piątek, 10 listopada 2023


8 listopada Komisja Europejska (KE) przedstawiła raporty oceniające stan przygotowania państw aspirujących do członkostwa do reform i ich postępy w tym zakresie. Po raz pierwszy opublikowano dokumenty dotyczące Ukrainy, Mołdawii i Gruzji. Ze względu na znaczny progres tych państw we wdrażaniu reform KE zarekomendowała Radzie UE rozpoczęcie negocjacji z Ukrainą i Mołdawią w sprawie członkostwa oraz przyznanie Gruzji statusu kraju kandydującego. Jednocześnie postuluje uzależnienie zwołania pierwszej konferencji międzyrządowej (ICG) – formalnie otwierającej negocjacje – od zrealizowania przez Kijów i Kiszyniów dodatkowych, precyzyjniejszych warunków, które uzupełniałyby dotychczas przeprowadzone reformy zalecone przez KE w czerwcu ub.r. Decyzja o rozpoczęciu rozmów (oraz przyznaniu Gruzji statusu kandydackiego) przez Radę UE najpewniej zapadnie w grudniu, a raport KE o realizacji dodatkowych wymagań prawdopodobnie ukaże się w marcu 2024 r. KE zarekomendowała także otwarcie negocjacji akcesyjnych z Bośnią i Hercegowiną (BiH), gdy państwo to spełni stawiane przez Unię warunki, oraz przedstawiła nowy Plan wzrostu (Growth Plan) dla Bałkanów Zachodnich.

Na podstawie opublikowanych ocen KE Ukrainie zaleca się m.in.: zwiększenie liczby pracowników Narodowego Biura Antykorupcyjnego, dopracowanie procedur wyboru kierownictwa Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej, poszerzenie kompetencji Narodowej Agencji ds. Zapobiegania Korupcji, dostosowanie prawodawstwa dotyczącego mniejszości narodowych do założeń opinii Komisji Weneckiej oraz przyjęcie ustawy o lobbingu zgodnie ze standardami europejskimi. Wśród zaleceń dla Mołdawii znalazły się: dokończenie reformy sądownictwa, zapewnienie przejrzystości finansowania partii politycznych oraz kontynuowanie reformy regulacji związanych z procesem wyborczym w celu zabezpieczenia go przed wpływem aktorów zewnętrznych. Komisja podkreśliła również konieczność budowy efektywnej administracji publicznej, niezbędnej dla implementacji zmian. W przypadku Gruzji rekomendowano zwłaszcza wdrożenie działań na rzecz depolaryzacji sceny politycznej i zgodnego ze standardami ODIHR OBWE przeprowadzenia wyborów parlamentarnych w 2024 r., podjęcie wysiłków deoligarchizacyjnych, walkę z dezinformacją, a także przeprowadzenie reformy sądownictwa i wzmocnienie organów antykorupcyjnych.

Komentarz

Rekomendacje dla Ukrainy i Mołdawii świadczą o bardzo mocnym poparciu KE, a przede wszystkim jej przewodniczącej, dla formalnego otwarcia z nimi negocjacji akcesyjnych. Propozycja uzależnienia przyjęcia ram negocjacyjnych przez Radę UE ma przekonać państwa sceptyczne wobec rozpoczęcia rozmów (zwłaszcza Węgry) do zmiany zdania (decyzja w tej sprawie wymaga jednomyślności). Bliski termin, na który zapowiedziano przedstawienie kolejnego raportu dotyczącego postępów kandydatów – marzec 2024 r. – sugeruje, że KE zależy też na szybkim rozpoczęciu procesu screeningu.

Władze Ukrainy uznały ocenę KE za historyczny krok na drodze do członkostwa w UE, na które – jak podkreślił prezydent Wołodymyr Zełenski – „naród ukraiński zasługuje”. Sformułowane w opinii KE dodatkowe warunki nie były dla Kijowa zaskoczeniem, niemniej rządzący uważają, że decyzja o otwarciu negocjacji będzie zależeć w większej mierze od woli politycznej państw członkowskich Unii. Wśród nowych wymogów najtrudniejsze do zrealizowania okaże się wprowadzenie takich zmian do ustawy o mniejszościach narodowych, które satysfakcjonowałyby stronę węgierską – Kijów wielokrotnie krytykował niektóre rekomendacje zawarte w opiniach Komisji Weneckiej, a żądania Budapesztu dotyczące rozszerzenia praw mniejszości uznaje za bezpodstawne i wynikające z nieprzychylnej polityki rządu Viktora Orbána wobec Ukrainy. Wicepremier Olha Stefaniszyna poinformowała 8 listopada o przekazaniu Węgrom propozycji kompromisowego uregulowania kwestii spornych i oczekuje na ich konstruktywną reakcję.

Dla Mołdawii największym wyzwaniem będzie sprostanie zaleceniom KE, która oczekuje dokończenia reformy systemu sądownictwa. Proces ten trwa nieprzerwanie właściwie od momentu objęcia władzy w kraju przez prozachodnią Partię Działania i Solidarności (PAS) w 2021 r., ale w związku z oporem instytucji wymiaru sprawiedliwości (przez lata stanowiących instrument wykorzystywany przez środowiska oligarchiczne do zabezpieczenia swoich interesów polityczno-biznesowych) oraz niedoborami kadrowymi jest bardzo opóźniony. Jednocześnie Kiszyniów od miesięcy wkłada wiele wysiłku w zagwarantowanie przejrzystości finansowania partii politycznych i zabezpieczenie systemu wyborczego przed wpływami środowisk oligarchicznych powiązanych z Rosją (co stanowi element procesu deoligarchizacji kraju).

Rekomendacja przyznania statusu kandydackiego Gruzji wspiera wieloletnie – podejmowane od końca XX wieku – wysiłki Tbilisi na rzecz instytucjonalnej integracji z Zachodem oraz wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa gruzińskiego (od wielu lat ok. 80% badanych opowiada się w sondażach za członkostwem w UE, a proeuropejskie manifestacje gromadzą tysiące uczestników). Decyzja KE zmusza równocześnie obecne władze Gruzji, które z jednej strony deklarują chęć akcesji, lecz z drugiej rozwijają korzystną dla siebie współpracę z Moskwą (np. wznowienie połączeń lotniczych w maju br.), do wypełniania standardów UE. Pozbawia je też argumentu, że Bruksela nie chce członkostwa Gruzji, gdyż nie akceptuje jej tradycyjnych wartości konserwatywnych.

Szybkie postępy Ukrainy, Mołdawii i Gruzji kontrastują z zastojem procesu reform w państwach Bałkanów Zachodnich (z wyjątkiem Kosowa), co potwierdzają przedstawione przez KE raporty. Przekłada się on także na zastój integracji europejskiej tych krajów. Rekomendacja dla BiH oraz zaprezentowanie Planu wzrostu dla Bałkanów Zachodnich mają pokazać, że region wciąż odgrywa istotną rolę w polityce rozszerzenia. Jest to również ukłon wobec tych państw członkowskich, które przedkładają integrację państw bałkańskich nad kwestie Ukrainy, Mołdawii i Gruzji. Zachętą do przeprowadzania reform w zakresie rządów prawa i przestrzegania standardów demokratycznych mają być dodatkowe środki finansowe (2 mld euro dotacji i 4 mld kredytów na lata 2024–2027). Są one jednak zbyt małe, aby stanowiły faktyczną motywację do działania. Nowy Plan wzrostu wskazuje, że w przypadku tego regionu KE będzie się skupiała na integracji sektorowej i zapewnieniu państwom bałkańskim dostępu do pewnych obszarów wspólnego rynku – przy założeniu, że obecnie ich elity rządzące nie są zainteresowane rozszerzeniem.

osw.waw.pl

Po wybuchu wojny wszyscy prywatni „nierezydenci z państw nieprzyjacielskich” którzy chcieli sprzedać biznes i opuścić rynek państwa agresora, musieli pieniądze ze sprzedaży trzymać w rosyjskich bankach na specjalnych „rachunkach typu C”.

Nie dość, że odsprzedawali majątek po sztucznie zaniżonych cenach (Heineken np. za symboliczne euro), tracili na oszukańczym kursie rubla i ogromnych łapówkach, to i tak ich pieniądze trafiały na rachunki, z których nie mogli ich ruszyć. Pod koniec zeszłego roku tkwiło na nich ok. 280 mld rubli (niewiele ponad 3 mln dolarów).

– W pierwszym etapie planowane jest odblokowanie rachunków z około 100 mld rubli – mówił jeszcze w sierpniu rosyjski minister finansów Anton Siłuanow.

Rozporządzenie Putina przewiduje, że „detaliczni inwestorzy” nie mogą wypłacać z nich więcej niż 100 tys. rubli (ok. 1 tys. dolarów). Wydaje się, że rosyjski prezydent podpisał dokument tylko po to, by wysondować reakcję Zachodu.

– Ta decyzja ma wywrzeć presję na (zagranicznych) brokerów, by uzyskali od swoich władz zgodę na wygodną dla nas wymianę aktywów – komentuje rosyjski ekonomista Dmitrij Potapenko, nieco zdziwiony tą próbą. – Wygląda to niezbyt solidnie, a następnym krokiem może być pełne odcięcie rosyjskich giełd od światowych – przestrzegł.

Putin podpisał ukaz kilka dni po objęciu amerykańskimi sankcjami giełdy w Petersburgu. Doprowadziło to do spadku wartości papierów wartościowych, spadku wartości samej giełdy, a w rezultacie do zmian jej szefostwa. Co i tak nie uwolniło jej od sankcji.

Siła prawdziwych amerykańskich sankcji musiała wywrzeć wrażenie na Kremlu. Po USA serię kolejnych wprowadziła też Wielka Brytania, a grupa G7 zaczęła rozważać zablokowanie handlu rosyjskimi diamentami.

Jednocześnie pojawiły się informacje (m.in. w „Wall Street Journal”), że rosyjska dyplomacja nieomal żebrze w różnych krajach o zwrócenie Rosji silników helikopterowych sprzedanych wcześniej. Akcja miała objąć Egipt, Pakistan i Brazylię. Najprawdopodobniej to skutek serii celnych uderzeń ukraińskich wojsk na lądowiska rosyjskich helikopterów, ale też świadectwo kiepskiej kondycji rosyjskiego przemysłu oraz kasy państwowej. Wcześniej zamiast żebrać, po prostu by je odkupili, znacznie przepłacając.

rp.pl

czwartek, 9 listopada 2023


Zmniejszyła się częstotliwość rosyjskich ataków w głębi terytorium Ukrainy. 7 listopada najeźdźcy mieli – zdaniem strony ukraińskiej – wykorzystać sześć pocisków, a trafione zostały obiekty infrastruktury niedaleko Krzywego Rogu (według niektórych źródeł – lotnisko) i na północno-wschodnich obrzeżach Zaporoża. Następnej doby agresor użył już tylko dwóch rakiet (celem najprawdopodobniej po raz kolejny było lotnisko w Mirhorodzie), z których jedna miała zostać zestrzelona, a nocą 9 listopada – jednej (miała ona zostać zniszczona w okolicach miasta Dniepr). Rośnie natomiast skala wykorzystania kierowanych bomb lotniczych. W ocenie rzecznika ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych pułkownika Jurija Ihnata Rosjanie zrzucają w ciągu doby ponad 100 bomb o wagomiarze 500 kg, powodujących w rejonie przyfrontowym, na głębokości 20–30 km od linii styczności, duże zniszczenia. Ihnat podkreślił, że obrońcy nie mają możliwości przeciwdziałania tym atakom, a do ich powstrzymania potrzebują uzbrojenia, które pozwoli im zestrzeliwać przenoszące bomby samoloty.

(...)

Szef francuskiego resortu obrony Sébastien Lecornu zapowiedział 8 listopada, że Paryż przyzna Kijowowi 200 mln euro na zakup francuskiego uzbrojenia. Tego samego dnia nowy rząd Słowacji odrzucił przygotowany przez poprzedników 14. pakiet wsparcia wojskowego. Miało weń wejść 140 rakiet do systemów obrony powietrznej Kub, 5172 sztuki amunicji czołgowej kalibru 125 mm, 4 mln nabojów karabinowych 7,62 mm, 8 moździerzy i 1,2 tys. min o łącznej wartości 40,3 mln euro. Wcześniej nowo mianowany premier Robert Fico ogłosił, że Bratysława nie będzie już wspierała wojskowo Ukrainy, lecz nie zamierza blokować sprzedaży Kijowowi uzbrojenia i sprzętu wojskowego przez słowackie przedsiębiorstwa. Łącznie w 13 pakietach Słowacy przekazali armii ukraińskiej wyposażenie o wartości co najmniej 671 mln euro. Koncern Rheinmetall podał z kolei, że otrzymał od rządu RFN zamówienie na dostarczenie Ukrainie 100 tys. granatów moździerzowych kalibru 120 mm. Dostawy rozłożono na dwa lata, mają się one rozpocząć w najbliższym czasie. Zamówienie będzie realizowane z puli 400 mln euro przeznaczonych na zakupy dla Kijowa w niemieckim przemyśle.

Również 8 listopada szef estońskiego wywiadu Ants Kiviselg przedstawił informację na temat zwiększenia przez Rosję produkcji zbrojeniowej. Agresor ma mieć m.in. możliwość wytworzenia tysiąca dronów kamikadze Shahed-136 (w wariancie rosyjskim Gerań-2) miesięcznie. Zdolność do produkcji amunicji artyleryjskiej Kiviselg ocenił na miliony rocznie. Dodał przy tym, że w ostatnim czasie FR otrzymała od 300 tys. do 500 tys. pocisków artyleryjskich od Korei Północnej. Dwa dni wcześniej o zwiększeniu przez Rosję produkcji rakiet i dronów donosił wiceszef ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Wadym Skibicki. Zgodnie z danymi HUR w październiku wytworzono 115 pocisków manewrujących i balistycznych (40 Ch-101, 20 Kalibr, 30 Iskander-M, 12 Iskander-K, 4 Kindżał i 9 Ch-32). Armia rosyjska ma utrzymywać stały zapas rakiet, liczący obecnie 870 sztuk (290 Iskander-M i Iskander-K, 165 Kalibr, 160 Ch-101/Ch-55/Ch-555, 150 Ch-22/Ch-32 i 80 Kindżał). Skibicki zaznaczył, że do atakowania celów naziemnych wróg wykorzystuje także przeciwokrętowe pociski manewrujące Oniks (prowadzi też prace nad ich udoskonaleniem). Odnosząc się do dronów kamikadze Gerań-2, stwierdził natomiast, że FR jest zdolna samodzielnie wyprodukować ich kilkadziesiąt miesięcznie, lecz planuje zwiększyć tę liczbę do co najmniej 200. Część komponentów do ich produkcji wciąż ma być sprowadzana z Iranu.

(...)

Komentarz

Deklaracja nowych władz Słowacji o wstrzymaniu wsparcia wojskowego dla Kijowa przy jednoczesnym podkreśleniu utrzymania współpracy komercyjnej zwraca uwagę na postępujące zmiany w podejściu państw europejskich do kwestii zaopatrzenia armii ukraińskiej. Większość krajów wspomagających wojskowo Ukrainę już od wielu miesięcy kładzie nacisk na rozwój relacji biznesowych i sprzedaż uzbrojenia w miejsce dotychczasowego przekazywania go z własnych zasobów. Od września taką politykę otwarcie prowadzi Francja, niemniej – jak wskazują kolejne doniesienia koncernu Rheinmetall – dotyczy ona także państw, które określają swoją działalność jako stricte charytatywną. To skutek z jednej strony wyczerpania zapasów magazynowych i niechęci do rozbrajania własnych jednostek (zwłaszcza wobec ograniczonych zasobów obronnych większości krajów europejskich), a z drugiej – coraz bardziej widocznego zamiaru wyciągnięcia z wojny maksimum korzyści materialnych. Nawet jeśli zakupy wyposażenia dla armii ukraińskiej nie są prowadzone na koszt Kijowa, lecz państw je dostarczających, to stanowią one inwestycję w rodzime przemysły zbrojeniowe, której wartość zwiększa się wprost proporcjonalnie do wzrostu świadomości Zachodu, że zagrożenie rosyjską agresją zbrojną jest jak najbardziej realne. 

osw.waw.pl

Wywiady zostały przeprowadzone przez dziennikarkę "Kyiv Post" w obiekcie wojskowym. Razem z nim i jeńcami w pokoju przebywał ukraiński żołnierz. Rosjanie nie musieli odpowiadać na pytania i mogli zakończyć wywiad w dowolnym momencie. Choć mężczyźni przedstawili się z imienia i nazwiska, ze względów bezpieczeństwa wypowiadają się pod pseudonimami.

Siergiej

Czym zajmowałeś się w Rosji?

Pracowałem przy tynkowaniu i bieleniu ścian za zachodzie kraju.

Jak dostałeś się do Ukrainy?

Byłem w więzieniu. Podpisałem kontrakt na rok i myślałem, że po tym czasie będę mógł opuścić wojsko i odzyskam wolność — obiecali ułaskawienie po roku służby.

Za co siedziałeś?

Za morderstwo.

Jak długo byłeś w więzieniu?

Od 2021 r.

A jak długi otrzymałeś wyrok?

Siedem i pół roku. Odsiedziałem dwa i pół i powiedzieli mi, że jeden rok służby wojskowej i wychodzę. Wstąpiłem, ponieważ mam dzieci i potrzebuję czystej kartoteki.

Ile mają lat?

23 i 17.

W jaki sposób ty i inni żołnierze trafiliście do ukraińskiej niewoli?

Wyszliśmy na front i od razu zostaliśmy ostrzelani. Zostałem powalony na ziemię. Zacząłem się czołgać. Ukraińcy natychmiast zabrali nas do niewoli. Przyszli i powiedzieli, żebyśmy wyszli, bo rzucą granat. Tak też zrobili. Wyszliśmy więc z ukrycia. Ja nie poszedłem na wojnę, by zabijać – musiałem jakoś wydostać się z więzienia.

W jaki sposób chciałeś brać udział w wojnie i nikogo nie zabić?

Nie wiem. Tak się nie udało.

Kiedy podpisałeś kontrakt?

W połowie września.

A kiedy zostałeś schwytany?

Pod koniec października.

Jakie zadania wykonywałeś w ciągu tego miesiąca? Czym się zajmowałeś?

W tamtym momencie dopiero się aklimatyzowaliśmy. Przyjechaliśmy na leśną polanę i kopaliśmy ziemianki, w których mieliśmy zamieszkać. Nie przydzielono nam jeszcze żadnych zadań, po prostu na zmianę chodziliśmy na strzelnicę i trenowaliśmy.

Do czego byliście szkoleni?

Do chodzenia dwójkami i trójkami, zdobywania okopów.

Czy wcześniej służyłeś w wojsku w ramach poboru?

Tak.

Czy mieliście w swoich jednostkach ludzi, którzy wcześniej nie służyli? Którzy przyszli i nagle dostali karabiny do ręki?

Tutaj? Tak! Wielu.

Jak się dostali do jednostki?

Zwyczajnie – podpisali kontrakt i poszli na front. Wszyscy są skazańcami.

Więc cała wasza jednostka tak wygląda?

W jakim kierunku szliście?

W kierunku Zaporoża.

Czy chciałbyś wrócić do domu do Rosji w ramach wymiany jeńców?

A co mnie tam czeka? Tam będzie tak samo, zastrzelą mnie. Nie wiem, co robić.

Za co?

Za poddanie się. Przecież w armii uczyli nas, jak detonować granaty.

Ciebie też?

Oczywiście! Jak trafisz do niewoli, będziesz torturowany, bity i tak dalej.

Więc chciałbyś wrócić czy nie?

Oczywiście. Chciałbym wrócić do moich dzieci. Ale wiem, że gdybyśmy teraz wrócili, to sprowadziliby nas tu z powrotem w czasie najgorętszych walk. Więc nigdy tam nie wrócimy.

Masz syna, który ma 17 lat. Istnieje możliwość, że prędzej czy później zostanie wcielony do wojska.

Nie bierzemy poborowych. Nie wysyła się ich na wojnę.

Tak myślisz? Jesteś tego pewien?

W 100 proc. Wysyłają tu tylko tych, którzy podpisali kontrakt. Niektórzy są spoza Rosji, niektórzy z więzienia. Poborowi służą rok, a potem wracają do domu. Ale tak, potem mogą zostać zwerbowani. Nie sądzę jednak, by mój syn dał się w to wciągnąć.

Dlaczego?

Nie chcę tego. Ta wojna jest głupia. Ja zrobiłem to tylko dlatego, że musiałem wydostać się z więzienia. Już za kratkami mówiłem, że to głupota, że Putin rozpoczął tę wojnę.

Dlaczego więc to zrobił?

Nie potrzebujemy więcej wojen. Żyjemy jak nędzarze, a teraz jest jeszcze to.

Więc kto jest winny? Putin?

A co ja mogę? Sam nie jestem w stanie nic zrobić. Dwie osoby też nic nie mogą. Po prostu postawią nas gdzieś pod ścianą i uciszą. Putin ma wokół siebie wszystkich – Gwardię Narodową, milicję, wojsko. Jest naszym królem, nie wiem, jak inaczej go nazwać. On się nie zmienia, nikt na niego nie głosuje, jedynie jego ludzie, bo muszą. Trzeba go usunąć, ale jak? Myślisz, że jestem jedyny, który tak myśli? Jest nas wielu.

Czy większość ludzi w Rosji zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje na froncie?

Oczywiście, że tak.

Dlaczego w takim razie ludzie podpisują kontrakty i zaciągają się do wojska?

Żeby mogli wrócić do domu, a nie siedzieć w więzieniach. A ci z zewnątrz? Nie wiem. Prawdopodobnie robią to dla pieniędzy. Mają wolność, więc idą tylko po pieniądze.

Dobrze płacą?

204 tys. rubli (według aktualnego kursu 9 tys. zł), ale tylko wtedy, gdy bezpośrednio uczestniczysz w walkach. Jeśli kopiesz rowy, to dostajesz 40 tys. rubli (1,8 tys. zł).

Czyli 40 tys. rubli za pójście na wojnę jest dobrą zapłatą?

Wcześniej, zanim trafiłem do więzienia, zarabiałem dość dobrze. Nie musiałem iść na wojnę. Kupiłem własny dom, dawałem pieniądze moim dzieciom – moja żona i ja byliśmy w separacji.

Co byś powiedział Putinowi, gdybyś go spotkał?

Szczerze? "Przestań! Już wystarczy". Tu chodzi o życie ludzi, co oni mają z tym wspólnego? Dlaczego dwa tysiące deputowanych nie pójdzie na wojnę? Ze***liby się, gdyby wzięli do ręki karabiny maszynowe. Oni nie pójdą, mają dużo pieniędzy i nie są głupi. My jesteśmy w rozpaczliwej sytuacji. Wciągnęli ludzi w kredyty hipoteczne i pożyczki, a teraz zabierają im samochody i domy. Skąd obywatele mają wziąć pieniądze? Tu dostają 204 tys. rubli miesięcznie. Ludzie myślą, że jadą na front na rok – nie ma mowy. Nie skończy się na roku. I nie dostanie się żadnych pieniędzy. Niech żona i dzieci radzą sobie same.

Jak byś to wszystko zakończył?

W niewoli przebywają ludzie, którym skończyły się kontrakty. Ich umowy wygasły, kiedy jeszcze nie byli w niewoli. Ministerstwo obrony nie pozwoliło im odejść.

Dlaczego?

Bo te wszystkie kontrakty nic nie znaczą. Dopóki wojna się nie skończy, zostajesz na froncie.

To, co dzieje się w Ukrainie, to wojna czy operacja specjalna?

Myślę, że to wojna. Jeśli po obu stronach dochodzi do zabijania, to jest to wojna. A dochodzi – zabijani są starsi, dzieci.

Co jest stawką w tej wojnie?

Nie wiem. To wojna o ziemię. Ktoś bardzo pilnie jej potrzebuje. Nie wiem, dlaczego Donbas i Ługańsk przyłączyły się do Rosji. Nie rozumiem tego. Żyło im się dobrze, czego im brakowało? Ale potem dołączyli do Rosji i wybuchła wojna albo – jak to nazywa Kreml – "specjalna operacja wojskowa". A teraz toczą się walki o obwody doniecki i ługański.

Tylko o nie?

Nie, to poszło dalej. Po co Rosji te tereny? To nigdy nie było i nie będzie nasze. Nikt nam tego nie da.

A więc do kogo należą te tereny?

Cóż, na pewno nie do Federacji Rosyjskiej. Kiedyś to była Ruś Kijowska. Mieliśmy Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Mieliśmy imperium rosyjskie. To wszystko. Ale Ruś Kijowska była czymś osobnym.

Tylko że Ruś Kijowska i imperium rosyjskie to zupełnie różne okresy historyczne.

W obu panował car.

Czy wiesz, która brygada wzięła cię do niewoli?

Nie wiem. Wiem, że jej sygnał wywoławczy to "Jastrząb", ale nie przedstawili się.

Gdybyś mógł cofnąć się w czasie do momentu, gdy byłeś w więzieniu w Rosji i miałbyś ponownie możliwość podpisania kontraktu i wyruszenia na wojnę – zrobiłbyś to jeszcze raz?

Zrobiłem, co zrobiłem. Nie chcę z nikim iść na wojnę. Wcześniej też tego nie chciałem. Nawet jeśli dojdzie do wymiany jeńców i zostanę przywieziony do Rosji, FSB (rosyjska służba bezpieczeństwa) wsadzi mnie do więzienia. Jestem więźniem. A potem będziemy przesłuchiwani na temat tego, co mówiliśmy. Nie mogą nam ufać przez broń. Bo skąd mogą wiedzieć, że nie chcemy wysadzić całej Rosji?

Więc co byś wybrał? Więzienie czy kontrakt?

Kontrakt gdzie?

W Ukrainie.

Miałbym walczyć za Ukrainę?

Ja tylko zadaję pytania, nie wiem, za kogo byś walczył.

Ja w ogóle nie chcę walczyć! To nie jest żadna wojna, to jedno wielkie zabijanie. Pocisk za pocisk. Nigdy nie oddałem strzału.

Więc co robiłeś całymi dniami? Kopałeś okopy i to do ciebie strzelali?

Przyjechaliśmy do Ukrainy, do Doniecka lub Ługańska — nie jestem pewien — pod koniec września. Trenowaliśmy przez dwa tygodnie. Potem przewieźli nas do lasu i kazali kopać okopy. Dotarcie tam zajęło nam dużo czasu.

Kto wam to powiedział?

Nasi przełożeni, również więźniowie. To wszystko. Za własne pieniądze kupiliśmy łopaty, mundury wojskowe i to, co mogliśmy. Jak tylko przyjechaliśmy, dostaliśmy 195 tys. rubli (8 tys. zł) na kamizelkę kuloodporną, saperkę, dobry hełm.

Gdzie to wszystko kupiliście?

W mieście w regionie Zaporoża, tam był targ, sklep wojskowy.

Więc kupiliście te mundury wojskowe i wszystkie łopaty na terytorium Ukrainy.

Tak. Musieliśmy mieć czym pracować. Nic nam nie dali. Po prostu nas przywieźli, wyrzucili w lesie i kazali kopać. Powiedzieli, żebyśmy nigdzie nie odchodzili, bo może nadlecieć dron i zrzucić nam coś na głowę.

Więc początkowo byliście w cywilnych ubraniach?

Nie, wydano nam takie coś (w tym momencie Siergiej wskazał na mundur, który ma na sobie).

Więc dlaczego kupiłeś nowe ubrania?

Nie pasują mi te, które dostałem. Potrzebuję ciepłych ubrań. Reszta pieniędzy została przeznaczona na jedzenie, na czekoladki. Jesteśmy głodni, a tu dostaje się dużo pieniędzy. W taki sposób to wszystko wydałem. Niektórzy kupili telefony komórkowe.

Jaką broń ci dali?

AK-74. To wszystko.

onet.pl/Kyiv Post

środa, 8 listopada 2023


Zaletą turbiny gazowej AGT1500 jest korzystny stosunek mocy do masy oraz kompaktowa, modułowa konstrukcja. Dzięki temu zespół napędowy z tego typu agregatem jest o około 50% lżejszy niż z wysokoprężnym motorem czterosuwowym w układzie V12. Inne zalety turbiny gazowej to generowanie dźwięków o wysokiej częstotliwości, dzięki czemu silnik jest praktycznie niesłyszalny z dużej odległości. Zastosowanie wymiennika ciepła powoduje, że (wbrew mitom) spaliny turbiny na końcu układu wydechowego gazowej mają niższą temperaturę niż w klasycznym Dieslu. Dla porównania: temperatura gazów wydechowych AGT1500 wynosi około 500 stopni Celsjusza, natomiast w wysokoprężnym MTU MT 883 Ka-500 wartość ta wynosi ponad 600 stopni. Do innych, nieoczywistych zalet turbin gazowych należą: wielopaliwowość, korzystna krzywa momentu obrotowego od najniższych obrotów, łatwość rozruchu w ekstremalnych temperaturach, niemal bezwibracyjna praca, a także… czystość spalin.

Minusem obecnie stosowanych turbin gazowych w pojazdach lądowych jest wysokie spalanie.

defence24.pl

wtorek, 7 listopada 2023


Beduiński klan obiecuje milion dolarów nagrody za informację o terrorystach ze Strefy Gazy, którzy podczas ataku na Izrael 7 października zamordowali ich krewnego - Osamę Abu Assę. "Dopadniemy terrorystów, gdziekolwiek by się nie schronili" - zapowiedział wuj zabitego Beduina.

Abu Assa pracował w rejonie odbywającego się w pobliżu granicy z Gazą plenerowego festiwalu muzycznego, którego uczestnicy zostali zaatakowani przez Hamas. Usiłował uciec, jednak nie udało mu się ukryć przed napastnikami.

Rodzina Abu Assy, zamieszkująca izraelską osadę Tel Szewa dotarła do nagrania z kamery samochodowej, na którym widać, jak terroryści zmuszają Beduina do rozebrania się i torturują - poinformował dziennik "Jerusalem Post".

"Zabili go, chociaż był Beduinem i muzułmaninem" - powiedział krewny Abu Assy. "Chcemy wiedzieć, kto to zrobił - nasza tradycja wymaga odpłacenia krwią za krew. Dopadniemy sprawców. Jeżeli mają rodzinę w Izraelu, w Jordanii, dosięgniemy ich ojców, braci, wujów. Zapłacą. Może to trwać nawet 50 lat, ale ten rachunek zostanie wyrównany".

onet.pl

poniedziałek, 6 listopada 2023


W październiku Departament Skarbu USA po raz pierwszy ukarał za naruszenie sankcji dwa tankowce i zakazał Amerykanom prowadzenia z nimi interesów. Jeden ze statków został zarejestrowany w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, drugi — w Turcji. Każdy z nich korzystał z amerykańskich usług finansowych, ale kupował rosyjską ropę po cenie powyżej pułapu 60 dol. (249 zł) za baryłkę — podał Departament Skarbu.

— Konieczność nabycia tankowców bardzo utrudnia Kremlowi proces zakupu czołgów — stwierdził Eric Van Nostrand, zastępca sekretarza stanu ds. polityki gospodarczej. Ostrzejsze egzekwowanie sankcji zmusiłoby Rosję albo do sprzedaży większej ilości ropy w ramach limitu, albo do zwiększenia wydatków na logistykę w celu jego obejścia.

System wzmożonej kontroli — koniecznej do uniknięcia problemów z władzami USA — może znacznie zwiększyć koszty transportu. — Każdy będzie dokładnie sprawdzać legalność wszystkich swoich działań. Wiąże się to z kosztami, co najpewniej doprowadzi do podniesienia stawek przewozowych — powiedział konsultant ds. energii FGE, niezależnej firmy zajmującej się analizą rynku.

Amerykańskie sankcje już doprowadziły do ​​zwiększenia stawek za fracht — powiedziały Agencji Reutera źródła z przedsiębiorstw związanych z żeglugą. Przykładowo amerykańskie ograniczenia dotknęły przede wszystkim przewozu ropy naftowej z rosyjskich portów bałtyckich do Indii, które wraz z wybuchem wojny w Ukrainie stały się jednym z głównych nabywców paliwa z Rosji.

Początkowo sankcje nałożone przez Zachód działały zgodnie z planem. Zimą ropa naftowa Urals była sprzedawana z obniżką 40 dol. (166 zł) za baryłkę w stosunku do ropy Brent. Jednak wraz z rozrostem rosyjskiej floty cieni — i uzupełnieniem jej starymi tankowcami, które miały pierwotnie zostać zezłomowane — pułap cenowy staje się coraz trudniejszy do egzekwowania.

Kijowska Szkoła Ekonomiczna szacuje, że we wrześniu tajemnicza flota Kremla liczyła już 180 tankowców. W styczniu 2023 r. 35 proc. rosyjskiej ropy było eksportowane bez zachodniego ubezpieczenia. Dziś jest to ponad połowa.

Do tego zgodnie z analizą przeprowadzoną przez think tank Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych handlowcy sztucznie zawyżają koszty transportu, aby obejść pułap cenowy.

Latem cena ropy Urals przekroczyła poziom 60 dol. (249 zł) za baryłkę. Według Argus Media obecnie cena ta wynosi 74 dol. (307 zł) za baryłkę. — Początkowo pułap cenowy działał zgodnie z planem, ale okazał się już przestarzały — powiedziała Natasza Kaniewa, dyrektorka ds. strategii rynków towarowych w holdingu finansowym JPMorgan Chase.

To wszystko — wraz z szeregiem innych czynników, w tym z rosnącymi światowymi cenami ropy i słabnącym rublem — zapewniło budżetowi Kremla 1,6 bln rubli (według aktualnego kursu 72 mld zł) przychodów z ropy i gazu w październiku. To najwyższy wynik od półtora roku.

onet.pl


Na koniec czerwca Eurocash miał 15,6 tysiąca sklepów własnych, franczyzowych i partnerskich. Pod szyldami Abc, Groszek i Euro Sklep działało wówczas łącznie ponad 10 tysięcy sklepów, w których generowanych jest ponad 4 miliony paragonów dziennie. Biedronka na koniec września mogła pochwalić się 3.473 sklepami, a Lidl posiada aktualnie 850 placówek. Niemiecka sieć planuje jednak zakończyć rok z 900 sklepami działającymi w Polsce. Z kolei marka Dino na koniec września posiadała łącznie 2.340 sklepów, a Żabka chce do końca roku posiadać 10 tysięcy sklepów pod swoim szyldem. W tej chwili ma ich ponad 9.400 i razem z franczyzobiorcami tworzy ponad 56 tysięcy miejsc pracy. Największym pracodawcą w Polsce jest w tym segmencie Biedronka, w której na koniec 2022 roku zatrudnionych było 80 tysięcy ludzi. 

gazeta.pl

sobota, 4 listopada 2023



Na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu Jordanu struktury bezpieczeństwa przeprowadzają aresztowania ludzi podejrzewanych o związki z Hamasem i innymi ugrupowaniami zbrojnymi. W Dżeninie zatrzymano też wysokiego rangą przedstawiciela rządzącej Autonomią Palestyńską partii Fatah. Równocześnie poza większymi miastami (w tzw. strefie C) pod osłoną armii dochodzi do ataków osadników żydowskich na ludność palestyńską – mają one zmusić ją do opuszczenia miejsc zamieszkania. Według informacji izraelskiej organizacji praw człowieka B’Tselem od 7 października w ich wyniku przejęto kilkanaście palestyńskich skupisk (wsi i osad). W wystąpieniu 25 października prezydent Joe Biden stwierdził, że ataki te muszą zostać zatrzymane, a winni – pociągnięci do odpowiedzialności. Od 7 października na Zachodnim Brzegu siły izraelskie zabiły ponad 130 osób. Śmierć części z nich nastąpiła w czasie wymiany ognia ze zbrojnymi grupami palestyńskimi, lecz udokumentowano także przypadki zabijania osób postronnych lub niestanowiących poważnego zagrożenia (np. rzucających kamieniami).

Stany Zjednoczone – najważniejszy sojusznik Izraela – udzielają temu państwu wsparcia wojskowo-sprzętowego (przede wszystkim w postaci amunicji i rakiet obrony powietrznej) oraz politycznego. 28 października rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA John Kirby oznajmił, że Waszyngton nie wyznacza władzom w Jerozolimie „czerwonych linii”. Jednocześnie rządzący USA w coraz większym stopniu – również w komunikatach oficjalnych – naciskają na stronę izraelską, aby ta podjęła działania w celu minimalizacji strat cywilnych (vide np. komunikat z 31 października po rozmowie sekretarza obrony Lloyda Austina z izraelskim odpowiednikiem Jo’awem Galantem). Oprócz tego Amerykanie konsekwentnie wzmacniają w regionie wschodniej części Basenu Morza Śródziemnego oraz Bliskiego Wschodu swój potencjał odstraszania (okręty marynarki wojennej, lotnictwo i systemy obrony powietrznej) oraz zasoby logistyczne na wypadek konieczności przeprowadzenia zarówno działań zbrojnych, jak i ewentualnej ewakuacji dużych grup ludności. Swoją obecność wojskową w regionie (przede wszystkim na Cyprze i w Jordanii) zwiększyły także Niemcy, Wielka Brytania, Kanada i Holandia. Dotyczy to przede wszystkim lotnictwa (transportowego i uderzeniowego) oraz sił specjalnych.

(...)

Wojna między Izraelem a Hamasem odbija się szerokim echem także w państwach UE, Wielkiej Brytanii i USA, gdzie dochodzi do masowych propalestyńskich demonstracji solidarnościowych, ale też fali incydentów o charakterze antysemickim (np. wykorzystywanie antysemickiej symboliki czy haseł, lecz także werbalne lub fizyczne napaści na przedstawicieli społeczności żydowskich).

Komentarz

Lawinowo rosnące straty ludzkie i zniszczenia materialne w Strefie Gazy, jak również zaostrzający się kryzys humanitarny na tym obszarze przesunęły uwagę światowej opinii publicznej z izraelskich ofiar ataku z 7 października na położenie palestyńskiej ludności cywilnej. Po stronie izraelskiej (a także wspólnot żydowskich na świecie) wywołuje to gniew, poczucie osamotnienia, ale też oskarżenia o mylenie skutku z przyczyną, a nawet o antysemityzm. Jednocześnie stopniowo ujawniane informacje ukazujące wyjątkowe okrucieństwo Hamasu umacniają zarówno w elicie politycznej, jak i w społeczeństwie izraelskim determinację do pokonania przeciwnika niezależnie od strat po drugiej stronie. W kompleksowym badaniu opinii publicznej Israel Democracy Institute, które dotyczyło postaw wobec zamachu 7 października i jego następstw, na pytanie o to, czy cierpienie palestyńskiej ludności cywilnej powinno zostać uwzględnione przy planowaniu odpowiedzi wojskowej, odpowiedź 48% żydowskich respondentów (w odróżnieniu od arabskich) brzmiała „nie”, a kolejnych 36% – „w niewielkim stopniu”. Podejście to widać także w sposobie prowadzenia działań przez IDF. Priorytetyzują one metody walki oszczędzające życie własnych żołnierzy (naloty, ostrzał artyleryjski) i przeprowadzają ataki skutkujące bardzo dużą liczbą strat cywilnych (vide ten na osiedle Dżabalija). Sytuacja ta jest w coraz większym stopniu problematyczna dla Waszyngtonu, który próbuje wykorzystać swoją wzmocnioną wskutek kompleksowego wsparcia pozycję względem władz izraelskich do moderowania ich odpowiedzi.

Izraelskie kierownictwo polityczne i wojskowe przygotowuje obywateli na długotrwałą wojnę w Gazie. Działania lądowe w Strefie są i będą prowadzone etapowo – tylko po uprzednim przygotowaniu gruntu poprzez naloty i ostrzał artyleryjski, aby minimalizować straty wśród własnych żołnierzy. Zarazem wciąż nie przedstawiono planu politycznego dla Gazy. Strona izraelska deklaruje, że jej cele to pokonanie Hamasu oraz trwałe usunięcie jakiegokolwiek zagrożenia z tego kierunku, lecz zarazem stwierdza, że nie zamierza długotrwale okupować Strefy ani brać odpowiedzialności za zarządzanie życiem ponad 2 mln żyjących tam Palestyńczyków. Z kolei artykułowane w izraelskim dyskursie publicznym (także przez osoby powiązane z obecnymi władzami lub sprawujące stanowiska rządowe w przeszłości) projekty wysiedlenia ludności palestyńskiej na należący do Egiptu półwysep Synaj po pierwsze miałyby charakter czystki etnicznej, a po drugie napotykają na kategoryczny sprzeciw państw arabskich (przede wszystkim samego Egiptu i Jordanii), a zatem nie wydają się realne. Mało prawdopodobne jest również, aby władze izraelskie zgodziły się na przyszłe przejęcie odpowiedzialności za Strefę przez struktury Autonomii Palestyńskiej. Odnowiłoby to bowiem dyskusje na temat utworzenia państwa palestyńskiego, czemu sprzeciwia się znaczna część izraelskiej prawicy i co przy obecnym całkowitym braku zaufania społecznego do jakiejkolwiek frakcji palestyńskiej natrafiłoby z pewnością na żywiołowy opór. Także pojawiające się (być może w charakterze balonu próbnego) projekty oddania Gazy w zarząd międzynarodowy i stabilizacji jej przez międzynarodowy kontyngent wojskowy wydają się mało osiągalne, m.in. dlatego że nie uwzględniają aspiracji narodowych samych Palestyńczyków ani ich prawa do samostanowienia.

osw.waw.pl


„Iran od rewolucji islamskiej (1979) i wprowadzenia w nim teokracji deklaruje chęć usunięcia Izraela z mapy Bliskiego Wschodu. Parę lat temu zapowiedział nawet, że wraz ze swoimi sojusznikami doprowadzi do tego do 2040 roku” – przypomina dr Piotrowski, który jest ekspertem ds. wojskowych i Iranu w PISM.

Iran nie może jednak najechać Izraela ze względu na swoje oddalenie od niego i brak nowoczesnych sił zbrojnych. Od wojny iracko-irańskiej (1980-1988) inwestuje natomiast w zdolności, które stwarzać mogą asymetryczne zagrożenia dla Izraela, takie jak libański Hezbollah i palestyński Hamas – wyjaśnia analityk.

Według niego nie ma obecnie przesłanek, że Iran chce bezpośrednio włączyć się w obecny konflikt, a Izrael i szczególnie Stany Zjednoczone mają wystarczający potencjał, by go od tego odstraszać. Po wyniszczającej wojnie z Irakiem nawet rządzący w Iranie kler unika konfliktu zbrojnego z Izraelem i USA – zaznacza dr Piotrowski.

„Obecne działania lotnictwa Izraela (intensywniejsze) i USA (na mniejszą skalę) w Syrii są także obliczone na uwiarygodnienie tego odstraszania. W nalotach giną głównie ochotnicy z Libanu, Iraku i Afganistanu, więc nie powoduje to większych i nie dających się przemilczeć strat wśród Strażników Rewolucji (żołnierzy irańskiej armii), którzy nimi dowodzą. Ataki z Libanu i Syrii na Izrael oraz na siły USA w Syrii i Iraku także nie są jeszcze w skali, która wymagałaby natychmiastowego odwetu, np. ataków na bazy Strażników w samym Iranie” – ocenia analityk.

„Przypuszczam też, że ani mocno uwikłany w syryjską wojnę domową Hezbollah, ani władze Iranu nie chciałby być teraz celem zmasowanego odwetu USA i Izraela. Doprowadzenie do takiego scenariusza z udziałem USA skończyłoby się katastrofą dla Hezbollahu i Libanu, a tym samym utraty jedynego i tak poważnego partnera Iranu w krajach arabskich” – dodaje badacz.

Zagrożenie dla Izraela stanowi jednak między innymi arsenał rakietowy Iranu, jego partnerów i zależnych od niego grup. „Chodzi mi tu o arsenał pocisków balistycznych i manewrujących o zasięgu 1500-2000 km, którymi na razie w największej ilości dysponuje tylko Iran, ale jak pokazały ostatni tydzień – także proirańska milicja Hutich z Jemenu” – wyjaśnia ekspert PISM.

Kolejnym zagrożeniem są jego zdaniem drony rozpoznawcze i kamikadze, które w ostatniej dekadzie Iran sprawdził w Jemenie, Iraku i Syrii, a od ponad roku dostarcza atakującej Ukrainę Rosji. Zagrożenie egzystencjalne dla Izraela, obecnie wciąż odległe, stanowić może też potencjalny irański arsenał jądrowy.

„Iran opanował cały cykl nuklearny dla produkcji uranu i plutonu, ma wzory chińskich głowic z Pakistanu, a od Korei Północnej wie, jak zamontować je na pociskach balistycznych. Po wyjściu (byłego prezydenta USA Donalda) Trumpa z tzw. umowy nuklearnej Iran znacząco zwiększył też produkcję uranu do kolejnych poziomów jego wzbogacania, przybliżając się do posiadania materiałów wystarczających dla uzbrojenia takich głowic” – wyjaśnia dr Piotrowski.

Jego zdaniem Iran wciąż liczy jednak na negocjacje w sprawie zniesienia sankcji nałożonych na niego przez USA w zamian za ograniczenie skali i charakteru swojego programu jądrowego. Ekspert nie spodziewa się też, aby Teheran zdecydował się na zmiany w programie jądrowym, dopóki żyje najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu Ali Chamenei.

PAP

Minister Q: Leciałem z [Romanem] Abramowiczem do Turcji. Po drodze Abramowicz informował mnie, że się nie najlepiej czuje. Szczypały go oczy, swędziała twarz. Funkcjonował normalnie, ale ruchy i mowę miał spowolnione. Został czymś otruty. We Lwowie, przed przekroczeniem granicy z Polską, sprawdzono, czy był bezpieczny dla otoczenia. Obawiano się, że podano mu materiały radioaktywne tak jak Litwinience. Wstępna wersja zakładała, że otruła go rosyjska partia wojny, która nie chciała zakończenia inwazji.

Człowiek z bliskiego otoczenia prezydenta: – Na początku marca [2023 r.] pojawiła się nadzieja na zawieszenie broni. Pośrednikiem w rozmowach między Ukraińcami a Rosjanami był oligarcha Roman Abramowicz. Zarekomendował go Zełenski. Ukraińcy poinformowali, że Abramowicz przyjedzie do Polski i stamtąd uda się do Turcji. Wiedziałem, że musimy być obecni w tych rozmowach. Obserwować je. Nie mieliśmy pojęcia, o co chodzi w tej grze, ale nie mogliśmy dać po sobie poznać, że nie mamy wiedzy. Ukraińcy przestaliby nas szanować. Wschód wymaga udawania, że zawsze się jest silnym i wszystko się rozumie.

Minister Z: – Była zgoda na wyjazd [ówczesnego doradcy prezydenta Dudy ds. zagranicznych Jakuba] Kumocha z Abramowiczem do Turcji. Przed wylotem do Ankary obawialiśmy się, że Turcja będzie naciskała na Ukrainę w sprawie natychmiastowego zakończenia konfliktu. Zełenski prosił nas wielokrotnie, żeby zapobiec wymuszeniu zawieszenia broni ze zdobyczami terytorialnymi Rosji. Pierwsze rozmowy z Abramowiczem to lotnisko w Rzeszowie. Zachowywał się skromnie bez epatowania bogactwem i wpływami. Chociaż w sumie on wtedy był na dnie. Mówił, że zależy mu na tym, aby nie zablokowano jego przejazdów po Europie. I że już ma nałożone sankcje na jachty i samoloty. Przekonywał, że jeśli to zostanie utrzymane, to on nie będzie mógł nic załatwić.

Minister Q: – Kierował się jedynie swoim interesem. Nic innego go nie interesowało. Pierwszy raz Kumoch i Przydacz towarzyszyli mu w drodze na Ukrainę. Drugi raz Kumoch leciał z nim do Turcji. Do Rzeszowa Abramowicza przywiózł Dworczyk, który rozmawiał z nim prawie cały czas o piłce nożnej, bo Abramowicz jest właścicielem Chelsea Londyn. Gdy odstawiałem Abramowicza na granicę za pierwszym razem, gdy jechał na Ukrainę, był całkowicie zdrowy. Podczas drugiego spotkania już w takiej dobrej formie nie był. Po drodze informował mnie, że się nie najlepiej czuje. On został czymś otruty. We Lwowie, przed przekroczeniem granicy z Polską, sprawdzono, czy był bezpieczny dla otoczenia. Obawiano się, że podano mu materiały radioaktywne tak jak Litwinience. Wstępna wersja zakładała, że otruła go rosyjska partia wojny, która nie chciała zakończenia inwazji. Ukraińcy stwierdzili, że nie był truty substancjami radioaktywnymi. Mógł lecieć do Turcji. Przed tym wszystkim Ukraińcy obfotografowali Abramowicza. Jak mówił Umierow (Rustem Umierow, obecnie minister obrony, wiosną 2022 r. człowiek do zadań specjalnych Zełenskiego), "nasi muszą wiedzieć, że on pracuje dla nas". Umierow i Kumoch w czasie wyjazdu mocno się zaprzyjaźnili.

Zbigniew Parafianowicz: Jak Abramowicz zachowywał się w czasie lotu? Czy jego stan się pogarszał?

Minister Q: – Po drodze objawy się nasilały. Szczypały go oczy, swędziała twarz. Funkcjonował normalnie, ale ruchy i mowę miał spowolnione. Po drodze opowiadał o Czukotce, on był kiedyś jej gubernatorem. Oligarcha powierzchnię mierzył we Francjach. Jak coś uznawał za duże, to mówił, że jest wielkości pięciu Francji. Na przykład opowiadał o jakimś pożarze, który strawił las równy "dwóm i pół Francjom". Nie trzymał wobec mnie dystansu. Nie rozmawialiśmy o twardej polityce. W Turcji zapadła decyzja, że Abramowicz musi zostać przebadany, bo czuje się coraz gorzej. Pojechał z Kumochem do szpitala. Za nimi kierujący polską placówką pułkownik Agencji Wywiadu Robert Trzeciak. Aby dowiedzieć się czegoś więcej. Trzeciak wkręcił się wszędzie, gdzie trzeba, i ustalił, co trzeba.

Zbigniew Parafianowicz: W gruncie rzeczy czemu miały służyć tamte rozmowy? Dziś wiadomo, że nic z nich nie wyszło. Były markowane.

Minister Q: – Do dziś nie mam pojęcia, co on i Ukraińcy robili w Ankarze, dlaczego go truli. Na pytanie po co ta misja, Abramowicz nic nie odpowiedział. Takie standardowe: "Aaaa, no rozmawiamy, rozumiesz, dyskutujemy". Mam wrażenie, że jemu chodziło o ochronę własnych pieniędzy i ratowanie życia. W sumie niczego się nie dowiedziałem. Pozytywne było to, że nie było mowy o bezwarunkowym zawieszeniu broni. Nikt o takiej głupocie nie myślał.

Zbigniew Parafianowicz: To po co wzięliśmy w tym udział?

Minister Q: – Trzeba wiedzieć. Trzeba mieć możliwość powiedzenia: "Byliśmy przy tym i wiemy, o co chodzi". Później do Dudy dzwonił w tej sprawie Zełenski. Mówił: "Bardzo dziękuję za wszystko, co robisz". Opowiedzieliśmy też Amerykanom o rozmowach. W takich sytuacjach nie można ściemniać. Nie można tworzyć legend. To nie buduje szacunku ani zaufania. Podobnie zaangażowaliśmy się w rozmowy ukraińsko-rosyjskie na terenie Białorusi. Tam latali nasi żołnierze – komandosi z Lublińca i GROM – jako ochrona. Śmigłowiec lądował, wsiadali Ukraińcy i lecieli naszym black hawkiem pilotowanym przez GROM i z obstawą z Lublińca na Białoruś. Temat rozmów na Białorusi nadzorował Dworczyk. Czasem latali również Kumoch i Przydacz. Dworczyk nawet latał na Białoruś razem z delegacją ukraińską.

Minister X: – Z dyskretnych misji z początku wojny ważna jest jeszcze wymiana Medwedczuka, oligarchy uznanego przez Ukraińców za zdrajcę. Erdoğan poinformował Dudę, że będzie wymiana jeńców ukraińskich za Medwedczuka. I Medwedczuk leciał do Moskwy przez Polskę.

Minister Z: – No i kwestia broni. Musieliśmy obchodzić MON, bo z nimi nic nie można było załatwić. Od samego początku. Ukraińcy jeszcze przed 24 lutego 2022 r. prosili o broń. Ale nie o ciężki sprzęt, chodziło o drobnicę, na przykład amunicję do moździerzy. Z tego wyszła draka, bo od wielu tygodni przygotowywaliśmy transport z tą amunicją, ale jakoś nam to nie wychodziło. Dopytywałem w Ministerstwie Obrony Narodowej, jak to się dzieje, że nie można ciężarówkami wysłać tego Ukraińcom. Każdy z oficerów zapewniał mnie, że swoje zrobił, polecenia wykonał perfekcyjnie. Wojsko działa odcinkowo. Każdy robi swój odcinek i nie odpowiada za ostateczny wynik. A jak doskonale wykonany odcinek nie składał się w spójną całość z innymi doskonale wykonanymi odcinkami, to już nie jest problem wojska i MON.

Ważny urzędnik Kancelarii Premiera: – W sprawie tej amunicji do Morawieckiego dzwonił premier [Ukrainy] Szmyhal. Naciskał, aby zrobić to jak najszybciej. To nie był ciężki sprzęt, ale zależało im. Zbierali po świecie amunicję. Tymczasem my mocno z tym zamulaliśmy. Ostatecznie Morawiecki zlecił to Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, aby uniknąć MON-owskiej biurokracji. RARS bezpośrednio podlega premierowi, sprawy trafiły w ręce Dworczyka.

Minister Z: – Po trzech dniach od telefonu wszystko było w Jasionce pod Rzeszowem. 23 lutego, na dzień przed wojną, ukraiński antonow zawiózł na Ukrainę amunicję. To był ostatni lot do Kijowa. Cała akcja była ekspresowa. W sumie jednak obciążała ona nas. Fakt, że ciągnęło się to tygodniami, był kompromitujący. Już przed wojną wiedzieliśmy, że w razie problemów nasza wydolność nie będzie wielka.

Minister X: – Zawsze była potem awantura. Gdy załatwiony przez Dworczyka transport dotarł do Kijowa, ukraiński minister obrony Reznikow podziękował na Twitterze Błaszczakowi. A ten nie wiedział nic o żadnym transporcie. Bo przecież to robił RARS, a nie MON. No wściekł się. Zaczął wszystkich obdzwaniać. Skarżyć się, że jak to? Bez jego wiedzy i zgody. "Co to jest? Co to ma znaczyć?" – krzyczał. I on, i Kamiński wydają się spokojni. To pozory. Obaj w nerwach wyglądają inaczej. Szczególnie Kamiński, który jest radykalnym cholerykiem. On też miał wiele okazji, by zgłaszać pretensje, że Dworczyk robi coś bez jego wiedzy. Prawda jest jednak taka, że gdyby Dworczyk nie jechał po bandzie, to te transporty nigdy na Ukrainę by nie dotarły.

Minister Z: – Gdy wybuchła wojna, wcale nie było łatwiej z dostawami. Zagrożenie nie zmobilizowało nas. Do tego zapadła decyzja polityczna, że wszystkich naszych trzeba wycofać z Ukrainy. Żołnierzy, prawie wszystkich ludzi ze służb, każdego, kto mógłby dostać się do niewoli rosyjskiej, należało wycofać.

Minister X: – Pierwszego dnia wojny uświadomiliśmy sobie, że w Browarach pod Kijowem byli komandosi z Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca. Oni od 2014 r., czyli od aneksji Krymu i wojny z separatyzmem na Donbasie, razem z Amerykanami i Brytyjczykami budowali Ukraińcom siły specjalne. Pierwszego dnia wojny nasi żołnierze byli na Ukrainie. Umundurowani żołnierze państwa NATO byli na terenie państwa zaatakowanego przez Rosję. Gdy na Browary pod Kijowem zaczęły spadać pociski rosyjskie, oni tam byli. W kierunku tego miasta szły rosyjskie gwardyjskie kolumny pancerne z jednostki przeznaczonej do obrony Moskwy.

Wysokiej rangi polski oficer: – Oni zamiast wracać do Polski w pierwszym dniu wojny, pojechali w odwrotnym kierunku. Między innymi do Charkowa, ale też do miast na Donbasie, które kontrolowali Ukraińcy. Współpracowali z Brytyjczykami. Ewakuowali Polaków, ale również obcokrajowców. Przede wszystkim Brytyjczyków, z którymi mają bardzo dobre układy.

Minister X: – Namawialiśmy Błaszczaka, żeby pozwolił zostać komandosom na Ukrainie jak najdłużej. Oni też chcieli tam zostać jak najdłużej. Mieli zbierać dane wywiadowcze. Duda i Błaszczak uparli się jednak, by wracali. Nie można było doprowadzić do sytuacji, że polski żołnierz trafi do niewoli.

Wysokiej rangi polski oficer: – Później wypracowaliśmy formułę naszej obecności na Ukrainie. Po 2014 r. byliśmy na Donbasie w ramach pewnej procedury. Po 24 lutego 2022 r. po prostu wysyłano nas na płatne wolne. Politycy udawali, że tego nie widzą. W końcu zaczęli jednak naciskać, abyśmy wracali. To błąd. Powinniśmy od początku zbierać jak najwięcej informacji o tej wojnie. Jeśli kiedyś Rosjanie zaatakują Polskę, wojna będzie miała podobny schemat do tej prowadzonej na Ukrainie.

Minister X: – Bez ludzi nic się nie da zrobić. Od pierwszego dnia wojny powinno nas tam być jak najwięcej. I wojska, i służb, i dyplomatów. Inne państwa nie cackały się z tym. Pamiętam, jak w połowie marca byłem w Kijowie. Wracałem trasą żytomierską. To był czas, gdy w Buczy stali jeszcze Rosjanie, a trasa była szarą strefą. Można było natknąć się na Rosjan. Minęliśmy ostatni blokpost. Ukraińcy powiedzieli nam, że dalej jedziemy na własne ryzyko. No i kogo spotkaliśmy dalej? Ukraińskich żołnierzy i… brytyjskich specjalsów. Umundurowanych. Z bronią. Poruszali się z Ukraińcami samochodami ciężarowymi i terenowymi z radarami artyleryjskimi. Namierzali cele. Uczyli się tej wojny. Taki radar namierza miejsce upadku i wystrzelenia pocisków z moździerzy czy rakietowych.

Wysokiej rangi polski oficer: – Dyrektywy były jednak odwrotne. Przyjęto założenie, że jakikolwiek pobyt Polaków na Ukrainie będzie dla nas szkodliwy. My i tak oczywiście znaleźliśmy sposób, aby tam być. Tylko po co te kombinacje? Inne państwa nie korzystają z nich. Za każdym razem, gdy Kamiński albo Błaszczak odkrywali, że ktoś z naszych tam jest, darli się: "Wycofać ich natychmiast. Zaraz przez nich wybuchnie wojna. Zaraz Rosja nas zaatakuje".

Minister Z: – Oczywiście żadna wojna by nie wybuchła. Podczas wizyty Morawieckiego i Kaczyńskiego w Kijowie Amerykanie poprosili nas o przywiezienie z Kijowa ich dwóch rannych żołnierzy. Oni tam byli jako cywile. Ale wiadomo jacy cywile. Ci dwaj ranni Amerykanie wracali tym samym pociągiem, którym jechał Kaczyński z Morawieckim. Jeden nie miał nogi, lekarze musieli ją amputować.

Minister X: – Kolejnym dowodem, że uczestniczenie w tym, co się dzieje na Wschodzie, nie musi się kończyć wojną i incydentami, jest udział Dworczyka w lotach do Brześcia na Białoruś. On latał tam i woził ukraińską delegację podczas dwóch rund rozmów na początku wojny. W skład delegacji po stronie ukraińskiej wchodzili między innymi Reznikow, doradca Zełenskiego Mychajło Podolak i wiceszef MSZ Mykoła Toczycki. Dworczyk odebrał Reznikowa i resztę delegacji z dworca w Przemyślu. Zapakowali się do black hawka i odlecieli.

Minister Q: – Było tak, że podczas pierwszego lotu do Brześcia mieliśmy międzylądowania w Rzeszowie i Przemyślu. Startowaliśmy jeszcze przed świtem. Pilot wylądował najpierw na jakimś boisku. Ciemno było. Głucho. Okazało się, że pomyliliśmy punkt. Jeden z żołnierzy mówi do Dworczyka: "Panie ministrze, to nie tutaj". Drugi raz – to samo. Jakieś boisko. Brama zamknięta. Trafiliśmy tym śmigłowcem za trzecim razem.

Wojskowy: – Wysiedliśmy w Brześciu naprzeciw śmigłowców z czerwoną gwiazdą. Przywitaliśmy się z białoruskimi oficerami. Nie było atmosfery wrogości. Raczej był klimat podobny do przekazania jeńców. Nie miałem pewności, że Ukraińcy wrócą z tych rozmów.

Minister Q: – Toczycki po rozmowach zadzwonił na Signalu, abyśmy ich odebrali. Taka była nasza umowna procedura. Białorusini zabierali Ukraińców pod Homel. Później odstawiali ich do Brześcia. Za drugim razem odwożąc Ukraińców, lądowaliśmy w lesie.

Minister X: – Kluczowe było, żebyśmy mieli na piśmie zgodę Białorusinów, że oni się zgadzają na nasze wojskowe maszyny w ich przestrzeni powietrznej. Oni oczywiście na gębę zgadzali się na wszystko. Ale kto by im wtedy wierzył, w końcu minister obrony Białorusi na dzień przed wojną dał Reznikowowi oficerskie słowo honoru, że nikt na Ukrainę nie uderzy z Białorusi. Potrzebny był więc papier. Dostaliśmy go w ostatniej chwili. Tuż przed wlotem dwóch naszych maszyn w białoruską przestrzeń powietrzną. Wcześniej Ukraińcy sami dogadali się z Białorusinami co i jak. Oni mają między sobą dobre przeloty, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi.

Wojskowy: – Cała akcja trwała w sumie może z kilka godzin.

Minister X: – Po jednym z takich lotów GROM-owiec podszedł do Dworczyka i mu podziękował. Powiedział: "Ministrze, w końcu coś się k… dzieje". Wielu chciało takie rzeczy robić. GROM czy JWK Lubliniec tylko czekali na takie okazje.

Minister Z: – Politycznie zawsze słychać było śpiewkę: "To nieodpowiedzialne, niepaństwowe, groźne".

Minister X: – Wiedzieliśmy, że jak przyjdzie do grubych dostaw broni dla Ukrainy, będą kłopoty. Dostawy utkną w biurokracji. Znów będzie wielotygodniowy proces bez rezultatu.

Minister Z: – RARS miał już wtedy dość szerokie uprawnienia, by takie dostawy realizować. Na początku przyjęliśmy założenie, że kierowcami jeżdżącymi na Ukrainę będą Ukraińcy. Aby nikt się nie przypieprzył, że się narażamy.

Minister Q: – W jeden dzień, na początku wojny, kupiliśmy od wojska 80 tak zwanych żab. Zielonych ciężarówek. To były maszyny nieodebrane przez wojsko, bo miały jakieś drobne, nieistotne wady. Wojsko nie chciało zrobić odbioru, to skorzystaliśmy z okazji i je kupiliśmy. Te samochody przyjechały do Jasionki. Tam je załadowywaliśmy. Na początku one jeździły nawet niezarejestrowane. To były samochody nieistniejące. Wychodziliśmy z założenia: "albo na przypale, albo wcale".

Minister Z: – Początki dostaw broni i amunicji dla Ukraińców owocowały w incydenty. Raz jedna z ciężarówek wyjeżdżających z Jasionki pod Rzeszowem przechyliła się na zakręcie i przewróciła na bok. Z żaby wypadły na asfalt miny przeciwpancerne. Masa min przeciwpancernych.

Minister X: – O tym, jak trudne były początki, świadczą problemy z bayraktarami dla Ukrainy, które dostarczano przez Mińsk Mazowiecki do Jasionki. Prezydent dzwonił do Dworczyka i prosił, aby zorganizował kogoś do rozładunku, bo jest po osiemnastej i nie ma żołnierzy, którzy mogliby to zrobić. Wcześniej do Dudy zadzwonił Zełenski, aby go popędzić w sprawie tych bayraktarów. Zełenski na początku wojny często dzwonił do naszego prezydenta. Głównie po to, aby ten go rozmasował i wsparł psychicznie. Mieli naprawdę dobry kontakt. Tym razem Zełenski dzwonił, aby go pośpieszyć w sprawie bezzałogowców.

Minister Z: – W końcu zdecydowaliśmy z RARS-em, że trzeba stworzyć coś na wzór prywatnej firmy zatrudniającej żołnierzy i byłych funkcjonariuszy służb specjalnych. To nie miała być prywatna armia jak Grupa Wagnera czy Blackwater. Chodziło o ludzi, którzy mogliby działać na bazie kontraktu z państwem. Zarabiać, ale nie mieć tej całej biurokracji państwowej. To się udało.

Minister X: – Ludzie, którzy budowali tę firmę, wozili amunicję i broń takim charakterystycznym czarnym tirem z orłem. Kiedyś stali na Orlenie pod Rzeszowem. Wyglądali jak specjalsi. To był marzec. W Rzeszowie i okolicach kręciła się duża liczba wojska i służb. Nie tylko z Polski. Do ludzi z tej prywatnej firmy podszedł człowiek z ABW i pyta, skąd są. Chłopacy odpowiedzieli, że są z CBN-u. Wymyślili to na poczekaniu. Wiesz, co znaczy CBN? Czemu By Nie. To była odpowiedź, którą dali, gdy zaproponowano im utworzenie prywatnej firmy wojskowej. Na Orlenie uznali, że to dobry skrót, by zakpić z powagi ABW czy CBA.

Minister Q: – Powołaliśmy nową służbę specjalną. Kamiński nie był zadowolony. Bo oni byli dość skuteczni. CBN dowoził.

Minister X: – Jeździliśmy z nimi na przykład na wschód Ukrainy. Pod koniec kwietnia byliśmy w Charkowie. Zawoziliśmy RPG-7 dla tworzonych tam oddziałów ochotniczych. Dostarczyliśmy granatniki oddziałowi Stugna i Freikorps. Ten drugi był mocno brunatny. I zarazem skuteczny. Pytaliśmy ich, pod kim walczą. Kto nimi dowodzi? Jakie mają relacje z wojskiem? Wydawało się, że działają na własną rękę. Sami sobie wyznaczają zadania. Później HUR, wywiad wojskowy, wziął ich jednak pod swoje skrzydła, żeby nie było niebezpiecznie. Żeby czegoś nie odwalili.

Minister Q: – Jeden z tych z Freikorps to był jakiś totalny odjazd. Facet walczył w brunatnym oddziale, a w rzeczywistości był Żydem, który wrócił z Izraela, by bić się na wojnie. Miał za sobą staż w izraelskich siłach specjalnych. Był wytatuowany jak w "Awatarze".

Minister Z: – Generalnie CBN był bardzo użyteczny. Robili większość roboty. Sprowadzali sprzęt zdobyty na Rosjanach. Byli w stanie ściągnąć czołg T-72BM. Poprzez firmy handlujące bronią z kontaktami na Ukrainie kupowaliśmy ten złom, aby go analizować. CBN woził też pieniądze.

Minister X: – Konkluzja jest taka, że oni byli po prostu bardziej skuteczni niż państwo. We współpracy z państwem byli ważnym ogniwem wojny. Mieli wszystkie zalety sił i służb specjalnych i niewiele wad biurokracji, która walczy tylko o załatwienie sobie dupochronu. To jest nasz wojenny dorobek. Nauczyliśmy się korzystać i z takich narzędzi. W odniesieniu do Białorusi myśleliśmy o powołaniu firmy do prowadzenia wojny psychologicznej. Firmy złożonej ze specjalsów, którzy się w tym specjalizują, i z ludzi służb. Takie organizacje znacznie skracają czas reakcji.

onet.pl/Wydawnictwo Czerwone i Czarne