piątek, 13 maja 2022


Na całej linii styczności wojsk w Donbasie trwają walki. Podejmowane przez stronę rosyjską próby przełamania pozycji ukraińskich nie przyniosły jednak znaczących sukcesów, atakujący ponieśli też duże straty (według różnych źródeł podczas forsowania Dońca miały zostać rozbite jeden lub dwa bataliony). Kolejną dobę sprzeczne informacje docierają z południowej części obwodu charkowskiego – lokalna administracja i Dowództwo Operacyjne „Wschód” donoszą o toczących się starciach i atakach wroga na pozycje obrońców, a Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy zawiadamia, że najeźdźcy nie podejmują aktywnych działań. Analogiczna sytuacja ma miejsce w odniesieniu do rejonów walk w obwodzie zaporoskim.

Artyleria i lotnictwo agresora kontynuują uderzenia na pozycje ukraińskie oraz obiekty cywilne na wszystkich kierunkach. Zniszczono m.in. punkt redystrybucji pomocy humanitarnej w Dergaczach, przez który przechodziło zaopatrzenie dla mieszkańców świeżo odzyskanych przez Ukraińców miejscowości na północno-wschodnich obrzeżach Charkowa. Kolejną dobę ostrzeliwano pogranicze obwodów czernihowskiego i sumskiego, a do sąsiadującego z nimi obwodu briańskiego Rosji przemieszczono dodatkowe pododdziały artylerii. Od 8 do 12 rakiet miało uderzyć w cele w obwodzie połtawskim (w tym po raz kolejny w niedziałającą po poprzednich atakach rafinerię w Krzemieńczuku). W zależności od źródła obrońcy mieli zestrzelić jedną lub dwie wrogie rakiety.

Największy ukraiński koncern zbrojeniowy Ukroboronprom przedstawił dane na temat działalności i strat po wybuchu wojny. Koszty zniszczeń oceniono na ponad 100 mld hrywien (3,4 mld dolarów), a liczbę nowo zatrudnionych pracowników – na ponad tysiąc (miało się zgłosić 12 tys. chętnych). Wartość zdobycznego uzbrojenia i sprzętu wojskowego, które przedsiębiorstwa podmiotu przekazały po przeglądzie lub remoncie armii ukraińskiej, oszacowano na 1,5 mld hrywien. O poszukiwaniu posowieckiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego w celu wykupienia go dla Ukrainy poinformował brytyjski minister obrony Ben Wallace. Jego zdaniem zapasami tegoż dysponują jeszcze 23 państwa.

Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryło Budanow zapewnił, że siły ukraińskie będą kontynuować ataki na Wyspę Wężową ze względu na jej znaczenie strategiczne dla Rosjan. Z jej terytorium można kontrolować dużą część Morza Czarnego i częściowo sytuację w przestrzeni powietrznej na południu kraju. Utrzymanie wyspy jest ważne również dla zapewnienia blokady ruchu statków chcących dotrzeć do ukraińskich portów.

Wicepremier Ukrainy Iryna Wereszczuk zaapelowała do polityków i dziennikarzy, aby nie komentowali prób ewakuacji obrońców Mariupola (negocjuje się warunki wyprowadzenia 38 ciężko rannych żołnierzy wymagających opieki medycznej). Przyznała, że pertraktacje z Rosją są skomplikowane, a przeprowadzenie operacji wojskowej w celu odblokowania miasta nie jest możliwe. Wbrew doniesieniom medialnym nie rozpatruje się ewakuacji ok. 600 żołnierzy broniących się w kombinacie Azowstal.

Władze kolaboranckie w Melitopolu rozdają mieszkańcom miasta naklejki na tablice rejestracyjne z wizerunkiem herbu Zaporoża z 1811 r. i napisem „TWR” (gubernia taurydzka). Na okupowanych terytoriach najeźdźcy starają się umieścić jak najwięcej symboli oznaczających je jako rosyjskie w ramach operacji informacyjnej i psychologicznej mającej na celu „zdeukrainizować” zajęte regiony.

Minister finansów Serhij Marczenko oświadczył, że dotychczasowe wydatki budżetowe związane z prowadzeniem wojny z Rosją wyniosły 245,1 mld hrywien (8,3 mld dolarów). Środki te przeznaczono m.in. na zakup i naprawę broni oraz pomoc wewnętrznie przesiedlonym (oficjalnie zarejestrowano 2,7 mln przesiedleńców). Rząd zebrał 60% planowanych wpływów z podatków za kwiecień, a w okresie maj–czerwiec wpływy z tego tytułu mogą spaść do 45–50%. Minister oznajmił też, że w kwietniu Ukraina otrzymała 2 mld dolarów pomocy zewnętrznej, oraz zaapelował o dalsze wsparcie. Komisja Europejska poinformowała, że do 20 maja UE wypłaci Kijowowi drugą transzę nadzwyczajnej pomocy makrofinansowej w wysokości 600 mln euro.

Komisja przedstawiła też plan pomocy Ukrainie w eksporcie produkcji rolnej, który ma być odpowiedzią na blokadę portów morskich i obejmować tworzenie „szlaków solidarności” – napadnięte państwo będzie mogło nimi wysyłać zboże i importować pomoc humanitarną, pasze, nawozy itd. KE wezwała podmioty z rynku UE do pilnego zapewnienia Ukrainie taboru kolejowego i ciężarówek oraz zapowiedziała utworzenie platformy logistycznej ułatwiającej znalezienie partnerów. Zaapelowała też do właścicieli infrastruktury transportowej w Unii o nadanie priorytetu ukraińskiemu eksportowi produkcji rolnej i przyznanie jej specjalnych slotów na kolei, a także o podstawienie ładowarek zboża do przygranicznych terminali w celu przyspieszenia przeładunku. W perspektywie długoterminowej organ ma pracować nad zwiększeniem przepustowości nowych korytarzy eksportowych i tworzeniem nowych połączeń infrastrukturalnych. Przed wojną za granicę szło 75% ukraińskiego zboża (jedna trzecia z tego przypadała na kraje Europy, Afryki oraz Chiny), co zapewniało 20% rocznych dochodów z eksportu. Aż 90% sprzedawanych do innych państw zbóż i roślin oleistych wysyłano przez ukraińskie porty czarnomorskie.

Według danych Straży Granicznej RP od początku inwazji z Ukrainy do Polski wjechało 3,38 mln osób. 12 maja było ich 22 tys. (wzrost o 4%), a w przeciwnym kierunku odprawiono 27 tys. Od 24 lutego z Polski na Ukrainę wyjechało 1,21 mln ludzi. Zgodnie z danymi ONZ wojna spowodowała największy kryzys uchodźczy w Europie od II wojny światowej, a Ukrainę opuściło 6,03 mln osób. Raport Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji mówi zaś o ponad 8 mln przesiedlonych w obrębie kraju.

12 maja Rada Najwyższa przyjęła ustawę o konfiskacie mienia obywateli Rosji i Białorusi (osób fizycznych i prawnych), których działania zagrażają bezpieczeństwu Ukrainy. Akt wprowadza możliwość całkowitego pozbawienia własności (a nie tylko ograniczenia prawa do dysponowania nią) i obejmuje mienie znajdujące się zarówno na terytorium kraju, jak i za granicą (co wymaga pogłębionej współpracy międzynarodowej). Ten radykalny środek ma obowiązywać jedynie w okresie stanu wojennego i będzie dotyczył osób, które już wcześniej objęto sankcjami majątkowymi. Grono podmiotów podlegających ustawie jest obszerne – Narodowa Agencja ds. Zapobiegania Korupcji zidentyfikowała 11 141 osób i 2976 firm, których działalność przyczyniła się do inwazji.

Komentarz

Kijów i jego sojusznicy intensyfikują wysiłki na rzecz uzupełnienia strat w wyposażeniu armii ukraińskiej. Zaletą posowieckiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego jest możliwość względnie szybkiego użycia go na polu walki (pozyskane typy są zbliżone do używanych przez Ukraińców) bez konieczności dodatkowego szkolenia. Poza wyposażeniem z zapasów armii polskiej, czeskiej i słowackiej Ukraina nie pozyskała jednak dotychczas większej jego liczby z innych źródeł. Jej siłom zbrojnym udało się wykorzystać kilkadziesiąt zdobycznych egzemplarzy różnych typów, co pozwoliło na uzupełnienie bieżących strat w wybranych jednostkach, lecz nie może być traktowane jako podstawa kompleksowego wyposażania pododdziałów. Biorąc pod uwagę, że uzbrojeniem posowieckim bądź pokrewnym (typami produkowanymi na licencji w kilkunastu krajach) dysponuje ponad połowa państw świata, informację ministra Wallace’a należy odczytywać jako wskazanie krajów, które ewentualnie zgodziłyby się odsprzedać posiadane wyposażenie w celu użycia go przeciw Rosji. Większość korzystających z posowieckiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego zachowuje bowiem względem agresji neutralność bądź wręcz stoi po stronie Kremla. Należy jednak przyjąć, że w przypadku przedłużania się wojny nawet zgromadzenie i przekazanie Ukrainie całego posowieckiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego ze wskazanych 23 państw nie zaspokoiłoby potrzeb jej armii – jedyne rozwiązanie docelowe stanowi dla niej pełne przejście na wyposażenie zachodnie.

Władze kolaboranckie realizują pod dyktando rosyjskich służb plan „deukrainizacji” okupowanego terytorium, w tym krzewienia rosyjskiej polityki historycznej udowadniającej, że południowe obszary kraju są w istocie ziemiami rosyjskimi. Oderwanie zajętych terenów od Ukrainy mają uzasadniać m.in. odwołania do historii Imperium Rosyjskiego, w tym istnienia w jego granicach guberni taurydzkiej i chersońskiej.

Ukraiński parlament uchwalił radykalną ustawę zezwalającą na pełną konfiskatę mienia Rosjan i Białorusinów, którzy przyczynili się do inwazji lub wspierają reżim rosyjski. To już druga, poprawiona wersja aktu – pierwszą 5 maja zawetował prezydent z uwagi na nieprecyzyjność zapisów. Będzie on jednak miał znaczenie tylko symboliczne, gdyż w kraju najprawdopodobniej nie istnieją aktywa Rosjan i Białorusinów powiązanych z Kremlem, zaś implementacja ustawy poza granicami wymagałaby zmian prawnych m.in. w UE. Państwa unijne w ostatnim czasie realizują własne restrykcje, które sprowadzają się głównie do aresztu mienia – 12 maja hiszpańskie organy śledcze zamroziły aktywa 15 rosyjskich oligarchów z listy sankcyjnej, 7 maja władze Włoch aresztowały jacht o wartości 750 mln dolarów, którego własność przypisuje się Władimirowi Putinowi, a w Hamburgu zatrzymano luksusową jednostkę należącą do rosyjskiego miliardera Farchada Achmedowa.

osw.waw.pl

Ostateczną decyzję o opuszczeniu Mariupola Pedin podjął 20 kwietnia, kiedy rosyjscy żołnierze dotarli do jego części miasta i chodzili od domu do domu, strzelając według uznania. Nie było już po co zostawać, brakowało jedzenia i wody, na ulicach piętrzyły się trupy.

Pierwszym zadaniem dla Pedina i Zhu-Zhu było pokonanie pięciu kilometrów na obrzeża miasta. Wyruszył ze swojego domu w pobliżu portu w Mariupolu o 6 rano 23 kwietnia. Dwie godziny zajęło mu przedzieranie się przez kratery, poskręcaną stal i niewybuchy, na północ. Mężczyzna ukrywał się wśród długich kolejek mieszkańców, którzy czekali na żywność rozdawaną przez Rosjan. W końcu udało mu się wydostać z miasta, w którym wciąż wybuchały bomby.

Pedin szedł dalej obok spalonych pojazdów wojskowych. W końcu trafił na konwój pojazdów opancerzonych, tak ciężkich, że asfalt pod jego stopami drżał. Przykucnął i wziął przerażonego Zhu-Zhu pod płaszcz. — Byłem wtedy "niewidzialnym człowiekiem" — wspomina.

Kolejnym celem podróży było miasto Nikolske, oddalone o 20 km. Gdy dotarł do pierwszych domów, zobaczył mężczyznę, który powiedział: "Młody człowieku, czy chciałbyś się ze mną napić. Dzisiaj pochowałem swojego syna. Wypijmy za mojego syna".

— Opowiedział mi, że 3 marca w Mariupolu Rosjanie zabili jego 16-letniego syna. Po jego zaginięciu tygodniami szukał go w Mariupolu. Znalazł grób, a rosyjscy żołnierze powiedzieli, że jeśli chce ciało, będzie musiał wykopać je rękami — mówi Pedin.

Po opuszczeniu miasta mężczyzna trafił do punktu kontrolnego Rosjan, którzy zawrócili go do "obozu filtracyjnego". Tam w brutalny sposób próbowano wymusić na nim przyznanie się do tego, że używał karabinu. Wszystko przez siniak na ramieniu. W końcu jednak zrobiono mu tylko zdjęcia, zeskanowano odciski palców i wydano dokument z tzw. ministerstwa spraw wewnętrznych samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej.

Dzięki temu Pedin mógł przejść przez punkt kontrolny, gdzie dowódca "załatwił" mu nawet transport do kolejnej wsi, zmuszając przypadkowego kierowcę do zabrania pasażera. — Po drodze zauważyłem na polach duże koparki, które kopały doły. A dalej były krzyże. Jestem pewien, że to były masowe groby — mówi Pedin.

Mężczyzna bez problemów dotarł do kolejnej wsi. Jednak tam zatrzymało go sześciu żołnierzy. — Kazali mi zdjąć czapkę, opróżnili moją torbę. Było lodowato. Kazali mi iść za nimi. Weszliśmy do domu kultury, który był ich kwaterą główną — wspomina Ukrainiec. Tam spędził noc, a nad ranem przekradł się obok śpiących żołnierzy i poszedł dalej.

Na kolejnym punkcie kontrolnym został ponownie przeszukany. Żołnierze skierowali go do małego opuszczonego domu, gdzie mógł się przespać. Ale gdy tylko wzeszło słońce, znów wyruszył w drogę. Ukraińcy wspomogli go żywnością.

Pedin był już wyczerpany, ale przed nim pojawiła się największa przeszkoda: zniszczony most drogowy. Jego metalowa rama pozostała na swoim miejscu, z dwoma belkami. Choć było to bardzo niebezpieczne, mężczyzna wziął psa i przeszedł przez zniszczoną przeprawę.

Potem trafił na kolejny punkt kontrolny. Było ciemno, żołnierze byli znudzeni. Opowieść mężczyzny była dokładnie taką rozrywką, jakiej potrzebowali Rosjanie. Pięciu zebrało się wokół niego, by słuchać o jego przygodach i śmiałych wyczynach na moście.

Następnego ranka powiedziano mu, że nie może iść dalej drogą do Zaporoża, ale musi wybrać drogę powrotną lub na południe do miasta Tokmak. Pedin skierował się w stronę miasta - opisuje "The Guardian".

Przy drodze była Tarasiwka, mała wioska. — Zobaczyłem w oknie głowę jakiegoś mężczyzny i zawołałem do niego. Dałem mu trochę papierosów. Opowiedział, że jedyna droga do Zaporoża prowadzi bezdrożami i przez zaporę, a potem szlakiem przemytników — wspomina Pedin.

Zrobił tak, jak mu polecono. Ale za tamą nie wiedział, w którą stronę iść. Pedinowi znów dopisało szczęście. — Pojawiła się ciężarówka. Powiedziałem, że jestem z Mariupola. Drzwi się otworzyły. Jechaliśmy dwie godziny, po krętych trasach. Sam nigdy bym nie odnalazł drogi. Nic nie mówiliśmy. Na punktach kontrolnych ten człowiek mówił tylko dwa słowa do milicji Donieckiej Republiki Ludowej i był przepuszczany — wspomina uciekinier.

W końcu Pedin zobaczył przed sobą ukraińską flagę, gdzie żołnierze sprawdzili dokumenty mężczyzn i wypuścili ich. — Kierowca podrzucił mnie do namiotu w centrum Zaporoża. Podczas podróży nic nie mówił, ale dał mi 1000 hrywien. Powiedział, że życzy mi powodzenia. Wszystko rozumiał, co tu dużo mówić? — opowiada "niewidzialny" Ukrainiec.

W Zaporożu wolontariusze udzielili mu pomocy. — Kobieta zapytała, skąd przyjechałem. Odpowiedziałem, że z Mariupola. A ona krzyknęła do wszystkich, że "ten człowiek przyszedł pieszo z Mariupola". Wszyscy się zatrzymali. Przypuszczam, że to był mój moment chwały — wspomina Pedin.

onet.pl

Następny etap walk to okres prób przełamywania przez Rosjan uporczywej obrony ukraińskiej, prowadzonej głównie w oparciu o ośrodki miejskie bądź uprzednio ufortyfikowany teren. Ośrodki miejskie wciąż są definiowane, jako potencjalnie dogodne do prowadzenia obrony. Obronę organizować można na podejściach do miasta, wykorzystując zabudowę podmiejską i przemysłową lub w oparciu o samo miasto, doprowadzając do walk ulicznych. Przebieg walk wykazał, zgodnie zresztą z przewidywaniami, że walki miejskie wymagają dużej synergii rodzajów broni (czołgów, piechoty, artylerii, rozpoznania obrazowego, lotnictwa). Natomiast okazało się, że pomimo rozwoju środków rażenia w dalszym ciągu nie da się załamać obrony dużych ośrodków miejskich samym ogniem artylerii i nalotami.

Warto tutaj rozprawić się z pokutującym mitem, że „z gruzu walczy się łatwiej". Przebieg konfliktu pokazał, że najłatwiej opanować jest dzielnice z zabudową parterową, gdzie budynki można relatywnie łatwo zniszczyć, natomiast najtrudniejsze dla atakujących są obszary przemysłowe, z budynkami charakteryzującymi się wysoką odpornością na ostrzał artyleryjski czy bombardowania. Organizując obronę w oparciu o ośrodki miejskie należy liczyć się ze znacznymi zniszczeniami infrastruktury i stratami wśród ludności cywilnej, jeżeli wcześniej nie została ewakuowana.

Na tym etapie walk ujawnił się problem logistycznego zabezpieczenia działań bojowych w armii rosyjskiej oraz uzupełniania strat. Obowiązująca współcześnie zasada mówiąca, że logistyka towarzyszy oddziałom walczącym nie sprowadza się bynajmniej do umieszczania cystern z paliwem i ciężarówek z amunicją między czołgami i transporterami opancerzonymi. A tak właśnie zrobili Rosjanie, co zapewnić miało logistyczną „samodzielność" bgt, a skończyło spektakularnym widokiem wraków lub opuszczonych z powodu braku paliwa pojazdów. Logistyka współczesnego pola walki w dużym uproszczeniu to skuteczność dostarczania w wymaganym miejscu, czasie i ilości niezbędnych środków i usług.

Osiągana jest w obszarze materiałowym poprzez przewidywanie potrzeb, gromadzenie zapasów i ich dystrybucję czy to poprzez dostarczenie ich do walczących pododdziałów czy też tworzenie rejonów odtwarzania zdolności bojowych dla jednostek wychodzących z walki. Część zabezpieczenia technicznego z kolei realizowana jest poprzez działanie patroli rozpoznania i ewakuacji technicznej czy też czołówek remontowych oraz tworzenie rejonów zbiórki uszkodzonego sprzętu. Elementy te pojawiły się dopiero w trzecim tygodniu działań. Do jej sprawnego działania potrzebne są jednak ubezpieczone i zabezpieczone drogi czyli tzw. centralne drogi samochodowe (CDS)...

Strona ukraińska realizowała nie tylko uporczywą obronę rejonów miejskich, czy też obszarów ufortyfikowanych, ale również wykorzystała fatalny błąd rosyjski, polegający na braku ubezpieczenia przekroczonego terenu. Podążającym szybkim marszem w kierunku Kijowa kolumnom zarówno bojowym jak i logistycznym towarzyszyła „próżnia operacyjna", polegająca na zignorowaniu zarówno rozpoznania jak i ubezpieczenia skrzydeł. Wysoka dynamika współczesnego pola walki nie jest tożsama z ignorowaniem ubezpieczenia skrzydeł, a wręcz podnosi jego znaczenie.

Rosjanie przekonali się o tym boleśnie, ponieważ Ukraińcy zastosowali taktykę małych jednostek. Polegała ona na przenikaniu tychże w głąb mocno „dziurawego" ugrupowania przeciwnika i organizowaniu zasadzek z użyciem ręcznej broni przeciwpancernej. Warto zauważyć, że owa technika polegała na przenikaniu, ataku i powrocie do sił własnych, a nie długotrwałym bytowaniu na tyłach wroga. Jednak na tym etapie walk największe straty zadały Rosjanom wcale nie Javeliny, czy Bayraktary.

Znaczenie artylerii na polu walki rośnie w zasadzie od momentu jej pojawienia się na polach bitew. Wojna na Ukrainie potwierdziła, że artyleria w dalszym ciągu zasługuje na miano „boga wojny". Przy czym przebieg walk wskazuje, że strona ukraińska używa jej bardzo skutecznie (ponad 60 proc. strat rosyjskich), natomiast w ilości i jakości środków ogniowych przewaga znajduje się po stronie rosyjskiej. Jej efektywność jest ściśle powiązana obecnie ze środkami rozpoznania bezzałogowego czyli dronami rozpoznawczymi, ale również nadal mają znaczenie obserwatorzy naprowadzania i korygowania ognia artyleryjskiego w składzie pododdziałów walczących.

Armia ukraińska budowała swoją zdolność rażenia artyleryjskiego w synergii z bezzałogowymi środkami rozpoznania od około ośmiu lat, armia rosyjska jeszcze dłużej. Natomiast obserwacje z przebiegu konfliktu wskazują, że strona ukraińska osiągnęła lepsze efekty, chociaż brak danych strat ze strony ukraińskiej nie pozwala na dokonanie bardziej szczegółowych obserwacji. Rosjanie zamierzali właśnie na skuteczności własnej artylerii oprzeć ofensywę na wschodzie, czyli trzecią fazę konfliktu.

defence24.pl

czwartek, 12 maja 2022


Była to jedna z kilku prób przejścia na południową stronę rzeki Doniec dokonanych przez wojska rosyjskie na początku maja. Celem forsowania rzeki jest otaczanie wojsk ukraińskich w Donbasie, i wiązanie ich na kolejnych odcinkach frontu. Próby te kończą się jednak jak dotąd rosyjskimi niepowodzeniami a największą dotąd klęskę zadano im między 8 a 10 maja w rejonie wsi Hryhoriwka i Biłohoriwka.

Autor wpisu na ten temat to saper, oficer ukraińskich wojsk inżynieryjnych, który jako weteran jednej tury w Donbasie był uważany w swojej jednostce za jednego z najlepszych specjalistów. 6 maja otrzymał rozkaz udania się w rejon Hryhoriwki i Biłohoriwi w celu dokonania rozpoznania inżynierskiego rzeki. 7 maja wraz z pododdziałem rozpoznawczym „Maksym" ustalił gdzie w tym rejonie jest najdogodniejsze miejsce do przeprawy i jakiego mostu musiałby użyć przeciwnik. Wytypował miejsce, w którym rzeka miała 80 metrów szerokości i założył, że potrzebnych będzie osiem – 10-metrowych elementów mostu. W związku z prądem rzeki ustalił też, że Rosjanie będą potrzebowali łodzi motorowych to budowy mostu i całe jego przygotowanie potrwa dwie godziny. „Maksym" podkreślił przy tym, że w dokonaniu pomiarów i obliczeń pomógł mu zachodniej produkcji sprzęt inżynieryjny, a przy okazji zachęcał do kolejnych tego rodzaju donacji. Następnie rozmawiał z dowódcami sił blokujących rzekę. Podał im koordynaty zakładanej przez niego przeprawy i poinformował, że przed całą operacją będzie słychać silniki łodzi motorowych.

8 maja rano Rosjanie rzeczywiście zaczęli budowę przeprawy. Dokonali tego z dołożeniem staranności jeśli chodzi o jej ukrycie, tj. zastosowali amunicję dymną, wykorzystali panująca mgłę oraz dymy unoszące się z płonących traw i lasów. Pierwsze ich pododdziały zdołały nawet przejść na południowy brzeg rzeki. „Maksym" stwierdził dzięki rozpoznaniu przy użyciu bezzałogowca, że położyli przeprawę dokładnie w zakładanym przez niego miejscu. Potem potwierdził te informacje wysłany w rejon oddział rozpoznawczy. A zatem w miejscu do którego koordynaty miała dokładnie rozpisana stojąca w okolicach ukraińska „ciężka" artyleria. Po pierwszych walkach jakie rozgorzały na południowym brzegu włączyła się ona do walki. Do tego czasu Rosjanie mieli rzekomo ułożonych 7 z 8 części mostu, nie rozpoczęli więc masowego przeprawiania się.

Walki trwały cały dzień. Rosjanie pod celnym ogniem ponosili ciężkie straty i nie mogli wzmacniać przyczółka. Po pewnym czasie próbowali wycofać się mostem pontonowym ale ten był już zniszczony. Potem próbowali położyć nowy most, ale on również uległ zniszczeniu. Rosyjskie wysiłki, żeby wycofać się na drugą stronę Dońca Siewierskiego miał zakończyć „atak lotniczy", który zniszczył uwięzione siły. Ukraińcy szacują, że w walkach wojska Federacji Rosyjskiej utraciły około 1500 zabitych i od 30 do 50 pojazdów pancernych. (...)

defence24.pl

środa, 11 maja 2022


Ukraiński Sztab Generalny powiadomił o odzyskaniu kontroli nad czterema miejscowościami w okolicach Charkowa. Sytuacja militarna miała jednak nie ulec zmianie – jednostki rosyjskie w dalszym ciągu bezskutecznie atakują pozycje obrońców, ponosząc przy tym znaczące straty, ewentualnie umacniają się na zajmowanych pozycjach. Z lokalnych doniesień wynika, że wciąż niemożliwa jest ewakuacja ludności z obwodu ługańskiego, a także dostarczenie jej pomocy humanitarnej. We wszystkich kontrolowanych przez stronę ukraińską miejscowościach w rejonie Siewierodoniecka miały zostać odcięte woda, prąd, gaz i łączność komórkowa. Miejscowe władze wezwały mieszkańców Hulajpoła w obwodzie zaporoskim do ewakuacji.

Agresor kontynuuje ostrzał artyleryjski i bombardowania pozycji obrońców na całej linii styczności wojsk oraz miejscowości stanowiących ich bezpośrednie zaplecze (Słowiańsk, Mikołajów, miejscowości na południe od Krzywego Rogu i Zaporoża). Po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy najeźdźcy nie uderzali na cele w Charkowie, zwiększyli natomiast częstotliwość ognia na jego obrzeżach. Strona ukraińska nie poinformowała też o atakach rakietowych w głębi kraju. Rosjanie wciąż ostrzeliwują przygraniczne rejony obwodów czernihowskiego i sumskiego.

Dowództwo 126. Samodzielnej Brygady Obrony Terytorialnej w obwodzie odeskim powiadomiło o przeszkoleniu (m.in. w zakresie posługiwania się bronią przeciwpancerną, neutralizacji snajperów i działań antysabotażowych) kolejnych 2 tys. ochotników, którzy mogą być skierowani do obrony obwodu w razie zagrożenia z terytorium Naddniestrza. Łącznie w ukraińskiej części Besarabii przeszkolono już 10 tys. chętnych w ramach Obrony Terytorialnej.

Rosyjskie media poinformowały, że kolaborujące z okupantem „władze” obwodu chersońskiego zamierzają zwrócić się do Moskwy o przyłączenie tego terenu do Rosji. Tym samym – zapewne z powodu trwającego oporu społecznego – pominięty ma być etap stworzenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej i referendum w sprawie jej uznania.

Główny Zarząd Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy oznajmił, że część zboża wywiezionego przez agresora znajduje się już na Morzu Śródziemnym na statkach pod rosyjską banderą i jest transportowana najprawdopodobniej do Syrii. Najeźdźcy mają nadal wywozić skradzioną żywność do Rosji i na obszar okupowanego Krymu.

Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że przeciwnik nie wyraża zgody na żadną z proponowanych przez Ukrainę opcji ewakuacji obrońców z zakładów Azowstal w Mariupolu. Podkreślił też, że kraj zwrócił się do partnerów zachodnich z prośbą o broń niezbędną do odblokowania miasta i uratowania pozostających tam osób. W wystąpieniu przed parlamentem Malty Zełenski zaakcentował wagę pomocy udzielonej wyspie przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone w czasie II wojny światowej oraz zaapelował o przekazanie samolotów, śmigłowców i ciężkiej artylerii. Podkreślił przy tym, że – podobnie jak 80 lat temu – na polu walki decydują się losy Europy.

Międzynarodowa grupa robocza ds. sankcji wobec Rosji pod przewodnictwem Andrija Jermaka, szefa Biura Prezydenta Ukrainy, i Michaela McFaula z Uniwersytetu Stanforda przedstawiła harmonogram wprowadzania sankcji energetycznych, które utrudniałyby finansowanie wojny, a jednocześnie zmniejszałyby negatywny wpływ restrykcji na gospodarkę świata. Dokument proponuje mechanizmy stopniowego wdrażania embarga na rosyjskie surowce i sankcje za obchodzenie ograniczeń.

Dyrektor Wywiadu Narodowego USA Avril Haines w wystąpieniu przed Komisją Sił Zbrojnych Senatu oświadczyła, że wojna na Ukrainie ulegnie w kolejnych miesiącach eskalacji, lecz działania Moskwy mogą stać się nieprzewidywalne z uwagi na rozbieżność planów Kremla i możliwości rosyjskiego wojska. Haines stwierdziła, że można się spodziewać wprowadzenia w Rosji stanu wojennego i reorientacji jej produkcji przemysłowej na tory wojenne, lecz użycie broni jądrowej uznała za mało prawdopodobne. Podobne zdanie w ostatniej z tych kwestii przedstawił gen. Scott Berrier, szef Agencji Wywiadu Obronnego USA.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba stwierdził, że cele państwa zmieniły się wraz z rosnącą pomocą militarną z Zachodu. Ambicją Kijowa ma być już nie tylko odrzucenie wojsk rosyjskich poza tereny kontrolowane przed rozpoczęciem inwazji 24 lutego, lecz także odzyskanie władzy nad całym krajem w granicach konstytucyjnych, a więc również okupowanymi przed wojną częściami Donbasu oraz Krymu. Kluczową kwestią pozwalającą na zrealizowanie tego planu ma być zwycięstwo w bitwie o Donbas. Kułeba podkreślił zarazem konieczność nadania Ukrainie statusu kandydata do członkostwa w UE jako jedynej możliwej drogi rozwoju relacji z Brukselą. Odrzucił tym samym warianty pośrednie suflowane przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Za pełnoprawnym członkostwem Ukrainy w Unii opowiedziała się też wizytująca Kijów minister spraw zagranicznych Niemiec Annalena Baerbock.

Operator ukraińskiej sieci gazociągów (OGTSU) poinformował o zamknięciu punktu przyjęcia gazu z Rosji Sochraniwka i stacji kompresorowej Nowopskow znajdujących się na niekontrolowanych przez Kijów terenach w obwodzie ługańskim. Powodem mają być m.in. „niesankcjonowane interwencje sił okupacyjnych w procesy technologiczne, w tym nielegalny pobór gazu”. Przez Sochraniwkę transportuje się trzecią część surowca, który dociera tranzytem przez Ukrainę do odbiorców europejskich. Jednocześnie operator uznał za kłamstwo rzekomy „brak możliwości technicznych”, podany przez Gazprom jako przyczyna niemożności przeniesienia punktu przyjęcia gazu do Sudży, co jako rozwiązanie zaproponowała strona ukraińska. Według Kijowa przepustowość tej odnogi jest wystarczająca do przesyłania wolumenów gazu przewidzianych ukraińsko-rosyjskim kontraktem. Co więcej, przez kilkanaście dni w październiku 2020 r. to właśnie przez Sudżę transportowano surowiec przekierowany z remontowanej Sochraniwki.

Zgodnie z danymi Straży Granicznej RP od początku wojny do Polski wyjechało 3,29 mln Ukraińców. 10 maja było ich 18,1 tys. (wzrost o 6,6% względem dnia poprzedniego), a granicę w przeciwnym kierunku przekroczyło prawie 22 tys. osób. Od 24 lutego z Polski na Ukrainę wyjechało 1,16 mln ludzi.

Komentarz

W ostatnich tygodniach sytuacja militarna sprawia wrażenie stabilnej. Pozycje walczących stron przesunęły się nieznacznie (o kilka lub kilkanaście kilometrów) na korzyść Rosjan (na południu obwodu charkowskiego oraz w obwodach donieckim, ługańskim i zaporoskim) lub Ukraińców (w okolicach Charkowa). Na pograniczu obwodu chersońskiego z obwodami mikołajowskim i dniepropetrowskim zmiany są nieznaczące. Nie nastąpiła zapowiadana przez stronę ukraińską ofensywa rosyjska ani sugerowana przez Kijów kontrofensywa ukraińska. Prawdopodobnie najeźdźcy nadal uważają zgromadzone siły za niewystarczające do skutecznego przełamania pozycji obrońców i rozwinięcia powodzenia na którymkolwiek z kierunków. Moskwa nie podejmuje jednak żadnych widocznych ruchów, aby znacząco zwiększyć liczebność wojsk zaangażowanych w operację przeciwko Ukrainie, nie wykorzystuje też w pełni sił, które już się tam znajdują. Z kolei Kijów stara się tonować nastroje i nadzieje na szybką kontrofensywę, o czym świadczy wypowiedź prezydenta Zełenskiego z 10 maja. Najprawdopodobniej po dotarciu do kraju większych partii ciężkiego uzbrojenia z Zachodu władze będą chciały przeprowadzić operację zaczepną, aby podbudować wiarygodność (zwłaszcza po prawdopodobnym ostatecznym upadku Mariupola), a jej potencjalnym celem byłby Chersoń.

Brak szybkich postępów Rosji przy jednoczesnym rosnącym wsparciu militarnym, politycznym i finansowym dla Kijowa ze strony Zachodu motywuje władze ukraińskie nie tylko do kontynuowania efektywnego oporu przeciwko agresorowi, lecz także do formułowania celów politycznych i wojskowych wykraczających poza status quo przed inwazją. Wydaje się, że opinie ministra Kułeby stanowią odzwierciedlenie kalkulacji kierownictwa państwa oraz nastrojów społecznych. Ukraińcy uważają, że obecnie – po masakrach, m.in. w Buczy, i powstrzymaniu ofensywy przeciwnika na wschodzie kraju – nie ma miejsca na negocjacje pokojowe z Rosją, lecz należy cierpliwie dążyć do pełnego zwycięstwa militarnego, aby odzyskać również tereny utracone w 2014 i 2015 r.

osw.waw.pl

System walki GIS Arta, opisywany przez samych twórców jako "Uber dla artylerii", łączy informacje z dronów, GPS-ów, zdjęć satelitarnych, map wysokościowych terenu, danych na temat amunicji w oddziałach ukraińskiej armii tj. szybkość i opadanie. Stworzony został przez cywilów, a wojsko powitało go z otwartymi rękami. 

Gdy znajdujący się w terenie oddział lub patrolujący dany obszar dron, "zauważy" wroga, podaje jego pozycje (zupełnie jak pasażer w aplikacji Ubera). Po "sekundzie zastanowienia" system kierowania polem walki wybiera najbardziej optymalny sposób ostrzału, informując o tym oddziały artyleryjskie, drużyny z moździerzami lub dronami. Gdy dowództwo potwierdzi cel, w ciągu 30 sekund znajduje się on już pod ostrzałem.

Dla porównania analogiczny amerykański system potrzebuje 30 minut od zgłoszenia do ostrzału, ale też Pentagon weryfikuje dokładniej cele. Ukraińska armia w stanie wojny z tego zrezygnowała.

Co więcej, atak, w przeciwieństwie do tego "tradycyjnego" stosowanego przez wojska rosyjskie, przebiega z różnych stron. Zamiast standardowych baterii ustawianych w jednym miejscu, ukraiński przypomina bardziej rój pocisków spadających niemal zewsząd. Dodatkowo, system GIS Arta jest w stanie obliczyć kiedy pocisk z danego oddziału spadnie na cel i skoordynować atak z różnych pozycji, tak, by trafiły one niemal jednocześnie. To znacznie utrudnia rosyjski kontratak. 

Rosyjscy wojskowi zdawali sobie sprawę z ukraińskiego systemu, dlatego też na początku inwazji przeprowadzili zmasowany cyberatak na Tooway'a, dostawcy cywilnego internetu satelitarnego, paraliżując tym samym ukraiński system walki. 

Wtedy wszedł na arenę Elon Musk ze swoim Starlinkiem. Jak się okazuje, Rosjanie nie byli w stanie ani go zakłócić, choć próbowali, ani zhakować. I zaczęły się groźby. Dimitrij Rogozin, szef agencji kosmicznej Roscosmos, na swoim kanale na Telegramie napisał, że "Musk jest zaangażowany w dostarczanie faszystowskim siłom na Ukrainie wojskowego sprzętu łączności".

Na odpowiedź właściciela SpaceX nie trzeba było długo czekać. 

Dyskusja trwała dalej i Rogozin poinformował świat, że "za to Elon zostaniesz pociągnięty do odpowiedzialności jak dorosły - bez względu na to, jak bardzo udajesz głupca". Ale na Twitterze trudno jest "przegadać" jego właściciela.

"Jeśli umrę w tajemniczych okolicznościach, miło było cię poznać" napisał. /red./

bankier.pl

7 kwietnia Gerhard Schroeder obchodził swoje urodziny. Skończył 78 lat. To mogłaby być okazja do świętowania w licznym gronie. Schroeder był w latach 1990-1998 premierem Dolnej Saksonii, a od października 1998 r. do listopada 2005 r. siódmym kanclerzem RFN. Z okazji okrągłych 70 urodzin, na przyjęcie w ratuszu w Hanowerze siedem lat temu przybyło 200 gości. Wtedy były kanclerz był jeszcze honorowym obywatelem stolicy Dolnej Saksonii.

Teraz Schroeder utracił ten tytuł. Zrezygnował również z członkostwa w klubie piłkarskim Hannover 96, po tym, jak zapowiedziano jego wyrzucenie. I dlatego wątpliwe jest, czy znalazłaby się wystarczająca liczba gości, aby zorganizować duże przyjęcie urodzinowe. Odmawiając rezygnacji ze stanowisk w radach nadzorczych rosyjskiego przemysłu energetycznego i zdystansowania się od prezydenta Władimira Putina, były kanclerz skazał się na izolację. Przyjaciele i dawni towarzysze polityczni odwrócili się od niego. Nie da się już z nim dyskutować i zgłaszać zastrzeżeń — mówią za zamkniętymi drzwiami.

Były kanclerz Niemiec utracił społeczną sympatię, a w niektórych miejscach już dawno przestał być mile widziany. Kiedy na początku maja wybrał się na wakacje ze swoją piątą żoną So-yeon Schroeder-Kim na wyspę Norderney u wybrzeży Morza Północnego, miejscowy właściciel karczmy niezwłocznie zakazał mu wstępu do lokalu i polecił pracownikom swoich trzech browarów, aby również oni odmówili Schroederowi gościny. "Dobra i konsekwentna decyzja" — skomentował jeden z użytkowników na profilu karczmy na Facebooku. "Browar zasłużył na medal za tę odważną i ważną akcję!" — napisał ktoś inny.

Z kolei berliński lokal "StäV" usunął ze swojego menu nazwę "Altkanzlerfilet", którą określano lubianą przez Gerharda Schroedera kiełbasę w sosie curry. Dodatkowo z lokalu ma zniknąć jego zdjęcie.

Centrum polityczne w Berlinie już od jakiegoś czasu dystansuje się od byłego szefa rządu. A zapowiadane są kolejne kroki. Komisja budżetowa Bundestagu ma rozważyć możliwość pozbawienia byłego kanclerza pomieszczeń biurowych, samochodu służbowego i personelu, które przysługują mu dożywotnio i są finansowane z podatków. Christian Lindner, obecny minister finansów i lider Wolnej Partii Demokratycznej (FDP), domaga się nawet całkowitego odcięcia Schroedera od publicznych pieniędzy. Z pytania zadanego przez partię "Lewica" w Bundestagu wynika, że koszty osobowe Gerharda Schroedera sięgają około pół miliona euro rocznie.

Wymowne, że Schroeder nie ma już pod sobą żadnych pracowników biurowych. Wszyscy zrezygnowali w marcu br. i przenieśli się na inne stanowiska w ramach struktur niemieckiego parlamentu. Nawet jego wieloletni szef biura i autor przemówień, który z dumą wspomina 20 lat współpracy z prominentnym socjaldemokratą, nie chciał już dla niego pracować.

(...)

Gerhard Schroeder udzielił ostatnio obszernego wywiadu dla "New York Timesa". Dziennik wyliczył, że były kanclerz zarabia około miliona euro na stanowiskach w rosyjskim sektorze energetycznym. W 2005 r., wkrótce po opuszczeniu fotela kanclerskiego, rozpoczął pracę w spółce Nord Stream. Do dziś piastuje tam funkcję przewodniczącego komitetu akcjonariuszy. Jest on także przewodniczącym rady nadzorczej rosyjskiego państwowego giganta energetycznego Rosnieft oraz figuruje w rejestrach handlowych jako prezes zarządu spółki Nord Stream 2 AG.

(...)

W SPD od miesięcy trwają bezowocne próby nakłonienia Gerharda Schroedera do rezygnacji z jego stanowisk. Jednak były kanclerz zawsze uważał, że chce żyć tak, jak mu się podoba i że jest to wyłącznie jego sprawa. Lars Klingbeil, współprzewodniczący SPD, widzi sprawę inaczej. "Nie robi się interesów z agresorem, z podżegaczem wojennym, jakim jest Putin. "Jako były kanclerz Niemiec nigdy nie działa się tylko we własnym imieniu. A już na pewno nie w takiej sytuacji, jaką mamy obecnie" — napisał w mediach społecznościowych krótko po rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Schroeder do dziś wybiera milczenie. W międzyczasie do władz SPD trafiło 14 wniosków o jego wykluczenie z partii. Procedura jest jednak skomplikowana i może się przeciągać. Współprzewodnicząca SPD Saskia Esken wolałaby, aby Schroeder sam opuścił SPD i już wezwała go do złożenia rezygnacji. Również Lars Klingbeil nie kryje rozczarowania: — Życzyłbym sobie, aby Gerhard Schroeder znalazł się po dobrej stronie historii. Ale wybrał niewłaściwą.

Schroeder również na te głosy pozostaje niewzruszony. Zamiast tego, w wywiadzie dla "New York Timesa" zdecydowanie bronił Putina przed oskarżeniami o masakrę ludności cywilnej w podkijowskiej Buczy. Schroeder powiedział dziennikarzowi "NYT", że rozkazy nie pochodziły od Putina, lecz "z niższych kręgów". Najwyraźniej były kanclerz przeoczył, że Putin przyznał medale żołnierzom, którzy pełnili w Buczy służbę.

onet.pl

wtorek, 10 maja 2022


Jednostki rosyjskie podjęły próbę całkowitego odcięcia ukraińskiego zgrupowania w rejonie Siewierodoniecka od reszty sił. Po zorganizowaniu kolejnej przeprawy przez Doniec uderzyły wzdłuż granicy obwodów ługańskiego i donieckiego na wysokości miejscowości Biłohoriwka i Szypyliwka (na zachód od Lisiczańska) w kierunku południowym. Po początkowym sukcesie najeźdźców obrońcy mieli odeprzeć atak, zniszczyć przeprawy i przystąpić do likwidacji przyczółku. Pod bezpośrednią kontrolą Rosjan lub w zasięgu ich artylerii znajdują się wszystkie drogi z rejonu Siewierodoniecka na zachód. Trwają walki o miejscowości pozostające w rękach ukraińskich.

Walki toczące się z różnym natężeniem na pozostałych kierunkach nie przynoszą rozstrzygnięcia. Siły najeźdźcze skupiają się na niszczeniu pozycji ukraińskich ogniem artylerii i lotnictwa. W ciągu ostatniej doby od ostrzału i bombardowań miały szczególnie ucierpieć Mikołajów, Orichiw i Hulajpole na kierunku Zaporoża oraz okolice Zełenodolśka na kierunku Krzywego Rogu. W zasięgu artylerii agresora znalazł się Słowiańsk. Trzykrotnie w ciągu doby rakiety spadły na Odessę i miejscowości w obwodzie odeskim.

W ostrzeliwanych i bombardowanych zakładach Azowstal w Mariupolu wciąż pozostaje ponad 100 cywilów, a ich ewakuacja jest niemożliwa. Siły rosyjskie odmawiają utworzenia kolejnego korytarza humanitarnego, licząc na bezwarunkową kapitulację obrońców.

Wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malar po raz kolejny zaapelowała do lokalnej ludności i internautów o nieinformowanie o postępach armii ukraińskiej dopóki, nie uczynią tego źródła oficjalne. Podkreśliła, że nawet w momencie gdy miejscowość wróci pod kontrolę jednostek ukraińskich, nie można o tym mówić, dopóki siły te się tam nie umocnią.

Rzeczniczka praw człowieka Ludmyła Denysowa powiadomiła, że od początku agresji do Federacji Rosyjskiej deportowano blisko 1,2 mln Ukraińców, w tym ponad 200 tys. dzieci. Po pobycie w obozach filtracyjnych utworzonych na terytoriach okupowanych ludzie ci są stopniowo przewożeni w głąb Rosji. Przymusowo przesiedlonych do tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej zmusza się do przyjęcia obywatelstwa pseudorepubliki. Deportowanym pobiera się odciski palców, po czym otrzymują oni dokumenty zezwalające na pobyt w obozie filtracyjnym, a następnie przepustkę umożliwiającą podróż do Rosji. Strona ukraińska nie dysponuje danymi o losie osób, które odmówiły udziału w procedurze filtracyjnej. Ministerstwo Obrony FR formalnie zakazało ewakuacji ludności cywilnej z zajętych obszarów.

W Chersoniu i Melitopolu rosyjscy żołnierze pod pozorem poszukiwania partyzantów i dywersantów włamują się do mieszkań, przeprowadzają rewizje i dokonują rabunków. Prowadzi się ewidencję opuszczonych mieszkań, które maja zostać przeznaczone na kwatery rosyjskich wojskowych i funkcjonariuszy służb. W Enerhodarze agresorzy zmusili kilkuset mieszkańców do udziału w manifestacji z okazji „dnia zwycięstwa”. Aby zapewnić większą frekwencję podczas obchodów 9 maja w Melitopolu, do miasta przywieziono zorganizowane grupy ludzi z okupowanego Krymu.

Szef kolaboracyjnej administracji w obwodzie chersońskim Wołodymyr Saldo nie wykluczył stworzenia nowego okręgu federalnego Rosji, do którego weszłyby Krym oraz obwody chersoński i zaporoski. Oznajmił również, że okupanci planują otworzyć rosyjskojęzyczne szkoły, zaś miejscowi emeryci zaczęli otrzymywać wypłaty w rublach. Dodał, że hrywna pozostaje uznawanym środkiem płatniczym.

Prezydent Joe Biden podpisał 9 maja ustawę o przywróceniu programu Lend-Lease z okresu II wojny światowej. Akt ułatwi dostawy amerykańskiego sprzętu wojskowego na Ukrainę. Dokument umożliwia natychmiastowe dostarczanie uzbrojenia i odroczenie uregulowania kosztów transakcji. 10 maja Izba Reprezentantów ma zatwierdzić wydzielenie Kijowowi wsparcia w wysokości 40 mld dolarów. Jest to suma większa niż ta przedstawiona Bidena w propozycji z 28 kwietnia (33 mld dolarów). Ponadto USA skasowały na rok 25% cła na ukraińską produkcję metalurgiczną.

9 maja wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell stwierdził, że państwa członkowskie powinny rozpatrzeć możliwość wykorzystania zamrożonych środków Centralnego Banku Federacji Rosyjskiej (ok. 300 mld dolarów), aby odbudować Ukrainę po zakończeniu wojny. Według Borrella na ten cel trzeba będzie przeznaczyć „setki miliardów” euro.

Zgodnie z danymi Straży Granicznej RP od początku wojny do Polski wyjechało 3,28 mln Ukraińców. 9 maja uczyniło tak 17 tys. osób (spadek o 28% względem poprzedniego dnia), a granicę w przeciwnym kierunku przekroczyło 15 tys. Od 24 lutego z Polski na Ukrainę wyjechało 1,14 mln ludzi.

Komentarz

Działania Rosjan na całej linii styczności wojsk wskazują, że konsekwentnie dążą oni do opanowania Donbasu, a na pozostałych kierunkach co najmniej do wyczerpania sił ukraińskich ciągłymi atakami. Nie angażują jednak żadnych dodatkowych sił i środków, które mogłyby to przyspieszyć. Na pograniczu obwodów charkowskiego, donieckiego i ługańskiego armia agresora dysponuje rozwiniętym do walki zgrupowaniem, którego – podobnie jak pododdziałów w przygranicznych obwodach Rosji – na razie nie wykorzystuje. Nie można wykluczyć, że oddziały te mają rozwinąć powodzenie w przypadku skutecznego przełamania pozycji obrońców na którymś z kierunków, ewentualnie pozostać w gotowości do przeciwuderzenia w przypadku bardziej aktywnych działań przeciwnika. Strona ukraińska wydaje się świadoma własnych niedostatków w otwartym polu (głównie w zakresie ciężkiego uzbrojenia) i konieczności opierania obrony na umocnionych pozycjach.

Kolejne apele o nierozpowszechnianie informacji o zajętych miejscowościach (a także ich uzasadnienie) potwierdzają, że obrońcy starają się niezauważenie zajmować tereny opuszczone bądź nigdy niekontrolowane – ze względu na niewystarczające siły – przez wojska rosyjskie. Pozwala to jednostkom ukraińskim na poprawę położenia, a Kijowowi – na formułowanie przekazu o sukcesach lokalnych kontrataków (a także rozbudzanie apetytów na prawdziwą kontrofensywę), lecz na razie nie wpływa znacząco na zmianę sytuacji.

Działania agresora na terytoriach okupowanych świadczą o tym, że trwa realizacja planu wsparcia władz kolaboranckich stałą obecnością sił zbrojnych i służb specjalnych. Zapowiedź konfiskaty opuszczonych mieszkań i oddania ich w użytkowanie rosyjskim żołnierzom i funkcjonariuszom wskazuje, że w Chersoniu i innych miastach buduje się zaplecze w celu przyśpieszenia procesu rusyfikacji regionu. Trwa proceder rabowania mienia prywatnego (w tym samochodów), które najeźdźcy traktują jako zdobycz wojenną. Okupanci stosują wobec ludności permanentną presję – zmuszają ją do popierania działań „nowych władz” w zamian za ułatwienia w pozyskiwaniu żywności czy leków. Wydaje się, że Kreml nadal nie podjął ostatecznej decyzji co do przyszłości zajętych obszarów. Rozważane są warianty utworzenia z nich nowego okręgu federalnego Rosji bądź przeprowadzenia referendum powołującego do życia kolejną „republikę ludową”.

osw.waw.pl

– O co chodzi Rosji w tej fazie wojny na Ukrainie?

/dr Witold Rodkiewicz, główny specjalista Zespołu Rosyjskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich/ - Rosji chodzi przede wszystkim o rozbicie głównego zgrupowania ukraińskich wojsk w Donbasie. Wydaje się, że ewentualna wygrana Rosjan na „froncie” donbaskim będzie jedynie wstępem do prób podboju kolejnych obwodów na wschodzie i południu  Ukrainy. Moskwa  będzie domagała się od Kijowa uznania rosyjskiej suwerenności nad Krymem oraz  „niepodległości” tzw. Ługańskiej i Donbaskiej Republik Ludowych. Będzie też przeprowadzała fikcyjne referenda  pod bagnetami rosyjskich wojsk na zajętych przez siebie obszarach na południu i wschodzie Ukrainy. Mamy już takie zapowiedzi ze strony mianowanych przez rosyjskich okupantów  merów miast w obwodzie zaporoskim i chersońskim. Moskwa dąży do osłabiania Ukrainy i tworzenia na jej terytorium pseudo-niezależnych państewek.

– Czy wojna na Ukrainie to kontynuacja „rosyjskiej rekonkwisty”?

– Tak, to swego rodzaju próba odnowienia projektu imperialnego. Putin mówił o tym wielokrotnie całkiem otwarcie. Pod sztandarami „trijedinogo ruskogo naroda”, czyli trójdzielnego narodu rosyjskiego złożonego z Wielkorusów, Małorusów i Białorusów ma dojść do reaktywacji imperium rosyjskiego. To oznacza też chęć przywrócenia dominacji języka rosyjskiego na Ukrainie i jej utrzymania na  Białorusi. W planach Moskwy jest też „reedukacja” Ukraińców, czyli wykorzenienie ukraińskiej tożsamości narodowej i sprowadzenia Ukraińców do statusu regionalnej grupy folklorystycznej. Przy czym pewne pozory państwowości będą zachowane wraz  elementami kultury ludowej traktowanych jako marginalne ozdobniki.

– Czy Rosja Putina wkroczyła we wtórny, naśladowniczy okres swojej historii, gdy była prawdziwym imperium?

– Putin chcąc odbudowywać imperium musi nawiązywać do pewnej ciągłości polityki mocarstwowej prowadzonej zarówno przez carów jak i komunistów. Istotą tego projektu jest to, że jest tylko jeden ośrodek decyzyjny i znajduje się w Moskwie.  Nowy projekt neoimperialny wyklucza procedury demokratyczne,  nie ma w nim miejsca  na państwo prawa, prawa do samostanowienia,  swobód i praw politycznych.

– Putin chciałby zamordować globalizację razem liberalną demokracją i nowoczesnością?

– Jest gotowy wziąć w tym udział w charakterze jednego z głównych sprawców. De-globalizacja to jednak szerszy proces który stymulowany jest tez przez innych poza Rosją aktorów. Niewątpliwie natomiast celem Putina jest rewizja istniejącego ładu międzynarodowego.. W myśleniu Kremla od mniej więcej dekady najważniejsza w tym nowym układzie sił  jest oś konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Celem elity rosyjskiej jest zdobycie dla Rosji jak najlepszej pozycji w przyszłym sinocentrycznym świecie. Koncepcja świata wielobiegunowego, w którym Rosja byłaby jednym z pięciu kluczowych państw, popularna jeszcze w latach 90. została przez rosyjską elitę władzy porzucona jako już nieaktualna. Mając do wyboru między Pax Americana  Pax Sinica, wybierają Pax Sinica jako mniejsze zło. Pax Americana jest dla tej elity absolutnie nie do zaakceptowania. Dla Rosji ważne jest też pytanie gdzie będzie Europa w tej amerykańsko-chińskiej rozgrywce; czy będzie po stronie amerykańskiej, czy zostanie zneutralizowana. Wśród warunków postawionych Zachodowi przez Rosję w  grudniu ubiegłego roku jest także demilitaryzacja Europy Środkowo-Wschodniej. Rosjanie stając po stronie chińskiej zaskarbiają sobie przychylność przyszłych władców świata i pokazują Pekinowi, że są niezastąpieni jako dostarczyciele „siłowych” usług.

– Ale czy Rosja nie ryzykuje statusu junior partnera i kompletnego uzależnienia od Chin? Chiny mogą zażądać np. rewizji granic i upomnieć się o tereny sporne.

– Rosjanie uważają, że sojusz z Chinami jest najlepszy z możliwych i nie mają obaw, o których Pan mówi. Moskwa wie że jest dla Chin niezbędnym partnerem i Chiny nie popsują sobie relacji z nią w swoim najlepiej pojętym interesie. Chińczycy nie pchają się na północ, na tereny rosyjskiej Syberii. Dopóki nie było pandemii było wręcz odwrotnie, to Rosjanie chcieli się osiedlać w północnych Chinach, ponieważ tam są lepsze warunki do życia niż po stronie rosyjskiej. Gdy rozmawiałem z ludźmi we Władywostoku to raczej skarżyli się, że Chińczycy nie chcą do nich przyjeżdżać, a nie na to, że jest ich tam nadmiar. Obawy przed Chinami w Rosji są dawno nieaktualne, to stereotypy często powtarzane, lecz kompletnie fałszywe. Obie elity, chińska i rosyjska, wyciągnęły z historii lekcję, że  są na siebie skazane a ewentualny konflikt między nimi byłby katastrofą dla nich. W konsekwencji Rosja i Chiny bardzo dobrze współpracują już np. w Azji Centralnej.

– Czy elity rosyjskie są w stanie porzucić myśl o rusyfikacji dawnych ziem imperium? Czy myślą w kategoriach XIX wiecznego podboju?

– Nie myślą w kategoriach XIX wiecznego podboju. Natomiast nie porzucą myśli o rusyfikacji Ukrainy, Białorusi i krajów należących do tzw. ruskiego świata, pojęcia które zostało po rozpadzie ZSRR  wymyślone przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną. Wspólnota języka i kultury rosyjskiej oraz prawosławna są tym co tworzy z wszystkich krajów „ruskiego świata” naturalna wspólnotę. Rosyjskie elity nawet nie myślą w kategoriach ponownej rusyfikacji, ponieważ dla nich dominacja rosyjskiej kultury i rosyjskiego języka to po prostu naturalny stan rzeczy wynikający z historycznych zaszłości, przewagi potencjału Rosji nad pozostałymi krajami „ruskiego świata,”  mocy mediów rosyjskich i oddziaływania politycznego tego kraju. To się wiąże także z pewną „ofertą” kulturowo-cywilizacyjną Rosji, nawet gdy straciła już ona swoją atrakcyjność tak dla Ukraińców jak i większości Białorusinów.

– Dlaczego Ukraina ma tak szczególne miejsce w rosyjskiej myśli politycznej?

– Kluczowym elementem tożsamości narodowej jest narracja historyczna, to jak sobie opowiadamy „swoją” narodową historię. W momencie, gdy powstawała nowożytna narracja o historii Rosji, ówcześni Ukraińcy suflowali ówczesnym Rosjanom, że korzenie tych ostatnich tkwią w Kijowie  i „sprzedali” im myśl że istnieje historyczna ciągłość między Rusią Kijowską a Carstwem Moskiewskim.. Część, pewnie większość, ówczesnej duchowej i intelektualnej elity ukraińskiej (czyli kleru kijowskiej metropolii Kościoła Prawosławnego) była w tym zainteresowana, bo potrzebowała wtedy pomocy Moskwy przeciwko naciskowi ze strony Rzymu, Lachów i imperium osmańskiego. Ta narracja historyczna zakładająca ciągłość między Rusią Kijowską a Księstwem Moskiewskim, a później imperium rosyjskim stały się z czasem absolutnie podstawowym elementem rosyjskiej nowożytnej narracji historycznej i świadomości narodowej. W związku z tym powiedzenie, że Ukraina to jest inny kraj jawi się w optyce Moskwy jako uderzenie w podstawy rosyjskiej świadomości narodowej. Wojna na Ukrainie to też walka dwóch historycznych narratywów – narodowego ukraińskiego i imperialnego rosyjskiego, które są odczuwane jako fundamentalne przez oba te narody.

– Kultury polityczne Rosjan i Ukraińców bardzo się różnią?

– Diametralnie. To wręcz walka dwóch krańcowo różnych kultur politycznych. Ukraińcy odwołują się do tradycji kozackich, do demokracji bezpośredniej, do oddolnego funkcjonowania społeczeństwa i w końcu do tradycji europejskich przejętych od I Rzeczpospolitej. Wolni Kozacy na terenach Rzeczpospolitej zawierali z władzą polityczną swoisty kontrakt, przyswoili sobie przekonanie że władza musi pochodzić z wolnego wyboru i że jest przed swoimi wyborcami odpowiedzialna, a także prawo do wypowiedzenia tej władzy posłuszeństwa i buntu jeśli władza ta jednostronnie łamie przyjęte wcześniej zobowiązania.. To jest kompletnie niezrozumiałe we współczesnej Rosji i sprzeczne z podstawowymi kanonami rosyjskiej kultury politycznej, która ceni przede wszystkim stabilność i potęgę państwa. Rosjanie nie rozumieją, że władza  nawet ta wyłoniona w sposób prawomocny, gdy narusza swoje zobowiązania, to daje to obywatelom prawo do oporu. W moskiewskiej tradycji politycznej delegitymizuje władzę jej słabość, niezdolność do utrzymania stabilności i niezdolność do utrzymania pozycji wielkomocarstwowej na arenie międzynarodowej.

– Czy my w ogóle jesteśmy w stanie zrozumieć kulturę polityczną Rosjan?

– Zrozumieć jesteśmy w stanie. To nie tak, że Rosja jest jakąś tajemnicą czy enigmą, jak twierdził Churchill. Niestety cytuje się najczęściej tylko jego pierwszą część powiedzenia, nie cytuje się końca, w który mówi, że w ostatecznym rachunku,  postępowania Moskwy jest dyktowane przez jej interes narodowy. Parafrazując i odwracając francuskie powiedzenie (Tous comprendre c’est tous pardonner) można powiedzieć, że zrozumieć to nie znaczy zaakceptować. . Zrozumienie rosyjskiej polityki, jej determinantów historycznych i geopolitycznych, na które tak chętnie powołuje się Kreml nie oznacza, że trzeba je akceptować. Ukraińcy i Białorusini właśnie tego nie chcą  i to ich odróżnia od Rosjan, choć w dużym stopniu są przecież (zwłaszcza Białorusini) rosyjskojęzyczni.

– Jaki los czeka teraz rosyjskich zapadników i liberałów?

– Oni będą pełnili rolę taką, jaką w rosyjskiej kulturze pełnili wcześniej, czyli politycznie bezsilnego i pozbawionego – przynajmniej w krótkiej perspektywie - znaczenia marginesu. Marginalni dysydenci uważani przez większość społeczeństwa za stojących poza nawiasem wspólnoty narodowej. Tak to niestety wygląda. Władza skutecznie stłumiła w społeczeństwie idee liberalne, a wzniecała te mocarstwowe i kolektywistyczne. W tym sensie wojna nie jest społecznym problemem w Rosji.

– Właśnie, przecież w Rosji zawsze był kult wojska, oddania wielkiej sprawie.

– Z punktu widzenia systemu politycznego wojna na Ukrainie jest absolutnie funkcjonalna, wręcz wzmacnia istniejący system. Sytuacja jest jasna, biało-czarna, wśród ludzi odzywają się głosy, że teraz jest czas na wyrzeczenie, zaciskanie pasa w imię wspólnoty i interesów narodowych. Proszę zwrócić uwagę, że armia rosyjska od upadku Związku Sowieckiego ciągle jest gdzieś na wojnie. W 1992 roku to było Naddniestrze i Tadżykistan. Później była Abchazja i Gruzja,  następnie Górny Karabach, dwie wojny czeczeńskie. Nie liczę zaangażowania rosyjskich wojsk czy formacji paramilitarnych jak Wagnerowcy w Afryce czy Syrii. To jest społeczeństwo wojenne. U nas tego się nie docenia, a to zupełnie inny typ państwa. Wojna nie jest stanem nadzwyczajnym dla tego systemu, czymś, z czym należy jak najszybciej skończyć. Nie, w pewnym sensie ten system żywi się wojną. – W jakim stanie mentalnym jest teraz społeczeństwo rosyjskie? – Następuje powrót do pewnych imperialnych i sowieckich schematów myślenia i zachowania się oraz praktyk dnia codziennego. Wydaje się, że to trwały trend. Nie widać też bodźca, który skłoniłby Rosjan do zmiany myślenia. Ewentualnie mogłaby to być klęska na dużą skalę polityki putinowskiej.

– A sankcje?

– Do tej pory sankcje są niewystarczające i niepełne. Trzeba widzieć, że stosuje je tylko Zachód, który nie jest już jedyną siłą ekonomiczną w świecie. Chiny, Indie, cała Azja i cały świat muzułmański prowadzą interesy z Rosją. Ameryka Łacińska z Brazylią na czele też to robi. To pokazuje również słabość Zachodu, ponieważ okazuje się, że można bez niego funkcjonować i prowadzić handel międzynarodowy. Dziś sankcje Zachodu nie bolą już tak bardzo jak w czasach ZSRR.

– Wojna na Ukrainie przywraca w stosunkach amerykańsko-rosyjskich styl radzieckich zachowań z czasów zimnej wojny?

– Nie da się przekopiować zachowań z tamtych czasów. Na pewno w jednym wymiarze nie jest to powtórzenie sytuacji zimnowojennej: elita amerykańska jest teraz skoncentrowana na głównym przeciwniku, którym są Chiny. Ta wojna nie jest dla USA priorytetowa. Waszyngton jej nie chciał, został w tę wojnę wciągnięty i próbuje ciągle ograniczyć stopień swego zaangażowania, powołując się na obawę eskalacji. Po drugie w czasie zimnej wojny Rosja starała się jednak zachować status quo w Europie, teraz chce rewizji fundamentalnych zasad na jakich budowana  była architektura bezpieczeństwa europejskiego po zakończeniu Zimnej Wojny. To szczególnie niebezpieczna sytuacja. 

tysol.pl

ChRL pozostaje od lat jednym z największych importerów irańskiej ropy (ok. 1/5 całego eksportu). Jednak zakupy surowca w Iranie przez podmioty z Chin spadły w ubiegłym miesiącu dużo poniżej szczytowego poziomu z przełomu roku, ponieważ popyt ze strony niezależnych rafinerii osłabł po lockdownach COVID-19, ale także w wyniku rosnącego importu tańszej rosyjskiej ropy. Wstępne oceny przeprowadzone przez Vortexa Analytics wykazały, że Chiny importowały w kwietniu prawie 650 tys. bpd (barels per day) irańskiej ropy, nieco mniej niż prawie 700 tys. bpd w marcu. Niemniej, wielu ekspertów twierdzi, że mocno przeceniona irańska ropa była i pozostanie popularnym wyborem wśród niezależnych rafinerii, zwłaszcza w sytuacji niskich marży, jakie mogą one uzyskać. Faktycznie, w całym pierwszym kwartale 2022 roku import irańskiej ropy wyniósł średnio 550 tys. bpd, co oznacza wzrost o ponad 10% w stosunku do IV kwartału 2021 roku. Pytanie na ile jest wynik szczytu z przełomu roku, a na ile trwała tendencja?

W tle mamy kwestię porozumienia nuklearnego Joint Comprehensive Plan of Action (JCPOA). Odnowione porozumienie nuklearne pozwoliłoby Iranowi zwiększyć sprzedaż ropy poza Chiny – najważniejszego odbiorcu Iranu przez ostatnie dwa lata – do poprzednich klientów w Korei Południowej i Europie. Jednak wysokie ceny ropy ośmieliły Iran do nie spieszenia się z negocjacjami. Tymczasem rosyjska ropa naftowa, wypierana przez spadający popyt w Europie, spowodowany rosnącymi obawami o sankcje związane z inwazją Rosji na Ukrainę, zmierza do Chin. Nie są to ilości, które mogłyby znacząco zmienić sytuację rosyjskiej gospodarki lub wpłynąć na światowe rynki, ale mają już spore znaczenie dla irańskiego eksportu do ChRL. Zmniejszenie zakupów irańskiej ropy, która nadal stanowią ok. 7% importu ChRL (największego importera ropy naftowej na świecie), nastąpiło w momencie, gdy zachodni dyplomaci w dużej mierze stracili nadzieję na ożywienie JCPOA. Czy ewentualny spadek importu przez ChRL, zmusi Iran do większej ugodowości? Zobaczymy, pierwszym sygnałem jest podróż do Teheranu Enrique Mora, unijnego koordynatora ds. porozumienia.

Niezależne rafinerie w ChRL, zlokalizowane głównie w prowincji Shandong, są kluczowymi nabywcami irańskiej ropy. Równocześnie, jak podaje Reuters, co najmniej sześć ładunków irańskiej ropy o łącznej wartości 8 mln baryłek nie mogło zostać wyładowanych w chińskich portach, pływając w pobliżu portów Shandong i Zhejiang przez ponad trzy miesiące. Z kolei import ropy naftowej z Rosji drogą morską wzrósł w kwietniu o 16% w porównaniu z marcem i wyniósł ok. 860 tys. bpd, najwięcej od grudnia zeszłego roku. Według informatorów Reutersa przynajmniej jedna rafineria kupiła jeden czerwcowy ładunek ropy Ural z dyskontem od 6 do 7 USD za baryłkę w stosunku do Brent (na warunkach CIF). Dla porównania, ropa irańska była sprzedawana po 5 USD za baryłkę poniżej Brent.

W sytuacji niskich marż niezależne rafinerie będą wybierać tańszy surowiec, a malejący popyt w Chinach ogranicza wzrosty cen. Iran staje więc wobec wyboru, albo dogadać się z Zachodem i wrócić do JCPOA, albo ściągać się z Rosją w przecenach.

Co ciekawe, chińskie służby celne poinformowały ostatnio o imporcie 260 tys. ton (1,9 mln baryłek) irańskiej ropy w grudniu i styczniu, co jest pierwszym oficjalnym odnotowaniem importu od roku, mimo że wiemy, iż chińskie podmioty importują irańską ropę na bieżąco. Czyżby w ten sposób ktoś w Pekinie chciał wywrzeć presję na Rosję i zmusić Moskwę do dalszych przecen?

zawielkimmurem.net

– Czyli: właśnie "mały deszcz", a właściwie to jakaś żałosna mżawka. W dodatku show i agencyjne czołówki ukradł Putinowi amerykański prezydent Joe Biden, podpisując akurat tego dnia ustawę lend-lease, nawiązującą do tej z czasów II wojny światowej, gdy gospodarka USA potężnie wsparła kraje walczące z nazistowskimi Niemcami. Teraz skokowo zwiększy wsparcie dla tych, którzy walczą z brunatną Rosją – podkreśla ekspert.

Zdaniem dr Sokały możliwości wyjaśnienia tej "bierności" Kremla są trzy.

– Pierwsza, najmniej prawdopodobna wersja, że Putin i jego ekipa świadomie odpuścili wczorajsze święto, by uderzyć nas czymś nowym dwa czy trzy dni później. Bardzo wątpię, bo to byłoby absurdalne i zupełnie nie w rosyjskim stylu – wylicza dr Sokała.

– Druga opcja, z już znacznie większym prawdopodobieństwem, że ta ekipa po prostu sflaczała, nie stać jej na ofensywne posunięcia, nie ma na nie pomysłu, zajmuje się tylko trwaniem, no i rzecz jasna pakowaniem zapasów złota do tajnych skrytek, a 9 maja odfajkowała, bo musiała – mówi.

– I trzecie wytłumaczenie, zresztą nie całkiem sprzeczne z drugim, a moim zdaniem najbardziej bliskie prawdy: nawet jeśli poszczególne ośrodki władzy chciały coś odpalić w to wielkie święto, to nie były w stanie uzgodnić co, i w efekcie poblokowały się wzajemnie. Wewnętrzne spory, pęknięcia i chaos w rosyjskiej elicie władzy są już tajemnicą poliszynela, jednym z ich przejawów są choćby przeprosiny, jakie Putin skierował do premiera Izraela za nieszczęsne, antysemickie wypowiedzi swojego szefa dyplomacji Siergieja Ławrowa. Zresztą – za późno, bo mleko i tak się rozlało. To bezprecedensowe, bo co by nie mówić o jakości rosyjskiego państwa i polityki, to takie fatalne wtopy jednak mu się nie zdarzały. A to przecież nie jedyny sygnał, choć najbardziej widoczny – dodaje.

To wszystko sprawiło, że zdaniem dr Sokały 9 maja jako tako zadziałał tylko stosunkowo niski szczebel aparatu państwowego.

– Na przykład ambasador w Warszawie Siergiej Andriejew, który tak uparcie prowokował, aż w końcu sprowokował to, co chciał, czyli akt fizycznej agresji przeciwko sobie, i teraz rosyjska propaganda i media będą miały pożywkę. Ale nie przeceniałbym tego, bo to nie ta skala i nie ten poziom, którego oczekiwały miliony Rosjan – twierdzi wicedyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Polityk Publicznych UJK w Kielcach.

onet.pl