wtorek, 16 stycznia 2024



We współczesnym świecie wojna jest dużym zagrożeniem i wyzwaniem dla demokracji, które nie czerpią z niej żadnych korzyści, a ponoszą jedynie straty. To zasadniczo odróżnia demokracje od dyktatur, które – jak nietrudno się domyślić – wiele zyskują na konfliktach zbrojnych. /??? - red./

Stany Zjednoczone próbowały powstrzymać Putina, a nawet dały Ukrainie – dzięki działaniom prezydenta Zełenskiego – znacznie więcej broni, niż pierwotnie planowały. Niewątpliwie liczyły na to, że podczas letniej ofensywy w 2023 r. Siły Zbrojne Ukrainy odetną korytarz lądowy na Krym, co sprawi, że główny nabytek Putina będzie zagrożony i zmusi rosyjskiego prezydenta do negocjacji.

Kiedy jednak okazało się, że armia rosyjska okopała się na swoich pozycjach, koszty przedsięwzięcia dla Stanów Zjednoczonych stały się nieracjonalnie wysokie. Pomoc Ukrainie zmieniła się z dobrowolnego wsparcia w zobowiązanie, którego politycy próbują pozbyć się przed wyborami.

Jednocześnie nie widać żadnych oznak zmuszania Ukrainy do zawarcia pokoju, poza ograniczeniem dostaw broni. Można założyć, że w przypadku zintensyfikowania ataków wojsk rosyjskich Zachód dostarczy broń w ilości, która nie pozwoli Putinowi na dokonanie przełomu. To strategia charakterystyczna dla demokracji — jest ona bowiem zaprojektowana w taki sposób, że pozwala podejmować decyzje w dowolnym momencie — tak, by zminimalizować ryzyko polityczne dla rządzących.

W XVIII lub XIX w. państwo znajdujące się na miejscu Ukrainy po krótkim bohaterskim oporze zostałoby szybko pokonane. W dzisiejszych czasach Ukraina, która wciąż walczy głównie dzięki wsparciu innych państw, będzie bronić się tak długo, aż obie strony wykończą się nawzajem.

Równocześnie politycy obu stron nie będą w stanie ani przeprowadzić mobilizacji na dużą skalę (spotkałoby się to z wielkim sprzeciwem społeczeństwa), ani wystąpić z propozycją zawarcia pokoju (zostaliby za to odwołani ze stanowisk), ani zreformować kraju i jego gospodarki (wojna to nie czas na zmiany gospodarcze).

W takich warunkach Putin będzie nadal atakował, wierząc w to, że zwycięstwo jest już na horyzoncie – a ten horyzont będzie się stale oddalał. Ukraińscy przywódcy nie będą mogli nawet wspomnieć o propozycji zakończenia wojny, ponieważ zostaną odwołani ze stanowisk i okrzyknięci agentami Kremla. Zamiast tego będą w nieskończoność obiecywać wyborcom upadek Rosji i powrót do granic z 1991 r.

Najbardziej odbije się to na ukraińskiej armii, ale ta nie ma wielkiego wyboru. Przewrót wojskowy położyłby kres dalszej pomocy dla Ukrainy, a poddanie się doprowadziłoby do katastrofy.

Putin już dawno dał jasno do zrozumienia, jak postrzega sąsiedni kraj. Nie uważa walczących o niepodległość Ukraińców za przeciwników wojskowych – według niego są oni przestępcami i nazistami, których należy głodzić, torturować i poddawać pokazowym procesom. Gdyby nie ta skrajna postawa, historia tej wojny mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Z drugiej jednak strony – bez niej może w ogóle nie doszłoby do konfliktu zbrojnego.

onet.pl/Nowa Gazieta


Obecnie, gdy wojska rosyjskie w dalszym ciągu próbują odrobić straty na terenie wschodniej Ukrainy, „Bundeswehra przygotowuje się na dramatyczny scenariusz: hybrydowy, poważny atak Rosji na wschodnią flankę NATO” – stwierdził Bild, powołując się na wewnętrzny, niejawny dokument niemieckiego resortu obrony. Przedstawiono w nim szczegółowy scenariusz potencjalnego rozwoju konfliktu pomiędzy agresorem (Rosją) a krajami Zachodu.

Stopniowa eskalacja konfliktu może skutkować „rychłym wybuchem wojny” latem 2025 roku.

Scenariusz Bundeswehry, obejmujący już luty bieżącego roku, przewiduje kolejną falę mobilizacji w Rosji – powołanie dodatkowych 200 tys. żołnierzy. Zapoczątkować ma to wiosenną ofensywę Kremla, czemu towarzyszyć będzie coraz słabsze poparcie Zachodu dla Ukrainy. Dzięki temu już od czerwca 2024 roku „Rosja będzie stopniowo wypierać armię ukraińską”.

– Zgodnie ze scenariuszem początkowo niejawny, a później coraz bardziej otwarty atak Rosji na Zachód rozpocznie się w lipcu – podkreślił Bild.

Będą to „poważne ataki cybernetyczne i inne formy wojny hybrydowej, głównie w krajach bałtyckich”, co doprowadzi do nowych kryzysów.

Rosja rozpocznie też „podżeganie przeciwko rosyjskim mniejszościom etnicznym w Estonii, Łotwie i Litwie”. Będzie to mogła wykorzystać jako pretekst do rozpoczęcia we wrześniu na terenie zachodniej Rosji i Białorusi zakrojonych na szeroką skalę ćwiczeń Zapad 2024, z udziałem 50 tys. żołnierzy. Podobnie jak w 2021 roku, Rosja wykorzysta „rzekome manewry na Białorusi” do masowego gromadzenia wojsk na granicy z Polską i Litwą.

Z dokumentu Bundeswehry wynika, że w październiku Rosja przemieści wojska i rakiety średniego zasięgu do Kaliningradu, stosując przy tym „propagandowe kłamstwa o zbliżającym się ataku ze strony NATO” – dodał Bild.

Kolejnym celem Kremla będzie zdobycie strategicznego dla NATO tzw. przesmyku suwalskiego – wąskiego korytarza polsko-litewskiego między Białorusią a Kaliningradem. Środkiem do osiągnięcia tego celu przez Rosję może być wywołanie na tym obszarze od grudnia 2024 „konfliktu granicznego” i „zamieszek, w wyniku których zginie wiele osób”.

Jak podkreśla Bild, będzie to moment, gdy USA tuż po wyborach prezydenckich będą pozbawione przez kilka tygodni przywódcy.

W styczniu 2025 roku podczas specjalnego posiedzenia Rady NATO Polska i kraje bałtyckie zgłoszą rosnące zagrożenie ze strony Rosji. Rosyjska propaganda odwróci tę sytuację, uznając siebie za stronę zagrożoną, i wykorzysta to jako pretekst do rozmieszczenia dodatkowych sił wojskowych bliżej granic z krajami bałtyckimi i na Białorusi do marca 2025 r.

W maju 2025 r. zgodnie ze scenariuszem Bundeswehry NATO podejmie decyzję o „środkach wiarygodnego odstraszania”, aby zapobiec rosyjskiemu atakowi na Przesmyk Suwalski od strony Białorusi i Kaliningradu. W efekcie naczelne dowództwo NATO może nakazać przerzucenie na wschodnią flankę 300 tys. żołnierzy, w tym 30 tys. żołnierzy Bundeswehry.

– To, czy Rosję odstraszy to rozmieszczenie sił przez NATO, pozostaje otwartą kwestią w scenariuszu Bundeswehry – stwierdził Bild.

belsat.eu/PAP

poniedziałek, 15 stycznia 2024



Tatiana Klimenko kierująca oddziałem toksykologii w instytucie psychiatrii imienia Serbskiego zwraca uwagę w rozmowie z Kommiersantem, że w ciągu ostatnich 15 lat w Rosji wprowadzono różne ograniczenia sprzedaży alkoholu – ze względu na wiek kupujących, czas i miejsce handlu. Według niej, środki te “w połączeniu z systematyczną polityką informacyjną” doprowadziły do dwukrotnego zmniejszenia spożycia alkoholu na mieszkańca. W rezultacie, według Ministerstwa Zdrowia, w ciągu 15 lat wskaźnik zgonów z powodu zatrucia alkoholem spadł o ponad 53 procent – z 15 do 7 przypadków na 100 000 osób.

Ministerstwo Zdrowia przyznało jednak, że podczas pandemii koronawirusa “trend w kierunku zmniejszenia spożycia alkoholu i zgonów związanych z alkoholem” został “przełamany”. Powodem był “stres związany z pandemią”, a także nieduży wzrost jego ceny w porównaniu z inflacją.

Rusłan Isajew, psychiatra, narkolog i szef kliniki narkologiczno-psychiatrycznej, dodaje, że “wstrząsy społeczno-gospodarcze, zwiększone konfrontacje geopolityczne i presja sankcji” “nieco zatrzymały” pozytywną dynamikę redukcji spożycia alkoholu w ostatnich latach. Według niego, wyraźny wzrost liczby przypadków psychozy alkoholowej i wniosków o leczenie odwykowe odnotowano szczególnie na początku pandemii.

belsat.eu/Kommersant


Raper Vavio został aresztowany na dwa tygodnie, a następnie zmobilizowany do armii. Wielu uczestników, z samą organizatorką na czele, otrzymało solidne grzywny. Otrzymali też od urzędu skarbowego trzy dni na wyjaśnienie problemów podatkowych, a potem zaczęły się kontrole.

Znany piosenkarz Filip Kirkorow kajał się przed kamerą i twierdził, że na imprezę trafił przypadkiem, nie wiedząc o jej charakterze. Później i tak został wykasowany z noworocznego show w rosyjskim TV. Kirkorowa wycięto również z przygotowywanej do premiery komedii pt. „Iwan Wasilewicz wszystko zmienia”. Film jest na nowo montowany. W filmie grała również pochodząca z Ukrainy piosenkarka Anna Asti, która także wzięła udział w „nagiej imprezie”. Jej postaci doprawiono w montażu okulary i ucharakteryzowano, by nie dało się jej poznać. Asti traci pozwolenia na kolejne koncerty.

Teraz w areszcie znalazł się Tesli. Prawdopodobnie, podobnie jak Vacio, będzie ukarany za „propagandę LGBT”, która w Rosji jest zakazana. W zorganizowanej, medialnej nagonce na rozwiązłość i nagość jest jednak coś więcej. Już od pewnego czasu Władimir Putin stara się przekonać Rosjan i świat, że jest promotorem idei konserwatywnej i zwalcza rozwiązłość, która jego zdaniem napływa z Zachodu i demoralizuje Rosję.

(...)

Histeria, jaka zapanowała w aparacie propagandy Kremla i służbach po „gołej imprezie” pokazuje, że władza sprawę potraktowała poważnie. I postanowiła publicznie osądzić i napiętnować ostentacyjną seksualność. Sprawa z imprezą wygląda o tyle zagadkowo, że zaproszenie na nią dostało więcej celebrytów, ale nie wszyscy przyszli. M.in. raper Timati, celebrytka Tina Kandelaki, czy Swietłana Bondarczuk, była żona reżysera Fiodora Bondarczuka. Wielu z nich spotykało się wcześniej z Jekateriną Mizuliną, szefową tzw. Ligi Bezpiecznego Internetu, czyli okołokremlowskiej organizacji zajmującej się ściganiem deprawacji i nieprawomyślności w sieci, a w rzeczywistości donoszeniem władzy i rozpętywaniem nagonek.

Na „gołej imprezie” były dzieci rosyjskiej elity, synowie i córki oligarchów, polityków, celebryci grzejący się w cieple kremlowski telewizji i zarabiający na udziale w opłacanych przez władzę show, koncertach itp. Moskwa znana jest od lat 90. z szalonych imprez, na których nagość, hektolitry alkoholu, narkotyki i obsceniczne sceny nagrywane i wrzucane do sieci są normą. Do tej pory nikogo to nie szokowało.

W latach 90. do klubów ze striptizem lubił chodzić Putin. Szczególnie upodobał sobie „Łunę”, znany klub w jego rodzinnym Petersburgu. Na imprezie z nagimi tancerkami Putin, wówczas premier, był w grudniu 1999r., kilka dni przed abdykacją Borysa Jelcyna. Zresztą w tamtym czasie striptiz stał się na tyle popularny, że zagościł „pod strzechy”. Striptizerki do dziś są zamawiane w Rosji na wesela, czy wszelkie imprezy okolicznościowe.

(...)

Ostentacyjna, ale i fasadowa religijność zaczęła mieszać się z nacjonalizmem i imperializmem tworząc wreszcie upragnioną przez Putina ideologię dla Rosji. Zarówno Aleksandr Prochanow, jak i Aleksandr Dugin, a więc współcześni już ideolodzy rosyjskiego imperializmu, podszytego przekonaniem o wyjątkowości i misyjnej roli Rosji, przekonują o konieczności moralnej odnowy. Dla Putina taki zestaw poglądów stał się wyjątkowo użyteczny. Był konfrontacyjny wobec Zachodu, a więc zaczął pełnić rolę „nowego komunizmu” z czasów zimnej wojny. Ideologii, którą można odgradzać się od „zgniłego Zachodu”, a jednocześnie szukać jej zwolenników na tymże Zachodzie. I tak przecież się stało. Bo radykalna prawica zaczęła podziwiać putinowski konserwatyzm. Nie mając pojęcia o tym, jak w rzeczywistości daleka od ideałów konserwatystów jest współczesna Rosja.

W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy ubiegłego roku w Rosji odbyło się 400 tys. rozwodów. Rok wcześniej rozwiodło się 700 tys. par. Liczba rozwodów rośnie od trzech lat. Np. w 2021r. na 923 tys. zawartych małżeństw przypadało 644 tys. rozwodów. Pod tym względem Rosja negatywnie wybija się na tle krajów europejskich. W Polsce np. na sto zawartych małżeństw przypada 35,6 rozwodów. Rosja jest bliżej europejskich rekordzistów: Portugalii (72 rozwody) czy Hiszpanii (57). Tyle, że w odróżnieniu od Portugalii, to rosyjskie władze głoszą, że ich kraj jest wzorem moralności dla świata zachodniego.

O ile sama liczba rozwodów nie musi świadczyć, że jest inaczej, to znacznie gorzej w Rosji jest z innymi zjawiskami społecznymi, które raczej nie mówią nic dobrego o moralności. Np. z danych WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) w Rosji na 1000 urodzeń dokonano 351 aborcji. Prawo aborcyjne w Rosji od czasów ZSRR jest liberalne i nadal jest to metoda uznawana za antykoncepcję. Od trzech lat w Rosji znowu rośnie plaga narkomanii i liczba zgonów spowodowanych narkotykami. 6 proc. Rosjan regularnie zażywa narkotyki. Liczba narkomanów szacowana jest na 1,8 mln. W ciągu ostatnich 2-3 lat liczba Rosjan umierających z powodu narkotyków oscyluje wokół 10 tys. rocznie. Dzieje się tak mimo drakońskiego prawa antynarkotykowego i ogromnych kar za posiadanie nawet niewielkich ilości zakazanych substancji.

Nie ma aktualnych danych, ale jeszcze w 2018r. liczbę prostytutek w Rosji oceniano na 1,5 mln. Podobnie, jak w przypadku narkotyków, prawo wobec prostytucji jest surowe, ale tylko pozornie. W rzeczywistości nawet w prowincjonalnych miastach pełno jest agencji towarzyskich, saun, klubów, a internet zalany jest stronami z ogłoszeniami oferującymi seks za pieniądze.

belsat.eu


Parada awarii zaczęła się jeszcze w grudniu – sieci ciepłownicze wysiadły w Kazaniu, Bracku, Chabarowsku i wielu innych miejscowościach. A zaraz po Nowym Roku zamarzło kilka osiedli w Jekaterynburgu. Stara kotłownia okazała się niegotowa na sezon grzewczy, administracja postanowiła ją zatem wyremontować, a na czas prac naprawczych ogrzewanie wyłączono w dzielnicy Czkałowskiej – w trzech tysiącach domów kaloryfery zamieniły się w lodowce. We Władywostoku na skutek awarii sieci ciepłowniczej kilka tysięcy mieszkańców zostało bez ciepła. W dwudziestostopniowe mrozy posłuszeństwa odmówiła sieć w Penzie, gdzie zabrakło ogrzewania nie tylko w blokach mieszkalnych, ale także w szpitalu. W Nowosybirsku gorąca woda, mająca dostarczyć ciepło do domów, wylała się na ulice: „Wyłączyli ogrzewanie w domach, włączyli ogrzewanie na dworze” – podsumowują kąśliwie mieszkańcy w mediach społecznościowych.

I tak dalej: awarie, awarie, awarie od Kraju Nadmorskiego na Dalekim Wschodzie, przez Syberię, do centralnych regionów. „Podobne rzeczy dzieją się w całej Rosji co rok, gdy tylko spada temperatura. Rosjanie są do tego przyzwyczajeni” – pisze ze stoickim spokojem „Nowa Gazeta. Europa”. Jest zima, więc musi być zimno. Tym razem jednak liczba i zakres niesprawności infrastruktury daleko wyszły poza zwykłe ramy. Na dodatek największe awarie zdarzyły się w bezpośrednim sąsiedztwie Moskwy, a nawet w stolicy. I to zainteresowało nie tylko władze lokalne, ale sam Kreml.

Najgorsza sytuacja jest w podmoskiewskim Podolsku – mieście liczącym milion mieszkańców. Awaria kotłowni pozbawiła ciepła całą dzielnicę – Klimowsk (170 budynków mieszkalnych, szkoły, przedszkola, szpital), podczas gdy temperatura nocą spadała do -28 stopni. Mieszkańcy próbowali dogrzewać się elektrycznymi grzejnikami, co pociągało za sobą przeciążenia linii energetycznych i odłączenia prądu. Katastrofa zaczęła się 2 stycznia. W Rosji od 31 grudnia do połowy stycznia trwa sezon urlopowy, większość instytucji nie pracuje. Przedstawiciele władz obwodu moskiewskiego też gremialnie wyruszyli pod palmy lub na narty, dopiero po kilku dniach wrócili w trybie pilnym do domu. Podobno dowiedzieli się o klęsce z mediów społecznościowych. W Podolsku i kilkunastu innych podmoskiewskich miejscowościach, które też zamarzają, otworzono po kilku dniach zaimprowizowane punkty, w których mieszkańcy mogą się ogrzać i napić herbaty. Ci, którzy nie mają szans dostać się do takich punktów, zbierają się na podwórkach i palą ogniska, wokół których tańczą w korowodach dla rozgrzewki.

Ciekawe, czy przemrożeni Rosjanie pamiętają propagandowe filmiki Gazpromu, który dwa lata temu z satysfakcją przewidywał, że europejskie miasta pozbawione rosyjskiego gazu zamarzną jedno po drugim. Jak pisze ekspert ds. gospodarczych Maksim Błant: „Priorytetem państwa rosyjskiego jest teraz nie wyremontowanie przestarzałej infrastruktury ciepłowniczej w rosyjskich miastach, lecz zniszczenie ciągle jeszcze sprawnej infrastruktury krytycznej sąsiedniego państwa”. Wydatki rosyjskiego budżetu na regularne ostrzały ukraińskiej infrastruktury są co najmniej dwukrotnie wyższe niż na remont rosyjskich sieci ciepłowniczych.

Wracając do sytuacji w Podolsku – kotłownia, która miała zapewnić ciepło w domach mieszkańców Klimowska, jest zlokalizowana na terenie miejscowych zakładów produkujących amunicję. Natomiast ten strategiczny obiekt okazał się… prywatną fabryką. Właścicielem większościowego pakietu akcji zakładów, pozyskanego w wyniku machinacji, jest gangster noszący dźwięczny pseudonim „Meksykanin” (jakiś czas temu nawiał za granicę) i jego ludzie.

Produkowana w zakładach amunicja przeznaczona jest głównie dla specjalnych formacji MSW, wywiadu i kontrwywiadu oraz Federalnej Służby Ochrony, odpowiadającej za bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie. Współwłaścicielem zakładów z ramienia państwa jest korporacja Rostech, na której czele stoi przyjaciel Putina jeszcze z czasów drezdeńskich, Siergiej Czemiezow. W zarządzie zasiadali m.in. zięć reżysera Nikity Michałkowa, Albert Bakow, pułkownik FSB Igor Kusznikow i były osobisty ochroniarz Putina, Igor Rudyka. Historia zakładów na przestrzeni ostatnich dwudziestu kilku lat to jedna wielka kronika kryminalna, obfitująca w afery finansowe, oszustwa, ucieczki, wojny gangów, oraz doskonały przykład przenikania się i splatania świata polityki, biznesu i kryminału.

Putin postanowił rozciąć węzeł gordyjski, w jaki splotły się sprzeczne interesy grających o zakłady stron, i kazał fabrykę znacjonalizować.

(...)

Putin ograniczył się do zapewnienia, że ukarze winnych. Jeżeli za awarie polecą głowy, to na niższych szczeblach. Nikt przecież nie rozliczy Putina za 24 lata nieudolnych rządów, w wyniku których ludzie nadal żyją w fatalnych warunkach, a pieniądze z budżetu zamiast na remonty przestarzałych instalacji wydawane są na imperialną wojnę Putina.

Prezydent nie wybrał się osobiście z wizytą do zamarzających miast – wczoraj po raz pierwszy w historii swoich rządów niespodziewanie pojechał z liczną świtą na Czukotkę. Telewizja pokazała, jak z zadumą na twarzy ogląda cieplarnię, w której rosną ogórki i pomidory. I nikt tu nie marznie.

tygodnikpowszechny.pl


Scenariusz serialu oparty został na dokumentalnej książce Roberta Garajewa „Słowo pacana. Kryminalny Tatarstan 1970–2010” (2022). Autor, który sam należał do młodzieżowego gangu, opisuje ewolucję subkultury, która wpisała się w krajobraz Rosji jako jeden z czynników definiujących jej współczesny ustrój. Dla polskiego ucha słowo „pacan” brzmi niepoważnie, bo odnosi się do kogoś niemądrego, kogo nazywa się po prostu debilem czy idiotą. W języku rosyjskim jest odwrotnie, stąd trudność w przekładzie znaczenia „pacana” na polski. Bo w oryginale słowo to pojawiło się na początku XX wieku, prawdopodobnie gdzieś na ukraińskim wybrzeżu Morza Czarnego, i oznaczało młodego bandytę. We współczesnym rosyjskim jego znaczenie i użycie się rozpowszechniło i może oznaczać „kolesia”, „ziomala” czy „gościa”, czyli swojego człowieka, niekoniecznie w kontekście przynależności do jednej subkulturowej grupy. W serialu słowo „pacan” ma jednak ściśle określone znacznie bandyckie. Oznacza kogoś, kto nie jest „czuszpanem”, czyli frajerem, i jest członkiem danej grupy – czy jak jest to nazwane w serialu – „kantory”.

Pomijając językowe meandry bandyckiego socjolektu, trzeba podkreślić znaczenie tej subkultury dla współczesnej Rosji. Dzisiejsze traumatyczne wspomnienia lat 90., jako czasu ekonomicznego upadku i biedy, rozkładu instytucji państwa i niekontrolowanej przemocy to nic innego jak pamięć czasu, kiedy subkultura bandycka stała się w Rosji mainstreamem. W polityce, gospodarce czy w sądach przestało wtedy obowiązywać tradycyjne prawo, a jego miejsce zajęły „poniatia” – niepisany kodeks zaczerpnięty ze świata kryminalnego, w którym miejsce paragrafów zajmuje „słowo pacana”. 

(...)

Michaił Epstein, znany rosyjski intelektualista, w 2017 roku opublikował tekst w „Nowej Gaziecie” zatytułowany „Goppolityka i inne gopy. O tym, jak dresiarstwo (gopota) opanowuje państwo”. Tutaj znowu napotykamy trudność w przekładzie słowa gopota. Gop to polskie hop, słowo oznaczające skok, ale też uderzenie. W rosyjskim slangu występuje pojęcie gop-stop – uliczny rabunek dokonany znienacka. Stąd pojęcie gopnik – na oznaczenie miejskiego chuligana, drobnego złodziejaszka, spokrewnionego z polskim dresiarzem. Epstein twierdzi, że od 2012 roku, czyli od powrotu Putina na stołek prezydenta, rozwija się w Rosji nowy ustrój, w zasadzie styl polityczno-społeczny, który najlepiej oddaje właśnie słowo gop. Mamy więc do czynienia z goppolityką, gopdyplomacją, gopdziennikarstwem, gopreligijnością, gopsztuką i całą masą innych gopów. Ich przykłady widać wszędzie: kradzież Krymu wbrew prawu międzynarodowemu, Ławrow na konferencji w Arabii Saudyjskiej stękający do mikrofonu: „Debile, kurwa”, dziennikarze nawołujący do użycia broni jądrowej, patriarcha zachęcający do morderstw, komediowy hit kinowy, w którym dokonuje się gwałtu na nieprzytomnej kobiecie. Te przejawy gopoty w Rosji mają jeden korzeń, a jest nim według Epsteina nienawiść do wszystkiego co kulturalne, porządne, to fascynacja poniżeniem, strachem oraz nieopanowany popęd do bezinteresownej agresji. Jak pisze, modus operandi gopoty to zdradzić, oszukać, sprzedać, zagrabić. (...)

new.org.pl

niedziela, 14 stycznia 2024



W Petersburgu na koncercie najpopularniejszy w Rosji wokalista SHAMAN wykonał swój wielki hit „Ja russkij”. W trakcie refrenu do wykonawcy podszedł asystent, który wniósł na scenę czarną walizeczkę. W walizeczce był czerwony guzik. SHAMAN z animuszem go nacisnął, nad sceną podniosły się pióropusze sztucznych ogni. Publiczność wiwatowała. Telewizja wyemitowała petersburski koncert (odbył się we wrześniu) w Dniu Jedności Narodowej 4 listopada. Trick z guzikiem zwrócił uwagę nie tylko w Rosji, ale i za granicą.

(...)

Temat broni atomowej od czasu do czasu jest międlony przez uczestników codziennych seansów nienawiści w rosyjskiej telewizji. „Na to jest szczupak, żeby karaś miał się na baczności” – mówi rosyjskie porzekadło, cytowane kiedyś przez Putina. Nuklearny szczupak jest więc regularnie wypuszczany na arenę. Ostatnio Duma Państwowa w trybie iście ekspresowym przepuściła przez swoje posłuszne żarna wypowiedzenie ratyfikacji traktatu o zakazie prób z bronią jądrową, a Putin równie ekspresowo podpisał ten akt. Kilka dni później agencje rozpowszechniły wieść, że nowy okręt podwodny o napędzie atomowym „Cesarz Aleksander III” przeprowadził udaną próbę z balistyczną rakietą „Buława” (...). Szczupak robi swoje, karasie na Zachodzie powinny drżeć.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl


Kościół „Misja Światło Chrystusa” jest niszowym odłamem zielonoświątkowców, przystosowanym do rosyjskich realiów. Na swojej stronie internetowej (...) głosi, że dąży do odrodzenia Rosji poprzez odrodzenie każdego z osobna. Pastor Olga Golikowa zamieszcza swoje interpretacje psalmów i nauki na co dzień i od święta na kanale Youtube lub na kanale własnym Misji. Nie są specjalnie popularne – kazania mają zwykle po kilkanaście tysięcy odsłon. Kilka dni temu pojawiła się tam np. relacja z godzinnego spotkania pani pastor z wiernymi, kazanie miało roboczy tytuł „Tajemnica Bożej broni”. Golikowa opisała moc Stwórcy, używając pojęć militarnych, jak „balistyczna trajektoria Bożych planów”, „duch to naddźwiękowa broń, pokonująca każdą odległość”, „Bóg podarował nam arsenał” itd. (...). Ale prawdziwym hitem mediów społecznościowych stało się nagranie, na którym pani pastor i zgromadzeni wierni śpiewają wzniosłą pieśń „Rosyjska duszo, obudź się”, również naszpikowaną słownictwem militarnym. Podmiot liryczny zawierza Rosję Najwyższemu, zapewnia, że Rosja należy do Jezusa. „Panie, wznosimy się z tego pasa startowego, śmigamy Twymi rakietami balistycznymi, lecimy samolotami naddźwiękowymi, aby wszędzie dotrzeć z przesłaniem, że Rosja należy do Chrystusa”. Uniesione uzbrojonym po zęby natchnieniem wokalistki, towarzyszące kapłance, w bojowych kontrapunktach odgrażają się, że choć cały świat sprzysiągł się przeciwko Rosji, to ona i tak wzniesie się ponad te gnuśne spiski i wytrwa. „My jesteśmy wielcy, jedyni, wybrani”. Wokół sceny kręci się w tym czasie balecik z chorągwiami – większość z nich w barwach narodowych Rosji, niektóre mają dodatkowo napis „Rosja dla Chrystusa”, wśród nich pojawia się też flaga Izraela (...). Nie wiem, czy te pienia obudziły rosyjską duszę, o ile takowa w ogóle istnieje. Golikowa pod koniec występu wpada w trans, ewidentnie nie wystarcza jej terytorium Rosji, choć jest duże – obejmuje swym zamiarem całą planetę. 

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

sobota, 13 stycznia 2024



Newsweek: Jesteś jednym z nielicznych Polaków, którzy mieli możliwość spojrzeć w oczy Putina. Co w nich zobaczyłeś?

Wacław Radziwinowicz: Prawie łzy. Kiedy byłem u niego w pracy na Kremlu wraz z Adamem Michnikiem, zobaczyłem człowieka, który za wszelką cenę stara się przypodobać rozmówcy, zdobyć jego zaufanie i sympatię. Wykombinował sobie, że jak rozmawia z Polakami, to dobrze będzie pochwalić papieża Jana Pawła II — że taki mądry, że wielki Słowianin i przywódca światowy. Ale niedługo potem rozmawiał z mocno lewicującymi katolikami z Włoch i im mówił, jak strasznym konserwatystą jest papież.

Putin, jak rozszyfrował go na samym początku jego kariery Grigorij Jawliński, albo werbuje rozmówcę, albo go prowokuje.

A mój dobry znajomy Władysław Inoziemcew dopełnił obrazu Putina, nazywając go prawdziwym faszystą, ale bez ideologii. On tę ideologię dorabia sobie na bieżąco, w zależności od tego, co mu jest akurat potrzebne.

Czego wtedy, kiedy byliście u niego, potrzebował od nas?

— To był 2002 r., przyjechał do Polski załatwić budowę drugiej nitki Gazociągu Jamalskiego biegnącego przez Polskę do Niemiec. Po to, jak mówią Rosjanie, żeby kręcić Niemcami na rurze gazowej jak na rożnie.

Wtedy na spotkaniu w Oświęcimiu, gdy Aleksander Kwaśniewski nalegał, by Rosjanie zgodzili się upamiętnić polskich oficerów zabitych przez NKWD w Smoleńsku, Putin popatrzył na mapę z aktualnymi granicami państw i spytał: Ale powiedz Aleksander, po co oni tam przyjechali?

— Putin pewnie wtedy grał idiotę. Przecież on był prawą ręką mera Petersburga Anatolija Sobczaka, wybitnego demokratycznego polityka, z pochodzenia Polaka. Nie mógł nie wiedzieć, co to był Katyń.

Potem wiele słów sympatii Putin wygłosił pod naszym adresem jeszcze w 2009 r., gdy przyjechał na Westerplatte. PiS-owcy oskarżali wówczas ministra Radka Sikorskiego, że zdradzał Polskę, bo szukał zbliżenia z Putinem, a było dokładnie na odwrót. To Putin szukał zbliżenia z nami, bo wybuch światowego kryzysu finansowego mocno poturbował Rosję, która ledwo uniknęła kompletnego załamania, a Polska sobie świetnie wtedy radziła. Na Kremlu, jak mówi Dmitri Trenin, mają wagę, a na niej ważą państwa i Polska wtedy bardzo zyskała na wadze. Wszystkie drzwi w Moskwie były otwarte przed Polakami. Nawet sam Putin miał nam znowu udzielić w 2009 r. wywiadu. Odwołał go, po zamachu terrorystycznym w moskiewskim metrze, ale w zamian napisał duży artykuł dla "Gazety Wyborczej", więc w pewnym sensie jest naszym kolegą z łamów.

(...)

Znienawidzony Zachód ratował wówczas Kreml przed bankructwem, zapewniając mu pomoc Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

— Niby tak, ale te 4 mld dolarów zniknęły w locie, błyskawicznie rozkradli je Bierezowski i inni oligarchowie i urzędnicy. Ale gdy do władzy przyszedł Putin, to koniunktura na świecie się poprawiła, ropa i gaz zaczęły drożeć i strumień pieniędzy popłynął do budżetu. Zresztą Putin odziedziczył po Jelcynie bardzo dobrą ekipę rządową, która wprowadziła podatek liniowy i zrobiła reformę pieniężną. Kradli – jak mówiło się w Rosji – jak poprzednicy, ale dużo jeszcze zostawało na różne rzeczy. To był olbrzymi skok — średnia płaca wzrosła z 70 dolarów do blisko 1 tys. dolarów w 2013 r. Putin obiecał ludziom, że dogonią Zachód i będą żyć jak Portugalczycy, ale tego nie może osiągnąć. Wie za to, że jego popularność bardzo rośnie w sytuacji wojennej. Przecież on wyrósł w 2000 r. na przywódcę i prezydenta, bo wywołał wojnę czeczeńską, wysadzając wcześniej w ramach prowokacji w powietrze domy w Moskwie. Potem rozpętał wojnę w Gruzji, a najbardziej urósł w siłę, kiedy zajął Krym w 2014 r.

Przy tym wszystkim, on naprawdę uważa się za demokratę. Powiedział, że gdy umarł Ghandi, uznawany za największego demokratę na świecie, to on nie ma z kim rozmawiać…

Ghandi, który bez walki chciał wyzwolić Indie z brytyjskiego kolonializmu, musi przewracać się w grobie.

— Sergiej Kowaliow, nieżyjący już nasz dobry znajomy, obrońca praw człowieka miał formułę na stan wiedzy Putina — on wie to, czego nauczyli go na kursach KGB. Tam, bez wgłębiania się w temat powiedzieli, że Ghandi był wielkim demokratą, bo słuchał ludu i walczył z imperializmem i Putinowi wszystko się zgadza — przecież on też walczy z zachodnim imperializmem i jest święcie przekonany, że jest jedyną skutecznie działającą instytucją demokratyczną na świecie.

Dla niego demokracja to jest jego silna władza, która potrafi rozmawiać z narodem, wie, czego on potrzebuje i twardą ręką to realizuje. Pewnie teraz myśli: Naród chce zwycięstwa w wojnie i odzyskania Ukrainy. Ja to czuję, ja to wiem od swoich socjologów oraz od moich generałów, choć oni czasem bezczelnie mnie oszukują.

Jest przekonany, że potrafi odgadnąć i spełnić marzenia swojego narodu. W przeciwieństwie do prezydentów-mięczaków z Zachodu, którzy tylko myślą, że za dwa-trzy lata będą musieli znowu stanąć do kampanii wyborczej i szukać jakichś sztuczek, by zdobyć te kilkadziesiąt procent głosów w wyborach.

Putin uznaje, że na Zachodzie te sądy, parlamenty, media i inne instytucje demokracji są tylko dekoracjami, za którymi kwitnie korupcja i machlojki. Rosja tego wszystkiego nie potrzebuje, ale ma takie same dekoracje, bo wypada je mieć, ale prawdziwa demokracja to jest on – Putin.

Co Putina takim stworzyło? Miks powszechnej w rosyjskim społeczeństwie kultury kryminalnej, pranie mózgu w KGB i tęsknoty za imperium ZSRR?

— Putina wychowywała ulica i ci, których w Rosji nazywa się autorytetami, czyli ludzie, mający znaczenie i posłuch w świecie kryminalnym. To oni rządzili na podwórkach wielkich rosyjskich miast w latach 50. i 60., gdy po amnestii Berii wypuszczono z lagrów kryminalistów. To do nich Putin się przyznawał. Wychowała mnie ulica — mówił — ja byłem szpana, czyli chuliganeria podwórkowa. Posługiwał się ich językiem i stosował do ich kodeksu postępowania. Zresztą robi to również w polityce zagranicznej, bo jedną z najważniejszych zasad kryminalnych jest podział świata na "pacanów" i "terpiłów". Pierwsi to są mocne chłopaki, nie dają się obrażać, a jak ktoś im grozi, to pierwsi biją w mordę, trzymają się razem i kręcą światem. A "terpiły" znoszą poniżenia, muszą godzić się na kompromisy, a uderzeni, nigdy nie oddadzą.

newsweek.pl


W dekrecie ogłaszającym nominację na komisarza ludowego ds. narodowości w 1917 widniało jeszcze nazwisko Dżugaszwili-Stalin. W momencie wybuchu rewolucji Stalina przyćmiewała nie tylko sława Lenina i Trockiego. Był również w cieniu Zinowiewa, Kamieniewa, Bucharin czy Łunaczarskiego. "Był nieraz wyszydzany przez innych przywódców na szczytach partii bolszewickiej. Nie znał niemieckiego, francuskiego ani angielskiego, nie żył na emigracji. Udawał, że nie ma przyzwoitego wykształcenia, podczas gdy w rzeczywistości je miał, ale cierpiał z tego powodu, ponieważ inni przywódcy i ludzie nieco niżsi rangą mieli tendencję do traktowania go protekcjonalnie" – mówił jego biograf Robert Service. To nie wszystkie jego wady – był raczej miernym mówcą. A dokładniej "szczekającym mówcą". Szczekał jak pies, do końca życia mówił też po rosyjsku z błędami.

Ale miał również wielkie zalety. Był dobrze zorganizowany i bezgranicznie zaangażowany. Był też pracoholikiem. "Trudno być nie oszołomionym liczbą spraw, w których interweniował – pisał w jego biografii Kotkin, porównując ze śpiącym do południa Hitlerem czy hedonistą Mussolinim.

Był też Stalin niebywale ostrożny. Jeden z najciekawszych zapisków na temat młodego Stalina pochodzi z kartoteki carskiej tajnej policji, gdzie podkreślano, że zachowywał się "w bardzo ostrożny sposób, zawsze oglądając się przez ramię, gdy szedł". Ta ostrożność stanowiła jego kolejny wielki atut. "Wiedział, jak zwodzić ludzi. Wiedział, jak czekać na właściwy moment, jakiej formy nacisku użyć, aby nikogo nie spłoszyć. Nigdy nie ujawniał swych prawdziwych intencji. Udawał polityka rozsądnego, umiarkowanego, którego bać się muszą tylko najgorsi wrogowie. To była jego taktyka, zanim na dobre zdobył władzę. Wielu z tych, którzy go wspierali, zaczęło żałować swej decyzji dopiero wtedy, gdy stali się kolejną ofiarą wożda" – opowiadał mi jego biograf Oleg Khlevniuk.

newsweek.pl

Newsweek: Czytając "Dwór czerwonego cara", nieraz zadajemy sobie pytanie: to naprawdę ten potwór, który wymordował miliony?

Simon Sebag Montefiore: Chciałem pokazać Stalina w zupełnie innym świetle. Do 1937 roku, kiedy rozpętał Wielki Terror, nie był wcale postrachem dla ludzi z własnego otoczenia. W rzeczywistości jego "dworzanie" byli z nim zżyci, czuli się ze Stalinem bardzo komfortowo. Tuż przed Wielkim Terrorem, zapraszał ich na obiad, niektórzy zapominali i pojawiali się z dwugodzinnym opóźnieniem. To wręcz nie do pomyślenia – gdyby dziś jakiś prezydent czy premier zaprosili nas na obiad, pojawilibyśmy się na czas. Ale Stalin i jego świta bardzo długo żyli w przyjacielskiej bliskości. Uważany był za zwykłego towarzysza (i to jest zresztą, jak sądzę, jeden z powodów, dla których wielu z nich zostało potem zabitych). Stalin pukał do ich drzwi i mówił: "Czy mogę napić się kawy, chodźmy obejrzeć film.

Patrzymy na niego jak na stuprocentowego potwora. Ale w rzeczywistości bywał wręcz wspaniałomyślny w stosunku do ludzi. Miał spore poczucie humoru i lubił towarzystwo. Chodził do domów swoich "dworzan" i sprawdzał, czy ogrzewanie jest wystarczająco dobre. Nawet czytał ich dzieciom do snu. Była w nim niesamowita dbałość o szczegóły w sprawach, które miały znaczenie dla ludzi. Był genialny w radzeniu sobie z ludźmi, a to ogromny talent.

Oczarował nawet Churchilla czy Roosevelta.

– Sądzę, że czarowi Stalinowi nie sposób było się oprzeć. Praktycznie niemożliwe jest znalezienie kogoś, kto się z nim spotkał, a potem nie doszedł do wniosku, że można z nim jakoś się dogadać.

A jaki był naprawdę?

– Kaganowicz, który był bardzo blisko Stalina, powiedział, że było 5 czy 6 Stalinów. Chruszczow, że mógł grać wiele ról i każda z nich była prawdziwa. Bywał subtelnym człowiekiem książek, ale też kompletnym bandytą i chamem, który nie miał żadnego szacunku dla ludzkiego życia. W najlepszym razie uważał czyjeś życie za użyteczne, a w najgorszym razie uważał życie milionów ludzi za zbędne...

Lubił mordować?

– Miał obsesję na punkcie egzekucji. I chociaż sam nigdy nie uczestniczył w rozstrzeliwaniach czy torturach, zawsze pytał, jak skazani reagowali w tym najważniejszym momencie.

Pod sam koniec życia, gdy już miał kłopoty z pamięcią, prowadził kampanię przeciwko własnym lekarzom żydowskiego pochodzenia. Kiedy medycy powiedzieli mu, że nie może tyle pracować, bo ma ciężką miażdżycę, kazał ich aresztować. Uznał to za próbę zamachu stanu. To było zgodne z jego logiką: bo jeśli będzie mniej pracować, mogą odebrać mu władzę...

Uwielbiał przeprowadzać czystki, kampanię terroru. Nigdy nie był szczęśliwszy, gdy zarządzał nową intrygą wymierzoną we "wrogów ludu".

– Było w nim mnóstwo nieufności i ostrożności. Na wszelki wypadek zawsze uderzał pierwszy w każdego, kto jego zdaniem mu zagrażał. A jednak dał się oszukać Hitlerowi i przez chwilę wydawało się, że utraci władzę, a ZSRR zostanie podbity.

Skąd tak wielka pomyłka Stalina?

– Jednemu ze swoich popleczników wyznał kiedyś, że jego wielkim błędem było myślenie, że Hitler jest niemal taki jak on sam – ostrożnym mężem stanu. Tymczasem Hitler był hazardzistą gotowym wszystko postawić na jedną kartę. Stalin myślał, że Hitler go nie zaatakuje wcale. A jeśli zaatakuje, to znacznie później.

W swojej bibliotece miał mnóstwo książek na temat historii Niemiec w XIX wieku – o Prusach czy Bismarcku. Było dla niego nie do pomyślenia, że można popełnić tak fatalny błąd, prowadząc wojnę na dwa fronty z Zachodem i Rosją. Po co Niemcy miałyby atakować? Skoro z góry było jasne, że utkną w bezkresnej Rosji.

Podkreśla pan, że brak mu było tego, co zwykle uważamy za charyzmę.

– Był świetny w manipulowaniu ludźmi, ale zdobył władzę jako antycharyzmatyczny przywódca. Przed śmiercią Lenin próbował zniszczyć obu swoich oczywistych następców, Trockiego i Stalina. Nic w tym dziwnego – jak każdy dyktator nie mógł sobie wyobrazić świata bez siebie. Ale ktoś musiał go zastąpić. Trocki był błyskotliwym mówcą. Ale prawie nikt mu nie ufał, bo był wyniosły, bardzo nierosyjski i uważał się za zbawcę. Stalin był znacznie lepszym politykiem – nie popisywał się, potrafił zdobyć zwolenników, ludzie mu ufali, potrafił budować machinę polityczną. Bardzo łatwo pozbył się Trockiego.

Czym był dla niego marksizm?

– Był bardzo praktycznym politykiem, ale był też marksistą od wczesnych lat i nigdy nie przestał w to wierzyć. Jego władza zawsze miała jakiś cel, a tym celem było zwycięstwo rewolucji marksistowskiej. Myślał w sposób imperialny, ale nie kłóciło się to z jego marksizmem. Tworzył co prawda tradycyjne rosyjskie imperium, ale robił to dla komunistycznej rewolucji. Aby uczynić ją bezpieczniejszą.

Romanowowie myśleli o władzy w kategoriach dynastii. Stalinowi nie przyszłoby to do głowy. Jego pierwszy syn Jakow popełnił samobójstwo w niewoli, gdy Stalin nie chciał go wymienić na niemieckich jeńców. Drugiego syna – Wasilija – rozpieszczał, a jednocześnie ostentacyjnie nim gardził.

– Wasilij był typowym synem dyktatora. W połowie kompletnie zastraszony, nieradzący sobie z własnym pochodzeniem. A w drugiej połowie mały tyran zastraszający innych.

Wasilij nieustanie pił. Miotał się i żądał spełnienia swoich wszystkich zachcianek, powołując się na nazwisko. "Jestem Stalin, jestem Wasilij Stalin, musicie to zrobić" – pisał. Aż w końcu zainterweniował jego ojciec. Zbeształ Wasilija: "Nie jesteś Stalinem. Stalin to władza radziecka. Stalin jest tym, co piszą w gazetach. Stalin to wyobrażenie Związku Radzieckiego. Nawet ja nie jestem Stalinem". To bardzo interesujące – pokazuje, do jakiego stopnia Stalin wierzył w mistycyzm władzy.

A jak postrzegał samego siebie? Za kogo się uważał?

– Za marksistowskiego dyktatora i rosyjskiego cara. Przewidział, że Rosjanie wybaczą mu masowe morderstwa, jeśli docenią jego motywacje – pokonanie hitlerowskich najeźdźców, stworzenie mocarstwa (co zresztą potwierdzają dzisiejsze oceny Stalina w Rosji). Mówił "dworzanom: "Wspaniałą rzeczą w radzieckim modelu rządów jest to, że załatwiamy sprawy szybko – przelewając krew". A Eisensteinowi, gdy ten kręcił biografię Iwana Groźnego, nakazał: "Musisz wyjaśnić, dlaczego Iwan musiał być okrutny". Uważał (podobnie jak dziś Putin), że autokracja wsparta przymusem jest najlepszym sposobem rządzenia Rosją.

Uwielbiał wodzić fajką po swoim imperium na mapach: "No, nie poszło nam tak źle". Kiedy ambasador USA Averell Harriman pochwalił go za zajęcie Berlina w 1945 roku, odpowiedział: "Tak, ale Aleksander I dotarł do Paryża".

Czuł się absolutnie wyjątkowy. Uwielbiał oglądać westerny z Johnem Wayne'em w roli głównej, ponieważ dokładnie tak widział siebie: jako kowboja, zawsze samotnego, bez rodziny, obarczonego misją, i dlatego spędził powojenne lata, oglądając western za westernem, kierując ZSRR ze swojego prywatnego kina na Kremlu.

Ten wszechpotężny człowiek swoje ostatnie chwile spędził, leżąc we własnej urynie.

– 28 lutego 1953 r. odbyło się spotkanie u czerwonego cara. Bardzo dużo pito, Stalin wypytywał, czy lekarze, których oskarżono o zdradę, przyznali się już, że są członkami syjonistycznego spisku. Wszystko skończyło się nad ranem. "Dworzanie" czekali na wieści od Stalina, ale tym razem się nie odezwał. Nie wiedzieli, że doznał udaru. Był przytomny, ale leżał w piżamie w kałuży własnego moczu i nie mógł się ruszyć. Ochroniarze przenieśli go na sofę. Zadzwonili do Berii, Chruszczowa i Malenkowa, mówiąc, że Stalin jest chory i trzeba wezwać doktora. Ale tamci bali się przyjść i w rezultacie spędził 12 godzin we własnym moczu. Gdy w końcu przyszli, długo kłócili się, kto ma wejść pierwszy. Malenkow był tak przerażony, że na wszelki wypadek zdjął buty, żeby nie robić hałasu. Postanowili czekać do rana. I dopiero wtedy wezwali lekarza, który postawił diagnozę.

Kiedy Stalin zamknął oczy, Beria myślał, że nie żyje, i powiedział: "Umieraj, ty odrażający starcze". Ale nagle powieki Stalina poruszyły się i Beria rzucił się na kolana. Całował jego rękę, mówił: "Towarzyszu Stalin, tęsknimy za waszym powrotem. Wrócicie, będziecie nam przewodzić". Tym zachowaniem przeraził pozostałych. I ściągnął na siebie wyrok śmierci.

newsweek.pl