sobota, 10 grudnia 2022


2 grudnia państwa UE porozumiały się w sprawie ustanowienia od 5 grudnia pułapu cenowego (price cap) na rosyjską ropę na poziomie 60 dolarów za baryłkę (limit cenowy dotyczący produktów naftowych zostanie ustalony w późniejszym terminie). Decyzję przyjęto po uzgodnieniach z państwami G7, które – obok Australii – dołączyły do mechanizmu.

Ustanowiony pułap zmienia zasady przyjętego w czerwcu 2022 r. szóstego pakietu sankcji UE wobec Rosji w części odnoszącej się do handlu ropą i produktami naftowymi. Pakiet ten zakładał embargo na import ropy surowej eksportowanej drogą morską do państw unijnych (weszło w życie 5 grudnia 2022 r.) oraz zakaz importu produktów naftowych (zacznie obowiązywać od 5 lutego 2023 r.). Ponadto zabronione zostało świadczenie usług transportu morskiego, pomocy technicznej, usług pośrednictwa, finansowania lub pomocy finansowej związanych z transportem morskim rosyjskiej ropy i produktów naftowych do państw trzecich.

Zgodnie z treścią podjętej 2 grudnia decyzji, w przypadku gdy surowiec z Rosji będzie sprzedawany po ustalonej cenie (lub niższej), zostanie zwolniony z części wspomnianych wyżej ograniczeń dotyczących państw trzecich. Unia Europejska postanowiła także o regularnym przeglądzie mechanizmu pułapu cenowego. Za jego przeprowadzanie ma być odpowiedzialna Rada UE, która ma uwzględniać ewolucję sytuacji na rynkach energetycznych, w tym w samej UE, oraz brać pod uwagę wpływ mechanizmu na obniżanie dochodów Rosji ze sprzedaży ropy. Przyjęto, że pułap cenowy powinien być o co najmniej 5% niższy od cen rynkowych rosyjskich ropy i produktów naftowych (średnia ma być obliczana we współpracy z Międzynarodową Agencją Energetyczną). Pierwszy przegląd ma nastąpić do połowy stycznia 2023 r., a kolejne – co dwa miesiące.

UE uzgodniła także wprowadzenie okresów przejściowych w stosowaniu limitu cenowego. Po pierwsze, ustanowiono go (wynosi 45 dni) dla statków transportujących ropę pochodzącą z Rosji, która została zakupiona i załadowana przed 5 grudnia 2022 r., a wyładowana w porcie końcowym przed 19 stycznia 2023 r. Po drugie, 90-dniowym okresem przejściowym objęto transport ropy realizowany po każdej zmianie pułapu cenowego.

Opublikowana decyzja UE nie zawiera wszystkich szczegółów dotyczących stosowania nowego mechanizmu. Nie wskazuje m.in., czy ustalona cena obejmuje koszty transportu, ubezpieczenia i ewentualnie inne elementy składające się na wartość rynkową produktu. Zgodnie z doniesieniami medialnymi Komisja Europejska ma w najbliższych dniach przedstawić dokładniejsze wytyczne w kwestii stosowania nowych ograniczeń.

Komentarz

Podjęcie przez UE decyzji w sprawie pułapu cenowego stanowi w istocie złagodzenie wcześniej przyjętych sankcji unijnych. Krok ten był poprzedzony wielomiesięcznym procesem negocjacyjnym, który ujawnił wewnętrzne podziały w kwestii kształtu ograniczeń. Część krajów członkowskich (m.in. Polska i państwa bałtyckie) domagała się ustanowienia limitu cenowego na niskim poziomie (30 dolarów za baryłkę). Inne kraje (m.in. Grecja, Cypr czy Malta) lobbowały za wyznaczeniem ceny nie niższej niż 70 dolarów za baryłkę. Liberalne stanowisko podyktowane było obawami przed negatywnymi konsekwencjami dla funkcjonowania sektora transportowego tych państw – ich flota jest bowiem w znaczącym zakresie wykorzystywana do eksportu rosyjskich ropy oraz produktów naftowych. Co więcej, z treści przyjętych dokumentów wynika, że ograniczenia cenowe dotyczą tylko ropy sprzedawanej i eksportowanej kanałami morskimi, co wyłącza ich stosowanie w odniesieniu do ropy dostarczanej rosyjskimi rurociągami (Drużbą do Europy oraz WSTO do Chin). Według doniesień medialnych stroną szczególnie zainteresowaną wprowadzeniem wysokiego poziomu limitu cenowego były władze USA. Obawiały się one destabilizacji globalnego rynku naftowego, w tym wstrzymania przez Rosję części eksportu ropy i znaczącego wzrostu cen surowca, co pogorszyłoby sytuację gospodarczą w krajach zachodnich.

Nie wydaje się, by ustanowiony przez państwa UE pułap cenowy przyczynił się do osiągnięcia kluczowego celu, jakim jest obniżenie dochodów Rosji ze sprzedaży ropy. Po pierwsze, jest on obecnie wyższy od cen rosyjskiej ropy Urals sprzedawanej w europejskich portach. Zgodnie z danymi publikowanymi przez agencję Argus rosyjska ropa kosztowała 30 listopada w porcie w Primorsku 48 dolarów za baryłkę, w porcie w Rotterdamie – niecałe 53 dolary, a w porcie Augusta – niecałe 58 dolarów. Wysokość pułapu cenowego jest natomiast niższa od kwoty, za którą surowiec rosyjskich marek sprzedawany jest na Dalekim Wschodzie: marka WSTO kosztuje tam 73 dolary za baryłkę, a ropa wydobywana na Sachalinie – 68–70 dolarów. Co więcej, według analiz branżowych eksport naftowy rosyjskich firm pozostaje rentowny nawet przy cenie surowca oscylującej w przedziale od 25 do 30 dolarów.

Nie jest jasne, jak na wprowadzone ograniczenia zareagują państwa spoza UE i G7. W szczególności istotna będzie postawa Chin, Indii i Turcji – stały się one bowiem głównymi odbiorcami, do których Rosja zaczęła przekierowywać znaczące ilości ropy sprzedawanej do tej pory na rynku unijnym. Przykładowo Indie zwiększyły zakupy rosyjskiego surowca marki Urals z 1,5 mln ton od stycznia do października 2021 r. do prawie 20 mln ton w analogicznym okresie br. Z kolei Turcja w tym samym czasie zwiększyła import z 2,9 mln do 9,2 mln ton. Nie można wykluczyć, że kraje te mogą być w pewnym zakresie zmuszone (przynajmniej częściowo) do tego, by dostosować się do przyjętego mechanizmu ze względu na ograniczenia dotyczące świadczenia unijnych usług transportowych, finansowych i ubezpieczeniowych w odniesieniu do kontrahentów z państw trzecich. Do szczególnie newralgicznych należą przy tym usługi ubezpieczeniowe, które w przypadku 80–90% transakcji świadczone są przez podmioty zarejestrowane w krajach należących do G7.

Pewną niewiadomą jest także kwestia rosyjskich zdolności do ewentualnego omijania restrykcji związanych z pułapem cenowym przy wykorzystaniu tzw. floty widmo (zwanej też w niektórych źródłach szarą czy czarną flotą). Choć Rosja zaczęła już jej rozbudowę, m.in. poprzez jednostki służące wcześniej do przewozu objętej sankcjami ropy irańskiej czy wenezuelskiej, to w źródłach branżowych wskazuje się, że skala rosyjskich potrzeb przewyższa podaż w tym zakresie. Powołując się na dane agencji Rystad, „Financial Times” informował, że w 2022 r. Rosja nabyła 103 tankowce. Jeśli zatem uwzględni się pozostałą część floty pozostającej w dyspozycji Moskwy, to rosyjscy eksporterzy będą potrzebować dodatkowo od 60 do 70 tankowców, aby zachować eksport na zbliżonym do dotychczasowego poziomie. Poza tym nie jest jasne, czy importerzy, którzy nie przyłączą się do mechanizmu pułapu cenowego, będą gotowi importować ropę dostarczaną przy wykorzystaniu jednostek należących do tzw. floty widmo.

Choć przyjęty ostatecznie w takim kształcie pułap cenowy nie będzie miał istotnego negatywnego wpływu na sytuację finansowo-gospodarczą Rosji, to jest bardzo prawdopodobne, że Moskwa wykorzysta go jako pretekst do podjęcia kroków odwetowych, nie wyłączając przy tym ewentualności ograniczenia lub odcięcia dostaw ropy do kontrahentów stosujących mechanizm limitu cenowego. Zapowiedzi o takim charakterze znalazły się m.in. w wypowiedziach prezydenta Władimira Putina z października 2022 r., powtórzonych kilkakrotnie przez wicepremiera Aleksandra Nowaka oraz rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa (5 grudnia). Posunięcia Moskwy mogłyby objąć m.in. wstrzymanie eksportu do odbiorców rosyjskiego surowca ropociągiem Drużba (formalnie dostawy te zostały wyłączone spod unijnego embarga na import ropy, a co za tym idzie z mechanizmu pułapu cenowego). Wprawdzie taka decyzja generowałaby dla Rosji kolejne koszty finansowe i reputacyjne (jak w przypadku ograniczania dostaw gazu), jednak wydaje się, że jest ona na to gotowa. Kalkulacja Kremla może opierać się na tym, że ograniczenie podaży rosyjskiego surowca mogłoby doprowadzić do drastycznego skoku cen ropy i pogłębienia kryzysu energetycznego w Europie, to zaś miałoby ostatecznie wymusić na państwach Zachodu rewizję ich polityki sankcyjnej.

osw.waw.pl

Pomoc wojskowa Zachodu odegrała kluczową rolę w utrzymaniu przez Ukrainę niepodległości, ale jest jak dotąd niewystarczająca do złamania rosyjskiego potencjału ofensywnego, odbicia terenów okupowanych przez Rosję, a tym samym do zakończenia wojny. Ukraina nie może polegać na własnym przemyśle obronnym, który został poważnie zniszczony. Z tych powodów konieczne jest zwiększenie zarówno skali, jak i zakresu wsparcia wojskowego dla Ukrainy, które powinno w większym niż dotąd stopniu uwzględniać systemy uzbrojenia w standardach NATO.

Choć sytuacja na polu walki stała się jesienią 2022 r. korzystna dla Ukrainy, to Rosja wciąż ma przewagę w ilości uzbrojenia i rezerwach. Bez złamania rosyjskiego potencjału ofensywnego, które umożliwi zakończenie wojny na korzyść Ukrainy, nie ma szans na zmianę rosyjskich ambicji i kalkulacji strategicznych. Rosja stale będzie dążyć do odzyskania inicjatywy, czego dowodzi decyzja o ogłoszeniu „częściowej mobilizacji” oraz przestawienie przemysłu zbrojeniowego na tryb wojenny.

Przebieg wojny potwierdził, że wynik poszczególnych starć zbrojnych na poziomie tak strategicznym, jak i taktycznym zależy od odpowiedniej koncentracji i sposobu użycia ciężkiego uzbrojenia konwencjonalnego. Sześć podstawowych rodzajów takich zdolności to: ciężka artyleria lufowa i rakietowa, wojska pancerne i zmotoryzowane, rakiety dalszego zasięgu, siły powietrzne, drony i amunicja krążąca oraz systemy obrony przeciwlotniczej. Jak dotychczas Ukraina ma w porównaniu z Rosją poważne luki w każdej z tych kategorii uzbrojenia i asymetria ta utrzymuje się pomimo wysokich rosyjskich strat.

Większość barier dla przekazywania pomocy wojskowej Ukrainie ma charakter polityczny. Partnerzy Ukrainy wykazują się bardzo różnymi kalkulacjami strategicznymi, zakresem, skalą i determinacją w świadczeniu pomocy. Obiektywne przeszkody dla udzielania pomocy wynikają także z ograniczonych rezerw uzbrojenia i amunicji oraz dekad ograniczania zdolności produkcyjnych przemysłu obronnego Zachodu.

Istnieje ogólny schemat udzielania pomocy wojskowej Ukrainie. Pierwszym etapem jest sprecyzowanie luk w jej zdolnościach, w tym dysproporcji wobec potencjału Rosji. Drugim jest analiza dostępnych opcji dostaw uzbrojenia. Rozważane mogą być trzy rozwiązania: broń produkcji ZSRR (lub kompatybilna), broń STANAG (w standardach NATO) oraz opcje asymetryczne (systemy nierównorzędne z daną zdolnością, ale pozwalające na jej zwalczanie, np. pociski przeciwpancerne, jako odpowiedź na rosyjską przewagę w liczbie czołgów przy – jak dotąd – braku gotowości Zachodu do ich przekazania). Trzecim etapem, zwłaszcza partnerów-sąsiadów Ukrainy, może być zapełnienie luk w ich zdolnościach, powstałych w wyniku przekazania własnego sprzętu Ukrainie, przez siły i środki NATO lub ich narodowy wysiłek i przyspieszoną modernizację.

W większości z analizowanych opcji pomocy istnieją poważne ograniczenia dotyczące dostępności sprzętu ekssowieckiego, wynikające z wyczerpujących się rezerw systemów lub amunicji ZSRR w państwach NATO. Opcje asymetryczne muszą być traktowane jako rozwiązania przejściowe lub uzupełniające w sytuacji braku gotowości partnerów do dostaw uzbrojenia analogicznego do rosyjskiego. Dlatego najbardziej pożądane i skuteczne są zdolności oferowane Ukrainie przez systemy i amunicję z opcji STANAG, produkowane w krajach NATO i państwach Azji.

W ciągu kilku miesięcy wojny doszło do przejścia ciężkiej artylerii Ukrainy z systemów sowieckich na haubice, wyrzutnie HIMARS i MLRS oraz amunicję STANAG. Ukraina polega też całkowicie na dronach i amunicji krążącej z Zachodu i dostępie do dronów komercyjnych. Podobnie przejście na sprzęt inny niż opcja ekssowiecka będzie też niezbędne w zdolnościach sił pancernych i zmotoryzowanych, pocisków dalszego zasięgu, sił powietrznych oraz obrony przeciwlotniczej Ukrainy.

Obecnie zdolności artylerii Ukrainy tworzy kilka systemów ekssowieckich oraz 9–10 różnych modeli haubic NATO. Powstała „mozaika” różnych systemów wymaga racjonalizacji pomocy dla Ukrainy, zwłaszcza prostych łańcuchów logistycznych, budowy jednostek wojskowych w jednolitym standardzie uzbrojenia, utrzymania pomocy grup państw, które przekazały identyczne systemy. Taka racjonalizacja byłaby wskazana w latach 2023–2024 także w zakresie innych zdolności Ukrainy z opcji STANAG, a w powojennej perspektywie zwiększyłaby interoperacyjność jej sił z NATO.

Ze względu na wyczerpywanie rezerw czołgów T-72 w Europie w 2023 r. może być konieczne przejście Ukrainy na model czołgu NATO, np. amerykańskie M-60 i M-1 Abrams lub niemieckie Leopard-1 i Leopard-2. Istniejące w NATO i poza Sojuszem rezerwy transporterów opancerzonych M-113 pozwalają też na pełne przezbrojenie na nie Ukrainy. Będzie ona też potrzebowała ciągłości dostaw pocisków przeciwpancernych, zwłaszcza typu Javelin lub TOW.

Rosja dysponuje bezwzględną przewagą nad Ukrainą w pociskach balistycznych i manewrujących. Ukraina nie ma obecnie możliwości rażenia celów rosyjskich na dystansie ponad 100–120 km. W latach 2023–2024 konieczna jest kontynuacja dostaw dla niej pocisków antyradarowych HARM i pocisków przeciwokrętowych Harpoon. Potrzeby wynikające z bieżących wymogów pola walki, wiarygodnego poziomu odstraszania Rosji w sferach konwencjonalnej i nuklearnej, będą jednak wymagać decyzji USA o wyposażeniu Ukrainy w pociski balistyczne ATACMS o zasięgu 300 km.

Ukraina stoi w obliczu degradacji jej lotnictwa opartego na wielozadaniowych samolotach MiG-29 i Su-27 już w 2023 r. Wymaga to jej przejścia na nową flotę maszyn, np. F-16 z USA lub Gripen ze Szwecji. Opóźnianie tej decyzji poza 2024 r. będzie tworzyć niebezpieczną lukę w ukraińskich zdolnościach tego rodzaju. Mniej problemów wiąże się z zapewnieniem Ukrainie sowieckich śmigłowców, co powoduje, że pełna wymiana tej floty na zachodnie systemy może być zrealizowana w późniejszym terminie.
 
Obrona przeciwlotnicza Ukrainy odpowiada za wysokie straty lotnictwa Rosji, ale i w tym zakresie wyczerpują się zasoby sprzętu ekssowieckiego. W 2023 r. konieczne będzie więc zbudowanie nowej sieci radarów i wyrzutni przeciwlotniczych Ukrainy w oparciu o już dostarczone lub obiecane zestawy NASAMS, HAWK i IRIS-T. W tym samym czasie należy zakończyć studia nad nową architekturą jej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej dalszego zasięgu, opartej na systemach Patriot lub SAMP-T.

Uwagi NATO wymagają luki w niektórych zdolnościach sojuszników z Europy Środkowej, powstałe po przekazaniu przez te państwa swojego uzbrojenia dla Ukrainy. Koszty i skala programów modernizacji sił zbrojnych koniecznych do uzupełnienia tych luk są na tyle wysokie, że wymagają wsparcia ze strony państw Europy Zachodniej oraz USA. Siły i środki NATO na flance muszą zapewnić wiarygodne odstraszanie i obronę, które wciąż opierają się głównie na USA. Dopiero działania równoległe: pomoc wojskowa dla Ukrainy oraz wzmocnienie narodowych zdolności państw NATO na flance z pomocą USA i sojuszników z Europy Zachodniej dadzą gwarancje pełnego fiaska planów Rosji w Europie.

pism.pl

piątek, 9 grudnia 2022


5 grudnia weszło w życie unijne embargo na rosyjską ropę. Aby je obejść, tankowce zmieniają właścicieli. Rosja naciska na branżę, aby dalej móc transportować w dużych ilościach surowiec. Branża... cóż, dalej chce dużo zarabiać.

„Ciemna", „szara" lub „mroczna" flota tankowców rośnie i obecnie obejmuje tankowce przewożące nie tylko objętą sankcjami ropę irańską i wenezuelską, ale także coraz większe ilości ropy rosyjskiej oraz produktów naftowych. Unia Europejska i G7 zakazują obecnie transportu morskiego ropy powyżej limitu cenowego 60 dolarów za baryłkę, podczas gdy Rosja twierdzi, że nie akceptuje limitu i będzie handlować z „przyjaznymi" partnerami, którzy są gotowi przyjąć jej ropę nieubezpieczoną przez zachodnie firmy.

Limit cenowy objawia się tym, że kupiec np. z Maroka, który będzie korzystał z usług firm z UE i G7, musi kupić rosyjską ropę za 60 dolarów za baryłkę lub mniej. A UE i G7 to potęgi w kluczowych usługach dla naftowej logistyki – ubezpieczeniach i wynajmie tankowców.  

Miesiące przed 5 grudnia, czyli dniem wejścia w życie embarga UE na import rosyjskiej ropy naftowej, setki statków - głównie starszych, zbliżających się do końca okresu eksploatacji i przeznaczonych na złom - zmieniło właściciela na firmy niezwiązane z UE lub G7, na siedzibę najczęściej wybierając Dubaj. Wiele z tych tankowców pojawiło się już w rosyjskich portach, aby załadować towar.

Wysyłka ropy starymi tankowcami bez ubezpieczenia firm z UE/G7 to katastrofa, która może się zdarzyć - twierdzą analitycy żeglugi i brokerzy. 

"Wiele sprzedaży odbyło się poza rynkiem, a tzw. ciemna flota tankowców nadal rośnie. Renomowani właściciele nie chcą angażować się w tzw. "ciemną flotę", jednak zarobki z tajnej żeglugi mogą być znacznie wyższe niż stawki rynkowe " - mówi Erik Broekhuizen z firmy konsultingowej zajmującej się transportem morskim Poten&Partners. "Te zarobki premium stworzyły silną zachętę dla oportunistycznych, mniej skrupulatnych właścicieli do angażowania się w te transakcje" - dodał Broekhuizen w artykule Riviera Maritime Media .

Od stycznia do początku listopada co najmniej 60 bardzo dużych zbiornikowców (VLCC), 42 zbiornikowce Suezmax i 93 statki Aframax zmieniły właściciela - oszacowała Poten&Partners. Średni wiek tankowców to ponad 15 lat. Zwykle po takim czasie eksploatacji tankowce są oddawane na złom.

"Problem omijania embarga pojawia się natychmiast po nałożeniu tego embarga. Wszystko zależy od tego, jak poszczególne państwa podchodzą do sankcji. Dla krajów respektujących sankcje nie ma żadnego problemu, by na podstawie listy przewozowych odtworzyć źródło pozyskania ropy lub gazu, bez względu na to, jaka jednostka je transportuje. Rosjanie już dzisiaj mogą bowiem ładować swoją ropę lub gaz na dowolne jednostki pływające i je wysłać na morze. Ich problemem jest tylko znalezienie chętnego, który ten ładunek by od nich kupił. Jeżeli się tych chętnych odstraszy, to żadna flota sprzedanych przez Rosjan tankowców nie będzie miała racji bytu" - komentuje Maksymilian Dura, komandor por. rez. Marynarki Wojennej i dziennikarz Defence24.pl.

W rezultacie cena tankowców używanych skoczyła w tym roku. Na przykład cena 20-letniego zbiornikowca Aframax wzrosła o 86 proc. w ciągu roku - z 11,8 mln dolarów 1 stycznia do 22 mln dolarów obecnie - wynika z danych VesselsValue cytowanych przez Reutersa .

"Zbliżające się sankcje spowodowały skokowy wzrost popytu na zabytkowy tonaż tankowców, a w konsekwencji wzrost wartości dla tego sektora. Tankowce, które nadal handlują w 'ciemnej flocie', zacieśnią podaż statków, co może spowodować, że sektor zwiększy zysk" - napisała w zeszłym tygodniu Rebecca Galanopoulos Jones z VesselsValue . "Coraz częściej spekuluje się, że rynek tankowców podzieli się na dwie kategorie; ci, którzy operują na wodach rosyjskich, przejdą teraz do innych branż, oraz ci, którzy szukają możliwości kapitalizacji na premiach wynikających z rosyjskich transakcji pomimo sankcji" – dodała.

Według badań dla TradeWinds, aż 393 tankowce, czyli 43 proc. wszystkich transakcji statkami od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, zostało sprzedanych nieznanym właścicielom lub nowo powstałym firmom. Ponadto dziesiątki zbiornikowców zarejestrowanych w krajach członkowskich UE, takich jak Malta, Cypr i Grecja, opuściły swoje rejestry do tej pory w tym roku – twierdzi Trade Winds opierając się na źródle z maltańskiej administracji.

"Są to nabywcy, których my, jako wieloletni brokerzy, nie znamy. Jesteśmy pewni, że większość tych statków jest przeznaczona dla Rosji" – powiedział Financial Times Anoop Singh, szef badań nad tankowcami w Braemar.

Nawet przy szaleńczym rynku starych tankowców trafiających do nieznanych lub mało znanych nowych właścicieli, Rosja prawdopodobnie będzie miała problemy z umieszczeniem całej swojej wcześniej związanej z Europą ropy na innych rynkach, takich jak jej obecnie najwięksi klienci Chiny, Indie i Turcja, mówią analitycy.  

„Rosnący rozmiar "ciemnej floty" zwiększa ryzyko wypadków" -  twierdzi Poten&Partners.

„Dwa incydenty w ostatnich tygodniach z udziałem tankowców 20 i 21-letnich, w tym jednego przewożącego rosyjską ropę z Primorska do Turcji obrazują potencjalne ryzyko związane z wykorzystaniem starego, niespełniającego norm tonażu sprzętu do transportu ropy naftowej i produktów naftowych" - zauważa firma.

Embargo UE na rosyjski import oraz limit cenowy na rosyjską ropę naftową już stworzyły "dwupoziomowy rynek" w branży tankowców. Menadżerowie z branży ostrzegali przed tym jeszcze przed wejściem w życie sankcji 5 grudnia.

„Wraz z rosnącym wydobyciem ropy naftowej znacznie zwiększyły się odległości, na jakie jest ona transportowana. Europa szuka alternatywnych źródeł surowca, a Azja stopniowo zwiększała import rosyjskiej ropy. W tym okresie rozwinął się dwupoziomowy rynek frachtu, ponieważ niektórzy armatorzy unikają przewozu rosyjskiej ropy z powodu ryzyko sankcji lub samosankcji, podczas gdy inni właściciele decydują się na zaangażowanie. Z drugiej strony, czarterujący mogą starać się unikać statków z rosyjską przeszłością, co zwiększa nieefektywność handlu" – zauważa Frontline, , jeden z największych na świecie właścicieli tankowców.

energetyka24.com

Zachód obwinia Turcję o blokowanie morskich dostaw ropy - podaje „Financial Times”. Zdaniem urzędników nie ma żadnego racjonalnego powodu, aby spowalniać ruch tankowców przez cieśniny czarnomorskie.

Gazeta przypomina, że "zastopowano" co najmniej 22 jednostki (choć liczba ta zmienia się dynamicznie) transportujące ropę naftową z powodu obaw o kwestie ubezpieczeniowe. Chodzi o element zachodnich sankcji, który uniemożliwia świadczenie tego typu usług armatorom przewożącym rosyjską ropę.

Kłopot polega jednak na tym, że większość jednostek, które stanęły w „korku” nie transportuje zakazanego surowca: „Wygląda na to, że wszystkie oprócz jednego z około 20 załadowanych tankowców czekających na przeprawę przez cieśniny, przewożą kazachską ropę” – powiedział Financial Times jeden z zachodnich urzędników.

Zwrócił on również uwagę, że nie ma żadnego powodu, aby status ubezpieczeniowy tych tankowców ulegał zmianie w stosunku do ostatnich tygodni czy miesięcy.

W tym kontekście warto odnotować, co podkreślają także autorzy „FT”, że działania Turcji są kłopotliwe nie tylko dla odbiorców, ale i dla amerykańskich koncernów. Ropa wydobywana przez Exxona czy Chevron na terytorium Kazachstanu jest bowiem transportowana rurociągami do portów na wybrzeżu Morza Czarnego, a następnie słana tankowcami dalej w świat. Nagła pryncypialność Ankary i domaganie się każdorazowego udowadniania posiadania ważnego ubezpieczenia, niewątpliwie stanowi dla tych firm problem.

energetyka24.com

Wieczorem 6 grudnia węgierski rząd wydał nadzwyczajne oświadczenie, w którym ogłosił zniesienie obowiązującego od około roku limitu cenowego na paliwa. Władze zmusiła do tego sytuacja na rynku paliwowym, która – łagodnie mówiąc – była dramatyczna.

Nałożone przez rząd restrykcje cenowe spowodowały wstrzymanie importu, tymczasem kontrolowana przez koncern MOL rafineria w miejscowości Százhalombatta obniżyła przerób do połowy możliwości ze względu na prace konserwacyjne, które mają jeszcze potrwać co najmniej kilka tygodni. Problem dotknął też biegnącego na Węgry rurociągu Przyjaźń – odbiorcy węgierscy, słowaccy i czescy zanotowali przerwy w funkcjonowaniu tego połączenia po ostrzałach rakietowych Ukrainy, które uszkodziły elementy infrastruktury rurociągowej.

Wszystkie te okoliczności spowodowały głęboki kryzys paliwowy na Węgrzech. Jak podaje Agencja Reutera, powołując się na szefostwo koncernu MOL, około 25% węgierskich stacji benzynowych tej firmy nie ma czym tankować pojazdów. Problemy z zaopatrzeniem występują nawet w Budapeszcie, czyli stolicy kraju. Ustabilizowanie sytuacji importowej i podażowej ma zająć około dwa miesiące – wskazuje Reuters. Żeby przyspieszyć ten proces rząd w Budapeszcie zdecydował o zniesieniu limitów cenowych.

„Wczoraj o 23:00 zniknęły urzędowe ceny paliw, po 480 HUF za litr Pb95 i ON. Obowiązywały od 15 października 2021 r.  Obecnie Pb95 kosztuje 641 HUF a diesel 699 HUF (na MOL) Winą za konieczność likwidacji cen urzędowych obarczono obowiązujące od poniedziałku sankcje na ropę. Co ciekawe, w komunikacie rządu podkreślono także, że wniosek o likwidację cen złożył MOL. Nie był on w stanie zapewnić dostaw paliw bez skorzystania z importu. Paliwo z importu było z kolei niemożliwe do sprowadzenia po urzędowych stawkach" – mówi dr Dominik Héjj z Instytutu Nowej Europy.

„Według prezesa MOL uspokojenie sytuacji na rynku potrwa do 2 miesięcy.  Prezes informował także, że Węgry muszą się przygotować na dostawy paliw po kryzysowym momencie, to jest kolejnych sankcjach, które wejdą w życie 5 lutego 2023" – dodaje.

Zsolt Hernadi, prezes koncernu MOL, już teraz ostrzega, że zaplanowane na luty embargo na dostawy produktów naftowych z Rosji do Unii Europejskiej może spowodować zmniejszenie podaży oleju napędowego na unijnym rynku.

Do sytuacji na Węgrzech odniósł się prezes Orlenu, Daniel Obajtek. „Katastrofa paliwowa na Węgrzech to efekt zbytniej ingerencji w zasady 

energetyka24.com

czwartek, 8 grudnia 2022


5 grudnia Rosjanie przeprowadzili kolejny atak na infrastrukturę energetyczną Ukrainy – trafione zostały obiekty w obwodach kijowskim, odeskim i winnickim. Ukraińskie dowództwo przekazało, że z ponad 70 wykorzystanych w ataku rakiet różnych typów zestrzelono przeszło 60. Większość z nich stanowiły pociski manewrujące – Ch-101/Ch-555 odpalane z bombowców strategicznych oraz Kalibr z okrętów operujących na Morzu Czarnym (odpowiednio 38 oraz 22 pociski). O największej liczbie zestrzeleń – 9 z 10 wystrzelonych rakiet – poinformowano w Kijowie.

Rezultatem ataku były awaryjne wyłączenia prądu we wszystkich obwodach Ukrainy, w tym największe w obwodach dniepropetrowskim, donieckim, kijowskim, sumskim i żytomierskim. W stolicy dostaw energii pozbawiona została połowa miasta. Z kolei Odessa jest w całości odcięta od prądu, wody bieżącej i centralnego ogrzewania. 6 grudnia państwowa spółka Ukrenerho oznajmiła, że przywrócenie stanu sprzed ataku potrwa kilka dni. Premier Denys Szmyhal podał, iż w wyniku dotychczasowych rosyjskich uderzeń uszkodzono 35% obiektów ukraińskiej sieci energetycznej, a 70% z nich było atakowanych co najmniej dwukrotnie. Deficyt energii utrzymuje się na poziomie 19% jej aktualnego zużycia.

Celami rosyjskich ataków z wykorzystaniem rakiet i dronów po raz kolejny były Kramatorsk, Krzywy Róg i Zaporoże. Pod permanentnym ostrzałem znajdują się Chersoń i Nikopol oraz rejon Oczakowa. Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuują także uderzenia na pozycje i zaplecze wojsk ukraińskich wzdłuż linii styczności oraz na obszarach przygranicznych. Ostrzał i bombardowania ukraińskie ograniczają się natomiast do głównych rejonów walk.

Siły rosyjskie wciąż prowadzą natarcie w kierunku zachodnim na południe od Bachmutu. Miały zostać powstrzymane w pobliżu Biłej Hory, 10 km na wschód od Konstantynówki, będącej głównym węzłem komunikacyjnym pomiędzy Donieckiem a Kramatorskiem. W dalszym ciągu trwają walki na południowych obrzeżach Bachmutu i na północny wschód od niego, na wschód od Siewierska, na północ od Awdijiwki oraz na zachód od Doniecka. Siły ukraińskie miały kontratakować w rejonie Bachmutu, Wuhłedaru oraz na pograniczu obwodów donieckiego i zaporoskiego. Zmniejszyła się natomiast intensywność działań na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego.

5 grudnia rosyjskie media poinformowały o atakach na bazy lotnictwa strategicznego Diagilewo k. Riazania i Engels w obwodzie saratowskim. W pierwszej na skutek wybuchu zbiornika paliwa miały zginąć trzy osoby, a cztery zostać ranne. Z kolei w drugiej miało dojść do uszkodzenia dwóch ciężkich bombowców Tu-95MS. Rosyjski resort obrony podał, że doszło do tego w wyniku uderzenia ukraińskich dronów. Dzień później, 6 grudnia, rosyjskie władze lokalne doniosły o ataku ukraińskiego drona na lotnisko w Kursku, w następstwie czego doszło do pożaru składu paliwa, co potwierdzają upublicznione zdjęcia satelitarne.

5 grudnia ukraiński Sztab Generalny poinformował, że na Białorusi przedłużono do 12 grudnia sprawdzian gotowości bojowej tamtejszych sił zbrojnych. Podkreślono, iż nadal nie widać oznak formowania się nieprzyjacielskich grup uderzeniowych na kierunkach wołyńskim i poleskim. 6 grudnia żołnierze jednostek Zachodniego Okręgu Wojskowego FR, wchodzących w skład białorusko-rosyjskiego Regionalnego Zgrupowania Wojsk, kontynuowali szkolenie taktyczne. W jego ramach na jednym z białoruskich poligonów przećwiczono pacyfikację („oczyszczenie”) małej miejscowości, a scenariusz obejmował działania blokadowe. Po uprzednim ostrzale artyleryjskim została ona opanowana i przygotowana do obrony. W odpowiedzi na aktywność szkoleniową po stronie białoruskiej Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły 6 grudnia szkolenie sztabowe w pobliżu granicy, z udziałem m.in. 120. Brygady Obrony Terytorialnej.

5 grudnia dowódca ukraińskich Wojsk Lądowych generał Ołeksandr Syrski przedstawił informację o rezultatach tzw. częściowej mobilizacji w Rosji i celach agresora. Zwerbowanych miało zostać 310 tys. żołnierzy, dzięki czemu armia FR była w stanie odtworzyć utraconą we wcześniejszych działaniach zdolność bojową. W efekcie wzrosło zagrożenie dla wojsk ukraińskich. Dotychczas strona ukraińska formułowała przekaz o niskiej wartości nowo zmobilizowanych rosyjskich żołnierzy, jednak poziom wyszkolenia obecnie kierowanych do walki ma być zdaniem Syrskiego wyższy niż tych, którzy trafiali na front w początkowym okresie wojny.

6 grudnia minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow zapewnił, że na razie nie ma potrzeby rozpoczęcia dodatkowej mobilizacji. Według niego siły ukraińskie dysponują wystarczającą liczbą ludzi również w sektorze bezpieczeństwa. Przyznał, że największym problemem pozostaje niewystarczająca ilość uzbrojenia artyleryjskiego, amunicji, pojazdów opancerzonych, czołgów i samolotów. Odnosząc się do złożonej w Biurze Prezydenta społecznej petycji dotyczącej złagodzenia reżimu mobilizacyjnego, ocenił, że obniżyłoby to zdolności obronne państwa. Ponadto Reznikow wyraził przekonanie, że dostawy czołgów i samolotów bojowych z Zachodu zostaną zrealizowane, przy czym wymaga to wdrożenia rozwiązań technologicznych i logistycznych. Mówiąc o perspektywach otrzymania przez Ukrainę systemów obrony powietrznej Patriot, wskazał, że są one skomplikowane, drogie, a ich produkcja trwa długo. Z kolei minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba przekazał, że strona ukraińska intensywnie zabiega o dostawy amerykańskich czołgów i systemów Patriot, ale rozmowy będą czasochłonne.

6 grudnia Państwowa Służba Graniczna Ukrainy wskazała, że służby białoruskie celowo podejmują próby przerzutu migrantów z Iranu i Pakistanu w celu rozpoznania niedostatecznie chronionych odcinków granicy z Ukrainą. Zebrane informacje mogą być wykorzystane do planowania operacji wojskowych. Podobną aktywność zaobserwowano na granicy z Łotwą. Pod koniec listopada na północnej granicy Ukrainy zatrzymano grupę nielegalnych migrantów z Azji Południowo-Wschodniej, eskortowanych przez pograniczników białoruskich. Strona ukraińska powtórzyła, że liczy się z możliwością skierowania potoku migrantów na Ukrainę w ramach operacji kontrolowanej przez służby białoruskie.

W Rosji podsycana jest atmosfera zagrożenia atakiem sił ukraińskich. Gubernator obwodu biełgorodzkiego zapowiedział rozpoczęcie formowania kilku batalionów „obrony terytorialnej”, które będą rozmieszczone na obszarze przygranicznym. Wcześniej informował, że realne jest zagrożenie wejściem wojsk ukraińskich i okrążenie Biełgorodu.

Komentarz

Ósmy od początku października zmasowany rosyjski atak rakietowy na ukraiński system energetyczny potwierdził, że do wywołania częściowego blackoutu na całym terytorium Ukrainy wystarczy uderzenie w kilka odpowiednio wybranych obiektów. Po 15 listopada do każdego kolejnego ataku Rosjanie wykorzystują mniej rakiet i dronów, a także ograniczają liczbę celów. Mimo to uzyskują porównywalny efekt, tzn. doprowadzają do trwających do kilku dni awaryjnych wyłączeń prądu w większości obwodów. Niemniej nawet bez ponawiania ataków ukraiński system energetyczny został naruszony w stopniu wymuszającym codzienne wielogodzinne wyłączenia dostaw energii. Po uderzeniu 23 listopada Ukraińcy szacowali, że przywrócenie normalnego i całościowego funkcjonowania systemu będzie możliwe dopiero wiosną 2023 r. Każdy następny rosyjski atak oddala jednak tę perspektywę.

Kwestią otwartą pozostaje wiarygodność rosyjskich informacji o atakach na bazy lotnictwa strategicznego. Na podstawie dostępnych zdjęć satelitarnych można potwierdzić jedynie pożar w rejonie lotniska w Kursku. Należy podkreślić, że kilka godzin po nagłośnionych przez Moskwę doniesieniach o ataku samoloty z bazy Engels uczestniczyły jako trzon rosyjskiego ugrupowania w uderzeniu na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Kijów nie zajął dotychczas stanowiska w tej sprawie, z kolei Amerykanie po raz kolejny zadeklarowali, że nie dostarczali i nie dostarczają Ukrainie uzbrojenia umożliwiającego atakowanie miejsc w głębi terytorium Rosji.

Inicjatywa gubernatora Biełgorodu tworzenia batalionów „ochotniczych” świadczy o tym, że pomimo oficjalnego zakończenia tzw. częściowej mobilizacji władze Rosji szukają rozwiązań pozwalających na jej nieoficjalną kontynuację. Oprócz wymiaru militarnego, jakim jest deklarowany już wcześniej zamiar zbudowania umocnień na granicy z Ukrainą, działania te mają służyć dyscyplinowaniu społeczeństwa. Podkreślanie przez władze zagrożenia ofensywą stanowi zabieg mający uzasadniać konieczność dalszej agresji na Ukrainę oraz angażowania ludności cywilnej do wsparcia sił zbrojnych.

osw.waw.pl

środa, 7 grudnia 2022


Eksport rosyjskiej ropy do Europy drogą morską w poprzednim tygodniu spadł do 310 tys. baryłek dziennie — szacuje Bloomberg na podstawie statystyk ruchu tankowców. W porównaniu z poprzednim tygodniem wysyłki spadły o jedną trzecią, w porównaniu z początkiem listopada — o prawie 60 proc., a jeśli porównać do wielkości przed wojną — ponad 5-krotnie.

Polska, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania, Francja, Finlandia, Rumunia i Litwa całkowicie zrezygnowały z rosyjskiej ropy.

Włochy zmniejszyły swój eksport trzykrotnie w porównaniu z początkiem listopada — po tym, jak władze narzuciły zewnętrzne zarządzanie rafinerią Łukoil — jedną z największych w kraju. Bułgaria (125 tys. baryłek dziennie), Chorwacja (mniej niż 100 tys.) i Holandia (100 tys.), gdzie znajduje się największy w UE port morski Rotterdam — mimo wojny nadal kupowały rosyjską ropę.

Od 5 grudnia kraje Unii Europejskiej nałożyły jednak embargo na rosyjskie baryłki, wprowadzając do tego pułap cenowy, zakazujący ubezpieczania tankowców przewożących ropę za cenę powyżej 60 dol. za baryłkę.

— Prezydent Władimir Putin, który rozpoczął wojnę z Ukrainą, "zniszczył swój najważniejszy rynek dla ropy", mówi wiceprezes S&P Global Daniel Yergin. Przed wojną ponad 50 proc. eksportu rosyjskiej ropy drogą morską trafiało do UE — 1,6 mln baryłek dziennie z 3 mln.

To samo dotyczy gazu i węgla — stwierdza Yergin: rosyjscy górnicy od lata objęci są europejskim embargiem i zmuszeni są szukać dróg do Azji, sprzedając surowiec ze stratą. Do tego dostawy rosyjskiego gazu do Europy załamały się niemal pięciokrotnie po tym, jak Gazprom kolejno zamknął gazociąg Jamał-Europa i Nord Stream.

Utrata rynku europejskiego zapowiada Rosji spadek przychodów z eksportu — ostrzega Natalia Orłowa, główna ekonomistka Alfa Banku. Jak dotąd, producentom ropy udało się przekierować do Turcji, Indii i Chin wszystkie surowce odrzucone przez UE, wabiąc klientów rabatami sięgającymi nawet 40 proc.

Teraz sytuacja się jednak zmieniła. Obecnie nawet "flota cieni" złożona z przestarzałych tankowców, którą organizuje sobie Putin, raczej nie pomoże Rosji w utrzymaniu dostaw po zakończeniu embarga, pozostawiając 1,5 mln baryłek ropy i produktów naftowych nieodebranych każdego dnia — ocenił Anoop Singh, szef badań floty tankowców w firmie Braemar.

Ucierpiałby na tym eksport ropy naftowej, a także eksport produktów naftowych, które znacznie trudniej byłoby przesunąć do Azji "ze względu na niski popyt na te towary na rynkach azjatyckich".

Rosyjska gospodarka zarabia obecnie 35-40 mld z eksportu, ale znaczące przychody "będą prawie niemożliwe do utrzymania w horyzoncie 2023 r." — powiedziała Orłowa. — Ropa, gaz i produkty naftowe stanowią około 50 proc. dochodów z eksportu, a ich dynamika "będzie miała poważny wpływ na bilans handlowy Rosji — przewiduje. W przyszłym roku gospodarka Rosji będzie się jeszcze bardziej kurczyć, a PKB może spaść o 6,5 procent, czyli najbardziej od 2009 r. — przewiduje Alfa Bank.

onet.pl/The Moscow Times

Oddział Weresa walczy aktualnie pod Bachmutem. Jak twierdzi ten 34-letni dowódca jednostki K2 54, wydzielonej brygady zmechanizowanej, wróg od dziewięciu miesięcy praktycznie się nie zmienia, wciąż popełnia te same błędy. — Jestem bardzo wdzięczny Rosjanom, że się nie uczą. (...) umierają, przychodzą nowi, przechodzą nad zmarłymi, wspinają się naprzód i umierają ponownie — mówi Weres Ukraińskiej Prawdzie.

Obecnie Ukraińcy w tym rejonie walczą głównie z żołnierzami Grupy Wagnera. Regularne oddziały rosyjskie stoją gdzieś dalej. Zdaniem ukraińskiego dowódcy, Rosjanie zostali rozstawieni bezmyślnie, dlatego ginie ich znacznie więcej. Weres boi się jednak, że wkrótce Ukraińcom zabraknie amunicji. Niedawno próbował nakłonić Rosjan do kapitulacji. Puścił drona z głośnikiem i wygłosił komunikat: "Widzę was wszystkich. Ty leżysz pod drzewem w zielonej kurtce, a ty w czarnych spodniach. Bierzcie ze sobą rannych i wynoście się". Bez skutku. Później próbował drugi raz, też woleli zginąć.

(...)

Kiriło Weres ma w swojej jednostce piechotę, snajperów, strzelców maszynowych, kierowców "mechów", zwiadowców. Ale od każdego wymaga wszechstronności. Muszą umieć wszystko.

Zdaniem ukraińskiego dowódcy Rosjanie są lepsi technologicznie, mają dużo więcej amunicji, lepsze uzbrojenie, Ukraińców "nie stać" np. na 20 strzałów z bliskiej odległości, nie mogą iść na ilość, muszą pomyśleć i zaplanować, jak wygrać z tym, czym dysponują. — Bardzo starannie projektuję operacje. Zmuszam centralę do kalkulacji wszystkiego w taki sposób, aby jak najbardziej zminimalizować straty — mówi Weres.

onet.pl/pravda.com.ua

Kreml bezpośrednio zareagował na rosyjskie pogłoski o drugiej fali mobilizacji, najwyraźniej starając się zapanować nad rosnącym niepokojem społecznym i ponownie scentralizować informacje o wojnie z rosyjskim rządem i jego autoryzowanymi placówkami. Kremlowski sekretarz prasowy Dmitrij Pieskow 6 grudnia wezwał Rosjan do polegania na komunikatach rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON) i prezydenta oraz do ignorowania „prowokacyjnych komunikatów” publikowanych na platformach społecznościowych, takich jak Telegram, dotyczących drugiej fali mobilizacji. Wypowiedź Pieskowa ma prawdopodobnie na celu zdyskredytowanie rosnących wpływów zarówno rosyjskiej opozycji, jak i prowojennego Telegramu, które konsekwentnie informują o przesłankach wznowienia przez Kreml mobilizacji w 2023 roku. Prezydent Rosji Władimir Putin intensyfikuje również działania mające na celu uniemożliwienie mobilizowanym mężczyznom i ich rodzinom narzekania na problemy mobilizacyjne. Putin na przykład podpisał ustawę zakazującą zgromadzeń w budynkach rządowych, uniwersytetach, szkołach, szpitalach, portach, dworcach kolejowych, kościołach,

Wydaje się, że Kreml odchodzi od ograniczonego przekazu wojennego, którego używał, aby zmniejszyć obawy ogółu społeczeństwa rosyjskiego o wojnę, prawdopodobnie w celu przygotowania opinii publicznej na przyszłe fale mobilizacji. Obwody biełgorodzki i kurski ogłosiły utworzenie jednostek obrony terytorialnej, narażając na wojnę wielu cywilów pod absurdalnym założeniem groźby ukraińskiego ataku lądowego na rosyjskie regiony przygraniczne. ISW informowało wcześniej, że kremlowscy propagandyści zaczęli wysuwać podobne nieprawdopodobne teorie o ukraińskim zagrożeniu naziemnym dla terytorium Rosji. Urzędnicy moskiewscy rozmieścili nawet reklamy specjalnej operacji wojskowej w całym mieście, którą ISW wcześniej obserwowała tylko w odległych miastach i osadach latem 2022 r., podczas rosyjskich kampanii rekrutacji ochotników. Jednakże, te warunki informacyjne są prawdopodobnie niewystarczające, aby przekonać ogół społeczeństwa rosyjskiego o konieczności dodatkowej mobilizacji, biorąc pod uwagę rozczarowujący odzew na ogłoszenia rekrutacyjne wolontariuszy w okresie letnim. Kreml ryzykuje dalsze nadszarpnięcie swojej wiarygodności, ogłaszając mobilizację, która została przewidziana przez nieoficjalne źródła, ale nie została omówiona przez rosyjskich urzędników. Rosyjscy urzędnicy stoją przed poważnymi wyzwaniami w zakresie równoważenia potrzeb rosyjskich sił zbrojnych, które wymagają entuzjastycznego wsparcia społeczności milbloggerów i kontroli rosyjskiej przestrzeni informacyjnej.

Decyzja Putina, by zarządzić drugą falę mobilizacji, mobilizację powszechną, a nawet ogłosić formalne wypowiedzenie wojny Ukrainie, nie rozwiąże na krótką metę nieodłącznych ograniczeń rosyjskiej siły militarnej dostępnej dla wojny na Ukrainie. Rosyjskie Ministerstwo Obrony może jednocześnie szkolić tylko około 130.000 poborowych podczas półrocznego cyklu poborowego w czasie pokoju i boleśnie walczyło o przygotowanie większej liczby zmobilizowanych żołnierzy w krótszym okresie. Ukraiński dowódca wojsk lądowych, generał pułkownik Ołeksandr Syrski, zauważył, że rosyjscy zmobilizowani mężczyźni, którzy teraz przybywają na linię frontu, są lepiej wyszkoleni niż ci zmobilizowani, którzy przybyli na linię frontu natychmiast po wydaniu przez Putina rozkazu częściowej mobilizacji z 21 września. Kreml potrzebował prawie trzech miesięcy na przygotowanie niektórych z tych jednostek, podczas gdy inne źle przygotowane i źle zaopatrzone zmobilizowane elementy przedwcześnie skierował na linię frontu. Wysiłki Kremla w zakresie generowania sił nadal zależą od jego zdolności do inwestowania czasu i zaopatrzenia w swój personel, co jest bardzo sprzeczne z brakiem długofalowego planowania strategicznego na Kremlu.

understandingwar.org

wtorek, 6 grudnia 2022


Ukraińscy urzędnicy wskazali, że siły ukraińskie planują kontynuować działania ofensywne przez nadchodzącą zimę, aby wykorzystać ostatnie sukcesy na polu bitwy i uniemożliwić siłom rosyjskim odzyskanie inicjatywy na polu bitwy. Rzecznik Wschodniej Grupy Sił Zbrojnych Ukrainy Serhij Czerewatyj oświadczył 4 grudnia, że zamarznięty grunt umożliwia posuwanie się ciężkich pojazdów kołowych i gąsienicowych oraz że siły ukraińskie przygotowują takie pojazdy do działań zimowych. Cherevatyi stwierdził również, że niskiej jakości zmobilizowani rekruci i personel Grupy Wagnera rekrutujący się z rosyjskich jeńców są nieprzygotowani do walki zimą. Ukraińskie Ministerstwo Obrony (MON) oświadczyło 20 listopada, że ci, którzy sugerują , że zima, wstrzyma działania wojenne „prawdopodobnie nigdy nie opalali się w styczniu na południowym wybrzeżu Krymu”, sugerując, że siły ukraińskie zamierzają kontynuować kontrofensywę przez nadchodzącą zimę, co przyczyni się w kierunku celu, jakim jest odzyskanie Krymu. Wiceminister obrony Ukrainy Wołodymyr Hawryłow oświadczył 18 listopada, że siły ukraińskie będą kontynuować walkę zimą, ponieważ każda przerwa pozwoli siłom rosyjskim na wzmocnienie ich jednostek i pozycji.

Wyżsi urzędnicy rządowi USA błędnie określają optymalne okno możliwości dla Ukrainy do przeprowadzenia większej liczby kontrofensyw jako wiosnę, a nie zimę, pomimo oświadczeń ukraińskich urzędników, że jest inaczej. Dyrektor ds. Wywiadu Narodowego USA (DNI) Avril Haines oceniła 3 grudnia, że tempo wojny na Ukrainie zwolni w okresie zimowym, aby obie strony mogły się zbroić, uzupełnić zapasy i odbudować, pomimo dowodów na to, że warunki na miejscu sprzyjają wznowieniu ofensywy i pomimo wykazanej tendencji sił ukraińskich do stosunkowo szybkiego inicjowania nowych działań kontrofensywnych po kulminacji poprzedniego wysiłku.

Zdolność Ukrainy do utrzymania inicjatywy wojskowej i kontynuowania rozmachu dotychczasowych sukcesów operacyjnych zależy od kontynuacji przez siły ukraińskie kolejnych operacji w okresie zimowym 2022-2023. Rosja straciła inicjatywę latem 2022 roku po kulminacyjnym momencie ofensywy w Donbasie. Siły ukraińskie zyskały i zachowały inicjatywę od sierpnia 2022 r. i od tego czasu przeprowadzają serię udanych kolejnych operacji: Ukraina wyzwoliła większość obwodu charkowskiego we wrześniu, miasto Chersoń w listopadzie, a obecnie tworzy warunki dla dalszych ukraińskich ataków w innych miejscach tej zimy. Sukcesywne operacje są kluczowym elementem projektu kampanii na Ukrainie. Seria kolejnych ukraińskich operacji kontrofensywnych w obwodach charkowskim i chersońskim pokazuje niezwykłe umiejętności ukraińskiego wojska w zakresie planowania operacyjnego i znajomość mocnych stron radzieckiej sztuki operacyjnej. Radziecka sztuka operacyjna podkreśla, że siły zbrojne mogą osiągnąć swoje strategiczne cele jedynie poprzez skumulowany sukces operacyjny najlepiej przeprowadzając kolejne operacje bez przerw operacyjnych między nimi. Ostatnie oficjalne ukraińskie oświadczenia jasno wskazują, że projekt kampanii Ukrainy ma na celu umożliwienie serii kolejnych operacji w celu pozbawienia Rosji inicjatywy, pokonania rosyjskiej armii i wyzwolenia kolejnych terytoriów Ukrainy.

Warunki pogodowe w zimie 2023 r. prawdopodobnie określą ramy czasowe, w których Ukraina będzie mogła prowadzić wojnę manewrową i kontynuować serię sukcesów operacyjnych z minimalnymi przerwami, które zwiększyłyby ryzyko utraty inicjatywy przez Ukrainę. Jesienny sezon błotny w listopadzie utrudniał wojnę manewrową, jak wcześniej zauważył ISW. Niemniej jednak zarówno Rosja, jak i Ukraina kontynuowały agresywne operacje ofensywne i kontrofensywne przez cały ten błotnisty okres, pomimo niektórych zachodnich przewidywań, że błoto zawiesi operacje. W miarę zbliżania się silnych mrozów pod koniec grudnia, siły ukraińskie będą ponownie mogły wykorzystywać warunki pogodowe. Zima to zwykle najlepszy sezon dla działań zmechanizowanych na Ukrainie, podczas gdy wiosna to koszmar dla walk na Ukrainie. Odwilż powoduje wezbranie rzek i strumieni oraz zamienia pola w morza błota. Siły ukraińskie prawdopodobnie przygotowują się do wykorzystania zamarzniętego terenu do poruszania się łatwiej niż w błotnistych jesiennych miesiącach.

Jeśli sojusznicy i partnerzy Ukrainy nie wesprą sił ukraińskich w przeprowadzeniu tej zimy decydujących operacji kontrofensywnych na dużą skalę – jak można by zinterpretować oświadczenia DNI – to zdolność Ukraińców do prowadzenia wojny manewrowej będzie ograniczona przynajmniej do czasu, kiedy prawdopodobnie nastąpi wiosenne błoto sezon w marcu 2023 r. Taki sposób działania prawdopodobnie doprowadzi do przedwczesnej kulminacji obecnego impetu Ukrainy i zapewni rozbitym siłom rosyjskim cenny trzy-czteromiesięczny okres wytchnienia na odbudowę i przygotowanie się do walki na lepszych podstawach.

understandingwar.org

Polski wojskowy ocenia, że w czasie zimy działania na froncie w Ukrainie zostaną spowolnione. — Nie tylko pogoda będzie o tym decydować. Także ocena Ukraińców co do słabości bądź siły ugrupowań rosyjskich na danym odcinku. Nawet jeżeli pogoda będzie sprzyjająca, Ukraińcy nie podejmą większych działań, atakując tereny ufortyfikowane z dużym nasyceniem wojsk i środków rażenia. Nie zdecydują się na poniesienie znacznych strat. A Rosjanie takie fortyfikacje prowadzą i umacniają swoje pozycje. Nie oczekiwałbym jakieś spektakularnej zimowej ofensywy.

Pułkownik Lewandowski jest przekonany, że w przyszłym roku zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy rzucą na front dużo większe niż obecnie siły, a straty po obu stronach będą znaczne. Rozmówca Onetu uważa, że Rosjanie mają obecnie w Ukrainie dwie armie (nazywa je umownie A i B), a w kraju formują już kolejną, "armię C".

— "Armia A" to są jednostki, które Rosjanie ewidentnie oszczędzają. To są te oddziały, które miały lepszą zdolność bojową i przetrwały w Ukrainie. Na przykład oddziały, które wycofano spod Chersonia — nie widać, by zostały rzucone gdzieś do walki. Raczej odtwarzają swoją zdolność — zwraca uwagę wojskowy.

"Armia B" to w większości pierwszy rzut mobilizacji, który według pułkownika, Rosjanie "ewidentnie skazali na powolne wytracenie". Mowa jest tutaj o 80 tys. żołnierzy, używanych często w roli klasycznej "zapchaj dziury". — Rosjanie rozumują, że to, co przetrwa z tych oddziałów, za kilka miesięcy będzie w miarę wyszkolonymi żołnierzami. A ich stratami za bardzo się nie przejmują.

"Armia C", zdaniem rozmówcy Onetu, to kolejny rzut mobilizacji, który właśnie się szkoli, a na froncie w Ukrainie może pojawić się na wiosnę przyszłego roku. W tym przypadku mowa jest nawet o 200 tys. żołnierzy. — Ta druga fala mobilizacji ma osiągnąć możliwość w miarę zorganizowanego działania dużą masą. To nie będzie poziom rosyjskich jednostek kadrowych, które walczyły na początku tej wojny. Tutaj raczej Rosjanie będą rzucać całe pułki do boju. Ta masa będzie miała za zadanie się przebić, a to przebicie będą wykorzystywały jednostki kadrowe, lepiej zorganizowane — ocenia.

Weteran wojny w Iraku i Afganistanie zwraca uwagę na obecny sposób walki Rosjan w Bachmucie, gdzie od tygodni trwają kolejne natarcia putinowskiej armii. — Tam często na odcinkach walczą niewielkie grupy, od kilku do kilkunastu żołnierzy. Bez broni pancernej. To też sygnał, że Rosjanie zaczęli oszczędzać sprzęt pancerno-zmechanizowany. Takie ataki stosunkowo małymi siłami mają za zadanie prowokować ogień ukraiński, co z kolei prowokuje ogień artylerii rosyjskiej na te wykryte stanowiska ukraińskie. Rosjanie sobie wyliczyli, że nawet jak im tam codziennie ginie 50 żołnierzy na całej linii walk, to im się i tak to opłaca. Bo może stracą kilkadziesiąt, słabo wyszkolonych ludzi, ale swoją artylerią zadadzą podobne straty Ukraińcom.

onet.pl