czwartek, 23 marca 2023


Pełen fanfar szczyt rosyjsko-chiński w Moskwie przykuł uwagę globalnych mediów w bezprecedensowy sposób, mimo że historia spotkań przywódców Federacji Rosyjskiej i Chińskiej Republiki Ludowej liczy, dokładnie, 31 lat. Wiele się na nich działo.

W 1992 r. Borys Jelcyn, ku konsternacji gospodarzy i swoich urzędników, przyznał się publicznie do miliardów zarobionych na sprzedaży Chinom rosyjskiej broni. W 1996 r., gdy świat wstrzymał oddech, bojąc się wojny o Tajwan, Moskwa i Pekin podpisały strategiczne partnerstwo. W 1999 r. zmęczony życiem Jelcyn wygarnął Amerykanom w Pekinie: "Clinton zapomniał, że Rosja ma broń atomową" i ogłosił: "to nie on będzie decydować jak żyć, to my będziemy!".

W 2004 r. Putin porozumiał się z chińskimi towarzyszami, zamykając "puszkę Pandory" we wzajemnych relacjach, kwestię granicy, oddając sporne wyspy na Amurze i Argunie. W 2008 r. Chińczycy poratowali pogrążonych w kryzysie Rosjan pożyczką, cementując budowę ropociągu WSTO do Chin. A w 2014 r. przyszli sankcjonowanej po pierwszej odsłonie wojny o Ukrainę Rosji z "bratnią pomocą", uzyskując gazociąg Siła Syberii, na braterskich — właśnie — warunkach.

Szczyty małe i duże są nieodłączną częścią relacji rosyjsko-chińskich, "wiszących" na personalnych kontaktach przywódców, i zawsze towarzyszą im PR-owskie fajerwerki. W przeszłości Xi Jinping z Władimirem Putinem wspólnie jedli lody, płynęli łódką po Newie, oglądali mecz hokeja, jechali szybkimi kolejami; rosyjski przywódca grał na fortepianie, a chiński gensek przekazywał niedźwiadki pandy. No i pili razem wódkę. Kilka ładnych razy.

Na tym tle obecny szczyt wręcz wiał nudą. Putin powiedział, że "trochę zazdrości" Chinom sukcesów, ale takie frazy już kiedyś były. Odprowadził Xi do samochodu, nawet dwa razy, ale to też już było na poprzednich szczytach. Xi na pożegnanie powiedział, że świat przeżywa zmiany, jakich nie widziano od stu lat, lecz to jego standardowa gadka, znana partyjniakom dużym i małym w Chinach od dobrej dekady (najlepiej utrwala się przez powtarzanie, a aparatczycy cytować przywódcę muszą nieustannie).

Podobnie typowe było wzajemne nazywanie się "przyjaciółmi", a nawet "drogimi przyjaciółmi", przez tłumaczy rzecz jasna, bo żaden z przywódców nie zna języka tego drugiego. Putin chciał teraz błysnąć, na bankiecie wzniósł chiński toast "na zdrowie", czyli "ganbei", lecz wyszło mu, z błędem, "genbei", aż chiński tłumacz poczuł się w obowiązku przetłumaczyć to dziwne słowo na mandaryński. Ganbei znaczy zresztą "do dna", a Putin, barbarzyńca jeden, tylko nasączył kieliszek.

Sądząc po oświadczeniach i podpisanych dokumentach — też szału nie było. We wspólnym komunikacie "pogłębiono rosyjsko-chińskie wszechstronne strategiczne partnerstwo koordynacji dla nowej ery" (każdy z tych bizantyjskich członów ma swoją historię), dano odpór amerykańskiemu imperializmowi i hegemonizmowi, pochylono się z troską nad "kryzysem ukraińskim", jak dla niepoznaki nazywa się rosyjską wojnę, wspomniano o BRICS, Azji, Afryce, Ameryce Południowej, a nawet Karaibach.

Powtórzono, że świat zmierza ku wielobiegunowości i potrzeba "demokratyzacji stosunków międzynarodowych" (obecnie rządzą tylko Amerykanie, więc jest niedemokratycznie), a Tajwan jest częścią Chin. W sumie nihil novi slogany te pojawią się we wspólnych komunikatach od lat 90. XX w., niektóre mają już dwadzieścia lat, inne zaledwie piętnaście.

Jak zwykle w takich tekstach ciekawsze było nie to, co jest, lecz to, czego nie ma. Wypadła fraza o "bezgranicznych" relacjach rosyjsko-chińskich, robiąca rok temu iście światową furorę. Mało, mniej niż poprzednio, było o Arktyce, podobnie o Azji Centralnej, jedno zdanie o Indiach. Podpisane dokumenty też nie oszałamiają. Plan współpracy gospodarczej do 2030 r. i kilka memorandów są dość ogólne, zaś umowy o współpracy rosyjskich i chińskich telewizji czy agencji prasowych wyglądają na zapełnianie dyplomatycznej pustki.

Rosja i Chiny ogłosiły, że nadal będą pracować nad projektem gazociągu Siła Syberii 2, mającym biegnąć przez Mongolię. "Już prawie wszystko ustalone" ogłaszał Putin. Został tylko jeden mały detal, taki tam szczegół, nic wielkiego – cena. Pierwszy gazociąg z Rosji do Chin, nazwaną później Siłą Syberii (1) też tak ogłaszano jako dogadany przez ponad dekadę, a potem okazywało się, że Chińczykom się nie spieszyło. Czekali na osłabnięcie Rosji, spuszczenie przez nią z ceny i się w 2014 r. doczekali. Teraz czas tym bardziej jest po ich stronie, bo gazu mają dużo — i to po lądzie — z Turkmenistanu i Birmy.

Na obecnym szczycie w Moskwie ogłoszono również, że Rosja przejdzie na rozliczenia w juanach, w tym z krajami trzecimi, co gdyby się ziściło, było znaczące. Na razie jednak Rosja od zagranicznych kontrahentów dostaje dolary i euro, choć się z tego nie cieszy.

Gdyby oceniać szczyt stricte po wypowiedzianych i zapisanych słowach oraz po gestach, byłoby więcej niż skromnie. W relacjach Rosji z Chinami mamy jednak dwa światy: tego, co widoczne i tego, co ukryte. Dla społeczeństw obu krajów i dla świata pokazywana jest sfera teatru politycznego, a prawdziwe decyzje zapadają za kulisami, w medialnej ciszy, nie wiadomo kiedy i jak. Do Rosji i Chin pasuje jak ulał stara prawda o tym, że "ci, co wiedzą, nie mówią, a ci, co mówią, nie wiedzą". Być może więc nie dowiemy, na co się Putin zgodził w czasie tego spotkania. Bo, że musiał się jakoś odwdzięczyć Xi za wizytę to pewne.

Odwiedziny chińskiego genseka ratują Putinowi twarz zarówno krajowo, jak i międzynarodowo. Od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie z rosyjskim prezydentem spotykali się tylko przywódcy Turcji, Iranu czy byłych republik radzieckich, pozwalając sobie zresztą na czytelne afronty (jeśli prezydent Kirgistanu spóźnia się na spotkanie to wiedz, że jest źle). Oprócz nich do Rosji pielgrzymowali polityczni klienci Kremla jak syryjski dyktator Baszar Al—Assad czy szef birmańskiej junty generał Min Aung Hlaing. I tyle.

Po wydaniu listu gończego za Putinem przez Międzynarodowy Trybunał Karny będzie to jeszcze trudniejsze. I wtedy właśnie na białym koniu, czy też w białym samolocie, przybywa Xi Jinping i ostentacyjnie "daje twarz" Putinowi. Pokazuje światu, przede wszystkim Globalnemu Południu, że zachodnie sądy sądami, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Chiny same będą wybierać z kim się spotykać, a jak słychać zachodnie wycie, to znakomicie.

Co znacznie ważniejsze, Xi Jinping wysyła czytelny sygnał putinowskiemu dworowi: Państwo Środka nie życzy sobie żadnego przewrotu. Jeśli Oscar dla "Nawalnego" i wyrok MKK zostały w Rosji (i w Chinach) odczytane jako ewidentne granie przez Zachód na zmianę reżimu w Rosji, to wizyta Xi te działania neutralizuje. Symbolicznie pokazuje potencjalnym kremlowskim Brutusom: "schowajcie (na razie) sztylety".

Dlatego podnoszące się na Zachodzie głosy, że Chiny strzeliły sobie tą wizytą bramkę samobójczą, przekreślając własną narrację o neutralności w wojnie, są chybione. To nie dla Zachodu był ten szczyt, tylko dla Putina, a międzynarodowo — dla Globalnego Południa. Wojna w Ukrainie wzmacnia Zachód, przywraca globalną rolę przywódczą USA i ponownie zacieśnia więzy transatlantyckie, więc Chiny muszą zareagować, zatrzymać te złe dla nich następstwa. Symbolicznie pokazać reszcie świata, że Zachód nie reprezentuje globu, a tylko samego siebie.

Peryferyjna europejska wojna, jak konflikt w Ukrainie jest przedstawiany w wielu krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej m.in. dzięki niewidzialnej ręce Pekinu, nie może być pretekstem do "nowego końca historii", ponownej dominacji Stanów Zjednoczonych. Ta narracja chwyta w Globalnym Południu, bo dla państw rozwijających się Ukraina jest daleko, a USA blisko, rosyjskie zbrodnie to sprawa teoretyczna, a amerykańskie ingerencje ich sprawy wewnętrzne – bardzo praktyczna. To właśnie dzięki takiemu dyplomatyczno—medialnemu wsparciu chińskiemu Rosja nie jest izolowana na świecie, tylko półizolowana.

Patrząc z perspektywy Chin rzucających wyzwanie obecnemu amerykańskiego porządkowi międzynarodowemu i marzących o przywództwie nad resztą świata, poparcie dla Rosji ma sens, mimo jej błędów i słabości. Rosja zabezpiecza północną flankę Chin i niczym taran burzy obecny porządek międzynarodowy. A poza tym dostarcza tanich surowców, i to po lądzie. Lepszej Rosji Chiny mieć nie będą, więc trzeba dmuchać i chuchać na Putina, a poza tym to wszystko są zbyt ważne sprawy, by je psuć nadmiernym naciskiem w sprawie pokoju.

Xi Jinping może i powiedział na Kremlu, "panie Putin kończ Pan tę wojnę", lecz dobrze wie, że ona się (na razie) nie skończy, bo to być albo nie być dla Putina. Skoro więc nie da się złapać króliczka, to trzeba go gonić, pokazać się światu jako miłujący pokój kraj, starający się pogodzić zwaśnione strony. Zarówno Rosja, jak i Ukraina, grają w tę chińską grę: Chiny udają, że mediują w sprawie pokoju, a Moskwa i Kijów udają, że im wierzą. Wszystko po to, by nie dać zrzucić na siebie winy na niemal pewną klęskę działań rozjemczych.

Tak więc choć Chiny chcą końca wojny, to go (jeszcze) nie będzie. Pozostanie za to Rosja, z każdym kolejnym dniem będąca — metaforycznie to ujmując — coraz młodszym bratem Chin.

onet.pl

środa, 22 marca 2023


Źródła rosyjskie przedstawiały rozbieżne opinie na temat zdolności rosyjskiego wojska do okrążenia Awdijiwki i znaczenia osady. Niektóre źródła rosyjskie twierdziły, że siły rosyjskie grożą okrążeniem sił ukraińskich w Awdijiwce od północy, wschodu i południa oraz że zdobycie Stiepowa przecięło linię kolejową, którą siły ukraińskie zaopatrywały swoje zgrupowanie w Awdijiwce. Rosyjski bloger twierdzi, że siły rosyjskie próbują posunąć się w kierunku Orłówki, aby przeciąć ukraińskie naziemne linie komunikacyjne (GLOC), które prowadzą z Orłówki, Lastochkyne (4 km na północny zachód od Awdijiwki) i Tonenke (7 km na zachód od Awdijiwki) do Awdijiwki i wkrótce otoczą Awdijewkę. Inni czołowi blogerzy argumentowali, że siły rosyjskie nie są bliskie okrążenia Awdijiwki i wezwali inne rosyjskie źródła do zaprzestania przedwczesnych rozmów na ten temat. Jeden z milblogerów stwierdził, że obecne trudności rosyjskiego natarcia w rejonie Awdijiwki potwierdzają, że siły rosyjskie nie są bliżej zwycięstwa. Źródła rosyjskie przedstawiły rozbieżne opinie na temat znaczenia zdobycia Awdijiwki, przy czym jeden rosyjski bloger argumentował, że osada jest znaczącym obszarem przemysłowym, podczas gdy inny kwestionował, w jaki sposób zajęcie Awdijiwki znacząco zmieniłoby sytuację operacyjną na obrzeżach miasta Donieck, kiedy ukraińskie pozycje w Karliwce (16 km północny zachód od Awdijiwki) i Kurachowe (25 km na zachód od Doniecka) są tak samo ufortyfikowane jak te w Awdijiwce.

understandingwar.org

Władze w Moskwie godzą się na gospodarcze uzależnienie od Chin, postrzegając to jako kluczowy warunek zwycięstwa w wojnie z Ukrainą. Pekin jest też dla Kremla najważniejszym partnerem pomagającym przetrwać Rosji gospodarcze skutki sankcji Zachodu. Zapłatą za przychylność i długoterminowe wsparcie ze strony Chin będą dostawy rosyjskich surowców - powiadomiło w rozmowie z "FT" źródło bliskie rosyjskim władzom.

Dziennik podkreślił, że w ubiegłym roku wartość dwustronnych obrotów handlowych pomiędzy oboma krajami osiągnęła rekordową wartość 190 mld dolarów. W styczniu br. Rosja stała się największym eksporterem gazu ziemnego na chiński rynek, natomiast kluczowym tematem rozmów Xi z Władimirem Putinem był prawdopodobnie projekt gazociągu Siła Syberii 2. Realizacja tego przedsięwzięcia ma pomóc Rosji przekierować do Chin nadwyżki gazu, które nie są już możliwe do sprzedania w Europie - czytamy na łamach "FT".

"Logika wydarzeń wskazuje na to, że już całkowicie przekształcimy się w chińską kolonię surowcową. Nasze serwery będą pochodziły od Huawei. Staniemy się dla Chin dostawcą dosłownie wszystkiego. Będą otrzymywać gaz z (gazociągu) Siła Syberii. Do końca 2023 roku juan będzie naszą główną walutą w handlu (zagranicznym)" - dodało źródło "FT" zbliżone do Kremla.

Podobną ocenę przedstawiła Maria Shagina z londyńskiego Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (IISS). "Sankcje (Zachodu) uwypukliły i tak już asymetryczne relacje pomiędzy Rosją a Chinami. Trudno ukryć fakt, że Rosja jest obecnie młodszym partnerem (Chin)" - zauważyła analityczka.

money.pl

wtorek, 21 marca 2023


– Próby aktów terrorystycznych na terytorium Białorusi to dla nas nowość. Nie dlatego, że nie spodziewaliśmy się tego. Myśmy się tego spodziewali. Zarówno ja, jak i wojskowi. (…) Chciałbym, żeby ludzie jakoś się zjednoczyli. Ludzie widzą wszystko. Wy dajcie nam w porę jakąś wskazówkę: jakiś obcy człowiek, jakiś człowiek w peruce i tak dalej. Dajcie nam sygnał – apelował Łukaszenka.

(...)

– Nie powinniśmy się rozluźniać. Tak, wygraliśmy w 2020 roku, Bóg nam pomógł. Nie przygotowywaliśmy się do tego. Myśleliśmy: czy coś takiego może się zdarzyć na naszej świętej ziemi? I się stało. (…) Ani my, ani Rosjanie nie powinniśmy się rozluźniać. To jest teraz sprawa najważniejsza – powiedział.

(...)

– Wiecie, faszyzm nie ma ludzkiej twarzy, ale ma nazwiska. Nazwiska morderców i zdrajców. I my je znamy – powiedział.

(...)

– Zastąpili aryjskie standardy wartościami liberalnymi i demokratycznymi. Filtrowanie ludzi, by spełnić nowy standard, trwało długo. Poprzez kolorowe rewolucje, zamieszki, wojny hybrydowe, sankcje, szantaż. Wiemy też, do czego to może doprowadzić – mówił Łukaszenka.

(...)

– Widzimy budzenie się instynktów naszych przodków – ukraińskich, łotewskich, litewskich i polskich katów, którzy wrzucali do ognia nasze dzieci, starców i kobiety – podsumował białoruski dyktator.

belsat.eu/BiełTA/east24.info

Koncepcja wojny informacyjnej jako sposób rozumienia historii od dawna zajmowała pewną grupę rosyjskich analityków geopolityki, którzy chcieli wyjaśnić, jak doszło do upadku Związku Radzieckiego. Agenci tajnych służb zostali naukowcami i dziś przekonują, że Związek Radziecki nie runął z powodu słabej polityki gospodarczej, łamania praw człowieka i kłamstw, ale z winy „wirusów informacyjnych”, wypuszczanych przez zachodnie służby w ideologicznych koniach trojańskich, takich jak wolność słowa i reformy gospodarcze (czyli operacji pierestrojka). Za rozprowadzanie tych wirusów odpowiedzialni byli oczywiście tajni agenci, którzy rzekomo przeniknęli do rosyjskiego establishmentu i udawali tak zwanych reformatorów, sprzymierzeni z dowodzoną przez Waszyngton piątą kolumną antyradzieckich dysydentów.

Przez długi czas takie teorie nie pojawiały się w rosyjskim mainstreamie. Jednak kiedy Kreml zaczął szukać sposobu na wyjaśnienie kolorowych rewolucji i rosnącego w kraju niezadowolenia, które przerodziło się w stutysięczne protesty przeciwko rządom Władimira Putina w latach 2011 i 2012, taka dominująca filozofia wojny informacyjnej była coraz bardziej nagłaśniana przez telewizję i spin doktorów. Dzisiaj obowiązuje teoria mówiąca, że Zachód prowadzi wojnę informacyjną z Rosją, chytrze posługując się BBC i organizacjami pozarządowymi działającymi na rzecz praw człowieka, biurami fact-checkingu i śledztwami antykorupcyjnymi.

(...)

Eksperci zgadzają się jednak najczęściej co do kilku kwestii. Po pierwsze, że rosyjskie podejście zaciera granicę między wojną a pokojem, prowadząc do stanu permanentnego konfliktu, który nigdy nie jest ani w pełni czynny, ani całkowicie wygasły. Bardzo istotną rolę odgrywają w nim kampanie informacyjne. Janis Berzinš z Łotewskiej Akademii Wojskowej, podsumowując cele rosyjskiej „wojskowości nowej generacji”, opisuje przejście od bezpośredniego niszczenia wroga do jego wewnętrznego rozkładu; od wojny środkami konwencjonalnymi do nieregularnych ugrupowań; od bezpośredniego starcia do wojny bezkontaktowej; od materialnego otoczenia do ludzkiej świadomości; od wojny w zdefiniowanym okresie do stanu wojny permanentnej jako naturalnej kondycji życia narodu.

Dochodzi do paradoksu. Z jednej strony konieczne jest rozpoznanie i ujawnienie, jak Kreml ze swoim militarnym nastawieniem wykorzystuje informacje, by dezorientować, zastraszać, dzielić i opóźniać. Z drugiej strony wszelka odpowiedź na ten stan rzeczy grozi wzmocnieniem kremlowskiej wizji świata.

Peter Pomerantsev - To nie jest propaganda

poniedziałek, 20 marca 2023


Tamtego dnia Stalinowi składano kolejny raport o katastrofach na froncie. Radziecki przywódca stracił na moment panowanie nad sobą. — Zapomniano o moim rozkazie dla Stawki! — ryknął do generała Wasilewskiego. — Napisz nowy o tej samej treści!

Wasilewski wrócił wieczorem. Miał z sobą zarys nowej dyrektywy, opatrzonej numerem 227. Stalin przejrzał, naniósł mnóstwo poprawek i podpisał. W ciągu kolejnych dni rozkaz miał zostać odczytany we wszystkich jednostkach Armii Czerwonej.

— Czas już skończyć wycofywanie się. Ani kroku w tył ! To powinno być teraz nasze główne wezwanie… Panikarze i tchórze mają być tępieni od razu – usłyszeli żołnierze i oficerowie. Wehrmacht po sukcesach w Charkowie i Donbasie parł ku Wołdze i Kaukazowi. Rozkaz wzywał więc Armię Czerwoną i obywateli do zwarcia szyków.

Stalin w ogólności miał rację, mówiąc: — Dalsze cofanie się oznaczałoby zgubę dla nas i naszej ojczyzny.

Zamierzał jednak przeciwdziałać tej "zgubie" w jedyny znany i dobrze przećwiczony sposób: masowym terrorem, wymierzonym we własnych obywateli, by ich zmusić do posłuszeństwa. Rozkaz 227 nie był gromem z jasnego nieba – wynikał z morderczej logiki stalinowskiego systemu.

Jedna część rozkazu 227 była opisowa. Stalin wyjaśniał, że w ciągu ponad roku wojny pod władzą "niemieckich ciemięzców" znalazło się 70 mln obywateli ZSRR, liczne miasta i ośrodki przemysłowe, a w ręce najeźdźcy wpadły miliony ton zboża i stali. To z kolei oznaczało, że radzieckie zasoby się kurczą, a Armia Czerwona – wbrew oczywistemu przekonaniu żołnierzy o terytorialnej potędze kraju – nie ma się już gdzie cofać.

Druga część dyrektywy mówiła właśnie o zakazie wycofywania się w obliczu wroga – również w obliczu np. groźby okrążenia. Oficer, który wydałby taki rozkaz bez odpowiedniej decyzji z góry i akceptacji oficera politycznego, miał być uznawany za zdrajcę i szybko trafiać przed sąd wojenny. Z kolei żołnierz, który chciałby się cofać, mógł zostać błyskawicznie rozstrzelany – i do tego nie był potrzebny nawet pozorny wyrok sądu polowego.

Stalin nakazał też stworzenie przy każdym froncie tzw. batalionów karnych (sztrafbatów). Do takich jednostek mieli być wcielani – po degradacji – żołnierze i oficerowie uznani za tchórzy czy defetystów. Karny batalion miał być regularnie zasilanym rezerwuarem mięsa armatniego: rzucano go na najbardziej niebezpieczny odcinek walk, prosto pod niemiecki ogień. Przeciętny piechur Armii Czerwonej miał niewielkie szanse przeżycia, ale i tak większe niż sztrafnicy.

Drugą częścią tego systemu były tzw. oddziały zaporowe NKWD. Stalin nakazał utworzyć je na zapleczu każdej z armii. Miały one otwierać ogień do żołnierzy, którzy np. uciekaliby z linii wskutek niemieckiego ataku czy po załamaniu własnego natarcia. Czerwonoarmista miał wiedzieć, że o ile w starciu z wrogiem prawdopodobnie zginie (przeciętny czas życia rekruta wynosił kilka tygodni), to w wyniku odwrotu czy ucieczki zginie na pewno.

Stalin, wydając ten brutalny rozkaz, nawiązywał do innej swojej dyrektywy, ogłoszonej znacznie wcześniej – w sierpniu’41. W tamtym przypadku radziecki dyktator wprowadził politykę: "każdy pojmany jest zdrajcą ojczyzny".

Radzieccy żołnierze w pierwszych tygodniach wojny setkami tysięcy trafiali albo w okrążenie, albo do niewoli. Był to skutek kilku czynników – tempo niemieckiej inwazji było w tym czasie rzeczywiście oszałamiające, ale też Armia Czerwona była niezdolna do stawiania zorganizowanego i skutecznego oporu.

o ostatnie wynikało zarówno z osłabienia jej korpusu oficerskiego (wskutek nie tak dawnych stalinowskich czystek), jak i z zaniechań samego Stalina, który do ostatniej chwili wypierał, że Hitler złamie sojusz z 1939 r. i rozpęta wojnę. Radzieckie wojsko w czerwcu i lipcu 1941 r. nieraz w istocie było bezradne, ale najczęściej nie z własnej winy.

Stalin nie mógł uznać, że to w dużej mierze wynik jego działań – dlatego zareagował represjami. Posłał na śmierć choćby generałów, którzy w momencie niemieckiego ataku dowodzili Frontem Zachodnim. Zarzucono im, po torturach, że są szpiegami, bo nie zarządzili odpowiednio wcześnie alarmu. Tymczasem to Stalin wraz z najbliższym otoczeniem nakazał tym samym generałom "zachowanie spokoju" i "nieuleganie panice" w dniach i godzinach poprzedzających niemiecką ofensywę!

Stalin, odsuwając odpowiedzialność od siebie, mógł tylko brutalnie przekierować ją w dół. Nakazał więc traktować dowódców, żołnierzy i komisarzy, którzy dali się wziąć do niewoli albo po prostu wycofali się pod naporem wroga, jak zdrajców. "Jeśli damy wolność tchórzom i dezerterom, w niedługim czasie doprowadzą oni naszą armię i nasz kraj do upadku" – mówił rozkaz z sierpnia’41.

Żołnierze i oficerowie mieli prędzej ginąć niż oddawać się do niewoli. Jeśli oficer "pozwoliłby" się pojmać, jego rodzina miała zostać aresztowana; gdyby zrobił to szeregowiec, jego rodzina miała stracić kartki na żywność. Jeńców, którzy trafili w niemieckie ręce, najczęściej czekała śmierć z głodu. Z kolei ludzie, którzy jakimś cudem wydostawali się z okrążenia – najczęściej ranni, wygłodzeni i wyczerpani – trafiali tysiącami prosto do łagrów i więzień.

"Dowódcy armii nie mieli innego wyjścia niż stosować wobec swoich podwładnych takie metody, jakie groziłyby im samym w przypadku, gdyby w oczach Stalina nie wywiązali się z powierzonych zadań" – pisze jeden z biografów radzieckiego tyrana.

Przytacza też dane: już między sierpniem a październikiem 1941 r. rozstrzelano (pod zarzutami dezercji, tchórzostwa i symulowania urazów) ponad 20 tys. żołnierzy Armii Czerwonej. Ta liczba obejmuje tylko tych, których osądziły sądy doraźne, a nie tych, których np. własny dowódca zabijał na miejscu, bez choćby pozornego sądu polowego.

Aparat terroru, który Stalin usankcjonował rozkazem 227, był więc wprawiony w ruch już wcześniej. I znów radziecki wódz maskował własne błędy. Frontowe katastrofy, których doświadczyła Armia Czerwona wczesnym latem 1942 r. i które groziły "przepołowieniem" ZSRR, wzięły się m.in. stąd, że Stalin nakazał uderzać na Niemców na Ukrainie, czyli akurat tam, gdzie dysponowali oni najpotężniejszymi siłami.

(...)

Los tych, którzy trafili do batalionów karnych, w sensie statystycznym był niewiele lepszy. "Tchórze i dezerterzy", którzy trafiali do tych jednostek, musieli oddać odznaczenia, jeśli wcześniej jakieś zdobyli, a także odpruć pagony. Domyślnie wszyscy mieli być szeregowymi sztrafnikami, mogli awansować w razie potrzeby tylko na sierżanta.

Ci z nich, którzy przeżyliby od jednego do trzech miesięcy karnej służby, mogli wrócić do macierzystych jednostek. Do sztrafbatów trafiali również więźniowie polityczni, którzy uznali, że lepiej iść na front niż spędzić w łagrze 10-15 lat. Ale "zaszczyt" przeżycia czekał ledwie garstkę z 440 tys. ludzi.

Ruszali do walki bez wyszkolenia, często uzbrojeni słabo lub nieuzbrojeni wcale. Ginęli na otwartej przestrzeni albo podczas rozminowywania. Chodziło najczęściej o to, by wskutek ich naporu Niemcy wystrzeliwali się z amunicji i zdradzali swoje pozycje (skojarzenie tego scenariusza z dzisiejszą rosyjską taktyką w Donbasie jest na miejscu).

— Nawet jeśli z 250 przeżywało 10 — oznaczało to, że ma się szansę – wspominał jeden z nielicznych ocalałych, Władimir Kantowski. Wiedział, co mówi – z jego 240-osobowej jednostki cało uszło tylko dziewięciu ludzi.

onet.pl

Siły ukraińskie prawdopodobnie przeprowadziły lokalny kontratak na południowy zachód od Bachmutu w związku z rosnącą rosyjską dyskusją na temat potencjalnej ukraińskiej kontrofensywy w rejonie Bachmuta. Materiał z geolokalizacji opublikowany 19 marca wskazuje, że siły ukraińskie przeprowadziły udany kontratak na południowy zachód od Iwaniwska (6 km na zachód od Bachmutu) i odepchnęły siły rosyjskie dalej od autostrady T0504 w tym rejonie. Rzecznik ukraińskiej Wschodniej Grupy Sił, pułkownik Serhij Czerewaty, poinformował, że siły rosyjskie przeprowadziły 25 ataków w rejonie Bachmutu 19 marca, ale siły rosyjskie prawdopodobnie zapewniły tylko marginalne korzyści. Źródła rosyjskie wzmocniły materiał z 18 marca, rzekomo pokazując kolumnę ukraińskich pojazdów opancerzonych wzdłuż T0504 na południowy zachód od Kostiantynówki (22 km na południowy zachód od Bachmuta) i spekulowały, że siły ukraińskie przygotowują się do rozpoczęcia operacji kontrofensywy na południowy zachód od Bachmuta. Wybitny rosyjski bloger milowy twierdził, że siły ukraińskie są obecnie w stanie zintensyfikować kontrataki w celu ustabilizowania linii frontu wokół Bachmutu. Rosnące rosyjskie dyskusje na temat zbliżającej się ukraińskiej kontrofensywy w rejonie Bachmutu sugerują, że źródła rosyjskie są coraz bardziej niepewne co do zdolności rosyjskiego wojska do utrzymania inicjatywy wokół Bachmutu.

Wypowiedzi ukraińskich wojskowych na temat tempa i perspektyw bieżących rosyjskich operacji ofensywnych mogą sugerować, że cała rosyjska ofensywa wiosenna zbliża się do kulminacji. Rzecznik ukraińskiej Wschodniej Grupy Sił płk Serhij Czerewaty stwierdził 19 marca, że ??Rosja nie jest w stanie zgromadzić wystarczających sił do planowanej wielkiej ofensywy w Donbasie i zaznaczył, że obecnych rosyjskich działań ofensywnych nie można nazwać „dużą operacją strategiczną”. Podkreślił, że siły rosyjskie nie mogą nawet zakończyć taktycznego zajęcia Bachmutu, co potwierdza ocenę ISW, że ofensywa Grupy Wagnera w pobliżu Bachmuta prawdopodobnie zbliża się do kulminacji. Siły rosyjskie walczą również o zapewnienie znaczących operacyjnie zdobyczy w innych miejscach na linii frontu, zwłaszcza w rejonie miasta Awdijiwka-Donieck i Wuhledaru. Rzecznik Ukraińskich Sił Zbrojnych pułkownik Ołeksij Dmytraszkiwski zauważył 19 marca, że ??siły rosyjskie desperacko atakują Awdijewkę w celu wznowienia operacji ofensywnych na Wuhledar, co prawdopodobnie sugeruje, że dalsze rosyjskie ataki w rejonie Awdijiwki mają częściowo na celu odciągnięcie ukraińskich rezerw z zachodniego obwodu donieckiego do obszaru miasta Awdijiwka-Donieck. Dmytraszkiwski stwierdził, że ta ponowna koncentracja ofensywy na Awdijiwce doprowadziła ostatnio do dużych rosyjskich strat wokół Awdijiwki, sięgających równowartości jednej kompanii, o której wcześniej informował ISW.  

Ukraińscy wojskowi dodatkowo nadal wskazują, że ogromne straty rosyjskie w rejonie Vuhledaru poważnie obniżają rosyjskie zdolności ofensywne w obwodzie donieckim. Dmytraszkiwski poinformował, że siły rosyjskie wzmocniły elementy 155. Brygady Piechoty Marynarki Wojennej (obecnie silnie zaangażowanej w rejonie Vuhledaru) siłami rezerwowymi 98. Dywizji Powietrznodesantowej Gwardii. 155. Brygada Piechoty Marynarki Wojennej poniosła katastrofalne straty w sile roboczej i sprzęcie podczas nieudanych ataków na Vuhledar w listopadzie 2022 r.  98. Dywizja Powietrznodesantowa jest przynajmniej częściowo zaangażowana w rejonie Kreminny w obwodzie ługańskim, a zaangażowanie niektórych jej elementów składowych w rejonie Vuhledaru prawdopodobnie wskazuje na poziom desperacji ze strony rosyjskiego dowództwa wojskowego próbującego odbudować zniszczone jednostki i wznowić operacje ofensywne w zachodnim obwodzie donieckim. Podobnie ukraiński Sztab Generalny odnotował, że rosyjskie dowództwo wojskowe spieszy się z wysłaniem posiłków do Wuhledaru i tworzy oddział „Sztorm” w ramach 37. Oddzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych (36 Armii Połączonej, Wschodni Okręg Wojskowy), który prawdopodobnie zostanie rozmieszczony w rejonie Vuhledaru 24 marca. Rekonstrukcja ad hoc istniejących jednostek w celu rozmieszczenia ich w Vuhledarze, a także pozorne tworzenie formacji specjalnych pod szczeblem brygady sugeruje, że rosyjskie zdolności bojowe w zachodnim obwodzie donieckim są znacznie osłabione.

Ogólna rosyjska ofensywa wiosenna zbliża się zatem prawdopodobnie do punktu kulminacyjnego. Trwające rosyjskie ofensywy wzdłuż linii Svatove-Kreminna, wokół Bachmuta, wzdłuż linii frontu miasta Avdiivka-Donieck i Vuhledar nie przyniosły więcej niż przyrostowe korzyści taktyczne w pierwszych miesiącach 2023 r. Rosja zaangażowała około 300.000 zmobilizowanych żołnierzy, tzw. przez częściową mobilizację we wrześniu 2022 r. w celu przeprowadzenia właśnie takiej ofensywy wiosennej, do tych różnych działań ofensywnych. Jeśli 300.000 rosyjskich żołnierzy nie było w stanie zapewnić Rosji decydującej przewagi ofensywnej na Ukrainie, jest wysoce nieprawdopodobne, aby zaangażowanie dodatkowych sił w przyszłych falach mobilizacyjnych przyniosło w tym roku dramatycznie inny wynik. Ukraina jest zatem dobrze przygotowana do odzyskania inicjatywy i rozpoczęcia kontrofensywy w krytycznych sektorach obecnej linii frontu.

understandingwar.org

niedziela, 19 marca 2023


Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) uznała w sobotę udział Federacji Rosyjskiej w atakach terrorystycznych na terytorium Ukrainy. Za ataki terrorystyczne ONZ uznała zbombardowanie teatru dramatycznego w Mariupolu i dworca kolejowego w Kramatorsku.

Według informacji władz miasta w zbombardowanym teatrze zginęło ponad 300 osób cywilnych, w większości matek z dziećmi. W ubiegłym tygodniu prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że trudno jest określić liczbę ofiar tej zbrodni. Ukraińskie media informują o ponad tysiącu ofiar.

Za atak terrorystyczny komisja uznała też atak rakietowy armii rosyjskie na stację kolejową w Kramatorsku 8 kwietnia 2022 r. – kiedy to Rosjanie zabili 59 osób, a 92 zostały ranne.

Ponadto komisja potwierdziła rosyjski atak na centrum handlowe w Krzemieńczuku 27 czerwca 2022 r., w którym zginęło 21 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych - czytamy w komunikacie komisji.

onet.pl

Południowe zgrupowanie rosyjskich sił okupacyjnych doświadcza krytycznych braków kadrowych i sprzętu bojowego, gdyż rosyjskie dowództwo wysyła wszystkie posiłki do Bachmutu i innych „gorących” rejonów, twierdzi ukraiński ekspert wojskowy Ołeksandr Kowalenko.

Według eksperta niezbędne uzupełnienia przestały napływać na południowy odcinek frontu Chersoń-Zaporoże od początku 2023 r. Już wtedy wiele jednostek rosyjskich miało tam 70 proc. stanu cywilnego i 30-50 proc. stanu wojennego.

„Wraz ze wzrostem intensywności walk w rejonie Bachmutu, a także w Wuhłedarze, Marjince, Awdijiwce oraz nasyceniu obwodu ługańskiego siłami i środkami do ofensywy na Łyman i Kupiańsk, bezpieczeństwo południa kilkakrotnie się pogorszyło i obecnie straciło minimum zdolności bojowych” - tłumaczył Kowalenko w wypowiedzi dla agencji prasowej UNIAN.

Ekspert zaznaczył, że jednostki wojsk rosyjskich na południu nie otrzymują rekompensaty bieżących straty w sprzęcie, a często nie mogą uzupełnić amunicji. Wiele tamtejszych jednostek uzbrojonych jest głównie w broń piechoty, a problem braku ciężkiego sprzętu z każdym dniem się pogłębia.

„Można sobie tylko wyobrazić, co stanie się z zaopatrzeniem jednostek i ogólnie z całym południem, jeśli rozwój wydarzeń tam kilkukrotnie się zintensyfikuje, a zapotrzebowanie na wsparcie materialne i techniczne wzrośnie 3-4 razy lub więcej” — dodał Kowalenko.

onet.pl

sobota, 18 marca 2023


Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) wydał nakazy aresztowania prezydenta Władimira Putina oraz prezydenckiej komisarz ds. praw dziecka w Rosji Marii Aleksiejewny Lwowskiej-Belowej.

Jak czytamy w oświadczeniu MTK Władimir Putin ma być odpowiedzialny za zbrodnię wojenną polegającą na bezprawnej deportacji ludności (dzieci) oraz bezprawnym przekazaniu ludności (dzieci) z okupowanych obszarów Ukrainy do Federacji Rosyjskiej.

"Istnieją uzasadnione powody, by sądzić, że Putin ponosi indywidualną odpowiedzialność karną za wyżej wymienione zbrodnie, (i) za popełnienie czynów bezpośrednio, wspólnie z innymi i/lub za pośrednictwem innych osób oraz (ii) za brak właściwej kontroli nad cywilnymi i wojskowymi podwładnymi, którzy popełnili te czyny lub dopuścili do ich popełnienia, a którzy podlegali jego rzeczywistej władzy i kontroli, zgodnie z odpowiedzialnością zwierzchnika" - można przeczytać w oświadczeniu MTK.

(...)

Maria Zacharowa w pierwszym komentarzu dotyczącym nakazu aresztowania Putina przekonywała, że decyzja Trybunału "nie ma żadnego znaczenia dla Rosji". — Rosja nie współpracuje z tym organem i wszystkie możliwe przepisy dotyczące aresztowania (...) będą dla nas prawnie nieważne — powiedziała na briefingu prasowym.— Rosja nie jest członkiem Rzymskiego Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego i nie ponosi z tego tytułu żadnych zobowiązań — dodała.

(...)

Rosyjski propagandysta Władimir Sołowiow wzywa do ataków terrorystycznych na stolice UE.

"The Guardian" informuje powołując się na źródła w MTK, że ich zdaniem jest teraz bardzo mało prawdopodobne, aby Putin udał się z wizytą do jakiegokolwiek kraju, który obecnie wspiera Ukrainę. Gdyby to zrobił, to ryzykowałby aresztowaniem. Źródła "Guardiana" dodały, że możliwe jest, że Putin nadal będzie latał do Chin, które nie są sygnatariuszem statutu rzymskiego, traktatu, który zobowiązuje rządy do wykonywania nakazów MTK.

Nakaz aresztowania MTK wydał również wobec Marii Lwowej-Biełowej. Tak prezydencka komisarz ds. praw dziecka w Rosji skomentowała tę sprawę: "To wspaniałe, że społeczność międzynarodowa doceniła tę pracę na rzecz dzieci z naszego kraju: że nie zostawiamy ich w strefach wojennych, że je wyciągamy, że tworzymy dla nich dobre warunki, że otaczamy je kochającymi, opiekuńczymi ludźmi"

Z kolei rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przekazał, że Rosja uważa same pytania postawione przez MTK za "oburzające i nie do przyjęcia". Dodał, że "wszelkie decyzję Trybunału wobec Rosji są nieważne". Zapytany, czy prezydent Rosji obawia się teraz podróży do krajów, które uznają MTK, Pieskow powiedział: "Nie mam nic do dodania na ten temat. To wszystko, co chcemy powiedzieć".

onet.pl

piątek, 17 marca 2023


Siły rosyjskie osiągnęły postępy po obu stronach autostrady M03 na kierunku Słowiańska, podchodząc pod ukraińską linię obrony w pasie wzniesień po wschodniej stronie kanału Doniec–Donbas. Siły ukraińskie powstrzymują agresora na północny wschód i na południe od Czasiw Jaru, jednakże mają coraz większe problemy z dostarczeniem stamtąd zaopatrzenia dla broniącego się Bachmutu, w którym Rosjanie także odnotowali kolejne postępy w kierunku centrum miasta. Po zajęciu przez jednostki rosyjskie wsi Krasnohoriwka na północ od Awdijiwki trwają walki w rejonie linii kolejowej będącej wcześniej główną trasą zaopatrzenia miasta. Najprawdopodobniej jej wykorzystanie nie jest już możliwe, a obrońcom pozostaje kilka dróg lokalnych na zachód od Awdijiwki. Wojska ukraińskie miały odeprzeć kolejne próby rosyjskiego natarcia w łuku na zachód od Doniecka, na południowych obrzeżach Wuhłedaru oraz na północny wschód od Kupiańska. Sprzeczne informacje docierają o sytuacji pomiędzy Kreminną a Łymanem, gdzie walki toczą się po wschodniej stronie rzeki Żerebeć. Kierunki rosyjskich ataków wskazują na kształtowanie się szerokiego łuku na południe, wschód i północ od Siewierska. Według źródeł rosyjskich 15 marca siły ukraińskie miały podjąć próbę rozpoznania bojem w dwóch kierunkach na południe od Orichiwa w obwodzie zaporoskim.

Według ukraińskiego Sztabu Generalnego zmniejszyła się częstotliwość rosyjskich ataków na pozycje obrońców – z poziomu 90–100 ataków 13–14 marca do 70–75 ataków 15–16 marca. Nadal pozostaje ona jednak znacząco wyższa niż w styczniu i na początku lutego (do 50 ataków na dobę). Połowa aktywności agresora przypada na rejon Bachmutu.

14 marca Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Wałerij Załużny podkreślił, że operacja obronna w Bachmucie ma kluczowe znaczenie strategiczne i stabilizuje sytuację na całym froncie. Wcześniej prezydent Wołodymyr Zełenski odbył posiedzenie z wyższym dowództwem wojskowym, na którym potwierdzono konieczność dalszej obrony Bachmutu. 15 marca sekretarz obrony USA Lloyd Austin, zapytany o znaczenie walk o Bachmut, stwierdził, że jest to „bitwa prezydenta Zełenskiego”. Wcześniej stwierdzał, że Bachmut ma znaczenie bardziej symboliczne niż operacyjne, a jego upadek niekoniecznie będzie oznaczał ułatwienie ofensywy agresora.

Rosjanie ponawiali ataki rakietowe na zaplecze sił ukraińskich w północno-zachodniej części obwodu donieckiego, a ich głównym celem w ostatnich dniach był Kramatorsk. 14 marca rosyjskie rakiety spadły także na miejscowość Zatoka w obwodzie odeskim, a 15 marca na Charków. Artyleria i lotnictwo agresora kontynuują ostrzał i bombardowania wzdłuż linii styczności i w rejonach przygranicznych. Zmasowanemu ostrzałowi poddana została Konstantynówka, będąca jednym z głównych węzłów komunikacyjnych na zapleczu obrony Bachmutu. Poza rejonami walk głównymi celami rosyjskiego ostrzału pozostają Chersoń i okoliczne miejscowości oraz rejon Oczakowa. Siły ukraińskie ostrzelały m.in. instalacje wojskowe agresora w Doniecku i w pobliżu Mariupola.

14 marca premier Mateusz Morawiecki poinformował, że Polska może przekazać Ukrainie swoje myśliwce MiG-29 w ciągu czterech–sześciu tygodni. Z kolei 16 marca prezydent Andrzej Duda podczas spotkania z prezydentem Czech Petrem Pavlem potwierdził, że pierwsze cztery samoloty trafią na Ukrainę w najbliższych dniach. Pozostałe kilkanaście ma być obecnie serwisowane i przygotowywane do przekazania. 17 marca decyzję o przekazaniu Ukrainie 13 MiG-29 podjął rząd Słowacji, o czym poinformował premier Eduard Heger.

15 marca odbyło się dziesiąte spotkanie grupy kontaktowej państw wspierających wojskowo Ukrainę (tzw. grupy Ramstein). Przewodniczący mu szef Departamentu Obrony USA Lloyd Austin przypomniał, że państwa członkowskie zadeklarowały łącznie ponad 150 czołgów Leopard 1 i 2. Uczestniczący w spotkaniu sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg podkreślił, że sojusznicy gotowi są przekazać armii ukraińskiej więcej systemów obrony powietrznej, broni pancernej i amunicji. Podczas spotkania kanadyjska minister obrony zapowiedziała dostarczenie Ukrainie blisko 8 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej 155 mm, 12 rakiet do systemów obrony powietrznej (nie podała typu) oraz 1800 sztuk nabojów szkoleniowych do armat czołgowych 105 mm. Potwierdziła także wcześniejsze zapowiedzi zwiększenia z czterech do ośmiu liczby czołgów Leopard 2A4 przekazanych do organizowanego w Polsce batalionu oraz zasilenia go wozem zabezpieczenia technicznego. Mają one dotrzeć na Ukrainę w najbliższych tygodniach. Już po spotkaniu zwiększenie z sześciu do dziesięciu liczby planowanych do dostarczenia armii ukraińskiej czołgów Leopard 2A4 potwierdziła szefowa resortu obrony Hiszpanii.

W dniach 14–16 marca nowe pakiety wsparcia wojskowego przedstawiły również inne państwa. Holandia zapowiedziała przekazanie dwóch trałowców typu Alkmaar (mają one trafić na Ukrainę do 2025 r.), samobieżnych mostów pontonowych M3 oraz stacji radiolokacyjnych. Dania zamierza przekazać m.in. karabiny maszynowe 12,7 mm, rakiety do systemów obrony powietrznej, amunicję strzelecką oraz „dużą liczbę” min przeciwczołgowych, Estonia karabiny snajperskie i amunicję strzelecką, a Litwa pociski artyleryjskie 155 mm. W nowym pakiecie pomocy wojskowej z Niemiec znalazło się m.in. 5 tys. pocisków artyleryjskich 155 mm, nieznana liczba pocisków naprowadzanych tego kalibru oraz amunicja do wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych MARS II. Dostarczenie 240 ciężarówek wojskowych Volvo, z których pierwsze mają trafić na Ukrainę w następnym tygodniu, zapowiedziała Belgia.

16 marca rząd Szwecji potwierdził i jednocześnie doprecyzował wcześniejsze zapowiedzi o przekazaniu Ukrainie armatohaubic 155 mm na platformie samochodowej Archer. Szwedzi zdecydowali o przekazaniu ośmiu Archerów (w styczniu szwedzkie media sugerowały przekazanie 12), przy czym dwa mają stanowić rezerwuar części zamiennych. Na zatwierdzenie przez szwedzki parlament ma oczekiwać decyzja rządu o przekazaniu 10 czołgów Leopard 2A5. Łączna wartość wsparcia oceniona została na 537 mln euro, a uzbrojenie ze Szwecji ma trafić na Ukrainę za kilka miesięcy. Tego samego dnia minister obrony Francji potwierdził, że na Ukrainę dotarły pierwsze opancerzone samochody rozpoznawcze AMX-10RC (o ich wysłaniu donoszono 17 lutego). Z kolei ukraiński wywiad wojskowy powiadomił o otrzymaniu 30 zmodernizowanych „polsko-ukraińskich” samochodów opancerzonych Oncilla 4x4.

Ukraiński państwowy koncern zbrojeniowy Ukroboronprom poinformował o rozpoczęciu produkcji amunicji 125 mm do armat czołgowych, których pierwszą partię miano już dostarczyć. Ministerstwo Obrony Ukrainy podkreśliło, że wcześniej Ukroboronprom rozpoczął produkcję granatów moździerzowych 82 mm i 120 mm, a następnie także amunicji artyleryjskiej 122 mm i 152 mm. Produkcja odbywa się poza terytorium Ukrainy (nie podano gdzie) z udziałem pracowników koncernu.

14 marca sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow odrzucił tezy „The Washington Post”, że jakość ukraińskiej armii pogarsza się z powodu utraty wyszkolonych żołnierzy, co zagraża wiosennej kontrofensywie. 16 marca odwołano dowódcę batalionu 46. Samodzielnej Brygady Powietrznomobilnej, który przekazał informacje o stratach amerykańskiej gazecie, twierdząc, że w jego batalionie liczącym 500 żołnierzy zginęło 100, a 400 zostało rannych. Rzecznik prasowy Wojsk Desantowo-Szturmowych stwierdził, że dowódca nie miał pozwolenia na kontakt z dziennikarzami, a przekazane przez niego informacje uznał za przesadzone.

14 marca minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow wskazał na poszerzanie międzynarodowej „koalicji morskiej” zaangażowanej w odbudowę marynarki wojennej dodając, że dołączyły do niej ostatnio Wielka Brytania i Holandia. Przypomniał, że w Turcji budowana jest pierwsza z dwóch korwet dla marynarki ukraińskiej. Wcześniej jednostki morskie dostarczyły USA i Belgia. Podczas spotkania w Odessie z minister obrony Holandii poinformował, że w 2025 r. Holandia przekaże dwa trałowce typu „Alkmaar” do ochrony szlaków żeglugowych na Morzu Czarnym, a w drugiej połowie 2023 r. rozpocznie się szkolenie ukraińskich marynarzy.

13 marca rząd Ukrainy przyjął projekt ustawy zwiększającej wydatki budżetu państwa o 537 mld hrywien (ok. 14,6 mld dolarów). Premier Denys Szmyhal sprecyzował, że większość nakładów – ponad 518 mld hrywien – zostanie przeznaczone na sektor bezpieczeństwa i obrony, w tym na wypłaty dla wojska i zakup sprzętu wojskowego i specjalnego. 14 marca rząd w Kijowie przedstawił plan priorytetowych działań na rok 2023. W obszarze bezpieczeństwa planuje się zwiększenie produkcji amunicji, zaangażowanie sektora prywatnego w rozwój przemysłu obronnego, dalszą współpracę z partnerami zagranicznymi w zakresie pozyskiwania i produkcji uzbrojenia i sprzętu wojskowego, zaopatrywanie wojska w drony, w tym własnej produkcji, stworzenie zintegrowanego systemu zakupów produktów obronnych oraz rozminowywanie wyzwolonych terytoriów. 15 marca ukraiński resort obrony opublikował listę potrzeb wojskowych mających zagwarantować sukces na froncie. Podkreślono, że Ukraina potrzebuje dostaw broni zarówno defensywnej, jak i ofensywnej, w pierwszej kolejności pocisków rakietowych do wyrzutni HIMARS i MARS II; pocisków 155 mm, granatów moździerzowych 120 mm, pocisków do systemów obrony powietrznej, pocisków do rakietowych systemów przeciwpancernych, lotniczych środków niszczenia, amunicji krążącej (drony kamikadze), pocisków do armat czołgowych 105 i 125 mm.

Na terenach okupowanych wzrosła aktywność ukraińskich grup dywersyjnych. 13 marca miał miejsce zamach na tzw. zastępcę szefa administracji Nowej Kachowki w obwodzie chersońskim Witalija Hurę. Kolaborant został ranny, a za wysadzenie jego samochodu wziął odpowiedzialność partyzancki oddział „Atesz”. Formacja powstała we wrześniu 2022 r., w jej skład wchodzą Ukraińcy i Tatarzy krymscy, którzy skupiają się na atakach na siły rosyjskie i osoby współdziałające z okupantem. 14 marca w Melitopolu w eksplozji samochodu zginął miejscowy kolaborant Iwan Tkacz, który organizował transport żołnierzy rosyjskich na linię frontu w obwodzie zaporoskim. Z kolei w Rosji, w Rostowie nad Donem 16 marca w niewyjaśnionych okolicznościach doszło do pożaru w budynku służby pogranicznej FSB. W jego wyniku eksplodował magazyn amunicji i paliw.

14 marca w Kijowie na 12 lat pozbawienia wolności i konfiskatę mienia skazano mężczyznę oskarżonego o zdradę stanu, planowanie zabójstwa na zlecenie oraz udział w nielegalnych formacjach zbrojnych i organizacji terrorystycznej. Mieszkaniec obwodu ługańskiego został zwerbowany przez rosyjski wywiad wojskowy i otrzymał zadanie zorganizowania zabójstwa dowódcy jednej z ukraińskich jednostek. Morderstwo to miało stać się zadaniem „próbnym” przed dokonaniem innych zabójstw, m.in. ministra obrony Ukrainy Ołeksija Reznikowa i szefa wywiadu Kyryła Budanowa. Za zabójstwo każdego z nich miał otrzymać ponad 100 tys. dolarów. W sierpniu 2022 r. skazany został zatrzymany w Kowlu (obwód wołyński).

Władze obwodu kijowskiego poinformowały 14 marca, że zagrożenie bezpośrednimi walkami w stolicy jest minimalne. Z tego względu przystąpiono do likwidacji części posterunków kontrolnych i zapór inżynieryjnych, zostaną usunięte bezużyteczne bloki betonowe i worki z piaskiem. Zastrzeżono, że nie oznacza to całkowitego usunięcia umocnień, ale jedynie ograniczenie ich liczby, przystąpiono też do ich modernizacji. Ma to poprawić sytuację komunikacyjną w Kijowie.

Komentarz

Decyzja o przekazaniu Ukrainie myśliwców MiG-29 przez Polskę i Słowację ma znaczący wymiar polityczny. Będą to pierwsze maszyny zdolne do zestrzeliwania samolotów i części rakiet agresora, jakie armia ukraińska otrzyma oficjalnie od partnerów. W 2022 r. Ukraińcy otrzymali bowiem z Polski kilka tego typu samolotów w częściach, a także od kilku krajów dużą liczbę części zamiennych do maszyn posiadanych wcześniej przez lotnictwo ukraińskie (pozwoliło to na przedłużenie żywotności dużej części samolotów ukraińskich, uszkodzonych w walkach). Najprawdopodobniej Ukraina otrzymała już od partnerów samoloty bojowe – szturmowce Su-25. Ze względu na niemożność podjęcia walki powietrznej z przeciwnikiem (przekazane Ukrainie Su-25 mogą atakować wyłącznie cele naziemne) nie były one jednak postrzegane w przestrzeni informacyjnej jako pełnowartościowe wsparcie lotnicze.

Polskie i słowackie myśliwce MiG-29 nie zmienią sytuacji na froncie. Łącznie oba państwa będą w stanie przekazać nieco ponad 30 maszyn, przy czym część z nich zostanie potraktowana jako magazyny części zamiennych. Mają one także zdecydowanie mniejsze możliwości niż samoloty agresora (głównie myśliwce wielozadaniowe z rodziny Su-27), a nawet MiGi-29 użytkowane wcześniej przez lotnictwo ukraińskie (siły państw posowieckich wyposażone są w samoloty wersji 9.13 z większym zapasem paliwa i stacją zakłóceń, lotnictwo europejskich państw satelickich ZSRR otrzymało eksportową wersję 9.12). Zużycie w trakcie ponad trzydziestoletniej służby i niedobór części zamiennych (większość ich zapasów przekazano Ukrainie wcześniej) sprawią także, że w warunkach bojowych część darowanych migów może okazać się samolotami jednorazowego użytku. Nie ukrywa tego ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych, wciąż licząc na pozyskanie nowocześniejszych od MiG-29 i dysponujących odpowiednim serwisem maszyn zachodnich, w pierwszej kolejności amerykańskich F-16.

Siły ukraińskie nie rezygnują z akcji dywersyjnych na terenach okupowanych. Ich celem są miejscowi kolaboranci i obiekty zajmowane przez okupanta. Nie można wykluczyć, że kolejne incydenty związane z niszczeniem infrastruktury na terytorium Rosji, są również przejawem aktywności ukraińskich służb specjalnych, choć Kijów nie przyznaje się do ich realizacji. Działania na terenach okupowanych utrudniają Rosjanom utrzymanie stabilnej sytuacji na zapleczu frontu i odstraszają potencjalnych kolaborantów, mimo że skala dywersji i sabotażu nie jest duża. Pojedyncze akcje i groźba ich dalszego kontynuowania wywierają presję psychologiczną na Rosjan i ich zwolenników i zwiększają koszty utrzymania zajętych terytoriów m.in. ze względu na konieczność wzmocnienia liczebności sił porządkowych.

osw.waw.pl