niedziela, 6 listopada 2022


Do wydarzeń ostatnich lat, przede wszystkim do agresji na Ukrainę, Rosja była znacznie bardziej demokratyczna i wolnościowa niż Chiny – co nie znaczy: demokratyczna i wolna. Przez trzy ostatnie dekady stanowiła intrygującą mieszankę restrykcji i swobód nachodzących na siebie w nieoczywisty sposób. System rosyjski opierał się na spersonalizowanych rządach, połączeniu władzy z własnością, imitacji zachodnich instytucji, postideowej postawy nazywanej pragmatyzmem, przekupywaniu, a następnie zastraszaniu społeczeństwa, prześladowaniu opozycji (początkowo umiarkowanie, następnie mocno) i pretensjach do bycia mocarstwem. Po klęsce lat dziewięćdziesiątych, a następnie imponującym wzroście gospodarczym na początku XXI wieku, dającym stabilność i względny dobrobyt części mieszkańców (głównie z wielkich miast i ośrodków związanych z przemysłem wydobywczym), z czasem Federacja Rosyjska (FR) zaczęła popadać w neobreżniewowski zastój, charakteryzujący się nieudolną modernizacją (złośliwi mówią: "demodernizacją"), zacofaniem i korupcją.

(...)

Reformując Chiny, od początku skupiono się na bazie, stawiając na wzrost gospodarczy za wszelką cenę i radykalnie zmniejszając w życiu społecznym rolę ideologii. Dano ludziom żyć w zamian za nieinteresowanie się polityką. Nieliczni, jak studenci na Tiananmen, nierozumiejący zasad tego niepisanego układu, zapłacili wysoką cenę. Większość jednak chętnie go zaakceptowała, ciesząc się z bezprecedensowych możliwości robienia tego, co ponoć Chińczycy lubią najbardziej: zarabiania pieniędzy, dbania o rodzinę i cieszenia się przyjemnościami. Było to możliwe dzięki fenomenalnemu wzrostowi gospodarczemu, do którego partia przyczyniła się, tworząc przyjazne środowisko biznesowe i dość sprawną administrację. Przede wszystkim zaś nie przeszkadzała w rozwoju, pozwalając ludziom się bogacić i sama na tym korzystając.

Modernizacja Państwa Środka przebiegła z wykorzystaniem zewnętrznych wzorców (na przykład system prawny został stworzony na podstawie niemieckiego, a narodowe koncerny powstały na wzór koreańskich czeboli). W efekcie Chiny stały się nowoczesnym, sprawnym państwem, znacznie lepiej zarządzanym i dynamiczniejszym niż Rosja, umiejącym lepiej odpowiadać na wyzwania czasów. Od momentu dojścia do władzy Xi Jinpinga następuje jednak ponowny, niewidziany od epoki Mao Zedonga powrót do totalitaryzmu i kultu jednostki. Xi reideologizuje zarówno partię, jak i państwo, mając nadzieję na przekształcenie kraju na swoją modłę. Na razie nie odbiło się to znacząco na chińskim skoku cywilizacyjnym, choć czas pokaże, co będzie dalej.

(...)

W warunkach ogromnych różnic między Rosją a Chinami związek Niedźwiedzia ze Smokiem jest dość nieoczywisty, zdaje się wręcz nienaturalny. A jednak funkcjonuje, przynajmniej na razie. Dzieje się tak, gdyż, parafrazując Mao, sprzeczności rosyjsko-chińskie są nieantagonistyczne, nie podważają istoty związku niedźwiedzio-smoczego. Nie powodują na razie istotnych konfliktów. Moskwa i Pekin są w stanie umiejętnie neutralizować napięcia i minimalizować różnice. Przez ostatnie trzy dekady Rosjanie i Chińczycy nauczyli się z nimi żyć. Dotarli się.

Aż do ostatniej dekady stosunki rosyjsko-chińskie stanowiły niemal wyłącznie domenę elit politycznych obu państw. Rosyjskie i chińskie masy wciąż podchodziły do siebie z rezerwą, wcale się dobrze wzajemnie nie znając i nie żywiąc do siebie wielkiej sympatii. Wprawdzie nikt już dziś, przynajmniej w przestrzeni publicznej, nie mówi w Chinach o Rosjanach jako o "włochatych barbarzyńcach" (lao maozi) z północy, a w Rosji nie przyrównuje się już Chińczyków do azjatyckich hord, powstały jednak nowe stereotypy.

Chiny postrzegają Rosję jako państwo chaosu i bałaganu, źle zarządzane, ale mające surowce, wielkie terytorium i broń nuklearną, potrafiące przy tym walczyć o swoje interesy na świecie, opierające się amerykańskiej hegemonii i przyjazne Chinom. Rosjan postrzegają jako silnych, twardych ludzi, dość agresywnych, a przy tym typowych Europejczyków, którzy nie potrafią się do końca pogodzić ze wzrostem znaczenia Chin i zmianą układu sił między Rosją a Chinami.

Na Rosjanach spektakularny wzrost chińskiej gospodarki ostatnich dekad robi duże wrażenie, sympatię wzbudza też rywalizacja ChRL ze Stanami Zjednoczonymi. Ale w tyle głowy wciąż są lęki: tradycyjny strach o chiński rewanżyzm terytorialny został schowany w głąb podświadomości, choć wciąż gdzieś tam czai się upiór Chińczyka knującego, by zmienić granice i odwrócić nierównoprawne dziewiętnastowieczne traktaty. Chwilowo zastąpiły je obawy dotyczące chińskiej eksploatacji gospodarczej Rosji, ale niewiele trzeba, by upiór odżył. Do tego dochodzą narzekania na chińską arogancję i wywyższanie się za zamkniętymi drzwiami (publicznie Chińczycy bardzo dbają o decorum). Jak widać, pozytywy mieszają się w tej wzajemnej percepcji z negatywami, co nie przeszkadzało Rosjanom współpracować z Chińczykami w sferze politycznej, lecz społecznie powodowało dystans. Wzajemną rezerwę mas rosyjskich i chińskich oddano dwie dekady temu metaforą "na górze gorąco, na dole zimno" albo jej rozbudowaną wersją: "gorąco z zewnątrz, letnio w środku i chłodno wewnątrz".

Elity rosyjskie i chińskie zabrały się więc do poprawienia wzajemnego obrazu. Tradycyjnymi metodami. Władze zaczęły wysyłać do mas czytelne komunikaty w duchu "lubcie się!", w urzędowym duchu zorganizowano Rok Rosji w Chinach oraz Rok Chin w Rosji (a potem pomniejsze: rok literatury, rok współpracy naukowo-technicznej itp.), a media od dwóch dekad ciągle karmią masy pozytywnymi narracjami o "partnerze strategicznym". Rosyjska telewizja i prasa ukazują Chiny w dobrym świetle przynajmniej od początku pierwszej dekady XXI wieku, a wyraźnie od 2014 roku, prezentując pozytywne w wydźwięku programy i dokumenty o Państwie Środka. Przed pandemią rozwijała się turystyka oraz wymiana akademicka i studencka między obydwoma państwami. Niebagatelne znaczenie miało również poczucie odrzucenia Rosji przez Zachód po 2014 roku, co stworzyło dobry grunt do polubienia Chińczyków.

Za Murem z kolei KPCh zawsze miała szczelniejszą kontrolę nad mediami, kształtowała więc pozytywny bądź neutralny wizerunek Rosji, szczególnie na tle krytycznego spojrzenia na Zachód. Nawet jeśli chińskie media wprost nie popierają Rosji, to sposób przekazu jest taki, by dać przywykłemu do czytania między wierszami czytelnikowi chińskiemu do zrozumienia, kogo ma poprzeć (tak było między innymi z zestrzeleniem malezyjskiego samolotu w 2014 roku). Obraz uzupełnia "urzędowy optymizm" dotyczący relacji rosyjsko-chińskich płynący nieustannie z gmachów Kremla i Zhongnanhai (siedziby KPCh w Pekinie). To przynosi efekt, przynajmniej w jakimś stopniu. Wizerunek Rosji poprawił się w Chinach: młodsi cenią ją za opieranie się USA i przyjazny stosunek do ChRL, starsi czują nostalgię za wspólną budową socjalizmu. Poprawa traktowania Chińczyków w Rosji też zrobiła swoje. Dwie dekady temu pisano, że nie ma chyba w Rosji Chińczyka, który by nie został poszkodowany przez milicję, dziś policja już nie wymusza łapówek za brak meldunku i jest miła dla chińskich turystów.

Mimo tych wszystkich działań dystans pozostał, nawet jeśli nieco się zmniejszył. Dla większości chińskiego społeczeństwa Rosja jest zasadniczo obojętna. Zaś w Rosji zasób antychińskich nastrojów jest nadal spory (znacznie większy niż vice versa, nawiasem mówiąc), tyle że ukryty, bo zepchnięty na dalszy plan z uwagi na potyczki z Zachodem. Wzajemne resentymenty zeszły do podziemi, stając się dobrze widocznymi jedynie w sytuacjach kryzysowych, takich jak zanieczyszczenie chińskiej rzeki Sungari grożące rosyjskiemu Dalekiemu Wschodowi (2006), zatopienie chińskiego statku (pod banderą Sierra Leone) w 2009 roku, zamknięcie wielkiego chińskiego bazaru Czerkizowskiego w Moskwie (2009) czy na początku pandemii. Rosja zamknęła wówczas granicę z Chinami, zakazała Chińczykom wjazdu do Rosji, wstrzymała wydawanie wiz, a władze Moskwy wprowadziły szereg antychińskich obostrzeń, w tym polecenie dane kierowcom komunikacji miejskiej, by informowali władze w razie pojawienia się pasażerów wyglądających na Chińczyków (aż ambasada chińska zaprotestowała przeciw temu jawnemu przykładowi rasizmu). Przy każdym z owych społecznych "incydentów" internet w obu krajach wybuchał burzą antychińskich i antyrosyjskich komentarzy, co udowadniało słabe więzi kulturowe i wzajemny brak zaufania. Każdy taki kryzys neutralizował lata propagandy spod znaku "macie się lubić".

Letnia atmosfera panująca między narodami rosyjskim i chińskim nie martwi jednak rosyjskich i chińskich elit. Po pierwsze, "apatia jest lepsza niż antypatia", mogą się nie kochać, byleby się nie nienawidzili. A po drugie, w państwach autorytarnych społeczeństwa mają tylko ograniczony wpływ na politykę. Czy się więc zwykli ludzie lubią, czy nie, ma to drugorzędne znaczenie.

Michał Lubina - Niedźwiedź w objęciach smoka

Dodatkowo zniechęcać Arabów do pokojowego angażowania się w sprawy Izraela może wzrost znaczenia kahanistów i ich coraz większa swoboda działania. Kahanizm to rasistowska, skrajnie antyarabska ideologia syjonistyczno-ortodoksyjnego fundamentalizmu, nawiązująca do poglądów zmarłego w 1990 rabina Meira Kahane. Kahaniści dążą do tego by Izrael był państwem wyłącznie żydowskim i obejmował całe terytorium Palestyny, a związki Żydów z nie-Żydami były zakazane. W 1994 r. dwie partie kahanistyczne zostały zdelegalizowane po tym jak poparły masakrę dokonaną przez Barucha Goldsteina na modlących się w Hebronie Palestyńczykach. Obecnie do kahanizmu nawiązuje Otzma Yehudit, kierowana przez Itamara Ben Gvira, oskarżanego o organizowanie antyarabskich bojówek, która w wyborach startuje w koalicji z religijno-syjonistyczną Tkumą Bezalela Smotricha. Według obecnych sondaży ich lista może liczyć na 12-14 mandatów ale eskalacja ataków ze strony Arin al-Usud może spowodować dalszy wzrost ich poparcia. Nie ulega przy tym wątpliwości, że będą oni głównym koalicjantem Netanyahu, jeśli b. premierowi uda się stworzyć rząd. Oni też będą stanowić klucz do ostatecznego utrącenia postępowania karnego w sprawie korupcyjnej przeciwko Netanyahu.

Netanyahu jest politykiem mającym ogromne doświadczenie zarówno w polityce wewnętrznej jak i na arenie międzynarodowej, niemniej zdaniem niektórych komentatorów może stać się politycznym zakładnikiem Smotricha i Ben Gvira, co skomplikuje jego relacje z USA. Nie ma wątpliwości, że Biden wolałby aby u władzy pozostał Lapid i Gantz. Służyła temu lipcowa wizyta amerykańskiego prezydenta w Izraelu, a także wsparcie USA w rozmowach izraelsko-saudyjskich oraz pomoc w zawarciu układu z Libanem w sprawie granicy morskiej i eksploatacji złóż gazu Karisz i Qana. Perspektywa wejścia kahanistów do rządu spotyka się też z krytyką ze strony środowisk żydowskich w USA.

Netanyahu do relacji z USA podchodzi jednak pragmatycznie i nie pozwoli sobie na takie otwarte okazywanie niechęci wynikającej z żywionych uraz, jak jest to w przypadku afrontów czynionych przez saudyjskiego następcy tronu w stosunku do Bidena. Wręcz przeciwnie, można się spodziewać, że będzie starał się udobruchać Amerykanów. Jeśli po wyborach w USA (8 listopada) Republikanie przejmą Senat to zadanie to będzie dla niego łatwiejsze, zwłaszcza, że oddali się perspektywa reaktywacji porozumienia w sprawie irańskiego porozumienia nuklearnego (JCPOA), do którego Izrael w ogóle, a Netanyahu w szczególności, nigdy nie mieli pozytywnego stosunku.

Obecność kahanistów w rządzie może też stanowić problem dla Netanyahu w relacjach z arabskimi partnerami. Warto przypomnieć, że to za rządów Netanyahu zawarto pierwsze Porozumienia Abrahamowe, a polityka ta była kontynuowana przez obecny rząd. W szczególności współpraca Izraela z ZEA daje obu stronom znaczne korzyści ekonomiczne i rozwojowe. Netanyahu liczył jednak na budowę wielkiej koalicji antyirańskiej i ten plan się nie powiódł, a Emiraty straciły wszelką ochotę na jakąkolwiek konfrontację z Iranem i jego szyickimi sojusznikami. Problem ze współpracą izraelsko – arabską w przypadku wejścia do rządu ludzi pokroju Itamara Ben Gvira związany byłby nie tyle z przywiązaniem Arabów do sprawy palestyńskiej (na której dawno im nie zależy), lecz z problemami wizerunkowymi, zwłaszcza jeśli dojdzie do tego wybuch trzeciej intifady. Można się jednak spodziewać, że Netanyahu będzie starał się przykryć te problemy nakręcaniem atmosfery strachu przed Iranem, a zaangażowanie Iranu w wojnę na Ukrainie może mu w tym pomóc.

Prezydent Zełeński wielokrotnie krytykował postawę Izraela wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę. Obecny rząd nie tylko nie zaoferował żadnej realnej pomocy Ukrainie, zwłaszcza w zakresie uzbrojenia, ale pozwolił na to by rosyjscy oligarchowie uciekali tam przed sankcjami. Nie bez znaczenia jest też to, że niektórzy z nich (np. Abramowicz) mają izraelskie obywatelstwo, a w Izraelu znajduje się spory elektorat rosyjskojęzyczny, głosujący głównie na partię Awigdora Liebermana, jednego z koalicjantów Gantza i Lapida. Po ujawnieniu, że Iran dostarcza drony Rosji przeciwko Ukrainie, izraelski rząd szybko odciął się od sugestii jednego z mniej znaczących ministrów Nachmana Szaja, że Izrael powinien w odpowiedzi na to wesprzeć Ukrainę, przekazując jej uzbrojenie. Gdy  Gantz wyraźnie wykluczył możliwość udzielenia takiej pomocy Ukrainie, Zełeński znów ostro skrytykował postawę Izraela, sugerując, że Rosja nie zapłaci Iranowi pieniędzmi, lecz wsparciem programu atomowego. Tymczasem Iran, poza dronami, planuje przekazać Rosji również rakiety balistyczne. Ukraina natomiast chce by Izrael wsparł ją systemem obrony powietrznej Żelaznej Kopuły.

Można mieć wątpliwości czy sugestia Zełeńskiego ma silne podstawy, gdyż irański program również bez pomocy rosyjskiej jest dostatecznie zaawansowany. Iranowi raczej zależy na finalizacji długo negocjowanego dealu zbrojeniowego, w wyniku którego zakupiłby od Rosji samoloty SU-35, system S-400 oraz K-300P Bastion. To znacznie utrudniłoby jakiekolwiek prewencyjne uderzenie na Iran, na które Netanyahu wciąż ma nadzieję, w związku z niepowodzeniem negocjacji w sprawie JCPOA. Izraelski polityk może mieć też nadzieję, że zaangażowanie Iranu w wojnę na Ukrainie, może skłonić Bidena do ostrzejszych działań wobec Teheranu, zwłaszcza jeśli Izrael zapewni jakiś bonus. Dlatego też Netanyahu, w przeciwieństwie do Gantza, nie wykluczył udzielenia pomocy wojskowej Ukrainie.

Deklaracja Netanyahu nie zawiera jednak żadnych konkretów i może być wprowadzeniem do licytacji między USA a Rosją. Netanyahu nie ukrywa bowiem, że chce by Rosja, która za jego premierostwa zapalała mu zielone światło na uderzenia na pozycje Iranu w Syrii, zgodziła się na całkowitą anihilację Irańczyków w Syrii. Wątpliwe by irański prezydent Ebrahim Raisi był zachwycony gdyby Rosja tak mu odpłaciła za obecne przysługi. Netanyahu może sobie przy tym pozwolić na bardziej asertywną postawę wobec Rosji niż wówczas gdy regularnie jeździł przymilać się do Putina. Obecnie Rosja ma znacznie mniejsze możliwości, a presja Izraela i dług wdzięczności wobec Iranu (a także Turcji) wpychać ją będą w coraz bardziej kłopotliwą sytuację. Z drugiej strony Netanyahu od USA oczekuje przymknięcia oka na koalicję z kahanistami i rozprawę z Palestyńczykami, a przede wszystkim zaostrzenia kursu w stosunku do Iranu. Ten ostatni aspekt wydaje się dla Netanyahu najważniejszy, niemniej trudno powiedzieć na czym to zaostrzenie mogłoby polegać, jeśli nie na militarnym uderzeniu. Tymczasem jakakolwiek akcja zbrojna przeciwko Iranowi spowoduje jego odpowiedź i w rezultacie eskalację w regionie, która spowoduje również pogorszenie sytuacji na rynku energetycznym i żywnościowym. Nie tylko Biden ale nawet Trump miał tego świadomość. Pogłębianie się współpracy irańsko-rosyjskiej w zakresie zbrojeniowym może jednak zmienić to podejście.

defence24.pl

Anglosasi – RU: mityczny konglomerat składający się z USA i Wielkiej Brytanii, który wziął pod swoje panowanie cały Zachód i sprawił, że ten wspiera Ukrainę. W opinii Kremla wojna na Ukrainie ma być elementem anglosaskiego planu osłabienia Rosji na świecie.

Antychryst – RU:  prawdziwy przeciwnik, z którym walczą Rosjanie na Ukrainie wg zwierzchnika Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej patriarchy Cyryla.

Banderowcy – RU: pejoratywne określenie Ukraińców, którzy wyznają rusofobię i nazizm. Mniejszość wspierająca >>>reżim kijowski. Odwrotność „dobrych” Ukraińców. Mają podlegać >>> demilitaryzacji, denazyfikacji, desatanizacji, pozbycia się >>> ukrnazistów. Pochodzi od nazwiska nacjonalistycznego polityka ukraińskiego okresu II wojny światowej Stepana Bandery.

Białe rajstopy (ros. biełyje kolgotki) – RU: tajemniczy oddział zagranicznych snajperek – byłych sportsmenek, według legendy z krajów bałtyckich >>> rusofobia, które przewijały się przekazach medialnych z wojen toczonych przez Rosję. Nazwa pochodziła od legendy, że miały dusić one rosyjskich żołnierzy rajstopami. Nazywane były niekiedy „biatlonistkami”.

Banderomobil – RU: uzbrojony samochód terenowy używany przez ukraińskich wojskowych. Określenie nawiązujące do nazwiska Stepana Bandery użyte przez rzecznika rosyjskiego MON Igora Konaszenkowa i wyśmiewane w UA >>> banderowcy.

Bez paniki (ros. paniki niet) – RU: pojawiające się w rosyjskich mediach wezwania, by nie ulegać nastrojom panicznym na wieści o kolejnych porażkach na froncie. UA – ironiczny komentarz do wszelkich rosyjskich porażek na froncie.

Biolaboratoria – RU: laboratoria na Ukrainie, w których Amerykanie mieli przygotowywać broń biologiczną. Do dziś Rosjanie nie pokazali dowodów na ich istnienie.  

Bojowe gęsi, nietoperze, komary – RU: przykłady rzekomego zastosowania broni biologicznej wyprodukowanej w >>> biolaboratoriach USA i wykorzystywanej przeciwko rosyjskiej armii. Rosjanie oskarżają o produkcje broni biologicznej Ukraińców zarówno w wewnętrznej propagandzie jak i na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jednak do dziś nie przedstawili żadnych dowodów. UA – Ukraińcy wykorzystują motyw „bojowych” zwierząt, do wyśmiewania Rosjan.

Brudna bomba – RU: wykorzystująca odpady z elektrowni jądrowej bomba, którą mają przygotować Ukraińcy w celu dokonania prowokacji i oskarżenia Rosji. Przed użyciem przez Ukrainę brudnej bomby ostrzegł swoich europejskich odpowiedników rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu.

Bunkiernyj died (pol. bunkrowy dziad) – UA: inaczej Władimir Putin – nawiązanie do faktu, że w czasie pandemii Covid, prezydent Rosji zaszył się i zaprzestał osobistych spotkań prawdopodobnie ze strachu przed zarażeniem.

Centrum podejmowania decyzji – RU: postulowane w rosyjskiej propagandzie cele rosyjskich ataków, które powinny być odwetem na sukcesy Ukrainy na froncie. Również instytucje w krajach Zachodu, którym rzekomo podporządkowana jest Ukraina np. Biały Dom w USA.

Chłopok – RU: dosłownie mały wybuch, łupnięcie. Tak w rosyjskich mediach określa się wszelką eksplozję, do której doszło w strefie przyfrontowej. To usypiające opinię publiczną określenie ma na celu minimalizację poczucia zagrożenia. Ukraińcy w odpowiedzi ukuli pojęcie >>> bawełna.

Ch*jło – UA: synonim Władimira Putina. Pochodzi z przyśpiewki ukraińskich kibiców „Putin – ch*jło, la la la la la la” skandowanej w 2014 r. w czasie pierwszej napaści Rosjan na Ukrainę 

Chochły – RU: pejoratywne określenie Ukraińców w Rosji, używane jeszcze w czasach kozackich, nawiązujące do fryzur Kozaków zaporoskich.   

Czmobik – UA: połączenie pojęcia „czmo” – czyli dupek z pojęciem >>> mobik – zmobilizowany. Określenie niskiej jakości rosyjskich zmobilizowanych żołnierzy. Ukute po ogłoszeniu przez Władimira Putina >>> częściowej mobilizacji.

Częściowa mobilizacja – RU: mobilizacja, która według zapowiedzi Władimira Putina miała dotyczyć jedynie wybranych grup rezerwistów, a w rzeczywistości nie było od niej wyjątków. Zgodnie z zapowiedziami Kremla powołanych miało zostać 300 tysięcy Rosjan, jednak liczba ta została już przekroczona.

Druga armia świata – RU: przed rozpoczęciem wojny z Ukrainą określenie potencjału rosyjskiej armii według Kremla i propagandy. UA – ironiczne określenie na rosyjskie wojsko używane przy okazji pokazywania słabego uzbrojenia i wyposażenia Rosjan.

Demilitaryzacja, denazyfikacja, desatanizacja – RU: trzy według Kremla i jego propagandy cele rosyjskiego wtargnięcia na Ukrainę. Na początku używano dwóch pierwszych. Trzecie doszło, gdy Putin 30 września br. ogłosił, że Zachód kieruje się „otwartym satanizmem”. >>> satanizm >>> szejtany >>> dżihad.

Demobilizacja udana (ros. uspiesznaja demobilizacija) – UA: śmierć rosyjskiego żołnierza – ironiczne odwrócenie rosyjskiego pojęcia, w którym demobilizacja to powrót do domu.

Dwuchsotyj (pol. dwusetny) – RU UA: zabity żołnierz – pochodzi od używanego w czasie wojny w Afganistanie terminu gruz 200 (pol. ładunek 200) – nawiązujący do wagi trumny wraz z ciałem >>>  triochsotyj.

Don-Don – UA: określenie na Ramzana Kadyrowa, przywódcy Czeczenii. Pochodzi od czeczeńskiego przerywnika „don”, który Kadyrow wtrąca do każdej swojej wypowiedzi. 

Dżihad – RU: Święta wojna z niewiernymi w islamie, do której wzywa Ramzan Kadyrow na Ukrainie >>> Don-Don. Motyw „świętej wojny” pojawia się także wypowiedziach rosyjskich propagandystów i duchownych prawosławnych.

Gauleiter – UA: określenia na szefa rosyjskiej  administracji okupacyjnej. W oryginale szef jednostki administracyjnej w III Rzeszy – i jednocześnie najwyższy stopniem działacz NSDAP na danym terenie. >>> Spermousow >>> Sosaldo

Gest dobrej woli – RU: określenie na wycofanie rosyjskich wojsk z Wyspy Węży na Morzu Czarnym pod koniec czerwca br. używany przez wojskowych i władze dla wytłumaczenia swojej porażki. UA – określenie używane ironicznie do skomentowania przypadków np. oddania bez walki sprzętu wojskowego lub terenu przez Rosjan >>> planowe przegrupowanie.

Importozamieszczenije (pol. substytucja importu) – RU: proces zamiany zachodnich produktów i marek, które zniknęły z Rosji po wprowadzeniu zachodnich sankcji. I tak np. McDonalds zamienił się w sieć Wkusno i Toczka (pol. Smacznie i Kropka), a Coca-Cola – w Komi-Kolę.

Inoagient (ros. inostrannyj agient, pol. zagraniczny agent) – RU: początkowo wprowadzona w 2012 r. przez rosyjskie władze kategoria organizacji społecznych, które miały otrzymywać wsparcie finansowe zza granicy. W 2017 r. kategorię rozciągnięto na dziennikarzy i media. Po rozpoczęciu wojny na listę inoagientów zaczęły trafiać „osoby fizyczne”, głównie artyści, którzy sprzeciwiali się wojnie np. mąż Ałły Pugaczowej, komik Maksim Gałkin. Wielu inoagientów uciekło wtedy za granicę z obawy przed represjami  – by stać się prawdziwymi „zagranicznymi inoagientami”. Status inoagienta teoretycznie oznacza, że wszelka wzmianka o nich w mediach musiała być uzupełniona odpowiednią adnotacją. Podobnie jak wszelkie publikacje, artykuły, materiały medialne wyprodukowane przez osoby i struktury znajdujące się na liście inoagientów. Jest to forma nacisku – tym bardziej, że określenie to sugeruje, że chodzi o działalność stricte agenturalną.

Iwan – UA: pochodzące jeszcze z dawnych czasów pogardliwe określenie Rosjan. Ukraińcy często opatrują filmiki o ostrzałach z dronów rosyjskich żołnierzy piosenką „Wańka (zdr. Iwan) Wstańka” (Wańko-Wstańko, dokąd uciekasz).

Jebaszyć – RU UA: ostro i gwałtownie ostrzeliwać. Dosłownie nak*rwiać.

Kacap – UA: wielowiekowe pejoratywne określenie Rosjanina używane na Ukrainie, Białorusi i z rzadka w Polsce. W grupie języków tureckich słowo kassap oznacza rzeźnika, człowieka srogiego, despotę. 

Kolektywny Zachód – RU: prawdziwa siła z jaką na Ukrainie walczy Rosja. Grupa państw znajdująca się pod wpływem USA >>> Anglosasi.

Koncert Kobzona – UA: śmierć rosyjskich żołnierzy. Zmarły w 2018 r. sowiecki i rosyjski estradowy piosenkarz Josif Kobzon był znany ze wsparcia udzielanego „Donieckiej i Ługańskiej Republikom Ludowym”. Rosyjscy żołnierze po śmierci mają trafiać na „koncert Kobzona”. 

Ludowa wojna (ros. narodnaja wojna) – RU: wojna powszechna, w którą angażuje się cały naród – w tym „prosty lud”. Ideał prowadzenia wojny przez propagandę, która zarzuca Rosjanom, że się zbyt mało angażują. Jej najbardziej radykalną formą jest Wielka Wojna Ojczyźniana – przez którą dziś rozumie się II wojnę światową od momentu zaatakowania ZSRR przez III Rzeszę.

Łada biała, łada granta – UA: samochód, który kupili sobie rodzice jednego z zabitych rosyjskich żołnierzy za odszkodowanie, jakie otrzymali po jego śmierci. Ironiczne określenie wartości, jakie dla państwa i jego rodziny ma rosyjski żołnierz. Łada granta jest jednym z najtańszych modeli na rynku.

Mangał (pol. grill, ruszt) – UA: krata, którą do wieży czołgów przytwierdzają rosyjscy żołnierze w nadziei, że ochroni ich przed nowoczesną zachodnią bronią. Najczęściej nieskutecznie.

Mobik – RU UA: zmobilizowany żołnierz – synonim marnego, niedoświadczonego wojaka. 

Mogilizacja – UA: gra słów mogiła i mobilizacja – wyśmiewająca cel i efekt >>> częściowej mobilizacji.

Mudozwon – UA: synonim Władimira Sołowjowa – jednego z najostrzejszych rosyjskich propagandystów. Gra słów mudo – męskie jądro i zwon – dzwon. Dosłownie dzwoniący jajami. Osobnik gadający wiele pustych słów.

Najemnicy – RU: główne siły militarne walczące po stronie ukraińskiej. Najemnicy według relacji rosyjskich żołnierzy – są albo Polakami lub ewentualnie rozmawiają po angielsku >>> Anglosasi. Według rosyjskiej propagandy są to żołnierze >>> NATO. Do dziś jednak nie przedstawiono ani jednego dowodu masowego udziału obcokrajowców w wojnie. >>> Białe rajstopy.

Na poważnie (ros. wsierioz) – RU: zapowiedź nasilenia działań wojennych, będąca reakcją na porażki na froncie. Rosja miała je ponosić, gdyż dotąd walczyła  „humanitarnie” i nie „na poważnie”. Objawem przejścia do „poważnego” etapu wojny miała być >>> częściowa mobilizacja.

NATO – RU: rzeczywisty przeciwnik Rosji na Ukrainie, którego wojska podobno już tysiącami walczą na froncie.

Narkoman – RU: synonim Wołodymyra Zełenskiego. Według rosyjskiej propagandy prezydent Ukrainy jest uzależniony od kokainy. Tuż po napaści na Ukrainę, Władimir Putin publicznie namawiał ukraińskich wojskowych do rozmów twierdząc, że łatwiej się z nimi dogadać niż z „szajką narkomanow i neonazistów” siedzących w Kijowie.

Nieludzie – RU: rosyjskie określenie na rosyjskich żołnierzy, popełniających zbrodnie wojenne.

Orki – UA: określenie na rosyjskich żołnierzy porównywanych do tolkienowskich szkaradnych postaci – siły zła >>> Elfy.

Polanyca – UA: słowo służące do wykrywania rosyjskich dywersantów na Ukrainie. Oznacza nieznany w Rosji gatunek chleba – i do tego należy wymawiać go w charakterystyczny sposób. W przenośni symbol ukraińskości.

Penis Duszylin – UA: przezwisko Denisa Puszylina, przewodniczącego samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej.

Pidorasy (pol. pedały) – UA RU: pejoratywne określenie przeciwnika, nieodnoszące się jednak do orientacji seksualnej. Pejoratywne określenie człowieka złego – przede wszystkim wrogiego żołnierza.

Planowe przegrupowanie – RU: określenie panicznego wycofania się z zajętego terytorium UA, w obawie przed otoczeniem lub zniszczeniem oddziałów. Użyte podczas ukraińskiej ofensywy w obwodzie chersońskim przez rzecznika rosyjskiego Ministerstwa Obrony Igora Konaszenkowa. UA używane ironicznie >>> gest dobrej woli.

Precyzyjna broń – RU: określenie rosyjskich rakiet i dronów, które mają atakować na Ukrainie jedynie wybrane cele militarne i nie powodować strat w ludności cywilnej.

Pralka – UA: symbol grabieżczych zapędów rosyjskiej armii. Po napaści na Ukrainę zaczęło pojawiać się coraz więcej doniesień, że Rosjanie rabują opuszczone domy, wywożąc stamtąd np. urządzenia AGD. Obrazek rosyjskiego żołnierza wynoszącego pralkę zagościł na stałe w ukraińskich mediach i sieciach społecznościowych.

Propagandon – UA: zbitka słów „propagandist” i „gondon”(kondom) – określenie na rosyjskiego propagandystę.

Przewrót państwowy – RU: określenie Rewolucji Godności, Euromajdanu w 2014 r., które miało być nielegalnym odebraniem władzy legalnemu prezydentowi Wiktorowi Janukowiczowi >>> reżim kijowski.

Przylot – UA RU: ostrzał artyleryjski ze strony wroga. 

Putler – UA: zbitka słów Putin i Hitler. 

Putlerjugend – UA: synonim rosyjskich organizacji młodzieżowych np. Junarmii. Nawiązanie do Hitlerjugend.

Raszyzm – UA: gra słów Rosja i faszyzm – określenie na agresywną rosyjską ideologię państwową.

Reżim kijowski – RU: synonim władz ukraińskich, które według Kremla są pozbawione legitymacji, zdobyły ją w wyniku >>> przewrotu państwowego – czyli rewolucji Majdanu w 2014 r.

Rosyjski okręt wojenny (ros. russkij wojennyj korabl) – UA: nawiązanie do odpowiedzi ukraińskiego pogranicznika z Wyspy Węży, który na wezwania z krążownika Moskwa do kapitulacji powiedział „russkij wojennyj korabl idi na ch…j”. Używany teraz w wyrażeniu „posłać śladem rosyjskiego statku wojennego” w odniesieniu do Rosjan >>> gest dobrej woli.

Rusofobia – RU: główna wg Kremla i jego propagandy siła, którą kieruje się Zachód, na każdym kroku starający się ją poniżyć i osłabić. Początkowo w latach 90 ub.w. miano krajów rusofobicznych otrzymały kraje bałtyckie, które zdaniem Kremla naruszały prawa mieszkających tam Rosjan, np. zmuszając ich do nauki miejscowego języka. Po rozpoczęciu wojny z Ukrainą rosyjski MSZ opublikował raport z przykładami „rusofobii” we wszystkich krajach Zachodu. Jednym z wymienionych przykładów była konfiskata jachtów rosyjskich oligarchów.

Satanizm – RU: według Kremla dominująca na Zachodzie ideologia, łącząca w sobie także Gender i LGBT. Ma również być zaszczepiona na Ukrainie. Zwalczanie satanizmu jest jednym z głównych celów >>> specjalnej operacji wojskowej >>> Demilitaryzacja, Denazyfikacja, Desatanizacja.

Specjalna operacja wojskowa – RU: określenie na wojnę z Ukrainą, która według początkowych zamiarów kremla miała być ograniczoną operacją wojskową w celu >>> Demilitaryzacji, Denazyfikacji, Desatanizacji.  

Spermousow – UA: przezwisko Kyryła Stremousowa, wiceszefa okupacyjnej administracji obwodu chersońskiego – według Ukraińców kolaboranta.

Sosaldo – UA: przezwisko Wołodymyra Saldo, szefa okupacyjnej administracji obwodu chersońskiego. Nawiązuje do rosyjskiego słowa sosat’ – czyli określenia stosunku oralnego.

Szejtany – UA: diabły, demony, które według Ramzana Kadyrowa >>> Don-Don atakują Rosję ze strony Zachodu i Ukrainy, a także wewnętrzna rosyjska opozycja. Pochodzi z islamskiej teologii >>> Demilitaryzacja, Denazyfikacja, Desatanizacja.

Szapkozakidatielstwo – RU: pochodzi od wyrażenia „zakidat’ szapkami” – zasypać czapkami – oznacza lekceważące traktowanie przeciwnika. Po porażkach na ukraińskim froncie rosyjska propaganda zaczęła ostrzegać przed takim podejściem. Określenie pochodzi z okresów rosyjskiej Smuty, gdy ufni w swoje siły Moskowici twierdzili, że atakujących Polaków „zasypią czapkami”. Do rosyjskiego języka weszło po przegranej przez Rosjan bitwie nad Almą w czasie wojny krymskiej – gdy dowodzący nią generał również obiecał zarzucić atakujących czapkami.

Trwoga (ros. triewożno) – UA: w domyśle – dla Rosji. Ironiczny komentarz do filmików, na których wszelkie sukcesy ukraińskiej armii, nową zachodnią broń zmierzającą na front. Uczucie, jakie mają odczuwać Rosjanie. 

Tik-tok armia – UA: czeczeńskie oddziały Ramzana Kadyrowa, kadyrowcy. Pochodzi od praktyki umieszczania na Tik-Toku i innych sieciach społecznościowych zainscenizowanych filmików, na których kadyrowcy ostrzeliwują i szturmują puste budynki, krzaki i puste pola. Nawiązuje do przekonania, że żołnierze Kadyrowa starają się unikać walki.

Triochsotyj (trzysetny) – RU UA: ranny żołnierz – określenie z czasów wojny w Afganistanie >>> dwuchsotyj.

Tuwiński hodowca reniferów – UA: przezwisko Siergieja Szojgu – aluzja do pochodzenia ministra obrony Rosji, który urodził się w Tuwie – republice na południu syberyjskiej części Federacji Rosyjskiej 

Trzy dni – RU: okres, w którym wg propagandy rosyjska armia miała zająć Kijów. Gdy plan nie wypalił, określenie to stało się obiektem drwin Ukraińców.

Ukr – RU: pejoratywne określenie Ukraińca 

Ukronaziści – RU: pejoratywne określenie Ukraińców, którzy wyznają rusofobię i nazizm. Według rosyjskiej propagandy to mniejszość wspierająca >>> reżim kijowski. Odwrotność „dobrych” Ukraińców. Mają podlegać >>> demilitaryzacji, denazyfikacji, desatanizacji >>> banderowcy >>> zombirowani.

V – symbol, którym oznaczane są pojazdy i żołnierzy wschodniej grupy wojsk atakującą Ukrainę. Wykorzystywany w propagandzie jako symbol wsparcia dla rosyjskiej armii UA – symbol rosyjskiego >>> raszyzmu, porównywany z niemiecką swastyką

Wata, Watnik (pol. waciak) – UA: synonim Rosjan i rzadziej Ukraińców, którzy ulegli kremlowskiej propagandzie – nawiązuje do niewykształconych prymitywnych ludzi chodzących w waciakach >>> ombirowani.

Z – RU: symbol, którym oznacza się pojazdy i żołnierzy zachodniej grupy wojsk atakującą Ukrainę. Wykorzystywany w propagandzie jako symbol wsparcia dla rosyjskiej armii UA – symbol rosyjskiego >>> raszyzmu, porównywany z niemiecką swastyką.

Zapalić papierosa (ros. zakurit’ ukr. zakuryty) – UA: ironiczny synonim celnego ostrzału rosyjskiego obiektu przez ukraińską artylerię. Wziął się z pojawiających się mediach rosyjskich relacji, w których pożary i wybuchy w pobliżu linii frontu były przedstawiane jako efekt nieostrożnego obchodzenia się z ogniem. Wykorzystał to Wołodymyr Zełenski, który w jednym ze swoich wystąpień wezwał Rosjan, żeby „nie palili tam, gdzie już trafiło, ale palili tam, gdzie jeszcze nie trafiło”.

Zombirowani – UA: ludzie znajdujący się pod wpływem kremlowskiej propagandy >>> wata. waciak. RU: Ukraińcy, którzy ulegli rusofobii i wpływowi >>> reżimu kijowskiemu. Nawiązuje do postaci zombie – bezmyślnego żywego trupa.  Nawiązuje też do określenia zombojaszczyk – zombipudełko – w którym określa się agresywną propagandę telewizyjną. 

ZSU – UA: skrót od Sił Zbrojnych Ukrainy, obiektu zaufania i wiary w zwycięstwo.

belsat.eu

SZFR poniosły w czasie walk na Ukrainie wprost katastrofalne straty w sprzęcie łączności, dowodzenia, wre. I mówiąc o stratach, mam na myśli przede wszystkim sprzęt, który w dobrym albo bardzo dobrym stanie trafił w ręce ukraińskie, a następnie.. no podążył w dobrze znanym kierunku. Bardzo bogate zdobycze dotyczyły też: szczegółów awioniki niektórych typów samolotów i śmigłowców, podkładowych i zasobnikowych zestawów zakłóceń, systemów IFF (sic!), możliwości weryfikacji faktycznych parametrów części typów uzbrojenia lotniczego. Niektóre zestawy przeciwlotnicze trafiły w nasze ręce wprost w idealnym stanie i do tego z kompletnymi instrukcjami eksploatacji tego sprzętu – serdeczne podziękowania za tak miłą współpracę. Do tego trzeba dodać wprost nieprawdopodobną liczbę danych zebranych przez wywiad elektroniczny NATO w zakresie pracy: naziemnych srl ostrzegawczych, srl pokładowych samolotów WKS FR, pracy zestawów dowodzenia obroną przeciwlotniczą itd. To wszystko (a wspomniałem ledwie o wierzchołku góry lodowej…) jest… wprost niepojęte. Dotychczas, czy to na Ukrainie 2014/2015, czy w Syrii mogliśmy zaobserwować dużą dyscyplinę zasad pracy łączności, aktywne maskowanie możliwości sprzętu, zakresu jego pracy – w skrócie, jak najbardziej to było możliwe, utrudnianie pracy wywiadowi elektronicznemu NATO. Tymczasem to, co widzimy teraz, to wprost niewyrażalny bałagan i ignorowanie własnych regulaminów, instrukcji itp. Przecież kompletną aberracją jest wysyłanie na linie frontu prototypowych modyfikacji sprzętu WRE i to wyprodukowanych ledwie 1-1,5 miesiąca temu! (tu serdeczne podziękowania dla Ukraińskich służb, jak i żołnierzy sił specjalnych – wzmiankowany sprzęt znajduje się już w całkowicie bezpiecznym miejscu pod czułą opieką specjalistów) . Tak oczywiście, zachód też traci pewne khmm „dzynkse”, daje możliwość zebrania informacji na temat pracy niektórych własnych systemów, ale jest to kompletnie inna skala.

To wszystko każe postawić pytanie:  Jaki realny potencjał (i to ograniczając się tylko do tej wąskiej dziedziny) będzie miała do diaska FR, by zaatakować Polskę w 2025 roku?

Przed Rosją stoi wprost niewyobrażalne (pod względem finansów i technicznym) zadanie modyfikacji i/lub zastąpienia sprzętu w w/w kategoriach i jest to moim zdaniem kompletnie awykonalne w przeciągu 3 lat. Ba, dokonanie tego w dekadę będzie nad wyraz trudne. Przeprowadzenie zaś ataku na dowolny kraj NATO, w tym mitycznym 2025 roku bez dokonania powyższych zmian, to prosta ścieżka, by jednostki rosyjskie miały: sparaliżowaną łączność radiową i satelitarną ( a co za tym idzie sprawny „inaczej” system dowodzenia , działająca opl tylko w zakresie vshorad (ale operującą na ślepo, bo bez otrzymywania informacji z RAP), samoloty operujące bez (lub fragmentarycznym) wsparciem informacyjnym z naziemnych i powietrznych ośrodków dowodzenia… Ja wiem, że na Kremlu panuje trochę inne „postrzeganie rzeczywistości”, ale na Boga, nie róbmy z logiki kurtyzany i nie zakładajmy, że po doświadczeniach na Ukrainie sami wesoło postanowią położyć głowę pod topór. Bo atak w powyższych warunkach skończyłby się katastrofalną rzezią zarówno lotniczej części WKS, jak i opl czy aparatu dowodzenia. I proszę mi wierzyć, naprawdę w Rosji znajdzie się parę osób w mundurach, które mają tego dokładną świadomość.

zlaambasada.pl

Nienawiść do Rosjan – jest czy jej nie ma?

Jest powszechna, ale przybiera różne oblicza. W wojsku ona ma dość specyficzne formy. Słyszałem, jak dowódca kijowskiego batalionu Sofijśka zapytał jednego z żołnierzy, po co tu jest i o czym marzy. Ten odpowiedział, że chciałby zabijać Rosjan i żeby wszyscy zdechli. Ale ten dowódca, zresztą doświadczony żołnierz, myślał o tym spokojniej: nie było w tym żadnej krwiożerczości, a po prostu wojenna niechęć i wrogość.

Na to się nakłada koszarowy humor. Ludzie w tamtym oddziale mieli dmuchaną lalkę, zabawkę erotyczną, która miała przyklejoną podobiznę Kadyrowa. Czekali, aż nadejdzie, żeby mu ją sprezentować. Czasami było to zabarwione etniczną niechęcią. Mówili na Kadyrowa asłajob, czyli przekładając na niepoprawny politycznie polski – kozoj**ca.

Zdziwiło mnie za to, że nie dostrzegałem nienawiści do Rosjan u ludzi, którzy mieszkają blisko linii frontu i doświadczyli rosyjskich ostrzałów, a czasem bezpośredniej przemocy. Spora część tej ludności to obywatele rosyjskojęzyczni, nieraz etniczni Rosjanie – jak w północnej Sałtiwce, straszliwie zniszczonej dzielnicy Charkowa.

Jeśli nie nienawiść, to co widziałeś?

Raczej zdziwienie. W "Internacie" Serhija Żadana jest taka scena: Pasza i jego rodzina dzielili z sąsiadem dom. Sąsiad któregoś dnia spalił swoją połowę domu i wyjechał na wschód. Pasza zdążył zgasić pożar, wyremontował swoją połowę domu, a ta druga pozostała nieodbudowana – to jest symbol tej niezrozumiałej destrukcyjnej siły. Ale Pasza nie żywił do swojego sąsiada nienawiści, bliżej mu było właśnie do zdziwienia.

Byłem wiosną we wsi Mała Rohań pod Charkowem, której rosyjskojęzyczni mieszkańcy zostali wygnani z własnych domów właśnie przez Rosjan. Niektórzy starsi ludzie mówili mi, że to wszystko wina Zełenskiego i żebym mu to przekazał, jak będę w Kijowie – ale oni należą do mniejszości. Bo w oczach większości "russki mir" stał się ideą ostatecznie skompromitowaną. Ludzie zrozumieli, że Rosja ich traktuje jak ludzi drugiej kategorii.

Moskwa może sobie robić referenda w sprawie przynależności "republik" do Rosji, ale traktuje ich mieszkańców jak czerń. To nie jest Krym, który traktuje prestiżowo i ładuje tam wielkie pieniądze. Wiemy z badań socjologicznych, że dla wielu mieszkańców Donbasu doświadczeniem otwierającym oczy była pandemia COVID-19, podczas której byli ostatni w kolejce do szczepienia.

To czym jest w tej układance Donbas? Przedmurzem Mordoru?

Rosjanie widzą go jako przestrzeń głębi strategicznej, wielkie Wzgórza Golan, z których będą sobie mogli, jak sądzą, obserwować ruchy wojsk NATO, gdyby trzeba się było przed nimi bronić. A tzw. prawdziwi Rosjanie będą wtedy bezpieczni w Biełgorodzie czy Rostowie.

Ważną przemianę we wschodniej Ukrainie zauważył Żadan, który jak nikt potrafi się wgryźć w duszę "waty".

"Waty"?

Celowo użyłem tego określenia, chociaż go nie lubię, bo jest nacechowane wyższością. Chodzi o ludzi postsowieckich mieszkających na wschodzie Ukrainy, często w parterowych domach krytych eternitem lub w blokach z wielkiej płyty. To ludność, której "od zawsze" było obojętne, jaka flaga wisi za oknem.

Żadan zauważył, że ci ludzie wraz z wojną zrozumieli sprawę podstawową: Rosja przynosi chaos, nicość. Nawet jeśli Ukraina oznacza "niewiele", to nie sposób się opowiadać za siłą, która przychodzi i cały świat, który cię otacza, zasysa w czarną dziurę.

To, że tak się dzisiaj postrzega "russki mir" – na wschodzie Ukrainy, ale nie tylko – jest zasługą Putina. Zaczynam tę książkę od przypomnienia kampanii prezydenckiej w Ukrainie w 2004 r. i otrucia Wiktora Juszczenki, w którym z pewnością maczali palce Rosjanie. To było pierwsze z posunięć Putina, które wbrew jego intencjom zaczęły kształtować i umacniać świadomy naród ukraiński.

"Jam częścią tej siły" – i tak dalej?

Putin nigdy nie był w stanie zrozumieć, że rewolucja ukraińska – zarówno "pomarańczowa", jak i późniejsza rewolucja godności – miała podbudowę etyczno-moralną, podobnie jak Solidarność. Uczestnikom tego zrywu chodziło, w najbardziej podstawowym sensie, o odrzucenie kłamstwa, rządów bandyterki, codziennego taplania się w przygniatającej żenadzie.

Projekt takiej przemiany zawsze wychodzi z debaty, z wielogłosu, wolności słowa – czyli powstaje tam, gdzie żyje kultura i gdzie możliwa jest wymiana idei. I tu dochodzimy do ukraińskiego kompleksu Putina: on zauważył, że tuż za granicą rozwinęło mu się społeczeństwo rozdyskutowane, rozpolitykowane, gotowe do rozmowy o prawach podstawowych, wolności i demokracji. Tego rodzaju ferment stanowi więc powód do obaw – coś podobnego mogłoby przecież zacząć dojrzewać w Rosji.

Stąd pomysł odcięcia Ukrainy od Zachodu. Zaangażowanie Rosjan w Ukrainie u schyłku rządów Kuczmy i Janukowycza miało wspólną cechę: chodziło o to, by rządzący utopili protesty we krwi i tą krwią podpisali się Putinowi na cyrografie. Propozycja nie do odrzucenia byłaby prosta: były protesty, zabiliście, spałowaliście i więzicie setki demonstrantów, Zachód już nie będzie z wami gadać – zostaje wam tylko Rosja.

Mamy odruch kojarzenia zbrodniczego wymiaru rosyjskiej agresji z tradycjami czy dziedzictwem sowieckim. A ty zauważasz, że w Ukrainie gwałcą i mordują najczęściej nie ludzie, którzy są sierotami po ZSRR – a "lemingi Putina", urodzone nawet po 2000 r.

"Rzeczy najgłębiej ludzkie" – pisał Józef Mackiewicz. Hannah Arendt później to rozwinęła, pisząc o banalności zła. To nie jest cecha przynależna ani wyłącznie Rosjanom, ani systemowi radzieckiemu – człowiek pójdzie mordować, jeśli stworzy mu się warunki.

Odrzucam opowieści, że Putin zwiózł do Ukrainy jakąś hordę morderców z Dalekiego Wschodu. Opowieści o "genie mongolskim", który stoi za zbrodniami Rosjan np. w Buczy, uważam wręcz za rasistowskie. Osławionej 64. Brygadzie z Kraju Chabarowskiego towarzyszyli wagnerowcy czy spadochroniarze z elitarnego gwardyjskiego pułku z Pskowa – potwierdzają to dokumenty. A więc: biali Rosjanie, którzy mogli sobie na przepustkach wyskakiwać do Tallina czy Rygi na piwo i dyskotekę.

Ludzie tacy jak my?

Widziałeś ostatnie ustalenia Bellingcata na temat ludzi, którzy programują cele dla rakiet Kalibr? Są wśród nich 20- i 30-latkowie, wykształceni, po dobrych kierunkach. Mają profile w mediach społecznościowych. Znają języki obce i świat.

Niemieccy oficerowie nieraz uwielbiali Goethego, znali Fichtego i Hegla, zachwycali się muzyką klasyczną – i strzelali Polakom w tył głowy, a Żydów pędzili tysiącami do komór gazowych. Jeszcze wszystko to skrupulatnie odnotowywali w buchalterii.

Trzeba po prostu czasu, wysiłku i pompowania resentymentu, żeby sprawić, by zwykli, wykształceni ludzie myśleli nie tylko o swoim zwykłym życiu, a o wielkich ideach czy procesach historycznych, w imię których wolno im mordować innych. A Rosjanie żyją resentymentem wobec innych narodowości dawnego Sojuza od dawna. O pogardzie dla Ukraińców doskonale wiemy, ale to polega też na żartach typu: "głupi jak Mołdawianin" albo "Gruzin po raz pierwszy zobaczył kibel, jak przyjechał do Moskwy".

Ważna część twojej książki jest poświęcona ukraińskiej kulturze – mówię o dzisiejszych kontynuatorach "rozstrzelanego odrodzenia". Czym jest to dziedzictwo?

To był nurt kulturalny, który w latach 20. i 30. pojawił się najpierw w Kijowie, a potem na Charkowszczyźnie. Na sowieckiej Ukrainie to był wyłom w systemie, powiew świeżego powietrza – bardzo krótki, ale intensywny i inspirujący, także dla zachodnioeuropejskiej awangardy.

Oczywiście Sowiecja w końcu się połapała, że ta działalność ma potencjał narodowotwórczy, a więc i wywrotowy. Skończyło się tak, jak się musiało skończyć: aresztowaniami kilkuset osób, wywózkami do łagrów, egzekucjami gdzieś na północy ZSRR.

Ci artyści, którzy dzisiaj działają w Charkowie: Żadan, Ołeh Kałasznik, Stepan Pasycznik i inni – robią to z poczuciem, że dopisują kolejny rozdział do tamtej historii. Różnica polega na tym, że oni nie zamierzają dać się rozstrzelać.

Żadan od początku wojny jest w Charkowie, zadeklarował, że nie wyjedzie.

A wie, że zginąłby, gdyby nadeszli Rosjanie, bo jest na ich listach proskrypcyjnych. On ze swoją pozycją i doświadczeniem tłumacza mógłby się schronić w Londynie, Berlinie czy nawet Warszawie, wieść wygodne życie. Nie wychodziłby z zachodnich telewizji. Tylko że on i inni charkowscy artyści wiedzą, że to nie ma sensu.

Od 24 lutego współpracują z wojskiem, obroną terytorialną i ludnością cywilną. Sami przenieśli się do Teatru Lalek, który ma siedzibę przy placu Konstytucji w centrum miasta. Niesamowite miejsce, ma zdaje się najbogatszą kolekcję kukieł teatralnych w Europie, więc panuje tam nieco creepy klimat. Miałem przywilej pomieszkać tam z nimi i poszwendać się po Charkowie przez tydzień.

Zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie postawa tych ludzi, ich wewnętrzna spójność: nie uciekniemy, nie damy się zabić – możemy tylko wytrwać i wygrać. Oni rozumieją, w jakim czasie żyją i czego ten czas od nich wymaga.

W Polsce trochę romantyzujemy ten ukraiński opór, przez co łatwo ulec złudzeniu, że w czasie wojny ukraińska polityka się zatrzymała. Jakie ważne zjawiska zachodzą lub mogą zajść, na tamtejszej scenie politycznej, ale ich stąd nie dostrzegamy?

To wszystko zasługuje na najwyższe uznanie, nikt tego nie podważa. Ale Zełenskiemu dało to też mandat do jednostronnych posunięć, z których on może dzisiaj robić różny użytek.

Opisujesz rozgrywki z oligarchami, fascynująco zręczne z jego strony.

Polityk, którego traktowano jak aktorzynę-śmiesznostkę, porozstawiał potężne do niedawna figury po kątach. Z Rinatem Achmetowem prezydent taktycznie współpracuje, ale zablokowano mu możliwość wyprowadzania kapitału za granicę. Achmetow jest politycznie bardzo osłabiony. Utracił Azowstal i wielkie biznesy na wschodzie Ukrainy, a teraz jeszcze ataki rakietowe uderzają w spółki energetyczne, w których ma udziały.

Ostatecznie upadł Medwedczuk, "kum Putina", który ukraińską politykę "rozprowadzał" od czasów wczesnego Kuczmy. Zełenski uniezależnił się też od swojego politycznego patrona, Ihora Kołomojskiego – on wykreował prezydenta, ale dziś już niczego przy jego pomocy nie załatwi. W powietrzu wisi pytanie, czy Zełenski wykorzysta swoją rosnącą pozycję dla dobra ukraińskiej demokracji, czy będzie próbował władzę osobiście monopolizować. To olbrzymia pokusa.

Widzę też dwa ryzyka na przyszłość. Jedno dotyczy roli weteranów, których w Ukrainie będzie mnóstwo i którym wojna zbuduje reputację – zapewne także polityczną. Oficerowie i żołnierze mogą się domagać wpływu na władzę, odwołując się do argumentu krwi przelanej w obronie ojczyzny.

I obawiasz się, że to byłaby siła skrajna? Populistyczna?

Istniał już taki projekt – stał za nim Andrij Biłecki, pierwszy dowódca pułku Azow. Nie zyskał dużego poparcia, ale po tej wojnie liczba weteranów, i to zasłużonych, będzie znacznie większa. Do czego może to doprowadzić, pokazuje nam sytuacja Armenii, gdzie dochodziło do strzelanin w parlamencie.

Wierzę, że Ukrainę takie scenariusze ominą. Głównie dlatego, że tamtejsze społeczeństwo w myśleniu o państwie jakoś zawsze okazuje się dojrzalsze niż jego elity. Prześciga je roztropnością.

Kłopotem będzie cała masa broni, którą Ukraina jest dziś nasycona. Kraj po wojnie po prostu zbiednieje – i ktoś tą bronią będzie próbował na różną skalę handlować. Przy wsparciu Zachodu trzeba będzie ją ściągnąć z czarnego rynku i przekazać pod kontrolę armii, bo inaczej ta broń będzie stwarzać ogromny potencjał destabilizacyjny.

Jaki jest najgorszy scenariusz dla Ukrainy – a jaki najlepszy?

Najgorszy, który mogę sobie teraz wyobrazić, to użycie przeciw niej broni nuklearnej. Nie dlatego, że Ukraińców miałoby to rzucić na kolana, a dlatego że otworzyłoby to nową, ponurą epokę dla całej społeczności międzynarodowej – wszyscy graliby według nowych zasad, albo wręcz bez zasad. I w niemal każdym scenariuszu Ukraina stałaby się wtedy "strefą zgniotu".

Optymistyczna jest natomiast zmiana, która się dokonała wraz z wojną: prozachodni zwrot Ukrainy jest już teraz nieodwracalny. To się nie dokonało, choć niektórzy tak to widzieli, w wyniku rewolucji godności – bo wówczas nie przeprowadzono żadnych zmian, które całkowicie zmieniłyby "paradygmat" na dekady, jak np. plan Balcerowicza w Polsce po przełomie ustrojowym. Widać to dopiero teraz.

Kijów raczej już nie będzie kupować od Rosji ropy czy gazu – ale ważniejsze jest to, że Rosja będzie dla niego państwem cywilizacyjnie obcym, "nieprzysiadalnym". Z kolei z Zachodu popłynie do Ukrainy rzeka pieniędzy na odbudowę.

onet.pl

sobota, 5 listopada 2022


Maciej Szopa: W jakich okolicznościach znalazł się Pan na Ukrainie i w jakim charakterze? Dlaczego zdecydował się Pan tam jechać?

Oczywiście pojechałem walczyć do Ukrainy, żeby walczyć za Polskę. Żeby Rosjanie nie mogli się zbliżyć do naszych granic. Zaproponowałem Ukraińcom to, co umiem najlepiej, na odcinkach, na których mogłem im pomóc. Ostatecznie trafiłem na pierwszą linię, bo tam najbardziej mnie potrzebowali.

Jaki to był odcinek frontu?

To był Donbas, równiny, dużo pól, stepy. Oczywiście były zagospodarowane. Pola z liniami lasów.

To był teren zamieszkały przez ludność rosyjskojęzyczną?

Tak. Do tego to był teren, gdzie domniemywało się, że część ludności wspiera Rosjan. Ale ja osobiście spotkałem się tam z dużą ilością ludzi, którzy chcieli zostać przy Ukrainie. Ci ludzie nam pomagali i mieliśmy z nimi bardzo dobre relacje. Co ciekawe, nawet jeżeli miejscowi byli ranni, a znajdowali się na terytorium kontrolowanym przez Rosjan, to i tak przechodzili przez linię frontu do nas, żebyśmy to my im pomagali. Wiedzieli, że my damy im lepsza pomoc niż Rosjanie

Bardziej byliście skłonni pomagać, czy mieliście lepszy sprzęt i umiejętności?

Myślę, że jedno i drugie. Nasz sprzęt medyczny był bezwzględnie lepszy, ale nie chodziło tylko o to... Wybierali nas.

Czyli ludność ma tam możliwość przenikania względnie bezpiecznie linię frontu? To nie tak jak np. w pierwszej wojnie światowej?

Względnie bezpiecznie, łącznie z różnymi kuriozalnymi sytuacjami. Byliśmy np. w trakcie ataku na Rosjan w pewnej wsi, przed chwilą przejechał przed nami rosyjski bojowy wóz piechoty... i nagle z tej samej strony gdzie zniknął ten wóz wychodzą miejscowi. Dowódca krzyczy: nie strzelać! A oni przechodzą i mówią nam gdzie są Rosjanie. To było przy ciągłym ostrzale artylerii, a oni po prostu sobie przechodzili.

Byli w szoku?

Nie, to ich życie codzienne. Codzienne sprawy.

Czyli znieczulica?

W większość to ludzie już tam osiadli, przyzwyczajeni do miejsca. Tacy, którzy nie mają możliwości czy to fizycznej czy mentalnej, aby przenieść się w inne miejsce.

Walczył Pan w formacji ochotniczej. Ukraińskiej czy międzynarodowej?

To byli Ukraińcy głównie, ale było tam też kilku ludzi z innych krajów. Współpracowaliśmy także z formacjami pochodzącymi wyłącznie z krajów zachodniej Europy.

Co można o tych ludziach powiedzieć? Ukraińcy, Polacy, ludzie z zachodu... Jaka tam panowała atmosfera?

Bardzo pozytywna. W ogóle Polacy z Ukraińcami to jak bracia. Możesz rozmawiać po polsku, a Ukraińcy cię rozumieją. Tam było dużo kozaków, którzy mówili w surżyku i do komunikacji z nimi trzeba było trochę słów rosyjskich znać, ale problemy komunikacyjne praktycznie nie istniały. Z chłopakami z zachodu też bardzo pozytywnie to wyglądało. Oni wiedzieli po co przyjeżdżają, chcieli pomóc i byli tam już długo. Odnosili się do wszystkich fajnie i wszyscy do nich. Każdy wnosił jakieś inne spojrzenie na ten konflikt. Miejscowi chłopacy ukraińscy świetnie się odnajdywali w kwestiach dotyczących terenu, mentalności całej tej wojny z Rosjanami, obsługi sprzętu posowieckiego, jak również w kwestiach jak przeżyć, jak się wyżywić, skąd wziąć potrzebne rzeczy. Z kolei chłopaki z zachodu to byli często doświadczeni żołnierze i przynosili umiejętności obsługi bardziej skomplikowanego sprzętu np. Javelinów.

Jaka była rola waszej formacji?

Ja byłem akurat w takiej formacji, która była dosłownie na styku z Rosjanami. Dużo formacji ochotniczych jest na pierwszej linii. Pomagają też na checkpointach. Były również typowo medyczne formacje ochotnicze, które na różnych poziomach się sprawdzają i całościowo nas zabezpieczały.

Służby specjalne i wojska specjalne Ukrainy. Czy to jest sekret sukcesu militarnego Ukrainy w tej wojnie? Dzięki temu się obronili?

To jest wojna kompleksów rozpoznawczo-uderzeniowych, a więc przede wszystkim służb. Obie strony bardzo mocno posługują się służbami i żołnierzami im podlegającymi, czyli oddziałami specjalnymi, i jest to w dużym stopniu wojna, która się o nich opiera. Działając na takim terenie, gdzie jest część ludzi wspierających Rosjan, mieliśmy cały czas osłonę Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). W trakcie mojego pobytu SBU dokonywało aresztowań ludzi z miejscowej ludności podejrzanych o przekazywanie wiadomości Rosjanom. Wiem też o działaniach jednostek specjalnych SBU w walce z grupami rosyjskimi, które przenikały na naszą stronę frontu. Gdyby te grupy nie były rozbijane i naciskane, mielibyśmy problemy z zaopatrzeniem, infrastrukturą, pracą na tyłach, odpoczynkiem, ze wszystkim.

Bylibyście nękani przez snajperów, ostrzały moździerzowe itp.

Ostrzały moździerzowe były cały czas, ale sądzę, że byłyby skuteczniejsze, gdyby SBU nie pozbawiła przeciwnika źródeł informacji. A dobrze jest w miarę spokojnie odpocząć. Chociaż mieliśmy też sytuacje, że po naszej stronie zniknął żołnierz. Dlatego mieliśmy rozkaz by zawsze być z bronią i znajdować się w większej grupie. Oznacza to, że rosyjskie grupy czy to składające się z ich partyzantów czy oddziałów specjalnych także działały w okolicy. Rosjanie używali swoich oddziałów specjalnych także do rozpoznania czy niszczenia naszych przeszkód inżynieryjnych. Widziałem to na własne oczy.

Jeśli chodzi o ukraińskie oddziały specjalne, to są to rzeczy, o których tylko słyszałem. Mają ułatwioną możliwość działania na zapleczu przeciwnika, szczególnie ze względu na taki sam język, jak na terytoriach na których operują za liniami wroga. Możliwe, że wykonują pełną skalę działań, które mogą robić oddziały specjalne. Od polowania na ważnych ludzi, w tym zdrajców, po obniżanie na różne sposoby morale przeciwnika, zdobywanie informacji, wysadzanie obiektów, czy niszczenie sprzętu i pododdziałów z zasadzek. Ale takie jednostki są też używane przy szturmach i Rosjanie też tak robią. Częste są sytuacje, że to właśnie wojska specjalne zajmują, jakieś pozycje, a potem piechota przejmuje od nich te pozycje i okopuje się. Specjalsi mają lepsze możliwości działania w nocy, przenikania przez ziemię niczyją i reagowania na sytuacje, gdzie może się wydarzyć coś niespodziewanego. Lepiej umieją też obsługiwać sprzęt.

Jaki poziom reprezentowali ci rosyjscy „specjalsi", czy raczej specnaz rosyjski? Czy to był groźny przeciwnik, budził strach? Uznawaliście, że jak się za coś zabierali to osiągną cel?

Specjalsi nie specjalsi... my tego tak nie nazywaliśmy. Nazywaliśmy ich grupami rozpoznawczo-dywersyjnymi, bo oni się nie przedstawiali czy oni są z rozpoznania brygady czy ze specnazu wyższego poziomu. To były dobre grupy, dobrzy żołnierze. Bardzo głęboko wchodzili w nasze terytorium. Ostrzałem snajperskim lub możliwością tworzenia zasadzek szachowali nasze ruchy. Dobrze walczyli w nocy, potrafili radzić sobie w nocy z maskowaniem termowizyjnym, na tyle na ile można to było zrobić.

Mieli jakieś wyposażenie ku temu?

Bardziej wyszkolenie. Po prostu świetnie wykorzystywali teren, żeby znikać i jak najmniej eksponować się w termowizji.

Czy można powiedzieć, że byli na podobnym poziomie wyszkolenia jak ukraińscy ich odpowiednicy?

Trudno mi to oceniać. Ale mieli dużą dyscyplinę ognia. Kiedy mieli zadania, starali się je realizować bardzo uparcie. Potrafili wychodzić noc w noc i byli bardzo konsekwentni w realizacji. Oprócz tego bardzo blisko nas się zapuszczali...

Wspomnieliśmy o SBU. Jak postrzegana jest ta służba przez żołnierzy i ochotników po stronie ukraińskiej? Mówi się, że to układ nerwowy armii ukraińskiej...

W Ukrainie SBU cieszy się bardzo dużym respektem i ma bardzo duże uprawnienia. Służba ta bardzo mocno się czyści i wyczyściła się z ludzi, którzy nie wspierali sprawy ukraińskiej. Dlatego to SBU jest pomocne, kompetentne, bardzo szybko reaguje na przechwycone materiały, radiostacje czy informacje ze strony rosyjskiej. Pozyskane informacje są od razu z marszu o każdej porze przetwarzane, żebyśmy mieli z tego jakiś pożytek. Spotykałem się w Ukrainie z bardzo różnymi ludźmi, ale nikt nie miał do SBU jakiegoś nienawistnego stosunku, z powodu że np. coś mu zrobili, źle traktują itp. Także jest tam duży respekt i szacunek dla tej służby. Jest też pewien rodzaj strachu wobec nich, ale to nie jest niechęć czy nienawiść.

Czyli poważni ludzie traktowani serio. Nie ma nienawiści czyli może nie nadużywają władzy...

Dokładnie tak. Wojna jest szalonym okresem i różne rzeczy w trakcie wojny się zdarzają. SBU nie zajmowała się głupotami, tylko poważnymi rzeczami, po to żeby ta wojna została wygrana.

A co możemy powiedzieć o liniowych wojskach ukraińskich?

Mam o nich bardzo dobrą opinię. Zawsze kiedy były ich zgrupowania w okolicy, albo wiedzieliśmy, że gdzieś stoją ich pododdziały zmechanizowane, pancerne, to czułeś się pewnie. Wiedziałeś, że jest siła, która może cię wesprzeć w każdym momencie. Czasami z naszego odcinka frontu widać było, że ta ilość pododdziałów się zmniejsza, że znikają. Widać było, że to w związku z koniecznością przerzutu w inną część frontu. Wtedy czuło się nerwowość, widać było poczucie straty po stronie chłopaków z Ukrainy, kiedy wiedzieli, że nie ma tego wsparcia.

10 lat temu siły zbrojne Ukrainy przypominały pod wieloma względami armię rosyjską. Jak to teraz wygląda, jeśli chodzi o mentalność czy panującą w nich atmosferę?

Sama armia ma o niebo lepsze wyposażenie niż Rosjanie. Nie mówię o czołgach czy wozach bojowych i tym bardziej złożonym sprzęcie, ale podstawowe wyposażenie żołnierza, Ukraińcy mają nowoczesne nawet w pododdziałach ochotniczych, w obronie terytorialnej. Mają nowoczesne hełmy, plate carriery, dużo słuchawek aktywnych, a także apteczki, które są doskonale wyposażone, duże nasycenie bardzo nowoczesną ręczną bronią przeciwpancerną. U nas każdy najmniejszy pododdział miał do dyspozycji termowizor.

Podobno na początku wojny jedna staza taktyczna przypadała na dwóch żołnierzy. Teraz tego wyposażenia wystarcza. Jeżeli ktoś chciałby i umiał tego używać, to ma do tych rzeczy dostęp. Jeżeli chodzi o broń ręczną to w trakcie mojego pobytu zwiększała się ilość szyn na AK-74 i kolimatorów. W każdej drużynie są ludzie z kolimatorami i to dawało możliwość prowadzenia bardziej precyzyjnego ognia. A w warunkach szturmu na wioskę, wsparcie takiego a'la strzelca wyborowego się sprawdza.

Łączność była szyfrowana, a w razie straty urządzeń bardzo szybko zmieniane były szyfry. Praca jest prowadzona na mapach elektronicznych. W każdym pododdziale każdy dowódca miał tablet, na którym miał elektroniczne mapy z zaznaczonymi swoimi pozycjami oraz przeciwnika, a więc możliwość sprawnego działania. Dzięki Starlinkom, a mieliśmy ich dużo – najpierw jednego potem kilka, mogliśmy mieć stałą łączność kiedy tylko chcieliśmy. Z rodziną, łączność wojskową i mogliśmy np. różne rzeczy sprawdzać na bieżąco.

Starlink jest szyfrowany?

Elon Musk mówił, że nie zapewnia bezpieczeństwa Starlinka, ale po to są systemy wojskowe, żeby przekaz szedł zaszyfrowany. Dynamika pola walki dawała nam też to, że nawet jak jakaś informacja na szybko szła ze słabym szyfrowaniem, to ona za chwilę i tak była nieaktualna.

Frontowa codzienność. Jak to wygląda, czym się różni od tego co widać w socjal mediach?

Warunki w jakich mieszkaliśmy były bardzo dobre, jeżeli nie komfortowe. Przynajmniej na odcinku gdzie my byliśmy, bo my obstawialiśmy brzeg miejscowości więc mieszkaliśmy w jej zabudowaniach. Ci, którzy żyli bardziej w terenie mieli warunki dużo gorsze. Pododdziały są regularnie rotowane, wracają do domów, do rodzin. Jeśli mieszkają bliżej, to przebywają z bliskimi dłużej. Oprócz tego są urlopy, możliwości pozałatwiania swoich spraw.

Na samym odcinku frontu po prostu mamy swoje dyżury. Siedzimy na pozycjach obserwacyjno-nasłuchowych albo w okopach. Robimy zadania, które należy danego dnia wykonać. Następnie wracamy i odpoczywamy.

Jakie to są zadania?

Najczęściej po prostu obserwujesz dany obszar, dane kierunki, przedpole i zajmujesz się takimi rzeczami jak pogłębianie okopów, ich budowanie, ulepszanie okopów, budowanie schronów. Jak już masz to wybudowane to konserwujesz sprzęt i siedzisz w okopach zmieniając się z kolegami. Jeżeli jesteś na punktach obserwacyjno-nasłuchowych to masz obserwację sektora, w okresach newralgicznych jest z tobą więcej osób. W spokojniejszym czasie część obserwuje, a druga część ubezpiecza. Oprócz tego prowadziliśmy działania rozpoznawcze dotyczących danych miejsc plus rozpoznawanie punktów, gdzie można rozmieścić różne rodzaje broni, rozpoznawanie przejść.

Jeżeli jest informacja o uderzeniu przeciwnika to przemieszczamy się w kierunku okopów i wzmacniamy ich załogi. Zwykle to jest w okolicach okopów, w których mamy dyżury na co dzień. Jeśli to nasza strona przygotowuje natarcie, to jesteśmy koncentrowani w określonych obszarach i z nich następnie ruszamy.

Wasze działania były koordynowane z wojskami liniowymi?

Jest zawsze dowódca danego obszaru, który koordynuje wszystkie działania. Były tam różnorodne pododdziały ochotnicze, które się jeszcze dzielą na mniejsze. Wspierają się, dogadują i mamy wzajemnie wsparcie w tym artyleryjskie. Różne grupy koordynują działania, nie ma animozji. Jeżeli ktoś prosi o wsparcie to jest mu ono udzielane.

Czego najbardziej baliście się na froncie? Z tego co można zaobserwować w sieci najstraszniejsza jest chyba artyleria...

Artyleria jest codziennością. Są czasem stałe pory, że strzelają, czasem nie. Nie koniecznie strzelają po tobie, ale cały czas w promieniu kilkunastu kilometrów słyszysz i cały czas masz tą przewlekłą narrację artylerii. Artyleria, która wali przy twoich stanowiskach, na twoje stanowiska, na miejsca, w których mieszkasz...  Nawet jak jesteś gdzie indziej to zdajesz sobie sprawę co tam się dzieje w tym momencie. Lotnictwo znowu niewątpliwie jest rzeczą straszną. Bo wybucha coś, a za pięć, osiem sekund dopiero coś przelatuje. Wcześniej nawet nie wiesz, że to lotnictwo atakowało. Ale ataki lotnicze są rzadkie, z obydwu zresztą stron. Za to technika jest problematyczna. Bo jeśli jesteś na przedpolu, pracujesz nad okopami, albo jesteś w okopach, to taka technika zniszczy cię z jednego, dwóch kilometrów. Ledwo to usłyszysz a już giniesz.

Technika czyli czołgi i bwp?

Tak. Strzeli do ciebie z armaty czy działka albo z wukaemu. Kiedyś chłopaki kopali stanowiska na wzgórzu. Wyjechał czołg, strzelał tylko z PKT – poranił, pozabijał i schował się. Od tamtej pory nikt już nie kopał z tamtej strony, w obawie przed tym czołgiem.

Był Pan też świadkiem użycia amunicji fosforowej. Wygląda to ładnie...

Bardzo ładne, piękne fajerwerki. Pierwszy raz, gdy to widziałem opary do nas zalatywały. One same już są trujące, możesz więc nawet nie dostać tym fosforem, ale i tak jest dla ciebie niebezpieczny. Bywały okresy, że regularnie noc w noc ten fosfor szedł. Fosfor, mieszany z kasetami i klasycznymi ładunkami.

Maski przeciwgazowe pomagały?

Mieliśmy maski z filtrami, rozdano nam je. Na początku, w czasie pierwszych ataków nikt nie chciał zabierać tych masek, ale potem dostaliśmy rozkaz i dowódcy sprawdzali czy mamy te maski więc je zabieraliśmy.

Zgodnie z dostępnymi świadectwami drony też budzą przerażenie.

Drony są tak wszechobecne, tak dominujące, że jak się siedzi na punktach obserwacyjnych czy w okopach to słychać je często. Latają drony ich i nasze. Dronów się oczywiście obawialiśmy, ale nie uciekaliśmy, tylko staraliśmy się być niezauważalni.

Słyszysz drona to starasz się nie zwracać uwagi na siebie, kolegów, czy to co się wykonuje. Bardziej to tak wygląda. Bardzo często padają pytania czy to nasz dron. Jeśli przychodzi informacja, że to nasz, to zapanowuje rozluźnienie. Ale tak naprawdę nie wiesz czy to na pewno nasz, albo czy nie latają dwa drony – nasz i ich. Była taka sytuacja, że atakowaliśmy i z naszej strony szły trzy drony – dwa artyleryjskie i jeden taktyczny. Po ruskiej stronie też jednak musiał być dron, bo jak tylko ruszyliśmy to ruscy weszli w okopy i na zasadzki.

Te wszechobecne drony, to modele wojskowe głównie, czy takie cywilne z hipermarketu?

Regularnie mieliśmy informacje, że lata nad nami Orłan. Wtedy przez jakiś czas zamierał u nas ruch, ale zazwyczaj to były takie komercyjne. Rosjanie często używali też dronów w nocy, czyli musieli mieć dużo termowizji

Mówiliśmy o rosyjskich oddziałach specjalnych, dywersyjnych. A jak postrzegani są przez żołnierzy czy ochotników ukraińskich liniowe wojska rosyjskie? Czy to jest przeciwnik budzący szacunek czy raczej pogardę, niechęć? Propaganda wyśmiewa ich, że są głupi, ale jak to jest naprawdę?

Ukraińcy mają bardzo wysokie morale, dlatego rozmawiając o Rosjanach określają ich różnymi pejoratywami. Z rosyjskich żołnierzy, śmieją się, m.in. z ich apteczek i wyposażenia. Ale nie widziałem, żeby ich lekceważyli. Kiedy rosyjskie drony idą, to się chowają. Kiedy ich artyleria strzela to patrzą, gdzie lecą pociski i jeśli trzeba, chowają się do schronów. Jeżeli idą do walki z Rosjanami, nie działają na zasadzie „haha i tak nas nie trafią", tylko zachowują się normalnie taktycznie w sytuacji kontaktu. Oczywiście armia jest duża i tam na naszym odcinku przeciwnikiem były między innymi jednostki powietrzno-desantowe i one zachowały się inaczej, niż np. oddziały z Ługandy. Ale tak czy owak rosyjska armia to jest armia, skuteczna w walce formacja. Wszyscy wyśmiewają Rosjan, ale nikt nie lekceważy swoich obowiązków. Każdy realizuje zadania rozsądnie, taktycznie. Z respektem. Szczególnie do przeciwnika, który ma czołgi, wozy bojowe, które regularnie są widoczne, artylerię, która strzela do nas częściej niż nasza w nich i która często ma większy zasięg. Ukraińcy są bardzo rozsądni i pragmatyczni.

Jak Ukraińcy sobie wyobrażają koniec wojny?

Uważają, że Ukraina wygra. Że jednostki nowo powstałe, nowy sprzęt, morale i bitność pozwolą im na odwrócenie kolei wojny, w tym sensie, że Rosjanie z zaskoczenia weszli, zajęli pewne terytoria, a teraz oni Ukraińcy te terytoria odzyskają.

Jak w oparciu o swoje doświadczenia skomentuje Pan sukces operacji charkowskiej?

Widać, że Ukraińcy świetnie wykorzystali informacje wywiadowcze, które uzyskali i bardzo dobrze przeprowadzili uderzenia. Wydaje się, że ich straty były relatywnie małe biorąc pod uwagę ile jednostek przeciwnika zmusili do ucieczki i spowodowali utratę ich zdolności bojowej.

Realnie, jak się porówna siły w obwodzie Charkowskim, to były one podobne, a Ukraińcy i tak przepędzili Rosjan i stracili mniej ludzi i sprzętu. To bardzo duży sukces. Jednocześnie widać, że rzeki Oskoł nie przeszli przed umocnieniem nowo zajętych terenów. Podeszli więc do tego rozsądnie, nie ryzykując i starając się nie ponieść dużych strat. To też pokazuje, pragmatyczne podejście do wojny, co tylko dobrze im wróży.

Dziękuję za rozmowę.

defence24.pl

Rosyjskie wojsko (...) próbuje wykorzystać zmobilizowany personel do wznowienia ofensywy w Doniecku, ale prawdopodobnie nadal nie osiągnie operacyjnie znaczących zdobyczy. (...) Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że rosyjskie siły skupiają obecnie te ofensywne operacje w kierunku Bachmutu, Awdijiwki i zachodniego obwodu donieckiego. Rzecznik ukraińskiej wschodniej grupy wojsk Serhij Cherevatyi stwierdził 4 listopada, że siły rosyjskie prawdopodobnie próbują przejąć Bachmut i Soledar w obwodzie donieckim, aby Rosja mogła zadeklarować jakiś sukces, ogłaszając „wyzwolenie” Donbasu (choć te zdobycze nie dałoby Rosji kontroli nad całym regionem). Czerewaty odnotował również obecność zmobilizowanych ludzi w kierunku Bachmutu, obszar, na którym w zasadzie nie powinno być zmobilizowanego personelu, biorąc pod uwagę rozległą obecność na tym obszarze Grupy Wagnera i jednostek zastępczych, które nie powinny przyjmować dużej liczby rosyjskich rezerwistów. Wcześniej ISW oceniało, że 3 listopada siły rosyjskie przedwcześnie nabiły niewystarczającą koncentrację zmobilizowanego personelu w ofensywnych najazdach w pobliżu Bachmuta i Wuhledaru w obwodzie donieckim. Widoczna intensyfikacja rosyjskich ataków w obwodzie donieckim prawdopodobnie wskazuje, że siły rosyjskie powtarzają ten błąd na całym tym odcinku frontu. Zwiększona liczba personelu na pozycjach frontowych może pozwolić siłom rosyjskim na osiągnięcie pewnych zdobyczy w obwodzie donieckim, ale słabe wyszkolenie, logistyka i dowodzenie będą nadal uniemożliwiać siłom rosyjskim osiągnięcie operacyjnie znaczących zdobyczy, które mogłyby wpłynąć na przebieg lub wynik wojny.

Siły rosyjskie stwarzają warunki do kontrolowanego wycofania się w północno-zachodnim obwodzie chersońskim, co prawdopodobnie pozwoli uniknąć nieuporządkowanej ucieczki z prawego (zachodniego) brzegu Dniepru. Siły rosyjskie prawdopodobnie będą musiały podjąć walkę o wycofanie się, aby uniemożliwić siłom ukraińskim ściganie ich na lewym (wschodnim) brzegu. Południowe Dowództwo Operacyjne Ukrainy poprawiło doniesienia w mediach społecznościowych z 3 listopada dotyczące niszczenia cywilnych łodzi i nabrzeży wzdłuż Dniepru. (...) stwierdziło, że siły rosyjskie celowo niszczą statki cywilne i ograniczają cywilne korzystanie z jednostek pływających i dostęp do brzegu. Skorygowana historia prawdopodobnie koresponduje z doniesieniami o przygotowywaniu przez siły rosyjskie pozycji obronnych na lewym brzegu i wycofywaniu niektórych elementów oraz sugeruje, że siły rosyjskie eliminują sposoby, w jakie siły ukraińskie mogą ścigać je przez rzekę podczas lub po wycofaniu.

Prezydent Rosji Władimir Putin prawdopodobnie stwarza warunki do kontynuowania tajnej mobilizacji, co sugeruje, że częściowa mobilizacja nie wygenerowała wystarczających sił do realizacji maksymalistycznych celów Putina na Ukrainie, mimo że Putin twierdzi inaczej. Putin ogłosił 4 listopada, że siły rosyjskie zmobilizowały 318 tys. mężczyzn z 300 tys. upoważnionych w związku z rekrutacją ochotników w okresie mobilizacji. Putin dodał, że Rosja przeznaczyła już 49 tys. ludzi na misje bojowe. Twierdzenia Putina o udanej i zakończonej mobilizacji są niezgodne z jego dekretem z 4 listopada, który pozwala rosyjskim urzędnikom mobilizować obywateli skazanych za poważne przestępstwa. Putin podpisał także dekrety rozszerzające status wojskowych na mężczyzn służących w formacjach ochotniczych oraz określające zwolnienia z mobilizacji dla obywateli odbywających służbę zastępczą. Takie dekrety prawdopodobnie wskazują, że Putin przygotowuje się do kontynuowania tajnej mobilizacji w Rosji, próbując zachęcać do wolontariatu lub ustalając warunki mobilizacji skazanych – biorąc pod uwagę, że nie podpisał jeszcze rozkazu o zakończeniu mobilizacji od 4 listopada. Przepisy uprawniające do mobilizacji więźniów mogą również wskazywać, że Putin stara się zapobiegać napięciom społecznym, ustanawiając warunki do mobilizacji skazanych zamiast cywilnych Rosjan.

Rosyjska opozycja i portale internetowe donoszą, że rosyjskie władze i biznes przygotowują się do drugiej fali mobilizacji, modernizując ośrodki rekrutacji do wojska i przygotowując listy uprawnionych mężczyzn. Gubernatorzy obwodu rostowskiego, kurskiego i woroneskiego również mówili wcześniej o przeprowadzeniu drugiej fali mobilizacji, a kilku mężczyzn zgłosiło, że otrzymali wezwania do 2023 r. Chociaż nie jest jasne, czy Kreml podwoi /siły/ po tajnej mobilizacji, czy zainicjuje kolejną falę mobilizacji, dekrety Putina wskazują na ciągłe wyzwania związane z generowaniem sił, które nękają rosyjską kampanię wojskową.

Kosztowne wysiłki Rosji w zakresie generowania sił będą nadal obciążać rosyjską gospodarkę i mogą wywołać napięcia społeczne, jeśli Kreml nie wywiąże się ze swoich zobowiązań finansowych wobec uczestników „specjalnej operacji wojskowej”. Putin podpisał dekret przyznający jednorazową wypłatę 195.000 rubli (około 3.150 dolarów) zmobilizowanym mężczyznom i osobom, które podpisały kontrakt po ogłoszeniu częściowej mobilizacji 21 września. Zobowiązując się do płacenia zmobilizowanym żołnierzom i nadając ochotnikom status wojskowych, Kreml dodatkowo obciąża finansowo rosyjską gospodarkę. Rosyjscy gubernatorzy już teraz wygłaszają oświadczenia próbujące usprawiedliwić opóźnienia w wypłacie rekompensat zmobilizowanym mężczyznom i ich rodzinom, powołując się na kwestie budżetowe i konieczność finansowania dostaw dla rosyjskich żołnierzy. Brak wypłat dla zmobilizowanych mężczyzn już powoduje napięcia społeczne, na przykład w Republice Czuwaski, gdzie 1800 mężczyzn domaga się, aby region natychmiast zapłacił obiecane 400 milionów rubli (około 6,5 miliona dolarów) zmobilizowanej ludności.

understandingwar.org

Premier Denys Szmyhal poinformował o przyjęciu budżetu Ukrainy na 2023 r. Na bezpieczeństwo i obronę przewidziano w nim 43% całości wydatków, czyli ponad 1,1 biliona hrywien (przeszło 30 mld dolarów). Na wypłaty i świadczenia socjalne – drugą pod względem wysokości środków pozycję – przypadnie 17%. Dochody własne państwa szacuje się na 1,3 bln hrywien, co stanowi 51% wszystkich planowanych wpływów, zaś ze wsparcia międzynarodowego ma być sfinansowanych 46% wydatków budżetowych. Minister finansów Serhij Marczenko stwierdził, że budżet przygotowywano przy założeniu, że wojna będzie trwała cały następny rok.

Środek ciężkości walk w Donbasie przesunął się na obszar pomiędzy Donieckiem a granicą obwodu zaporoskiego. Najcięższa sytuacja panuje w rejonie Wuhłedaru, który siły rosyjskie próbują oskrzydlić. Wzrosła presja agresora na pozycje ukraińskie w łuku na zachód od Doniecka. W rezultacie obrońcy podjęli decyzję o całkowitej ewakuacji ludności Marjinki. Niepowodzeniem miały się zakończyć kolejne rosyjskie ataki na Bachmut, Sołedar, na północ od Gorłówki oraz na wschód od Siewierska. Najeźdźcy mieli przejść do kontrataku pomiędzy Swatowem i Kreminną w obwodzie ługańskim i zaatakować pozycje obrońców wzdłuż linii rzeki Żerebeć. Siły ukraińskie ponawiają próby natarcia na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego na wschód od Kupiańska i na północny wschód od Swatowego. W obwodzie chersońskim jednostki ukraińskie kontynuowały próby przełamania pozycji rosyjskich, atakując na południe od linii Dawydiw Brid–Dudczany. Według nieoficjalnych informacji miały zająć miejscowość Mała Sejdemynucha nad rzeką Ingulec.

Rosjanie wciąż prowadzą ataki na infrastrukturę energetyczną i przemysłową z wykorzystaniem rakiet i dronów, ale ich intensywność uległa ograniczeniu. Odnotowano trafienia obiektów w Charkowie, Krzywym Rogu, Mikołajowie (celem był m.in. port), Pawłohradzie oraz Pokrowsku w obwodzie donieckim, a także w okolicach Zaporoża. Obie strony ostrzeliwują i bombardują pozycje i zaplecze przeciwnika wzdłuż linii styczności. Siły ukraińskie miały dokonać kolejnych aktów dywersji w Melitopolu i jego okolicach (m.in. w rejonie mostu kolejowego w Switłodołynśkem).

Głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Wałeryj Załużny zwrócił uwagę na nawet trzykrotne zwiększenie liczby ataków rosyjskich – do 80 na dobę „na wybranych odcinkach frontu”. Z kolei zastępca szefa Głównego Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego gen. Ołeksij Hromow poinformował, że na prawym brzegu Dniepru (w obwodach chersońskim i mikołajowskim) znacząco wzrosła liczba przeprowadzanych przez rosyjskie lotnictwo ataków na pozycje ukraińskie. Ma to być spowodowane trudnościami z zabezpieczeniem logistycznym działających tam pododdziałów artylerii. Hromow stwierdził też, że na Białoruś przybywają rosyjscy żołnierze wcieleni do jednostek w trakcie „częściowej mobilizacji”, a stworzenie ugrupowania uderzeniowego może nastąpić nie wcześniej niż za dwa–trzy miesiące. W jego ocenie Rosja chce w ten sposób zmusić wojska ukraińskie do ściągnięcia sił ze wschodu i południa kraju. Dowództwo rosyjskie przywiązuje dużą wagę do wykorzystywania bazy lotniczej w Łunińcu (obwód brzeski), gdzie stacjonuje jednostka wyposażona w irańskie drony bojowe.

Według gen. Mychajły Zabrodskiego, zastępcy przewodniczącego parlamentarnej komisji obrony i byłego dowódcy wojsk desantowo-szturmowych, Rosjanie opuszczą Chersoń bez walki, ale wiosną 2023 r. mogą przeprowadzić dwie operacje ofensywne – na południu z rejonu Zaporoża w kierunku Dniepru oraz z północnego wschodu w kierunku Sum, Połtawy i Dniepru. Z kolei zadaniem sił najeźdźczych rozmieszczonych w obwodach donieckim i ługańskim będzie powstrzymywanie i wiązanie części armii ukraińskiej. Zabrodski nie wykluczył też zagrożenia ze strony Białorusi. Strategicznym celem takiej operacji byłoby okrążenie Ukraińców na lewym brzegu Dniepru i zmuszenie Kijowa do rozpoczęcia negocjacji pokojowych. Według niego Ukraina musi przystąpić do tworzenia trzech nowych ugrupowań operacyjnych – na Zaporożu, w obwodzie sumskim i na Wołyniu.

2 listopada białoruskie MSW zapowiedziało, że planuje stworzyć „drużyny bojowe” złożone z rezerwistów sił specjalnych, które będą wykonywać misje bojowe w przypadku wtargnięcia na Białoruś „najemników”. Nabór do „drużyn” będzie prowadziło Białoruskie Stowarzyszenie Kombatantów Jednostek Wojsk Specjalnych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych „Honor”. Wcześniej szef KGB Iwan Tertel wskazał m.in., że plany Zachodu obejmują m.in. „zbrojne zajęcie regionalnego centrum na terytorium Białorusi jako trampolinę do dalszego rozwoju operacji ofensywnej”.

3 listopada władze okupacyjne w Chersoniu poinformowały, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo opuszczenia miasta przez siły rosyjskie. Mieszkańcom doradzono, aby jak najszybciej przedostali się na drugi brzeg Dniepru. Według władz ukraińskich okupant plądruje miasto (m.in. wywieziono wszystkie karetki pogotowia i wozy strażackie).

Zgromadzenie Narodowe Bułgarii zgodziło się na zwiększenie zakresu napraw ukraińskiego sprzętu wojskowego, a także przekazywanie lekkiego uzbrojenia. Rząd został zobowiązany do przygotowania w ciągu 30 dni planu dostaw dla Kijowa.

Słowacki „Denník N” poinformował 4 listopada, że przez Słowację przedostają się (bezpośrednio lub pośrednio) towary podwójnego zastosowania, wykorzystywane przez Rosję w inwazji na Ukrainę. Ukraińska armia miała wykryć w zestrzelonym irańskim dronie austriackie silniki Rotax 912 do samolotów cywilnych. Sam producent zaprzeczył, by dokonał podobnej transakcji, wiadomo natomiast, że zgody na eksport tych silników do Iranu udzielił pod koniec kwietnia krajowej firmie słowacki urząd celny. „Denník N” przedstawił szeroką listę towarów podwójnego zastosowania (m.in. silniki, łożyska, części do kół), które trafiały przez Słowację do Rosji i mogły służyć do produkcji broni, także ciężkiej. Ministerstwo Obrony już poczyniło kroki na rzecz ustalenia szczegółów i ukrócenia procederu. 

Rząd Szwajcarii odmówił udzielenia zgody na reeksport z RFN na Ukrainę amunicji 35 mm do dostarczonych wcześniej samobieżnych dział przeciwlotniczych Gepard. Niemcy występowały o 12 400 sztuk nabojów, co jest ilością symboliczną (20 jednostek ognia) w kontekście przekazanych armii ukraińskiej 30 dwulufowych Gepardów (w części źródeł pojawiają się informacje o użytkowaniu 24). Dotychczas wraz z Gepardami RFN przekazała 60 tys. sztuk amunicji, jednak zapas ten został już wyczerpany.

Komentarz

Planowane wydatki budżetowe na 2023 r. stanowią potwierdzenie wcześniejszych zapowiedzi władz Ukrainy, że przygotowują się one do długotrwałej wojny. To także kolejny – po dostawach uzbrojenia, sprzętu wojskowego i materiałów wojennych – element wskazujący, że Kijów jest pod względem prowadzenia działań militarnych w pełni uzależniony od pomocy finansowej Zachodu. Należy podkreślić, że do budżetu Ukrainy najprawdopodobniej nie wliczono w żadnej formie nieodpłatnego wsparcia wojskowego świadczonego przez sojuszników (poza wyposażeniem i materiałami wojennymi), również w postaci organizowanych szkoleń oraz donacji pieniężnych na ich sfinansowanie. Jeśli jednak uwzględnić informacje przekazane kilka dni wcześniej przez ambasadora Ukrainy przy ONZ Serhija Kysłycię, zgodnie z którymi w ciągu dziesięciu miesięcy br. ujawniona wartość wsparcia wojskowego dla Ukrainy wyniosła 41,3 mld euro, to koszty prowadzenia działań wojennych mogą okazać się większe niż cała część dochodowa przyszłorocznego budżetu.

Przedstawienie przez gen. Zabrodskiego kierunków potencjalnych działań rosyjskich należy uznać przede wszystkim za mające na celu uzasadnienie konieczności rozbudowy ukraińskich wojsk operacyjnych oraz traktować jako sygnał dla Zachodu, aby nowe jednostki w całości wyposażył. Ze względu na niedostateczną ilość wyposażenia, zwłaszcza ciężkiego uzbrojenia, Ukraina nie była w stanie utworzyć nowych jednostek, a prowadzona po 24 lutego mobilizacja służyła głównie uzupełnieniu stanów osobowych i formowaniu pododdziałów obrony terytorialnej. Dostawy uzbrojenia i sprzętu wojskowego z Zachodu, a częściowo także zdobycze wojenne, w dalszym ciągu są niewystarczające do uzupełnienia strat w istniejących jednostkach. W przypadku dalszego zwiększania liczebności zgrupowania agresora (obecnie ok. 250 tys. żołnierzy) sformowanie nowych związków taktycznych stanie się jednak warunkiem koniecznym do tego, by go pokonać.

Alarmistyczne komunikaty władz okupacyjnych w Chersoniu wzywające ludność do opuszczenia miasta świadczą o trudnej sytuacji sił rosyjskich w regionie. Mimo to nie odnotowano oznak wycofywania się wojsk agresora i rozbudowywane są linie obronne. Ewakuacja ludności ma natomiast zapewne ułatwić zamienienie miejscowości wokół Chersonia w umocnione punkty obronne. Jak wcześniej przyznał prezydent Wołodymyr Zełenski, nie można wykluczyć, że rozpowszechnianie wiadomości o możliwości wycofania się wojsk rosyjskich z miasta to operacja dezinformacyjna. Jej celem jest zachęcenie sił ukraińskich do działań ofensywnych, a w konsekwencji doprowadzenie do dużych strat w ludziach w wyniku natarcia na dobrze przygotowane linie rosyjskiej obrony. Ostrożność sił ukraińskich na południu prawdopodobnie spowodowana jest również tym, że ewentualny ich atak na Chersoń wymagałby zwiększenia liczby przesuwanych z innych odcinków frontu jednostek, to zaś mogłoby ułatwić Rosjanom przeprowadzenie ofensywy na wschodzie Ukrainy.

osw.waw.pl

Punktem odniesienia dla obecnego kryzysu może być historyczny epizod z udziałem Rosji i Ukrainy z XIX w. Historia nie musi się oczywiście powtarzać, ale niektóre jej prawidłowości są zaskakująco stabilne. Mogą się one zmienić, ponieważ ludzie uczą się na błędach historycznych i unikają ich w przyszłości. W nowej książce „Oceany zboża” (ang. Oceans of Grain: How American Wheat Remade the World) Scott Reynolds Nelson analizuje szereg poważnych wstrząsów na światowym rynku zbóż (w tym pszenicy) w XIX w. oraz sposób, w jaki agresywna reakcja Rosji na te wstrząsy doprowadziła do wojny z Japonią. W pierwszej połowie XIX w. na europejskim rynku pszenicy dominowała carska Rosja. Należy zauważyć, że po trzecim rozbiorze Polski, który miał miejsce w 1795 r., Rosja była znacznie większa niż obecnie. Obejmowała część Polski, kraje bałtyckie i Ukrainę. Po 1865 r. kluczowym producentem i eksporterem pszenicy stały się Stany Zjednoczone, a także Kanada, Australia i Argentyna. Wielkie innowacje w transporcie morskim i kolejowym znacznie zwiększyły wolumeny wymiany handlowej. Historyk ekonomii Kevin O’Rourke określił tę ekspansję handlową mianem „europejskiej inwazji zbożowej” (ang. European grain invasion).

Jakie były źródła wstrząsów na światowych rynkach zbóż w XIX w.? Stany Zjednoczone stały się głównym producentem i eksporterem pszenicy, ponieważ po zakończeniu wojny secesyjnej w 1865 r. znacznie wzrosła produkcja w regionie Wielkich Równin. Duże zmiany technologiczne nastąpiły także w transporcie (kolejowym i morskim). Doszło do znaczącej migracji pracowników z Europy do Ameryki, zniesiono też niewolnictwo. Powstawały wówczas liczne nowe firmy zbożowe. Założone zostały m.in. przedsiębiorstwa należące do tzw. czwórki światowych handlowców rolnych „ABCD” (Archer Daniels Midland Co., Bunge Ltd., Cargill i Louis Dreyfus Company), które pozostają istotnymi graczami do dziś. Ponadto wprowadzono wówczas do obrotu tzw. kontrakty terminowe na zboża. Poza Stanami Zjednoczonymi produkcja zbóż upowszechniła się również na obszarach nowo zasiedlonych przez Europejczyków: w Kanadzie, Australii i Argentynie. Innowacje, dzięki którym państwa te stały się głównymi producentami i eksporterami, okazały się mieć trwały charakter i w 2022 r. nadal pozostają jednymi z największych producentów zbóż na świecie. Niektóre z firm zbożowych kontynuowały swoją działalność w Rosji już po inwazji na Ukrainę, pomimo krytyki ze strony zwolenników Ukrainy.

Innowacje te zostały zinterpretowane przez przywódców Rosji jako poważne zagrożenie dla rosyjskiej dominacji na rynku zbóż. W reakcji na nie poszukiwali oni sposobów na zniwelowanie negatywnych skutków dla rosyjskiego eksportu zbóż. Jedną z takich agresywnych reakcji był zwrot na Wschód, rozpoczynający się od kosztownej budowy kolei transsyberyjskiej (budowa trwała w latach 1891– 1916). Miała ona zapewnić Rosji dostęp do Port Artur (obecnie Dalian w Chinach na półwyspie Liaodong), czyli ciepłowodnego azjatyckiego portu, który byłby dostępny przez cały rok. Projekt ten został zatwierdzony przez cara Aleksandra III i zrealizowany przez hrabiego Siergieja Witte. Ten zwrot Rosji na Wschód został jednak uznany przez japońskich przywódców za ingerencję w azjatycką strefę wpływów Japonii w Mandżurii i Korei. Agresywne wejście Rosji do Azji wynikało z niedoceniania rzeczywistej siły kraju Kwitnącej Wiśni. Zakończyło się ono wojną rosyjsko-japońską z lat 1904–1905, która doprowadziła do zniszczenia rosyjskiej Floty Pacyfiku i upokarzającej porażki Rosji. Nelson w swojej pracy odważnie sugeruje, że ta reakcja przywódców carskiej Rosji na wstrząs na rynku zbóż była poważną pomyłką i mogła przyczynić się do wybuchu rosyjskich rewolucji w latach 1905 i 1917, które doprowadziły do obalenia dynastii Romanowów.

obserwatorfinansowy.pl