piątek, 30 września 2022


W dniach 27–28 września w Moskwie odbyły się rozmowy przedstawicieli resortów obrony Białorusi i Rosji na temat perspektywy współpracy wojskowej. Białoruscy wojskowi poinformowali o ogłoszeniu niezapowiedzianego sprawdzianu gotowości bojowej i mobilizacyjnej 50. Bazy Lotniczej, obsługującej wykorzystywane przez Rosjan lotnisko w Maczuliszczach (obwód miński). Na kolejach białoruskich rozpoczęto zaś kontrolę węzłów komunikacyjnych i stanu urządzeń wyładunkowych. Wcześniej, 21 września, doszło do spotkania sekretarzy rad bezpieczeństwa, które poświęcono kwestiom „wspólnych przedsięwzięć antyterrorystycznych”. 28 września Mińsk zdementował pojawiające się w opozycyjnych mediach pogłoski o przygotowaniach do powszechnej mobilizacji. Jednocześnie w kraju trwa rutynowy pobór rezerwistów.

Od 26 do 29 września w Soczi przebywał Alaksandr Łukaszenka. W trakcie dostępnej dla mediów części spotkania z Władimirem Putinem wsparł on kurs Rosji w polityce zagranicznej i oznajmił, że zachodnie sankcje nie wymuszą ustępstw, a ogłoszona mobilizacja będzie sprawdzianem „lojalności” Rosjan. W następnych dniach strony nie ujawniały żadnych informacji na temat przebiegu rozmów czy ewentualnych ustaleń, jakie przyniosły. 28 września Łukaszenka złożył niespodziewaną wizytę w Abchazji, gdzie podczas spotkania z samozwańczymi władzami stwierdził, że „Abchazji nie da się wymazać z mapy”, i podkreślił potrzebę rozwoju współpracy gospodarczej. Stanowczy protest wobec tej wizyty wyraziła Gruzja, która zagroziła stronie białoruskiej zerwaniem stosunków dyplomatycznych. Krytyczne stanowisko zajęła również UE. Rzecznik Kremla zdementował spekulacje o rzekomym wymuszeniu uznania przez Mińsk Abchazji i wyraził nadzieję, że Białoruś „samodzielnie i we właściwym czasie podejmie odpowiednią decyzję”.

Komentarz

Prawdopodobnie Kreml wywiera coraz większą presję na Łukaszenkę, aby ten – po aneksji okupowanych regionów Ukrainy i zgodnie z doktryną wojenną Państwa Związkowego – potraktował posunięcia armii ukraińskiej jako akt agresji na terytorium FR. De facto oznaczałoby to uznanie przez reżim przyłączenia tych terenów. Dalsze wspieranie rosyjskich działań wojskowych będzie skutkowało utrzymywaniem przez Mińsk armii i struktur siłowych w podwyższonej gotowości. Niewykluczone też, że siły białoruskie udzielą Rosji czynnego wsparcia w przypadku jej ponownej ofensywy z Białorusi (np. wydzielonymi jednostkami wojsk powietrzno-desantowych).

Wizyta Łukaszenki w Soczi nie została wcześniej zapowiedziana przez żadną ze stron. Można założyć, że – zapewne z inicjatywy Rosjan – doszło do pilnych konsultacji w celu uzgodnienia stanowisk w kontekście ogłoszonej w Rosji mobilizacji oraz aneksji okupowanych terytoriów. Długotrwały, wykraczający poza zwyczajowe standardy charakter wizyty i brak jakichkolwiek oficjalnych komunikatów obu służb prasowych skłaniają do spekulacji na temat wzrostu presji Kremla na Łukaszenkę mającej wymusić bezpośrednie zaangażowanie Białorusi w działania wojenne na Ukrainie. Choć oficjalny przekaz Mińska może jedynie maskować rzeczywistość, to na razie nie ma przesłanek potwierdzających zamiar przeprowadzenia na Białorusi mobilizacji. Gdyby do niej doszło, doprowadziłoby to do paniki wśród w większości pacyfistycznie nastawionego społeczeństwa, co bezpośrednio zagroziłoby stabilności reżimu i mogłoby ujawnić podziały w nomenklaturze.

Łukaszenka nie jest gotów do uznania de iure nawet niektórych wspieranych przez Rosję parapaństw, choć zarazem uzna je de facto, np. poprzez rozwój współpracy gospodarczej, co miała podkreślić wizyta w Abchazji. Nadal będzie też unikał bezpośredniego zaangażowania w wojnę, demonstrując jednocześnie swoją lojalność wobec Moskwy. Jej przejawem może być utworzenie na Białorusi liczącego ok. 20 tys. żołnierzy rosyjskiego ugrupowania uderzeniowego. Prawdopodobieństwo podjęcia takiej decyzji zwiększa się po ogłoszeniu mobilizacji w FR. Wzmocniony może również zostać komponent wojsk rakietowych i sił powietrznych, pozwalający na dalsze atakowanie Ukrainy. Nie jest też wykluczone, że realizując politykę „szantażu nuklearnego”, Rosja rozmieści na Białorusi taktyczną broń jądrową.

osw.waw.pl

Według Putina Zachód zawsze czynił zło, a Rosja zawsze czyniła wyłącznie dobro. Zachód w narracji prezydenta Rosji to tyle, co niewolnictwo w przeszłości i chęć uczynienia innych narodów – w tym przede wszystkim Rosjan – niewolnikami w przyszłości. Rosja narody wyzwalała i wyzwala.

Zachód to antywartości, LGBT, gender i… satanizm. Rosja to wartości, dobro, chrześcijaństwo (Władimir Putin cytował nawet Jezusa) i "tradycyjne wartości", w imię których należało zająć np. Chersoń.

Zachód to eksploatacja narodów i kolonializm. Rosja to szacunek dla innych i partnerstwo. Zachód to pogarda nawet dla sojuszników (Niemcy, Japonia i Korea Południowa to państwa wasale USA, a ich elity są niewolnikami, którzy bez sprzeciwu "przełykają chamstwo" Amerykanów). Rosja to państwo, które niesie wolność.

Zachód to zbrodnie (np. "eksperymenty medyczne" na ludziach, które zdaniem Putina prowadzono w Ukrainie). Rosja to humanizm.

onet.pl

Rodzina każdego zmobilizowanego Tuwańczyka otrzyma po baranie, węgiel, 50 kg mąki i dwa worki ziemniaków, oraz „w razie potrzeby” kapustę. Decyzje o tym podjął szef republiki Władisław Chowalyg. Jego służby prasowe informują tymczasem, że rozdano już 91 zwierząt. Ponadto możliwe jest otrzymanie rekompensaty pieniężnej wysokości 5 tys. rubli (ok. 430 zł) na dziecko. Trzeba tylko złożyć wniosek do Ośrodków Ochrony Socjalnej.

29 sierpnia poinformowano, że Tuwa zrealizowała już plan poboru w ramach częściowej mobilizacji. 27 września szef republiki potwierdził informację, że na front wysłano 700 rekrutów. Wczoraj w stolicy republiki Kyzyle odbył się protest przeciwko mobilizacji, podczas którego milicja zatrzymywała uczestniczące w nim kobiety.

belsat.eu

"Rosjanie nie zareagują na ogłoszoną w piątek przez Kreml aneksję okupowanych obwodów Ukrainy tak, jak w 2014 roku. Nie będzie wśród nich entuzjazmu, ani nawet zrozumienia" - ocenił politolog Grigorij Gołosow w wypowiedzi dla rosyjskiej redakcji BBC.

Komentator, który wypowiadał się jeszcze przed oficjalną ceremonią na Kremlu argumentował, że "Krym był obiektem resentymentu w latach 90. XX wieku" wśród Rosjan. Być może pewna część ludności Rosji żywi podobne wyobrażenia, że w obwodach donieckim i ługańskim na wschodzie Ukrainy istnieje chęć przyłączenia do Rosji. W odniesieniu do ukraińskich obwodów chersońskiego i zaporoskiego "nie ma i nigdy nie było" takiej opinii; te regiony "dla mieszkańców Rosji zawsze były częścią Ukrainy" - powiedział politolog.

BBC cytuje także szykanowaną przez władze rosyjskie politolożkę Jekatierinę Szulman, która podkreślała, że po przeprowadzeniu aneksji okupowanych regionów Ukrainy Rosja stanie się "państwem z delegitymizowanymi granicami". W tych nielegalnych granicach znajdą się "fragmenty, które nie tylko nie zostaną uznane de iure przez żaden inny kraj i organizację międzynarodową, ale też nie są kontrolowane de facto przez centralną administrację" - podkreśliła Szulman.

Władimir Putin ogłosił w piątek na Kremlu aneksję okupowanych obwodów Ukrainy do Federacji Rosyjskiej. Powołał się na nielegalne pseudoreferenda na ziemiach ukraińskich, w których ludzie bojąc się o własne życie musieli oddawać głosy. Rosja łamie tym samym prawo międzynarodowe.

Putin wydał w czwartek wieczorem dekrety uznające obwody chersoński i zaporoski za "suwerenne i niepodległe państwa". Decyzję tę ma zatwierdzić rosyjski parlament, a następnie oba terytoria, podobnie jak regiony doniecki i ługański, zostaną anektowane.

PAP/dziennik.pl

czwartek, 29 września 2022


Rosyjscy milbloggerzy dyskutowali 28 września o ukraińskich zdobyczach wokół Lymanu z rosnącym zaniepokojeniem, sugerując, że rosyjskie siły w tym rejonie mogą stanąć w obliczu nieuchronnej porażki. Kilku rosyjskich blogerów i prominentnych korespondentów wojskowych twierdziło, że wojska ukraińskie posuwały się na zachód, północ i północny wschód od Lymanu i pracują nad zakończeniem okrążenia wojsk rosyjskich w Lymanie i wzdłuż północnego brzegu rzeki Siverskyi Doniec w tym obszarze. Rosyjscy miblogerzy stwierdzili, że wojska ukraińskie zagrażają rosyjskim pozycjom i liniom komunikacji, które wspierają ugrupowanie Lyman. Upadek kotła Lyman będzie prawdopodobnie miał duże znaczenie dla rosyjskiego ugrupowania w północnym donieckim i zachodnim obwodzie ługańskim i może pozwolić wojskom ukraińskim zagrozić rosyjskim pozycjom wzdłuż zachodniej granicy obwodu ługańskiego oraz w obszarze Siewierodonieck-Ługańsk.

Rosyjskie przywództwo wojskowe nie zdołało ustalić warunków informacyjnych dla potencjalnie nieuchronnej klęski Rosji w Lymanie. Rosyjskie Ministerstwo Obrony nie zajęło się aktualnymi stratami rosyjskimi wokół Lymanu ani nie przygotowało się na upadek tego odcinka frontu, co prawdopodobnie jeszcze bardziej obniży i tak już niskie morale Rosji. Wcześniej rosyjskie władze wojskowe nie stworzyły wystarczających warunków informacyjnych dla rosyjskich strat po pierwszych etapach ukraińskich kontrofensyw w obwodzie charkowskim, niszcząc morale i doprowadzając do paniki wśród sił rosyjskich na osi wschodniej. Późniejszy gniew rosyjskiej nacjonalistycznej przestrzeni informacyjnej prawdopodobnie odegrał rolę w skłonieniu Kremla do nakazu częściowej mobilizacji - w dniach po początkowej kontrofensywie Ukrainy - w przypadkowej próbie wzmocnienia rosyjskich linii.

(...)

Rosyjskie władze nadal wysyłają nowo zmobilizowanych i niedoświadczonych rekrutów, aby bezpośrednio wzmocnić poważnie zdegradowane resztki różnych jednostek, w tym jednostek, które wcześniej uważano za główne konwencjonalne rosyjskie siły bojowe. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że nowo zmobilizowani Rosjanie przybyli w celu wzmocnienia elementów 1. Pułku Czołgów 2. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej w bliżej nieokreślone rejony Ukrainy bez żadnego przeszkolenia. Nagranie z mediów społecznościowych z 27 września pokazuje rosyjskiego żołnierza zmobilizowanego do 1. Pułku Czołgów wyjaśniającego, że zostanie wysłany do walki w obwodzie chersońskim w ciągu dwóch dni bez żadnego podstawowego szkolenia (...). 1. Armia Pancerna Gwardii była uważana za najważniejszą rosyjską siłę zmechanizowaną przed 24 lutego, a fakt, że jej elementy są wzmacniane słabo zdyscyplinowanymi, nieprzeszkolonymi ludźmi, jest zgodny z wcześniejszymi ocenami ISW, że nawet najbardziej elitarne jednostki rosyjskie poniosły znaczne straty na Ukrainie i dlatego są coraz bardziej zdegradowane. Dodanie nowo zmobilizowanych sił do elementów 1. Armii Pancernej Gwardii prawdopodobnie nie zapewni tym jednostkom decydującej siły bojowej.

understandingwar.org

26 września operator lądowej sieci we wschodnich Niemczech Gascade poinformował, że doszło do dużego spadku ciśnienia w gazociągu Nord Stream 2 (NS2) – ze 105 do 7 barów. W godzinach późno popołudniowych wyciek z jednej z nitek NS2 na południowy wschód od Bornholmu w duńskiej wyłącznej strefie ekonomicznej potwierdziła Dania. Z kolei wieczorem 26 września operator Nord Streamu 1 (NS1) poinformował o spadku ciśnienia w obu nitkach gazociągu. 27 września rano duńskie i szwedzkie służby morskie zidentyfikowały dwa kolejne wycieki, na obu nitkach NS1 (zob. mapa). 28 września pojawiła się wiadomość o odkryciu przez szwedzką straż graniczną czwartego wycieku (a drugiego na NS2), tym razem w wyłącznej strefie ekonomicznej Szwecji. W związku ze skalą wycieków i ich bezprecedensowym charakterem Dania wprowadziła stan podwyższonej gotowości w krajowym sektorze energii. Duńska i szwedzka administracje morskie wprowadziły ograniczenia dla żeglugi i transportu powietrznego (na wysokości do 1000 m n.p.m.) w obszarze do 5 mil morskich od miejsca uszkodzenia. 27 września po południu szwedzka telewizja SVT poinformowała, że dzień wcześniej stacje pomiarowe w Szwecji odnotowały dwie silne podwodne eksplozje w okolicach wycieków z obu gazociągów (jedną z nich o godzinie 2.03, a drugą – o 19.04). Na miejsce incydentów wysłano duńskie, szwedzkie i niemieckie okręty i śmigłowce. Według informacji duńskich sił zbrojnych wycieki widoczne są z daleka, a największy ma średnicę ponad 1 km.

Dania i Szwecja za przyczynę uszkodzenia gazociągów uznają sabotaż i celowe działania. Władze obu tych państw nie chcą jednak wchodzić w dalsze spekulacje (reakcje międzynarodowe – zob. Aneks). Inspekcja uszkodzonych rur będzie możliwa dopiero za około tydzień, kiedy zakończy się wyciek gazu (według Duńskiej Agencji Energii gazociągi powinny opróżnić się samoistnie do najbliższej niedzieli). W trzech nitkach znajdować się miało – zgodnie z duńskimi szacunkami – w sumie 778 mln m3 surowca. Nie wiadomo, czy informacje pomocne w ustaleniu przyczyny uszkodzeń gazociągów zostały zarejestrowane przez zamontowane na NS1 i NS2 zaawansowane systemy monitorujące oraz czy i na jakich zasadach takie dane zostałyby udostępnione przez Gazprom. Jednocześnie dominuje przekonanie, że uszkodzenie obu gazociągów było umyślnym działaniem dywersyjnym. Mało prawdopodobne jest bowiem wystąpienie tego typu przypadkowych incydentów jednego dnia na trzech rurach i w kilku różnych miejscach równocześnie.

Skala uszkodzeń wszystkich trzech nitek jest duża i nie wiadomo, czy można je naprawić, a jeśli tak, to w jakiej perspektywie czasowej. Według doniesień medialnych rośnie prawdopodobieństwo, że zniszczenia NS1 trwale wyłączą ten gazociąg z użytku. W dobrym stanie pozostawać ma natomiast jedna z dwóch nitek rurociągu NS2. W obecnych okolicznościach trudno jednak sobie wyobrazić, by mogła być ona uruchomiona, nawet gdyby istniała taka techniczna możliwość.

Kto za tym stoi?

Dywersję na Nord Streamie należy postrzegać w szerokim kontekście trwającej wojny, determinacji Putina, by osiągnąć sukces, pseudoreferendów aneksyjnych na okupowanych terenach i potężnego konfliktu Rosji z Zachodem. Ten wyraźnie odczuwalny jest również w wymiarze gazowym – handel surowcami energetycznymi stał się obszarem wojny energetycznej, a narastający kryzys na rynkach gazu i energii w Europie wynika w dużej części z wrogich działań Moskwy. Wreszcie: widać koincydencję czasową uszkodzeń NS1 i NS2 z inauguracją Baltic Pipe 27 września (samo rozpoczęcie działania szlaku nastąpi 1 października). Choć awarie nie wydają się zagrażać bezpośrednio polsko-duńsko-norweskiemu gazociągowi, to wystąpiły blisko jego przebiegu w wodach duńskich.

Zgodnie z najbardziej prawdopodobną wersją uszkodzenie rurociągów nastąpiło wskutek celowych zabiegów rosyjskich. Z dostępnych opcji, jakimi w akwenie Morza Bałtyckiego dysponuje FR, za możliwą należy uznać działanie jednostek tamtejszego wywiadu wojskowego. Tezę tę uwiarygadnia udział w budowie rurociągów specjalnych jednostek ratowniczych wyposażonych w specjalistyczny sprzęt podwodny wykorzystywany do działań dywersyjnych. W 2021 r. inspekcję obiektów prowadzili specjaliści z Głównego Zarządu Badań Głębinowych Ministerstwa Obrony Rosji (GUGI / jednostka wojskowa nr 45707) oraz żołnierze z pododdziału dywersji podwodnej z bazy w Bałtyjsku. Ich uczestnictwo w pracach świadczy o tym, że Moskwa uznaje rurociągi za podlegające szczególnej ochronie obiekty o znaczeniu wojskowym  i stara się zagwarantować sobie możliwości ich zniszczenia (np. przez rozmieszczone zawczasu ładunki wybuchowe), m.in. w celu pogorszenia sytuacji gospodarczej w Europie.

Uszkodzenia NS1 i NS2 mogą wskazywać na to, że Rosja już nie tylko wykorzystuje dostawy surowców instrumentalnie, lecz także wysyła sygnał o zagrożeniu bezpieczeństwa europejskiej krytycznej infrastruktury energetycznej. Wybuchy na obu gazociągach wpisywałyby się w realizowaną przez Moskwę konsekwentnie od wielu miesięcy strategię eskalacji relacji gazowych z Europą, której cel to pogłębianie kryzysu energetycznego oraz zwiększanie niepewności i chaosu na rynku. Na tę strategię składały się m.in. decyzje o odcięciu lub znaczącym zmniejszeniu dostaw gazu do wielu odbiorców europejskich (np. Polski, Bułgarii, Danii, Holandii, Niemiec, Francji, Włoch), jak również wstrzymywanie lub ograniczanie przesyłu poszczególnymi szlakami. Uszkodzenie własnej infrastruktury eksportowej w wyłącznych strefach ekonomicznych państw UE i NATO byłoby przy tym działaniem o nowym ciężarze gatunkowym, demonstrującym zdolność i gotowość do atakowania podobnych obiektów (np. takich jak Baltic Pipe) należących do krajów europejskich zaliczanych przez Kreml do tzw. państw nieprzyjaznych.

Taką interpretację wzmacnia przekaz propagandowy kreowany w rosyjskich mediach – uszkodzenia NS1 i NS2 oceniane są w nim jako działania dywersyjne i de facto akt terrorystyczny przypisywany państwom nieprzyjaznym. Tezę o rosyjskim sprawstwie budują też doniesienia medialne sugerujące, że latem USA ostrzegały Niemcy w sprawie możliwych ataków na infrastrukturę energetyczną na Bałtyku. Niedawno także wywiad ukraiński sugerował ryzyko cybernetycznych ataków Rosji na krytyczną infrastrukturę energetyczną Ukrainy i państw wspierających Kijów. Długoterminowe uszkodzenie obu gazociągów może być wykorzystywane przez Gazprom jako okoliczność usprawiedliwiająca (siła wyższa) niewywiązywanie się z zobowiązań kontraktowych w zakresie dostaw gazu do kontrahentów europejskich i ograniczająca ryzyko i wielkość ewentualnych odszkodowań.

Gotowość podjęcia tak radykalnego działania jak atak na własną krytyczną infrastrukturę energetyczną świadczyłaby również o daleko idącej determinacji Rosji do wykorzystywania kwestii gazowych jako instrumentu politycznego. Kreml najprawdopodobniej liczy na to, że wysyłając sygnał o gotowości i zdolności dokonywania tego typu aktów dywersyjnych, doprowadzi do wzrostu zaniepokojenia w państwach UE, a tym samym wpłynie na ograniczenie lub – w optymalnym dla Moskwy wariancie – wstrzymanie wsparcia politycznego i militarnego dla Ukrainy.

Znacznie rzadsze są obecnie sugestie, że uszkodzenie obu gazociągów wymierzone jest w rosyjskie interesy. Trudno też zidentyfikować potencjalnych alternatywnych sprawców. Oskarżenia np. pod adresem USA słychać przede wszystkim ze strony środowisk tradycyjnie prorosyjskich (np. niemieckiej AfD). W tym kontekście pojawiają się wątpliwości związane z tym, że wybuchy i uszkodzenie gazociągów oprócz zysków przynoszą stronie rosyjskiej także straty. Awarie nie zmieniają faktycznej sytuacji, jeśli chodzi o dostawy rosyjskiego gazu do Europy – NS2 nigdy nie uruchomiono, a przesył przez NS1 całkowicie wstrzymano już kilka tygodni wcześniej. Uszkodzenia uniemożliwiają też wykorzystywanie przez Rosję opcji wznowienia eksportu rosyjskiego gazu instrumentalnie w relacjach z poszczególnymi krajami europejskimi, by dzielić UE oraz doprowadzić do złagodzenia sankcji i/lub ograniczenia wsparcia wojskowego dla Ukrainy.

Możliwe konsekwencje

Awarie gazociągów nie będą miały doraźnie większego wpływu na poziom dostaw na europejski rynek gazu, choć wpływają (wraz z innymi działaniami rosyjskimi) na wzrost jego cen na giełdach. Rosyjski surowiec nie płynął do Europy przez NS1 już od końca sierpnia i nic nie wskazywało na to, by miał popłynąć w najbliższym czasie. NS2 natomiast nigdy nie uruchomiono. Jednocześnie uszkodzenie szlaków bałtyckich definitywnie przekreśla perspektywę zwiększenia dostaw z Rosji (przynajmniej tymi trasami) w czasie największego zapotrzebowania na gaz w sezonie zimowym. Jeśli Moskwa nie zdecyduje się na zwiększenie wolumenu dostaw gazociągami ukraińskimi – a wiele wskazuje na to, że może on wręcz spaść – oznaczać to będzie jednoznaczne trudności z dopięciem bilansów gazowych wielu państw UE (w tym Niemiec), szczególnie w przypadku dużych i/lub długotrwałych mrozów. Może to skomplikować już i tak kryzysową sytuację na rynku gazu i wpłynąć na dyskusje nad kolejnymi pakietami restrykcji dotykającymi szeroko rozumianej dziedziny energii (prawdopodobnie państwom UE jeszcze trudniej będzie się porozumieć np. co do objęcia sankcjami dostaw rosyjskiego LNG).

Wyłączenie na dłuższy czas możliwości eksploatacji obu gazociągów pozbawia Rosję ważnego instrumentu w zewnętrznej polityce energetycznej. Celem budowy rurociągów NS1 i NS2 było nie tylko zwiększenie zdolności elastycznego reagowania na zmiany popytowe na europejskim rynku gazowym, lecz przede wszystkim uzyskanie możliwości przekierowywania tranzytu z dotychczas wykorzystywanych magistrali gazowych, w szczególności ze szlaku przez Ukrainę. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie ze strony Moskwy należy się spodziewać dalszej eskalacji działań dotyczących dostaw gazu. 27 września Gazprom zapowiedział, że Rosja może objąć sankcjami ukraiński Naftohaz, jeśli ten będzie kontynuował proces dochodzenia roszczeń od strony rosyjskiej w ramach wszczętego postępowania arbitrażowego. Naftohaz zarzuca Gazpromowi naruszenie zobowiązań dotyczących tranzytu, wynikających z rosyjsko-ukraińskich porozumień z grudnia 2019 r. Ewentualne wciągnięcie Naftohazu na rosyjską listę sankcyjną oznaczałoby dla rosyjskich podmiotów zakaz utrzymywania wszelkich kontaktów handlowych z ukraińskim koncernem, w tym rozliczeń finansowych, a to skutkowałoby z kolei wstrzymaniem tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę.

Uprawdopodobnienie hipotezy o rosyjskiej dywersji znacząco oddali perspektywę ewentualnej odbudowy relacji gazowych i energetycznych z UE. Awaria zwiększy determinację państw europejskich do całkowitego uniezależnienia się od dostaw gazu z Rosji, co przyspieszy i przypieczętuje zapoczątkowany po inwazji na Ukrainę proces dywersyfikacji. Zmniejszenie eksportu rosyjskiego gazu do Europy nie zostanie zrekompensowane w najbliższych latach wzrostem sprzedaży do państw pozaeuropejskich. Ze względu na ograniczenia infrastrukturalne Rosja nie ma bowiem obecnie możliwości przekierowania eksportu surowca na rynki innych państw (w szczególności do Azji).

Awaria strategicznych gazociągów, wybuchy u wybrzeży państw NATO i terytoriów państw UE oraz rosnące przekonanie o tym, że stoi za tym Rosja, będą miały również konsekwencje polityczne i dla bezpieczeństwa. Niewątpliwie przyczyni się to do zwiększenia poczucia zagrożenia w rejonie Morza Bałtyckiego oraz w całej Europie. Przełoży się to m.in. na podwyższenie poziomu monitoringu i ochrony europejskiej infrastruktury krytycznej oraz na pogłębienie koncentracji na fizycznym bezpieczeństwie rynków gazu i energii w UE, a być może także na zwiększenie aktywności NATO w tym obszarze.

Reakcje międzynarodowe

Dania była pierwszym krajem, który zareagował na wycieki gazu z rurociągów NS1 i NS2, gdyż pierwszy z incydentów miał miejsce w duńskiej wyłącznej strefie ekonomicznej na południowy wschód od Bornholmu, a kolejny na NS1 na północny wschód od wyspy. Na miejsce awarii skierowane zostały myśliwce F-16, fregata rakietowa, okręt patrolowy i statek monitoringu ekologicznego; Duńska Administracja Morska wprowadziła ograniczenia dla żeglugi oraz ruchu powietrznego. Wieczorem 27 września premier Mette Frederiksen wraz z ministrami spraw zagranicznych, obrony i energii odbyła konferencję prasową. Wcześniej duński minister spraw zagranicznych konsultował się ze swoimi odpowiednikami ze Szwecji, Niemiec, Norwegii, USA, Finlandii, Polski oraz państw bałtyckich, zaś następnego dnia minister obrony omówił sytuację związaną z awarią gazociągów z sekretarzem generalnym NATO. Według duńskiej premier uszkodzenia gazociągów to nie przypadek, lecz celowe działania, odmówiła jednak spekulacji na temat sprawców, kładąc nacisk na potrzebę międzynarodowej współpracy w celu znalezienia winnych eksplozji. Dania nie uznaje wybuchów w swojej strefie ekonomicznej, które doprowadziły do rozszczelnień gazociągów NS1 i NS2, za atak na duńskie terytorium. W sprawie uszkodzenia gazociągów policja w Kopenhadze wszczęła oficjalne postępowanie. Według duńskiego wywiadu wojskowego nie ma na razie wzrostu zagrożenia dla bezpieczeństwa Danii.

Szwecja, w której strefie ekonomicznej miał miejsce jeden z wycieków na nitce NS1 i jeden na NS2, na północny wschód od Bornholmu, zareagowała na awarie gazociągów, wysyłając w ten rejon samolot patrolowy, a następnie okręt patrolowy Straży Wybrzeża. Sztokholm zidentyfikował dwa wybuchy, które spowodowały uszkodzenia. Według szwedzkiej Narodowej Sieci Sejsmograficznej (SNSN) jedna z eksplozji miała magnitudę 2,3, co równa się odczuwalnemu trzęsieniu ziemi. 27 września na konferencji prasowej premier Magdalena Andersson wraz z ministrami spraw zagranicznych i obrony zwróciła się do społeczeństwa, uspokajając Szwedów i jednocześnie ostrzegając ich przed wrogą dezinformacją. Według niej wybuchy były aktem sabotażu i celowymi działaniami, aczkolwiek nie miały miejsca w szwedzkich wodach terytorialnych. Rząd nie chce spekulować o możliwych powodach awarii. Szwedzka policja bezpieczeństwa (Säpo) prowadzi postępowanie w sprawie podejrzenia sabotażu, który częściowo mógł być skierowany przeciw szwedzkim interesom. Sztokholm wydaje się ściśle koordynować narrację w tej kwestii z Kopenhagą, ponadto konsultował się z rządami Norwegii, Niemiec, Finlandii, USA i z sekretarzem generalnym NATO.

Norwegia zareagowała na uszkodzenia gazociągów NS1 i NS2, podnosząc poziom gotowości ochrony na wszystkich swoich platformach wydobywczych na szelfie kontynentalnym. Decyzja ta została poprzedzona wydanym dzień wcześniej przez norweski Urząd ds. Bezpieczeństwa Naftowego (Petroleumstilsynet) ostrzeżeniem dotyczącym zaobserwowanych niezidentyfikowanych bezzałogowych statków powietrznych w pobliżu platform wydobywczych na norweskim szelfie kontynentalnym i wezwaniem do podwyższonej czujności. Wcześniej norweska gazeta „Stavanger Aftenblad” informowała, że w drugiej połowie września w pobliżu różnych platform wiertniczych należących do spółki Equinor ASA sześciokrotnie zostały zauważone niezidentyfikowane bezzałogowe statki powietrzne. Wszystkie zdarzenia zostały zgłoszone przez Equinor norweskiemu Urzędowi ds. Bezpieczeństwa Naftowego. Wykorzystywanie dronów w strefach bezpieczeństwa platform wiertniczych (500 metrów wokół i powyżej platformy) bez uzyskania wcześniejszych pozwoleń jest w Norwegii karalne.

Wicekanclerz i minister gospodarki i ochrony klimatu Niemiec Robert Habeck stwierdził, że według dostępnych mu informacji awarie gazociągów nie są wynikiem „naturalnych zdarzeń”, lecz celowego sabotażu. Przyznał też, że energetyczna infrastruktura krytyczna w Europie jest potencjalnym celem ataków. Dodał, że niemieckie służby są tego świadome od miesięcy. „Der Spiegel” doniósł, że Berlin był latem ostrzegany przez CIA przed możliwością przeprowadzenia sabotażu na bałtyckie gazociągi. Niemiecka fregata rakietowa Sachsen (F219) była pierwszą dużą jednostką pływającą, która pojawiła się na miejscu awarii, okręt zbadał wszystkie trzy miejsca wycieku. W niemieckich mediach przytaczane są zakulisowe wypowiedzi przedstawicieli rządu i służb wskazujące na to, że tego rodzaju awarie nie mogły być dziełem przypadku, lecz najprawdopodobniej są wynikiem celowego ataku, przy czym ze względu na skomplikowany charakter operacji zdolni do aktów sabotażu podmorskiej infrastruktury mogą być tylko aktorzy państwowi. W debacie publicznej jako potencjalnego sprawcę sabotażu najczęściej wskazuje się Rosję. Sugeruje się, że potencjalnym motywem Moskwy mogła być wola demonstracji zdolności do ataków na energetyczną infrastrukturę krytyczną i próba zastraszenia Zachodu możliwością przeprowadzenia podobnych operacji wobec innych sieci przesyłowych – największe obawy budzi bezpieczeństwo gazociągów na Morzu Północnym. Niemcy mają w związku z tym współpracować ze służbami duńskimi i szwedzkimi w dochodzeniu ws. przyczyn awarii.

Rosja. Wciąż nie pojawiło się oficjalne oświadczenie Gazpromu w sprawie uszkodzeń NS1 i NS2. Spółka Nord Stream AG w wydanym 27 września komunikacie oświadczyła, że uszkodzenia mają bezprecedensowy charakter. Z kolei rzecznik Kremla stwierdził, że należy poczekać na wyniki badań przyczyn awarii, ale nie wykluczył, że uszkodzenia mogły być skutkiem dywersji. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa oświadczyła, że uszkodzenia nastąpiły w strefie podlegającej kontroli amerykańskiego wywiadu. Niektóre media uznały, że awaria mogła być wynikiem działań Polski. Uszkodzenie gazociągów było jednym z głównych tematów dnia rosyjskich programów informacyjnych i publicystycznych. Według propagandowej narracji było ono efektem sabotażu, za który odpowiedzialność ponoszą państwa, które w największym stopniu skorzystają z unieruchomienia magistral gazowych, czyli USA, Wielka Brytania, Polska i Ukraina. Na 30 września z inicjatywy Rosji zwołano specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie uszkodzeń NS1 i NS2.

osw.waw.pl

środa, 28 września 2022


W północno-wschodniej części obwodu donieckiego utrzymuje się nietypowa dla działań wojennych sytuacja, w której na przyległym obszarze działania ofensywne podejmują równocześnie obie strony. Niepowodzenie frontalnego ataku Ukraińców na Łyman spowodowało, że dążą oni do okrążenia miasta od północy i wschodu. Z kolei Rosjanie skupiają gros sił w rejonie Bachmutu. Działania obu stron zbiegają się w okolicy Siewierska, przy czym Ukraińcy atakują na północny zachód, natomiast Rosjanie na południowy wschód od miasta, uderzając w przeciwnych kierunkach. Żadna ze stron nie jest w stanie uzyskać wyraźnej przewagi. Brak znaczących wzmocnień po stronie rosyjskiej pozwala jednak przyjąć, że bardziej prawdopodobny jest sukces działań ukraińskich.

Mobilizacja Kolei Białoruskich może świadczyć o rozpoczęciu przygotowań do przyjęcia transportów wojskowych z Rosji. Działania te mogą sygnalizować, że Moskwa zdecyduje się na odtworzenie rosyjskiego ugrupowania uderzeniowego zagrażającego Ukrainie od północy lub dostarczenie na Białoruś nowej partii systemów rakietowych, umożliwiających intensyfikację ostrzałów. Jednocześnie postawienie w podwyższony stan gotowości Kolei Białoruskich odbywa się w trakcie przedłużającej się już trzeci dzień wizyty Alaksandra Łukaszenki w Soczi. Tematyka i wyniki rozmów z Władimirem Putinem nie zostały upublicznione. Brak oficjalnych komunikatów może świadczyć o tym, że na Łukaszenkę wywierana jest presja mająca zmusić go do uznania aneksji okupowanych terytoriów Ukrainy i do większego zaangażowania Białorusi w konflikt. Przy wykorzystaniu obowiązującej doktryny wojennej Państwa Związkowego Mińsk może zostać zmuszony do uznania działań armii ukraińskiej za akt agresji na terytorium rosyjskie, jak w optyce Moskwy traktowane będą anektowane obszary.

osw.waw.pl

Okazuje się, że wezwanie dostał także rosyjski dziennikarz, a raczej propagandysta Władimir Sołowjow, który na antenie rodzimej stacji Rossija 1, nie krył z tego powodu oburzenia. - Jestem za stary. A wy, skoro jesteście tacy dzielni, dlaczego nie idziecie na front? Idźcie i umierajcie w Donbasie - skomentował.

Głos w studiu zabrała także caryca propagandy - redaktorka naczelna państwowego kanału informacyjnego Russia Today - Margarita Simonyan. Zapytała, ilu ma zostać zmobilizowanych. Jeden z gości w studiu odpowiedział jej, że milion osób. - To zbierzmy wszystkich pedofilów, zboczeńców, ulicznych muzyków, studentów sztuki i ich wyślijmy. Niech oni będą mięsem armatnim - zaproponowała Simonyan. 

gazeta.pl

Rosyjska agencja RIA Novosti opublikowała wyniki nielegalnych referendów na okupowanych terytoriach Ukrainy:

za wejściem samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej do Rosji głosowało 98,69 proc. wyborców;
za wejściem samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej do Rosji — 97,93 proc.;
za wejściem obwodu zaporoskiego do Rosji — 97,81 proc.;
za wejściem obwodu chersońskiego do Rosji — 96,75 proc.

onet.pl/RIA Novosti

wtorek, 27 września 2022


Władze rosyjskich regionów Zabajkale oraz Buriacji zapowiadają kontrole w sklepach z odzieżą i wyposażeniem wojskowym. Po ogłoszeniu mobilizacji znacznie wzrosły w nich ceny.

Wbrew zapewnieniom rosyjskich władz, powołani do wojska muszą kupić sobie część wyposażenia sami. W związku z tym wzrosły ceny na kominiarki, kalosze, bieliznę termiczną rękawiczki, czapki i buty zimowe.

– Gdy pojawią się informacje o podwyżkach cen specjalnego wyposażenia, od razu poinformujemy o tym Zabajkalski Oddział Federalnej Służby Antymonopolowej – zaznaczył wicepremier regionu Aleksandr Bardaliejew.

Wcześniej kierujący Buriacją Alieksiej Cydienow zażądał od właścicieli sklepów sprzedających rzeczy potrzebne do służby w wojsku o obniżkę cen.

– Jeśli któryś z was chce się wzbogacić w tym czasie, mieć super zyski, to lepiej niech obniży ceny do poprzedniego poziomu bo sam będzie musiał przygotowywać się do mobilizacji. Dojdziemy do każdego – powiedział.

Mobilizowany mieszkaniec Sachalina opublikował film, w którym pokazuje, co musiał kupić przed wyruszeniem na front. Wśród rzeczy, na które wydał 25 tysięcy rubli, czyli ponad 2100 złotych są: śpiwór, płaszcz, kalosze, apteczka z lekami i plecak. Jak przyznaje mężczyzna, ze względu na brak pieniędzy nie mógł kupić sobie butów.

belsat.eu/Kommersant/astv.ru

Równocześnie w zasadzie bez echa przeszła informacja o wynikach badań, jakie dzień przed ogłoszeniem przez Putina dekretu o mobilizacji ogłosiło Centrum Lewady - rosyjska niezależna, pozarządowa organizacja badawcza i socjologiczna. Przeprowadzone one zostały w domach respondentów w formie wywiadu osobistego w dniach 25-31 sierpnia 2022 r. (na reprezentatywnej próbie ludności miejskiej i wiejskiej - 1612 osób w wieku 18 lat i więcej w 137 miejscowościach). Wynika z nich, że odnotowano znaczny wzrost zaufania do wszystkich instytucji państwowych i publicznych w porównaniu do roku ubiegłego. Podobne gwałtowne zmiany nastrojów miały miejsce w 2014 roku, a więc w czasie aneksji Krymu i rozpoczęciu walk w Ługańsku i Doniecku. Wzrosło zaufanie do głównych instytucji politycznych: do prezydenta z 53 proc. (2021 r.) do 80 proc. (2022 r.), do rządu z 33 proc. (2021 r.) do 55 proc., do Dumy Państwowej i Rady Federacji z 25 proc. (2021 r.) do ponad 40 proc. (2022 r.). Po ubiegłorocznym spadku, gwałtownie wzrosło w tym roku również zaufanie do resortów siłowych: na przykład 77 proc. respondentów ufa armii (61 proc. w 2021 r.), 61 proc. ufa organom bezpieczeństwa państwa (45 proc. w 2021 r.), a 41 proc. ufa policji (29 proc. w 2021 r.). Biorąc pod uwagę fakt, że wobec Centrum Lewady są wysuwane zastrzeżenia co do metodologii badań, iż nie publikuje jaki procent respondentów odmówił udziału w ankietach z obawy przed negatywnymi konsekwencjami (m.in. Sam Greene, dyrektor programu Rosja w King's College London), to wyników tych nie należy lekceważyć, nawet jeśli przyjmiemy błąd badawczy w wysokości 10 proc.

Z tego powodu nie należy dziwić się, że protesty są bardziej wydarzeniami medialnymi, niż rzeczywistymi przejawami nastrojów społecznych, zważywszy nawet na grożące konsekwencję za udział w nich. Obecnie potencjał protestacyjny w rosyjskim społeczeństwie w zasadzie nie istnieje. Tak więc, na razie próba analogii historycznych z rokiem 1917 w Rosji, gdzie masy zrewoltowanych żołnierzy pochodzących ze wsi doprowadziły do upadku caratu, w obecnej sytuacji jest raczej swoistym "chciejstwem" i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jak zwrócił uwagę rosyjski politolog Vladimir Gelman,"w lutym 1917 r. jednostki wojskowe w Piotrogrodzie, obawiając się, że same zostaną wysłane na front, nie poszły w obronie rządu carskiego i ostatecznie on upadł", ale "tak głęboki spadek zdolności do tłumienia (aktywności obywatelskiej - przyp. red.) w Rosji nie został jeszcze zauważony. "Wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że MSW i Gwardia Narodowa są nawet zainteresowane obecnością na miejscu w celu stłumienia protestów – a wtedy na pewno nie zostaną wysłane na front. Oznacza to, że sytuacja jest dokładnie odwrotna (...) a wyliczenia ludzi pokazują, że szanse na rozbicie »maszyny mobilizacyjnej«, która opiera się na represji, są niewielkie, dlatego naturalne jest, że racjonalne zachowanie to poszukiwanie indywidualnego wyjścia, a nie kolektywnego protestu" - ocenia.

Demonstrację przeciwko mobilizacji szczególnie ostry przebieg miały przede wszystkim w regionach określanych przez prof. Natalię Zubarewicz z moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, (specjalizujących się w zagadnieniach dotyczących sytuacji socjoekonomicznej Rosji) mianem tzw. czwartej Rosji, obejmującej zaledwie 6 proc. populacji. Występuje w nich szczególnie wysoki poziom strukturalnej biedy, korupcja i konflikty na tle etnicznym i religijnym. Zaliczane są do niej głównie republiki etniczne, takie jak m.in. Tuwa, Buriacja, Kałmucja, Dagestan, Osetia Północna i Inguszetia. Biorąc pod uwagę stosunek dochodu do kosztu koszyka dóbr i usług oraz proporcje ludności poniżej granicy ubóstwa, to Tuwa jest na pierwszym miejscu, a Kałmucja i Inguszetia są bardzo zbliżone. Jednocześnie Tuwa jest jedynym regionem, w którym stosunek dochodu do kosztu koszyka jest mniejszy niż jeden, to znaczy średni poziom dochodu nie wystarcza, aby zapewnić minimalny zestaw towarów i usług. Jedna trzecia ludności żyje poniżej granicy ubóstwa. Pomimo, że w Osetii Północnej i Dagestanie sytuacja jest nieco lepsza to wszystkie te republiki etniczne pod względem poziomu życia są poniżej rosyjskiej średniej. Z tych regionów ginie najwięcej żołnierzy w toczącej się wojnie z Ukrainą. Stąd tak gwałtowny protest w m.in. Dagestanie. Jednocześnie rosyjskie jednostki z przewagą żołnierzy z wspomnianych regionów oznaczają się szczególnym okrucieństwem.

Jak podaje telegramowy kanał "Mongolski Węzeł", "według różnych szacunków na froncie znajdować ma się około 10 tys. Buriatów. Inne źródła podają 5 lub 6 tysięcy osób. W ujęciu procentowym na mieszkańca wśród wszystkich narodów Rosji prym wiodą Buriaci walczący na Ukrainie. Buriaci stanowią zaledwie 0,3 procent ludności Rosji, ale stanowią 2,8 proc. wśród oficjalnie zabitych na Ukrainie. Pod względem liczby zgonów w tej wojnie tylko Dagestan wyprzedza Buriację, ale jego populacja jest trzykrotnie większa. Największe straty w toczącej się wojnie ponoszą mniejszości etniczne: Buriaccy Mongołowie, Tuwuńcy, Mongołowie i Kałmuccy Mongołowie, którzy używani są jako "mięso armatnie". Były prezydent Mongolii Tsakhiagiin Elbegdorj wezwał wręcz do ucieczki z Rosji Tuwińców, Buriatów i Kałmuków, którzy nie chcą brać udziału w wojnie z Ukrainą. Jego wiadomość wideo została opublikowana na kanale YouTube Światowej Federacji Mongołów. "Okazuje się, że państwo zwane Rosją postanowiło zorganizować ludobójstwo Buriatów? Zniszczyć całą pulę genów, odbierając młodych, którzy będą żyć i żyć?" - to cytowana przez BBC wypowiedź Iriny Bułgutowej, będącej doktorem filologii buriackiej i profesorem nadzwyczajnym Katedry Literatury Rosyjskiej i Obcej Buriackiego Uniwersytetu Państwowego, na temat mobilizacji.

infosecurity24.pl