czwartek, 21 kwietnia 2022


Druga faza wojny w Ukrainie skupiła się we wschodniej Ukrainie, zwłaszcza w regionie Donbasu. Rosjanie, według szacunków źródeł amerykańskich, mieli zgromadzić przeciw Ukrainie 76 batalionowych zgrupowań taktycznych, czyli nawet około 50 tys. żołnierzy.

— Jestem sceptyczny, jeśli chodzi o zdolności operacyjne tego wojska. Oczywiście przestrzegam przed hurraoptymizmem, że Ukraina na pewno wygra, jednak spójrzmy na realną siłę rosyjskich żołnierzy. Próbują się teraz przebić przez umocnione pozycje ukraińskie, osiągają drobne sukcesu, zajęli kilka mniejszych miejscowości, ale nie mają przewagi operacyjnej. Mogą jej w ogóle nie uzyskać, czyli nie zdobyć większych miast i tym samym nie podbić Donbasu i obwodu ługańskiego w jego administracyjnych granicach. Na ten moment nic nie wskazuje, żeby Rosja miała wejść na tyły Ukraińców, okrążyć ich, zmusić do walki w kotle i pokonać — podkreśla dr Jacek Raubo.

Ekspert zwraca uwagę, że Rosja ma przewagę w sprzęcie artyleryjskim oraz w samolotach bojowych. Może się także skupić na znacznie mniejszym obszarze walk niż na początku inwazji, gdy weszła do Ukrainy z kilku kierunków. Z drugiej strony to nadal ta sama armia, z tymi samymi problemami i z dowódcami o ograniczonych predyspozycjach.

Faktem jest, że Rosja, przed drugą fazą wojny, odtworzyła swoją siłę bojową. Jednak warto spojrzeć na szczegóły. Częściowo wykorzystała tych żołnierzy, które wcześniej walczyli pod Kijowem i nie odnieśli tam sukcesu. Armię Putina współtworzą więc żołnierze zmęczeni, o niskiej motywacji, a ci nowi, ściągnięci z rezerwy, również nie przedstawiają wybitnej wartości. Tym bardziej że wprowadzenie na front nowych żołnierzy też nie jest takie proste.

— Nie da się łatwo odtworzyć, w tak krótkim czasie, zdolności bojowej. O słabości Rosji świadczy fakt, że mobilizuje cywilów z utworzonych wcześniej tzw. republik ludowych na części Donbasu i obwodu ługańskiego oraz z okupowanego Chersonia. Tak mogłaby robić Ukraina, która prowadzi wojnę obronną, ale Rosja? Skoro chce wcielić nawet cywilów do swojej armii, świadczy to o tym, jak słabo przygotowała się do tej inwazji. Nie jest przygotowana do nowoczesnych działań manewrowych. Widać też, że ma słabe rezerwy i podobnie jak pod Kijowem chce zrobić rozpoznanie bojem, co oznacza wysłanie na pierwszą linię mało doświadczonych żołnierzy. Spójrzmy też na zaopatrzenie Rosji. Widać jakieś stare kamazy wiozące sprzęt. Wygląda to dość rozpaczliwe, Rosja zdaje się rzucać prawie wszystko, co ma — wskazuje dr Jacek Raubo.

W jego ocenie obecna linia frontu nie zmieni się znacząco w najbliższych dniach. Również dlatego, że Rosja wciąż ma kłopoty z łącznością. W efekcie nie uzyskuje efektu zaskoczenia — wspierana przez Zachód armia ukraińska jest w stanie podsłuchać rozmowy rosyjskich żołnierzy.

— Nie powiem z pełnym przekonaniem, jak dokładnie będą przebiegały kolejne dni wojny. Obie strony prowadzą wojnę informacyjną, ukrywają fakty o swoim potencjale i odnoszonych stratach. Mimo to widać pewną tendencję. Podobnie jak wcześniej pod Kijowem, wojska rosyjskie posuwają się powoli, bo mają coraz bardziej ograniczone możliwości logistyczne oraz słabe rezerwy. Walczą na Donbasie, czyli na terenie świetnie rozpoznanym przez Ukraińców — walki trwają tam od 2014 r. Spodziewam się więc kolejnych wyniszczających starć i znacznych strat po obu stronach. Jeśli utrzyma się tendencja, że Zachód wspiera militarnie Ukrainę, Rosja nie osiągnie swoich celów. Czas gra na jej niekorzyść, wprowadzone sankcje unaoczniły, jak bardzo jej przemysł zbrojeniowy był uzależniony od dostaw podzespołów z Zachodu. Na dodatek mamy 2022 r. To nie jest jak na Krymie przed ośmiu laty, gdy został poddany bez walki. Opór Ukrainy jest teraz zupełnie inny — mówi Jacek Raubo.

Dodaje, że mimo wszystko nie należy spodziewać się wielkiej ukraińskiej kontrofensywy.

— Ukraina musi być ostrożna i zakładam, że jej dowódcy doskonale zdaje sobie sprawę z zagrożeń. Ponosi straty, jest atakowana i wciąż musi trzymać odwody, w tym pilnować m.in. Kijowa. Dlatego w najbliższych dniach nie oczekujmy ukraińskiego szturmu w celu odbicia Chersonia lub Mariupola, czyli przerwania obecnego lądowego połączenia anektowanego Krymu z Donbasem. Drogą do dalszego sukcesu jest zatrzymanie ataku Rosjan i na to Ukraina ma spore szanse.

(...)

— Wojna może potrwać jeszcze wiele tygodni. Spodziewam się, że 9 maja Rosja co najwyżej zorganizuje jakieś propagandowe uroczystości na obecnie okupowanych ukraińskich ziemiach. Walki raczej się przeciągną, mogą za to stracić na intensywności i wejść w fazę wojny pozycyjnej, wyniszczającej dla obu stron. Zapewne będą się toczyć wokół obecnej linii frontu, bez przełamania którejś ze stron. Warto zaznaczyć, że nie znamy dokładnie ukraińskich rezerw, ale na pewno one są — mówi dr Raubo.

— Spodziewam się również ze strony Ukrainy "strategii moskita", walki partyzanckiej. Czyli systematycznego, punktowego atakowania Rosjan na ich tyłach. To może być jedna zniszczona ciężarówka z paliwem, ale przy nagromadzeniu takich ataków straty okażą się znaczące. Doprowadzi to wszystko do tego, że front się ustabilizuje na obecnych pozycjach. Żadna ze stron nie ma przecież wielkiej przewagi nad drugą, chyba że Ukraina, dzięki dostawom z Zachodu, osiągnie nad Rosją znaczącą przewagę technologiczną — dodaje.

(...)

— Atutem Rosji, na który liczy, jest tradycyjne podejście Zachodu do sytuacji kryzysowych. Społeczeństwa oraz politycy z Zachodu mogą być zmęczeni, wystraszeni, a przez to dążyć do zakończenia wojny w Ukrainie. Jeśli jednak Zachód będzie konsekwentny we wspieraniu Ukrainy, Rosja w końcu będzie chciała usiąść do negocjacji, bo nie stoi za nią silne zaplecze ekonomiczne. Możliwości finansowania wojny na większą skalę powoli się kończą, a zgromadzone wcześniej rezerwy Rosji są bardzo ograniczone — stwierdza dr Jacek Raubo.

onet.pl

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow stwierdził, że wielka ofensywa armii rosyjskiej na wschodzie jeszcze się nie rozpoczęła, ale należy jej oczekiwać w najbliższych dniach. Walki na całej linii frontu na terenie obwodów donieckiego, ługańskiego i charkowskiego, które trwają od 19 kwietnia, mają charakter rozpoznania bojem pozycji ukraińskich. Według Daniłowa bitwa o Donbas nie będzie ostatnią operacją militarną realizowaną przez agresora, a jego siły otrzymają uzupełnienie w ciągu dwóch–czterech tygodni. W ostatnich siedmiu dniach Rosja wysłała na Ukrainę 17 batalionowych grup taktycznych (BTG), trzy z nich trafiły do Donbasu. W sumie w zaatakowanym kraju znajdują się aktualnie 82 rosyjskie BTG.

Sztab Generalny Ukrainy potwierdził, że wojska najeźdźcze usiłują kontynuować działania ofensywne we wschodniej strefie operacyjnej w celu ustanowienia pełnej kontroli nad Donbasem. W ciągu ostatniej doby na terytorium obwodów donieckiego i ługańskiego odparto dziewięć ataków wroga. Do zaciętych starć dochodzi w rejonie miejscowości Popasna, gdzie siły ukraińskie powstrzymują Rosjan planujących osiągnięcie oddalonego o ok. 30 km na zachód Bachmutu i wyjście na rubież Kramatorsk–Słowiańsk. Administracja wojskowa obwodu ługańskiego potwierdziła, że pod kontrolą agresora znajduje się 80% regionu. Po wycofaniu się wojsk ukraińskich z Kreminnej linia obrony biegnie od Rubiżnego do Popasnej. Siły najeźdźcze kontrolują tylko część obszarów zajętych miast i są związane punktowymi walkami z obrońcami.

Rosjanie kontynuują częściową blokadę i ostrzał Charkowa z artyleryjskich wyrzutni rakietowych. Trwają starcia w rejonie Iziumu, gdzie agresor usiłuje rozbić oddziały ukraińskie hamujące jego postępy w zamykaniu „kotła donbaskiego”. W obwodzie charkowskim najeźdźcy rozbudowują zaplecze logistyczne i techniczne dla operujących tam oddziałów. Straty rosyjskie rosną. W pobliżu granicy z Ukrainą siły agresora są wzmacniane grupami samolotów wojskowych. W obwodzie biełgorodzkim ukończono wyposażenie lądowisk śmigłowców – skoncentrowano tam ponad 90 maszyn tego typu, zarówno szturmowych, jak i wielozadaniowych.

W obwodzie mikołajowskim nieprzyjaciel ostrzeliwuje pozycje wojsk ukraińskich, w tym za pomocą rakietowych zestawów artyleryjskich Uragan (w miejscowości Zełenodolśk, 50 km na południe od Krzywego Rogu). Niewykluczone, że uderzy w kierunku północnym, aby zająć część obwodu dniepropetrowskiego. W nocy 20 kwietnia siły agresora ostrzelały przy użyciu wyrzutni rakietowych Smiercz okolice Mikołajowa.

Trwa oblężenie zakładów Azowstal w Mariupolu. Żołnierze 36. Brygady Piechoty Morskiej i pułku Azow Gwardii Narodowej dokonali wypadu do miejscowego portu, skąd – po odepchnięciu oddziałów wroga – wyprowadzili ok. 500 funkcjonariuszy służby granicznej i policji. Aktywność obrońców i kolejne straty najeźdźców spotkały się z reakcją Władimira Putina, który 21 kwietnia zabronił wojskom szturmu na Azowstal i nakazał utrzymanie całkowitej blokady zakładów. Z kolei minister obrony FR Siergiej Szojgu zameldował, że Rosjanie „wyzwolili Mariupol”. Dodał, że przewiduje, iż ukraińska obrona wyczerpie swoje siły w ciągu trzech–czterech dni.

Według danych pozyskanych przez Sztab Generalny Ukrainy do kraju przerzucono z terytorium Rosji jednostki 90. Dywizji Pancernej z 41. Armii Ogólnowojskowej oraz 232. Brygady Artylerii Rakietowej Centralnego Okręgu Wojskowego. Batalionowa grupa taktyczna ze 150. Dywizji Piechoty Zmechanizowanej utraciła zdolność bojową i została wycofana. Nie widać oznak przygotowania do udziału w agresji sił rosyjskich stacjonujących w Naddniestrzu. Jednocześnie Kijów wskazuje, że wysoce prawdopodobne jest wykorzystanie tego terytorium do działalności dywersyjnej.

Rzecznik Kremla zakomunikował, że stronie ukraińskiej przekazano projekt porozumienia pokojowego „z konkretnymi sformułowaniami”. Przy tej okazji zarzucił władzom w Kijowie nieustanne zmienianie stanowiska, co ma mieć „bardzo negatywne skutki” dla przebiegu procesu pokojowego. Prezydent Wołodymyr Zełenski zdementował doniesienia, że Ukraina otrzymała projekt porozumienia, i ogłosił, że Kijów jest gotów do każdego formatu wymiany obrońców i cywilów zablokowanych w Mariupolu na rosyjskich jeńców i rannych. Przyznał też, że nie wiadomo, czy miasto uda się odblokować. Zaznaczył przy tym, że można to osiągnąć jedynie przy pomocy wojskowej Zachodu lub środkami dyplomatycznymi.

Doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak przekazał, że opracowano strategię wojskowej deokupacji wszystkich miejscowości na południu kraju, i podkreślił, że ponad 90% mieszkańców tych terytoriów prezentuje jednoznacznie proukraińską postawę, co wyklucza zamrożenie konfliktu czy stworzenie tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej. Zaznaczył również, że obywatele aktywnie sprzeciwiają się próbom organizowania „pseudoreferendów”. O takich planach poinformował szef chersońskiej obwodowej administracji wojskowej. Rosjanie mają je przeprowadzić na początku maja, próbują też powołać nowego „szefa” obwodu chersońskiego, lecz na razie nie mają kandydata. Hennadij Łahuta ogłosił, że nauczycieli na okupowanym obszarze zmusza się do prowadzenia lekcji w języku rosyjskim według rosyjskich podręczników, ale ci nadal uczą dzieci zdalnie zgodnie z programem ukraińskim. Z kolei Dowództwo Operacyjne „Południe” Sił Zbrojnych Ukrainy oznajmiło, że referendum może się odbyć 27 kwietnia. Drukowane mają być biuletyny i ulotki agitacyjne dla miejscowej ludności. Wyniki plebiscytu, oprócz „zalegalizowania” rosyjskiej okupacji na tych terenach, mają również legitymizować przeprowadzenie mobilizacji wśród mieszkańców obwodu. Utworzone w ten sposób jednostki mają wejść w bój z armią ukraińską pod kontrolą jednostek zaporowych, uniemożliwiających dezercję przymusowo zmobilizowanych.

Moskwa odrzuciła propozycję sekretarza generalnego ONZ António Guterresa dotyczącą wprowadzenia na Ukrainie czterodniowej „wielkanocnej przerwy humanitarnej”. Przedstawiciel Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ stwierdził, że wezwania do pokoju i zawieszenia broni są nieszczere i podyktowane chęcią „dania wytchnienia kijowskim nacjonalistom i radykałom”.

Według doniesień Ministerstwa Obrony FR na rosyjskie terytorium wjechało z Ukrainy oraz tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych ponad 894 tys. osób, w tym blisko 164 tys. dzieci. W Rosji ma działać 9,5 tys. tymczasowych ośrodków zakwaterowania dla uchodźców z Ukrainy.

Państwowa Służba ds. Łączności Specjalnej i Ochrony Informacji Ukrainy ogłosiła, że w porównaniu z ubiegłym rokiem liczba cyberataków potroiła się, lecz ich efektywność spadła. Najczęściej atakowane są zasoby władz publicznych, mediów, sektora energetycznego i logistycznego, obserwuje się też nasilenie działań mających na celu zbieranie informacji o obywatelach w sieci. Z kolei jednostki Gwardii Narodowej zatrzymały od początku inwazji 1733 podejrzane osoby, w tym 170 pracujących dla Rosji dywersantów, których oddano w ręce Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Litwa przekazała Ukrainie przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe, broń przeciwpancerną, granaty, amunicję i karabiny maszynowe. Łączna wartość pomocy sięga kilkudziesięciu milionów euro. W ubiegłym tygodniu Wilno dostarczyło także sprzęt telekomunikacyjny w celu przywrócenia łączności na terenach ogarniętych walkami. Rozpoczęto również szkolenie pierwszej grupy ukraińskich wojskowych w posługiwaniu się bronią przeciwpancerną. O pilne dostawy dla Ukrainy broni ciężkiej zaapelowali do parlamentów UE, NATO i innych państw demokratycznych przewodniczący senatów Czech i Polski, którzy 14 kwietnia odwiedzili wyzwolone miejscowości na Kijowszczyźnie: Irpień, Buczę i Borodziankę.

Wicepremier i minister ds. terytoriów okupowanych Iryna Wereszczuk przekazała, że dziś rano udało się częściowo zorganizować wyjazd ludności cywilnej z oblężonego Mariupola. Przygotowanie ewakuacji na większą skalę wciąż utrudnia postawa wojsk okupacyjnych. Jednocześnie trwa ewakuacja mieszkańców obwodu ługańskiego, gdzie dochodzi do nasilenia walk.

Międzynarodowa grupa ekspertów pod kierownictwem szefa Biura Prezydenta Andrija Jermaka i byłego ambasadora USA w Moskwie Michaela McFaula opublikowała plan działań w sprawie poszerzenia sankcji przeciw Rosji. Raport zawiera rekomendacje dla państw zachodnich w zakresie restrykcji gospodarczych i politycznych wobec Rosji i Białorusi mających na celu zmuszenie ich do zaprzestania działań wojennych na Ukrainie. Autorzy planu proponują uznanie obu krajów za państwa sponsorujące terroryzm, zaś Siły Zbrojne FR – za organizację terrorystyczną. Ponadto eksperci postulują m.in. wprowadzenie pełnego embarga na import rosyjskich surowców energetycznych.

Podczas wizyty w Kijowie przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel zapewnił, że Bruksela wciąż będzie wywierać presję na Rosję, aby ta jak najszybciej zakończyła agresję, i w tym celu przygotowuje szósty pakiet sankcji. Jednocześnie zadeklarował on dalsze wsparcie dla ukraińskiej armii, potwierdzając udzielenie 1,5 mld euro pomocy na zakup uzbrojenia. Michel zapowiedział również zorganizowanie 5 maja konferencji inicjującej powołanie Funduszu Solidarnościowego dla Ukrainy z udziałem unijnych krajów członkowskich i międzynarodowych instytucji finansowych. Poinformował także, że Komisja Europejska wyda w czerwcu opinię na temat możliwości nadania Ukrainie statusu kandydata na członka UE.

Ministrowie finansów państw G7 zapowiedzieli przekazanie Ukrainie w 2022 r. dodatkowej pomocy finansowej na sumę 24 mld dolarów oraz możliwość zwiększenia tej kwoty w razie potrzeby. Ukraińska delegacja z premierem Denysem Szmyhalem udała się do Waszyngtonu na spotkania z przedstawicielami Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i administracji USA w celu omówienia wsparcia. Dotychczasowa bezzwrotna pomoc w postaci grantów stanowi 10% całego zagranicznego wsparcia finansowego, zaś pozostałe 90% to kredyty (znaczną większość z nich udzielono na okres do 15 lat, a ich oprocentowanie wynosi 1%).

W codziennym komunikacie Straż Graniczna RP poinformowała o odprawieniu 20 kwietnia 22,3 tys. przybywających z Ukrainy, co oznacza spadek o 11% względem dnia poprzedniego. Tyle samo osób przekroczyło wczoraj granicę w przeciwnym kierunku. W sumie od 24 lutego do Polski przybyło z Ukrainy 2,88 mln ludzi, a w przeciwną stronę udało się 779 tys.

Komentarz

Siły rosyjskie ponawiają próby przełamania obrony ukraińskiej na południu i wschodzie. Szybki postęp utrudniają im punkty oporu na obszarze częściowo zajętych miejscowości. Nadal nie zamknięto „kotła donbaskiego”, prowadzone są działania w kierunku Krzywego Rogu i Mikołajowa. Taktyka agresora nie zmienia się – kontynuowane są ataki rakietowe i lotnicze mające osłabić obronę oraz zniszczyć obiekty infrastruktury. Według strony ukraińskiej Rosjanie przerzucają kolejne jednostki, by osiągnąć znaczną przewagę liczebną. Walki w Donbasie będą coraz intensywniejsze, również z tego względu, że w wymiarze politycznym Kreml potrzebuje ogłoszenia choćby częściowego zwycięstwa. Ograniczenie celów operacji wojskowej do opanowania obwodów ługańskiego i donieckiego oraz prawdopodobnego powołania tzw. republik ludowych w Chersoniu czy obwodzie zaporoskim świadczy o tym, że w najbliższym czasie najeźdźcy nie rozwiną ofensywy na innych kierunkach.

Polecenie Putina, aby siły rosyjskie zrezygnowały ze szturmu na zakład Azowstal, główny punkt obrony ukraińskiej w Mariupolu, i zastosowały taktykę „wzięcia głodem”, sygnalizuje, że straty, jakie poniesiono podczas walk, są znaczne. Nie jest również wykluczone, że celem Rosji jest pojmanie znacznej części obrońców jako jeńców i zorganizowanie ich procesu pokazowego. Chcąc nadać pozytywny wymiar długotrwałej i niezakończonej operacji militarnej, minister obrony FR Szojgu zameldował o „wyzwoleniu” Mariupola i przystąpieniu do „organizowania” miejscowych władz. Jego oświadczenie pokazuje, jaką trudność dla Kremla stanowi zbudowanie przekazu o pokonaniu Ukrainy. Brak znaczącego powodzenia na innych kierunkach ofensywy spowodował, że zniszczony („wyzwolony”) przez Rosjan Mariupol ma się stać symbolem ich zwycięstwa.

Ewakuacja oblężonych w Mariupolu żołnierzy staje się coraz bardziej palącym problemem dla władz w Kijowie. Dramatyczne apele dowódców oddziałów cieszących się niekwestionowanym uznaniem wśród społeczeństwa wywierają rosnącą presję na kierownictwo polityczne o podjęcie natychmiastowych i skutecznych działań w tej sprawie. Coraz bardziej prawdopodobny upadek miasta i możliwa fizyczna likwidacja obrońców mogą stać się poważnymi rysami na wizerunku ukraińskich władz i dowództwa wojskowego.

osw.waw.pl

środa, 20 kwietnia 2022


Rozpoczęta 18 kwietnia ofensywa napotyka opór sił ukraińskich, uniemożliwiający szybki postęp wojsk rosyjskich. Głównym celem agresora jest ustanowienie kontroli nad całością obwodów donieckiego i ługańskiego oraz utrzymanie i ewentualnie poszerzenie korytarza lądowego łączącego Rosję z Krymem. Siły najeźdźcze nie podejmują natomiast ataku lądowego na Charków, choć częściowo blokują drogi dojazdowe do miasta i kontynuują jego ostrzał. Moskwa zamierza opanować szlak komunikacyjny wiodący z Rosji przez Izium w kierunku zachodnio-południowym, co ma w razie powodzenia ułatwić otoczenie obrońców w rejonie Słowiańska i Kramatorska. W Donbasie ostrzeliwane są wysunięte pozycje ukraińskie blokujące postęp nieprzyjaciela od strony Doniecka na północny zachód. Kontynuując działania lądowe, agresor wyszukuje słabe punkty w obronie ukraińskiej i dąży do jej przełamania. Intensywne walki trwają w okolicach Kreminnej i Torśkego na północny zachód od Siewierodoniecka. Najeźdźcy przegrupowują się do dalszej ofensywy w kierunku miejscowości Łyman (ok. 30 km od Słowiańska). W ciągu doby na terenie obwodów donieckiego i ługańskiego Siły Zbrojne Ukrainy odparły dziesięć ataków. Rosyjskie próby osiągnięcia szybkich postępów na wschodzie kraju zakończyły się niepowodzeniem.

W ciągu ostatniej doby siły agresora kontynuowały ostrzał kombinatu Azowstal w Mariupolu, będącego głównym punktem oporu obrońców miasta. Intensywność działań wskazuje, że zniszczenie tego punktu oporu bądź doprowadzenie do jego kapitulacji ma dla Rosjan znaczenie symboliczne.

W pobliżu miejscowości Połohy, położonej ok. 100 km na południe od Zaporoża, trwały intensywne walki. Wojska ukraińskie powstrzymały atak, którego celem było otwarcie drogi na północ, zablokowanie Zaporoża i wyjście w kierunku Dniepru.

W obwodach chersońskim i mikołajowskim nie odnotowano działań ofensywnych w kierunku zachodnim, ale trwał ostrzał pozycji ukraińskich. Według Sztabu Generalnego należy oczekiwać, że agresor podejmie próbę uderzenia, by wyprzeć obrońców z granic administracyjnych obwodu chersońskiego. Kontynuowane są ostrzały rakietowe obiektów cywilnych w Mikołajowie. Na Morzu Czarnym znajdują się cztery rosyjskie jednostki uzbrojone w rakiety Kalibr, przygotowane do ostrzału terytorium Ukrainy.

Mimo że najeźdźcy zaniechali prowadzenia działań lądowych na północ od Kijowa, istnieje stałe zagrożenie atakami rakietowymi i lotniczymi z Białorusi, gdzie siły rosyjskie nadal wykorzystują lotniska i inne obiekty wojskowe. Jednostki białoruskie zajmujące pozycje w obwodach brzeskim i homelskim osłaniają granicę z Ukrainą. Utrzymywanie wojsk na Białorusi i w obwodach Rosji graniczących z Ukrainą ma na celu wiązanie sił przeciwnika i uniemożliwienie ich przerzutu w rejon toczących się walk.

Z powodu ciężkich strat najeźdźcy wycofali z obwodu charkowskiego batalionową grupę taktyczną 237. pułku czołgów 3. dywizji strzelców zmotoryzowanych 20. Armii Zachodniego Okręgu Wojskowego. Jednocześnie rozlokowują w tym ukraińskim regionie dodatkowe dywizjony rakietowych zestawów przeciwlotniczych Tor, a dywizjony rakiet przeciwlotniczych S-400 i S-300 dostarczono do przygranicznego obwodu biełgorodzkiego.

Według ukraińskiego wywiadu wojskowego siły wroga wciąż borykają się z problemami związanymi z uzupełnianiem strat w ludziach. W celu przyspieszenia ukompletowania jednostek dowództwo rosyjskie oferuje zawieranie krótkoterminowych kontraktów na okres od trzech miesięcy, złagodzono także rygory związane z przejściem testu psychofizycznego. Przedsięwzięte kroki nie zwiększyły jednak zainteresowania podjęciem służby na Ukrainie. Przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow pozyskuje ochotników do walki na Ukrainie, obiecując im jednorazową wypłatę 300 tys. rubli (3,7 tys. dolarów). Wymagania stawiane kandydatom są minimalne – muszą to być zdrowi mężczyźni poniżej 50. roku życia, niekoniecznie z doświadczeniem bojowym. Nie przewiduje się również kontraktów. Chętni mają być pozyskiwani za pośrednictwem centrum rekrutacji w Groznym, a po 10-dniowej odprawie – wysyłani na Ukrainę.

Niezależne rosyjskie media ujawniły łącznie sześć nazwisk członków załogi zniszczonego krążownika „Moskwa”, którzy stracili życie – o zaginięciu niektórych z nich informowały w sieciach społecznościowych ich rodziny. Ministerstwo Obrony FR nie uznaje strat i utrzymuje, że uratowano całą załogę okrętu.

We wsi Roziwka w obwodzie zaporoskim uzbrojeni okupanci pod pretekstem omawiania kwestii świadczeń socjalnych zgromadzili w domu kultury część ludności (osoby starsze i uchodźców z Mariupola) i wymusili „głosowanie” w sprawie tymczasowego przyłączenia miejscowości i całego rejonu do tzw. Donieckiej Republiki Ludowej (DRL). Prezydent Wołodymyr Zełenski po raz kolejny zaapelował do mieszkańców okupowanych terytoriów o niepodejmowanie kooperacji z najeźdźcami. Wskazał zarazem, że Rosjanie próbują eksponować rzekome przejawy gotowości miejscowej ludności do współpracy, mimo że po 55 dniach wojny udało im się przeciągnąć na swoją stronę jedynie niewielką grupę osób.

Rzecznik Pentagonu zakomunikował, że kilka państw zachodnich dostarczyło Ukrainie platformy i części zamienne do samolotów, a Kijów dysponuje obecnie większą liczbą sprawnych myśliwców o stałym skrzydle. Według analogicznego schematu obrońcy mieli otrzymać czołgi i części zamienne do nich. Rzecznik ogłosił również, że Rosja zamierza atakować szlaki, którymi transportuje się broń dla Sił Zbrojnych Ukrainy, oraz niszczyć mosty i trasy dostaw. Zapewnił też, że agresor nie osiągnie swych celów ze względu na dużą intensywność pomocy wojskowej. Pentagon ocenia, że obrońcy skutecznie wykorzystują wysłaną im broń i z sukcesem wprowadzili zdecentralizowany system dowodzenia i kontroli.

Prezydent Joe Biden potwierdził 19 kwietnia, że USA planują przekazać Ukrainie kolejny pakiet pomocy wojskowej (w tym zasoby artyleryjskie). Transza o wartości 800 mln dolarów może zostać zatwierdzona w ciągu najbliższych 36 godzin. Dodatkowe wsparcie wojskowe mają przekazać także Finlandia (brak szczegółów), Wielka Brytania (uzbrojenie artyleryjskie), Holandia (pojazdy opancerzone), Kanada (ciężka artyleria) i Norwegia (systemy rakiet przeciwlotniczych Mistral). Prezydent Zełenski zaznaczył po raz kolejny, że dotychczasowa pomoc w tym obszarze jest niewystarczająca, i podkreślił, że gdyby Zachód wcześniej udostępnił obrońcom broń, to wojna już by się zakończyła.

19 kwietnia przywódcy Stanów Zjednoczonych, Włoch, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Kanady, Japonii, Polski, Rumunii oraz UE i NATO dyskutowali o zapewnieniu Ukrainie bezpieczeństwa w sytuacji, gdy nie jest ona objęta gwarancjami, jakie przewiduje art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Rzecznik prezydenta Francji poinformował, że gwarancje te mogą raczej przypominać klauzulę obronną obowiązującą aktualnie w Unii Europejskiej niż mechanizm analogiczny do artykułu 5.

Między 17 a 19 kwietnia nie funkcjonował żaden korytarz humanitarny, gdyż wojska rosyjskie nie wyraziły zgody na otwarcie któregokolwiek z nich. Na 20 kwietnia zaplanowano jeden – z Mariupola w kierunku Berdiańska i Zaporoża dla kobiet, dzieci i osób starszych. Koleje Ukraińskie uruchomiły cztery pociągi ewakuacyjne (z Odessy, Charkowa, Pokrowska i Zaporoża) do miast w zachodniej części kraju.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy w nowej prognozie przewiduje, że PKB Ukrainy w 2022 r. spadnie o 35%. Zaznaczono przy tym, że nawet jeśli wojna zakończy się w najbliższym czasie, to zniszczenia infrastruktury, straty ludzkie oraz duża liczba uchodźców będą przeszkodami w rozwoju gospodarczym w kolejnych latach. Ukraiński fundusz inwestycyjny Dragon Capital ocenił, że w marcu PKB spadł o 45%, a w przypadku zawieszenia broni w najbliższych miesiącach gospodarka skurczy się w skali całego roku o 25%. Z badania przeprowadzonego przez Amerykańską Izbę Handlową w Kijowie wśród jej członków wynika, że po 50 dniach wojny 41% przedsiębiorstw funkcjonuje normalnie, a kolejne 50% działa w ograniczonym zakresie.

Według informacji Straży Granicznej RP od początku agresji z Ukrainy do Polski wyjechało 2,86 mln osób, a 19 kwietnia – 25 tys. (wzrost o 25% względem dnia poprzedniego). Granicę w przeciwnym kierunku przekroczyło zaś wczoraj 18,8 tys. ludzi, a od 24 lutego – 756 tys.

Komentarz

Trzeci dzień rosyjskiej ofensywy nie przyniósł spektakularnego sukcesu. Działania agresora wskazują, że dąży on do zamknięcia Donbasu od północy i następnie kontynuowania walk z otoczonymi jednostkami ukraińskimi. Jak dotąd, ze względu na opór sił obrońców, Rosjanie nie osiągnęli tego celu. Walki na kierunku Zaporoża świadczą, że zamierzają oni zablokować to miasto i – w razie powodzenia – opanować szlaki komunikacyjne w kierunku Dniepru.

Upadek Mariupola pozwoliłby najeźdźcy na ogłoszenie „zwycięstwa” w postaci utrzymania połączenia komunikacyjnego między okupowanym Krymem a Rosją. Dowódca broniącej się w Mariupolu 36. Brygady Piechoty Morskiej Sił Zbrojnych Ukrainy przyznał, że sytuacja jest tragiczna, i zaapelował do społeczności międzynarodowej, aby podjęła kroki na rzecz uratowania ponad 500 cywilów i rannych przebywających w kombinacie Azowstal. Beznadziejne położenie, w jakim znaleźli się obrońcy tego zakładu, wskazuje, że agresor nie zamierza przerwać oblężenia ze względów humanitarnych. Ewakuację rannych i cywilów uzależnia od ogłoszenia kapitulacji. Pokonanie obrońców ma być dla propagandy rosyjskiej „aktem zwycięstwa nad nacjonalizmem ukraińskim”. Jest prawdopodobne, że w przypadku zdobycia Mariupola najeźdźcy będą chcieli zorganizować proces pokazowy członków pułku Azow i zagranicznych ochotników.

W związku z niepowodzeniami w pozyskiwaniu kolaborantów wśród mieszkańców terytoriów okupowanych siły rosyjskie próbują wymuszać współpracę represjami i podstępem. Nieskuteczność podejmowanych działań operacyjnych może potwierdzać informacja o aresztowaniu tzw. szefa resortu spraw wewnętrznych tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL) – zdarzenie to ukraiński wywiad uznaje za początek czystek w samozwańczych republikach.

Propagandowe włączenie rejonu Roziwki w obwodzie zaporoskim do tzw. DRL stanowi zapewne pierwszy krok do utworzenia tzw. Zaporoskiej Republiki Ludowej. Coraz więcej doniesień wskazuje, że na okupowanym południu Ukrainy siły rosyjskie przygotowują „referenda” dotyczące utworzenia tzw. republik ludowych. Należy się spodziewać, że cel Kremla to włączenie w skład Federacji Rosyjskiej nie tylko tzw. DRL i ŁRL, lecz docelowo także kolejnych pseudoseparatystycznych regionów ukraińskich.

osw.waw.pl

Były prezydent Rosji powiedział, że nie uznaje żołnierzy legionu cudzoziemskiego za "prawdziwych ochotników". "Dla nas najemnicy nie są ochotnikami. Nie są legalnymi bojownikami, nie podlegają konwencjom genewskim" - napisał na Telegramie Miedwiediew. Wśród obcokrajowców walczących po stronie Ukrainy są także Polacy.

"Prawdziwymi ochotnikami są dla nas francuski pułk 'Normandia-Niemen', 1. i 2. armia Wojska Polskiego, biorące razem z nami udział w operacji berlińskiej w 1945 r., 1. Czechosłowacki Korpus Armijny, walczący ramię w ramię z Armią Czerwoną podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Zawsze będziemy pamiętać o ich bezinteresownej pomocy" - stwierdził dalej Dmitrij Miedwiediew.

"Dlatego zagraniczni najemnicy w Ukrainie, którzy nie poddadzą się naszym żołnierzom wraz ze swoimi banderowskimi mentorami, zostaną w pierwszej kolejności poddani denazyfikacji. Będą musieli wziąć pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Oczywiście, jeśli przeżyją" - zagroził były prezydent Rosji. 

Miedwiediew pisze dalej, że żołnierze legionu rzekomo chcą się wzbogacić na wojnie w Ukrainie, a niektórzy mają "pragnąć krwi i emocji". Polityk nazwał żołnierzy wspierających ukraińską armię "zawodowymi mordercami ze złamaną psychiką". Słowa Dmitrija Miedwiediewa mają podsycić antyukraińskie nastroje w Rosji. Wypowiedzi byłego prezydenta Rosji są zgodne, a czasem nawet ostrzejsze od oficjalnej propagandy Kremla. 

gazeta.pl

Republika Czeska nie kryje się z wysyłaniem ciężkiego sprzętu, by wspomóc Ukrainę, oficjalnie potwierdzając przekazanie czołgów i bojowych wozów piechoty. Przed paroma dniami pojawiały się filmy ukazujące przewożone pociągami wieloprowadnicowe zestawy artylerii rakietowej RM-70. Ma to być kolejny już przekazany przez naszych południowych sąsiadów sprzęt. Obecnie nie posiadają oni maszyn tego typu w linii, co oznacza, że pochodzą one z rezerw sprzętowych ich armii. Jak donosił Defence Express w przedwojennej publikacji w styczniu 2022 roku, czeskie Ministerstwo Obrony już opracowało i jest gotowe do sprzedaży najnowszej wersji RM-70 Vampire, wyposażonej w zaawansowany system kierowania ogniem. Byłoby to kolejne znaczące wzmocnienie sił ukraińskich, zważywszy jak bardzo ważna jest w tym konflikcie rola artylerii, . Najpewniej byłyby to także pojazdy pochodzące z rezerwy, rozkonserwowane i poddane modernizacji.

RM-70 to wieloprowadnicowa wyrzutnia rakiet kalibru 122mm, będaca ulepszoną wersją radzieckiego systemu BM-21 Grad. Została oparta o podwozie samochodu ciężarowego Tatra 813. Dzięki nowemu podwoziu zwiększyła się ładowność pojazdu, dzięki czemu możliwe stało się przewożenie dodatkowych 40 rakiet. Zasięg ich rażenia (20km) nie uległ zmianie względem radzieckiego odpowiednika.

defence24.pl

wtorek, 19 kwietnia 2022


18 kwietnia władze i najwyższe dowództwo Sił Zbrojnych Ukrainy podały, że w godzinach porannych na wschodzie kraju rozpoczęła się rosyjska ofensywa, którą prezydent Wołodymyr Zełenski określił mianem bitwy o Donbas. Walki toczą się głównie na kierunkach słobodzkim i donieckim, agresor prowadzi też uderzenia rakietowo-powietrzne na cele wojskowe i cywilne na innych obszarach państwa. Aktywność wrogiego lotnictwa miała się zwiększyć półtora raza. Najeźdźcy w dalszym ciągu mają wprowadzać z przygranicznych rejonów Rosji nowe jednostki bojowe i pododdziały zabezpieczenia oraz rozwijać centra logistyczne i polowe bazy remontowe. W obwodzie rostowskim i na Krymie formowane są nowe pododdziały, przeznaczone do wsparcia jednostek drugorzutowych oraz ochrony obiektów administracyjnych i infrastruktury krytycznej na okupowanych terytoriach. Mają one osiągnąć gotowość około 24 kwietnia.

W dniach bezpośrednio poprzedzających informację o wznowieniu ofensywy Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy powiadomił o problemach agresora z zabezpieczeniem (zaznaczał jednak, że udało mu się zgromadzić dużą ilość amunicji) oraz uzupełnieniem strat ludzkich. We Flocie Czarnomorskiej 126. Brygada Obrony Wybrzeża (zmechanizowana) 22. Korpusu Armijnego (KA) miała utracić do 75% personelu, a 810. Brygada Piechoty Morskiej (BPM) – odnotować w swoich szeregach 158 zabitych, blisko 500 rannych i 70 zaginionych. „Znacząca część” żołnierzy obu jednostek miała odmówić dalszego udziału w walkach. Ze względu na działania na Ukrainie przeniesiona miała zostać rotacja kontyngentu 68. KA Wschodniego Okręgu Wojskowego (OW) w Syrii. Rezerwiści w Centralnym OW mają być namawiani do podpisywania kontraktów krótkoterminowych (od 3 do 12 miesięcy). Rosjanie kontynuują przymusową mobilizację na terenach okupowanych, rozpoczętą 1 kwietnia w zajętym Iziumie. Wśród żołnierzy ma rosnąć niezadowolenie wywołane brakiem rotacji, awaryjnością wyposażenia oraz złą jakością paliwa i żywności.

Według Departamentu Obrony USA do 18 kwietnia armia rosyjska zgromadziła na Ukrainie 76 batalionowych grup taktycznych (BGT), a ich liczba w ciągu ostatnich pięciu dni miała wzrosnąć o 11. W rejonach przygranicznych mają być rozmieszczone jeszcze 22 BGT. W okolicach Mariupola ma operować „blisko tuzin” BGT, które po opanowaniu miasta mają wzmocnić działania na innych kierunkach. Agresor ma także zachowywać potencjał do przeprowadzenia morskiej operacji desantowej, jednakże Pentagon nie widzi oznak przygotowywania się do niej. Z kolei według Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy do 18 kwietnia wróg wprowadził na jej terytorium 87 BGT, a do operacji desantowej mają być przygotowywane 810. BPM Floty Czarnomorskiej i 155. BPM Floty Oceanu Spokojnego.

Najeźdźcy kontynuują działania ofensywne na pograniczu obwodów charkowskiego i donieckiego, rozwijając zgrupowanie uderzeniowe na tzw. kierunku iziumskim. 18 kwietnia mieli atakować pozycje ukraińskie w Zawodach – 15 km na zachód od Iziumu – oraz na linii Dmytriwka–Dibrowne – 15 km na północny wschód od miasta Barwinkowe (łącznie agresor miał przeprowadzić cztery natarcia). 17 kwietnia obrońcy odparli pięć wrogich ataków. Do 16 kwietnia Rosjanie mieli rozwinąć pozycje do uderzenia na linii Andrijiwka–Mała Komyszuwacha–Brażkiwka–Sułyhiwka–Sucha Kamjanka i wyprowadzić jedno wrogie natarcie na Dowheńke. Z kolei z Borowej (30 km na północny wschód od Iziumu) wprowadzili siły do północno-wschodniej części obwodu donieckiego, w czym mieli im pomagać lokalni kolaboranci. Trwa częściowa blokada Charkowa (siłami 6. AO Zachodniego OW oraz 11. KA Floty Bałtyckiej i 14. KA Floty Północnej), który jest nieprzerwanie i coraz intensywniej ostrzeliwany (mer wezwał mieszkańców do ewakuacji). 17 kwietnia szef obwodowej administracji wojskowo-cywilnej poinformował o częściowym odzyskaniu przez armię ukraińską kontroli nad Kutuziwką (na wschodnich obrzeżach Charkowa) oraz leżącymi na wschód od Czuhujewa miejscowościami Bazalijiwka i Łebiaże. Ponadto w obwodzie charkowskim ostrzeliwana jest Łozowa (tam i w Barwinkowem odbywa się ewakuacja).

W Donbasie walki prowadzone są na całej linii styczności wojsk. 18 kwietnia obrońcy mieli odeprzeć siedem wrogich ataków. Po trzydniowym szturmie agresor przejął kontrolę nad Kreminną (na północny zachód od Siewierodoniecka), ale starcia mają się nadal toczyć na jej obrzeżach (według części źródeł żołnierze ukraińscy bronią się jeszcze w centrum miasta). Oprócz tego w obwodzie ługańskim boje uliczne trwają w centralnych częściach Popasnej i Rubiżnego oraz w miejscowości Nowotoszkiwśke. Jednostki rosyjskie miały też zacieśnić pozycje wokół Siewierodoniecka, a stanowiska ukraińskie (również w Lisiczańsku i Zołotem) znajdują się pod ciągłym ostrzałem – atakowane miasta miały zostać zniszczone przeciętnie w 70%. Szef ługańskiej obwodowej administracji wojskowo-cywilnej wzywa ludność z obszarów, których jeszcze nie zablokowano, do niezwłocznej ewakuacji. W obwodzie donieckim trwają walki o Łyman, 15 km na północny wschód od Słowiańska. Atakowane i ostrzeliwane są pozycje ukraińskie w rejonie Gorłówki (Nju-Jork i Torećk) oraz na zachód i północ od Doniecka (Marjinka i Wuhłedar oraz Awdijiwka i Oczeretyne), agresor ma też rozwijać natarcie na Kurachowe (15 km na zachód do Marjinki). Uderzenia rakietowe zniszczyły infrastrukturę w Kramatorsku. Obrońcy Mariupola przebywają na terenie ostrzeliwanego i bombardowanego kombinatu Azowstal, skąd apelują o umożliwienie ewakuacji ok. 1 tys. cywilów, a także wywiezienia rannych i poległych. Z kolei agresor ma przeprowadzać rotację nacierających jednostek. 17 kwietnia obrońcy Donbasu mieli odeprzeć łącznie dwanaście, a 16 kwietnia – dziesięć wrogich ataków.

Siły rosyjskie zintensyfikowały działania na kierunku Zaporoża. Ostrzeliwano i atakowano pozycje ukraińskie wzdłuż całej linii styczności wojsk – od miasta Kamieńskie nad Dnieprem, poprzez węzły drogowe Orichiw i Hulajpołe (mają się tam toczyć szczególnie ciężkie walki) po graniczące z obwodem donieckim Pryjutne. Ostrzeliwane były także ostatnie pozycje obrońców w rejonie wołnowaskim obwodu donieckiego (pomiędzy kontrolowanymi przez najeźdźców miejscowościami Staromłyniwka i Wełyka Nowosiłka). Wojska agresora działające z obwodu chersońskiego miały zintensyfikować ostrzał pozycji ukraińskich w obwodach mikołajowskim (na lewym brzegu ujścia Bohu, od m. Łymany na południe od Mikołajowa do stolicy obwodu; z artylerii rakietowej ostrzeliwano też Oczaków) oraz na pograniczu obwodów chersońskiego i dniepropetrowskiego, głównie w okolicach Krzywego Rogu (m.in. Zełenodolśk, w którym znajduje się zaopatrująca miasto elektrociepłownia). Wciąż mają trwać starcia o Ołeksandriwkę w obwodzie chersońskim, przy granicy z obwodem mikołajowskim. Z rejonów graniczących z Ukrainą od północy (w tym z Białorusi) najeźdźca ma prowadzić rozpoznanie radioelektroniczne, utrzymuje się także zagrożenie uderzeniami rakietowo-powietrznymi, ostrzałem artyleryjskim i aktywnością grup dywersyjno-rozpoznawczych. Siły rosyjskie mają również kontynuować działania rozpoznawcze w rejonie Odessy. Na Morzu Czarnym, w odległości ok. 200 km od miasta, ma operować zgrupowanie wrogich okrętów.

Trwają ataki rakietowe na całe terytorium Ukrainy, w pierwszej kolejności na węzły kolejowe i magazyny uzbrojenia. 18 kwietnia do szczególnie niszczącego zdarzenia miało dojść we Lwowie, gdzie celem były oba typy obiektów. Po raz kolejny w ostatnich tygodniach infrastrukturę kolejową zaatakowano w obwodzie dniepropetrowskim (Pawłohrad i Synelnykowe). Rakiety uderzyły także w rejonie Wasylkowa w obwodzie kijowskim. 17 kwietnia celem były m.in. Browary, a 16 kwietnia – Mikołajów i okolice Połtawy.

Prezydent Zełenski stwierdził, że w przypadku zdławienia przez wojska rosyjskie oporu w Mariupolu położy kres wszelkim negocjacjom z Moskwą. Sytuacja w mieście jest niezwykle trudna, agresor odmawia ewakuacji rannych oraz kobiet i dzieci, nie dopuszcza również transportów żywności, wody czy leków. Według Zełenskiego wróg będzie podejmować próby oderwania obwodów chersońskiego i zaporoskiego, utworzenia na ich obszarze tzw. republik ludowych, podporządkowanych rosyjskiej administracji, i wprowadzenia ich do strefy rublowej. Wezwał też Zachód do objęcia sankcjami całego systemu bankowego i finansowego FR.

Tuż przed rozpoczęciem rosyjskiej ofensywy na wschodzie Ukrainy przewodniczący Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin oświadczył, że prezydent Zełenski powinien wycofać wojska ze wschodu, a także zgodzić się na „denazyfikację” i „demilitaryzację”, odrzucenie współpracy z NATO i uznanie Krymu za część Rosji.

Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyryło Budanow stwierdził, że wśród wyższej kadry dowódczej sił rosyjskich nie ma zgodności co do sposobu prowadzenia operacji wojskowej. Narastają wśród nich obawy, że w przypadku kolejnych niepowodzeń na polu walki spotkają ich represje. Ukraiński wywiad dysponuje danymi, że wrogowi kończą się zapasy precyzyjnego uzbrojenia rakietowego, a ze względu na sankcje nałożone na Rosję jego produkcja jest utrudniona. Wśród rosyjskich wojskowych ma rosnąć liczba odmów podpisania kontraktu na udział w „operacji specjalnej”. Ukraiński wywiad zdobył informacje świadczące o tym, że wśród żołnierzy w 150. Dywizji Piechoty Zmechanizowanej 8. Armii Południowego OW nie zgodziło się na jego zawarcie od 60 do 70% składu kadrowego. Żołnierze, którzy odmówili wyjazdu na Ukrainę, poddawani są presji ze strony pionu polityczno-wychowawczego i oficerów kontrwywiadu wojskowego FSB. Specyficzną metodą perswazji jest oferta gratyfikacji w wysokości 3 mln rubli w przypadku odniesienia obrażeń na polu walki. W razie wielokrotnej odmowy do akt osobowych wpisuje się adnotację „odmówił udziału w specjalnej operacji wojskowej na terytorium Ukrainy oraz Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych” oraz grozi się, że taka decyzja żołnierza wpłynie negatywnie na los jego rodziny.

W obwodzie charkowskim najeźdźcy we współpracy z lokalnymi kolaborantami zorganizowali deportację ponad 50 mieszkańców Iziumu. Ci ostatni odmawiali dobrowolnego wyjazdu do Rosji – nie wierzyli bowiem rozpowszechnianym informacjom o kapitulacji Charkowa i Kijowa – i dopiero pod przymusem opuścili miasto. W okupowanym i zniszczonym Mariupolu okupanci wprowadzili nakaz posiadania specjalnych przepustek umożliwiających poruszanie się po nim. Bez odpowiedniego dokumentu nie będzie można nie tylko przemieszczać się między dzielnicami, lecz także przebywać na ulicy. Wprowadzenie nowej procedury ułatwia agresorowi stworzenie spisu osób pozostających w mieście – może on zostać użyty do sporządzenia list mieszkańców mających podlegać przymusowej deportacji do Rosji. Według komunikatów przekazanych przez władze ukraińskie wsparcie humanitarne, szeroko reklamowane przez okupantów, ogranicza się do wydawania bochenka chleba i butelki wody dziennie. Najeźdźcy nie wpuszczają do miasta żadnej ukraińskiej ani międzynarodowej pomocy humanitarnej.

Według ukraińskiego Centrum Zwalczania Dezinformacji samozwańcze władze okupacyjne Krymu utworzyły „obozy reedukacyjne”. Wywiezieni nauczyciele z obwodów chersońskiego, charkowskiego i zaporoskiego zostaną przymusowo przeszkoleni zgodnie z rosyjskimi standardami edukacyjnymi. Polityką obowiązkowej rusyfikacji mają być objęte również ukraińskie dzieci i młodzież, które będą uczęszczać na kursy rosyjskiego. Na terenach okupowanych najeźdźcy planują wznowić działalność placówek edukacyjnych i usunąć z programu nauczanie języka ukraińskiego, literatury ukraińskiej i historii Ukrainy. Władze w Kijowie ostrzegają, że udział w realizacji rosyjskiego „planu edukacyjnego” będzie uznawany za akt kolaboracji.

16 kwietnia korytarzami humanitarnymi ze stref działań wojennych ewakuowano 1449 osób. 1381 przyjechało własnym transportem do Zaporoża, w tym 170 z Mariupola, a 1211 – z obwodu zaporoskiego (m.in. z Berdiańska). Pomimo ciągłego ostrzału 68 osób zostało ewakuowanych z Siewierodoniecka, Rubiżnego i Kreminnej w obwodzie ługańskim. Wyprowadzenie ludzi z Lisiczańska uniemożliwił zmasowany ostrzał. Od 17 kwietnia nie działają korytarze humanitarne, a siły agresora nie wyrażają zgody na ich otwarcie. Istnieje stałe zagrożenie ostrzałem tras ewakuacyjnych. Rosjanie odmawiają udostępnienia korytarzy dla ludności cywilnej Mariupola.

18 kwietnia resort obrony FR poinformował, że od 24 lutego do Rosji wywieziono ponad 863 tys. mieszkańców Ukrainy oraz tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych. Wojskowi twierdzą, że w bazie danych osób, które chcą wyjechać do Rosji, znajduje się rzekomo 2,75 mln ludzi z 2128 miejscowości. Liczba ta jest wysoce nieprawdopodobna. Jej podanie do publicznej wiadomości może oznaczać, że agresor zamierza kontynuować przymusowe deportacje i realizować plan wyludniania okupowanych terenów.

Minister infrastruktury Ołeksandr Kubrakow ocenił, że w kraju uszkodzono lub zniszczono dotąd 20–30% obiektów infrastruktury, w tym ponad 300 mostów drogowych, 8 tys. km dróg i dziesiątki mostów kolejowych, a koszt odbudowy oszacował na 100 mld dolarów. Według resortu energetyki bez dostępu do prądu pozostaje 813 miejscowości i 676 tys. osób, a bez gazu – 258 tys. odbiorców. Doradca prezydenta ds. ekonomicznych Ołeh Ustenko oznajmił, że Ukraina zwróciła się do państw grupy G7 o wsparcie dla budżetu w wysokości 50 mld dolarów (wcześniej władze sugerowały, że budżet potrzebuje 5–7 mld dolarów miesięcznie). Zełenski przeprowadził rozmowę telefoniczną z dyrektorką Międzynarodowego Funduszu Walutowego Kristaliną Georgiewą na temat wsparcia finansowego oraz planów odbudowy kraju po zakończeniu wojny.

Biuro Prezydenta poinformowało, że Ukraina wypełniła kwestionariusz, który 8 kwietnia przekazała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Dokument ma być podstawą oceny przez organ gotowości Ukrainy do otrzymania statusu państwa kandydującego do UE. Von der Leyen w wywiadzie stwierdziła, że kraj ma podstawy do wygrania wojny z Rosją, podkreśliła też konieczność poniesienia odpowiedzialności przez winnych zbrodni wojennych na terenach okupowanych, w tym Władimira Putina.

Trwa „derusyfikacja” przestrzeni publicznej w ukraińskich miastach. Rada Lwowa zainicjowała proces zmiany nazw 30 ulic związanych z Rosją lub Rosjanami. Powołano grupę roboczą, która pierwsze propozycje ma przedstawić w maju. W Charkowie zdemontowano pomnik marszałka ZSRR Gieorgija Żukowa. Z kolei najeźdźcy „rusyfikują” zajęte terytoria – w okupowanym Heniczewsku przywrócono pomnik Lenina.

Zgodnie z danymi Straży Granicznej RP od początku wojny z Ukrainy do Polski wyjechało 2,84 mln osób, a 18 kwietnia – 20 tys. (wzrost o 16% względem dnia poprzedniego). Tego samego dnia w przeciwnym kierunku odprawiono 14,4 tys. podróżnych, a od 24 lutego – 738 tys. Według ukraińskiej Państwowej Służby Granicznej 17 kwietnia więcej osób przybyło na Ukrainę (29 tys.), niż ją opuściło (28 tys.). Od początku agresji do kraju wróciło ponad 1 mln ludzi.

Komentarz

•  Rozpoczęcie nowej rosyjskiej ofensywy na wschodzie Ukrainy, po raz pierwszy ogłoszonej 18 kwietnia rano przez szefa ługańskiej obwodowej administracji wojskowo-cywilnej, nie wpłynęło na znaczące przesunięcia pozycji obu stron. Doszło jednak do zajęcia Kreminnej i rozwinięcia zgrupowania ofensywnego na północno-wschodnich obrzeżach Słowiańska, a także do konsekwentnego spychania linii obrony w stronę miasta Barwinkowe. Stosunkowo wyważone komunikaty i komentarze płynące z Kijowa sugerują, że Ukraińcy liczą się z postępami agresora w Donbasie, zwłaszcza z opanowaniem Mariupola. Kwestią otwartą pozostaje kierunek, na którym mogłyby zostać wykorzystane siły najeźdźcze operujące obecnie w Mariupolu (gdyby jego obrona upadła), gdyż rosyjska aktywność wzrosła na całej długości linii styczności wojsk, w tym na kierunku Mikołajowa, Krzywego Rogu i Zaporoża. Stosunkowo najspokojniejszy odcinek walk stanowią aktualnie okolice Charkowa, lecz samo miasto jest systematycznie niszczone, głównie ogniem artylerii.

•  Informacje ukraińskiego wywiadu wojskowego sygnalizują, że przedłużające się starcia wpływają negatywnie na morale coraz większej liczby rosyjskich żołnierzy. Wynika to ze skali strat w ludziach, jakie poniósł agresor, oraz braku wiary w szybkie zwycięstwo. W celu przełamania niechęci do walki stosuje się różne formy perswazji – od zachęty finansowej do gróźb, że odmowa utrudni rodzinom życie osobiste i zawodowe.

•  Rozpoczęcie rosyjskiej ofensywy w Donbasie pogorszyło sytuację humanitarną w regionie oraz uniemożliwia kontynuowanie zorganizowanej ewakuacji ludności cywilnej. Świadczy o tym apel szefa administracji obwodu ługańskiego wzywający do samodzielnej ucieczki z zagrożonych walkami terenów. Siły agresora zerwały kontakty ze stroną ukraińską w kwestii udzielenia gwarancji bezpieczeństwa dla korytarzy humanitarnych, ignorując skutki wzrostu liczby ofiar wśród cywilów.

•  W ostatnich dniach można obserwować tendencję wzrostową w zakresie liczby uchodźców wracających na Ukrainę. Obecnie nie można jeszcze przesądzać o trwałości tego trendu, gdyż – choć wiąże się on ze zwolnieniem spod okupacji obwodów kijowskiego, czernihowskiego i sumskiego – wpływ nań ma także zbliżająca się prawosławna Wielkanoc. Zaostrzenie działań wojennych na wschodzie kraju, szczególnie w okolicach dużych miast – jak Dniepr czy Zaporoże – może jednak wywołać kolejną falę uchodźców.

osw.waw.pl

poniedziałek, 18 kwietnia 2022


Grzegorz Sroczyński: „Przywódcy Niemiec byli pożytecznymi idiotami Putina" – pisze amerykańskie „Politico". 

Sebastian Płóciennik: W gazetach niemieckich przeczytasz mnóstwo artykułów w podobnym tonie. 

Cytuję dalej: „Merkel znajdzie się w panteonie politycznej naiwności obok Neille'a Chamberlaina". 
Moim zdaniem już tam jest. 

- „Niemcy nie będą mieli żadnej realnej wiarygodności w NATO, dopóki nie przeprowadzą uczciwego rozliczenia z historią lat Merkel – Putin".

Tyle że Merkel do tego się nie pali: była kanclerz właściwie zniknęła z przestrzeni publicznej. Jeszcze w grudniu wydawało się, że jej wpływ na politykę potrwa wiele lat, że ona będzie komentować, doradzać. Tymczasem z ostatnich dwóch miesięcy najbardziej zapamiętałem news, że w komisariacie nr 53 przy Friedrichstrasse w Berlinie pojawiła się 67-latka i zgłosiła kradzież portfela. Była to Angela Merkel, okradziono ją w supermarkecie. Żadnego mocnego wywiadu od wybuchu wojny.

- Żadnego: „Byliśmy głupi". „Myliłam się". Nic?

Zastanawiam się, czy ona na coś takiego kiedykolwiek się zdecyduje. Miała przejść do historii jako osoba, która pilotowała Niemcy podczas ciężkich kryzysów – gospodarczego i migracyjnego. W ocenie jej dorobku bardziej dziś ważą błędy w polityce wschodniej, uparte forsowanie Nord Stream 2 i wspieranie Putina. Ignorowała ostrzeżenia, również te płynące z Polski. 

- Wyobrażasz sobie komisję śledczą w Bundestagu do spraw zbadania polityki Merkel wobec Rosji? To możliwe?

Owszem. Jeśli młodsze pokolenie niemieckich polityków zafunduje rozliczenie starszemu pokoleniu. Ktoś przecież oddał strategiczne magazyny gazowe pod kontrolę obcemu wrogiemu państwu, ktoś blokował budowę terminali LNG, zakładał podejrzane fundacje. To są sprawy, których nie da się tłumaczyć tylko polityczną naiwnością. I rzeczywiście pojawiają się pomysły, żeby takimi kwiatkami zajęła się komisja śledcza, która zbada, jak rosyjskie pieniądze korumpowały scenę polityczną. Tylko kto miałby zostać skazany? Prawie cały niemiecki mainstream latami powtarzał, że tak trzeba.

- Po zbrodniach w Buczy i Kramatorsku co oni mówią?

Russlandversteher? Po wybuchu wojny było sporo samokrytyki, potem „rozumiejący Rosję" unikali mediów, pochowali się. Wśród wyjątków wyróżnia się głośny wywiad Franka-Waltera Steinmeiera, obecnego prezydenta Niemiec, a wcześniej ministra spraw zagranicznych w rządzie Merkel. „Myliłem się, wszyscy się myliliśmy" – powiedział. Głowa państwa przyznaje się do błędu, ale trzeba to wyraźnie powiedzieć: cała jego polityczna kariera to budowanie – by użyć jego słów – „wspólnego europejskiego domu razem z Rosją", coraz bardziej autorytarną i agresywną. Zbrodnie w Buczy były bez wątpienia wstrząsem. Bez tych szokujących obrazów trwałoby już poszukiwanie dialogu z Rosją: porozmawiajmy, przecież rozwiązania militarne nie są dobre, trzeba stawiać na dyplomację itp. Zwolennicy takiej postawy mają dziś w Niemczech o wiele trudniej. Na fali są zwolennicy zmiany kursu w polityce zagranicznej. Dlatego – mimo wielu zastrzeżeń – można mówić o przełomie. 

- Ale coś konkretnego z tego przełomu wynika?  

Wynika, choć na razie mniej, niż byśmy oczekiwali. Kanclerz Scholz ogłosił, że Niemcy przeznaczą 100 mld euro na wojsko, co oznacza zwiększenie wydatków obronnych do 2 proc. PKB. „Potrzebujemy samolotów, które latają, statków, które pływają, i żołnierzy, którzy są porządnie wyposażeni do swoich misji" – mówił w Bundestagu. Brzmi to banalnie, ale nie w przypadku dramatycznie niedoinwestowanej Bundeswehry. Niestety kanclerz beznadziejnie kluczy w sprawie dostaw broni Ukrainie, ulegając najwyraźniej gołębiom z SPD. Idźmy dalej: minister gospodarki Habeck na poważnie zabrał się za odcinanie powiązań energetycznych z Rosją. Nie zapominajmy też, że mamy już pięć pakietów sankcji z ograniczeniami w handlu, restrykcjami finansowymi, zakazem importu węgla. Bez wsparcia Niemiec to by nie przeszło.

- To nadal nie jest embargo na ropę i gaz, którego Niemcy nie chcą. 

Bo Scholz i jego ministrowie czują na plecach oddech opinii publicznej. Sondaże pokazują, że o ile wcześniej większość opowiadała się za nałożeniem pełnego embarga na węgiel, ropę, gaz, o tyle w drugiej połowie kwietnia górę bierze strach przed wzrostem cen. Zwolennicy postawy „trudno, będziemy marznąć, ale trzeba zatrzymać Putina" mają dziś około 43 procent. Więcej pewnie poparłoby dostawy broni.

Moim zdaniem niedocenianym elementem odwlekającym decyzje są wybory we Francji: szok cenowy mógłby przynieść zwycięstwo Le Pen, a nikt tego w rządzie RFN nie chce. Sankcji energetycznych boi się gospodarka, której przedstawiciele cały czas cisną rząd. Ponadto sprzeciwia się im część elity politycznej, zwłaszcza ludzie związani z socjaldemokratami, czyli z SPD. I zwłaszcza starsze Pokolenie '68, kurczowo trzymające się idei bezwzględnego pacyfizmu. 

- Czyli ludzie, którzy tkwią w systemie od czasów Schroedera?

Nawet dłużej. I nadal są wpływowi. Cały czas twierdzą, że polityka sankcji wobec Rosji nie ma sensu. 

- Po Buczy?!

Tak. 

- Bo biorą pieniądze od Putina?
 
Gdyby skomplikowana rzeczywistość miała tak proste wyjaśnienia...

Lobby gospodarcze obawia się kosmicznych cen energii, co może skutkować utratą konkurencyjności. Niemcy stoją eksportem, więc jeśli ich produkty eksportowe staną się zbyt drogie, to się nie sprzedadzą na świecie. Część branż – np. chemiczna – mówi nawet nie tyle o cenach, ile o braku gazu w ogóle i dezorganizacji produkcji. Poza tym kręgi biznesowe panicznie się boją, że zawali się globalizacja, na której zbudowali swój model rozwoju. I próbują przekonać Scholza, by nie szedł dalej z sankcjami, bo one wyzwolą falę ostrej deglobalizacji.

- I Scholz musi słuchać? 

Od kondycji gospodarki zależą wyniki wyborów. Pamiętaj też o zwykłej psychologii: niemiecka klasa polityczna poniosła totalną klęskę, jeśli chodzi o politykę wobec Rosji, więc z trudem przechodzi im przez gardło to, co powiedział Steinmeier: byliśmy naiwni, nierozsądni, a może nawet – trzeba byłoby dodać – niemoralni. Krytykując trzy dekady niemieckiej polityki – przymykanie oczy na masakry Groznego i Aleppo, zabójstwa polityczne, Nord Stream, spotkania i toasty z Putinem, biznesy z Rosją – koncentrujemy się na spektakularnych postaciach: Schroeder, Merkel, Steinmeier, Gabriel, Schwesig. Ale to było dzieło politycznego Pokolenia '68, które – tak po ludzku – ma problem z przyznaniem się do porażki, zwłaszcza że to może oznaczać wewnątrzpartyjne rozliczenia. Oni wciąż liczą na to, że tak do końca się nie mylili i historia stanie po ich stronie. Moim zdaniem wielu w SPD sądzi, że Putin ostatecznie wybierze Niemcy na mediatora, a oni – cali na biało – uratują świat przed trzecią wojną. W mniej ambitnym scenariuszu zakładają po prostu, że wyborcy zmęczą się jeszcze bardziej rosnącymi kosztami energii i zwrócą się przeciw sankcjom. 

(...)

- Czego tak naprawdę boją się Niemcy, że nie chcą podsunąć Putinowi pięści? 

Po pierwsze wojny jądrowej, końca cywilizacji. Po drugie załamania własnej gospodarki. Germanangst i Excel w jednym pakiecie. 

- Tyle że niemieccy ekonomiści policzyli, że pełne embargo na rosyjskie surowce obniżyłoby niemiecki PKB od 0,5 do 3 procent. To nie jest koniec świata. 

Nie jest. W pandemii spadki były większe i wiemy już, że rządy mogą wiele zrobić, by zapobiec katastrofie. 

- No więc?

Politycy nie do końca wierzą tym liczbom, albo lepiej – nie chcą wierzyć. Olaf Scholz powiedział, że to nieodpowiedzialne zabawy modelami matematycznymi, a naukowcy nie zdają sobie sprawy, do czego takie pełne embargo doprowadzi. 

- Czyli: "Ja wiem lepiej, a naukowcy się nie znają"?

Właśnie. To dość niezwykłe zarzuty, bo jeszcze niedawno w czasie pandemii Scholz i cały polityczny mainstream nieustannie powtarzał społeczeństwu: słuchajcie naukowców, oni mają rację, oni się znają. A tutaj nagle kanclerz Niemiec i jego ministrowie odrzucają analizy czołowych ekspertów. Jest na to całkiem przekonujące wyjaśnienie. Klasa polityczna jest w ścisłym kontakcie z organizacjami biznesowymi, które straszą „biedą" i „końcem dobrobytu" w razie embarga. Lobbyści twierdzą, że poszczególne branże, np. chemiczna, padną, a potem będzie efekt domina w całej gospodarce. Według nich akademiccy ekonomiści takich efektów nie doceniają.

- Bo my, praktycy, wiemy lepiej niż jakieś gryzipiórki z uczelni? 

Tak. Mam wrażenie, że po raporcie ekonomistów Scholz podjął decyzję, że szybkiego embarga nie będzie – i wycofał się z mediów. Komunikację ze społeczeństwem przejął wicekanclerz Habeck, który umiejętnie przekierował dyskusję na długofalową niezależność energetyczną od Rosji. Robił to świetnie: zamiast kanclerskiego wykładu, tzw. „scholzomatu", było empatyczne „słuchajcie, jest problem", wezmę was pod rękę i wyjaśnię, nie ma idealnych sytuacji, jadę właśnie do Kataru i chociaż to nie jest zbyt fajne państwo z kwitnącą demokracją, to przynajmniej nie bombarduje sąsiadów, więc pogadam z nimi o dostawach paliw. 

Trzeba jednak jasno powiedzieć, że nie tylko gospodarka liczy się w niemieckiej dyskusji. Ważnym składnikiem jest kompleks historyczny wobec Rosji, brak wiary w zdolność Ukrainy do obrony, a nade wszystko strach przed wojną atomową. „Putin jest zdolny do szaleństwa" – pisze wielu publicystów i trafia chyba w sedno lęków przeciętnego Schmidta. Wydaje mi się, że ostentacja, z jaką Rosjanie popełniali zbrodnie w Buczy, nie była przypadkowa. Makabryczne zdjęcia miały przypomnieć Zachodowi – zwłaszcza Niemcom – że Putin jest szaleńcem, może zrobić rzeczy, których sobie „nawet nie wyobrażacie" – zresztą to cytat z niego. 

(...)

- Oburzenie zachodnich społeczeństw łatwo może zamienić się w strach?

Moskwa bardzo na to liczy. Przypomnij sobie otrucie Skripala. Wszyscy się zastanawialiśmy, po co ta ostentacja, po co użyto nowiczoka? Przecież to tak, jakby ktoś zostawił w brytyjskim Salisbury napis „Władimir Putin – tu byłem". A jemu właśnie o to chodzi. Istotą tych działań jest ostentacja i komunikat do nas: mogę zrobić rzeczy, których sobie nawet nie wyobrażacie. A potem wystarczy czekać, jak sobie ten komunikat zachodnie społeczeństwa przetrawią i wybiorą wygodną obojętność. Dotąd to działało. Być może jednak Zachód uczy się, jak sobie radzić z takim zastraszaniem. Świadczy o tym decyzja Finlandii i Szwecji, by wejść do NATO – mimo rosyjskich gróźb, a może właśnie z ich powodu. 

- Powiedziałeś, że niemiecki biznes boi się końca globalizacji. Czyli czego się boi?

Niemcy są wielkim beneficjentem systemu, który Stany Zjednoczone stworzyły po II wojnie światowej. Amerykanie rozpięli nad nimi parasol bezpieczeństwa, zdjęli im z pleców ciężar inwestowania w obronę, Niemcy mogli się skupić na gospodarce. Róbcie biznes – powiedziano im – to jest teraz najważniejszy wymiar waszej polityki zagranicznej. Niemcy posłuchali i szybko stali się mistrzem eksportu. W globalizującej się gospodarce nauczyli się robić interes ze wszystkimi – zarówno z sojusznikami z Zachodu, jak i mało apetycznymi despotiami. 

Prawdziwe żniwa zaczęły się jednak po zakończeniu zimnej wojny, gdy szybko znoszono bariery w wymianie i cały świat zapragnął mieć te wspaniałe auta i maszyny made in Germany. Niemcy piekielnie uzależnili się od globalizacji: relacja niemieckiego handlu do PKB wynosi dziś aż 80 procent, najwięcej w grupie krajów G7. Problem w tym, że przy okazji za mocno postawili na import taniej energii z Rosji i głębokie powiązania gospodarcze z Chinami. Wymiana z nimi sięga 245 mld euro, o wiele więcej niż z USA. Czyli Niemcy uzależnili się od systemowych rywali, przeciwników Zachodu.

Nie można wykluczyć, że obecna wojna i wprowadzane sankcje rozmontują globalizację, i tak już mocno osłabioną przez pandemię i problemy podażowe. Chińczycy mogą zacząć budować razem ze zwasalizowaną Rosją, Iranem, Pakistanem, Bliskim Wschodem i częścią Afryki własną platformę gospodarczą, niezależną od Zachodu. Dla Niemiec byłby to wstrząs. Nie chodzi tylko o straty tych czy innych firm, ale konieczność przebudowy modelu gospodarczego opierającego się na eksporcie. Stąd zapewne obawa elit niemieckich przed dalszym zaostrzaniem sankcji. 

gazeta.pl

Wskutek rosyjskiej inwazji oraz blokady portów morskich rośnie znaczenie zachodnich obwodów Ukrainy jako zaplecza walczącego państwa. Z uwagi na względne bezpieczeństwo i bliskość granicy UE tereny te stały się głównym korytarzem tranzytowym dla dostaw i dystrybucji uzbrojenia, paliw i pomocy humanitarnej, co odgrywa kluczową rolę w obliczu wyczerpujących się zasobów krajowych. Zwiększyło się również ich znaczenie militarne – tu dokonuje się napraw uszkodzonego sprzętu wojskowego, odbywają się szkolenia i uzupełniana jest obsada kadrowa jednostek walczących z agresorem. Obwody te udzielają też schronienia uchodźcom z obszarów objętych działaniami bojowymi oraz relokowanym przedsiębiorstwom. Mimo nagłego wzrostu obciążeń finansowych i logistycznych zachodnia Ukraina była w stanie dość efektywnie sprostać nowym zadaniom, czemu sprzyjają współpraca władz lokalnych i wolontariuszy oraz napływ zagranicznej pomocy humanitarnej. Jednocześnie bezpieczeństwo regionu regularnie zakłócają rosyjskie ataki rakietowe na strategiczne obiekty wojskowe, bazy paliwowe i lotniska. Zagrożone są też nimi linie kolejowe i drogi wiodące w głąb kraju. Wraz z upływem kolejnych tygodni wojny również na tych terenach pogarsza się sytuacja gospodarcza, a zasoby finansowe samorządów lokalnych kurczą się. Frustrację osób zaangażowanych w działania mające na celu wspieranie wojska i cywilów w innych obwodach rodzi zaś sposób dystrybuowania pomocy humanitarnej.

Zachodnie obwody Ukrainy stały się najważniejszym korytarzem transportowym dla płynącego z zagranicy wsparcia wojskowego, humanitarnego czy medycznego. 23 marca rząd uprościł odprawę celną tych dostaw i zniósł ograniczenia w zakresie towarów uznawanych za pomoc humanitarną (obecnie mogą nią być wszystkie legalne produkty). Według służby granicznej od początku agresji na Ukrainę wjechało ponad 20 tys. ciężarówek przewożących towary o takim charakterze (stan na 31 marca; w kwietniu dociera tam z tego typu transportem po 500–700 samochodów i ciężarówek dziennie). Część konwojów decyduje się na dostarczenie pomocy do odbiorców docelowych w głębi kraju, lecz z uwagi na problemy logistyczne i kwestie bezpieczeństwa ładunki są najczęściej przekazywane sztabowi humanitarnemu przy służbie celnej obwodu lwowskiego, a proces dystrybucji koordynują przedstawiciele władz lokalnych i wolontariusze.

W przypadku pomocy o charakterze wojskowym zawartość transportów trafia do magazynów na terenie obwodu lwowskiego i jest rozprowadzana przez administrację wojskową w porozumieniu z Biurem Prezydenta lub kierowana do konkretnego odbiorcy (np. jednostki wojskowej z obwodu objętego działaniami wojennymi). 22 marca rząd powołał serwis internetowy poświęcony pomocy humanitarnej, który pokazuje specyfikę jej dystrybucji pomiędzy poszczególne regiony kraju. Według niego gros tej pomocy przypada na zachodnie obwody: od 11 marca do obwodu lwowskiego trafiło ponad 49,5 tys. ton wsparcia (w tym do samego Lwowa – 37 tys. ton), do wołyńskiego – 19,8 tys. ton, do zakarpackiego – 16 tys. ton, a do czerniowieckiego – 12,8 tys. ton. W tym samym czasie do miast w głębi kraju (z wyjątkiem Kijowa – 27 tys. ton) popłynęło go już znacznie mniej – obwód dniepropetrowski otrzymał 4,7 tys. ton, charkowski – 4,2 tys. ton, czerkaski – 1,7 tys. ton, a czernihowski – 885 ton. Taki podział wynika ze względów logistycznych (problem z bezpieczeństwem tras dostaw do centrum i na wschód Ukrainy), a także zwiększonych potrzeb zachodnich obwodów, które muszą utrzymywać uchodźców z innych regionów.

Obwód lwowski należy do miejsc relokacji produkcji wielu przedsiębiorstw z terenów objętych działaniami wojennymi. W ramach rządowego programu przeniesiono do niego 89 firm, a łącznie złożono w tej sprawie 1120 wniosków. Proces spowalniają jednak problemy logistyczne (ograniczona przepustowość Kolei Ukraińskich, ostrzały tras). Z kolei w przypadku dużych zakładów, korzystających z większych maszyn, ewakuacja będzie bardzo trudna, o ile w ogóle możliwa. Gospodarka w zachodnich i centralnych obwodach funkcjonuje w miarę stabilnie w porównaniu z resztą kraju, a w ostatnich trzech tygodniach notuje pewne oznaki ożywienia: działają przedsiębiorstwa komunalne oraz wytwarzające towary pierwszej potrzeby (przede wszystkim żywność), otwierają się restauracje. Aktywność usługową ogranicza jednak spadająca siła nabywcza społeczeństwa.

W związku ze względnie stabilną sytuacją w stolicy pozostaje ona głównym ośrodkiem politycznym Ukrainy. Na zachód kraju przemieszczono jedynie Elektroniczny System Płatności Narodowego Banku Ukrainy, a do Lwowa – jeszcze przed inwazją – przeniosły się ambasady USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, Holandii, Australii, Izraela i Indii oraz przedstawicielstwo NATO (większość z nich po 24 lutego opuściła jednak terytorium państwa).

Zachodnie obwody stanowią naturalne zaplecze logistyczne i szkoleniowe Sił Zbrojnych Ukrainy, a także miejsce magazynowania dostaw broni z zagranicy, organizacji oddziałów ochotniczych (również zagranicznych), mobilizacji i przygotowania żołnierzy do zasilenia walczących jednostek oraz ewakuacji zakładów produkcyjnych przemysłu obronnego. Zgodnie z systemem organizacji militarnej państwa obwody tej części kraju włączono w odrębną strukturę wojskową – Dowództwo Operacyjne „Zachód”, którego sztab mieści się w Równem. Podlegają mu następujące jednostki: 10. Brygada Piechoty Górskiej w Kołomyi, 14. Brygada Zmechanizowana we Włodzimierzu Wołyńskim, 24. Brygada Zmechanizowana w Jaworowie, 128. Brygada Piechoty Górskiej w Mukaczewie, 44. Brygada Artylerii w Tarnopolu, 39. pułk rakietowy obrony powietrznej we Włodzimierzu Wołyńskim oraz 130. samodzielny batalion rozpoznawczy w Równem. Obecnie są one osłabione, gdyż większość ich pododdziałów skierowano do walk w rejonie Kijowa, Mikołajowa i Donbasu.

W tej sytuacji rośnie znaczenie innych rodzajów wojsk – ważnym elementem obronności regionu jest siedem brygad wojsk obrony terytorialnej w Łucku, Równem, Tarnopolu, Lwowie, Chmielnickim, Iwano-Frankiwsku i Czerniowcach. Rosnąca liczba ochotników spowodowała, że zdecydowano się na utworzenie we Lwowie drugiej jednostki tego typu – 125. Brygady Obrony Terytorialnej. Oddziały te nie biorą udziału w starciach – przeznaczone są do obrony miast obwodowych w razie ofensywy wroga. Dodatkowo w drugiej połowie lutego rozpoczęto organizację ochotniczej obrony terytorialnej. Zachowuje się podwyższoną gotowość do ewentualnej obrony miejscowości, wzmocniono ochronę tras konwojów humanitarnych i dostaw sprzętu wojskowego z Zachodu. Istotny odsetek składu oddziałów ochotniczych stanowią mężczyźni ewakuowani z terenów zajętych przez agresora. Jak dotąd nie odnotowano prac inżynieryjnych mających świadczyć o tym, że zagrożenie rosyjską ofensywą oceniane jest jako wysoce prawdopodobne.

Znaczenie militarne zachodnich regionów dla walczącego kraju sprawia, że ich bezpieczeństwo wielokrotnie zakłócały ataki rakietowe wroga. Cel ostrzałów stanowiły lotniska, składy amunicji, siedziby jednostek wojskowych i zbiorniki paliwa. W połowie marca zniszczono m.in. wojskowy ośrodek szkoleniowy w Jaworowie pod Lwowem, zabijając przy tym 35 pracujących tam osób i raniąc ponad 100. Po zbombardowaniu lotnisk w Iwano-Frankiwsku i Łucku maszyny Sił Powietrznych Ukrainy mają skrajnie ograniczone możliwości bezpiecznego bazowania. Jedyne obiekty do ewentualnego wykorzystania przez samoloty wojskowe znajdują się we Lwowie i Użhorodzie. Należy założyć, że w toku agresji zachodnie obwody wciąż będą dewastowane ostrzałami rakietowymi, mającymi na celu destabilizację funkcjonowania całego zaplecza, w tym zakłócenie bezpiecznego gromadzenia rezerw materiałowych i ludzkich.

W sferze bezpieczeństwa wewnętrznego region, przez który biegną korytarze transportowe na Zachód, jest stale narażony na działania rosyjskich służb specjalnych. Od początku wojny odnotowuje się nasilenie aktywności agenturalnej skupiającej się na działaniach rozpoznawczych i dywersyjnych. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy podejmuje szeroko zakrojoną aktywność kontrwywiadowczą – ma ona zagwarantować bezpieczeństwo zaplecza sił zbrojnych oraz obiektów infrastruktury krytycznej. W centrum uwagi służb specjalnych pozostają migracje związane z ewakuacją cywilów, wśród których wykryto osoby należące do rosyjskich grup dywersyjno-rozpoznawczych.

Choć w zachodniej części kraju panuje względne bezpieczeństwo, to działalność gospodarczą regionu paraliżują coraz częstsze alarmy przeciwlotnicze, powtarzające się wiele razy dziennie i trwające w sumie kilka godzin, a także korki na drogach dojazdowych powodowane przez nagromadzenie punktów kontrolnych. Wyzwanie stanowi wysokie bezrobocie, do którego przyczynia się masowy napływ uchodźców wewnętrznych, zaś oferowane przez władze wsparcie jest niewystarczające. Znacząco zmalał popyt, gdyż większość mieszkańców ogranicza konsumpcję do artykułów pierwszej potrzeby i – wobec niepewności jutra – raczej oszczędza pieniądze, niż je wydaje. W wielu nadal otwartych sieciach, np. oferujących sprzęt RTV, obroty spadły do minimum, co w dłuższej perspektywie może prowadzić do bankructwa firm.

W warunkach panującej niestabilności ujawnia się coraz więcej patologii społecznych. Dochodzi na przykład do wykorzystywania dramatu przesiedleńców przez oszustów wyłudzających pieniądze za wynajem nieruchomości bądź podających się za wolontariuszy. Nasilają się próby nielegalnego wyjazdu z kraju mężczyzn w wieku poborowym (18–60 lat). Służba Graniczna Ukrainy i organy ścigania zachodnich obwodów regularnie informują o usiłowaniach przekroczenia tzw. zielonej granicy, korzystaniu z pomocy przemytników czy podrabianiu dokumentów – od początku działań wojennych zatrzymano ok. 2,2 tys. mężczyzn uchylających się przed mobilizacją. Pojawiają się też doniesienia o próbach nielegalnego wywozu dużych ilości gotówki czy złota.

Kolejne wyzwanie stanowi niewystarczająca koordynacja i zabezpieczenie finansowe działań pomocowych skierowanych do uchodźców, zwłaszcza w perspektywie długotrwałego konfliktu. Władze obwodów przyjmujących największą ich liczbę zaczynają domagać się od Kijowa ustawowych regulacji w tym zakresie, w tym adaptacji migrantów i relokowanych przedsiębiorstw. Mer Lwowa Andrij Sadowy oskarżył władze centralne o przerzucanie odpowiedzialności na miasta. Wskazał przy tym, że jedna doba utrzymywania 200 tys. uchodźców kosztuje Lwów ok. 1 mln dolarów, a w jego budżecie nie ma na ten cel wystarczających środków. Inny problem, rodzący frustrację zwłaszcza osób zaangażowanych we wspieranie żołnierzy i mieszkańców ośrodków objętych działaniami bojowymi, to specyfika dystrybucji pomocy humanitarnej i medycznej. Oficjalne dane i relacje mediów mówią, że większość z niej trafia na zachód kraju. Częściowo da się to uzasadnić pobytem dużej liczby uchodźców, problemami logistycznymi i względami bezpieczeństwa, jednak niektóre przekazy sugerują, że o takim podziale decyduje także arbitralne podejście osób biorących udział w tym procesie i ich prywatne interesy.

Postawy mieszkańców Ukrainy Zachodniej nadal wskazują na konsolidację wokół uchodźców i sił zbrojnych oraz solidarności z nimi. Utrzymuje się wysoka mobilizacja do obrony kraju, czego dowodzi chęć obywateli do uczestnictwa w działaniach obrony terytorialnej. W obliczu pogłębiających się trudności wypełnianie przez zachodnie obwody zadań czasu wojny można uznać za efektywne. Dzieje się tak za sprawą dużego zaangażowania organizacji społecznych i wolontariuszy, ale też dzięki wsparciu z zagranicy w postaci pomocy humanitarnej. Niemniej brak perspektyw szybkiego zakończenia wojny oraz pogłębiające się problemy regionu – wynikające ze sprawowania przezeń funkcji zarówno zaplecza gospodarczego i militarnego, jak i hubu pomocy uchodźcom – skutkują stopniowym ustępowaniem obserwowanych na początku inwazji nastrojów „hurraoptymistycznych”. W ich miejsce pojawia się krytyka władz centralnych, u której podstaw leży przekonanie o konieczności profesjonalizacji i optymalizacji procesów służących rozwiązaniu konkretnych problemów, uzyskania na te cele środków finansowych oraz wdrożenia sprzyjających i przejrzystych regulacji prawnych.

osw.waw.pl

W ramach reformy poprzedniego ministra obrony Sierdiukowa rosyjska armia rozpoczęła wielką przebudowę organizacyjną. Jednym z ważniejszych jej elementów było przejście w wojskach lądowych ze struktury dywizyjnej na brygadową. Armia rosyjska odziedziczyła po czasach ZSRR dużą liczbę dywizji wojsk lądowych. Część z nich została przejęta przez nowo powstałe państwa. Cześć przekształcono w głęboko skadrowane różnego rodzaju bazy, a część rozformowano. Niektóre dywizje przekazano do marynarki wojennej, a nawet ochrony pogranicza. Dywizje, które pozostały, w większości nie miały nawet zapełnionych etatów czasu pokojowego. Oczywiście nieustannie uaktualniane plany mobilizacyjne zakładały pełne rozwinięcie istniejących w czasie pokoju dywizji oraz sformowanie dywizji czasu wojennego.

W ocenie zespołu przygotowującego reformę Sierdiukowa system ten był nieefektywny. Dlatego postawiono na stworzenie brygad zmechanizowanych i brygad pancernych. Miały one być ekwiwalentem dotychczasowych pułków, ale istotnie wzmocnionych dodatkową artylerią i środkami obrony przeciwlotniczej. Sprzęt ten pochodził z rozformowywanych dywizyjnych pułków artylerii i rakiet przeciwlotniczych. Dodatkowo założono, iż brygady istniejące w czasie pokoju będą miały wysoki stopień ukompletowania, a cześć z nich będzie obsadzonych tylko żołnierzami kontraktowymi. Miała to być próba stworzenia namiastki rosyjskiej armii zawodowej, choć nie zakładano zaniechania poboru. Utrzymanie ówczesnej ponad milionowej armii zawodowej nie wchodziło w rachubę. Dlatego postanowiono utrzymać pobór, ale kategoryzować jednostki, w których większość żołnierzy miało być kontraktowych, a w których większość żołnierzy mogło być z poboru.

W wyniku reforma Sierdiukowa powstały liczne brygady czasu pokojowego. Na czas wojny przygotowano kolejne do mobilizacji jako nowo formowane. Struktura etatowa brygad wojsk lądowych była podobna, ale elastycznie zostały potraktowane niektóre z nich mające specyficzne zadania lub specyficzny teren przewidywanych działań. Z jednostek liniowych do składnic i baz przesunięto dużą liczbę przestarzałego i niemodernizowanego sprzętu wojskowego.

Nowa brygada zmechanizowana składa się z trzech batalionów zmechanizowanych i batalionu czołgów. To ważne dla dalszego rozpatrywania funkcjonowania BGT. Równie ważne jest to, iż część brygad zmechanizowanych nie ma batalionów czołgów. Dotyczy to brygad o profilu arktycznym, górskim, pokojowych, ale nie tylko. Zgodnie z rosyjskimi koncepcjami najważniejsze na polu walki jest wsparcie artyleryjskie i dlatego brygada ma, aż dwa dywizjony artylerii lufowej i jeden dywizjon artylerii rakietowej uzupełnione dywizjonem lub baterią wyrzutni przeciwpancernych pocisków kierowanych i lufowej artylerii przeciwpancernej.

Osłonę przeciwlotniczą stanowią również dwa dywizjony. Liczba pododdziałów artyleryjskich i obrony przeciwlotniczej pokazuje jak bardzo wzmocnione są siły brygady w porównaniu z pułkiem zmechanizowanym. Oprócz tych zasadniczych batalionów i dywizjonów brygada składa się z całego kompletu pododdziałów rozpoznawczych, inżynieryjno-saperskich i zabezpieczenia. W ostatnich latach poszczególne brygady były uzupełniane o kompanie bezzałogowych statków powietrznych i kompanie walki radioelektronicznych. (...)

W reformie Sierdiukowa powstały również brygady pancerne, co prawda nieliczne w porównaniu z brygadami zmechanizowanymi. Główną różnicą organizacyjną jest odwrotna liczba podstawowych batalionów, czyli trzy bataliony pancerne i jeden batalion zmechanizowany. Przy rozważaniach na temat bGT również i w tym przypadku warto zwrócić uwagę na ich liczbę. Pozostałe dywizjony, bataliony i kompanie generalnie są podobne do tych z brygady zmechanizowanej z uwzględnieniem potrzeb wynikających z funkcjonowania dużej liczby czołgów, a mniejszej innych pojazdów bojowych. Brygada pancerna z racji głównego uzbrojenia czołgowego przeznaczonego do zwalczania innych czołgów nie ma dywizjonu lub baterii przeciwpancernych pocisków kierowanych, ani lufowej artylerii przeciwpancernej. Również w miejsce batalionu rozpoznawczego brygada pancerna ma tylko kompanię rozpoznawczą. (...)

Rosyjska kompania czołgów składa się z 10 wozów, czyli trzech plutonów po trzy czołgi i czołgu dowódcy kompanii. Batalion czołgów liczy przeważnie trzy kompanie i czołg dowódcy batalionu, czyli razem 31 czołgów. Przez pewien czas tworzone były większe bataliony składające się z czterech kompanii i łącznie 41 czołgów, ale struktura ta nie przyjęła się i obecnie wraca się do 31-czołgowych batalionów. Batalionów 41-czołgowych w armii rosyjskiej pozostało już niewiele. Brygada pancerna mająca trzy bataliony czołgów liczyła 94 wozy, czyli trzy bataliony po 31 czołgów i czołg dowódcy brygady.

Rosyjska kompania zmechanizowana również składa się z 10 pojazdów bojowych, czyli trzech plutonów po trzy wozy i wóz dowódcy kompanii. Przy szczeblu batalionu i brygady jest już bardziej skomplikowanie. Wynika to, iż generalnie brygady zmechanizowane można organizacyjnie podzielić na trzy grupy w zależności od podstawowego typu wykorzystywanych wozów. Są brygady używające gąsienicowych bojowych wozów piechoty (BMP), są brygady na kołowych transporterach opancerzonych (BTR) oraz brygady na gąsienicowych transporterach opancerzonych (MT-LB).

Natomiast na początku obecnej dekady wyciągnięto w Rosji wnioski z reformy Sierdiukowa. Do końca nie jest jasne i czytelne czemu reforma ta została wstrzymana i praktycznie odwrócona. Nowy minister obrony Szojgu rozpoczął własne reformowanie sił zbrojnych. W wojskach lądowych ich zasadniczym punktem jest likwidowanie kolejnych brygad zmechanizowanych i pancernych oraz tworzenie (odtwarzanie) dywizji zmechanizowanych i pancernych. Dodatkowo wzrosła liczba dowództw korpusów (większość z nich podlega marynarce wojennej) i armii ogólnowojskowych.

defence24.pl

— Rosja, która ma nad Ukrainą przewagę w kilku aspektach militarnych, nadal jest w stanie wywalczyć swój cel minimum. Czyli przejąć kontrolę nad obwodami donieckim i ługańskim oraz uzyskać lądowe połączenie z Krymem. Na razie walczy "tylko" o tyle, bo przed 24 lutego zlekceważyła Ukrainę. Rosja nie zrozumiała, że po 2014 r., po utracie Krymu, Ukraina wdrożyła wielkie reformy. Odmłodziła swoją kadrę, poza tym zaczęła korzystać ze wsparcia Zachodu. Teraz wojsko ukraińskie ma wysokie morale, jest wyszkolone. Kluczowy był tutaj szczyt NATO w Warszawie w 2016 r., na którym zapadła decyzja o wejściu Ukrainy w skład kompleksowego pakietu pomocy w celu zapewnienia jej zdolności do obrony. Zachód wymógł na Ukrainie zmiany, w tym pozbycie się ze służb specjalnych osób kolaborujących z Rosją, które w 2014 r. przyczyniły się do szybkiego poddania Krymu. Ponadto zostało uruchomionych szesnaście programów budowania jej potencjału obronnego. Ukraina dostała również wsparcie w zakresie cyberbezpieczeństwa, co także ma istotne znaczenie — mówi dr Robert Reczkowski.

Podkreśla, że w trakcie ataku 24 lutego Rosja próbowała sparaliżować Ukrainę cyberatakiem na jej systemy dowodzenia i kierowania obroną państwa. Celem było wywołanie chaosu, odcięcie polityków i obywateli od informacji. Tym samym Rosja zamierzała powtórzyć scenariusz z 2017 r., gdy Ukraina została zaskoczona cyberatakami o nazwie "NotPetya". Rosja do ataku się nie przyznała. Wirus rozprzestrzenił się także na inne kraje, na agencje rządowe i prywatne firmy. USA oceniały później, że za olbrzymim atakiem, który doprowadził do chwilowego paraliżu na całym świecie, stały rosyjskie służby.

(...)

— Rosja przegapiła okno pogodowe na zaatakowanie Ukrainy. Jeśli myślała o sukcesie, powinna uderzyć w styczniu. Zapewne jednak Chiny naciskały na Władimira Putina, aby nie psuł olimpiady w Pekinie. Teraz rosyjski ciężki sprzęt grzęźnie w mazistym błocie. Oprócz tego w tej okolicy są limany, czyli płytkie zatoki wchodzące głęboko w teren. Gdyby Rosjanie chcieli dojść teraz do Odessy, musieliby je omijać, nadkładać drogi, robić manewry oskrzydlające, a przez to narażaliby się na kolejne ataki na swoje kolumny: zwłaszcza na czołgi, środki artyleryjskie i elementy obrony przeciwlotniczej. Istotną kwestią na tym obszarze jest również silna ukraińska obrona wybrzeża i zaminowane podejście do portu. Dlatego na Odessę Rosjanie nie pójdą. To nie ten czas. Skupiają się za to na południowo—wschodniej Ukrainie — wskazuje dr Reczkowski.

Podkreśla, że niebawem pogoda się poprawi. Gdy tak się stanie, Rosjanie przystąpią do zmasowanego ataku, do decydującego starcia na tym etapie wojny. Poza tym gdy pułap chmur będzie wyższy, na niebie pojawią się również rosyjskie samoloty i śmigłowce bojowe. Tutaj Rosja ma przewagę, choć nie decydującą.

(...)

— Atutem Ukrainy jest teren, wysokie morale żołnierzy, ich doświadczenie. Jak podaje strona ukraińska, 90 procent żołnierzy rezerwy to weterani wojny na Donbasie toczonej od 2014 r. Poza tym tamta wojna spowodowała, że tereny na Donbasie są bardzo dobrze ufortyfikowane. Powstały okopy, pola minowe, bunkry oraz inne umocnienia. Ponadto Ukraińcy mają zachodnią broń przeciwpancerną oraz przeciwlotniczą krótkiego zasięgu czy już słynne tureckie drony bojowe Bayraktar TB2. Do tego trzeba dodać wysoką świadomość operacyjną ukraińskich obrońców oraz adekwatnie do uwarunkowań operacyjnych przyjętą taktykę działania — mówi dr Robert Reczkowski.

(...)

— Mimo przewagi w uzbrojeniu, Rosjanie wcale nie mają doświadczonych żołnierzy. Ich kłopotem jest także na przykład łączność i szyfrowanie rozmów, są więc podsłuchiwani. Ich system Era opiera się na wykorzystaniu masztów 3G i 4G. Tutaj Rosjanie sami strzelili sobie w kolano, bo podczas walk w Ukrainie niszczyli te maszty swoimi ostrzałami. Mają też niską skuteczność informacyjną, przegrywają na polu propagandy, dezinformacji, operacji wpływu. Sympatia świata nie jest po ich stronie, a to także wpływa na morale żołnierzy. Reasumując, szanse obu stron oceniam 50 na 50. O tym, kto wygra w południowo-wschodniej Ukrainie, zadecyduje również zwykłe żołnierskie szczęście.

Nasz rozmówca przewiduje, że Rosja rzuci do walki właściwie wszystko, czym dysponuje. Zmieniła też głównodowodzącego, którym został gen. Aleksandr Dwornikow, nazywany "rzeźnikiem z Syrii".

— To bezwzględny człowiek. Znam go z działań z Syrii, którą także się interesuję. Dwornikow kierował wówczas atakami Rosjan m.in. na Aleppo, które zostało doszczętnie zniszczone, na które spadły bomby kasetowe, chemiczne, fosforowe, beczkowe. Rosja miała za nic prawo międzynarodowe, które zakazuje używania broni tego typu. Podobną taktykę zastosowała teraz w Mariupolu, może także to samo zrobić w nadchodzących walkach na Donbasie i w okolicach Ługańska. Nową odsłonę wojny Rosjanie zaczną od zmasowanego ognia artyleryjsko-rakietowego. Użyją też pocisków z głowicami termobarycznymi, które są zabójcami piechoty. Nawet dobrze okopani ukraińscy żołnierze nie będą mieli tutaj szans. Rosjanie pójdą na całość. Zgromadzili na tę kluczową rozgrywkę od 55 do 70 batalionowych zgrupowań taktycznych. To około 40-50 tys. żołnierzy. Nadzieją Ukraińców są dostawy broni z Zachodu i tutaj jestem umiarkowanym optymistą, że dotrą na czas. Tym bardziej że Zachód zdaje się w końcu rozumieć, o co toczy się gra i jak bezwzględna jest putinowska Rosja — mówi Robert Reczkowski.

(...)

Nadciągające kluczowe walki na Donbasie i okolicach Ługańska, zdaniem eksperta, skupią m.in. wokół miejscowości Izium. Jeśli Rosjanie przełamią tam opór Ukraińców, a nie mogą tego zrobić od początku inwazji, pójdą na Kramatorsk i dalej na południe. Zażarte walki będą się także toczyć w okolicach Siewierodoniecka. Wszystko po to, aby przy wsparciu z południa z okolic Popasnej, zamknąć Ukraińców w kotle i wygrać walkę o obwody doniecki i ługański. Taki prawdopodobnie plan mają Rosjanie. Niewykluczone, że inne obszary Ukrainy będą również intensywnie ostrzeliwane – głównie pociskami rakietowymi.

— Tuż przed 24 lutego Władimir Putin i Rosja uznały niepodległość obwodów ługańskiego i donieckiego. Teraz Rosja gra o to, co zaczęła w 2014 r., czyli o opanowanie tych terenów w ich administracyjnych obwodach. Do tego, od południa, chcą kontrolować całe obwody chersoński i zaporoski. Wszystko zmierza do pozbawienia Ukrainy zasobnego w surowce naturalne Donbasu oraz dostępu do Morza Azowskiego i portów w Berdiańsku oraz Mariupolu. Z tych właśnie portów przed wojną Ukraina eksportowała swoje płody rolne czy stal. Rosja chce więc zabrać Ukrainie to, co jest bardzo cenne z punktu widzenia funkcjonowania jej gospodarki. To byłaby katastrofa dla Ukrainy — podkreśla Robert Reczkowski.

(...)

— Zbigniew Brzeziński pisał w "Wielkiej szachownicy" o Ukrainie jako sworzniu geopolitycznym. O tym może nie mówi się głośno, ale obecna wojna w mojej ocenie jest pierwszą zbrojną odsłoną w rywalizacji mocarstw w ramach tworzącego się na naszych oczach nowego ładu międzynarodowego. Ładu prawdopodobnie o układzie dwubiegunowym. Po jednej stronie mamy demokratyczny Zachód z USA na czele, po drugiej autokratyczny Wschód z Rosją i Chinami. Jeśli teraz Ukraina przegra walki o swoją południową-wschodnią część, Rosja zakończy wojnę tylko na pewien czas. Sądzę, że w przyszłości, za kilka lat, zapragnie dalszych części Ukrainy – obwodu mikołajewskiego i odeskiego. Celem będzie w końcu wdrożenie putinowskiej koncepcji Noworosji, a w dalszej kolejności połączenie się z Naddniestrzem oraz uczynienie z Ukrainy kadłubkowego, zależnego od Moskwy państwa śródlądowego — mówi Robert Reczkowski.

Widzi jednak także optymistyczny scenariusz, który w jego ocenie jest całkiem realny.

— Mimo że potencjał obu stron wskazuje na razie na remis, Ukraina ma szansę pokonać Rosję i przejść do kontrofensywy. Możliwe jest nawet odzyskanie przez nią pełnej kontroli nad obwodem donieckim i ługańskim. Nie ma szans jednak na odbicie Krymu. Rosja go nie odda z powodów strategicznego położenia półwyspu, a Ukrainie zwyczajnie zabraknie sił i środków do dalszej walki. Jednak wypchnięcie teraz Rosji ze wschodu Ukrainy oznaczałoby całkowitą porażkę Putina i osłabienie Rosji. Dałoby to kolejne argumenty do presji politycznej i gospodarczej na Rosję, do ograniczenia jej wpływów. To byłby idealny scenariusz dla Ukrainy, ale również dla Polski i temu należy kibicować — podsumowuje ekspert.

onet.pl