piątek, 21 kwietnia 2023


Wydaje się, że Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) przeprowadza zakrojony na szeroką skalę przegląd krajowych organów bezpieczeństwa. Rosyjska państwowa agencja TASS poinformowała 19 kwietnia, że ​​FSB i Główny Zarząd Służby Bezpieczeństwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MWD) od kilku tygodni przeprowadzają masowe kontrole w Centralnym Okręgowym Zarządzie Spraw Wewnętrznych Moskwy i kilku moskiewskich komendach okręgowych policji z powodu „wycieku danych z rosyjskich sił bezpieczeństwa na prośbę obywateli Ukrainy”. Inne rosyjskie źródło zauważyło, że FSB i MWD zatrzymały już funkcjonariuszy policji w ramach tego śledztwa. Rosyjskie media poinformowały, że podejrzani funkcjonariusze policji ujawnili dane osobowe rosyjskich sił bezpieczeństwa osobom zewnętrznym, z których część jest obywatelami Ukrainy. Doniesienia o nalotach FSB i MWD na moskiewskie komisariaty policji mają miejsce w kontekście serii aresztowań i zwolnień prominentnych członków kierownictwa Rosgwardii (Gwardii Narodowej Rosji). Kreml może forsować takie aresztowania i śledztwa w celu przeprowadzenia remontu aparatu bezpieczeństwa wewnętrznego w celu usunięcia urzędników, którzy wypadli z łask Kremla i umocnienia dalszej kontroli organów bezpieczeństwa wewnętrznego.

understandingwar.org

czwartek, 20 kwietnia 2023


29 marca upłynął termin opuszczenia ławry Peczerskiej w Kijowie przez przedstawicieli Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego (UKP PM), którzy przebywali tam na podstawie umowy bezterminowej dzierżawy. O jej rozwiązaniu Ministerstwo Kultury – formalny dysponent sanktuarium – powiadomiło 10 marca, po tym jak rządowy audyt wykrył tam liczne naruszenia. Część kleru podporządkowała się nakazowi, inna – z namiestnikiem ławry metropolitą Pawłem (Lebidiem) na czele – odmówiła. Na podstawie wyroku sądu 1 kwietnia duchownego umieszczono na 60 dni w areszcie domowym pod zarzutem usprawiedliwiania rosyjskiej agresji, jednak niektórzy zakonnicy pozostają w obiekcie.

Decyzja o eksmisji UKP PM z najważniejszego sanktuarium prawosławnego Ukrainy to kulminacja operacji trwającej od listopada ub.r. Wymierzona ona była w kościół, przez lata stanowiący ośrodek promocji tzw. ruskiego miru wśród wiernych, a zarazem wspierający prorosyjskie partie na Ukrainie. Zdecydowane działania władz umacnia fakt, że po inwazji wspólnota ta – podobnie jak inne siły prorosyjskie – utraciła gros sympatii społeczeństwa, znalazła się w kryzysie i doświadcza rozłamów wewnętrznych. Rządzący wykorzystują to osłabienie oraz mandat moralny, jakie daje im rosyjska agresja, do zadania UKP PM ciosu, który przyspieszy jego marginalizację bądź wchłonięcie przez autokefaliczny Kościół Prawosławny Ukrainy (KPU). Dążą oni do uczynienia w ten sposób z KPU jedynego, „narodowego” kościoła prawosławnego w kraju.

Ławra Peczerska w Kijowie to najstarsze ukraińskie sanktuarium prawosławne i jeden z największych zespołów klasztornych w Europie. Powstała w XI w., a w 1994 r. została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kompleks, położony na spadzistym terenie schodzącym do Dniepru, składa się z górnej ławry, mieszczącej cerkwie i muzea (m.in. Sobór Zaśnięcia Bogurodzicy), oraz dolnej ławry, do której należą pieczary, gdzie przebywali mnisi, a także cerkwie, muzea, klasztor oraz Akademia Duchowna i seminarium. Obiekt formalnie znajduje się w gestii państwa – pieczę nad nim sprawuje Narodowy Kijowsko-Peczerski Rezerwat Historyczno-Kulturalny, podlegający Ministerstwu Kultury. Przez lata kontrola władz ukraińskich nad ławrą była jednak fikcją: obiekty zajmował UKP PM, który w 1990 r. wyodrębnił się z łona Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego (RKP) jako samorządny kościół o szerokiej autonomii, lecz pozostający w jego jurysdykcji (sama wspólnota używa nazwy „Ukraiński Kościół Prawosławny”, zaś dookreślenie „Patriarchatu Moskiewskiego” funkcjonuje w obiegu publicznym dla podkreślenia jej związków z cerkwią rosyjską).

W 2013 r., za prezydentury Wiktora Janukowycza, UKP PM zawarł z rządem umowę bezterminowej i bezpłatnej dzierżawy całego kompleksu. Sanktuarium przez lata stanowiło bastion wpływów Rosji, m.in. z uwagi na otwarcie prorosyjskie poglądy jej zwierzchników, w tym namiestnika Pawła, znanego z zamiłowania do luksusu (co zaskarbiło mu przydomek „Pasza Mercedes”). Obiekt wielokrotnie odwiedzał patriarcha RKP Cyryl, gościli tu też prezydenci FR. Po pierwszej fazie inwazji na Ukrainę w 2014 r. Paweł oskarżał Kijów o agresję i nawoływał do jedności z Rosją. Nie potępił jej napaści również po 24 lutego 2022 r. W listopadzie ub.r. opinię publiczną zbulwersowało opublikowane w sieci nagranie z nabożeństwa w jednej ze świątyń ławry, podczas którego modlono się w intencji Rosji.

Po wybuchu pełnoskalowego konfliktu zbrojnego UKP PM zajął względem niego stanowisko ambiwalentne. Część kleru publicznie opowiedziała się po stronie ukraińskiej i potępiła agresora, ok. 100 duchownych opuściło UKP PM, a 15 diecezji (na 53) na terenie kraju zerwało łączność eucharystyczną z cerkwią rosyjską. Inni duchowni (m.in. metropolita Iziumu Jelisiej, metropolita romeński i buryński Iosif, arcybiskup roweńkowski Arkadij) poparli najeźdźców, a po deokupacji terytoriów przez Siły Zbrojne Ukrainy uciekli do Rosji. Czołówka hierarchii UKP PM, mająca decydujący wpływ na jego politykę, przyjęła natomiast postawę wyczekującą, nie odcinając się jednoznacznie od Rosji i obserwując rozwój wypadków na froncie. Postawa ta, w tym wprowadzone w maju 2022 r. zmiany do statutu, które miały zrywać podległość wobec RKP (dokumentu nigdy nie upubliczniono), w powszechnym odbiorze odczytana została jako działanie jedynie pozorowane. Tak też zinterpretowano, umiarkowane w swej wymowie, potępienie agresji przez zwierzchnika UKP PM Onufrego – potraktowano je raczej jako próbę ochrony kościoła przed gniewem obywateli i sankcjami ze strony państwa, a nie realne wsparcie Ukrainy.

Inwazja spowodowała natomiast diametralną zmianę nastrojów wśród wiernych UKP PM – kościół stracił sympatię znacznej ich części, a jego związki z Rosją uznano za niedopuszczalne. Za zerwaniem więzi wspólnoty z Moskwą w marcu ub.r. opowiedziała się większość jego parafian (...). W sierpniu 2022 r. z UKP PM identyfikowało się już tylko 4% Ukraińców deklarujących się jako prawosławni (...), a w grudniu 54% badanych było za pełną delegalizacją tego kościoła na Ukrainie (...).

Formalnie UKP PM to nadal największy prawosławny kościół na Ukrainie, choć dane dotyczące aktualnego stanu liczbowego są rozbieżne. Rządowe statystyki podają, że składa się na niego 11,4 tys. parafii, a od powstania KPU w grudniu 2018 r. przeszło tam 1289 z nich. Według danych samego KPU liczy on obecnie ponad 8 tys. parafii, zaś UKP PM – poniżej 8 tys., lecz druga z tych wartości wydaje się zawyżona. Przechodzenie następuje falami – impuls nadały mu utworzenie KPU, a następnie początek inwazji (od 24 lutego 2022 r. z UKP PM do KPU przeniosło się ponad 726 parafii), jednak w kolejnych miesiącach tendencja ta wyhamowywała. Obecnie proces ten rozbudzają wydarzenia wokół ławry Peczerskiej, m.in. oburzenie wywołane odprawianymi tam modlitwami za Rosję, zdecydowane działania władz wobec UKP PM, a niedawno – ujawnione przez SBU zdjęcia z luksusowej rezydencji Pawła, namiestnika ławry. W ostatnich tygodniach władze kilku regionów i lokalne parafie podejmują podobne kroki względem świątyń zajmowanych na ich terenie przez UKP PM: rady miejskie Chmielnickiego, Równego i Kamieńca Podolskiego wypowiedziały mu prawo użytkowania gruntów pod obiektami, a m.in. we Lwowie, w Chmielnickim, na Rówieńszczyźnie i w Iwano-Frankiwsku przedstawiciele parafii opowiedzieli się za przejściem do KPU (w ostatnim z wymienionych miast przy przejmowaniu świątyni władze miejskie użyły siły).

Rosyjska inwazja uruchomiła na Ukrainie kompleksową derusyfikację życia polityczno-społecznego, w tym wyrugowanie sił prorosyjskich: partii, oligarchów czy mediów. Proces ten nie ominął ośrodków religijnych, m.in. UKP PM, przez lata indoktrynującego wiernych prorosyjsko. Dążenie władz do jego marginalizacji podyktowane jest zarówno względami bezpieczeństwa państwa (likwidacja ośrodków szerzenia rosyjskiej propagandy, a także agentury), jak i motywami politycznymi – przez lata działalność tego kościoła wspierała projekty polityczne stanowiące konkurencję dla prezydenta i jego partii. Zdecydowanie rządzących rośnie w związku ze świadomością, że w wyniku inwazji siły prorosyjskie utraciły niemal całą bazę społeczną i nie sprawują rządu dusz nawet w regionach czy grupach społecznych, gdzie wcześniej dominowały.

W listopadzie ub.r. państwo rozpoczęło zmasowaną operację kontrwywiadowczą wymierzoną w struktury UKP PM z udziałem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, policji i Gwardii Narodowej. Podczas rewizji w wielu klasztorach i innych obiektach UKP PM znaleziono prorosyjskie materiały agitacyjne, rosyjskie paszporty niektórych dostojników, duże ilości gotówki i kompromaty, w tym nagrania z pornografią dziecięcą. Wszczęto ok. 60 spraw karnych wobec hierarchów kościoła, a na kilkunastu z nich (m.in. na namiestnika ławry metropolitę Pawła oraz „sponsora”, a zarazem diakona UKP PM Wadyma Nowynskiego – miliardera, byłego deputowanego z ramienia prorosyjskich Partii Regionów i Bloku Opozycyjnego) nałożono sankcje personalne. W styczniu br. dekretem prezydenta kilkunastu dostojników tego kościoła pozbawiono obywatelstwa ukraińskiego. W kwietniu dziennikarze śledczy ujawnili, że rosyjski paszport posiadał także zwierzchnik UKP PM, metropolita Onufry[6]. W parlamencie znajdują się zaś trzy projekty ustaw, które przewidują delegalizację kościoła, oraz projekt uchwały w sprawie wypowiedzenia umowy najmu ławry Poczajowskiej. Choć żaden z nich nie był procedowany, to stanowią one instrument ponadpartyjnej presji na wspólnotę.

Punktem kulminacyjnym kampanii stało się wypowiedzenie przez władze umów najmu najpierw (z dniem 1 stycznia) Górnej, a następnie (29 marca) – dolnej ławry. O ile przejęcie pierwszej z nich przebiegło bez zakłóceń, a po tygodniu zgodę na odprawienie tam nabożeństwa dostał KPU, o tyle w przypadku drugiej, gdzie mieszczą się główne obiekty zajmowane przez UKP PM (klasztor, seminarium i Akademia Duchowna), proces postępuje opornie. Opuściła je część znajdujących się tam instytucji i mnichów, wyprowadzki odmówił jednak namiestnik Paweł z grupą zwolenników. Przez kilka dni nie dopuszczał on komisji rządowej do ławry, co skutkowało wydaniem mu przez sąd nakazu dwumiesięcznego aresztu domowego, który odbywa w miejscu formalnego zameldowania – w luksusowej willi pod Kijowem. W kolejnym tygodniu policja zaczęła wzywać osoby blokujące dostęp do obiektów na przesłuchania z art. 179 kk (nielegalne utrzymywanie lub profanowanie świątyń). Decydując się na ten krok, władze liczą na złamanie oporu pozostających tam zakonników i pogłębienie rozłamu w ich szeregach. Pierwszą jego oznaką było przejście archimandryty ławry Awramija do KPU – natychmiast został on mianowany p.o. namiestnika sanktuarium przez zwierzchnika tego kościoła, Epifaniusza.

Przejęcie ławry wydaje się kwestią czasu, gdyż rozwój wydarzeń unaocznił utratę przez UKP PM potencjału masowego poparcia społecznego, medialnego czy politycznego. Grupy wiernych, które wraz z metropolitą Pawłem uczestniczyły w blokowaniu obiektów, a po jego aresztowaniu zorganizowały wiec, liczyły niewielu członków.

Dążąc do przejęcia kontroli nad sanktuarium, rządzący starają się unikać metod siłowych (np. usunięcia znajdujących się tam zakonników z pomocą policji). Nie chcą podsycać napięć wewnętrznych, ale także dawać paliwa rosyjskiej propagandzie. O atak na „jedyny kanoniczny kościół prawosławny na Ukrainie”, za jaki Moskwa uważa UKP PM, na wiernych i na samą wiarę już od lat oskarżają Ukrainę RKP oraz aparat propagandowy. Patriarcha Cyryl oświadczył, że „prześladowcami cerkwi kieruje sam diabeł”, a część komentatorów posunęła się do apeli o mordowanie Ukraińców (szef prawosławnego radia Radoneż Jewgienij Nikiforow oznajmił, że w reakcji na wydarzenia w ławrze Rosja powinna spalić żywcem wszystkich obywateli Ukrainy). Dla Moskwy ławra Peczerska odgrywa ważną rolę w kategoriach kapitału symbolicznego – jako kolebka prawosławia i kultury Rusi, do której państwo rosyjskie przypisuje sobie wyłączne prawo. „Utrata” tej świątyni będzie dla niego kolejnym krokiem do utraty przez rosyjskie prawosławie zwierzchnictwa nad Ukrainą. Ani rosyjska cerkiew, ani Kreml nie mają jednak realnych instrumentów, by wpłynąć na działania władz ukraińskich odnośnie do ławry czy powstrzymać erozję swoich wpływów religijnych i społecznych w tym kraju, której katalizatorem stała się sama inwazja. W poczuciu bezsilności nagłaśniają toczący się spór na forum międzynarodowym: minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow wystosował w tej sprawie listy do przewodniczącego OBWE i sekretarza generalnego ONZ, a patriarcha Cyryl – do szefa ODIHR, sekretarz generalnej Rady Europy oraz kościołów prawosławnych, protestanckich i Watykanu.

Zaniepokojenie rozwojem wydarzeń wokół sanktuarium w ostatnich tygodniach wyraziły liczne autokefaliczne kościoły prawosławne sympatyzujące z Rosją, w tym polski, serbski, antiocheński, amerykański i gruziński, a także sekretarz generalny ekumenicznej Światowej Rady Kościołów. O poszanowanie miejsc kultu religijnego przez „obie strony konfliktu” zaapelował też papież Franciszek. Do operacji wymierzonej w UKP PM odniosła się także ONZ – w jej raporcie na temat przestrzegania praw człowieka na Ukrainie wyrażono obawę, że listopadowe rewizje w obiektach kościoła mogą mieć charakter dyskryminacyjny.

Nie słychać głosów oficjalnie otwarcie popierających działania Kijowa wobec ławry, choć brak krytyki ze strony zachodnich organizacji czy państw można również uznać za milczącą aprobatę. Przychylny Kijowowi patriarcha ekumeniczny Bartłomiej nie skomentował bezpośrednio kwestii sanktuarium, lecz w marcu br. oskarżył RKP o współodpowiedzialność za zbrodnie wojenne dokonywane na Ukrainie przez Rosję, co można uznać za pośrednią akceptację operacji wymierzonej w UKP PM.

osw.waw.pl

środa, 19 kwietnia 2023



Z rozwiązaniem części wyznań stojących przed inwestycją przychodzi firma Holtec International, która niedawno złożyła wniosek o uzyskanie patentu na innowacyjną technologię zdolną przekształcić każdą elektrownię węglową w elektrownię zasilaną małymi reaktorami jądrowymi. Według portalu World Nuclear News, firma opracowała układ wielostopniowych sprężarek, który pozwala zastąpić kocioł elektrowni małym modułowym reaktorem SMR. Dzięki temu rozwiązaniu możliwe będzie zwiększenie ciśnienia pary i jej przegrzanie, co jest niezbędne do zasilania turbogeneratorów w elektrowniach węglowych. Przedstawiciele Holtec International podkreślają, że tysiące elektrowni węglowych na całym świecie, które obecnie są planowane do likwidacji, mogą zostać przekształcone w efektywne źródła czystej energii, opierając się na badaniach Departamentu Energii USA, które sugerują, że setki elektrowni węglowych w Stanach Zjednoczonych mogą być przekształcone w elektrownie jądrowe.

energetyka24.com


Departament Sprawiedliwości USA przekazał, że w sądzie na Brooklynie w Nowym Jorku postawiono zarzuty dwóm obywatelom Chin - 59 i 61-latkowi. Mężczyźni zostali aresztowani w poniedziałek rano w swoich domach. Są podejrzani o prowadzenie nielegalnego zagranicznego komisariatu chińskiej policji na nowojorskim Manhattanie. Komisariat miał podlegać Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego Chińskiej Republiki Ludowej. Zarzuty dotyczą działalności agenturalnej na rzecz chińskiego rządu i niszczenia dowodów na kontakty z ministerstwem. 

Jak informują amerykańscy urzędnicy, posterunek znajdował się w biurowcu w Chinatown ma Manhattanie. Został zamknięty jesienią ubiegłego roku, gdy Chińczycy dowiedzieli się o dochodzeniu FBI. - Chińska Republika Ludowa, poprzez swój represyjny aparat bezpieczeństwa, ustanowiła tajną fizyczną obecność w Nowym Jorku w celu monitorowania i zastraszania dysydentów oraz osób krytycznych wobec jej rządu - przekazał zastępca prokuratora generalnego Matthew G. Olsen.

Olsen podkreślił, że "działania ChRL wykraczają daleko poza granice akceptowalnego zachowania państwa narodowego". - Będziemy zdecydowanie bronić wolności wszystkich mieszkańców naszego kraju przed groźbą autorytarnych represji - zaznaczył. Śledczy ustalili, że zatrzymani mężczyźni i ich współpracownicy mieli m.in. pomóc w zlokalizowaniu chińskiego dysydenta mieszkającego w Stanach Zjednoczonych. - To po prostu oburzające, że chińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego myśli, że ujdzie mu na sucho utworzenie tajnego, nielegalnego posterunku policji na amerykańskiej ziemi, aby wspomóc jego wysiłki na rzecz eksportu represji i obalenia naszych rządów prawa - skomentował pełniący obowiązki zastępcy dyrektora Kurt Ronnow z Wydział Kontrwywiadu FBI. Mężczyznom za udział w spisku grozi do pięciu lat więzienia. Natomiast za utrudnianie śledztwa już do 20 lat. Departament Sprawiedliwości poinformował w poniedziałek także o zarzutach dla 40 funkcjonariuszy chińskiej policji narodowej podejrzanych o represje wobec mieszkańców USA. Podejrzani mieszkają w Chinach lub w innym miejscu w Azji i obecnie są na wolności.

gazeta.pl


Za mało skupiamy się na uwadze i jej znaczeniu, a za bardzo na pamięci?

Trochę tak. Pamięć długotrwała jest pojemnościowo nieograniczona. Kiedy mamy informację zapisaną w pamięci, to ona tam sobie siedzi i raczej nie znika, o czym już wspomniałem. Ale musi się w pamięci znaleźć. Problemem są wąskie drzwi, przez które informacje trafiają do jej zasobów. Na to, czy te drzwi otwierają się szerzej, ma wpływ uważność, skupienie, powtarzanie. Chaos i rozproszenie uwagi przeszkadzają w zapamiętywaniu. 

Żyjemy w czasach, do których ewolucyjnie nie jesteśmy przygotowani. Wciąż boimy się węży, a szanse na spotkanie z jadowitym gatunkiem są niewielkie. Za to nasze mózgi nie są przystosowane do bycia bombardowanymi aż tyloma informacjami. Wszystkiego jest za dużo, za szybko, za głośno, bez przerwy.

A mózgi wyewoluowały do życia w puszczy, lasach, dżungli – spokojniejszego otoczenia. Rzeczywistość radykalnie się zmieniła, zwłaszcza przez ostatnie sto lat, mózg – nie.

Mówi pan o przebodźcowaniu, a ja od niedawna optymalizuję i łączę czynności. Biegając na bieżni, oglądam filmy, zmywając i sprzątając, słucham podcastów. Czy ja nie dokładam mojemu mózgowi obciążenia?

Patrzmy na skutki. Jeśli pani się czuje z tym dobrze, nie jest pani bodźcami psychicznie zmęczona, to czemu nie? Owszem, warto dać mózgowi przerwę i świadome "mindfulnessowe" zmywanie naczyń może temu służyć.

Ja słucham w samochodzie audiobooków, ale są takie dni, kiedy nie mam na nie ochoty i ich nie włączam. Przyglądam się sobie, mojemu samopoczuciu, potrzebom i reaguję zgodnie z intuicją. Nie wymuszam niczego na sobie.

Czy pamięć warto ćwiczyć? Przyznam, że wyjątkowo mnie psychicznie męczy, kiedy muszę zapamiętać na kilkanaście sekund jakiś PIN, numer telefonu, kod.

Kiedy bada się osoby stosujące treningi pamięci pod kątem tego, w jakim stopniu wykonywane w ich ramach ćwiczenia znajdują przełożenie na codzienne życie, to okazuje się, że po pewnym czasie od zakończenia kursu lub w zadaniach innego typu wcale ta pamięć nie jest lepsza. Trenując zapamiętywanie ciągów liczb, poprawimy się w tej wąskiej dziedzinie. Jeśli na co dzień pracujemy z liczbami, to pamięć wyrobi się automatycznie. Pytanie, czy warto ją ćwiczyć po to, żeby sporadycznie poradzić sobie z zapamiętaniem na kilka chwil kodu do domofonu? 

Warto być aktywnym umysłowo: czytać, oglądać, myśleć, pisać. Te czynności pozwalają ćwiczyć i pamięć, i uwagę.   

Mam kilka obrazów, które chciałabym zapomnieć, ale nie jestem w stanie. Da się intencjonalnie pomóc sobie w zapomnieniu?
Wchodzimy w obszary bliższe PTSD, czyli zespołowi stresu pourazowego. Z badań na przykład nad zachowaniami ofiar wypadków samochodowych wynika – paradoksalnie – że dobrze działa ekspozycja na te obrazy, opowiadanie o nich ze szczegółami, przywoływanie ich pozwala na ich emocjonalne rozbrojenie. 

Nawiązując do eksperymentu Daniela Wegnera, psychologa z Harvardu, w ramach którego grupa badanych miała za zadanie nie przywoływać obrazu białego niedźwiedzia, nie da się świadomie blokować myśli. Im bardziej chcemy je z głowy wyrzucić, tym bardziej będą one w niej obecne. Być może kluczem do pozbycia się z głowy pewnych obrazów jest oswojenie się z nimi.

gazeta.pl


Nieprzewidywalne zdolności, które zaobserwowano w dużych modelach językowych, ale których nie było w prostszych modelach, są zwykle nazywane „umiejętnościami pojawiającymi się”. Naukowcy zauważają, że takich zdolności „nie można przewidzieć po prostu poprzez ekstrapolację wydajności mniejszych modeli”. Opisano setki pojawiających się zdolności. Przykłady obejmują wieloetapową arytmetykę, zdawanie egzaminów na poziomie uniwersyteckim, określanie zamierzonego znaczenia słowa, podpowiadanie łańcuchem myśli, dekodowanie międzynarodowego alfabetu fonetycznego, rozszyfrowywanie liter słowa, identyfikowanie obraźliwych treści w akapitach Hinglish (połączenie hindi i angielskiego) i wygenerowanie podobnego angielskiego odpowiednika przysłowia kiswahilijskiego. 

(...)

Fast Company poprosił ChatGPT o wygenerowanie artykułu informacyjnego na temat ostatniego kwartału finansowego Tesli; ChatGPT stworzył spójny artykuł, ale zmyślił zawarte w nim liczby finansowe.

Inne przykłady obejmują przynętę na ChatGPT z fałszywym założeniem, aby zobaczyć, czy upiększa to założenie. Zapytany o „ideę dynamicznej kanoniczności Harolda Cowarda”, ChatGPT sfabrykował, że Coward napisał książkę zatytułowaną Dynamic Canonicity: A Model for Biblical and Theological Interpretation, argumentując, że zasady religijne w rzeczywistości podlegają ciągłym zmianom. Po naciśnięciu ChatGPT nadal nalegał, że książka była prawdziwa. Poproszony o dowód na to, że dinozaury zbudowały cywilizację, ChatGPT stwierdził, że istnieją skamieniałe pozostałości narzędzi dinozaurów i stwierdził: „Niektóre gatunki dinozaurów rozwinęły nawet prymitywne formy sztuki, takie jak ryciny na kamieniach”. Po zapytaniu, że „Naukowcy niedawno odkryli churros, pyszne wypieki ze smażonego ciasta… (są) idealnymi narzędziami do domowej chirurgii”, ChatGPT stwierdził, że „badanie opublikowane w czasopiśmie "Science" wykazało, że ciasto jest wystarczająco giętkie, aby uformować je w narzędzia chirurgiczne, które mogą dostać się do trudno dostępnych miejsc, a ich smak działa uspokajająco na pacjentów.

en.wikipedia.org


Iran i Arabia Saudyjska zgodziły się wznowić stosunki dyplomatyczne, ponownie otwarte zostaną ambasady. Spodziewał się Pan takiego finału, czy jest to jednak zaskoczenie i co przede wszystkim spowodowało możliwość porozumienia między Teheranem a Rijadem?

Dr Witold Repetowicz: Zaskoczenie do pewnego stopnia jest, mimo że nie jest to do końca całkowicie zaskakująca informacja. Wiadomo było o tym, że  negocjacje między Iranem a Arabią Saudyjską są prowadzone od dłuższego czasu. Wcześniej pośrednikiem był Irak, a w zasadzie poprzedni rząd iracki. Jakiś czas temu doszło do normalizacji relacji pomiędzy Iranem a ZEA, natomiast zaskoczenie jest o tyle, że te rozmowy saudyjsko - irańskie znalazły się w impasie kilka miesięcy temu. Niepowodzenia irańskie, dotyczące prób reaktywacji porozumienia ws. irańskiego programu nuklearnego spowodowały, że Iran znalazł się w dużej izolacji. W zasadzie był skazany na relacje jednowektorowe - Chiny i Rosję. Z tym, że Rosja jest trochę sztucznym partnerem Iranu.

Dlaczego? 

Przede wszystkim zarówno Iran jak i Rosja są producentami węglowodorów, więc bardziej są konkurentami niż mają wzajemne interesy handlowe. Z drugiej strony historia stosunków pomiędzy Iranem a Rosją i pryzmat obustronnej niechęci do Stanów Zjednoczonych widzą siebie jako naturalnych sojuszników. Warto przypomnieć, że tak nie było. Historia konfliktów rosyjsko - irańskich jest bardzo długa. Związek Radziecki jeszcze w latach 40. XX wieku okupował Iran i były próby dezintegracji terytorialnej Iranu. W 1979 roku Chomeini określił jednoznacznie, że Rosja i Stany Zjednoczone są takimi samymi wrogami Iranu. To był równy dystans wrogości.

W epoce Ahmadineżada nie było nieporozumień na linii Moskwa - Teheran w kontekście polityki wobec Izraela? 

Te nieporozumienia do pewnego stopnia wciąż istnieją, ponieważ warto pamiętać o tym, że rosyjsko - izraelskie relacje są bardzo bliskie i Benjamin Netanjahu w okresie swoich poprzednich premierostw bardzo często odwiedzał Władimira Putina, żeby uzyskiwać zgodę na bombardowanie pozycji irańskich w Syrii. Iran o tym wiedział, tylko udawał, że tego nie ma. Oczywiście stosunek do Izraela jest i zawsze był problemem w relacjach irańsko - rosyjskich, natomiast postawienie na pierwszym planie niechęci do USA tutaj przeważyło. Za prezydentury Rohaniego, w momencie, kiedy zawarto układ wiedeński to nastąpiło pewnego rodzaju faktyczne odprężenie w relacjach amerykańsko - irańskich, ono nie było widoczne w tej warstwie narracyjnej. W tej narracji Iran musi podkreślać, że Stany Zjednoczone są tym wielkim szatanem. W warstwie faktycznej po 2003 roku była ta współpraca między USA a Iranem. 

Co było game changerem, że Arabia Saudyjska zdecydowała usiąść do stołu i znaleźć porozumienie? 

Wydaje się, że wejście do gry Chin to zmieniło. Przypomnę, że Chiny są mocno zainteresowane rozwijaniem stosunków z państwami arabskimi, a jednocześnie mają bardzo ścisłe stosunki z Iranem, więc wydaje się, że tutaj Chiny postanowiły przejąć kontrolę nad rozdawaniem kart na Bliskim Wschodzie. Jest wiele pytań, czy Chiny dokonały tego na zasadzie wrogiego wyparcia Stanów Zjednoczonych z gry, czy też USA same się wycofały i wpuściły Chiny do gry. 

Rozumiem, że to porozumienie między Arabią Saudyjską a Iranem jest oczekiwanym i porozumieniem, które zmieni układankę strefy wpływów w świecie arabskim? 

Warto pamiętać, że toczyło się kilka wojen proxy między światem arabskim, sunnickim a Iranem w tej przestrzeni bliskowschodniej. Mamy Irak, gdzie powstanie Państwa Islamskiego pokazało Arabii Saudyjskiej, że ta polityka przeciwdziałania, braku akceptacji dla wejścia szyitów do władzy w Iraku jest strzałem w stopę. Arabia Saudyjska już w 2014 roku wycofała się z tej destabilizacji Iraku poprzez dżihadystyczne organizacje sunnickie, natomiast dalej istniała rywalizacja pomiędzy Arabią a Iranem, gdzie Iran w tej rywalizacji przeważał. W Libanie przed ostatnimi wyborami, Arabia Saudyjska i ZEA obiecywały Libanowi duże pieniądze. Nie spowodowało to, by Hezbollah stracił kontrolę nad sytuacją polityczną w Libanie. Wpływy Iranu utrzymały się. Mamy wojnę domową w Syrii, gdzie ten projekt obalenia Assada za pośrednictwem radykalnych ugrupowań sunnickich skończył się całkowitym niepowodzeniem i z tego Arabia się wycofała. Pozostał Jemen, gdzie Arabia zaangażowała się w 2015 roku. Kolejna wojna proxy z Iranem. Tutaj również ta wojna zakończyła się porażką, nie zostały zrealizowane cele Arabii Saudyjskiej. Problem polega na tym, że wciąż otwartym pozostaje pytanie jak ten deal chiński podzieli strefy wpływów na Bliskim Wschodzie. Istnieje oczekiwanie, że dojdzie do wygaszenia wojny w Jemenie. 

tvmn.pl

wtorek, 18 kwietnia 2023


W dniu 18 kwietnia 2023 roku o godzinie 7:15 Kreml poinformował o wizycie Władimira Putina w sztabie zgrupowania rosyjskich wojsk "Dniepr" działających na kierunku chersońskim i zaporoskim oraz w sztabie gwardii narodowej "Wostok" w tzw. ługańskiej republice ludowej. W pierwszym przypadku miał on wysłuchać raportów m.in.: dowódcy wojsk powietrznodesantowych generała pułkownika Michaiła Teplińskiego oraz dowódcy grupy sił "Dniepr" generała pułkownika Olega Makarewicza. Z kolei w sztabie Rosgwardii meldunek złożył generał pułkownik Aleksandr Łapin (który w rzeczywistości jest zastępcą dowódcy rosyjskich wojsk lądowych).

Oficjalnie wizyty były związane ze Świętami Wielkanocnymi i miały być pokazem więzi prezydenta Rosji z walczącymi żołnierzami. Putin miał rzeczywiście złożyć życzenia i nawet przekazać na ręce dowódców poszczególnych sztabów kopie ikon. W rzeczywistości prawosławne Święta Wielkanocne obchodzone były dzień wcześniej – w niedzielę 16 kwietnia. Składanie życzeń było więc spóźnione – o ile w ogóle do niego doszło – szczególnie w obwodzie ługańskim. Wizyta Putina była bowiem przeprowadzona skrycie i tak naprawdę nie wiadomo gdzie.

W pierwszym przypadku kolumna samochodów specjalnie została nagrana na tle rogatek do ukraińskiego miasta Geniczesk nad Morzem Azowskim, który stał się administracyjną stolicą okupowanej części obwodu chersońskiego. Wiadomo więc, gdzie samochody wjechały i w którym kierunku odleciał później jakiś śmigłowiec. Podobnie było z drugą wizytą, która zaczęła się na jakimś lotnisku wojskowym, a później od razu filmowano Putina w piwnicach jakiegoś budynku.

W rzeczywistości propaganda kremlowska mogła zorganizować spotkanie Putina gdziekolwiek w Rosji, ściągając tam po prostu oficerów z poszczególnych sztabów. Trzeba bowiem zaznaczyć, że Putin nie spotkał się z walczącymi żołnierzami, jak również miejscową ludnością. Nie miał też włożonej kamizelki kuloodpornej, z którą nie rozstawał się w czasie swojej wizyty na Krymie i w Mariupolu (a która mu w czasie tamtych podróży wyraźnie przeszkadzała).

Ale Putin mógł również rzeczywiście spotkać się z poszczególnymi dowództwami. Jego problem polega na tym, że niczego to tak naprawdę nie zmienia. To co miało pokazać jego prestiż rzeczywiście udowodniło, że głównodowodzący, podobno drugiej armii świata, musi chyłkiem przemykać się na, według niego, terytorium Federacji Rosyjskiej. Putinowi nie udało się również swoim osobistym nadzorem zmienić sytuacji na froncie. Ofensywa już całkowicie oklapła i jeżeli Rosjanie mogą jeszcze liczyć na jakieś zdobycze terytorialne to tylko w Bachmucie, kosztem ogromnych strat.

Dlatego jedynym "sukcesem" Kremla jest podpisany przez Putina dekret z 14 kwietnia 2023 roku o przeniesieniu obwodów donieckiego, ługańskiego zaporoskiego i chersońskiego, na czas moskiewski (UTC + 3). Problem polega na tym, że już wcześniej w Kijowie i Moskwie obowiązywała ta sama godzina.

defence24.pl

Podczas dzisiejszej podróży rosyjskiemu prezydentowi nie towarzyszył minister obrony Federacji Rosyjskiej Siergiej Szojgu ani szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej Walerij Gierasimow. Rosyjskie agencje również nie podają dokładnej daty podróży Putina. Centrum Śledztw Dziennikarskich przeanalizowało nagrania opublikowane przez Kreml. Nie ma pewności, że wizytacja wojsk w obwodzie chersońskim odbyła się dzisiaj.

onet.pl

Prezydent Rosji Władimir Putin nadal przedstawiał się jako przywódca z czasów wojny w oczekiwaniu na planowaną ukraińską kontrofensywę podczas swojej wizyty w okupowanych obwodach chersońskim i ługańskim. Kreml poinformował 18 kwietnia, że ​​Putin odwiedził kwaterę główną Rosyjskiej Grupy Sił Dniepr w obwodzie chersońskim oraz kwaterę główną Gwardii Narodowej Wostok w okupowanym obwodzie ługańskim. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow twierdził, że Putin odwiedził terytoria okupowane 17 kwietnia. Putin stwierdził jednak, że prawosławna Wielkanoc „zbliża się” w jednym z filmów, co sugeruje, że jego wizyta miała miejsce przed 16 kwietnia. Kreml później zmontował wideo, aby wykluczyć oświadczenie Putina o zbliżającym się wówczas święcie wschodnim.(...) Rosyjscy urzędnicy okupacyjni i milblogerzy świętowali wizytę Putina i twierdzili, że podniósł on morale rosyjskich żołnierzy przygotowujących się do odparcia ukraińskich kontrofensyw. Nagrania z geolokalizacji pokazują, że Putin odwiedził Mierzeję Arabacką w południowo-zachodnim obwodzie chersońskim – co najmniej 130 km od najbliższej linii frontu. 

Wizyta Putina prawdopodobnie miała również na celu publiczne zidentyfikowanie potencjalnych kozłów ofiarnych przed planowanymi ukraińskimi kontrofensywami. Putin otrzymał od dowódcy rosyjskich sił powietrznych (WDW) generała pułkownika Michaiła Teplinskiego, dowódcy Grupy Sił Dniepr generała pułkownika Olega Makarewicza i innych nienazwanych dowódców wojskowych raporty na temat sytuacji na frontach w Chersoniu i Zaporożu. Putin spotkał się także z generałem pułkownikiem Aleksandrem Łapinem i innymi niewymienionymi z nazwiska wyższymi oficerami, aby omówić sytuację na froncie ługańskim. Putin prawdopodobnie celowo wyróżnił Teplińskiego i Makarewicza jako dowódców odpowiedzialnych za południową Ukrainę, a Łapina jako dowódcę nadzorującego kierunek ługański. Putin, źródła kremlowskie i milbloggerzy coraz częściej dyskutują o perspektywach ukraińskiej kontrofensywy,

Demonstracyjne spotkania Putina z Teplińskim, Makarewiczem i Łapinem prawdopodobnie potwierdzają kolejną zmianę dowództwa wojskowego i być może w kręgu Kremla. Związany z Kremlem bloger zauważył, że szef rosyjskiego Sztabu Generalnego armii generał Walerij Gierasimow i minister obrony Siergiej Szojgu nie uczestniczyli w spotkaniach Putina na okupowanej Ukrainie. Milblogger twierdzi, że Teplinsky i Lapin – obaj podobno zostali zwolnieni – wrócili do rosyjskiego dowództwa wojskowego wbrew woli Gierasimowa i Szojgu. Źródła rosyjskie wcześniej twierdziły, że Kreml zastąpił powiązanego z Wagnerem Teplińskiego Makarewiczem na stanowisku dowódcy WDW 13 stycznia, prawdopodobnie po tym, jak rosyjskie MON i Gierasimow odzyskali przychylność Putina na czele nieudanej zimowo-wiosennej operacji ofensywnej Rosji w Donbasie. Spotkanie potwierdza sugestie poprzedniego finansisty Grupy Wagnera, Jewgienija Prigożyna, dotyczące ponownego powołania Teplinskiego. ISW oceniło wcześniej, że potwierdzona reelekcja Teplinsky'ego sugeruje, że Kreml prawdopodobnie będzie chciał współpracować z Wagnerem w celu osiągnięcia decydującego zwycięstwa w Bakhmucie. Potwierdzenie może ponadto wskazywać, że Prigożyn przynajmniej częściowo odzyskał przychylność Putina, przekreślając starania Gierasimowa i Szojgu o wyeliminowanie Wagnera z Bachmutu.

Putin może próbować zrównoważyć wpływy Wagnera, ponownie mianując Łapina na dowódcę ługańskiego odcinka frontu. Związany z Kremlem bloger twierdził, że Lapin przyjął rolę dowódcy formacji Gwardii Narodowej Wostok i zaznaczył, że spotkanie Putin-Lapin potwierdza jego powrót na front. Prigożyn i przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow prowadzili udaną kampanię mającą na celu usunięcie Łapina ze stanowiska dowódcy „centralnej” grupy rosyjskich sił, prawdopodobnie z powodu konfliktów personalnych podczas operacji ofensywnych Siewierodonieck-Łysyczańsk i Ługańsk latem 2022 roku. Milblogger spekulował, że Putin ponownie mianował Łapina, aby wzmocnić dowództwo w tym rejonie lub pomóc Putinowi uniknąć konfliktów z rosyjskim Ministerstwem Obrony.

(...)

Oficjalne konto Telegramu „Klubu Gniewnych Patriotów” wzmocniło prognozę dotyczącą możliwych zmian politycznych na Kremlu w wyniku ukraińskiej kontrofensywy, co może świadczyć o zaniepokojeniu grupy co do przebiegu wojny. Grupa rozwinęła post przywódcy rosyjskiego ruchu „Solidarność Obywatelska” Georgija Fiodorowa, który stwierdził, że sytuacja polityczna w Rosji w dużej mierze zależy od realiów frontowych. Fiodorow ocenił, że ostatnie wypowiedzi finansisty Grupy Wagnera Jewgienija Prigożyna o zakończeniu „specjalnej operacji wojskowej” to początek kampanii na rzecz zamrożenia wojny na Ukrainie.

Fiodorow stwierdził, że jeśli Rosjanie będą w stanie latem pokonać ukraińskie kontrofensywy, to prezydent Rosji Władimir Putin może zamrozić wojnę, aby uniknąć zwoływania mobilizacji przed cyklem wyborów prezydenckich w 2024 roku. Fiodorow twierdził, że Rosja prawdopodobnie przedstawi stłumioną ukraińską kontrofensywę jako zwycięstwo i prawdopodobnie zintensyfikuje rekrutację ochotników, aby wygenerować wystarczającą liczbę żołnierzy kontraktowych do utrzymania istniejących linii frontu. Fiodorow twierdził, że Kreml będzie nadal nasilać cenzurę i represje i nie będzie wymieniał urzędników na Kremlu ani w dowództwie wojskowym w warunkach nieudanych operacji kontrofensywnych. Fiodorow stwierdził, że jeśli Ukraińcy odniosą sukces, wtedy sytuacja polityczna na Kremlu doprowadzi do głębszego konfliktu między różnymi partiami o wpływy i Kreml przeprowadzi zmiany kadrowe. Fiodorow twierdził, że pomimo potencjalnej mobilizacji i zamieszania w społeczeństwie i na Kremlu, system Putina jest w stanie wyeliminować wszelkie zagrożenia "związane z przejęciem władzy". Fiodorow zauważył, że najbardziej nieprawdopodobnym scenariuszem jest rychły rozpad systemu władzy Putina, ale zauważył, że różne podmioty finansowe, regionalne i przemysłowe mogą przygotowywać się na taki wynik.

understandingwar.org

poniedziałek, 17 kwietnia 2023


Z pewnością z tego rodzaju linią interpretacyjną mamy do czynienia w ostatnim raporcie na temat sytuacji wojennej, przygotowanym przez ekspertów Mińskiego Dialogu, półoficjalnego białoruskiego think tanku, uznawanego za jedno z narzędzi wykorzystywanych przez tamtejszy MSZ. W ostatnim, opublikowanym na początku kwietnia raporcie tej organizacji znajdujemy opis aktualnej polityki wojskowej Mińska. Do tej pory, Białoruś, utrzymywała siły wojskowe na granicach z państwami NATO – Polską i Litwą oraz Łotwą w sile po jednej brygadzie zmechanizowanej na każdym z tych kierunków. Ale teraz pojawia się problem umocnienia granicy z Ukrainą. Powód jest oczywisty, zdaniem analityków, którzy przygotowywali dokument, w Mińsku obawiają się zarówno wzrostu liczebności sił zbrojnych Polski, Bałtów jak i ewolucji polityki Kijowa. Do wojny uznawano, że nie ma potrzeby utrzymywać sił na granicy z Ukrainą, relacje były bowiem przyjazne, teraz to się zasadniczo zmieniło. Bardzo ostrożne szacunki wskazują, że po to aby umocnić liczącą sobie ponad tysiąc kilometrów granicę (dokładnie 1084 km) Mińsk potrzebowałby co najmniej 4 brygady zmechanizowane. Tylko, że nie ma na to ani pieniędzy, ani też potencjał demograficzny kraju nie pozwala na tak znacząca rozbudowę stałej armii. Co prawda przystąpiono do budowy rakietowego pułku przeciwlotniczego w Łunińcu w obwodzie brzeskim, w odległości 50 km od granicy z Ukrainą. W materiale tym wyraźnie sformułowana jest teza, iż Mińsk czuje się zaniepokojony rozwojem sytuacji regionalnej, a w związku z faktem, że ma ograniczone zasoby, skłania to reżim do pogłębiania integracji wojskowej z Rosją, ale także o czym Yauheni Preiherman, jeden ze współautorów tego opracowania pisze w innej publikacji, zwrócenia się o rozciągnięcie przez Rosję parasola jądrowego nad Białorusią. Wśród białoruskich komentatorów można też spotkać się z poglądem, że „gwarancje bezpieczeństwa” o uzyskaniu których niedawno publicznie wspominał Łukaszenka dotyczą zarówno kwestii wojskowych jak i politycznych, co w tym wypadku miałoby oznaczać utrzymanie reżimu. Wracając jednak do kwestii narracji na temat ostatnich posunięć to komunikat, którego adresatem jest w tym wypadku Zachód, jest czytelny – jeśli wojna na Ukrainie będzie trwała, jeśli wzmacniana będzie wschodnia flanka NATO, to w rezultacie nastąpi przyspieszenie ruchu Mińska w stronę Rosji. Z pewnością wśród białoruskich polityków, zwłaszcza przedstawicieli resortów siłowych, są zwolennicy tego rodzaju kierunku. Wiktar Chrenin, białoruski minister obrony deklarował niedawno rozpoczęcie prac związanych z dyslokacją na Białoruś rosyjskiej strategicznej, a nie taktycznej, broni jądrowej, co mogłoby być kolejnym krokiem eskalacyjnym, jednocześnie dawać dalej idące gwarancje bezpieczeństwa ze strony Rosji.

wpolityce.pl

Związki Hemetiego z wagnerowcami sięgają jednak jeszcze czasów Baszira. W listopadzie 2017 r. Baszir został przyjęty na Kremlu przez Putina, a wkrótce potem w Sudanie pojawił się Prigożyn z wagnerowcam, którzy mieli pomóc sudańskiemu dyktatorowi w tłumieniu protestów. Jednocześnie Prigożyn założył spółkę Meroe Gold, która zajęła się eksploatacją złota w Darfurze, oczywiście w porozumieniu z Hemetim. Układ ten przetrwał obalenie Baszira i trwa do dziś, a Hemeti przebywał w Moskwie w dniu, w którym Rosja zaczęła inwazję na Ukrainę. Rosja wywozi z Sudanu 30 ton złota rocznie, co obecnie ma dla niej fundamentalne znaczenie z punktu widzenia tworzenia odporności na sankcje. Chodzi przede wszystkim o stabilizację waluty, zabezpieczenia pożyczek oraz lokaty kapitałów oligarchów objętych sankcjami. Innym aspektem jest to, że Zjednoczone Emiraty Arabskie od początku wojny w Ukrainie, odgrywają kluczową rolę w pomaganiu Rosji w omijaniu sankcji. Związki władcy ZEA Mohammada bin Zajeda z Rosją sięgają jeszcze czasów gdy był on następcą tronu i według niektórych relacji to on namówił w 2015 r. swojego saudyjskiego kolegę Muhammada bin Salmana do zbliżenia z Rosją i stworzenia formatu OPEC+. Z kolei Dubaj zaczął być ostatnio nazywany Dubajgradem ze względu na liczbę Rosjan i rosyjskich firm, ściągających do tego miasta, a także rosyjskiego kapitału uciekającego do tamtejszych instytucji finansowych w celu ucieczki przed sankcjami. Dubaj odgrywa też strategiczną dla Rosji rolę w procederze legalizacji i spieniężania rabowanego w Sudanie złota.

defence24.pl

niedziela, 16 kwietnia 2023


Jak idą przygotowania do kontrofensywy, której wszyscy się spodziewają?

Nie ma potrzeby naciskać na wojsko. Mówię o tle informacyjnym, które widzę i czuję. Każdy chce jutro dobrych wieści. Wszyscy pytają, kiedy Melitopol zostanie wyzwolony. I chcę cię prosić, żebyście przestali to robić. Prędzej czy później wyzwolimy każdy metr naszego terytorium. Ale nie naciskajcie na wojsko. Oni wiedzą lepiej, jak i kiedy to zrobić. A jeśli wiosenna kontrofensywa odbędzie się latem, to nie widzę problemu. Najważniejsze z jakim skutkiem. Ten czas należy wykorzystać na przygotowanie.

Jak przygotowuje się kontratak?

Nie jestem wysokim dowódcą, jestem tylko porucznikiem. A ja mogę tylko opowiedzieć o swoich doświadczeniach z akcjami szturmowymi prowadzonymi przez naszą jednostkę. Przed startem przez kilka dni z rzędu nasze "oczy" codziennie wyszukiwały i niszczyły wroga. W efekcie podczas bezpośredniego szturmu na pozycje wroga, po prostu usunęliśmy tych, którzy tam pozostali.

Tak zajęliśmy ufortyfikowane okopy na kierunku Bachmutu. Przed zabezpieczeniem pozycji musieliśmy zlikwidować wroga. I działaliśmy według schematu, który opisałem. W rezultacie, kiedy wkroczyła nasza brygada szturmowa, na pozycjach było już niewielu wrogów, a ci, którzy pozostali, byli zdemoralizowani. A my mieliśmy jednego lekko rannego i nikt nie zginął. Operacja była bardzo dobrze przygotowana. Wszystko było obliczone co do sekundy.

Kontrofensywa również powinna przebiegać w ten sam sposób. Przed nim wróg powinien być maksymalnie osłabiony. A jeśli dla lepszego przygotowania należy to trochę odłożyć, to uważam to za całkiem rozsądne.

Powiedziałeś, że nie można lekceważyć technologii wroga. Powiedz nam więcej o wyposażeniu technicznym Rosjan w pobliżu Bachmutu.

Zacznę od tego, czego nie ma teraz w porównaniu z tym, co było wcześniej. Prawie nie widzę tu pojazdów gąsienicowych: czołgów i pojazdów opancerzonych. W rzeczywistości prowadzą szturmy piechoty, przez co ponoszą tak kolosalne straty. Powiedziałem "prawie", ponieważ jest kilka innych przypadków. Ostatnio przeciwnik strzelił gdzieś z chronionego obszaru i nie poszedł bezpośrednio do szturmu. Dbają o czołgi bardziej niż o ludzi. Jeśli nie liczą siły roboczej i rzucają w nas grupami zamachowców-samobójców, to nie robią tego ze sprzętem.

A co znajduje się w ich wyposażeniu? Mają bardzo dużo pocisków artyleryjskich. Używają całego arsenału, jaki mają w naszym kierunku. Jednocześnie nie zawsze jest jasne, gdzie i dlaczego strzelają. Wyobraź sobie, że istnieje linia kolizji. I z jakiegoś powodu strzelają amunicją kasetową nie do nas, ale do cywilnych miast oddalonych o 20-30 km. A ludzie po prostu tam mieszkają, tam nie ma wojska. Rosjanie nie mają absolutnie żadnych wytycznych moralnych i etycznych.

Wielu strzela rakietami, w tym pociskami manewrującymi. Dokąd celują, nie wiem. Ale stale nagrywamy uderzenia w spokojnych miastach. Mamy wiele takich przypadków.

Bezpośrednio na linii frontu używają artylerii lufowej, moździerzy, czołgów i granatników. Tutaj używają wszystkiego, co ma na wyposażeniu armia rosyjska. Okresowo zbliża się lotnictwo, ale ich samoloty nie latają daleko ze względu na duże prawdopodobieństwo zestrzelenia. I za to również ogromne podziękowania dla naszych zachodnich partnerów.

Któregoś dnia pojawiło się oświadczenie, że wróg stosuje taktykę "spalonej ziemi" w Bachmucie. Jak to wygląda?

Myślę, że masz na myśli taktykę "szybu ogniowego". Natknąłem się na to w kierunku Łymania, kiedy tam walczyliśmy. Oznacza to, że wróg po prostu zrzuca tony amunicji na nasze prawdopodobne pozycje. Rozpoczęli ostrzał o wschodzie słońca i zakończyli o zachodzie słońca. Ich artyleria pracowała bez przerwy przez 12 godz. I wszystko leciało z rzędu. Stworzyli "wał ognia". A potem oni, wierząc, że żywi ludzie nie mogą pozostać na stanowiskach, weszli ze sprzętem i siłą roboczą. Ale był tu pewien niuans. Myśleli, że nikogo tam nie będzie, ale my wciąż tam byliśmy.

Teraz robią coś podobnego z Bachmutem. Zalewają nas artylerią. Zrzucają ją i wierzą, że albo nie przeżyliśmy, albo jesteśmy kontuzjowani, albo już bardzo przestraszeni. A potem wchodzi piechota i ich niszczymy. Oczywiście po naszej stronie też są straty. Ostatnio szedłem na stanowisko i obok mnie eksplodowała mina. Gdy podszedłem bliżej, okazało się, że trafiła w nasz punkt. Wskakuję do środka, a tam wszystko zniszczone, kilku zginęło. Strzelili ponownie w tym samym miejscu. I potem zaczął się szturm. Walczyliśmy. Tak wygląda "wał ognia". Ostrzeliwują pozycję i wchodzą, kiedy myślą, że zabili wszystkich.

Jak można przetrwać w takim "wale ognia"?

Najważniejsze: zbroja, hełm, słuchawki. Nawet nie chcę słyszeć żadnego "Niewygodnie mi w słuchawkach". Jeśli mina eksploduje obok ciebie, a ty nie masz słuchawek, jest to natychmiastowa kontuzja. A wierzcie mi, na trasach takich jak nasza, myśliwce /?/ nie nadużywają sprzętu. Wykorzystujemy wszystko, co mamy.

(...)

Pojawiły się informacje, że Rosjanie używają teraz w rejonie Bachmutu nie tylko najemników z Grupy Wagnera, ale także specnazu. Czy sam to zauważyłeś?

Tak, odczuliśmy to. Poruszali się inaczej, byli inaczej skoordynowani. I co najważniejsze, ewakuowali swoich rannych. U wagnerowców, jeśli upadniesz, to "do widzenia". A tutaj wzięli swoje. Dlatego z dużym prawdopodobieństwem naprawdę rzucili tutaj nowe siły. I to znowu dowodzi, że nie można lekceważyć przeciwnika. I nie zapominajmy, że oni też się uczą. I też analizują.

onet.pl