poniedziałek, 2 stycznia 2023


Na donbaski front trafiła grupa najemników z wojskowej firmy „Patriot". Mieli oni zostać przerzuceni pod Wuhłedar. „Patriot" to militarna firma, a w zasadzie prywatna „armijka", na wzór tzw. Grupy Wagnera, od dawna skonfliktowana z Prigożynem. Konflikt jest spowodowany faktem, że „Patriot" nie dostał dużych kontraktów na „usługi ochroniarskie" w Republice Środkowoafrykańskiej - zlecenie to otrzymali wagnerowcy. Marginalizowana najemna grupa jest wykorzystywana przez Szojgu do osłabiania pozycji wagnerowskiej frakcji na Kremlu. Na fali krytyki klęsk rosyjskich nad Dnieprem Prigożyn urósł do roli jednego z najważniejszych zauszników Władimira Putina. Pozycja Szojgu osłabła do tego stopnia, że w kontrolowanych rosyjskich mediach dopuszcza się krytykę resortu obrony. Na ostatniej odprawie wyższej kadry oficerskiej z Władimirem Putinem oraz Szojgu, ten drugi poruszał się i mówił niczym ubezwłasnowolniony członek KPZR czekający na moment, w którym każą mu wygłosić samokrytykę. Putin, zresztą, podkreślił że wojsko od państwa rosyjskiego „otrzymało wszystko co trzeba" do prowadzenia wojny, sugerując Rosjanom że winnym jest właśnie minister Szojgu.

Konflikt Szojgu-Prigożyn narasta z każdym dniem wojny. Część materiałów video pokazujących mizerię zaopatrzenia rosyjskich żołnierzy mieli kręcić – a przynajmniej promować – ludzie związani z Prigożynem. Wszystko to uderza w Szojgu. Przed nominowaniem na głównodowodzącego „generała Armageddona" Sergieja Surowikina odpowiedzialność personalna za inwazję była rozmyta, więc z łatwością wszelkie niepowodzenia spadły na barki Szojgu. Notabene Surowikin jest człowiekiem Prigożyna, więc jego nominacja to kolejny ruch frakcji krytyków rosyjskiego resortu obrony. Sojusznikiem Prigożyna w tym konflikcie stał się Ramzan Kadyrow, prorosyjski namiestnik Czeczenii. Frakcja Prigożyn-Kadyrow dostarcza „mięso armatnie" na front nie ponosząc większej odpowiedzialności politycznej za sytuację operacyjną, więc ich notowania wzrastają. Szojgu natomiast jest obiektem kpin za porażkę wojskowej logistyki i nieudaną mobilizację. Formalnie do tzw. Grupy Wagnera idą ochotnicy, więc nie ma buntu rodzin zabitych, który jest powszechnym zjawiskiem przy „mobikach".

Dla Prigożyna inwazja przeciwko Ukrainie stała się okresem „złotych żniw". Z firmy najemniczej z personelem do 2 tys. osób rozrosła się do kilkunastu tysięcy, z czego ostatnie zaciągi przeprowadzono za zgodą Kremla w koloniach karnych oraz więzieniach. Rekrutacja jest ułatwiona, więźniom obiecać można dosłownie wszystko, bo i tak „Wagner" im nie płaci obiecanych kontraktów. Z relacji jeńców wynika, że wojska wagnerowców są dzielone na dwa rzuty. Pierwszy rzut – złożony z „zeków" (czyli więźniów) jest wysyłany do ataku z minimalnym uzbrojeniem (Kałasznikow plus jeden magazynek amunicji) by zrobić znany z czasów sowieckich tzw. zwiad bojem. Drugi rzut – to faktyczni kontraktowi najemnicy tzw. Grupy Wagnera z przeszłością, bardzo często, w doborowych jednostkach specnazu. Doszło nawet do tego, że strategiczny odcinek frontu pod Bachmutem, a Rosjanie uznali za zdobycie tego miasta za priorytet, „sprywatyzowała" tzw. Grupa Wagnera. Gdyby wagnerowcy zdobyli Bachmut wpływy frakcji krytyków Szojgu urosłyby do ogromnych rozmiarów, a sam Prigożyn awansowałby w kremlowskiej hierarchii. Bachmut jest wciąż zaciekle broniony przez Ukraińców, więc wagnerowcy nie ukoronowali wpływów swojego mocodawcy militarnym zwycięstwem. Prigożyn od początku inwazji zarzuca Szojgu brak zaopatrywania wagnerowskich oddziałów, więc wiadomo jak wytłumaczy klęskę swoich oddziałów pod Bachmutem.

defence24.pl

31 grudnia Rosjanie przeprowadzili atak rakietowy w północno-zachodniej części Ukrainy. Premier Denys Szmyhal poinformował, że główny cel stanowiła cywilna infrastruktura mieszkalna w Kijowie, jednak trafiona została także m.in. elektrociepłownia. Obrońcy podali, że zestrzelili 12 z 20 pocisków manewrujących. Tego dnia w uderzeniach rakietowych ucierpiały również jednostka wojskowa w obwodzie czernihowskim oraz Kramatorsk, Łyman, Mikołajów i Zaporoże (Rosjanie mieli wykorzystać w ciągu doby 31 rakiet). Już w nowym roku Rosjanie kontynuowali ataki przy użyciu dronów kamikadze. Ich głównym celem była ukraińska stolica. Obrońcy powiadomili o zestrzeleniu wszystkich dronów biorących udział w tej akcji – 45 nocą z 31 grudnia na 1 stycznia oraz 39 nocą z 1 na 2 stycznia. Mimo to w Kijowie doszło do kolejnych uszkodzeń, w tym obiektu infrastruktury energetycznej. Celami były także Dniepr i Mikołajów, w którym ze względu na brak prądu wstrzymano pracę przepompowni, a tym samym dostawy wody. 1 stycznia szef wywiadu wojskowego (HUR) Kyryło Budanow zapewnił, że siły agresora posiadają zdolność do przeprowadzenia jedynie dwóch zmasowanych ataków rakietowych.

Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuują ataki na pozycje i zaplecze sił ukraińskich wzdłuż linii styczności i na obszarach przygranicznych. Ze szczególnym natężeniem ostrzeliwane i bombardowane są Chersoń (od kilkunastu do kilkudziesięciu ataków na dobę), Nikopol i okolice Oczakowa oraz przygraniczne rejony obwodu sumskiego (co najmniej 100 uderzeń na dobę). Artyleria i lotnictwo obrońców atakowały pozycje i zaplecze wrogich wojsk w Donbasie i obwodzie zaporoskim, miały również uderzyć na cele po rosyjskiej stronie granicy w Biełgorodzie i obwodzie briańskim. Zarząd Komunikacji Strategicznej armii ukraińskiej przekazał, że w ataku przeprowadzonym w sylwestra na bazę agresora w okupowanej Makiejewce koło Doniecka zginęło 400 rosyjskich żołnierzy, a 300 zostało rannych. Do kolejnego aktu dywersji doszło w Melitopolu, a według niepotwierdzonych doniesień – także na lotnisku wojskowym w Woroneżu.

Siły najeźdźcze zaatakowały pozycje obrońców wzdłuż linii kolejowej Bachmut–Siewiersk (Krasna Hora, Rozdoliwka), jednocześnie oskrzydlając Sołedar, będący głównym punktem ukraińskiego oporu na północny wschód od Bachmutu. Trwają walki we wschodniej części miasta oraz na jego północno-wschodnich i południowych obrzeżach, na zachód od Gorłówki, na północ i południe od Awdijiwki oraz na zachód od Doniecka (głównie o kontrolę nad Marjinką). Rosjanie podejmowali też kolejne próby przełamania pozycji ukraińskich pomiędzy Kreminną a Łymanem oraz na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego. W obwodzie zaporoskim doszło do walk na południe od Hulajpola – do miasta zbliżyły się wojska rosyjskie, które zajęły pozostającą dotychczas w pasie ziemi niczyjej miejscowość Dorożnianka.

2 stycznia zastępca szefa Głównego Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego Ukrainy Ołeksij Hromow podsumował sytuację na froncie. Do końca 2022 r. Siły Zbrojne Ukrainy wyzwoliły 40% terytoriów zajętych przez Rosję po 24 lutego: ok. 40 tys. km2 w rejonie Chersonia, 14 tys. km2 w obwodach czernihowskim i sumskim, 12 tys. km2 w obwodzie charkowskim oraz 7 tys. km2 w północnej części obwodu kijowskiego. Według Hromowa w ubiegłym roku szkolenia ogólnowojskowe i specjalistyczne poza granicami kraju odbyło ponad 20 tys. ukraińskich wojskowych. Prowadzono je głównie w Polsce, w Czechach, na Słowacji oraz w obiektach armii amerykańskiej w Niemczech.

31 grudnia ukraińskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało, że od początku rosyjskiej inwazji zdemaskowano 108 wrogich grup dywersyjno-rozpoznawczych. Wszczęto przy tym 2220 postępowań karnych w sprawach dotyczących współpracy ze służbami specjalnymi FR i zatrzymano przeszło 1880 osób, które prawdopodobnie brały udział w działaniach sabotażowych. Przypomniano, że od lutego 2022 r. Rosjanie uszkodzili ponad 700 obiektów infrastruktury krytycznej.

30 grudnia premier Szmyhal przekazał, że z Polski dotarła pierwsza transza trzeciej partii terminali systemu łączności Starlink. Nie określił przy tym jednak, ile urządzeń otrzyma Ukraina w ramach tego pakietu. Podkreślił jedynie, że pomoc będzie bardzo duża. Według informacji ukraińskiego resortu ds. cyfryzacji Polska dostarczy w sumie ponad 20 tys. terminali Starlink (po uwzględnieniu tych, które trafiły już na Ukrainę w ub.r.), co zapewni utrzymanie łączności internetowej ludności w „punktach niezłomności” w całym kraju, a także placówkom medycznym i obiektom infrastruktury energetycznej.

31 grudnia w trakcie wizyty prezydenta Władimira Putina w sztabie Południowego Okręgu Wojskowego w Rostowie nad Donem poinformowano o formalnym włączeniu w skład Sił Zbrojnych FR 1. Donieckiego Korpusu Armijnego (KA; byłej tzw. Donieckiej Milicji Ludowej), 2. Gwardyjskiego Ługańsko-Siewierodonieckiego KA (Ługańskiej Milicji Ludowej) oraz wyższej szkoły oficerskiej w Doniecku. Putin wezwał uczestników tzw. specjalnej operacji wojskowej, by „iść tylko naprzód”.

Komentarz

Powtarzające się przez ostatnie doby ataki na Kijów to kolejny element toczonej przez Rosjan wojny na wyczerpanie, podobnie jak permanentny ostrzał Chersonia, który ma złamać wolę oporu Ukraińców. Agresor stara się też wykazać, że wbrew ukraińskim doniesieniom o wyczerpywaniu się rosyjskich środków – zwłaszcza pocisków manewrujących – wciąż posiada możliwości prowadzenia ataków. Za kontrproduktywne należy uznać deklarowanie w ostatnich dniach przez Ukraińców 100-procentowej skuteczności ich obrony powietrznej przy równoczesnym potwierdzaniu kolejnych rosyjskich trafień (zwłaszcza w infrastrukturę energetyczną) oraz wynikających z nich awaryjnych wyłączeń prądu.

Oficjalne włączenie byłych Donieckiej i Ługańskiej Milicji Ludowych w skład armii rosyjskiej oznacza, że Moskwa zerwała z utrzymywaną od 2014 r. fikcją odrębności 1. i 2. KA od Sił Zbrojnych FR (osobną kwestię stanowiło utrzymywanie jej po nielegalnym włączeniu obu ukraińskich obwodów do Rosji). Wątpliwe jest jednak, by zmieniło to politykę Kremla względem rekrutacji do obu korpusów oraz wobec ich wyposażenia. Od początku wojny Rosjanie prowadzą w Donbasie permanentną mobilizację, a zrekrutowane w jej wyniku pododdziały wyposażane są w uzbrojenie i sprzęt wojskowy będące mieszanką najstarszych typów posowieckich, w tym pozyskiwanych poza Rosją (m.in. z Białorusi). Korpusy z obu ukraińskich obwodów odpowiadają za znaczącą część wysiłku militarnego agresora i najprawdopodobniej przypadają na nie liczne ponoszone przez niego straty. Warto podkreślić, że jak dotąd rekrutacja do (pro)rosyjskich formacji zbrojnych w okupowanych częściach obwodów chersońskiego i zaporoskiego nie przyniosła istotnych sukcesów.

osw.waw.pl

niedziela, 1 stycznia 2023


Wojska rosyjskie zaatakowały w sobotę, kilka godzin przed nadejściem Nowego Roku, miejscowość Naddnipriańske koło Chersonia. 13-letni Jarosław wraz z siostrą wracali w tym czasie do domu. Rannego chłopca w ciężkim stanie przewieziono do obwodowego szpitala dziecięcego w Chersoniu - poinformował szef administracji regionu Jarosław Januszewycz.

Krótko po północy 1 stycznia Rosjanie ostrzelali szpital w Chersoniu. W sali, gdzie leżał chłopiec, wypadły okna. 13-latek został ewakuowany do szpitala w Mikołajowie. Lekarze nadal walczą o jego życie.

(...)

Rosja nie ma już celów militarnych na Ukrainie, chce tylko "zabić tylu cywilów, ilu się da" - oświadczył w niedzielę doradca ukraińskiego prezydenta Mychajło Podolak. Komentując rosyjski ostrzał w nocy z soboty na niedzielę, dodał: "doszło do kolejnej zmiany strategii (toczonej) wojny".

Kijów ocenia, że ostrzał prowadzony ostatnio przez siły rosyjskie i wymierzony głównie w infrastrukturę energetyczną nie ma realnej wartości militarnej, ma za to na celu wyniszczenie ludności cywilnej - komentuje portal brytyjskiej telewizji Sky News.

(...)

Jeśli Rosja wierzyła, że pod wpływem zmasowanego zagrożenia szybko rzuci Ukrainę na kolana, to źle skalkulowała. Podobnie niegdyś w ZSRR zakładano, że marsz na Helsinki zajmie im dwa tygodnie. Stalin i Putin nie rozpoznali jednego czynnika: naród działający razem to ogromna siła – powiedział prezydent Sauli Niinisto w orędziu noworocznym. Według Niinisto Rosja błędnie założyła również, że współczucie Europejczyków i Zachodu dla Ukraińców będzie przejściowe. - Okazało się inaczej: sprawa Ukrainy została potraktowano jako własna, a wsparcie dla niej tylko wzrosło – powiedział.

Niinisto podkreślił również, że przez rosyjski atak, wiosną 2022 r. dokonała się historyczna zmiana w wieloletniej fińskiej polityce zagranicznej. Wtedy podjęto decyzję o złożeniu wniosku o akcesję do NATO. - Są powody, aby wierzyć, że formalnie członkostwo nastąpi w 2023 r. Wtedy zakończy się okres neutralności Finlandii – dodał. Dotychczas, spośród 30 sojuszników NATO, jedynie Turcja i Węgry nie ratyfikowały protokołów Finlandii i Szwecji.

- Jednak także w przyszłości Finlandia będzie sama odpowiedzialna za obronę swojego terytorium, ale już jako część sojuszu obronnego. Dostaniemy pomoc i sami także zapewnimy innym bezpieczeństwo. Wraz z naszym członkostwem czynnik odstraszający całego NATO będzie mocniejszy. Podobnie, próg zagrożenia Finlandii przy użyciu siły będzie wyższy niż wcześniej – podsumował fiński prezydent.

(...)

Prawnik Geoffrey Nice, który był prokuratorem w procesie byłego prezydenta Jugosławii Slobodana Miloszevicia powiedział BBC, że Władimir Putin powinien odpowiedzieć za zbrodnie wojenne, czyli atakowanie celów cywilnych w Ukrainie przez podlegającą mu armię Rosji. Jego zdaniem sprawa przeciwko Putinowi byłaby oczywista. Nie ma bowiem wątpliwości, że hierarchia dowodzenia prowadzi do przywódcy na Kremlu. Najważniejsze byłoby więc pociągnięcie do odpowiedzialności osobiście Putina, a nie szeregowych żołnierzy - ocenił Nice w wywiadzie dla BBC opublikowanym w niedzielę.

onet.pl

Jak poinformowano, zmobilizowani żołnierze stacjonowali na terenie Szkoły Zawodowo-Technicznej nr 19 w tymczasowo okupowanym mieście Makiejewka w obwodzie donieckim. W nocy z 31 grudnia na 1 stycznia doszło tam do wybuchu, wskutek którego zginęło około 400 wojskowych, a kolejnych 300 zostało rannych.

"W wyniku nieostrożnego obchodzenia się z urządzeniami grzewczymi, zaniedbania środków bezpieczeństwa, palenia w nieokreślonym miejscu, Mikołaj zapakował do worków około 400 zwłok Rosjan" - przekazał Departament Komunikacji Strategicznej Sił Zbrojnych Ukrainy. "Ciekawe, że to wszystko stało się to w sylwestra" - dodał.

gazeta.pl

sobota, 31 grudnia 2022


Były prezydent Trump i inni w USA, w tym niektórzy Demokraci i Republikanie, skrytykowali ciągłe wsparcie USA dla Ukrainy w jej wojnie z Rosją. Wezwali do ograniczenia, a nawet zakończenia wsparcia wojskowego i finansowego dla Ukrainy. Bagatelizują ryzyko ze strony Rosji i argumentują, że pieniądze powinny być wydawane u siebie w kraju.

Jednak z wielu perspektyw, (...), wsparcie USA i Zachodu dla Ukrainy jest niezwykle opłacalną inwestycją.

W sumie administracja Bidena uzyskała zgodę Kongresu na 40 mld USD pomocy dla Ukrainy na 2022 r. i wystąpiła o dodatkowe 37,7 mld USD na 2022 r. Ponad połowa tej pomocy została przeznaczona na obronę.

Sumy te bledną w zestawieniu z całkowitym budżetem obronnym USA w wysokości 715 miliardów dolarów na 2022 rok. Pomoc stanowi 5,6% całkowitych wydatków na obronność USA. Ale Rosja jest głównym przeciwnikiem USA, czołowym rywalem niezbyt daleko w tyle za Chinami, ich strategicznym pretendentem numer jeden. W zimnych, geopolitycznych kategoriach ta wojna stanowi dla USA doskonałą okazję do erozji i degradacji konwencjonalnych zdolności obronnych Rosji, bez butów żołnierzy USA na ziemi ukraińskiej i bez ryzyka dla ich życia.  

Ukraińskie siły zbrojne zabiły lub zraniły już ponad 100.000 żołnierzy rosyjskich, co stanowi połowę ich pierwotnej siły bojowej; prawie 8 tys. potwierdzonych strat pojazdów opancerzonych, w tym tysięcy czołgów, tysięcy transporterów opancerzonych, dział artyleryjskich, setek stałopłatów i wiropłatów oraz licznych okrętów wojennych. Wydatki USA w wysokości 5,6% ich budżetu obronnego na zniszczenie prawie połowy konwencjonalnych zdolności wojskowych Rosji wydają się absolutnie niewiarygodną inwestycją. Gdybyśmy podzielili budżet obronny USA na zagrożenia, przed którymi stoi, Rosja miałaby być może sumę rzędu 100-150 miliardów dolarów, na wydatki związane z  niebezpieczeństwem z jej strony. Tak więc wydanie zaledwie 40 miliardów dolarów rocznie obniża wartość ryzyka wielkości 100-150 miliardów dolarów, co oznacza dwu- lub trzykrotny zwrot. W rzeczywistości zwrot prawdopodobnie będzie wielokrotnością tego, biorąc pod uwagę, że wydatki na obronę i zagrożenie to powtarzające się co roku wydarzenia.

Wojsko USA może rozsądnie chcieć, aby Rosja nadal rozmieszczała siły zbrojne na rzecz zniszczenia Ukrainy.

Tymczasem wymiana zniszczonego sprzętu wojskowego i nadążanie za nowym wyścigiem zbrojeń, który teraz wywołała z Zachodem Rosja, z pewnością doprowadzi rosyjską gospodarkę do bankructwa; zwłaszcza gospodarkę objętą agresywnymi zachodnimi sankcjami. Jak Rosja może mieć nadzieję na wygranie wyścigu zbrojeń, skoro łączny PKB Zachodu wynosi 40 bilionów dolarów, a jego wydatki na obronę wynoszące 2% PKB znacznie przekraczają 1 bilion dolarów, biorąc pod uwagę nieproporcjonalny wkład Stanów Zjednoczonych w obronę? Całkowity PKB Rosji wynosi zaledwie 1,8 biliona dolarów. Władimir Putin będzie musiał przekierować wydatki z konsumpcji na obronę, ryzykując niepokoje społeczne i polityczne w perspektywie średnioterminowej oraz realne i wkrótce rodzące się zagrożenie dla jego reżimu. Wyobraź sobie, o ile bardziej "okazyjna" będzie zachodnia pomoc wojskowa, jeśli ostatecznie przyniesie ona pozytywną zmianę reżimu w Rosji. 

Po drugie, wojna posłużyła do obalenia mitu, że rosyjska technologia wojskowa jest w jakiś sposób porównywalna z amerykańską i zachodnią. Pamiętajcie, że Ukraina używa tylko ulepszonej amerykańskiej technologii drugiej generacji, ale konsekwentnie pokonuje wszystko, co może rozmieścić rosyjska armia. Wojny to witryny sklepowe dla producentów obronnych; każdy kupujący przy zdrowych zmysłach będzie chciał technologii stworzonej przez zwycięzcę. Błędna ocena sytuacji Putina stworzyła jedynie fantastyczną okazję marketingową dla zachodnich konkurentów.

Należy również zauważyć, że wojna zmusza również partnerów NATO do szybkiego zwiększenia wydatków do 2% PKB i powyżej celu. Biorąc pod uwagę przewagę technologiczną Stanów Zjednoczonych w zakresie sprzętu obronnego, znaczna część tych dodatkowych nakładów wojskowych zostanie przeznaczona na sprzęt amerykański.

cepa.org

piątek, 30 grudnia 2022


29 grudnia Rosjanie przeprowadzili dziesiąte z kolei uderzenie rakietowe na ukraińską infrastrukturę krytyczną, bezpośrednio poprzedzone mniejszej skali atakiem z wykorzystaniem dronów-kamikadze. Według ukraińskich Sił Powietrznych z 30 grudnia obrońcy mieli zestrzelić 58 pocisków manewrujących z wykorzystanych przez agresora 70 oraz 11 dronów. Sztab Generalny armii ukraińskiej informował natomiast, że w atakach wykorzystanych zostało łącznie 85 rakiet. Rosjanie mieli ponowić atak nocą 30 grudnia z wykorzystaniem dronów, przy czym obrońcy informowali o zestrzeleniu wszystkich z nich (16 na wschodzie Ukrainy, 7 nad Kijowem i jego okolicami), a straty spowodowane zostały przez odłamki.

W wyniku ataków 29 grudnia uszkodzonych zostało 28 obiektów w 10 obwodach. Do najpoważniejszych szkód doszło w Charkowie, Kijowie, Lwowie, Odessie i Zaporożu, brakuje jednak szczegółowych informacji o skutkach ataków i stanie ukraińskiej infrastruktury energetycznej. W nielicznych doniesieniach lokalnych informowano, że w Kijowie odcięte zostały dostawy prądu do 40% odbiorców, a we Lwowie do 90%. Wieczorem bez prądu miało pozostawać 470 tys. abonentów w obwodzie lwowskim i 450 tys. w obwodzie odeskim.

Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuowały uderzenia na pozycje i zaplecze wojsk ukraińskich wzdłuż linii styczności oraz w rejonach przygranicznych (wzrosła liczba przypadków ostrzału w obwodzie sumskim). Pod permanentnym ostrzałem znajdują się Chersoń i Nikopol oraz ich okolice, a także nadmorska część obwodu mikołajowskiego (głównie rejon Oczakowa). Stałym celem ponownie stał się Charków. Po parotygodniowej przerwie ponownie ostrzelane zostały także przedmieścia Mikołajowa. Celem ukraińskiej artylerii i lotnictwa były głównie pozycje i zaplecze agresora w Donbasie i obwodzie zaporoskim. 29 grudnia źródła rosyjskie donosiły także o kolejnych próbach ukraińskiej dywersji w Dżankoj na Krymie oraz ataku z wykorzystaniem drona na bazę lotnictwa strategicznego Engels w obwodzie saratowskim.

Areną najcięższych walk pozostają okolicie Bachmutu. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego codziennie ma tam miejsce do 20 rosyjskich ataków, a na pozycje ukraińskie w mieście i jego okolicach przypada ponad 40% ostrzałów prowadzonych przez agresora wzdłuż całej linii walk pomiędzy Kupiańskiem a Marjinką. Rosjanie podejmują próby poszerzenia wyłomu na północny wschód od Bachmutu (w rejonie Jakowliwki) oraz wyparcia obrońców z jego północno-wschodnich obrzeży. 29 grudnia mieli także wyprowadzić uderzenie oskrzydlające na południowy zachód od miasta, gdzie zostali odparci w rejonie miejscowości Iwaniwśke.) Siły ukraińskie powstrzymywały także kolejne rosyjskie ataki na północ i wschód od Siewierska, na północ i południe od Awdijiwki, na zachód od Doniecka oraz na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego. 27 grudnia miało także dojść do nieudanego rosyjskiego natarcia w zachodniej części obwodu donieckiego (w okolicach Zołotej Nywy). W rejonie tym oraz w graniczącej z nim części obwodu zaporoskiego miały się także zaktywizować ukraińskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. Na konferencji prasowej 29 grudnia reprezentujący ukraiński Sztab Generalny gen. Ołeksij Hromow poinformował, że w ciągu tygodnia obrońcy przesunęli się o 2,5 km w kierunku Kreminnej.

28 grudnia wizytę w Kijowie złożył francuski minister obrony Sébastien Lecornu. Strony porozumiały się w kwestii rozpoczęcia programu szkolenia oficerów ukraińskich Sił Powietrznych w zakresie obsługi nowych systemów obrony powietrznej, szczegóły którego mają zostać przedstawione później. Według doniesień prasowych 18 nowych wyrzutni HIMARS, które Amerykanie planują dostarczyć Ukrainie w najbliższych latach, zostanie wyposażonych w zautomatyzowany system kierowania ogniem IFATDS (International Field Artillery Tactical Data System).

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) kontynuuje rozpoczętą 22 listopada operację kontrwywiadowczą w obiektach użytkowanych przez Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego (UKP-PM). 29 grudnia przeszukano 7 nieruchomości w obwodzie chmielnickim i 4 w dniepropietrowskim. Poszukiwane są dowody współpracy duchownych z rosyjskimi służbami specjalnymi, w tym wspierania grup dywersyjnych, a operacja ma dać podstawy do zakazu funkcjonowania UKP-PM. 27 grudnia minister kultury Ołeksandr Tkaczenko zapowiedział, że władze nie przedłużą umowy najmu obiektów Ławry Kijowsko-Peczerskiej. Dzień później sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksij Daniłow wezwał duchowieństwo do publicznego odcięcia się od Patriarchatu Moskiewskiego i potępienia prezydenta Rosji.

Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kiryło Budanow w wywiadzie dla BBC 29 grudnia oświadczył, że walki na froncie znalazły się w impasie, gdyż siły obu stron – tak na wschodzie, jak i na południu kraju - nie mogą poczynić znaczących postępów. Odnosząc się do rosyjskiej aktywności wojskowej na Białorusi odrzucił możliwość przeprowadzenia w najbliższym czasie ofensywy na Kijów z terytorium Białorusi. Obecność tam rosyjskich jednostek uznał za manewr taktyczny, mający zmusić Ukrainę do przerzucenia dodatkowych sił na kierunek białoruski i w ten sposób osłabić ich potencjał na innych kierunkach. Według komunikatu ukraińskiej służby granicznej Rosja zgromadziła na Białorusi grupę wojsk liczącą 10,2 tys. żołnierzy - liczba ta nie wystarczy do przeprowadzenia ataku na Ukrainę.

29 grudnia w rejonie położonej ok. 50 km od granicy z Ukrainą miejscowości Gorbacha w obwodzie brzeskim spadła ukraińska rakieta typu S-300. Białoruski resort obrony stwierdził, że pocisk został zestrzelony przez siły obrony powietrznej, ukraińskiemu ambasadorowi wręczono notę protestacyjną. Tego samego dnia Ministerstwo Obrony Ukrainy zapewniło, ze jest gotowe zbadać okoliczności incydentu. Kijów podkreślił, że jest świadomy dążeń Kremla do bezpośredniego wciągnięcia Białorusi do wojny z Ukrainą i dlatego nie wyklucza celowej prowokacji: trajektoria pocisków manewrujących została wyznaczona tak, aby zostały one przechwycone przez ukraińska obronę powietrzną nad terytorium Białorusi.

Władze okupowanego Krymu ogłosiły stan wysokiego zagrożenia terrorystycznego od 6 do 21 stycznia 2023 r. Decyzja ta świadczy, że liczą się z możliwością przeprowadzenia przez siły ukraińskie operacji dywersyjnych na półwyspie.

29 grudnia prezydent Ukrainy podpisał ustawy zezwalające na preferencyjny import systemów łączności Starlink i generatorów prądotwórczych - do maja 2023 r. towary te zostaną zwolnione z podatku VAT i opłat celnych. Celem jest minimalizowanie skutków rosyjskich ataków rakietowych niszczących infrastrukturę krytyczną.

Komentarz:

Kolejny rosyjski atak rakietowy przeciwko ukraińskiej infrastrukturze krytycznej potwierdza, że działania Moskwy obliczone są na utrzymanie stanu permanentnej destabilizacji w funkcjonowaniu systemu energetycznego. Podobnie jak w poprzednich przypadkach, uderzenie skierowane było przeciwko najszybciej stabilizowanym elementom systemu i doszło do niego w momencie, w którym Ukraina zaczęła przechodzić od awaryjnych do planowych wyłączeń dostaw prądu. Coraz dłuższe przerwy pomiędzy kolejnymi atakami - poprzedni miał miejsce 16 grudnia – Kijów stara się wykorzystać w swojej polityce informacyjnej. Jej głównym elementem jest wyczerpywanie zdolności agresora w zakresie prowadzenia ostrzałów rakietowych – według ukraińskiego wywiadu wojskowego armia rosyjska może jeszcze przeprowadzić najwyższej dwa podobne ataki, po czym wyczerpią się jej zapasy rakiet. Optymizm HUR stara się tonować Dowództwo Sił Powietrznych, które ze swojej strony podtrzymuje stabilny przekaz o wysokiej skuteczności ukraińskiej obrony powietrznej.

Incydent związany z upadkiem ukraińskiej rakiety na terytorium Białorusi spotkał się ze wstrzemięźliwym stanowiskiem reżimu w Mińsku. Sprawą zajął się resort obrony, Komitet Śledczy postępowanie wyjaśniające, zaś Łukaszenko nie skomentował incydentu, a białoruskie media reżimowe ograniczyły się jedynie do zwięzłego komunikatu o wydarzeniu. Świadczy to o tym, że Mińsk – przynajmniej na obecnym etapie - nie chce uznać incydentu za akt agresji wobec Białorusi, gdyż postawiłoby to na porządku dziennym kwestię odwetu i użycia własnych sił zbrojnych na terytorium Ukrainy. Taka eskalacja nie leży w interesie reżimu, który wsparcie agresji chce ograniczyć do zapewnienia swobody działań sił rosyjskich i pomocy logistycznej.

osw.waw.pl

czwartek, 29 grudnia 2022


Muzeum regionalne w Błagowieszczeńsku zajmuje sale niegdysiejszego najbogatszego emporium handlowego carskiej Syberii. Droga wiedzie w chronologicznym układzie od kłów mamutów i wyrobów ludów tubylczych – jak kanoe z kory brzozowej, drewniane idole, szaty szamanów obszyte kołami i muszlami – obok drewnianej repliki fortu w Ałbazinie i artefaktów z pól złotonośnych nad Zeją, do schodów prowadzących na górę i pamiątek z przełomu XIX i XX wieku. Tam na ścianach wiszą fotografie aktorów życia społecznego: sklepikarzy, handlarzy futer, poszukiwaczy złóż mineralnych. Grupa uczniów snuje się po muzeum apatycznie i po raz pierwszy od ponad miesiąca zauważam europejskiego turystę. Przewodniczka opisuje zajęcie dorzecza Amuru przez Murawjowa jako działanie wymierzone przeciwko chińskiej ekspansji, jak gdyby traktat nerczyński nigdy nie istniał.

Jednak tutaj, w źle oświetlonej sali nad klatką schodową, nagle się zatrzymuję przy fotografiach z 1900 roku, gdy rebelianci z powstania bokserów ostrzelali rosyjski brzeg. Kozacy w białych kurtkach mundurowych prowadzą musztrę z szeregami cywilnej milicji, przygotowując się do obrony Błagowieszczeńska. Na pobliskim zdjęciu pozuje dwóch spalonych słońcem chińskich żołnierzy ubranych w tuniki i w czapkach z piórami na głowach – wyglądają żałośnie staroświecko. Honorowe miejsce zajmuje duży obraz olejny ukazujący ostrzał artyleryjski. Chiński brzeg jest spowity dymem armatnim i w połowie stoi w płomieniach. Rosyjska artyleria odpowiada ogniem przez rzekę, a parowiec Selenga płynie w dół Amuru, by odwrócić uwagę od oddziałów przeprawiających się powyżej. Na pierwszym planie, w dokładnie oddanych szczegółach, Kozacy i mieszkańcy Błagowieszczeńska stoją pospołu za ziemną redutą. Półkole niewinnie i krucho wyglądających cywilów mierzy z długich, chudych strzelb w drugi brzeg, wiejskie kobiety zaś wspierają ich wiadrami wody. Ten fałszywy obraz sprezentowano burmistrzowi Błagowieszczeńska w 1902 roku i wisiał on w jego biurze przez następnych dwadzieścia lat.

Podczas gdy przyglądam się temu malowidłu, pojawia się grupa chińskich turystów, pędzona przez gniewnie wyglądającą przewodniczkę. Przegania ich przez tę salę bez słowa. Miejscowe władze zakazały chińskim przewodnikom przedstawiania własnej wersji tamtych dni. Pod tym spokojnym, konserwatywnym miastem zieje bowiem czeluść studni zapomnienia.

W rzeczywistości wobec groźby chińskiej inwazji mieszkańcy słabo bronionego miasta wpadli w panikę. Z dnia na dzień ich strach przekształcił chińską ludność, do tamtej pory spokojną i obdarzaną zaufaniem, w nieuchronne zagrożenie dla życia Rosjan. Fatalnie się złożyło, że Chińczycy się nie asymilowali, ponieważ w codziennym życiu traktowano ich nieodmiennie brutalnie. I teraz, w obleganym mieście, wypłynęły pełne strachu podejrzenia. Gubernator wojskowy wydał rozkaz wyłapania wszystkich Chińczyków. Przez cztery dni, gdy bohaterowie tego osobliwie nieudolnego obrazu olejnego oczekiwali na atak, do którego nigdy nie doszło, oddział Kozaków i nowo powołanych rekrutów wyprowadził jakieś pięć tysięcy Chińczyków do wsi Wierchniebłagowieszczenskoje, gdzie Amur płynie szybko wąskim korytem. Tych, którzy nie nadążali, zabijano toporami. Nie było łodzi, które przewiozłyby ich na drugi brzeg. Sklepikarzom, restauratorom, służbie domowej, wszystkim kazano wejść do rzeki, ale nikt nie umiał pływać. Kozacy poganiali ich nahajami, potem strzelali do nich, zabijając setki na brzegu. Uciekając przed dźgnięciem bagnetów, wpadali do wody, a prąd ich unosił. Mieszkający tam Kozacy – nawet starcy i chłopcy – celowali do nich w wodzie. Przerażonemu rosyjskiemu oficerowi wydawało się, że po ciałach mógłby przejść na drugi brzeg, do Chin. W okolicznych wsiach zabito kolejne siedem tysięcy Chińczyków. Gubernator i szefowie policji naciskali, by szybko dokończyć rzezi, a następnie doszło do powszechnego plądrowania.

Potem zapadła cisza. Chińskie zagrożenie się ulotniło, a rosyjska armia spaliła do cna regionalną stolicę Ajgun i sześćdziesiąt osiem wsi, po czym wdarła się w głąb Mandżurii. Przez pięć lat nie ukazało się ani jedno słowo na temat masakry. Mieszkańcy regionu zamilkli, jak po ataku chwilowego szaleństwa. Nawet lokalna „Amurskaja Gazieta”, która w pierwszej chwili dała wyraz grozie tych zdarzeń, później wyobrażała sobie, że „Chińczycy przepłynęli Amur”.

Jednak cztery dni po rzezi rosyjski pułkownik, Aleksandr Wierieszczagin, który udawał się do Chabarowska, zobaczył, że jego parowiec przedziera się między trupami Chińczyków spływającymi w dół rzeki. Powierzchnię wody, napisał, pokrywały napuchnięte i rozkładające się ciała. „Płyną całą szerokością Amuru, jak gdyby nas straszyły. Pasażerowie wyszli z kabin, by zobaczyć tak rzadki widok. W mojej pamięci pozostanie na zawsze […]. »Podano śniadanie« – oznajmia kelner […]”.

Jeśli dziś pojedzie się dziesięć kilometrów w górę rzeki do Wierchniebłagowieszczenskiego, nie znajdzie się żadnego pomnika. Graniczny płot wzdłuż Amuru pojawia się zwartym szeregiem wież strażniczych i betonowym bastionem z drutem kolczastym na szczycie. Pomnik hrabiego Murawjowa stał niegdyś właśnie tu, w miejscu, gdzie wysiadł na brzeg w towarzystwie potężnego arcybiskupa Innocentego, który ochrzcił niewielką placówkę „Błagowieszczeńsk” – „Zwiastowanie” – ale powodzie go zmyły. Przeciwny brzeg jest oddalony o ponad sześćset metrów i porośnięty ciemną ścianą drzew. Między nimi rzeka płynie szybko i jest głęboka. Z zapędzonych tu pięciu tysięcy Chińczyków na drugi brzeg dotarła może setka. Ale w Błagowieszczeńsku wszelka wiedza o tej rzezi poszła w zapomnienie.

Colin Thubron - Amur

środa, 28 grudnia 2022


Niedawny artykuł Henry Kissingera w konserwatywnym The Spectator został w Polsce dostrzeżony, ale potraktowany, niesłusznie zresztą, jako kolejne wystąpienie sędziwego eksperta i polityka opowiadającego się za zakończeniem wojny na Ukrainie nawet za cenę ustępstw na rzecz Rosji. Takie odczytanie tego co napisał były amerykański sekretarz stanu jest co najmniej powierzchowne, a samo wystąpienie warte jest uwagi, bo w tym przypadku mamy do czynienia z poruszeniem znacznie ważniejszych niźli zakończenie wojny kwestii. Paradoks? W istocie, ale Kissinger próbuje zwrócić naszą uwagę na to, że wojna na Ukrainie nie jest „końcem historii”, po jej zakończeniu będziemy mieć nadal do czynienia z istotnymi dla bezpieczeństwa europejskiego problemami i w związku z tym roztropnie byłoby już obecnie zacząć myśleć o tym w jaki sposób wojnę zakończyć. Odwołuje się przy tym do europejskich doświadczeń z czasów I wojny światowej, kiedy jego zdaniem, już w 1916 roku można było, z grubsza, określić polityczne skutki tego starcia. Gdyby wówczas prezydent Wilson wkroczył, jak planował, do działania, to zapewne wyniszczający wszystkich konflikt udałoby się znacznie wcześniej zakończyć. Jednak wyborcze, wewnętrzne rachuby odwiodły wówczas amerykańskiego prezydenta od pomysłu energicznego działania na rzecz zakończenia wojny, co w efekcie spowodowało, że trwała ona 2 lata dłużej, pochłonęła o 2 mln ofiar więcej i w drastyczny sposób wpłynęła na osłabienie Europy, wszystkich państw, również ostatecznie zwycięskich, uczestniczących w konflikcie. Nasze postrzeganie I wojny światowej jest inne, bo na ziemiach polskich aktywna jej faza skończyła się już w 1915 roku, po tym jak Niemcy i Austro-Węgry wypchnęły wojska rosyjskie daleko na wschód, jednak w świadomości Zachodu dominuje, i na to zwraca uwagę Kissinger, zupełnie inna optyka. Jak argumentuje, to właśnie w wyniku bezsensownego przeciągania konfliktu wszystkie w nim uczestniczące państwa znacząco osłabły, co w efekcie przyczyniło się do niezdolności zbudowania trwałego porządku powojennego, a to z kolei było jednym ze źródeł kolejnej, jeszcze znacznie bardziej niszczącej wojny, która ostatecznie doprowadziła do podporządkowania sobie Europy przez mocarstwa leżące poza naszym kontynentem. Kissinger jest zdania, że w związku z konfliktem na Ukrainie Europa, świat Zachodu, znajduje się w umownym „punkcie roku 1916”. Może zakończyć wojnę i zbudować trwały system bezpieczeństwa albo ją kontynuować jeszcze rok czy dwa, tylko, że tego rodzaju determinacja nie doprowadzi do niczego dobrego. Straty będą o niebo większe, wszystkie zaangażowane w konflikt państwa, w tym wspierające Ukrainę, osłabną, co w efekcie spowoduje, iż powojenny ład będzie kruchy, a na dodatek zmiany technologiczne będą jeszcze dodatkowo osłabiały nadzieje na stabilizację. W jego opinii właśnie dlatego należy zacząć myśleć o pokojowym zakończeniu konfliktu. Nie po to aby „uspokoić Putina” za cenę ustępstw, ale aby zbudować trwały, stabilny i zdolny do przetrwania przez dziesięciolecia ład w naszej części Europy. W tym sensie Kissinger nie jest zwolennikiem polityki appeasementu, ustępstw wobec roszczeń Moskwy, ale skoncentrowania wysiłków Zachodu na tym co jest możliwe i w związku z tym proponuje rozumną analizę opcji jakie stoją przed Ukrainą i jej sojusznikami. Po pierwsze jak dowodzi „Ukraina po raz pierwszy we współczesnej historii stała się głównym państwem w Europie Środkowej”, co oznacza, że kwestia ukraińska nie może pozostać nierozwiązaną. Opcja, jaką widzi Kissinger jest w gruncie rzeczy jedna:

„Ukraina pozyskała jedną z największych i najskuteczniejszych armii lądowych w Europie – argumentuje - wyposażoną przez Amerykę i jej sojuszników. Proces pokojowy powinien łączyć Ukrainę z NATO, niezależnie od formy. Alternatywa w postaci neutralności nie ma już sensu, zwłaszcza po przystąpieniu Finlandii i Szwecji do NATO”.

A zatem realia geostrategiczne po 10 miesiącach wojny są następujące – Ukraina musi zostać włączona w system bezpieczeństwa, którego elementem jest już NATO, stawienie postulatu neutralności Kijowa, co było jednym z celów politycznych Moskwy, jest już poza dyskusją a o pozycji międzynarodowej naszego wschodniego sąsiada decyduje jego armia i znaczenie w polityce światowej. Ewentualny proces pokojowy nie będzie, przekonuje Kissinger, dotyczył tych kwestii, które dziś są już poza dyskusją. A zatem Ukraina będzie elementem systemu bezpieczeństwa środkowoeuropejskiego, a o jej znaczeniu decydować będzie posiadany przez Kijów potencjał wojskowy, którego rozbudowa leży w interesie Zachodu. Kissinger idzie dalej, proponując, aby punktem wyjścia dla ewentualnego pokoju na Ukrainie było wycofanie się Moskali na linię 24 lutego. Warto dobrze zrozumieć tę propozycję, bo my odruchowo wszystkie tego rodzaju koncepcje traktujemy w kontekście nieuzasadnionej ustępliwości na rzecz Moskwy. W tym wypadku tak jednak nie jest i amerykański ekspert proponuje, aby pozostałe, kontrolowane przez Rosję obszary, czyli Donbas i Krym stały się przedmiotem negocjacji już po zawarciu zawieszeniu broni. Jednak warunkiem ich rozpoczęcia jest wycofanie się wojsk rosyjskich. Oznacza to, że Kissinger nie namawia do ustępstw, choćby z tego względu, że to Rosjanie mieliby się dziś wycofać. Co dalej? W tym wypadku o przyszłości obydwu tych obszarów mogłyby zdecydować referenda, których zorganizowanie były amerykański sekretarz stanu określa mianem „odwołania się do zasady samostanowienia” Pisze:

„Referenda nadzorowane przez społeczność międzynarodową dotyczące samostanowienia mogłyby być zorganizowane na szczególnie podzielonych terytoriach, które na przestrzeni wieków wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk”.

Warto poświęcić tej kwestii nieco uwagi. Skoro bowiem mielibyśmy mieć do czynienia z plebiscytami zorganizowanymi na Krymie i w tzw. „republikach ludowych” Donbasu po wycofaniu się Rosjan z pozostałych terytoriów ukraińskich, to z pewnością trudno byłoby działania te, skoro byłyby efektem ustępstw Moskali, przedstawić Kremlowi w kategoriach zwycięstwa. A zatem referenda odbywałyby się w realiach porażki Rosjan, a na dodatek nad ich rzetelnością czuwaliby przedstawiciele społeczności międzynarodowej. Co więcej, Ukraina w momencie ich przeprowadzenia, bo przecież akt głosowania musiałby zostać poprzedzony okresem przygotowawczym, byłaby już częścią zachodniego systemu bezpieczeństwa. Jako oczywistość w takiej sytuacji należałoby uznać wsparcie Zachodu dla planu odbudowy Ukrainy, a perspektywy, nadzieje na skok cywilizacyjny i gospodarczy, nie mówiąc już o prawach człowieka i wolnościach obywatelskich, zostałyby rozciągnięte na obszary na których odbywałyby się plebiscyty. Jeśli w takich realiach, kiedy do wyboru mieszkańcy tych terenów mieliby swobodę wyboru z jednej strony europejskiej, odbudowującej się i wolnej Ukrainy lub z drugiej, związek z izolowaną i autorytarną Rosją, dokonaliby oni wyboru opcji rosyjskiej, to czy byłoby czego żałować? Kissinger nie ma w tej kwestii wątpliwości i otwarcie pisze jaki byłby cel uruchomienia procesu pokojowego, nawet za cenę utraty przez Kijów, części swych terenów. Argumentuje, że „cel procesu pokojowego byłby dwojaki: potwierdzenie wolności Ukrainy i zdefiniowanie nowej struktury międzynarodowej, zwłaszcza dla Europy Środkowej i Wschodniej. Ostatecznie Rosja powinna znaleźć miejsce w takim porządku”. Ta sekwencja kroków projektowanych przez Kissingera jest symptomatyczna. Najpierw Ukraina stałaby się częścią szeroko rozumianego świata Zachodu i elementem, a zapewne jednym z filarów nowego systemu bezpieczeństwa w naszej części Europy, a dopiero w nieco odleglejszej perspektywie, i wcale nie automatycznie, Rosja mogłaby znaleźć dla siebie miejsce w tym nowym systemie. Ale nie jako jego współtwórca, jak to zdaje się postulować Macron, ale jako klient, państwo, które uzna geostrategiczne realia i po tym, jak w samej Rosji nastąpią zmiany.

Kissinger jest zdania, że tego rodzaju rewolucja geostrategiczna jest warta nawet ustępstw terytorialnych, zwłaszcza jeśli w referendach mieszkańcy tych terenów mieliby opowiedzieć się na rzecz Rosji. Dlaczego ten „test woli” miałby być istotnym? Również i z tego względu, że odzyskanie obszarów zamieszkałych przez ludność o jednoznacznie (ale tego przed głosowaniem nie wiemy) prorosyjskim nastawieniu osłabiałoby Ukrainę i utrudniało jej związki z Zachodem.

Amerykański ekspert porusza w swym wystąpieniu jeszcze jedną istotną kwestię. Otóż pisze, że w opinii wielu analityków celem wojny z Rosją winno być maksymalne osłabienie Federacji Rosyjskiej, do takiego stopnia aby nie stanowiła ona, w dającej się przewidzieć perspektywie, zagrożenia dla swoich sąsiadów. Zdaniem Kissingera byłby to groźny, z punktu widzenia globalnej równowagi, kierunek ewolucji światowego systemu. Osłabiona Rosja nie tylko nie byłaby czynnikiem stabilizującym, ale wręcz istnieje perspektywa, iż przekształci się w eksportera destabilizacji. Rosja osłabiona nie przestanie być państwem o znaczącym potencjale nuklearnym, o czym zawsze należy pamiętać, a dodatkowo może przekształcić się w „próżnię strategiczną”, obszar rywalizacji o wpływy zarówno wpływowych wewnętrznych grup interesów jak i zewnętrznych graczy. Rozmiary terytorium Federacji Rosyjskiej czynią tego rodzaju scenariusz potencjalnie niesłychanie groźnym, w tym również dla Ukrainy, nawet jeśli nie brać pod uwagę kwestii nuklearnych. Kissinger jest też zdania, że w kolejnych latach, w związku z szybkim postępem w technologiach wojskowych (sztuczna inteligencja, roje dronów, broń precyzyjna) ryzyko destabilizacji w wymiarze globalnym będzie rosło a nie malało. Proliferacja broni autonomicznych i rozpowszechnienie się zastosowań sztucznej inteligencji w celach wojskowych będzie zwiększało, a nie odwrotnie, wagę międzynarodowej stabilności, osiąganej w wyniku porozumienia głównych graczy. Przedłużanie stanu wojny, likwidacja międzynarodowych porozumień i wejście w tę nową epokę w realiach zapiekłej wrogości grozi nie tylko tym, że kolejne starcie okaże się nieuchronnym, ale również tym, że stabilizacji nie uda się nigdy osiągnąć. Stąd lepiej w opinii, Kissingera kierować się strategiczną roztropnością, osiągając w kwestii Ukrainy to co wydaje się dziś w zasięgu możliwości Zachodu, bo kontynuując wojnę ryzykuje się znacznie więcej.

wpolityce.pl

Siły rosyjskie w Bachmucie mogą zbliżać się do kulminacji, podobnie jak siły rosyjskie w Chersoniu w sierpniu 2022 r. Rosyjskie straty bojowe prawdopodobnie zmuszają rosyjskie wojsko w rejonie Bachmutu do użycia grup szturmowych wielkości oddziałów. Rzecznik ukraińskiej Wschodniej Grupy Sił pułkownik Serhij Czerewaty poinformował 27 grudnia, że ​​siły rosyjskie w rejonie Bachmutu nie działają już jako grupy taktyczne kompanii i batalionu, a zamiast tego działają w mniejszych grupach liczących od dziesięciu do piętnastu żołnierzy (organizacje wielkości oddziałów). Siły rosyjskie podobnie zdegenerowały się z grup taktycznych kompanii i batalionu do indywidualnych grup wielkości drużyny, gdy jednostki rosyjskie w obwodzie chersońskim uległy znacznej degradacji w sierpniu 2022 r. ISW oceniło wówczas, że wykorzystanie przez rosyjskie wojsko grup wielkości oddziałów w obwodzie chersońskim wskazywało, że rosyjska ofensywa osiągnęła punkt kulminacyjny, ponieważ rosyjskie siły lądowe zostały tak bardzo zdegradowane, że nie mogły już operować elementami na tyle wysokimi szczeblami, aby miały sens zyski. Tempo postępu wojsk rosyjskich w rejonie Bachmutu ostatnio zwolniło w związku z rosnącymi ograniczeniami kadrowymi i amunicyjnymi, które prawdopodobnie uniemożliwią im utrzymanie wysokiego tempa operacji ofensywnych w tym rejonie w najbliższej przyszłości. Zgłoszone przez rosyjskie wojsko użycie grup wielkości oddziałów jest prawdopodobnie wynikiem przedłużającej się wojny wyniszczającej i wskazuje na degradację większych formacji doktrynalnych powyżej poziomu plutonu.

understandingwar.org

wtorek, 27 grudnia 2022


W 1762 r. przewrót wojskowy obalił, a później zamordował cara Piotra III na rzecz jego żony, która została Katarzyną Wielką. Syn Katarzyny, Paweł I, został zamordowany przez dwóch oficerów podczas buntu pałacowego, w wyniku którego Aleksander I zasiadł na tronie w 1801 roku. Po śmierci Aleksandra I przekazanie władzy monarchicznej jego młodszemu bratu Mikołajowi I zostało prawie obalone przez próbę wojskowego zamachu stanu podczas powstania dekabrystów w 1825 r. Mikołaj I zmarł w wyniku tego, co niektórzy określają jako bierne samobójstwo, odmawiając leczenia zapalenia płuc w następstwie katastrof militarnych wojny krymskiej w 1855 r. Jego syn Aleksander II został zamordowany przez anarchistę-terrorystę w 1881 r. Mikołaj II ledwo przetrwał rewolucję 1905 r. po klęsce Rosji w wojnie rosyjsko-japońskiej. Abdykował po rewolucji lutowej 1917 r. i wraz z rodziną został zamordowany przez bolszewików w 1918 r. podczas rosyjskiej wojny domowej. Lenin zmarł w 1924 roku z powodu powikłań po udarze, chociaż teorie spiskowe utrzymują, że Stalin otruł go, aby przyspieszyć sukcesję. Stalin zmarł na udar w 1953 roku; choć niektórzy spekulują, że został otruty przez Ławrientija Berię, szefa sowieckiej tajnej policji. Beria został aresztowany i stracony rok później, a ostateczny zwycięzca poststalinowskiej walki o władzę, Nikita Chruszczow, został obalony w przewrocie pałacowym w 1964 r. zorganizowanym przez Breżniewa i wspieranym przez wojsko i KGB. Ostatni przywódca Związku Radzieckiego, Michaił Gorbaczow, został prawie obalony przez próbę wojskowego zamachu stanu w 1991 roku. Podczas tego puczu młody kapitan Siergiej Surowikin dowodził kompanią czołgów, która zabiła trzech demonstrantów, za co został aresztowany, ale nigdy nie skazany. Dziś generał Siergiej Surowikin dowodzi wszystkimi siłami rosyjskimi na Ukrainie.

fpri.org

Do roku 1900 Londyn przez prawie sto lat energicznie rywalizował z imperialną Rosją w „wielkiej grze” o władzę i wpływy na całym świecie, wliczając w to okresy ograniczonych bezpośrednich konfliktów zbrojnych w Eurazji i Azji Środkowej. Ale kiedy Rosja poniosła druzgocącą klęskę militarną w maju 1905 roku z rąk japońskiej marynarki wojennej w Cieśninie Cuszimskiej, brytyjscy politycy dwa razy zastanowili się przed próbą obalenia rządu Romanowów. 

Londyn miał szansę sięgnąć po rosyjską strategiczną żyłę szyjną po tym, jak Japończycy wysłali rosyjską flotę na dno północno-wschodniego Pacyfiku. Ludowe powstanie rewolucyjne milionów Rosjan uwikłało wówczas rząd Mikołaja II. Antyrosyjscy rewolucjoniści, tacy jak Lenin i Trocki, często odwiedzali Wielką Brytanię od 1902 do 1907 roku, planując działania przeciwko rosyjskiej elicie i szukając poparcia dla zorganizowanej rewolty komunistycznej. 

Jednak w 1905 roku brytyjski król Jerzy V i jego rząd uznali imperialne Niemcy za najniebezpieczniejsze wielkie mocarstwowe zagrożenie dla brytyjskiego porządku światowego. Londyn słusznie ocenił, że strategiczny błąd cara Mikołaja II radykalnie zmniejszył zagrożenie imperialnej Rosji dla globalnej pozycji strategicznej Wielkiej Brytanii na Dalekim Wschodzie i w Azji Południowej. I odwrotnie, rosnące awanturnictwo geostrategiczne cesarskich Niemiec było nowym zagrożeniem dla strategicznej przewagi Imperium Brytyjskiego w krytycznych miejscach, takich jak Bliski Wschód, w pobliżu Kanału Sueskiego i w Afryce Południowej. Przyspieszająca rozbudowa marynarki Kaisera groziła zapewnieniem cesarskim Niemcom zdolności do sprostania temu globalnemu wyzwaniu. Cesarskie Niemcy były teraz głównym rywalem Londynu, zarówno z zamiarem przekształcenia porządku międzynarodowego na swoją korzyść, jak i z rosnącą siłą, aby to osiągnąć. Chaotyczna niestabilność spowodowana całkowicie pokonaną i upadłą Rosją przyniosła by korzyści relatywnej potędze Niemiec bardziej niż Wielkiej Brytanii. Brytyjska strategia wymagała, aby Rosja pozostała poobijanym, ale nienaruszonym europejskim mocarstwem lądowym, rywalem na wschód od Berlina, jako kontrola rosnących niemieckich ambicji kolonialnych i morskich.

Ponadto Wielka Brytania zgodziła się z ostrożną Ameryką, że całkowity upadek Rosji może pozostawić próżnię władzy w północno-wschodniej Azji, którą Tokio szybko wypełni, zagrażając długoterminowym anglo-amerykańskim interesom strategicznym. W ten sposób Londyn podtrzymał swój traktat wojskowy z Japonią z 1902 r., poparł mediację prezydenta Teddy'ego Roosevelta w sprawie rosyjsko-japońskiego traktatu pokojowego w Portsmouth pod koniec 1905 r., a w 1907 r. przyłączył się do Francji w strategicznym sojuszu Triple Entente z Rosją i przeciwko cesarskim Niemcom. 

Te manewry strategiczne nie zapobiegły wojnie wielkich mocarstw w 1914 r. ani nie zapewniły przetrwania kruchego rosyjskiego imperium politycznego po 1917 r., ale wzmocniły względną potęgę brytyjską w stosunku do Niemiec na tyle, że zmusiły Berlin do ponownej kalkulacji ryzyka związanego z przyszłością, wojny na dwa fronty, przez kolejną dekadę. Ostatecznie manewry te związały również krytyczne siły niemieckie od 1914–1917 wzdłuż frontu rosyjskiego na wschód od Niemiec, uniemożliwiając ich użycie przeciwko Wielkiej Brytanii, Francji i ich sojusznikom na zachodzie na tyle długo, aby amerykańska interwencja wojskowa przypieczętowała klęskę Niemiec w 1918 r. Strategiczne wybory Londynu z 1905 r. rozczarowały sojusznika z Dalekiego Wschodu, Japonię i sfrustrowanych brytyjskich przywódców parlamentarnych, którzy przez ponad wiek postrzegali Rosję jako głównego wroga imperium. Ale wybory odpowiednio dostosowane do ewoluujących ram geostrategicznych wielopaństwowej rywalizacji między wielkimi mocarstwami są obecne tak, jak są dzisiaj.

fpri.org