sobota, 19 listopada 2022


Źródła "Meduzy" bliskie administracji prezydenckiej w Rosji stwierdziły, że odwrót z Chersonia był "bardzo bolesnym wydarzeniem" dla "rosyjskich elit".

Inny rozmówca — biznesmen z "wewnętrznego kręgu" Władimira Putina, skomentował ten fakt jeszcze dosadniej — Istnieje zrozumienie, że przegraliśmy prawdziwą wojnę. Ludzie zaczynają się zastanawiać, jak żyć, jakie miejsce chcieliby zająć w przyszłości, o jakie stawki chcieliby grać. Z jednej strony pojawią się nastroje rewanżystyczne. Z drugiej strony — żądanie normalizacji i stabilizacji.

Blok polityczny prezydenta jest nieco bardziej optymistyczny. Jeden z rozmówców "Meduzy" powiedział, że Kreml wciąż ma nadzieję, iż konsensus na Zachodzie "załamie się na rzecz Ukrainy" ze względu na zapotrzebowanie na tanią energię.

Oprócz tego Moskwa liczy również na dramatyczną zmianę sytuacji politycznej w Ukrainie i rezygnację Wołodymyra Zełenskiego ze stanowiska. Z czego wynika oczekiwanie na takie wydarzenia? Tego nie wiadomo. Rozmówcy "Meduzy" twierdzą jednak z przekonaniem, że dzięki ogłoszeniu mobilizacji w ciągu kilku miesięcy rosyjska armia osiągnie większą gotowość bojową i będzie w stanie odwrócić sytuację na froncie.

O ile "elity" z Kremla mocno przeżyły odwrót z Chersonia, o tyle — zdaniem rozmówców "Meduzy" — nie wpłynął on znacząco na nastroje większości Rosjan.

— Społeczeństwo prawie tego nie zauważa, nie jest tym zainteresowane. Nie było czasu na propagandowe nagłośnienie aneksji Chersonia. Dzięki Bogu przeszkodziła w tym mobilizacja. Na początku ludzie myśleli, że jest źle, ale teraz okazuje się, że nieszczęście pomogło. Ludziom nie zależało aż tak na Chersoniu i dlatego łatwo przyjmują oficjalne wyjaśnienia, że trzeba było z niego zrezygnować.

Dane z niezależnych badań socjologicznych raczej potwierdzają te tezy.

Wysoki rangą rozmówca "Meduzy" w jednym z regionalnych rządów tłumaczył, że jego region jest "daleko od Chersonia" i ma "własne życie". Lokalni politycy i biznesmeni, z jakimi rozmawiali dziennikarze, nie wierzą jednak, że Kremlowi uda się odwrócić sytuację na swoją korzyść.

Rozmówca w regionalnym biurze "Jednej Rosji" podsumował: — Incydent w Chersoniu jest postrzegany jako hańba i konsekwencja bałaganu w państwie. Podejrzewaliśmy, że tak jest, ale nie, że w aż takim stopniu.

Inny urzędnik wyznał, że w jego kręgu "zaczęło narastać poczucie cudzej wojny".

Podobne nastroje przenikają do administracji prezydenckiej i rządu. Źródła "Meduzy" przyznają, że coraz bardziej niepokoi je "całkowita izolacja najwyższego kierownictwa kraju" w obliczu ciągłych porażek militarnych.

— Nie jesteśmy w nic wtajemniczeni, dużo dowiadujemy się z wiadomości — zarówno ukraińskich, jak i zachodnich. Wygląda to tak, jakbyśmy cały czas szli na ustępstwa i jeszcze próbowali to ukryć — wyjaśnił rozmówcy bliski rządowi, dodając, że "przygnębiające wrażenie" zrobiło też zawieszenie przez Kreml udziału w "umowie zbożowej".

Rozmówca zauważył, że wśród wysokich rangą urzędników coraz bardziej rozsądna wydaje się pozycja przedstawicieli "elity", którzy "nie do końca pasują do operacji specjalnej".

W czasie wojny wśród najwyższych urzędników rosyjskich utworzyła się "partia milczenia" Jej przedstawiciele wolą sumiennie wykonywać niektóre wojenne instrukcje wydawane przez "wyższą kadrę", ale nie obnoszą się z militarystycznymi poglądami. Wśród przedstawicieli tej partii — zdaniem rozmówców "Meduzy" — ma znajdować się m.in. premier Michaił Miszustin i mer Moskwy Siergiej Sobianin.

Mimo rosnącego niezadowolenia rosyjscy urzędnicy i biznesmeni nie zamierzają jednak podejmować żadnych działań przeciwko Putinowi: — Chcę tylko, żeby to wszystko jak najszybciej się skończyło — powiedział jeden z rozmówców.

onet.pl/meduza.io

Strona ukraińska pod wpływem informacji napływających z Polski i USA zaczęła korygować swoje stanowisko odnośnie do eksplozji rakiety w Przewodowie. 16 listopada prezydent Zełenski twierdził, że rakieta nie była ukraińska. Przyznał, że w trybie poufnym kontaktował się w tej sprawie z przywódcami innych państw (w tym z prezydentem RP). Tego samego dnia wieczorem zapewnił, że Ukraina stara się ustalić szczegóły incydentu, zaapelował o włączenie jej ekspertów do prowadzonego śledztwa oraz o dostęp do miejsca zdarzenia i danych, którymi dysponują partnerzy zachodni. 17 listopada Zełenski potwierdził, że ukraińscy eksperci wezmą udział w śledztwie, i podkreślił, że do czasu jego zakończenia nie da się wskazać, jakie rakiety lub ich części spadły na teren Polski. Zastrzegł, że „nie wie dokładnie”, co się stało, ale w jego opinii był to „pocisk rosyjski”. Wyraził wdzięczność dla partnerów Ukrainy, że nie obwiniają jej za tragiczny incydent.

17 listopada ukraiński wywiad wojskowy (HUR) potwierdził, że Białoruś planuje uruchomienie produkcji amunicji artyleryjskiej i do wieloprowadnicowych systemów rakietowych przy wykorzystaniu linii produkcyjnych pozyskanych z Iranu. Władze Białorusi planują też uruchomienie produkcji pocisków kalibru 152 mm i 122 mm oraz osiągnięcie zdolności przejścia na zamknięty cykl produkcji amunicji 220 mm i 300 mm przy wykorzystaniu importowanych podzespołów. Według HUR rozmowy białorusko-irańskie mają się odbyć w dniach 20–23 listopada w Teheranie.

17 listopada prezydent Recep Tayyip Erdoğan poinformował o przedłużeniu umów na wywóz zbóż i innych produktów żywnościowych z portów kompleksu odeskiego o kolejne 120 dni (porozumienia kończą się 19 listopada). Decyzję podjęto w wyniku konsultacji Turcji i ONZ z Rosją i Ukrainą, potwierdził ją sekretarz generalny ONZ. Erdoğan rozmawiał również z Władimirem Putinem o dostawach zboża do krajów afrykańskich. Rosyjski MSZ wydał komunikat o braku sprzeciwu wobec przedłużenia umowy. Podkreślił jednocześnie, że zezwolenie na wywóz artykułów rolnych z Ukrainy wiąże się z wypełnieniem memorandum między Rosją i ONZ o normalizacji warunków wywozu rosyjskiego zboża i nawozów mineralnych. Moskwa zabiega o wznowienie eksportu rosyjskiego amoniaku przez port w Odessie, z kolei Kijów domaga się rozszerzenia listy towarów i portów (m.in. o Mikołajów) mogących korzystać z korytarza zbożowego.

osw.waw.pl

W związku z prowadzoną w Ukrainie wojną wzrastają rosyjskie wydatki zbrojeniowe, które w 2023 r. mają być o ponad 40 proc. wyższe, niż pierwotnie planowano. Te wydatki są w coraz większym stopniu finansowane poprzez emisję długu - powiadomiło w sobotę brytyjskie ministerstwo obrony.

W codziennej aktualizacji wywiadowczej poinformowano, że 16 listopada Rosja przeprowadziła największą w historii emisję długu w ciągu jednego dnia, pozyskując 820 mld rubli (13,6 mld dolarów).

"Jest to ważne dla Rosji, ponieważ emisja długu stanowi kluczowy mechanizm podtrzymywania wydatków na obronę, które znacznie wzrosły od czasu inwazji na Ukrainę. Deklarowane przez Rosję wydatki na obronę narodową na 2023 r. planowane są na około 5 bln rubli (84 mld USD), co stanowi wzrost o ponad 40 proc. w stosunku do wstępnego budżetu na 2023 r., ogłoszonego w 2021 r. Emisja długu jest kosztowna w okresach niepewności" - czytamy komunikacie resortu.

"Wielkość tej aukcji z dużą dozą prawdopodobieństwa wskazuje na to, że rosyjskie ministerstwo finansów postrzega obecne warunki jako względnie korzystne, ale przewiduje coraz bardziej niepewne środowisko fiskalne w przyszłym roku" - oceniło brytyjskie ministerstwo.

(...)

Niezależne rosyjskie media: Liczba więźniów gwałtownie się kurczy, ponieważ więźniowie są rekrutowani do walki w Ukrainie. Liczba rosyjskich więźniów spadła o 23 000 w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, prawdopodobnie z powodu wspieranej przez Kreml prywatnej firmy wojskowej Wagner Group, która prowadzi kampanię rekrutacyjną.

(...)

Jeśli padnie cały system energetyczny Ukrainy, to wg scenariusza optymistycznego jego przywrócenie zajmie 3 dni, a według pesymistycxnego 7-10 dni - mówi A. Charczenko, dyr. Centrum Badań nad Energią. Dodał, że to się nigdy na świecie nie zdarzyło, więc trudno o obiektywne prognozy.

(...)

Świętogórsk. Wolontariusze przywieźli do miasta chleb. Elektryczności i ciepła już dawno nie ma. Ludzie od dawna nie widzieli chleba. 

(...)

Rosyjskie szturmy pod Bachmutem, na wschodzie Ukrainy, trwają przez całą dobę, wróg nieustannie atakuje w dzień i w nocy; sytuacja jest trudna, ale skutecznie się bronimy; cały teren walk został dosłownie usłany ciałami martwych żołnierzy agresora - relacjonował ukraiński oficer Andrij Illienko na antenie telewizji Espreso.

Wojskowy podkreślił, że Bachmut to "ukraińska twierdza", a walki o miasto mogą trwać jeszcze przez długi czas. - Trzymaliśmy się (pod Bachmutem), gdy wyzwalano obwód charkowski, a potem chersoński. Teraz też się trzymamy. Jest to miejsce o ogromnym znaczeniu podczas tej wojny - ocenił oficer.

(...)

Rosja przerzuca spod Chersonia do obwodu ługańskiego resztki swoich najlepszych wojsk, szczególnie jednostki powietrznodesantowe; są to dobrze przygotowani żołnierze, lecz te działania wroga nie wpłyną znacząco na sytuację na froncie - powiadomił lojalny wobec Kijowa szef władz Ługańszczyzny Serhij Hajdaj.

Oddziały rosyjskich spadochroniarzy wyróżniają się tym, że są zaprawione w boju i wciąż zdolne do walki. Te formacje mogą na jakiś czas wyhamować postępy ukraińskich wojsk w obwodzie ługańskim, lecz nie będą w stanie przeprowadzać operacji kontrofensywnych - poinformował Hajdaj na antenie telewizji 1+1.

Szef regionalnych władz zwrócił uwagę na fatalne przygotowanie niedawno zmobilizowanych żołnierzy przeciwnika. - To nawet nie są wojskowi, lecz mięso armatnie rzucone na front. Ci ludzie giną setkami i oddają się dziesiątkami do ukraińskiej niewoli. Nawet w ciągu kilku miesięcy nie da się przygotować cywila do udziału w tak intensywnych walkach, jak ma to miejsce na Ukrainie - ocenił Hajdaj.

onet.pl

Po miesiącach rosyjskiej okupacji na podwórka domów w Chersoniu wyszły dzieci. Z radością i niebiesko-żółtymi flagami zatkniętymi na patykach witają ukraińskich żołnierzy. (...)

„Mój syn nie był na podwórku z osiem miesięcy. Bałam się go wypuszczać. Rosjanie byli nieprzewidywalni, nigdy nie wiedzieliśmy, co im strzeli do głowy” – wyjaśniła jedna z matek, spotkanych z synem w centrum miasta.

Na widok ukraińskich samochodów wojskowych dwóch chłopców przed blokiem energicznie salutuje i wykrzykuje „Sława Ukrainie!”. Jeden z nich trzyma w ręku plastikowy, niebieski karabin. „Jesteśmy kozakami” - mówi dziewięcioletni Sasza. „Jesteśmy ukraińskimi kozakami i pilnujemy tu Ukrainy!” – rezolutnie dodaje jego kolega, Artem.

Rozmowie przysłuchuje się 14-letni Wład. Oparty o ścianę łuska w zębach pestki słonecznika, wypluwając łupinki na asfalt. Pytany, jak wyglądało życie podczas okupacji odpowiada, że niedużo widział, bo wiele czasu spędził w schronie.

„Uciekaliśmy tam z rodzicami za każdym razem, kiedy na miasto leciały bomby. Schron był w piwnicy. Czasem siedzieliśmy w niej po kilka dni. Raz nawet chyba cały tydzień. Było nudno, ale rodzice zabraniali nam wychodzić” – mówi.

W trakcie okupacji Rosjanie wzywali rodziców, by posyłali dzieci do rosyjskiej szkoły, ale rodzice chłopaka na to nie pozwolili. Dlatego uczył się zdalnie w domu, u nauczycieli, którzy nie przeszli na stronę wroga.

„Rodzice nie chcieli mnie puścić do rosyjskiej szkoły. Mieliśmy lekcje online z naszymi starymi, ukraińskimi nauczycielami” – opowiada Wład.

Dwie ośmiolatki, Weronika i Ala, chodziły do rosyjskiej szkoły. „Rodzice mówili, że dla nas jest to bardziej bezpieczne” – mówi mniejsza Ala.

„Ja wolę jednak szkołę ukraińską. Nie podobało mi się w rosyjskiej, bo nic nie rozumiałam, a w ukraińskiej szkole rozumiałam wszystko i bardzo lubię swoją nauczycielkę” – zapewnia Weronika, która w rozmowie używała języka ukraińskiego.

Ala odpowiada na pytania po rosyjsku. Mimo to dziewczynka deklaruje, że nie czuła się swojsko w szkole, prowadzonej przez Rosjan.

„Mi także bardziej podobała się ukraińska szkoła, bo rozumiem język, a w rosyjskiej dużo nie rozumiałam. Oni mają nawet inne litery! Wcześniej ich nie znałam” – wyznaje. 11-letni Wołodymyr pyta dziennikarzy, czy mają jakieś wojskowe naszywki. Jest trochę rozczarowany, kiedy słyszy, że może dostać tylko cukierki, jednak chętnie je przyjmuje. Opowiada, że przez wojnę stracił najlepszego przyjaciela.

„Jak przyszli Rosjanie, to mój najlepszy przyjaciel, który był najlepszy, jeszcze przed wojną spytał, czy jestem za Rosją. Odpowiedziałem mu, że nie, że jestem za Ukrainą. I tak przestałem się z nim kolegować. Ja jestem Ukraińcem, a nie jakimś Rosjaninem! Już się nawet nie witamy” – mówi.

„Rosjanie to złodzieje. Ich armia kradnie i wynosi z domu sedesy. Z naszymi, ukraińskimi żołnierzami, jest lepiej, a Chersoń to Ukraina!” – wykrzykuje na pożegnanie Wołodymyr.

onet.pl

piątek, 18 listopada 2022


Negocjacje nie mogą zakończyć rosyjskiej wojny z Ukrainą; mogą ją tylko wstrzymać. Ponowna rosyjska inwazja w lutym 2022 r., po ośmiu latach śmiercionośnego „zawieszenia broni”, po pierwszym rosyjskim najeździe w 2014 r. pokazuje, że rosyjski prezydent Władimir Putin nie spocznie, dopóki nie podbije Kijowa. Opór Ukrainy wobec inwazji w tym roku dowodzi, że Ukraińcy łatwo się nie poddadzą. Konflikt jest nierozwiązywalny, dopóki na Kremlu rządzi putinizm. Negocjacje nie zmienią tej rzeczywistości. Mogą jedynie stworzyć warunki, w których Putin lub następca Putina będzie rozważał ponowny atak na niepodległość Ukrainy. Zanim będziemy naciskać na Ukrainę, by poprosiła Rosję o rozmowy, musimy przeanalizować warunki, jakie Ukraina może zaproponować Rosji, niebezpieczeństwa związane z oferowaniem takich warunków i, co ważniejsze, prawdopodobieństwo, że Putin je zaakceptuje.

Kiedy Putin ponownie najechał Ukrainę w lutym, miał już Krym oraz część Doniecka i Ługańska, i nikt realnie nie zamierzał mu ich odebrać. To mu nie wystarczało. Proponowanie mu powrotu do sytuacji, która jest dla niego tak niezadowalająca, że rozpoczął masową inwazję w celu jej zmiany, nie jest ratowaniem twarzy. Wyobraź sobie Putina siedzącego na jednym końcu długiego stołu i dumnie ogłaszającego narodowi rosyjskiemu, że kosztem ponad 100.000 zabitych i rannych Rosjan oraz dziewięciu miesięcy lub więcej dewastacji gospodarczej zapewnił sobie… prawie dokładnie to, co miał wcześniej. Nie. Robiąc to, Putin nie ratuje twarzy. Prawdopodobnie zaakceptowałby taki wynik, gdyby wymagały tego militarne realia sytuacji, ale nigdy nie uzna tego za atrakcyjną odskocznię.

Aby Putin mógł w jakikolwiek szczery sposób usprawiedliwić przyjęcie czegoś mniej niż jego maksymalistyczne cele, musiałby wykazać się ogromnymi zdobyczami – zdobyczami mierzonymi w dziesiątkach tysięcy kilometrów kwadratowych nowego terytorium Ukrainy na stałe przyłączonego do Rosji. Nie jest jasne, czy zaakceptowałby nawet to jako podstawę trwałego pokoju. Ale Zachód musi być uczciwy wobec siebie i swoich obywateli, a także wobec Ukraińców. Ceną za „postawienie Putina przy stole” z liniami frontu w konfiguracji zbliżonej do tej, w której się teraz znajdują, najprawdopodobniej będzie obiecanie mu ogromnych połaci ukraińskiej ziemi, a nie drobne zmiany w języku dyplomatycznym wokół tego co już, jak pokazał, uznał za niewystarczające. 

Istotne jest również przypomnienie, że nigdy nie ustała wymiana ognia podczas tzw. „zawieszenia broni” w latach 2014-2022. Siły rosyjskie przez cały ten okres dokonywały nieustannych ataków militarnych na pozycje ukraińskie, a Putin wykorzystywał rosyjską obecność wojskową na Ukrainie jako dźwignię do wywierania nacisku na Kijów, by żądać dodatkowych ustępstw i wbijać kliny w ukraińską politykę i społeczeństwo oraz między Ukrainę a Zachód. 

Dyskusje na temat celowości prowadzenia przez Ukrainę negocjacji z pozycji siły, podczas gdy jej siły wygrywają, opierają się na błędnym założeniu. Ukraina wyzwoliła prawie połowę ziemi, którą Rosja przejęła od czasu wznowienia inwazji w lutym 2022 r., co oznacza, że Rosja nadal ma ponad połowę terytorium, które nielegalnie okupuje. Ukraina ma impet w tym konflikcie, ale jeszcze nie ma przewagi. Jej pozycja negocjacyjna jest silniejsza niż wtedy, gdy siły rosyjskie nacierały na dodatkowe krytyczne miasta i regiony, ale nie jest jeszcze wystarczająco silna, aby stworzyć dobre warunki do negocjacji.

Zwolennicy rozmów muszą mieć jasność co do jeszcze jednej kluczowej kwestii – negocjacje na tym etapie konfliktu nie doprowadzą do dodatkowych rosyjskich ustępstw terytorialnych. Putin zapowiedział formalne przyłączenie do Rosji dużych obszarów Ukrainy, których nie kontroluje. Może zgodzić się na zawieszenie broni, które nieformalnie zgadza się, że Ukraina może mieć te regiony, ale nie zgodzi się na takie, które wymaga od niego dobrowolnego wycofania się z ziem, które, jak twierdzi, są teraz częścią Rosji. Nie na tym etapie wojny, kiedy przybywają rosyjskie posiłki, a Zachód zbliża się do mroźnej zimy, która, jak ma nadzieję Putin, złamie jego wolę dalszego wspierania Ukrainy. Działania Putina pokazują, że nie wierzy jeszcze, że przegrał tę wojnę, że ją przegra, a nawet, że walką nie będzie w stanie zdobyć więcej ziemi. Siły rosyjskie nawet teraz skłaniają się do wznowienia ofensywy w obwodzie donieckim. W tych warunkach Putin nie zgodzi się na ustępstwo, które wyda mu się całkowicie upokarzające, polegające na wycofaniu zapowiadanych aneksji czy wycofaniu wojsk z terenów, które obecnie kontrolują. Zawieszenie broni teraz zamrozi linie tam gdzie są, w najlepszym razie.

Ta uwaga jest niezwykle ważna, ponieważ siły Putina nadal zajmują strategicznie ważne obszary, nawet po sukcesach Ukrainy w zachodnim Chersoniu. Rosja nadal kontroluje Zaporoską Elektrownię Jądrową – największą w Europie i główne źródło ukraińskiej energii oraz rosnące zagrożenie dla środowiska w nieodpowiedzialnych rękach Rosjan. Nadal kontroluje ważny węzeł komunikacyjny Melitopola, miasta leżącego na ważnych liniach komunikacyjnych z Rosji na wschodzie do dolnego Dniepru na zachodzie i od kontrolowanego przez Ukraińców obwodu zaporoskiego na północy po Krym na południu. Jeśli Rosja zatrzyma Melitopol, zbuduje z niego potężną wysuniętą bazę, z której będzie mogła przeprowadzać przyszłe inwazje w celu zajęcia krytycznych ukraińskich miast Zaporoża i Dniepru i być może ponownego przekroczenia samego Dniepru, aby narazić całą Ukrainę na niebezpieczeństwo. Obecne linie pozostawiają prawie cały ukraiński przemysł wydobywczy i przetwórczy w rosyjskich rękach. Przemysł ten, skoncentrowany na wschodzie wokół miast Donieck i Ługańsk z ważnymi połączeniami transportowymi i przetwórczymi przez Mariupol, stanowił znaczną część ukraińskiej gospodarki sprzed 2014 roku. Przekazanie ich Rosji grozi uczynieniem z Ukrainy trwałego gospodarczego dłużnika, zależnego od społeczności międzynarodowej w zakresie długoterminowej pomocy. To nie są tylko różne terytoria ukraińskie gdzieś na wschodzie.

Co więcej, nawet przyznanie tych ziem nie zakończyłoby wojny. Putin nie napadł na Ukrainę, aby zdobyć terytorium. Najechał, ponieważ odrzuca ideę niezależnego państwa ukraińskiego i ukraińskiej narodowości. Zaatakował, ponieważ nie chce tolerować rządu w Kijowie, który de facto nie znajduje się pod rosyjską kontrolą. Wbudował te idee głęboko w swoją ideologię i nie usunie ich. Putin nigdy nie przestanie próbować odzyskać kontrolę nad Ukrainą w taki czy inny sposób. Ani Ukraina, ani Zachód nie są w stanie zmienić ambicji Putina – muszą więc stworzyć rzeczywistość, w której nawet sam Putin zrozumie, że nie wolno mu ścigać ich wojną, i w której nie ma możliwości kontynuowania walki, nawet gdyby chciał.

Jak może powstać taka rzeczywistość? Zachód powinien pomóc Ukrainie wyzwolić obszary, które są strategicznie ważne dla jej bezpieczeństwa i dobrobytu gospodarczego, a następnie zbudować ukraińską armię i gospodarkę do poziomu, który odstraszy przyszłe inwazje rosyjskie. Moskwa będzie nadal poszukiwać środków innych niż inwazja, aby osłabić prozachodnie rządy Ukrainy i zmusić Ukraińców do zrzeczenia się niepodległości. Sukces Ukrainy i Zachodu polega na przekształceniu tej gorącej wojny w zimną wojnę na warunkach, które pozostawiają Ukrainie wystarczająco silną, by przetrwać i ostatecznie ją wygrać. 

Zwolennicy negocjacji mogą teraz twierdzić, że właśnie to robią. Ale źle ocenili swój moment. Zamrożenie konfliktu w miejscu, w którym się obecnie znajduje, wcześniej zaprasza do ponownej rosyjskiej inwazji i poważnie podważa zdolność Ukrainy do zwycięstwa zarówno w odnowionej gorącej wojnie, jak i w nowej zimnej wojnie. 

Pozwolenie Rosji na zachowanie niektórych lub wszystkich obszarów, które obecnie posiada, skazuje (...) miliony Ukraińców na trwające starania Kremla o ich rusyfikację; identyfikację, tortury i zabijanie ludzi, którzy nadal są lojalni wobec Kijowa; porywanie ukraińskich dzieci i ich przymusowe adoptacje do rosyjskich rodzin; i kontynuowanie kampanii czystek etnicznych, którą prowadzi Putin, aby wyeliminować ukraińską tożsamość narodową, gdzie tylko się da.

Obecnych linii nie da się zatem ani obronić, ani zaakceptować. Ukraina musi iść naprzód, a Zachód musi pomóc Kijowowi w stworzeniu warunków na ziemi, które są trwałe w perspektywie długoterminowej. Ukraina musi najpierw ustalić fakty militarne na podstawie tego, co jest jej potrzebne do przetrwania, a dopiero potem, przy wsparciu swoich partnerów, zwrócić się do Rosji o skodyfikowanie tych faktów w umowie dyplomatycznej.

understandingwar.org

czwartek, 17 listopada 2022


Biden i Xi mieli okazję spotkać się krótko po wyborach do Kongresu, w których Partii Demokratycznej wbrew oczekiwaniom udało się zachować kontrolę nad Senatem, oraz po październikowym zjeździe Komunistycznej Partii Chin, gdy Xi skonsolidował władzę. Przywódcy największych mocarstw mieli w związku z tym silny mandat do prowadzenia rozmów i podjęcia próby obniżenia napięć we wzajemnych relacjach. Do ich wzrostu przyczyniły się m.in. niedawne deklaracje Bidena o gotowości USA do obrony Tajwanu w razie agresji oraz chińskie prowokacje na wodach wokół wyspy, które miały miejsce w sierpniu br. Obie strony chciały zaprezentować się jako główne mocarstwa gospodarcze i militarne odpowiedzialne za stabilność porządku międzynarodowego. Spotkanie miało na celu pokazanie zdolności obu rządów do utrzymania dialogu na najwyższym poziomie – nawet w obliczu braku porozumienia w kluczowych kwestiach spornych, takich jak relacje z Tajwanem, rosyjska agresja na Ukrainę czy amerykańskie ograniczenia nałożone na eksport technologii do Chin.

W chińskim oświadczeniu po rozmowie – inaczej niż w amerykańskim – nie znalazła się wspólna deklaracja prezydentów o braku zgody na użycie broni jądrowej na Ukrainie. Wskazuje to, że ChRL, choć przeciwna ewentualnej eskalacji jądrowej, nie chciała zdystansować się od rosyjskiego partnera i pogłębiać jego izolacji. Chiński przywódca miał podkreślić skomplikowany charakter konfliktu, co jest zgodne z dotychczasowym stanowiskiem ChRL. W ocenie Xi kluczowe pozostaje uniknięcie eskalacji i konfrontacji mocarstw. Dlatego wyraził nadzieję na wznowienie negocjacji między Federacją Rosyjską a Ukrainą. W jego ocenie niezbędny jest także wszechstronny dialog z udziałem USA, NATO, UE i Rosji. Takie stanowisko jest dla Rosji sygnałem, że może liczyć na dalsze polityczne poparcie Chin. Może to skutkować przedłużeniem działań wojennych.

Choć spotkanie obniży w pewnym stopniu poziom napięć w relacjach amerykańsko-chińskich, nie doprowadzi do złagodzenia sytuacji w Indo-Pacyfiku. Obie strony powtórzyły swoje stanowisko w sprawie Tajwanu i odmienne podejście do polityki „jednych Chin”. Konkluzje spotkania nie wpłyną też znacząco na wysiłki sił zbrojnych obu państw, które mają na celu wzmacnianie zdolności do prowadzenia działań w obszarze Indo-Pacyfiku. W szczególności dotyczy to USA, które w najnowszej Strategii obrony narodowej wskazują, że rywalizacja z Chinami jest priorytetowym zagadnieniem dla amerykańskiej polityki bezpieczeństwa. Spotkanie na najwyższym szczeblu może jednak prowadzić do uaktywnienia kanałów komunikacji między mocarstwami, a w ten sposób do obniżenia ryzyka przypadkowej eskalacji, np. w sytuacji incydentu militarnego w pobliżu Tajwanu.

Dla administracji Bidena kwestia powstrzymywania politycznych i gospodarczych ambicji Chin pozostaje kluczowym zagadnieniem w polityce zagranicznej, obok wspierania Ukrainy w walce z rosyjską inwazją i działań na rzecz hamowania zmian klimatycznych. Dla prezydenta USA najważniejsze w spotkaniu z Xi było zakomunikowanie przywiązania do takiej polityki oraz podkreślenie ponadpartyjnego konsensusu w USA w kwestii potencjalnej obrony Tajwanu. Amerykański prezydent chciał też ostrzec chińskie władze przed konsekwencjami wojskowego i gospodarczego wspierania działań Rosji przeciwko Ukrainie. Dla polityki wewnętrznej Bidena spotkanie z Xi miało być okazją do zaprezentowania zdecydowanej postawy wobec Chin, ale także gotowości do współpracy w obliczu globalnych wyzwań, takich jak zmiany klimatu. Biden chciał podkreślić, również wobec części polityków swojej partii, że wschodnioazjatycka polityka USA nie ucierpiała na skutek zaangażowania we wspieranie wysiłku zbrojnego Ukrainy i powstrzymywanie Rosji.

Spotkanie na najwyższym szczeblu z prezydentem USA przy okazji szczytu G20 dało okazję do promocji koncyliacyjnego wizerunku ChRL w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Pozwoliło Xi m.in. odnieść się do amerykańskiej narracji o rywalizacji demokracji z autorytaryzmami, wskazując na odmienność ChRL, ale bez antagonizowania wzajemnych relacji. Oprócz deklaracji USA o poszanowaniu interesów ChRL odnośnie do Tajwanu ważne dla Xi było także wznowienie szeregu dialogów sektorowych (np. w sprawie klimatu) czy funkcjonowania dwustronnych grup roboczych. Efektem tego procesu będzie też najpewniej wizyta Sekretarza Stanu USA w Chinach w najbliższym czasie. W optyce Xi finalnym krokiem procesu normalizacji relacji powinno być przynajmniej złagodzenie amerykańskich sankcji przeciwko Chinom, w tym wobec sektora półprzewodników.

pism.pl

Wbrew medialnym doniesieniom, mówiącym o resecie ze Stanami Zjednoczonymi lub dystansowaniu się ChRL od Rosji, tak naprawdę nic się nie zmieniło w polityce zagranicznej Pekinu.

Z Amerykanami w najlepszym razie mamy do czynienie z ustabilizowaniem stosunków, ale nie mowy o resecie ani tym bardziej o powstrzymaniu entropii relacji. W rzeczywistości obydwie strony szukają sposobu na skuteczne zarządzanie rywalizacją, ale nie mają zamiaru z niej rezygnować.

Nie ma też mowy o dystansowaniu się od Moskwy. Wbrew narracji pożytecznych idiotów ChRL wcale nie potępiła Rosji za eskalację gróźb nuklearnych, ale wręcz chwali ją rozsądne podejście, że „wojna nuklearna nie może być prowadzona.” Pekin ma też zamiar pogłębiać współpracę z Moskwą.

Ponownie powtórzę, że zamiast czytać prasowe wynaturzenia „ekspertów” czasami lepiej przeczytać, co mówią wprost sami Chińczycy. Poniżej podaję tłumaczenie chińskiego komunikatu ze spotkania Wang Yi z Sergiejem Ławrowem.

5 listopada 2022 r. czasu lokalnego Wang Yi, członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego KPCh i radca stanu, spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem na marginesie szczytu G20 na Bali z udziałem przewodniczącego Xi Jinping.

Ławrow po raz kolejny serdecznie pogratulował Komunistycznej Partii Chin pomyślnego zakończenia XX Zjazdu, mówiąc, że jednogłośny wybór przewodniczącego Xi Jinpinga na kolejną kadencję jako sekretarza generalnego Komitetu Centralnego KPCh w pełni świadczy o wysokim prestiżu politycznym przewodniczącego Xi Jinpinga oraz wysokim poziomie zaufania i poparcia narodu chińskiego. Strona rosyjska jest gotowa do dalszego utrwalania wraz z Chinami dobrego tempa kontaktów na wysokim szczeblu między dwoma krajami, utrzymania ciągłości wszechstronnego strategicznego partnerstwa współpracy Rosja-Chiny, rozszerzenia praktycznej współpracy między obiema stronami, wzmocnienia współpracy międzynarodowej i uwolnienia pełnego potencjału stosunków Rosja-Chiny.

Wang Yi powiedział, że XX Zjazd Komunistycznej Partii Chin odbył się triumfalnie, co przyciągnęło uwagę narodu i świata. Najważniejszym wynikiem Zjazdu jest wybór nowego kierownicta z Towarzyszem Xi Jinpingiem jako rdzeniem, który w pełni pokazuje serce Partii i narodu. Z sekretarzem generalnym Xi Jinpingiem u steru jako rdzeniem Komitetu Centralnego Partii i rdzeniem Partii jako całości, i z myślą Xi Jinpinga o socjalizmie z chińskimi cechami dla nowej ery wyznaczającą drogę, ogromny statek Chin przetrwa każdą burzę i będzie szedł naprzód w kierunku wyznaczonego celu, aby osiągnąć wielkie odrodzenie narodu chińskiego. Chiny są gotowe do współpracy ze stroną rosyjską w celu koordynacji kontaktów na wysokim szczeblu i wymiany w różnych dziedzinach, pogłębienia praktycznej współpracy i ułatwienia wymiany międzyludzkiej.

Wang Yi podkreślił, że Chiny są gotowe współpracować z Rosją i podobnie myślącymi państwami, aby zdecydowanie promować proces wielobiegunowości na świecie, zdecydowanie wspierać demokratyzację stosunków międzynarodowych i zdecydowanie bronić systemu międzynarodowego, którego rdzeniem jest Organizacja Narodów Zjednoczonych. Obie strony potwierdziły, że będą nadal wzmacniać komunikację i współpracę w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy, BRICS i innych wielostronnych ram.

Obie strony wymieniły poglądy na temat kwestii Ukrainy. Wang Yi powiedział, że „cztery powinności” i „cztery wspólności” przedstawione przez prezydenta Xi Jinpinga są podstawowymi wytycznymi dla Chin w rozwiązywaniu kwestii Ukrainy. Chiny zauważają, że strona rosyjska powtórzyła ostatnio swoje ustalone stanowisko, że wojna nuklearna nie powinna być prowadzona i nie może być prowadzona, co jest racjonalną i odpowiedzialną postawą strony rosyjskiej. Cieszymy się również, że strona rosyjska wypuściła sygnały o [gotowości do] dialogu i zgodziła się na wznowienie realizacji umowy o transporcie żywności przez Morze Czarne. Chiny będą nadal utrzymywać obiektywne i bezstronne stanowisko oraz odgrywać konstruktywną rolę w przekonywaniu do pokoju i promowaniu rozmów. Ławrow powiedział, że strona rosyjska jest zawsze otwarta na negocjacje i dialog.

Obie strony wymieniły również poglądy na temat sytuacji w regionie Azji i Pacyfiku, Półwyspu Koreańskiego, kwestii nuklearnej Iranu i innych zagadnień.

zawielkimmurem.net

Pod naciskiem administracji USA, Izrael niedawno zgodził się sfinansować „materiały strategiczne” warte miliony dolarów, aby wesprzeć ukraiński wysiłek wojenny.

Haaretz dowiedział się od trzech wysokich europejskich urzędników dyplomatycznych, że Stany Zjednoczone zwróciły się kilka tygodni temu do izraelskiego rządu i nakłoniły go do współpracy z NATO i Zachodem w walce z Rosją i prezydentem Władimirem Putinem.

Amerykanie chcieli, aby Izrael dostarczył Ukrainie baterie przeciwlotnicze, powiedzieli europejscy urzędnicy. Jednak po rozmowach między dwoma rządami i naradach przywódców Izraela i establishmentu bezpieczeństwa uzgodniono zamiast tego sfinansowanie materiałów strategicznych.

Premier Yair Lapid i minister obrony Benny Gantz zaaprobowali tę decyzję. Biuro Lapida i Ministerstwo Obrony odmówiły komentarza w tej sprawie.

Płatność o wartości kilku milionów dolarów została przekazana państwu członkowskiemu NATO, które jest głęboko zaangażowane w dostawy sprzętu wojskowego na Ukrainę. To państwo członkowskie zakupiło materiały strategiczne i wysłało je na Ukrainę.

Źródła, które wypowiedziały się pod warunkiem zachowania anonimowości, zażądały również, aby materiały strategiczne nie były szczegółowo identyfikowane. Ich natura jest znana Haaretzowi.

Ponadto Haaretz dowiedział się, że Ministerstwo Obrony ostatnio złagodziło swoje wytyczne i zgodziło się, aby członkowie NATO, tacy jak Wielka Brytania, mogli dostarczać Ukrainie systemy uzbrojenia zawierające komponenty izraelskie, takie jak systemy elektrooptyczne i systemy kierowania ogniem.

Źródła amerykańskie ujawniły wcześniej, że Izrael pomagał Ukrainie sprzętem wywiadowczym i know-how. Jednak ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow zaprzeczył temu w zeszłym miesiącu w wywiadzie dla Haaretz .

Izrael poprosił wszystkie strony zaangażowane w umowę o materiały strategiczne, aby nie ujawniały tego publicznie, aby nie rozgniewać Putina.

Te ostatnie wydarzenia sugerują, że pod rządami Lapida Izrael nieco odszedł od początkowej reakcji zaplanowanej przez ówczesnego premiera Naftalego Bennetta i ministra obrony Gantza, by „siedzieć na płocie”.

Bennett był pierwszym międzynarodowym przywódcą, który odwiedził Putina w Moskwie po wybuchu wojny w lutym. On i Gantz byli pomysłodawcami pierwotnej izraelskiej decyzji o nieudzielaniu żadnej pomocy, w tym pomocy humanitarnej, rządowi Zełenskiego w Kijowie. Dopiero w marcu, w obliczu presji międzynarodowej i izraelskiej opinii publicznej, rząd zgodził się na zaopatrzenie Ukrainy w kamizelki kuloodporne i hełmy dla pracowników pomocy humanitarnej na Ukrainie, ale nie dla jej sił bezpieczeństwa.

Izrael sfinansował również później i rozmieścił szpital polowy na granicy między Ukrainą a Polską. Zachodni przywódcy oskarżyli izraelskich polityków o bezczynność wobec ukraińskiej tragedii.

Pozornym katalizatorem zmian w rządzie Lapidów była decyzja Iranu o uzbrojeniu Rosji w drony . Reznikow powiedział, że Iran sprzedał Moskwie co najmniej 300 dronów, których celem są cywile i kluczowe obiekty infrastruktury na Ukrainie.

Decyzja o zapłaceniu za materiały strategiczne była jednorazową umową, powiedzieli europejscy urzędnicy, i teraz nowy rząd kierowany przez Benjamina Netanjahu będzie musiał zdecydować, czy kontynuować to porozumienie.

Podczas swojej kampanii wyborczej Netanjahu wygłaszał sprzeczne uwagi na temat kryzysu na Ukrainie. W jednym z wywiadów powiedział, że rozważy uzbrojenie Ukrainy w baterie przeciwlotnicze. Jednak w innym pochwalił rząd Bennetta-Lapida za powstrzymanie się od tego.

Wysiłki Izraela, by zachować neutralność w wojnie ukraińsko-rosyjskiej, są wspierane przez jego szefów bezpieczeństwa, w tym odchodzącego szefa sztabu Sił Obronnych Izraela, generała broni Aviva Kochavi. Izrael wyraził zaniepokojenie, że wszelkie dostawy wojskowe przekazane Ukrainie, nawet sprzęt obronny, rozgniewałyby Putina i że następnie zemściłby się, ograniczając swobodę działania Izraela w atakowaniu irańskich celów w Syrii. Jak dotąd Putin i jego wojsko przymykali oczy na naloty przypisywane Izraelowi, a nawet milcząco zachęcali Izrael do działania według własnego uznania.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i minister obrony Reznikow wielokrotnie krytykowali Izrael za jego „quasi-neutralność” w wojnie i prosili go o przynajmniej dostarczenie systemów obrony powietrznej, takich jak Iron Dome, David's Sling, Spyder i Barak.

W odpowiedzi na tę historię rzecznik izraelskiego MSZ unikał odpowiedzi na konkretne pytania dotyczące materiałów strategicznych. Zamiast tego wydał obszerne oświadczenie, w którym zauważył, że ministerstwo prowadzi „szeroko zakrojoną i bezprecedensową pomoc humanitarną w odpowiedzi na pilne potrzeby Ukrainy”. Obejmują one szpital polowy opiekujący się uchodźcami, lokalne dostawy energii za pośrednictwem gigantycznych generatorów, ponad półtora miliona pojemników na wodę, systemy oczyszczania wody, setki tysięcy paczek z żywnością i nie tylko”.

haaretz.com

Rosyjska przestrzeń informacyjna w dużej mierze śledziła oficjalne kremlowskie sformułowanie ataku rakietowego na terytorium Polski jako zachodnią prowokację. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) stwierdziło 16 listopada, że ​​wypowiedzi ukraińskich i innych zagranicznych urzędników na temat rosyjskich rakiet w związku z atakiem na terytorium Polski stanowią „celową prowokację mającą na celu eskalację sytuacji”. Przewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew oskarżył Zachód o zbliżenie się do wojny światowej poprzez przeprowadzenie hybrydowego ataku na Rosję po uderzeniu na terytorium Polski. Rosyjscy blogerzy szeroko oskarżali zachodnich i ukraińskich urzędników o próby fałszywego obwiniania Rosji za strajk w celu usprawiedliwienia zwiększonego wsparcia dla Ukrainy i dalszej eskalacji w Europie Wschodniej. Niektóre rosyjskie źródła twierdziły również, że ukraińscy i zachodni urzędnicy próbowali wykorzystać ten incydent, aby albo wywrzeć presję na Rosję, aby zakończyła skoordynowaną kampanię rakietową przeciwko ukraińskiej infrastrukturze krytycznej, albo uzasadnić wysłanie „lepszej” obrony przeciwlotniczej na Ukrainę. Poparcia rosyjskich blogerów dla kremlowskiego ujęcia strajku jako zachodniej prowokacji można się spodziewać po rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, która szeroko postrzega konflikt na Ukrainie jako zachodnią operację mającą na celu degradację Rosji jako regionalnej i globalnej potęgi.

Finansista Wagnera, Jewgienij Prigożyn, nadal ugruntowuje swoją pozycję centralnej postaci w prowojennej społeczności ultranacjonalistów, prawdopodobnie dążąc do ambitnych celów politycznych. Rosyjskie media opozycyjne Meduza poinformowały 16 listopada, że ​​dwa źródła zbliżone do Kremla podały, iż Prigożyn myśli o stworzeniu „ruchu konserwatywnego”, który może stać się partią polityczną. Źródła Meduzy podały, że Prigożyn rozpoczął kampanię informacyjną o nieustannej antyelitarnej retoryce, wzorowaną na kampanii w mediach społecznościowych uwięzionego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego przeciwko rosyjskiej korupcji, ale z zupełnie innym skutkiem. Meduzy źródła podały, że Prigożyn zamierza jednocześnie wykorzystać antyelitarną kampanię w mediach społecznościowych, aby przedstawiać się jako postać populistyczna, jednocześnie wkradając się w przychylność prezydenta Rosji Władimira Putina poprzez zastraszanie elit, które mogą być postrzegane jako niewystarczająco lojalne wobec Putina. ISW wcześniej donosiło, że Prigożyn próbuje odwołać się do kręgów wyborczych w Rosji, które są zarówno zainteresowane rzekomą wyższością narodową Rosji i sowiecką siłą brutalizmu, jak i sprzeciwiają się korupcji rosyjskich elit. Prigożyn wcześniej zaprzeczał, jakoby próbował kreować się na polityka lub zamierzał stworzyć partię lub ruch polityczny. ISW informowało wcześniej, że Prigożyn dąży również do stworzenia równoległych struktur wojskowych, aby zwiększyć swoje wpływy w ultranacjonalistycznej prowojennej społeczności. Przedstawiciel Głównego Zarządu Wywiadu Wojskowego Ukrainy (GUR) Andrij Czerniak poinformował 15 listopada, że ​​Prigożyn początkowo rozpoczął budowę równoległych struktur wojskowych w celu stłumienia potencjalnych powstań w Rosji, ale wykorzystał zapotrzebowanie Kremla na bardziej wydajne siły w rosyjskiej kampanii ofensywnej na Ukrainie. ISW wcześniej oceniało, że osobista armia Prigożyna służy przede wszystkim jego osobistym celom politycznym, a w drugiej kolejności rosyjskim wysiłkom wojennym na Ukrainie. Prigożyn prawdopodobnie będzie kontynuował wysiłki na rzecz ustanowienia równoległych struktur wojskowych i stworzenia antyelitarnej kampanii, aby umocnić się jako centralna postać ultranacjonalistycznego, prowojennego ruchu politycznego w Rosji. 

understandingwar.org

środa, 16 listopada 2022


W pobliżu Zamościa znajduje się stacja radiolokacyjna wyposażona w tzw. trójwspółrzędny radar dalekiego zasięgu typu Backbone. Urządzenie to przeznaczone jest do kontroli obszaru powietrznego. Radar umożliwia wykrywanie obiektów powietrznych, określanie ich współrzędnych (azymut, odległość, wysokość), identyfikację "swój – obcy".

— Radary typu Backbone to polsko-NATO-wska konstrukcja. Stoją one na ścianie wschodniej i patrzą na wschód — mówi gen. Tomasz Drewniak, były dowódca sił powietrznych.

To właśnie jeden z tych radarów, dokładnie ten znajdujący się niedaleko Zamościa, jak twierdzą nasi rozmówcy, we wtorek wieczorem wykrył rakietę lecącą z terytorium Ukrainy w stronę powiatu hrubieszowskiego.

Tomasz Szatkowski, polski ambasador przy NATO, przyznał dziś publicznie, że systemy radiolokacyjne sojuszu minuta po minucie śledziły lot rakiety, która spadła w Przewodowie, zabijając dwie osoby. "To robiło wrażenie" — powiedział. Dodał jednak, że "są również środki tego typu, które polska udostępnia sojuszowi".

Informacje z polskich systemów radiolokacyjnych w czasie rzeczywistym zostały przesłane do Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, odpowiedzialnego za dowodzenie siłami zbrojnymi. Równocześnie, jak informowała stacja CNN, spłynęły tam też dane z NATO-wskiego samolotu wczesnego ostrzegania AWACS, który patrolował strefę powietrzną wokół wschodniej granicy Sojuszu.

Na podstawie tych danych wojskowi eksperci niemal od razu ocenili, że w Przewodowie spadła ukraińska rakieta przeciwlotnicza S-300. Jest to system rakiet ziemia-powietrze przeznaczony do zwalczania celów powietrznych (samolotów, śmigłowców, dronów) oraz taktycznych rakietowych pocisków balistycznych.

Rakieta ta miała zwalczać rosyjskie pociski podczas środowego zmasowanego ataku na infrastrukturę cywilną na całym terytorium Ukrainy. Z nieznanych jednak powodów pocisk ukraiński nie trafił w cel i już w powietrzu zmienił trajektorię lotu.

— To widzieliśmy na radarach. Te dane trzeba było jednak jeszcze potwierdzić. Dlatego na miejsce został wysłany zespół ekspertów wojskowych, składający się głównie z przeciwlotników — mówi nasz rozmówca, zastrzegając swoją anonimowość.

Gen. Tomasz Drewniak nie ma wątpliwości, że polskie stacje radiolokacyjne wykryły rakietę, która spadała w Przewodowie. Dodał jednak, że wojsko nie miało ani czasu, ani możliwości, aby zareagować. — Nie ma takiego systemu obrony powietrznej, w żadnym zresztą państwie na świecie, który ochroniłby całą granicę — podkreśla były dowódca sił powietrznych.

Dziś przyznał to także ambasador Szatkowski. "W Przewodowie miał miejsce nieprzewidziany incydent i nie było możliwości skutecznego przeciwdziałania" — podkreślił.

Dlaczego? — To nie był problem świadomości sytuacyjnej. Nad Polską latają samoloty rozpoznania radioelektronicznego NATO, mamy też własne systemy. Moim zdaniem wiedzieliśmy, że ten pocisk spadnie na naszym terytorium — mówi Mariusz Cielma, redaktor naczelny miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa". Jego zdaniem zabrakło jednak sprzętu, by go strącić, czasu, a także warunków prawnych do podjęcia takiej decyzji.

— Jeśli to był ukraiński pocisk, to nie leciał przez całą Ukrainę. Został odpalony w pobliżu, a należy pamiętać, że pociski przeciwlotnicze są dużo szybsze niż pociski manewrujące. Poruszają się z prędkością kilku tysięcy kilometrów na godzinę, żeby dogonić wrogi cel. Czasu na reakcję było więc niewiele. Po drugie, żeby zareagować, to cały obieg informacji musiałby się zamknąć, kiedy pocisk był jeszcze nad Ukrainą — wyjaśnia Mariusz Cielma. Zdaniem redaktora naczelnego "Nowej Techniki Wojskowej" byłoby to po prostu niewykonalne.

Podobnego zdania jest też gen. Drewniak. — Nie bardzo dałoby się ten pocisk zestrzelić, ponieważ musielibyśmy mieć na granicy ustawione rakiety w gotowości do startu. Dziś, jeśli chodzi o obronę powietrzną, mamy tylko starą Newę i praktycznie na tym koniec. Natomiast amerykański system Patriot dopiero do wojska wchodzi — wyjaśnia były dowódca polskiego lotnictwa wojskowego.

Polska obrona powietrzna składa się dziś właściwie tylko z zestawów Newa, produkcji radzieckiej. Pierwsze dotarły do Polski w 1969 r. W latach 90. wojsko je modernizowało. Są to systemy rakietowe średniego zasięgu do obrony obiektów i terytorium kraju. Zestaw może strzelać rakietami typu 5W27U i D. Ich zasięg wynosi 25 km, natomiast pułap 18 km.

— Newa może zestrzeliłaby taki pocisk, jaki spadł w Przewodowie, ale nie da się ukryć, że są to zestawy, które zostały wprowadzone do wojska w latach 60. i 70. Potem były modernizowane, ale nie sama rakieta — mówi Mariusz Cielma.

— Przejęliśmy kilka tygodni temu pierwszą baterię Patriot czy pierwszą brytyjską jednostkę ogniową CAMM, ale to nie są jeszcze systemy operacyjne. Jesteśmy na etapie uczenia się ich, integracji. Można powiedzieć, że nasza obrona powietrzna na dziś jest skromna i ciągle przestarzała — podkreśla redaktor naczelny "Nowej Techniki Wojskowej".

onet.pl

Siły rosyjskie przeprowadziły największy atak rakietowy na ukraińską infrastrukturę krytyczną od początku wojny. Rzecznik Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy Jurij Ignat poinformował 15 listopada, że siły rosyjskie wystrzeliły około 100 pocisków manewrujących Kh-101 i Kh-555 na cele na Ukrainie, głównie na ukraińskie obiekty infrastruktury krytycznej. Ukraiński Sztab Generalny poinformował również, że siły rosyjskie zaatakowały ukraińską infrastrukturę za pomocą dziesięciu dronów. Źródła ukraińskie i rosyjskie podały, że siły rosyjskie uderzyły w cele w Kijowie, a także w obwodach rówieńskim, żytomierskim, lwowskim, chmielnickim, dnipropietrowskim, połtawskim, winnickim, odeskim, kirowohradzkim, czerkaskim, wołyńskim i charkowskim.

Rosyjskie wojsko prawdopodobnie wykorzystało znaczną część pozostałych precyzyjnych systemów uzbrojenia w skoordynowanych atakach rakietowych 15 listopada. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że 15 listopada ukraińska obrona powietrzna zestrzeliła 73 rosyjskie pociski manewrujące i wszystkie drony. Ukraińska obrona powietrzna zestrzeliła wcześniej 43 z 84 pocisków manewrujących i 13 z 24 dronów podczas skoordynowanych rosyjskich ataków rakietowych 10 października. Zwiększony odsetek zestrzeleń na Ukrainie ilustruje poprawę ukraińskiej obrony powietrznej w ostatnim miesiącu, a ukraiński Sztab Generalny przypisał tę poprawę skuteczności systemom obrony powietrznej dostarczanym przez Zachód. ISW ocenia również, że siły rosyjskie znacznie wyczerpują swoje zapasy precyzyjnych systemów uzbrojenia i prawdopodobnie będą musiały zwolnić tempo swojej kampanii przeciwko krytycznej ukraińskiej infrastrukturze. Uszkodzenia infrastruktury energetycznej Ukrainy raczej nie złamią ducha Ukraińców, biorąc pod uwagę poprawiającą się obronę powietrzną Ukrainy i niedawne zwycięstwa naziemne w obwodzie chersońskim.

(...)

Kreml przygotował dzisiejszą masową kampanię rakietową, zanim prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przedstawił swoją 10-punktową propozycję pokojową na szczycie G20 15 listopada. Zełenski powtórzył, że Ukraina będzie negocjować z Rosją, jeśli Kreml całkowicie wycofa swoje siły z Ukrainy, przywróci integralność terytorialną Ukrainy i zapewni kary za zbrodnie wojenne, a także inne przepisy dotyczące bezpieczeństwa nuklearnego, energetycznego i żywnościowego. Kreml prawdopodobnie celowo zaplanował zmasowany atak rakietowy na Ukrainę w oczekiwaniu na przemówienie Zełenskiego na szczycie G20, biorąc pod uwagę, że wielokierunkowa kampania rakietowa wymaga znacznego przygotowania wojskowego. Rosyjska prowojenna społeczność na Telegramie twierdziła, że Kreml zemścił się za „rusofobiczne” wypowiedzi Zełenskiego wkrótce po jego przemówieniu, ale niemożność przeprowadzenia tak masowego ataku w krótkim czasie podkreśla brak zainteresowania Kremla przygotowaniem gruntu pod negocjacje z Ukrainą.

Oficjalna narracja Kremla dotycząca szczytu G20 dodatkowo potwierdza brak zainteresowania Rosji perspektywą negocjacji pokojowych z Ukrainą. Na szczycie nie pojawił się prezydent Rosji Władimir Putin, który zamiast tego podpisał liczne dekrety nadające honorowe tytuły okupowanym przez Rosję ukraińskim miastom. Rzecznik Putina Dmitrij Pieskow i minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow powiedzieli, że Rosja będzie kontynuowała „specjalną operację wojskową” na Ukrainie, zarzucając Zełenskiemu niechęć do negocjacji z Rosją. Ławrow nazwał warunki Ukrainy „nierealistycznymi i nieodpowiednimi”, co było powtarzającym się stanowiskiem Kremla przez całą wojnę. Pieskow zaznaczył również, że Rosja nadal będzie traktować wyzwolone miasto Chersoń jako stolicę okupowanego przez Rosję obwodu chersońskiego,

understandingwar.org