niedziela, 9 lipca 2023


Rosja od dawna priorytetowo traktuje stosunki z Zachodem i Chinami w swojej polityce zagranicznej. Jeśli Kreml zwraca uwagę na Azję Środkową, koncentruje się na Kazachstanie i Uzbekistanie, a nie na Kirgistanie. — Wynika to częściowo z faktu nieprzewidywalności polityki prowadzonej przez ostatnie z wymienionych państw — tłumaczy Temur Umarow. Putin obawia się zewnętrznych graczy próbujących wstrząsnąć systemem, nawet jeśli dzielą oni autorytarne ambicje prezydenta Rosji.

Doskonałym przykładem takiej postaci w polityce regionalnej jest obecny prezydent Kirgistanu Sadyr Dżaparow. Ale zamiast z nim, Putin woli wiązać się z autokratami, którzy od lat utrzymują się u władzy — takimi jak prezydent Tadżykistanu Emomali Rahmon.

Spośród wszystkich państw Azji Środkowej Kirgistan prezentuje najbardziej prorosyjskie stanowisko od początku wojny Rosji z Ukrainą.

— Niedługo po rozpoczęciu inwazji Putin otrzymał telefony od przywódców z całej Azji Środkowej — zauważa Umarow. — W tym od prezydenta Kirgistanu, który podkreślił swoją "sympatię dla rosyjskiego zainteresowania stabilnością kwestii bezpieczeństwa". To fakt, o którym wspomniano wyłącznie na stronie internetowej Kremla, zabrakło jej w przekazach mediów kirgiskiego prezydenta. Jednak Dżaparow publicznie wyraził swoje poparcie dla Rosji, pisząc na Facebooku, że decyzja Rosji o uznaniu samozwańczych Republik Ludowych Ługańskiej i Donieckiej była konieczna w celu ochrony ludności cywilnej. W jednym z wywiadów dla kanału informacyjnego Rosja-24 po rozpoczęciu wojny, Dżaparow podkreślił, że Rosja zawsze może polegać na Kirgistanie, bez względu na wszystko.

Kirgistan jest również otwarty na przyjmowanie Rosjan uciekających za granicę. Oferuje im uproszczone ścieżki uzyskania obywatelstwa, pozwala im także pracować jako "cyfrowi nomadzi". Zapytany, co Kreml sądzi na ten temat, Umarow wyjaśnił, że nie jest to problem. Argumentuje swe zdanie tym, że Rosja nie zamknęła jeszcze granic ani nie uniemożliwiła ludziom wyjazdu.

— Z punktu widzenia polityki dla Rosji lepszym rozwiązaniem jest zezwolenie na wyjazd tych osób, które nie popierają rządu — zauważa Umarow.

Poza tym Moskwa jest zadowolona, że Biszkek dba o to, by mieszkający tam Rosjanie nie sprzeciwiali się otwarcie wojnie. Na przykład organy ścigania zakazały ostatnio publicznych demonstracji przeciwko wojnie, zagroziły deportacją obywatela Rosji za trzymanie antywojennego znaku podczas protestu i zamknęły organizację o nazwie Red Roof, która zapewnia Rosjanom przestrzeń do dyskusji na tematy takie jak wojna. Wszystko po to, by powiedzieć, że Rosjanie są mile widziani w Kirgistanie. — Tak długo, jak nie są szczerzy w swoich poglądach politycznych — dodaje Umarow.

Kirgiski przywódca był jedną z niewielu głów państw, które przyjęły zaproszenie Kremla do udziału w tegorocznych obchodach Dnia Zwycięstwa na Placu Czerwonym. Umarow powiedział, że jego zdaniem wszyscy oprócz Dżaparowa odrzucili zaproszenie. Wydarzenie to było dla Dżaparowa okazją do wzmocnienia więzi z Putinem. Było to szczególnie ważne w kontekście konfliktu Kirgistanu z Tadżykistanem, ponieważ prezydent tego drugiego kraju był jedynym gościem na paradzie w 2021 r.

Podczas pobytu w Moskwie Dżaparow spotkał się z Putinem i kilkoma innymi wysokimi rangą urzędnikami. Podpisał również umowę o partnerstwie strategicznym. Przedstawiono również inicjatywy współpracy między organami ścigania i agencjami wywiadowczymi w Rosji i Kirgistanie. — Kirgistan starał się jednak unikać zbyt publicznego wyrażania poparcia dla Rosji w obawie przed wtórnymi sankcjami — zauważa Umarow.

Umarow zauważa, że teraz, gdy Rosja jest objęta znacznie bardziej rygorystycznymi sankcjami i znajduje się w coraz większej izolacji, Kirgistan może służyć jako "okno na świat objęty sankcjami" dla rosyjskich firm. Dżaparow chce przekształcić Kirgistan — od dawna uważany za najbardziej demokratyczny kraj w regionie — w autokrację. Postrzega więc swoje interesy jako zbieżne z interesami Putina, a nowo odkrytą izolację Rosji - jako idealny moment na poprawę stosunków panujących między krajami.

Dżaparow niejednokrotnie wyrażał chęć zakończenia eksperymentu z demokracją w kraju. Zapewnił przy tym, że może stać się "silnym ramieniem", którego potrzebuje Kirgistan. Aby osiągnąć ten cel, Dżaparow stworzył od podstaw nową konstytucję, przekonał do siebie społeczeństwo i finalnie uzyskał znacznie większą władzę niż jego poprzednicy.

(...)

onet.pl

Zełenski wrócił na Ukrainę z Turcji z pięcioma ukraińskimi dowódcami zaangażowanymi w obronę Kombinatu Metalurgicznego Azowstal w Mariupolu w obwodzie donieckim, co do których Ukraina, Rosja i Turcja uzgodniły wcześniej pozostanie w Turcji do końca wojny. Pieskow stwierdził, że zarówno Ukraina, jak i Turcja naruszyły porozumienia, odsyłając pięciu dowódców na Ukrainę i insynuował, że Zachód zmusił Turcję do zwolnienia dowódców z powodu rzekomych porażek Ukrainy w wojnie. Rosyjscy blogerzy skrytykowali rosyjski rząd, kwestionując, dlaczego Rosja zezwala jeńcom wojennym na pobyt w kraju trzecim, który nie sympatyzuje z Rosją i dlaczego rosyjski rząd wymienił obrońców Azowskiego Kombinatu Metalurgicznego na byłego ukraińskiego polityka i sojusznika Kremla Wiktora Medwedczuka. Oświadczenia Erdogana dotyczące ukraińskich starań o członkostwo w NATO, oprócz uwolnienia obrońców Azowstalu, stanowią zauważalną zmianę w stosunkach rosyjsko-tureckich, chociaż głębokość i trwałość pozornego poparcia Erdogana dla Ukrainy nie jest obecnie jasna.

(...)

Dowódca Grupy Wagnera oświadczył, że Grupa Wagnera pojedzie na Białoruś po zakończeniu odpoczynku i rekonwalescencji do sierpnia 2023 r.  Rosyjski milblogger opublikował 7 lipca wywiad z dowódcą Grupy Wagnera Antonem „Lotosem” Jelizarowem, który stwierdził, że finansista Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn osobiście nakazał całemu personelowi Wagnera na Ukrainie urlop do nieokreślonego okresu na początku sierpnia, zanim Kreml może próbować zapewnić sobie kontrolę nad kierownictwem i personelem Wagnera w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Implikacje zbrojnego buntu Wagnera dla sił Wagnera i Prigożyna pozostają niejasne, ale Ukraina już skorzystała z buntu i może odnieść dalsze korzyści. Grupa Wagnera musi podjąć się „wielkiej pracy” — przeprowadzki na Białoruś. Jelizarow stwierdził, że Rada Dowódców Wagnera musi rotować personel Wagnera w „odległych kierunkach” (prawdopodobnie oznacza to siły Grupy Wagnera w Afryce i na Bliskim Wschodzie), aby przygotować i zorganizować logistykę dla swoich nowych baz na Białorusi. ISW wcześniej informowało, że status reorganizacji Grupy Wagnera i ewentualnego przeniesienia na Białoruś może nie być jasny do jesieni 2023 roku.

Status umowy między prezydentem Rosji Władimirem Putinem a Prigożynem jest niejasny, a umowa może podlegać zmianom. Jelizarow stwierdził, że Putin obiecał, że rosyjskie organy ścigania nie będą ścigać Grupy Wagnera, choć pozostaje niejasne, dlaczego Kreml ani agresywnie nie zintegrował sił Wagnera z rosyjskim Ministerstwem Obrony (MON), ani natychmiast nie zesłał ich na Białoruś. Potwierdzenie prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki z 6 lipca, że ​​sił Wagnera nie ma na Białorusi, było sprzeczne z publicznym oczekiwaniem, że bojownicy Wagnera powinni już podpisywać kontrakty z rosyjskim MON, wracać do domu na emeryturę lub przenosić się na Białoruś. Wywiad Jelizarowa sugeruje, że bojownicy i dowódcy Wagnera nadal mogą swobodnie poruszać się po Rosji i zrzeszać się ze sobą, a władze rosyjskie nie ingerują w sprawy Wagnera poza prowadzeniem operacji informacyjnej mającej na celu oddzielenie Grupy Wagnera od Prigożyna. Rotacja pozaukraińskich sił ekspedycyjnych Wagnera mogłaby dać Prigożynowi dostęp do kadry lojalnych i zdolnych poruczników, przypuszczalnie w Rosji, jeśli Prigożyn będzie kontrolował rotację. ISW nie widziało żadnych dowodów na to, że rosyjskie władze wypędzają lub przetrzymują dowódców lub bojowników Wagnera, którzy brali udział w buncie.

Kreml może próbować zapewnić sobie kontrolę nad kierownictwem i personelem Wagnera w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Reuters – powołując się na syryjskich urzędników bezpieczeństwa, źródła znajdujące się w pobliżu rozmieszczonych sił rosyjskich i urzędników regionalnych – poinformował, że syryjscy i rosyjscy dowódcy wojskowi podjęli szybkie działania, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się zbrojnego powstania Wagnera wśród sił Wagnera w Syrii. Syryjscy i rosyjscy urzędnicy podobno przecięli linie telefoniczne, wezwali około tuzina dowódców Wagnera do rosyjskiej bazy wojskowej w Hmeimim w zachodniej prowincji Latakia i nakazali siłom Wagnera podpisanie kontraktów z rosyjskim Ministerstwem Obrony (MON) lub opuszczenie Syrii. Regionalne źródło wojskowe w pobliżu Damaszku i dwa źródła syryjskie zauważyły, że grupa rosyjskich oficerów została szybko wysłana do Syrii, aby przejąć dowództwo nad siłami Wagnera po tym, jak Prigożyn ogłosił rozpoczęcie zbrojnej rebelii. Trzy źródła wskazały, że rosyjskie MON obniżyło wynagrodzenia dla personelu Wagnera i zauważyły, że dziesiątki osób personelu Wagnera zostały przetransportowane w nieokreślone miejsce rosyjskimi samolotami, kiedy odmówili podpisania kontraktów z rosyjskim MON. Syryjscy urzędnicy zauważyli, że spodziewają się, że więcej personelu Wagnera odmówi podpisania kontraktów z rosyjskim MON. Szybka akcja Kremla w Syrii może wskazywać, że Kreml nie jest przekonany, czy personel Wagnera nie będzie stanowił zagrożenia dla bezpieczeństwa sił rosyjskich w Syrii.

NBC News uzyskało materiał, który wydaje się pokazywać ponad 600 żołnierzy Wagnera odlatujących z lotniska w Bangi w Republice Środkowoafrykańskiej (CAR). NBC zauważył, że regionalna gazeta również doniosła o odejściu setek personelu Wagnera 6 lipca i zauważyła, że ​​nie jest jasne, czy te wyjazdy są częścią rutynowej rotacji wojsk, czy też zaaranżowanej przez Kreml czystki lojalistów Prigożyna. Urzędnik Republiki Środkowoafrykańskiej twierdził, że nie nastąpiła zmiana w obecności Wagnera w kraju, a starszy przedstawiciel Wagnera, Dmitry Sytii, zasugerował, że siłom Wagnera nie wydano obecnie rozkazu powrotu do Rosji. Możliwe, że część personelu Wagnera w Republice Środkowoafrykańskiej może wyjeżdżać po odmowie podpisania kontraktów z rosyjskim MON, biorąc pod uwagę doniesienia o podobnych wyjazdach personelu Wagnera z Syrii.

(...)

Władze rosyjskie podobno uniemożliwiły byłemu rosyjskiemu oficerowi i zagorzałemu nacjonaliście Igorowi Girkinowi wygłoszenie przemówienia na temat buntu Grupy Wagnera. Petersburska księgarnia Listva twierdziła 8 lipca, że ​​policja petersburska dokonała nielegalnego nalotu na księgarnię, aby uniemożliwić Listvie poprowadzenie wykładu Girkina na temat buntu, i dała sklepowi oficjalne ostrzeżenie za zorganizowanie wykładu bez koordynowania wydarzenia. Listva twierdziła, że ten nalot był nielegalny, ponieważ rosyjskie prawo nie wymaga rejestrowania wydarzeń poniżej 50 osób. Listva twierdzi, że władze Petersburga często atakują księgarnię, (...). Girkin krótko potępił działania organów ścigania, sarkastycznie pytając, czy władze postawią mu zarzuty karne za potępienie powstania Wagnera lub nawoływanie do zwycięstwa Rosji w wojnie na Ukrainie. 

(...)

Siły rosyjskie przeprowadziły 8 lipca ataki naziemne wzdłuż granicy obwodu charkowsko-ługańskiego i na południe od Kreminny. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że wojska rosyjskie próbowały posunąć się na północny zachód od Svatowe w pobliżu Berestove (19 km na północny zachód), Nowoseliwske (14 km na północny zachód) i Stelmachiwka ( 15 km na północny zachód) i na południe od Kreminnej w pobliżu Berestove (30 km na południe od Kreminnej) i Vesele (32 km na południe od Kreminnej). Rzecznik Rosyjskiej Zachodniej Grupy Wojskowej Siergiej Zybinski stwierdził, że elementy 1 Armii Pancernej Gwardii (Zachodni Okręg Wojskowy) uderzyły w ukraiński sprzęt w pobliżu miejscowości Piszczane (25 km na północny zachód od Swatowe). Rosyjski blogger twierdził, że siły rosyjskie bezskutecznie próbowały przekroczyć rzekę Zherebets między Svatove i Kreminna i zaatakowały od Karmazynivka (12 km na południowy zachód od Svatove) w kierunku Czereszczyny (20 km na południowy zachód od Svatove). Źródła rosyjskie podały, że pododdziały 285. Brygady Artylerii Gwardii (2. Armia Połączonych Sił Zbrojnych Centralnego Okręgu Wojskowego) i 24. Oddzielnej Brygady Gwardii Specjalnego Przeznaczenia (Główny Zarząd Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej [GRU]) walczą w rejonie Kreminny. Rosyjskie MON twierdziło, że elementy Rosyjskiej Centralnej Grupy Wojsk odparły ukraiński atak w pobliżu Torske (15 km na zachód od Kreminnej). Geolokalizowane nagranie opublikowane 8 lipca pokazuje, że siły rosyjskie dodatkowo zdobyły okolice Spirne, 23 km na południe od Kreminnej.

(...)

Siły ukraińskie i rosyjskie przeprowadziły ataki naziemne wokół Bachmutu 8 lipca. Wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malyar poinformowała 7 lipca, że ​​siły ukraińskie posunęły się o ponad 1 km w nieokreślonych obszarach na południe od Bachmutu. Malyar zauważyła, że na północ od Bachmutu toczą się walki bez zmian w pozycjach rosyjskich i ukraińskich oraz że siły ukraińskie utrudniają siłom rosyjskim opuszczenie samego Bachmutu. ISW nie zaobserwowało wizualnego potwierdzenia, że ​​siły rosyjskie mają trudności z wyprowadzaniem personelu z Bachmutu. Rosyjscy blogerzy twierdzili, że siły rosyjskie odparły ukraińskie ataki w pobliżu Berchivki (6 km na północny zachód od Bachmutu) i Kurdiumivki (12 km na południowy zachód od Bachmutu) oraz że walki toczą się o wzgórza na północ i zachód od Klishchiivka (7 km na południowy zachód od Bachmutu). Rosyjski blogger twierdził, że siły ukraińskie nadal działają na zachodnich obrzeżach Bakhmut City. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że siły ukraińskie odparły rosyjskie ataki w pobliżu Berchivki. Deputowana do Dumy Państwowej Sacha Sardana Awksentjewa skierowała 8 lipca skargę do ministra obrony Rosji Szojgu w sprawie traktowania personelu 83 Gwardyjskiej Brygady Szturmowo-Szturmowej (WDW) operującej w pobliżu Kliszczijewki. Elementy 83. Brygady Gwardii WDW prawdopodobnie służyły na kierunku Bachmutu dopiero od około dwóch tygodni, jak poinformowało ISW 21 czerwca, ​​siły rosyjskie wysłały elementy 83. Brygady Gwardii WDW w rejon Kliszczijewki w celu zastąpienia elementów 31. Gwardii WDW brygady, która poniosła ciężkie straty.

understandingwar.org

Inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej oczekują, że niemiecko-polski motor wreszcie zaskoczy. — Czesi, Słowacy, Bałtowie i Rumuni czekają na to, że Niemcy i Polska nadadzą UE nowy wymiar wschodni — mówi Krzysztof Malinowski, ekspert Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Berlin i Warszawa muszą stać razem, jeśli położone bardziej na zachód kraje zmęczą się wojną. — Jeżeli Niemcy i Polacy nie dogadają się, Ukraińcy staną przed problemem. Będą musieli grać na dwóch fortepianach – uważa Malinowski, cytowany przez "Spiegla".

onet.pl

Według Miszustina obywatele rosyjscy „zaczynają otrzymywać większe dochody”, ponieważ pensje „rosną bardzo poważnie” – realnie o 10,4%, czyli po uwzględnieniu inflacji. Jednocześnie stopa bezrobocia spadła do historycznie niskiego poziomu 3,2%. Realny wzrost wynagrodzeń 10,4% przy spadku siły nabywczej rubla w zależności od rodzaju innej waluty od 50% do 70%, od najniższych poziomów w zeszłym roku. Inflacja ok. 3% spisana z koszyka inflacyjnego z nieuwzględnionymi produktami z importu równoległego, oraz np. niezmienioną ceną ziemniaka od zeszłego roku, mimo że dziś mamy wzrosty na tym produkcie o około 100%. (...)

Bezrobocie na poziomie 3%, gdzie ilość kobiet wykonujących męskie zawody osiągnęła poziom z czasów ZSRR, gdyż kilkaset tysięcy ludzi walczy lub nie żyje. Liczba  kobiet starających się o pracę mechanika wzrosła o  85%, operatora dźwigu 73%, tynkarza  72%, malarza 62%. W dziedzinie IT liczba kobiet poszukujących pracę wzrosła o 36%, w budownictwie o 46%, w branży transportowej i logistycznej wzrost 42%. Kraj opuściło od miliona do 3 milionów Rosjan, a z Azji centralnej nie przyjechało niemal 5 mln ludzi do prostych prac i prac sezonowych. Największe braki mamy wśród tak zwanych niebieskich kołnierzyków, a nadpodaż mamy pracowników finansów, urzędów i prawników. A i taki mały jeszcze szczegół, mężczyźni się nie rejestrują jako osoby bezrobotne obecnie. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego?

Dalsza wypowiedź o wpływach do budżetu jest ciekawa. Spadki z handlu z ropy i gazu -50%, a zyski? Produkcja gotowych wyrobów metalowych (kategoria, do której Rosstat zalicza bomby i pociski) wzrosła w maju o 29,2% rok do roku. Produkcja „pozostałych pojazdów” (to tu umiejscowione są czołgi i cała ferajna pojazdów wojskowych) – o 48,1%.

ekonomiarosji.pl

sobota, 8 lipca 2023


W styczniu 1842 roku młody Karel Havlíček-Borovský (1821–1856) pod wpływem ojca założyciela panslawizmu Jana Kollára wyjechał do Rosji, którą wielu ówczesnych zachodnio- i południowosłowiańskich intelektualistów postrzegało jako centrum przyciągające wszystkich Słowian i z którą wiązali nadzieje na polityczną przyszłość. Przez półtora roku obserwował życie społeczne i polityczne w Rosji oraz utrzymywał ożywione kontakty z rosyjskimi słowianofilami, którzy – ku jego rozczarowaniu – okazali się zwolennikami panrusizmu. Wrócił do rodzinnej Bohemii w lipcu 1844 roku. Wrażenia z pobytu w Rosji były tak silne, że entuzjazm Havlíčka-Borovskiego dla idei słowiańskiej jedności znacznie osłabł, o czym później napisze tak: „Rosyjskie mrozy i inne rosyjskie rzeczy zgasiły we mnie ostatnią iskrę wszechsłowiańskiej miłości”.

Zostawszy dziennikarzem, Karel Havlíček-Borovský opublikował w 1846 roku na łamach gazety Pražské nowiny artykuł Slovan a Čech, w którym ostro skrytykował modę na ideę jedności Słowian. Uznając znaczenie tej idei dla rozbudzenia świadomości narodowej Czechów, jednocześnie mocno podkreślając fakt istnienia różnych języków słowiańskich oraz zróżnicowania poszczególnych narodów tej wspólnoty co do ich kultury, obyczajów oraz tradycji, Karel Havlíček-Borovský pisze o zagrożeniu, jakie stanowi dla nich Rosja, która podjęła się wcielenia w życie idei jedności słowiańskiej „zębami i pazurami”. Licząc na to, że pewnego dnia wszyscy Słowianie znajdą się we władzy Rosji, rosyjscy panslawiści „zaczynają wszędzie mówić i pisać «słowiański» zamiast «rosyjski», aby potem wszystko co słowiańskie nazywać rosyjskim”.

Panslawizm w swojej czystej formie politycznej nie przetrwał początku XX wieku, kiedy wyzwolenie narodów południowo- i zachodniosłowiańskich spod wpływów imperialnych (tureckich, austro-węgierskich i oczywiście rosyjskich) doprowadziło do powstania niezależnych państw zainteresowanych realizacją własnych projektów narodowych, w których Rosja nie zajmowała głównego miejsca. Jednak idea, że rosyjskie interesy i rosyjskie spojrzenie na narody słowiańskie i ich regiony powinny być brane pod uwagę, pozostała.

(...)

W wyniku II wojny światowej, gdy znaczna część Europy Wschodniej znalazła się pod kontrolą ZSRR, a świat podzielił się na dwa ostro zwalczające się obozy ideologiczne i polityczne, nastąpiły znaczące zmiany w postrzeganiu Rosji i Europy Wschodniej.

Stając się globalnym hegemonem, Związek Radziecki zapewnił sobie prawo do wypowiadania się w imieniu całej Europy Wschodniej, a jednocześnie rozpoczął kampanię mającą na celu ustanowienie rosyjskiego języka i rosyjskiej kultury zjawiskami globalnymi. Według amerykańskiej badaczki Rachel Applebaum, która zajmuje się rozwojem języka rosyjskiego podczas zimnej wojny (zarówno poprzez jego aktywną promocję poza państwem radzieckim, jak i poprzez uczynienie go lingua franca w samym Związku Radzieckim), „historia promocji rosyjskiego jako języka globalnego w późnym okresie socjalizmu pokazuje, w jaki sposób państwo radzieckie próbowało zabezpieczyć swoją władzę w kraju i za granicą, czyniąc rosyjską kulturę i władzę radziecką synonimami” – pisze na łamach czasopisma „Kritika: Explorations in Russian and Eurasian History”.

Biorąc pod uwagę intensywność konfrontacji bloków, nie jest zaskakujące, że drugi światowy hegemon, Stany Zjednoczone, rozpoczął pod koniec lat 40. XX wieku realizację potężnego programu badania swojego ideologicznego przeciwnika, tworząc od podstaw nową dyscyplinę, która wcześniej nie miała odpowiednika w życiu akademickim. Jak pisze amerykański historyk David Engerman w książce o wymownym tytule Znaj swojego wroga: Powstanie i upadek amerykańskich sowietologów, dyscyplina ta, stworzona dzięki wspólnym wysiłkom amerykańskiej administracji, prywatnych fundacji i naukowców, znana pod różnymi nazwami (studia rosyjskie, studia radzieckie lub sowietologia) „starała się służyć zarówno Marsowi, jak i Minerwie, bezpieczeństwu narodowemu i życiu akademickiemu”.

Jednak z perspektywy Europy Wschodniej to pragnienie siedzenia na dwóch krzesłach jednocześnie trudno nazwać sukcesem. Przeciwstawienie się Związkowi Radzieckiemu i szkolenie specjalistów ze znajomością języka rosyjskiego i realiów radzieckich w pierwszej kolejności tworzyło nierówność w badaniu tego, co działo się w bloku radzieckim jako całości, ponieważ wszystko, co się tam działo, było postrzegane jako drugorzędne w stosunku do tego, co miało miejsce w ZSRR.

Trudno nie zgodzić się z wyrażoną w portalu Wachtyrz.eu opinią Tomasza Kamuselli, polskiego interdyscyplinarnego badacza nacjonalizmów i polityk językowych w Europie Środkowo-Wschodniej, że „z geopolitycznego punktu widzenia inne języki (i kultury) słowiańskie miały pewne znaczenie tylko wtedy, gdy były używane jako języki urzędowe w bloku wschodnim, na przykład bułgarski w Bułgarii, czeski i słowacki w Czechosłowacji, polski w Polsce. Jednak podczas zimnej wojny studia nad białoruskimi i ukraińskimi językami i kulturami były ignorowane na Zachodzie, ponieważ w Związku Radzieckim decyzje polityczne podejmowano nie w Mińsku czy Kijowie, ale wyłącznie w imperialnej Moskwie”.

Model wiedzy ukształtowany w Stanach Zjednoczonych, który koncentrował się na badaniu języka i kultury rosyjskiej w celu zrozumienia Związku Radzieckiego, podczas gdy Europa Wschodnia i kultury słowiańskie zostały odsunięte na dalszy plan, był eksportowany do innych krajów bloku zachodniego, od Japonii po Norwegię. Slawistyczne ośrodki, wydziały i instytuty, które tam powstały, były przede wszystkim zorientowane na badanie kwestii rosyjskich, podczas gdy Europa Wschodnia została zdegradowana do roli ubogiego krewnego.

Takie lekceważące podejście do regionu i postrzeganie go przez sowiecko-rosyjski pryzmat nie mogło nie wpłynąć na poziom wiedzy ekspertów na temat regionu. Jest to szczególnie wyraźne w ironicznym komentarzu norweskiego specjalisty ds. stosunków międzynarodowych Ivera B. Neumanna, którego życie intelektualne i zawodowe ukształtowało się w Oslo i Oksfordzie pod koniec istnienia żelaznej kurtyny:

"Latem 1989 roku dołączyłem do Norweskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych jako specjalista do spraw Rosji. Był to czas, kiedy każdy w małym kraju, takim jak Norwegia, kto wiedział, jak przeliterować słowo «Bułgaria» po bułgarsku, albo jak powiedzieć «Przełóż palec przez szyję» po czesku [cz. Strč prst skrz krk, to łamaniec językowy, gramatycznie poprawne zdanie złożone ze słów pozbawionych samogłosek – przyp. red.], był uważany za eksperta od Europy Wschodniej. Podobnie z punktu widzenia norweskiej prasy bycie ekspertem od Rosji zainteresowanym tym, co wówczas nazywano Związkiem Radzieckim, oznaczało, że już byłeś ekspertem od Europy Wschodniej."

new.org.pl

„W jednym z ukraińskich szpitali znalazł się mężczyzna utrzymujący, że jest naszym żołnierzem. Cierpiał ponoć z powodu szoku wywołanego bombardowaniem. Mówił, że doświadczył traumy i wszystko zapomniał. Lekarz przesłał nam zdjęcie, a my w ciągu zaledwie kilku minut mogliśmy go zidentyfikować. Znaleźliśmy jego profil w sieci społecznościowej i odkryliśmy, że jest Rosjaninem. Oczywiście został pociągnięty do odpowiedzialności” – Myhajło Fedorow, minister transformacji cyfrowej Ukrainy chwali się na stronie internetowej amerykańskiej firmy Clearview AI. Od początku rosyjskiej napaści szuka sposobów, by wykorzystać nowoczesne technologie w służbie swojego kraju. Desperacko potrzebując wsparcia, Ukraina stała się poligonem dla cyfrowych rozwiązań. Chrzest ognia przechodzą tam zwłaszcza te produkty, które w spokojniejszych częściach świata budzą kontrowersje.

Tożsamość żołnierza, o którym mówił Fedorow, pomogła ustalić właśnie Clearview AI. Jej narzędzie do rozpoznawania twarzy ma imponujące zdolności – wystarczy wgrać zdjęcie w aplikację, a dzięki zaawansowanym algorytmom dopasuje je ona do jednego z 10 miliardów obrazów znajdujących się w bazie. Aby ją stworzyć, firma przy pomocy specjalnych programów komputerowych w zautomatyzowany sposób pobierała zdjęcia z serwisów: pochodzących z USA Facebooka czy Instagrama, ale też rosyjskich VKontakte i Odnoklassniki. Jak chwali się firma, co piąty obraz w jej zasobach pochodzi właśnie z tych dwóch ostatnich mediów społecznościowych.

Technologia dostarczona przez Clearview AI szybko stała się jednym z ważnych ukraińskich narzędzi cyfrowych. Dziś używa jej siedem różnych agencji, w tym wojsko i straż graniczna, dostęp do bazy ma ponad 900 użytkowników. Łącznie w systemie wykonano już 125 tysięcy wyszukiwań. Jak podają władze Ukrainy, dzięki technologii zidentyfikowano 7,5 tysięcy podejrzanych o przestępstwa, a 125 rosyjskich żołnierzy ma postawione zarzuty. Clearview AI pomagało w łączeniu rodzin, poszukiwaniach zaginionych, wykrywaniu dezinformacji, wzmacnianiu bezpieczeństwa w punktach kontrolnych czy ujawnianiu szpiegów. Stało się także podwaliną jednej z najbardziej spektakularnych operacji w wojnie informacyjnej.

Dzięki algorytmom sztucznej inteligencji Clearview AI może rozpoznawać nawet twarze ze znacznymi urazami. Ukraińcy zaczęli więc przy jego pomocy identyfikować zwłoki zabitych rosyjskich żołnierzy, a następnie kontaktować się z ich rodzinami. „Rozpowszechniamy informację za pośrednictwem mediów społecznościowych. To uprzejmość dla matek, chcemy przynajmniej powiadomić rodziny, że straciły swoich synów, a następnie umożliwić im przybycie po ich ciała” – komentował Fedorow. Inni członkowie jego rządu przekonywali, że mogło to mieć wpływ na powolne postępy mobilizacji w Rosji.

Jak Clearview AI trafił na Ukrainę? Firma sama zaproponowała swoje usługi. Na początku marca 2022 roku jej prezes Hoan Ton-That zaoferował ukraińskiemu rządowi nie tylko bezpłatny dostęp do technologii, ale też przeszkolenie z jej obsługi. „Moje serce jest z Ukraińcami, mam nadzieję, że nasza technologia może być użyta, by przeciwdziałać krzywdzie, ratować niewinnych ludzi i ocalić życia” – zapewniał.

Choć Ukraińcy według oficjalnych informacji nie zapłacili za zaawansowany system, w rzeczywistości nie ma nic za darmo. Studium tego przypadku stało się bowiem swoistym wojennym CSR (od ang. corporate social responsibility, społeczna odpowiedzialność biznesu), czyli transakcją wiązaną, w której jedna strona otrzymuje od firmy pomoc, a sama spółka – poprawę wizerunku. To zresztą ze strony internetowej firmy pochodzą wszystkie cytaty ukraińskich oficjeli użyte w tym artykule. Clearview AI było to potrzebne, bo kiedy Ton-That oferował rządowi Ukrainy swoją pomoc, toczyły się wobec niego postępowania europejskich i amerykańskich regulatorów, którzy zarzucali mu rażące naruszenia prywatności internautów. Dane o nich były zbierane z pogwałceniem regulaminów serwisów społecznościowych. Ton-That przekonywał w mediach, że „wszyscy tak robią”.

Krótko po propozycji Ton-Thata złożonej rządowi Ukrainy włoski urząd ochrony danych nałożył na Clearview AI 20 milionów euro kary. To najwyższa możliwa stawka przewidziana przez RODO. W maju brytyjski urząd dodał kolejnych 8 milionów, potem po 20 milionów dodały Grecja i Francja. To dla firmy nie byle co – według branżowego portalu CB Insights łączna wartość wyemitowanych przez spółkę akcji wynosiła 38 milionów dolarów.

A to nie wszystko – polecono również usunięcie z bazy danych fotografii mieszkańców tych krajów i zakazano zbierania ich w przyszłości. W stanie Illinois Clearview AI dostał z kolei zakaz sprzedaży swoich produktów – zarówno służbom, jak i biznesowi – przez kolejnych pięć lat.

(...)

new.org.pl

Rozmieszczenie prawie całego rosyjskiego Wschodniego Zgrupowania Sił i rozległych elementów SMD na linii frontu w południowej Ukrainie sugeruje, że rosyjska obrona na południu Ukrainy może być krucha. Z raportu Mashovetsa wynika, że ​​jedyne rezerwy, jakie rosyjskie wojsko utrzymuje na południu Ukrainy, to pododdziały 29. Armii Połączonej – najmniejszej połączonej armii Wschodniego Okręgu Wojskowego, która ma tylko jedną brygadę manewrową: 36. Brygadę Strzelców Zmotoryzowanych. Elementy 36. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych brały udział w bitwie o Kijów na początku 2022 r. i walczyły pod Vuhledar na początku 2023 r., w związku z czym prawdopodobnie uległy degradacji. 

(...)

Rosja tymczasowo, przynajmniej częściowo, odłączyła się od globalnego internetu podczas testu swojego systemu „suwerennego internetu” w nocy z 4 na 5 lipca. Rosyjskie media państwowe RBK powołały się na źródła telekomunikacyjne, które twierdziły, że Rosja pomyślnie przeprowadziła nocny test systemu Suwerennego Internetu. Podobno test uniemożliwił Rosjanom dostęp do popularnych zachodnich usług, w tym Google i Wikipedii, zachowując jednocześnie dostęp do rosyjskich usług internetowych. Test prawdopodobnie odłączył niektóre rosyjskie służby rządowe, w tym Koleje Rosyjskie oraz rosyjski federalny organ nadzoru weterynaryjnego i rolniczy Rosselchoznadzor. Rosyjscy operatorzy telekomunikacyjni Megafon i Beeline również zgłaszali awarie podczas testu. Kontynuowane testy i rozwój „suwerennego internetu” wskazują, że Kreml kontynuuje długofalowe starania o odizolowanie Rosji od wpływów Zachodu i sfery globalnej, co prawdopodobnie będzie miało konsekwencje wykraczające poza przestrzeń informacyjną. Rosyjska gospodarka prawdopodobnie znacząco odczułaby przedłużającą się izolację od Internetu, ponieważ duża część handlu międzynarodowego opiera się na globalnym Internecie.

understandingwar.org

Nie sądzę, by nieformalne rozmowy byłych dyplomatów z Siergiejem Ławrowem na temat wojny w Ukrainie odbywały się na polecenie Białego Domu i administracji - powiedział PAP Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce. Jak dodał, pojawienie się doniesień o tych kontaktach tuż przed szczytem NATO w Wilnie budzi jego podejrzenia.

Fried odniósł się w ten sposób w rozmowie z PAP do doniesień NBC News o tym, że trójka byłych amerykańskich oficjeli, a obecnie członków Rady ds. Stosunków Zagranicznych (Council on Foreign Relations, CFR), odbyła w kwietniu w Nowym Jorku potajemne rozmowy z szefem rosyjskiej dyplomacji, mające wybadać grunt pod potencjalne negocjacje nt. zakończenia wojny na Ukrainie.

Zdaniem Frieda, wieloletniego dyplomaty i obecnie eksperta think-tanku Atlantic Council, trójka członków CFR - odchodzący prezes Richard Haass, Thomas Graham i Charles Kupchan - nie cieszy się szczególnymi wpływami wewnątrz administracji, ani nie jest wiarygodna dla Ukraińców.

- Być może mieli jakieś rozmowy z Ukraińcami - mam taką nadzieję. Ale nie mogę sobie wyobrazić, by to były osoby, które potrafiliby wynegocjować układ, który byłby zaakceptowany przez Ukraińców - oni nie są uważani za przychylnych Kijowowi, ani wiarygodnych w oczach Ukraińców. Myślę też, że z pewnością nie działali oni w imieniu administracji Bidena - ocenia Fried.

onet.pl

piątek, 7 lipca 2023


Jedną z najistotniejszych tajemnic wojny w Ukrainie jest to, ile Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) nie wie o prawdziwych intencjach Władimira Putina i Wołodymyra Zełenskiego - pisze w piątek amerykański "Newsweek".

Dziennikarze tygodnika przeprowadzili trzymiesięczne śledztwo, w trakcie którego rozmawiali z kilkunastoma analitykami i pracownikami wywiadu. Z rozmów wynika, że działania amerykańskiego wywiadu rozciągnięte są obecnie na tyle sfer, że objęcie ich w ramach jednej agencji, jest po prostu niemożliwe.

W ocenie tygodnika ukraiński prezydent stał się prawdziwym mistrzem w politycznym rozgrywaniu konfliktu tak, by uzyskiwać to, na czym mu zależy. Chociaż główne reguły gry wyznacza mu Waszyngton, to kontrola Ukraińców nie jest dla Stanów Zjednoczonych prosta. "Ukraiński prezydent zaakceptował to, że Kijów nie może zaatakować Rosji na jej terytorium. W trakcie trwania wojny Ukraińcy już jednak wielokrotnie sygnalizowali, że nie do końca chcą się podporządkować" - pisze "Newsweek".

Po dokładnej analizie okazuje się, że takich sytuacji było więcej - od operacji specjalnych za granicą ukraińsko-rosyjską, przez uderzenia na strategiczne magazyny w Rosji czy atak dronów na Kreml. Zdaniem "Newsweeka" Zełenski poczuł, że może wygrać ten konflikt, a Ukraińcy testują, jak daleko mogą się posunąć w swoich akcjach ofensywnych bez narażania się na gniew sojuszników.  

"Newsweek" zwraca uwagę, że prawdziwe problemy dla CIA spowodowały informacje, iż to Amerykanie stoją za atakami na Nord Stream. USA nie udało się ustalić źródła tej plotki, a Ukraina zaprzeczyła zaangażowaniu pomimo podejrzeń amerykańskiego wywiadu. - Nie mamy nic wspólnego z nieszczęściem na Bałtyku i nie mamy żadnych informacji o grupach sabotażowych - powiedział główny doradca Zełenskiego, nazywając wszelkie spekulacje ''zabawnymi teoriami spiskowymi''.

Drugim problemem amerykańskiego wywiadu jest fala tajemniczych zgonów osób wysoko postawionych w hierarchii biznesowo-politycznej i sabotażu obiektów przemysłowych w Rosji. USA nie potrafią ustalić, na ile w te działania zaangażowani byli Ukraińcy przy ewentualnej aprobacie samego Zełenskiego. Jednocześnie jednak śledczy przyznają, że cześć śmierci mogła być efektem wewnętrznych porachunków wśród rosyjskiej elity. 

"Newsweek" zwraca też uwagę na rolę Polski, która stała się obecnie dla USA szczególnie istotnym krajem. Z informacji tygodnika wynika, że CIA w ścisłej współpracy z polskimi służbami koordynuje kontakty z Ukraińcami i działania sił specjalnych 20 krajów. "Polska pomaga Stanom Zjednoczonym w utrzymaniu sieci szpiegowskiej, za co otrzymuje ważne informacje" - czytamy. Efektem zacieśnienia współpracy na linii Warszawa-Waszyngton, były wydarzenia z 15 listopada, gdy w Przewodowie spadł pocisk. Tygodnik jest zdania, że Amerykanie obserwowali wówczas ślad termiczny każdej odpalanej w trakcie trwania konfliktu rakiety. Od razu mieli więc pewność, że pocisk S-300 wystrzelono z ukraińskiej wyrzutni i taka informacja została przekazana Andrzejowi Dudzie.

"Moim skromnym zdaniem CIA nie rozumie natury państwa ukraińskiego i lekkomyślnych frakcji, które tam istnieją" - stwierdził anonimowo polski urzędnik w rozmowie z ''Newsweekiem". Podkreślił, że przekonanie Kijowa do powstrzymania się od eskalacji konfliktu będzie bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe.

gazeta.pl

Strategia wspierania środowisk emigracji politycznej powinna być dostosowana do specyfiki funkcjonowania rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego na emigracji (rozproszenie w różnych krajach, ważna rola współpracy transgranicznej). Oznacza to przede wszystkim potrzebę wykazania się dużą elastycznością oraz koordynowania podejmowanych aktywności między państwami  członkowskimi i instytucjami UE. Każde państwo przyjmujące zdobywa obecnie nieco odmienne doświadczenie w pracy z rosyjskimi emigrantami, zatem komunikacja i kooperacja pozwoliłyby na unikanie zbędnego dublowania działań czy lepsze rozpoznawanie słabych i mocnych stron  poszczególnych programów pomocowych. Odrębnym wyzwaniem jest określenie roli UE 
we wspieraniu aktywistów zamieszkujących w krajach trzecich, takich jak Gruzja, Armenia czy Turcja, gdzie koordynowanie posunięć z lokalnymi rządami jest mało prawdopodobne lub niemożliwe.

Strategię wsparcia należy oprzeć na dwóch kluczowych zasadach. Po pierwsze, zachodni donatorzy powinni być otwarci na nowe wartościowe inicjatywy i młode pokolenie aktywistów. Obecnie problemem pozostaje pomaganie od lat tym samym, dobrze znanym osobom i grupom, najlepiej rozpoznawalnym na Zachodzie, ale niekoniecznie zdolnym do najefektywniejszej działalności. Bardziej zobiektywizowane podejście, skoncentrowane na wspieraniu nie tyle ludzi czy organizacji, co konkretnych inicjatyw, będzie wymagało rozległej i aktualizowanej na bieżąco wiedzy o sytuacji w Rosji i w środowiskach emigracyjnych. Po drugie, należy wzmocnić kontakty i współpracę między rosyjskimi aktywistami a społeczeństwami obywatelskimi krajów przyjmujących, w tym poprzez wspólną realizację projektów (co dodatkowo pogłębi wiedzę rosyjskich partnerów na temat merytorycznego i finansowego know-how w zakresie zarządzania projektami unijnymi). 

W obliczu dużej liczby funkcjonujących obecnie organizacji i inicjatyw założonych przez rosyjskich emigrantów wyzwaniem będzie zaprojektowanie zachodniego wsparcia (organizacyjnego, prawnego i finansowego) w taki sposób, żeby z jednej strony wspomagać różnorodność (szczególnie potrzebną w sektorze medialnym), a z drugiej – uniknąć nadmiernego rozproszenia ograniczonych środków. Należy liczyć się z tym, że wsparcie będzie potrzebne przez długi okres i że będzie kosztowne, jeśli ma przynieść odpowiednie rezultaty (np. dobry jakościowo produkt medialny). 

Niezależnie od potencjału i entuzjazmu aktywistów, ale też stopnia efektywności rosyjskich inicjatyw, priorytetem dla zachodnich podmiotów pozostanie pomoc dla Ukrainy. Jednocześnie dostępne środki będą się zapewne kurczyć, przede wszystkim z uwagi na koszty wojny i odwrotu od handlu z FR dla europejskich budżetów. Podmioty rosyjskie będą zatem musiały ostro ze sobą konkurować, redukując koszty administracyjne i podnosząc jakość swojej oferty. Niezbędne będzie stopniowe przeorientowanie części z nich, zwłaszcza mediów, na biznesowy model funkcjonowania (optymalnie w ciągu  najbliższego roku lub dwóch nadchodzących lat), co może się okazać bardzo trudne (o przyczynach wspomniano wyżej).

(...)

Jednym z kluczowych kierunków wsparcia jest zwiększenie obecności i rozpoznawalności rosyjskich środowisk demokratycznych i antywojennych w przestrzeni publicznej krajów przyjmujących.  Strategicznym celem powinno być upowszechnianie informacji o aktywności „innej Rosji” – przede wszystkim, by przełamać obecny w wielu krajach mit, że społeczeństwo rosyjskie jest prokremlowskim monolitem i że strategia wobec FR powinna z konieczności stanowić kontynuację dotychczasowych prób porozumienia się z dyktaturą. W tym zakresie bardzo wiele będzie zależało od tychże środowisk – na ile będą one w stanie zaprezentować wymierne rezultaty swojej pracy oraz na ile będą zjednoczone i przedstawią spójną wizję swojej dalszej działalności i własne pomysły na przyszłość kraju.

Rosyjskie społeczeństwo obywatelskie za granicą wciąż znajduje się na wczesnym etapie samoorganizacji, choć widać już pierwsze efekty odbudowy działalności poszczególnych organizacji i projektów relokowanych z FR. Powstaje też wiele nowych inicjatyw, niemniej otwarte pozostaje pytanie, ile z nich przetrwa kolejne lata, zwłaszcza że konkurencja o wsparcie i rozpoznawalność – zarówno w Rosji, jak i w krajach przyjmujących – będzie bardzo duża. Szczególnie dobrze ze skutkami emigracji poradziły sobie niezależne media, które dość szybko odzyskały słuchaczy i widzów przejściowo utraconych w związku z relokacją. Widać również pierwsze próby jednoczenia środowisk emigracyjnych, choć jest zbyt wcześnie, by oceniać ich efektywność.

Skala emigracji politycznej z Rosji i rosnąca represyjność reżimu putinowskiego wymagają skoordynowanego wsparcia Zachodu dla rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego. Wsparcie to powinno być traktowane nie tylko jako pomoc humanitarna dla represjonowanych, lecz przede wszystkim jako realizacja strategii na rzecz przyszłych przemian politycznych w Rosji. Ponieważ agresywny, rewizjonistyczny kurs Kremla wynika w znacznej mierze z logiki wewnątrzpolitycznej ewolucji reżimu, jedyną szansą na trwałą stabilizację otoczenia międzynarodowego FR jest liberalizacja systemu politycznego w okresie postputinowskim. I choć społeczeństwo obywatelskie nie odegra decydującej roli w doprowadzeniu do niej (kluczowe będą działania podejmowane przez elity polityczne pod naciskiem Zachodu), to może stanowić ważne zaplecze dla wdrażania reform, również dzięki nabytej w krajach przyjmujących wiedzy na temat rozwiązań demokratycznych.

Raport OSW - Rosyjska emigracja w RFN

Po niecałych dwóch miesiącach przerwy centrum uwagi znów staje się Bachmut. Ukraińcy zwiększyli skalę ataków na flankach zrujnowanego miasta i ewidentnie chcą zagrozić Rosjanom jego częściowym okrążeniem. To najpewniej element gry mającej sprawić, że popełnią oni jakiś poważny błąd.

Gry będącej niezwykle ważnym elementem trwających od miesiąca działań ofensywnych Ukraińców. Obie strony nie zaangażowały jeszcze do walk swoich głównych odwodów, czyli sił trzymanych w pewnej odległości za frontem, gotowych do użycia w kluczowych momentach, które mogą zadecydować o wyniku aktualnej rundy walk. Ukraińcy ewidentnie starają się skłonić Rosjan do popełnienia błędu w gospodarowania tymi oddziałami.

Taki wniosek można wysnuwać na bazie dwóch faktów. Po pierwsze według szacunków właściwie wszystkich obserwatorów tego konfliktu, Ukraińcy do swoich operacji ofensywnych trwających od początku czerwca zaangażowali około 1/3 swoich dostępnych sił. Nie licząc tych, które cały czas były na froncie i walczyły. Można to ocenić po tym, jakie oddziały pojawiają się na nagraniach z walk i w oficjalnych komunikatach. Oceny co do Rosjan są mniej jednoznaczne, jednak wydaje się bardziej niż prawdopodobne, że oni też do tej pory nie zaangażowali swoich głównych odwodów. Do reagowania na ukraińskie ataki mieli używać głównie takich lokalnych.

Drugi fakt jest taki, że Ukraińcy od początku czerwca wywierają mocną presję nie w jednym punkcie, ale w kilku. I zmieniają punkt ciężkości. Tak, żeby utrudnić Rosjanom ocenę, gdzie może nastąpić decydujące uderzenie przy użyciu tych 2/3 ukraińskich brygad stojących w odwodzie. Do niedawna najbardziej aktywny kierunek zaporoski, teraz wydaje się ustępować znaczeniem rejonowi Bachmutu. Ukraińcy wywierają mocną presję na flankach miasta. W samych ruinach walki są sporadyczne i głównie ograniczają się do ostrzału artyleryjskiego. Choć w ostatnich dniach Ukraińcy mieli zbliżyć się do południowo-zachodniego krańca miasta, w rejonie dużych ogródków działkowych.

Znacznie intensywniejsze walki toczą się kilka kilometrów dalej na południe w rejonie wsi Kliszczijiwka. Znajduje się ona u podnóży wzgórz, dominujących nad całą okolicą. Rosjanie wdarli się na nie pod koniec zimy. Teraz Ukraińcy prawie całkowicie je odbili. Od kilku dni trwa wymiana ciosów na ich samym krańcu tuż przed wsią. To Ukraińcy zajmują teren, to są wyrzucani przez rosyjski kontratak, to jest on niszczony przez ukraińską artylerię i kontrkontratak. Aktualnie Rosjanie mają nadal się trzymać ostatnich umocnień przed wsią. Skala walk nie jest jednak duża, bo mowa o odcinku frontu długim na mniej niż 10 km, na którym działania są prowadzone zazwyczaj grupami od kilkunastu do kilkudziesięciu żołnierzy, wspieranych z dystansu przez wozy opancerzone i artylerię. Starcia są jednak bardzo intensywne i trwają tak już od wielu dni. Ukraińcy twierdzą, że Rosjanie codziennie rzucają do walki nowy kilkudziesięcioosobowy pododdział, który następnego dnia jest na tyle przetrzebiony, że potrzeba następnego.

Podobne walki toczą się na północ od miasta, z centrum w rejonie wsi Berchiwka i położonych obok wzgórz kontrolowanych przez Rosjan. Ukraińcy atakują tam już od wielu tygodni ze zmiennym natężeniem. Aktualnie ma ono być w tych górnych wartościach. Ukraińskie wojsko regularnie notuje postępy, ale są one drobne. Ze standardowej w tej fazie wojny kategorii jeden zagajnik albo jeden opornik (pozycja umocniona). Sytuacja Rosjan, dodatkowo okładanych celnym i dość intensywnym ogniem ukraińskiej artylerii, ma być jednak trudna. W ciągu ostatniego tygodnia pojawił się szereg doniesień o kierowaniu w rejon Bachmutu posiłków. Ukraińcy twierdzą, że Rosjanie mają tam już około 50 tysięcy ludzi, czyli 1/3 sił na całym froncie wschodnim, przez który rozumiany jest odcinek od Bachmutu po granicę z Rosją na północy.

(...)

gazeta.pl