wtorek, 18 października 2022


O ile przed pomarańczową rewolucją Kreml zajmował się głównie osłabianiem tendencji "separatystycznych" w Ukrainie w sferze "wspólnej przeszłości", o tyle po fiasku z akcesją Wiktora Janukowycza w 2004 r. coraz bardziej widoczny stał się nowy dyskurs antagonistyczny.

Już podczas ukraińskich wyborów prezydenckich w 2004 r. rosyjscy technolodzy polityczni wymyślili i agresywnie rozpowszechniali ideę "ukraińskiego nazizmu" — wykorzystując między innymi fakt, że w otoczeniu Wiktora Juszczenki znaleźli się przedstawiciele radykalnie prawicowych partii i organizacji (na przykład partii Swoboda).

Wizerunek Juszczenki w nazistowskim mundurze na billboardach w Doniecku, określenia "Naszyści" (odnoszące się nie do prokremlowskiego rosyjskiego ruchu młodzieżowego "Nasi", lecz do partii "Nasza Ukraina"), "pomarańczowa zaraza" (podobna do "brunatnej zarazy") to pierwsze zewnętrzne oznaki nowej ukraińskiej tematyki inspirowanej przez Kreml.

Zadanie ułatwili im sami ukraińscy nacjonaliści. Kultywują wyidealizowany obraz ukraińskich organizacji nacjonalistycznych (z pierwszej połowy XX w.) i ich przywódców, a także relatywizują współpracę z nazistami podczas II wojny światowej i inne działania swoich idoli (w tym nawet współudział w Holokauście i masakrze polskiej ludności cywilnej na Wołyniu w 1943 r.).

W latach 2007—2009 wybuchła wojna o pamięć. Rosyjska klasa rządząca, jej słudzy propagandowi i kliki kulturalne aktywnie walczyły przeciwko międzynarodowemu uznaniu Hołodomoru za ludobójstwo, rozpoczęły dyplomatyczne eskapady przeciwko "gloryfikacji OUN i UPA" (co rzeczywiście stało się częścią polityki pamięci państwowej w Ukrainie za czasów Juszczenki) i coraz bardziej kultywowały medialny obraz Ukrainy jako terytorium jaskiniowych nacjonalistów.

W 2008 r. Putin złożył oświadczenie, które można uznać za programowe. Nie wiemy, co wyczytał z klasyków imperialnej historiografii, ale jego retoryka na szczycie NATO w Bukareszcie po raz pierwszy zaznaczyła dość wyraźnie rewizję "wspólnej przeszłości" w duchu "łączenia ziem".

Po pierwsze, zwrócił uwagę na fakt, że we współczesnej Ukrainie jedna trzecia ludności to Rosjanie, a na Krymie jeszcze więcej. Po drugie, poinformował, że Ukraina jest państwem złożonym, powstałym w czasach sowieckich, czyli bardzo niedawno.

Po trzecie, słuchacze dowiedzieli się, że państwo to otrzymało pewne terytoria od sąsiadów i "ogromne terytoria" od Rosji. Po czwarte wreszcie, że wprowadzenie "kwestii NATO" do dyskusji o perspektywach Ukrainy może postawić ten kraj "na krawędzi istnienia samej państwowości".

Łatwo zauważyć, że tezy te stanowią podstawę wyobrażeń Putina o Ukrainie jako podmiocie historycznym. Ukraina to "fałszywe" państwo zmontowane ze skrawków obcych terytoriów. Jako taka staje się ofiarą złego NATO, zamiast żyć w zgodzie z Rosją.

Za prezydentury Janukowycza (który doszedł do władzy w 2010 r.) antagonizmy dotyczące "wspólnej przeszłości" nieco zelżały. Ale we wrześniu 2013 r. Putin ponownie postanowił podzielić się swoimi poglądami na temat historii Ukrainy. Tak jak pięć lat wcześniej, nieujawnioną przyczyną był ruch Ukrainy w kierunku Zachodu, tak tym razem chodziło o umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską.

W rozmowie z Associated Press rosyjski prezydent powiedział, że Rosjanie i Ukraińcy to "jeden naród", ochrzczony w jednej historycznej chrzcielnicy. Dodał też, że podziwia ukraińską kulturę, muzykę i taniec oraz szanuje pragnienie Ukraińców do życia osobno — ale wspomniał ponownie o terytoriach przekazanych Ukrainie przez Rosję i zaznaczył, że dopiero w zjednoczonym (z Rosją) kraju, przy zjednoczeniu "obu części Rosji", Ukraina stała się dużym państwem europejskim.

Ogłaszając, że szanuje dążenie Ukraińców do integracji z Europą, Putin jednocześnie rozpoczął wojnę celną z Ukrainą, a następnie doprowadził do rezygnacji przez Kijów podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Doprowadziło to do protestów społecznych w Ukrainie, które zimą 2014 r. przerodziły się w powstanie na dużą skalę przeciwko Janukowyczowi ("Euromajdan").

Korzystając z rewolucyjnego chaosu, Putin zaanektował Krym i sprowokował konflikt zbrojny na Donbasie, który przerodził się w hybrydową wojnę Rosji z Ukrainą.

Historia i pamięć stały się częścią tej wojny. W Rosji kult "wielkiego Zwycięstwa" (w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, jak Rosjanie nazywają II wojnę światową) coraz bardziej przekształcał się w kult militaryzmu, wyrażony w najbardziej radykalnej formie w haśle "możemy to powtórzyć" (odwrócenie antyfaszystowskiego hasła "Nigdy Więcej") — w tej formie stał się uzasadnieniem wojny hybrydowej przeciwko Ukrainie.

Na Donbasie kult ten został skutecznie przekształcony w ideę kontynuacji dzieła 9 maja: "my" nie skończyliśmy wojny w 1945 r. i kończymy teraz, walcząc z faszystami, kunktatorami i "banderowcami". Jak widzimy, przerodziło się to następnie w ideologię wojny z Ukrainą na pełną skalę.

Równocześnie rozwijał się temat "krain historycznych". W marcu 2014 r., uzasadniając akt aneksji Krymu, Putin stwierdził, że, podobnie jak ziemie "południowej Rosji", został on przekazany Ukrainie bezprawnie, jak "worek kartofli", najwyraźniej zapominając, że działo się to na obszarze, na którym żył ten sam "jeden naród". Jeśli Ukraińcy i Rosjanie to jeden naród, to co ma do tego "worek kartofli"?

W kwietniu 2014 r. Putin ogłosił kolejne historyczne odkrycie, ogłaszając Donieck, Ługańsk, Charków, Mykołajów, Chersoń i Odessę jako "Noworosję" i ponownie wyraził zdziwienie z powodu "przekazania" tych ziem przez bolszewików Ukrainie.

W październiku tego samego roku powtórzył tę ukochaną lekcję geografii historycznej na posiedzeniu Klubu Wałdajskiego, wspierając ją rytualnymi zapewnieniami o poszanowaniu suwerenności Ukrainy.

W konsekwencji tych ćwiczeń pojawił się projekt polityczny stworzenia "Noworosji" — na razie w ramach separatystycznych republik ługańskiej i donieckiej. Zwołano nawet swoisty parlament "Noworosji". Projekt został jednak odłożony, gdyż w Syrii pojawiły się inne pilne sprawy.

W końcu czytelnik historycznych ksiąg postanowił spróbować swoich sił jako pisarz. Latem 2021 r. Putin zachwycił opinię publiczną długim artykułem "O historycznej jedności Rosjan i Ukraińców", który stał się swoistym kompendium wszystkich jego wcześniejszych wypowiedzi i argumentów: o jednym narodzie, o wspólnej historii, o szczególnych prawach Rosjan w Ukrainie, o ukraińskich "nacjonalistach—nazistach", o podarowanych przez dobrą Rosję terytoriach.

Artykuł, opublikowany w języku rosyjskim i ukraińskim, wywołał rozgłos w mediach. W ogólnym potoku komentarzy (od entuzjastycznych po szyderczo ironiczne) pojawiła się informacja, że rosyjskie Ministerstwo Obrony zaleciło wpisanie artykułu Naczelnego Wodza na listę literatury obowiązkowej w uczelniach wojskowych. Wielu uważało te wiadomości za żołniersko-biurokratyczną egzotykę. Teraz nie wygląda to już tak komicznie.

Naczelny Wódz sumiennie powtórzył główne tezy swojego artykułu w nie mniej długim przemówieniu z 21 lutego 2022 r., poprzedzającym wybuch krwawej tragedii, która w jego wykonaniu szybko przeradza się w upiorną farsę: świeżo upieczony pisarz-historyk już próbuje swoich sił w roli rekonstruktora historii.

Porównuje się do Piotra Wielkiego i udaje, że jednoczy "stare" ziemie. A jego ideologiczny sztab generuje propagandowe klisze, które mają potwierdzać jedyny prawdziwy obraz "specjalnej operacji wojskowej".

Zamiłowanie do historii, prowokujące do gry w "czołgi" na wyimaginowanych rekonstrukcjach historycznych i na rzeczywistym polu walki, to nie jest tylko rozrywka znudzonego prezydenta Rosji. Trajektoria, po jakiej ewoluował Putin historyk od czytelnika do pisarza, a następnie do animatora jest w istocie zgodna z tym, co myśli znaczna część jego poddanych.

Jak wynika z badań opinii publicznej, większość Rosjan nie jest wcale najbardziej dumna z osiągnięć nauki, kultury czy nawet armii (tu zresztą możemy się zgodzić: armia, która była w Buczy, jest warta wstydu). Przede wszystkim są dumni z historii, z przeszłości.

Od 1994 do 2020 r. to właśnie historia zdecydowanie zajmuje pierwsze miejsce w łańcuchu skojarzeniowym Rosjan, gdy są pytani o swój naród. A zwycięstwo w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej stale zajmuje najważniejsze miejsce w świadomości historycznej.

onet.pl/meduza.io

Głównym zadaniem Regionalnego Zgrupowania Wojsk (RZW), w którego skład wchodzą siły zbrojne (SZ) Białorusi i Rosji, jest ochrona Państwa Związkowego. Formowanie RZW następuje na wniosek jednego z państw, które informuje o zagrożeniach. Działania podejmowane w latach ubiegłych wskazywały, że w skład RZW wchodzą SZ Białorusi oraz część jednostek Zachodniego Okręgu Wojskowego (OW) Rosji. Jednostki tworzące RZW ćwiczyły regularnie, a największymi sprawdzianami stanu ich zdolności były realizowane naprzemiennie w dwuletnich odstępach manewry Zapad oraz Tarcza Związku. Na lutowe manewry Sojusznicze Zdecydowanie Rosja zdecydowała się jednak wysłać jednostki Wschodniego OW, co świadczyło o możliwości dowolnego kształtowania składu i wielkości RZW.

Anonsując decyzję o rozpoczęciu formowania RZW, Alaksandr Łukaszenka wskazał na zagrożenie płynące z państw NATO, w tym z Polski, która modernizuje swoje jednostki stacjonujące na wschodzie państwa. W odpowiedzi na białoruską prośbę Rosja wyśle do 9 tys. żołnierzy wraz ze sprzętem (m.in. 170 czołgów, 200 samochodów opancerzonych). Pierwsze komponenty rosyjskich sił lądowych dotarły na centralną i północną Białoruś 15 października. 16 października Rosja rozpoczęła z kolei przerzucanie komponentu lotniczego, którego oficjalnym zadaniem ma być wsparcie SZ Białorusi w ochronie granicy z NATO.

W dniach 11–12 października przeprowadzono na Białorusi kompleksowy sprawdzian stanu gotowości bojowej dwóch samodzielnych brygad zmechanizowanych i jednej desantowo-szturmowej. 14 października białoruskie władze przyznały ponadto, że w związku z napiętą sytuacją na zachodniej granicy wprowadzony został stan „zwiększonego zagrożenia terrorystycznego”. Oznacza to, że – niezależnie od formowania RZW – białoruskie służby, głównie KGB, otrzymały dodatkowe możliwości prowadzenia działań przy granicy z państwami NATO. Wcześniej, 10 października, Łukaszenka podpisał dekret, który podporządkował organy bezpieczeństwa, w tym KGB, jedynie prezydentowi państwa (dotąd podlegały one również rządowi i Radzie Bezpieczeństwa Państwa). Na Białorusi trwa też jesienny pobór do wojska. Wedle nieoficjalnych informacji prowadzona jest ponadto mobilizacja rezerwistów odpowiadających głównie za kwestie logistyczne i aprowizacyjne. Może to świadczyć o tym, że Białoruś będzie wspierała zaplecze tyłowe Rosji w jeszcze szerszym zakresie niż dotąd.

Poprzez wskazanie rosnącego zagrożenia ze strony państw NATO białoruskie władze mogą dążyć do uniknięcia bezpośredniego zaangażowania swoich SZ w działania zbrojne na Ukrainie. Rozwinięcie RZW i ogłoszenie stanu podwyższonego zagrożenia terrorystycznego ma dodatkowo wzmocnić przekaz o niebezpieczeństwie grożącym ze strony państw wschodniej flanki. Działania władz Białorusi powodują jednak zwiększenie rosyjskiej obecności wojskowej w tym państwie, a tym samym wzrost napięcia zarówno w stosunkach z Ukrainą, jak i z państwami NATO. Choć ponowne otwarcie frontu kijowskiego z użyciem sił Białorusi jest obecnie mało prawdopodobne, strona ukraińska stale podkreśla istotne zagrożenie związane z białoruskim terytorium i udostępnianiem Rosji przestrzeni powietrznej Białorusi w celu prowadzenia ataków na Ukrainę. Konieczność uwzględniania możliwości ataku z Białorusi ogranicza też siły i środki, które mogłyby zostać przerzucone na wschód i południe Ukrainy.

Od początku aktywnej fazy wojny Białoruś wspiera Rosję, udostępniając swoje terytorium rosyjskim SZ dla prowadzenia działań przeciwko Ukrainie. Po wycofaniu się Rosjan z północnej części Ukrainy na Białorusi pozostała niewielka część rosyjskich jednostek (ok. 1 tys. żołnierzy), co wymusza na Ukrainie utrzymywanie przy granicy z tym państwem wzmocnionej obrony. Z Białorusi prowadzone są ostrzały rakietowe oraz ataki dronów na cele cywilne i infrastrukturę energetyczną Ukrainy. Białoruś wspiera też Rosję, umożliwiając leczenie rannych, dostarcza także paliwo i smary na potrzeby rosyjskich jednostek walczących na Ukrainie. W ostatnich tygodniach białoruskie władze zdecydowały się również na przekazanie Rosji co najmniej 67 czołgów T-72A ze swoich zapasów, niezbędnej amunicji i innego uzbrojenia. Na rosyjskie potrzeby pracują też białoruskie zakłady remontowe, naprawiając sprzęt wojskowy. Najprawdopodobniej na Białoruś trafi też część zmobilizowanych w ostatnich tygodniach Rosjan. Po przeszkoleniu przez białoruskich instruktorów mogą oni zostać wysłani na Ukrainę.

(...)

pism.pl

poniedziałek, 17 października 2022


Najcięższe walki toczą się w rejonie Bachmutu i położonego na północny wschód od niego Sołedaru. Według części źródeł siły ukraińskie rozpoczęły ściąganie do miasta rezerw w celu wzmocnienia obrony. Wojska rosyjskie miały kontynuować presję na linii rzeki Żerebeć w północno-wschodniej części obwodu donieckiego, powstrzymując próby sforsowania jej przez obrońców. Jednostki ukraińskie miały odeprzeć natarcia na południowy wschód od Siewierska, na północno-zachodnich obrzeżach Gorłówki oraz w łuku na zachód od Doniecka. W obwodzie chersońskim (według źródeł nieoficjalnych) Ukraińcy podejmowali nieskuteczne próby natarcia na rosyjską linię obrony pomiędzy Dawydiwym Bridem a Dudczanami.

Rosjanie nadal prowadzą uderzenia z wykorzystaniem rakiet i dronów, a ich celem jest głównie infrastruktura energetyczna. Rankiem 17 października w Kijów trafiło pięć dronów kamikadze. Atakowane były również Dmytriwka w obwodzie kijowskim, Charków, Mikołajów, Odessa i Zaporoże. W obiekty infrastruktury energetycznej uderzano także w obwodach dniepropetrowskim i sumskim. Większość dronów i część rakiet zestrzelono.

Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuują uderzenia na pozycje i zaplecze wojsk ukraińskich wzdłuż linii styczności i w przygranicznych rejonach obwodów czernihowskiego i sumskiego. Permanentnie atakowane są Nikopol wraz z okolicami, a na linii frontu – Orichiw w obwodzie zaporoskim i Bachmut. Celami uderzeń były także Konstantynówka w obwodzie donieckim i infrastruktura portowa Oczakowa. Strona ukraińska atakowała głównie pozycje i zaplecze sił rosyjskich w obwodach chersońskim i ługańskim, a w ostatnich dniach zwiększyła też intensywność ostrzału i bombardowań w obwodzie zaporoskim. Siły obrońców ostrzelały również budynki administracji rosyjskiej w Doniecku. Ukraińskie akty dywersji po raz kolejny odnotowano w rejonie lotniska w Melitopolu oraz w okolicach Berdiańska.

17 października ministrowie spraw zagranicznych państw Unii Europejskiej oficjalnie podjęli decyzję o uruchomieniu misji wsparcia wojskowego (EU Military Assistance Mission), której koszty określono na 100 mln euro w ciągu dwóch lat. Zajmie się ona szkoleniem blisko 15 tys. żołnierzy ukraińskich (12 tys. w ramach kursu podstawowego oraz 2,8 tys. specjalistów). Niemcy zadeklarowały, że na ich terytorium naukę otrzyma 5 tys. wojskowych (pozostałe 10 tys. – najprawdopodobniej w Polsce). Dwa dni wcześniej prezydent Emmanuel Macron zatwierdził plan przeszkolenia we Francji 2 tys. żołnierzy ukraińskich. Szef francuskiego resortu obrony Sébastien Lecornu potwierdził ponadto przekazanie systemów przeciwlotniczych Crotale. Ich pierwsza bateria może zostać wysłana na Ukrainę w ciągu dwóch miesięcy, po zakończeniu procesu szkolenia.

W nowym (23. od sierpnia 2021 r.) pakiecie amerykańskiej pomocy wojskowej o wartości 725 mln dolarów znajdą się m.in.: pociski do wyrzutni HIMARS (w tym rakiety naprowadzane GMLRS); 23 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej 155 mm; 500 sztuk amunicji precyzyjnej 155 mm (najprawdopodobniej М982 Excalibur); 5 tys. pocisków kasetowych 155 mm do minowania narzutowego z ładunkiem przeciwpancernym Remote Anti-Armor Mine (RAAM); 5 tys. sztuk broni przeciwpancernej; rakiety przeciwradiolokacyjne AGM-88 HARM; ponad 200 samochodów terenowych HMMWV. Niemcy przekazały Ukrainie 16 mostów czołgowych Biber (na podwoziu czołgu Leopard 1), zaś Norwegia zamierza zakupić 17 tys. sztuk posowieckiej amunicji artyleryjskiej kalibrów 122 mm i 152 mm (nie wskazano źródła jej pochodzenia).

Według ukraińskiego ministra obrony Ołeksija Reznikowa Rosja wykorzystała na Ukrainie ponad dwie trzecie posiadanych rakiet balistycznych i manewrujących. 24 lutego miała dysponować łącznie 1844 rakietami (900 systemu Iskander bazowania naziemnego, 500 typu Kalibr bazowania morskiego oraz 444 typów Ch-101 i Ch-555 bazowania powietrznego). Z kolei 12 października w ich arsenale miało się znajdować 609 rakiet (124 systemu Iskander, 272 typu Kalibr oraz 213 Ch-101 i Ch-555). Rosjanom miało pozostać jeszcze także blisko 300 irańskich dronów kamikadze. W zestawieniu przygotowanym przez ukraiński resort obrony nie uwzględniono innych typów użytkowanych przez armię rosyjską rakiet, głównie manewrujących (łącznie kilkanaście typów), oraz ewentualnej produkcji po 24 lutego.

16 października Sztab Generalny Ukrainy potwierdził, że aktywność sił ukraińskich na południu kraju spowodowała, że Rosjanie rozpoczęli ewakuację pracowników i mienia administracji z Chersonia na Krym. 13 października kolaboranccy przedstawiciele anektowanej części obwodu chersońskiego poinformowali, że Siły Zbrojne Ukrainy rozpoczęły ofensywę na Chersoń, i zwrócili się do Moskwy o pomoc w zorganizowaniu ewakuacji ludności. Z kolei według przedstawiciela tzw. Ługańskiej Milicji Ludowej wojska ukraińskie przygotowują natarcie w kierunku Kreminnej i Swatowego, które ma nastąpić w dniach 18–20 października.

Na Białoruś przewożone są pierwsze oddziały rosyjskie wchodzące w skład rozwijanego od 9 października Regionalnego Zgrupowania Wojsk Federacji Rosyjskiej i Republiki Białorusi (RZW). Białoruski resort obrony poinformował, że rosyjski komponent będzie liczył ok. 9 tys. żołnierzy wyposażonych w ok. 170 czołgów, do 200 bojowych wozów piechoty oraz do 100 dział i moździerzy. Nie ujawniono, jakiego rodzaju jednostki zostaną rozmieszczone, ale na podstawie podanej liczby wojskowych można przyjąć, że dojdzie do rozwinięcia zgrupowania stanowiącego ekwiwalent co najmniej dwóch brygad lub – zależnie od potencjału pododdziałów zabezpieczenia – pułków wojsk lądowych oraz że zostaną wzmocnione siły powietrzne (w tym oddziały wyposażone w bezpilotowce bojowe). Wojska rosyjskie nadal korzystają ze wsparcia materiałowego Białorusi. Od 11 października z tamtejszych magazynów wywieziono do Rosji co najmniej 67 czołgów T-72A.

15 października wiceszef rosyjskiej delegacji przy ONZ Konstantin Woroncow poinformował, że Rosja zamierza przekazać Białorusi kompleksy rakietowe Iskander-M z podwójnymi wyrzutniami i rozważa dostosowanie białoruskich samolotów typu Su-25 do przenoszenia broni jądrowej. Decyzję uzasadnił możliwym wysunięciem infrastruktury nuklearnej NATO na wschód oraz zamiarami Polski, która „od kilku lat deklaruje chęć pełnego włączenia się do misji jądrowych”. Dodał, że obecnie „nie planuje się ani wyposażania białoruskich systemów w głowice nuklearne, ani przemieszczania takich głowic na Białoruś”.

14 października Alaksandr Łukaszenka potwierdził ogłoszenie na Białorusi „operacji antyterrorystycznej”. Jednym z jej efektów jest militaryzacja kadr Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. Część personelu otrzymała broń palną, przeprowadzane są szkolenia na wypadek rozpoczęcia działań wojennych oraz przygotowywane są plany ewakuacji ludności z obszarów zagrożonych walkami. W ocenie ukraińskiej służby granicznej sytuacja na granicy z Białorusią pozostaje napięta, nie odnotowano jednak zmian w charakterze poczynań jednostek sąsiada rozmieszczonych wzdłuż niej.

15 października Władimir Putin zapowiedział, że częściowa mobilizacja na terenie kraju zakończy się do końca października, a od 21 września udało się zarejestrować 222 tys. osób z zakładanych 300 tys. Około 33 tys. zmobilizowanych przebywa już w jednostkach wojskowych, a 16 tys. skierowano na front. Prezydent Rosji odrzucił możliwość ogłoszenia powszechnej mobilizacji i skrytykował „głupotę” władz wojskowych, które nieumiejętnie przystąpiły do wykonania planowanych w tym zakresie działań, posłużywszy się w tym celu zdezaktualizowanymi bazami danych.

Odnosząc się do słów Putina o przebiegu mobilizacji, dowódca Połączonych Sił Zbrojnych Ukrainy Serhij Najew oświadczył, że powstaną nowe jednostki, przy pomocy których może zostać dokonane przegrupowanie i przygotowanie do operacji ofensywnej. Ocenił, że dostępny zasób mobilizacyjny Rosjan to ok. 2 mln osób – są to ludzie, którzy niedawno zostali zwolnieni ze służby wojskowej i uczestniczyli w okresowych szkoleniach. Z kolei całość rosyjskich rezerw mobilizacyjnych oszacował na ok. 29 mln ludzi.

Z Rosji napływają kolejne informacje o problemach ze zrealizowaniem planu mobilizacji. W Saratowie część zmobilizowanych jest wysyłana na front bez wcześniejszego przeszkolenia. Powołanych przetrzymuje się po kilka dni pod strażą w składach kolejowych. Sygnalizowane są niedobory w podstawowym wyposażeniu żołnierzy – brakuje hełmów i kamizelek kuloodpornych. Za własne pieniądze mają oni kupować śpiwory i elementy odzieży zimowej. 15 października na jednym z poligonów Zachodniego Okręgu Wojskowego doszło do strzelaniny, w której 11 osób zginęło, a 15 zostało rannych. Okoliczności incydentu świadczą o niedostatecznej weryfikacji powoływanych do służby, ich niezadawalającej kondycji psychicznej oraz złym stanie dyscypliny w obozach szkoleniowych (np. pojawianie się konfliktów narodowościowych czy oznak buntu przeciwko wysłaniu na front).

Komentarz

W przekazach obu stron pojawia się coraz więcej informacji o mających się w najbliższym czasie rozpocząć lub zintensyfikować kolejnych działaniach ofensywnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Najważniejszym z nich ma być odzyskanie Chersonia i wyparcie wojsk agresora z prawego brzegu Dniepru. O przygotowywaniu się obu stron do takiego rozwiązania ma świadczyć rozpoczęta przez Rosjan ewakuacja. Podjęte przez okupanta działania nie przesądzają jednak o planowanym opuszczeniu prawobrzeżnej części Ukrainy. Należy przyjąć, że Rosjanie chcą do minimum ograniczyć cywilne wykorzystanie miejsc i środków przeprawowych przez Dniepr, których utrzymanie będzie miało decydujące znaczenie dla zachowania łączności z zapleczem w przypadku bitwy o Chersoń. Za rychłym atakiem wojsk ukraińskich przemawiają postępujące zwiększanie potencjału zgrupowania agresora (nawet przy uwzględnieniu słabego przygotowania kierowanych do obwodu chersońskiego nowo zmobilizowanych żołnierzy) oraz zbliżająca się pora jesienno-zimowa, która będzie faworyzować siły najeźdźcy.

Dotychczasowe postępy w rozwijaniu białorusko-rosyjskiego zgrupowania wojskowego wskazują, że jest to demonstracja siły mająca utrzymać stan napięcia na granicy nie tylko z Ukrainą, lecz także z Polską, Litwą i Łotwą. Białoruscy wojskowi podkreślają, że wejście wojsk rosyjskich wynika rzekomo z rosnącego zagrożenia ze strony NATO dla bezpieczeństwa militarnego Republiki Białorusi i Państwa Związkowego, w związku z czym potencjał obrony granicy musi zostać zwiększony „w celu ograniczenia działalności wojskowej na terenach państw sąsiadujących z Białorusią”. Deklarowana liczebność wojsk rosyjskich na Białorusi jest obecnie zbyt mała, aby – bez wsparcia sił białoruskich – mogły one posłużyć do realizacji nowej pełnoskalowej ofensywy na północ Ukrainy. Należy oczekiwać, że Rosjanie będą kontynuować ataki powietrzne z terytorium Białorusi na większą skalę.

Istnieje prawdopodobieństwo, że Rosjanie przy wsparciu białoruskim zdecydują się na sprowokowanie incydentów w rejonie granicy, zmuszając w ten sposób Kijów do zwiększania potencjału obronnego na północnym jej odcinku. Zgrupowanie może też zostać użyte do działań na Ukrainie w razie niekorzystnego dla agresora przebiegu bitwy o Chersoń. W takim przypadku jego celem nie byłoby zajęcie określonego fragmentu terytorium na północy kraju, lecz zaangażowanie jednostek armii ukraińskiej, by nie mogły służyć wsparciem na południu.

Informację Woroncowa o rozważanym przystosowaniu samolotów szturmowych Su-25 lotnictwa białoruskiego do przenoszenia taktycznej broni jądrowej należy uznać wyłącznie za kolejny element rosyjskiej wojny psychologicznej. Su-25 są jednymi z niewielu typów maszyn bojowych w lotnictwie państw posowieckich nieprzystosowanym do przenoszenia taktycznej broni jądrowej z racji charakteru realizowanych przez lotnictwo szturmowe zadań. Jeżeli Moskwa podejmie decyzję o przekazaniu Białorusi taktycznych ładunków jądrowych, to do ich przenoszenia – bez konieczności wprowadzania zmian konstrukcyjnych – mogłyby służyć wprowadzane w ostatnich latach do służby w lotnictwie białoruskim wielozadaniowe samoloty bojowe Su-30SM.

Oświadczenie Putina o bliskim zakończeniu częściowej mobilizacji nie przesądza o jej faktycznej skali. Napływające z Rosji informacje o kłopotach organizacyjnych związanych ze złym przygotowaniem zmobilizowanych lub nawet odstąpieniem od ich przeszkolenia przed wysłaniem na front świadczą o dużym pośpiechu w uzupełnianiu poniesionych strat. Powtarzające się sygnały o brakach w podstawowym wyposażeniu żołnierzy, złych warunkach w miejscach skoszarowania, a także o incydentach świadczących o niskiej dyscyplinie wskazują, że większość uzupełnień nie będzie miała dużych zdolności bojowych. Wysyłanie na front źle przygotowanych żołnierzy wywoła wzrost rosyjskich strat i utrudni przeprowadzenie skutecznej operacji ofensywnej na dużą skalę.

osw.waw.pl

niedziela, 16 października 2022


Do sobotniej strzelaniny na poligonie wojskowym w Rosji, w której, według oficjalnych informacji, zginęło 11 osób, a 15 zostało reannych, doszło po wypowiedzeniu przez jednego z dowódców obraźliwych słów pod adresem Allaha - informuje w niedzielę niezależny portal Meduza.

Projekt dziennikarski Astra, który cytuje Meduza, podał, że do strzelaniny mogło dojść na tle religijnym. Astra powołuje się na jednego z wojskowych, który twierdzi, że był świadkiem zdarzenia.

Rozmówca projektu utrzymuje, że konflikt zaczął się od tego, że trzech żołnierzy - Dagestańczyk, Azer i Adygejczyk - chcieli "napisać raporty w sprawie tego, że nie chcą już służyć, bo to nie ich wojna". Jeden z dowódców - według rozmówcy serwisu to podpułkownik Andriej Łapin - "zebrał wszystkich" i powiedział, że "to święta wojna".

Po tym - twierdzi świadek - wojskowi pochodzący z Tadżykistanu oświadczyli, że święta wojna, to wojna muzułmanów przeciwko niewiernym. W odpowiedzi Łapin miał wtedy nazwać Allaha "słabeuszem" albo "tchórzem". Dowódca miał powiedzieć: "czyli Allah to tchórz, jeśli nie pozwala walczyć za ten kraj, przed którym złożyłeś przysięgę". Ta wymiana - jak relacjonuje źródło - "zszokowała" wielu obecnych na miejscu.

Wkrótce podczas ćwiczeń ze strzelania trzy osoby pochodzące z Tadżykistanu, służące na podstawie kontraktu, powiedziało innym muzułmanom, by odeszli na bok, a następnie zabili Łapina, po czym zaczęli strzelać w kogo popadnie. Zdaniem źródła mieli oni zabić jeszcze 29 osób.

Jeden z wojskowych po usłyszeniu strzelaniny rzekomo zabił dwóch napastników i ranił trzeciego, któremu jednak udało się uciec.

Astra zaznacza, że nie zdołała potwierdzić tożsamości osób, które miały brać udział w konflikcie.

(...)

Na południu Ukrainy stosunek strat ukraińskich do rosyjskich wynosi 1 do 6,5 - poinformowała w niedzielę wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malar.

Malar podkreśliła, że takie dane przekazał dowódca zgrupowania Południe ukraińskich sił zbrojnych generał Andrij Kowalczuk.

Obecnie stosunek strat sił ukraińskich do rosyjskich wynosi w przybliżeniu 1 do 6,5. Jak wskazał generał, "krytyczny punkt" stosunku strat to 1 do 8; później armia przeciwnika będzie "rozsypywać się" pod względem psychologicznym.

Dowódca zaznaczył, że siły rosyjskie są w "dosyć trudnej sytuacji na południu, ale to nie czas, by się rozluźniać". "Wręcz przeciwnie - trzeba zgromadzić całą naszą siłę i moc i wypchnąć rosyjską armię z naszej ziemi" - oznajmił generał.

(...)

Siły okupacyjne rozpoczęły ewakuację tzw. państwowych instytucji z zajętej przez nie części obwodu chersońskiego na południu Ukrainy - przekazuje w niedzielę sztab generalny sił zbrojnych Ukrainy.

"Okupanci wzmacniają działania filtracyjne w obwodzie chersońskim i zaczęli proces ewakuacji tzw. państwowych instytucji" - czytamy w wieczornym komunikacie sztabu.

Z informacji, jakie posiada sztab, wynika, że z Chersonia na anektowany Krym wywożeni są pracownicy i majątek banków oraz zakładów emerytalnych.

Nie ma paniki, jest zamieszanie przed "gestem dobrej woli".

(...)

Sztab Generalny: Rosja nasila ataki na mieszkańców w okupowanej części obwodu chersońskiego, kradnie mienie. Rosjanie nasilają ataki na Ukraińców mieszkających w okupowanych częściach obwodu chersońskiego, które mogą obejmować sprawdzanie ich rzeczy osobistych i włamania do domów.

(...)

Rosyjskie dowództwo wysyła na linię frontu nie odpowiednio przeszkolonych zmobilizowanych. "Szkolenia dla zmobilizowanych praktycznie nie ma: w Rosji trwa ono jeden dzień, na granicy z Ukrainą ogranicza się do niecałego tygodnia...", powiedział jeden ze zmobilizowanych.

"To tylko nieprzygotowane "mięso" na razie pójdzie tutaj". Wojskowi Federacji Rosyjskiej omawiają mobilizację w Federacji Rosyjskiej i narzekają na żałosne wyposażenie armii rosyjskiej w porównaniu z Siłami Zbrojnymi Ukrainy.

onet.pl

Wybitni rosyjscy milbloggerzy, którzy 14 października ogłosili istnienie „hitlist” pochodzących podobno z rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON) i atakujących milbloggerów w celu ich relacjonowania operacji na Ukrainie, cofnęli swoje roszczenie 15 października. Jak donosił ISW 14 października, rosyjski milblogger Siemion Pegov z kanału WarGonzo Telegram oskarżył „poszczególnych generałów i dowódców wojskowych” rosyjskiego Ministerstwa Obrony o stworzenie „listy hitów” rosyjskich milbloggerów, których Ministerstwo Obrony zamierza ścigać za „zdyskredytowanie” sposobu prowadzenia przez Ministerstwo Obrony wojny na Ukrainie. Twierdzenie Pegova zostało wzmocnione przez kilku innych milblogerów i wywołało znaczną panikę w związku z cenzurą w hipernacjonalistycznej rosyjskiej przestrzeni informacyjnej.

Pegov ogłosił jednak 15 października, że ​​„nie ma więcej list” i że kwestia list została usunięta z porządku obrad i pogratulował swoim zwolennikom i szerszej społeczności milbloggerów za to, że są nietykalni w obliczu prób represji. Pegov powtórzył również, że od tygodni zna tę listę i wie, że struktury władz administracyjnych i politycznych rozpoczęły już prace nad śledztwami w poszczególnych kanałach. Pegov twierdził, że dowiedział się, kto był autorem listy i pochwalił swoich zwolenników i kolegów za wspieranie go. Inni wybitni milbloggerzy wzmocnili wypowiedzi Pegova i stwierdzili, że milbloggerzy nadal przewodzą walce o prawdę w przestrzeni informacyjnej.

Jak wcześniej ocenił ISW, ogłoszenie mobilizacji stało się katalizatorem załamania się rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, co jeszcze bardziej postawiło coraz bardziej wyalienowany MON /w sporze/ z prezydentem Rosji Władimirem Putinem i kohortą milblogerów, których on okresowo wspierał i wzmacniał. Rosyjska społeczność milbloggerów mogła strategicznie wypuścić pogłoski o listach celów Ministerstwa Obrony przeciwko samemu Ministerstwu Obrony, ujawniając informacje i sprawiając wrażenie, że pokonała ataki Ministerstwa Obrony przeciwko bloggerom – niezależnie od tego, czy były one prawdziwe, czy nie. Dyskurs wokół istnienia tych list wskazuje na ciągłe podziały strukturalne między establishmentem MON, milblogerami i Kremlem.

Prywatna Kompania Wojskowa Grupy Wagnera prawdopodobnie kontynuuje starania o zapewnienie sobie wyższości nad rosyjskim Ministerstwem Obrony (MON) i konwencjonalnymi rosyjskimi siłami lądowymi. Film opublikowany w mediach społecznościowych 13 października pokazuje żołnierzy 126. Brygady Obrony Wybrzeża Floty Czarnomorskiej w bliżej nieokreślonym miejscu w obwodzie chersońskim, którzy skarżą się, że walczą na tym obszarze od początku wojny bez przerw i rotacji oddziałów. Żołnierze twierdzili, że są „miażdżeni” przez siły ukraińskie i podkreślali, że dysponują jednym BTR (transporterem opancerzonym) na 80 osób, co znacznie ogranicza ich manewrowość. Po tym, jak wideo krążyło, kanał Telegram związany z Grupą Wagnera ogłosił 14 października, że ​​kierownictwo Grupy Wagner zdecydowało o przekazaniu czterech pojazdów terenowych do 126. Batalionu Obrony Wybrzeża w celu wsparcia ich wysiłków na rzecz utrzymania linii frontu w obwodzie chersońskim. Ta wymiana jest godna uwagi w świetle wcześniejszej oceny ISW, że finansista Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn aktywnie próbuje zabiegać o przychylność prezydenta Rosji Władimira Putina i oddzielić siły Grupy Wagnera od konwencjonalnych sił MON. Przekazanie podstawowego sprzętu oddziałowi konwencjonalnych rosyjskich sił lądowych może być dorozumianą krytyką widocznej niezdolności MON do zapewnienia takich potrzeb własnym żołnierzom.

(...)

Zmobilizowane siły rosyjskie wzięły udział w bratobójczej kłótni na poligonie w obwodzie białogrodzkim 15 października. BBC i rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowały, że zmobilizowani żołnierze rosyjscy strzelali do siebie na bliżej nieokreślonym poligonie w obwodzie białogrodzkim, w wyniku czego zostało, co najmniej 11 zabitych i 15 rannych. Rosyjskie Ministerstwo Obrony określiło sprawców strzelaniny jako „terrorystów” i stwierdziło, że pochodzą z nieokreślonego kraju Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP). Zmobilizowani rosyjscy mężczyźni nadal trenują na poligonach w całej Federacji Rosyjskiej.

Władze rosyjskie podobno intensyfikują swoją taktykę, aby zmobilizować więcej rosyjskich mężczyzn. Władze w Moskwie i Sankt Petersburgu podobno przeprowadzają obławy mobilizacyjne, podczas których ubrana po cywilnemu policja blokuje wejścia do prywatnych domów, aby uniemożliwić obywatelom uniknięcie otrzymywania zawiadomień o mobilizacji. Rosyjskie źródła podały, że policja w Moskwie otoczyła kordonem Rynek Radiowy Mitinsky w Moskwie, aby przetrzymywać mężczyzn i wydawać im wezwanie do mobilizacji. Według doniesień rosyjskie władze przeprowadziły 14 października nalot mobilizacyjny na firmę budowlaną „MIPSTROI1” w Moskwie i zmusiły 250 mężczyzn do udania się do komisariatu wojskowego. Moskiewski Komisariat Wojskowy odmówił wydawania zawiadomień o mobilizacji w miejscach publicznych w pobliżu stacji metra.

Rosyjskie źródła nadal dokumentują problemy z rosyjską mobilizacją. Deputowany do Dumy Państwowej Maksym Iwanow podobno krytykował rosyjskie komisariaty wojskowe w obwodzie swierdłowskim i oskarżał komisariaty o „ściganie ilości nie jakości” w celu pospiesznego uzupełnienia kwot rekrutacyjnych. Rosyjskie źródła opublikowały nekrolog 28-letniego szefa departamentu urzędu moskiewskiego, który został zmobilizowany 23 września, wysłany kilka dni później pomimo braku doświadczenia bojowego i zabity w akcji na Ukrainie 10 października. Ta głośna śmierć wywołała podobno masowy exodus pracowników w wieku poborowym z moskiewskiego urzędu. Źródła rosyjskie wyrażają frustrację, że rosyjscy poborowi nie są przydzielani do ról odpowiednich dla ich specjalizacji wojskowych. Podobno specjalista od artylerii został przydzielony do jednostki strzelców zmotoryzowanych, a oficer Specnazu z Rosgwardii został przydzielony do dowodzenia batalionem czołgów. Wybitny rosyjski blogger poinformował, że brakuje jednolitych standardów szkolenia dla zmobilizowanego personelu, co skutkuje tym, że niektóre zmobilizowane siły nie uczą się umiejętności wykraczających poza podstawowe posługiwanie się bronią.

understandingwar.org

Mimo jednoznacznego wsparcia politycznego dla Kijowa ze strony Bukaresztu, w tym zdecydowanej i konsekwentnej krytyki działań Kremla oraz apeli o zaostrzenie sankcji przeciw Rosji, politykę Rumunii wobec trwającego konfliktu określić można jako nad wyraz ostrożną. Stanowcze deklaracje polityczne kontrastują z symboliczną skalą oficjalnego wsparcia militarnego udzielanego Ukrainie po 24 lutego br., które Instytut Gospodarki Światowej w Kilonii szacuje na ok. 3 mln euro. Według dostępnych danych Bukareszt wysłał jak dotąd jedynie niewielki transport paliwa, kamizelek, hełmów oraz amunicji, co kontrastuje ze skalą pomocy udzielanej Kijowowi przez inne państwa regionu (z wyjątkiem Węgier). Dopiero pod koniec kwietnia rumuńskie władze przyjęły nowelizację umożliwiającą przekazywanie krajom sojuszniczym i partnerskim broni z rezerw wojskowych. Dzięki tej zmianie Rumunia prawdopodobnie dostarczyła Ukrainie 28 czołgów T-72, w tym pięć w pełni sprawnych. O pięciu pakietach wsparcia ze strony Bukaresztu (zawierających m.in. broń strzelecką, amunicję i części zapasowe) donosił w sierpniu minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow. Żadna z powyższych informacji nigdy nie została jednak oficjalnie potwierdzona przez rumuńskie władze. Innymi przejawami ich ostrożności w działaniach były m.in. niepodpisanie opublikowanego 28 lutego br. listu ośmiu państw flanki wschodniej NATO wzywającego do jak najszybszego przyznania Ukrainie statusu kandydata do UE (Bukareszt chciał prawdopodobnie, by uwzględniono także Mołdawię) oraz stosunkowo późna (względem odwiedzin innych głów państw regionu) wizyta prezydenta Iohannisa w Kijowie, która odbyła się dopiero 16 czerwca.

Bukareszt konsekwentnie sugeruje, że realna pomoc militarna udzielana przezeń Ukrainie jest wyraźnie większa, jednak ze względów bezpieczeństwa nie może zostać ujawniona. Wydaje się, że władze rumuńskie chciałyby uniknąć sytuacji, w której Moskwa mogłaby odczytać ich posunięcia jako przejaw bezpośredniego zaangażowania w trwający konflikt. Bukareszt nie tylko odmawia jakichkolwiek komentarzy na temat możliwych dostaw rumuńskiej broni dla Kijowa, lecz także nie potwierdza wykorzystywania terytorium kraju do takich transportów z państw NATO. Powoływanie się na kwestie bezpieczeństwa wynika prawdopodobnie w równej mierze z realnych obaw Bukaresztu przed reakcją rosyjską oraz z chęci ukrycia – w istocie ograniczonej w porównaniu do zaangażowania krajów regionu – skali rumuńskiej pomocy wojskowej dla Kijowa.

Można zakładać, że wstrzemięźliwość w kwestii dostaw broni na Ukrainę związana jest przede wszystkim z niechęcią do pomagania Kijowowi kosztem własnego potencjału zbrojeniowego. Rumunia dysponuje względnie skąpymi zasobami uzbrojenia i sprzętu, które mogłaby przekazać bez uszczerbku dla swoich zdolności obronnych (prawdopodobnie dostarczane Ukrainie uzbrojenie to – jak się wydaje – głównie sprzęt wycofany ze stanu armii rumuńskiej). W kraju obecne są też obawy, że dostawy mogłyby zostać odebrane przez Moskwę jako prowokacja i stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Mołdawii, na której terytorium – w separatystycznym Naddniestrzu – stacjonują wojska rosyjskie (ok. 1,6 tys.). Drugą przyczyną przyjętej postawy może być zaś tradycyjnie nieufny stosunek Rumunii do Ukrainy.

Bukareszt skupia swoją aktywność na pomocy humanitarnej – od początku marca pod Suczawą działa unijne centrum logistyczne dystrybuujące i koordynujące wsparcie dla Ukrainy. Do wschodniego sąsiada trafiają również regularnie transporty z pomocą dla najbardziej potrzebujących. Na rumuńskim terytorium schronienie znalazło 80 tys. migrantów, którym zaoferowano m.in. bezpłatny transport publiczny, usługi medyczne, dostęp do edukacji, a także ułatwienia w legalnym zatrudnieniu. Według MSW podległe mu instytucje od początku konfliktu do końca sierpnia wydały na „usługi świadczone dla uchodźców” ok. 60 mln euro. Równolegle Bukareszt udziela wsparcia materiałowego oraz humanitarnego dla zmagającej się ze znacznym napływem migrantów Mołdawii (przebywa tam ich tylu co w całej Rumunii), a także organizował tzw. zielone korytarze ułatwiające szybki tranzyt uchodźców z granicy mołdawsko-ukraińskiej w głąb kraju. Państwo angażuje się również w pomoc w eksporcie ukraińskiego zboża. Wedle Komisji Europejskiej na Rumunię (głównie poprzez Dunaj) przypada ok. 50% całości realizowanego przez UE eksportu produktów rolno-spożywczych sąsiada. Rząd dokonał też inwestycji infrastrukturalnych za kwotę kilkudziesięciu milionów euro w celu przyjęcia większej ilości ukraińskich towarów.

W nielicznych oficjalnych wypowiedziach ukraińskich decydentów dominuje raczej wdzięczność za rumuńską pomoc, zwłaszcza humanitarną (przyjęcie uchodźców) i logistyczną (eksport produkcji przez porty dunajskie do Konstancy). Bukareszt jest również doceniany przez Kijów za poparcie złożonego pod koniec września przez prezydenta Zełenskiego wniosku o członkostwo Ukrainy w NATO. Kijów nie krytykuje przy tym skali rumuńskiej pomocy wojskowej (mając zapewne świadomość ograniczonych możliwości sąsiada w tym zakresie). Pozytywne wypowiedzi ukraińskich władz na temat udzielanego wsparcia należy intepretować jako podyktowane chęcią utrzymania dobrosąsiedzkich relacji, potrzebnych do rozwoju współpracy gospodarczej i transportowej.

Władze w Bukareszcie obawiają się wreszcie, że potencjalny sukces rosyjskiej ofensywy na Ukrainie mógłby doprowadzić do głębokiej zmiany sytuacji strategicznej państwa. W pesymistycznym scenariuszu oznaczałoby to pojawienie się wojsk rosyjskich na granicy, a także – co równie ważne – zagroziłoby to suwerenności Mołdawii. Dlatego w kontekście trwającej wojny Rumunia konsekwentnie postrzega NATO jako kluczowego gwaranta swojego bezpieczeństwa i dąży do wzmocnienia obecności wojsk Sojuszu na swoim terytorium i na Morzu Czarnym. Z tego względu Bukareszt z dużym zadowoleniem przyjął decyzję o zwiększeniu amerykańskiego kontyngentu (o tysiąc osób) i pozyskaniu 500 żołnierzy francuskich (wojska amerykańskie i francuskie zaczęły przybywać do Rumunii odpowiednio 8 i 28 lutego). Już po 24 lutego dodatkowych 300 żołnierzy zdecydowała się wysłać także Belgia – w ramach Sił Odpowiedzi NATO (NRF); pierwsza grupa wyruszyła na początku marca. Od 1 maja na bazie obecnych w Rumunii oddziałów państw Sojuszu Północnoatlantyckiego powstaje Grupa Bojowa NATO (tworzona przez Francję – jako państwo ramowe – oraz Belgię, Polskę oraz USA). Inwazja Rosji na Ukrainę skłoniła też władze w Bukareszcie do podjęcia decyzji o zwiększeniu od 2023 r. wydatków na obronność z 2% do 2,5% PKB. Dodatkowe środki mają przyspieszyć trwający proces modernizacji rumuńskiej armii.

osw.waw.pl

sobota, 15 października 2022


Większe zmiany w przebiegu linii frontu i intensywniejsze walki miały miejsce głównie na północy, na granicy obwodu ługańskiego. Ukraińcy powoli przesuwają się tam na wschód, co jest możliwe dzięki wcześniejszym sukcesom ofensyw w obwodzie charkowskim i w okolicy Łymania. W ciągu tygodnia zajęli kilka wiosek, zbliżając się do aktualnie kluczowej dla tego frontu miejscowości Swatowe. Rosjanie starają się ją ufortyfikować oraz połączyć pasem umocnień z położoną około 40 kilometrów na południe wsią Kreminna. Są zdjęcia i nagrania pośpiesznego stawiania przez Rosjan zapór przeciwczołgowych, tak zwanych zębów smoka oraz kopania linii okopów. Rosyjskie wojsko najpewniej ma nadzieję, że zatrzyma na nich kolejną większą ofensywę Ukraińców, opierając się dodatkowo o płynącą w tym rejonie rzekę Krasna.

Zatrzymanie Ukraińców tu i teraz jest dla Rosjan na tyle ważne, że mieli na początku tygodnia przeprowadzić kontratak, wyjątkowo silny jak na swoje obecne możliwości. Uderzyli na świeżo zdobyte przez ukraińskie wojsko wsie na zachód od Kreminnej. Ukraińcy mieli zostać zaskoczeni siłą ataku i znaleźli się na chwilę w poważnym kryzysie. Rosyjscy blogerzy już zaczęli święcić triumf, jednak po około dobie zaciętych walk Ukraińcy odrzucili Rosjan i sytuacja wróciła mniej więcej do stanu wyjściowego. W całym rejonie toczą się ciągle starcia i obie strony donoszą o swoich sukcesach, które wykluczają się nawzajem. Sytuacja jest mocno niejasna i płynna. Nic nie wskazuje jednak na to, aby Ukraińcy prowadzili jakąś zdecydowaną operację ofensywną.

Dalej na południe w Donbasie, w rejonie Bachmutu, niezmiennie trwa wyraźna rosyjska ofensywa. Jedyna na całym froncie. To właściwie prywatne przedsięwzięcie najemniczej grupy Wagnera, korzystającej ze wsparcia wojska. Sytuacja Ukraińców ma być trudna. Rosjanie jakoby skoncentrowali w tej okolicy istotne siły artylerii. To teraz jedyne miejsce na froncie, gdzie nadal mają w niej istotną przewagę, prowadząc intensywny ostrzał ukraińskich pozycji. Na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni Ukraińcy definitywnie stracili wsie Zajcewe i Wesela Dolna, na południowy-wschód od Bachmutu. Najcięższe walki toczą się teraz o wioski tuż na przedmieściach miasta, Iwanhrad i Opyrtne.

Postępy Rosjan w rejonie Bachmutu są ewidentne, ale są też niezmiennie powolne, okupione poważnymi stratami i ograniczone do bardzo wąskiego odcinka frontu. Wioska i kilka kilometrów naprzód w tydzień, przy jednoczesnym przeoraniu całej okolicy przez artylerię. Nic nie wskazuje na to, aby Rosjanie byli bliscy jakiegoś zdecydowanego przełamania ukraińskiej obrony. Ukraińcy twierdzą, że ich wojsko stara się trzymać ten odcinek możliwie skromnymi siłami, żeby móc co tylko się da skierować do ataków na innych odcinkach frontu. W teorii obrońcy Bachmutu mają zadawać Rosjanom maksymalne straty i zajmować jak największe ich siły jak najdłużej, aby poprawić szanse ofensyw gdzie indziej.

Na pozostałych odcinkach frontu sytuacja jest statyczna, choć walki trwają. Rosjanie i sterowani przez nich tak zwani separatyści nadal przeprowadzają swoje niewielkie ataki w rejonie Doniecka, ale mają one być coraz słabsze. Istotnego sukcesu brak od miesięcy. Ukraińcy ciągle trzymają się tam na linii fortyfikacji budowanych od 2015 roku. Dalej na zachód na całym zaporoskim odcinku frontu względny spokój nie licząc tradycyjnych lokalnych starć i pojedynków na odległość przy pomocy artylerii oraz dronów. Ukraińcy chwalą się między innymi zniszczeniem w tym rejonie kilku wyrzutni rosyjskich rakiet przeciwlotniczych S-300. Miały zostać trafione rakietami systemu HIMARS, kiedy znajdowały się w punkcie uzupełniania amunicji w pobliżu miasta Melitopol. Na razie nie ma śladu po przepowiadanej przez niektórych rosyjskich blogerów ukraińskiej ofensywie w tym rejonie.

Pozorny spokój trwa też w rejonie Chersonia. Po skutecznym ukraińskim uderzeniu na początku października front zamarł. W ciągu ostatniego tygodnia nie doszło do poważniejszych walk i istotnych zmian stanu posiadania w terenie. Starcia toczą się jednak nieustannie. Krwawe żniwo zbiera zwłaszcza artyleria wspierana przez drony. Nie brakuje nagrań pokazujących jej skuteczność z obu stron frontu. Pojawiły się też wyraźne zdjęcia satelitarne zapory Kachowka, a konkretniej biegnącej po niej drogi. To kluczowa trasa zaopatrzeniowa dla całego zgrupowania rosyjskiego w rejonie Chersonia. Ukraińcy zdołali jeszcze w sierpniu zniszczyć most nad śluzą w zaporze. Rosjanie stawiali tam potem mosty saperskie (rozkładane metalowe przęsła), ale ukraińskie rakiety raz po razie je uszkadzały. Teraz widać, że Rosjanie częściowo zasypali śluzę i w ten sposób stworzyli sobie odporną na rakiety drogę. Najpewniej pozwoliło im to zwiększyć przepustowość tej trasy zaopatrzeniowej.

Może to nie mieć jednak znaczenia wobec tego, co stało się na znacznie dalszym zapleczu frontu. Mianowicie na moście Krymskim, łączącym Krym z Rosją. Atak w sobotę ósmego października uczynił go nieprzejezdnym, nie licząc samochodów osobowych, które nie mają jednak znaczenia dla frontu. Kluczowe jest czasowe wyłączenie z użytku mostu kolejowego, który choć ustał, to najpewniej jest istotnie uszkodzony. Do dzisiaj nie ma dowodu na wznowienie ruchu pociągów wojskowych. To linia przez most Krymski była kluczową dla zaopatrzenia całego rosyjskiego zgrupowania w rejonie Chersonia. Na okupowanym południowym wybrzeżu Ukrainy brakuje alternatywnej linii kolejowej biegnącej na osi wschód-zachód. Pozostaje transport drogowy trasą przez Mariupol i Melitopol, który ma jednak znacznie mniejszą wydajność. Sytuacja zaopatrzeniowa Rosjan w rejonie Chersonia już wcześniej była trudna. Teraz musi być skrajnie trudna. Brytyjski dziennik "Financial Times" zacytował anonimowych przedstawicieli zachodnich służb wywiadowczych, według których silne uderzenie Ukraińców może teraz doprowadzić do zgniecenia całego chersońskiego ugrupowania Rosjan w tydzień.

Jest możliwe, że Ukraińcy właśnie zbierają siły do tej finałowej ofensywy na Chersoń. Uzupełniają albo wymieniają wykrwawione we wcześniejszych walkach oddziały, podciągają bliżej nowej linii frontu artylerię oraz systemy przeciwlotnicze i dokładnie rozpoznają nowe pozycje obronne Rosjan. Racjonalne byłoby uderzyć wcześniej niż później, zanim rosyjska logistyka upora się z zamieszaniem, jakie wprowadziło uszkodzenie mostu Krymskiego.

Generalnie sytuacja na froncie pozostaje niekorzystna dla Rosjan. W pierwszych miesiącach wojny ponieśli takie straty w najbardziej wartościowych oddziałach, że teraz po prostu brakuje im przyzwoitej jakości sprzętu, jakoś wyszkolonych ludzi i morale. Mobilizacja tego faktu nie zmienia, bo wszystko wskazuje na jej typową rosyjską jakość. Szkolenie symboliczne lub zerowe, uzbrojenie zabytkowe i absolutnie minimalistyczne, wola walki bliska zeru. Ukraińcy już regularnie donoszą o natykaniu się na zmobilizowanych, których rzucono na front do zapychania dziur. Oznacza to, że Rosjanie marnują jakikolwiek potencjał był w mobilizacji, ponieważ cywile ubrani w mundur i z karabinkiem, z którego ledwo potrafią strzelać, to nie jest odpowiedź na zagrożenie, jakim stało się ukraińskie wojsko.

Z drugiej strony Ukraińcy prowadzą mobilizację od pierwszych chwil wojny i poświęcają miesiące na intensywne szkolenie. W tym na terenie państw NATO, które prowadzą szeroko zakrojoną akcję szkoleniową. Jej centrum znajduje się w Wielkiej Brytanii, która deklaruje wyszkolenie grupy liczącej 10 tysięcy Ukraińców co 120 dni. Pierwsi uczestnicy tego programu właśnie w tym tygodniu zaczęli wracać do Ukrainy.

Przewaga jakościowa Ukraińców może więc z czasem tylko rosnąć. Problemem pozostaną kurczące się zapasy broni pochodzenia radzieckiego. Zwłaszcza rakiet do systemów przeciwlotniczych Buk i S-300, które są filarem ukraińskiej obrony przeciwlotniczej oraz przeciwrakietowej. Tego Ukraińcy na Rosjanach nie zdobywają, więc muszą polegać na swoich zapasach odziedziczonych po ZSRR i tym, co uda się kupić z drugiej ręki na całym świecie. To jednak problem długofalowy, który można rozwiązać właściwie tylko poprzez dostawy zachodnich systemów przeciwlotniczych i samolotów bojowych. Na krótką metę Ukraińcy mają teraz idealny czas do prób kontrofensyw i należy ich wypatrywać na kierunku Chersonia, Ługańska oraz Zaporoża.

gazeta.pl

piątek, 14 października 2022


Pod koniec września dyrektorka szkoły w Niekrasówce wezwała do placówki matkę dziesięcioletniej dziewczynki, aby ustalić, dlaczego jej córka wybrała żółto-niebieską kombinację kolorów na swojego awatara oraz dlaczego nie uczęszcza na "rozmowy o ważnych sprawach" — lekcje ideologiczne wprowadzone do rosyjskich szkół w tym roku szkolnym. Na rozmowie z matką się jednak nie skończyło.

29 września dyrektorka zgłosiła sprawę do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej. Napisała, że dziewczynka dobrze radzi sobie w szkole, ale poprosiła policję o ustalenie przyczyn "zachowania dziecka i zbadanie jego obywatelskiej postawy" oraz o "wpłynięcie na postawę wychowawczą jego matki".

W odpowiedzi na to 5 października funkcjonariusze policji przyjechali po dziewczynkę do szkoły i zabrali ją na komisariat. Rozmawiali z nią pod nieobecność matki. Kiedy ta przyjechała, były przesłuchiwane wspólnie, przez trzy godziny — już nie przez pracowników powiatowej komendy policji, ale przez specjalistów z Centrum ds. Zwalczania Ekstremizmu MSW.

Nie był to pierwszy "ekstremista" w wieku szkolnym zidentyfikowany przez rosyjskie służby. "Nowa Gazieta" już w marcu informowała o podobnym przypadku w jednej z moskiewskich szkół: tam, po lekcji poświęconej celom i zadaniom "operacji specjalnej", szóstoklasista wykrzyknął na korytarzu "Chwała Ukrainie", co podchwyciły inne dzieci, wtórując mu okrzykiem: "Chwała bohaterom!"

Po tym wydarzeniu do matki chłopca zadzwonili policjanci, a gdy ta nie odebrała, przyjechali do domu. Ponieważ nikt nie otwierał, policjanci wyłączyli prąd w mieszkaniu i odeszli. Jednocześnie próbowali wyjaśnić sprawę z koleżanką szóstoklasisty — a raczej z jej rodzicami. Bo w końcu jeśli kilku uczniów wykazuje niewłaściwą postawę — czy nie nauczyli ich tego dorośli? Czy nie jest to dowód na działania konspiracyjne lub istnienie komórki ekstremistycznej z udziałem nieletnich?

W celu ustalenia tych faktów dzieci były wypytywane o to, kto nauczył ich takich zachowań i czy rodzice rozmawiają z nimi o polityce. Jeśli tak, w grę wchodzi odpowiedzialność karna: udział małoletniego w popełnieniu przestępstwa. W przypadku dziesięciolatki z Niekrasówki, w protokole jej zatrzymania policjanci powołali się na artykuł mówiący o "działaniach publicznych mających na celu dyskredytację Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej".

W szkołach rosyjskich nie jest dobrze: na klasowym czacie wysyłane są pacyfistyczne sondy, rodzice się skarżą, pojawia się jakiś "podejrzany" awatar, do tego nieoprawne wypowiedzi na lekcji... Co, zgodnie z wytycznymi władz, nauczyciele powinni robić w takich sytuacjach?

Po pierwsze: zadzwonić do rodziców i spróbować przekonać ich, że dziecko nie powinno zakłócać szkolnej harmonii i patriotycznych nastrojów. Władze szkolne z jednej strony szczerze wierzą, że są nauczycielami prawdy i jest to ich wielka misja. Z drugiej strony, jeśli rodzice, nie daj Boże, poskarżą się na "ekstremistycznego" piątoklasistę i bezczynność administracji szkolnej do władz, to nie będzie dobrze. Nauczyciele zostaną ukarani. Dlatego też muszą wcześniej podjąć odpowiednie środki. I dlatego dyrektorka szkoły w Niekrasówce wystosowała skargę na swojego ucznia na policję.

Społeczeństwo rosyjskie jest oburzone. W mediach społecznościowych rozeszła się informacja o tym, że dyrektorka szkoły została pobita. Nie ma jednak dowodów na to, że rzeczywiście do tego doszło.

Oburzone społeczeństwo ma niestety krótką pamięć. Nikt nie pamięta i nie rozumie, dlaczego nauczyciele, zamiast spokojnie rozmawiać z rodzinami i dziećmi, zaczynają pisać skargi na policję. Oburzonej opinii publicznej wydaje się, że to jakieś pojedyncze przypadki niemoralności nauczycieli, dno działalności pedagogicznej.

W rzeczywistości to dno zostało jednak osiągnięte kilka lat temu, kiedy rosyjskich szkołach pojawiły się "algorytmy działania nauczycieli", precyzujące sposób zachowania pedagogów w przypadku wykrycia u uczniów tendencji ekstremistycznych. A do nich zalicza się szereg różnych zachowań — od fascynacji kulturą przestępczą do osławionych "niebieskich wielorybów" czy narkomanii.

Różne warianty algorytmu oferują różne sposoby radzenia sobie z problemami. Wśród nich znajdują się m.in. rozmowy z uczniem i jego rodzicami czy próby angażowania dziecka w pozytywne działania (jedna z wersji algorytmu — o ironio — zaleca angażowanie osób zainteresowanych subkulturą przestępczą w ruchy militarno-patriotyczne).

Co do zasady algorytmy sugerują nauczycielom, jeśli nie monitorowanie mediów społecznościowych uczniów, to przynajmniej zwracanie uwagi na niepokojące sygnały podczas komunikacji z dziećmi w mediach społecznościowych. A przy wykryciu takich sygnałów nakazują uderzyć w dzwon: zrobić zrzut ekranu problematycznego posta, dołączyć informację o uczniu i napisać raport do dyrektora.

Ten w ciągu jednego powinien dnia przekazać tę informację władzom oświatowym i powiatowemu wydziałowi MSWiA. A MSW, w razie potrzeby — Centrum ds. Zwalczania Ekstremizmu MSW (co robi z przyjemnością, nawet jeśli mówimy o piątoklasistach).

Krótko mówiąc, wychowawcy, którzy donoszą na policję na swoich podopiecznych, stosują się do zalecanych sposobów postępowania. Prawda, że niektóre "algorytmy" sugerują najpierw rozmowę z dzieckiem i rodzicami. W praktyce jednak taka rozmowa jest zwykle krótka: starszym dzieciom mówi się, że są głupcami wykorzystywanymi do złych celów przez zachodnich najemników, a młodsze pyta się, kto je do tego zmusił.

Rodziców z kolei straszy się organami opiekuńczymi — niech te sprawdzą, czy warunki mieszkaniowe dziecka są schludne, czy w lodówce nie ma zaschniętej kiełbasy albo zgniłego pomidora i czy nie czas zabrać dziecka do domu dziecka i wychować go na moralnego obywatela.

Według ustalonych algorytmów działa też policja: dyskredytacja rosyjskich sił zbrojnych, niezadowolenie z istniejącego systemu — informujemy Centrum ds. Zwalczania Ekstremizmu. Matka nie przyjechała na czas — przesłuchujemy dziecko w obecności psychologa. Brak psychologa szkolnego — wzywamy dziecko do ośrodka rejonowego. A to, że dziecko widzi psychologa po raz pierwszy w życiu i boi się go nie mniej niż policji — nie ma znaczenia.

Wszystkie te dokumenty zostały przyjęte w latach 2017—2020. Podobne algorytmy stosowano jednak już wcześniej: w ten sam sposób w ubiegłym roku administracja szkolna w podmoskiewskim Bałaszowie wydała policji nastolatka, który zastąpił w klasie portret Putina portretem Nawalnego: 15-letni uczeń był przez cztery godziny przesłuchiwany przez policję.

"Algorytmy" stworzone przed wojną doskonale radzą sobie ze zwolennikami Nawalnego, ale nie mówią nic o tym, czy można przychodzić do szkoły z żółto-niebieskimi wstążkami we włosach, przeprowadzać pokojowe sondaże na klasowym czacie czy krzyczeć "Chwała Ukrainie" na szkolnym korytarzu.

Dlatego rozszerzono interpretację pojęcia "ekstremizm", a ekstremistami stały się nastoletnie dzieci. A wraz z nimi — ich matki i ojcowie: rodziców nastolatka trudno podejrzewać o zaangażowanie go w spisek mający na celu obalenie rządu. Ale rodziców piątoklasisty już można.

Co nas czeka w najbliższym czasie? Nic dobrego. Wiek ekstremistów obniża się tak szybko, że w przyszłym roku nieuchronnie będzie można ich znaleźć wśród uczniów szkół podstawowych. Mogą przecież złożyć papierowego gołębia lub napisać na rysunku "nie dla wojny".

Nauczyciele mają postępować zgodnie z algorytmem i tak właśnie robią. Działanie w ramach obowiązków służbowych, nic osobistego. Ale też nic pedagogicznego.

I nic ludzkiego.

onet.pl/Die Welt

Coraz gorsze morale, dyscyplina i zdolności bojowe wojsk rosyjskich w strefach walk na Ukrainie mogą prowadzić do czasowego zawieszenia działań ofensywnych na ograniczonych obszarach. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że szczególnie w obwodzie donieckim niektóre jednostki rosyjskie otrzymują od dowódców rozkazy czasowego wstrzymania działań ofensywnych z powodu skrajnie niskiego morale, warunków psychicznych, wysokich wskaźników dezercji i niewykonania rozkazów bojowych. Oświadczenie Sztabu Generalnego jest prawdopodobnie odzwierciedleniem faktu, że rosyjskie oddziały stają się coraz bardziej zdegradowane, wdzierają się na stosunkowo małe i nieistotne osady w całym obwodzie donieckim, zwłaszcza wokół Bachmutu i obszaru Doniecka. W miarę postępującej degradacji tych jednostek, prawdopodobnie są one odtwarzane ad hoc z odmiennymi elementami bojowymi, co prowadzi do dalszej demoralizacji i niespójności w prowadzeniu działań ofensywnych. Jednak pozorne zawieszenie działań ofensywnych na obszarach obwodu donieckiego, niemal jedynych na Ukrainie, gdzie wojska rosyjskie prowadzą operacje ofensywne, jeszcze bardziej skomplikuje rosyjskie starania o przejęcie dodatkowego terytorium i prawdopodobnie jeszcze bardziej przyczyni się do obniżenia morale i ogólnego wyczerpania możliwości sił bojowych.

(...)

Rosyjska niekompetencja nadal odbija się na zmobilizowanych pracownikach, zanim jeszcze dotrą oni na linię frontu, prawdopodobnie pogarszając już i tak niskie morale. Zmobilizowany personel nadal skarży się na złe warunki życia, wadliwy lub nieistniejący sprzęt oraz niewystarczające przeszkolenie. Rosyjskojęzyczny opozycyjny outlet Meduza poinformował, że 19 zmobilizowanych mężczyzn zmarło przed dotarciem na front, odkąd 21 września rozpoczęła się mobilizacja, z przyczyn takich jak samobójstwa, pobicia, wypadki, przedawkowanie i nieleczone nagłe przypadki medyczne. Ukraiński urzędnik udostępnił 13 października nagranie wideo przedstawiające rosyjski transporter opancerzony (APC) przejeżdżający nowo zmobilizowanego mężczyznę, gdy ten stał w szyku podczas szkolenia. Jeden z blogerów ostrzegł, że nie ma czegoś takiego jak „częściowa mobilizacja” i że nowe fale mobilizacji będą kontynuowane przez całą wojnę w celu uzupełnienia strat.

Nawet rosyjscy urzędnicy coraz częściej przyznają, że niektórzy zmobilizowani mężczyźni, tacy jak więźniowie, nie powinni wracać do Rosji. Wagnerowski finansista Jewgienij Prigożyn, który był zaangażowany w rosyjską kampanię mobilizacji więźniów w zamian za ułaskawienie, powiedział dziennikarzowi 13 października, że "po wojnie na Ukrainie więźniowie albo zginą w walce, albo się odkupią i nadal będą walczyć z terrorystami w innych krajach". Prigożyn powiedział, że „wielu z nas nie wróci z tej wojny” i sugerował, że brutalni więźniowie nigdy nie wrócą do Rosji, ale będą mieli okazję „umrzeć bohaterami”.

Rosyjscy urzędnicy prawdopodobnie coraz bardziej ograniczają swobodę przemieszczania się w Rosji, aby zachować dodatkowe zasoby populacji zdolne do mobilizacji i uniemożliwić im ucieczkę z kraju. Władze w Petersburgu zabroniły lekarzom podróżowania za granicę w podróżach służbowych z powodu nieokreślonych obaw o bezpieczeństwo. Według doniesień, lekarzom wolno opuszczać kraj jedynie w ramach prywatnych wizyt w państwach członkowskich Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP), zdominowanego przez Rosję następcy Związku Radzieckiego, składającego się z Rosji, Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Kazachstanu, Kirgistanu, Mołdawii, Tadżykistanu i Uzbekistanu. Niektórzy pracodawcy podobno zachęcali pracowników medycznych do podpisania dokumentu obiecującego nie opuszczać kraju. Rosyjscy urzędnicy informowali wcześniej, że około 3000 lekarzy i innych pracowników służby zdrowia może zostać zmobilizowanych w ramach „częściowej mobilizacji”. 

(...) Źródła rosyjskie twierdziły, że władze wykorzystują zintegrowane bazy danych do wyszukiwania osób uchylających się od zawiadomień o mobilizacji, które obejmują bazy danych policji, straży granicznej, organów podatkowych oraz rejestrów szpitali i hoteli. Rosyjskie źródła podały, że da to policji drogowej możliwość zatrzymania i wydania uchylających się osób. Policja podobno przeprowadza również naloty mobilizacyjne na hotele i hostele w Moskwie, aby dostarczyć mężczyzn do wojskowych biur rejestracji i rekrutacji. Mieszkańcy Peterburga dodatkowo poinformowali, że obywatele otrzymują wezwania w rachunkach za media, a władze mieszkaniowe są zmuszane w jakikolwiek sposób pomagać wojskowym urzędom meldunkowym i zaciągowym w wezwaniu do dystrybucji. W związku z tym szefowie przedsiębiorstw państwowych i prywatnych firm (...) konkurują z wojskowymi urzędami rejestracyjnymi i rekrutacyjnymi o zatrzymanie swoich pracowników, spośród których oficerowie wojskowi próbują pozyskać zdolnych do mobilizacji ludzi.

Anegdotyczne raporty sugerują, że rosyjscy urzędnicy mogą przygotowywać się do „drugiej fali” mobilizacji w niektórych regionach, pomimo oficjalnych zaprzeczeń. Urzędnicy komisariatu wojskowego podobno powiedzieli mężczyźnie z Moskwy przed 13 października, że "zostanie powołany w „drugiej fali mobilizacji po Nowym Roku”. Regularnego półrocznego cyklu poboru nie należy mylić z nową falą mobilizacji, chociaż poborowi mogą być rozmieszczani na linii frontu. ISW poinformowało 11 października, że rosyjscy poddani federalni ogłosili nowe fazy mobilizacji w wybranych regionach, ale określili je jako „nowe zadania mobilizacyjne”, a nie nowe fale. Wiceprzewodniczący Komitetu Obrony Dumy Państwowej Jurij Szwytkin powiedział dziennikarzom 11 października, że „to nie jest podzielone na etapy. [Mobilizacja] jest procesem ciągłym. Każdy region ma swój własny plan mobilizacji, a niektórzy już go ukończyli”. Komisarz wojskowy obwodu rostowskiego Igor Jegorow powiedział dziennikarzom 11 października, że „wszystkie działania mobilizacyjne są przeprowadzane w zaplanowanym czasie i w przepisanej liczbie”. 

understandingwar.org

„Umysłem Rosji nie zrozumiesz” – to cytat z najsłynniejszego bodaj wiersza o tym kraju, który kończy konstatacja: „Postać szczególną ona ma/ W Rosję można tylko wierzyć”. Ten dziewiętnastowieczny utwór Fiodora Tiutczewa pomagał przedstawiać kraj nad Wołgą jako tajemniczą krainę. W tę pułapkę wpadło wielu, od Winstona Churchilla („to zagadka owiana tajemnicą, ukryta we wnętrzu enigmy”) po Ryszarda Kapuścińskiego. Jednak Tiutczewowski wiersz jest cenny z innego powodu. Oddaje ważną cechę rosyjskości: przekonanie o własnej unikatowości, odrębności Rosji od Zachodu, zarówno jako narodu, w mistycznym wręcz ujęciu („dusza rosyjska”), jak i państwa, budowanego na własnych wzorcach („rosyjska idea”). W roszczeniu sobie prawa do bycia absolutnie wyjątkowymi Rosjanie nie są odosobnieni. Wiele kultur ma takie złudzenia – Chińczycy chociażby (i chyba mają w tym więcej racji) – lecz kluczowe jest tu silne natężenie emocji. Jak to ujął rosyjski publicysta Konstantin von Eggert, „wszyscy ludzie są wyjątkowi, ale Rosjanie uważają, że są bardziej wyjątkowi od innych”. 

Te złudzenia Rosjanie przekładają na swój kraj. Uznają go za szczególny typ, samoistny organizm, posiadający jakąś unikatową, nieokreśloną aurę, niepodobny do innych (szczególnie do Zachodu), absolutnie wyjątkowy. Federacja Rosyjska choć nie jest już imperium w tradycyjnym sensie, wciąż pozostaje w oczach wielu Rosjan czymś więcej niż tylko zwykłym państwem narodowym. Owa unikatowość ma Rosji dawać siłę, a jednocześnie wprowadzać w stan zagrożenia. Zły świat, szczególnie Zachód, wobec którego się zazwyczaj Rosjanie definiują jako lepsi moralnie, nie może zdzierżyć takiej Rosji. Nieustannie na nią dybie.

Z poczuciem wyjątkowości idzie w parze mesjanizm. Przekonanie o szczególnej roli, wręcz misji dziejowej Rosji, prezentowane przez jej kolejne państwowe inkarnacje. Zaczęło się od „Świętej Rusi” i „Trzeciego Rzymu”, prawosławnego ekskluzywizmu Księstwa Moskiewskiego. Potem, wraz z dziewiętnastowiecznym imperializmem, Cesarstwo Rosyjskie ogłosiło się „obrońcą Słowiańszczyzny”, co z polskiej perspektywy brzmi absurdalnie, ale z serbskiej czy bułgarskiej już trochę mniej. Następnie tradycję misyjności kontynuował i rozwinął Związek Radziecki, który radykalnie zmienił ideologiczną nadbudowę, nazywając się pierwszym państwem socjalistycznym i głosząc komunistyczny mesjanizm. Internacjonalistyczne cele deklarował wprost: w planach miał ogarnięcie ludzkiego rodu w bratnim związku i skomunizowanie całego świata. Sowieci nawet w herbie mieli glob pod sierpem i młotem.

Tradycję grania na strunie wyjątkowości kontynuuje obecna Rosja ze swoim ruskim mirem, choć nie są to pretensje o takim natężeniu ideologicznym i emocjonalnym jak dawniej. Federacja Rosyjska jest znacznie słabsza niż Cesarstwo Rosyjskie czy Związek Radziecki, ideologiczną nadbudowę zredukowała więc do ambicji regionalnych, nie globalnych. Współczesny mesjanizm rosyjski ideologicznie jest raczej defensywny, jakkolwiek by to absurdalnie dla Ukrainy czy Gruzji brzmiało. Rosja czuje się oblężoną twierdzą tradycyjnych wartości, jest we własnym mniemaniu katechonem, siłą powstrzymującą zło. To jednak nie implikuje pacyfizmu, wręcz przeciwnie. Nawiązując do radzieckiej tradycji walki o pokój do ostatniej kropli krwi, Federacja Rosyjska wyzwala dziś Ukraińców od nich samych, ratując ich przed zachodnią zgnilizną moralną, co dobrze wybrzmiało w kazaniu patriarchy Cyryla, legitymizującego inwazję. Obrońcy oblężonej twierdzy też muszą czasami dokonywać wypadów, by zająć okolice i wzmocnić strategiczne linie obrony.

Michał Lubina - Niedźwiedź w objęciach smoka /fragment/

czwartek, 13 października 2022


12 października Władimir Putin wystąpił z przemówieniem w ramach Rosyjskiego Tygodnia Energetycznego (jedna z największych, dorocznych imprez branżowych w Rosji). Po raz kolejny obarczył on Zachód winą za obecny kryzys energetyczny w Europie, wskazując, że jego źródłem są m.in. błędy w polityce energetycznej Unii Europejskiej. Dużo uwagi poświęcił uszkodzeniom gazociągów Nord Stream 1 i 2. Zaistniałe zdarzenia uznał za akt międzynarodowego terroryzmu, sugerując, że stoją za nim te kraje, które najwięcej skorzystały na neutralizacji infrastruktury przesyłowej służącej do eksportu rosyjskiego gazu (m.in. USA).

Prezydent FR poddał ostrej krytyce plany wprowadzenia przez państwa zachodnie pułapu cenowego na rosyjską ropę, grożąc, że Moskwa wstrzyma dostawy surowców energetycznych do tych krajów, które będą wprowadzać limity cen na nie. Putin zapewnił, że Rosja ma alternatywę dla współpracy z Europą (głównie w Azji), ale zasugerował gotowość do współpracy energetycznej z Zachodem. Wskazał z jednej strony na możliwość uruchomienia dostaw gazu przez nieuszkodzoną nitkę gazociągu Nord Stream 2 oraz utworzenia w Turcji nowego hubu gazowego dla Europy, dzięki któremu można by przekierować wolumeny surowca transportowanego dotąd przez Morze Bałtyckie na Morze Czarne. W kuluarach Rosyjskiego Tygodnia Energetycznego wicepremier rosyjskiego rządu Aleksandr Nowak oświadczył z kolei, że Rosja byłaby gotowa rozbudować gazową infrastrukturę przesyłową przez Morze Czarne. Nie przedstawiono jednak na razie żadnych szczegółów dotyczących realizacji tego typu inwestycji (przepustowości, koszty etc.).

Komentarz

Wystąpienie prezydenta Rosji wskazuje z jednej strony na to, że Moskwa jest gotowa na dalsze kroki eskalacyjne w relacjach energetycznych z Zachodem. Świadczy o tym przede wszystkim groźba wstrzymania dostaw surowców do państw, które będą wprowadzać ograniczenia cenowe na rosyjską ropę czy gaz. W tę strategię wpisują się także wypowiedzi Putina oraz szefa Gazpromu Aleksieja Millera o pogłębiającym się kryzysie energetycznym w Europie, sugerujące, że sytuacja może się dalej pogarszać w kolejnych miesiącach. Co więcej, Miller oznajmił, że prace remontowe na uszkodzonych nitkach Nord Streamu 1 i 2 mogą potrwać lata. Elementem zwiększania presji na odbiorców europejskich jest także oświadczenie prezesa Gazpromu dotyczące inauguracji budowy łącznika między europejską a azjatycką siecią gazową Rosji, co w założeniu ma tworzyć możliwość przekierowywania eksportu gazowego z kierunku europejskiego na azjatycki. 

Z drugiej strony jednak ton przemówienia Putina i oferty wznowienia współpracy gazowej z partnerami zachodnimi mogą wskazywać na to, że Moskwa zaczyna zdawać sobie sprawę, iż rynki azjatyckie nie staną się w perspektywie długoterminowej realną alternatywą dla Europy. Ilustracją tego jest nie tylko gotowość uruchomienia dostaw gazu przez nieuszkodzoną nitkę Nord Streamu 2, lecz także sugestia dotycząca możliwości rozbudowy infrastruktury przesyłowej przez Morze Czarne.

Zaproponowane przez Moskwę plany rozbudowy rosyjskiej infrastruktury przesyłowej przez Morze Czarne i stworzenia hubu dla rosyjskiego gazu w Turcji wydają się jednak mało realistyczne. Po pierwsze, nie zawarto dotąd żadnych, nawet wstępnych porozumień w tej sprawie z Turcją. Co więcej, z pierwszych oświadczeń Ankary wynika, że rosyjska propozycja jest dla niej pewnym zaskoczeniem. Po drugie, budowa nowych podmorskich gazociągów wydaje się mało realna w warunkach sankcji nałożonych na Rosję w związku z jej agresją na Ukrainę. Moskwa nie mogłaby bowiem liczyć na możliwość zawierania kontraktów z firmami zachodnimi, które mają techniczne zdolności i doświadczenie w budowie tego typu infrastruktury (układaniem rur w ramach projektu TurkStream zajmowała się szwajcarska firma Allseas). Co prawda w 2021 r. Gazpromowi udało się ukończyć budowę gazociągu Nord Stream 2 za pomocą własnych jednostek, mimo restrykcji wprowadzonych w 2019 r. przez USA, to jednak uwarunkowania geograficzne na Morzu Czarnym są inne niż na Bałtyku i konieczne jest prowadzenie prac budowlanych na dużo większych głębokościach. Tym samym jest mało prawdopodobne, by Rosja mogła wykorzystać do układania rur flotę zaangażowaną w budowę Nord Streamu 2. Po trzecie wreszcie, wydaje się bardzo mało realistyczne, by Moskwie udało się znaleźć po stronie europejskiej kraje zainteresowane realizacją tego typu inwestycji. Wiąże się to przede wszystkim z obecną, napiętą sytuacją w stosunkach między Rosją a Zachodem, której elementem jest polityka eskalacji energetycznej stosowana przez Kreml (ograniczanie i wstrzymywanie dostaw gazu, akty dywersji wobec Nord Streamu 1 i 2). Co więcej, budowa nowych nitek gazociągów przez Morze Czarne nie miałaby uzasadnienia rynkowego. Istniejąca infrastruktura przesyłowa (TurkStream, którego jedna nitka służy do zaopatrywania w rosyjski gaz państw Europy Południowej i Środkowej) w pełni wystarcza do realizacji zobowiązań kontraktowych Gazpromu. Jednocześnie wydaje się całkowicie nierealne, by państwa Europy Północnej i Zachodniej mogły być zainteresowane pozyskiwaniem surowca z Rosji przez Morze Czarne (Putin zasugerował, że ograniczone możliwości przesyłowe na Bałtyku, związane z uszkodzeniem Nord Streamu 1 i 2, mogłyby być zrekompensowane przez nowe gazociągi czarnomorskie). 

Rosyjskie groźby eskalacji energetycznej połączone z sygnałami o gotowości rozbudowy infrastruktury gazowej na Morzu Czarnym czy uruchomienia dostaw przez Nord Stream 2 są przede wszystkim próbą wywarcia presji politycznej na państwa europejskie. Jej celem jest skłonienie partnerów w Europie nie tylko do rewizji podejścia w zakresie współpracy energetycznej z Rosją, w szczególności znoszenia lub ograniczania wprowadzonych przeciwko niej sankcji oraz rezygnacji z wprowadzania kolejnych (pułapy cenowe na rosyjskie surowce), lecz także do zmniejszenia wsparcia politycznego i militarnego dla Ukrainy.

osw.waw.pl