niedziela, 3 września 2023


Rosja poświęciła 60 proc. swojego czasu i zasobów na budowę pierwszej linii obrony i tylko po 20 proc. w przypadku drugiej i trzeciej linii. Stało się tak z prostego powodu — Moskwa nie spodziewała się, że siłom ukraińskim uda się doprowadzić do przełamania — powiedział w rozmowie z "The Observer" dowódca operacyjno-strategicznej grupy wojsk "Tawria" gen. Ołeksandr Tarnawski. Jak dodał, druga linia rosyjskiej obrony bardzo różni się od pierwszej.

Gen. Ołeksandr Tarnawski powiedział, że Siły Obronne Ukrainy dokonały ważnego przełomu na południowym kierunku frontu — przedarły się przez pierwszą linię obrony rosyjskiej w pobliżu Zaporoża.

(...)

Według gen. Tarnawskiego żołnierze ukraińscy znajdują się obecnie pomiędzy pierwszą a drugą linią obrony. — W centrum ofensywy kończymy niszczenie jednostek wroga, które osłaniają wycofywanie wojsk rosyjskich za drugą linię obrony — powiedział wojskowy.

Gen. Tarnawski podkreślił, że ogromne pole minowe przez kilka tygodni blokowało ofensywę ukraińską, a saperzy pieszo oczyszczali trasę ataku. Za nim wojska rosyjskie "po prostu stały i czekały na armię ukraińską", uderzając pociskami i dronami w ukraiński sprzęt.

Według dowódcy, po pokonaniu tej bariery przez siły ukraińskie, Rosjanie zmuszeni są wzmocnić swoje pozycje, ściągając wojska z innych kierunków – Chersonia, Łymania, a także z terytorium Rosji.

Jak zauważył generał, podczas kontrofensywy Ukraina straciła więcej czasu, niż oczekiwano, na rozminowanie terytoriów. — Moim zdaniem Rosjanie wierzyli, że Ukraińcy nie przebiją się przez tę linię obrony. Przygotowywali się ponad rok. Robili wszystko, żeby ten odcinek był dobrze przygotowany — powiedział gen. Tarnawski.

Jak wyjaśniał, druga linia rosyjskiej obrony bardzo różni się od pierwszej. Nie jest tak ufortyfikowana, składa się z kilku rozproszonych obszarów, a nie z jednego ciągłego. Pola minowe są tam znacznie mniejsze i istnieje możliwość aktywniejszego wykorzystania sprzętu wojskowego — wskazywał ukraiński dowódca.

onet.pl

wtorek, 29 sierpnia 2023


Propagandowa rosyjska telewizja RT podała na początku lipca, że grupa BRICS ogłosi w sierpniu inicjatywę tworzenia wspólnej waluty. Jej celem miało być wykorzystanie w międzynarodowym handlu, a co za tym idzie zmniejszenie roli dolara na świecie. Pieniądz miał mieć pokrycie w złocie lub według późniejszych doniesień być wspierany koszykiem narodowych walut państw wchodzących w skład BRICS. Według pracowników stacji informację potwierdziły ich źródła na Kremlu.

Doniesienia na temat domniemanego konkurenta dolara wywołały wiele komentarzy wśród zachodnich mediów i ekspertów. W debacie zdarzały się nawet głosy, że waluta oparta na złocie to “krok w dobrą stronę” i istotne zagrożenie dla statusu amerykańskiej waluty. Inni od początku uważali, że doniesienia na ten temat to propagandowy przekaz skierowany do ludzi wewnątrz bańki informacyjnej. Szybko okazało się, że rację mieli ci drudzy.

Podczas sierpniowego szczytu krajów BRICS w Republice Południowej Afryki nie padły żadne słowa na temat wspólnej waluty. Co więcej minister finansów RPA Enoch Godongwana w udzielonym po zakończeniu forum wywiadzie dla Bloomberga powiedział, że tego rodzaju inicjatywa “nie była nigdy na stole”. Według słów polityka temat waluty BRICS nie był poruszany w rozmowach nawet na nieformalnych zamkniętych spotkaniach.

(...)

Podziały wewnątrz BRICS, na które zwraca uwagę wielu analityków, sprawiają, że grupa przypomina bardziej klub dyskusyjny niż realny sojusz. Podczas ostatniego szczytu formalnie zaproszono do niej Arabię Saudyjską, Egipt, Argentynę, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Iran i Etiopię, ale nawet to nie wróży szybkiego wzmocnienia jej pozycji. Większość państw należących albo mających dołączyć do BRICS ma poważne problemy wewnętrzne lub zewnętrzne.

bankier.pl

niedziela, 27 sierpnia 2023


„Chatboty, takie jak eVorog na Diia i @stop_russian_war_bot na Telegramie i Viberze, przetwarzają tysiące raportów cywilnych w spójny zbiór danych wywiadu taktycznego. Te zorientowane zadaniowo chatboty pobierają dane wejściowe – takie jak metadane użytkownika, obrazy lub tekst dotyczący aktywności w Rosji, a także czas i miejsce kontaktu – w celu uwierzytelniania zgłoszeń obywateli i ustalania ich priorytetów. Ostatecznie prosty program internetowy przeszukujący dane może zapewnić aktualizacje w czasie rzeczywistym rosyjskich ruchów na całej Ukrainie”. Identyfikację celów i ich hierarchizację zapewniają odpowiednio przetworzone programy do rozpoznawania obrazów i ludzi, tak jak inne, w rodzaju Primer, umożliwiają w czasie rzeczywistym prowadzenie nasłuchu tysięcy rosyjskich rozmów telefonicznych, pozyskiwanie z nich interesujących informacji i aktualizowanie elektronicznego obrazu pola walki.

Stronie ukraińskiej udało się w czasie wojny zintegrować te wszystkie podsystemy (zbierania danych, ich przesyłu, analizy i rozpoznawania celów etc.) w jeden spójny model sytuacyjny, który funkcjonalnością, jak argumentuje Cronin, nie ustępuje amerykańskiemu Advanced Field Artillery Tactical Data System, na zbudowanie którego Amerykanie wydali ponad 700 mln dolarów.

(...)

Gołym okiem widoczne różnice między armią rosyjską a ukraińską są rezultatem uwarunkowań o charakterze kulturowym, może nawet cywilizacyjnym. Jak zauważył Hertling, „siły zbrojne Ukrainy znakomicie przystosowały się do każdej fazy tej wojny, wyciągając wnioski ze szkoleń, które odbyły w ciągu ostatniej dekady, oraz z blizn zdobytych na samym polu bitwy. Rosja wielokrotnie pokazała, że nie jest w stanie zrobić tego samego. Rosji będzie trudno się zmienić – po prostu dlatego, że nie może. Armia składa się z ludzi i odzwierciedla charakter i wartości społeczeństwa. Chociaż wyposażenie, doktryna, wyszkolenie i przywództwo są ważnymi cechami każdej armii, istota siły bojowej wynika z tego, co reprezentuje naród. Jak dotąd autokratyczna kleptokracja Putina nie może się równać ze sprawną ukraińską demokracją”.

O znaczeniu zdolności do uczenia się sił zbrojnych w czasie wojny napisał też niedawno Stephen Biddle, (...).

Zaczyna on swoje wystąpienie od paradoksalnego stwierdzenia, iż nowe technologie nie zmieniły (wbrew temu, co się powszechnie sądzi) realiów pola walki. Zwraca on uwagę na fakt, że wojna na Ukrainie ma co najmniej dwa oblicza – jedno nowoczesne, sprowadzające się do wdrożenia najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych z zastosowaniem zdolności do przetwarzania Big Data i sztucznej inteligencji, ale równolegle, w wielu obszarach mamy do czynienia z sytuacją, która przypomina realia II, a często nawet I wojny światowej, w których mieliśmy do czynienia z pojedynkami artyleryjskimi, wojną pozycyjną toczoną przy użyciu rozbudowanych systemów okopów i transzei czy wzrostem znaczenia anachronicznych, jak by się wydawało, środków oddziaływania w rodzaju min.

Biddle pisze, że nawet jeśli zgodzić się, że w wojnie na Ukrainie testuje się i używa wielu nowatorskich technologii wojskowych, to efekt ich zastosowania jest zastanawiająco zbieżny z tym, czego walczące strony doświadczyły w czasie dwóch poprzednich wojen światowych. Jak zauważył, „armie adaptują się do nowych zagrożeń, a środki zaradcze przyjęte przez obie strony na Ukrainie radykalnie zmniejszyły efekty nowej broni i sprzętu, powodując, że mamy do czynienia z wojną, która pod wieloma względami bardziej przypomina konflikt z przeszłości niż z wyimaginowanej epoki technologicznej przyszłości”.

Do tej pory wojskowi eksperci w większości przyjmowali, że „rewolucja w sprawach wojskowych” umożliwi jednej ze stron (bardziej zaawansowanej) uzyskanie takiej przewagi, że wojna będzie przypominała zadanie jednego obezwładniającego uderzenia. Taka asymetria technologiczna miała powodować skrócenie konfliktów, a to oznaczało oddalającą się perspektywę wojny na wyczerpanie.

Konsekwencją takiego myślenia była redukcja zdolności przemysłowych, wielkości armii. (...)

Wojna na Ukrainie zakwestionowała to przekonanie, nie unieważniając wszakże innego. Jeśli obie walczące strony dostosowują się do zmieniających się szybko realiów, to o przewadze, decyduje to, która z nich robi to szybciej. To nie nowe rodzaje broni są bardziej niszczące. W tym względzie wojna na Ukrainie nie różni się od poprzednich.

wpolityce.pl

sobota, 26 sierpnia 2023


Dowódca ukraińskiej armii generał Wałerij Załużny powiedział podczas jednej z rozmów – cytowany przez amerykańskiego urzędnika – że Amerykanie nie rozumieją istoty tego konfliktu. "To nie jest tłumienie rewolty. To jest Kursk" – powiedział Załużny, odnosząc się do bitwy pancernej między Niemcami i ZSRR podczas II wojny światowej.

Amerykańskie stanowisko zasadza się na szacunkach, że amerykański sprzęt przekazany Ukrainie – w sumie broń warta ponad 43 mld dolarów – wystarczy do kontrofensywy, a zbliżenie się do tego poziomu amerykańskich dostaw w przyszłym roku jest mało prawdopodobne.

"Przekazaliśmy na tę kontrofensywę górę stali. Nie możemy tego zrobić ponownie. Bo już jej nie ma" – cytuje "WSJ" byłego urzędnika amerykańskiego.

onet.pl

Przed siedzibą wagnerowców w Petersburgu tłum. Płoną znicze. Kwiaty, które znoszą tu Rosjanie, tworzą kolorowy dywan. Picie w miejscu publicznym w Rosji jest surowo zakazane, ale policjanci patrolujący to miejsce siedzą w radiowozie i nie zwracają uwagi na kolejne otwierane butelki.

Nagle do grupy osób wspominających Jewgienija Prigożyna podchodzi sędziwa staruszka. Niesie dwa goździki. Kilku trzeźwych jeszcze mężczyzn podbiega do kobiety i niemal dosłownie przenosi ją nad dywanem kwiatów. Kobieta pochyla się, chrząka, dokłada kwiaty do pozostałych, i mówi do mężczyzn, którzy pomogli jej przedrzeć się przez tłum: — Dziękuję wam synowie, niech was Bóg błogosławi. Umarł dobry człowiek, prawy człowiek.

— Wzniesiesz za niego toast, matko? — ktoś pyta ostrożnie.

— Tylko kropelkę. Rzadko piję — odpowiada kobieta, wyciąga rękę po kieliszek i zaczyna opowiadać o tym, kim był dla niej Prigożyn.

— Ile ty masz lat, babciu?

— Za tydzień skończę 94 lata — kobieta bierze kieliszek z wódką i upija z niego łyk. — Spoczywaj w pokoju — wznosi toast za Prigożyna i dodaje: — szkoda, że nie dotarł do Moskwy i nie powiedział Putinowi, jak jest naprawdę.

— A więc uważasz, że to Putin go zabił? — pyta ktoś inny z tłumu i proponuje kobiecie tym razem wino.

— Nie — kręci głową staruszka. — Putin jest dobry. Głosowałam na niego. Ale wszyscy wokół niego mówią mu kłamstwa. A on ich słucha. Gdyby nie słuchał, nie byłoby wojny. Prigożyn mógł ich powstrzymać, ale go nie posłuchali. Szkoda, że nie dotarł do Moskwy. Teraz nie ma na kogo liczyć.

Pod górą kwiatów ktoś znów padł na kolana. Znów słychać było męskie szlochy.

onet.pl/Novaya Gazeta

piątek, 25 sierpnia 2023


Zmiany w amerykańskiej strategii potwierdzają, moim zdaniem, to przekonanie. Waszyngton przy okazji konfliktu na Ukrainie testuje możliwości wojny z rywalem strategicznym o ograniczonym zarówno wertykalnie, jak i horyzontalnie charakterze. I to wojny, w której nie bierze się bezpośredniego udziału. To dlatego zarówno Biden, jak i Sullivan podkreślają wagę polityki, której głównym zadaniem jest nieeskalowanie konfliktu, choć zarazem nie ma mowy o rezygnacji z celów strategicznych. Ujmując sprawy w pewnym uproszczeniu, Ukrainy nikt nie zamierza Rosjanom „oddać”, bo równałoby się to poważnej porażce strategicznej. Podobnie jest z Tajwanem czy Koreą Płd. Ale z tego nie należy też wyciągać wniosku, że w Waszyngtonie myślą o bezpośrednim, własnym zaangażowaniu. Nie wykluczają tego, ale scenariuszem z punktu widzenia amerykańskich interesów najlepszym jest taka konstrukcja systemu sojuszniczego, w którym państwa zagrożone będą w stanie samodzielnie przeciwstawić się, ponosząc też tego ciężary, agresorowi.

Jeśli nie wybucha wojna, w którą zaangażowane są Stany Zjednoczone, konflikt globalny, to nie ma też ryzyka lawinowego zrywania więzi handlowych. Nie trzeba herkulesowego wysiłku na rzecz odbudowy własnych zdolności przemysłowych. Handlujemy i walczymy, najlepiej nie wysyłając własnych oddziałów. W takim świecie zmienia się też architektura amerykańskiego systemu sojuszniczego – rośnie w nim rola państw flankowych, narażonych na atak, bo one będą musiały skutecznie powstrzymać ewentualną agresję. Ameryka przesuwa się na wyższe piętro – udziela pomocy, udostępnia zaawansowane technologicznie (też niezwykle ważne na współczesnym polu walki) zdolności, ale niekoniecznie walczy, albo robi to w sposób ograniczony. Aby taki system spełnił swoje zadanie państwa frontowe nie tylko muszą się wzmocnić, ale muszą też ze sobą współpracować. To jest w mojej ocenie głównym powodem, dlaczego administracja Bidena przychylnie patrzy, a nawet postuluje wzrost europejskiego potencjału wojskowego nie bojąc się „europejskiej suwerenności strategicznej” (w wymiarze pełnym jest to zresztą nierealne), jest zainteresowana intensyfikacją kooperacji prozachodnich państw z Azji z NATO, a nawet bez niepokoju postrzega i inicjuje pogłębianie wojskowej współpracy między państwami azjatyckimi. Upraszczając Amerykanie przeprowadziwszy własny rachunek strategiczny świadomie schodzą na drugi plan, nie rezygnując oczywiście z przywództwa, bo doświadczenia wojny na Ukrainie udowadniają, że można, mając odpowiednich sojuszników realizować swe najważniejsze cele unikając globalnej konfrontacji i nie angażując się bezpośrednio. Do wielkiej wojny z blokiem rosyjsko-chińskim Stany Zjednoczone są obecnie nieprzygotowane i dlatego zarówno grają na czas, jak i chcą, aby za podmywanie potencjału państw będących strategicznymi rywalami Ameryki odpowiadali sojusznicy.

wpolityce.pl

Cargrad, publikacja "rosyjskiego prawosławnego oligarchy" Konstantina Małofiejewa, oferuje całe mnóstwo wersji.

Artykuł zatytułowany "Prigożyn zabity przez zdrajców: Kto był wrogiem szefa Grupy Wangera?", stwierdza, że oczywista odpowiedź na to pytanie brzmi: Stany Zjednoczone. Autor uzasadnia swoją wersję podobnie jak Sewostjanow, który obwinił Francję: sprzeciw wobec wzmocnienia Rosji w Afryce. "Poza tym, właśnie dlatego morderstwo zbiegło się w czasie ze szczytem BRICS" — dodaje niespodziewanie autor artykułu Andriej Rewniwcew.

Zabójstwo Prigożyna jest również na rękę wrogom Putina na szczytach władzy, którzy chcą oczernić prezydenta i sprawić, by wyglądało na to, że to on to zrobił, argumentuje Rewniwcew.

"Zdają sobie sprawę, że wystrzelenie symbolicznej rakiety znacznie podważa zaufanie do Naczelnego Wodza. To także wpycha społeczeństwo w chaos i spory i pojawiają się wątpliwości i przygnębieni" — podsumowuje autor.

Rewniwcew komentuje również wersję, która obarcza odpowiedzialnością rosyjskie władze. Uważa, że po prostu brakuje im motywu. W końcu rosyjskie władze są rozsądne — w niczym nie przypominają latynoamerykańskich karteli narkotykowych.

"Ta wersja rodzi wiele pytań. Po pierwsze, w jakim celu? Po czerwcu Prigożyn został pozbawiony możliwości przeprowadzenia kolejnej lekkomyślnej akcji i narażenia systemu na niebezpieczeństwo. Poza tym, jego praca w Afryce sprawiła, że był bardzo zajęty.

Po drugie, dokonanie osobistej zemsty poprzez wysadzenie samolotu nad Rosją to coś, czego spodziewałbym się po latynoamerykańskim kartelu narkotykowym, a nie rosyjskich służbach specjalnych.

Po trzecie, po co wysadzać samolot nad Rosją? Czy nie ma mniej rzucającego się w oczy sposobu? Czyżby w Afryce nagle zabrakło krokodyli, komarów malarii i bandytów ze stingerami?

A więc bunt Prigożyna nigdy się nie zakończył. Ale zdrajcy postanowili zagrać na dużą skalę i wykorzystali szefa wagnerowców w swojej własnej grze — przeciwko Putinowi".

onet.pl

Według aktualnie dostępnych informacji katastrofa nosi znamiona egzekucji wykonanej w trybie operacji specjalnej (możliwe zestrzelenie, bomba na pokładzie i problemy techniczne jednakowo wpisują się w tę interpretację). Brakuje przesłanek, aby przyjąć pojawiającą się w komentarzach medialnych wersję o zainscenizowaniu własnej śmierci przez Prigożyna. Niezależnie od wybranej ostatecznie przez Kreml kwalifikacji prawnej wydarzenia (na razie nie wiadomo, czy władze będą forsować wersję o sprawstwie ukraińskim) należy zakładać, że zostało ono powszechnie odebrane jako zamach zlecony przez Władimira Putina. Jest to zresztą zgodne z intencjami prezydenta, który w ten sposób wysłał silny sygnał ostrzegawczy potencjalnym naśladowcom szefa Grupy Wagnera. Sygnał ten wzmocniono wymową symboliczną: zginął on równo dwa miesiące po rozpoczęciu nieudanego puczu. W przypadku potwierdzenia, że maszyna została zestrzelona przez obronę powietrzną, można to będzie uznać za karę za zniszczenie 23 czerwca przez wagnerowców kilku śmigłowców i samolotów lotnictwa wojskowego.

Po nieudanym buncie 23–24 czerwca likwidacja Prigożyna przez władze była jedynie kwestią czasu – z uwagi na konieczność odbudowy przez Putina zachwianej pozycji w systemie władzy i wizerunku silnego lidera przed zaplanowanymi na marzec 2024 r. wyborami prezydenckimi. Marsz Grupy Wagnera na Moskwę to najpoważniejszy od dwóch dekad przejaw niestabilności wewnętrznej w Rosji – obnażył on słabości systemu, w tym dezorganizację i niskie morale w armii i służbach, stanowił też bezprecedensowe upokorzenie dla Putina, zmuszonego do niechcianego kompromisu z osobą, którą publicznie nazwał „zdrajcą”. Długotrwała, niezakłócona działalność publiczna Prigożyna byłaby w oczach elity dowodem na nieudolność prezydenta i mogła zaowocować dezintegracją systemu władzy.

W wyniku kompromisu z 24 czerwca Prigożyn zachował kontrolę nad Grupą Wagnera, redyslokowaną na Białoruś, a także swoje struktury biznesowe i część dochodów z zamówień państwowych – utracił jedynie imperium medialne. Planował umocnić się w Afryce, gdzie formacja, poza realizacją zleconych przez Kreml zadań z zakresu polityki zagranicznej, czerpie lukratywne dochody z kontraktów zawieranych z lokalnymi władzami (struktury podległe Prigożynowi, w tym oddziały wagnerowców, pozostają obecne w co najmniej czterech państwach Afryki: Mali, Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej, Libii).

Przez dwa miesiące od puczu – najpewniej w obawie przed głębszą destabilizacją wewnętrzną – Kreml nie podjął zdecydowanych kroków w celu ukarania winnych i rozliczenia osób uznanych za niedostatecznie lojalne. Przyczyną takiego stanu rzeczy mogły być m.in. przychylne Prigożynowi nastroje części armii i służb specjalnych (cieszył się on poparciem części kadry dowódczej w armii, dostrzegającej nieudolność szefa Sztabu Generalnego FR Walerija Gierasimowa w dowodzeniu działaniami bojowymi na Ukrainie) oraz obawy o reakcję elity rządzącej na pokazowe czystki kadrowe. Przez ostatnie dwa miesiące władze ustalały najpewniej dokładny zasięg nastrojów antykremlowskich w armii, służbach i elicie „cywilnej” oraz oceniały ryzyko związane z odwetem na Prigożynie. Priorytetem pozostawało w tym czasie kreowanie wizerunku politycznej jedności i odporności reżimu.

Represje wobec przedstawicieli struktur siłowych (zwłaszcza Sił Zbrojnych) były utajnione i najprawdopodobniej miały jak dotąd charakter punktowy. Istnieją silne poszlaki, że usunięto oficerów podejrzewanych o bliskie związki z szefem Grupy Wagnera i podzielających jego negatywną opinię o najwyższym dowództwie wojskowym. Stanowisko miał stracić m.in. zastępca dowódcy wojsk rosyjskich na Ukrainie i dowódca Sił Powietrzno-Kosmicznych (SPK) generał armii Siergiej Surowikin, według dostępnych danych zdymisjonowany 18 sierpnia. Zgodnie z nieoficjalnymi informacjami jego następcą mianowano generała Wiktora Afzałowa, dotychczasowego szefa sztabu SPK.

Władze podjęły też ograniczone działania neutralizujące wybranych reprezentantów środowisk nacjonalistyczno-imperialnych krytycznych wobec Kremla (tzw. turbopatriotów). Po buncie Prigożyna zaczęli oni być postrzegani jako zagrożenie z uwagi na szerzenie postulatów podobnych do tych głoszonych przez lidera Grupy Wagnera (zmiana strategii prowadzenia wojny, dymisje wśród najwyższych dowódców, krytyka skorumpowanego systemu, w tym samego Putina, za nieudolność i klęski na froncie). 21 lipca aresztowano byłego pułkownika specnazu FSB Igora Girkina (Striełkowa) – jednego z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli środowisk turbopatriotycznych, skłóconego z Prigożynem, lecz bezpardonowo atakującego politykę władz i samego prezydenta. Brak zdecydowanej reakcji zwolenników Girkina na aresztowanie mógł ośmielić Kreml do podjęcia decyzji o ostatecznej rozprawie z Prigożynem.

W wyniku buntu najpewniej znacząco wzrosły podejrzliwość i nieufność Putina do członków establishmentu. Nie można wykluczyć, że w związku z tym dojdzie do roszad kadrowych i pokazowych represji (m.in. pod zarzutami korupcyjnymi), mających zastraszyć elity i odbudować jego wizerunek jako twardego przywódcy. Z uwagi na kalendarz wyborczy (wybory regionalne i lokalne we wrześniu br., prezydenckie w marcu 2024 r.) czystki zostaną zapewne odłożone na okres późniejszy. Podtrzymywanie niepewności i strachu w elicie co do zasięgu możliwych represji ma dodatkowo zmobilizować aparat państwa do zapewnienia pożądanego przez Kreml wyniku głosowania.

Pokazowa rozprawa z Prigożynem najprawdopodobniej na jakiś czas skutecznie zastraszy niezadowolonych z polityki Kremla członków elity. Ich postawa może się jednak zmienić w razie dalszych niepowodzeń Sił Zbrojnych FR na Ukrainie i/lub wzrostu niezadowolenia społecznego, zwłaszcza na tle problemów gospodarczych. Kolejna próba sił, o skali podobnej do czerwcowego „puczu”, może w tej sytuacji doprowadzić do przetasowań na szczytach władzy, które mogą – choć nie muszą – spowodować głębszą zmianę systemową i rewizję polityki zagranicznej Rosji. W przypadku wybuchu następnego buntu nie należy się spodziewać prób negocjowania z Putinem, gdyż udzielane przez niego ewentualne gwarancje będą miały po śmierci szefa Grupy Wagnera zerową wartość.

W najbliższych tygodniach zostaną najpewniej podjęte decyzje o redystrybucji gospodarczych i wojskowych aktywów Prigożyna wśród zaufanych członków elity. Konsekwencją jego śmierci będzie dezorganizacja obecnego kształtu Grupy Wagnera. Pojawiają się informacje, że najemnicy przebywający na Białorusi zamierzają powrócić do Rosji. Reżim w Mińsku najprawdopodobniej nie jest zainteresowany ponoszeniem kosztów dalszego stacjonowania wagnerowców, choć nie można wykluczyć, że część z nich pozostanie na żołdzie tamtejszych sił zbrojnych i będzie wypełniać zadania szkoleniowe związane z prowadzeniem działań hybrydowych.

osw.waw.pl

Rosja, kontynuując wojnę z Ukrainą, liczy na jej wyczerpanie i słabnięcie determinacji Zachodu. Rosyjska armia boryka się jednak z rosnącymi brakami w zakresie amunicji, wozów bojowych, pocisków rakietowych i różnego typu dronów. Część luk zapełniają rozpoczęte latem 2022 r. dostawy z Białorusi, Iranu, KRLD, a w 2023 r. – z Mjanmy. Media sugerują, że USA udaremniły starania Rosji o podobną pomoc z Egiptu i RPA. Rosną też braki w zakresie łączności i indywidualnego wyposażenia żołnierzy. Do niedawna i niezależnie od resortu obrony Rosji Grupa Wagnera testowała własne źródła zaopatrzenia w broń lekką w Syrii, Turcji, KRLD i Białorusi.

(...)

Chiny są kluczowym producentem sowieckiej amunicji kal. 122 i 152 mm oraz rakiet Grad i Smiercz, których najbardziej brakuje Rosji. Ich nowszy sprzęt pancerny odbiega od technologii i standardów ZSRR i Rosji, ale w rezerwie są tysiące czołgów pochodnych T-54/55 i kopii wozów BMP-1. Dawałoby to Rosji duży potencjał części zamiennych. Chiny produkują też brakującą jej amunicję czołgową kal. 100 i 125 mm oraz do działek kal. 23 i 30 mm. Koncerny CAIC i CASC oferują obecnie kilka modeli dronów wielozadaniowych – dostarczano je już krajom Bliskiego Wschodu i Afryki. Nie są jednak znane przypadki eksportu amunicji krążącej z Chin, np. CH-901 wzorowanej na dronie Switchblade. Nie potwierdziły się też doniesienia mediów o dostarczeniu Rosji 100 podobnych dronów z prywatnej firmy Xian Biao. W sierpniu br. ofertę amunicji krążącej przedstawiła na targach w Moskwie pekińska firma CoBTec. Korzystając z jawnych źródeł trudno określić jej relacje z władzami, jest to jednak producent operujący na rynkach sprzętu policyjnego i poza Chinami.

Choć USA i UE udało się powstrzymać opcje bezpośredniej pomocy wojskowej, kalkulacje Chin są trudne do przewidzenia. Dyskusje we władzach Chin mogą być wypadkową nieformalnego sojuszu tego państwa z Rosją oraz obaw przed kolejnymi napięciami w relacjach z USA i Europą. Trudno też teraz przesądzić, czy nawet pełna klęska Rosji uruchomiłaby szerszą lub otwartą pomoc Chin. Można jednak przypuszczać, że zmiana ich postawy byłaby procesem stopniowym i skrytym. Każda opcja wojskowego wsparcia Rosji przez Chiny na większą skalę byłaby przy tym obarczona ryzkiem jej wykrycia i potwierdzenia przez Ukrainę i jej partnerów.

pism.pl

czwartek, 24 sierpnia 2023


Niemal pewny rozkaz Putina dla rosyjskiego Ministerstwa Obrony zestrzelenia samolotu Prigożyna jest prawdopodobnie publiczną próbą potwierdzenia jego dominacji i wywarcia zemsty za upokorzenie, jakie zbrojna rebelia Grupy Wagnera z 24 czerwca spowodowała Putinowi i rosyjskiemu Ministerstwu Obrony. Putin wziął w szczególności udział w transmitowanym przez telewizję publiczną koncercie z okazji 80. rocznicy bitwy pod Kurskiem, mniej więcej w czasie, gdy rosyjska obrona powietrzna zestrzeliła samolot Prigożyna. Obecność Putina na transmitowanym przez telewizję koncercie przypominała wspomnienie radzieckiej telewizji państwowej, która w sierpniu 1991 r., po upadku Związku Radzieckiego, pokazała Jezioro Łabędzie. Źródła rosyjskie podają, że minęły dokładnie dwa miesiące od rozpoczęcia zbrojnego buntu Wagnera, podczas którego siły Wagnera zestrzeliły kilka rosyjskich helikopterów i zabiły co najmniej 13 rosyjskich żołnierzy. Decyzja o wykorzystaniu rosyjskiej obrony powietrznej jako metody zabójstwa Prigożyna pozwoliła rosyjskiemu Ministerstwu Obrony bezpośrednio pomścić jeden z najbardziej śmiercionośnych dni dla rosyjskiego lotnictwa od rozpoczęcia inwazji na pełną skalę. Putin doświadczył znacznego upokorzenia za to, że nie powstrzymał buntu Wagnera, polegał na Łukaszence, aby powstrzymał marsz Prigożyna i nie ukarał żołnierzy Wagnera, którzy byli odpowiedzialni za zestrzelenie rosyjskiego samolotu 24 czerwca. Zachowanie Putina podczas buntu podobno niepokoiło jego najbliższe otoczenie co do jego zdolności do utrzymania reżimu, a dyrektor CIA William Burns powtórzył podobne obserwacje na temat osądów Putina i dystansu od wydarzeń. Burns zauważył również, że „Putin jest największym apostołem zemsty” i jest prawdopodobne, że Putin czekał na stworzenie odpowiednich warunków, aby w końcu zemścić się na Prigożynie, nie okazując przy tym impulsywności ani przesadnej reakcji. Putin musiał dokonać ostentacyjnej zemsty na Prigożynie nie tylko po to, by udowodnić, że nie jest słabym przywódcą, ale także by wesprzeć swoje wojsko – co w oczach wielu Rosjan nie doprowadziło do wymierzenia sprawiedliwości za wydarzenia z 24 czerwca.

Konkretne osoby, które mogły planować przeciwstawienie się Putinowi, Kremlowi lub Ministerstwu Obrony, prawdopodobnie zwróciły uwagę na ostateczny los Prigożyna i inne podjęte niedawno środki mające na celu ponowne potwierdzenie poparcia Kremla dla wyższego rosyjskiego dowództwa wojskowego. Putin w szczególności odsunął na bok gubernatora obwodu tułskiego Aleksieja Dyumina na niedawnym forum Armia-2023, publicznie przedstawiając go jako podwładnego Szojgu w następstwie sugestii, że Dyumin mógłby zastąpić Szojgu. Putin i Gierasimow odwiedzili kwaterę główną Południowego Okręgu Wojskowego (SMD) w Rostowie nad Donem, którą siły Wagnera okupowały podczas buntu, prawdopodobnie w celu publicznego zademonstrowania wsparcia Kremla dla Gierasimowa. Los Prigożyna ma również prawdopodobnie odstraszyć elementy rosyjskiej armii, które mogą próbować podążać za istniejącym precedensem niesubordynacji, który Prigożyn pomógł ustanowić. Łukaszenka w szczególności zawstydził Putina bezpośrednimi negocjacjami z Prigożynem w sprawie zakończenia buntu, a zabójstwo Prigożyna może sygnalizować Łukaszence zarówno dramatyczne ograniczenie jego przestrzeni negocjacyjnej z Kremlem, jak i ukrytą groźbę jego ciągłych prób przeciwstawiania się wysiłkom integracyjnym Państwa Związkowego.

understandingwar.org

środa, 23 sierpnia 2023


Ogólny obraz kontrofensywy wygląda następująco:
  • Od czerwca rosyjskie pozycje na południu Ukrainy są atakowane przez związki 9. Korpusu Armijnego. Według przecieku z Pentagonu, korpus ten tworzą wyszkolone na Zachodzie ukraińskie brygady.
  • Siły 9. Korpusu nadal znajdują się na polu bitwy, ale teraz dołączyły do nich brygady 10. Korpusu utworzonego w 2023 r. Co więcej, 10. Korpus już teraz prawdopodobnie przewyższa 9. Korpus pod względem liczebności.
  • Połączone siły tych korpusów utworzyły dużą siłę liczącą do 50 tys. ludzi. Nacierają one na wąskim odcinku frontu 15 km na południe od Orichiwa — między wsiami Robotyne i Werbowe na Zaporożu (według ostatnich informacji Robotyne zostało zdobyte).
  • 70 km na wschód — w rejonie wsi Wełyka Nowosiłka (rosyjskie ministerstwo obrony nazywa ten obszar występem Wremiwskim) — atakuje druga duża grupa ukraińskich sił. Od końca lipca do walki na tym obszarze wprowadzono kilka brygad rezerwowych, a łączną liczbę sił ukraińskich można oszacować na około 30-35 tys. ludzi.
Pod koniec lipca wzmocnione ukraińskie zgrupowanie na południe od Orichiwa było w stanie pokonać "szarą strefę" o głębokości kilku kilometrów, w której napotkało liczne pola minowe i rzadkie małe twierdze armii rosyjskiej składające się z przeciwpancernych systemów rakietowych. Przełom został zapewniony przez rezerwy. Ukraińcom udało się przebić przez pola minowe między Robotynem i Werbowem siłami nowo wprowadzonych brygad.

Ważnym czynnikiem relatywnego sukcesu był ogień ukraińskich brygad artylerii na rosyjskie tyły, który, jak się wydaje, zdołał zmniejszyć skuteczność rosyjskiej artylerii.

Ponadto, odsuwając front, jednostki ukraińskie były w stanie zabezpieczyć drogi zaopatrzenia i wzmocnienia przed ogniem rosyjskich śmigłowców, które wcześniej bezpiecznie ostrzeliwały pojazdy opancerzone na ukraińskich tyłach (pociskami kierowanymi z odległości 8-10 km).

17 sierpnia rosyjski śmigłowiec szturmowy Ka-52, prawdopodobnie próbujący zaatakować pojazdy na ukraińskich tyłach, został zestrzelony w pobliżu miejscowości Robotyne na terytorium kontrolowanym przez rosyjskie siły zbrojne, zaledwie 3 km od frontu.

Jednak po sukcesach na przełomie lipca i sierpnia, kiedy jednak brygady Ukrainy poniosły ciężkie straty w sprzęcie, siły ukraińskie nie osiągnęły żadnych znaczących sukcesów.

Ukraińskie siły zbrojne zdobyły przyczółek na północno-wschodnich obrzeżach Robotyne, ale nie były jeszcze w stanie całkowicie przełamać pierwszej ufortyfikowanej linii rosyjskiej obrony biegnącej na północ i południe od wioski.

Rosyjskie dowództwo nie spieszy się z przerzucaniem regularnych jednostek w rejon przełamania (w raportach i wpisach w mediach społecznościowych pojawiają się jedynie nowe wydzielone pułki "terytorialne" złożone ze zmobilizowanych żołnierzy). Jest prawdopodobne, że w razie potrzeby rosyjskie siły zbrojne są gotowe do przesunięcia się na południe od Robotyne lub Werbowe do drugiej linii obrony w pobliżu wsi Nowoprokopowka i Solodka Balka.

Jednocześnie siły rosyjskie mają oczywisty cel, aby zadać maksymalne straty w ograniczonym sprzęcie brygad ukraińskich na każdej z linii obrony, co powinno zmniejszyć potencjał ofensywny strony ukraińskiej.

To, co rosyjskie ministerstwo obrony zwykło nazywać "występem Wremiwskim" — łukiem ważnym fragmentem terenu skierowanym w stronę kontrolowanego przez Ukrainę centrum rejonu Wełykiej Nowosiłki — przestało istnieć w lipcu. Ukraińskie oddziały wyzwoliły wsie wzdłuż rzeki Mokri Jały, a także wzmocniły zachodnią flankę tego wyłomu, zajmując wsie Riwnopil i Lewadne. Następnie dotarły na obrzeża wsi Prijutne i zajęły wzgórza na zachodnim brzegu Mokrich Jałów.

Na początku sierpnia wzmocniona grupa Ukraińców wyzwoliła kolejne dwie wioski na obu brzegach Mokrych Jałów — Staromajorśkie i Urożajne. Teraz siły ukraińskie będą próbowały wyzwolić wieś Prijutne i przedostać się dalej na południe do głównej linii obrony rosyjskich sił zbrojnych w Staromłyniwce.

Siły ukraińskie zapłaciły wysoką cenę za te sukcesy Kijowa. Jak wynika z opublikowanych nagrań wideo, straciły kilkadziesiąt sztuk sprzętu trafionego i zniszczonego w pobliżu miejscowości Staromajorśkie i Urożajne.

Aby zepchnąć rosyjską obronę kilka kilometrów dalej na południe, ukraińskie dowództwo na przełomie lipca i sierpnia musiało wprowadzić do walki rezerwy, które prawdopodobnie miały na celu wybicie wyłomu w głębi rosyjskiej obrony. Jednak przewaga liczebna nie doprowadziła jeszcze do decydującego przełamania.

Dlaczego ofensywa napotkała takie trudności? Istnieją trzy przyczyny.

Próby przełamania rosyjskich pozycji poprzez uderzenie na jednostki pancerne bez uprzedniego stłumienia rosyjskiej artylerii i oczyszczenia terenu nie powiodły się.

Taktyka ta zadziałała we wrześniu 2022 r. przeciwko słabej obronie w obwodzie charkowskim, ale jednocześnie utknęła w martwym punkcie na prawym brzegu Dniepru w pobliżu Chersonia.

Utknęła w martwym punkcie i teraz: kolumny pancerne albo wpadają na pola minowe i padają ofiarą rosyjskiej artylerii i helikopterów, albo pokonują pola minowe w sposób zamierzony przez rosyjskie dowództwo, wpadając w "worek ogniowy" ostrzeliwany przez artylerię. Prowadzi to do ciężkich strat w sprzęcie bez decydującego sukcesu.

Od lipca Ukraińcy zmienili swoje podejście: ich artyleria, wykorzystując przewagę w zasięgu zachodnich systemów i dokładności pocisków kierowanych, a także w skuteczności wywiadu, próbowała wyeliminować rosyjskie haubice i wyrzutnie rakiet.

Jak stwierdził Iwan Popow, odwołany już dowódca rosyjskiej 58 Armii, w liście do swoich podwładnych po dymisji, rosyjska armia na południu przegrywa "bitwę przeciwartyleryjską".

Michael Kofman z Carnegie Endowment for International Studies, który w lipcu był na linii frontu w Ukrainie (w tym w obwodzie zaporoskim), twierdzi, że siły ukraińskie na południu uzyskały przewagę (zarówno ilościową, jak i — po raz pierwszy — jakościową) w artylerii lufowej (ale nie w ogniu wyrzutni rakiet, których rosyjskie siły zbrojne wciąż mają więcej). Przewaga dotyczy nie tylko liczby luf, ale także ilości amunicji, w którą Zachód obficie zaopatrzył Ukrainę w przededniu ofensywy.

Niemniej rosyjskiej artylerii nie udało się całkowicie osłabić. Wynika to częściowo z faktu, że według badaczy RUSI (Royal United Services Institute for Defence and Security Studies), problemy z jakością i dokładnością rosyjskiej artylerii zostały częściowo rozwiązane w ostatnich miesiącach.

Między innymi znaleziono "prostopadłe" rozwiązanie: operatorzy Lancetów, dronów kamikadze dalekiego zasięgu, przejęli część funkcji artylerii w zwalczaniu ukraińskich haubic. Od początku ukraińskiej ofensywy rosyjskie siły zbrojne opublikowały około 250 filmów z ataków Lancetów, z których ponad połowa była wymierzona w systemy artyleryjskie.

Ukraińskie jednostki muszą raz po raz pokonywać pola minowe pod ostrzałem wroga: nie tylko artylerii, ale także załóg pocisków przeciwpancernych, helikopterów i dronów kamikadze — zarówno Lancetów, jak i bardziej prymitywnych dronów rzemieślniczych.

Jednocześnie ukraińskie siły zbrojne nie używają dronów (sądząc po liczbie opublikowanych filmów) tak aktywnie, jak w poprzednich miesiącach. Jest to prawdopodobnie spowodowane skutecznością sprzętu do walki elektronicznej i tłumienia ze strony rosyjskich sił zbrojnych. Nie ma jednak na to poważnych dowodów — są tylko skargi ukraińskich operatorów dronów na skuteczność rosyjskich systemów zakłócania.

Kofman ostrożnie sugeruje, że podczas bitwy o Bachmut — począwszy co najmniej od końca lutego — Armia Ukrainy poniosła zbyt wiele ofiar, choć miała możliwość opuszczenia miasta i wycofania się na znacznie korzystniejszą pozycję na zachód od Bachmutu (na wysokich wzgórzach w pobliżu wsi Czasiw Jar). Siły rosyjskie nie miały szans na szturm tej nowej linii obrony.

Co gorsza, doświadczone i zaprawione w bojach ukraińskie brygady wysłane na ratunek Bachmutowi w lutym i marcu straciły wielu bojowników, oficerów i sprzęt — głównie w zamian za życie najemników z Grupy Wagnera, w większości byłych więźniów. Regularne oddziały rosyjskie praktycznie nie ucierpiały z powodu "maszynki do mięsa z Bachmutu".

Inni amerykańscy eksperci wojskowi wypowiadają się na ten temat znacznie ostrzej. — Obrona Bachmutu, który nie miał żadnej wartości strategicznej, była bezcelowa — pisze Daniel Davis z Defense Priorities Foundation, w artykule dla 19fortyfive.com.

Jego zdaniem Armia Ukrainy została zmuszona do obrony miasta nie przez dowództwo wojskowe, ale przez władze polityczne kraju, które rzekomo "pokonała duma" po udanej ofensywie jesienią 2022 r. Ponadto Kijów zdecydował się na natychmiastowy kontratak na froncie Bachmutu po utracie miasta, do czego wykorzystał doświadczone oddziały, które pozostały do jego dyspozycji.

Brak brygad z doświadczeniem bojowym na froncie południowym (po stratach pod Bachmutem), doprowadził zdaniem eksperta, do tego, że zgrupowanie, składające się głównie z nowo utworzonych formacji, nie było w stanie prowadzić skoordynowanych operacji ogólnowojskowych.

Na krytykę działań pod Bachmutem można odpowiedzieć, że Grupa Wagner po zdobyciu miasta została zmuszona do opuszczenia frontu (według jej właściciela Jewgienija Prigożyna — z powodu wyczerpania sił).

Aby bronić front, który wcześniej był zajęty przez najemników, rosyjski sztab generalny musiał zebrać nowe zgrupowanie z różnych jednostek. Z tego powodu rosyjskie siły zbrojne wstrzymały ofensywę pod Marjinką (wycofano stamtąd oddziały 150 Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych) i pod Awdijiwką (działały tam brygady byłej "milicji republiki donieckiej").

Wreszcie, spadochroniarze ze 106 Dywizji Powietrznodesantowej i 31 Powietrznodesantowej Brygady Szturmowej, które bronią teraz okolic Bachmutu, mogłyby być wykorzystane do obrony na południu lub ofensywy na północy.

Jednocześnie rosyjskie zgrupowanie w pobliżu Bachmutu nadal ma duże trudności z utrzymaniem pozycji na północ, a zwłaszcza na południe od miasta. Po części wynika to z faktu, że zbuntowana Grupa Wagnera nigdy nie wróciła na front po odpoczynku (Prigożyn przed buntem mówił, że powrót nastąpi w sierpniu).

Nie jest do końca jasne, czyja zasługa w usunięciu najemników z Ukrainy jest większa — ukraińskich żołnierzy czy ambicji i resentymentów samego Prigożyna.

Tak czy inaczej, trwająca bitwa o Bachmut uniemożliwia jednej i drugiej stronie skupienie się na południu.

Według obliczeń z otwartych źródeł, 22 "regularne" brygady Armii Ukrainy (w tym brygady Gwardii Narodowej, niektóre z nich nie są w pełni sił) działają na południu przeciwko 14 brygadom i 12 "regularnym" pułkom Sił Zbrojnych Rosyjskiej Federacji.

W Bachmucie 13 brygadom Armii Ukrainy przeciwstawia się 8 brygad i 11 pułków Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, z których niektóre są bardzo słabe. Oznacza to, że jeśli spojrzymy tylko na liczbę żołnierzy, nie możemy powiedzieć, że bitwa na południu ma decydujące znaczenie strategiczne dla wyniku wojny, podczas gdy prawie roczna bitwa o Bachmut takiego znaczenia nie ma.

Nie można też powiedzieć, że "doświadczone brygady" ukraińskie pod Bachmutem odnoszą większe sukcesy niż "niedoświadczone" na południu.

Jesienią 2022 r. ukraińskie dowództwo wybrało dwie skrajne flanki do ofensywy — prawy brzeg Dniepru na południowym zachodzie frontu (w okolicach Chersonia) oraz obszar Bałaklii i Iziumu na północnym wschodzie. Obie ofensywy, które rozwijały się zupełnie inaczej, miały podobne cele strategiczne:

Wyzwolenie Chersonia i wyparcie wojsk rosyjskich za Dniepr, dokonane z pomocą ataków rakietowych na przeprawy. Było to konieczne, aby pozbawić rosyjskie siły zbrojne inicjatywy na południu i wyeliminować zagrożenie przyszłą ofensywą na Odessę i zachodnią Ukrainę.

Ofensywa na Izium w postaci przełamania słabo przygotowanych pozycji rosyjskich — w celu pozbycia się groźby rosyjskiej ofensywy z północy na pozostającą w rękach Ukrainy wschodnią część Donbasu. Od tego czasu rosyjskie siły zbrojne, które mają polityczne zadanie zajęcia całego terytorium regionów donieckiego i ługańskiego, były w stanie atakować Donbas tylko "czołowo" przez fortyfikacje Armii Ukrainy przygotowywane przez osiem lat. Wojska rosyjskie próbowały to zrobić zimą, ale odniosły bardzo ograniczony sukces (z ciężkimi stratami).

Cele ofensywy ukraińskiej armii nie są już dziś "negatywne" (uniemożliwienie rosyjskim siłom zbrojnym przeprowadzenia ataku tam, gdzie chciałyby to zrobić). Są "pozytywne": przeciąć rosyjską obronę tam, gdzie może to doprowadzić do jej załamania.

To jedyny sposób na wyzwolenie całego terytorium Ukrainy. A jedynym miejscem, gdzie teoretycznie realne jest dokonanie tego za jednym zamachem, jest południe kraju.

Dostęp do Morza Azowskiego pozwoliłby Armii Ukrainy na pokonanie największego rosyjskiego zgrupowania, odizolowanie Krymu i otwarcie nowego frontu w rejonie Mariupola — w kierunku, w którym nie ma dużych osiedli utrudniających posuwanie się wojsk aż do granicy z Rosją.

Tak więc obie strony, jeśli chcą osiągnąć zwycięstwo na polu bitwy, stoją przed koniecznością przejścia przez dobrze przygotowaną obronę wroga: Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej — w centrum Donbasu, Armia Ukrainy — na południu kraju, gdzie armia rosyjska przygotowywała się do odparcia ofensywy od około dziewięciu miesięcy.

Obie strategie są niemożliwe do zrealizowania.

Oto dlaczego:

Przeciwnicy nie skoncentrowali wystarczających sił na swoich głównych kierunkach, gdyż nie są w stanie efektywnie zarządzać i zaopatrywać tak dużych zgrupowań. Ponadto zarówno Ukraińcy, jak i Rosjanie muszą rozproszyć żołnierzy na ponad 800-kilometrową linię frontu, by powstrzymać ewentualną ofensywę.

Na taką linię frontu przypada niewielka liczba żołnierzy, a ich zagęszczenie jest niskie w porównaniu z klasycznymi przykładami impasu pozycyjnego, takimi, jak I wojna światowa czy wojna koreańska. Na polu bitwy nadal panuje więc impas: każdy z przeciwników, dzięki licznym dronom zwiadowczym, ma dobre rozeznanie w działaniach wroga w pobliżu frontu i może celować w atakujące jednostki artylerią, dronami kamikadze i pociskami przeciwpancernymi dalekiego zasięgu.

Żadna ze stron nie ma skutecznych środków blokowania wroga przed dostarczaniem zaopatrzenia i posiłków na front. Jest to standardowa sytuacja: strona broniąca się ma kryzys, ale bez przeszkód dostarcza posiłki do niebezpiecznego obszaru, przez co ofensywa wroga zostaje zatrzymana. Tak było latem, gdy siły rosyjskie próbowały okrążyć Lisiczańsk i Siewierodonieck, jesienią podczas ofensywy Ukraińców w obwodzie chersońskim, podczas rosyjskich ataków pod Wuhłedarem zimą 2023 r. i pod Awdijiwką na wiosnę.

Strony aktywnie wykorzystują wszystkie dostępne im środki, aby uderzać na tyły. Są one jednak wyraźnie niewystarczające pod względem ilościowym i jakościowym. Rosyjskie lotnictwo, po stratach z początku wojny, albo uderza wzdłuż linii frontu, albo używa niewielkiej ilości amunicji (pocisków manewrujących i balistycznych) do atakowania celów na dalekich tyłach.

Jedyną powszechnie dostępną i tanią opcją dla rosyjskich uderzeń na bliskich tyłach są zestawy, które weszły do służby już w czasie wojny, zamieniające konwencjonalne bomby w bomby kierowane (Uniwersalny Moduł Planowania i Korekty — UMPK). Z tymi zestawami są dwa problemy: zasięg ich użycia ledwo przekracza 50 km, nawet z dużej wysokości (biorąc pod uwagę, że samoloty rosyjskich sił powietrznych na dużych wysokościach boją się zbliżać do linii frontu na dziesiątki kilometrów w obawie przed ukraińską obroną przeciwlotniczą, do uderzeń dostępne są tylko najbliższe ukraińskie tyły); zestaw naprowadza bomby zgodnie ze współrzędnymi celu, które są wprowadzane na ziemi, tj. jest skuteczny tylko przeciwko stacjonarnym i wcześniej wykrytym obiektom. Trudno jest użyć UMPK przeciwko przemieszczającym się kolumnom zaopatrzeniowym, rezerwom i jednostkom atakującym.

Ukraina ma podobny problem: prawie cała broń precyzyjnego naprowadzania dostarczana przez Zachód jest naprowadzana za pomocą współrzędnych celu. Pociski HIMARS były bardzo skuteczne latem i jesienią 2022 r., kiedy rosyjskie siły zbrojne zaopatrywały wojska ze zidentyfikowanych dużych magazynów na stacjach kolejowych na Donbasie i południowej Ukrainie, które stały się celem ataku.

Ponadto rosyjskie zgrupowanie na prawym brzegu Dniepru znalazło się w poważnym kryzysie, ponieważ jego zaopatrzenie było powiązane z czterema mostami w strefie rażenia HIMARS-ów. Jednak od tego czasu rosyjskie siły zbrojne dostosowały się do zagrożenia i (z wyjątkiem pojedynczych przypadków) stosują rozproszony system małych magazynów.

Geografia teatru działań w południowej Ukrainie utrudnia izolowanie go za pomocą ataków dalekiego zasięgu: Armia Ukrainy potrzebuje jeszcze wiele amunicji i platform startowych, aby utrzymywać liczne szlaki zaopatrzeniowe rosyjskiego zgrupowania pod ciągłym ostrzałem. Dlatego nawet brytyjskie i francuskie pociski manewrujące, które mają większy zasięg niż pociski HIMARS, nie wpłynęły jeszcze poważnie na sytuację na froncie.

Wreszcie, obaj przeciwnicy stale ulepszają (rosyjskie siły zbrojne — samodzielnie, Armia Ukrainy — z pomocą Zachodu) swoje systemy obrony powietrznej, które czasami ograniczają szkody wyrządzane przez broń dalekiego zasięgu.

Żadna ze stron nie posiada samolotów zdolnych do niezależnego zwiadu i atakowania ruchomych celów na bliskich i dalekich tyłach wroga w obliczu środków obrony przeciwlotniczej. Żadna ze stron nie ma też środków do całkowitego stłumienia obrony przeciwlotniczej.

Nawet dostarczenie Ukrainie dziesiątek stosunkowo nowoczesnych samolotów F-16 prawdopodobnie nie zmieni sytuacji, uważa Michael Kofman.

W takich warunkach — gdy przeciwnik zna operacyjny kierunek ofensywy wroga, widzi wszystkie jego działania na froncie i nie ma możliwości zatrzymania dostaw rezerw — każda operacja pomyślana jako przełamanie, a następnie manewr, zamienia się w bitwę na wyczerpanie.

Stosunkowo skuteczną taktykę zdobywania terytoriów w tego typu wojnie pokazała zimą i wiosną ubiegłego roku Grupa Wagnera.

Wymagała ona dużej liczby żołnierzy, zdolnych do podejścia do pozycji wroga bez ciężkiego sprzętu i wzięcia ich szturmem, a także dużej ilości amunicji i luf artyleryjskich, które wspierają takie ataki. Jednak zasoby atakującego często wyczerpują się szybciej niż zasoby obrońcy (zwłaszcza w przypadkach, gdy piechota szturmowa musi pokonać duże obszary, aby zbliżyć się do pozycji wroga).

Armia Ukrainy, po niepowodzeniach pierwszego miesiąca ofensywy, wybrało taktykę podobną do tej, którą zastosowali wagnerowcy w okolicach Bachmutu. Wprowadzając rezerwy, pokonali "szarą strefę" i dotarli do pozycji rosyjskich w Robotyne i niemal osiągnęli główną linię obrony w Staromłyniwce na wschodnim odcinku. Jednak nadal nie są w stanie przebić się dalej i wydaje się, że nie mają już rezerw.

Niemal codziennie powtarza się ten sam scenariusz, zarejestrowany na wielu filmikach: ukraińska artyleria bije po wysuniętych pozycjach wroga, podczas gdy pojazdy próbują (nie zawsze skutecznie) zbliżyć piechotę do wysuniętych pozycji Rosjan. Jeśli pozycje zostaną skutecznie przytłumione ogniem artyleryjskim, żołnierze piechoty zajmują je — i starają się przetrwać ogień zwrotny rosyjskiej artylerii.

Bitwa na wyczerpanie może być bardziej skuteczna dla Armii Ukrainy niż (nieudana) próba głębokiego przełamania z (jak dotąd nieosiągalnym) przejściem do manewrów w stylu operacji Izium z jesieni 2022 r. Nawet pomimo braku rezerw, Ukraińcy wciąż mają szansę uszczuplić rosyjską obronę.

Rosyjskie siły zbrojne mają rezerwy (w tym rezerwy mobilne — brygady i pułki piechoty morskiej oraz wojska powietrznodesantowe) na południu Ukrainy. Rezerwy te nie są jednak duże. Jednocześnie oddziały broniące frontu są już poważnie osłabione:

Rosyjskie jednostki zaangażowane w obronę na południe od Orichiwa — 70, 71 i 291 pułki strzelców zmotoryzowanych 42 Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych 58 Armii — walczą i ponoszą straty (szczególnie ciężkie po osiągnięciu przez Ukraińców głównej linii obrony) od początku czerwca.

Wspierająca ich między miejscowościami Robotyne i Werbowe 810 Brygada Piechoty Morskiej jest zaangażowana w aktywne walki od lipca. Do tych miejscowości przybywają jako posiłki, słabe pułki "terytorialne" sformowane ze zmobilizowanych oddziałów. Ukraińskie rezerwy, które zostały wprowadzone do walki, nie poniosły tam jeszcze większych strat.

Wyczerpane są również oddziały próbujące powstrzymać ataki Ukraińców w rejonie "występu Wremiwskiego". Są tam też rezerwy (5 Brygada Czołgów, 155 Brygada Piechoty Morskiej Floty Pacyfiku), które mogą próbować powstrzymać ukraińską ofensywę pod Staromłyniwką, ale nie wiadomo, czy będą wystarczające.

Większe rezerwy Rosji znajdują się jednak nie na południu, ale na północy. Tam — na obszarze od Kreminnej do Kupiańska — rosyjski sztab generalny próbuje zorganizować własną ofensywę. Wojska rosyjskie, na razie stosunkowo niewielkimi siłami, nacierają na Kupiańsk.

A dokładniej na tę część miasta, która znajduje się na wschodnim brzegu rzeczki Oskił (większość miasta znajduje się na przeciwległym brzegu). W przypadku zdobycia przepraw przez Oskił w pobliżu Kupiańska, Rosjanie znacznie skomplikują zaopatrzenie całej grupy Armii Ukrainy na wschodnim brzegu Oskiłu — u zbiegu regionów charkowskiego, ługańskiego i donieckiego, które zostały wyzwolone jesienią ubiegłego roku.

Będzie to oczywiście wymagało dużych sił, które nadal znajdują się w rezerwie głęboko w obwodzie ługańskim i na poligonach rosyjskiego obwodu białogrodzkiego.

Jednak nawet w przypadku całkowitego powodzenia rosyjskiej ofensywy (co na razie wydaje się mało prawdopodobne), pozbawi ona Ukrainę tylko części terytorium wyzwolonego w październiku-grudniu.

W najgorszym scenariuszu Armia Ukrainy wycofa się za rzekę Oskił na zachodzie i rzekę Siewierski Doniec na południu. Mogłoby to ustabilizować front na tym obszarze i uwolnić siły wroga do walki na innych kierunkach (tak jak stało się to w listopadzie w regionie Chersonia, kiedy dwie armie zostały oddzielone Dnieprem).

Nie rozwiąże to wyniku wojny, bo odwrót Ukraińców na północy przez duże przeszkody wodne, nawet jeśli nastąpi, nie przybliży rosyjskich sił zbrojnych do zdobycia Donbasu (podobnie jak odwrót armii rosyjskiej przez Dniepr w listopadzie nie przybliżył Armii Ukrainy do udanej operacji na Krymie).

Jednocześnie wykorzystanie dużych rezerw na północy zamiast na południu wydaje się zbyt ryzykowne. Gdy rosyjskie dowództwo prowadzi operacje na północy, może nie mieć wystarczających sił do obrony na południu. A bez świeżej piechoty i sprzętu nawet ciężko umocniona główna linia obrony na południe od Robotyne i Staromłyniwki może nie powstrzymać wroga.

W warunkach kryzysu obronnego szybkie przerzucenie wojsk z północy na południe i wprowadzenie ich do walki będzie trudne: trzeba je będzie przetransportować przez Krym lub Mariupol, a następnie zaopatrzyć.

Mogą również wystąpić trudności z organizacją dowodzenia: obecnie rezerwy te podlegają dowództwu Zachodniego Okręgu Wojskowego, podczas gdy oddziały na południu podlegają dowództwu okręgów wschodniego (kierunek Wełyka Nowosiłka) i południowego (kierunek Orichiw).

onet.pl/Meduza