poniedziałek, 3 kwietnia 2023


Siły ukraińskie miały poprawić swoją sytuację taktyczną w wyniku kontrataku po zachodniej stronie kanału Doniec–Donbas w rejonie Ozarianiwki oraz zajęcia części terenów w pasie ziemi niczyjej w obwodzie zaporoskim na południowy zachód od Orichiwu i w obwodzie charkowskim na północny wschód od Kupiańska. Konsekwentnie powstrzymują także ataki wroga w Donbasie, których liczba ustabilizowała się na poziomie 70 na dobę, a większość przypada na okolice Bachmutu i Awdijiwki. W Bachmucie agresor miał poczynić nieznaczne postępy w centrum miasta. Lokalne dowództwo ukraińskie pośrednio przyznało, że utracono leżące na północ od centrum zakłady metalurgiczne AZOM.

Ukraiński Sztab Generalny wskazuje na ograniczenie liczby celów i natężenia ataków przeciwnika. Poza wymienionymi rejonami do starć dochodziło w trójkącie Łyman–Kreminna–Siewiersk oraz w łuku na zachód od Doniecka. Z doniesień lokalnego dowództwa ukraińskiego wynika, że Rosjanie dokonali wyłomu na północny zachód od Doniecka w kierunku rzeki Wołczy, lecz zostali powstrzymani w okolicach położonej nad nią Karliwki. Główna linia obrony ukraińskiej nadal przechodzi przez leżące na południowy wschód od tej miejscowości Perwomajśke. Strona ukraińska zwraca uwagę na budowanie przez najeźdźców potencjalnego zgrupowania uderzeniowego na północny wschód od Awdijiwki (w rejonie miejscowości Werchniotorećke). Z kolei ukraińska administracja Mariupola wskazuje na postępującą rozbudowę umocnień wroga w okolicach miasta oraz w okupowanej części obwodu zaporoskiego.

31 marca zmasowany atak rakietowy (Iskander-M, S-300 i pociski rakietowe 300 mm z wyrzutni Smiercz) dotknął Zaporoże wraz z przedmieściami i doprowadził do uszkodzenia 82 budynków. Głównym celem ataków pozostaje jednak zaplecze ukraińskie w kontrolowanej przez obrońców części obwodu donieckiego. Z tego powodu 2 marca władze ukraińskie zadecydowały o przymusowej ewakuacji dzieci ze Słowiańska. Artyleria i lotnictwo agresora kontynuują ostrzał i bombardowania wzdłuż linii styczności i w obszarach przygranicznych. Poza rejonami walk ich głównym celem wciąż jest prawobrzeżna część obwodu chersońskiego wraz z Chersoniem, przy czym według danych ukraińskich natężenie ostrzałów w ostatnich dniach ulegało znacznym wahaniom (od 131 do 439 pocisków na dobę). Ukraińcy 2 marca ostrzelali Melitopol.

1 kwietnia zastępca dowódcy sił Obrony Terytorialnej (OT), będący jednocześnie szefem Sztabu OT, generał Serhij Sobko poinformował o uruchomieniu kursu „Szkolenie kapitanów”, który ma rozwiązać problem braku w jednostkach OT wykwalifikowanych dowódców plutonów i kompanii. Prowadzą go oficerowie przeszkoleni za granicą według standardów NATO z uwzględnieniem aktualnych doświadczeń wojennych. Minister spraw wewnętrznych Ihor Kłymenko oświadczył, że zakończył się nabór do brygad szturmowych formowanych pod egidą jego resortu (tzw. gwardia ofensywy). Do służby zgłosiło się kilkadziesiąt tysięcy ochotników, z których część została już wcielona, a część będzie wykorzystana w charakterze rezerwy osobowej.

Tego samego dnia premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że Ukraina zakupi 100 polskich kołowych transporterów opancerzonych Rosomak, które sfinansują UE i USA. 3 kwietnia minister w KPRP RP Marcin Przydacz potwierdził, że Polska przekazała Kijowowi „kilka” myśliwców MiG-29. Według agencji Reuters 3 kwietnia Stany Zjednoczone mają ogłosić kolejny pakiet wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Mają się w nim znaleźć radary obserwacji przestrzeni powietrznej, różnego rodzaju amunicja, rakiety przeciwpancerne, lotnicze i przeciwlotnicze do systemów NASAMS, mosty towarzyszące i wozy zabezpieczenia technicznego o łącznej wartości 2,6 mld dolarów. Norwegia i Dania planują wspólne przekazanie 8 tys. sztuk amunicji 155 mm, która ma dotrzeć na Ukrainę wraz z duńskimi armatohaubicami CAESAR.

Również 1 kwietnia szef niemieckiego resortu obrony Boris Pistorius potwierdził, że kraje NATO zamierzają przekazać armii ukraińskiej dwa bataliony czołgów Leopard 2 i cztery bataliony leopardów 1, łącznie 160 maszyn (60 leopardów 2 i 100 leopardów 1). Czołgi Leopard 1 mają dotrzeć do końca roku. Minister nie odniósł się do tego, że 100 leopardów 1 nie pozwoli na pełne wyposażenie czterech batalionów (minimum 31 czołgów w każdym). Podkreślił natomiast, że rezerwy sojuszników zostały już wyczerpane i „nie widzi scenariusza, w którym możliwe będzie wysłanie na Ukrainę dodatkowych leopardów poza tymi, które zapowiedziano”. Rheinmetall ma utworzyć w Rumunii centrum obsługi uzbrojenia przekazanego Kijowowi przez Niemcy – armatohaubic samobieżnych PzH 2000, czołgów Leopard 2, bojowych wozów piechoty Marder, transporterów kołowych Fuchs i ciężarówek. Ma się ono również zajmować serwisowaniem przesłanych przez Wielką Brytanię czołgów Challenger 2.

Na okupowanych terenach obwodów chersońskiego i zaporoskiego prowadzona jest szeroko zakrojona akcja nadawania obywatelstwa rosyjskiego. Działania te wynikają z zapowiadanych na jesień pseudowyborów samorządowych. W Geniczesku i Melitopolu, będących centrami okupacyjnych władz obwodowych, zarejestrowano już struktury głównych rosyjskich partii. Paszportyzacja – formalnie dobrowolna – jest ściśle powiązana z presją ekonomiczną na zubożałą ludność, która została odcięta od ukraińskiego systemu bankowego. W pierwszej kolejności obejmuje pracowników „instytucji państwowych”, emerytów i rolników (w świetle rosyjskiego prawa właścicielami ziemi mogą być wyłącznie obywatele Rosji). Według nieoficjalnych, szacunkowych danych tylko na terenach okupowanego obwodu chersońskiego mieszka ok. 200 tys. ludzi (przed wojną 550 tys.), z czego ok. 35% otrzymało już paszporty. Zwiększa się także nacisk na rodziców, aby kierowali swoje dzieci do rosyjskich szkół i nie korzystali z nauczania online w ukraińskich placówkach oświatowych.

Centrum im. Razumkowa opublikowało wyniki sondażu dotyczącego stosunku Ukraińców do toczącej się wojny. Aż 93% społeczeństwa wierzy w zwycięstwo nad Rosją, przy czym ocenę tę podzielają mieszkańcy wszystkich regionów – w świetle badań różnice pomiędzy zachodnią i centralną, południową i wschodnią częścią państwa są niewielkie. Spośród wierzących w zwycięstwo połowa uważa, że dojdzie do niego jeszcze w 2023 r., 26% oczekuje zakończenia wojny w ciągu roku do dwóch lat, a 7% – trzech–pięciu lat; 47% Ukraińców za zwycięstwo uznaje powrót do granic ze stycznia 2014 r., zaś dla 31% jest ono równoznaczne z rozbiciem armii przeciwnika i wywołaniem rozpadu Federacji Rosyjskiej. Zaledwie 10% pytanych jest skłonnych do przyjęcia pokoju z uznaniem granic z 23 lutego 2022 r. lub z oddaniem Rosji części terytoriów zajętych po wybuchu wojny.

Komentarz

•  W ostatnich tygodniach siły rosyjskie spowolniły tempo działań na wszystkich kierunkach, ograniczając liczbę atakowanych celów. Choć nadal podejmują więcej prób natarcia na dobę niż w okresie styczeń–luty, to duża część z nich ma charakter sondowania pozycji obrońców, a nie prób ich przełamania. Po osiągnięciu okrążenia operacyjnego Bachmutu i Awdijiwki (wszystkie drogi zaopatrzenia obu miast są w zasięgu rosyjskiej artylerii) najeźdźcy konsekwentnie nie dążą do fizycznego odcięcia broniących się w nich żołnierzy. Nieprzerwanie trwa natarcie agresora w Bachmucie, prowadzone przez najemników z Grupy Wagnera zaopatrywanych przez armię rosyjską oraz wspieranych przez artylerię i lotnictwo. Kwestią otwartą pozostaje, w jakim stopniu obecne spowolnienie działań spowodowane jest wyczerpaniem sił i stratami poniesionymi w walkach, a w jakim stanowi konsekwencję osiągnięcia wyznaczonych w styczniu–lutym celów taktycznych i przygotowania wojsk do kolejnej fazy operacji.

•  Ponowienie przez ministra Pistoriusa zapowiedzi nieprzekazywania Ukrainie większej liczby niemieckich czołgów – zwłaszcza w sytuacji, gdy wszystkie ofiarujące leopardy państwa są uzależnione od niemieckich dostaw części zamiennych – sprawia, że maszyn tych nie można postrzegać jako wsparcie mogące długofalowo wpłynąć na zwiększenie możliwości ofensywnych armii ukraińskiej. Odrębny problem stanowi różnorodność przekazanych wersji leopardów 2 (tylko „polski” batalion będzie miał jednolite wyposażenie) i fakt, że cztery z sześciu deklarowanych batalionów z założenia mają mieć niepełne stany (z deklaracji Pistoriusa wynika, że każdy z nich będzie miał 25 maszyn Leopard 1), a przy tym mają być wyposażone w czołgi stare, nieodpowiadające wymogom współczesnego pola walki. Ich analogów T-62 Rosjanie używają jako punktów wsparcia ogniowego piechoty (sprawdziły się w tym zastosowaniu w poprzednich konfliktach), natomiast nie uczestniczą one w regularnych działaniach pancernych.

osw.waw.pl

W niedzielę wieczorem rosyjski bloger i "korespondent wojenny" Władlen Tatarski (Maksim Fomin), znany jako gorący orędownik wojny przeciwko Ukrainie, został zabity podczas spotkania autorskiego, odbywającego się w jednej z petersburskich kawiarni. Tatarskiego zabiła bomba, a rosyjskie władze natychmiast oskarżyły o zamach stronę ukraińską. Prezydencki urzędnik z Kijowa Mychajło Podolak wskazał natomiast, że śmierć prominentnego blogera to przejaw narastającego konfliktu wewnątrz rosyjskich grup interesów.

ISW zwraca uwagę, że wybór miejsca – powiązanego z Prigożynem – mógł był celowy. Think tank przytacza również opinię samego Prigożyna, wygłoszoną po zamachu. Powiedział on, że "nie winiłby kijowskiego reżimu" za zabójstwo Fomina oraz Darii Duginy, córki rosyjskiego ultranacjonalistycznego ideologa Aleksandra Dugina; doszło do niego w ubiegłym roku. Jak pisze ISW, według Prigożyna za zabójstwem mogła stać grupa radykałów, niepowiązana z Kijowem.

Władze Rosji nazywają Fomina dziennikarzem i korespondentem wojennym. ISW klasyfikuje go jako członka wpływowej grupy tzw. blogerów wojennych czy "Z-blogerów", którzy regularnie odwiedzają front, mają powiązania ze strukturami siłowymi, aktywnie popierają wojnę i nie zawsze pozytywnie oceniają rosyjskie władze, zwłaszcza jeśli chodzi o sposób prowadzenia wojny.

Fomin pochodził spod Doniecka, a według mediów w przeszłości był skazany za przestępstwo i siedział w więzieniu. Stanął po stronie Rosji na początku wojny w Donbasie w 2014 roku, m.in. miał walczyć na froncie w nielegalnych formacjach, walczących z Kijowem. Jego kanał na Telegramie ma około pół miliona abonentów, a on sam wyrósł na prominentną postać w kręgach nacjonalistycznych i prowojennych.

Podczas spotkania na Kremlu z okazji ogłoszenia nielegalnej aneksji czterech okupowanych regionów Ukrainy we wrześniu 2022 roku "zasłynął" wypowiedzią: "wszystkich pokonamy, wszystkich zabijemy, wszystkich ograbimy; wszystko będzie tak, jak lubimy". ISW zaznacza jednak, że pomimo dużej popularności, Fomin nie wyróżniał się szczególnie na tle innych blogerów wojennych. Jego zabójstwo, wskazuje ISW, to pierwszy głośny zamach na wpływowego blogera od początku rosyjskiej inwazji w lutym ub.r.

"Ta kadra blogerów wojennych nie tylko przemawia, ale reprezentuje grupę krytyczną dla wojny Putina. ISW od dawna ocenia, że pełniona przez nich rola jest kluczowym czynnikiem wyjaśniającym zaskakujący poziom tolerancji ze strony Putina. Zamach może być dowodem na to, że tolerancja Putina słabnie, ale może również być spowodowana bliskimi kontaktami Fomina z Prigożynem" – pisze think tank.

PAP

niedziela, 2 kwietnia 2023


Bitwa o Awdijiwkę rozpoczęła się na tle niezdolności sił rosyjskich do okrążenia Bachmutu. W marcu ukraińskie rezerwy zostały przerzucone w pobliże miasta i były w stanie obronić szeroki na trzy kilometry korytarz łączący je z resztą kraju. Walki w samym Bachmucie mocno jednak absorbują Siły Zbrojne Ukrainy i zaczynają zbierać swoje żniwo.

Przesunięcie rezerw spowodowało, że Ukrainie brakuje obecnie sił na innych kierunkach. W efekcie ukraińskie dowództwo nie było w stanie zapobiec dokonaniu przez Rosjan przełomu na północnych przedmieściach Doniecka — wokół Awdijiwki. Siły Zbrojne Ukrainy mają tam te same problemy, co w Bachmucie.

Awdijiwka znajduje się w prawie pełnym okrążeniu, co nie pozwala Ukraińcom na rozmieszczenie artylerii i — co ważniejsze — obrony przeciwlotniczej do jej obrony. Jest to o tyle ważne, że dla rosyjskich dowódców bitwa o to miasto jest prototypem przyszłych ofensyw, które zamierzają prowadzić w Ukrainie.

Awdijiwka przylega bezpośrednio do północnej części Doniecka. Przed wojną mieszkało tu około 35 tys. osób, czyli połowa tego, co w Bachmucie. Na południowy zachód od Awdijiwki znajduje się donieckie lotnisko, które było jednym z głównych punktów wojny w latach 2014-15. Połowę terytorium miasta zajmują fabryki chemiczne i metalurgiczne, w których Siły Zbrojne Ukrainy postawiły swoje fortyfikacje.

Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na pełną skalę w 2022 r., obrona Awdijiwki z powodzeniem wytrzymała pierwsze słabe próby szturmu. Do jesieni wojska rosyjskie zdołały jednak zająć tereny na południowym zachodzie (od pasa startowego lotniska w Doniecku) i na północnym wschodzie (wzdłuż autostrady Donieck-Sławiańsk).

Już w 2022 r. stwarzało to zagrożenie okrążenia Awdijiwki, ale nigdy się ono nie zmaterializowało: armii rosyjskiej brakowało siły, więc ukraińskie jednostki nie tylko utrzymały większość swoich pozycji w Donbasie, ale i rozpoczęły kontrofensywę w obwodach chersońskim i charkowskim.

W styczniu 2023 r. armia rosyjska, po mobilizacji, ponownie przeszła do ofensywy. W jej skład weszły nowe jednostki (z reguły osobne pułki) sformowane ze zmobilizowanych ludzi. Jednostki te przekazywane są jako wzmocnienie i uzupełnienie starych formacji samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej, które od jesieni (po tzw. referendach akcesyjnych) oficjalnie weszły w skład Sił Zbrojnych Rosji.

Formacje te, które na początku wojny poniosły ciężkie straty, znów są w stanie posuwać się naprzód — i nie odczuwają dotkliwego braku personelu. Jednak użycie zmobilizowanych w pierwszej linii ataku często prowadzi do niepowodzeń i ciężkich strat. Tak było zapewne na początku nowej rosyjskiej ofensywy na Awdijiwkę.

Mimo to w marcu rosyjskim siłom zbrojnym udało się przełamać umocnienia na północny zachód od Awdijiwki (to wiadomo na pewno) i — według źródeł ukraińskich — zająć Krasnohoriwkę, którą bezskutecznie szturmowali przez ostatni rok. W poprzednim tygodniu wojska rosyjskie zajęły też inną wieś — Nowobachmutiwkę leżącą na północ od Krasinohoriwki, unikając błędów popełnionych miesiąc wcześniej w ataku na Wuhłedar.

Tam piechota morska Floty Pacyfiku była w stanie przebić się wąskim klinem do samego miasta, ale na flankach tej ofensywy inne jednostki Wschodniego Okręgu Wojskowego nie były w stanie przełamać obrony Sił Zbrojnych Ukrainy. W rezultacie żołnierze piechoty morskiej zostali odparci i wstrzymali ofensywę. Z kolei zdobycie Nowobachmutiwki wzmacnia flankę grupy nacierającej z Krasinohoriwki na zachód.

Jednak ofensywa przeciwko tej grupie – z donieckiego lotniska na południowym wschodzie – nie rozwija się dla Federacji Rosyjskiej tak pomyślnie. Wojska rosyjskie są zatrzymywane przez ukraiński ogień artyleryjski.

Rosyjskie i zachodnie źródła twierdzą, że po zdobyciu Krasnohoriwki rosyjskie siły były w stanie całkowicie odciąć Awdijiwkę od głównych sił ukraińskich na północy. Od kilku tygodni nie udało się jednak oficjalnie potwierdzić tego faktu (podobnie jak faktu zdobycia Krasnohoriwki). To nietypowe dla obecnej wojny, w której obie strony cały czas publikują dowody własnych sukcesów: od udanych ofensyw i zdobycia miejscowości po udane uderzenia na jednostki wroga.

Tym samym postępy najemników z Grupy Wagnera pod Bachmutem można oceniać nie tylko na podstawie nagrań wideo wykonanych przez najemników i dziennikarzy powiązanych z Jewgienijem Prigożynem, ale także na podstawie nagrań wideo wykonanych przez ukraińskie drony.

Z terenu na północ od Awdijiwki nie ma w ostatnich tygodniach w ogóle dowodów w postaci wideo czy zdjęć. Obie strony zabroniły swoim korespondentom wojennym i wolontariuszom odwiedzania tego terenu.

Niemniej to, co można powiedzieć na pewno, to że ukraińskie siły zbrojne w rejonie Awdijiwki znajdują się w poważnym kryzysie, choć nie ma jeszcze bezpośredniego zagrożenia okrążeniem.

Nawet w najgorszym dla Ukrainy przypadku (jeśli potwierdzony zostanie przełom rosyjskich sił na zachód od Krasnohoriwki), wojska rosyjskie będą musiały pokonać strefę obronną głęboką na około 10 km, by całkowicie okrążyć ukraińskie zgrupowanie. Biorąc pod uwagę standardy wojny rosyjsko-ukraińskiej, gdzie strona nacierająca posuwa się często o kilkadziesiąt metrów dziennie, to bardzo dużo.

Oczywistym celem ofensywy jest zdobycie umocnionego rejonu Awdijiwka, co mogłoby być prologiem do ofensywy na całym froncie w środkowym Donbasie. Nie wydaje się to na razie realną perspektywą: siły rosyjskie już od roku nie wykazują zdolności do przełamania obrony wroga o głębokości kilkudziesięciu kilometrów.

Nawet jednak bez decydującego sukcesu rosyjskie siły zbrojne mogą odnieść korzyści ze swoich ataków w Donbasie.

Rozpoczęta w styczniu ofensywa wojsk rosyjskich prowadzona jest w formie szeregu niezwiązanych ze sobą operacji na różnych kierunkach. Taka forma ma oczywiste wady — Rosjanom zabrakło sił, by dokonać decydującego przełomu w dowolnym miejscu. Takie podejście ma też jednak zaletę — lokalne kryzysy na różnych frontach zmuszają przeciwnika do "rozciągnięcia" swoich rezerw.

Przykładowo siły rosyjskie posunęły się najdalej w rejonie Bachmutu, ale do połowy marca próby okrążenia miasta przez najemników z Grupy Wagnera zakończyły się niepowodzeniem. Ukraińskie siły zbrojne przerzuciły tam jednak kilka brygad (łącznie ponad 10 tys. ludzi).

Również w styczniu i lutym ukraińskie dowództwo musiało przesunąć siły do Wuhłedaru, aby powstrzymać rosyjską ofensywę na to miasto. W marcu rosyjskie siły zbrojne rozpoczęły kolejną ofensywę — na Awdijiwkę.

Teraz dowództwo Sił Zbrojnych Ukrainy musi zdecydować, ile rezerw rzucić, by odeprzeć ten atak.

Nie może po prostu zostawić Awdijiwki. W przeciwieństwie do Bachmutu, za którym jest druga linia obrony, północne przedmieście Doniecka jest fundamentem całego ukraińskiego frontu w centralnym Donbasie. Być może rosyjskie dowództwo liczy na to, że rezerwy Sił Zbrojnych Ukrainy w samym Donbasie zostały już wyczerpane i Ukraina będzie musiała sięgnąć do swojej "skrzynki" z rezerwą nie do ruszenia — czyli z jednostkami, które są przygotowywane do przyszłej dużej ofensywy na pozycje rosyjskie.

W każdym razie siły ukraińskie broniąc Awdijiwki napotkają bardzo niekorzystne okoliczności. Po pierwsze, podobnie jak w ostatnich miesiącach w Bachmucie, Awdijiwka jest w połowie okrążona, co oznacza, że dostarczenie zaopatrzenia i rozmieszczenie niezbędnych posiłków (artylerii, obrony przeciwlotniczej, sprzętu rozpoznawczego i wojny elektronicznej) jest niezwykle trudne: oddziały broniące miasta po prostu nie mają normalnego, bezpiecznego zaplecza.

Ponadto rosyjskie siły zbrojne atakując miasto, zastosowały nową taktykę: Awdijiwka i okolice od kilku tygodni poddawane są systematycznemu i codziennemu bombardowaniu z powietrza.

Tym samym kierunek Awdijiwka stał się pierwszym od roku, w którym rosyjskie lotnictwo było w stanie przeprowadzić systematyczne uderzenia. To od razu pokazało, jakie zagrożenie dla Sił Zbrojnych Ukrainy stanowi rosyjska przewaga w powietrzu. Stan miasta (i schronów wojsk ukraińskich) gwałtownie się pogarsza, a dostarczanie sił na pozycje jest coraz trudniejsze.

Na początku inwazji rosyjskie lotnictwo podejmowało próby, ale nie udało mu się całkowicie stłumić ukraińskiej obrony powietrznej i zniszczyć samolotów Sił Zbrojnych Ukrainy. Rosyjskie dowództwo przeliczyło się, wyznaczając swojemu lotnictwu zbyt wiele zadań: od uderzeń na ukraińskie obiekty łączności i przemysłu wojskowego po bezpośrednie wsparcie nacierających wojsk.

W efekcie na początku marca 2022 r. rosyjskie lotnictwo podjęło próbę uderzenia w cele znajdujące się głęboko w ukraińskiej obronie i w ciągu kilku dni straciło kilkanaście samolotów.

Potem aktywność rosyjskich sił powietrznych szybko zeszła na dalszy plan. Nie dotyczy to lotnictwa wojskowego — śmigłowców i samolotów szturmowych — które nadal wykonywały zadania w ramach bezpośredniego wsparcia wojsk. Jednak i one nie działały jednak w sposób najbardziej efektywny.

Samoloty i śmigłowce uderzają głównie niekierowanymi pociskami rakietowymi (z powodu braku broni precyzyjnej), a do tego latają na niskich wysokościach — by uniknąć przenośnych systemów obrony powietrznej (MANPADS), masowo wysyłanych do Ukrainy przez państwa zachodnie — i starają się nie zbliżać do linii frontu.

Uderzenia są przeprowadzane "z lotu ptaka": śmigłowiec lub samolot unosi nos i wystrzeliwuje pociski na dużą odległość. Takie uderzenia przypominają ostrzał z wielokrotnych wyrzutni rakietowych, czyli nadają się głównie do osłaniania dużych i słabo bronionych celów na linii frontu.

Taka taktyka nie nadaje się do niszczenia umocnień, czyli okopów, betonowych punktów ostrzału, schronów w domach i piwnicach — podstawy ukraińskiej obrony w Donbasie. Nawiasem mówiąc, w ten sam sposób działa również niewielkie lotnictwo armii ukraińskiej.

Większość rosyjskiego lotnictwa, w tym setki nowoczesnych samolotów (Su-35, Su-30, Su-34), prawie nie bierze udziału w misjach uderzeniowych. Istnieją tylko pojedyncze wyjątki.

Przykładowo lotnictwo zostało aktywnie wykorzystane podczas szturmu Mariupola, gdzie siły ukraińskie zostały otoczone i szybko utraciły obronę powietrzną zdolną do atakowania samolotów na średnich wysokościach (powyżej czterech—pięciu kilometrów, gdzie nie docierają MANPAD-y). Tam samoloty sił powietrznych mogły wykorzystać swoje najpowszechniejsze uzbrojenie — bomby wolnospadające.

Do ich dokładnego i skutecznego użycia wykorzystuje się elektroniczne systemy naprowadzania. Aby zadziałały, samolot musi znajdować się na średniej wysokości i mieć czas na wyjście z odpowiednią prędkością i z właściwego kierunku do wyliczonego przez komputer punktu zrzutu.

Przy aktywnym przeciwdziałaniu obrony powietrznej takie użycie broni jest niezwykle trudne. Próbom takiego wykorzystania lotnictwa w innych miejscach towarzyszyły straty, choć przynosiły one różne rezultaty: w rejonie Chersonia uderzenia na nacierające jednostki ukraińskie były bardziej skuteczne niż w rejonie Charkowa.

Lotnictwo rosyjskie próbowało różnych sztuczek, by zadać Ukrainie straty i uniknąć własnych. Przykładowo jesienią wykorzystywało nowoczesne myśliwce i bombowce do bombardowania z niskiej wysokości z użyciem bomb opóźniających (spadochronowych), ale celność w tym przypadku jest znacznie niższa.

Ponadto siły powietrzne sporadycznie próbowały atakować za pomocą kierowanych pocisków precyzyjnych i bomb, ale są one w armii rosyjskiej wyraźnie niewystarczające do systematycznego osłabiania przeciwnika.

Począwszy od października, gdy dowódca rosyjskich sił powietrznych generał Siergiej Surowikin został wyznaczony do kierowania tzw. operacją specjalną w Ukrainie, armia rosyjska rozpoczęła długą kampanię mającą na celu przywrócenie inicjatywy rosyjskiego lotnictwa.

Rosyjskie siły zbrojne zainscenizowały "strategiczną kampanię bombową" przeciwko infrastrukturze energetycznej Ukrainy. Jej głównym celem, jak uważają zachodni eksperci lotnictwa, jest osłabienie obrony powietrznej Ukrainy.

Wcześniej jej siły zbrojne nie osłaniały obiektów na swoim terytorium, lecz stosowały "taktykę zasadzki" — systemy obrony powietrznej były kierowane danymi wywiadowczymi, czekały na zbliżanie się rosyjskich samolotów z wyłączonymi radarami i włączały je dopiero wtedy, gdy przeciwnik zbliżał się do linii frontu. Taktyka ta zadawała maksymalne straty rosyjskim samolotom i pozwalała obronie przeciwlotniczej Ukrainy uniknąć własnych strat.

Po rozpoczęciu "bombardowań strategicznych" z użyciem dronów kamikadze i pocisków manewrujących, Siły Zbrojne Ukrainy zmuszone były odciągnąć znaczną część swojej obrony powietrznej od linii frontu, by wykorzystać ją do osłony obiektów infrastrukturalnych.

Ponadto obrona powietrzna Ukrainy została zmuszona do marnowania deficytowej amunicji nie na froncie, lecz w pewnej odległości od niego. W takiej sytuacji wzrosło ryzyko, że armia ukraińska nie będzie w stanie jednocześnie osłaniać zarówno obiektów strategicznych wewnątrz kraju, jak i frontu. Na tej podstawie zachodni eksperci już zimą doszli do wniosku, że na pole walki może wrócić rosyjskie lotnictwo.

W każdym zmasowanym ataku na infrastrukturę rosyjskie siły zbrojne wykorzystywały nie tylko pociski manewrujące i drony, ale także samoloty uzbrojone w rakiety powietrze—powietrze dalekiego zasięgu i pociski przeciwradarowe zdolne do naprowadzania na radary obrony powietrznej, które wchodzą teraz w skład każdego masowego ataku na infrastrukturę.

Tak więc 27 marca, według rosyjskiego Ministerstwa Obrony i innych rosyjskich źródeł, pocisk przeciwradarowy w rejonie Chersonia zniszczył radar S-300 ukraińskiego systemu obrony powietrznej (informacji tej nie udało się zweryfikować). Ponadto (i o tym już informowały źródła ukraińskie) zestrzelono odrzutowiec Sił Zbrojnych Ukrainy Su-27, którego pilot zginął.

Zachód, po rozpoczęciu rosyjskich bombardowań strategicznych, zaczął rozbudowywać siły obrony powietrznej Ukrainy. Same kraje NATO (poza USA) nie mają jednak dużych zapasów obrony przeciwlotniczej, a także niemal wyczerpały zapasy rakiet do radzieckich systemów będących w służbie ukraińskich wojsk. Wydaje się więc, że rosyjscy dowódcy mają zamiar uszczuplić obronę powietrzną Ukrainy szybciej, niż Zachód zdoła ją uzupełnić.

Ponadto rosyjskie siły powietrzne (według źródeł Kremla) aktywnie walczyły z niedoborem broni precyzyjnej. Podobno wykorzystały ten sam sposób, w jaki kiedyś Stany Zjednoczone rozwiązały problem nadmiaru "konwencjonalnych" bomb, które postanowili przerobić na pociski "inteligentne".

Od lat 90. amerykańskie siły powietrzne używają uniwersalnego zestawu Joint Direct Attack Munition (JDAM), który wyposaża konwencjonalne bomby w systemy celownicze z korekcją GPS i skrzydła umożliwiające precyzyjny lot na odległość kilkudziesięciu kilometrów.

Te same rosyjskie źródła podają, że obecnie wyprodukowano podobny system celowniczy z koordynatami GLONASS dla rosyjskich bomb (o nazwie Unified Planning and Correction Module — UPMK). Według jednego z kanałów na Telegramie, którego twórca zbliżony jest do sił powietrznych Rosji, takie zestawy są obecnie w masowym użyciu.

Nie jest jeszcze możliwe zweryfikowanie tego twierdzenia. Wiadomo jedynie, że pozostałości UMPK odkryto po zmasowanym nalocie rosyjskich samolotów (pierwszym od dłuższego czasu) na obwód sumski 24 marca.

Awdijiwka stała się głównym poligonem dla nowej taktyki sił powietrznych. Rosyjskie — i ukraińskie — kanały na Telegramie (a także rosyjskie Ministerstwo Obrony) codziennie publikują filmy z potężnymi eksplozjami w mieście i jego okolicach. W samej Awdijiwce mer pokazuje zniszczenia na dużą skalę, wyraźnie spowodowane bombami lotniczymi dużego kalibru, a także przepowiada los miasta na wzór innego przedmieścia Doniecka — Marjinki — które zostało zrównane z ziemią.

Ponieważ Awdijiwka jest w połowie okrążona i nie ma bezpiecznych tyłów, Siłom Zbrojnym Ukrainy bardzo trudno jest bronić jej systemami obrony przeciwlotniczej: nie mogą ich zbliżyć do frontu, a rosyjskie lotnictwo, jeśli rzeczywiście jest wyposażone w zestawy UMPK i działają one dobrze, ma możliwość zaatakowania miasta z dużej odległości.

onet.pl/Meduza

sobota, 1 kwietnia 2023


Prezydent Rosji Władimir Putin zatwierdził 31 marca nową koncepcję rosyjskiej polityki zagranicznej, która prawdopodobnie ma na celu wsparcie prób Kremla promowania potencjalnej antyzachodniej koalicji. Nowa koncepcja polityki zagranicznej przedstawia Zachód jako siłę antyrosyjską i destabilizującą na arenie międzynarodowej w znacznie większym stopniu niż poprzednia koncepcja polityki zagranicznej Rosji z 2016 r. i wyraźnie stwierdza, że ​​Stany Zjednoczone i ich „satelity” rozpętały wojnę hybrydową mającą na celu osłabienie Rosji. Nowy dokument mocno podkreśla rosyjski cel stworzenia wielobiegunowego ładu światowego i podporządkowuje temu celowi szerokie cele polityki zagranicznej Rosji, w tym zakończenie rzekomej dominacji Stanów Zjednoczonych w sprawach światowych. W dokumencie stwierdza się, że większość ludzkości jest zainteresowana konstruktywnymi stosunkami z Rosją i że pożądany świat wielobiegunowy da szanse niezachodnim mocarstwom światowym i krajom wiodącym w regionie. Putin wcześniej wykorzystywał spotkania z chińskim prezydentem Xi Jinpingiem w dniach 20-22 marca do nasilenia prób retorycznego mobilizowania reszty świata przeciwko Zachodowi, a nowy dokument prawdopodobnie ma na celu wsparcie prób Kremla zintensyfikowania propozycji dla krajów niezaangażowanych krajów do utworzenia bardziej spójnego antyzachodniego bloku. ISW oceniło, że propozycja Putina utworzenia antyzachodniego bloku podczas wizyty Xi w Moskwie nie spotkała się z pozytywnym przyjęciem, ponieważ Xi odmówił sprzymierzenia się Chin z przewidywanym przez Putina geopolitycznym konfliktem z Zachodem. Spadająca potęga gospodarcza Rosji i zdegradowany wysiłek militarny na Ukrainie nadal nie stanowią zachęty dla /innych/ krajów do wyrażenia poważnego zainteresowania propozycją. Kreml prawdopodobnie zdecydował się na publikację nowej Koncepcji Polityki Zagranicznej w przededniu objęcia przewodnictwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, aby określić warunki informacyjne dla przyszłych działań retorycznych w ONZ, zmierzających do utworzenia antyzachodniej koalicji. ISW wcześniej oceniało, że Rosja prawdopodobnie wykorzysta swoją prezydencję w Radzie Bezpieczeństwa ONZ jako metodę projekcji rosyjskiej siły.

understandingwar.org

Siły rosyjskie osiągnęły centrum Bachmutu, o które toczą się zacięte walki. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego po kolejnych nieudanych próbach przełamania obrony na północny wschód i południe od Czasiw Jaru agresor miał się skupić na zajęciu miasta Orichowo-Wasyliwka na południe od autostrady M03 do Słowiańska. W ostatnich dniach ma być ona jedynym miejscem najeźdźczych ataków w okolicach Bachmutu poza miastem. Rosjanie nie uzyskali także znaczących postępów w rejonie Awdijiwki oraz w łuku na zachód od Doniecka. Ponawiane przez nich natarcia pomiędzy Kreminną a Siewierskiem oraz na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego obrońcy postrzegają jako próby rozpoznania bojem, a nie rzeczywiste działania w celu przełamania ukraińskich linii obrony. Po kilku dniach spowolnienia działań ponownie miała wzrosnąć częstotliwość ataków agresora – z poziomu 60 na dobę w okresie 27–29 marca do ponad 80 w dniu 30 marca. Jedna trzecia z nich miała miejsce w rejonie Bachmutu (w poprzednich tygodniach na miasto i jego okolice przypadała prawie połowa łącznej liczby ataków).

27 i 30 marca Rosjanie przeprowadzili ograniczone ataki z użyciem dronów kamikadze Shahed-136/131. W pierwszym z nich obrońcy mieli zestrzelić 14 z 15 atakujących bezzałogowców, a o zniszczeniach przez nie spowodowanych donoszono z Dniepru i Kijowa (według administracji wojskowej stolicy miały ich dokonać spadające szczątki zneutralizowanych maszyn). W drugim obrońcy deklarowali zestrzelenie 9 z 10 dronów, nie podano natomiast żadnej informacji o skutkach ataku. Głównym celem ataków rakietowych agresora był obwód charkowski, m.in. Bogoduchów i Drużkiwka. Nocą z 30 na 31 marca na Charków miało spaść łącznie dziewięć wrogich rakiet. Tej samej nocy atak rakietowy przeprowadzono też na Zaporoże i jego obrzeża. Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuowały ostrzał i bombardowanie wzdłuż linii styczności i w rejonach przygranicznych. Po ubiegłotygodniowej przerwie agresor wznowił codzienny ostrzał rejonu Oczakowa. Permanentnym celem najeźdźczego ostrzału pozostaje Chersoń wraz z okolicznymi miejscowościami. 29 marca Ukraińcy ostrzelali Melitopol.

29 marca w wywiadzie dla Associated Press prezydent Wołodymyr Zełenski, opisując ukraińskie plany militarne, po raz pierwszy od wielu miesięcy odszedł od zapowiedzi wiosennej kontrofensywy. Ukraina miałaby osiągnąć zwycięstwo nad Rosją dzięki serii „małych zwycięstw” i „małych kroków”. Tego samego dnia sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksij Daniłow stwierdził, że kontrofensywa nie jest limitowana czasem i nie należy jej traktować jako ostatniej szansy na zwycięstwo, po której zaprzepaszczeniu jedynym rozwiązaniem miałyby być negocjacje z agresorem. Dobę później tezę tę powtórzył w wywiadzie dla „Financial Times” minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba.

29 marca minister obrony Ołeksij Reznikow w wywiadzie dla estońskich mediów na pytanie, kiedy na front trafią przekazane przez sojuszników leopardy, odpowiedział, że w kwietniu–maju. Dodał: „zobaczycie je w kontrataku zgodnie z decyzją naszego Sztabu Generalnego”. Podkreślił, że plany kontrataku powstają dla kilku kierunków, a wybór jego czasu i miejsca zależy od momentu, który wojskowi uznają za najbardziej odpowiedni, oraz od warunków pogodowych. Zaznaczył, że „wiosną nasza ziemia jest bardzo mokra” i można używać tylko sprzętu gąsienicowego.

30 marca rzecznik Pentagonu generał Patrick Ryder oznajmił, że 65 ukraińskich żołnierzy zakończyło podstawowe szkolenie w zakresie obsługi systemów Patriot i wyruszyło do Europy, aby je kontynuować z uzbrojeniem, z którym następnie powróci na Ukrainę. Finalizowane ma być również szkolenie ponad 4 tys. ukraińskich wojskowych mających stanowić personel dwóch brygad wyposażonych w bojowe wozy piechoty Bradley i kołowe transportery opancerzone Stryker. Według Rydera w kilku krajach partnerskich szkoli się obecnie łącznie 11 tys. ukraińskich żołnierzy, a w ich szkoleniu uczestniczą instruktorzy z 26 państw.

30 marca Niemcy oficjalnie potwierdziły przekazanie Ukrainie 18 czołgów Leopard 2A6 i 40 bojowych wozów piechoty Marder wraz z amunicją do nich. W najnowszym pakiecie wsparcia znalazły się ponadto dwa wozy zabezpieczenia technicznego Bergepanzer 3 i dwa wozy WiSENT 1 z pługami przeciwminowymi (oba typy na bazie czołgu Leopard 2). Dwa dni wcześniej o przekazaniu trzech leopardów 2A6 poinformowało Ministerstwo Obrony Portugalii. 29 marca brytyjski minister obrony Ben Wallace potwierdził przybycie na Ukrainę pierwszych czołgów Challenger 2, lecz zaznaczył, że w celu ich efektywnego wykorzystania żołnierze ukraińscy muszą przejść dodatkowe szkolenie. Tego samego dnia szefowa hiszpańskiego resortu obrony Margarita Robles zapowiedziała, że pierwsze sześć czołgów Leopard 2A4 (z planowanych 10) zostanie przekazanych Kijowowi po Wielkanocy. Z kolei Czechy potwierdziły wysłanie na Ukrainę 15 zestawów do zwalczania dronów MR-2 Viktor (sprzężony karabin maszynowy KPWT 14,5 mm zamontowany na samochodzie terenowym Toyota).

30 marca macedońskie media podały, że rząd w Skopje podjął decyzję o dostarczeniu Kijowowi śmigłowców bojowych Mi-24W. Z wcześniejszych przekazów wynika, że Macedonia Północna dysponuje 12 maszynami tego typu (kupionymi w 2001 r. od Ukrainy), przy czym w służbie pozostają dwie z sześciu, które w poprzedniej dekadzie przeszły ograniczoną modernizację. Dzień wcześniej minister obrony Chorwacji Mario Banožić oświadczył, że rząd w Zagrzebiu przygotowuje przekazanie Ukrainie 14 śmigłowców transportowych Mi-8. 30 marca przebywająca w Bratysławie deputowana ukraińskiej Rady Najwyższej Ołena Kondratiuk poinformowała, że pierwsze cztery otrzymane od Słowacji myśliwce MiG-29 strzegą nieba nad Charkowem.

28 marca szef francuskiego resortu obrony Sébastien Lecornu zapowiedział zwiększenie z końcem marca dostaw na Ukrainę amunicji artyleryjskiej 155 mm do 2 tys. pocisków na miesiąc. Tego samego dnia jego słowacki odpowiednik Jaroslav Naď oznajmił, że Słowacja może zwiększyć produkcję amunicji 155 mm do 100 tys. pocisków rocznie, a w przypadku dofinansowania jej przez UE – do 150 tys. Obecnie wytwarza rocznie 30 tys. sztuk amunicji 155 mm.

Dzień później występujący przed amerykańskim Senatem przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów generał Mark Milley oświadczył, że Pentagon szacuje straty rosyjskie na „znacznie ponad” 200 tys. zabitych, rannych i zaginionych. Powołując się na to samo źródło, minister obrony Wielkiej Brytanii Ben Wallace podał, że od początku wojny zginęło bądź zostało rannych 220 tys. Rosjan. Tego samego dnia ukraiński Sztab Generalny informował, że od 24 lutego 2022 r. zabito 172 340 żołnierzy agresora.

Również 29 marca minister finansów Serhij Marczenko stwierdził, że głównym zadaniem Ukrainy jest obecnie stworzenie warunków do finansowania wydatków wojskowych. Zaznaczył, że wpływy do budżetu państwa wynoszą aktualnie 80 mld hrywien miesięcznie, a na prowadzenie działań wojennych wydaje się 130 mld hrywien miesięcznie. Według planów budżetowych na 2023 r. Ukraina miała samodzielnie pokrywać połowę planowanych kosztów prowadzenia wojny – drugą miało stanowić wsparcie zewnętrze.

30 kwietnia prezydent Władimir Putin podpisał dekret o organizacji poboru wiosennego w 2023 r. Ma on trwać od 1 kwietnia do 15 lipca (dwa tygodnie dłużej niż kampanie poboru organizowane przed wybuchem wojny). Zakłada się powołanie do zasadniczej służby wojskowej 147 tys. Rosjan w wieku od 18 do 27 lat. Wyższa liczba powoływanych (wiosną 2022 r. było ich 134,5 tys., a jesienią – 120 tys.) wynika z planu zwiększenia liczebności Sił Zbrojnych FR (docelowo do 1,5 mln). Według rosyjskiego Sztabu Generalnego żaden z poborowych nie zostanie skierowany do strefy tzw. specjalnej operacji wojskowej.

W ocenie ukraińskiego Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony szeroko zapowiadana ofensywa zimowa nie przyniosła wrogowi żadnych istotnych sukcesów, a armia agresora jest niezdolna do prowadzenia operacji ofensywnych o znaczeniu strategicznym. Pomimo to przy utrzymaniu aktualnej intensywności walk może ona prowadzić wojnę w 2023, a nawet w 2024 r. Według ukraińskiego wywiadu znaczny wpływ na potencjał bojowy przeciwnika mają zachodnie sankcje, które skutecznie ograniczają możliwości produkcyjne rosyjskiej zbrojeniówki. Świadczy o tym wysyłanie na front przestarzałego sprzętu sowieckiego (np. czołgów T-62 lub T-54), a także dążenia do maksymalnego wykorzystania możliwości przemysłu białoruskiego oraz pozyskania uzbrojenia z zagranicy, w pierwszej kolejności z Iranu.

John Kirby, rzecznik amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, stwierdził, że wsparcie wojskowe przekazane przez USA jest wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem, a nadużycia mają charakter marginalny. Podobne oświadczenie wydała Amerykańska Agencja ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID), odpowiadająca za dystrybucję pomocy cywilnej.

31 marca Alaksandr Łukaszenka w dorocznym orędziu do narodu i parlamentu oskarżył Polskę o rozbudowę sił zbrojnych wykraczającą poza potrzeby obronne. „Masowe” zakupy sprzętu wojskowego w Korei Południowej i Stanach Zjednoczonych są w jego ocenie częścią amerykańskiego planu destabilizacji wewnętrznej Białorusi, a nawet, w skrajnym wypadku, napaści zbrojnej ze strony polskiej armii przy wsparciu kontyngentu amerykańskiego. Łukaszenka ujawnił jakoby pozyskane przez KGB fragmenty „niepublicznych” wystąpień zachodnich generałów i ministra obrony RP Mariusza Błaszczaka, który ponoć pod koniec ub.r. rozważał otwarcie przez NATO „drugiego frontu” na Białorusi w razie braku wyraźnej przewagi Ukrainy. Rzekome narastające zagrożenie ze strony „agresywnego” Zachodu miało skłonić Łukaszenkę do podjęcia rozmów z Putinem o ponownym rozmieszczeniu broni jądrowej na terytorium RB, co ma być skuteczną gwarancją bezpieczeństwa. Łukaszenka przyznał przy tym, że wyprowadzenie głowic jądrowych z Białorusi w 1996 r. odbyło się wbrew jego woli, pod naciskiem ówczesnego prezydenta FR Borysa Jelcyna, obawiającego się reakcji Zachodu. Zasugerował również, że m.in. w Polsce formowane są z białoruskich „bandytów” na emigracji oddziały, których zadaniem będzie przejście granicy i zniszczenie „w odpowiednim momencie” Białorusi od środka. W ocenie Łukaszenki „zachodni kuratorzy” w swoich napastniczych planach traktują te formacje jako „mięso armatnie”.

Komentarz

W miarę zbliżania się wiosny Kijów zaczął łagodzić przekaz na temat zapowiadanej w ciągu ostatnich miesięcy kontrofensywy, uzależniając jej rozpoczęcie od realizacji sojuszniczych zapowiedzi dostaw ciężkiego uzbrojenia i podkreślając konieczność otrzymania zachodnich samolotów bojowych. Ostatnie wystąpienia – zwłaszcza Daniłowa i Kułeby – wskazują na rosnącą obawę, że niepowodzenie kontrofensywy może skutkować wzrostem presji na Kijów, aby rozpoczął negocjacje z agresorem, a także ograniczeniem wsparcia wojskowego.

W ostatnim tygodniu marca na Ukrainę zaczęło docierać ciężkie uzbrojenie, którego przekazanie partnerzy Kijowa zapowiedzieli w styczniu. Dostarczone dotychczas czołgi i bojowe wozy opancerzone nie pozwalają jednak na skompletowanie pełnych pododdziałów. „Polski” batalion czołgów Leopard 2A4 oczekuje na dostawy z Hiszpanii i zostanie najprawdopodobniej skompletowany w połowie kwietnia, z kolei mieszany batalion „niemiecki” (maszyny Leopard 2A6 i 2A5) na czołgi ze Szwecji będzie musiał poczekać najprawdopodobniej co najmniej do maja. Biorąc pod uwagę zapowiedziane przez szefa brytyjskiego resortu obrony dodatkowe szkolenie, należy uznać, że kompania na maszynach Challenger 2 gotowość do działania osiągnie najprawdopodobniej w maju. Zdecydowanie lepiej przedstawia się sytuacja w zakresie dostaw bojowych wozów opancerzonych, które Ukraina otrzymuje od razu z jednolicie wyposażonymi kompletami batalionowymi lub nawet w większej liczbie. Do kraju dotarły już niemieckie mardery, a w kwietniu powinny się tam znaleźć amerykańskie bradleye i strykery. Nadal nie wiadomo, kiedy Szwecja miałaby dostarczyć 50 obiecanych bojowych wozów piechoty CV90.

Po zakończeniu zgrywania pododdziałów (najwcześniej w maju) Ukraina będzie miała do dyspozycji łącznie 77 zachodnich czołgów (32 leopardy 2A4, 21 leopardów 2A6, 10 leopardów 2A5 i 14 challengerów 2), 149 bojowych wozów piechoty (109 bradleyów i 40 marderów), 90 kołowych transporterów opancerzonych Stryker i do 40 (według doniesień medialnych) opancerzonych samochodów rozpoznawczych z armatą 105 mm AMX-10RC (co najmniej część z nich dotarła już na Ukrainę). Jest to potencjał, który użyty w jednym czasie i miejscu umożliwia przełamanie rosyjskiej obrony i rozwinięcie zapowiadanej przez Kijów kontrofensywy. Największe zagrożenie dla jej powodzenia niesie jednak taki rozwój sytuacji na froncie, w którym dowództwo ukraińskie uzna za konieczne wykorzystanie zachodniego uzbrojenia do bieżącego ratowania jego najbardziej zagrożonych odcinków.

Zachodnie szacunki dotyczące strat agresora rozmijają się z przekazem ukraińskim. Z upublicznianych danych Pentagonu wynika, że nie rosną one w stopniu deklarowanym przez Kijów, a dysproporcje pomiędzy zabitymi i rannymi po obu stronach są nieznaczne. Na początku lutego Waszyngton oceniał łączne straty rosyjskie na 180–200 tys. ludzi, a ukraińskie – na ok. 100 tys. W połowie marca straty wśród najeźdźców miały przekroczyć 200 tys., a wśród obrońców – 120 tys. Znaczyłoby to, że w ciągu półtora miesiąca strony mogły stracić po ok. 20 tys. żołnierzy. Doniesienia amerykańskie negowali przedstawiciele władz ukraińskich (Daniłow i wiceminister obrony Hanna Malar). Utrzymywali oni, że na jednego zabitego obrońcę przypada 7–10 żołnierzy agresora. Według danych Pentagonu stosunek ten kształtuje się obecnie na poziomie 1 do 1,66 na korzyść Ukraińców.

osw.waw.pl

Poważniejsze walki w ciągu minionego tygodnia wydawały się toczyć głównie w rejonie Bachmutu i Awdijiwki. Oba te miasta w Donbasie są częściowo otoczone przez Rosjan, którzy bardzo chcieliby dokończyć dzieła i całkowicie je odciąć, a następnie zdobyć. Ukraińcy bronią się jednak ofiarnie. Oficjalny przekaz ukraińskiego dowództwa jest niezmiennie ten sam: wiemy, że ponosimy w takich walkach poważne straty, rozumiemy frustrację żołnierzy zaangażowanych w te bitwy, ale Rosjanie mają jeszcze większe problemy i ma to istotne znaczenie dla planów wiosennej kontrofensywy.

W Bachmucie sytuacja na przestrzeni tygodnia nie zmieniła się istotnie. Rosjanie mieli sukcesy na południu miasta, gdzie przesunęli się od około stu metrów do kilometra w linii prostej. Walki mają mieć postać metodycznego równania z ziemią budynków, w których bronią się Ukraińcy, przy pomocy artylerii i nalotów. Później rusza do ataku piechota, która próbuje zdobyć gruzy i regularnie się jej to udaje. Gdzie indziej takich postępów Rosjanie jednak nie odnotowują.

Według Ukraińców rosyjskie szturmy wyraźnie straciły na sile. Tak jak Rosjanie wcześniej mieli atakować jednocześnie na wszystkich odcinkach w rejonie Bachmutu grupami liczącymi po kilkadziesiąt osób, tak teraz skala ma być kilka razy mniejsza. - Wróg wyczerpał całe swoje rezerwy - twierdzi w rozmowie z "New York Times" pułkownik Jewgienij Mieżewikin, dowódca grupy taktycznej Adam, która od stycznia bierze udział w obronie miasta. Oficer wypowiadał się w ostrożnie optymistycznym tonie, twierdząc, że sytuacja jest względnie ustabilizowana i jest szansa na jej odwrócenie. Czyli uderzenie na osłabionych Rosjan świeżymi ukraińskimi siłami i odrzucenie ich od miasta. To jednak na razie czysta spekulacja.

Mniej precyzyjnych informacji jest na temat sytuacji w Awdijiwce. To miasto nie jest tak słynne jak Bachmut, więc skupia mniej uwagi. Jest jednak pewne, że na przestrzeni tygodnia Rosjanie nie zdołali posunąć się naprzód na kluczowych kierunkach natarcia, mających doprowadzić do odcięcia miasta od zaplecza. Po raz kolejny pojawiają się za to nagrania rozbijania rosyjskich kolumn zmechanizowanych, które próbują się posuwać na północ z rejonu wsi Wodziane i Opytne przy donieckim lotnisku.

Rosjanie atakują tam raz po razie od właściwie miesięcy z podobnym skutkiem. To, co im się udało, to na pewnym odcinku pokonali pierwsze pole za zabudowaniami wiosek i uchwycili pozycje w wąskim pasie drzew oraz zarośli przed następnym polem. Na północy od początku miesiąca nie udaje im się przekroczyć nasypu linii kolejowej w pobliżu bronionej przez Ukraińców wsi Stepowe.

gazeta.pl

piątek, 31 marca 2023



Jak twierdzą autorzy listu opublikowanego na stronach ośrodka Future of Life Institute, zaawansowana sztuczna inteligencja może stanowić "głęboką zmianę w historii życia na Ziemi" i do jej rozwoju powinno się podchodzić z ostrożnością.

"Niestety, do tego poziomu planowania i zarządzania nie dochodzi, mimo że w ostatnich miesiącach widzieliśmy laboratoria AI zaangażowane w niekontrolowany wyścig, by rozwijać i wdrażać coraz potężniejsze cyfrowe umysły, których nikt - w tym nawet ich twórcy - nie potrafi zrozumieć, przewidzieć, czy porządnie kontrolować" - czytamy w liście.

(...)

Wzywają przy tym do sześciomiesięcznej przerwy w trenowaniu systemów przewyższających wypuszczony niedawno przez firmę OpenAI GPT-4, który m.in. zdolny jest do zdawania testów różnego rodzaju na poziomie zbliżonym do najlepszych zdających ludzi. Apelują też o wdrożenie kompleksowych rządowych regulacji i nadzoru nad nowymi modelami.

bankier.pl


W XXX debacie "Strategie rynkowe TFI" zorganizowanej przez PAP Biznes udział wzięli przedstawiciele Eques Investment TFI, Opoka TFI, Pekao TFI, TFI PZU oraz Skarbiec TFI.

"Chinami interesują się wszyscy. Skutki otwarcia chińskiej gospodarki są trudne do przewidzenia, bo z jednej strony powszechnie większość inwestorów oczekuje, że to przyniesie ożywienie dla sektora przemysłowego zarówno w Chinach, jak i na świecie. Wydaje się również, że otwarcie powinno działać proinflacyjnie, ponieważ rośnie presja na surowce i towary w związku ze zwiększeniem produkcji i konsumpcji ze względu na zakończenie lockdown’u" - powiedział Prezes Zarządu Eques Investment TFI, Tomasz Korab.

"5 proc. wzrostu PKB, biorąc pod uwagę chińskie standardy i to czego Chińczycy oczekują, to nie jest dużo, ale czy to będzie 5 proc. czy 4,5 proc., ma chyba drugorzędne znaczenie, bowiem najważniejszym pytaniem jest, co będzie się działo w perspektywie długoterminowej, a kluczowe mogą się okazać ostatnio publikowane dane dotyczące chińskiej demografii" - dodał.

Podobny pogląd względem prognozowanego wzrostu gospodarczego Chin miał wiceprezes TFI PZU, Piotr Dmuchowski, który zakłada, że taki scenariusz się nie sprawdzi.

"Po otwarciu Chin widać, że systemowe problemy są dużo głębsze niż się wydawało. Z naszej perspektywy, szczególnie krajów Europy Zachodniej prognozowany na ok. 5 proc. wzrost PKB jest dynamiczny, ale mówimy o gospodarce, która przez ostatnie lata działała na sterydach – jest przyzwyczajona do dynamicznego wzrostu, który ukrywał wiele systemowych problemów. Chiny poza demografią mają duże problemy z systemem finansowym. Dlatego scenariusz, w którym Chiny miały uratować świat przed recesją, odchodzi w zapomnienie" - powiedział Dmuchowski.

Z kolei prezes Opoka TFI, Tomasz Tarczyński wskazywał, że otwarcie chińskiej gospodarki, nie zmieni diametralnie sytuacji na rynku surowcowym.

"Otwarcie chińskiej gospodarki nie zmienia naszego podejścia do rynków surowców. Od dłuższego czasu wydaje nam się, że początek wojny na Ukrainie był zwieńczeniem trendu na surowce, który trwał od 2020 roku. Surowce, jako klasa aktywów muszą trochę odpocząć i to się dokonuje, aczkolwiek - w naszej opinii - ten proces jest już zaawansowany. Patrząc chociażby na ropę, wydaje się, że korekta spadkowa, która trwa od ubiegłego roku, zbliża się do końca" - powiedział Tarczyński.

Dyrektor Zespołu Zarządzania Akcjami Rynku Krajowego w Pekao TFI, Piotr Grzeliński powiedział, że zagrożenie na rynku surowców mogą przynieść napięcia na linii Izrael - Iran - USA.

"Istotny wpływ na ryzyka geopolityczne w następnym czasie mogą mieć napięcia na linii Izrael - Iran - Stany Zjednoczone. Ostatnio pojawiły się informacje, że Iran na nowo zaczął wzbogacać uran do poziomów, które umożliwią budowę broni atomowej. To może spowodować, że napięcie połączone z reakcją w postaci nakładania sankcji, wzrośnie, co z kolei może mieć potencjalnie wpływ na ceny ropy naftowej i znowu możemy znaleźć się w sytuacji, w której inflacja o charakterze podażowym będzie nabierała na sile" - powiedział Grzeliński.

Według Radosława Cholewińskiego, członka zarządu Skarbiec TFI, istnieje ryzyko, że Chiny będą chciały wejść ma ścieżkę kolizyjną z rynkami zachodnimi.

"Napięcia geopolityczne związane z Chinami - niektórzy komentatorzy podnoszą argument, że długoterminowe tendencje gospodarcze powodują, że Chiny będą chciały stanąć do konfrontacji z rynkami zachodnimi i musimy mieć to ryzyko na radarze" - powiedział.

Odmiennego zdania był Tomasz Tarczyński, który wskazywał, że Chiny nie mają żadnego interesu w zaostrzaniu relacji z zachodem.

"Chiny robią wszystko, żeby nie wejść w kurs kolizyjny i przyjmują wszystkie ciosy, które Amerykanie zadają im na polu technologii i nie odpowiadają. Zresztą Europa Zachodnia stara się jak może, żeby nawiązać z Chinami relacje. Co ważne, patrząc na to, co się dzieje można również odnieść wrażenie, że Chiny obecnie wasalizują Rosję i robią sobie z niej zaplecze surowcowe" - powiedział Tarczyński. 

PAP


Epopeja pt. "Musk zarządza Twitterem" trwa w najlepsze. Okazało się, że jego pomysły walnie przyczyniły się do spadku wartości platformy. Nic dziwnego. Zdaje się, że postawił sobie za cel udowodnienie wszystkim, że zmuszanie go do finalizacji transakcji było złym pomysłem. Masowo zwalniał pracowników, wprowadził opłatę za "niebieski znaczek" - każdy mógł go sobie kupić - a więc pojawiła się masa fałszywych kont podających fałszywe informacje, które spowodowały niestety prawdziwe tąpnięcia na kursach akcji prawdziwych spółek.

W międzyczasie poprosił część dopiero co zwolnionych osób o powrót. Wraz z nimi na Twittera wrócił zablokowany wcześniej Donald Trump. Do jeszcze trwających na swoich stanowiskach wysłał maila z ultimatum: "albo będziecie pracować ciężej, albo zostaniecie bez pracy". To oczywiście nie spotkało się z dobrym przyjęciem i ruszył prawdziwy exodus pracowników. W konsekwencji systemy, na których oparta była platforma, zaczęły trząść się w posadach.

Teraz okazało się, że Twitter wart jest połowę tego, co zapłacił za niego multimiliarder. Oszacowanie jego wartości zostało oparte na ofercie Muska dotyczącej dotacji dla pracowników. Ale dyrektor generalny nic sobie z tego nie robi. Co więcej, ma dość huczne plany. - Widzę wyraźną, choć trudną, ścieżkę prowadzącą do sukcesu - do wyceny 250 mld dolarów - zapowiedział Musk. To oznaczałoby ponad 10-krotny wzrost obecnej wyceny Twittera. 

BBC News poprosiło o komentarz w tej sprawie biuro prasowe. Nadawca otrzymał automatyczną odpowiedź, którą wcześniej zapowiadał Musk. 

bankier.pl


„Unia Europejska zbyt długo myślała, że rynek samodzielnie rozwiąże wszystkie problemy. Teraz rozumiemy, że strategiczne wybory Chin, które zostały podjęte dekadę temu, zaczynają przynosić temu państwu konkretne efekty. My również musimy podjąć podobne strategiczne decyzje, które będą rzutować na następne dekady" – powiedział, cytowany przez Politico, wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans podczas publikowania kluczowych unijnych dokumentów mających wprowadzić UE na tor klimatycznej rywalizacji z ChRL. Słowa komisarza traktować można jako zapowiedź ostrych zmagań Brukseli z Pekinem, których celem jest budowa nowego, neutralnego klimatycznie przemysłu. Skorzystać może na tym energetyka jądrowa, która przez lata była na forum unijnym marginalizowana.

energetyka24.com


W dniach 5–13 marca miała miejsce piąta, ostatnia sesja rozpoczętej w 2018 r. XIII kadencji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OZPL) – parlamentu Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). Towarzyszyły jej, zgodnie z utartą praktyką, prace Komitetu Krajowego Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin (LPKKCh). W czasie sesji wyłoniono najwyższe władze państwowe na najbliższe pięć lat, m.in. zatwierdzono trzecią kadencję Xi Jinpinga jako przewodniczącego ChRL. Dokonano też restrukturyzacji aparatu państwowego odpowiadającej bieżącym priorytetom władz. Skupiła się ona na kwestiach stabilności finansowej, rywalizacji technologicznej i wzrostu budżetu wojskowego.

Sesję OZPL poprzedziło II Plenum XX Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin (KC KPCh) w dniach 26–28 lutego. Opracowano tam listę kandydatów na najwyższe stanowiska państwowe do zaakceptowania przez OZPL oraz przyjęto część propozycji Rady Państwowej dotyczących zmian instytucjonalnych, które przedłożono do formalnego przyjęcia przez parlament. Obrady OZPL nie kończą procesu rotacji personalnych i zmian strukturalnych w centralnych władzach partii i państwa. Dalsze roszady i nominacje mają zostać ujawnione w najbliższych tygodniach, kiedy zostaną zatwierdzone przez Stały Komitet (SK) OZPL lub Radę Państwową. W tym samym okresie ma być również przeprowadzona reforma organów KPCh. Wstępne propozycje znalazły się we wspólnym dokumencie KC KPCh i Rady Państwowej opublikowanym 16 marca.

Komentarz

Coroczna sesja OZPL odgrywa głównie rolę propagandową i tworzy pozory parlamentaryzmu w ChRL. Organ wyłaniany jest w złożonym procesie wielostopniowych nominacji kontrolowanych przez aparat partyjny. Formalnie stanowi on najwyższą władzę w państwie, lecz nigdy w swojej historii nie odrzucił propozycji personalnych czy legislacyjnych przedłożonych przez przywódców państwa. LPKKCh to ciało doradcze niemające znaczenia politycznego, a jej główne zadanie polega na symulowaniu konsultacji ze środowiskami społecznymi funkcjonującymi w teorii poza KPCh, ale w praktyce przez nią nadzorowanymi. Decyzje personalne i zmiany w strukturach administracji państwowej dokonywane na pierwszej sesji OZPL mają przede wszystkim dostosować organizacje i obsadę organów państwowych do nowego układu najwyższych władz partyjnych, wyłonionego na XX Zjeździe KPCh w październiku ub.r. (...).

Przebieg obrad OZPL potwierdził dominację frakcji Xi Jinpinga w aparacie partyjno-państwowym. Świadczy o tym nie tylko otrzymanie przez niego trzeciej kadencji na stanowisku przewodniczącego ChRL, lecz zwłaszcza skład najwyższych organów państwowych (...). Odzwierciedla on naczelną pozycję osób związanych personalnie z Xi Jinpingiem we władzach KPCh. Wiceprzewodniczącym ChRL został Han Zheng, wicepremier w latach 2018–2023. Należy on do grona bliskich współpracowników Xi Jinpinga i sam nie posiada rangi politycznej w KPCh. W efekcie nie może być poważnym kandydatem na stanowisko przewodniczącego ChRL i sekretarza generalnego KPCh, co wskazuje, że Xi Jinping nie planuje przejścia na polityczną emeryturę po zakończeniu trzeciej kadencji. Nominalnie druga osoba w hierarchii partyjnej i w porządku konstytucyjnym to premier Li Qiang. W przeciwieństwie do swojego poprzednika – Li Keqianga, powiązanego z konkurencyjną grupą działaczy wywodzących się z Ligii Młodzieży Komunistycznej – jest on w pełni zależny od sekretarza generalnego KPCh i nie dysponuje samodzielnością polityczną. Podobnie jest w przypadku pierwszego (wykonawczego) wicepremiera Ding Xuexianga – poprzednio (w latach 2017–2023) dyrektora Biura Generalnego KC KPCh i szefa Biura Sekretarza Generalnego KPCh. Przewodniczącym SK OZPL, czyli przewodniczącym parlamentu i formalnie trzecią osobą w państwie, został Zhao Leji, trzeci w hierarchii partyjnej. To najwyżej postawiona osoba w aparacie partyjno-państwowym, która – mimo lojalności względem sekretarza generalnego – nie zawdzięcza mu kariery i ma własne zaplecze polityczne w KPCh.

Obecne przekształcenia w strukturze partyjno-państwowej zachodzą po dziesięciu latach rządów Xi Jinpinga, który przez dwie kadencje skutecznie kształtował je zgodnie ze swoją wizją. Z tego powodu wprowadzane na tegorocznym OZPL zmiany mają bardziej charakter rutynowej korekty, która ma je dostosować do nowych wyzwań stojących przed ChRL (...). O ile reorganizacje rządów realizowano po 1978 r. cyklicznie, o tyle od czasu objęcia sterów władzy przez Xi Jinpinga w latach 2012–2013 tworzą one nową jakość. Polega ona na odwróceniu trwającego od końca lat siedemdziesiątych procesu instytucjonalizacji rządów KPCh, czyli przekazywania rzeczywistych uprawnień z partii do organów państwa. Aktualnie, zgodnie z nieformalnym określeniem „partia zjada państwo”, KPCh nie tylko sprawuje kierownictwo polityczne, lecz także na nowo przejmuje role wykonawcze i nadzorcze od struktur państwowych, pozostawiając im tylko funkcję administracyjną (...). W konsekwencji zmniejszenia znaczenia administracji centralnej podjęto decyzję o redukcji zatrudnienia w niej o 5%.

Tegoroczna sesja OZPL stanowi również platformę do zaprezentowania najważniejszych kierunków polityki przywódców ChRL i dostosowania struktur państwa do czekających je wyzwań. W swych przemówieniach dygnitarze mocno akcentowali trzy kluczowe kwestie. Pierwsza to potwierdzenie problemów gospodarczych. Wiązały się one głównie z wyczerpywaniem się modelu rozwoju, a pogłębiło je kilka lat strategii „zero COVID”. Skutkuje to zaplanowaniem na 2023 r. wzrostu PKB na poziomie 5%, a więc poniżej 9% notowanych średnio w latach 1989–2022 czy ponad 6% w ostatniej dekadzie. Nowy premier zapewnił przy tym prywatnych przedsiębiorców, że będą mogli nadal prowadzić działalność na równych zasadach z firmami państwowymi, co jest próbą odpowiedzi na rosnące obawy biznesu, że Chiny odchodzą od elementów gospodarki wolnorynkowej wprowadzanych od lat osiemdziesiątych. Drugi dominujący temat to konieczność głębokiej przebudowy zarządzania sektorami finansowym i technologicznym oraz kontroli nad nimi. Trzecim jest dalsza rozbudowa sił zbrojnych, które Xi Jinping nazwał Wielkim Murem ze stali. Wiąże się to ze zwiększeniem budżetu obronnego o 7,2%, a więc znacznie przewyższającym zapowiadany wzrost PKB, przez lata oficjalnie wyznaczającym stopień podnoszenia finansowania armii. To reakcja na zaostrzającą się rywalizację Pekinu z Waszyngtonem.

Największe zmiany strukturalne w obrębie organów państwa przeprowadzone w czasie obrad OZPL dotyczą sektora finansowego oraz szeroko rozumianego rozwoju nowych technologii – dwóch dziedzin wymagających zdaniem kierownictwa KPCh zwiększonego nadzoru. Zadłużenie gospodarki, bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości i nietrafione inwestycje infrastrukturalne coraz bardziej obciążają system finansowy ChRL. Nowo powołane ciało nadzorcze – Krajowa Administracja Nadzoru Finansowego – ma ułatwić władzom kontrolę nad nim w okresie spodziewanych poważnych trudności. Z kolei narastająca rywalizacja ze Stanami Zjednoczonymi, które odcinają Chinom dostęp do wielu zaawansowanych technologii, wymaga mobilizacji zasobów i działań zarówno państwa, jak i sektora prywatnego nakierowanych na rozwijanie własnych rozwiązań. Dalekosiężny cel KPCh to w pierwszej kolejności zdobycie niezależności technologicznej, przede wszystkim w branży półprzewodników, a także budowa alternatywnego wobec zachodniego systemu norm i standardów technologicznych. Wynikiem tego jest wzmocnienie Ministerstwa Przemysłu i Technologii Informacyjnych oraz Ministerstwa Zasobów Ludzkich i Bezpieczeństwa Społecznego. Zgodnie z zapowiedziami z 16 marca równocześnie zostaną utworzone Komisja ds. Finansów KC, Komisja Robocza ds. Finansów KC (nie jest jasne rozróżnienie kompetencji między nimi) oraz Komisja ds. Nauki i Technologii KC, które z ramienia partii będą nadzorować prace tych organów. Dodatkowo mają powstać Wydział Roboczy Spraw Społecznych KC oraz Biuro ds. Hongkongu i Makau KC.

osw.waw.pl