wtorek, 13 lutego 2024


Podobne ahistoryczne bzdury Putin przedstawił m.in. w eseju, który opublikował latem 2021 r. Pisał w nim, że "Rosjanie i Ukraińcy" są "jednym narodem", ponieważ "Rosjanie, a także Ukraińcy i Białorusini" są "spadkobiercami starożytnej Rosji, która była największym państwem w Europie". To "państwo" miał założyć książę Ruryk w 862 r.

W IX w. w Europie nie było państwowości w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Istniały feudalne struktury, które opierał się na powiązaniach między jednostkami na różnych szczeblach władzy.

Co więcej, Ruryk prawdopodobnie nie był etnicznym Rosjaninem, ale Waregiem — wodzem wikingów. Tak przynajmniej opisuje go staroruska "Kronika Nestora", główne źródło historyczne mówiące o powstaniu Nowogrodu i Rusi Kijowskiej.

Carlson nie znał tych faktów.

Następnie Putin przeniósł się w swojej opowieści do połowy XVII w. "Teraz opowiem wam, co wydarzyło się później" — powiedział. Stwierdził, że ludzie, którzy w tym okresie "rządzili tą częścią terytorium Rosji" (chodziło mu o dzisiejszą Ukrainę — red.) zwrócili się do Moskwy, która się nimi "zaopiekowała".

W tym momencie Putin kazał podać sobie teczkę.

"Żebyś nie myślał, że zmyślam. Dam ci te dokumenty" — powiedział, wręczając folder najwyraźniej zawierający kopie listów od kozackiego przywódcy Bohdana Chmielnickiego.

Przywódca kozackiego powstania w 1648 r. zaproponował ówczesnemu władcy Moskwy Aleksemu I sojusz. Car zgodził się, a Kozacy dnieprzańscy oraz ludność Kijowa i innych miast przysięgli mu wierność (wydarzenie to przeszło do historii jako ugoda perejasławska — red.). Rezultatem była trwająca kilka lat wojna rosyjsko-polska.

W rzeczywistości było to powstanie kozackie przeciwko zwierzchnictwu Rzeczypospolitej. W słowach Putina brzmiało to jednak zupełnie inaczej. W jego narracji Chmielnicki poprosił o przejście "pod silną rękę moskiewskiego cara". Dla Putina był to decydujący krok na drodze do rzekomego zjednoczenia wszystkich "rosyjskich" narodów.

Ten przykład pokazuje, jak działa polityka historyczna Putina. Wyszukuje on wydarzenia z przeszłości, które rzekomo pasują do jego imperialistycznego nacjonalizmu, zamazuje ich kontekst, a następnie udaje, że istnieją dowody, które potwierdzają tę zniekształconą interpretację.

Jego hasła wygłoszone podczas rozmowy z Tuckerem Carlsonem wpisują się w ten schemat. Putin stwierdził na przykład, że naród ukraiński był tylko wymysłem austriackiego sztabu generalnego pod koniec XIX w., który miał "osłabić potencjalnego wroga", czyli Rosję.

Takie fakty, jak choćby takie jak trzy rozbiory Polski: z 1771, 1793 i 1795 r., które zmusiły Polaków do podporządkowania się moskiewskim carom, a także Prusom i Habsburgom, w narracji Putina kompletnie nie istnieją.

Szczególnie zawiłe były wygłoszone przez Putina tyrady na temat II wojny światowej. Według niego winę za jej wybuch ponosi odrodzone w 1918 r. państwo polskie. Szef Kremla oskarżył Warszawę o to, że najpierw "kolaborowała" z Hitlerem, a następnie odmówiła zgody na przemarsz wojsk radzieckich do zachodniej granicy Polski w 1938 r. Jego zdaniem miały one pomóc Czechosłowacji zaatakowanej przez Trzecią Rzeszę (chodził o układ monachijski zezwalający Hitlerowi na aneksję części tego kraju — red).

O pakcie Hitlera ze Stalinem Putin wspomniał tylko pokrótce. Stwierdził, że oddał on Rosji "część terytorium" Polski — w tym wspomniał o zachodniej Ukrainie. Dzięki temu — zdaniem Putina —"Rosja, która wówczas nazywała się ZSRR, odzyskała swoje historyczne terytoria".

Nie raczył przyznać, że był to czwarty, szczególnie brutalny podział Polski.

onet.pl/Die Welt

poniedziałek, 12 lutego 2024


Na wiecu wyborczym w Karolinie Południowej Donald Trump zrelacjonował jego spotkanie z "prezydentem dużego kraju". Według słów Trumpa ten prezydent miał go zapytać, czy USA obroniłyby kraj przed rosyjską agresją, gdyby ten nie płacił wystarczających pieniędzy na obronność. "Odpowiedziałem: nie, nie broniłbym was. A nawet zachęcałbym, żeby [Rosjanie — red.] robili, co im się podoba. Musicie płacić, musicie płacić rachunki" – powiedział wtedy Trump. Te słowa wywołały oburzenie w Polsce i w całej Europie.

Wypowiedź Trumpa wymaga pewnego objaśnienia. Kiedy republikański kandydat na prezydenta USA mówi o "płaceniu", to nie chodzi mu o jakieś wyimaginowane liczby, ale bardzo konkretne kwoty, które zostały określone na 27. szczycie NATO w Walii w 2014 r. W tzw. Planie gotowości zapisano wtedy, że państwa członkowskie sojuszu Atlantyckiego powinny zwiększyć wydatki na obronę do 2 proc. PKB w ciągu 10 lat.

Nie dość, że właśnie mija 10 lat od szczytu w Walii, to od dwóch lat na naszym kontynencie trwa najkrwawszy konflikt od czasów II wojny światowej. Europejskie gospodarki powinny na pełnych obrotach pompować pieniądze w swoje przemysły obronne, aby te produkowały jak największe ilości broni. Wydatki na obronność od dawna powinny być znacznie wyższe niż owe 2 proc. ustalone w Walii. A jak wygląda sytuacja?

Europejskie państwa graniczące z Rosją, Białorusią i Ukrainą w komplecie wypełniają warunek 2 proc. PKB na obronność. W tym gronie najlepiej stoi Polska z 3,9 proc. PKB na te cele. Jeśli jednak chodzi o resztę krajów, to 2 proc. PKB przekraczają jedynie Wielka Brytania i Grecja. Największa europejska gospodarka, Niemcy, są poziomie 1,6 proc. i oficjalnie przyznają, że Bundeswehra znajduje się w kiepskim stanie i może będzie gotowa do wojny za pięć lat. Inne duże kraje kontynentu oscylują wokół niemieckiej liczby.

onet.pl

niedziela, 11 lutego 2024


Oświadczenie MSZ ws. 10 kłamstw prezydenta Władimira Putina nt. Polski i Ukrainy, których nie prostował Tucker Carlson (wywiad z dnia 8 lutego 2024 r.)

1. Polska współpracowała/kolaborowała z hitlerowskimi Niemcami.

Przed II wojną światową polska dyplomacja starała się utrzymywać dobrosąsiedzkie relacje z Niemcami. Nie było mowy o wejściu Polski w jakikolwiek sojusz militarny z Hitlerem. Polska w okresie międzywojennym znajdowała się między dwoma agresywnymi sąsiadami: Niemcami i Rosją, które nie uznawały w praktyce prawa narodu polskiego do samodzielnego państwa. W Berlinie w 1934 roku została podpisana polsko-niemiecka deklaracja o niestosowaniu przemocy, która miała gwarantować rozwiązywanie sporów środkami pokojowymi. Ale wcześniej, w 1932 roku, podpisany został analogiczny pakt o nieagresji z ZSRS.

2. Polacy zmusili Hitlera do rozpoczęcia z nimi II wojny światowej. Dlaczego II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 roku właśnie od Polski? Była niechętna do współpracy. Hitlerowi nie pozostało nic innego w realizacji swoich planów [jak] zacząć od Polski.

II RP odrzuciła żądania Hitlera, a także propozycję sojuszu polsko – niemieckiego wymierzonego w ZSRS. To hitlerowskie Niemcy i władze sowieckie 23 sierpnia 1939 roku podpisały porozumienie przeciwko Polsce (tzw. pakt Ribbentrop – Mołotow), które umożliwiło Niemcom przeprowadzenie agresji na Polskę 1 września 1939 roku. Rosja sowiecka i hitlerowskie Niemcy zgodnie współpracowali do czerwca 1941 roku.

3. Polska stała się ofiarą polityki prowadzonej wobec Czechosłowacji, ponieważ na mocy słynnych protokołów Ribbentrop-Mołotow część tych terytoriów przypadła Rosji, w tym Zachodnia Ukraina.

Polska nie brała udziału, ani nie była stroną Układu Monachijskiego (30 września 1938 roku), który de facto mocno ograniczał suwerenność Czechosłowacji. Polskie żądania dotyczące Zaolzia zostały wysunięte po podpisaniu Układu Monachijskiego.

4. W ten sposób Rosja, pod nazwą Związku Radzieckiego, powróciła na swoje historyczne terytoria.

ZSRS wcielił tereny wschodnie II RP w wyniku agresji zbrojnej (17 września 1939 roku) w momencie kiedy Polska walczyła z inwazją niemiecką. Był to cios w plecy zadany polskiemu państwu. Przeprowadzone przez Sowietów tzw. referenda ludowe na polskich kresach zostały przeprowadzone w atmosferze terroru i fałszerstw. Lwów oraz tereny ówczesnych województw lwowskiego i stanisławowskiego (dzisiejsza Zachodnia Ukraina) nigdy nie należały do Imperium Rosyjskiego. Wileńszczyzna również nie była historycznie częścią Rosji.

5. Ukraina to de facto sztuczny twór stworzony przez Lenina i Stalina.

Współczesna Ukraina jako państwo powstała dzięki ukraińskiemu ruchowi narodowemu. Bolszewicy jej nie stworzyli a jedynie podbili część jej terytorium czyniąc z niej jedną z radzieckich republik. Ukraina powstała dzięki woli samych Ukraińców.

6. Lewy brzeg Dniepru, łącznie z Kijowem, to historycznie ziemie rosyjskie.

Kijów – był stolicą historyczną Rusi, a Moskwa wówczas nie istniała. W 1991 roku Ukraina stała się niepodległym państwem z międzynarodowo uznanymi granicami.

7. Idea Ukraińców jako odrębnej nacji pojawiła się w Polsce.

Proces samookreślenia się Ukraińców jako odrębnej grupy etnicznej odbywał się równolegle z analogicznymi procesami zachodzącymi w XIX-wiecznej Europie. Nikt sztucznie nie „wymyślił” narodu ukraińskiego.

8. Na terytorium Ukrainy tworzono bazy NATO.

Na terytorium Ukrainy nie ma baz NATO.

9. W Ukrainie dwukrotnie doszło do zamachów stanu, których celem było sztuczne zerwanie więzi z Rosją.

W Pomarańczowej Rewolucji naród ukraiński nie zgodził się na fałszerstwa wyborcze. Organizacja kolejnej tury głosowania pozwoliła wyłonić prezydenta Wiktora Juszczenkę, który faktycznie zdobył większość głosów. Po Rewolucji Godności w wyborach prezydenckich demokratycznie zwyciężył prezydent Petro Poroszenko.

10. W 2014 roku Moskwa zmuszona była wziąć Krym w obronę ponieważ był zagrożony.

W 2014 roku nie było żadnego zagrożenia dla Krymu. Rewolucja Godności doprowadziła do zmiany władzy pokojowo, na drodze demokratycznych wyborów. Rosyjskie „zielone ludziki” pojawiły się na Krymie by zdestabilizować sytuację w Ukrainie. 

gov.pl

sobota, 10 lutego 2024


Wieczorem 8 lutego prezydent Wołodymyr Zełenski wydał dekret zwalniający generała Wałerija Załużnego ze stanowiska naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU). Na jego miejsce mianował generała pułkownika Ołeksandra Syrskiego, dotychczas dowódcę Wojsk Lądowych oraz operacyjno-strategicznego zgrupowania wojsk Chortyca (zob. Aneks).

Zełenski nie podał bezpośredniej przyczyny odwołania generała Załużnego i wprost nie obarczył go odpowiedzialnością za porażki czy błędy w dowodzeniu. W wypowiedziach z ostatnich dni prezydent Ukrainy wspomniał jedynie, że armia potrzebuje nowego podejścia do wojny z Rosją oraz zmian, w tym personalnych, na najwyższych stanowiskach dowódczych. Odwołanie naczelnego dowódcy jest wyłączną prerogatywą prezydenta, sprawującego w świetle konstytucji funkcję zwierzchnika sił zbrojnych w czasie pokoju i wojny.

Komentarz
  • Decyzja Zełenskiego spotkała się z niezrozumieniem czy nawet krytyką ze strony znacznej części żołnierzy, wolontariuszy współpracujących z armią i opinii publicznej. Dominuje zarzut o brak wyczerpującego uzasadnienia tej decyzji, podjętej w celu odsunięcia niezależnego i obdarzonego ogromnym autorytetem społecznym generała, a potencjalnie także groźnego konkurenta politycznego. Załużny, będący dotąd symbolem walki armii i całego narodu z rosyjską agresją, cieszy się bardzo dużym zaufaniem społecznym – większym niż wszyscy politycy, łącznie z Zełenskim. Popularność dotychczasowego naczelnego dowódcy, w odróżnieniu od prezydenta, nie uległa erozji nawet po fiasku ofensywy latem 2023 r. Według sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii z końca ub.r. Załużnemu ufa 88% społeczeństwa, podczas gdy Zełenskiemu – 62%.
  • Dymisja Załużnego była spodziewana – doniesienia o takiej decyzji w ciągu ostatniego tygodnia zintensyfikowały się, zaś irytacja z powodu działań naczelnego dowódcy narastała w otoczeniu prezydenta od kilku miesięcy. Negatywnie przyjęto wywiad Załużnego dla „The Economist” z 1 listopada ub.r., w którym de facto przyznał fiasko ukraińskiej ofensywy. Niezadowolenie wywoływała także jego krytyka działań władz cywilnych odpowiedzialnych za organizację zaplecza walczącej armii, w tym zdystansowanie się od pierwszego projektu ustawy o mobilizacji z grudnia, a ostatnio również zarzuty przedstawione w artykule dla CNN 1 lutego o częściową monopolizację przemysłu obronnego i niedoskonałe ustawodawstwo, prowadzące do problemów z produkcją broni.
  • Prezydent Zełenski od ponad roku, tj. od udanych operacji zaczepnych w obwodach charkowskim i chersońskim jesienią 2022 r., systematycznie podkopywał pozycję naczelnego dowódcy, naruszając zasadę jedności dowodzenia i hierarchii w SZU. Dokonywał on tego przez kontaktowanie się z podkomendnymi Załużnego – z generałem Syrskim na czele – za jego plecami, wydając im bezpośrednio polecenia czy dokonując zmian personalnych bez uzgodnienia z naczelnym dowódcą (przykładem jest odwołanie dowódcy Sił Operacji Specjalnych generała Wiktora Chorenki w listopadzie). Działania prezydenta doprowadziły do pogorszenia jego relacji z Załużnym, który unikał otwartego konfliktu z ośrodkiem prezydenckim.
  • Efektem polityki Zełenskiego jest podział armii na konkurujące ze sobą frakcje, dysponujące dużym stopniem autonomii i bezpośrednimi związkami z Biurem Prezydenta. Za najważniejsze z nich uznawane były dotąd dwa największe zgrupowania operacyjno-strategiczne: Tauryda (obejmujące front od okolic Zaporoża do Awdijiwki włącznie) oraz Chortyca (od granicy pod Kupiańskiem do okolic Gorłówki). Pierwsze było dotąd podporządkowane bezpośrednio Załużnemu i dowodzone przez lojalnych wobec niego generałów; drugie, dowodzone przez generała Syrskiego, miało opinie bliższego bardziej prezydentowi niż naczelnemu dowódcy. Kwestią otwartą pozostaje, do jakiego stopnia Zełenski da Syrskiemu wolną rękę w kwestiach personalnych i pozwoli mu odbudować hierarchiczną strukturę dowodzenia, ograniczając się do sprawowania ogólnego nadzoru nad SZU i koordynacji całej polityki obronnej państwa (tj. zagadnień mobilizacji, zaopatrzenia armii, przemysłu zbrojeniowego, pozyskiwania pomocy z zagranicy, służb specjalnych itp.).
  • Dymisja Załużnego odbywa się w trudnym dla Ukrainy okresie wojny, gdy armia na całym froncie broni się przed przeważającymi siłami rosyjskimi i grozi jej utrata Awdijiwki, stanowiącej kluczową pozycję na froncie w Donbasie. SZU borykają się przy tym z ostrym kryzysem sprzętowym i amunicyjnym, a także z deficytem ludzi, przybierającym w niektórych oddziałach piechoty katastrofalne rozmiary. Moment na dymisję naczelnego dowódcy jest zły także z powodu napięć, jakie wywołuje nowy projekt ustawy o mobilizacji. Jednocześnie należy uznać za mało prawdopodobne, aby zmiany na najwyższych stanowiskach w armii wprowadziły chaos, który poderwie jej zdolności bojowe i przyczyni się do załamania na froncie.
  • Generał Syrski to jeden z najbardziej doświadczonych dowódców ukraińskich. Nie jest on postacią medialną, brakuje mu też – pomimo dowodzenia w zwycięskich operacjach zaczepnych w obwodzie charkowskim w 2022 r. – autorytetu i popularności w wojsku, jakimi cieszy się generał Załużny. W armii uznawany jest za dowódcę, który nie liczy się z życiem żołnierzy i gotów jest nim szafować dla realizacji postawionego zadania. Szczególnie krytykuje się go za chaotyczne dowodzenie oraz złe przygotowanie do obrony Sołedaru i Bachmutu na przełomie 2022 i 2023 r. Pozycja generała Syrskiego jako naczelnego dowódcy w dużym stopniu będzie zależała od tego, czy zdecyduje się on na pozbawienie funkcji generałów uważanych za ludzi Załużnego i jakimi współpracownikami się otoczy. Kluczowe będą zmiany na stanowiskach dowódców zgrupowań operacyjno-strategicznych i podległych im grup operacyjnych – należy się ich spodziewać w najbliższych dniach.

Aneks. Sylwetka Ołeksandra Syrskiego

Urodzony 26 lipca 1965 r. w Nowinkach w obwodzie włodzimierskim w Rosji. Jego rodzice są Rosjanami, a ojciec jest emerytem wojskowym. Służbę wojskową rozpoczął w 1986 r. Ukończył Moskiewską Wojskową Wyższą Szkołę Dowódczą. Od niepodległości Ukrainy w 1991 r. służy w armii ukraińskiej, a jego kariera objęła wszystkie etapy awansu – od dowódcy plutonu po zastępcę szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy. W 1996 r. ukończył z wyróżnieniem Akademię Sił Zbrojnych Ukrainy (kurs operacyjno-taktyczny), a w 2005 r. – Akademię Obrony Narodowej Ukrainy (kurs operacyjno-strategiczny).

Po wybuchu konfliktu zbrojnego na wschodniej Ukrainie wiosną 2014 r. Syrski pełnił różne funkcje w dowództwie operacji antyterrorystycznej w obwodach donieckim i ługańskim. Brał udział w dowodzeniu operacjami pod Debalcewem i kierował wycofaniem sił ukraińskich spod tego miasta zimą 2015 r. W 2016 r. stanął na czele Połączonego Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych Ukrainy, które koordynowało działania w Donbasie, a w 2017 r. został mianowany dowódcą „operacji antyterrorystycznej na wschodniej Ukrainie”. 5 sierpnia 2019 r. Zełenski mianował go Dowódcą Wojsk Lądowych.

Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji Syrski dowodził grupą sił obrony Kijowa. 5 kwietnia 2022 r. otrzymał tytuł Bohatera Ukrainy. We wrześniu tego roku skutecznie kierował kontrofensywą w obwodzie charkowskim.

osw.waw.pl


W nocy z 8 na 9 lutego czasu polskiego wyemitowano wywiad Tuckera Carlsona, amerykańskiego ultrakonserwatywnego komentatora politycznego i gorącego zwolennika Donalda Trumpa, z Władimirem Putinem. Rozmowę, podobnie jak samą wizytę Carlsona w Moskwie, szeroko nagłośniła rosyjska propaganda.

Putin tradycyjnie obwinił Stany Zjednoczone i NATO o wywołanie wojny na Ukrainie – stwierdził, że konflikt skończy się, gdy Zachód przestanie dostarczać broń, sankcje są nieskuteczne, a Rosja nigdy nie zostanie pokonana. Powtórzył swoje słowa o historycznej jedności Rosjan i Ukraińców oraz o tym, że idea ukraińskiej odrębności została sztucznie stworzona przez Polaków (zob. Aneks).

Komentarz
  • Wywiad nosi znamiona szeroko zakrojonej operacji propagandowej Rosji, która wiąże z nim cele wewnętrzne i zewnętrzne. W wymiarze wewnętrznym propaganda wykorzystała go do ukazania Putina jako lidera, którego zdanie jest słuchane i szanowane w świecie, i aby podsycić optymizm w społeczeństwie i elicie oraz stworzyć wrażenie, że Carlson to swoisty wysłannik przyszłego prezydenta USA. Wskutek zwycięstwa Trumpa w wyborach prezydenckich miałoby nastąpić nowe otwarcie w relacjach na linii Moskwa–Waszyngton, a dzięki presji nowej administracji na Kijów wojna zakończyłaby się na rosyjskich warunkach. Jednocześnie przekaz ten ma dotrzeć do tych środowisk na Zachodzie, wśród których narasta zmęczenie wojną i sceptycyzm co do sensu dalszego wspierania Ukrainy oraz utrzymuje się fałszywy symetryzm i zrozumienie dla racji Kremla.
  • Choć Putin nie wsparł bezpośrednio Trumpa – usiłował zachować dystans i łączył krytykę poprzednich administracji ze wspominaniem pozytywnych relacji personalnych z prezydentami (z nazwiska wymieniając jego i George’a Busha juniora) – to niektóre wątki wpisują się w jego hasła wyborcze. Putin kilkukrotnie wypowiedział się niechętnie na temat polityki USA w duchu antyelitystycznego populizmu. Według niego w Stanach Zjednoczonych nie rządzi prezydent, lecz jego otoczenie (rzekomo prezydentów dwukrotnie zniechęcano do zawarcia „korzystnych” porozumień z Rosją, w tym w sprawie budowy wspólnej tarczy antyrakietowej i członkostwa FR w NATO). Na pytanie, czy nowa administracja może naprawić relacje z Moskwą, odparł, że problem stanowi nie osoba lidera, lecz mentalność elity rządzącej USA. Ponadto kilkakrotnie powtórzył, że nie widzi sensu rozmów z Joem Bidenem na temat uregulowania konfliktu: to nie Rosja do niego doprowadziła, gdyż zawsze chciała pokoju. Za wybuch wojny i wspieranie ukraińskiej armii odpowiadają Stany Zjednoczone, a zatem to Waszyngton powinien wyjść z ofertą dla Moskwy.
  • W tym kontekście znamienny jest wywód Putina podający w wątpliwość sens wspierania Kijowa przez Waszyngton. Wpisuje się on w wyborczą retorykę Trumpa i postulaty zabarwione izolacjonizmem. Zaangażowanie USA w wojnę na Ukrainie jest im niepotrzebne, gdyż Amerykanie mają własne problemy: sytuację na granicy, migrację czy dług publiczny. Sankcje przeciwko Rosji osłabiają pozycję dolara jako światowej waluty i działanie to stoi w sprzeczności z interesem Stanów Zjednoczonych. Zgodne z nim byłoby raczej negocjowanie z Rosją, respektowanie jej interesów, szukanie rozwiązań.
  • Według Putina idea amerykańskiej hegemonii pogrąża kraj i USA powinny pogodzić się z nieuchronną ewolucją ładu światowego w kierunku niekorzystnym dla Zachodu. Pozycja Stanów Zjednoczonych będzie słabła, a u władzy potrzeba nowego pokolenia – ludzi nieobciążonych zimnowojennym myśleniem konfrontacyjnym, patrzących w przyszłość. To wyraźne nawiązanie do trumpowskiej idei wymiany elit w USA w imię rzekomego pragmatyzmu i skupienia się na problemach wewnętrznych.

Aneks: główne wątki wywiadu

Putin powtórzył swoje znane tezy na temat historycznych praw Rosji do Ukrainy i przyczyn toczącej się wojny (w tym ukraińskiego „nazizmu”), tradycyjnie obciążając winą za jej wybuch NATO i USA. Zachód jakoby złamał daną Moskwie obietnicę nierozszerzania NATO, na Ukrainie zaczęły pojawiać się bazy wojskowe Sojuszu i dwukrotnie – w latach 2004 i 2014 – dokonano tam zamachów stanu, których celem było sztuczne zerwanie więzi z FR z inspiracji CIA. Zachód zawsze chciał osłabić i rozbić Rosję, a Stany Zjednoczone miały plan kontrolowania obszaru poradzieckiego, aby wykorzystać go w przyszłej walce z Chinami. Waszyngton popierał separatystów i terrorystów na Kaukazie Północnym oraz łamał prawo międzynarodowe, aby sztucznie powstrzymać proces słabnięcia swojej potęgi na rzecz nowych graczy.

Putin stwierdził: „przestańcie dostarczać broń, to skończy się wojna” oraz że jeśli pojawi się wola polityczna, to NATO znajdzie sposób, żeby rozpocząć negocjacje z Rosją („Sojusz już ich chce, tylko nie wie, jak do tego doprowadzić”). Ta nigdy nie zostanie pokonana na polu walki i Zachód zaczyna sobie to uświadamiać. Uznał, że Ukraina będzie musiała się z nią w końcu porozumieć, a przyjazne stosunki między społeczeństwami zostaną przywrócone, bo jedność obu narodów wciąż trwa.

Rosja nie zaryzykuje globalnej wojny czy konfliktu nuklearnego („to absolutnie wykluczone”). Narrację mówiącą, że USA muszą wspierać wysiłek wojenny Ukrainy, aby nie być zmuszone do wysyłania tam żołnierzy, nazwał „prowokacją”. Jeśli do tego kraju trafiłyby regularne oddziały, to świat stanąłby na krawędzi bardzo poważnego konfliktu globalnego.

Putin skrytykował zachodnie sankcje, w tym embargo na import gazu (to element tradycyjnej już presji na Rosję, która szkodzi interesom gospodarczym Europy, głównie Niemiec).

Oznajmił też, że Rosja chce porozumienia z Ukrainą opartego na zapisach projektu umowy między nimi ze Stambułu z wiosny 2022 r. Wówczas – według niego – ówczesny premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson powstrzymał prezydenta Wołodymyra Zełenskiego przed podpisaniem dokumentu. Również USA i Polska „chciały walczyć z Rosją do jej końca”.

W bulwersującej Amerykanów kwestii Evana Gershkovicha, amerykańskiego dziennikarza więzionego w Rosji pod zarzutem szpiegostwa, Putin – reagując na apel Carsona o jego uwolnienie – stwierdził, że aby do niego doszło, konieczne jest porozumienie pomiędzy służbami specjalnymi obu państw. Zasugerował wyraźnie, że Moskwa oczekuje wymiany Gershkovicha za Wadima Krasikowa, skazanego przez niemiecki sąd w 2021 r. na dożywotnie pozbawienie wolności za zabójstwo czeczeńskiego aktywisty Zelimchana Changoszwilego.

Pojawiły się też wątki polskie:
  • Putin powtórzył oskarżenia pod adresem Polaków o historyczny ucisk Ukraińców i ich polonizację, a także współpracę Polski z Hitlerem i jej współodpowiedzialność za wybuch II wojny światowej. Zaznaczył, że idea Ukraińców jako odrębnej nacji pojawiła się w Polsce.
  • Zaprzeczył, jakoby Rosja zamierzała napaść na Polskę (tak zostało sformułowane pytanie). Podkreślił przy tym, że nie ma żadnego interesu w napadaniu „na kogokolwiek”, a NATO celowo demonizuje Rosję i straszy zachodnie społeczeństwa „wyimaginowanym” zagrożeniem z jej strony, aby ją osłabić i skłonić podatników do inwestowania w zbrojenia. Jedyny scenariusz, w którym FR może zagrozić Polsce, to „jeśli Polska zaatakuje Rosję”.
  • Polscy najemnicy na Ukrainie to według Putina największa liczebnie siła tego typu. Na kolejnych miejscach plasują się najemnicy amerykańscy i gruzińscy.
  • Polska odcięła przesył rosyjskiego gazu do RFN gazociągiem jamalskim, a przecież Niemcy „karmią” ją, bo są największym płatnikiem do funduszy europejskich.
osw.waw.pl


Obecny kryzys demograficzny ma źródła w czasach Mao Zedonga. Po klęsce głodu z lat 1959–1961 w dekadzie 1962–1971 doszło do eksplozji demograficznej – urodziło się 277,9 mln dzieci (dla porównania w latach 2021–2030 będzie ich co najmniej o dwie trzecie mniej). W odpowiedzi rządzący wprowadzili w 1970 r. pierwsze obostrzenia w zakresie posiadania potomstwa – „politykę dwojga dzieci w rodzinie”. Po ich wdrożeniu władze lokalne wciąż raportowały jednak duży, choć malejący przyrost. Zadecydowało to nie tylko o zaostrzaniu w latach osiemdziesiątych polityki rodzinnej i ograniczeniu możliwości posiadania dzieci do jednego w miastach i dwojga na wsi (i to tylko pod warunkiem że pierwsza urodziła się dziewczynka), lecz także o stosowaniu drakońskich środków implementacji tych regulacji, m.in. przymusowych sterylizacji i aborcji, nawet w zaawansowanej ciąży.

„Polityka jednego dziecka w rodzinie” od samego początku budziła poważne kontrowersje wśród demografów, którzy przestrzegali przed katastrofalnymi konsekwencjami jej wprowadzenia. Przywódcy Komunistycznej Partii Chin (KPCh) ignorowali ostrzeżenia tego środowiska o długofalowych skutkach nowych regulacji i byli przede wszystkim zainteresowani szybkim ograniczeniem przyrostu naturalnego. Na ich ocenę sytuacji wpływał też fakt, że władze lokalne rożnych szczebli zawyżały liczbę urodzeń. Wynikało to z metody przeliczania dotacji z budżetu centralnego – istotną rolę odgrywała w niej wielkość populacji. Po wprowadzeniu obostrzeń pojawiła się także pokusa, aby w jednym roku zaraportować wyższą liczbę urodzeń, a w następnym podać niższą i wykazać się w ten sposób „sukcesem” w redukowaniu przyrostu.

Prawdopodobnie dopiero w pierwszej dekadzie XXI wieku władze centralne uzyskały realny obraz populacji ChRL. Sytuację na przełomie wieków zmieniła stopniowa digitalizacja baz danych rejestru gospodarstw domowych (Hukou) i związanego z nim systemu meldunkowego. Konieczne zmiany w polityce rodzinnej napotkały jednak opór aparatu partyjno-państwowego. Duża władza, którą uzyskał on nad ludnością w ramach „polityki jednego dziecka”, prowadziła do patologii i nadużyć. Ponadto lokalne struktury powstałej w 1981 r. Narodowej Komisji Planowania Rodziny (od 2003 r. Narodowa Komisja Ludności i Planowania Rodziny) stały się ważnym graczem w polityce wewnętrznej KPCh, wspierającym szereg frakcji w jej strukturach regionalnych i centralnych.

Dopiero po dojściu do władzy Xi Jinpinga opór lokalnego aparatu został złamany, a komisja – rozwiązana w 2013 r. Jej funkcje przejęło nowe ciało – Narodowa Komisja Zdrowia i Planowania Rodziny. W 2015 r. w odpowiedzi na kryzys demograficzny dopuszczono posiadanie dwójki dzieci. Sześć lat później doszło do dalszego złagodzenia restrykcji – małżeństwom pozwolono na trójkę potomstwa. Liberalizacja polityki rodzinnej poskutkowała tylko niewielkim wzrostem urodzeń w latach 2016–2017, a negatywny trend powrócił w następnym okresie (...).

Malejącą dzietność w ChRL wynika z kilku czynników natury zarówno ekonomicznej, jak i kulturowej. Koszt wychowania dziecka wynosi tutaj prawie siedmiokrotność (6,9) PKB per capita i jest znacznie wyższy niż w Stanach Zjednoczonych (4,11) czy Japonii (4,26). Do tego dochodzi niski poziom zabezpieczeń społecznych i opieki zdrowotnej dla ubezpieczonych w powszechnym systemie. Nakłada to na pracujących obowiązek wspierania starzejących się ojca i matki. Przykładowo małżeństwo dwojga jedynaków musi wspierać czwórkę rodziców oraz zaoszczędzić część dochodów na wypadek choroby. W konsekwencji często nie ma środków na wychowanie więcej niż jednego dziecka. Dodatkowo macierzyństwo utrudnia karierę zawodową i na niełatwym chińskim rynku pracy nierzadko powoduje utratę posady. Prawo pracy chroni kobiety w ciąży i matki małych dzieci, ale w realiach ChRL jest to zabezpieczenie niewystarczające. Wysokie bezrobocie wśród młodych i problemy ze znalezieniem zajęcia odpowiadającego aspiracjom czy potrzebom, a także wysokie ceny mieszkań sprawiają, że wielu ludzi rozpoczynających dorosłe życie odkłada decyzję o założeniu rodziny.

W Chinach doszło również do zmian kulturowych, analogicznych do tych w innych państwach Azji Wschodniej, jak Japonia i Korea Południowa, czy na Zachodzie. Rodziny pragną dać swoim dzieciom szanse na lepszy start życiowy. Ponadto motywuje je świadomość, że braki systemu zabezpieczenia społecznego powodują, iż ich własny poziom życia na starość będzie w dużym stopniu zależał od sukcesu zawodowego potomka. Stąd skupienie się na jednym lub – rzadziej – dwójce dzieci, aby zapewnić im najlepsze wykształcenie. Z jednej strony skutkuje to zaspokajaniem wszystkich kaprysów dziecka (zjawisko tzw. małych cesarzy), a z drugiej – wywieraniem presji na młodych ludzi, aby znaleźli dobrze płatną pracę.

Równocześnie tradycyjny patriarchalny model relacji małżeńskich stawia mężczyzn w uprzywilejowanej pozycji. W rezultacie rośnie liczba Chinek niechętnych perspektywie zamążpójścia i posiadania dzieci. Wielu młodych ludzi obojga płci odrzuca też konsumpcyjny styl życia, wybiera gorzej płatne zajęcia dające więcej czasu na samorealizację oraz rezygnuje w ogóle z małżeństwa i potomstwa. Niektórzy obserwatorzy mówią nawet, że przy braku innych możliwości wyrażenia niezadowolenia z sytuacji społeczno-politycznej postępowanie takie staje się formą buntu.

osw.waw.pl

piątek, 9 lutego 2024



W rozmowie z Tuckerem Carlsonem Władimir Putin bardzo dużo mówił o historii. Że terytoria obecnej Ukrainy od co najmniej tysiąca lat należą tak naprawdę do Rosji. Że Lenin i Stalin popełnili błąd, dając Ukrainie autonomię w ramach ZSRR. Że Krym nie posiada historycznych więzów z Kijowem. Że Ukraina jest "sztucznym państwem", utworzonym z nadania Stalina. Że Polska współpracowała z Hitlerem i że Hitler nie miał innego wyboru, jak tylko Polskę zaatakować. Że Gorbaczow popełnił błąd, "inicjując upadek ZSRR". Że NATO na początku lat 90. obiecało, że nie rozszerzy się na wschód. Że to Ukraina rozpoczęła "wojnę domową" w 2014 r. i że ta wojna nadal trwa, a rosyjska "specjalna operacja wojskowa" ma na celu ją zakończyć. Że historyczne prawo do części ziem ukraińskich mają Węgry.

Carlson był raczej znudzony historycznym wywodem Putina i nieśmiało sugerował, że rosyjski prezydent powinien być bardziej oszczędny w słowach. Ani razu nie odniósł się jednak do meritum jego wypowiedzi i nie prostował wielu tez, które były w sposób oczywisty nieprawdziwe. Raz, że nie był w stanie, bo ewidentnie nie nadążał za datami i wydarzeniami opisywanymi przez Putina, a o części z nich być może słyszał po raz pierwszy. Dwa, że nie chciał, bo już wcześniej zapowiadał, że jego intencją jest tylko zaprezentowanie stanowiska rosyjskiego prezydenta, a nie wymagająca rozmowa.

Wszystko, co Putin w rozmowie z Carlsonem mówił o historii, było już w polskich i zachodnich mediach wielokrotnie komentowane, krytykowane i prostowane. Jako że historyczna narracja rosyjskiego prezydenta niezmiennie ma na celu uzasadnienie racji wojny w Ukrainie, to jego wywód był powtórzeniem tego, co mówił choćby w przemówieniu wygłoszonym dzień przed inwazją na Ukrainę. Dokładnie te same tezy o "historycznym prawie Rosji do ziem ukraińskich" zawarł również w długim artykule z czerwca 2020 r., który został opublikowany w amerykańskim piśmie "National Interest".

onet.pl


Stasia Budzisz: Zachód chce wam pomóc?

Michaił Szyszkin: Gdyby to mu się opłacało, to pewnie by to zrobił, ale tak naprawdę nie ma dla niego znaczenia, czy Rosją będzie rządził Putin, Patruszew czy inny polityk. Zachodowi chodzi tylko o własne bezpieczeństwo. A temu zagraża Rosja, a właściwie chaos, w którym może się pogrążyć. Rosja dysponuje bronią nuklearną, więc spokój i silny wódz u sterów są gwarantami zachowania status quo. Zachód nie będzie ingerował w wewnętrzne sprawy Rosji ani nie podejmie próby przeprowadzenia w niej jakichkolwiek zmian. Już raz starał się to zrobić zaraz po rozpadzie Związku Radzieckiego, jednak to się nie udało. Przeciwnie, nastał ogromny chaos. Dziś obserwujemy zmianę w narracji Zachodu w stosunku do tego, co dzieje się w Ukrainie. Jeszcze rok temu, na fali entuzjazmu i solidaryzacji, miałem nadzieję, że wszystko da się zmienić. Już jej nie mam. Wygląda na to, że teraz dla Zachodu większym problemem jest Zełenski, który nie chce iść na ustępstwa, niż Putin, który wywołał wojnę. To zdrada wobec Ukrainy.

Do czego Zachodowi potrzebna jest Rosja?

Absolutnie do niczego. Jeśli by zniknęła, życie toczyłoby się dalej bez większych zmian. Dla Zachodu Rosja jest niebezpieczna, ponieważ posiada bombę atomową, która w czasie zawieruchy może trafić w nieodpowiednie ręce.

(...)

Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie wielu Rosjan uciekło poza jej granice, w tym na Kaukaz Południowy. Przeprowadziłam tam z nimi rozmowy i wielu przypadkach miałam poczucie, że imperializm jest niemal wdrukowany i w język, i w zachowanie: wymuszanie rozmowy w języku rosyjskim, zachowywanie się, jakby byli u siebie, postawa roszczeniowa. To wzbudzało kontrowersje wśród mieszkańców byłych rosyjskich kolonii. Jeden Rosjanin powiedział mi nawet, że w nim chęć bezinteresownej pomocy i uśmiech na twarzy Gruzinów wywołuje nieufność, przez co odbiera ich jako słabych i pojawia się u niego odruch, by ich wykorzystać. O co chodzi?

Wyrosłem w kraju, w którym na ulicy nikt do nikogo się nie uśmiechał, a ludzie nie byli dla siebie mili, a już na pewno pomocni. To była moja norma. Wiele lat później zrozumiałem, że to zachowanie zostało przeniesione na rosyjskie ulice z więzienia i po prostu weszło nam w nawyk. W koloniach karnych uśmiech jest wykluczony, oznacza tajną agresję i jest informacją, że ktoś czegoś od ciebie chce. A to nigdy nie wróży nic dobrego. My, Rosjanie, nosimy w sobie ten system zachowań jak chorobę, ale możemy się z niej wyleczyć. Umiemy się asymilować do nowych warunków i potrafimy żyć inaczej, niż nas nauczono. Tyle że musimy zdać sobie z tego sprawę. Dowodem na to są te miliony Rosjan, którzy żyją poza granicami swojego kraju.

Piszesz, że jedna czwarta mieszkańców Rosji siedziała w więzieniu albo to doświadczenie dotyczy kogoś z ich rodziny. Używasz nawet terminu „prizonizacja”, czyli życie przy zonie, z czym trudno się nie zgodzić, kiedy spojrzy się na rosyjską mapę kolonii karnych. Jednak o ludziach, których to doświadczenie dotyczy, nie mówi się – z reguły – że są przestępcami, ale że im się nie powiodło, nie powiezlo. W twoim eseju Rosja to kraj, który żyje zgodnie z bandyckimi zasadami, po principam, w której szczególnym szacunkiem darzy się bandytów. Dlaczego?

Historia Rosji to historia przemocy. Z pokolenia na pokolenie żyje prawem siły, zgodnie z zasadami świata przestępczego. Więcej, na jej czele stoi najważniejszy bandyta, któremu podlegają pozostali. Oczywiste jest to, że w Rosji obowiązują dwa porządki prawne: pisany i niepisany. Prawo pisane jest wspaniałe, zawsze takie było. Osobiście chciałbym żyć zgodnie z konstytucją stalinowską z czasów wielkiego terroru, gdyby była przestrzegana. Lecz prawo pisane nie ma znaczenia, bo jeśli chcesz w Rosji przeżyć, to musisz funkcjonować zgodnie z ważniejszym, czyli niepisanym. Żeby to zobrazować, posłużę się najprostszym przykładem. Na rosyjskiej ulicy panuje prawo silniejszego. Nie ma żadnego znaczenia, że idziesz po pasach na zielonym świetle i jesteś – na przykład – kobietą wiozącą dziecięcy wózek, bo jeśli pojawi się dżip, to droga należy w pierwszej kolejności do niego. I żyjąc tam, doskonale o tym wiesz i nie będziesz się wpychać na pasy przed dżipem. W Rosji tylko ten, kto ma władzę, budzi szacunek. Tylko on może być wodzem. Reszta to poddani. To też rodzi przemoc, bo niewolnik nie potrzebuje wolności, ale swoich niewolników. Tego prawa Rosjanie starają się nie łamać. Jeśli jednak zechcesz się przeciwstawić, zniszczą cię. Jeśli chcesz żyć, musisz przyjąć bandyckie zasady gry. Tylko wtedy będziesz mieć spokój i jakąś namiastkę stabilności. Jeśli nie – będziesz nikim. Wyrzucą cię poza nawias, pozbawią godności. Bo tylko siła jest równa szacunkowi. Na przykład we Włoszech mafia działa paralelnie do państwa, walczą ze sobą. W Rosji mafia i państwo to ta sama struktura, ta sama przestępcza organizacja. Jeśli jesteś policjantem, to nie znaczy, że walczysz z bandytami, lecz sam jesteś bandytą.

new.org.pl

A właśnie do Tajlandii przyjechała w styczniu 2024 r. na występy grupa rockowa Bi-2. Zespół zdobył popularność na początku lat XXI wieku dzięki nagraniu piosenki „Nikt nie pisze do pułkownika”, która została wykorzystana jako ścieżka dźwiękowa w kultowym filmie Aleksieja Bałabanowa „Brat 2”. Potem były liczne koncerty, nagrania, płyty, nagrody, wywiady, tournée. Po rozpoczęciu agresji na Ukrainę grupa odmawiała występów w Rosji, jeśli odbywały się one pod hasłem popierającym wojnę. Według nieoficjalnych danych zespół znalazł się na liście zakazanych wykonawców. A w 2023 r. podczas koncertu w USA lider grupy Lowa Bi-2 (Jegor Bortnik) wystąpił z antywojennym przesłaniem i zapowiedział, że nie zamierza wracać do Rosji. W mediach społecznościowych napisał, zwracając się do zwolenników Putina: „Jesteście zabójcami. Putin i jego umysłowo niedorozwinięci poplecznicy zniszczyli kraj. Jedyne, co budzi we mnie teraz putinowska Rosja, to obrzydzenie i pogarda”. Cała kapela zdecydowała o emigracji do Izraela.

Pod koniec stycznia grupa wystąpiła w tajlandzkim kurorcie Patong w prowincji Phuket, miejscu chętnie odwiedzanym przez rosyjskich turystów (...).

I tu następuje trzęsienie ziemi zwiastujące burzliwy ciąg dalszy. Zaraz po koncercie siedmiu członków kapeli zostało aresztowanych – powodem był brak zgody na zarobkowanie. Artyści stanęli przed sądem, który skazał ich na grzywny w wysokości 80 dolarów, a także wydał nakaz deportacji. Rozprawa przed sądem odbywała się w języku tajskim, kapela nie miała wówczas adwokata.

Co teraz? Ekstradycja do Rosji? Putinowski Lewiatan już rozdziawiał paszczę, aby połknąć marnotrawnych niewdzięczników. Deputowany Andriej Ługowoj, znany z udanego stosowania izotopów promieniotwórczych w herbacie podawanej wrogom reżimu, z niecierpliwością czekał na muzyków: „Za to, czego się dopuścili, weźmie ich w obroty prokuratura. Będą potem mogli grać do woli dla kolegów w celi”.

Z pomocą muzykom ruszył mieszkający w Izraelu opozycyjny polityk i bloger Maksim Kac (Maxim Katz), który zaalarmował prawników i obrońców praw człowieka. Powołując się na swoje źródła, Kac poinformował, że dziwne zachowanie władz Tajlandii związane jest z naciskami wywieranymi przez rosyjski konsulat, by zatrzymanych artystów odesłać do Rosji. Jego zdaniem takie nieistotne uchybienia w papierach zwykle załatwiano przez wniesienie nieformalnych opłat. Tym razem z igły zrobiono widły, a nieformalnych opłat dokonał rosyjski konsul, by przekonać tajlandzkie władze do deportacji muzyków. Słowa Kaca potwierdziła agencja Bloomberg, która wręcz napisała, że MSZ Rosji zalecił dyplomatom zatruwanie za granicą życia rosyjskim obywatelom – szczególnie tym znanym – którzy potępili napaść na Ukrainę. Rzeczniczka ministerstwa Maria Zacharowa kategorycznie odrzuciła te zarzuty: to kłamstwo, rzekła, a cała sytuacja z grupą Bi-2 była zaaranżowana, aby Rosjanie za granicą wyrobili sobie negatywną opinię o pracy rodzimych placówek dyplomatycznych. Niemniej – widocznie w ramach ocieplania wizerunku resortu – nazwała członków zespołu Bi-2 sponsorami terroryzmu i „toksycznymi działaczami antykultury”.

Zaczęła się intensywna batalia o wyciągnięcie Bi-2 z tajskiego więzienia i nieprzekazywanie ich w ręce rosyjskiego wymiaru niesprawiedliwości. Tajlandzka służba migracyjna próbowała (zgodnie z życzeniem rosyjskiego konsulatu) wyprawić muzyków samolotem bezpośrednio z Bangkoku do Moskwy. W ostatniej chwili udało się ten zamiar udaremnić. Kac napisał, że najbardziej dramatyczne chwile członkowie Bi-2 przeżyli w trakcie przewożenia ich z prowincji Phuket do Bangkoku, gdy nie mieli łączności z nikim, byli przekonani, że klamka zapadła i rosyjskim władzom udało się dopiąć swego: zostaną deportowani do kraju.

Tymczasem do negocjacji włączyli się dyplomaci Izraela i Australii, którzy wstrzymali również wysłanie członków Bi-2 do Moskwy z przesiadką w Stambule.

Wokół deportacji rosyjskich rockmanów robiło się coraz goręcej. Rosja nie spuszczała z tonu, dowodząc, że muzycy muszą być dostarczeni do kraju, ich obrońcy z kolei starali się o wysłanie ich do Izraela lub Australii. Rozmowy ze stroną tajską trwały wiele godzin. Został do nich zaangażowany nawet niegdysiejszy magnat medialny Władimir Gusinski (b. właściciel TV NTW, od lat na emigracji w Izraelu), który użył swoich wpływów. Do kampanii na rzecz uwolnienia muzyków włączyli się dyplomaci kilku państw, m.in. Litwy, Polski i Niemiec.

Sprawą zajął się też osobiście premier Tajlandii, który początkowo nie chciał przeciwstawiać się naciskom rosyjskich dyplomatów, stawiał dodatkowe warunki.

Wreszcie nastąpił przełom – 30 stycznia wypuszczono z więzienia i zezwolono na wylot do Tel Awiwu frontmanowi grupy, Jegorowi Bortnikowi, obywatelowi Izraela. W Rosji został on uznany za „agenta zagranicznego”, groziła mu odpowiedzialność karna za antywojenne wypowiedzi, które rosyjskie prawo klasyfikuje jako rozpowszechnianie fejków (grozi za to kilka lat łagru). Dzień później śladem lidera pomknęli również pozostali członkowie Bi-2. W pozyskiwanie biletów na samolot do Izraela zaangażował się cały sztab ludzi (wszystkie bilety były wykupione, trzeba było uzyskać zgodę pasażerów na ich odstąpienie, co ostatecznie się powiodło). Mimo czynionych przez rosyjskich dyplomatów przeszkód operacja się udała.

Z wyratowanym z opresji zespołem spotkał się w Tel Awiwie izraelski minister spraw zagranicznych Jisra’el Kac, który osobiście przyczynił się do uwolnienia muzyków. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Zacharowa zareagowała w swoim stylu, sugerując, że Izrael, udzielając pomocy rosyjskim wywrotowcom, naraża się na zerwanie negocjacji w sprawie uwolnienia izraelskich zakładników, w czym uczestniczy strona rosyjska.

A deputowany Andriej Ługowoj mściwie podsumował: „Uciekli do Izraela, niech się cieszą. I tak kiedyś wpadną i zostaną przywiezieni do Rosji”. Obiecał, że kolacja w Butyrkach (areszt śledczy w Moskwie) i tak będzie na nich zawsze czekać. „Zdrajcy wcześniej czy później tutaj trafią”.

tygodnikpowszechny.pl

czwartek, 8 lutego 2024



Pomiędzy 19 a 27 stycznia wojska rosyjskie wyparły siły ukraińskie poza drogę P07 między Swatowem a Kupiańskiem, a następnie zajęły leżące na zachód od niej Krochmalne (obrońcy potwierdzili oddanie miejscowości 21 stycznia) i Tabajiwkę (29 stycznia dowództwo ukraińskie twierdziło, że walki o nią jeszcze trwają, jednak według pozostałych źródeł toczyły się już one o wzniesienia na zachód od tej wsi). Nie przyniosły rezultatu ukraińskie kontrataki mające zlikwidować wyłom, a następnie powstrzymać Rosjan przed jego poszerzeniem i pogłębieniem w kierunku rzeki Oskoł. Do 30 stycznia siły agresora osiągnęły położone na południowy zachód od wymienionych miejscowości Berestowe i Piszczane, gdzie Ukraińcy starają się stworzyć nową linię obrony.

W ciągu 11 dni pododdziały rosyjskie weszły w pozycje ukraińskie na głębokość od 3 km do 6 km w pasie o szerokości 9 km, dzięki czemu zajęły obszar ok. 40 km2. To najwyższe odnotowane tempo natarcia po ukraińskiej ofensywie w obwodzie charkowskim i odzyskaniu przez Kijów kontroli nad prawobrzeżną częścią obwodu chersońskiego w 2022 r. Większe zdobycze terytorialne osiągnęły wprawdzie wojska ukraińskie na początku ofensywy w czerwcu 2023 r., lecz nastąpiło to na dużo szerszym pasie natarcia i na trzech kierunkach łącznie. Maksymalna głębokość ukraińskiego wdarcia w tereny zajmowane przez Rosjan w trakcie całej letniej ofensywy nie przekroczyła 8–10 km.

Przełamanie ukraińskiej obrony na południowy wschód od Kupiańska ma znaczenie przede wszystkim lokalne. W przypadku dalszego postępu Rosjan w kierunku rzeki Oskoł siły ukraińskie w tym rejonie zostaną najprawdopodobniej zmuszone do wycofania się na jej zachodni brzeg. Rzeka ta stanie się wówczas nową linią obrony, dużo trudniejszą do pokonania przez agresora. Kwestią otwartą pozostaje, czy Rosjanom uda się w najbliższych tygodniach uzyskać przełamanie na innych odcinkach frontu, zwłaszcza tam, gdzie będą oni mogli wyjść w tzw. przestrzeń operacyjną (głównie w rejonie Awdijiwki i na południowy zachód od Doniecka). W ostatnim tygodniu agresor nie osiągnął tam jednak znaczących postępów.

(...)

Problemy z zapewnieniem Ukrainie niezbędnej ilości amunicji artyleryjskiej. 28 stycznia dziennik „The Wall Street Journal” opublikował materiał o produkcji w USA pocisków kalibru 155 mm, która miała wzrosnąć z 14 tys. sztuk miesięcznie (przed lutym 2022 r.) do 28 tys. sztuk (na początku 2024 r.). W 2025 r. Stany Zjednoczone planują zwiększyć produkcję do 80 tys. pocisków artyleryjskich miesięcznie. Potrzebują ich jednak nie tylko Ukraina, lecz także Izrael, Tajwan oraz armia amerykańska. Do grudnia 2023 r. Kijów miał otrzymać z USA ponad 2 mln pocisków 155 mm, przy czym zdecydowana większość z nich pochodziła z magazynów.

Francuski minister obrony Sébastien Lecornu potwierdził, że w 2024 r. Paryż zamierza przekazywać Ukrainie co miesiąc 3 tys. pocisków 155 mm, a jego niemiecki odpowiednik Boris Pistorius przypomniał plan przekazania Kijowowi w br. 200 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej (średnio 16,6 tys. miesięcznie). 29 stycznia dziennik „Financial Times”, powołując się na źródła w przemyśle zbrojeniowym, ocenił, że zapewnienie Ukraińcom porównywalnego z rosyjskim poziomu dostaw amunicji zajmie partnerom Kijowa dwa lata.

Zachód nie jest w stanie dostarczać Ukrainie tyle amunicji artyleryjskiej, ile w pierwszych kilkunastu miesiącach rosyjskiej inwazji. Armia ukraińska wykorzystywała wówczas średnio 5 tys., a w szczytowym okresie ofensywy latem 2023 r. nawet 7 tys. pocisków na dobę. Słabnące wsparcie z Zachodu sprawiło, że pod koniec ub.r. Ukraińcy mogli wystrzeliwać już tylko 2 tys. pocisków na dobę (pięciokrotnie mniej niż w analogicznym okresie miał do dyspozycji agresor). Jeśli zsumuje się możliwe dostawy nowo produkowanej amunicji, za prawdopodobne należy uznać, że w najbliższych miesiącach armia ukraińska może jej otrzymać jeszcze mniej. Nawet gdyby Amerykanie przekazywali całą swoją produkcję, wraz z Francuzami i Niemcami (informacji publicznych o wysokości dostaw innych europejskich producentów brak), to będą w stanie utrzymać ukraińskie zużycie pocisków artyleryjskich na poziomie 2 tys. dziennie przez niespełna 24 dni w miesiącu.

osw.waw.pl


W zdobytych dokumentach pojawiła się informacja na temat tego, gdzie w Rosji produkowane są licencyjne Szahidy-136. Dzieje się to w Specjalnej Strefie Ekonomicznej Ałabuga w Rosji (firma Alabuga Machinery). W dokumentach są tez informacje na temat tego jak Rosjanie negocjowali ceny i liczbę pozyskanych dronów, określanych w dokumentach kryptonimem „motorówka Dolphin 632.

Rosjanie chcieli wyprodukować na licencji 6 tysięcy Szahidów-136 między końcem 2022 a połową 2025 roku.

Jeżeli chodzi o samą sprzedaż dronów, to Irańczycy za jednego drona żądali ceny 375 tysięcy USD za pojedynczy egzemplarz. Dla porównania zaawansowany technicznie amerykański pocisk powietrze-powietrze AIM-9X Sidewinder kosztuje około 450 tys. USD a pocisk przeciwpancerzny FGM-148 Javelin – niemal 250 tys. USD. Proponowana przez Teheran cena była więc duża, jak na powolną, prymitywną broń, którą można zestrzelić z przysłowiowego Kałasznikowa.

Rosjanie jednak targowali się i stanęło na cenie 290 tys. USD za sztukę przy zamówieniu dwóch tys. dronów i ceny zaledwie 193 tys. USD przy zamówieniu 6 tysięcy egzemplarzy.

Ostatecznie stanęło na zakupie 6 tysięcy wyprodukowanych w Iranie Szahidów-136 (1,158 mld USD) plus transfer technologii, sprzętu do produkcji i oprogramowanie za kolejne około 600 mln USD. Przynajmniej część płatności została dokonana w złocie, co stawia pod znakiem zapytania czy za Szahidy Rosja rzeczywiście miała płacić samolotami Su-35 i Jak-130.

Rosjanie planowali w ciągu 2023 roku osiągnąć jak największą rusyfikację podzespołów Szahida-136, tak aby jak najmniej importować ich z Iranu. Wynikało to zapewne z chęci osiągnięcia jak najlepszego bilansu koszt-efekt, ale być może także tego, że linie produkcyjne Iranu mają ograniczoną przepustowość. A i tak były zapracowane budując 6 tysiące zamówionych bezzałogowców nie licząc tych dla samego Iranu, czy wspieranych przed niego  bojówek.

Dzięki rusyfikacji Rosjanie planowali obniżyć cenę pojedynczego Szahida-136 do zaledwie 48,8 tys. USD za pojedynczego drona. Pokazuje to skalę na jaką Iran wykorzystywał trudna sytuację wojenną swojego moskiewskiego „partnera”. Szczególnie, że siła robocza w Iranie nie jest droższa niż w Rosji.

Co ciekawe, wcześniej zakładano, że koszt Szahida-136 to około 20 tys. USD, co znów pokazuje jak dobrze zarabia na tych transakcjach Iran, a zapewne także ci którzy przemycają dla niego zachodnie podzespoły do tych dronów.

Rosyjski przemysł zbrojeniowy także chciał zarobić na całej sytuacji. Zgodnie z ujawnionymi dokumentami Szahidy-136 miały być sprzedane Siłom Zbrojnym Federacji Rosyjskiej za 165,5 tys. USD za sztukę, a zatem z niemal czterokrotnym przebiciem. Zarobek ten mógł być jednak podyktowany opłatami licencyjnymi i inwestycjami w rozbudowę zdolności produkcyjnych firmy, która miała osiągać coraz większe wolumeny produkcji.

Wśród ujawnionych danych nie ma informacji co do tego na ile powiodła się rusyfikacja Szahidów ani ile udaje się ich produkować w Rosji miesięcznie. Nie wiadomo też ile tych bezzałogowców Iran już wyeksportował do klienta.

Wiadomo jednak, że do września 2023 roku Rosja zużyła około dwóch tysięcy Szahidów-136, dzisiaj więc liczba ta może sięgać trzech tysięcy, a zatem połowy jaka została zamówiona w Iranie. Obecnie widać jednak zmniejszenie ilości ataków tymi dronami, co może oznaczać, że rosyjska produkcja nie rozwija się pomyślnie, a Iran zużył zapasy podzespołów i gotowych Szahidów-136 z magazynów, a jego produkcja także ma problemy.

defence24.pl