piątek, 18 listopada 2022


Negocjacje nie mogą zakończyć rosyjskiej wojny z Ukrainą; mogą ją tylko wstrzymać. Ponowna rosyjska inwazja w lutym 2022 r., po ośmiu latach śmiercionośnego „zawieszenia broni”, po pierwszym rosyjskim najeździe w 2014 r. pokazuje, że rosyjski prezydent Władimir Putin nie spocznie, dopóki nie podbije Kijowa. Opór Ukrainy wobec inwazji w tym roku dowodzi, że Ukraińcy łatwo się nie poddadzą. Konflikt jest nierozwiązywalny, dopóki na Kremlu rządzi putinizm. Negocjacje nie zmienią tej rzeczywistości. Mogą jedynie stworzyć warunki, w których Putin lub następca Putina będzie rozważał ponowny atak na niepodległość Ukrainy. Zanim będziemy naciskać na Ukrainę, by poprosiła Rosję o rozmowy, musimy przeanalizować warunki, jakie Ukraina może zaproponować Rosji, niebezpieczeństwa związane z oferowaniem takich warunków i, co ważniejsze, prawdopodobieństwo, że Putin je zaakceptuje.

Kiedy Putin ponownie najechał Ukrainę w lutym, miał już Krym oraz część Doniecka i Ługańska, i nikt realnie nie zamierzał mu ich odebrać. To mu nie wystarczało. Proponowanie mu powrotu do sytuacji, która jest dla niego tak niezadowalająca, że rozpoczął masową inwazję w celu jej zmiany, nie jest ratowaniem twarzy. Wyobraź sobie Putina siedzącego na jednym końcu długiego stołu i dumnie ogłaszającego narodowi rosyjskiemu, że kosztem ponad 100.000 zabitych i rannych Rosjan oraz dziewięciu miesięcy lub więcej dewastacji gospodarczej zapewnił sobie… prawie dokładnie to, co miał wcześniej. Nie. Robiąc to, Putin nie ratuje twarzy. Prawdopodobnie zaakceptowałby taki wynik, gdyby wymagały tego militarne realia sytuacji, ale nigdy nie uzna tego za atrakcyjną odskocznię.

Aby Putin mógł w jakikolwiek szczery sposób usprawiedliwić przyjęcie czegoś mniej niż jego maksymalistyczne cele, musiałby wykazać się ogromnymi zdobyczami – zdobyczami mierzonymi w dziesiątkach tysięcy kilometrów kwadratowych nowego terytorium Ukrainy na stałe przyłączonego do Rosji. Nie jest jasne, czy zaakceptowałby nawet to jako podstawę trwałego pokoju. Ale Zachód musi być uczciwy wobec siebie i swoich obywateli, a także wobec Ukraińców. Ceną za „postawienie Putina przy stole” z liniami frontu w konfiguracji zbliżonej do tej, w której się teraz znajdują, najprawdopodobniej będzie obiecanie mu ogromnych połaci ukraińskiej ziemi, a nie drobne zmiany w języku dyplomatycznym wokół tego co już, jak pokazał, uznał za niewystarczające. 

Istotne jest również przypomnienie, że nigdy nie ustała wymiana ognia podczas tzw. „zawieszenia broni” w latach 2014-2022. Siły rosyjskie przez cały ten okres dokonywały nieustannych ataków militarnych na pozycje ukraińskie, a Putin wykorzystywał rosyjską obecność wojskową na Ukrainie jako dźwignię do wywierania nacisku na Kijów, by żądać dodatkowych ustępstw i wbijać kliny w ukraińską politykę i społeczeństwo oraz między Ukrainę a Zachód. 

Dyskusje na temat celowości prowadzenia przez Ukrainę negocjacji z pozycji siły, podczas gdy jej siły wygrywają, opierają się na błędnym założeniu. Ukraina wyzwoliła prawie połowę ziemi, którą Rosja przejęła od czasu wznowienia inwazji w lutym 2022 r., co oznacza, że Rosja nadal ma ponad połowę terytorium, które nielegalnie okupuje. Ukraina ma impet w tym konflikcie, ale jeszcze nie ma przewagi. Jej pozycja negocjacyjna jest silniejsza niż wtedy, gdy siły rosyjskie nacierały na dodatkowe krytyczne miasta i regiony, ale nie jest jeszcze wystarczająco silna, aby stworzyć dobre warunki do negocjacji.

Zwolennicy rozmów muszą mieć jasność co do jeszcze jednej kluczowej kwestii – negocjacje na tym etapie konfliktu nie doprowadzą do dodatkowych rosyjskich ustępstw terytorialnych. Putin zapowiedział formalne przyłączenie do Rosji dużych obszarów Ukrainy, których nie kontroluje. Może zgodzić się na zawieszenie broni, które nieformalnie zgadza się, że Ukraina może mieć te regiony, ale nie zgodzi się na takie, które wymaga od niego dobrowolnego wycofania się z ziem, które, jak twierdzi, są teraz częścią Rosji. Nie na tym etapie wojny, kiedy przybywają rosyjskie posiłki, a Zachód zbliża się do mroźnej zimy, która, jak ma nadzieję Putin, złamie jego wolę dalszego wspierania Ukrainy. Działania Putina pokazują, że nie wierzy jeszcze, że przegrał tę wojnę, że ją przegra, a nawet, że walką nie będzie w stanie zdobyć więcej ziemi. Siły rosyjskie nawet teraz skłaniają się do wznowienia ofensywy w obwodzie donieckim. W tych warunkach Putin nie zgodzi się na ustępstwo, które wyda mu się całkowicie upokarzające, polegające na wycofaniu zapowiadanych aneksji czy wycofaniu wojsk z terenów, które obecnie kontrolują. Zawieszenie broni teraz zamrozi linie tam gdzie są, w najlepszym razie.

Ta uwaga jest niezwykle ważna, ponieważ siły Putina nadal zajmują strategicznie ważne obszary, nawet po sukcesach Ukrainy w zachodnim Chersoniu. Rosja nadal kontroluje Zaporoską Elektrownię Jądrową – największą w Europie i główne źródło ukraińskiej energii oraz rosnące zagrożenie dla środowiska w nieodpowiedzialnych rękach Rosjan. Nadal kontroluje ważny węzeł komunikacyjny Melitopola, miasta leżącego na ważnych liniach komunikacyjnych z Rosji na wschodzie do dolnego Dniepru na zachodzie i od kontrolowanego przez Ukraińców obwodu zaporoskiego na północy po Krym na południu. Jeśli Rosja zatrzyma Melitopol, zbuduje z niego potężną wysuniętą bazę, z której będzie mogła przeprowadzać przyszłe inwazje w celu zajęcia krytycznych ukraińskich miast Zaporoża i Dniepru i być może ponownego przekroczenia samego Dniepru, aby narazić całą Ukrainę na niebezpieczeństwo. Obecne linie pozostawiają prawie cały ukraiński przemysł wydobywczy i przetwórczy w rosyjskich rękach. Przemysł ten, skoncentrowany na wschodzie wokół miast Donieck i Ługańsk z ważnymi połączeniami transportowymi i przetwórczymi przez Mariupol, stanowił znaczną część ukraińskiej gospodarki sprzed 2014 roku. Przekazanie ich Rosji grozi uczynieniem z Ukrainy trwałego gospodarczego dłużnika, zależnego od społeczności międzynarodowej w zakresie długoterminowej pomocy. To nie są tylko różne terytoria ukraińskie gdzieś na wschodzie.

Co więcej, nawet przyznanie tych ziem nie zakończyłoby wojny. Putin nie napadł na Ukrainę, aby zdobyć terytorium. Najechał, ponieważ odrzuca ideę niezależnego państwa ukraińskiego i ukraińskiej narodowości. Zaatakował, ponieważ nie chce tolerować rządu w Kijowie, który de facto nie znajduje się pod rosyjską kontrolą. Wbudował te idee głęboko w swoją ideologię i nie usunie ich. Putin nigdy nie przestanie próbować odzyskać kontrolę nad Ukrainą w taki czy inny sposób. Ani Ukraina, ani Zachód nie są w stanie zmienić ambicji Putina – muszą więc stworzyć rzeczywistość, w której nawet sam Putin zrozumie, że nie wolno mu ścigać ich wojną, i w której nie ma możliwości kontynuowania walki, nawet gdyby chciał.

Jak może powstać taka rzeczywistość? Zachód powinien pomóc Ukrainie wyzwolić obszary, które są strategicznie ważne dla jej bezpieczeństwa i dobrobytu gospodarczego, a następnie zbudować ukraińską armię i gospodarkę do poziomu, który odstraszy przyszłe inwazje rosyjskie. Moskwa będzie nadal poszukiwać środków innych niż inwazja, aby osłabić prozachodnie rządy Ukrainy i zmusić Ukraińców do zrzeczenia się niepodległości. Sukces Ukrainy i Zachodu polega na przekształceniu tej gorącej wojny w zimną wojnę na warunkach, które pozostawiają Ukrainie wystarczająco silną, by przetrwać i ostatecznie ją wygrać. 

Zwolennicy negocjacji mogą teraz twierdzić, że właśnie to robią. Ale źle ocenili swój moment. Zamrożenie konfliktu w miejscu, w którym się obecnie znajduje, wcześniej zaprasza do ponownej rosyjskiej inwazji i poważnie podważa zdolność Ukrainy do zwycięstwa zarówno w odnowionej gorącej wojnie, jak i w nowej zimnej wojnie. 

Pozwolenie Rosji na zachowanie niektórych lub wszystkich obszarów, które obecnie posiada, skazuje (...) miliony Ukraińców na trwające starania Kremla o ich rusyfikację; identyfikację, tortury i zabijanie ludzi, którzy nadal są lojalni wobec Kijowa; porywanie ukraińskich dzieci i ich przymusowe adoptacje do rosyjskich rodzin; i kontynuowanie kampanii czystek etnicznych, którą prowadzi Putin, aby wyeliminować ukraińską tożsamość narodową, gdzie tylko się da.

Obecnych linii nie da się zatem ani obronić, ani zaakceptować. Ukraina musi iść naprzód, a Zachód musi pomóc Kijowowi w stworzeniu warunków na ziemi, które są trwałe w perspektywie długoterminowej. Ukraina musi najpierw ustalić fakty militarne na podstawie tego, co jest jej potrzebne do przetrwania, a dopiero potem, przy wsparciu swoich partnerów, zwrócić się do Rosji o skodyfikowanie tych faktów w umowie dyplomatycznej.

understandingwar.org

czwartek, 17 listopada 2022


Biden i Xi mieli okazję spotkać się krótko po wyborach do Kongresu, w których Partii Demokratycznej wbrew oczekiwaniom udało się zachować kontrolę nad Senatem, oraz po październikowym zjeździe Komunistycznej Partii Chin, gdy Xi skonsolidował władzę. Przywódcy największych mocarstw mieli w związku z tym silny mandat do prowadzenia rozmów i podjęcia próby obniżenia napięć we wzajemnych relacjach. Do ich wzrostu przyczyniły się m.in. niedawne deklaracje Bidena o gotowości USA do obrony Tajwanu w razie agresji oraz chińskie prowokacje na wodach wokół wyspy, które miały miejsce w sierpniu br. Obie strony chciały zaprezentować się jako główne mocarstwa gospodarcze i militarne odpowiedzialne za stabilność porządku międzynarodowego. Spotkanie miało na celu pokazanie zdolności obu rządów do utrzymania dialogu na najwyższym poziomie – nawet w obliczu braku porozumienia w kluczowych kwestiach spornych, takich jak relacje z Tajwanem, rosyjska agresja na Ukrainę czy amerykańskie ograniczenia nałożone na eksport technologii do Chin.

W chińskim oświadczeniu po rozmowie – inaczej niż w amerykańskim – nie znalazła się wspólna deklaracja prezydentów o braku zgody na użycie broni jądrowej na Ukrainie. Wskazuje to, że ChRL, choć przeciwna ewentualnej eskalacji jądrowej, nie chciała zdystansować się od rosyjskiego partnera i pogłębiać jego izolacji. Chiński przywódca miał podkreślić skomplikowany charakter konfliktu, co jest zgodne z dotychczasowym stanowiskiem ChRL. W ocenie Xi kluczowe pozostaje uniknięcie eskalacji i konfrontacji mocarstw. Dlatego wyraził nadzieję na wznowienie negocjacji między Federacją Rosyjską a Ukrainą. W jego ocenie niezbędny jest także wszechstronny dialog z udziałem USA, NATO, UE i Rosji. Takie stanowisko jest dla Rosji sygnałem, że może liczyć na dalsze polityczne poparcie Chin. Może to skutkować przedłużeniem działań wojennych.

Choć spotkanie obniży w pewnym stopniu poziom napięć w relacjach amerykańsko-chińskich, nie doprowadzi do złagodzenia sytuacji w Indo-Pacyfiku. Obie strony powtórzyły swoje stanowisko w sprawie Tajwanu i odmienne podejście do polityki „jednych Chin”. Konkluzje spotkania nie wpłyną też znacząco na wysiłki sił zbrojnych obu państw, które mają na celu wzmacnianie zdolności do prowadzenia działań w obszarze Indo-Pacyfiku. W szczególności dotyczy to USA, które w najnowszej Strategii obrony narodowej wskazują, że rywalizacja z Chinami jest priorytetowym zagadnieniem dla amerykańskiej polityki bezpieczeństwa. Spotkanie na najwyższym szczeblu może jednak prowadzić do uaktywnienia kanałów komunikacji między mocarstwami, a w ten sposób do obniżenia ryzyka przypadkowej eskalacji, np. w sytuacji incydentu militarnego w pobliżu Tajwanu.

Dla administracji Bidena kwestia powstrzymywania politycznych i gospodarczych ambicji Chin pozostaje kluczowym zagadnieniem w polityce zagranicznej, obok wspierania Ukrainy w walce z rosyjską inwazją i działań na rzecz hamowania zmian klimatycznych. Dla prezydenta USA najważniejsze w spotkaniu z Xi było zakomunikowanie przywiązania do takiej polityki oraz podkreślenie ponadpartyjnego konsensusu w USA w kwestii potencjalnej obrony Tajwanu. Amerykański prezydent chciał też ostrzec chińskie władze przed konsekwencjami wojskowego i gospodarczego wspierania działań Rosji przeciwko Ukrainie. Dla polityki wewnętrznej Bidena spotkanie z Xi miało być okazją do zaprezentowania zdecydowanej postawy wobec Chin, ale także gotowości do współpracy w obliczu globalnych wyzwań, takich jak zmiany klimatu. Biden chciał podkreślić, również wobec części polityków swojej partii, że wschodnioazjatycka polityka USA nie ucierpiała na skutek zaangażowania we wspieranie wysiłku zbrojnego Ukrainy i powstrzymywanie Rosji.

Spotkanie na najwyższym szczeblu z prezydentem USA przy okazji szczytu G20 dało okazję do promocji koncyliacyjnego wizerunku ChRL w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Pozwoliło Xi m.in. odnieść się do amerykańskiej narracji o rywalizacji demokracji z autorytaryzmami, wskazując na odmienność ChRL, ale bez antagonizowania wzajemnych relacji. Oprócz deklaracji USA o poszanowaniu interesów ChRL odnośnie do Tajwanu ważne dla Xi było także wznowienie szeregu dialogów sektorowych (np. w sprawie klimatu) czy funkcjonowania dwustronnych grup roboczych. Efektem tego procesu będzie też najpewniej wizyta Sekretarza Stanu USA w Chinach w najbliższym czasie. W optyce Xi finalnym krokiem procesu normalizacji relacji powinno być przynajmniej złagodzenie amerykańskich sankcji przeciwko Chinom, w tym wobec sektora półprzewodników.

pism.pl

Wbrew medialnym doniesieniom, mówiącym o resecie ze Stanami Zjednoczonymi lub dystansowaniu się ChRL od Rosji, tak naprawdę nic się nie zmieniło w polityce zagranicznej Pekinu.

Z Amerykanami w najlepszym razie mamy do czynienie z ustabilizowaniem stosunków, ale nie mowy o resecie ani tym bardziej o powstrzymaniu entropii relacji. W rzeczywistości obydwie strony szukają sposobu na skuteczne zarządzanie rywalizacją, ale nie mają zamiaru z niej rezygnować.

Nie ma też mowy o dystansowaniu się od Moskwy. Wbrew narracji pożytecznych idiotów ChRL wcale nie potępiła Rosji za eskalację gróźb nuklearnych, ale wręcz chwali ją rozsądne podejście, że „wojna nuklearna nie może być prowadzona.” Pekin ma też zamiar pogłębiać współpracę z Moskwą.

Ponownie powtórzę, że zamiast czytać prasowe wynaturzenia „ekspertów” czasami lepiej przeczytać, co mówią wprost sami Chińczycy. Poniżej podaję tłumaczenie chińskiego komunikatu ze spotkania Wang Yi z Sergiejem Ławrowem.

5 listopada 2022 r. czasu lokalnego Wang Yi, członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego KPCh i radca stanu, spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem na marginesie szczytu G20 na Bali z udziałem przewodniczącego Xi Jinping.

Ławrow po raz kolejny serdecznie pogratulował Komunistycznej Partii Chin pomyślnego zakończenia XX Zjazdu, mówiąc, że jednogłośny wybór przewodniczącego Xi Jinpinga na kolejną kadencję jako sekretarza generalnego Komitetu Centralnego KPCh w pełni świadczy o wysokim prestiżu politycznym przewodniczącego Xi Jinpinga oraz wysokim poziomie zaufania i poparcia narodu chińskiego. Strona rosyjska jest gotowa do dalszego utrwalania wraz z Chinami dobrego tempa kontaktów na wysokim szczeblu między dwoma krajami, utrzymania ciągłości wszechstronnego strategicznego partnerstwa współpracy Rosja-Chiny, rozszerzenia praktycznej współpracy między obiema stronami, wzmocnienia współpracy międzynarodowej i uwolnienia pełnego potencjału stosunków Rosja-Chiny.

Wang Yi powiedział, że XX Zjazd Komunistycznej Partii Chin odbył się triumfalnie, co przyciągnęło uwagę narodu i świata. Najważniejszym wynikiem Zjazdu jest wybór nowego kierownicta z Towarzyszem Xi Jinpingiem jako rdzeniem, który w pełni pokazuje serce Partii i narodu. Z sekretarzem generalnym Xi Jinpingiem u steru jako rdzeniem Komitetu Centralnego Partii i rdzeniem Partii jako całości, i z myślą Xi Jinpinga o socjalizmie z chińskimi cechami dla nowej ery wyznaczającą drogę, ogromny statek Chin przetrwa każdą burzę i będzie szedł naprzód w kierunku wyznaczonego celu, aby osiągnąć wielkie odrodzenie narodu chińskiego. Chiny są gotowe do współpracy ze stroną rosyjską w celu koordynacji kontaktów na wysokim szczeblu i wymiany w różnych dziedzinach, pogłębienia praktycznej współpracy i ułatwienia wymiany międzyludzkiej.

Wang Yi podkreślił, że Chiny są gotowe współpracować z Rosją i podobnie myślącymi państwami, aby zdecydowanie promować proces wielobiegunowości na świecie, zdecydowanie wspierać demokratyzację stosunków międzynarodowych i zdecydowanie bronić systemu międzynarodowego, którego rdzeniem jest Organizacja Narodów Zjednoczonych. Obie strony potwierdziły, że będą nadal wzmacniać komunikację i współpracę w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy, BRICS i innych wielostronnych ram.

Obie strony wymieniły poglądy na temat kwestii Ukrainy. Wang Yi powiedział, że „cztery powinności” i „cztery wspólności” przedstawione przez prezydenta Xi Jinpinga są podstawowymi wytycznymi dla Chin w rozwiązywaniu kwestii Ukrainy. Chiny zauważają, że strona rosyjska powtórzyła ostatnio swoje ustalone stanowisko, że wojna nuklearna nie powinna być prowadzona i nie może być prowadzona, co jest racjonalną i odpowiedzialną postawą strony rosyjskiej. Cieszymy się również, że strona rosyjska wypuściła sygnały o [gotowości do] dialogu i zgodziła się na wznowienie realizacji umowy o transporcie żywności przez Morze Czarne. Chiny będą nadal utrzymywać obiektywne i bezstronne stanowisko oraz odgrywać konstruktywną rolę w przekonywaniu do pokoju i promowaniu rozmów. Ławrow powiedział, że strona rosyjska jest zawsze otwarta na negocjacje i dialog.

Obie strony wymieniły również poglądy na temat sytuacji w regionie Azji i Pacyfiku, Półwyspu Koreańskiego, kwestii nuklearnej Iranu i innych zagadnień.

zawielkimmurem.net

Pod naciskiem administracji USA, Izrael niedawno zgodził się sfinansować „materiały strategiczne” warte miliony dolarów, aby wesprzeć ukraiński wysiłek wojenny.

Haaretz dowiedział się od trzech wysokich europejskich urzędników dyplomatycznych, że Stany Zjednoczone zwróciły się kilka tygodni temu do izraelskiego rządu i nakłoniły go do współpracy z NATO i Zachodem w walce z Rosją i prezydentem Władimirem Putinem.

Amerykanie chcieli, aby Izrael dostarczył Ukrainie baterie przeciwlotnicze, powiedzieli europejscy urzędnicy. Jednak po rozmowach między dwoma rządami i naradach przywódców Izraela i establishmentu bezpieczeństwa uzgodniono zamiast tego sfinansowanie materiałów strategicznych.

Premier Yair Lapid i minister obrony Benny Gantz zaaprobowali tę decyzję. Biuro Lapida i Ministerstwo Obrony odmówiły komentarza w tej sprawie.

Płatność o wartości kilku milionów dolarów została przekazana państwu członkowskiemu NATO, które jest głęboko zaangażowane w dostawy sprzętu wojskowego na Ukrainę. To państwo członkowskie zakupiło materiały strategiczne i wysłało je na Ukrainę.

Źródła, które wypowiedziały się pod warunkiem zachowania anonimowości, zażądały również, aby materiały strategiczne nie były szczegółowo identyfikowane. Ich natura jest znana Haaretzowi.

Ponadto Haaretz dowiedział się, że Ministerstwo Obrony ostatnio złagodziło swoje wytyczne i zgodziło się, aby członkowie NATO, tacy jak Wielka Brytania, mogli dostarczać Ukrainie systemy uzbrojenia zawierające komponenty izraelskie, takie jak systemy elektrooptyczne i systemy kierowania ogniem.

Źródła amerykańskie ujawniły wcześniej, że Izrael pomagał Ukrainie sprzętem wywiadowczym i know-how. Jednak ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow zaprzeczył temu w zeszłym miesiącu w wywiadzie dla Haaretz .

Izrael poprosił wszystkie strony zaangażowane w umowę o materiały strategiczne, aby nie ujawniały tego publicznie, aby nie rozgniewać Putina.

Te ostatnie wydarzenia sugerują, że pod rządami Lapida Izrael nieco odszedł od początkowej reakcji zaplanowanej przez ówczesnego premiera Naftalego Bennetta i ministra obrony Gantza, by „siedzieć na płocie”.

Bennett był pierwszym międzynarodowym przywódcą, który odwiedził Putina w Moskwie po wybuchu wojny w lutym. On i Gantz byli pomysłodawcami pierwotnej izraelskiej decyzji o nieudzielaniu żadnej pomocy, w tym pomocy humanitarnej, rządowi Zełenskiego w Kijowie. Dopiero w marcu, w obliczu presji międzynarodowej i izraelskiej opinii publicznej, rząd zgodził się na zaopatrzenie Ukrainy w kamizelki kuloodporne i hełmy dla pracowników pomocy humanitarnej na Ukrainie, ale nie dla jej sił bezpieczeństwa.

Izrael sfinansował również później i rozmieścił szpital polowy na granicy między Ukrainą a Polską. Zachodni przywódcy oskarżyli izraelskich polityków o bezczynność wobec ukraińskiej tragedii.

Pozornym katalizatorem zmian w rządzie Lapidów była decyzja Iranu o uzbrojeniu Rosji w drony . Reznikow powiedział, że Iran sprzedał Moskwie co najmniej 300 dronów, których celem są cywile i kluczowe obiekty infrastruktury na Ukrainie.

Decyzja o zapłaceniu za materiały strategiczne była jednorazową umową, powiedzieli europejscy urzędnicy, i teraz nowy rząd kierowany przez Benjamina Netanjahu będzie musiał zdecydować, czy kontynuować to porozumienie.

Podczas swojej kampanii wyborczej Netanjahu wygłaszał sprzeczne uwagi na temat kryzysu na Ukrainie. W jednym z wywiadów powiedział, że rozważy uzbrojenie Ukrainy w baterie przeciwlotnicze. Jednak w innym pochwalił rząd Bennetta-Lapida za powstrzymanie się od tego.

Wysiłki Izraela, by zachować neutralność w wojnie ukraińsko-rosyjskiej, są wspierane przez jego szefów bezpieczeństwa, w tym odchodzącego szefa sztabu Sił Obronnych Izraela, generała broni Aviva Kochavi. Izrael wyraził zaniepokojenie, że wszelkie dostawy wojskowe przekazane Ukrainie, nawet sprzęt obronny, rozgniewałyby Putina i że następnie zemściłby się, ograniczając swobodę działania Izraela w atakowaniu irańskich celów w Syrii. Jak dotąd Putin i jego wojsko przymykali oczy na naloty przypisywane Izraelowi, a nawet milcząco zachęcali Izrael do działania według własnego uznania.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i minister obrony Reznikow wielokrotnie krytykowali Izrael za jego „quasi-neutralność” w wojnie i prosili go o przynajmniej dostarczenie systemów obrony powietrznej, takich jak Iron Dome, David's Sling, Spyder i Barak.

W odpowiedzi na tę historię rzecznik izraelskiego MSZ unikał odpowiedzi na konkretne pytania dotyczące materiałów strategicznych. Zamiast tego wydał obszerne oświadczenie, w którym zauważył, że ministerstwo prowadzi „szeroko zakrojoną i bezprecedensową pomoc humanitarną w odpowiedzi na pilne potrzeby Ukrainy”. Obejmują one szpital polowy opiekujący się uchodźcami, lokalne dostawy energii za pośrednictwem gigantycznych generatorów, ponad półtora miliona pojemników na wodę, systemy oczyszczania wody, setki tysięcy paczek z żywnością i nie tylko”.

haaretz.com

Rosyjska przestrzeń informacyjna w dużej mierze śledziła oficjalne kremlowskie sformułowanie ataku rakietowego na terytorium Polski jako zachodnią prowokację. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) stwierdziło 16 listopada, że ​​wypowiedzi ukraińskich i innych zagranicznych urzędników na temat rosyjskich rakiet w związku z atakiem na terytorium Polski stanowią „celową prowokację mającą na celu eskalację sytuacji”. Przewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew oskarżył Zachód o zbliżenie się do wojny światowej poprzez przeprowadzenie hybrydowego ataku na Rosję po uderzeniu na terytorium Polski. Rosyjscy blogerzy szeroko oskarżali zachodnich i ukraińskich urzędników o próby fałszywego obwiniania Rosji za strajk w celu usprawiedliwienia zwiększonego wsparcia dla Ukrainy i dalszej eskalacji w Europie Wschodniej. Niektóre rosyjskie źródła twierdziły również, że ukraińscy i zachodni urzędnicy próbowali wykorzystać ten incydent, aby albo wywrzeć presję na Rosję, aby zakończyła skoordynowaną kampanię rakietową przeciwko ukraińskiej infrastrukturze krytycznej, albo uzasadnić wysłanie „lepszej” obrony przeciwlotniczej na Ukrainę. Poparcia rosyjskich blogerów dla kremlowskiego ujęcia strajku jako zachodniej prowokacji można się spodziewać po rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, która szeroko postrzega konflikt na Ukrainie jako zachodnią operację mającą na celu degradację Rosji jako regionalnej i globalnej potęgi.

Finansista Wagnera, Jewgienij Prigożyn, nadal ugruntowuje swoją pozycję centralnej postaci w prowojennej społeczności ultranacjonalistów, prawdopodobnie dążąc do ambitnych celów politycznych. Rosyjskie media opozycyjne Meduza poinformowały 16 listopada, że ​​dwa źródła zbliżone do Kremla podały, iż Prigożyn myśli o stworzeniu „ruchu konserwatywnego”, który może stać się partią polityczną. Źródła Meduzy podały, że Prigożyn rozpoczął kampanię informacyjną o nieustannej antyelitarnej retoryce, wzorowaną na kampanii w mediach społecznościowych uwięzionego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego przeciwko rosyjskiej korupcji, ale z zupełnie innym skutkiem. Meduzy źródła podały, że Prigożyn zamierza jednocześnie wykorzystać antyelitarną kampanię w mediach społecznościowych, aby przedstawiać się jako postać populistyczna, jednocześnie wkradając się w przychylność prezydenta Rosji Władimira Putina poprzez zastraszanie elit, które mogą być postrzegane jako niewystarczająco lojalne wobec Putina. ISW wcześniej donosiło, że Prigożyn próbuje odwołać się do kręgów wyborczych w Rosji, które są zarówno zainteresowane rzekomą wyższością narodową Rosji i sowiecką siłą brutalizmu, jak i sprzeciwiają się korupcji rosyjskich elit. Prigożyn wcześniej zaprzeczał, jakoby próbował kreować się na polityka lub zamierzał stworzyć partię lub ruch polityczny. ISW informowało wcześniej, że Prigożyn dąży również do stworzenia równoległych struktur wojskowych, aby zwiększyć swoje wpływy w ultranacjonalistycznej prowojennej społeczności. Przedstawiciel Głównego Zarządu Wywiadu Wojskowego Ukrainy (GUR) Andrij Czerniak poinformował 15 listopada, że ​​Prigożyn początkowo rozpoczął budowę równoległych struktur wojskowych w celu stłumienia potencjalnych powstań w Rosji, ale wykorzystał zapotrzebowanie Kremla na bardziej wydajne siły w rosyjskiej kampanii ofensywnej na Ukrainie. ISW wcześniej oceniało, że osobista armia Prigożyna służy przede wszystkim jego osobistym celom politycznym, a w drugiej kolejności rosyjskim wysiłkom wojennym na Ukrainie. Prigożyn prawdopodobnie będzie kontynuował wysiłki na rzecz ustanowienia równoległych struktur wojskowych i stworzenia antyelitarnej kampanii, aby umocnić się jako centralna postać ultranacjonalistycznego, prowojennego ruchu politycznego w Rosji. 

understandingwar.org

środa, 16 listopada 2022


W pobliżu Zamościa znajduje się stacja radiolokacyjna wyposażona w tzw. trójwspółrzędny radar dalekiego zasięgu typu Backbone. Urządzenie to przeznaczone jest do kontroli obszaru powietrznego. Radar umożliwia wykrywanie obiektów powietrznych, określanie ich współrzędnych (azymut, odległość, wysokość), identyfikację "swój – obcy".

— Radary typu Backbone to polsko-NATO-wska konstrukcja. Stoją one na ścianie wschodniej i patrzą na wschód — mówi gen. Tomasz Drewniak, były dowódca sił powietrznych.

To właśnie jeden z tych radarów, dokładnie ten znajdujący się niedaleko Zamościa, jak twierdzą nasi rozmówcy, we wtorek wieczorem wykrył rakietę lecącą z terytorium Ukrainy w stronę powiatu hrubieszowskiego.

Tomasz Szatkowski, polski ambasador przy NATO, przyznał dziś publicznie, że systemy radiolokacyjne sojuszu minuta po minucie śledziły lot rakiety, która spadła w Przewodowie, zabijając dwie osoby. "To robiło wrażenie" — powiedział. Dodał jednak, że "są również środki tego typu, które polska udostępnia sojuszowi".

Informacje z polskich systemów radiolokacyjnych w czasie rzeczywistym zostały przesłane do Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, odpowiedzialnego za dowodzenie siłami zbrojnymi. Równocześnie, jak informowała stacja CNN, spłynęły tam też dane z NATO-wskiego samolotu wczesnego ostrzegania AWACS, który patrolował strefę powietrzną wokół wschodniej granicy Sojuszu.

Na podstawie tych danych wojskowi eksperci niemal od razu ocenili, że w Przewodowie spadła ukraińska rakieta przeciwlotnicza S-300. Jest to system rakiet ziemia-powietrze przeznaczony do zwalczania celów powietrznych (samolotów, śmigłowców, dronów) oraz taktycznych rakietowych pocisków balistycznych.

Rakieta ta miała zwalczać rosyjskie pociski podczas środowego zmasowanego ataku na infrastrukturę cywilną na całym terytorium Ukrainy. Z nieznanych jednak powodów pocisk ukraiński nie trafił w cel i już w powietrzu zmienił trajektorię lotu.

— To widzieliśmy na radarach. Te dane trzeba było jednak jeszcze potwierdzić. Dlatego na miejsce został wysłany zespół ekspertów wojskowych, składający się głównie z przeciwlotników — mówi nasz rozmówca, zastrzegając swoją anonimowość.

Gen. Tomasz Drewniak nie ma wątpliwości, że polskie stacje radiolokacyjne wykryły rakietę, która spadała w Przewodowie. Dodał jednak, że wojsko nie miało ani czasu, ani możliwości, aby zareagować. — Nie ma takiego systemu obrony powietrznej, w żadnym zresztą państwie na świecie, który ochroniłby całą granicę — podkreśla były dowódca sił powietrznych.

Dziś przyznał to także ambasador Szatkowski. "W Przewodowie miał miejsce nieprzewidziany incydent i nie było możliwości skutecznego przeciwdziałania" — podkreślił.

Dlaczego? — To nie był problem świadomości sytuacyjnej. Nad Polską latają samoloty rozpoznania radioelektronicznego NATO, mamy też własne systemy. Moim zdaniem wiedzieliśmy, że ten pocisk spadnie na naszym terytorium — mówi Mariusz Cielma, redaktor naczelny miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa". Jego zdaniem zabrakło jednak sprzętu, by go strącić, czasu, a także warunków prawnych do podjęcia takiej decyzji.

— Jeśli to był ukraiński pocisk, to nie leciał przez całą Ukrainę. Został odpalony w pobliżu, a należy pamiętać, że pociski przeciwlotnicze są dużo szybsze niż pociski manewrujące. Poruszają się z prędkością kilku tysięcy kilometrów na godzinę, żeby dogonić wrogi cel. Czasu na reakcję było więc niewiele. Po drugie, żeby zareagować, to cały obieg informacji musiałby się zamknąć, kiedy pocisk był jeszcze nad Ukrainą — wyjaśnia Mariusz Cielma. Zdaniem redaktora naczelnego "Nowej Techniki Wojskowej" byłoby to po prostu niewykonalne.

Podobnego zdania jest też gen. Drewniak. — Nie bardzo dałoby się ten pocisk zestrzelić, ponieważ musielibyśmy mieć na granicy ustawione rakiety w gotowości do startu. Dziś, jeśli chodzi o obronę powietrzną, mamy tylko starą Newę i praktycznie na tym koniec. Natomiast amerykański system Patriot dopiero do wojska wchodzi — wyjaśnia były dowódca polskiego lotnictwa wojskowego.

Polska obrona powietrzna składa się dziś właściwie tylko z zestawów Newa, produkcji radzieckiej. Pierwsze dotarły do Polski w 1969 r. W latach 90. wojsko je modernizowało. Są to systemy rakietowe średniego zasięgu do obrony obiektów i terytorium kraju. Zestaw może strzelać rakietami typu 5W27U i D. Ich zasięg wynosi 25 km, natomiast pułap 18 km.

— Newa może zestrzeliłaby taki pocisk, jaki spadł w Przewodowie, ale nie da się ukryć, że są to zestawy, które zostały wprowadzone do wojska w latach 60. i 70. Potem były modernizowane, ale nie sama rakieta — mówi Mariusz Cielma.

— Przejęliśmy kilka tygodni temu pierwszą baterię Patriot czy pierwszą brytyjską jednostkę ogniową CAMM, ale to nie są jeszcze systemy operacyjne. Jesteśmy na etapie uczenia się ich, integracji. Można powiedzieć, że nasza obrona powietrzna na dziś jest skromna i ciągle przestarzała — podkreśla redaktor naczelny "Nowej Techniki Wojskowej".

onet.pl

Siły rosyjskie przeprowadziły największy atak rakietowy na ukraińską infrastrukturę krytyczną od początku wojny. Rzecznik Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy Jurij Ignat poinformował 15 listopada, że siły rosyjskie wystrzeliły około 100 pocisków manewrujących Kh-101 i Kh-555 na cele na Ukrainie, głównie na ukraińskie obiekty infrastruktury krytycznej. Ukraiński Sztab Generalny poinformował również, że siły rosyjskie zaatakowały ukraińską infrastrukturę za pomocą dziesięciu dronów. Źródła ukraińskie i rosyjskie podały, że siły rosyjskie uderzyły w cele w Kijowie, a także w obwodach rówieńskim, żytomierskim, lwowskim, chmielnickim, dnipropietrowskim, połtawskim, winnickim, odeskim, kirowohradzkim, czerkaskim, wołyńskim i charkowskim.

Rosyjskie wojsko prawdopodobnie wykorzystało znaczną część pozostałych precyzyjnych systemów uzbrojenia w skoordynowanych atakach rakietowych 15 listopada. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że 15 listopada ukraińska obrona powietrzna zestrzeliła 73 rosyjskie pociski manewrujące i wszystkie drony. Ukraińska obrona powietrzna zestrzeliła wcześniej 43 z 84 pocisków manewrujących i 13 z 24 dronów podczas skoordynowanych rosyjskich ataków rakietowych 10 października. Zwiększony odsetek zestrzeleń na Ukrainie ilustruje poprawę ukraińskiej obrony powietrznej w ostatnim miesiącu, a ukraiński Sztab Generalny przypisał tę poprawę skuteczności systemom obrony powietrznej dostarczanym przez Zachód. ISW ocenia również, że siły rosyjskie znacznie wyczerpują swoje zapasy precyzyjnych systemów uzbrojenia i prawdopodobnie będą musiały zwolnić tempo swojej kampanii przeciwko krytycznej ukraińskiej infrastrukturze. Uszkodzenia infrastruktury energetycznej Ukrainy raczej nie złamią ducha Ukraińców, biorąc pod uwagę poprawiającą się obronę powietrzną Ukrainy i niedawne zwycięstwa naziemne w obwodzie chersońskim.

(...)

Kreml przygotował dzisiejszą masową kampanię rakietową, zanim prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przedstawił swoją 10-punktową propozycję pokojową na szczycie G20 15 listopada. Zełenski powtórzył, że Ukraina będzie negocjować z Rosją, jeśli Kreml całkowicie wycofa swoje siły z Ukrainy, przywróci integralność terytorialną Ukrainy i zapewni kary za zbrodnie wojenne, a także inne przepisy dotyczące bezpieczeństwa nuklearnego, energetycznego i żywnościowego. Kreml prawdopodobnie celowo zaplanował zmasowany atak rakietowy na Ukrainę w oczekiwaniu na przemówienie Zełenskiego na szczycie G20, biorąc pod uwagę, że wielokierunkowa kampania rakietowa wymaga znacznego przygotowania wojskowego. Rosyjska prowojenna społeczność na Telegramie twierdziła, że Kreml zemścił się za „rusofobiczne” wypowiedzi Zełenskiego wkrótce po jego przemówieniu, ale niemożność przeprowadzenia tak masowego ataku w krótkim czasie podkreśla brak zainteresowania Kremla przygotowaniem gruntu pod negocjacje z Ukrainą.

Oficjalna narracja Kremla dotycząca szczytu G20 dodatkowo potwierdza brak zainteresowania Rosji perspektywą negocjacji pokojowych z Ukrainą. Na szczycie nie pojawił się prezydent Rosji Władimir Putin, który zamiast tego podpisał liczne dekrety nadające honorowe tytuły okupowanym przez Rosję ukraińskim miastom. Rzecznik Putina Dmitrij Pieskow i minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow powiedzieli, że Rosja będzie kontynuowała „specjalną operację wojskową” na Ukrainie, zarzucając Zełenskiemu niechęć do negocjacji z Rosją. Ławrow nazwał warunki Ukrainy „nierealistycznymi i nieodpowiednimi”, co było powtarzającym się stanowiskiem Kremla przez całą wojnę. Pieskow zaznaczył również, że Rosja nadal będzie traktować wyzwolone miasto Chersoń jako stolicę okupowanego przez Rosję obwodu chersońskiego,

understandingwar.org

Kirył Stremousow urodził się we wschodniej Ukrainie w 1976 r. Pracował dorywczo, sprzedając psy gończe do Wielkiej Brytanii i Holandii, a później w państwowym inspektoracie rybołówstwa, gdzie zajmował stanowisko kierownicze.

Z tego zajęcia zrezygnował i wyjechał do Chersonia, gdzie założył organizację pozarządową Tavria News. Później, jak sam mówił, przyszedł czas na "epicką podróż w poszukiwaniu siebie" — w taki sposób opisywał redakcji "Guardiana" drogę na motocyklu przez Amerykę Łacińską śladami swojego bohatera, Ernesto Che Guevary. "Zawsze chciałem być kimś, jak Che. Udaje mi się to osiągnąć" — mówił.

Później zajął się propagowaniem teorii spiskowych. Szczególnie upodobał sobie neostalinowski i antysemicki ruch Koncepcja Bezpieczeństwa Społecznego, walczący m.in. z "ukraińskimi nazistami". Z kolei w czasie pandemii COVID-19 szerzył teorie antyszczepionkowe.

Przez lata angażował się w politykę. W grudniu 2013 r. założył organizację Dla Prezydenta, która jawnie wspierała Wiktora Janukowycza. W 2018 r. został szefem chersońskiego oddziału Socjalistycznej Partii Ukrainy, z której został wydalony po kilku miesiącach. W 2020 r. wystartował w wyborach na burmistrza Chersonia i otrzymał jedynie blisko 1 proc. głosów.

Szansą dla Stremousowa okazała się okupacja Rosji na Ukrainę. Otrzymał ją po tym, jak ukraińska administracja w Chersoniu uciekła lub odmówiła służenia Rosjanom. Wówczas Moskwa zaczęła obsadzać urzędy ludźmi takimi jak Kirył Stremousow, który w kwietniu został zastępcą szefa okupacyjnych władz obwodu chersońskiego. Stremousow zaczął codziennie publikować agresywne antyukraińskie filmy i szybko przyćmił szefa Wołodymyra Saldo.

Stremousow był poszukiwany przez ukraińską policję za zdradę. Odnajdywał się w roli marionetki Putina. Dziennikarze, którzy z nim rozmawiali, w tym Tim Whewell z BBC opisywał go jako "barwną postać, która zdawała się uwielbiać rozgłos i często pojawiała się przed kamerą nieogolona i w zwykłych ubraniach".

Stremousow wraz z rozpoznawalnością, nabrał pewności siebie i mówił m.in., że minister obrony Rosji Siergiej Szojgu, w obliczu rosyjskiej porażki militarnej w obwodzie charkowskim, powinien się zastrzelić.

"The Guardian" pisze o Stremousowie jako o "bezwzględnym oportuniście" z "ideologicznymi fantazjami". Rosyjski dziennikarz polityczny Andriej Percew ocenia, że gotowość Putina do promowania marginalnych postaci, takich jak Kirył Stremousow jest "symbolem ostatniego etapu jego dwudekadowych rządów".

Władimir Putin pośmiertnie przyznał mu Order Odwagi.

onet.pl

wtorek, 15 listopada 2022


Elenie, nauczycielce z Chersonia rosyjscy wojskowi założyli worek na głowę i zabrali do piwnicy. Następnie została odurzona narkotykami. Zatrzymano ją na 11 dni i oskarżono o ekstremizm i wspieranie kijowskiego rządu. Wypuszczono ją dopiero wtedy, gdy zgodziła się odwołać swoje poglądy przed kamerą. Prawdziwy powód? Prowadziła proukraiński kanał na TikToku.

Elena powiedziała, że rosyjscy żołnierze w piwnicy, w której przetrzymywali ludzi, rzucili na podłogę amerykańskie i brytyjskie flagi, aby zatrzymani je deptali.

Inny rozmówca zachodnich mediów, właściciel kawiarni w Chersoniu, powiedział, że pijany rosyjski żołnierz zagroził mu, że rzuci granatem w jego lokal, jeśli odmówi przeliczenia cen z hrywien na ruble. — Stali na zewnątrz i łapali przechodzące kobiety — powiedział.

"The Times" porównał atmosferę panującą w Chersoniu podczas rosyjskiej okupacji do stalinowskiego terroru. — Uważnie ważyłem słowa, gdy z kimkolwiek rozmawiałem. Nigdy nie wiesz, kto może cię potępić za powiedzenie czegoś proukraińskiego — powiedział lokalny biznesmen Aleksandr Saweljew.

Budowlaniec Siergiej Bloszko stwierdził z kolei, że przez dziewięć miesięcy był zmuszony ukrywać się w domu swoich przyjaciół. Obawiał się, że zostanie zatrzymany za udział w wiecach antyokupacyjnych, które odbyły się w marcu, tuż po wkroczeniu wojsk rosyjskich do Chersonia. Siergiej twierdzi, że po zatrzymaniu część jego przyjaciół zniknęła. Do domu Siergieja również przyszli wojskowi. Nie znajdując go, zabrali lodówkę i telewizor.

— Represjonowali ludność proukraińską. To, co się tu działo, to była czystka etniczna — powiedział Bloszko dziennikarzowi "The New York Times".

Emerytka Irina Rodawanowa powiedziała dziennikarzom, że żołnierze pobili jej męża na poboczu drogi, oskarżając go o naruszenie przepisów ruchu drogowego. Uważa, że to właśnie brutalne traktowanie miejscowej ludności przez rosyjskie wojsko zraziło mieszkańców Chersonia i mogło być jedną z głównych przyczyn niepowodzenia "rusyfikacji" miasta.

(...)

Po zajęciu Chersonia władze rosyjskie i lokalni prorosyjscy urzędnicy określali miasto jako "rosyjskie" i twierdzili, że "Rosja jest tu na zawsze". W efekcie w mieście wprowadzono płatności w rublach, w szkołach zmieniono programy nauczania na rosyjskie, podobnie język. W telewizji emitowano propagandowe programy, a na ulicach rozwieszano transparenty z prorosyjskimi hasłami (po wycofaniu wojsk rosyjskich zostały podarte przez mieszkańców).

Według relacji zebranych przez dziennikarzy, część mieszkańców miasta odmówiła podporządkowania się żądaniom władz okupacyjnych. Urzędnicy mianowani przez Rosjan zażądali od Olgi Makarczuk, pracownicy chersońskiej firmy taksówkarskiej, aby płaciła rachunki w rublach. Ona jednak przez cały czas pozostała przy hrywnach. Inna mieszkanka Chersonia, Irina Diagilewa, posłała córkę do szkoły, gdzie, jak powiedziała, nauczyciele potajemnie nauczali ukraińskiego programu nauczania i witali uczniów słowami "Chwała Ukrainie!"

onet.pl/Meduza

Wycofanie wojsk rosyjskich z Chersonia stało się głównym tematem niemal wszystkich światowych mediów. Tylko rosyjskie kanały telewizyjne do ostatniej chwili nie wspominały o możliwości opuszczenia miasta. Nawet po oficjalnym ogłoszeniu tego faktu przez ministra obrony Siergieja Szojgu i generała Siergieja Surowikina.

Rossija 1 – jeden z dwóch głównych kanałów państwowych – informował wprawdzie, że dowódca „specjalnej wojskowej operacji” generał Surowikin złożył raport ministrowi Szojgu, jednak prezenter nie wchodził w szczegóły. Padły jedynie słowa, że są to wysiłki na rzecz ratowania życia rosyjskich wojskowych i ludności cywilnej. Nie było ani słowa o Chersoniu.

Poranny program informacyjny na antenie Rossiji 1 dzień po oddaniu Chersonia zaczął się od gratulacji, jakie Władimir Putin złożył funkcjonariuszom policji z okazji „Dnia Oficera Spraw Wewnętrznych”. Podano też informację o częściowym sukcesie Republikanów w wyborach uzupełniających. Widzowie mogli się też dowiedzieć o sukcesie rosyjskich chirurgów wojskowych, którym udało się usunąć niewybuch z ciała pacjenta.

Na „Pierwym Kanale” – także państwowej TV, konkurującej o palmę pierwszeństwa z Rossija 1 – wycofanie z Chersonia nazwano tak samo, jak w przypadku innych spektakularnych odwrotów: „przegrupowaniem wojsk”.

– Surowikin poinformował ministra obrony Siergieja Szojgu o sytuacji w Chersoniu, a szef MO poparł decyzję o przegrupowaniu sił i rozpoczęciu obrony wzdłuż lewego brzegu Dniepru — powiedziała słuchaczom prowadząca Jekaterina Andriejewa.

Na początku wiadomości widzowie dowiedzieli się również, że sytuacja w strefie „specjalnej wojskowej operacji” się ustabilizowała i że rośnie siła bojowa armii rosyjskiej.

Należąca do Gazpromu NTV tego samego dnia wieczorem poinformowała o „nowej decyzji wojskowego dowództwa”. Wspomniano o „niepokojącej sytuacji w obwodzie chersońskim, która wymaga szybkich i trudnych decyzji, w szczególności manewrów jednostek rosyjskich”.

– Szojgu zgodził się z tym i zatwierdził propozycję Surowikina – stwierdzili lakonicznie prezenterzy.

Jeśli telewizyjne serwisy informacyjne unikały tematu Chersonia, to trudno było nie wspomnieć o nim prowadzącym liczne politycznych talk-show, którzy od miesięcy żyją wojną i zagrzewają do niej naród i Kreml.

W programie „Wieczór z Władimirem Sołowjowem” tuż zaraz po ogłoszeniu ucieczki z Chersonia zapanowała żałobna atmosfera. Prezenter od razu jednak nakreślił główną tezę, którą przejęli inni propagandyści, by wytłumaczyć tę porażkę:

– Decyzja jest trudna, ale konieczna. Tylko odważny wojskowy mógł ją podjąć. Oczywiście mam na myśli generała Surowikina – powiedział Sołowjow, aby podkreślić rozsądek dowódcy, odwołał się do historii „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”. Przypomniał sytuację z września 1941 r., gdy Stalin zignorował propozycje wycofania swoich wojsk się z Kijowa. W wyniku czego Niemcy otoczyli ponad 600 tysięcy żołnierzy radzieckich.

I choć Sołowjow krytykował zmysł strategiczny wodza ZSRR, w pełni podzielał jego brutalne metody dowodzenia. Jeden z głównych propagandystów Kremla na antenie swojej transmisji on-line wpadł w histerię, domagając się egzekucji zdrajców, którzy pozwolili na odwrót z Chersonia.

– Bydlaki, kłamali od góry do dołu! Na temat stanu magazynów, staniu wyposażenia wojskowego, ilości żołnierzy na froncie. I nie rozstrzelano ani jednego, żadnego gada nie wzięli za łeb, ani jeden nie popełnił samobójstwa! – Sołowjow krzyczał w amoku do mikrofonu.

Szybko też pojawiła się druga teza, już wcześniej lansowana przez kremlowską propagandę. W programie Aliny Skabiejewej na antenie Rossiji 1 wyraził ją deputowany partii Jedna Rosja Andriej Isajew. Stwierdził, że Federacja Rosyjska nigdy nie mogłaby przegrać z Ukrainą. A jej armia wycofuje się pod presją całego zachodniego świata i NATO.

– W tej sytuacji jest dla nas szczególnie ważne budowanie obrony przeciwko Zachodowi, podkreślam: nie przeciw Ukrainie. Tak, by wygrywać czas, bo wojna trwa na różnych frontach. Najbardziej bolesny to front ukraiński. Oprócz tego trwa wojna w sferze stosunków międzynarodowych, gospodarce, informacyjna. I my cały czas widzimy, jak siły zjednoczonego Zachodu cały czas słabną i zaczynają się wewnętrzne rozłamy.

Polityk stwierdził, że Zachód konfliktuje się z Chinami i innymi krajami, dla których nie jest wygodne jego zwycięstwo. Jego zdaniem należy zachować zdolności bojowe armii i czekać, aż Zachód się załamie.

– Dlatego: żadnej paniki, spokój, wsparcie dla naszych żołnierzy, twarda wiara w nasze zwycięstwo. Nie z takich bied wychodziliśmy: i w 1612 roku Polacy i Litwini byli w Moskwie, i w 1812 roku Napoleon był w Moskwie, i w 1941 roku hitlerowskie wojska obserwowały przez lornetkę Plac Czerwony. Rosji nie da się pokonać – stwierdził.

Jednak od czasu do czasu z ekranów telewizyjnych padają się słowa, że Rosja przegrywa wojnę. Na takie słowa ze strony jednego z ekspertów prowadzący Andriej Norkin zrzucił winę na emocje obywateli i komentatorów.

– Wydaje mi się, że to ogromny błąd, kiedy ludzie traktują działania wojskowe jak mecz piłki nożnej. Przez 16 lat w zawodzie nabyłem jedną ważną umiejętność: brania za mordę własnych emocji.

Jednocześnie przy okazji odwrotu z Chersonia z rosyjskich mediów znikła postać rosyjskiego prezydenta. Można się domyślić, znając scentralizowanie rosyjskiej propagandy, że pracownicy mediów otrzymali odgórne polecenie, by nie łączyć tej klęski z Władimirem Putinem.

belsat.eu/vot-tak.tv

Politycznie klęska chersońska ma znaczenie jedynie jako katastrofa projektu „rosyjskiego świata”. Również dlatego, że Rosja wykazała się brakiem lojalności i wiarygodności wobec kolaborantów i swojej agentury. To dzięki nim w krótkim czasie rosyjskie służby zbudowały prowizoryczną administrację okupacyjną. I niewątpliwie kolaboranci byliby im potrzebni w dłuższej perspektywie.

Tymczasem wbrew wbijanemu do głów przez propagandę hasłu: „swoich nie porzucamy”, Rosjanie porzucili właśnie swoich. Dla Rosjan wychowanych na micie blokady Leningradu, bitwy stalingradzkiej, porzucenie tak bardzo tęskniących za rosyjskim światem (jak to malowała propaganda) mieszkańców Chersonia będzie niezrozumiałe. I żaden propagandysta – Sołowjow czy Simonjan – w swoich programach publicystycznych nie wytłumaczą tego koniecznością ratowania żołnierzy.

Jednak opinia rosyjskiego społeczeństwa ma mniejsze znaczenie dla Putina. On dobrze wie, że można ją dowolnie kształtować za pomocą propagandy, tylko potrzebuje na to czasu. Jest też wiele przyczyn, dla których Rosjanie nie stanowią na razie dla Putina zagrożenia buntem czy rewolucją. Nawet w armii, gdzie wydawałoby się, że mobilizowanych Rosjan łączy wspólna niedola i są zorganizowani, trudno mówić o buncie. Krążące po sieci obrazki wściekłych poborowych nie pokazują przecież oporu przeciw wojnie czy niechęci zabijania Ukraińców. Mobilizowani złorzeczą i atakują przełożonych, ale tylko za to, że dostali kiepski sprzęt i muszą żyć w urągających godności ludzkiej warunkach. Tylko partykularny, wąsko i egoistycznie pojmowany interes i żadnej empatii – to stworzone przez władze podłoże żadnego buntu nie zrodzi.

Dlatego dla Putina dużo istotniejsze są nastroje w rządzącej elicie. Z tego punktu widzenia odwrót z Chersonia nie jest klęską polityczną. Wbrew częstym, medialnym uproszczeniom, Kremlem nie targa konflikt umownej „partii wojny” z „partią pokoju”. Najsilniejsza jest bowiem frakcja „przetrwania”. Sam Putin do niej należy. Większa część kremlowskiej elity zaakceptowała decyzję o rozpoczęciu inwazji na Ukrainę. Uznała, że nie ma wyjścia i to jest dobry moment, by za pomocą ataku na Ukrainę wzmocnić pozycję Rosji względem Zachodu, a USA zwłaszcza.

Tę decyzję podjęli w ramach ich najważniejszej strategii. Strategii przetrwania. Kiedy szybko się okazało, że państwo rosyjskie i jego armia są na tyle słabe, że nie osiągnęły założonych celów inwazji, elita wciąż kieruje się strategią przetrwania. Kremlowska elita musiała zaakceptować koszty. Takie jak utrata majątków, wpisanie na listy sankcyjne, izolacja na świecie, spadek jakości życia – bo w optyce członków elity ograniczenia typu utrata dostępu do rezydencji na Lazurowym Wybrzeżu są obniżeniem standardów życiowych.

Elita zakładała, że wojna miała służyć „przełamaniu Zachodu”, by rosyjskie strefy wpływów i podejście do relacji międzynarodowych zostały zaakceptowane. Tak by było – w przypadku wojny zwycięskiej. Wojna przegrywana oznacza, że trzeba szukać innej drogi do osiągnięcia przynajmniej części celów. Trzeba wypracować drogę do ratowania obecnej pozycji Rosji i poszukać sposobu na przetrwanie elity biurokratycznej w ekstremalnie trudnych warunkach.

Duża część elity podeszła do wycofania się z Chersonia obojętnie. Oczywiście poza tymi, których pozycja dzięki wojnie się wzmacnia. To choćby właściciel firm najemniczych Jewgienij Prigożyn i pewna część kadry oficerskiej, służb i nomenklatury przemysłu obronnego. Oni pewnie czują niepokój. Nie należy jednak przeceniać ich znaczenia. Są potrzebni teraz, ale ich znaczenie zmniejszy się, jeśli wojna wejdzie w inny etap. Nie mają też dużego poparcia wśród szeroko pojętej elity władzy. Dla przeważającej większości nadzieja na zamrożenie konfliktu i uzyskanie jakiegoś wyłomu w pryncypialnej do tej pory polityce Zachodu i Ukrainy będzie ważniejsza od utrzymania kolejnego, zrujnowanego miasta.

belsat.eu