czwartek, 13 lipca 2023


Takie działania jak ciepłe powitanie przez Erdogana prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Stambule 7 lipca prowadzą do spekulacji, że Turcja stara się przywrócić bliższe relacje z Europą i Stanami Zjednoczonymi po kilku latach zacieśniania współpracy z Moskwą — ocenia amerykański dziennik.

"W Rosji, gdzie dobre stosunki prezydenta Władimira Putina z Erdoganem są ważną walutą geopolityczną, poczucie, że Erdogan może zwracać się w stronę bliższej, bardziej kooperatywnej relacji z liderami Zachodu wydaje się prowokować niemal tak wiele niepokojów, jak pomysł dołączenia Szwecji do NATO, nasuwając pytanie, czy wojna Rosji podważyła jedną z najbardziej cenionych przez Moskwę relacji" — pisze "Washington Post".

Jak uważa dziennik, krytyka Moskwy pod adresem Ankary jest zwykle ostrożna, jednak przedstawiciele rosyjskich władz i "twardogłowi nacjonaliści z żalem potępili Erdogana, podczas gdy rosyjskie media wolnego nurtu pytały, czy turecki lider podejmuje się trwałego, fundamentalnego zwrotu oddalenia się od Rosji".

Wyraźna zmiana w tonie Erdogana była ewidentna w czasie ubiegłotygodniowej wizyty Zełenskiego w Turcji, pierwszej od początku rosyjskiej inwazji, kiedy turecki przywódca wyraził wsparcie dla niepodległości Ukrainy i powiedział, że zasługuje ona na członkostwo w NATO. Kilka dni później, jego ruch, by odblokować wejście Szwecji do NATO, stał się wielkim ciosem strategicznym dla Rosji, która uważa odstraszanie NATO od przyjmowania nowych członków za punkt centralny swojej polityki bezpieczeństwa jeszcze od lat 90. — zauważa "Washington Post".

Jednocześnie jednak Erdogan i Putin "współdzielą pragnienie zagrożenia dominacji Zachodu, co jest kluczowe dla wizerunku Putina jako lidera prowadzącego wojnę przeciw Ukrainie w celu uratowania świata od hegemonii USA i chciwych zachodnich elit" — zauważa amerykańska gazeta.

Wieści o kontrakcie między Turcją a Ukrainą dotyczącym współpracy w sektorach o znaczeniu strategicznym, w tym w zakresie produkcji dronów, jaki został podpisany przez Zełenskiego i Erdogana w zeszłym tygodniu, rozsierdziły Kreml — dodaje "Washington Post".

"Turcja stopniowo i konsekwentnie kontynuuje przemianę z kraju neutralnego w nieprzyjacielski" w kontekście wojny Rosji przeciwko Ukrainie — stwierdził Wiktor Bondariew, szef komisji obrony i bezpieczeństwa w Radzie Federacji, izbie wyższej rosyjskiego parlamentu. Rosyjski analityk Siergiej Markow uznał, że decyzja Erdogana o przekazaniu internowanych na terytorium Turcji obrońców zakładów Azwostal w Mariupolu w ręce Zełenskiego "wywołała falę szoku w Rosji", ponieważ Moskwa uważa ich za "symbol ukraińskiego neonazizmu i zbrodni wojennych wobec rosyjskiej ludności". Pragmatyczne relacje między Moskwą a Ankarą będą kontynuowane, "ale bez zaufania między przywódcami" — ocenił Markow.

Jak twierdzi "Washington Post" potencjalnie bardziej martwiący dla Moskwy powinien być zeszłotygodniowy komentarz przedstawiciela ukraińskiego Sztabu Generalnego generała Ołeksija Hromowa o tym, że Ukraina oczekuje, iż otrzyma od Turcji samobieżne haubicoarmaty T-155 Firtina. Turcja nie potwierdziła jak dotąd tego transferu. Jeśli Turcja przekaże Ukrainie haubicoarmaty "oznaczałoby to zmianę jakościową, jaka zaszła w Turcji w zakresie polityki wobec rosyjsko-ukraińskiego konfliktu" — uznał rosyjski dziennik "Niezawisimaja Gazieta".

Specjalistka w zakresie spraw międzynarodowych Evren Balta ze stambułskiego Uniwersytetu Ozyegina stwierdziła, że jest "za wcześnie, aby powiedzieć, czy Turcja kieruje się obecnie w stronę Zachodu", a w jej opinii raczej dostosowuje się do zmieniających się okoliczności, w tym do potrzeby przyciągnięcia inwestycji do ogarniętego kryzysem ekonomicznym kraju. Obecnie "potrzeby tureckiej polityki zagranicznej i strukturalne potrzeby tureckiej gospodarki się zmieniły" — uznała Balta.

Washington Post/PAP

"Skoro NATO to nie Amazon, to i my nie jesteśmy Netfliksem. Ale jeśli odłożymy emocje na bok, to w Wilnie otrzymaliśmy od NATO maksimum tego, co obecnie było rzeczywiście możliwe" — napisała wicepremier w mediach społecznościowych.

"Nazywając rzeczy po imieniu, na Zachód wpływają obawy dotyczące rosyjskiej broni jądrowej i powiększenia się geograficznego zasięgu wojny" — dodała.

"My musimy robić swoje. Odbijemy swoją ziemię i swoją wolność w dowolnym przypadku, bo drogi powrotnej nie mamy. Przystąpienie Ukrainy do NATO jest nieuniknione, bo w końcu tak wyjdzie dla wszystkich taniej" — podsumowała wicepremier.

PAP

"To bezprecedensowe i absurdalne, gdy nie są ustalone ramy czasowe ani dla zaproszenia, ani dla członkostwa Ukrainy w NATO. Wydaje się, że nie ma gotowości, by zaprosić Ukrainę do NATO, ani uczynić ją członkiem Sojuszu" - napisał we wtorek, pierwszego dnia szczytu w Wilnie, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. "NATO zgodziło się w 2008 roku, że Ukraina stanie się członkiem. Ale sojusz nie powiedział, jak i kiedy może to nastąpić. Teraz, w drodze do Wilna, otrzymaliśmy sygnały, że pewne sformułowania są dyskutowane bez Ukrainy" - przekazał zawiedziony prezydent Ukrainy. Zełenski podsumował wpis stwierdzeniem, że "niepewność jest słabością". "I będę o tym otwarcie dyskutował na szczycie" - zapewnił ukraiński lider. Ostra wypowiedź Zełenskiego nie wszystkim na Zachodzie się jednak spodobała.

Cytowany przez "The Guardian" sekretarz obrony Wielkiej Brytanii Ben Wallace stwierdził, że Ukraina traktuje swoich zachodnich sojuszników, jakby byli magazynem firmy Amazon. - Czy nam się to podoba, czy nie, ludzie chcą widzieć odrobinę wdzięczności - powiedział Wallace, gdy zapytano go o komentarz ukraińskiego przywódcy. - Czasami przekonujesz kraje, aby oddały własne zapasy [amunicji - red.]. Czasami musisz przekonać ustawodawców w USA. Trzeba przekonywać wątpiących polityków, że warto - powiedział. Jak stwierdził, przedstawicielom Kijowa mówił to już wcześniej. - Powiedziałem im to w ubiegłym roku, gdy jechałem 11 godzin pociągiem, aby dostać listę [broni - red.]: Nie jestem Amazonem - stwierdził.

W podobnym tonie wypowiedział się Jake Sullivan, amerykański doradca ds. bezpieczeństwa. Jak podkreślił, "Amerykanie zasługują na wdzięczność". Podkreślał, że Stany Zjednoczone intensywnie pracują na rzecz wsparcia ukraińskich żołnierzy i przypominał o dostarczanym Ukrainie sprzęcie. (...)

Z kolei Bloomberg podaje nieoficjalnie, że we wtorek w Wilnie, podczas kolacji przywódców państw NATO, gdy Joe Biden udał się do hotelu, inni przywódcy mówili Zełenskiemu, że "ma ochłonąć i spojrzeć na pełen obraz sytuacji". Agencja podaje, że przywódcy krajów sojuszniczych szukali w Wilnie "języka, który wskazywałby na postęp i mógłby być sprzedany Ukrainie jako postęp", ale w najmniejszym stopniu nie przybliżałby ich do wciągnięcia w wojnę z Rosją. Bloomberg podaje ponadto, że to Stany Zjednoczone i Niemcy nie chciały konkretnych obietnic dla Ukrainy. Wcześniejszy projekt komunikatu NATO miał zawierać bardziej konkretną ścieżkę ewentualnego przystąpienia Ukrainy do Sojuszu. Pod wpływem Scholza i Bidena zmiany miały nastąpić tuż przed początkiem szczytu.

gazeta.pl

środa, 12 lipca 2023



Turecki prezydent od tygodni negocjuje swoje warunki przystąpienia Szwecji do NATO, wywierając presję na kurdyjskich aktywistów w Sztokholmie, domagając się od Waszyngtonu myśliwców F-16, a następnie wycofuje się na kilka godzin przed kluczowymi rozmowami mediacyjnymi prowadzącymi do szczytu NATO i stawia nowy warunek prosto z kapelusza — ustępstwa w procesie akcesyjnym Turcji do UE.

Wszystko to, a następnie, tego samego wieczoru, wyraża zgodę na przystąpienie Szwecji do NATO. Nie osiągnąwszy niczego istotnego w kwestii UE! Po co więc to wszystko? Czy turecki prezydent działa bez zastanowienia, czy też cała ta strategia jest w jakiś sposób genialna?

— Erdogan jest całkiem dobrym negocjatorem — mówi Yasar Aydin, ekspert z Centrum Studiów nad Turcją w Berlinie. — Chciał podbić cenę za swoją zgodę i chciał zademonstrować swoim ludziom: Spójrzcie, nie poddam się tak łatwo, będę negocjował do ostatniej sekundy, uzyskam najlepszy możliwy wynik dla Turcji.

Przewodniczący Rady UE Charles Michel napisał na Twitterze po rozmowie z Erdoganem w poniedziałek wieczorem, że on i Turcja "przedyskutowali sposoby przywrócenia współpracy i nadania naszym stosunkom nowej energii".

To bardzo słaby sygnał w porównaniu z tym, do czego wzywał Erdogan, a mianowicie, że UE powinna utorować drogę do członkostwa Turcji, tak jak Ankara mogłaby utorować drogę do członkostwa Szwecji w NATO. Mimo wszystko Erdogan po raz kolejny opuścił boisko jako zwycięzca.

Prezydent USA Joe Biden mniej więcej przyznał mu rację w sprawie myśliwców, a UE nieco się przesunęła. Erdogan zażądał wiele i coś osiągnął. To wystarczy, by usłyszał oklaski w domu. Ale co ten rodzaj polityki oznacza dla przyszłości stosunków Turcji z Zachodem? W końcu Erdogan właśnie rozpoczął trzecią kadencję i będzie rządził przez najbliższe lata.

— Jeśli chodzi o przystąpienie do UE, nie należy spodziewać się przełomu — mówi Aydin. — W odpowiedzi na żądania Erdogana kanclerz Olaf Scholz jasno stwierdził przecież, że członkostwo Szwecji w NATO i przystąpienie Turcji do UE nie mogą być ze sobą powiązane. A przede wszystkim Erdogan musiałby wprowadzić demokratyczne zmiany i reformy, które zagroziłyby jego własnej władzy, takie jak niezależne sądownictwo, wolność dla członków opozycji i niezależnych umysłów, takich jak opozycyjny polityk Selahattin Demirtas i mecenas Osman Kavala, którego uwolnienia zażądał Europejski Trybunał Praw Człowieka. Erdogan nie ustąpi w tych kwestiach.

Oczywiście, prezydent wie, że nie ma możliwości przystąpienia do UE na tych warunkach. A Europejczycy nie mają obecnie żadnego istotnego powodu, by promować członkostwo Turcji. Chodzi o coś innego: — W obliczu katastrofalnej sytuacji tureckiej gospodarki Erdogan potrzebuje współpracy technologicznej i inwestycji z Europy. Dlatego też zwraca się w stronę Europejczyków. Z kolei UE potrzebuje Turcji jako partnera w polityce migracyjnej i mediatora wobec Rosji w wojnie w Ukrainie.

Ta trójstronna relacja między Turcją, Zachodem i Rosją powinna determinować przyszłą politykę prezydenta Erdogana. Hazardzista Erdogan kontynuuje więc swoją dość udaną grę między Wschodem a Zachodem. — W tej chwili Rosja jest osłabiona — mówi Aydin. — Erdogan może sobie pozwolić na oszukiwanie Putina, na przykład przyjmując ukraińskiego prezydenta Zełenskiego i pozwalając mu na podróż do domu z pięcioma dowódcami pułku Azow.

— Nie będzie już wyraźnej orientacji zachodniej, do której dążył Erdogan w latach 2003-2006 — mówi Aydin. Turecki prezydent będzie nadal manewrował między blokami i starał się jak najlepiej wykorzystać każdą sytuację.

Oznacza to jednak kryzysy, ponieważ próbując wykorzystać geopolityczne warunki pogodowe, prezydent czasami wdaje się w przedziwne przygody i zależności. Na przykład w Libii udzielił wsparcia wojskowego uznawanemu przez społeczność międzynarodową rządowi Fayeza al-Sarraja przeciwko rebelianckiemu generałowi Khalifie Haftarowi. Przyniosło mu to polityczne zwycięstwo nad Francją i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, które poparły Haftara, ale zwrot był nieproporcjonalny do nakładów finansowych.

Erdogan najechał Syrię, by walczyć z kurdyjską PKK. Ale to też było kosztowne, a teraz Erdogan musi rozmawiać z prezydentem Syrii Baszirem Al-Asadem, aby mógł pozbyć się przynajmniej części z 3 mln uchodźców w swoim kraju. Do tego potrzebuje Rosji. Gra Erdogana staje się coraz bardziej skomplikowana, ale na tę grę jest skazany.

Niektórzy obserwatorzy uważają, że trzecia kadencja będzie ostatnią kadencją Erdogana i że prezydent teraz się uspokoi. Ale opanowanie i przewidywalność są trudne do pogodzenia z jego stylem polityki. I dlaczego w ogóle miałaby to być jego ostatnia kadencja? Za cztery lata prezydent będzie miał 73 lata. Niektórzy mogą uważać, że to dobry wiek na emeryturę, nie wiemy jednak, czy Erdogan myśli w ten sam sposób. Skromność nigdy nie była jedną z jego wybitnych cech.

onet.pl/Die Welt

wtorek, 11 lipca 2023


Przede wszystkim współczesna technologia pozwala obserwować pole walki z "bezprecedensową dokładnością", a sztuczna inteligencja jest w stanie identyfikować cele i priorytety szybko i precyzyjnie.

Jednak zachodnie armie nie są jeszcze dostosowane do optymalnego wykorzystania takich technologii, zaś tempo działania sił zbrojnych USA dostosowane jest do potrzeb "czołgów lub śmigłowców", ale "zbyt wolne, by dotrzymać tempa cyber (technologii)" - mówi T.J. Holland z XVIII Korpusu Sił Powietrznych USA.

Druga lekcja z walki z rosyjskim agresorem jest taka, że armia, by przetrwać, musi umieć się rozproszyć, kryć i nieustannie pozostawać w ruchu. Kamuflaż "jest z powrotem w modzie", kwatery główne powinny być małe, często przemieszczane i muszą koniecznie maskować swoje sygnały radiowe. Jeden z brytyjskich rozmówców "Economista" zwraca uwagę, że ukraińscy żołnierze, którzy w dramatycznych warunkach nauczyli się minimalizować swój ślad elektroniczny, nie włączają swoich telefonów komórkowych nawet podczas szkoleń na angielskiej wsi.

Po trzecie: technologia pozwala na zbieranie informacji i podejmowanie decyzji wojskowym coraz niższej rangi. Ukraiński żołnierz posiadający aplikację Delta, terminal Starlink i dron kamikadze może zadecydować o uderzeniu w ważny cel, co do niedawna byłoby tylko w gestii wysokiej rangi dowódców. Decydującym wydarzeniem pierwszego dnia rosyjskiej agresji było strącenie pierwszego samolotu bojowego najeźdźcy, czego "prawdopodobnie dokonała jedna osoba z telefonem, (pociskiem) Stinger i dronem" - mówi brytyjski generał Chris Barry.

Te zmiany na polu walki poważnie skomplikują logistykę, zmuszą siły zbrojne do zmian w rekrutacji i szkoleniach, tak by położyć nacisk na inicjatywę i wiedzę techniczną. Kiedyś armie koncentrowały siły, aby osiągnąć masę krytyczną. Teraz będą musiały działać w sposób zdecentralizowany, a logistycy będą musieli dostarczyć żywność, leki i pomoc medyczną do bardzo wielu małych oddziałów.

Jest też czwarta lekcja - pisze "Economist". - Jeśli obie strony konfliktu dysponują technologią na podobnym poziomie, to nadal ta armia, która jest mniejsza i nie jest w stanie uzupełniać strat, przekona się, że "żadna doza cyfrowej magii i taktycznego myślenia nie jest w stanie jej uratować".

PAP

Kilka dni po "buncie" Prigożyna do Libii udał się rosyjski wysłannik, by spotkać się z Khalifą Haftarem, samozwańczym generałem, rządzącym na dużym obszarze tego kraju. Jego przesłanie było uspokajające: ponad 2000 bojowników, techników, agentów politycznych i administratorów grupy Wagnera pozostanie w kraju, informuje gazeta.

- Nie będzie żadnych problemów. Mogą nastąpić pewne zmiany na szczycie, ale mechanizm pozostanie ten sam: ludzie w terenie, ludzie z pieniędzmi w Dubaju, kontakty i zasoby zaangażowane w Libii - powiedział wysłannik Haftarowi. - Nigdzie się nie wybieramy - dodał.

(...)

Siergiej Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych, zapewnił w zeszłym tygodniu, że bojownicy Grupy Wagner rozmieszczeni na kontynencie nie zostaną wycofani. W wywiadzie dla Russia Today Ławrow obiecał, że "instruktorzy" i "prywatni najemnicy wojskowi" pozostaną w Republice Środkowej Afryki i w Mali, dwóch krajach, w których Grupy Wagnera prowadzi największe działania.

Najbardziej rozwinięte operacje handlowe Grupa Wagnera prowadzi w Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie jest obecna od 2018 r., a przybyła, by wzmocnić reżim prezydenta Faustina-Archange'a Touadery, który walczył z ofensywą rebeliantów. Wagnerowcy rządzą tam kopalniami złota, produkują piwo i napoje spirytusowe, uzyskali też koncesję na eksploatację lasów deszczowych na południu kraju.

Wydobyciem i handlem złotem Grupa Wagnera zajmuje się również w Sudanie, choć działania te zostały trochę ograniczone z powodu walk wewnętrznych w tym kraju. Wagnerowcy nie angażują się tam w starcia zbrojne, lecz skupiają na wydobyciu, przetwórstwie i sprzedaży kruszcu za granicę w porozumieniu z Siłami Szybkiego Reagowania (RSF), jedną ze stron domowego konfliktu, której wagnerowcy dostarczają też broń.

Najmniejsze zyski z handlu złotem wagnerowcy mają w innym państwie Afryki Subsaharyjskiej, w Mali, jednak władze USA uważają, że rząd tego kraju zapłacił Prigożynowi ponad 200 milionów dolarów za "utrzymanie porządku" w kraju, co miało wpływ na wycofanie misji pokojowej ONZ z tego kraju.

Destabilizujący wpływ Grupy Wagnera na afrykańskie reżimy jest już widoczny - zauważa "The Guardian". W Republice Środkowoafrykańskiej wysocy rangą urzędnicy domagali się zapewnienia, że Rosja będzie nadal wspierać kampanię prezydenta Touadery na rzecz zmiany konstytucji, aby umożliwić mu trzecią kadencję na stanowisku prezydenta. Referendum ma się odbyć w przyszłym miesiącu.

"The Guardian" poinformował też, że Grupa Wagnera działa także (choć z różnym natężeniem) w Kenii, Mozambiku, Burkina Faso, Gwinei Równikowej, Demokratycznej Republice Kongo, Zimbabwe, RPA oraz na Madagaskarze.

PAP

Wojska ukraińskie kontynuują działania zaczepne na froncie zaporoskim. W ostatnich dniach walki koncentrowały się w okolicy wsi Robotyne, gdzie pododdziały 47. i 65. Brygady Zmechanizowanej od ponad miesiąca próbują sforsować linię obrony rosyjskiej 42. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych. Ukraińcy nie zanotowali istotnego postępu również na południe od Wełykiej Nowosiłki, przy czym punkt ciężkości ich natarcia znajdował się w ostatnich dniach w okolicach Pryjutnego. Według źródeł rosyjskich atakujący używają na tych kierunkach głównie niewielkich grup szturmowych piechoty (w sile plutonu–kompanii), wspieranych ogniem pojedynczych czołgów i bojowych wozów piechoty. Ciężkie walki toczą się pod Bachmutem, gdzie oddziały ukraińskie atakują skrzydła rozciągniętego zgrupowania rosyjskiego – napotykają tam jednak twardy opór i nie dokonują przełamania pozycji przeciwnika. Kluczowe odcinki natarcia to pas Kurdiumiwka–Andrijiwka–Kliszczijiwka oraz wieś Berchiwka (odpowiednio na południe i na północ od Bachmutu).

Najeźdźcy utrzymują inicjatywę na odcinku frontu rozciągającym się od granicy państwowej do Dońca (pogranicze obwodów charkowskiego, donieckiego i ługańskiego). Oddziały ze składu 1. Armii Pancernej, 11. Korpusu Armijnego, 2., 20. i 41. Armii oraz zgrupowania wojsk powietrznodesantowych atakują pozycje ukraińskie, próbując w całości opanować drogę Kupiańsk–Swatowe oraz osiągnąć linię rzeki Żerebeć od Makijiwki do ujścia. Najcięższe walki toczyły się w ostatnich dniach w okolicach wsi Nowoseliwśke i Torśke oraz w lasach nad Dońcem, lecz nie przyniosły one Rosjanom istotnych zysków terenowych. Bezskutecznie atakowali oni także pozycje obrońców w Donbasie, przede wszystkim w Marjince oraz w okolicach Awdijiwki.

W ciągu ostatnich czterech dni zmalała intensywność ataków agresora na cele położone w głębi Ukrainy. W nocy z 7 na 8 lipca obrona przeciwlotnicza zadeklarowała zestrzelenie pięciu dronów Shahed 136/131, jednak kilka innych trafiło w nieznane obiekty położone w obwodach dniepropetrowskim i kirowohradzkim. W nocy z 10 na 11 lipca Rosjanie wystrzelili 28 dronów, z których 26 mieli zestrzelić Ukraińcy. Głównym celem ataku był port zbożowy w Odessie, gdzie dwa drony trafiły w budynki administracyjne (spośród 24 skierowanych na ten obszar), a odłamki miały spowodować zapłon terminali zbożowych. Według lokalnych źródeł agresor użył także rakiet S-300 do uderzenia na Zaporoże (7 lipca) oraz Mikołajów (10 lipca). Nie zanotowano przy tym żadnego ataku dokonanego za pomocą pocisków balistycznych i manewrujących. Ze względu na rosnącą aktywność rosyjskiej artylerii, moździerzy oraz grup dywersyjnych 10 lipca władze obwodu sumskiego zadecydowały o przymusowej ewakuacji ludności cywilnej w pięciokilometrowej strefie nadgranicznej.

(...)

Komentarz

Na froncie zaporoskim Ukraińcy konsekwentnie prowadzą działania zaczepne, polegające na atakowaniu Rosjan niewielkimi pododdziałami szturmowymi wspieranymi przez broń pancerną. Jak się wydaje, głównym celem dowództwa ukraińskiego na tym etapie operacji nie jest posuwanie się do przodu za wszelką cenę, lecz systematyczne osłabianie oddziałów piechoty przeciwnika na pierwszej linii, niszczenie jego artylerii, punktów dowodzenia i logistyki. Wykorzystując doświadczenia z ofensywy w obwodzie chersońskim z ubiegłego roku, Ukraińcy będą dążyli do zaatakowania osłabionego wroga w dogodnym dla siebie miejscu i czasie. Aktualnie zgrupowanie rosyjskie na froncie o długości ponad 150 km (liczonej od Wasyliwki do Wuhłedaru) składa się z rozciągniętych w pierwszej linii czterech armii (58., 35., 5. i 36.), przy czym nie posiada ono silnych odwodów, które mogłyby zostać wykorzystane do wyprowadzenia kontrnatarcia w wypadku przerwania frontu przez Ukraińców. Rezerwy rosyjskie na froncie zaporoskim złożone są w tym momencie z kilku brygad, z których znaczna część znajduje się już w rejonie walk.

Decyzja o przekazaniu przez USA artyleryjskich pocisków kasetowych DPICM Kijowowi wzbudziła kontrowersje w gronie państw zachodnich. Stany Zjednoczone, Ukraina, Rosja nie są sygnatariuszami Konwencji o zakazie użycia amunicji kasetowej z 2008 r., której stroną jest szereg państw Sojuszu. Prezydent Joe Biden zaznaczył jednocześnie, że decyzję spowodowały niedobory pocisków artyleryjskich po stronie zarówno ukraińskiej, jak i amerykańskiej. Dostarczanie DPICM będzie trwało jedynie do momentu, aż Pentagon uzupełni swoje zapasy klasycznej amunicji artyleryjskiej i znów będzie mógł wysyłać jej więcej Ukrainie. Proces ten może zająć nawet parę miesięcy. Pojedynczy artyleryjski pocisk kasetowy 155 mm DPICM zawiera 88 podpocisków, które rozpraszają się na obszarze ok. 200 m oraz są zdolne obszarowo zwalczać piechotę i cele opancerzone (pancerz do 4 cm).

Uwolnienie internowanych w Turcji żołnierzy pułku Azow należy uznać za duży sukces prezydenta Ukrainy, który wykazał, że jest zdolny doprowadzić do zerwania niejawnych porozumień z Rosją w kwestii przetrzymywania jeńców. Kluczowe było w tej sprawie pozyskanie osobistego wsparcia ze strony prezydenta Erdoğana prowadzącego asertywną politykę wobec Moskwy. W wymiarze wewnętrznym Zełenski umocnił wizerunek skutecznego polityka dbającego o los każdego ukraińskiego żołnierza.

osw.waw.pl

Turcja zrezygnowała ze sprzeciwu wobec przystąpienia Szwecji do NATO. Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan zgodził się na przekazanie szwedzkiego wniosku do zatwierdzenia w parlamencie — powiedział sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg w poniedziałek wieczorem, tuż przed szczytem NATO w Wilnie.

W ten sposób Turcja dokonała zwrotu. Wcześniejsza decyzja Erdogana była nową przeszkodą na drodze Sztokholmu do członkostwa w NATO. Turcja blokowała przyjęcie Szwecji, argumentując, że ​​kraj na północy Europy nie angażuje się w walkę z kurdyjskimi grupami, które przez tureckie władze są postrzegane jako ekstremistyczne. W poniedziałek na dzień przed szczytem Stoltenberg podjął ostatnią próbę mediacji.

Szwecja przez długi czas pozostawała neutralna militarnie. Po ataku Rosji na Ukrainę jej podejście się jednak zmieniło i kraj ten, podobnie jak Finlandia, złożył wniosek o członkostwo w NATO. Helsinki mogły przystąpić do Sojuszu Północnoatlantyckiego już w kwietniu. Wniosek Szwecji został jednak zablokowany przez Turcję i Węgry.

W czwartek szef gabinetu węgierskiego premiera Viktora Orbana zadeklarował, że Węgry nie będą blokować szwedzkich starań. "Zakończenie procesu ratyfikacji pozostaje teraz już tylko kwestią techniczną" – wyjaśnił minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto na Facebooku. Stanowisko Węgier jest jasne: rząd popiera wejście Sztokholmu do Sojuszu Atlantyckiego.

Stoltenberg nie powiedział, kiedy parlament turecki ratyfikuje przystąpienie Szwecji do NATO. Erdogan obiecał, że zrobi to jak najszybciej. Kolejne posiedzenie tureckiego parlamentu planowane jest na dziś, co oznacza, że ​​przynajmniej w teorii decyzja może zostać podjęta jeszcze w trakcie trwającego szczytu w Wilnie. Jeśli węgierski parlament również dokona ratyfikacji wystarczająco szybko, Szwecja mogłaby oficjalnie zostać wkrótce 32. członkiem NATO.

onet.pl

poniedziałek, 10 lipca 2023


Przejęte wewnętrzne rosyjskie rejestry wojskowe opublikowane przez Główny Zarząd Wywiadowczy Ukrainy, zawierają informacje, które mogą potencjalnie zidentyfikować trendy ofiar w rosyjskich siłach zbrojnych.

Najobszerniejszy zbiór danych tego typu został przechwycony z 1. Gwardyjskiej Armii Czołgów i opublikowany w maju 2022 r. Dziennikarze Mediazony sprawdzili, że 34 z 61 żołnierzy wymienionych w tych dokumentach jako poległych zostało później wymienionych w opublikowanych nekrologach.

Znaleźliśmy również 47 spraw spadkowych zarejestrowanych dla żołnierzy wymienionych w dokumentach 1. Gwardyjskiej Armii Czołgów, z których 43 zostały otwarte po opublikowaniu dokumentów przez ukraińską agencję. Innymi słowy, istnieją mocne dowody sugerujące, że te liczby ofiar są prawdziwe.

Akta 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej wymieniają również 44 zaginionych żołnierzy, z których jeden pojawił się później jako jeniec wojenny.

Wychodząc z założenia, że wszystkich pozostałych 43 żołnierzy zaginionych w akcji faktycznie zginęło, przeszukaliśmy różne archiwa w poszukiwaniu ich nazwisk i odkryliśmy, że wielu z nich otrzymało później cywilne akty zgonu (prawdopodobnie po wymianie ich ciał i powrocie do Rosji).

Mężczyźni ci ostatecznie pojawili się w rejestrze spadkowym, aczkolwiek z dużo większymi opóźnieniami niż w przypadku typowych roszczeń spadkowych. (Jednak pomimo tych dłuższych opóźnień, błędem byłoby stwierdzenie, że wszystkie znacznie opóźnione sprawy spadkowe oznaczają roszczenia żołnierzy uznanych za zaginionych).

Spośród 61 żołnierzy 1. Gwardyjskiej Armii Czołgów uznanych za poległych i 44 żołnierzy uznanych za zaginionych, odsetek mężczyzn znalezionych w naszej bazie danych Rejestru Spadkowego jest dwukrotnie wyższy w przypadku żołnierzy uznanych za poległych, co sugeruje, że Rosja nie odnalazła jeszcze ciał około połowy żołnierzy uznanych za zaginionych.

Podstawową wadą generalizowania na podstawie tych zapisów jest jednak to, że zmieniający się charakter bitwy oznacza, że doświadczenia 1. Gwardyjskiej Armii Czołgów na początku inwazji na pełną skalę nie są reprezentatywne dla ogólnych doświadczeń rosyjskiej armii podczas wojny.

Na przykład warunki, w jakich walczyła 1. Gwardyjska Armia Czołgów, były ekstremalne i szczególnie sprzyjały przypadkom, w których żołnierze byli porzucani na polu bitwy, a ich ciała pozostawały w tyle. W całej wojnie tylko odwrót z Chersonia można porównać do zamieszania, które nękało rosyjskie wojska w pierwszych tygodniach inwazji.

Chociaż istnieje wiele wiarygodnych informacji pozwalających oszacować liczbę rosyjskich żołnierzy zabitych w Ukrainie, po prostu brakuje nam obiektywnych wskaźników potrzebnych do obliczenia, ilu rosyjskich żołnierzy zaginęło.

onet.pl/Meduza

The Wall Street Journal (WSJ) poinformował, że siły ukraińskie próbują zmiękczyć rosyjską obronę przed wyzwoleniem terytorium, akceptując wolniejsze tempo natarcia. WSJ poinformowało również, że siły ukraińskie koncentrują się na usuwaniu sił rosyjskich z fortyfikacji i pól minowych, które są głębokie na ponad 24 km na niektórych obszarach okupowanego przez Rosję terytorium. Podpułkownik Ołeksij Telechin ze 108. Brygady Obrony Terytorialnej Ukrainy powiedział WSJ, że siły rosyjskie są w stanie nieustannie sprowadzać nowe zastępy, nawet jeśli siły ukraińskie zniszczą całe jednostki. ISW oceniło, że siłom rosyjskim brakuje rezerw operacyjnych. Wypowiedź Telehina prawdopodobnie odnosi się do lokalnie dostępnych rezerw taktycznych. Inny dowódca jednostki w 108. Brygadzie Obrony Terytorialnej stwierdził, że brak pojazdów opancerzonych utrudnia siłom ukraińskim posuwanie się na dobrze przygotowane pozycje. Źródła WSJ wymieniały również brak przewagi powietrznej Ukrainy jako jeden z czynników spowalniających kontrofensywy. ISW nadal ocenia, że ​​obecne tempo ukraińskiej kontrofensywy jest odzwierciedleniem celowych wysiłków zmierzających do zachowania ukraińskiej siły bojowej i wyczerpania rosyjskiej siły roboczej i sprzętu kosztem wolniejszego postępu terytorialnego.

(...)

Rosyjska społeczność ultranacjonalistów nadal obwiniała Kreml za zaufanie Turcji do utrzymania porozumienia i zatrzymania obrońców Azowstalu w Turcji. Rosyjscy ultranacjonaliści konsekwentnie krytykowali decyzje Kremla o uwolnieniu obrońców Azowstalu podczas innych wymian jeńców, ponieważ Kreml przedstawiał tych ukraińskich bojowników jako „nazistów” podczas bitwy pod Mariupolem. Jeden z rosyjskich blogerów zauważył, że uwolnienie obrońców Azowstalu podważa rosyjski cel „denazyfikacji” Ukrainy, podczas gdy inny bloger zasugerował, że Rosja nie powinna była ufać Turcji w dotrzymywaniu umowy, biorąc pod uwagę, że Turcja jest „historycznym wrogiem” Rosji. (...) Inny milbloger stwierdził, że wiadomość o uwolnieniu dowódców Azowstalu zdenerwowała rosyjski personel wojskowy na linii frontu i wezwał ludzi do ponownej oceny przyczyn zbrojnego buntu Grupy Wagnera - sugerując, że cele buntu, jakim są zmiany w rosyjskim dowództwie wojskowym i przestrzeni informacyjnej, są nadal potrzebne w Rosji. Milblogger dodał, że ten incydent jest jednym z wielu incydentów od początku inwazji Rosji na pełną skalę na Ukrainę, które dzielą rosyjskie społeczeństwo. 

understandingwar.org

W okresie styczeń-kwiecień tego roku Niemcy wyeksportowały do krajów Wspólnoty Niepodległych Państw (nie wliczając Rosji) towary o wartości 2,9 mld euro. To dwa razy więcej niż w okresie styczeń-kwiecień 2021 roku przed wojną. Tak podaje Federalny Urząd Statystyczny Niemiec.

Najwięcej towarów wśród państw WNP nabył Kazachstan. W ciągu czterech miesięcy wyeksportowano tam z Niemiec towary o wartości 1,1 mld euro. To prawie trzy razy więcej niż w tym samym okresie 2021 roku, kiedy było to 400 mln euro.

Znaczny wzrost niemieckiego eksportu odnotowała również Białoruś: w okresie styczeń-kwiecień – 617 mln euro, czyli plus 40 proc. w porównaniu z rokiem przedwojennym. Uzbekistan nabył towary o wartości 315 mln euro, co stanowi wzrost o 79 proc. Jednak prawdziwy rozkwit niemieckiego odnotował Kirgistan: z 15 mln euro w 2021 roku do 230 mln euro obecnie, a więc eksport wzrósł 15-krotnie.

Najważniejszym towarem eksportowym Niemiec do krajów sąsiadujących z Rosją są samochody i części zmienne do nich. Łączna suma ich dostaw wyniosła 865 mln euro. W okresie styczeń-kwiecień 2021 roku było to 167 mln euro, czyli pięć razy mniej.

Ponadto wzrósł eksport do krajów WNP maszyn i sprzętu (o 50 proc. do 597 mln euro) oraz produktów chemicznych (do 282 mln euro, prawie dwukrotnie więcej).

Jeśli chodzi o eksport z Niemiec do Rosji, w okresie styczeń-kwiecień tego roku spadł on prawie 2,5-krotnie w porównaniu z pierwszymi czterema miesiącami 2021 roku: z 8,4 mld euro do 3,5 mld euro.

Największy spadek eksportu do Rosji dotyczył towarów, których import wzrósł w krajach sąsiednich: pojazdów silnikowych (minus 1,4 mld euro, czyli 88 proc.) oraz maszyn i urządzeń (minus 1,3 mld euro, czyli 68 proc.).

Niemiecki Federalny Urząd Statystyczny wskazuje, że dane dotyczące eksportu opierają się na deklaracjach celnych, na których zaznaczone są kraje docelowe. Nie wiadomo, czy towary pozostają tam, czy trafiają gdzie indziej.

– Z dostępnych danych dotyczących handlu zagranicznego, nie wynika jasno, w jakim stopniu towary eksportowane z Niemiec do krajów WNP mogły być reeksportowane do Rosji w celu obejścia sankcji – podaje urząd.

belsat.eu