wtorek, 26 lipca 2022


Hiszpański portal "El Economista" również przyznaje, że sankcje nie były tak skuteczne, jak oczekiwały Europa i Stany Zjednoczone, ale generują wyższe koszty dla Rosji niż te, które płyną z Kremla w przeciwnym kierunku.

"Sankcje byłyby znacznie skuteczniejsze, gdyby Zachód konsekwentnie blokował rosyjski sektor energetyczny i dołączyło do niego znacznie więcej krajów. Ponieważ tak się nie stało, presja na Rosję była mniejsza. Ponadto Moskwa była w stanie kontynuować handel różnymi równoległymi i nieoficjalnymi kanałami" — czytamy.

"Jednak większe uderzenie w rosyjską gospodarkę to tylko kwestia czasu. Zapasy towarów importowanych (w tym wielu technologicznych i przemysłowych o krytycznym znaczeniu) szybko topnieją, a odporność wielu sektorów maleje. Z biegiem czasu skumulowane szkody dla rosyjskiej gospodarki będą znaczące i długotrwałe, ale prognozy średnioterminowe na ogół nie uwzględniają jeszcze tego faktu" — wyjaśnia autor, dodając, że jeśli sankcje mają przynieść jakieś efekty, to nie wolno się z nich teraz wycofywać.

"Środki nałożone na rosyjską gospodarkę nie przynoszą oczekiwanego efektu. Czy zatem Rosja jest dotknięta międzynarodowymi sankcjami, czy nie? Odpowiedź na to pytanie brzmi: to zależy" — pisze "El Confidencial" i zaznacza, że rację mają po trosze zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy sankcji.

"Te różnice w postrzeganiu rzeczywistego skutku sankcji wynikają przede wszystkim z tego, że często próbuje się wrzucić wszystko do jednego worka, podczas gdy w rzeczywistości to samo pojęcie obejmuje bardzo różne aspekty. Na przykład Unia Europejska nałożyła sześć różnych pakietów sankcji, z których każdy jest skierowany wobec innych osób lub branż. (...) Niektóre z tych środków okazały się nieskuteczne, inne zablokowały całe sektory rosyjskiej gospodarki" — czytamy.

"Czy to się rosyjskiemu przywódcy się podoba, czy nie, prawda jest taka, że biorąc wszystko pod uwagę, rosyjski triumfalizm nie ma uzasadnienia. Przytłaczająca liczba artykułów w rosyjskich mediach państwowych, w których przekonuje się, że sankcje wobec Rosji są bezużyteczne i szkodzą jedynie krajom, które je nałożyły, sugeruje dokładnie odwrotnie. Kreml jest tym zaniepokojony i to bardzo. Inna sprawa, że ​​ma to zmienić zachowanie rosyjskich władz, dla których zwycięstwo w Ukrainie, a przynajmniej jego imitacja, jest praktycznie kwestią egzystencjalną. Rosja utrzymuje się na powierzchni, ale nie jest już liniowcem oceanicznym w oceanie światowej gospodarki" — podsumowuje hiszpański portal.

onet.pl

Dużą rolę w podpisaniu porozumienia odegrali partnerzy Rosji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Od początku marca przywódcy tak różnych krajów jak Turcja, Egipt, Iran, Arabia Saudyjska i Izrael w formalnych i nieformalnych kontaktach z Moskwą wyrażali obawy dotyczące eksportu zboża przez Morze Czarne. Wszyscy podkreślali, że przerwy w dostawach żywności mogą zdestabilizować sytuację w regionie, tak jak miało to już miejsce podczas Arabskiej Wiosny.

Spośród nich Turcja najbardziej korzysta na podpisanym porozumieniu. Pokazała wyraźnie, że może być skutecznym mediatorem w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, rozwiązując konkretne problemy. Ponadto Turcja prawdopodobnie zarobi na przetwarzaniu rosyjskiego i ukraińskiego zboża przed przekazaniem go konsumentom na Bliskim Wschodzie.

Oprócz perswazji ze strony bliskowschodnich partnerów, zainteresowanie Moskwy tym porozumieniem tłumaczy fakt, że odblokowanie ukraińskich portów oznaczało dla Rosji usunięcie przeszkód dla jej własnego eksportu zboża i nawozów. Niezbędne do tego złagodzenie reżimu sankcji, umożliwiające transakcje z udziałem rosyjskich nawozów i produktów rolnych, nie było formalną częścią umowy, ale zostało uzgodnione równolegle z USA i UE.

Mówimy tu o dość znacznych kwotach. W 2021 r. dostawy zboża za granicę przyniosły Rosji 11 mld dol., rok wcześniej — 10 mld dol. Rosyjskie Ministerstwo Rolnictwa szacuje eksport zboża z Rosji w roku rolniczym 2021-2022 (kończy się w lipcu br.) na poziomie 45-48 mln ton, a potencjał eksportowy w kolejnym roku rolniczym — na poziomie ok. 50 mln ton zboża. Znaczące zwolnienia z reżimu sankcji, które Rosja otrzymała w zamian za porozumienie, pozwalają jej wykorzystać wysokie ceny na rynku światowym i z zyskiem sprzedać własne rekordowe zbiory, a firmom rolnym bliskim Kremlowi nie stracić zysków z eksportu.

Najwięksi rosyjscy agrariusze są bowiem ściśle związani z władzą, a rozwój sektora nadzoruje minister rolnictwa Dmitrij Patruszew, najstarszy syn sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji i byłego oficera KGB Nikołaja Patruszewa. Właścicielami drugiego co do wielkości eksportera zboża Demetra-Holding są firmy WTB i Marathon Group należące do Aleksandra Winokurowa, zięcia ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa.

Właścicielem kolejnego giganta rolnego, Agrokompleksu im. N.I. Tkaczewa (jednego z największych producentów mleka, cukru i mięsa w Rosji) jest były gubernator Kraju Krasnodarskiego i były minister rolnictwa Aleksander Tkaczew (firmie nazwał imieniem swego ojca). Agroholding Step, jeden z największych sprzedawców zbóż w Rosji, to część holdingu AFK Sistema, należącego do oligarchy Władimira Jewtuszenkowa, znajdującego się na liście sankcji Wielkiej Brytanii. Właścicielami holdingu Miratorg, produkującego mięso i paszę dla zwierząt gospodarskich, są bracia Wiktor i Aleksander Linnik, bliscy krewni Świetłany Miedwiediewej (z domu Linnik), żony byłego prezydenta, a obecnie zastępcy sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrija Miedwiediewa.

Na umowie skorzystają również niektóre rosyjskie banki — ich zamrożone środki mogą zostać częściowo uwolnione przez władze UE, by uniknąć zakłóceń w płatnościach za produkty rolne. Ułatwienie to będzie miało wpływ nie tylko na największe banki w Federacji Rosyjskiej, ale również na te, które finansują wewnętrzne otoczenie Putina oraz rosyjski kompleks wojskowo-przemysłowy — np. Bank Rossija (którego właścicielami są przyjaciele Putina, Jurij Kowalczuk i Nikołaj Szamałow), Promswiazbank (główny bank rosyjskiego sektora obronnego), oraz Nowikombank (bank należący od Rostecu, czyli rosyjskiego koncernu zbrojeniowego).

Dla Moskwy ważny jest nie tylko eksport produktów rolnych, ale także ich import, który dzięki umowie zostanie uproszczony. Rosyjscy rolnicy są np. zależni od importowanych nasion. W 100 proc. z nasion rodzimych Rosja korzysta tylko w przypadku pszenicy. W przypadku kukurydzy to zaledwie 58 proc., a słonecznika — 73 proc. Importowane jest prawie 90 proc. nasion ziemniaków, około 70 proc. nasion rzepaku, od 30 proc. do 90 proc. nasion owoców i roślin jagodowych. Sankcje utrudniły też rolnikom zakup środków ochrony roślin: import stanowi tu około jednej trzeciej, głównie z Chin i UE.

W hodowli zwierząt Rosja zapewnia sobie sama 70-75 proc. żywych zwierząt, jednak większość materiału hodowlanego jest importowana z zagranicy, zwłaszcza w przypadku hodowli drobiu i świń. Szybkie wprowadzenie substytucji importu hodowlanego jest prawie niemożliwe. Rosyjscy rolnicy są również bardzo zależni od dostaw leków weterynaryjnych — 70 proc. musi być importowane z zagranicy.

Związane z umową złagodzenie sankcji może też ułatwić Rosji import sprzętu rolniczego, w tym kombajnów, jak i części zamiennych do nich. W 2021 r. import stanowił ponad 75 proc. rosyjskiego rynku maszyn rolniczych, głównie z Niemiec i Holandii.

Rosyjscy rolnicy mogą jeszcze przejść przez tę kampanię żniwną bez żadnych problemów, ale sukces następnej pod wpływem sankcji nie jest gwarantowany. Branży grozi archaizacja: stosowanie bardziej prymitywnych nawozów, środków chemicznych do ochrony roślin, maszyn żniwnych. Wszystko to obniża wydajność. A bez importu nasion, materiału hodowlanego i sprzętu zagrożone może być bezpieczeństwo żywnościowe całej Rosji.

onet.pl

22 lipca w Stambule, po serii negocjacji przeprowadzonych z inicjatywy Turcji i przy udziale ONZ, Ukraina i Rosja uzgodniły warunki stworzenia bezpiecznego korytarza dla transportu zbóż, żywności oraz nawozów z trzech ukraińskich portów na Morzu Czarnym: Odessy, Czarnomorska i Jużnego. Dwie „lustrzane” umowy – jedna podpisana między Turcją, ONZ i Ukrainą, a druga pomiędzy Turcją, ONZ i Rosją – będą ważne przez 120 dni, a do ich przedłużenia konieczna będzie ponowna zgoda wszystkich stron. Zgodnie z dokumentami pod egidą ONZ powołane zostanie w Stambule Wspólne Centrum Koordynacyjne (WCK), mające za zadanie nadzór nad powstaniem oraz funkcjonowaniem korytarza. W skład WCK wejdzie po jednym przedstawicielu Rosji, Ukrainy, Turcji i ONZ, a także personel wymagany do efektywnego zarządzania. Korytarz ma połączyć ww. ukraińskie porty z wodami terytorialnymi Turcji. W jej portach powołane zostaną mieszane zespoły inspekcyjne Ukrainy, Rosji, Turcji i ONZ mające kontrolować ładunek statków handlowych (pod kątem produktów nieobjętych porozumieniem) płynących do i z portów ukraińskich. Wszystkie czynności na wodach terytorialnych Ukrainy, tj. załadunek, wyładunek, ruch statków, będą wykonywane wyłącznie przez stronę ukraińską. Porozumienie nie przewiduje wspólnych konwojów rosyjsko-tureckich z ukraińskich portów (czego domagała się wcześniej Rosja) oraz rozminowywania akwenu (chyba że będzie to niezbędne, wówczas do takich działań zostanie zaangażowana „strona trzecia”).

Ponadto w Stambule wicepremier Rosji Andriej Biełousow i sekretarz generalny ONZ António Guterres podpisali memorandum dotyczące ułatwień w eksporcie rosyjskich zbóż i nawozów mineralnych. Zobowiązuje ono sekretariat ONZ do podjęcia starań o zdjęcie wszelkich ograniczeń nałożonych przez USA i UE na dostawy tego typu produkcji na globalny rynek. Memorandum ma obowiązywać trzy lata. Podpisanie go poprzedziło opublikowanie przez USA i UE dokumentów, w których podkreślono, że dostawy rosyjskich surowców rolnych i nawozów mineralnych do państw trzecich (innych niż zachodnie) nie podlegają żadnym ograniczeniom Waszyngtonu i Brukseli. Unia Europejska zdjęła także wszelkie bariery dla eksportu ropy naftowej do państw trzecich przez wybrane rosyjskie koncerny państwowe.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nazwał zawarcie porozumienia ważnym osiągnięciem umożliwiającym wznowienie eksportu i tym samym udaremniającym plan Rosji zniszczenia gospodarki jego kraju. Podkreślił, że umowa „zapewni niezbędną ochronę” ukraińskich portów i stanowi demonstrację zdolności Ukrainy do przetrwania wojny. Premier Denys Szmyhal ocenił, że podpisanie dokumentu to dla Ukrainy „sprawa warta miliardy dolarów”, a jego wdrożenie przyczyni się do znaczącego zminimalizowania strat, jakie rosyjska agresja przyniosła dla budżetu państwa.

Dzień po zawarciu porozumienia armia rosyjska dokonała ostrzału rakietowego portu handlowego w Odessie. Zełenski nazwał te działania cynicznym aktem barbarzyństwa, który skutecznie przekona zachodnich partnerów do zwiększenia pomocy wojskowej dla Ukrainy. Z kolei rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow poinformował, że celem ostrzału była infrastruktura wojskowa (Rosja zobowiązała się jedynie do powstrzymania się od ataków na infrastrukturę zbożową) i nie wpłynie to na realizację podpisanych umów.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych FR stwierdziło, że porozumienie mogło zostać zawarte dzięki „wstrzymaniu przez Brukselę i Waszyngton działań mających na celu niedopuszczenie do osiągnięcia tego porozumienia”. Zdaniem resortu memorandum stanowi kolejne potwierdzenie nieprawdziwości zachodnich oskarżeń, że to Moskwa odpowiada za problemy z dostawami zbóż na globalny rynek. 25 lipca Siergiej Ławrow rozpoczął podróż po państwach afrykańskich (Egipt, Etiopia, Uganda, Kongo), w czasie której przedstawia Rosję jako wiarygodnego partnera gospodarczego i obwinia Zachód o ewentualne trudności w realizacji dotychczasowych dostaw. Na spotkaniu w Kairze zapewniał, że Rosja będzie przestrzegać zawartej umowy dotyczącej wywozu ukraińskiego zboża.

Komentarz

Osiągnięte porozumienie ma istotne znaczenie dla gospodarki Ukrainy, gdyż potencjalnie pozwoli na wznowienie eksportu jej towarów rolnych kluczową drogą morską (do wybuchu wojny ponad 90% produkcji tego sektora ekspediowano tym szlakiem). Kijów szacuje, że skuteczne wdrożenie uzgodnień umożliwi sprzedaż dodatkowych 3 mln ton towarów i zwiększenie dochodów państwa o 1 mld dolarów miesięcznie. Taka skala wywozu nie rozwiąże wszystkich problemów Ukrainy w zakresie eksportu produkcji rolnej (przed 24 lutego przez jej porty przechodziło każdego miesiąca 5–6 mln ton), jednak może znacząco poprawić sytuację, gdyż alternatywne szlaki sprzedaży zagranicznej zboża i roślin oleistych przez lądową granicę w UE – choć od początku inwazji sukcesywnie rozbudowywane – nie mogą zaspokoić całości potrzeb eksportowych kraju. Porozumienie stambulskie ocenia się w Kijowie jako nieniosące ryzyka dla bezpieczeństwa narodowego. W toku negocjacji to ten aspekt był uznawany za najistotniejszy – władze nie chciały bowiem dopuścić do sytuacji, w której okręty lub personel rosyjski będą miały prawo przebywania na obszarze Ukrainy lub na jej wodach terytorialnych.

Powołanie WCK oczekiwane jest 27 lipca, a Ukraina już rozpoczęła przygotowania do wznowienia eksportu zbóż w celu wysłania pierwszego transportu pod koniec tygodnia. Obecnie trudno jednak powiedzieć, w jakim zakresie rzeczywiście dojdzie do wdrożenia postanowień i na ile skutecznie funkcjonować będzie korytarz do tureckich portów. Głównym problemem w praktycznej realizacji umowy będzie postawa Rosji. Ostrzał portu w Odessie nie gwarantuje stabilności transportów, lecz wskazuje, że Kreml zamierza przeciwdziałać znacznemu zwiększeniu wywozu ukraińskich produktów rolnych i wzrostowi dochodów eksportowych Kijowa. Postępowanie Rosji ma zniechęcać armatorów do obsługiwania ukraińskich portów, podnosić koszty frachtu i jego ubezpieczenia, a także ułatwić Moskwie wywieranie wpływu na rozwój sytuacji na globalnym rynku żywnościowym. W efekcie skuteczna implementacja umów stambulskich stoi pod znakiem zapytania, a tylko ona, wraz z przedłużeniem obowiązywania korytarza na kolejne miesiące, może pomóc w uregulowaniu globalnego kryzysu żywnościowego.

Zgoda Kremla na podpisanie umowy dotyczącej wywozu ukraińskiego zboża przez Morze Czarne była najprawdopodobniej bezpośrednim skutkiem poluzowania przez USA i UE restrykcji nałożonych na Rosję. Pozwoli ono zwiększyć jej dochody z eksportu zboża i nawozów mineralnych w wyniku przewidywanego spadku kosztów frachtu i ubezpieczenia. Mimo że artykuły spożywcze nie były objęte bezpośrednimi obostrzeniami, to niejasności związane z reżimem sankcyjnym zniechęcały międzynarodowy biznes (armatorów, firmy ubezpieczeniowe, banki) do współpracy z rosyjskimi podmiotami. Kluczowe znaczenie miała jednak przede wszystkim zgoda UE na eksport ropy naftowej do państw trzecich, stanowiący główne źródło dochodów Rosji. Ułatwi to Moskwie przekierowanie dostaw surowca z Europy na rynki azjatyckie. Wcześniej znaczący europejscy traderzy (Glencore, Vitol) w zasadzie wstrzymali obsługę przesyłu rosyjskiej ropy.

Łagodzenie restrykcji, będące już kolejnym ustępstwem wobec Rosji (po m.in. przywróceniu tranzytu towarów objętych sankcjami do obwodu kaliningradzkiego czy zwrocie turbin do gazociągu Nord Stream 1), utwierdza Kreml w skuteczności strategii eskalacji żądań wobec Zachodu. Podpisane porozumienia stwarzają także cenny dla Moskwy precedens prawny, gdyż de facto pozwalają jej na nałożenie embarga na dostawy broni drogą morską do suwerennego państwa, które jest ofiarą rosyjskiej agresji. Co więcej, embargo to będzie uznane przez ONZ i ma być egzekwowane przy pomocy tej organizacji.

Przekaz informacyjny Ławrowa sugeruje, że podpisanie umowy o wywozie ukraińskiego zboża można traktować jako gest wobec państw globalnego Południa. Mimo że kryzys żywnościowy uderza w nie bezpośrednio – są głównymi odbiorcami rosyjskiego i ukraińskiego surowca – to oficjalnie nie krytykują one Rosji za wywołanie wojny z Ukrainą. Dla Kremla współpraca z państwami spoza koalicji zachodniej ma obecnie kluczowe znaczenie dla stabilizacji gospodarki i obchodzenia zachodnich sankcji. Liczy on również na poparcie ze strony tych krajów w głosowaniach na forum ONZ. W przypadku relacji z Turcją kwestie zbożowe traktowane są jako ważna karta przetargowa w innych obszarach, m.in. tureckiej operacji w Syrii.

Porozumienie jest dyplomatycznym sukcesem Ankary potwierdzającym jej rolę inicjatora i mediatora w sprawie stworzenia korytarza do portów czarnomorskich. Choć sama umowa przewiduje jedynie ograniczone zaangażowanie Turcji (w postaci kontroli statków handlowych oraz powołania WCK w Stambule), to jej władze z pewnością będą uwypuklać ten sukces na arenie międzynarodowej, szczególnie w napiętych stosunkach z Zachodem. Można się spodziewać, że w celu zapewnienia skutecznej implementacji podpisanych porozumień Turcja opowiadać się będzie za dalszym uspokajaniem sytuacji na Morzu Czarnym. Jest to ważne także z punktu widzenia jej interesów gospodarczo-finansowych, gdyż korytarz zwiększa rolę tego kraju jako hubu transportowego.

osw.waw.pl

Prognoza Goldman Sachs uwzględnia "wpływ czynników łagodzących, takich wznowienie produkcji węgla, rządowy wykup gazu przemysłowego, reakcje gospodarstw domowych i komercyjnych, a także możliwy wzrost importu LNG". Analitycy odnotowali, że popyt na gaz w Europie północnozachodniej jest o 12 proc. wyższy niż oczekiwaliby przy obecnych cenach, ale został on zrekompensowany przez wyższy import LNG. To zaś sprawia, że Europa jest na "dobrej drodze" do zapełnienia swych magazynów w 90 proc. do końca lata.

Jednocześnie "w miarę odradzania się aktywności gospodarczej w Chinach w ciągu najbliższych kilku miesięcy" Goldman Sachs spodziewa się, że Azja przejmie część dostaw LNG, dotychczas kierowanych do Europy. Wówczas "ciężar równoważenia europejskiego rynku gazu spadnie z powrotem na popyt, który będzie musiał dalej spadać, aby zagwarantować komfortowe poziomy magazynów przed rozpoczęciem zimy".

Analitycy podtrzymali ocenę, że jeśli europejskie magazyny osiągną 90 proc. zapełnienia do końca października, to zmniejszy się "pilna potrzeba destrukcji popytu napędzanego cenami", co pozwoli na spadek cen gazu w Europie w kolejnych kwartałach. Czynnikiem, który może zaburzyć ten scenariusz jest sroga zima. "Jest to szczególnie istotne w pierwszym kwartale (2023 r. - PAP), ponieważ niepewność co do pogody zimowej znacznie spada w drugiej połowie zimy w porównaniu do pierwszej połowy, co jest zgodne z naszymi prognozami cen spotowych gazu na ten okres poniżej 80 euro" - wskazano. "W związku z tym spodziewamy się, że latem 2023 r. ceny gazu w Europie ponownie wzrosną, ponieważ w obliczu braku normalnych przepływów gazu z Rosji, niszczenie popytu przez ceny ponownie stanie się priorytetem" - dodali.

"Mówiąc wprost, bardziej trwałe środowisko niższych cen nie jest naszym zdaniem prawdopodobne w Europie aż do 2025 r., kiedy to spodziewamy się, że światowe dostawy LNG zaczną znacząco wzrastać, ułatwiając Europie budowę magazynów gazu bez konieczności uciekania się do przemysłowego niszczenia popytu" - podsumowali analitycy Goldman Sachs. 

bankier.pl/PAP

poniedziałek, 25 lipca 2022


Reakcją międzynarodowych instytucji naukowych na inwazję w Ukrainie jest odcięcie Rosji od międzynarodowych badań. Wiele osób już wyjechało z tego kraju w poszukiwaniu lepszych perspektyw. Organizacje europejskie i amerykańskie zerwały więzi z nauką rosyjską, w tym anulowały wspólne projekty.

"Ludzie byli tak zniesmaczeni działaniami Rosji, że zwykłe hasła o międzynarodowym charakterze nauki i badaczach współpracujących w każdych okolicznościach przestały działać" – mówi Loren Graham, amerykański historyk nauki w Rosji i emerytowany profesor w Instytucie w Massachusetts. Technology w Cambridge, który utrzymywał kontakt z rosyjskimi naukowcami. "Morale rosyjskiej inteligencji jest bardzo niskie" – dodaje.

Wielu rosyjskich naukowców podpisało listy potępiające wojnę, chociaż oficjalne organy, takie jak Rosyjski Związek Rektorów (który reprezentuje setki rektorów rosyjskich uniwersytetów), poparły inwazję.

"Jeden naukowiec, który sześć lat temu opuścił stanowisko w Europie, aby zbudować laboratorium w Petersburgu, mówi, że kluczowe dostawy odczynników i sprzętu zostały odcięte, współpraca z zachodnimi kolegami jest napięta, a większość jego młodych naukowców chce odejść. Próbuję im w tym pomóc. To katastrofalne. Wszyscy są w szoku" – powiedział "Nature" naukowiec, który poprosił o nieujawnianie nazwiska z powodu obaw o represje polityczne.

Rosyjska fundacja naukowa zasugerowała w kwietniu, aby naukowcy szukali "nowych partnerstw finansowych" z narodami – w tym z Chinami, Indiami i RPA, które nie zerwały publicznie powiązań badawczych z tym krajem. Loren Graham uważa, że taka zmiana jest prawdopodobna, ale rosyjscy badacze wciąż mają nadzieję na przywrócenie powiązań z kolegami z USA i Europy.

Niektórzy naukowcy przewidują, że izolacja rosyjskich naukowców będzie trwać jeszcze przez jakiś czas, cofając naukę w ich kraju o 10 lub 20 lat i powodując ogromny drenaż mózgów młodych rosyjskich naukowców.

Rosja znajduje się na peryferiach większości międzynarodowych sieci naukowych, co ułatwiło krajom zachodnim zerwanie współpracy, ale jednocześnie Rosja wciąż odgrywa ważną rolę w niektórych globalnych badaniach. Zerwanie współpracy na terenie Europy, dotyczącej wielkoskalowych projektów badawczych z dziedziny fizyki – wpłynie osłabiająco na wiele lat.

Fizyka od dawna jest sercem dyplomacji naukowej, a Rosja zapisała się w historii jako potęga fizyki. Nawet zimna wojna nie przerwała relacji naukowych Wschód-Zachód. Stało się to dopiero teraz – po inwazji na Ukrainę.

Na przykład CERN – europejskie laboratorium badawcze zajmujące się fizyką cząstek elementarnych w pobliżu Genewy, w Szwajcarii – zawiesiło wszystkie nowe kontrakty z naukowcami posługującymi się rosyjską afiliacją. Wstrzymane też zostały projekty, w których swój udział miała Rosja i Białoruś, a które formalnie miały się skończyć dopiero w 2024 r.

onet.pl

Alarm w obszarze rosyjskiej nacjonalistycznej przestrzeni informacyjnej wciąż rośnie, ponieważ tempo rosyjskich operacji zwalnia w obliczu udanych ataków ukraińskiego systemu rakietowego wysokiej mobilności (HIMARS) na kluczowe rosyjskie węzły logistyczne, dowodzenia i kontroli. Moscow Calling, średniej wielkości kanał rosyjskiego telegramu z 31 tyś. abonentów, opublikował ocenę całości rosyjskich operacji na Ukrainie od 24 lutego. Moscow Calling określiło trzy odrębne fazy wojny – pierwszy obejmujący okres od pierwszej inwazji do wycofania wojsk rosyjskich z obwodów kijowskiego, sumskiego i czernihowskiego oraz drugi, od tego momentu do wprowadzenia zachodnich HIMARS. Moscow Calling w szczególności określił pojawienie się HIMARS jako wyraźny punkt zwrotny w wojnie i stwierdził, że wcześniej dostarczone zachodnie systemy uzbrojenia (takie jak NLAW, Javelin, Stinger i Bayraktar) bardzo niewiele zdziałały przeciwko rosyjskiemu bombardowaniu artyleryjskiemu (nie są zaprojektowane ani przeznaczone przeciw atakom artyleryjskim), ale HIMARS zmienił wszystko dla rosyjskich zdolności na Ukrainie. Moscow Calling mocno sugerował, że ostatnie ukraińskie ataki na rosyjskie magazyny, węzły komunikacyjne i tylne bazy mają niszczycielski i potencjalnie nieodwracalny wpływ na rozwój przyszłych rosyjskich ofensyw. 

Ten post jest zgodny z wcześniejszymi doniesieniami zachodnich funkcjonariuszy obrony, że rosyjskie wojska są zmuszone do angażowania się w różne taktyki łagodzące skutki HIMARS na polu bitwy, w tym środki kamuflażu i ciągłe zmiany lokalizacji ugrupowań sprzętu. Te taktyki utrudniają siłom rosyjskim prowadzenie ogromnych, masowych ostrzałów artyleryjskich, szeroko stosowanych w trakcie tej fazy wojny; o czym świadczą dane NASA Fire Information for Resource Management (FIRMS), które wykazują konsekwentnie mniej obserwowanych anomalii cieplnych /pożarów/ w Donbasie, od czasu wprowadzenia HIMARS na Ukrainę.

understandingwar.org

Aby uzmysłowić sobie skalę wielkości zapasów magazynowych można przytoczyć polskie jawne, archiwalne informacje dotyczące stanu na dzień 31 grudnia 1989 roku czyli już pod koniec istnienia Układu Warszawskiego. W szeregu polskich baz, składnic i magazynów przechowywano amunicję strzelecką, artyleryjską, czołgową, rakiety, miny, materiały wybuchowe i inne tego typy zapasy bojowe. Oczywiście we wszystkich jednostkach wojskowych przechowywano własne takie zapasy, służące do bieżącego użytku szkoleniowego oraz na czas mobilizacji i pierwszych dni ewentualnej wojny.

W ówczesnej największej naszej składnicy uzbrojenia i amunicji przechowywano 24.311 ton zapasów. Była to równoważne z pojemnością 2.400 wagonów kolejowych o maksymalnej nośności 20 ton. Amunicja była pakowana w drewniane skrzynie lub metalowe pojemniki i dlatego przy załadunku wagonów liczyła się nie tylko masa, ale również objętość ładunku. Drugie co do wielkości zapasy, w innej składnicy uzbrojenia i amunicji, miały masę 11.470 ton co wymagało 1.220 wagonów kolejowych. Trochę mniejszych składnic było ówcześnie jeszcze dużo więcej. W największej składnicy uzbrojenia lotniczego przechowywane było co prawda tylko 2.012 ton uzbrojenia, ale ze względu na duży rozmiar opakowań do ich przewiezienia potrzebne było, aż 975 wagonów. W największej składnicy Marynarki Wojennej było ówcześnie 747 ton zapasów amunicji morskiej (łącznie z torpedami i minami morskimi) co przekładało się na 124 wagony, a w największej składnicy materiałów wybuchowych było 8.805 ton, które można było przewieźć w 512 wagonach kolejowych. Łącznie można szacować, iż w składnicach (poza magazynami jednostek wojskowych) pod koniec 1989 roku było przechowywanych ponad 125 tys. ton amunicji strzeleckiej i artyleryjskiej, min, bomb, rakiet, torped.

Amunicja ta w Polsce jak i rozpadającym się ZSRR była całkowicie znormalizowana i przeznaczona tylko do użycia w sprzęcie wojskowym radzieckiego pochodzenia. Pozostałe kraje Układu Warszawskiego gdy opracowywały własne wzory uzbrojenia też musiały stosować tą znormalizowaną amunicję. Po rozpadzie ZSRR tamtejsze zapasy amunicji trafiły do Rosji, Białorusi, na Ukrainę i do innych nowo powstałych państw. Trudno ocenić jakiej wielkości były te zapasy, ale na pewno kilkadziesiąt razy większe niż polskie.

(...)

Nie wiadomo ile NATO-wskiej amunicji zostało już dostarczonych na Ukrainę, ale przyglądając się intensywności wykorzystywania uzbrojenia można założyć, że za mało. Wynika to nie z przyczyn ekonomicznych, ale głównie ze stanów magazynowych. Wspomniany wieloletni proces ich zmniejszania dotknął również „starych" członków NATO. Teraz mają oni problem ze wsparciem amunicyjnym Ukrainy przy równoczesnym utrzymaniu własnych zapasów. Nowe zamówienia w fabrykach amunicji będzie skutkować dostawami dopiero za jakiś czas. Państwa NATO poszukują również dostawców spoza paktu. Pierwsze informacje docierają z Korei Południowej, która nie chce otwarcie wspierać Ukrainy dostawami, ale chce to robić pośrednio dostarczając np. amunicję do państw, które swoją przekażą tam.

defence24.pl

Rajskie wyspy Pacyfiku mogą się z pozoru wydawać nieistotne, ale znajdują się na obszarach atrakcyjnych łowisk, w pobliżu kluczowych szlaków transportowych. Mają też olbrzymie znaczenie strategiczne, co pokazały między innymi zacięte walki pomiędzy USA a Japonią w II wojnie światowej. Od końca wojny obszar ten uważany jest za strefę wpływów sojuszników USA.

— Wyspy otaczają kluczowy szlak dla amerykańskich i australijskich okrętów marynarki i statków handlowych. Jeśli Chiny uzyskałyby prawo do tworzenia baz (wojskowych), mogłyby rozmieścić okręty wojenne i samoloty tymczasowo na wyspach — ocenił badacz z think tanku RAND Corporation Timothy Heath, cytowany przez CNN.

Takie bazy mogłyby z kolei zagrażać przepływającym amerykańskim i australijskim okrętom i statkom. Heath podkreślił, że nawet bez obecności wojskowej Chiny mogą zbierać wrażliwe dane wywiadowcze na temat działań armii USA i Australii w regionie.

Obawy nasiliły się w kwietniu po podpisaniu przez Chiny dwustronnej umowy w sprawie bezpieczeństwa z Wyspami Salomona. Według obserwatorów dokument może pozwolić Pekinowi na wysyłanie chińskiej policji i wojska do pomocy w "utrzymaniu porządku społecznego" na wniosek rządu w Honiarze, a nawet na budowę bazy wojskowej w miejscu o kluczowym znaczeniu strategicznym.

Dla Chin poszerzanie wpływów na Pacyfiku może być sposobem na przełamanie "łańcucha wysp", jakim według chińskich analityków USA zamknęły ten kraj, by utrzymywać go politycznie i militarnie w izolacji — między innymi przy pomocy amerykańskich baz na wyspie Guam czy w Japonii oraz obecności wojskowej na Filipinach.

Według źródeł agencji Reutera w czasie niedawnej 10-dniowej podróży szefa chińskiego MSZ Wanga Yi po wyspach Pacyfiku Chinom nie udało się podpisać szerokiego porozumienia z 10 krajami w sprawie bezpieczeństwa i handlu. Obiekcje wyraziła część państw, w tym Mikronezja, która obawia się, że w związku z rywalizacją mocarstw region może się znaleźć w centrum konfliktu.

Wang zawarł jednak szereg umów dwustronnych dotyczących infrastruktury, łowisk, handlu i sprzętu policyjnego, a przedstawiony projekt szerokiego paktu bezpieczeństwa ukazał rosnące ambicje Pekinu. Paktu wielostronnego nie podpisano, ale rozmowy w tej sprawie mają być kontynuowane po konsultacjach w gronie państw Pacyfiku.

Chiny zapewniają, że chodzi im jedynie o "budowanie dróg i mostów" i poprawę życia mieszkańców wysp, a nie rozmieszczanie tam swoich wojsk. Zachodni eksperci mają jednak wątpliwości.

W Kambodży, Dżibuti, Pakistanie i na Sri Lance Chiny w wyniku projektów infrastrukturalnych uzyskały dostęp do strategicznych instalacji portowych, a na Morzu Południowochińskim Pekin zajął i zmilitaryzował bezludne wyspy. Chiński rząd publicznie zaprzeczał swoim prawdziwym intencjom powiększenia swoich globalnych wpływów wojskowych – twierdzi portal Foreign Affairs.

Według niego umowa "powinna być dzwonkiem alarmowym" dla USA i ich sojuszników, ponieważ ich zaangażowanie w regionie było niewystarczające. Powinna być postrzegana jako część systematycznych wysiłków Pekinu na rzecz zwiększenia obecności na Pacyfiku, wzmocnienia narzędzi autorytarnej kontroli, ograniczenia wpływów USA i swobody żeglugi.

Dla krajów południowego Pacyfiku bezpośrednim zagrożeniem są natomiast zmiany klimatu, w wyniku których części wysp grozi zalanie. Ich przywódcy skarżą się, że mocarstwa nie przykładają do tego problemu wystarczającej wagi. W 2019 roku Forum Wysp Pacyfiku zakończyło się łzami i kłótnią pomiędzy przedstawicielami wysp a delegacją z korzystającej z węgla Australii.

— Na Fidżi i w innych wyspiarskich krajach Pacyfiku bezpośrednim zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa nie są Chiny, lecz zmiany klimatu – podkreślał w maju analityk ze Szkoły Prawa na Fidżi Joji Kotobalavu. Premier tego kraju Josaia Voreqe Bainimarama oświadczył natomiast, że "zdobywanie punktów geopolitycznych niewiele znaczy dla kogoś, czyja społeczność tonie pod rosnącym poziomem morza".

Zaangażowanie Chin również wywołuje jednak kontrowersje na wyspach. Z jednej strony chińskie inwestycje pomagają budować infrastrukturę, ale z drugiej – zaostrzają spory polityczne i wywołują oskarżenia o korumpowanie miejscowych elit.

Na Wyspach Salomona – pisze Foreign Affairs – 90 proc. mieszkańców opowiada się za zacieśnianiem relacji z liberalnymi demokracjami, a prawie 80 proc. nie chce pomocy gospodarczej z Chin. W 2021 r. na wyspach doszło do zamieszek, wśród przyczyn które wymienia się niezadowolenie z podjętej dwa lata wcześniej decyzji premiera Manasseha Sogavare o zerwaniu stosunków z Tajwanem i nawiązaniu ich z ChRL.

onet.pl

Turecki atak miał miejsce w środę 20 lipca, a pociski spadły m.in. na ośrodek wypoczynkowy w wiosce Parakh, w którym przebywali turyści z arabskiej części Iraku. Nie jest to przy tym pierwszy taki atak. Turcja rozpoczęła w Iraku nową operację militarną przeciwko Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) w kwietniu br. Jest to przy tym kontynuacja wcześniejszych działań Turcji na terenie Iraku, prowadzonych od 2019 r. pod ogólnym kryptonimem „Pazur".  W tym czasie Turcja założyła szereg nielegalnych baz wojskowych na terenach Iraku, wchodzących w skład Regionu Kurdystanu i pozostających pod administracją sprzyjającej Turcji Partii Demokratycznej Kurdystanu (PDK). Ponadto od 2015 r. istnieje turecka baza w Baszice, również uznawana przez irackie władze za nielegalną i od czasu do czasu ostrzeliwana przez szyickie milicje sprzymierzone z Iranem. W atakach tureckich na terenach kurdyjskich w Iraku już wcześniej ginęli cywile. Ocenia się, ze w ciągu ostatnich 7 lat w wyniku działań Turcji na terenie Syrii i Iraku życie straciło ponad 1000 cywilów, w tym ok. 150 dzieci. W Iraku byli to jednak przeważnie Kurdowie. Irak wprawdzie protestował przeciwko takim działaniom Turcji, lecz nigdy w tak ostrej formie jak obecnie. Od co najmniej początku 2021 r. narasta też konflikt między szyicką formacją Al-Haszed asz-Szaabi (wspieraną przez Iran) a Turcją. Powodem były groźby tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, że zaatakuje zamieszkany przez jazydów Sindżar, który znajduje się pod jurysdykcją federalną. Al-Haszed asz-Szaabi w odpowiedzi na te groźby skoncentrowała w tym rejonie ok. 20-30 tys. swoich sił, zdeterminowanych odeprzeć turecki atak. Turcja nie zdecydowała się wówczas na konfrontację, zwłaszcza, że wsparcie dla Al-Haszed asz-Szaabi zadeklarował wówczas Iran. Al-Haszed asz-Szaabi weszło natomiast w taktyczny sojusz z PKK i uznało Turcję za siłę okupacyjną w Iraku.

Atak na Zacho nastąpił w bardzo delikatnym momencie zarówno z punktu widzenia sytuacji wewnętrznej w Iraku jak i sytuacji geopolitycznej w regionie. Po wyborach parlamentarnych w październiku 2021 r. wciąż nie udało się stworzyć nowego rządu, a napięcia między poszczególnymi szyickimi grupami politycznymi są coraz ostrzejsze. Również relacje między Bagdadem a Kurdystanem zaogniły się po orzeczeniu Sądu Najwyższego, uznającym zawieranie umów w sprawie wydobycia ropy przez władze Kurdystanu za nielegalne. Dodatkowo napięte są też relacje między dwoma głównymi partiami kurdyjskimi tj. PDK i PUK, a także między PDK a PKK. Jeżeli chodzi natomiast o wymiar regionalny to iracki premier Mustafa al-Kadhimi usiłuje prowadzić politykę równowagi w relacjach z Iranem, USA i państwami arabskimi. Irak pośredniczy w rozmowach irańsko-saudyjskich, a Kadhimi brał ostatnio udział w szczycie państw arabskich i USA w Dżeddzie. Na uwagę zasługuje również fakt, że Kadhimi, w przeciwieństwie do Erdogana, odbył wizytę w USA w czasie kadencji Bidena i został zaproszony przez amerykańskiego prezydenta na szczyt państw demokratycznych. Erdogan natomiast uczestniczył w wyraźnie konfrontacyjnym wobec USA i NATO szczycie w Teheranie. Wszystko wskazuje jednak na to, że nie doszło tam do rozwiązania kwestii spornych między Ankarą a Teheranem, które od dłuższego czasu powodują narastające napięcia. W szczególności Iran nie zgodził się na nową inwazję Turcji na Syrię, a Turcja następnego dnia wydała komunikat, że nie będzie się nikogo pytać o zgodę.

Irańskie MSZ, w oświadczeniu wydanym po ataku na Zacho, nie wspomniało o Turcji ale stwierdziło, że „Iran uznaje bezpieczeństwo Iraku za swoje własne i nie będzie się wahał udzielić jakiejkolwiek pomocy w związku z tym". Tymczasem Irak zażądał natychmiastowego opuszczenia swojego terytorium przez siły tureckie i przerwania operacji naruszających jego suwerenność. Irak odrzucił też twierdzenia Turcji, że nie jest odpowiedzialna za atak w Zacho i próbujące zrzucić odpowiedzialność na PKK. Szef irackiej dyplomacji (z nominacji kurdyjskiej PDK) Fuad Husajn oświadczył, że sugestie Turcji, że w tym rejonie obecne było PKK są całkowicie niezgodne z prawem. Irak wezwał też swojego ambasadora w Turcji na konsultacje, a pod ambasadą Turcji w Bagdadzie oraz tureckimi punktami wizowymi odbywają się gwałtowne demonstracje, a flagi tureckie są zdejmowane i palone przez rozwścieczony tłum. W przyszłym tygodniu ma się również odbyć specjalne posiedzenie irackiego parlamentu w tej sprawie, na którym obecni mają być również ministrowie obrony, spraw zagranicznych oraz szef sztabu generalnego irackiej armii. Ze strony wpływowych polityków irackich pojawiły się również wezwania do wydalenia ambasadora tureckiego i wycofania ambasadora irackiego z Turcji, zerwania wszelkich stosunków handlowych z Irakiem , zamknięcia granicy, a nawet zerwania stosunków dyplomatycznych. Takie sugestie pojawiają się przy tym nie tylko ze strony polityków szyickich takich jak Hadi al-Ameri (lider związanego z Al-Haszed asz-Szaabi bloku Fatah) ale również sunnitów m.in. bloku Azm. Irak zapowiedział również skierowanie skargi przeciwko Turcji do Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Atak na Zacho został potępiony również przez ambasadę USA w Bagdadzie, jednakże w oświadczeniu nie wspomniano o Turcji. Zrobiła to natomiast Liga Arabska, która stwierdziła, że „całkowicie potępia turecką agresję na suwerenność Iraku, która stanowi jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego" i zażądała od Turcji powstrzymania się przez Turcję przed prowadzeniem operacji militarnych na terenach państw arabskich. Tymczasem Turcja, już po szczycie w Teheranie, zapowiedziała, ze „nie potrzebuje niczyjej zgody" na inwazję na Syrię. Problem w tym, że Erdogan dopiero co postanowił znormalizować stosunki z Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi oraz Arabią Saudyjską, licząc na zastrzyk finansowy z tych państw w celu ratowania tureckiej gospodarki, która znajduje się w fatalnym stanie. Ponadto premier Kadhimi uważany jest za osobę wspieraną przez ZEA.

defence24.pl

niedziela, 24 lipca 2022


Od początku lipca br. w ChRL narasta problem bojkotów kredytobiorców, polegających na groźbach odmowy spłat kredytów hipotecznych związanych z nieukończonymi, przedłużającymi się projektami deweloperskimi. Zgodnie ze stanem na 15 lipca obejmują one ok. 230 przedsięwzięć z ponad 100 miast. Według chińskiego magazynu „Caixin” spłaty własnych zobowiązań odmawia również część kontrahentów i dostawców komponentów dla doświadczających opóźnień deweloperów. Ocenia się, że projekty objęte bojkotami dotyczą ok. 100 tys. gospodarstw domowych w kraju, a ich wartość stanowi od 1 do 2% całości kredytów hipotecznych w ChRL – realny bojkot wszystkich zaangażowanych przełożyłby się na ok. 388 mld juanów (ok. 58 mld dolarów) niespłacanych kredytów. Wedle szacunków Deutsche Bank łączna wartość opóźnionych projektów deweloperskich w Chinach to ok. 2 bln juanów (296 mld dolarów).

Problem najsilniej dotknął prowincję Henan, gdzie na przełomie czerwca i lipca miały miejsce protesty dużej skali związane z upadkiem czterech lokalnych banków i idącym za tym wstrzymaniem wypłat środków zgromadzonych na kontach. Demonstracje uliczne, obejmujące okupowanie wejścia do lokalnego oddziału chińskiego banku centralnego w Zhengzhou, zostały brutalnie rozbite, m.in. przez nieumundurowane osoby. Zgodnie z doniesieniami prasowymi lokalne władze miały użyć – niezgodnie z prawem – aplikacji do ustalania obowiązku kwarantanny COVID-19, aby zatrzymać protestujących w domach, co spotkało się z szeroką krytyką w chińskim Internecie. Z trudnych do potwierdzenia ze względu na ścisłą cenzurę materiałów obecnych w sieci wynika, że miały się one posłużyć wojskiem do zastraszania manifestujących.

Komentarz

Bojkoty kredytobiorców i upadki banków są skutkiem coraz gorszej sytuacji na rynku mieszkaniowym w ChRL, wywołanej celowym schładzaniem go przez władze w Pekinie w ostatnich latach (z uwagi na nadmierne zadłużenie i ryzyka systemowe), a także generalną nieprzejrzystością systemu finansowego, skutkującą licznymi wyłudzeniami i upadłościami. Problemy pogłębia niski wzrost gospodarczy związany z walką z COVID-19 oraz bankructwami deweloperów (ok. 20% firm z tej branży grozi niewypłacalność) i finansujących ich lokalnych banków. W szczególności dotyczy to rozległego i nietransparentnego (często również dla władz centralnych) sektora banków lokalnych, miejskich i wiejskich. Zatrzymanie tych procesów może wymagać od Pekinu szerszego pakietu pomocowego dla najbardziej narażonych instytucji finansowych, prawdopodobnie przy zaangażowaniu dużych banków centralnych i funduszy inwestycyjnych.

Jeżeli uda się zahamować protesty i bojkoty na obecnym etapie, to nie powinny one nieść ryzyka dla całego systemu finansowego. Władze centralne wprowadziły cenzurę dotyczącą organizacji bojkotów w mediach społecznościowych, podjęły kwestię na poziomie spotkań resortu budownictwa i regulatorów finansowych, a także rozpoczęły dochodzenie wymierzone w lokalnych urzędników (w związku z podejrzeniami o złe gospodarowanie rachunkami powierniczymi, opartymi na przedpłatach, przez banki). Rząd proceduje również projekt wakacji kredytowych dla osób, których dotyczy problem. Na poziomie władz miejskich (m.in. w Xi’an) wdrażane są ściślejsze przepisy dotyczące przedpłat dla deweloperów.

Z punktu widzenia Pekinu największe wyzwanie polityczne stanowią – będące pewnym novum – powszechne bojkoty kredytobiorców i dostawców z wielu miast i prowincji. W odróżnieniu od licznych izolowanych protestów na podłożu nadużyć w sektorze finansowym (np. ostatnich manifestacji w Henanie) mogą one przekształcić się w ruchy sprzeciwu obejmujące całe Chiny. Dodatkowo aktualna odsłona problemów sektora mieszkaniowego przypada na napięty politycznie okres przed historycznym zjazdem Komunistycznej Partii Chin, na którym decydować się będzie m.in. przyszłość rządów Xi Jinpinga w nadchodzącej kadencji, a także układ sił w ramach walk frakcyjnych i relacji centrum–prowincje. Stąd należy spodziewać się zdecydowanych działań władz – zarówno w dziedzinie kontroli i rozbijania protestów, jak i ewentualnych pokazowych działań naprawczych w branży (np. pakietów pomocowych). Z drugiej strony spowolnienie gospodarcze i kontekst zjazdu sprawiają, że Pekin stara się podtrzymywać wysoki wzrost PKB poprzez stymulowanie inwestycji (w tym w sektor mieszkaniowy) – zwiększając prawdopodobieństwo występowania podobnych incydentów w najbliższych miesiącach.

osw.waw.pl

Wojska rosyjskie kontynuują ostrzał i próby przejęcia kontroli nad przygranicznymi obszarami obwodów czernihowskiego (Mykołajiwka), sumskiego (m.in. Esmań, Zarućke, Pawliwka, Wolfyne, Jastrubyne, Żurawka) i charkowskiego (Charków i miejscowości położone na północ, wschód i południowy wschód od niego). Intensywne walki toczą się na linii Pytomnyk–Udy, a ich cel to zdobycie kontroli nad drogami dojazdowymi do Charkowa biegnącymi na północ od miasta z terytorium Federacji Rosyjskiej. Siły najeźdźcze nacierają też na zachód od Iziumu (starcia w rejonie Husariwki, Dmytriwki i Brażkiwki), zaś cały obszar Bałaklija–Wełyka Komyszuwacha jest nieustannie ostrzeliwany. Agresor atakują również w kierunku na Barwinkowe i próbuje otoczyć wojska ukraińskie broniące podejścia do Słowiańska od północnego zachodu na trasie M03 Izium–Słowiańsk.

Rosjanie skoncentrowali wysiłki także na zdobyciu dogodnych pozycji do natarcia na Słowiańsk od wschodu i południowego wschodu. Głównym celem działań pozostaje zdobycie Siewierska i Bachmutu. Siły najeźdźcze próbują też atakować na terenie na zachód od Doniecka: trwają walki w rejonie Nowomychajliwki i Mykilśkego. Całość obszaru natarcia – od granicy obwodów ługańskiego i donieckiego na północy, wzdłuż linii styczności od Iziumu, poprzez Słowiańsk, Kramatorsk, Bachmut, Torećk, Awdijiwkę, Kurachowe i Wuhłedar – jest objęta intensywnym ostrzałem artyleryjskim, lotniczym i rakietowym. Podobna sytuacja panuje na południowym odcinku frontu (obwody chersoński, mikołajowski, zaporoski i dniepropetrowski), gdzie pozycje ukraińskie i duże ośrodki miejskie są nieustannie ostrzeliwane, a wojska agresora ograniczają się do działań obronnych i rozpoznawczych.

Armia ukraińska dokonała ostrzału artyleryjskiego mostu Antonowskiego, łączącego miejscowość Oleszki z okupowanym Chersoniem. To strategicznie ważny obiekt komunikacyjny umożliwiający przeprawę przez Dniepr siłom rosyjskim operującym na froncie południowym, w obwodach chersońskim, mikołajowskim i dniepropetrowskim. Jego trwałe uszkodzenie znacząco utrudni logistykę wojskom agresora i zmusi je do wykorzystania położonej o ponad 60 km dalej tamy przy elektrowni wodnej w Nowej Kachowce, którą również w ostatnich dniach ostrzeliwała ukraińska artyleria. W tym regionie Ukraińcy kontynuują skuteczne ataki rakietowe na punkty dowodzenia oraz składy paliw i amunicji przeciwnika.

Naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerij Załużny poinformował podczas rozmowy z dowódcą sztabu USA Markiem Milleyem, że obrońcom udało się opanować sytuację na froncie. Jego zdaniem Ukraina w pełni kontroluje przebieg działań wojennych, co stało się możliwe dzięki wykorzystaniu zachodniego sprzętu wojskowego, przede wszystkim artyleryjskich systemów rakietowych HIMARS. Z kolei rzecznik Ministerstwa Obrony Ołeksandr Motuzjanyk ogłosił, że dzięki użyciu tych systemów udało się zniszczyć ponad 30 obiektów i ośrodków logistycznych wroga, co znacząco obniżyło ich potencjał ofensywny.

W rezultacie spotkania 20 lipca grupy kontaktowej państw wspierających Ukrainę (tzw. grupa Ramstein) jej uczestnicy porozumieli się w sprawie kontynuowania i rozszerzenia pomocy wojskowej. Ma ona obejmować dostawy uzbrojenia i amunicji, a także organizację szkoleń wojskowych. Według ministra obrony Ołeksija Reznikowa na dostawy zachodniego sprzętu będzie się składać broń wykorzystywana na lądzie, na morzu i w powietrzu, jednak o konkretnych jej rodzajach jako pierwsi „dowiedzą się żołnierze wroga na polu bitwy”. Z kolei sekretarz obrony USA Lloyd Austin oświadczył, że zachodni sojusznicy udzielą Kijowowi każdej dostępnej pomocy wojskowej, która posłuży powstrzymaniu rosyjskiej agresji oraz deokupacji ukraińskich terytoriów. Ponadto poinformował on, że do kraju zostaną dostarczone cztery kolejne systemy HIMARS (tym samym armia ukraińska będzie dysponować już szesnastoma), jak również dwie baterie obrony przeciwlotniczej NASAMS, co zapowiadano już wcześniej.

Minister spraw zagranicznych FR Siergiej Ławrow ostrzegł, że Moskwa będzie rozszerzać „geograficzne cele” wojny na Ukrainie, jeśli Zachód nie przestanie dostarczać Kijowowi zestawów artylerii rakietowej, w tym HIMARS-ów. Zaznaczył, że plany nie ograniczają się do zajęcia Donbasu, lecz obejmują również aneksję obwodów chersońskiego i zaporoskiego oraz wielu innych terytoriów. Ławrow oświadczył, że Rosja nie dopuści, aby „w tej części Ukrainy, którą będzie kontrolował Zełenski lub ten, kto go zastąpi” pojawiła się broń zagrażająca jej i „republikom”, które ogłosiły niepodległość. W odpowiedzi szef ukraińskiego MSZ Dmytro Kułeba wezwał do zaostrzenia sankcji wobec Rosji i przyspieszenia dostaw broni dla Kijowa. Minister spraw zagranicznych RFN Annalena Baerbock uznała słowa Ławrowa za propagandę i zapewniła, że do końca lata Niemcy i Holandia dostarczą Ukrainie samobieżne haubice Panzerhaubitze 2000 i systemy obrony przeciwrakietowej.

Szef administracji wojskowej obwodu mikołajowskiego Witalij Kim zapowiedział zamknięcie Mikołajowa w celu zneutralizowania kolaborantów, którzy m.in. przekazują agresorowi dane do korygowania ataków rakietowych. Powiadomił, że do administracji napłynęły doniesienia o działalności dywersantów, a miasto zostanie zamknięte po zweryfikowaniu tych przekazów i zakończeniu żniw (co nastąpi za jeden do dwóch tygodni). Mieszkańcy zostaną o tym uprzedzeni, aby mogli zaopatrzyć się w żywność i pozostać w domach. Za informacje przydatne w ujęciu kolaborantów pomagających wrogowi w korygowaniu ostrzałów władze obwodu oferują nagrodę w wysokości 100 dolarów.

19 lipca rząd w Kijowie zwrócił się do właścicieli ukraińskich euroobligacji z prośbą o przełożenie terminu ich spłaty (w tym odsetek) o dwa lata. Zaznaczono jednak przy tym, że w przypadku odmowy państwo będzie spłacać swoje zadłużenie zgodnie z harmonogramem. Dzień później Ministerstwo Finansów Niemiec zakomunikowało, że grupa kredytodawców Ukrainy, w której skład wchodzą USA, Wielka Brytania, Japonia, RFN, Francja i Kanada, zgodziła się wstrzymać obsługę zadłużenia napadniętego kraju od 1 sierpnia do końca 2023 r. z możliwością przedłużenia na kolejne 12 miesięcy. Obecnie w obiegu znajdują się ukraińskie euroobligacje na sumę 17 mld dolarów, z czego 3 mld Kijów powinien spłacić w ciągu półtora roku.

21 lipca Narodowy Bank Ukrainy (NBU) podwyższył oficjalny kurs ukraińskiej waluty wobec dolara o 25%, do 36,6 hrywny. Jest to pierwsza podwyżka od rozpoczęcia inwazji, kiedy kurs zamrożono na poziomie 29,25 hrywny za dolara. Bank uzasadnił swoją decyzję m.in. koniecznością zwiększenia konkurencyjności miejscowych producentów. Oznacza to zrównanie oficjalnego kursu z czarnorynkowym, który w ostatnich tygodniach oscylował wokół 37 hrywien za dolara.

Ministerstwo Rolnictwa prognozuje, że jeżeli nie dojdzie do zniesienia blokady ukraińskich portów, to jesienią rolnicy i przedsiębiorstwa rolne mogą zasiać o 30–60% mniej zbóż ozimych w porównaniu z poprzednim rokiem. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy będzie brak wystarczających środków na zakup ziarna, paliwa i nawozów, spowodowany niemożnością sprzedaży tegorocznych plonów. Według resortu obecnie nie ma problemu z magazynowaniem zboża. Ponadto w najbliższych tygodniach Ukraina ma otrzymać przenośne magazyny, które pozwolą przechowywać dodatkowe 10–15 mln ton ziarna przez 12–17 miesięcy.

Komentarz

Dwukrotny ostrzał mostu Antonowskiego w Chersoniu nie doprowadził do jego trwałego uszkodzenia (obiekt czasowo zamknięto dla ruchu ciężkich pojazdów). Atak stanowił zapewne sygnał dla wojsk rosyjskich o możliwym przeprowadzeniu zapowiadanej od kilku tygodni kontrofensywy armii ukraińskiej. Jednocześnie prawdopodobieństwo realizacji takiego kontruderzenia należy obecnie ocenić jako niskie. Wojsko ukraińskie jest skoncentrowane na obronie pozycji w obwodzie donieckim, zaś kontrofensywa na południu wymagałaby uniemożliwienia Rosjanom szybkiego przerzucenia jednostek z półwyspu krymskiego i unieszkodliwienia zagrożenia ze strony ich floty. Reznikow przyznał, że przeprowadzenie skutecznego kontruderzenia wymagałoby ok. 100 systemów HIMARS. Zintensyfikowanie działań wojskowych mogłoby także negatywnie wpłynąć na przebieg trwających negocjacji w sprawie odblokowania ukraińskich portów na Morzu Czarnym i dałoby stronie rosyjskiej pretekst do zerwania rozmów.

Moskwa ostro reaguje na dostarczaną Kijowowi pomoc wojskową z Zachodu, w szczególności systemy artylerii rakietowej. Nerwowość budzą zarówno ataki rakietowe spowalniające postępy sił agresora w Donbasie, jak i powtarzające się akty sabotażu w rosyjskich miastach położonych nieopodal granicy (m.in. Biełgorodzie czy Kursku), realizowane przez ukraińskie grupy dywersyjne. Irytację Kremla powoduje też sam fakt doposażania armii przeciwnika w zachodnią broń i szkolenie jej wojskowych na Zachodzie zgodnie ze standardami natowskimi. Kreml ucieka się przy tym do pogróżek, które mają tworzyć wrażenie, że uzależnia on swoje plany względem Ukrainy od postępowania Kijowa i Zachodu. W istocie niezmiennym celem strategicznym sił rosyjskich pozostaje przełamanie oporu przeciwnika i ekspansja poza obecnie okupowane terytoria.

Ogłoszenie zamknięcia Mikołajowa w celu dokonania obławy na dywersantów pracujących dla agresora dowodzi, że istnieje realny problem z kolaborantami, którzy przekazują wrogowi strategiczne informacje i pomagają korygować ataki rakietowe. Posunięcia szefa mikołajowskiej administracji mogą też być reakcją na niedawne zwolnienie kierownictwa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i Prokuratury Generalnej, któremu zarzucano niewystarczające działania na rzecz oczyszczania ich struktur regionalnych z rosyjskich kolaborantów. W tym kontekście Kim stara się dowieść efektywności lokalnej administracji poprzez demonstrację wzmożonej walki z dywersantami i sabotażystami.

Spłata i obsługa zadłużenia to trzecia co do wielkości (po wydatkach na siły zbrojne i emerytury) pozycja w budżecie Ukrainy, a od początku roku przeznaczono na ten cel ok. 2 mld dolarów. Spekulacje o możliwości zaprzestania obsługi długu trwały co najmniej od kilku tygodni, lecz do tej pory sprzeciwiało się temu Ministerstwo Finansów, które obawiało się negatywnej reakcji rynków finansowych. Szybka odpowiedź głównych kredytodawców wskazuje, że prośba rządu o zawieszenie spłaty była z nimi wcześniej konsultowana. Ukraina do końca 2023 r. miała oddać 6,6 mld dolarów (po przeliczeniu zgodnie z nowym kursem NBU). Odłożenie spłaty obligacji i odsetek od nich pozwoli Kijowowi zaoszczędzić blisko 5 mld dolarów.

osw.waw.pl