czwartek, 15 grudnia 2022


Mieszkańcy Niemiec zaczęli przenosić się na zimę do obwodu kaliningradzkiego, aby uniknąć wysokich rachunków za energię - twierdzi jego gubernator, Anton Alichanow.

Rosjanin przechwala się w rozmowie z tamtejszymi mediami, że koszty życia w Kaliningradzie są czterokrotnie mniejsze niż w niemieckich miastach. Cieszy się również z przyjazdu Niemców, ponieważ pozwala to uzyskiwać dodatkowe przychody z najmu.

Gubernator Alichanow zapewniał również, w tonie zachęty, że obwód nie zmaga się z problemami dotyczącymi zaopatrzenia w energię. „Nie mamy takich doświadczeń, mamy ciepło i światło”.

energetyka24.com

Wspomniana decyzja prezydenta Rosji Władimira Putina o przełożeniu dorocznego przemówienia w Zgromadzeniu Federacji Rosyjskiej wskazuje, że pozostaje on niepewny swojej zdolności do kształtowania rosyjskiej przestrzeni informacyjnej w obliczu narastającej krytyki jego postępowania w sprawie inwazji na Ukrainę. Prezydenckie przemówienie do Zgromadzenia Federalnego do rosyjskiej Dumy Państwowej i Rady Federacji jest corocznym przemówieniem wprowadzonym do rosyjskiej konstytucji w lutym 1994 r., mniej więcej odpowiednikiem dorocznego przemówienia prezydenta USA o stanie Unii. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że Putin może wygłosić swoje przemówienie na Zgromadzeniu Federacji w 2023 roku i wezwał Rosjan do zaprzestania „wróżenia z fusów” co do terminu następnego przemówienia. Nienazwane źródło rządowe powiedziało rosyjskiemu państwowemu serwisowi informacyjnemu TASS, że odliczanie do nowego terminu rozpoczyna się od daty poprzedniego terminu /przemówienia/, zauważając, że jest mało prawdopodobne, aby ten odbył się w 2022 r. Putin wygłosił swoje ostatnie przemówienie pod koniec kwietnia 2021 r., omawiając swoje inicjatywy na rok następujący po pierwszym kryzysie, który wywołał gromadzeniem rosyjskiej armii na granicy z Ukrainą na początku 2021 r. 

Wycofanie się Rosji z obwodu kijowskiego i północnej Ukrainy w kwietniu 2022 r. prawdopodobnie pokrzyżowało plany Putina, by ogłosić zwycięstwo podczas przemówienia na Zgromadzeniu Federacji. Putin skorzystał z okazji w marcu 2014 r., by wygłosić „przemówienie krymskie”, w którym ogłosił bezprawną aneksję Krymu i Sewastopola. Putin prawdopodobnie spodziewał się podobnego wyniku wczesną wiosną, tylko po to, by odłożyć orędzie na czas nieokreślony, prawdopodobnie w wyniku rosyjskich niepowodzeń militarnych, zapowiadanej aneksji terytoriów niekontrolowanych przez siły rosyjskie i niezadowolenia społecznego z mobilizacji. Putin może wciąż czekać i mieć nadzieję, że w 2023 r. wygłosi wspaniałe zwycięskie przemówienie lub odkładać moment, w którym będzie musiał przyznać, że Rosja nie może osiągnąć swoich maksymalistycznych celów na Ukrainie.

Putin może nie być pewien swojej zdolności do uzasadnienia kosztów autorskiej wojny dla rosyjskich spraw wewnętrznych i globalnych, kiedy zwraca się do rosyjskiej opinii publicznej i elit. Nienazwane źródło TASS zauważyło, że orędzie wymaga znacznych przygotowań ze strony prezydenta i jego personelu, ponieważ zwykle dotyczy planów dotyczących wszystkich aspektów rosyjskiego społeczeństwa – gospodarki, edukacji, wojska, globalnego partnerstwa itp. Zwycięstwo na Ukrainie mogło pozwolić Putinowi zaciemnić rosyjskie ludzkie i straty finansowe, jak to miało miejsce w 2014 roku, ale Rosja nie odniosła żadnych znaczących zwycięstw od rosyjskiej okupacji Łysyczańska na początku lipca. Putin wcześniej próbował sprzedać aneksję częściowo okupowanych obwodów chersońskiego, zaporoskiego, donieckiego i ługańskiego 30 września jako wielkie zwycięstwo, tylko po to, by podobno wywołać dalsze narzekanie wśród rosyjskich elit i podważyć propagandowe narracje państwowe. Ostatnie wystąpienia Putina 7 i 9 grudnia dały niejasne odpowiedzi na kilka obaw związanych z długością wojny, drugą falą mobilizacji i rzekomym zagrożeniem ze strony Ukrainy dla terytorium Rosji, ale także wywołały krytykę i zamieszanie w rosyjskiej prowojennej wspólnocie. Wycofanie się Rosji z miasta Chersoń rozgniewało prominentnych ideologów nacjonalistycznych, którzy zaczęli kwestionować zaangażowanie i zdolność Putina do ustanowienia „Wielkiej Rosji”. 

Putin odwołał już swoją doroczną konferencję prasową z udziałem rosyjskiej opinii publicznej, prawdopodobnie w celu uniknięcia odpowiadania na pytania o niepowodzenia militarne Rosji bez uciekania się do zbyt oczywistej manipulacji pytającymi i pytaniami. Pieskow ogłosił 12 grudnia, że ​​Putin nie zorganizuje konferencji prasowej na żywo z Rosjanami, którą prowadził od dziesięciu lat. Wydaje się, że Putin coraz częściej zwraca się do wyreżyserowanych i nagranych wystąpień, takich jak jego spotkanie z 18 wyselekcjonowanymi, wpływowymi politycznie kobietami 25 listopada, które fałszywie przedstawiły się jako matki zmobilizowanych wojskowych. (...) Odwołanie konferencji prasowej może jednak podważyć populistyczną atrakcyjność Putina jako władcy w kontakcie ze swoim społeczeństwem.

Ukraińscy urzędnicy przewidują, że Rosja może podjąć próbę rozpoczęcia ofensywy na dużą skalę w pierwszych miesiącach 2023 roku. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba stwierdził 13 grudnia, że ​​takie wskaźniki, jak rosyjskie wysiłki mobilizacyjne, ogłoszenie poboru do wojska i przemieszczanie ciężkiego uzbrojenia sugerują, że Rosja może przygotowywać się do zakrojonej na szeroką skalę ofensywy w styczniu i lutym 2023 r. Wypowiedź Kuleby jest zgodna z wieloletnią oceną ISW, że zimowe miesiące przyspieszą działania po obu stronach, a warunki na ziemi całej Ukrainy będą prawdopodobnie sprzyjać działaniom ofensywnym. 

understandingwar.org

Linia frontu przechodzi obecnie od rzeki Doniec przez Biłohoriwkę (miasteczko nad Dońcem, kontrolowane przez Ukraińców), Zołotariwkę (wieś kontrolowana przez Rosjan), Werchniokamianskie (kontrolowane przez Ukraińców), Spirne (kontrolowana przez Ukraińców), Berestowe (okupowana przez Rosjan, Ukraińcy obsadzają pozycje na zachód od niej), Biłohoriwkę (wieś przy szosie T-13-02, obecnie częściowo zajęta przez Rosjan), Jakowliwkę (wieś zajęta przez Rosjan), w Sołedarze (Rosjanie kontrolują jedynie niewielki południowo-wschodni ułamek miejscowości), w Bachmuckim (Rosjanie kontrolują jedynie fragment wioski), Pidhorodne (wieś w całości kontrolowana przez Ukraińców, ziemia niczyja sięga od jej obrzeży do linii szosy T-13-02), Bachmut (miasto niemal w całości znajduje się w rękach ukraińskich. Rosjanie osiągnęli pewne sukcesy jedynie na wschodnich obrzeżach miasta wzdłuż ulicy Patrisa Lumumby, 10 grudnia potwierdziło się zdobycie przez nich fabryki mebli oraz zakładu produkującego ceramikę, a jeszcze wcześniej znowu opanowali wysypisko śmieci przy ulic Fedora Maksymenki), Iwanhrad (wieś jest prawdopodobnie niemal w całości w rękach rosyjskich), Opytne (jedynie południowe obrzeża są w rękach rosyjskich, ok. połowy w rękach ukraińskich), Kliszczyjiwkę (wieś w rękach Ukraińców, mają pod kontrolą ogniową przedpole, dzięki wzniesieniu za miejscowością), Andrijiwkę (wieś jest w rękach rosyjskich lub kontestowana), Zełenopilla (wieś zdobyta przez Rosjan), Kudiumiwkę (moim zdaniem wieś jest zdobyta przez Rosjan), Ozarianiwkę (również opanowana przez Rosjan), Drużbę (miasteczko w rękach ukraińskich), Piwniczne (miasteczko w rękach ukraińskich) i Szumy (wieś w rękach ukraińskich).

Charakterystyczne dla tego odcinka frontu jest to, że linia walk na północny-wschód od Bachmutu opiera się przez dłuższy czas wzdłuż szosy T-13-02, a na południe od miasta opierała się przez długi czas o szosę T-05-13, obecnie przebiega wzdłuż toru kolejowego oraz na kanale położonych na zachód od tej drogi.

Istotną rolę odgrywają wzgórza i wzniesienia, które starają się zdobyć i utrzymać obie strony konfliktu. Ważne miejscowości kontrolowane przez Ukraińców, takie jak Bachmut, Biłohoriwka (miasteczko nad Dońcem), Siwersk, Spirne, Sołedar, Krasna Hora czy Konstantyniwka, znajdują się jednak na terenie niżej położonym (niekiedy w dolinach) względem pozycji rosyjskich. Utrudnia to ze zrozumiałych powodów obronę, ale jej nie uniemożliwia, w dużej mierze dzięki współczesnym technologiom (drony, wywiad satelitarny).

Warto również przyjrzeć się siłom obu stron. Według DefMon3, popularnego na Twitterze obserwatora i analityka konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, Ukraińcy dysponują na odcinku bachmucko-siwerskim całością lub elementami następujących formacji szczebla brygady:

5.Brygadą Pancerną,
10.Brygadą Górską,
14.Samodzielną Brygadą Zmechanizowaną,
17.Samodzielną Brygadą Pancerną,
24.Samodzielną Brygadą Zmechanizowaną,
30.Samodzielną Brygadą Zmechanizowaną,
46.Brygadą Areomobilną,
53.Samodzielną Brygadę Zmechanizowaną,
54.Samodzielną Brygadą Zmechanizowaną,
57.Samodzielną Brygadą Zmotoryzowaną,
58.Samodzielną Brygadą Zmotoryzowaną
93.Samodzielną Brygadą Zmechanizowaną,
4.Brygadą Szybkiego Reagowania Gwardii Narodowej,
101.Brygadą Obrony Terytorialnej,
104.Brygadą OT,
111.Brygadą OT,
115.Brygadą OT,
241.Brygadą OT,
26.Brygadą Artylerii,
44.Brygadą Artylerii.

Z mniejszych formacji odnotował obecność przynajmniej elementów:

Legionu Międzynarodowego,
5.Samodzielnego Pułku Szturmowego,
Legionu Gruzińskiego,
Batalionu im. Szejka Mansura.

Są to dość pokaźne siły. Spora część tych formacji znajduje się w odwodzie i może być wykorzystana w przypadku wystąpienia sytuacji krytycznej. Uwagę zwraca również to, że na odcinku bachmucko-siwerskim znajdują się dwie z pięciu brygad pancernych SZU i sześć brygad zmechanizowanych. Część oddziałów ściągnięto z odcinka chersońskiego, gdzie brały udział w jesiennej ofensywie w kierunku Dniepru, m.in. 5. i 17. Brygady Pancerne, 46. Brygadę Areomobilną i 241. Brygadę OT.

Z kolei po stronie rosyjskiej zdaniem DefMon3 walczą na tym odcinku głównie:

150.Dywizja Strzelecka SZ FR,
31.Samodzielna Gwardyjska Brygada Desantowa SZ FR,
57.Brygada Strzelców Zmotoryzowanych SZ FR,
61.Brygada Piechoty Morskiej SZ FR,
74.Samodzielna Brygada Strzelców Zmotoryzowanych SZ FR,
2.Gwardyjska Brygada Strzelców Zmotoryzowanych („Ługańska Republika Ludowa"),
3.Gwardyjska Brygada Strzelców Zmotoryzowanych („Doniecka Republika Ludowa"),
4.Gwardyjska Brygada Strzelców Zmotoryzowanych („ŁRL"),
7.Gwardyjska Brygada Strzelców Zmotoryzowanych („ŁRL"),
elementy lub całość 24. Samodzielnej Brygady Specjalnego Przeznaczenia GRU,
jednostki sformowane w ramach Prywatnej Kompanii Wojskowej „Wagner",
6.Samodzielny Kozacki Pułk Strzelców Zmotoryzowanych („ŁRL"),
208.Pułk Strzelców Zmotoryzowanych („ŁRL"),
30.Brygada Artylerii,
305.Brygada Artylerii,
kilka samodzielnych batalionów BARS (numery porządkowe 7, 17, 19, resztki 6),
2.Samodzielny Batalion Pancerny „Diesel" („DRL"),
3.Batalion Zmotoryzowany (zmechanizowany, tzw. mobiki z SZ FR lub „DRL")
14.Batalion Obrony Terytorialnej „Widmo" („ŁRL"),
nowo sformowany z „mobików" batalion piechoty lekkiej z „DRL" nr 1321,
nowo sformowane z „mobików" bataliony piechoty lekkiej z „ŁRL" (numery porządkowe: 2428, 2720),
bataliony piechoty lekkiej o nieustalonej przynależności (numery porządkowe: 2430, 2612, 2614, 2740), 
kadyrowcy z batalionu „Achmat".

Znaczna część jednostek rosyjskich walczących na odcinku bachmucko-siwerskim to oddziały złożone z tzw. „milicji ludowych Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej". De facto są to formacje kolaboracyjne, którymi kierują głównie oficerowie SZ FR, rosyjscy wojskowi stanowią również obsługę bardziej skomplikowanych systemów uzbrojenia. Tak zwani „separatyści" pełnią głównie rolę „mięsa armatniego". Są to jednostki, które cechuje dość niska skuteczność na polu walki. W dużej mierze przez gorsze szkolenie, wyposażenie, materiał ludzki (od lata mobilizuje się w pseudorepublikach na zasadzie „kto popadnie"), ale również poważne straty poniesione w poprzednich miesiącach inwazji.

Zróżnicowana jest wartość bojowa oddziałów SZ FR. Na odcinku bachmucko-siwerskim Ukraińcy mogą spotkać jednostki uważane za elitarne (przynajmniej jak na standardy rosyjskie), jak i uzupełnione nowo mobilizowanymi obywatelami Federacji Rosyjskiej. Najgroźniejsze będą, rzecz jasna, te pierwsze.

Aktywnie wykorzystywani na froncie są najemnicy z Prywatnej Kompanii Wojskowej „Wagner", której finansowym właścicielem jest oligarcha Jewgenij Prygożin. Jak donosiliśmy na łamach Defence24, wagnerowcy dzielą się na dwie kategorie: dobrze wyszkolone i doświadczone kadry, a także „mięso armatnie". Ostatnia z wymienionych kategorii najemników składa się obecnie w przeważającej mierze, a być może i w całości, z osób zwerbowanych w rosyjskich więzieniach (nazywanych koloniami karnymi). Są szkoleni zaledwie przez 3 tygodnie i na polu walki nie pozostawia się im zbyt wiele swobody działania, otrzymują proste rozkazy, ponoszą najczęściej bardzo duże straty. Wagnerowcy wykorzystywani są jako oddziały szturmowe, mający przełamać ukraińskie linie obrony.

Nie można pominąć tego, że na tyłach Rosjanie rozbudowują pozycje obronne. Zdaniem DefMon3 główna linia umocnień ciągnie się od Wowczojarwiki do Wrubiwki, następnie przez Łypowe, Trypilla, Wyskrywę do Wozdwyżenki. Druga linia ma być krótsza: od Nowoiwaniwki, przez Komyszuwachę, Ołeksandropilla, Drużbę do Wyskrywy. Odnotować należy, że Rosjanie wykopali okopy na wschód od okupowanych wsi Wołodymyriwka i Pokrowskie, a także pod samym Bachmutem. O ile umocnienia bliżej linii frontu nie dziwią z uwagi na pewną stagnację i niewielkie zmiany, to znacznie ciekawszy może być powód stworzenia na głębszym zapleczu, niemal pod samą Popasną. Może to oznaczać, że Rosjanie chcą się zabezpieczyć na wypadek utraty inicjatywy i kontrofensywy Ukraińców.

Moim zdaniem w najbliższych dniach Bachmutowi nie grozi całkowite zdobycie przez Rosjan, ale z uwagi na dynamikę sytuacji nie można wykluczyć zajęcia wschodniej części miasta w najbliższym czasie. Ciężko ocenić jak potoczą się wypadki do końca tego roku. Wymienię czynniki, które będą wpływać na działania wojenne oraz sprzyjać lub szkodzić obu stronom.

A. Pogoda i pora roku:

W zależności od temperatury walki toczą się w mrozie lub wilgoci. Wiele oddziałów rosyjskich na odcinku bachmucko-siwerskim jest słabo wyposażona oraz zaopatrywana w ciepłą strawę. Spowoduje to wzrost strat niebojowych (odmrożenia, hipotermia) i następnie spadek morale. Ostatecznie skutkiem będzie również znaczące obniżenie wartości bojowej, zwłaszcza w przypadku oddziałów znajdujących się na pierwszej linii. Rosjanom nie sprzyja również to, że zajęli zdewastowany teren. Zniszczenia były wynikiem głównie „artyleryjskiego walca ogniowego", który wbrew obiegowej opinii nie był aż tak skuteczny. Spowodował jednak ogromne zniszczenia terenu zabudowanego, który już nie będzie wykorzystany jako schronienia na czas mrozów. Istotnym czynnikiem jest również błoto, które utrudnia działania zaczepne. Trzeba podkreślić, że tyczy się to obu stron. Ponadto fatalne warunki w okopach wpływają na wzrost liczby chorych, w tym częstsze przypadki występowania tzw. stopy okopowej.

B. Siły obu stron:

Wydaje się, że Ukraińcy i Rosjanie dysponują podobnym potencjałem na odcinku siwersko-bachmuckim (poza artylerią, o czym potem). W przypadku strony ukraińskiej jest to sytuacja korzystna. Dla agresora już nie. Bez dysponowania przewagą liczebną Rosjanom ciężkie będzie przełamać pozycje przeciwnika i utrzymać zdobyty teren.

C. Problem amunicji:

Choć Rosjanie posiadają przewagę w liczbie haubic nie oznacza, że są w stanie wykorzystać w pełni swój potencjał. Podczas, gdy wiosną i latem artyleria rosyjska wystrzeliwała dziennie średnio 50-60 tys. pocisków, to w listopadzie było to już jedynie ok. 20 tys. pocisków dziennie. Należy przy tym podkreślić, że zaangażowanie oraz intensywność ognia artylerii SZ FR na innych odcinkach wskazuje na to, że jedynie część tego „potencjału ogniowego" jest wykorzystywana na odcinku bachmucko-siwerskim. Tymczasem artyleria była jednym z niewielu atutów Rosjan, który sprzyjał utrzymywaniu inicjatywy oraz mozolnym, ale jednak, postępom terenowym. Jeżeli jednak Ukraińcy nie wzmocnią swego ognia artyleryjskiego na tym odcinku, to agresor będzie mógł to wykorzystać i stopniowo obracać kolejne części miasta w ruinę.

D. Rola piechoty:

SZU dysponują lepszymi pod niemal każdym względem oddziałami piechoty lekkiej. Ukraińcy dość sprawnie wykorzystywali tego typu formacje od samego początku inwazji, a dzięki wyposażeniu z Zachodu stoją one na wyższym poziomie względem piechoty rosyjskiej. Wymienić tutaj należy nie tylko broń strzelecką czy wyrzutnie przeciwpancerne, ale również noktowizory i urządzenia termowizyjne lepszej jakości (wyższej generacji) niż odpowiedniki wykorzystywane przez nieprzyjaciela. Należy jednak dodać, że oddziały wagnerowców i powietrzno-desantowe wyróżniają się na tym tle po stronie rosyjskiej.

E. Straty osobowe:

Rosjanie okupują swe niewielkie postępy bardzo dużymi stratami w ludziach. Upór w dążeniu do celu może imponować, ale taktyka stosowana przez agresora jest po prostu niezwykle kosztowna i bezwzględna. Średnio w skali tygodnia Rosjanie posuwają się naprzód od kilkudziesięciu do maksymalnie kilkuset metrów. Średnio na miesiąc dokonują postępów o 1-2 km. Straty w końcu wpłyną na znaczący spadek wartości bojowej oddziałów i uniemożliwią odniesienie sukcesu. Należy przy tym dodać, że prawdopodobnie Ukraińcom udało się znacząco osłabić Prywatną Kompanię Wojskową „Wagner" poprzez ostrzelanie hotelu w Kadijiwce (noc z 10 na 11 grudnia), który służył wagnerowcom jako koszary. Rzecz w tym, że mogli tam zginąć i zostać okaleczeni przedstawiciele „kadr". Z drugiej strony pamiętajmy też o tym, że dowództwo ukraińskie nie traktuje swych podwładnych w ten sam bezwzględny sposób co agresor - i może to być powodem potencjalnej decyzji o oddaniu części lub całości miasta. Ukraińcy mogą uznać, że odwrót będzie lepszym wyjściem niż śmierć tysięcy żołnierzy, którzy jeszcze będą mogli się przydać.

F. Częste zmiany koncepcji zdobycia Bachmutu:

Można odnieść wrażenie, że agresor nie ma jasnego planu zdobycia miasta, który będzie konsekwentnie realizować. Obecnie działania zaczepne Rosjan przypominają serię chaotycznych ataków wzdłuż całego odcinka. Wcześniej wydawało się, że strona rosyjska będzie chciała uniknąć wikłania się w kolejne kosztowne boje miejskie (jak w Mariupolu, Siewierodoniecku czy Łymanie). Najpierw Rosjanie przeprowadzali natarcia na południe i północ od miasta, chcąc je osaczyć, a nawet otoczyć. Postępy były niewielkie, a linia frontu na długo zatrzymała się na linii szos T-13-02 i T-05-13. Dlatego co jakiś czas Rosjanie zaczęli przeprowadzać bezpośrednie szturmy na Bachmut, przeplatając je z ataki to na północ, to na południe od miasta. Można odnieść wrażenie, że agresorowi udziela się brak wizji tego, jak można rozegrać tę bitwę. Próbuje naciskać na obronę ukraińską raz w jednym, raz w drugim, a potem trzecim miejscu. W ten sposób osiąga on niewielkie rezultaty, a wizja bitwy miejskiej staje się coraz bardziej realna.

G. Walory terenu zabudowanego:

Wiele wskazuje na to, że Rosjanie choć częściowo uwikłają się w walki miejskie o Bachmut. Można spodziewać się co najmniej próby dojścia do rzeki Bachmutki, która dzieli miasto na część zachodnią i wschodnią. Choć we wschodniej części przeważa zabudowa domów jednorodzinnych, to jednak i w takim terenie Rosjanom będzie ciężko prowadzić boje, zwłaszcza, że większość sił rzuconych do walki nadal będą stanowić wagnerowcy – tylko, że czym innym jest wysyłanie słabo wyszkolonych kryminalistów w otwartym terenie, a czym inny prowadzenie ataku w terenie zabudowanym. W tym wypadku Rosjanie mogą wykorzystać artylerię i lotnictwo do burzenia kolejnych kwartałów miasta, a wbrew obiegowej opinii obrona ruin nie jest wcale łatwym zadaniem. Zwłaszcza, gdy zagrożenie stanowią nie tylko kule przeciwnika, ale również mogące spaść na obrońców kawałki gruzu.

H. Wysokość zajętego terenu:

Choć można odnieść wrażenie, że na froncie na północny-wschód od Bachmutu postępy Rosjan są nieznaczące, a ich sytuacja kiepska, to w rzeczywistości w ostatnich dniach odnieśli pewne niewielkie sukcesy. Wiele zależy jednak od tego czy i jak je wykorzystają. Rzecz w tym, że agresor kontroluje wyższe pozycje położone wzdłuż szosy T-13-02, szczególnie po zdobyciu Berestowego, Biłohoriwki i Jakowliwki. Z kolei na południe od Bachmutu Rosjanie kontrolują wyższy teren jedynie pod Kurdiumiwką i Ozarianiwką, bo na odcinku bliżej miasta Ukraińcy nadal zajmują wyższe pozycje. Niezbyt korzystne jest również to, że sam Bachmut jest położony w dolinie rzeki Bachmutka. Wyższy teren sprzyjać będzie obserwacji pozycji przeciwnika, a także przeprowadzaniu natarć. Czynnik ten nie jest oczywiście w dzisiejszych czasach najbardziej decydującym o wyniku starć, ale z pewnością poprawi sytuację strony rosyjskiej.

I. Przewaga artyleryjska:

Rosjanie dysponują na odcinku bachmucko-siwerskim większą liczbą haubic, wyrzutni rakietowych (np. BM-21 Grad) i moździerzy. Nawet przy pojawiających się problemach z dostępem do amunicji to nadal dość istotny atut w ich rękach. Należy również podkreślić, że Rosjanie zaczęli się uczyć. Zamiast nadal stosować nadmiernie kosztowny i niezbyt efektywny „artyleryjski walec ogniowy", większą uwagę zwracają na rozpoznanie (przy użyciu dronów) i ostrzały punktowe (choć mało celne uderzenia nadal mają miejsce). Można powiedzieć, że agresor w porę dostosowuje swoją taktykę do zmieniających się okoliczności.

J. Rosjanie też się uczą:

Wiedza i doświadczenie to czynniki, których nie da się objąć i wyrazić prostą matematyką. Umiejętność nauki na własnych i cudzych błędach, a także kopiowanie rozwiązań od przeciwnika potrafią znacząco wpłynąć na wyniki bitew, a nawet całych wojen. Pewnym problemem Ukraińców jest to, że ich wróg też się uczy. Powoli, niezbyt zgrabnie, ale jednak. Wyżej zasygnalizowani poświęcenie przez Rosjan większej uwagi rozpoznaniu przy użyciu dronów w kontekście wskazywania celów dla artylerii, a stosują je oni również do bezpośrednich ataków (np. zrzucanie granatów i innych ładunków na okopy) oraz zwiększania własnej świadomości sytuacyjnej na polu walki. Zwrócenie uwagi na znaczenie piechoty na polu walki również jest kolejnym wnioskiem agresora. Należy przy tym zaznaczyć, że najszybciej zmiany implementowane są w szeregach wagnerowców, a nie SZ FR czy milicjach kolaborantów, które stanowią większość jednostek na tym odcinku. Nie mniej w kontekście nauki i wyciągania wniosków należy zwrócić uwagę, że Ukraińcy również stale to czynią. Nie należy więc deprecjonować ich reakcji na zmiany w taktyce przeciwnika.

Wynik walk o miasto może być różny. Moim zdaniem w grę wchodzą trzy warianty rozwoju wydarzeń:

A. Nie można wykluczyć tego, że Rosjanie osiągną pewnie niewielkie sukcesy po czym stracą siły i ich natarcie ugrzęźnie. Wpływ na to mogą mieć również działania zaczepne SZU na innych odcinkach. W takiej sytuacji można będzie śmiało stwierdzić, że bitwa o Bachmut zakończyła się dla Rosjan kosztowną porażką.

B. Może się wydarzyć, że strona rosyjska skupi się na zajęciu miasta po rzekę Bachmutkę i następnie ogłosi propagandowo „zwycięstwo". Ryzyko dla Rosjan będzie jednak takie, że zapewne i w tym wariancie poniosą oni ciężkie straty, które mogą nie pozwolić na utrzymanie zdobytego terenu. Kreml wykorzysta jednak sukcesy by odbudować morale armii i narodu po dotychczasowych porażkach. Moim zdaniem jest to na razie najbardziej prawdopodobny wariant.

C. Wariant trzeci polegałby na skoncentrowaniu bardzo dużych sił rosyjskich na północny-wschód od Bachmutu i uderzenie w kierunku linii szosy T-05-13 (odcinka biegnącego od Siwerska, przez Krasną Horę do samego Bachmutu). Przy dobrym rozegraniu natarcia Rosjanie mogliby dużym kosztem zdobyć niżej położone miejscowości i zmusić Ukraińców do odwrotu. Gdyby agresor zbliżyłby się do linii szos N-32 (w cyrylicy "H-32") i M-03 to mógłby rozpocząć ich ostrzał co utrudniłoby, choć nie uniemożliwiło, zaopatrywanie Bachmutu. W końcu, wobec oskrzydlenia Ukraińcy mogliby wycofać się z miasta.

Upadek Bachmutu w jego najbardziej korzystnej dla Rosjan formie będzie oznaczać znaczące przesunięcie linii frontu na zachód. Kolejną linią obrony w takim wypadku będą od południa wzniesienia i tereny zabudowane od Piwnicznego i Torecka na zachód do wschodnich przedmieść Konstantyniwki (niekorzystnie położonej w dolinie), następnie linia będzie sięgać do przedmieść Czasiw Jaru (bardzo korzystnie położonego na wzniesieniu górującym na Bachmutem) i stąd na północ aż do rzeki Doniec. Od miasteczka Czasiw Jar do rzeki też ciągnie się wysoki teren, dogodny do obrony, ale po przełamaniu tej linii Rosjanie staną u wrót Słowiańska i Kramatorska. Wykorzystają wtedy wyższy teren do obserwacji i ostrzału obu miast. Skutkiem klęski pod Bachmutem może być również odwrót wojsk ukraińskich spod Kreminnej i Krasnoriczeska. Nie można wykluczyć, że Ukraińcy będą zmuszeni do odwrotu spod Swatowego. Wtedy linia frontu oprze się zapewne na linii rzeki Żerebeć.

Jak widać skutki utraty Bachmutu mogą się okazać dla Ukraińców bardzo ciężkie i mogą nawet pogrzebać część sukcesów odniesionych na odcinku słobożańskim. Dlatego na chwilę obecną Sztab Generalny SZU woli „dmuchać na zimne", czyli zanim na horyzoncie pojawi się widmo porażki. Wysłało w ten rejon dodatkowe oddziały, aby rotować wyczerpane walką formacje i by trzymać bliżej obwody. Rosjanie jednak również nie porzucają celu zdobycia Bachmutu i należy przyjąć, że będą naciskać jeszcze mocniej na samo miasto i jak i pozycje ukraińskie w okolicy.

defence24.pl

środa, 14 grudnia 2022


Mariia Tsiptsiura, Onet: Obecnie walczysz w rejonie siewiersko-bachmuckim, to najgorętszy punkt na froncie. Powiedz, jak wygląda tam sytuacja?

Ołeksandr Afanasjew, ukraiński żołnierz: Wróg atakuje pozycje naszej brygady i naszego batalionu. Ich akcje szturmowe przeprowadzają najemnicy Wagnera. Wzrosła także liczba ataków z użyciem dronów. Najważniejsze jest to, że te ich grupy stały się bardzo liczne. Mimo że ich niszczymy, to za kilka godzin nadchodzą posiłki. Wcześniej zajmowało im to zwykle dzień lub dwa. Jeśli piechota nieprzyjaciela nie chce atakować, to z przechwyconych rozmów słyszymy, że mimo wszystko każe im się na nas nacierać lub zostaną rozstrzelani przez swoich. Nazywają to "wysłaniem na wakacje".

Co to znaczy?

Jeśli nie zaatakują naszych pozycji, zostaną "wysłani na wakacje". Ale w Grupie Wagnera nie ma wakacji. Na przykład mówią, że jeśli grupa nie przybliży się do nas 150 m, to skierują na nich własną artylerię i ich zniszczą. Oznacza to, że mają wybór, czy iść do walki z armią ukraińską, czy też zostać zniszczeni przez własne siły, które dokładnie wiedzą, gdzie się znajdują.

Pojawiły się ostatnio informacje, że Grupa Wagnera prowadzi rekrutację więźniów z kolonii. Słyszałeś o tym?

Tak, nawet z jednym miałem styczność. Zgłosił się do nas 20-letni Andrij, który postanowił się poddać. W rozmowie z nami powiedział, że jest z domu dziecka. Siedział w więzieniu za kradzież. Miał odsiedzieć w sumie 5 lat, a zostało mu jeszcze 2 lata i 8 miesięcy. Powiedział, że najemnicy z Grupy Wagnera przybyli do kolonii i obiecali 300 tys. rubli pensji. Myślał, że szybko nas tutaj zniszczą. Jednak nie wszystko poszło zgodnie z jego planem.

Czy mówił coś o ludziach, u boku których walczył? Czy byli to też więźniowie z kolonii?

Stwierdził, że ci, którzy idą na wojnę, nazywani są "jednorazowymi". Ich motywacja jest jasna — siedzisz w więzieniu w takim totalitarnym kraju, jesteś bity, głodzony i uciskany, a potem pojawia się szansa zwolnienia. Nawet jeśli oznacza to front, to i tak jest to lepsza opcja.

A jaki jest ich poziom wyszkolenia?

Podstawowy. To jak kurs dla młodego wojownika — trwa kilka tygodni. Walczą na zasadzie "a może się uda". Po prostu idą przez otwarte pole, nie rozumieją, gdzie się znajdują, nie potrafią odróżnić pocisku po dźwięku.

Ale słyszałam, że ich taktyka się zmieniła...

Zrozumieli, że w ciągu dnia widzimy ich z dużej odległości. Nie musimy nawet latać blisko dronami. Dlatego zmienili taktykę i teraz szturmują nas nocą. Z reguły jest to frontalny atak na pozycję, którą chcą zająć.

Czy istnieją drony z noktowizorem?

Poziom ich braku jest krytyczny, zdarza się, że po prostu giną — połączenie po prostu zanika i spada gdzieś pośrodku pola. Dron z noktowizorem kosztuje 10 tys. dol. Żadna jednostka nie może sobie pozwolić na utratę jednego czy dwóch takich dronów miesięcznie. To jest bardzo drogie. Trzeba z nimi bardzo uważać.

Czy w ogóle można mówić o sukcesach wroga na tym kierunku?

Jeśli druga armia świata ma jeden desant w ciągu czterech miesięcy, to chyba nie można tego nazwać wielkim sukcesem. Od lipca nie odebrali nam ani jednego lądowania. Mówię o moim batalionie. Drugi batalion miał chwilę, kiedy cofnął się trochę, a potem ruszył naprzód. Tam na obszarze 2-3 km toczy się wojna pozycyjna.

Czasami, aby uratować ludzkie życie, trzeba się trochę cofnąć...

To nas wyróżnia. Kiedy zrozumiemy, że aby utrzymać 300 metrów lądu, musimy wystawić 10-15 żołnierzy, wtedy lepiej wycofać się trochę na korzystniejsze pozycje, przegrupować i dalej sukcesywnie niszczyć wroga, ale ratować życie naszych.

Jak zmieniła się wojna wraz z nadejściem zimy?

Zima jeszcze nas nie dopadła. Na razie wokół nas jest "tylko" błoto i deszcz. Niestety, także woda sięga do kolan.

Jak bardzo zmienia to bieg wojny? Czy w taką pogodę można przeprowadzić kontratak?

To jest pytanie do dowództwa. Myślę, że teraz trzeba wyczerpać wroga i uratować życie naszych żołnierzy. Za każdy sukces płacimy najwyższą cenę. Ich żołnierze umierają i też nasi najlepsi ludzie umierają. Bardzo się martwię, że jeśli wielu z nas odejdzie, kto zajmie nasze miejsce? Czy będą równie zmotywowani? Bardzo ważne jest dla nas zrozumienie, że państwo zajmuje się tą kwestią. Rozmawiamy o tym z chłopakami.

Jakie nastroje panują u was w batalionie?

Jak zawsze wojownicze! Gdy wojownik siedzi pod ostrzałem ciężkiej artylerii w tym błocie i zimnie przez kilka dni, może czasem czuć się słabo. Ale to tylko chwilowe. Dowódcy robią rotacje, pomagają chłopakom, dają im możliwość odpoczynku. Mimo wszystko cały czas żartujemy. To jak w pracy.

Jak Rosjanie przygotowani są do walki?

Widziałem radzieckie hełmy z lat 50-60 ze stali. To są przedpotopowe ochraniacze na głowę. Ogólnie rzecz biorąc, jest dużo radzieckiej broni. Są oczywiście myśliwce, które są w pełni wyposażone. Do tego grupy szturmowe mają całkiem dobre noktowizory.

onet.pl

wtorek, 13 grudnia 2022


Siły rosyjskie osiągnęły południowe i wschodnie granice Bachmutu, który w wyniku permanentnego ostrzału miał zostać w całości zrujnowany. Według części źródeł walki toczą się w rejonie przemysłowym we wschodniej części miasta. Jednostki ukraińskie odparły kolejne próby natarcia na północny wschód od Bachmutu, mają także powstrzymywać nieprzyjaciela na wschód i północ od Siewierska, na zachód od Gorłówki, na północ od Awdijiwki oraz na zachód od Doniecka, gdzie głównym rejonem walk jest Marjinka. Obie strony miały podejmować działania zaczepne na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego, na północ i zachód od Kreminnej oraz w zachodniej części obwodu donieckiego, lecz nie osiągnęły dzięki nim wyraźnego powodzenia. Rosjanie mieli wzmocnić swoje zgrupowanie w rejonie Swatowego, zaś Ukraińcy – w Bachmucie.

10 grudnia najeźdźcy przeprowadzili atak z wykorzystaniem dronów na infrastrukturę energetyczną w obwodzie odeskim, w wyniku którego nastąpiło przerwanie załadunku w portach Odessa i Piwdennyj oraz jego ograniczenie w Czarnomorsku. Do 12 grudnia udało się przywrócić możliwość załadunku w dwóch ostatnich, natomiast pierwszy wciąż nie pracował. Obrońcy poinformowali o zestrzeleniu 10 z 15 użytych przez agresora dronów Shahed-136/131.

Celami ataków rakietowych Rosjan były Konstantynówka w obwodzie donieckim, Kupiańsk, Mikołajów i rejon Zaporoża. Pod permanentnym ostrzałem artyleryjskim pozostają Charków i Nikopol wraz z okolicami oraz rejon Oczakowa. Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuowały ponadto uderzenia na pozycje i zaplecze wojsk ukraińskich wzdłuż linii styczności oraz na obszarach przygranicznych. Głównymi celami ostrzału ukraińskiego były z kolei Melitopol i Swatowe. Według części źródeł 10 grudnia na Krymie doszło do ukraińskiej dywersji (w Dżankoju, Sewastopolu i Symferopolu).

Armia ukraińska miała otrzymać z Włoch haubice ciągnione 155 mm FH70 wraz z ciągnikami Iveco Astra. Amerykański Departament Obrony ogłosił następny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy o wartości 275 mln dolarów, zawierający m.in. pociski do wyrzutni HIMARS oraz 80 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej 155 mm. Z rekomendacji USA części zapasowe do czołgów T-72 ma dostarczyć Maroko. Niemcy zapowiedziały przekazanie 16 mostów czołgowych Biber i 5 maszyn inżynieryjno-drogowych Dachs. Berlin powiadomił także o uruchomieniu w Koszycach na Słowacji bazy remontowej do obsługi przekazywanego Ukrainie uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Według nieoficjalnych informacji armia ukraińska w 2024 r. ma otrzymać dwa nowoczesne niemieckie działa przeciwlotnicze 35 mm Skynex. Amunicję, w tym ciężkich kalibrów, ma dostarczyć Słowacja, a amunicję i broń lekką – Bułgaria.

11 grudnia minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow oznajmił, że spadek aktywności sił zbrojnych jest spowodowany złymi warunkami pogodowymi. Dodał, że po nadejściu mrozów i stwardnieniu gruntu kontrataki będą kontynuowane.

11 grudnia premier Denys Szmyhal przyznał, że w wyniku ośmiu fal rosyjskich ataków rakietowych uszkodzone zostały wszystkie elektrownie cieplne i wodne, a 40% obiektów sieci wysokiego napięcia pozostaje w różnym stopniu uszkodzonych. W systemie utrzymuje się znaczny niedobór mocy. Rząd przeznaczył na odbudowę sieci energetycznych ponad 5 mld hrywien (ok. 135 mln dolarów). Dzień wcześniej prezydent Wołodymyr Zełenski stwierdził, że po nalocie na Odessę przeszło 1,5 mln osób było pozbawionych prądu (dzień później liczba ta spadła do 300 tys.), a podłączona pozostała tylko infrastruktura krytyczna. Najwięcej wyłączeń energii ma miejsce w obwodach lwowskim, winnickim, kijowskim, tarnopolskim, sumskim, zakarpackim, żytomierskim i chmielnickim oraz w Kijowie. 8 grudnia Państwowa Służba Łączności Specjalnej poinformowała, że w przypadku ogólnokrajowego blackoutu operatorzy łączności komórkowej będą w stanie zagwarantować funkcjonowanie sieci przez co najmniej trzy dni. Podobną wydolność mają utrzymać stacje telewizyjne i pięć stacji radiowych. Według władz na Ukrainie działa obecnie 82% stacji bazowych telefonii komórkowej.

Trwa akcja zastraszania personelu ukraińskich placówek dyplomatycznych. 7 grudnia minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba powiedział, że dyplomaci otrzymują przesyłki z pogróżkami. Jak dotąd odnotowano 31 takich przypadków w 15 krajach – są nimi: Austria (1), Watykan (1), Dania (1), Hiszpania (5), Włochy (4), Kazachstan (1), Holandia (1), Polska (6), Portugalia (2), Rumunia (2), USA (1), Węgry (2), Francja (1), Chorwacja (1) oraz Czechy (2). Na wszystkich kopertach widnieje ten sam adres nadawcy – salon samochodowy Tesli w niemieckim mieście Sindelfingen. Resort podkreślił, że ta kampania terroru należy do bezprecedensowych w skali światowej, a jej celem jest również skompromitowanie ukraińskich dyplomatów.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy kontynuuje operację kontrwywiadowczą w kolejnych obiektach wykorzystywanych przez Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego (UKP PM). W trakcie przeszukań skonfiskowano rosyjskie materiały propagandowe dowodzące dywersyjnej działalności rosyjskich służb specjalnych. 11 grudnia prezydent Zełenski zatwierdził dalsze sankcje – siedmiu hierarchów objęto m.in. zamrożeniem aktywów i pozbawieniem ukraińskich odznaczeń państwowych.

8 grudnia ukraińskie władze poinformowały o nowych grupach operacyjnych Federalnej Służby Bezpieczeństwa, które przybyły na tymczasowo okupowane terytorium południowej Ukrainy. Ich zadania to prowadzenie wywiadu elektronicznego, podsłuchiwanie rozmów, monitorowanie ruchu internetowego, zakłócanie łączności w rejonie stacjonowania jednostek wojskowych, a także podejmowanie działań antydywersyjnych mających na celu sparaliżowanie ukraińskiej partyzantki. Za wskazanie osób zaangażowanych w ruch oporu oferowana jest nagroda w wysokości 500 tys. rubli (ok. 8 tys. dolarów). Podobną aktywność FSB odnotowano na okupowanym Krymie, gdzie przeszukiwane są lokale zajmowane przez Tatarów.

Komentarz

Od czasu wyhamowania ukraińskiej ofensywy na pograniczu Donbasu i obwodu charkowskiego na początku października żadna ze stron nie jest w stanie uzyskać widocznego powodzenia. Napływ nowych żołnierzy z tzw. częściowej mobilizacji pozwolił Rosjanom na ustabilizowanie linii frontu i zwiększenie skuteczności oporu na głównych kierunkach ukraińskiego uderzenia. Nie był jednak na tyle znaczący, by umożliwić im odzyskanie inicjatywy. Sytuacji nie zmieniło także przerzucenie do rejonów działań części jednostek ukraińskich i rosyjskich zaangażowanych wcześniej w Chersoniu i jego okolicach. Należy przyjąć, że siły obu stron w dalszym ciągu względnie się równoważą.

Informację ministra Reznikowa, w której wskazuje on na niekorzystną pogodę jako główny powód spowolnienia ukraińskich działań, należy traktować jako próbę wytłumaczenia braku postępów. W warunkach zimowych wzrośnie manewrowość obu stron, niemniej kwestią otwartą pozostaje upór i wytrwałość Moskwy w rozwijaniu ofensywy. Niezmiennie zdeterminowani do kontynuowania działań na rzecz odzyskania utraconych terenów są natomiast Ukraińcy.

Rosyjskie uderzenia w infrastrukturę energetyczną w rejonie Odessy nie tylko wymusiły ograniczenia dostaw energii dla mieszkańców, lecz także okresowo sparaliżowały ważną gałąź gospodarki narodowej, jaką jest eksport produktów rolnych. Możliwość unieruchomienia portów stawia bowiem pod znakiem zapytania funkcjonowanie „korytarza zbożowego” w dotychczasowym zakresie, mimo że wszystkie strony, z agresorem włącznie, wciąż formalnie zgadzają się na jego istnienie.

osw.waw.pl

poniedziałek, 12 grudnia 2022


Olha Fedorok, która jako wolontariuszka pomaga wojsku od 2014 roku, zaznacza, że nawet takie trudności /brak pradu, wody i ciepła - red./ ciężko porównać z tym, co przeżywają wojskowi na froncie. 

– Jeśli trzeba będzie marznąć i dosłownie walczyć o przetrwanie, to i tak nie są to takie warunki, w jakich żyją nasi obrońcy: siedzą w błocie, pod ostrzałem, bez możliwości ogrzania się, z wielkimi stratami i ciągle walczą – zaznacza. 

Te słowa potwierdza Stanisław Fedorczuk, który pochodzi z Doniecka, ale od 2014 roku mieszka w Kijowie. Musiał wyjechać ze względu na prześladowania ze strony separatystów. Oprócz działalności społecznej w Ukraińskiej Radzie Ludowej Donieczczyzny i Ługańszczyzny, służy także w Gwardii Narodowej Ukrainy. Ostatnio spędził kilka miesięcy na froncie i uważa, że w porównaniu z panującymi w okopach warunkami, w Kijowie sytuacja nie jest trudna. Od razu po przyjeździe ze wschodu zrobił odpowiednie zapasy – ma sto litrów wody technicznej, 10 litrów pitnej, 5 latarek i 6 power banków. 

– Rozumiem, że dla wielu ludzi to dyskomfort, ale po tym, co zobaczyłem i poczułem na froncie, nie mogę powiedzieć, że tutaj są jakieś wielkie problemy. Jestem gotów zjeść nawet zimną konserwę, ale cieszę się, że ona jest – podkreśla. 

Stanisław Fedorczuk podkreśla, że Ukraina zbyt dużo straciła ludzi i terytoriów, żeby teraz iść na kompromis z Rosją. 

– To tak, jak zgodzić się na niewolnictwo bo może ci dadzą jeść, czy włączą prąd. Jeśli pozwolimy Rosjanom zmusić nas do ustępstw, to boję się, że skończymy istnieć jako naród. I nie będzie miało znaczenia, czy widać tutaj światło z kosmosu, czy nie – zaznacza. 

Nie wyobraża sobie tego także Kristina Berdynskych. Jej zdaniem, przytłaczająca większość Ukraińców wie, że za ich problemy odpowiada Rosja, a nie Ukraina. Służby energetyczne działają tak sprawnie, jak mogą i ludzie wiedzą, że problemy potrwają maksimum dzień, czy dwa. Jak zwraca uwagę dziennikarka, żeby pogrążyć Ukrainę w ciemności, pozbawić wody i łączności, Rosjanie powinni bombardować cały kraj kilka dni z rzędu. 

– Ale my widzimy, że oni nie mają tylu rakiet, żeby to robić. Obrona przeciwlotnicza staje się też coraz lepsza. Nie ma paniki, jest dyskomfort – zaznacza. 

belsat.eu

Olga Romanowa, działaczka rosyjskiej organizacji pozarządowej Ruś Siedząca, niedawno alarmowała, że najbardziej zwyrodniali rosyjscy kryminaliści są rekrutowani do oddziałów nazywanych "dzikimi kompaniami". - To słynące z okrucieństwa oddziały Jewgienija Prigożyna. O ich wyczynach słyszymy od więźniów rekrutowanych w koloniach karnych - powiedziała Romanowa w nagraniu opublikowanym w rosyjskim serwisie Telegram.

- Więźniowie idą na wojnę, bo nie walczą zgodnie z regulaminem wojskowym. Jadą tam jako banda, a "dzikie kompanie" to jakby gang w gangu - opisała Romanowa. Przypomnijmy, że działaczka była jednym z pierwszych źródeł, które potwierdziły, że współpracownik Putina, Prigożyn, werbuje żołnierzy w koloniach karnych. Podała m.in., że do tych oddziałów wcielono rosyjskiego zabójcę, który dopuścił się kanibalizmu.

Romanowa przypomniała, że "dzikie kompanie" istniały już w rosyjskim wojsku. Tak nazywano wsławiające się zbrodniami i okrucieństwem oddziały walczące w Czeczenii, podczas walk w Ukrainie 2014 roku, a wcześniej podczas I wojny światowej. Dowodem na istnienie nowego wcielenia "dzikich kompanii" ma być pochówek rosyjskiego żołnierza w mieście Tichoreck w Kraju Krasnodarskim. Nad grobem zatknięto czarną flagę z trupią czaszką, skrzyżowanymi piszczelami i napisem "dzika kompania". Poległy żołnierz miał walczyć w Doniecku.

Według płk. Piotra Lewandowskiego historię o "dzikiej kompanii" trudno jest zweryfikować, ale jest ona prawdopodobna. - Pojawieniu się takich oddziałów sprzyja istniejący w rosyjskich więzieniach system kastowy. Ci, którzy stali wysoko w więziennej hierarchii, rządzili w koloniach karnych, będą chcieli tworzyć własne elitarne grupy, choćby po to, aby wymusić przywileje wobec więźniów z niższych kast - komentuje płk. Lewandowski, weteran misji w Iraku i Afganistanie.

- Czarne naszywki, trupie czaszki pojawiały się w wielu konfliktach, to zazwyczaj było tworzenie mitologii, która nie szła w parze ze zdolnościami bojowymi takich oddziałów. Natomiast tego typu bandy w warunkach wojny mogą dokonywać zbrodni, uwolnić demony, przy których zbrodnia w Buczy to tylko igraszka - dodaje.

Rozmówca Wirtualnej Polski podkreśla, że trzon PKW Wagner stanowią doświadczeni w walkach, byli rosyjscy zawodowi wojskowi - to około 5-10 tys. ludzi. Należy się ich bardziej obawiać, jako że mają lepsze wyposażenie osobiste, sprzęt i broń. Zwerbowani więźniowie (może być ich nawet 20 tys.) mogą otrzymywać najgorsze, najbardziej ryzykowne zadania.

- Sądząc po doniesieniach z frontu, mamy do czynienia z jakąś szaleńczą rosyjską taktyką, że oddział 6-10 ludzi posyła się w stronę ukraińskich pozycji. To nic, że szybko giną, chodzi o to, aby okopani ukraińscy żołnierze zdemaskowali swoje pozycje, które później ostrzela rosyjska artyleria - mówi dalej płk Lewandowski.

Jego zdaniem w kolejnych miesiącach rola najemników PKW Wagner będzie rosła. - Zawodowa rosyjska armia skoncentruje się na przygotowaniu do wiosennych walk 200 tys. zmobilizowanych ludzi. Siły rossgwardii, oddziały republiki DRL słabną i raczej nie będzie zainteresowania ich odbudową. Tymczasem z rosyjskich więzień, gdzie przebywa prawie 500 tys. ludzi, można stale czerpać zasoby, brać mięso armatnie. Dlatego można się spodziewać, że liczba takich najemników będzie rosła, a działania rosyjskie na froncie będą bardziej brutalne - podsumowuje płk Lewandowski.

wp.pl

Od początku inwazji Kreml skierował do udziału w „specjalnej operacji wojskowej" nie tylko jednostki będące w etatowym podporządkowaniu ministerstwa obrony, ale również formacje spoza struktur armii.

Największą liczebnie jest Federalna Służba Wojsk Gwardii Narodowej, zwana powszechnie Rosgwardią. Jest to również najliczniejsza w Federacji Rosyjskiej siłowa struktura bezpieczeństwa wewnętrznego. W momencie powstania, czyli w kwietniu 2016 roku, przewidywano że osiągnie liczebność 340 tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy z możliwością rozbudowy o 30 procent. Powstała w miejsce rozwiązanych wojsk wewnętrznych i przejęła nie tylko ich kadry, ale również i zadania. Natomiast w odróżnieniu od wojsk wewnętrznych, które podlegały ministerstwu spraw wewnętrznych Rosgwardia ma instytucjonalną samodzielność i podlega bezpośrednio prezydentowi Federacji Rosyjskiej.

Do jej głównych zadań należą samodzielne działania policyjno-interwencyjne, ochrona infrastruktury krytycznej państwa, kontrola i nadzór nad organizacjami ochrony i bronią prywatną. Pełni również rolę pomocniczą wobec pozostałych resortów siłowych, w tym resortu obrony. Co ciekawe, Rosgwardia jest nie tylko instytucją nadzorującą sektor prywatnej ochrony, ale jest równocześnie największym w Rosji dostawcą takich usług, świadczonych komercyjnie na podstawie umów cywilno-prawnych, zarówno dla firm państwowych, jak i prywatnych. W ramach nadzoru działalności podlega Rosgwardii ponad 20 tys. prywatnych agencji ochrony, zatrudniających (dane są rozbieżne) od 650 tys. do nawet 1,5 mln pracowników.

W momencie rozpoczęcia inwazji na Ukrainę wg przybliżonych szacunków Rosgwardia dysponowała ok. 80 tys żołnierzy „pierwszej linii". Były to przede wszystkim jednostki specjalnego przeznaczenia OMON (do tłumienia zamieszek) oraz SOBR (oddziały szybkiego reagowania). Brak jest miarodajnych danych w jakiej ilości zostały skierowane w podporządkowanie resortu obrony, natomiast wiadomo, że towarzyszyły już jednostkom pierwszego rzutu od początku inwazji. Zapewne w ramach „wojskowej operacji specjalnej" ich zadaniem było zabezpieczenie tyłów podczas "marszu wyzwoleńczego".

Ponieważ jednak "marsz wyzwoleńczy" okazał się pełnoskalową wojną, zamiast zabezpieczać „wyzwalane" miasta ukraińskie, Rosgwardia prowadziła walki na równi z jednostkami armijnymi. Nie wiadomo jakie straty poniosły bataliony SOBR i OMON, natomiast niedawno oficjalnie strona rosyjska przyznała, że Rosgwardia utraciła znaczną część posiadanego uzbrojenia i pojazdów. Można zakładać, że w wielu przypadkach wraz z użytkownikami. Wiadomo również, że Rosgwardia uzupełnia straty prowadząc intensywną akcję rekrutacyjną głównie wśród pracowników agencji ochrony. Jest to równoległy z mobilizacją, sposób pozyskiwania szeregowych żołnierzy do walki na Ukrainie, przy czym często podpisujący kontrakty ochotnicy nie byli świadomi, że zostaną wysłani na wojnę, a nie do ochrony obiektowej w Rosji.

Walczące na Ukrainie oddziały czeczeńskie posiadają oficjalnie status jednostek Rosgwardii. Liczebność jednostek o strukturze pułkowej lub samodzielnych batalionów oceniana jest wg różnych źródeł na 5 do 10 tys. żołnierzy. Czeczeni znaczących sukcesów bojowych nie odnieśli, natomiast ich obecność miała oddziaływać psychologicznie, jako formacji znanej z brutalności i okrucieństwa. Stąd ich zauważalna obecność w mediach społecznościowych. Skutek był raczej odwrotny od zamierzonego, bo formacja budziła nie tyle strach co politowanie ze względu na nieporadność propagandy, a okrucieństwo spotkało się ze skuteczną odpowiedzią armii ukraińskiej czego widomym przykładem było całkowite rozbicie czeczeńskiego 141. pułku Rosgwardii . Jednostki czeczeńskie stanowią wciąż priorytet w ukraińskim wyborze celów, co przekłada się na wysokie straty i spadek morale. Obecnie zdarza się, że jednostki czeczeńskie pełnią rolę „dyscyplinującą" wobec oddziałów z republik separatystycznych, a nawet rosyjskich odmawiających walki.

Kolejną znaczącą liczebnie formacją walczącą po rosyjskiej stronie są formacje milicyjne z republik separatystycznych czyli Ługańska i Doniecka. Składają się one po części z formacji ochotniczych po części z jednostek stworzonych po ogłoszeniu w republikach mobilizacji, czyli w znacznej części ludzi zmuszonych do odbywania służby. Prezentują różny poziom zdolności bojowych. W przypadku formacji ochotniczych, mowa jest o strukturach batalionowych, posiadających znaczną autonomię. Są to jednostki walczące przeciwko Ukrainie od początku konfliktu czyli od ośmiu lat. Posiadają doświadczoną kadrę dowódczą i składają się w większości ze zmotywowanych i doświadczonych weteranów. W ich szeregach walczą również zagraniczni ochotnicy np. z Serbii. Wyposażenie indywidualne jest często lepszej jakości niż żołnierzy rosyjskich, ponieważ pochodzi z prywatnych źródeł zaopatrywania lub zostało zdobyte w trakcie walk. Natomiast milicyjny charakter formacji sprawia, że nie dysponują nowoczesnymi pojazdami i wystarczającym wsparciem innych rodzajów broni jak artyleria czy lotnictwo, poziom dyscypliny bywa zróżnicowany, często uzależniony od aktualnej sytuacji w rejonie walk. Ich liczebność w momencie rozpoczęcia otwartej inwazji na Ukrainę oceniano na 30-35 tys.

Jednostki sformowane w ramach mobilizacji w Ługańsku i Doniecku po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę, mają nieporównywalnie niższy poziom pod względem kadry dowódczej, wyposażenia indywidualnego i uzbrojenia oraz morale. Można powiedzieć, że wiele z tych tzw pułków nie prezentuje żadnej wartości bojowej, czego przykładem był paniczny odwrót jednego z nich w pierwszych godzinach ukraińskiej ofensywy spod Charkowa. Przymusowa mobilizacja pozwoliła podwoić liczebność sił separatystycznych, ale nie zwiększyła ich zdolności bojowych, co więcej, znaczne straty poniesione w trakcie walk sprawiły, że ich zdolności bojowe są obecnie znacznie niższe.

Udział najemników w wojnie na Ukrainie postrzegany jest przede wszystkim poprzez działania Grupy Wagnera. Jej powstanie datowane jest na ok 2016 rok, dokładna data jest o tyle trudna do ustalenia, że organizacja ta oficjalnie nie istnieje. Tworzy ją sieć powiązanych firm i spółek świadczących oficjalnie usługi w zakresie ochrony fizycznej, szkolenia, dostaw sprzętu wojskowego itp. W większości zapisy co do świadczonych usług podlegają ustawie „O działalności ochroniarskiej i detektywistycznej" – są traktowane jako legalne podmioty gospodarcze świadczące usługi z zakresu bezpieczeństwa. Stworzono więc pewien paradoks, swoisty rosyjski „paragraf 44", nie może być nielegalne coś, co oficjalnie nie istnieje.

Co prawda na początku 2018 r. z inicjatywy partii Sprawiedliwa Rosja w Dumie trwały prace nad odrębną regulacją prawną, sankcjonującą istnienie prywatnych organizacji wojskowych, ale jej projekt został odrzucony. Przeciwko wypowiedziały się: Ministerstwo Obrony, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, FSB i Rosgwardia. Decyzję uzasadniano sprzecznością ustawy z rosyjską konstytucją. Tak więc podpisywanie kontraktów na świadczenie usług w ramach „działalności ochraniarskiej i detektywistycznej" z rozmaitymi mniej lub bardziej fasadowymi spółkami nielegalne w Rosji nie jest, natomiast udział pracowników tych firm w konflikcie zbrojnym w świetle rosyjskiego prawa jest już całkowicie nielegalny.

W momencie rozpoczęcia inwazji zasoby Grupy Wagnera oceniano na ok 6 tys. kontraktorów, w chwili obecnej ich liczba przekroczyła 20 tysięcy. Formacja po pojawieniu się na teatrze działań (początkowo nie zakładano jej użycia bądź użycie w ograniczonej ilości jako grupy dywersyjne) wykazała się znacząco większą skutecznością od sił regularnych, szczególnie w walkach miejskich. Złożona w większości z weteranów i dowodzona przez cieszących się autorytetem oficerów (wagnerowcy zachowują stopnie wojskowe), znacznie lepiej wyszkolona i nowocześnie wyposażona, przewyższała standardami kontraktowych rosyjskich piechurów. Od początku też towarzyszyły im oskarżenia o zbrodnie wojenne. Formacja ta okryła się złą sławą w Syrii i Afryce publikując w mediach społecznościowych filmy obrazujące torturowanie jeńców. Kremlowi nie przeszkadzał całkowity brak podstaw prawnych do udziału „wagnerowców" w konflikcie, poszli nawet dalej zezwalając na rekrutację wśród więźniów kolonii karnych. Doszło do swoistego kuriozum, gdzie nieistniejąca oficjalnie prywatna firma wojskowa uzyskała dostęp do więzień Federacji Rosyjskiej oferując amnestię bez jakikolwiek podstaw prawnych w zamian za całkowicie nielegalną walkę w konflikcie z Ukrainą. Witamy w Rosji XXI wieku!.

Reasumując formacje spoza resortu obrony stanowiły w pierwszych fazach konfliktu znaczące wsparcie dla wojsk regularnych. Ze względu na liczebność początkowo pozwalały zabezpieczać drugorzędne kierunki działań lub tyłową strefę działań, a w przypadku jednostek lepiej wyszkolonych i wyposażonych walczyły na kluczowych odcinkach frontu. W wyniku szybko rosnących strat wojsk regularnych, były często wykorzystywane do zadań nieadekwatnych dla tych formacji , co kończyło się znacznymi stratami i spadkiem morale nawet wśród zdeterminowanych oddziałów. W nadchodzącej fazie konfliktu ich wartość bojowa będzie stopniowo malała ze względu na wyczerpanie się możliwości uzupełniania strat, lub uzupełnianie ich znacząco gorszymi rekrutami. Jedynie w przypadku najemników można oczekiwać wzrostu liczebności, Liczbę więźniów w Rosji ocenia się na około pół miliona, więc wciąż istnieje tam potencjał „ochotniczy".

defence24.pl

niedziela, 11 grudnia 2022


Rosyjskie władze planują uruchomienie w Rosji i na okupowanych terytoriach ukraińskich programów przygotowania dzieci do ewentualnej służby wojskowej. Powstanie takich programów wskazuje, że rosyjskie władze inwestują w długoterminowe zdolności generowania sił. Rosyjski antymobilizacyjny serwis informacyjny poinformował 9 grudnia, że rosyjskie władze planują otwarcie ośrodków szkolenia wojskowego w 10 rosyjskich regionach, aby zapewnić dzieciom w wieku od 14 do 18 lat „wojskowy trening sportowy” i „edukację patriotyczną”. Wicepremier Rosji i wysłannik prezydenta do Dalekowschodniego Okręgu Federalnego Jurij Trutniew zapowiedział, że ośrodki będą istnieć, bo każde rosyjskie dziecko powinno „móc obronić swoją Ojczyznę”, a rosyjscy żołnierze walczący na Ukrainie „wrócić żywi do domu”. Trutnev przewidywał, że do programu pilotażowego wiosną 2023 r. zapisze się 45.000 dzieci w wieku szkolnym. Nie jest jasne, w jaki sposób władze rosyjskie planują ustrukturyzować lub zachęcić do zapisania się do tych programów. Szef ukraińskiego obwodu ługańskiego Serhij Haidai oświadczył 10 grudnia, że władze okupacyjne w obwodzie ługańskim również wprowadzają do programów szkolnych szkolenie wojskowe i „kursy dla młodych bojowników”. Programy te są szczególnie skierowane do uczniów w 8. i 10. klasie.

understandingwar.org

Instytut Badań nad Wojną (ISW) w jednej z ostatnich analiz stwierdza, że Kreml nie może zapanować nad przekazem, w rosyjskich mediach społecznościowych (i tak silnie ograniczonych oraz infiltrowanych przez FSB), dotyczącym kolejnej fali mobilizacji. Władimir Putin zaostrza środki, które mają blokować wszelkie bunty wobec mobilizacji oraz informowanie rodzin żołnierzy o warunkach „branki". Zaostrzono przepisy dotyczące protestowania w budynkach rządowych, szpitalach, cerkwiach oraz dworcach. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow nazwał informacje o nowej fali mobilizacji „prowokacjami", chociaż Putin nie odwołał dekretem wrześniowego powoływania w kamasze. Tym sposobem Moskwa będzie chciał tuszować kolejne etapy mobilizacji – skoro oficjalnie nie zakończono „pierwszej".

Z przemowy Władimira Putina wynika, że z 300 tys. zmobilizowanych rezerwistów na front wysłano połowę. Reszta szkoli się w Rosji jako „odwód". Jak piszą dziennikarze niezależnego serwisu Medusa – brak dekretu Putina odwołującego mobilizację oznacza, że będzie ona kontynuowana. Jest to potwierdzane w praktyce. Cały czas wojenkomaty wysyłają karty powołań. Dochodzi do desperackich wręcz prób osiągnięcia „kwot" rezerwistów ściągniętych na wojnę. W jednym z rosyjskich regionów nakazano wydalenie wszystkich studentów z problemami w nauce, a następnie przesłano ich dane rosyjskim komisariatom wojskowym odpowiedzialnym za mobilizację. W niższych kręgach rosyjskiej władzy dochodzi do „stachanowskiego" wyścigu w poparciu dla mobilizacji. Kierownictwo moskiewskiej administracji nakazało pracę swoim pracownikom w nocy, by szybciej dostarczyć karty powołań. Wojenkomaty stosują „fortele" by ściągnąć jak najwięcej osób. Alternatywą dla powołania wobec rezerwisty jest wezwanie go „celem uzupełnienia danych". Rosja zaczęła powoływać obywateli do oddziałów „obrony terytorialnej" z uwagi na „zagrożenie atakiem lądowym ze strony Ukrainy".

Moskwa zmieniła także kolejny raz narrację odnośnie zbrojnej inwazji przeciwko Ukrainie. W pierwszej fazie wojny w rosyjskich mediach obowiązywał ścisły rygor milczenia (lub ograniczonego informowania). Gdy skala klęski okazała się tak duża, że nie dało się tego „zamieść pod dywan" postawiono w mediach na kontrolowaną krytykę obarczając konkretne osoby (w tym ministra Sergieja Szojgu). Na tej fali urosła w siłę frakcja krytyków Prigożyn-Kadyrow. Niepopularność mobilizacji jednak sprawiła, że zmieniono kolejny raz retorykę. Rosja milczy o mobilizacji wysyłając kolejne oddziały nieprzygotowanych „mobików" na front. W międzyczasie publicznie informuje o wojnie nazywając ją w putinowskiej nowo-mowie „specjalną operacją wojskową".

Zmienia się także retoryka odnośnie celów. Moskwa znowu wróciła do narracji o „denazyfikacji" Ukrainy, czyli – jak rozumie to Kreml – obaleniu rządu Wołodymyra Zełenskiego. Od klęski wojsk rosyjskich pod Kijowem do bezprawnej aneksji ukraińskich obwodów narracja Kremla „minimalizowała" cele do wschodniej i południowej Ukrainy. Tak międzynarodowe media odczytały także ostatnie słowa Pieskowa, rzecznika Kremla. Problem w tym, że to właśnie Pieskow powtórzył hasło o "denazyfikacji". Jak ostrzega ukraiński wywiad wojskowy (HUR) Rosjanie chcą wojować przeciwko Kijowowi wcielając w szeregi wojsk inwazyjnych nieletnich ukraińskich obywateli z okupowanych terenów. Objęto ich zakazem wyjazdu. Zdaniem ISW zmieniająca się retoryka Kremla ma być siłą nacisku wobec Zachodu. Ma przymusić Ukraińców do tzw. negocjacji pokojowych, które Putin chciałby wykorzystać jako pauzę operacyjną w niekorzystnej dla siebie sytuacji frontowej.

defence24.pl

Zgodnie z informacjami z 8 grudnia po ataku ukraińskich bezzałogowców z lotniska Engels-2 przebazowano dalej od granic z Ukrainą bombowce Tu-95 i Tu-160 używane do ataków rakietowych. Jak wynika ze zdjęć satelitarnych również z bazy Diagilewo, w której widać ślady gaszenia jednego z bombowców zniknęła większość stacjonujących tam maszyn Tu-22M3. Co ciekawe, dotyczy to również samolotu ze złamanym ogonem który uległ uszkodzeniu w ataku.

Zdjęcia satelitarne bazy Diagilewo w obwodzie riazańskim dostarczyła mediom firma Planet Labs, zajmująca się usługami tego typu. Z dokumentacji wynika przede wszystkim, że w wyniku ataku 5 grudnia został poważnie uszkodzony co najmniej jeden bombowiec naddźwiękowy Tu-22M3. Na zdjęciach widać, że jej kadłub uległ złamaniu o wokół uszkodzenia widać ślady pożaru i środków gaśniczych.

Na zdjęciach datowanych na 7 grudnia widać ślad, świeży, gdyż jeszcze nie pokryty śniegiem, po 9 parkujących na lotnisku Tu-22M3. Z płyty zniknęła też spalona maszyna, czyli dziesiąty samolot. Widać natomiast startujący ciężki samolot transportowy An-124. Maszyna tego typu jest na tyle pojemna, że może służyć do szybkiego przerzutu na znaczne odległości niezbędnego sprzętu jak również uzbrojenia, łącznie z pociskami manewrującymi, takimi jak Ch-22 których używano do ataków na Ukrainę.

Wiele wskazuje więc na to, że podobnie jak na lotnisku Engles również w Diagilewie trwa eksodus maszyn stosowanych dotąd do nalotów na ukraińską infrastrukturę krytyczną. Atak przeprowadzony niewielkimi środkami, prawdopodobnie w postaci dwóch bezzałogowców dalekiego zasięgu przebudowanych ze starych maszyn rozpoznawczych Tu-141 na maszyny kamikaze. Tym bardziej jest to policzek dla Rosjan i ich obrony przeciwlotniczej. To niebezpieczny sygnał o braku zdolności do ochrony kluczowych baz lotniczych i elementów systemu odstraszania atomowego.

(...)

Z drugiej strony, Rosyjskie systemy przeciwlotnicze może są wysoko oceniane, ale jak się wydaje nie tworzą one spójnej struktury i słabo radzą sobie z wymianą danych. Są szczególnie zagrożone przez nowoczesne środki ataku powietrznego, które wykorzystują martwe strefy korzystając z rzeźby terenu lub środków walki elektronicznej. Realnie rosyjskie „kółka na mapie" są znacznie mniejsze i bardziej dziurawe niż pokazuje wielu ekspertów. To ważna kwestia podczas planowania zarówno ataku jak i obrony.

defence24.pl