niedziela, 20 listopada 2022


Szokującą relację z udziałem rezerwistów ujawnił niezależny rosyjski kanał TV Rain (Dożd), nadający obecnie m.in. z Łotwy. Opisano w niej jak pod koniec października setki zmobilizowanych mężczyzn z Woroneża wyruszyło do walki pod Makijewką. W ciągu kilku dni ponieśli bardzo duże straty w swoich szeregach. Według raportów, kiedy pojawili się na linii frontu, oficerowie powiedzieli im: "Jesteście mięsem, dlatego zostaliście tu przywiezieni". Mieli zostać porzuceni przez swoich dowódców, uzbrojeni tylko w granaty, zmuszeni kopać rowy gołymi rękami.

Około 50-osobowej grupie udało się wycofać w kierunku rosyjskiej granicy, gdzie zostali rozbrojeni i przewiezieni na poligon wojskowy w Walujkach w obwodzie biełgorodzkim w Rosji. Tam byli przetrzymywani przez kilka tygodni. Część z nich odmówiła powrotu na front. W odpowiedzi prokuratura wojskowa zaczęła grozić zmobilizowanym mężczyznom zarzutami karnymi. A 17 listopada zostali przewiezieni w kierunku Donbasu.

"Prawdopodobnie zostali zabrani do podziemi Domu Kultury w Zaitseve, gdzie obecnie ok. 300 mężczyzn jest przetrzymywanych przez rosyjskie wojsko jako jeńcy. Armia rosyjska wykorzystuje piwnice więzienne w kilku miejscach na okupowanych terytoriach Ukrainy do przetrzymywania żołnierzy, którzy odmawiają powrotu na linię frontu. Stosuje przy tym głód, groźby i bicie, aby zmusić ich do powrotu" – przekazuje niezależne medium TV Rain.

(...)

Z kolei według płk. Piotra Lewandowskiego, byłego weterana misji wojskowych w Iraku i Afganistanie, podział w rosyjskiej armii, który był widoczny na początku wojny, z pojawieniem się rezerwistów na froncie jeszcze bardziej się pogłębia.

– Wśród zawodowych żołnierzy na kontrakcie, ci, którzy mieli rzucić kwitami i odejść z frontu, już dawno odeszli. Oni byli jak "gotowana żaba". Reszta została, godząc się na warunki i walkę na froncie. Z rezerwistami jest zupełnie inna bajka. Mają swoje poczucie dumy, empatię i niekoniecznie są "drobnymi pijaczkami". Mimo wszystko nie uciekli z Rosji, nie schowali się w piwnicy, przyjęli kartę powołania i stawili do wojska. Wielu z nich ma patriotyczne przekonania i oczekuje, że kraj da im to, co im się należy. Chcą być przede wszystkim dobrze dowodzeni – ocenia płk Piotr Lewandowski.

I dodaje, że rosyjskie dowództwo nie zapewnia im dobrego nadzoru, szkolenia i zabezpieczenia materiałowego. - Rosyjski zmobilizowany żołnierz protestuje, że nie ma warunków, by walczyć na froncie. To nie jest protest przeciw wojnie, ale przeciw podejściu do rezerwisty – uważa wojskowy.

wp.pl

Nagranie krążące w rosyjskich mediach społecznościowych pokazało egzekucję z użyciem młota kowalskiego byłego rosyjskiego najemnika, który przeszedł na stronę Ukrainy.

Prorosyjscy blogerzy poinformowali, że egzekucja przeprowadzona na Jewgieniju Nużnym była zemstą za jego rzekomą zdradę.

"Jest dla mnie absolutnie oczywiste, że Jewgienij Nużyn został uprowadzony i brutalnie zamordowany przez członków amerykańskich służb specjalnych" - stwierdził Jewgienij Prigożyn, założyciel Grupy Wagnera.

Bliski współpracownik Władimira Putina przekazał, że Grupa Wagnera sprawdza wersję, że Nużyn "został zwerbowany przez CIA i był wcześniej więziony przez 27 lat, w związku z tym, że CIA z wyprzedzeniem wiedziała o przyszłym (tak zwanym) zamachu stanu na Ukrainie w 2014 roku, a także o możliwych walkach na terytorium Ukrainy, został członkiem Grupy Wagnera i stworzył warunki do swojej egzekucji."

W opublikowanym oświadczeniu przekazano, że Nużyn był "ochotnikiem" w Grupie Wagnera i brał udział w operacjach wojskowych. Zaprzeczono, że został za uprowadzony i zabity przez swoich byłych towarzyszy.

Zauważył, że w nagraniu nie padają przekleństwa w języku rosyjskim, co jest "typowe dla takich filmów z udziałem Rosjan", a kolor cegły, na której leżała głowa Nużyna, nie odpowiadał temu, który jest używany w Rosji. Twierdzi też, że kolorystyka kamuflażu mundurów osób występujących na filmiku odpowiada projektowi amerykańskiej firmy.

Jewgienij Nużyn odbywał wyrok w obwodzie riazańskim i został zwerbowany do walki na Ukrainie. Poddał się we wrześniu. W wywiadzie powiedział, że pierwotnie planował poddać się i walczyć po stronie Ukrainy, gdzie - jak twierdzi - miał mieszkających tam krewnych. 12 listopada w internecie pojawiło się nagranie z brutalnego morderstwa Nużyna. Zdarzenie to określono jako "karę dla zdrajcy".

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że to "nie ich sprawa", że obywatel Rosji został brutalnie stracony bez procesu.

rp.pl

Ale gdy w 2014 r. Rosja zaanektowała Krym, tego sprzeciwu społecznego wobec działań Kremla nie było widać. Odzywały się raczej te duchy przeszłości i wspomniany kult pabiedy.

2014 r. był dla nas wszystkich szokiem i wiedzieliśmy, że aneksja Krymu to była taka tykająca bomba, która może wybuchnąć. Jednocześnie chcieliśmy wierzyć w happy end, a szczęśliwe zakończenie to koncept hollywoodzki, a nie rosyjski. Mam wrażenie, że teraz, od tych ośmiu miesięcy od wybuchu wojny w Ukrainie bardzo mocno dosładzamy i afirmujemy pewien rodzaj rzeczywistości, który chcemy osiągnąć, ale to jest myślenie życzeniowe.

Co ma pani na myśli?

Słyszymy ciągle o schorowanym Putinie, który ma nowotwory w całym ciele i za moment się położy do grobu. Myślimy, że Rosjanie uduszą się pod wpływem sankcji, padną z głodu, albo bezrobotni wyjdą na ulice jak podczas rewolucji październikowej. Cały czas żyjemy w przekonaniu, że nasze działania, działania szeroko rozumianego Zachodu, spowodują daleko idące zmiany w Rosji.

W październiku pojechała pani do Rosji zobaczyć je na własne oczy.

Wyruszyłam do Rosji między innymi dlatego, że przeczuwałam, że — wbrew temu, co sądzimy — niewiele się zmieniło.

A przeczuwała pani, że może nie być tam mile widzianą? Polska jest nie tylko członkiem NATO, ale także jednym z największych sojuszników Ukrainy, co — oczywiście w oczach Rosjan — nie stawia nas w dobrym świetle.

Zawsze wyjazdy do Rosji i spotkania z "dobrymi Rosjanami" to była dla mnie ogromna przyjemność. Zwłaszcza na północy, poza dużymi miastami Polak był witany z otwartymi ramionami, ponieważ wciąż silna jest tam pamięć o zesłańcach, którzy nieśli kaganek oświaty i zrobili dużo dobrego dla tamtej społeczności. Przodek Polak na Syberii był powodem do dumy. Niestety to się radykalnie zmieniło. Nie chcę demonizować, mówiąc, że wszyscy Rosjanie są podli i przewrotni, bo nadal mam dobre kontakty z osobami, które nie widzą we mnie natowskiego szpiega. Prawda jest jednak taka, że dziś lepiej nie przyznawać się w Rosji do polskiego paszportu.

To, w jaki sposób przemierzyła pani ten kraj?

Podróżowałam z belgijskim paszportem, ponieważ mój mąż jest Belgiem i mam podwójne obywatelstwo. Dzięki temu łatwiej było mi wyjechać, bo polski MSZ podróży do Rosji nie tylko odradzał, ale informował, że podróżni nie mogą liczyć na pomoc konsularną. Gdy ktoś obcy pytał mnie, skąd jestem, odpowiadałam, że z Belgii, która wprawdzie kojarzy się z eurosajuzem, ale jest raczej krajem anonimowym. Kilka razy przyznałam się, że jestem z Polski i później tego gorzko żałowałam.

Dlaczego?

W propagandzie rosyjskiej Polska jest przedstawiana jako kraj wrogi, zdradziecki, w którym panuje wielka nienawiść do Rosjan. Gdy przyznawałam się, że jestem Polką, słyszałam docinki, nieprzyjemne komentarze, a nawet złośliwe pogróżki. Rosjanie powtarzali wtedy, że zamarzniemy zimą, że jesteśmy głupi, że stoimy po niewłaściwej stronie i że zdradzamy brać słowiańską. Złorzeczyli, że zabraknie nam węgla i cukru. "My was wyzwoliliśmy, a wy spółkujecie z nazistami" — takie komentarze też słyszałam.

Doszło też do tego, że współpasażerowie z pociągu "donieśli" na mnie do konduktorki i wlepiła mi mandat z jakiegoś absurdalnego powodu. Moi przyjaciele Rosjanie potem pukali się w głowę, gdy tego słuchali i poradzili, bym następnym razem mówiła, że jestem z Białorusi.

Te wtrącenia o braku cukru czy pustych składach opału w wypowiedziach przypadkowo spotkanych osób pokazują, że rosyjska propaganda jest całkiem dobrze rozeznana w tym, co się dzieje w Polsce.

Na pewno autorzy tej machiny propagandowej mają zdolność do bardzo szybkiego wyszukiwania tego typu informacji i ich rozpowszechniania. Często w telewizji pokazuje się jakieś zachodnioeuropejskie miasto, przed kamerą stoi osoba, którą przedstawia się jako na przykład francuskiego dziennikarza i on opowiada, jak to w Europie źle się dzieje.

Ktoś, kto to ogląda, ma poczucie, że śledzi obiektywną relację. Po niej jednak propagandysta reżimu Putina dokręca śrubę i przez 15 minut w programie, który ma się jawić jako publicystyczny, opowiada — niczym Kaszpirowski — jedną słuszną "prawdę". Polsce może nie poświęca się osobnego czasu antenowego, ale to też zabieg propagandowy, polegający na umniejszaniu naszego kraju.

Bardzo szokujące było dla mnie także to — a poza programami publicystycznymi słyszałam to także w rozmowach z wykładowcami uczelni wyższych — jak dużo mówi się o polskich ambicjach imperialistycznych wobec Ukrainy.

Że pomoc Ukrainie to nasza przygrywka do rozbioru tego kraju?

Zadawano mi konkretne pytania, jak daleko zamierzamy przesunąć naszą wschodnią granicę! W każdy możliwy sposób próbowałam te "rewelacje" zanegować, ale raczej patrzono na mnie jako na słabo poinformowaną albo jak na szpiega NATO. To było okropne uczucie, gdy to propagandowe zakłamanie wykluczało szansę na merytoryczną rozmowę.

Wspomniała pani wcześniej, że my w Polsce też żyjemy swoimi ułudami co do tego, jak wygląda kondycja Rosji Putina. Pani przyjechała tam, gdy trwała mobilizacja, którą w zachodnich mediach raczej przedstawiano przez pryzmat uciekających przed wojskiem poborowych albo żołnierzy zmierzających na front chwiejnym krokiem.

Rzeczywiście trafiłam do Rosji po tygodniu od ogłoszenia mobilizacji, czyli w okresie ogromnego chaosu. Tak jak pani wspomniała, w relacjach zachodnich mediów było to ilustrowane kolejkami Rosjan na granicach i nam tu, siedzącym przed telewizorami wydawało się, że jesteśmy o krok od wielkiego przewrotu. Nawet belgijski konsulat nie był pewny, czy dostanę wizę, "bo ogłoszono mobilizację". Ale, gdy ją otrzymałam, to była zarazem dobra i zła wiadomość. Z jednej strony ucieszyłam się, że wyjadę, ale z drugiej to był sygnał, że to znów nie jest tak, jak nam się wydaje. Przykładamy zachodnią miarę do tego, co w Rosji jest normalne.

Co pani zobaczyła na miejscu?

Oczywiście dla części mężczyzn, którzy mieli inne, może intelektualne, ambicje, pójście na front było dramatem, ale reszta się tego spodziewała. I owszem kolejki na przejściach granicznych były, ale w Rosji, w propagandowym pierwszym kanale telewizji publicznej, ci uciekający byli przedstawiani jako tchórze, mięczaki, ale też pewien margines. Kreml przekazywał wtedy, że dobrze się stało, że takie osoby z Rosji wyjechały, bo w przyszłości mogła to być opozycja, jacyś wichrzyciele, którzy będą stosować dywersję. Prasa z nich szydziła.

Gdy dotarłam do Rosji, nie było żadnych protestów, żadnych rewolucyjnych nastrojów. W Petersburgu zastałam na głucho zamknięte drzwi organizacji pozarządowej Soldiers' Mothers, która zawsze zajmowała się prawami rekrutów. Po ulicach pędziły na sygnale samochody wojenkomatu, które zgarniały poborowych.

To, co dało się zauważyć to lęk, który zawsze był w Rosjanach, a który wtedy urósł do gigantycznych rozmiarów. Poziom zastraszenia był tak ogromny, że gdy rozmawiałam z 30-latką, której chłopak uciekł przed mobilizacją do Gruzji, właściwie nie była w stanie wydusić z siebie słowa na ten temat. Jej życie prywatne legło w gruzach, ale jej strach był zbyt duży, by o tym mówić. Cały czas płakała i podejrzliwie rozglądała się, czy przypadkiem ktoś nas nie obserwuje. Inna kobieta powiedziała mi, że jest na skraju załamania psychicznego i zamierza ze sobą skończyć.

Tych przykładów na to, jak wojna Putina niszczy także zdrowie psychiczne Rosjan, widziała pani więcej?

To jest pewien paradoks, który pewnie jest dobrze przez psychologię opisany, że najlepiej — w sensie kondycji psychicznej — w Rosji czują się ci, którzy wyzbyli się dysonansu poznawczego i całkowicie popierają politykę Putina. Takie osoby mają się świetnie, śmieją się, bawią. Według nich ich porządek świata jest niezachwiany i wszystko dzieje się tak, jak powinno. Natomiast ci, którzy się reżimowi sprzeciwiają, którzy czują, że to, co się wokół nich dzieje jest złe, są w fatalnej kondycji psychicznej.

Rozmawiałam ze studentami z Nowosybirska, z młodymi ludźmi z Petersburga i Moskwy, czyli z ośrodków, gdzie informacji dociera więcej i widziałam, w jak okropnym są stanie. Mówili mi, że utworzyli pewien kod, którym posługują się w mediach społecznościowych, by pokazać swój sprzeciw wobec reżimu. Polega to na tym, że piszą na przykład, że słabo się czują, że mają zły dzień, ale ani słowa o polityce, o świecie, o wojnie. Przyznanie się do fatalnego stanu psychicznego jest dla nich pewną formą oporu. Formą niezauważalnego dla cenzora sprzeciwu.

Zapytała ich pani, dlaczego pogrzebanie marzeń o wspólnym życiu, problemy finansowe, poczucie beznadziei nie jest w stanie przezwyciężyć strachu i uruchomić fali protestów?

To, o czym wspomniałam, ma na tyle jednostkowy w skali całego kraju wymiar, że nie ma szans, by się skonsolidowało i przekuło w milionową manifestację na ulicach Moskwy. To się nie stanie, bo poziom lęku i rozbicia jest zbyt duży i nie ma takiej możliwości, jak w Polsce, by zrobić wydarzenie na Facebooku i szybko się skrzyknąć w jakiejś sprawie.

Pewna profesorka z uniwersytetu w Moskwie powiedziała mi tak: "Wiesz, my to nie jesteśmy tacy jak Polacy, że gdy nas coś boli, od razu ruszymy na ulice i będziemy się czegoś domagać. My jak mamy jakiś problem i poczucie wielkiej niesprawiedliwości, to wyjdziemy do kuchni, cicho sobie popłaczemy i po chwili znów koncentrujemy się na tym, co tu i teraz".

To przerażające, bo — jak mi to tłumaczyli Rosjanie — źródeł lęku trzeba poszukać kilka metrów pod zamarzniętą ziemią gułagu. Od stu lat ten naród nie tylko żyje świadomy tej historii, ale także świadomy tego, co się dzieje z każdym, kto się wychylił jako opozycjonista.

Że nie jest spisany czy w najgorszym razie wyniesiony z protestu przez kilku funkcjonariuszy, jak to się dzieje w Polsce, ale trafia do miejsca bardziej przypominającego łagier niż więzienie.

Konsekwencje naszego sprzeciwu są zwyczajnie śmieszne w porównaniu z tym, co grozi Rosjanom. Poza tym my Polacy mamy też pewne tradycje protestów, a także — w niedalekiej przeszłości — dowody na to, że wychodzenie na ulice może zmienić rzeczywistość polityczną. W Rosji, gdy spojrzeć na karty historii, sprzeciw i bunt zawsze prowadził do okrutnej śmierci lub tortur.

Wróćmy jeszcze na moment złudnych wrażeń na temat skuteczności zachodnich sankcji. Czy widziała pani puste sklepowe półki i Rosjan skarżących się na biedę?

Zachód widzi skutki sankcji nakładanych na Rosję, tak jak chce je widzieć. Oczywiście część marek luksusowych się wycofało z tego kraju, ale Paul Smith czy Yves Rocher, które się wyłamały, całkiem dobrze prosperują. W supermarketach nie tylko półki są pełne, ale z łatwością kupimy w nich francuskie sery, włoskie makarony i słodycze z Polski. Te produkty dostają się tam głównie za pośrednictwem państw, z którymi Rosja jest w unii celnej. Ceny nie wzrosły znacząco, poza kosztami inflacji, z którą mierzy się wiele państw.

Jeżeli któregoś produktu nie ma, Rosjanie nie mają problemu z tym, by wyrobić kartę płatniczą w innym kraju i kupić, co potrzebują przez internet. Zamknięcie sklepów Ikea czy restauracji McDonald pozbawiło wielu Rosjan pracy, ale po kilku tygodniach bezrobocia, znaleźli nową. Właściwie klasa średnia sankcji w ogóle nie odczuła, bo ona nigdy z dóbr luksusowych nie korzystała, nie wyruszała na zagraniczne wakacje. Gdyby nie słyszeli o tym w mediach, nie wiedzieliby, że Zachód wprowadził sankcje. Najbiedniejsi Rosjanie zawsze walczyli o kawałek chleba i to też się nie zmieniło.

Natomiast sankcje są w Rosji przedstawiane jako dowód na to, że to Zachód wywołał wojnę, a NATO zamierza zniszczyć Rosję. Propaganda rosyjska odpowiada zaś na to znanym gestem Kozakiewicza. Straszy, że Europa zamarznie i chlubi się tym, że Rosjanie nadal będą zajadać włoski makaron z francuskim serem.

I dodaje: "Skoro nie spotkała nas wielka tragedia za to, że zaatakowaliśmy Ukrainę, to czemu nie spróbować zawalczyć o dalsze, sporne tereny"?

Dokładnie tak, a do tego trzeba wziąć pod uwagę, że nic nie wskazuje na to, że Putin traci poparcie. Nawet rozmawiając z młodymi ludźmi, słyszałam, że wcześniej był dla nich starym dziadem, który należy do przeszłości. Teraz w tym świecie zglobalizowanym, zagubionym jest postrzegany jako jedyny, który rozumie zasady toczącej się gry.

Stał się dla nich przewodnikiem?

Zdecydowanie, dlatego po raz kolejny to, co nam się wydaje, czyli na przykład porażki Putina na froncie są dla Rosjan tylko kolejnym sygnałem, że trzeba się skonsolidować i wojnę z NATO i USA wygrać. A Putin, "człowiek Boga" do tego zwycięstwa poprowadzi.

Rozmawiałam z byłym agentem FSB, który po tym, jak spalono most Krymski, stwierdził, że teraz Ukraińcy już "zasłużyli sobie na bombeczkę". Widać, że przyzwolenie na użycie broni jądrowej jest w społeczeństwie rosyjskim duże. Rosjanie są przyzwyczajeni do rządów twardej ręki, a im twardszy uścisk, tym lepszy. Niestety przejawy tej ucieczki od wolności i zastępowanie wolności własnej, indywidualnej, liberalnej schronieniem się w żelaznym uścisku autorytaryzmu jest widoczne na każdym kroku i powinno to być przestrogą dla wszystkich rządów, które przeżywają fascynację twardą ręką mającą prowadzić ku zbiorowemu bezpieczeństwu.

onet.pl

Po inwazji Rosji na Ukrainę państwa zachodnie nałożyły na Kreml bezprecedensowe sankcje. Wiele powiedziano o wpływie konfiskat aktywów, zakazach lotów i ograniczeniach finansowych, ale to kontrola eksportu jest nieopowiedzianą historią ostatniej próby Zachodu powstrzymania Rosji. W wysoce skoordynowany sposób Stany Zjednoczone i 37 innych krajów narzuciły Rosji nowy i złożony system kontroli eksportu. Te kontrole poważnie ograniczają eksport strategicznych technologii, w tym półprzewodników, mikroelektroniki, sprzętu nawigacyjnego i komponentów samolotów do Rosji - nawiązując do bardzo udanych zachodnich ograniczeń eksportowych, które pomogły odizolować, powstrzymać i ostatecznie pokonać Związek Radziecki.

Mając czas na pracę, kontrole eksportu odegrają kluczową rolę w osłabianiu rosyjskiego przemysłu obronnego i zmniejszaniu jego zdolności wojskowych do prowadzenia wojny. Uzależnienie rosyjskich firm produkcyjnych od zagranicznych komponentów i maszyn utrzymuje się na wysokim poziomie, pomimo podejmowanych przez Moskwę prób zwiększenia samowystarczalności wewnętrznej, takich jak uruchomiony w 2015 r. program substytucji importu. Przy ograniczonej krajowej produkcji kluczowych technologii w Rosji, jest ostatnią deską ratunku na polu walki pozyskiwać te krytyczne elementy z innych źródeł. Kontrola eksportu jest zatem potężnym narzędziem utrudniającym Rosji uzupełnianie jej wyczerpujących się zapasów broni i amunicji.

Sankcje i kontrola eksportu, zwykle łączone razem przez osoby niebędące specjalistami, mają zupełnie inną logikę działania. W przeciwieństwie do sankcji, które mogą niemal natychmiast zatrzymać stosunki handlowe i bankowe, kontrola eksportu jest łagodniejszym narzędziem ukierunkowanym na ograniczanie dostępu do towarów i technologii. Kontrole eksportu prawie nigdy nie są skuteczne w całkowitym powstrzymaniu transferu technologii i nie uniemożliwiają celowi nadrobienia zaległości w inny sposób – poprzez produkcję krajową, unikanie kontroli za pośrednictwem krajów trzecich lub uzyskanie pomocy od łamiących kontrole zachodnich firm. Sukces kontroli eksportu zależy zatem od szczelności ograniczeń, unikalności każdej technologii oraz koncentracji łańcuchów dostaw. Dopóki istnieją alternatywni dostawcy w krajach nieobjętych sankcjami, takich jak Chiny i Indie, wpływ kontroli eksportu będzie osłabiony. Jednostronne kontrole eksportu rzadko są skuteczne, więc międzynarodowa koordynacja ma kluczowe znaczenie.

Zachodni sojusznicy mieli spore doświadczenie w blokowaniu Związkowi Sowieckiemu dostępu do wrażliwych technologii. Na początku zimnej wojny Zachód stosował wielostronne kontrole eksportu, aby powstrzymać przepływ strategicznych materiałów i technologii do bloku komunistycznego, aby uniemożliwić mu uzyskanie przewagi militarnej. Chociaż światowy krajobraz technologiczny przeszedł od tego czasu głębokie zmiany, podstawowe kwestie kontroli eksportu pozostają takie same: jak zrównoważyć bezpieczeństwo narodowe i interesy gospodarcze, jak zapewnić, aby wszystkie uczestniczące strony podzielały uzasadnienie kontroli, jak odpowiednio dobrać wielkość zakresu kontroli, aby nie był ani zbyt wąski, ani zbyt szeroki, oraz jak upewnić się, że kontrole są skutecznie zarządzane. (...)

Nowe restrykcje Zachodu wobec Rosji są najbardziej wszechstronną kontrolą stosowaną wobec jednego kraju od czasów zimnej wojny. Przed rosyjską inwazją istniejące kontrole eksportu obejmowały głównie niewielki zestaw zaawansowanego sprzętu wojskowego i technologii podwójnego zastosowania i nie zawsze były ściśle egzekwowane. Teraz, po raz pierwszy od zakończenia zimnej wojny, kraje zachodnie zgodziły się rozszerzyć zakres kontroli daleko poza obecne wielostronne reżimy kontroli eksportu – Porozumienie z Wassenaar, Grupa Australijska, Reżim Kontroli Technologii Rakietowych i Grupa Dostawców Jądrowych, z których wszystkie są wąsko skoncentrowane na broni masowego rażenia, nierozprzestrzenianiu lub określonych embargach na broń.

Nowe kontrole eksportu do Rosji obejmują cztery rodzaje ograniczeń. Po pierwsze, zakazują eksportu, reeksportu i transferu wszelkich towarów, oprogramowania lub technologii niezbędnych dla rosyjskiego sektora obronnego, lotniczego i morskiego. Aby zwiększyć ich skuteczność, kontrole te dotyczą również bliskiego sojusznika Rosji, Białorusi. Po drugie, w porozumieniu z sojusznikami i partnerami, Stany Zjednoczone zastosowały tzw. regułę bezpośredniego produktu zagranicznego, która znacznie ogranicza dostęp Rosji do produktów wytwarzanych za granicą przy użyciu amerykańskiego oprogramowania i technologii. Do tej pory ta surowa zasada była nakładana tylko na chińskiego giganta telekomunikacyjnego Huawei, nigdy na cały kraj.

Po trzecie, wprowadzono niemal całkowite embargo, aby zakazać eksportu towarów pochodzących z USA dla rosyjskiej armii. Po czwarte, na dokładkę, do Listy Podmiotów sporządzonej przez Biuro Przemysłu i Bezpieczeństwa Departamentu Handlu Stanów Zjednoczonych dodano ponad 100 podmiotów, w tym Rostec i Sukhoi Aviation. Firmy znajdujące się na liście podlegają szerokim sankcjom, "ograniczając dostęp Rosji do produktów, których potrzebuje do projekcji siły i realizacji swoich strategicznych ambicji”.

Kreml ma jednak wieloletnie doświadczenie w przeciwdziałaniu i obchodzeniu sankcji. Niedawny raport Royal United Services Institute (RUSI) przyjrzał się 27 najnowocześniejszym rosyjskim systemom wojskowym – w tym systemom łączności, pociskom manewrującym i elektronicznemu sprzętowi bojowemu – i stwierdził, że zawierają one co najmniej 80 różnych typów komponentów podlega kontroli eksportu USA. Ustalenia zawarte w raporcie mają kilka implikacji dla skuteczności kontroli wywozu.

Po pierwsze, rosyjska fuzja wojskowo-cywilna jest równie niepokojąca jak chińska. „Fuzja wojskowo-cywilna” to termin używany przez amerykańskich analityków ds. obrony w odniesieniu do narodowej strategii Chin polegającej na wzmacnianiu zdolności wojskowych poprzez systematyczne eliminowanie barier między przemysłem obronnym a pozornie cywilnymi instytucjami badawczymi. Zacieranie się granic między sektorem wojskowym a cywilnym jest także zjawiskiem rosyjskim.

Rosja ma długą historię szpiegostwa naukowego i technologicznego. W czasach sowieckich moskiewskie służby wywiadowcze atakowały wiodące zachodnie firmy komputerowe i półprzewodnikowe, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Japonii, w ramach nielegalnej kampanii zakupowej. Niedawno rosyjskie instytuty badawcze były aktywnie zaangażowane w szpiegostwo przemysłowe, przekierowując krytyczne elementy do sektora obronnego. Na przykład w kwietniu rosyjski naukowiec pracujący na Uniwersytecie w Augsburgu w Niemczech został skazany za szpiegostwo — przekazał rosyjskiemu wywiadowi informacje o europejskiej technologii napędu rakietowego. Dlatego w ostatniej serii sankcji Stany Zjednoczone celowały w szereg nominalnie cywilnych podmiotów zajmujących się zaawansowanymi technologiami, w tym Moskiewski Instytut Fizyki i Technologii oraz Fundacja Skolkovo. Instytuty badawcze aktywnie współpracowały z wieloma rosyjskimi podmiotami obronnymi, takimi jak Uralvagonzawod, największy rosyjski producent czołgów; Ałmaz-Antej, największy w kraju producent broni; oraz United Aircraft Corporation, korporacja lotnicza i obronna.

Po drugie, zwolnienie produktów konsumpcyjnych jest uważane za sposób na oszczędzenie zwykłych obywateli, ale może przynieść odwrotny skutek i osłabić kontrolę. Rosyjskie i białoruskie firmy znajdujące się na Liście Podmiotów kwalifikują się do zwolnień w zakresie technologii konsumenckich, w tym komputerów, urządzeń pamięci, aparatów cyfrowych, kontrolerów dostępu do sieci i oprogramowania. Teoria głosi, że rozprzestrzenianie się tej technologii w Rosji „utrudni rosyjskiemu rządowi kontrolowanie wiadomości docierającej do narodu rosyjskiego”.

Podczas gdy łagodzenie szkód ubocznych dla zwykłych Rosjan jest ważne w wojnie informacyjnej, wyjątki te mogą być wykorzystywane przez rosyjski sektor obronny. Raport RUSI pokazał przypadki, w których półprzewodniki przeznaczone do użytku cywilnego trafiały do ​​rosyjskiej broni. W maju sekretarz handlu USA Gina Raimondo poinformowała, że ​​Rosja najwyraźniej ucieka się do mikroprocesorów w zmywarkach do naczyń i lodówkach, aby uzupełnić kurczące się zapasy chipów dla sprzętu wojskowego. Ponowne wykorzystanie półprzewodników klasy konsumenckiej do celów wojskowych może nie zapewnić najlepszej jakości broni, ale nadal służy rosyjskiej armii do siania maksymalnego spustoszenia na polu bitwy. Poprzez zmianę przeznaczenia programowalnych układów scalonych, wykorzystanie przez Rosję technologii konsumenckiej skutecznie łagodzi skutki kontroli eksportu.

Wreszcie, trudno jest całkowicie zamknąć dostawy krytycznych artykułów, ponieważ trudniej jest kontrolować przeładunki od dostawców zewnętrznych. Jeśli określonej technologii nie można zlokalizować i kontrolować pod względem geograficznym, pozyskanie jej za pośrednictwem tajnych sieci w jurysdykcjach stron trzecich jest tylko kwestią czasu. Podobno Rosja wykorzystywała spółki offshore w takich jurysdykcjach, jak Hongkong i Wietnam, aby ukryć ostatecznych użytkowników końcowych. Kolejnym słabym punktem jest reeksport towarów niekontrolowanych. RUSI zebrało długą listę towarów konsumpcyjnych o niskim poziomie technologicznym, które zostały ponownie wykorzystane w rosyjskiej broni. Przedmioty te mogą być wysyłane do Rosji i Białorusi, o ile nie są specjalnie przeznaczone do celów wojskowych. Są szczególnie trudne do kontrolowania, ponieważ nie są one wymienione na Commerce Control List i wymagają dokładnego śledzenia, aby upewnić się, że nie są używane niewłaściwie. Wykorzystywanie pośredników do przekierowania komponentów do wojskowych użytkowników końcowych jest powszechną taktyką wśród osób łamiących sankcje – a kiedy dotyczy to technologii, która nie jest ściśle ograniczona, staje się jeszcze łatwiejsza.

Dotychczasowy sukces kontroli eksportu pokazuje, że dobrze nadają się one do przeszkadzania docelowym celom zdobycia dowolnej technologii. Nawet jeśli działają powoli, mogą być jednym z najpotężniejszych narzędzi w zestawie narzędzi gospodarczo-państwowych Zachodu. Ale wpływ na zdolność Rosji do prowadzenia wojny nie będzie automatyczny – wymaga stałego monitorowania, rygorystycznego egzekwowania i dostosowywania się do ewoluujących taktyk adaptacyjnych Moskwy.

foreignpolicy.com

sobota, 19 listopada 2022


Źródła "Meduzy" bliskie administracji prezydenckiej w Rosji stwierdziły, że odwrót z Chersonia był "bardzo bolesnym wydarzeniem" dla "rosyjskich elit".

Inny rozmówca — biznesmen z "wewnętrznego kręgu" Władimira Putina, skomentował ten fakt jeszcze dosadniej — Istnieje zrozumienie, że przegraliśmy prawdziwą wojnę. Ludzie zaczynają się zastanawiać, jak żyć, jakie miejsce chcieliby zająć w przyszłości, o jakie stawki chcieliby grać. Z jednej strony pojawią się nastroje rewanżystyczne. Z drugiej strony — żądanie normalizacji i stabilizacji.

Blok polityczny prezydenta jest nieco bardziej optymistyczny. Jeden z rozmówców "Meduzy" powiedział, że Kreml wciąż ma nadzieję, iż konsensus na Zachodzie "załamie się na rzecz Ukrainy" ze względu na zapotrzebowanie na tanią energię.

Oprócz tego Moskwa liczy również na dramatyczną zmianę sytuacji politycznej w Ukrainie i rezygnację Wołodymyra Zełenskiego ze stanowiska. Z czego wynika oczekiwanie na takie wydarzenia? Tego nie wiadomo. Rozmówcy "Meduzy" twierdzą jednak z przekonaniem, że dzięki ogłoszeniu mobilizacji w ciągu kilku miesięcy rosyjska armia osiągnie większą gotowość bojową i będzie w stanie odwrócić sytuację na froncie.

O ile "elity" z Kremla mocno przeżyły odwrót z Chersonia, o tyle — zdaniem rozmówców "Meduzy" — nie wpłynął on znacząco na nastroje większości Rosjan.

— Społeczeństwo prawie tego nie zauważa, nie jest tym zainteresowane. Nie było czasu na propagandowe nagłośnienie aneksji Chersonia. Dzięki Bogu przeszkodziła w tym mobilizacja. Na początku ludzie myśleli, że jest źle, ale teraz okazuje się, że nieszczęście pomogło. Ludziom nie zależało aż tak na Chersoniu i dlatego łatwo przyjmują oficjalne wyjaśnienia, że trzeba było z niego zrezygnować.

Dane z niezależnych badań socjologicznych raczej potwierdzają te tezy.

Wysoki rangą rozmówca "Meduzy" w jednym z regionalnych rządów tłumaczył, że jego region jest "daleko od Chersonia" i ma "własne życie". Lokalni politycy i biznesmeni, z jakimi rozmawiali dziennikarze, nie wierzą jednak, że Kremlowi uda się odwrócić sytuację na swoją korzyść.

Rozmówca w regionalnym biurze "Jednej Rosji" podsumował: — Incydent w Chersoniu jest postrzegany jako hańba i konsekwencja bałaganu w państwie. Podejrzewaliśmy, że tak jest, ale nie, że w aż takim stopniu.

Inny urzędnik wyznał, że w jego kręgu "zaczęło narastać poczucie cudzej wojny".

Podobne nastroje przenikają do administracji prezydenckiej i rządu. Źródła "Meduzy" przyznają, że coraz bardziej niepokoi je "całkowita izolacja najwyższego kierownictwa kraju" w obliczu ciągłych porażek militarnych.

— Nie jesteśmy w nic wtajemniczeni, dużo dowiadujemy się z wiadomości — zarówno ukraińskich, jak i zachodnich. Wygląda to tak, jakbyśmy cały czas szli na ustępstwa i jeszcze próbowali to ukryć — wyjaśnił rozmówcy bliski rządowi, dodając, że "przygnębiające wrażenie" zrobiło też zawieszenie przez Kreml udziału w "umowie zbożowej".

Rozmówca zauważył, że wśród wysokich rangą urzędników coraz bardziej rozsądna wydaje się pozycja przedstawicieli "elity", którzy "nie do końca pasują do operacji specjalnej".

W czasie wojny wśród najwyższych urzędników rosyjskich utworzyła się "partia milczenia" Jej przedstawiciele wolą sumiennie wykonywać niektóre wojenne instrukcje wydawane przez "wyższą kadrę", ale nie obnoszą się z militarystycznymi poglądami. Wśród przedstawicieli tej partii — zdaniem rozmówców "Meduzy" — ma znajdować się m.in. premier Michaił Miszustin i mer Moskwy Siergiej Sobianin.

Mimo rosnącego niezadowolenia rosyjscy urzędnicy i biznesmeni nie zamierzają jednak podejmować żadnych działań przeciwko Putinowi: — Chcę tylko, żeby to wszystko jak najszybciej się skończyło — powiedział jeden z rozmówców.

onet.pl/meduza.io

Strona ukraińska pod wpływem informacji napływających z Polski i USA zaczęła korygować swoje stanowisko odnośnie do eksplozji rakiety w Przewodowie. 16 listopada prezydent Zełenski twierdził, że rakieta nie była ukraińska. Przyznał, że w trybie poufnym kontaktował się w tej sprawie z przywódcami innych państw (w tym z prezydentem RP). Tego samego dnia wieczorem zapewnił, że Ukraina stara się ustalić szczegóły incydentu, zaapelował o włączenie jej ekspertów do prowadzonego śledztwa oraz o dostęp do miejsca zdarzenia i danych, którymi dysponują partnerzy zachodni. 17 listopada Zełenski potwierdził, że ukraińscy eksperci wezmą udział w śledztwie, i podkreślił, że do czasu jego zakończenia nie da się wskazać, jakie rakiety lub ich części spadły na teren Polski. Zastrzegł, że „nie wie dokładnie”, co się stało, ale w jego opinii był to „pocisk rosyjski”. Wyraził wdzięczność dla partnerów Ukrainy, że nie obwiniają jej za tragiczny incydent.

17 listopada ukraiński wywiad wojskowy (HUR) potwierdził, że Białoruś planuje uruchomienie produkcji amunicji artyleryjskiej i do wieloprowadnicowych systemów rakietowych przy wykorzystaniu linii produkcyjnych pozyskanych z Iranu. Władze Białorusi planują też uruchomienie produkcji pocisków kalibru 152 mm i 122 mm oraz osiągnięcie zdolności przejścia na zamknięty cykl produkcji amunicji 220 mm i 300 mm przy wykorzystaniu importowanych podzespołów. Według HUR rozmowy białorusko-irańskie mają się odbyć w dniach 20–23 listopada w Teheranie.

17 listopada prezydent Recep Tayyip Erdoğan poinformował o przedłużeniu umów na wywóz zbóż i innych produktów żywnościowych z portów kompleksu odeskiego o kolejne 120 dni (porozumienia kończą się 19 listopada). Decyzję podjęto w wyniku konsultacji Turcji i ONZ z Rosją i Ukrainą, potwierdził ją sekretarz generalny ONZ. Erdoğan rozmawiał również z Władimirem Putinem o dostawach zboża do krajów afrykańskich. Rosyjski MSZ wydał komunikat o braku sprzeciwu wobec przedłużenia umowy. Podkreślił jednocześnie, że zezwolenie na wywóz artykułów rolnych z Ukrainy wiąże się z wypełnieniem memorandum między Rosją i ONZ o normalizacji warunków wywozu rosyjskiego zboża i nawozów mineralnych. Moskwa zabiega o wznowienie eksportu rosyjskiego amoniaku przez port w Odessie, z kolei Kijów domaga się rozszerzenia listy towarów i portów (m.in. o Mikołajów) mogących korzystać z korytarza zbożowego.

osw.waw.pl

W związku z prowadzoną w Ukrainie wojną wzrastają rosyjskie wydatki zbrojeniowe, które w 2023 r. mają być o ponad 40 proc. wyższe, niż pierwotnie planowano. Te wydatki są w coraz większym stopniu finansowane poprzez emisję długu - powiadomiło w sobotę brytyjskie ministerstwo obrony.

W codziennej aktualizacji wywiadowczej poinformowano, że 16 listopada Rosja przeprowadziła największą w historii emisję długu w ciągu jednego dnia, pozyskując 820 mld rubli (13,6 mld dolarów).

"Jest to ważne dla Rosji, ponieważ emisja długu stanowi kluczowy mechanizm podtrzymywania wydatków na obronę, które znacznie wzrosły od czasu inwazji na Ukrainę. Deklarowane przez Rosję wydatki na obronę narodową na 2023 r. planowane są na około 5 bln rubli (84 mld USD), co stanowi wzrost o ponad 40 proc. w stosunku do wstępnego budżetu na 2023 r., ogłoszonego w 2021 r. Emisja długu jest kosztowna w okresach niepewności" - czytamy komunikacie resortu.

"Wielkość tej aukcji z dużą dozą prawdopodobieństwa wskazuje na to, że rosyjskie ministerstwo finansów postrzega obecne warunki jako względnie korzystne, ale przewiduje coraz bardziej niepewne środowisko fiskalne w przyszłym roku" - oceniło brytyjskie ministerstwo.

(...)

Niezależne rosyjskie media: Liczba więźniów gwałtownie się kurczy, ponieważ więźniowie są rekrutowani do walki w Ukrainie. Liczba rosyjskich więźniów spadła o 23 000 w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, prawdopodobnie z powodu wspieranej przez Kreml prywatnej firmy wojskowej Wagner Group, która prowadzi kampanię rekrutacyjną.

(...)

Jeśli padnie cały system energetyczny Ukrainy, to wg scenariusza optymistycznego jego przywrócenie zajmie 3 dni, a według pesymistycxnego 7-10 dni - mówi A. Charczenko, dyr. Centrum Badań nad Energią. Dodał, że to się nigdy na świecie nie zdarzyło, więc trudno o obiektywne prognozy.

(...)

Świętogórsk. Wolontariusze przywieźli do miasta chleb. Elektryczności i ciepła już dawno nie ma. Ludzie od dawna nie widzieli chleba. 

(...)

Rosyjskie szturmy pod Bachmutem, na wschodzie Ukrainy, trwają przez całą dobę, wróg nieustannie atakuje w dzień i w nocy; sytuacja jest trudna, ale skutecznie się bronimy; cały teren walk został dosłownie usłany ciałami martwych żołnierzy agresora - relacjonował ukraiński oficer Andrij Illienko na antenie telewizji Espreso.

Wojskowy podkreślił, że Bachmut to "ukraińska twierdza", a walki o miasto mogą trwać jeszcze przez długi czas. - Trzymaliśmy się (pod Bachmutem), gdy wyzwalano obwód charkowski, a potem chersoński. Teraz też się trzymamy. Jest to miejsce o ogromnym znaczeniu podczas tej wojny - ocenił oficer.

(...)

Rosja przerzuca spod Chersonia do obwodu ługańskiego resztki swoich najlepszych wojsk, szczególnie jednostki powietrznodesantowe; są to dobrze przygotowani żołnierze, lecz te działania wroga nie wpłyną znacząco na sytuację na froncie - powiadomił lojalny wobec Kijowa szef władz Ługańszczyzny Serhij Hajdaj.

Oddziały rosyjskich spadochroniarzy wyróżniają się tym, że są zaprawione w boju i wciąż zdolne do walki. Te formacje mogą na jakiś czas wyhamować postępy ukraińskich wojsk w obwodzie ługańskim, lecz nie będą w stanie przeprowadzać operacji kontrofensywnych - poinformował Hajdaj na antenie telewizji 1+1.

Szef regionalnych władz zwrócił uwagę na fatalne przygotowanie niedawno zmobilizowanych żołnierzy przeciwnika. - To nawet nie są wojskowi, lecz mięso armatnie rzucone na front. Ci ludzie giną setkami i oddają się dziesiątkami do ukraińskiej niewoli. Nawet w ciągu kilku miesięcy nie da się przygotować cywila do udziału w tak intensywnych walkach, jak ma to miejsce na Ukrainie - ocenił Hajdaj.

onet.pl

Po miesiącach rosyjskiej okupacji na podwórka domów w Chersoniu wyszły dzieci. Z radością i niebiesko-żółtymi flagami zatkniętymi na patykach witają ukraińskich żołnierzy. (...)

„Mój syn nie był na podwórku z osiem miesięcy. Bałam się go wypuszczać. Rosjanie byli nieprzewidywalni, nigdy nie wiedzieliśmy, co im strzeli do głowy” – wyjaśniła jedna z matek, spotkanych z synem w centrum miasta.

Na widok ukraińskich samochodów wojskowych dwóch chłopców przed blokiem energicznie salutuje i wykrzykuje „Sława Ukrainie!”. Jeden z nich trzyma w ręku plastikowy, niebieski karabin. „Jesteśmy kozakami” - mówi dziewięcioletni Sasza. „Jesteśmy ukraińskimi kozakami i pilnujemy tu Ukrainy!” – rezolutnie dodaje jego kolega, Artem.

Rozmowie przysłuchuje się 14-letni Wład. Oparty o ścianę łuska w zębach pestki słonecznika, wypluwając łupinki na asfalt. Pytany, jak wyglądało życie podczas okupacji odpowiada, że niedużo widział, bo wiele czasu spędził w schronie.

„Uciekaliśmy tam z rodzicami za każdym razem, kiedy na miasto leciały bomby. Schron był w piwnicy. Czasem siedzieliśmy w niej po kilka dni. Raz nawet chyba cały tydzień. Było nudno, ale rodzice zabraniali nam wychodzić” – mówi.

W trakcie okupacji Rosjanie wzywali rodziców, by posyłali dzieci do rosyjskiej szkoły, ale rodzice chłopaka na to nie pozwolili. Dlatego uczył się zdalnie w domu, u nauczycieli, którzy nie przeszli na stronę wroga.

„Rodzice nie chcieli mnie puścić do rosyjskiej szkoły. Mieliśmy lekcje online z naszymi starymi, ukraińskimi nauczycielami” – opowiada Wład.

Dwie ośmiolatki, Weronika i Ala, chodziły do rosyjskiej szkoły. „Rodzice mówili, że dla nas jest to bardziej bezpieczne” – mówi mniejsza Ala.

„Ja wolę jednak szkołę ukraińską. Nie podobało mi się w rosyjskiej, bo nic nie rozumiałam, a w ukraińskiej szkole rozumiałam wszystko i bardzo lubię swoją nauczycielkę” – zapewnia Weronika, która w rozmowie używała języka ukraińskiego.

Ala odpowiada na pytania po rosyjsku. Mimo to dziewczynka deklaruje, że nie czuła się swojsko w szkole, prowadzonej przez Rosjan.

„Mi także bardziej podobała się ukraińska szkoła, bo rozumiem język, a w rosyjskiej dużo nie rozumiałam. Oni mają nawet inne litery! Wcześniej ich nie znałam” – wyznaje. 11-letni Wołodymyr pyta dziennikarzy, czy mają jakieś wojskowe naszywki. Jest trochę rozczarowany, kiedy słyszy, że może dostać tylko cukierki, jednak chętnie je przyjmuje. Opowiada, że przez wojnę stracił najlepszego przyjaciela.

„Jak przyszli Rosjanie, to mój najlepszy przyjaciel, który był najlepszy, jeszcze przed wojną spytał, czy jestem za Rosją. Odpowiedziałem mu, że nie, że jestem za Ukrainą. I tak przestałem się z nim kolegować. Ja jestem Ukraińcem, a nie jakimś Rosjaninem! Już się nawet nie witamy” – mówi.

„Rosjanie to złodzieje. Ich armia kradnie i wynosi z domu sedesy. Z naszymi, ukraińskimi żołnierzami, jest lepiej, a Chersoń to Ukraina!” – wykrzykuje na pożegnanie Wołodymyr.

onet.pl

piątek, 18 listopada 2022


Negocjacje nie mogą zakończyć rosyjskiej wojny z Ukrainą; mogą ją tylko wstrzymać. Ponowna rosyjska inwazja w lutym 2022 r., po ośmiu latach śmiercionośnego „zawieszenia broni”, po pierwszym rosyjskim najeździe w 2014 r. pokazuje, że rosyjski prezydent Władimir Putin nie spocznie, dopóki nie podbije Kijowa. Opór Ukrainy wobec inwazji w tym roku dowodzi, że Ukraińcy łatwo się nie poddadzą. Konflikt jest nierozwiązywalny, dopóki na Kremlu rządzi putinizm. Negocjacje nie zmienią tej rzeczywistości. Mogą jedynie stworzyć warunki, w których Putin lub następca Putina będzie rozważał ponowny atak na niepodległość Ukrainy. Zanim będziemy naciskać na Ukrainę, by poprosiła Rosję o rozmowy, musimy przeanalizować warunki, jakie Ukraina może zaproponować Rosji, niebezpieczeństwa związane z oferowaniem takich warunków i, co ważniejsze, prawdopodobieństwo, że Putin je zaakceptuje.

Kiedy Putin ponownie najechał Ukrainę w lutym, miał już Krym oraz część Doniecka i Ługańska, i nikt realnie nie zamierzał mu ich odebrać. To mu nie wystarczało. Proponowanie mu powrotu do sytuacji, która jest dla niego tak niezadowalająca, że rozpoczął masową inwazję w celu jej zmiany, nie jest ratowaniem twarzy. Wyobraź sobie Putina siedzącego na jednym końcu długiego stołu i dumnie ogłaszającego narodowi rosyjskiemu, że kosztem ponad 100.000 zabitych i rannych Rosjan oraz dziewięciu miesięcy lub więcej dewastacji gospodarczej zapewnił sobie… prawie dokładnie to, co miał wcześniej. Nie. Robiąc to, Putin nie ratuje twarzy. Prawdopodobnie zaakceptowałby taki wynik, gdyby wymagały tego militarne realia sytuacji, ale nigdy nie uzna tego za atrakcyjną odskocznię.

Aby Putin mógł w jakikolwiek szczery sposób usprawiedliwić przyjęcie czegoś mniej niż jego maksymalistyczne cele, musiałby wykazać się ogromnymi zdobyczami – zdobyczami mierzonymi w dziesiątkach tysięcy kilometrów kwadratowych nowego terytorium Ukrainy na stałe przyłączonego do Rosji. Nie jest jasne, czy zaakceptowałby nawet to jako podstawę trwałego pokoju. Ale Zachód musi być uczciwy wobec siebie i swoich obywateli, a także wobec Ukraińców. Ceną za „postawienie Putina przy stole” z liniami frontu w konfiguracji zbliżonej do tej, w której się teraz znajdują, najprawdopodobniej będzie obiecanie mu ogromnych połaci ukraińskiej ziemi, a nie drobne zmiany w języku dyplomatycznym wokół tego co już, jak pokazał, uznał za niewystarczające. 

Istotne jest również przypomnienie, że nigdy nie ustała wymiana ognia podczas tzw. „zawieszenia broni” w latach 2014-2022. Siły rosyjskie przez cały ten okres dokonywały nieustannych ataków militarnych na pozycje ukraińskie, a Putin wykorzystywał rosyjską obecność wojskową na Ukrainie jako dźwignię do wywierania nacisku na Kijów, by żądać dodatkowych ustępstw i wbijać kliny w ukraińską politykę i społeczeństwo oraz między Ukrainę a Zachód. 

Dyskusje na temat celowości prowadzenia przez Ukrainę negocjacji z pozycji siły, podczas gdy jej siły wygrywają, opierają się na błędnym założeniu. Ukraina wyzwoliła prawie połowę ziemi, którą Rosja przejęła od czasu wznowienia inwazji w lutym 2022 r., co oznacza, że Rosja nadal ma ponad połowę terytorium, które nielegalnie okupuje. Ukraina ma impet w tym konflikcie, ale jeszcze nie ma przewagi. Jej pozycja negocjacyjna jest silniejsza niż wtedy, gdy siły rosyjskie nacierały na dodatkowe krytyczne miasta i regiony, ale nie jest jeszcze wystarczająco silna, aby stworzyć dobre warunki do negocjacji.

Zwolennicy rozmów muszą mieć jasność co do jeszcze jednej kluczowej kwestii – negocjacje na tym etapie konfliktu nie doprowadzą do dodatkowych rosyjskich ustępstw terytorialnych. Putin zapowiedział formalne przyłączenie do Rosji dużych obszarów Ukrainy, których nie kontroluje. Może zgodzić się na zawieszenie broni, które nieformalnie zgadza się, że Ukraina może mieć te regiony, ale nie zgodzi się na takie, które wymaga od niego dobrowolnego wycofania się z ziem, które, jak twierdzi, są teraz częścią Rosji. Nie na tym etapie wojny, kiedy przybywają rosyjskie posiłki, a Zachód zbliża się do mroźnej zimy, która, jak ma nadzieję Putin, złamie jego wolę dalszego wspierania Ukrainy. Działania Putina pokazują, że nie wierzy jeszcze, że przegrał tę wojnę, że ją przegra, a nawet, że walką nie będzie w stanie zdobyć więcej ziemi. Siły rosyjskie nawet teraz skłaniają się do wznowienia ofensywy w obwodzie donieckim. W tych warunkach Putin nie zgodzi się na ustępstwo, które wyda mu się całkowicie upokarzające, polegające na wycofaniu zapowiadanych aneksji czy wycofaniu wojsk z terenów, które obecnie kontrolują. Zawieszenie broni teraz zamrozi linie tam gdzie są, w najlepszym razie.

Ta uwaga jest niezwykle ważna, ponieważ siły Putina nadal zajmują strategicznie ważne obszary, nawet po sukcesach Ukrainy w zachodnim Chersoniu. Rosja nadal kontroluje Zaporoską Elektrownię Jądrową – największą w Europie i główne źródło ukraińskiej energii oraz rosnące zagrożenie dla środowiska w nieodpowiedzialnych rękach Rosjan. Nadal kontroluje ważny węzeł komunikacyjny Melitopola, miasta leżącego na ważnych liniach komunikacyjnych z Rosji na wschodzie do dolnego Dniepru na zachodzie i od kontrolowanego przez Ukraińców obwodu zaporoskiego na północy po Krym na południu. Jeśli Rosja zatrzyma Melitopol, zbuduje z niego potężną wysuniętą bazę, z której będzie mogła przeprowadzać przyszłe inwazje w celu zajęcia krytycznych ukraińskich miast Zaporoża i Dniepru i być może ponownego przekroczenia samego Dniepru, aby narazić całą Ukrainę na niebezpieczeństwo. Obecne linie pozostawiają prawie cały ukraiński przemysł wydobywczy i przetwórczy w rosyjskich rękach. Przemysł ten, skoncentrowany na wschodzie wokół miast Donieck i Ługańsk z ważnymi połączeniami transportowymi i przetwórczymi przez Mariupol, stanowił znaczną część ukraińskiej gospodarki sprzed 2014 roku. Przekazanie ich Rosji grozi uczynieniem z Ukrainy trwałego gospodarczego dłużnika, zależnego od społeczności międzynarodowej w zakresie długoterminowej pomocy. To nie są tylko różne terytoria ukraińskie gdzieś na wschodzie.

Co więcej, nawet przyznanie tych ziem nie zakończyłoby wojny. Putin nie napadł na Ukrainę, aby zdobyć terytorium. Najechał, ponieważ odrzuca ideę niezależnego państwa ukraińskiego i ukraińskiej narodowości. Zaatakował, ponieważ nie chce tolerować rządu w Kijowie, który de facto nie znajduje się pod rosyjską kontrolą. Wbudował te idee głęboko w swoją ideologię i nie usunie ich. Putin nigdy nie przestanie próbować odzyskać kontrolę nad Ukrainą w taki czy inny sposób. Ani Ukraina, ani Zachód nie są w stanie zmienić ambicji Putina – muszą więc stworzyć rzeczywistość, w której nawet sam Putin zrozumie, że nie wolno mu ścigać ich wojną, i w której nie ma możliwości kontynuowania walki, nawet gdyby chciał.

Jak może powstać taka rzeczywistość? Zachód powinien pomóc Ukrainie wyzwolić obszary, które są strategicznie ważne dla jej bezpieczeństwa i dobrobytu gospodarczego, a następnie zbudować ukraińską armię i gospodarkę do poziomu, który odstraszy przyszłe inwazje rosyjskie. Moskwa będzie nadal poszukiwać środków innych niż inwazja, aby osłabić prozachodnie rządy Ukrainy i zmusić Ukraińców do zrzeczenia się niepodległości. Sukces Ukrainy i Zachodu polega na przekształceniu tej gorącej wojny w zimną wojnę na warunkach, które pozostawiają Ukrainie wystarczająco silną, by przetrwać i ostatecznie ją wygrać. 

Zwolennicy negocjacji mogą teraz twierdzić, że właśnie to robią. Ale źle ocenili swój moment. Zamrożenie konfliktu w miejscu, w którym się obecnie znajduje, wcześniej zaprasza do ponownej rosyjskiej inwazji i poważnie podważa zdolność Ukrainy do zwycięstwa zarówno w odnowionej gorącej wojnie, jak i w nowej zimnej wojnie. 

Pozwolenie Rosji na zachowanie niektórych lub wszystkich obszarów, które obecnie posiada, skazuje (...) miliony Ukraińców na trwające starania Kremla o ich rusyfikację; identyfikację, tortury i zabijanie ludzi, którzy nadal są lojalni wobec Kijowa; porywanie ukraińskich dzieci i ich przymusowe adoptacje do rosyjskich rodzin; i kontynuowanie kampanii czystek etnicznych, którą prowadzi Putin, aby wyeliminować ukraińską tożsamość narodową, gdzie tylko się da.

Obecnych linii nie da się zatem ani obronić, ani zaakceptować. Ukraina musi iść naprzód, a Zachód musi pomóc Kijowowi w stworzeniu warunków na ziemi, które są trwałe w perspektywie długoterminowej. Ukraina musi najpierw ustalić fakty militarne na podstawie tego, co jest jej potrzebne do przetrwania, a dopiero potem, przy wsparciu swoich partnerów, zwrócić się do Rosji o skodyfikowanie tych faktów w umowie dyplomatycznej.

understandingwar.org

czwartek, 17 listopada 2022


Biden i Xi mieli okazję spotkać się krótko po wyborach do Kongresu, w których Partii Demokratycznej wbrew oczekiwaniom udało się zachować kontrolę nad Senatem, oraz po październikowym zjeździe Komunistycznej Partii Chin, gdy Xi skonsolidował władzę. Przywódcy największych mocarstw mieli w związku z tym silny mandat do prowadzenia rozmów i podjęcia próby obniżenia napięć we wzajemnych relacjach. Do ich wzrostu przyczyniły się m.in. niedawne deklaracje Bidena o gotowości USA do obrony Tajwanu w razie agresji oraz chińskie prowokacje na wodach wokół wyspy, które miały miejsce w sierpniu br. Obie strony chciały zaprezentować się jako główne mocarstwa gospodarcze i militarne odpowiedzialne za stabilność porządku międzynarodowego. Spotkanie miało na celu pokazanie zdolności obu rządów do utrzymania dialogu na najwyższym poziomie – nawet w obliczu braku porozumienia w kluczowych kwestiach spornych, takich jak relacje z Tajwanem, rosyjska agresja na Ukrainę czy amerykańskie ograniczenia nałożone na eksport technologii do Chin.

W chińskim oświadczeniu po rozmowie – inaczej niż w amerykańskim – nie znalazła się wspólna deklaracja prezydentów o braku zgody na użycie broni jądrowej na Ukrainie. Wskazuje to, że ChRL, choć przeciwna ewentualnej eskalacji jądrowej, nie chciała zdystansować się od rosyjskiego partnera i pogłębiać jego izolacji. Chiński przywódca miał podkreślić skomplikowany charakter konfliktu, co jest zgodne z dotychczasowym stanowiskiem ChRL. W ocenie Xi kluczowe pozostaje uniknięcie eskalacji i konfrontacji mocarstw. Dlatego wyraził nadzieję na wznowienie negocjacji między Federacją Rosyjską a Ukrainą. W jego ocenie niezbędny jest także wszechstronny dialog z udziałem USA, NATO, UE i Rosji. Takie stanowisko jest dla Rosji sygnałem, że może liczyć na dalsze polityczne poparcie Chin. Może to skutkować przedłużeniem działań wojennych.

Choć spotkanie obniży w pewnym stopniu poziom napięć w relacjach amerykańsko-chińskich, nie doprowadzi do złagodzenia sytuacji w Indo-Pacyfiku. Obie strony powtórzyły swoje stanowisko w sprawie Tajwanu i odmienne podejście do polityki „jednych Chin”. Konkluzje spotkania nie wpłyną też znacząco na wysiłki sił zbrojnych obu państw, które mają na celu wzmacnianie zdolności do prowadzenia działań w obszarze Indo-Pacyfiku. W szczególności dotyczy to USA, które w najnowszej Strategii obrony narodowej wskazują, że rywalizacja z Chinami jest priorytetowym zagadnieniem dla amerykańskiej polityki bezpieczeństwa. Spotkanie na najwyższym szczeblu może jednak prowadzić do uaktywnienia kanałów komunikacji między mocarstwami, a w ten sposób do obniżenia ryzyka przypadkowej eskalacji, np. w sytuacji incydentu militarnego w pobliżu Tajwanu.

Dla administracji Bidena kwestia powstrzymywania politycznych i gospodarczych ambicji Chin pozostaje kluczowym zagadnieniem w polityce zagranicznej, obok wspierania Ukrainy w walce z rosyjską inwazją i działań na rzecz hamowania zmian klimatycznych. Dla prezydenta USA najważniejsze w spotkaniu z Xi było zakomunikowanie przywiązania do takiej polityki oraz podkreślenie ponadpartyjnego konsensusu w USA w kwestii potencjalnej obrony Tajwanu. Amerykański prezydent chciał też ostrzec chińskie władze przed konsekwencjami wojskowego i gospodarczego wspierania działań Rosji przeciwko Ukrainie. Dla polityki wewnętrznej Bidena spotkanie z Xi miało być okazją do zaprezentowania zdecydowanej postawy wobec Chin, ale także gotowości do współpracy w obliczu globalnych wyzwań, takich jak zmiany klimatu. Biden chciał podkreślić, również wobec części polityków swojej partii, że wschodnioazjatycka polityka USA nie ucierpiała na skutek zaangażowania we wspieranie wysiłku zbrojnego Ukrainy i powstrzymywanie Rosji.

Spotkanie na najwyższym szczeblu z prezydentem USA przy okazji szczytu G20 dało okazję do promocji koncyliacyjnego wizerunku ChRL w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Pozwoliło Xi m.in. odnieść się do amerykańskiej narracji o rywalizacji demokracji z autorytaryzmami, wskazując na odmienność ChRL, ale bez antagonizowania wzajemnych relacji. Oprócz deklaracji USA o poszanowaniu interesów ChRL odnośnie do Tajwanu ważne dla Xi było także wznowienie szeregu dialogów sektorowych (np. w sprawie klimatu) czy funkcjonowania dwustronnych grup roboczych. Efektem tego procesu będzie też najpewniej wizyta Sekretarza Stanu USA w Chinach w najbliższym czasie. W optyce Xi finalnym krokiem procesu normalizacji relacji powinno być przynajmniej złagodzenie amerykańskich sankcji przeciwko Chinom, w tym wobec sektora półprzewodników.

pism.pl

Wbrew medialnym doniesieniom, mówiącym o resecie ze Stanami Zjednoczonymi lub dystansowaniu się ChRL od Rosji, tak naprawdę nic się nie zmieniło w polityce zagranicznej Pekinu.

Z Amerykanami w najlepszym razie mamy do czynienie z ustabilizowaniem stosunków, ale nie mowy o resecie ani tym bardziej o powstrzymaniu entropii relacji. W rzeczywistości obydwie strony szukają sposobu na skuteczne zarządzanie rywalizacją, ale nie mają zamiaru z niej rezygnować.

Nie ma też mowy o dystansowaniu się od Moskwy. Wbrew narracji pożytecznych idiotów ChRL wcale nie potępiła Rosji za eskalację gróźb nuklearnych, ale wręcz chwali ją rozsądne podejście, że „wojna nuklearna nie może być prowadzona.” Pekin ma też zamiar pogłębiać współpracę z Moskwą.

Ponownie powtórzę, że zamiast czytać prasowe wynaturzenia „ekspertów” czasami lepiej przeczytać, co mówią wprost sami Chińczycy. Poniżej podaję tłumaczenie chińskiego komunikatu ze spotkania Wang Yi z Sergiejem Ławrowem.

5 listopada 2022 r. czasu lokalnego Wang Yi, członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego KPCh i radca stanu, spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem na marginesie szczytu G20 na Bali z udziałem przewodniczącego Xi Jinping.

Ławrow po raz kolejny serdecznie pogratulował Komunistycznej Partii Chin pomyślnego zakończenia XX Zjazdu, mówiąc, że jednogłośny wybór przewodniczącego Xi Jinpinga na kolejną kadencję jako sekretarza generalnego Komitetu Centralnego KPCh w pełni świadczy o wysokim prestiżu politycznym przewodniczącego Xi Jinpinga oraz wysokim poziomie zaufania i poparcia narodu chińskiego. Strona rosyjska jest gotowa do dalszego utrwalania wraz z Chinami dobrego tempa kontaktów na wysokim szczeblu między dwoma krajami, utrzymania ciągłości wszechstronnego strategicznego partnerstwa współpracy Rosja-Chiny, rozszerzenia praktycznej współpracy między obiema stronami, wzmocnienia współpracy międzynarodowej i uwolnienia pełnego potencjału stosunków Rosja-Chiny.

Wang Yi powiedział, że XX Zjazd Komunistycznej Partii Chin odbył się triumfalnie, co przyciągnęło uwagę narodu i świata. Najważniejszym wynikiem Zjazdu jest wybór nowego kierownicta z Towarzyszem Xi Jinpingiem jako rdzeniem, który w pełni pokazuje serce Partii i narodu. Z sekretarzem generalnym Xi Jinpingiem u steru jako rdzeniem Komitetu Centralnego Partii i rdzeniem Partii jako całości, i z myślą Xi Jinpinga o socjalizmie z chińskimi cechami dla nowej ery wyznaczającą drogę, ogromny statek Chin przetrwa każdą burzę i będzie szedł naprzód w kierunku wyznaczonego celu, aby osiągnąć wielkie odrodzenie narodu chińskiego. Chiny są gotowe do współpracy ze stroną rosyjską w celu koordynacji kontaktów na wysokim szczeblu i wymiany w różnych dziedzinach, pogłębienia praktycznej współpracy i ułatwienia wymiany międzyludzkiej.

Wang Yi podkreślił, że Chiny są gotowe współpracować z Rosją i podobnie myślącymi państwami, aby zdecydowanie promować proces wielobiegunowości na świecie, zdecydowanie wspierać demokratyzację stosunków międzynarodowych i zdecydowanie bronić systemu międzynarodowego, którego rdzeniem jest Organizacja Narodów Zjednoczonych. Obie strony potwierdziły, że będą nadal wzmacniać komunikację i współpracę w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy, BRICS i innych wielostronnych ram.

Obie strony wymieniły poglądy na temat kwestii Ukrainy. Wang Yi powiedział, że „cztery powinności” i „cztery wspólności” przedstawione przez prezydenta Xi Jinpinga są podstawowymi wytycznymi dla Chin w rozwiązywaniu kwestii Ukrainy. Chiny zauważają, że strona rosyjska powtórzyła ostatnio swoje ustalone stanowisko, że wojna nuklearna nie powinna być prowadzona i nie może być prowadzona, co jest racjonalną i odpowiedzialną postawą strony rosyjskiej. Cieszymy się również, że strona rosyjska wypuściła sygnały o [gotowości do] dialogu i zgodziła się na wznowienie realizacji umowy o transporcie żywności przez Morze Czarne. Chiny będą nadal utrzymywać obiektywne i bezstronne stanowisko oraz odgrywać konstruktywną rolę w przekonywaniu do pokoju i promowaniu rozmów. Ławrow powiedział, że strona rosyjska jest zawsze otwarta na negocjacje i dialog.

Obie strony wymieniły również poglądy na temat sytuacji w regionie Azji i Pacyfiku, Półwyspu Koreańskiego, kwestii nuklearnej Iranu i innych zagadnień.

zawielkimmurem.net