sobota, 10 czerwca 2023


7 czerwca jednostki ukraińskie uderzyły w obwodzie zaporoskim, próbując przełamać obronę rosyjską w dwóch lub trzech miejscach (zależnie od fali ataku) na południe od Orichiwu, gdzie najcięższe walki toczą się o m. Robotyne. Próby przełamania obrony agresora mają także miejsce około 25 km na zachód od Orichiwu, w rejonie m. Łobkowe i Żerebianka. Dotychczasowe ataki zakończyły się na przedpolach pierwszej linii obrony Rosjan, Ukraińcy mają jednak wprowadzać do walki kolejne siły. W dalszym ciągu mają także trwać rozpoczęte 4 czerwca walki w rejonie Wełykiej Nowosiłki, gdzie siły ukraińskie ponawiały próby natarcia na leżące na południowy wschód od niej Nowodonećke (Ukraińcy przejściowo zajęli tę miejscowość 5 czerwca, jednak zostali z niej wyparci). Kijów nadal oficjalnie nie komentuje rozpoczęcia kontrofensywy. 7 czerwca sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow w wywiadzie dla agencji Reuters stwierdził, że nie została jeszcze rozpoczęta, a Rosjanie mieli omyłkowo wziąć za początek operacji „przesuwanie wojsk ukraińskich w kilku miejscach”. 8 czerwca wiceminister obrony Hanna Malar potwierdziła jednak, że w rejonie Wełykiej Nowosiłki trwają walki, a w rejonie Orichiwu „wróg aktywnie się broni”. Następnego dnia określiła prowadzone działania mianem walk pozycyjnych. Z dostępnych informacji wynika, że dotychczas armia ukraińska zaangażowała do działań siły o liczebności co najmniej sześciu brygad, w tym pododdziały z co najmniej trzech (z dziewięciu) brygad wyszkolonych i wyposażonych na Zachodzie, a pozostających dotychczas w rezerwie.

Siły ukraińskie ponawiały także próby natarcia na flankach Bachmutu – południowo-zachodniej w rejonie Kliszczijiwki i północno-zachodniej w rejonie Berchiwki, osiągając nieznaczne powodzenie. Sztab Generalny Ukrainy donosi równocześnie o rosnącej aktywności agresora, który ma wyprowadzać ataki oskrzydlające zgrupowanie ukraińskie walczące na flankach, wzdłuż autostrady M03 do Słowiańska (w rejonie m. Orichowo-Wasyliwka) oraz po zachodniej stronie kanału Doniec–Donbas (Biła Hora i Stupoczky). Rosjanie mają także atakować Iwaniwśke, będące obecnie w centrum ukraińskiego ugrupowania na zachód od Bachmutu. Areną ciężkich walk pozostaje Marjinka, jednak w zestawieniu z wcześniejszym okresem liczba wrogich ataków miała spaść poniżej 10 na dobę. Po kilkudniowej przerwie siły agresora miały również wznowić ataki na Awdijiwkę i miejscowości na zachód od niej (m.in. Perwomajśke). Niepowodzeniem miały się zakończyć próby rosyjskiego natarcia na południe od Siewierska (Wesełe) i na zachód od Gorłówki (Piwniczne). Według ukraińskiego Sztabu Generalnego łączna liczba starć utrzymywała się w przedziale 30–40 na dobę, w zestawieniu tym nie uwzględniono jednak działań na południowym odcinku frontu.

8 i 9 czerwca Rosjanie przeprowadzili kolejne ataki rakietowe na infrastrukturę w głębi terytorium Ukrainy. Zniszczenia potwierdzono w Humaniu w obwodzie czerkaskim, w okolicach Zwiahela w obwodzie żytomierskim oraz w rejonie nowomoskowskim obwodu dniepropetrowskiego. W zasadzie codziennie agresor przeprowadzał ataki na zaplecze ukraińskie w obwodzie charkowskim. Uderzenia wrogich rakiet odnotowano w Małyniwce w rejonie czuhujewskim oraz na obrzeżach Charkowa, a 9 czerwca rejon bogoduchowski miał być celem zmasowanego ataku dronów kamikadze. 7 czerwca cztery rosyjskie rakiety miały uderzyć w Awdijiwkę. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych przedstawiło zbiorczą informację jedynie o atakach nocą 9 czerwca, podając, że zestrzelone zostały cztery z sześciu wrogich pocisków manewrujących Ch-101/Ch-555 oraz 10 z 16 dronów kamikadze Shahed-136/131 i Lancet.

Zalanie terenów, z których przed wysadzeniem tamy Kachowskiej Elektrowni Wodnej rosyjska artyleria ostrzeliwała zachodnią (prawobrzeżną) część obwodu chersońskiego i nadmorskie obszary obwodu mikołajowskiego, krótkotrwale ograniczyło jej aktywność. 7 czerwca na Chersoń miały spaść dwa wrogie pociski, jednak już następnego dnia częstotliwość ostrzału ponownie zaczęła rosnąć, a ofiarą stała się ewakuowana z zatopionych terenów ludność (odnotowano dwie osoby zabite i 17 rannych). Rosjanie nie ograniczyli natomiast ostrzałów Nikopola. Artyleria i lotnictwo agresora permanentnie atakowały także w strefach walk i w rejonach przygranicznych. Celem artylerii ukraińskiej było głównie zaplecze rosyjskie na południu – Berdiańsk, Myrne na obrzeżach Melitopola i Tokmak. Kolejne ukraińskie pociski manewrujące miały również uderzyć w Ługańsku, a o aktywności dronów donosiły lokalne źródła rosyjskie z obwodów kurskiego i biełgorodzkiego.

Według informacji ukraińskiego dowództwa operacyjnego „Południe” w wyniku powodzi spowodowanej wysadzeniem tamy siły rosyjskie zmuszone były wycofać się na głębokość od 5 do 15 km od Dniepru. Zniszczeniu miały ulec umocnienia pierwszej linii obrony Rosjan (szczególnie w Hołej Prystani i Oleszkach, z których prowadzono ostrzał Chersonia i sąsiednich miejscowości) wraz z polami minowymi. Powódź nie wpłynęła natomiast na sytuację wojsk ukraińskich stacjonujących na prawym brzegu Dniepru. Uszkodzenia pozycji obrońców w dowództwie „Południe” oceniono jako minimalne. Ukraiński Sztab Generalny poinformował ponadto, że efektem powodzi były straty agresora w personelu i wyposażeniu. Pod wodą miało się znaleźć kilka składów polowych z amunicją i żywnością oraz różnego typu pojazdy, w tym opancerzone, których Rosjanie nie zdołali ewakuować. Z kolei według administracji wojskowej Odessy znoszone z prądem Dniepru miny i amunicja zaczęły już stanowić zagrożenie dla obwodu odeskiego. Władze obwodu mikołajowskiego donosiły natomiast o zniszczeniu przez wodę prowizorycznie naprawionych mostów w rejonie snihuriwskim (Rosjanie wysadzili je tuż przed ewakuacją w listopadzie 2022 r.).

6 czerwca Ministerstwo Obrony Czech poinformowało o porozumieniu pomiędzy ukraińskim koncernem państwowym Ukroboronprom i czeskim przedsiębiorstwem zbrojeniowym VOP CZ w sprawie wspólnego remontu czołgów T-64 w zakładach w Nowym Jiczynie. Kontrakt przewiduje remont (połączony z pełnym demontażem i wymianą podzespołów) nienadających się do użytku maszyn, które kilkadziesiąt lat spędziły w ukraińskich magazynach. Remont ma trwać do końca 2023 r., liczby poddanych mu czołgów nie ujawniono.

7 czerwca rząd Niemiec powiadomił o przekazaniu Ukrainie kolejnego pakietu uzbrojenia, w którego skład weszło m.in. osiem przegubowych transporterów gąsienicowych Bandvagn 206 (BV206; ogółem RFN planuje dostarczyć armii ukraińskiej 64 pojazdy tego typu), 2 tys. sztuk amunicji 35 mm do samobieżnych dział przeciwlotniczych Gepard oraz 14 dronów rozpoznawczych Vector. Tego samego dnia koncern Rheinmetall poinformował o zamówieniu przez niemiecki resort obrony przygotowania i wysłania na Ukrainę do końca lipca 20 bojowych wozów piechoty Marder (dotychczas armia ukraińska otrzymała 40 BWP tego typu), o których przekazaniu Berlin informował w maju. Do końca lipca Rheinmetall ma także dostarczyć na Ukrainę pierwszą partię 10 tys. nowo wyprodukowanych naboi 35 mm (z kontraktu opiewającego na 300 tys. sztuk) dla gepardów. 8 czerwca szwedzki resort obrony potwierdził zakończenie szkolenia i powrót do kraju ukraińskich załóg bojowych wozów piechoty CV90. Armia ukraińska otrzymała dotychczas co najmniej połowę z 50 obiecanych BWP tego typu.

9 czerwca Bloomberg poinformował, że Pentagon zamierza ogłosić kolejny pakiet wsparcia wojskowego dla Kijowa o wartości ponad 2 mld dolarów. Mają one zostać przeznaczone na zakup wyrzutni obrony powietrznej Hawk i rakiet do nich oraz pocisków GEM-T i PAC-3 do systemów Patriot. Środki mają być wydatkowane z Inicjatywy Wsparcia Bezpieczeństwa Ukrainy (USAI), co oznacza zamówienia w przemyśle i dostawy w dłuższym okresie, co najmniej kilku miesięcy.

(...)

7 czerwca szef ukraińskiej służby sanitarno-epidemiologicznej Ihor Kuzin zwrócił uwagę, że jak co roku w obwodach odeskim, mikołajowskim i chersońskim wzmożono kontrolę mającą ujawnić przypadki chorób zakaźnych. Dodał, że po opadnięciu wody, która zalała okoliczne tereny w wyniku zniszczenia tamy w Nowej Kachowce, istnieje duże ryzyko wybuchu epidemii cholery, ale służby laboratoryjne są gotowe do diagnozowania choroby.

8 czerwca Izba Obrachunkowa Ukrainy podała, że wydatki na obronę i bezpieczeństwo w pierwszym kwartale br. wyniosły prawie 389 miliardów hrywien (ok. 10,6 mld dolarów), co stanowi 61% wydatków z budżetu państwa.

Komentarz

Kierunki ukraińskiego uderzenia potwierdzają, że celem rozpoczętej w ostatnich dniach operacji zaczepnej jest odcięcie lądowego połączenia Rosji z okupowanym Krymem. Armia ukraińska nie zdecydowała się na zmasowany atak, stopniowo zwiększając zaangażowanie (w pierwszych atakach w rejonie Wełykiej Nowosiłki brały udział dwie brygady). Nie zaangażowała też jak dotychczas na większą skalę zgrupowania uderzeniowego (dziewięć brygad wyszkolonych na Zachodzie i wyposażonych w przekazane przez partnerów ciężkie uzbrojenie), które wciąż tworzy strategiczną rezerwę. Niemniej do walki wprowadzane są systematycznie wchodzące w jego skład pododdziały, wyposażone m.in. w czołgi Leopard 2. W ciągu najbliższego tygodnia okaże się, czy jednostkom ukraińskim uda się przełamać pierwszą linię rosyjskiej obrony (na kierunku Mariupola i Melitopola jest ona zorganizowana w trzy linie) i rozwinąć powodzenie do dalszych działań w kierunku Morza Azowskiego. Należy przyjąć, że Ukraińcy będą kontynuowali działania tam, gdzie uda im się doprowadzić do przełamania (niezależnie, czy będzie to Orichiw, czy Wełyka Nowosiłka), i dopiero wówczas wprowadzą do walki trzon zgrupowania uderzeniowego.

Zalanie terenu po wysadzeniu tamy Kachowskiej Elektrowni Wodnej staje się dla Rosjan poważnym problemem natury militarnej. Wskutek powodzi na lewym brzegu Dniepru pojawiła się strefa niczyja szerokości od 5 do 15 km, której ponowne włączenie do obszaru kontrolowanego przez armię rosyjską może okazać się w najbliższych miesiącach niemożliwe. Odbudowę umocnień będą utrudniały nie tylko ostrzał prowadzony przez siły ukraińskie (poprzednio pierwsze linie obrony na lewym brzegu Dniepru Rosjanie wybudowali w czasie, gdy kontrolowali prawobrzeżną część obwodu chersońskiego), lecz przede wszystkim zniszczenie pól minowych. Pod względem inżynieryjno-saperskim teren popowodziowy będzie stanowił dla agresora niewiadomą i niebezpieczeństwo analogiczne do zagrożenia dla sił ukraińskich, przeciwko którym system zapór minowych był tworzony. Po ustąpieniu powodzi siły ukraińskie uzyskają natomiast względną swobodę penetracji lewego brzegu Dniepru i tworzenia na nim przyczółków, której nie miały przed wysadzeniem tamy. Ze względu na wspomniane wyżej zagrożenie minowe (skutki nawodnienia ustąpią w ciągu kilkunastu dni) bardzo mało prawdopodobne jest ukraińskie uderzenie na lewobrzeżną część obwodu chersońskiego w ramach rozpoczętej w ostatnich dniach kontrofensywy.

osw.waw.pl

Od 22 maja na terytorium obwodu biełgorodzkiego trwa ukraińska operacja dywersyjno-psychologiczna. Głównym jej wykonawcą są walczące z reżimem putinowskim rosyjskie oddziały ochotnicze należące do Legionu „Wolna Rosja” i Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego, które podlegają Siłom Zbrojnym Ukrainy. Taktyka prowadzonych działań obejmuje wykonywanie kilkukilometrowych rajdów w głąb Rosji, niszczenie posterunków granicznych i przejmowanie krótkotrwałej kontroli nad niewielkimi miejscowościami.

Służba graniczna FSB nie była w stanie zareagować na incydenty zbrojne i  porzucała posterunki graniczne, a siły zbrojne nie zdecydowały się jak dotąd na przerzucenie jednostek wojskowych. Władze lokalne ogłosiły szybką ewakuację miejscowości przygranicznych, przeprowadziły ją w ograniczonej skali i skupiły się na działalności propagandowej. Gubernator Wiaczesław Gładkow objął osobistym nadzorem dystrybucję pomocy humanitarnej, odwiedza punkty pomocy oraz spotyka się z mieszkańcami. Do regionu zaczęło napływać wsparcie materialne z innych podmiotów federalnych. 6 czerwca obwód odwiedził Andriej Turczak – wiceprzewodniczący Rady Federacji i członek kierownictwa partii władzy Jedna Rosja.

Według oficjalnych komunikatów rosyjskiego resortu obrony wszystkie grupy zbrojne, które wkroczyły na terytorium obwodu biełgorodzkiego, miały zostać rozbite. Nie podjęto również decyzji o wprowadzeniu na tym terenie stanu wojennego. Państwowe media przemilczają to, że w atakach biorą udział Rosjanie walczący po stronie ukraińskiej. O ich przeprowadzenie oskarżani są ukraińscy nacjonaliści oraz zagraniczni najemnicy (głównie Polacy). Z kolei w ukraińskich mediach aktywność rosyjskich przeciwników reżimu jest przedstawiana jako zarzewie buntu społecznego w FR, sygnalizującego możliwość wybuchu wojny domowej.

Komentarz

Udana operacja dywersyjna rosyjskich ochotników na terytorium Rosji to kolejna akcja tego typu – do podobnych doszło w marcu i kwietniu br. Realizowana jest jednak na szerszą niż wcześniej skalę – grupy liczące po kilkadziesiąt osób poruszają się pojazdami opancerzonymi i są uzbrojone w wyrzutnie przeciwpancerne. Choć działania te mają niewielkie znaczenie militarne, to ujawniły słabość rosyjskich sił odpowiedzialnych za ochronę granicy, a przede wszystkim ograniczone możliwości szybkiego reagowania na takie incydenty. Siły Zbrojne FR jak dotąd nie są zdolne zapobiegać kolejnym tego rodzaju incydentom, a służba graniczna FSB nie zapewnia skutecznej ochrony granicy państwowej. Nie sprawdził się również realizowany pod egidą władz obwodowych plan wzmocnienia ochrony granicy formowanymi ad hoc oddziałami milicji ludowej. Zdezorientowane władze lokalne, obawiające się, że dojdzie do wtargnięcia większych sił, podejmowały jedynie doraźne działania mające zapewnić bezpieczeństwo ludności cywilnej, np. zarządziły przeprowadzenie szybkiej ewakuacji, co pogłębiło jedynie chaos. Część mieszkańców zmuszona była na własną rękę opuścić tereny objęte walkami i organizować wzajemną pomoc.

W wymiarze wojny psychologicznej akcja pogłębia panikę wojenną wśród miejscowej ludności, a także podważa autorytet władz, niebędących w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa. Doniesienia o napiętej sytuacji w obwodach przygranicznych i nieskutecznej reakcji służb są obecne w rosyjskiej przestrzeni medialnej i powodują wzrost zaniepokojenia możliwością przeniesienia wojny na terytorium FR. Atmosferę napięcia potęgują trwający ostrzał artyleryjski i ataki powietrzne na terytorium Rosji oraz rozpowszechnianie w sieciach społecznościowych pogłosek o ukraińskim marszu na centrum obwodu – miasto Biełgorod. W rosyjskich mediach oraz sieciach społecznościowych dostępne są liczne relacje opisujące panikę ludności, jej ucieczkę czy maruderstwo. Panika i rozczarowanie (poczucie pozostawienia bez pomocy) narastają zwłaszcza w lokalnych społecznościach, w regionach, które doświadczyły ataków. Przedmiotem krytyki jest przede wszystkim postawa rosyjskich sił zbrojnych, których kompetencje są kwestionowane. Zaobserwować można także narastającą nieufność do oficjalnych przekazów informacyjnych oraz poczucie osamotnienia i braku adekwatnego wsparcia ze strony instytucji państwa.

Władze w Moskwie, a także kremlowska propaganda marginalizują znaczenie akcji dywersyjnych, podkreślając, że mają one charakter „terrorystyczny” i są wymierzone w ludność cywilną. Pozwala to propagandzie przedstawiać Rosję jako „ofiarę” wojny wywołanej przez Kijów przy wsparciu Zachodu oraz uderzać w wizerunek Ukrainy na arenie międzynarodowej. Wkroczenie obcych sił na terytorium Rosji wykorzystuje ona, by oskarżać nie tylko Kijów, lecz także Zachód o zamiar doprowadzenia do „zagłady narodu rosyjskiego”, próbując jednocześnie konsolidować społeczeństwo wokół Kremla i wojny. Przemilczanie udziału Rosjan w rajdach wynika najprawdopodobniej z obawy Kremla przed ukazaniem, że idea walki zbrojnej z reżimem Władimira Putina ma swoich aktywnych zwolenników w Rosji, co mogłoby stać się „złym przykładem” dla reszty jego oponentów. Aby uniknąć paniki i eskalacji niezadowolenia z działań władz, w mediach dominuje uspokajająca narracja, wedle której służby państwowe kontrolują sytuację, a społeczeństwo zachowuje spokój i jest gotowe do obrony kraju.

W przypadku kontynuowania ukraińskiej dywersji i objęcia nią wszystkich obwodów przygranicznych (kurskiego, briańskiego i biełgorodzkiego) będzie miała ona coraz większy wpływ na pogorszenie nastrojów społecznych. Wykazywanie nieudolności władz, rozpowszechnianie tezy o rosnącym oporze zbrojnym („rosyjscy partyzanci”) w Rosji, sygnalizowanie w ramach ukraińskiej dezinformacji możliwości powołania na zajętych terytoriach antyputinowskich republik ludowych będą skutkować spadkiem zaufania do rządzących. Nie będzie to jednak oznaczało szybkiego obniżenia nastrojów prowojennych – dla części społeczeństwa poczucie bezpośredniego zagrożenia uprawdopodobnia lansowaną przez Kreml tezę, że Zachód wraz z Ukrainą chcą zniszczyć Rosję, co przekłada się na domaganie się zwycięstwa. W przygranicznych obwodach obserwowano dotąd wyższe niż w skali całym państwie poparcie dla działań wojennych. Choć jak dotąd władze obwodowe nie zostały poddane wyraźnej krytyce ze strony ludności, nie można wykluczyć roszad personalnych na tym szczeblu wraz z dalszym zaostrzaniem się sytuacji i pogorszeniem się nastrojów społecznych.

Nie jest wykluczone, że w celu poprawy stanu bezpieczeństwa w rejonach przygranicznych, w sytuacji, gdy armia i siły bezpieczeństwa borykają się z brakiem rezerw, Kreml zdecyduje się na powierzenie tego zadania formacjom najemniczym. Zainteresowany takim rozwiązaniem jest zagorzały krytyk resortu obrony Jewgienij Prigożyn, który 5 czerwca postawił swoiste ultimatum dowództwu Sił Zbrojnych FR, zapowiadając, że jeśli w ciągu dwóch tygodni nie zaprowadzą one porządku w obwodzie biełgorodzkim i nie zapewnią bezpieczeństwa jego mieszkańcom, to zajmą się tym podległe mu oddziały. Ofertę uregulowania sytuacji bezpośrednio Putinowi złożył także przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow, proponując wykorzystanie do obrony rejonów przygranicznych oddziałów czeczeńskich.

osw.waw.pl

W dniach 29 maja – 2 czerwca minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow odbył podróż do Afryki – odwiedził Kenię, Burundi i Mozambik. Ostatnim jej etapem była Republika Południowej Afryki, gdzie uczestniczył w spotkaniu ministrów spraw zagranicznych grupy BRICS, do których dołączyli przedstawiciele m.in. Demokratycznej Republiki Konga, Egiptu, Gabonu, Gwinei Bissau oraz Komorów. To trzecia wizyta szefa rosyjskiej dyplomacji na kontynencie afrykańskim w tym roku. W styczniu gościł on w RPA, Eswatini, Angoli i Erytrei, zaś w lutym odwiedził Mali, Mauretanię i Sudan. W czasie tournée Ławrowa, 31 maja Władimir Putin przyjął na Kremlu prezydenta Erytrei Isajasa Afewerkiego.

Spotkania nie przyniosły wymiernych efektów w postaci podpisanych umów czy dokumentów programowych. Moskwa nadała im silny wydźwięk propagandowy, wykorzystując je do krytyki świata zachodniego, a także promocji swojej narracji na temat wojny na Ukrainie. Posługując się antykolonialną i emancypacyjną retoryką, Ławrow wyraźnie akcentował m.in. potrzebę zwiększenia w Radzie Bezpieczeństwa ONZ roli państw afrykańskich i przeprowadzenia korzystnej dla nich reformy globalnych organizacji finansowych. Podkreślał również konieczność respektowania suwerenności zewnętrznej kontynentu w myśl zasady „Afrykańskie problemy – afrykańskie rozwiązanie”.

Komentarz

Bezprecedensowa intensyfikacja aktywności rosyjskiej dyplomacji wobec Afryki świadczy o wzmożonym zainteresowaniu Kremla współpracą z państwami tego kontynentu. Jest to podyktowane przede wszystkim potrzebą dywersyfikacji kontaktów międzynarodowych w obliczu izolacji, jakiej świat zachodni poddał Rosję w związku z inwazją na Ukrainę. Sama kooperacja na linii Rosja–Afryka ma charakter asymetryczny i selektywny. Moskwa, świadoma istnienia naturalnych ograniczeń we współpracy, priorytetowo traktuje jej aspekt polityczny, militarny i energetyczny. Strona rosyjska szczególnie zainteresowana jest współdziałaniem z państwami afrykańskimi na forum ONZ, eksportem uzbrojenia i instalacją swoich baz wojskowych na kontynencie, a także inwestycjami w energetykę jądrową, realizowanymi przez państwową korporację Rosatom, oraz eksploatacją złóż surowców mineralnych.

Zarówno wizyty Ławrowa, jak i spotkanie Putina z prezydentem Erytrei miały przede wszystkim wymiar polityczno-wizerunkowy i stanowiły element przygotowań do drugiej edycji szczytu Rosja–Afryka (który odbędzie się w lipcu w Petersburgu). Deklaracje na temat rozwoju współpracy gospodarczej, naukowo-technicznej, akademickiej, kulturalnej i humanitarnej miały wyraźnie drugorzędne znaczenie. Ożywiona aktywność rosyjskiej dyplomacji na kierunku afrykańskim obejmuje kontakty nie tylko z państwami ważnymi z perspektywy Kremla, lecz także mało znaczącymi, takimi jak Burundi, a wcześniej Eswatini i Mauretania. Wskazuje to na zamiar zwiększania swoich wpływów i budowy pozytywnego wizerunku Moskwy w skali całego kontynentu oraz na chęć wykorzystania gotowości jakiegokolwiek państwa do współpracy.

 Afrykańskie tournée posłużyło Rosji jako pretekst do krytyki Stanów Zjednoczonych, UE i ich sojuszników (Australii, Japonii, Wielkiej Brytanii). Wojna na Ukrainie i antyrosyjskie sankcje zostały przedstawione jako konsekwencje wspieranego przez Zachód jednobiegunowego ładu międzynarodowego, dyskryminującego również kraje rozwijające się. Strona rosyjska posługuje się hasłami antykolonialnymi i tożsamościowymi w celu dyskredytacji świata zachodniego i zdystansowania się od niego w oczach afrykańskich partnerów. Moskwa stara się przy tym wykorzystać resentyment do Zachodu, pozycjonując się jednocześnie jako atrakcyjny partner i zwolennik wielobiegunowego porządku światowego, bardziej odpowiadającego interesom Globalnego Południa. Krytykę zewnętrznej ingerencji w sprawy kontynentu należy więc postrzegać jako część rosyjskiej oferty skierowanej do afrykańskich elit rządzących, z których Kreml chciałby uczynić swoją polityczną klientelę, by następnie wykorzystać ją na arenie międzynarodowej. Propozycji Moskwy towarzyszy m.in. perspektywa zaawansowanej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i wojskowości, której nie mogą lub nie chcą nawiązać z państwami kontynentu inni światowi gracze.

Udział rosyjskiego ministra w zjeździe szefów dyplomacji państw BRICS był istotny w kontekście dyskusji na temat potencjalnego rozszerzenia grupy, również o kraje afrykańskie, pożądanego z punktu widzenia Kremla. Spotkanie posłużyło też umacnianiu więzi między Rosją a Republiką Południowej Afryki. Pielęgnowanie relacji bilateralnych jest ważne dla Kremla w związku z amerykańskimi oskarżeniami, jakoby Kapsztad miał potajemnie przekazać Moskwie broń (mimo deklarowanej neutralności wobec wojny na Ukrainie), a także ze względu na  sierpniowy szczyt przywódców BRICS, którego gospodarzem będzie RPA. Udział Putina w tym wydarzeniu stoi pod znakiem zapytania z uwagi na wydany w marcu przez Międzynarodowy Trybunał Karny nakaz jego aresztowania – RPA uznaje jurysdykcję tego sądu.

osw.waw.pl

W mediach społecznościowych pojawiają się relacje osób, które czekają na pomoc. W większości są to wpisy mieszkańców okupowanej przez Rosję strony Dniepru. Jak podkreśla BBC, lewy brzeg ucierpiał bardziej, ponieważ położony jest niżej niż prawy. "Pomóżcie, proszę! Wszyscy są na dachu - dzieci krzyczą i płaczą. Jesteśmy trzy dni bez jedzenia i wody. Powoli umieramy. Proszę, proszę" - napisała, cytowana przez BBC, Switłana. "Proszę pilnie! Jest babcia urodzona w 1939 i niepełnosprawna kobieta urodzona w 1958. Trzeba je ewakuować. Pomocy!" - to z kolei słowa Aliony.

Dom Nastii stoi na wzgórzu, dlatego nie został uszkodzony przez wodę. Natomiast jej sąsiedzi nie mieli tego szczęścia - mieszkają na niżej położonym obszarze. - Poszłam zanurkować po psa sąsiada. Pies stał na dachu stodoły, ale był uwiązany pod wodą. Oddałam go właścicielce: ma 82 lata, nie mogła go uratować - powiedziała Nastia, cytowana przez BBC.

Ludzie na zalanych terenach próbują ratować siebie, swoich bliskich i zwierzęta. 73-letni Wasyl, mieszkaniec miasta Oleszki, spędził na dachu dobę. Razem z nim były dwa psy. Po tym jak zawaliła się zapora, mężczyzna nie miał czasu na ucieczkę - zanim całkowicie zalało jego dom i samochód, udało mu się wejść na dach. Potem pozostało mu czekać na wolontariuszy. Rodzina Wasyla w listopadzie ubiegłego roku wyjechała do Rosji. On sam został, aby zająć się gospodarstwem i psami.

Rosyjska Mediazone informuje, że w samych Oleszkach (które już w środę zostały całkowicie zalane, a ewakuacja stamtąd możliwa jest tylko przy użyciu specjalnego sprzętu) ratownicy mają do dyspozycji zaledwie kilka łodzi. Najwyższa liczba, o której piszą media, to dziesięć. A zgłoszeń od uwięzionych ludzi są setki. Jedna z wolontariuszek przekazała, że według jej obliczeń w Oleszkach na ewakuację czeka w sumie około 5 tys. osób przebywających łącznie w 1500 miejscach. W czwartek udało się uratować ponad 200 osób. Ta sama wolontariuszka zaznaczyła, że większość próśb o ratunek pochodzi od osób starszych i rodzin z dziećmi, często są z nimi również zwierzęta. Z jej informacji wynika, że około 500 osób jest "już w wodzie" i wymaga pilnej ewakuacji. Wolontariusze zaznaczają, że niektóre ulice są już całkowicie pod wodą. - Jeśli wczoraj byli tam żywi ludzie, to dzisiaj nikt nie przeżył. Ludzie toną, umierają z wychłodzenia i odwodnienia - mówią.

onet.pl

O zmianach w strukturze rosyjskiej armii — zmianach, które pokazują, jak bardzo Rosja postrzega dziś NATO jako wroga — poinformował w czerwcowym numerze wydawanego przez rosyjski MON pisma "Wojenne Komisariaty Rosji" zastępca szefa Sztabu Generalnego gen. Jewgienij Burdinski. Od dziesięcioleci pisma takie jak "Komisariaty" służą radzieckiej i rosyjskiej armii do prowadzenia debat o doktrynie i przekazywania informacji wojskowym analitykom.

Według Burdinskiego rosyjska armia do końca 2023 r. odtworzy zlikwidowane w 2010 r. dwa specjalne okręgi wojskowe — Moskiewski i Leningradzki (czyli w St. Petersburgu). Oprócz tego MON chce powołać w europejskiej części Rosji dwie nowe armie, korpus armijny, pięć dywizji, oraz 26 brygad. Powstanie też nowy rejon wojskowy (czyli struktura o stopień niższa od okręgu wojskowego) na Morzu Azowskim.

Minister obrony Rosji Siergiej Szojgu informował o planach odbudowy dwóch specjalnych okręgów wojskowych już pod koniec ub.r. Tłumaczył to wówczas "potrzebną reakcją na budowę infrastruktury NATO u naszych granic". Rosyjscy wojskowi od lat wykorzystują NATO do zwiększania swego budżetu, a rosyjska propaganda na wiele lat przed wybuchem wojny w Ukrainie twierdziła już, że Europa i USA szykują się do zaatakowania części lub całości terytorium Rosji.

Ogłoszone właśnie przez Burdinskiego decyzje oznaczają, że w sferze strukturalnej rosyjska armia całkowicie wraca do myślenia radzieckiego. Jeden z poprzednich ministrów obrony Rosji Anatolij Sierdiukow (był ministrem w latach 2007-2012) zmienił tę strukturę tak, by oszczędzić wydatki na obronę i by lepiej walczyć z korupcją i marnotrawstwem w wojsku. Sierdiukow zyskał swymi decyzjami wielu wrogów i ostatecznie został usunięty przez wojskowych — na jego miejscu pojawił się Szojgu.

Katastrofa militarna w Ukrainie (za którą wojskowi winią właśnie reformy Sierdiukowa) oraz wejście Finlandii do NATO (i co za tym idzie, podwojenie długości granicy Rosji z Sojuszem) skłoniły rosyjskich wojskowych do przeprowadzenia kolejnej reformy strukturalnej. Z tym że jest to po prostu powrót do tego, jak armia była budowana w czasach ZSRR.

Paul Goble, amerykański ekspert ds. rosyjskiego wojska, zwraca uwagę na to, że odbudowanie radzieckiej struktury armii oznacza dwie rzeczy:
  • gotowość Moskwy do prowadzenia wojny ofensywnej w Europie, oraz
  • potrzebę zbudowania linii obrony wokół centrów władzy na wypadek problemów wewnątrz samej Rosji
Po zbudowaniu (a raczej odbudowaniu) okręgów wojskowych i utworzeniu kolejnych jednostek wojskowych Rosja będzie gotowa, w razie czego, do zaatakowania NATO. Przyznają to sami rosyjscy eksperci. Autor wpisu na znanym i ściśle powiązanym z rosyjskim establishmentem wojskowym serwisie Politnavigator napisał wprost, że to "niezbędna reakcja" na "coraz bardziej agresywne plany Sojuszu" a "Rosja powinna być gotowa na wojnę ofensywną".

Goble w analizie dla Fundacji Jamestown — instytucji zrzeszającej cywilnych kremlologów pracujących dla CIA i innych instytucji rządowych w USA, w tym również uciekinierów z Rosji — zwraca uwagę na innego znanego rosyjskiego blogera. Anatolij Niesmian, znany w internecie jako El Murid, to często krytykujący Kreml analityk, który jednak ma doskonałe kontakty w rosyjskim wojsku i rosyjskich służbach specjalnych. Goble cytuje El Murida, który po publikacji artykułu gen. Burdinskiego podkreśla, że wprowadzenie zmian Burdinskiego w trakcie, gdy trwa wojna w Ukrainie, może się okazać niemożliwe.

"Zwiększenie armii i jej reorganizacja w czasie wojny jest są skazane na porażkę" — pisze El Murid. — "Rosyjska armia zdecydowanie potrzebuje reformy, ale przeprowadzenie jej w trakcie działań wojennych to proszenie się o katastrofę".

Jednocześnie, zwracają uwagę Goble i El Murid, kluczowe znaczenie w całej reformie może mieć odtworzenie specjalnych okręgów wojskowych wokół Moskwy i St. Petersburga. W czasach ZSRR były to okręgi najlepiej wyposażone, najlepiej wyszkolone i najlepiej zaopiekowane przez władzę, pełniły bowiem rolę podobną do tej, jaką w PRL-u pełniły wojska wewnętrzne — miały chronić władzę przez ewentualnym buntem lub powstaniem wewnątrz kraju.

"W ramach owej reformy najwięcej środku pójdzie zapewne na te dwa okręgi kosztem pozostałych" — uważa El Murid. — "Decyzja o ich odtworzeniu oznacza zapewne, że Kreml rozumie, jak trudne będzie utrzymanie kraju w całości w przewidywalnej przyszłości i jak szybko może postępować proces regionalizacji i upadku struktur państwa na jego peryferiach".

"Z tych powodów nikt nie pomoże [atakowanemu przez Ukraińców] Biegłorodowi" — pisze dalej El Murid, którego wpisy są skrupulatnie analizowane w krajach, dla których bezpieczeństwa myślenie Kremla ma zasadnicze znaczenie. — "Kreml zdecydował się poświęcić ich bezpieczeństwo po to, by utrzymać i zacieśnić kontrolę nad centralnymi terenami kraju".

To działanie typowe dla przywódców Rosji. Rosja zawsze była krajem, którego życie koncentrowało się wokół stolicy — tej obecnej i tej byłej. Stąd niezrozumienie tego, jak naprawdę wygląda i żyje Rosja, wśród wielu cudzoziemców. Jeśli odwiedzają oni jedynie Moskwę i St. Petersburg — dwie destynacje turystyczne w Rosji, które gromadzą zdecydowaną większość zagranicznych gości (mowa oczywiście o czasach przed wojną) — to nie mają pojęcia, jak żyją ludzie na rosyjskiej prowincji, czyli wszędzie poza tymi miastami. A to, jak wygląda tam życie, widzieliśmy po powszechnym zainteresowaniu rosyjskich żołnierzy, niemal w całości pochodzących właśnie z prowincji, w kradzieży wszelkich dóbr materialnych — od pralek i komputerów po ubrania — w okupowanych częściach Ukrainy.

El Murid jako przykład tego myślenia, które jego zdaniem jest słuszne, daje przykład Baszira al-Asada. Prezydent Syrii w najgorszym dla siebie momencie wojny domowej w Syrii kontrolował jedynie Damaszek i okolice syryjskiej stolicy. A jednak przez cały ten czas był postrzegany jako prezydent kraju i ostatecznie pokonał swych przeciwników. Co więcej, mimo popełnienia niezliczonej ilości zbrodni na swych współobywatelach, w zasadzie wrócił już na niektóre salony dyplomatyczne. Został nawet zaproszony na szczyt klimatyczny, gdzie zapewne chętnie wygłosi przemówienie o syryjskiej ekologii.

Zdaniem El Murida Putin myśli podobnie. Jeśli sytuacja wewnątrz Rosji i na jej obrzeżach się pogorszy, dla reżimu kluczowe będzie utrzymanie kontroli nad dwoma najważniejszymi miastami w Rosji. "Putin i jego ludzie nigdzie się nie wybierają z bardzo prostego powodu" — pisze Anatolij Niesmian — "Nie mają dokąd się wybierać".

Paul Goble jest zdania, że coraz więcej ludzi w Rosji będzie sobie zdawać sprawę, że Moskwa ich nie ochroni — ani przed ryzykiem z zewnątrz, ani przed zagrożeniami spowodowanymi np. następstwem międzynarodowych sankcji. Garri Kasparow napisał niedawno, że "Rosjanie [z prowincji] zaczynają rozumieć, że tak jak nikt w Moskwie nie dbał o nich w czasach pokoju, tak tym bardziej nikt nie zadba o nich w czasach wojny".

onet.pl

piątek, 9 czerwca 2023


Dzisiejsza Rosja to zatomizowane państwo, w którym nie ma współczucia dla siebie nawzajem. Oczywiście bliscy ludzie współczują sobie i martwią się o siebie nawzajem, ale to, co dzieje się w jednej części kraju, w innej części nikogo nie obchodzi.

Weźmy na przykład bombardowania Biełgorodu. W żadnym stopniu nie sprawiły one, że mieszkańcy Tiumenia przestali być obojętni. Podobne sytuacje miały już miejsce wielokrotnie wcześniej podczas regionalnych katastrof. Kiedy na przykład Rosjanie śledzili wydarzenia w Chabarowsku (protesty z 2020 r. po aresztowaniu gubernatora Siergieja Furgala, według różnych źródeł na ulice mogło wyjść nawet 50 tys. osób — red.), robili to z podekscytowaniem i sportowym zainteresowaniem — jak podczas oglądania meczu piłki nożnej.

Czy ludzie z Chabarowska odniosą sukces, czy nie? Czy Putin się podda, czy zarządzi ostrzał? To był fascynujący spektakl — ale nie rodził współczucia dla mieszkańców Chabarowska, którym napluto w twarz i postawiono na ich czele klauna. W tym sensie nie jest to kraj (postrzegany jako wielka rodzina), ale terytorium. Ten kraj nie zna słowa "MY".

Gdy Rosja będzie bombardowana, jej mieszkańcy ukryją się w schronach, przeklinając banderowców, Putina i Bidena — ale to tylko tam, gdzie spadną pociski. Reszta terytoriów będzie miała to gdzieś. Nie będzie żadnego "wstawaj, rozległy kraju" krzykniętego na masową skalę.

Rosja jest nie tylko zatomizowana, ale i podzielona na warstwy i klasy. Takiego podziału, takiego odrzucenia "outsiderów" we własnym narodzie, nie było od wojny domowej w Rosji. Elita postrzegana jest jako coś wrogiego. Gdyby drony eksplodowały w Rublowce i w Nowo-Ogariowie (w tych przedmieściach Moskwy znajduje się wiele rezydencji zamożnych Rosjan — red.), dokąd najwyraźniej poleciały, reszta ludzi byłaby bardzo szczęśliwa.

(...)

Ten kraj, jak bardzo stary człowiek dotknięty sceptycyzmem co do świata, nie ma bohaterów. Niczego nie podziwia i niczym się nie inspiruje, a za wszystkimi działaniami, nawet tymi najszlachetniejszymi, widzi tylko własny interes. Pieniądze zebrane dla więźniów politycznych są kradzione, a kraje zachodnie pomagają Ukrainie, aby coś zagarnąć.

Jednak po stronie "państwowej" też nie ma bohaterów, chociaż telewizja próbuje ich wymyślać. Wcześniej byli to bandyci z Doniecka, teraz — żołnierze ginący w Ukrainie. To jednak nie działa. Cała Moskwa jest obwieszona identycznymi portretami poległych — i nikogo to nie obchodzi.

Ten kraj nie jest już zdolny do rozpoczęcia czegoś nowego. Nie jest zainteresowany ani czczonymi projektami narodowymi, przełomami, podbojem Północy czy Dalekiego Wschodu, nowymi miastami na Syberii obiecanymi przez Siergieja Szojgu.

Chce żyć ze swoich oszczędności i martwi się tylko o to, by ich nie odebrano. Zdecydowana większość populacji, nawet ta stosunkowo młoda i pracująca, sama postrzega siebie jako emerytów.

Ten kraj nie chce tego, co państwo robi w jego imieniu. Nie interesują go rzekome zakazy mówienia po rosyjsku w Donbasie, nie interesuje go ukrzyżowany chłopiec i laboratoria biologiczne zaprojektowane w celu uczynienia rosyjskich kobiet bezpłodnymi. Nic z tego do niego nie przemawia. Jest to postrzegane jako biały szum, pańska zabawa. Banderowskie okrucieństwa, o których opowiada telewizja, nawet nikogo nie denerwują, nie stają się tematem dyskusji. Ludzie oglądają te programy i idą spać.

Ten kraj nie chce imperium. Rosyjska świadomość imperialna jest mitem — w przeciwieństwie, oczywiście, do imperialnej polityki państwa. Tak zwane "imperialne bóle" pojawiły się dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych. Kiedy imperium upadło na początku lat dziewięćdziesiątych, nie było ich wcale. Nikt nie domagał się na przykład aby zmusić Litwę lub Azerbejdżan siłą do przyjęcia władzy rosyjskiego cara.

(...)

Ten kraj nie ma przywódcy — ma zarządców. Przywódca wzbudza jeśli nie miłość, to chociaż zainteresowanie. Jego słowa mają znaczenie. Audycji radiowych Roosevelta słuchało 60 mln ze 120 mln Amerykanów, a konferencji prasowych i wystąpień Putina od dawna nie ogląda nikt poza tymi, którzy muszą to robić.

Nie ma nikogo, kto przegapiwszy jego przemówienie, zapytałby sąsiada: co powiedział? Nikt nie jest zainteresowany. Kraj nie chce też się z Putina śmiać. Jest obojętny.

Rosja nie identyfikuje się z prezydentem. Nikt — poza rozhisteryzowanymi telewizyjnymi "ekspertami" — nie poczuł się urażony nakazem jego aresztowania. Rosjanie okazali obojętność i okazjonalną radość. A kiedy Pieskow ogłosił, że atak drona na Kreml był zamachem na Putina, nikt się tym nie zainteresował. Cóż, zamach to zamach. Co to ma wspólnego z nami?

Ten kraj, jak to starzy ludzie mają w zwyczaju, ma bardzo niską samoocenę. Uważa, że nie może być wolny. Wierzy, że musi być traktowany tak surowo, jak za czasów Piotra Wielkiego czy Stalina. Akceptuje fakt, że nie był w stanie wyprodukować niczego konkurencyjnego ani teraz, ani w przeszłości (choć chętnie rekompensuje tę niezdolność swoją duchowością).

Jednak kraj ten uwierzył — i jest to bardzo poważne i ma straszne konsekwencje — że wszyscy go nienawidzą i chcą jego śmierci. W kontekście tego światopoglądu łatwo było mu zaakceptować fakt, że został zaatakowany przez NATO i że Rosja zainterweniowała w Ukrainie dosłownie kilka godzin przed Sojuszem Północnoatlantyckim.

Nowa Gazieta/onet.pl

25 maja szefowie resortów obrony Rosji i Białorusi Siergiej Szojgu i Wiktar Chrenin podpisali porozumienie regulujące tryb rozmieszczenia na białoruskim terytorium rosyjskiej taktycznej broni jądrowej (TBJ). To kolejny etap realizacji zapowiedzi prezydenta FR Władimira Putina z marca br., zgodnie z którą broń taka miała być dostarczona na terytorium Republiki Białorusi do 1 lipca br. Dyslokacja TBJ wiąże się z wcześniejszym przekazaniem armii białoruskiej systemów rakietowych Iskander oraz poszerza obszar potencjalnego taktycznego rosyjskiego uderzenia jądrowego o zachodnią część Ukrainy i południowo-wschodnią flankę NATO – Polska i państwa bałtyckie są już od lat w zasięgu broni jądrowej rozmieszczonej w obwodzie królewieckim. Jest również kolejnym krokiem w stronę inkorporacji białoruskich armii i terytorium do rosyjskiej przestrzeni militarnej. Jej nagłośnienie przez Moskwę i Mińsk to część operacji psychologicznej, obliczonej na to, że Zachód ugnie się przed nuklearnym szantażem i ograniczy wsparcie dla Ukrainy. W perspektywie globalnej jest zaś demonstracją autonomii strategicznej Moskwy wobec Pekinu. Dla NATO stanowi to wyzwanie w zakresie adaptacji strategii odstraszania nuklearnego do nowej sytuacji polityczno-wojskowej w Europie.

Odkąd z Białorusi wycofano strategiczną broń jądrową w listopadzie 1996 r. (znajdowała się ona cały czas pod operacyjną kontrolą Rosji, która już w 1992 r. wywiozła z białoruskiego terytorium ładunki taktyczne), miała ona status państwa bezatomowego. Został on już wcześniej sformalizowany tzw. protokołem lizbońskim do radziecko-amerykańskiego układu o redukcji zbrojeń nuklearnych START z 1991 r., który to protokół Mińsk podpisał w 1992 r. i ratyfikował w 1994 r., oraz przystąpieniem Białorusi w 1993 r. do układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Odpowiednie przepisy wprowadzono także do konstytucji Białorusi. Jej armia zachowała natomiast środki przenoszenia TBJ, ale większość z nich (głównie bombowce taktyczne Su-24 i armaty samobieżne 203 mm 2S7 Pion) zostało wycofanych ze służby do początku drugiej dekady XXI wieku. W momencie rozpoczęcia pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w służbie pozostawały wyłącznie rakiety balistyczne krótkiego zasięgu (tzw. operacyjno-taktyczne) Toczka-U, stanowiące uzbrojenie 465. Brygady Rakietowej w Osipowiczach w obwodzie mohylewskim.

Rozmieszczenie rosyjskiej TBJ na Białorusi nie jest zaskoczeniem. Pierwszym sygnałem świadczącym o przygotowaniu podstaw prawnych umożliwiających realizację takiego scenariusza była nowelizacja białoruskiej konstytucji w marcu 2022 r. Usunięto z niej fragment mówiący o dążeniu Białorusi do pozostania państwem nieposiadającym broni jądrowej. W sierpniu ub.r. Alaksandr Łukaszenka przyznał, że poprosił Putina o uwzględnienie potencjału białoruskiego lotnictwa jako środka przenoszenia broni jądrowej. Równocześnie w białoruskich i rosyjskich mediach pojawiły się informacje o planach dostosowania białoruskich samolotów szturmowych Su-25 do przenoszenia TBJ. 25 marca br. prezydent FR oświadczył, że do 1 lipca na Białorusi zostanie oddany do użytku obiekt przystosowany do składowania taktycznej broni jądrowej. Wskazał, że środkiem przenoszenia ładunków bojowych będą systemy rakietowe krótkiego zasięgu Iskander, niemniej w mediach pojawiły się także wiadomości o możliwym rozmieszczeniu na Białorusi lotniczych bomb jądrowych. Według Putina szkolenie białoruskiego personelu z zakresu obsługi TBJ miało się rozpocząć 3 kwietnia, jednak już w połowie tego miesiąca białoruski resort obrony ogłosił zakończenie treningów w zakresie użycia taktycznej broni jądrowej przez grupę białoruskich pilotów. Oznacza to, że decyzja o organizacji szkolenia zapadła wcześniej, prawdopodobnie jeszcze w 2022 r. Nie ma informacji o innych jego aspektach, m.in. o przygotowaniu ewentualnego białoruskiego personelu obiektu składowania TBJ.

25 maja w Mińsku szefowie rosyjskiego i białoruskiego resortu obrony podpisali porozumienie regulujące tryb rozmieszczenia rosyjskiej taktycznej broni jądrowej na Białorusi. Minister obrony Białorusi Wiktar Chrenin stwierdził, że jest to odpowiedź na nieprzyjazne działania Zachodu. Podkreślił, że nowe uzbrojenie ma wzmocnić obronę zachodnich granic Państwa Związkowego. Szef rosyjskiego resortu obrony Siergiej Szojgu dodał, że działania wojskowe NATO są agresywne, oraz zastrzegł, że dyslokacja broni jądrowej nie oznacza przekazania jej armii białoruskiej – kontrola nad TBJ i decyzja o jej użyciu pozostaje wyłącznie w gestii Moskwy.

Rozmieszczenie TBJ na Białorusi w wymiarze wojskowym stanowi konsekwencję przekazania armii białoruskiej w grudniu 2022 r. systemów Iskander. Taktyczne głowice jądrowe są przypisane do każdej jednostki rakietowej rosyjskich wojsk lądowych i składowane w rejonie ich dyslokacji (np. w obwodzie królewieckim dla Iskanderów ze 152. Brygady Rakietowej). Białoruś otrzymała wyrzutnie identyczne z tymi, jakie wykorzystują Siły Zbrojne FR (mają one m.in. dwie rakiety, podczas gdy wyrzutnie w wariancie eksportowym – jedną), a ich przekazanie finalizuje faktyczne włączenie białoruskiej 465. Brygady Rakietowej do struktur armii rosyjskiej na zachodnim – z perspektywy Moskwy – kierunku strategicznym. Formalnie jednostka pozostanie częścią Wojsk Lądowych Republiki Białorusi (zgodnie z utrzymywanymi przez obie strony pozorami wspólnego dowodzenia w ramach Regionalnego Zgrupowania Wojsk), jednakże wyłącznie jako operator systemów, o których wykorzystaniu będzie decydowało dowództwo rosyjskie na zachodnim kierunku strategicznym. Dotyczy to każdego użycia iskanderów, a nie jedynie przypadków uzbrojenia ich w taktyczne głowice jądrowe.

Poza systemami Iskander Siły Zbrojne Białorusi dysponują bądź będą dysponowały także innymi potencjalnymi środkami przenoszenia TBJ. W ostatnich latach białoruskie lotnictwo wojskowe otrzymało od Rosji wielozadaniowe samoloty bojowe Su-30SM (dotychczas przekazano cztery maszyny, kontrakt opiewa na 12) w standardzie identycznym z tym, jaki wykorzystują Siły Powietrzno-Kosmiczne FR. Oznacza to, że już obecnie mogą być one przystosowane do użycia taktycznych bomb jądrowych. Analogiczne możliwości mają uzyskać również białoruskie samoloty szturmowe Su-25, co będzie wiązało się z ich przynajmniej częściową modernizacją, która według białoruskiego resortu obrony już trwa (należy przyjąć, że przejdzie ją nie więcej niż 12 maszyn, czyli jedna eskadra). Za mało prawdopodobne należy uznać przekazanie Białorusi przez Rosję innych środków przenoszenia TBJ. Nawet w przypadku liczebnej rozbudowy armii białoruskiej nie uzasadniają tego rosyjskie potrzeby operacyjne na zachodnim kierunku strategicznym.

Dyslokacja TBJ na Białorusi oznacza skierowanie tam przez Moskwę dodatkowych sił do ochrony magazynu z bronią jądrową. Obsługiwać środki jej przenoszenia będą żołnierze białoruscy, natomiast skład TBJ będzie elementem oficjalnej obecności Sił Zbrojnych FR na Białorusi – analogicznie do stacji radiolokacyjnej systemu wczesnego ostrzegania o ataku rakietowym w Baranowiczach i węzła łączności Marynarki Wojennej FR w Wilejce.

Rozmieszczenie TBJ na Białorusi zwiększa możliwości jądrowego oddziaływania Rosji na kontynencie europejskim. Przy uwzględnieniu zasięgu systemów Iskander (co najmniej 500 km) groźbą taktycznego uderzenia jądrowego ze strony Moskwy objęte zostaną zachodnia część Ukrainy i Słowacja, a częściowo także Czechy, Węgry, Rumunia i Mołdawia. Obszar ten pozostawał bowiem poza możliwościami iskanderów z obwodu królewieckiego (najdalej wysuniętych na zachód „etatowych” nośników rosyjskiej TBJ), w których strefie oddziaływania znajdują się Polska, państwa bałtyckie i środkowa część akwenu Morza Bałtyckiego. Rosyjska TBJ na Białorusi nie oznacza wzrostu ryzyka jej użycia w wojnie na Ukrainie – w aktualnej sytuacji militarnej należy to bowiem wykluczyć. Stanowi natomiast kolejne potwierdzenie inkorporacji tego państwa do rosyjskiej przestrzeni militarnej.

Niezależnie od stricte wojskowych konsekwencji dyslokacji TBJ na Białorusi wykorzystanie jej terytorium w „szantażu jądrowym” jest przede wszystkim operacją psychologiczną mającą wywołać antywojenne nastroje w państwach zachodnich. Chodzi o uwiarygodnienie rosyjskich gróźb, że tocząca się wojna może eskalować nawet do poziomu uzasadniającego użycie przez Rosję broni jądrowej. Istotne w tym względzie jest nagłośnienie przez Moskwę i Mińsk transferu TBJ na Białoruś. Gdyby decydowały o tym fakcie wyłącznie potrzeby wojskowe, zostałaby ona rozmieszczona bez rozgłosu – jako wspomniane wyżej następstwo przekazania armii białoruskiej systemów Iskander.

Decyzja o dyslokacji TBJ na Białorusi to kolejny przykład stosowania przez Rosję „straszaka jądrowego”, który tym razem ma zwiększyć napięcie w regionie tuż przed szczytem NATO w Wilnie (11–12 lipca). W zamyśle Kremla ma to pogłębić wahania państw zachodnich dotyczące dalszego wspierania militarnego Ukrainy, a tym samym skłonić je do próby (czasowego) zamrożenia konfliktu na warunkach dyktowanych przez Moskwę. Strona rosyjska przedstawia demonstracyjną realizację tej decyzji jako odpowiedź na rosnącą aktywność wojskową NATO w pobliżu granic Państwa Związkowego. Działania te stanowią zarazem kontynuację szantażu nuklearnego wobec Kijowa. Równocześnie decyzja Moskwy pokazuje hipokryzję rosyjskiej dyplomacji. Od lat zarzuca ona bowiem Stanom Zjednoczonym, że jakoby łamią układ o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej, utrzymując taktyczną broń jądrową na terytorium kilku państw członkowskich NATO w Europie w ramach natowskiego programu nuclear sharing. Z kolei Rosja, wykonując podobny krok, utrzymuje, że nie narusza tego traktatu. Ponadto w przekazie Moskwy decyzja o rozmieszczeniu TBJ na Białorusi to bezpośrednia retorsja na ujawnione przez Wielką Brytanię plany dostarczenia Ukrainie amunicji czołgowej z wkładem ze zubożonego uranu (przy czym taka amunicja nie jest substytutem broni jądrowej).

Dyslokacja taktycznej broni jądrowej na terenie Białorusi ma również szersze konsekwencje dla polityki zagranicznej Kremla. Przede wszystkim można ją uznać za demonstrację autonomii strategicznej Moskwy wobec Pekinu, który po ataku Rosji na Ukrainę kilkukrotnie wzywał strony konfliktu do wstrzymania się od gróźb użycia broni nuklearnej, a w szczególności do nierozmieszczania broni nuklearnej na terytorium państw trzecich. Jest to jednocześnie sygnał dla Zachodu i Kijowa, że nie ma co liczyć na skuteczną presję Chin na Rosję w tej kwestii. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z erozją rosyjsko-chińskiego sojuszu de facto, który nie jest wolny od napięć.

Rezygnacja Białorusi ze statusu państwa, w którym nie będzie rozmieszczona broń jądrowa, była kolejnym gestem wobec Rosji traktującej ją w wymiarze militarnym jako de facto własne terytorium. Pokazuje to, że polityka wojskowa Mińska jest kreowana przez Moskwę, również w kwestii tak istotnej jak dyslokacja na Białorusi rosyjskiej broni jądrowej. Widoczne jest tym samym zmarginalizowanie Łukaszenki jako współdecydującego o kształcie dwustronnej współpracy wojskowej. Jednocześnie Kreml wysłał ostrzeżenie Zachodowi i białoruskiej opozycji, że reżim Łukaszenki znajduje się pod szczególną ochroną, a wszelkie próby destabilizacji sytuacji wewnętrznej tego państwa mogą skutkować interwencją militarną Rosji (rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył: „Będziemy bronić Białorusi”).

Brak reakcji NATO na rozmieszczenie TBJ na Białorusi będzie w Moskwie odczytane jako kolejna oznaka, że Sojusz nie traktuje bezpieczeństwa państw wschodniej flanki na równi z bezpieczeństwem „starych” państw członkowskich, a także jako potwierdzenie panującego na Kremlu przekonania, iż rosyjska agresja na Ukrainę nie ma dla NATO – w odróżnieniu od Kremla – charakteru egzystencjalnego. Będzie to ośmielać Rosję do dalszych agresywnych działań zarówno wobec Ukrainy, jak i Zachodu. Takiemu odczytaniu przez Kreml reakcji Sojuszu (czy raczej jej braku) sprzyjają zwłaszcza to, że Sojusz nie wypowiedział Aktu Stanowiącego NATO–Rosja, którego zapisy w wymiarze konwencjonalnym i nuklearnym Moskwa po raz kolejny łamie, oraz widoczna niechęć sojuszników do adaptacji natowskiej strategii odstraszania nuklearnego do nowej sytuacji polityczno-wojskowej w Europie.

osw.waw.pl

4 czerwca w Wiedniu odbył się szczyt OPEC+, na którym kartel zdecydował się na obniżenie produkcji ropy naftowej w 2024 r. do poziomu wynoszącego blisko 40,5 mln baryłek dziennie (bbl/d). Oznacza to spadek o ok. 1,4 mln bbl/d względem formalnej kwoty wyznaczonej na 2023 r. Organizacja nie dokonała zmian zadeklarowanego wolumenu wydobycia w bieżącym roku i utrzymała uzgodnione dotąd cięcia jako redukcje dobrowolne (zob. Korzyść dla Rosji: kraje OPEC+ redukują wydobycie ropy). Arabia Saudyjska zapowiedziała jednorazowe ograniczenie produkcji surowca o 1 mln bbl/d w lipcu, zastrzegając możliwość przedłużenia redukcji na kolejne miesiące.

Rosyjskie wydobycie formalnie nie uległo dalszemu zmniejszeniu – wyznaczona kwota na 2024 r. wynosi 9,8 mln bbl/d (nie uwzględnia ona zapowiedzi dobrowolnych cięć o 0,5 mln bbl/d z br.). Ustalony wolumen dla Federacji Rosyjskiej może jednak ulec rewizji po weryfikacji danych przez niezależnych specjalistów. Moskwa od kwietnia nie publikuje statystyki dotyczącej produkcji węglowodorów.

Komentarz

Kontynuacja przez OPEC+ polityki redukcji wydobycia w 2024 r. oraz dobrowolne cięcia Arabii Saudyjskiej potwierdzają zamiar powstrzymania dalszego spadku ceny surowca, za który odpowiadają rynkowe obawy przed globalną recesją. Rijad chce w ten sposób zaostrzyć rywalizację o dostępne wolumeny na tle prognozowanego deficytu podaży w drugiej połowie br., co miałoby skutkować satysfakcjonującym dla niego wzrostem stawek. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego Arabia Saudyjska nie jest w stanie zbilansować tegorocznego budżetu przy cenie ropy poniżej 80 dolarów za baryłkę (obecnie ok. 76 dolarów za baryłkę marki Brent).

Decyzja OPEC+ oznacza brak konieczności wdrożenia dalszej redukcji wydobycia w 2024 r. przez FR i szansę na utrzymanie dotychczasowego poziomu rosyjskiego eksportu, z perspektywą jego rozszerzenia. Moskwa może bowiem wykorzystać pogłębienie się deficytu na globalnym rynku, zwiększając przy tym sprzedaż do odbiorców azjatyckich poszukujących taniego surowca. Według danych S&P Global w kwietniu br. Rosjanie produkowali ok. 9,6 mln bbl/d. Świadczy to o niewywiązywaniu się FR z zobowiązań dotyczących redukcji wydobycia: realne obniżenie wynosi ok. 200 tys. bbl/d, zaś deklarowana wielkość cięć – 500 tys. bbl/d. Ponadto zignorowanie tego celu pośrednio potwierdzają również raporty Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) dokumentujące zwiększenie rosyjskiego eksportu. Według IEA sprzedaż zagraniczna ropy naftowej i produktów naftowych z FR powróciła w kwietniu do poziomów sprzed inwazji na Ukrainę, osiągając pułap 8,3 mln bbl/d (w 2022 r. Rosjanie eksportowali średnio ok. 7,7 mln bbl/d).

Dotychczasowe doniesienia medialne świadczą o tym, że prowadzona przez Moskwę polityka niepełnego wdrożenia redukcji oraz utajnienie danych dotyczących rosyjskiego wydobycia skonfliktowały władze FR z innymi producentami ropy. Oskarżają oni Rosjan o przejmowanie udziałów w rynkach na niekorzyść państw realnie obniżających wydobycie w ramach kartelu. Z tego powodu przedstawiciele OPEC+ zapowiedzieli dalszą weryfikację rosyjskich danych w porozumieniu z niezależnymi organizacjami. Do tej pory nie skutkowało to rewizją kwoty przeznaczonej dla FR.

Dotychczasowa polityka kartelu – a szczególnie walczącej o wzrost cen ropy Arabii Saudyjskiej – jest korzystna również dla potencjalnej ceny rosyjskiego surowca. Unijne embargo na ropę z FR, mechanizm pułapu cenowego (price cap) oraz nadpodaż surowca spowodowały obniżenie rynkowej wartości rosyjskiej ropy Urals w grudniu ub.r. i utrzymanie niskiego poziomu cen w I kwartale br. Kwietniowa deklaracja o dobrowolnej redukcji wydobycia przez niektóre państwa OPEC+ doprowadziła jednak do znacznego wzrostu średniej stawki za rosyjską ropę, a także zmniejszenia różnicy pomiędzy ceną surowca marki Urals i zachodniej marki Brent (zob. wykres). Warto przy tym zaznaczyć, że wzrost średniej ceny Urals nie przełożył się jednak znacząco na zwiększenie wpływów do budżetu FR (zob. Rosja: finansowanie wojny łagodzi konsekwencje sankcji). Sugeruje to trudności związane ze ściąganiem do tego kraju pieniędzy pozyskanych ze sprzedaży ropy – przykładem jest chociażby dokonywanie przez Indie płatności za surowiec rupiami, których Rosjanie nie są w stanie wymienić na własną walutę.

osw.waw.pl

czwartek, 8 czerwca 2023


- Ograniczenia w dostawie wody rozpoczynają się dzisiaj na Krymie. Harmonogram dostaw wprowadzany jest m.in. w Symferopolu i prawie 40 innych miejscowościach w okolicy Bachczysaraju. Takie środki musiały zostać podjęte z powodu spłycenia zbiorników. Powodem tego jest susza - przekonuje lektor.

- Woda będzie dostarczana do obszarów mieszkalnych cysternami. W szkołach i przedszkolach zostaną zainstalowane zbiorniki. W Symferopolu przeznaczono na to ponad milion rubli - dodaje.

Ukraińscy urzędnicy alarmowali wcześniej o tym, że Krym może zostać pozbawiony wody pitnej wskutek zniszczenia zapory. Zbiornik Kachowski oraz Kanał Północnokrymski znajdują się w jej okolicach. To one zaopatrują półwysep krymski w wodę.

Twitter/PAP

W ostatnich tygodniach wyjątkowo dużej dynamiki nabrały rozmowy pomiędzy Armenią a Azerbejdżanem, których deklarowany cel to normalizacja relacji i podpisanie traktatu pokojowego. Choć porozumienie wydaje się bliższe niż kiedykolwiek – prognostykami są wyrażone expressis verbis przez premiera Armenii uznanie dla integralności terytorialnej Azerbejdżanu obejmującej Górski Karabach i zgoda co do kierunków rozwiązania poszczególnych punków spornych – to do rozstrzygnięcia pozostaje szereg istotnych kwestii, m.in. gwarancji dla karabaskich Ormian. W tej sytuacji nie można wykluczyć kolejnych eskalacji, a także siłowych akcji Azerbejdżanu mających „przymusić” Armenię do pokoju.

Do części rozmów dochodzi pod egidą Moskwy, a do innych – przy pośrednictwie Zachodu, zwłaszcza UE (ale też USA). Wizje obu mediatorów co do przyszłego pokoju oraz ich cele są jednak różne. Dla Rosji najważniejsze jest zachowanie wpływów na Kaukazie Południowym, gwarantowanych m.in. przez obecność sił pokojowych. W jej interesie leży zatem zamrożenie konfliktu, ewentualnie uregulowanie częściowe, ze sobą jako jego gwarantem. UE dąży do ustabilizowania regionu zagrożonego rosyjskim ekspansjonizmem i do zawarcia kompleksowego pokoju. To, dzięki czyjej mediacji dojdzie do ewentualnego porozumienia, wpłynie nie tylko na jego kształt, lecz także na przyszłą architekturę bezpieczeństwa w regionie. Wydaje się, że Baku i Erywań skłaniają się ku drugiemu z formatów. Nie można wykluczyć, że Moskwa zdaje sobie z tego sprawę, więc chce „zrekompensować” sobie malejące przełożenie na Armenię i Azerbejdżan wzrostem wpływów w Gruzji.

Kontakty pomiędzy przedstawicielami władz Armenii i Azerbejdżanu są w ostatnich tygodniach bardzo intensywne. Przywódcy obu państw, premier Nikol Paszynian i prezydent Ilham Alijew, rozmawiali w tym czasie trzykrotnie – 14 maja w Brukseli, 25 maja w Moskwie oraz 1 czerwca w Kiszyniowie, przy okazji drugiego szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej (EWP). Widzieli się też 3 czerwca w Ankarze, na ceremonii zaprzysiężenia prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana. Są również umówieni na kolejne spotkania: 21 lipca w Brukseli i 5 października w Granadzie w Hiszpanii, na trzecim szczycie EWP. Ponadto, jak oświadczył po zakończeniu pierwszego z wymienionych wydarzeń przewodniczący Rady Europejskiej UE Charles Michel, uzgodniono, że Alijew i Paszynian mogą spotykać się dodatkowo w Brukseli tyle razy, ile będzie to konieczne.

Oddzielne negocjacje prowadzili także szefowie dyplomacji obu państw. Do ich rozmów doszło w dniach 1–4 maja w Waszyngtonie i 19 maja w Moskwie. Ministrowie mają spotkać się ponownie 12 czerwca w Waszyngtonie. Dwukrotnie – 23–24 maja oraz 1 czerwca – spotkała się w Moskwie grupa robocza pod przewodnictwem wicepremierów Rosji, Armenii i Azerbejdżanu, której zadanie polega na przygotowaniu odblokowania szlaków komunikacyjnych w regionie.

Taka intensywność procesu pokojowego wskazuje, że obu stronom zależy na porozumieniu, a jego osiągnięcie może być bliskie. Baku i Erywań twierdzą, że negocjacje mają na celu normalizację relacji (strony nie utrzymują stosunków dyplomatycznych) potwierdzoną zawarciem traktatu pokojowego. Świadczą o tym m.in. deklaracje premiera Paszyniana o uznaniu integralności terytorialnej Azerbejdżanu. Po raz pierwszy oznajmił to już w kwietniu 2022 r., przemawiając przed armeńskim parlamentem. Ostatnio jednak kilkakrotnie expressis verbis potwierdził, że integralność ta obejmuje również Górski Karabach (Azerbejdżan uznaje ją w granicach byłej armeńskiej republiki ZSRR). Strony są też zasadniczo zgodne co do kierunku działań, które należy podjąć na drodze do pokoju (m.in. odblokowanie szlaków komunikacyjnych i delimitacja granic). Z drugiej strony Baku i Erywań dzielą głębokie różnice w istotnych kwestiach, w tym mniejszości ormiańskiej w Azerbejdżanie (dla Baku to sprawa wewnętrzna, Erywań chce dla niej dodatkowych gwarancji bezpieczeństwa) oraz statusu drogi łączącej zasadniczy Azerbejdżan z eksklawą Nachiczewanu przez terytorium Armenii (eksterytorialny w praktyce „korytarz” versus zwykły tranzyt). Różnice te, w połączeniu z całkowitym brakiem zaufania pomiędzy państwami, mogą odwlec w czasie osiągnięcie porozumienia, a przedłużający się stan zawieszenia zwiększa ryzyko kolejnych eskalacji napięcia. Należy również brać pod uwagę siłowe akcje Azerbejdżanu w celu „przymuszenia” Armenii do pokoju. Jako gotowość do nich można interpretować wypowiedź prezydenta Alijewa, który 28 maja wezwał władze karabaskiego parapaństwa do poddania się i oświadczył, że Baku ma możliwość przeprowadzenia na tym terenie „każdego rodzaju operacji”. Ryzyko wznowienia działań wojennych na dużą skalę zmniejszają z kolei obecność w Armenii cywilnej misji UE, która ma wspierać stabilizowanie obszarów przygranicznych, dyplomatyczne zaangażowanie USA oraz reelekcja Erdoğana.

Od początku lat dziewięćdziesiątych karabaski proces pokojowy moderowała Grupa Mińska OBWE, współkierowana przez Francję (reprezentującą UE), Rosję i USA. Istnieje ona formalnie do dziś, ale po drugiej wojnie karabaskiej jesienią 2020 r. w praktyce zawiesiła swą działalność. Głównym – i przez pierwsze miesiące po wojnie jedynym – pośrednikiem została Moskwa, która najpierw doprowadziła do zawieszenia broni (dziewięciopunktowe oświadczenie prezydentów Putina i Alijewa oraz premiera Paszyniana z 9/10 listopada 2020 r.) i skierowała w rejon starć swoje siły pokojowe, a następnie wymogła na stronach przyjęcie harmonogramu rozwiązania konfliktu, obejmującego m.in. powołanie grupy roboczej ds. otwarcia szlaków komunikacyjnych. Z biegiem czasu okazało się, że Rosja nie chce bądź nie potrafi wyegzekwować przyjętych zobowiązań i – mimo okresowych spotkań – doprowadzić do postępu w negocjacjach. Po agresji na Ukrainę jej aktywność na tym kierunku zmniejszyła się jeszcze bardziej. Obecnie podchodzi ona do armeńsko-azerbejdżańskiego konfliktu reaktywnie, organizując szczyty w Moskwie po tych w Brukseli, aby zaznaczyć swą rolę w procesie pokojowym. Jej cel minimum to zachowanie obecności i aktualnego poziomu wpływów w rejonie konfliktu, w tym przede wszystkim zapewnienie dalszego stacjonowania tam sił pokojowych, których mandat wygasa jesienią 2025 r. Może to osiągnąć tylko w sytuacji, gdy konflikt nie zostanie ostatecznie rozwiązany, a porozumienia będą miały charakter najwyżej cząstkowy – i uwzględniały np. wyłącznie otwarcie drogi do Nachiczewanu (Rosja też chciałaby z niej korzystać, a w myśl oświadczenia z 9/10 listopada 2020 r. kontrola ruchu na tej trasie ma leżeć w gestii tamtejszych pograniczników). Moskwa oddziałuje na nieuznaną Republikę Górskiego Karabachu (na czele parapaństwa stoją bliscy jej politycy z tzw. klanu karabachskiego, który do 2018 r. rządził także w Armenii) i należy założyć, że jest w stanie doprowadzić do destabilizacji sytuacji w rejonie konfliktu w celu zerwania procesu pokojowego biegnącego nie po jej myśli.

Unia Europejska włączyła się w negocjacje pod koniec 2021 r. (szczyt armeńsko-azerbejdżański 14 grudnia w Brukseli), a dużą rolę odegrał przewodniczący Michel. W 2022 r. doszło do trzech spotkań Alijewa i Paszyniana pod egidą UE w Brukseli oraz czwartego w Pradze, przy okazji pierwszego szczytu EWP. To ostatnie miało miejsce po największej od wojny 2020 r. eskalacji napięcia (połowa września, w sumie prawie 200 zabitych), a oprócz Michela wziął w nim udział prezydent Francji Emmanuel Macron. Zdaniem Baku zajął on nieobiektywną, jednoznacznie proormiańską postawę, co skutkowało zawieszeniem formatu „brukselskiego” aż do maja br. W ostatnim spotkaniu, w Kiszyniowie, ponownie uczestniczył Macron – na co nalegał Erywań – a także kanclerz Niemiec Olaf Scholz, zapewne dla zrównoważenia proormiańskiego stanowiska Francji. Niezależnie od toczących się rozmów jesienią 2022 r. UE skierowała do Armenii (na granicę z Azerbejdżanem) misję obserwacyjną, a w styczniu 2023 r. podjęła decyzję o powołaniu dwuletniej cywilnej misji w Armenii (European Union Mission in Armenia, EUMA). Unia nie ma bezpośredniego wpływu na sytuację w regionie, lecz sprawnie wykorzystuje posiadane instrumenty i cieszy się zaufaniem obu stron (mimo że Baku skrytykowało powołanie obu misji, gdyż obawiało się, że zakonserwują one konflikt – Armenia, czując się przez te misje „chroniona”, miałaby być mniej skłonna do kompromisów). W interesie UE leży stabilność krajów sąsiadujących, zagrożonych rosyjskim ekspansjonizmem. Ponadto zależy jej na rozwoju niezależnych od Rosji szlaków zaopatrzenia Europy w surowce energetyczne (przez Kaukaz biegnie tzw. korytarz środkowy – middle corridor). Z tego powodu Bruksela, wspomagana przez Waszyngton, dąży do ostatecznego uregulowania konfliktu między Armenią a Azerbejdżanem. Następnym krokiem byłaby wtedy normalizacja relacji armeńsko-tureckich, co dałoby Erywaniowi gwarancje bezpieczeństwa.

Wszystko wskazuje, że i Baku, i Erywań preferują „format brukselski”, a w „moskiewskim” uczestniczą zwłaszcza z uwagi na więzy łączące je z Moskwą oraz z obawy przed jej destabilizacyjnym potencjałem. W przypadku Armenii – formalnej sojuszniczki Rosji zarówno w wymiarze dwustronnym, jak i w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) – dochodzi do tego element rozczarowania brakiem pomocy ze strony Moskwy w czasie wojny 2020 r. oraz późniejszych eskalacji, w tym największej, z września 2022 r., gdy zostały zaatakowane cele na terytorium samej Armenii. Frustracja ta przejawiła się dotąd m.in. w publicznych spekulacjach czołowych armeńskich polityków na temat celowości pozostawania w OUBZ (Armenia zrezygnowała z wyznaczenia swojego przedstawiciela na stanowisko zastępcy Sekretarza Generalnego organizacji) oraz w wywiadzie Paszyniana dla CNN, w którym powiedział, że w rosyjsko-ukraińskim konflikcie zbrojnym Armenia nie jest sojuszniczką Rosji.

Wydaje się prawdopodobne, że świadoma tych nastrojów Moskwa dąży do zbliżenia z Gruzją, aby „zrekompensować” sobie malejący wpływ na Armenię i Azerbejdżan oraz uzyskać dodatkowy środek nacisku na nie. Gestami w tym kierunku były dekret prezydenta Putina z 10 maja znoszący obowiązek wizowy dla podróżujących do Rosji Gruzinów oraz zgoda na wznowienie bezpośrednich połączeń lotniczych pomiędzy oboma krajami. W sytuacji wciąż mało prawdopodobnego, ale teoretycznie możliwego strategicznego zwrotu Tbilisi w stronę Moskwy zarówno Armenia, jak i Azerbejdżan – uzależnione od tranzytu przez Gruzję – musiałyby w większym stopniu respektować interesy Rosji w regionie, a Unii dużo trudniej byłoby realizować swoją agendę. Z kolei konsekwencją przyznania Gruzji statusu kandydata do UE i utrzymania przez Tbilisi prozachodniego kursu będzie ułatwienie wypracowania porozumienia armeńsko-azerbejdżańskiego w formacie „brukselskim”.

osw.waw.pl

Wybrani rosyjscy oficerowie zrzeszeni w Grupie Wagnera nadal pozują na skutecznych dowódców, by odwołać się do prezydenta Rosji Władimira Putina, wykorzystując głośne wydarzenia wojskowe. Rosyjski milblogger opublikował długi wywiad z rosyjskim pułkownikiem „K. Zalessky”, w którym Zaleski stwierdził, że dowódca rosyjskich sił powietrznych (WDW) generał pułkownik Michaił Tepliński odegrał decydującą rolę w zdolności sił rosyjskich do obrony przed trwającymi ukraińskimi lokalnymi kontratakami w pobliżu Wielkiej Nowosiłki w obwodzie donieckim. Zalessky potwierdził wcześniejsze twierdzenia, że ​​​​Teplinsky został zastępcą dowódcy teatru ogólnego odpowiedzialnym za południową Ukrainę od 1 kwietnia i pochwalił Teplinsky'ego za ścisłe zaangażowanie w rosyjskie przygotowania obronne na zachód od Vuhledaru i na całym południu. Wywiad w szczególności przedstawia rosyjską obronę przed lokalnymi ukraińskimi atakami jako znaczące przedsięwzięcie, w przeciwieństwie do twierdzeń niektórych rosyjskich blogerów, że te ukraińskie operacje stanowią zwiad bojem i nie były częścią głównego wysiłku kontrofensywy.

Wywiad popierający Teplińskiego jest prawdopodobnie częścią operacji informacyjnej mającej na celu osłabienie rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON). Zalessky twierdził, że Tepliński chwalił dowódców 5 Armii i 36 Armii (ze Wschodniego Okręgu Wojskowego) za ich wysiłki obronne w rejonie Wielkiej Nowosilki, ale twierdził, że nie wszyscy rosyjscy dowódcy wykazali się podobną odwagą. Zalessky twierdził, że Teplinsky osobiście ustawiał rosyjskie formacje wzdłuż ich linii obronnych, kontrolował bataliony i wyszkolony personel, powtarzając krytykę finansisty Grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna z 6 czerwca, że ​​urzędnicy Ministerstwa Obrony muszą odwiedzać linie frontu. Wywiad został opublikowany niemal natychmiast po tym, jak MON stwierdził, że szef Sztabu Generalnego Rosji generał Walerij Gierasimow objął dowództwo nad operacjami rosyjskimi na południu 5 czerwca, a minister obrony Rosji Siergiej Szojgu określił obronę jako sukces MON 6 czerwca. Shoigu w szczególności chwalił również elementy 5. i 36. Armii Sił Połączonych, ale nie odwiedził ich na linii frontu, jak podobno zrobił to Teplinsky. W szczególności Teplinsky musiał wykorzystać rosyjskiego blogera, aby przypisać sobie zasługi za odparcie rzekomych ukraińskich ataków we wschodnim Zaporożu i zachodnim obwodzie donieckim. Ministerstwo Obrony wcześniej blokowało dowódcom powiązanym z Wagnerem prezentację na oficjalnych platformach. Warto zauważyć, że rosyjscy dowódcy i wyżsi dowódcy wojskowi wydają się traktować priorytetowo pozowanie publiczne w trakcie trwających znaczących operacji wojskowych i poważnych katastrof.

(...)

Urzędnicy rosyjscy i ukraińscy oskarżyli drugie państwo o uszkodzenie rurociągu amoniaku biegnącego przez obwód charkowski i spowodowanie wycieku amoniaku. Geolokalizowane nagranie pokazuje dużą chmurę amoniaku wyciekającą z odcinka rurociągu amoniaku Togliatti-Odesa na południe od Masyutivki w obwodzie charkowskim (12 km na północny wschód od Kupyanska). Szef ukraińskiego obwodu charkowskiego Ołeh Synehubow poinformował, że siły rosyjskie wystrzeliły sześć pocisków w kierunku rurociągu, a wcześniej rosyjskie siły celowały w rurociąg ogniem artyleryjskim w dniach 5 i 6 czerwca. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) twierdziło, że ukraińskie siły celowo zaminowały ten obszar w nocy 5 czerwca. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zapewniła, że ​​naprawa gazociągu potrwa od jednego do trzech miesięcy. Siły rosyjskie i ukraińskie prowadziły ostatnio starcia w pobliżu Masiutiwki. ISW informowało wcześniej, że rosyjscy urzędnicy postawili warunki informacyjne, aby oskarżyć Ukrainę o użycie broni chemicznej lub przeprowadzenie ataków fałszywej flagi z użyciem broni chemicznej lub radiologicznej.

(...)

Ukraińscy urzędnicy poinformowali, że od 7 czerwca siły ukraińskie prowadzą działania ofensywne na kierunku Bachmutu. Wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malyar poinformowała 7 czerwca, że ​​siły ukraińskie w pobliżu Bachmutu przeszły z działań obronnych do ofensywnych i przesunęły się z 200 do 1000 m w tym kierunku, w różnych nieokreślonych obszarach w ciągu ostatniego dnia. Malyar zauważyła również, że siły rosyjskie rozmieszczają rezerwy w Bachmucie, aby przygotować się do przeprowadzenia głębokiej obrony, a niektóre elementy Wagnera pozostają na rosyjskich tyłach. Dowódca Ukraińskiej Wschodniej Grupy Wojsk gen. pułkownik Ołeksandr Syrski stwierdził, że siły ukraińskie nacierają na flanki Bachmuta, a siły rosyjskie tracą pewne bliżej nieokreślone pozycje. Rosyjscy blogerzy twierdzą, że ukraińskie wojska przeprowadzają kontrataki na południowy zachód od Bakhmutu w pobliżu Klishchiivka (6 km na południowy zachód), na północny zachód od Bakhmutu w pobliżu Orikhovo-Vasylivka (10 km na północny zachód) oraz w rejonie Berchivki (6 km na północny zachód) i na północny wschód od Bakhmutu w pobliżu Jakowliwki (15 km na północny wschód). Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) twierdziło, że wojska rosyjskie odparły ukraińskie ataki na kilka osiedli na obrzeżach Bachmutu. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że siły rosyjskie przeprowadziły nieudane operacje ofensywne w kierunku Kliszczijewki, Oriechowa-Wasyłówki, Iwaniwska (5 km na południowy zachód od Bachmuta) i Piwnicznego (20 km na południowy zachód od Bachmuta).

(...)

Źródła rosyjskie nadal twierdziły, że siły ukraińskie przeprowadziły 7 czerwca ataki naziemne na granicę administracyjną między obwodami donieckim i zaporoskim. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) twierdziło, że siły rosyjskie odparły ukraińskie ataki na południowy zachód od Wielkiej Nowosilki i powtórzyło, że siły rosyjskie kontrolują Nowodoniecke (12 km na południowy wschód od Velyka Novosilka). Źródła rosyjskie twierdziły, że siły rosyjskie odparły ponowne ukraińskie ataki na Nowodoniecko 6 czerwca i twierdziły, że siły ukraińskie odniosły „różne sukcesy” na południowy zachód od Wielkiej Nowosiłki. ​​Rosyjski bloger twierdził, że ukraińska grupa taktyczna posunęła się o kilometr i osiągnęła wysokość taktyczną na południowy zachód od Wielkiej Nowosilki. Rosyjski pułkownik „K. Zalessky” poinformował, że elementy wojsk wschodnich (EMD) 60. oddzielnej brygady strzelców zmotoryzowanych (5. Armii Połączonej) i 127. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych (5. Armii Połączonej) – a mianowicie 143. pułk strzelców zmotoryzowanych, 114. pułk strzelców zmotoryzowanych Gwardii oraz 394 Pułk Strzelców Zmotoryzowanych – działają na kierunkach Vremivka-Velyka Novosilka. Zaleski dodał, że rosyjska 37. Oddzielna Gwardyjska Brygada Strzelców Zmotoryzowanych (36. Armia Połączonych Sił Zbrojnych, EMD), elementy Formacji Operacyjno-Bojowej „Kaskad” Donieckiej Republiki Ludowej Milicji Ludowej (DNR) i inne nieokreślone jednostki DNR odparły ukraińskie ataki na froncie Velyka Novosilka. Zalessky zauważył, że elementy 29. Armii Połączonej Armii wcześniej powstrzymywały ukraińskie natarcie w rejonie Pawłówki (45 km na południowy zachód od Doniecka).

(...)

Rosyjscy blogerzy skrytykowali rosyjskie MON za fałszywe twierdzenie, że rosyjskie wojska zniszczyły czołg Leopard 2 na Ukrainie. Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało 6 czerwca materiał, który twierdzi, że pokazuje rosyjskie uderzenie niszczące czołg Leopard. Rosyjscy blogerzy szybko zauważyli jednak, że bliższe przyjrzenie się materiałowi filmowemu pokazuje, że obiekt przypomina sprzęt rolniczy i sugeruje, że siły rosyjskie faktycznie zniszczyły traktor John Deere. Kilku rosyjskich blogerów skrytykowało Ministerstwo Obrony za opublikowanie materiału filmowego i wezwało rosyjskie władze wojskowe do dokładniejszej weryfikacji ich publicznych postów. Finansista Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn sardonicznie pogratulował rosyjskiemu MON „dobrze wykonanej pracy” w odniesieniu do ciągnika.

understandingwar.org