura całego rosyjskiego społeczeństwa szerzyła narracje chroniące ich inwazję na Krym. Pozwoliło nam to dokładnie poznać rosyjski aparat wpływu.

Od 2014 roku mogliśmy szczegółowo monitorować rosyjskie działania, ponieważ prowadzenie wrogich zagranicznych operacji wpływu wymaga wyjścia z ukrycia. Śledziliśmy ich, a także przyglądaliśmy się ich firmom, strukturze rządu i sposobom integracji tych podmiotów w prowadzeniu działań informacyjnych. Obserwowaliśmy i próbowaliśmy zrozumieć, w jaki sposób rosyjska dezinformacja szerzy się w naszym społeczeństwie. Zobaczyliśmy, że Rosjanie robią to samo z własną ludnością. Dzięki temu mogliśmy odróżnić narracje, które Rosjanie szerzą na użytek wewnętrzny i zewnętrzny.

Kiedy przyglądamy się dezinformacji, zazwyczaj monitorujemy plotki i nieporozumienia, które mogą budzić strach, a także tematy potencjalnych konfliktów w naszym społeczeństwie. Robimy więc listę tematów, które mogą zostać wykorzystane przez Rosjan lub innych adwersarzy. Niemal każde spotkanie w Agencji zaczyna się od omówienia tematów, które mogą być wykorzystane do rozsiewania dezinformacji. Określamy je mianem „wrażliwości”. Tworząc taki rejestr, nigdy nie informujemy, kto za danym tematem stoi, bo chcemy, aby szwedzki obywatel korzystał z wolności słowa. Wolność słowa to również prawo do mylenia się. Nie możemy więc traktować naszej populacji jako zagrożenia. Mają prawo się mylić i szerzyć nieprawdziwe treści. Lista tematów może przykładowo obejmować strach przed bronią nuklearną, kryzysem energetycznym czy negatywne skutki przystąpienia do NATO.

Dzięki temu, gdy dowiadujemy się, co robią ugrupowania wrogie Szwecji i jakie narracje wykorzystują Rosjanie do atakowania naszego kraju, możemy je odnieść do wcześniej przygotowanej listy tematów wrażliwych. Na przykład zimą Rosja koncentruje się na sektorze energetycznym, kiedy rosną ceny ogrzewania. Ponieważ temat ten jest wykorzystywany przez Rosjan przeciwko szwedzkiej ludności, to musimy go przeanalizować i zrozumieć, co jego użycie może dla nas oznaczać. Badamy, jakie mogą być negatywne skutki, jeśli ludzie zaczną wierzyć w narrację Rosji, kto odgrywa rolę w szerzeniu dezinformacji, a następnie decydujemy, co możemy zrobić i jakie działania podjąć.

- Jaka była najpoważniejsza złośliwa zagraniczna operacja wpływu, którą się pan zajmował?

Jako przykład opiszę ważny przypadek z przeszłości, który był jednym z trudniejszych do zwalczenia. Mieliśmy do czynienia z politycznym ekstremistą posiadającym w środowisku informacyjnym zdolności na poziomie państwa narodowego. Działo się to na przełomie 2021 i 2022 roku. Istniał wtedy podmiot Sprawy Islamskie, szerzący dezinformację w środowisku arabskojęzycznym, oskarżając szwedzki rząd o porywanie muzułmańskich dzieci i wykorzystywanie ich w celach seksualnych, deislamizacji lub umieszczania ich w rodzinach LGBTQ+. Ludzie byli naprawdę zdenerwowani. Zmanipulowane treści mówiące o tym, że rząd porywa dzieci, rozpowszechniały się wiralowo. Jako dowody wykorzystywano filmy z interwencji politycznych. Obserwowaliśmy, że dezinformacja była naprawdę toksyczna i skutkowała groźbami wobec pracowników samorządów lokalnych zajmujących się ochroną dzieci. Groźby otrzymywali także politycy. Nawoływało do aktów przemocy i demonstracji. Naturalnie w Szwecji można demonstrować do woli, ale zdaliśmy sobie sprawę, że ludzie wychodzą na ulice, bo dali się zwieść nieprawdziwym informacjom. Dlatego musieliśmy ich ostrzec.

Problem w tym, że prowadzili swoje operacje w środowisku arabskim i nie mieliśmy informacji o dzieciach. Nie mogliśmy rozpowszechniać informacji prawdziwych, jednak sytuacja była tak toksyczna i groźna dla bezpieczeństwa naszych obywateli, że zdecydowaliśmy się odpowiedzieć. Sklasyfikowaliśmy Sprawy Islamskie jako obcy, antagonistyczny, zwodniczy podmiot uderzający w zaufanie i podstawowe wartości i postanowiliśmy dotrzeć do wszystkich szwedzkich mediów publicznych w celu zdemaskowania ich działania. Podkreślaliśmy, że Sprawy Islamskie wspierają ekstremizm, niedemokratyczne wartości oraz konsekwentnie szerzą dezinformację na temat Szwecji i innych krajów, aby zradykalizować osoby mówiące po arabsku, a następnie wywołać konflikt między nimi a Zachodem. Szwecja była tu narzędziem.

Był to przykład odpowiedzi polegającej na informowaniu obywateli, że nie należy słuchać tego kanału. Oczywiście był to długi proces budowania wiedzy na ten temat. Ten kanał atakował też Francję i inne kraje. Była to mała platforma, prowadzona przez niewielką liczbę osób, którym udało się wywołać konflikt i zasiać nienawiść.

- Równolegle z ogłoszeniem przez Szwecję chęci przystąpienia do NATO i rozpoczęcia procesu akcesyjnego dochodziło do przypadków palenia Koranu. Jaki był cel tych operacji i kto je przeprowadził?

Głównymi aktorami byli tutaj Irańczycy, którzy działali sami, a Szwecję obrali za cel z jeszcze innego powodu. Aresztowaliśmy i skazaliśmy Irańczyka, który popełniał zbrodnie przeciwko ludzkości. Od tego czasu Iran atakuje nas swoimi kampaniami wpływów. Proces akcesyjny do NATO był dobrą okazją, aby zaszkodzić Szwecji i zantagonizować Turcję, a tym samym zatrzymać przystąpienie do NATO.

Widzieliśmy także, że Rosjanie się w to wtrącali, i ostrzegaliśmy obywateli o aktywności Iranu i Rosji w tej kampanii. W paleniu Koranu brały udział głównie Sprawy Islamskie, Państwo Islamskie i Al-Kaida, lecz do tej operacji dołączały również inne grupy ekstremistyczne. Może istnieć pewna koordynacja między aktorami, ale co do zasady każdy ma w tym własny interes.

new.org.pl


Podobnie ocenia sytuację "Handelsblatt" pisząc: "SPD swoimi retorycznymi voltami karmi podejrzenia, że w polityce wobec Rosji Niemcy nie są godni zaufania". W związku z tym niektórzy z partii Zielonych zastanawiają się, czy po 2025 roku nie byłaby może lepsza koalicja z CDU. A Putin będzie interpretować sygnały ze strony SPD jako to, czym są: oznaką słabości. Według dziennika z Düsseldorfu "Dla Scholza oznacza to dodatkową komplikację. W tej chwili jest trochę zagubiony pomiędzy Emmanuelem Macronem, który nie wyklucza użycia wojsk lądowych w Ukrainie, a własną partią, która intonuje pieśń o pokoju". Dla kanclerza siły lądowe są tabu, ale w przeciwieństwie do Rolfa Mützenicha Scholz z pewnością nie jest politykiem apelującym o ustępstwa. Kanclerz dostarczył Ukrainie wiele broni. A będzie potrzebne jeszcze wiele, wiele więcej, jeśli Ukraina ma wygrać. Scholz to wie, ale ma problem: potężna część jego partii wciąż żyje w erze sprzed Zeitwende (przełomu)" – wskazuje "Handelsblatt".

(...)

"Weser – Kurier" z Bremy uważa, że "Mützenich i jego towarzysze powinni zrezygnować ze wszystkich fantazji o zamrożeniu konfliktu i zamiast tego pracować nad zacieśnieniem szeregów sojuszników na Zachodzie. Dopiero gdy Putin zrozumie, że nie może skutecznie przetrwać przeciwko wsparciu gospodarczo i militarnie przeważającego Zachodu, przestanie używać broni. Język potęgi jest jedynym, który Putin rozumie".

gazeta.pl


Rzeczywiście, wiele krajów nie poparło pomysłu Macrona. A które kraje mogłyby go poprzeć?

Najpierw trzeba zrozumieć, co ten pomysł oznacza. To rodzaj strategicznej autonomii, na której Francji bardzo zależy. Ale co to dokładnie oznacza, czy będzie to dodatek do NATO, czy też będą to niezależne struktury bezpieczeństwa i wojskowe w ramach UE?

Ważne jest, aby Ukraińcy zrozumieli, że Europejczycy są podzieleni w wielu kwestiach. Zwłaszcza w kwestii bezpieczeństwa i obrony.

Kwestie obronne nie należą do kompetencji Komisji Europejskiej. Decyzje w tych kwestiach są zazwyczaj podejmowane przez państwa członkowskie. Ale te nie ufają sobie na tyle, by stworzyć unijną organizację obronną. Tu jest clue problemu.

Widać sceptycyzm wobec Macrona. Jest on zdolny do składania oświadczeń, ale Francja nie jest liderem, jeśli chodzi o pomoc dla Ukrainy. Dlaczego retoryka Macrona jest bardziej radykalna niż jego działania?

To bardzo dobre pytanie. Myślę, że Macron myśli o wyborach do Parlamentu Europejskiego. I stara się pozycjonować Francję jako lidera Europy w czasie, gdy przywództwo jest bardzo, bardzo słabe.

Widzimy sytuację w Niemczech pod rządami kanclerza Olafa Scholza. Rząd koalicyjny nieustannie się ze sobą kłóci. Nieustannie spiera się o Ukrainę, obronę, wojnę między Izraelem a Hamasem. W związku z tym z Berlina nie płynie żadne przywództwo.

Dynamika stosunków między Berlinem a Paryżem tradycyjnie była motorem polityki europejskiej. Teraz to po prostu nie działa. Być może Macron czuje, że może teraz wypełnić tę lukę i objąć przywództwo w Europie.

Jak Ukraina może wykorzystać przywódcze aspiracje Macrona?

Faktem jest, że żaden kraj w UE nie może działać sam. Jeśli Macron naprawdę wierzy, że Europa powinna mieć pewną autonomię w sferze wojskowej i obronnej, to powinien ściśle współpracować z jak największą liczbą krajów UE.

W szczególności z Niemcami, Polską i Holandią. A także z Wielką Brytanią, która nie jest członkiem UE, ale ma specjalne stosunki z Ukrainą.

Potrzebujemy znacznie bardziej koalicyjnej filozofii, a nie jednostronnych oświadczeń bez angażowania innych krajów. Ponieważ to nie zadziała. Powinno nastąpić przebudzenie, aby budować koalicję, a nie urządzać show.

My, Europejczycy, nie możemy sobie teraz pozwolić na popisy. W Europie, w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie jest zbyt wiele niebezpieczeństw. Współpraca jest jedyną opcją.

Mówi Pani o budowaniu koalicji, ale cała zachodnia prasa pełna jest artykułów o napięciach między Francją a Niemcami.

Scholz ma bardzo złożoną koalicję. A sam Scholz jest niechętny ryzyku i bardzo ostrożny. Wygłosił ważne przemówienie po lutym 2022 r., ale nie dokonał logicznego skoku w bezpośrednim wsparciu dla Ukrainy.

Urząd Kanclerski prawie zawsze spogląda wstecz na Rosję przy podejmowaniu decyzji o pomocy dla Ukrainy. Używa przy tym argumentu, że nie chce eskalować wojny. Ale kto ją w ogóle eskaluje? To myślenie musi się zmienić.

Stosunki francusko-niemieckie nie układają się natomiast na wielu polach: energii, klimatu, przemysłu samochodowego, Ukrainy. Dlatego bardzo ważne jest, że przywódcy Niemiec, Francji i Polski spotykają się w Berlinie. Polska jest również bardzo dużym i wpływowym krajem. Ważne jest, aby te trzy kraje rozwiązały swoje różnice w sprawie Ukrainy i wzięły na siebie odpowiedzialność.

Ukraina ma napięte stosunki z Polską z powodu protestów rolników. Jak można to rozwiązać?

Rolnicy wychodzą na ulice w wielu krajach UE. Ale konkurencja polskiego sektora rolnego z ukraińskim jest szczególnie wrażliwą kwestią.

Będzie to wymagało szczerego dialogu z Kijowem, Komisją Europejską, Warszawą i rolnikami. W rządzie Donalda Tuska jest silne lobby rolników. Trzeba usiąść do stołu negocjacyjnego. Inaczej spowoduje to niepotrzebne napięcia między Warszawą a Kijowem. A napięcia nie leżą w interesie obu stron i UE.

Jeśli Ukraina dołączy do UE, stworzy to wiele problemów dla unijnej polityki konkurencji. Ale do członkostwa w Unii jeszcze długa droga.

Wielka Brytania była lodołamaczem wspierającym Ukrainę. Czy można oczekiwać, że Londyn i „nowy Macron” będą rywalizować o to przywództwo?

Rywalizacja jest daremna i przynosi efekt przeciwny do zamierzonego. Nie przyniesie korzyści UE. Londyn i Paryż o tym wiedzą.

Konieczne jest oddzielenie retoryki Macrona od tego, co dzieje się za kulisami stosunków dyplomatycznych między Londynem a Paryżem. Francja i Wielka Brytania mają ze sobą wiele wspólnego. Są członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ, potęgami nuklearnymi i mają szczególny zmysł strategicznego myślenia. Ale jeśli Francja chce brać udział w tym wyścigu, musi wypełniać swoje zobowiązania.

Obecnie Wielka Brytania udziela pomocy Ukrainie. Zaproponowała nawet Niemcom pomoc w dostarczeniu ukraińskim siłom zbrojnym rakiet Taurus.

Dlaczego Niemcy tak ostrożnie podchodzą do Taurusa?

To zależy od tego, z kim się rozmawia. Biuro Scholza uważa, że niemieccy eksperci wojskowi będą musieli zostać wysłani na Ukrainę, aby nadzorować Taurusa. A także, że Ukraina mogłaby użyć tych pocisków do ataku na terytorium Rosji. Dyskutuje się o tym, że pociski mogłyby dotrzeć do Cieśniny Kerczeńskiej. I tak w kółko.

Niemcy są sponsorem finansowym i wojskowym nr 2 Ukrainy. Ale pociski rakietowe denerwują Partię Socjaldemokratyczną Olafa Scholza, zwłaszcza jej pacyfistyczne skrzydło. A partia ta wciąż ma też prorosyjskie skrzydło. To również porusza niemieckie społeczeństwo. W tej chwili opinie są podzielone 50-50 w kwestii tego, czy dostarczyć Ukrainie Taurusy.

Wielka Brytania zaproponowała taką opcję, ale Scholz się nie zgadza, prawdopodobnie z powodów, o których wspomniałam.

Interesujące jest to, że konserwatywna opozycja, Chrześcijańscy Demokraci, są największymi zwolennikami dostaw. Podobnie jak Partia Zielonych w koalicji Scholza. Obecnie w Berlinie panuje bardzo napięta atmosfera w związku z Taurusami.

Kolejną problematyczną kwestią dla UE są Węgry. Parlament Europejski pozwie Komisję Europejską, która w grudniu 2023 r. podjęła decyzję o odmrożeniu 10 mld euro dla Budapesztu, które wcześniej zostały zamrożone z powodu problemów z praworządnością w tym kraju. Dlaczego?

Praworządność na Węgrzech praktycznie zniknęła. Sposób, w jaki rząd Viktora Orbána wykorzystuje fundusze głównie dla własnych korzyści, sposób, w jaki traktuje niezależne organizacje pozarządowe i media – wszystko to jest sprzeczne z wartościami, za którymi opowiada się UE. Takimi prostymi wartościami jak wolność mediów, niezależność sądownictwa, odpowiedzialność i przejrzystość.

Dlatego Parlament Europejski chce wstrzymać bardzo lukratywne środki z funduszu post-COVID. Aby wywrzeć presję na Orbánie, by przestał podważać demokrację i praworządność.

Węgry długo ociągały się także z wyrażeniem zgody na przystąpienie Szwecji do NATO. Orbán ugiął się pod ogromną presją ze strony USA, Szwecji, UE i NATO. Ale cena była wysoka – był w stanie wymóc na UE rzeczy, na których mu zależało. UE jest często bardzo słaba w realizacji swoich celów.

W jaki sposób wybory do Parlamentu Europejskiego i liczne wybory lokalne mogą zmienić strategiczną pozycję Europy w tym roku?

Europa nie ma strategicznej pozycji, ponieważ państwa członkowskie nie podzielają wspólnego postrzegania zagrożeń. Kraje Europy Północnej, Środkowej i Wschodniej wiedzą, że zagrożeniem jest Rosja. Kraje Europy Południowej widzą zagrożenie na Bliskim Wschodzie.

onet.pl/Forbes