czwartek, 7 kwietnia 2022


Wczoraj niemiecki wywiad poinformował o swoich ustaleniach odpowiednie służby parlamentarne w Berlinie. „Nagrania z podsłuchów najwyraźniej całkowicie obalają rosyjskie zaprzeczenia – taką wiadomość służby przekazały rządowi niemieckiemu – pisze SPIEGEL.

– Mają to być wiadomości radiowe odpowiadające lokalizacji ciał znalezionych wzdłuż głównej drogi. Na przykład w jednym z komunikatów radiowych żołnierz miał opisać innemu, że on i jego koledzy zastrzelili osobę na rowerze. Zdjęcie zwłok człowieka z rowerem obiegło cały świat – czytamy na portalu.

W innej przechwyconej rozmowie radiowej mężczyzna mówi: „najpierw przesłuchaj żołnierzy, a potem ich zastrzel”. Materiały wskazują również, że w okrucieństwach brali udział członkowie rosyjskich jednostek najemnych, takich jak Grupa Wagnera.

Według materiałów BND nie były to ani przypadkowe działania, ani działania pojedynczych żołnierzy, którzy wymknęli się spod kontroli. Wynika z nich, że żołnierze mówili o okrucieństwach tak, jakby opowiadali o swoim codziennym życiu – pisze SPIEGEL.

Po wycofaniu się wojsk rosyjskich na ulicach Buczy odkryto masowy grób i dziesiątki ciał cywilów leżących na ulicach. Niektórzy z nich mieli związane ręce, a na innych ciałach widać było ślady tortur. Rząd rosyjski stanowczo zaprzeczył, jakoby rosyjskie siły zbrojne były odpowiedzialne za te zbrodnie wojenne. Rosja oskarżyła Ukrainę i Zachód o „zainscenizowanie” masakry. Argumenty strony rosyjskiej zostały jednak całkowicie obalone przez zdjęcia satelitarne wykonane w połowie marca. Już wtedy na ulicach Buczy widać było ciała cywilów zabitych przez wojska rosyjskie.

belsat.eu

W celu identyfikacji zwłok i ustalenia okoliczności śmierci mieszkańców Buczy planowana jest ekshumacja z masowego grobu w tym podkijowskim mieście; prokuratura przygotowuje decyzję – poinformowała ukraińska rzeczniczka praw człowieka Ludmyła Denisowa w Telegramie. 

Po wizycie w Buczy Denisowa oświadczyła we wtorek 5 kwietnia, że oprócz masowego grobu przy cerkwi św. Andrzeja widziała również izbę tortur, którą zorganizowali czeczeńscy bojownicy, tzw. kadyrowcy: "Ciała zostały już zabrane na ekspertyzę, jednak na ścianach i na podłodze zostały kałuże krwi. Pomieszczenie, które w pośpiechu opuszczali bojownicy, jest pełne pustych butelek po alkoholu i resztek jedzenia, odebranego mieszkańcom."

fakt.pl

Ukraiński wywiad opublikował już listę 1600 żołnierzy, którzy służyli w 64. Brygadzie. Na ich czele stoi wyjątkowo religijny i wierzący podpułkownik Azatbek Omurbekov, którego już ochrzczono przydomkiem „Rzeźnika z Buczy”.

Jak wyśledzili wolontariusze z ukraińskiej agencji InforNapalm, w listopadzie ubiegłego roku wojskowy ten w Chabarowsku został pobłogosławiony przez prawosławnego duchownego. Po nabożeństwie miał przyznać, jak ważna w jego życiu i pracy wojskowego jest religia.

– Historia pokazuje, że większość naszych bitew toczymy duszami. Broń nie jest najważniejsza. Kościół jest miejscem, w którym możemy przyjąć komunię i przygotować się na nadchodzące wydarzenia – przytacza wypowiedź pułkownika Omburekova „New York Post”.

Jak donosi ukraiński wywiad, 64. Brygada, po wycofaniu z Buczy i podkijowskich miejscowości, przetransportowana została na wschodni odcinek frontu. Tam teraz planowana jest główna rosyjska ofensywa i próba zdobycia przez Rosjan obwodów donieckiego i ługańskiego, a może nawet całej lewobrzeżnej Ukrainy. Zdaniem generała Skrzypczaka, po Buczy życie rosyjskich żołnierzy na Ukrainie zmieni się nie do poznania.

– Te informacje już dotarły do wojska ukraińskiego i już nie będzie "zmiłuj się". Ja, jako żołnierz, gdybym zobaczył, co zrobili Rosjanie z moimi współobywatelami, to bym nie brał jeńców – mówi Faktowi Skrzypczak.

Społeczność międzynarodowa nie tylko wyraziła oburzenie ludobójstwem, ale też coraz głośniej wspomina się o konieczności ścigania odpowiedzialnych za tę zbrodnię ludobójstwa. Przemawiając na forum ONZ prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski zaapelował do społeczności międzynarodowej, by stworzyć trybunał karny dla rosyjskich morderców, przypominający Trybunał Norymberski, powołany do osądzenia zbrodniarzy hitlerowskich.

Zdaniem generała Skrzypczaka, niedługo może już nie być kogo karać.

– Osądzić trzeba by przede wszystkim dowódców. Jeżeli chodzi o szeregowych tej jednostki, to nie będzie po tej wojnie kogo sądzić, bo wszystkich Ukraińcy wybiją – przewiduje generał Skrzypczak.

fakt.pl

Jak Rosjanie zachowywali się po wejściu do wsi?

Z tego, co opowiada mój tato, trochę strzelali. Zniszczyli kilka domów, zginęli nasi sąsiedzi. Podpalili też zabytkową cerkiew. Myślę, że zrobili to specjalnie, bo dzwonnica cerkwi jest dość wysoka i służyła mieszkańcom do obserwowania okolicy. Spalenie jej nie było przypadkiem. Dziadkowie mają dom tuż obok, od wybuchu wyleciały im wszystkie okna. Na szczęście dom ojca nie ucierpiał, nie stoi w centrum wsi.

Mieszkańcy opowiadają, że rosyjscy żołnierze to przeważnie młodzi mężczyźni, 19 i 20-letni. Są głodni, włamują się do sklepów i kradną, co wpadnie im w ręce. Wyważyli drzwi w przedszkolu, zabrali stamtąd materace i poduszki. Kilku przyszło przenocować, wyrzucili właścicieli z domu, ale nie zrobili im krzywdy. Po prostu chcieli się wykąpać i przespać w normalnych warunkach. Z domu zniknęły bokserki i skarpety. Żartujemy sobie, że druga najsilniejsza armia świata walczy w majtkach z mojej wsi. To oczywiście bardzo śmieszne, gdyby nie było takie straszne. Bo ludzie giną.

noizz.pl

Eksperci uważają, że z około 120 Batalionowych Grup Taktycznych (BTG), które Rosjanie rozmieścili na terytorium Ukrainy, ponad 20 zostało całkowicie zniszczonych. Inne utraciły tak wiele sprzętu wojennego, pojazdów i żołnierzy, że bez zastępstwa dla poległych lub rannych oraz bez wymiany lub długotrwałej konserwacji uszkodzonego sprzętu nie nadają się do rozmieszczenia, tzn. nie są natychmiast dostępne. — Siły rosyjskie poniosły straty przekraczające wyobraźnię, niektóre szacunki mówią o 10-15 proc., ja stawiałbym to bliżej 30-50 proc. oddziałów bojowych z pierwszej linii frontu — mówi na przykład Mark Hertling, były głównodowodzący armii USA w Europie.

Według szacunków NATO z zeszłego tygodnia, Rosja straciła do 40 tys. żołnierzy, którzy zginęli, zostali ranni, wzięci do niewoli lub zdezerterowali. A tych, którzy pozostali, nie da się łatwo zebrać w nowe jednostki bojowe. — To nie jest gra komputerowa czy strategiczna typu Stratego — te siły nie opuszczają jednego obszaru, by walczyć w innym" — pisze Hertling. Zwraca uwagę, że wojska rosyjskie już wcześniej spędziły miesiące na terenie Białorusi na ćwiczeniach oddziałów "w terenie", a następnie przeżyły 6 tygodni intensywnych walk. "Czynniki fizyczne, psychiczne i emocjonalne odcisnęły swoje piętno.

— Wielu z nich dopuściło się zbrodni wojennych. Te oddziały, moim zdaniem, są skończone — powiedział Hertling. Podobnego zdania jest czołowy brytyjski strateg wojskowy Lawrence Freedman. — Spośród jednostek biorących udział w pierwszej fali inwazji, często elitarnych, niektóre zostały zdziesiątkowane o połowę, a inne nawet bardziej — pisze Freedman. — Niektóre jednostki zostały zużyte do tego stopnia, że nie można ich przesunąć; inne nie są sprawne, przynajmniej w przyszłości.

Ponadto, zdaniem Hertlinga, mamy do czynienia z niekorzystnym czynnikiem odległości: Rosja ma do pokonania znacznie dłuższe drogi z północy na front wschodni niż Ukraina, co nie jest bez znaczenia, biorąc pod uwagę i tak już poważne problemy logistyczne, z którymi boryka się rosyjskie wojsko.

Strateg wojskowy i ekspert ds. Rosji Michael Kofman z wojskowego ośrodka analitycznego CNA w Arlington zwraca uwagę, że Moskwa straciła już w tej wojnie sprzęt wojenny dla co najmniej 30 batalionów, a obecnie osiąga granice możliwości kadrowych i sprzętowych. — Rosyjskie wojsko zebrało wszystko, co mogło z pozostałych oddziałów, w tym z zagranicznych baz wojskowych i Kaliningradu — powiedział Kofman. — Obecnie nie ma już prawie nic, co można by tam wysłać, poza batalionami, które niedawno przybyły, by wesprzeć ofensywę w Donbasie.

Rosja nadal może dysponować znacznymi siłami na wschodzie, ale są one obecnie znacznie mniejsze niż na początku wojny. Ekspert ds. rosyjskiego wojska ocenia, że Moskwa dysponuje obecnie jedynie około 80 batalionowymi grupami bojowymi (BTG), jeśli chodzi o liczbę żołnierzy biorących udział w wojnie z Ukrainą. Ponadto wielu poborowym, którzy dwa razy w roku są zastępowani, wygasają kontrakty, a nowi poborowi, którzy zostali powołani do wojska 1 kwietnia, nie nadają się do służby, ponieważ nie ukończyli nawet szkolenia podstawowego. Według Kofmana, krążą pogłoski, że rekruci, którym kończy się okres służby wojskowej, są obecnie nakłaniani za pomocą dużych pieniędzy lub nawet gróźb do podpisania kontraktów jako żołnierze tymczasowi.

Krótko mówiąc, po ciężkich stratach w ostatnich tygodniach Rosja ma problem ze znalezieniem wystarczającej liczby żołnierzy do przeprowadzenia dużej ofensywy na wschodniej Ukrainie. Przynajmniej jeśli prezydent Władimir Putin nie zarządzi powszechnej mobilizacji. W końcu za nazwanie rosyjskiej wojny w Ukrainie wojną, a nie "operacją specjalną", jak przedstawia ją Kreml, grozi teraz kara wieloletniego więzienia.

Powszechna mobilizacja, która pozwoliłaby na przedłużenie służby wojskowej i aktywizację rezerwistów, byłaby równoznaczna z przyznaniem, że na Ukrainie toczy się prawdziwa wojna. W ten sposób Putin politycznie zapędził się do narożnika, który uniemożliwia mu zmobilizowanie sił zbrojnych, jakich według zachodnich ekspertów wojskowych Rosja potrzebowałaby do zajęcia znacznej części wschodniej Ukrainy.

Rosyjska doktryna wojskowa jest również przeznaczona do obrony, a nie do prowadzenia długotrwałej wojny lądowej — powiedział Kofman. — Rosji brakuje logistyki i siły roboczej, aby utrzymać tego rodzaju walkę w największym kraju Europy. Prowadzi to obecnie do paradoksu związanego z kontynuacją wojny na wschodzie Ukrainy: z jednej strony mamy armię rosyjską, która nadal wyraźnie przeważa pod względem wyposażenia wojskowego, ale nie ma wystarczającej liczby ludzi.

Po drugiej stronie znajduje się armia ukraińska, która ma wystarczającą liczbę personelu, ale nie ma wystarczających środków na jego wyposażenie. Mogłoby to doprowadzić do wojny na wyniszczenie między obiema stronami, w której, w sumie, Ukraina może być w lepszej sytuacji — uważa Kofman. Zwłaszcza że — jak zauważa były głównodowodzący Hertling — Rosji nie uda się wyeliminować ogromnych braków w logistyce, koordynacji ataków i morale wojsk, jakie wykazywała do tej pory.

Ukraińcy również ponieśli straty, ale nie tak duże jak Rosjanie i mogli nadal liczyć na wsparcie ludności i krótkie drogi zaopatrzenia. Hertling jest więc nawet nieco bardziej optymistyczny co do szans Ukrainy na sukces niż rosyjski ekspert Kofman. — Nadal wierzę, że Ukraińcy muszą — i pokonają — armię rosyjską, a może nawet ją zniszczą — mówi Hertling.

onet.pl

— W pierwszych dniach, może nawet dwóch tygodniach od rozpoczęcia wojny było ciężko. Ludzie z Braniewa zadawali sobie pytania, czy nie uciekać? Ja również miałam takie myśli, czy nie oddalić się gdzieś w bezpieczne miejsce. Baliśmy się bardzo. Żyjemy przecież tuż przy granicy z Rosjanami — mówi Onetowi Anna Kowalczyk, dyrektor Braniewskiego Centrum Kultury.

Później do Braniewa, jak i kolejnych miast i miasteczek w Polsce zaczęli napływać uchodźcy wojenni z Ukrainy.

— To zmieniło nasze nastroje. Ludzie przychodzą do nas po pomoc. Można powiedzieć, że w Braniewie jesteśmy na pierwszej linii frontu z pomocą humanitarną. Nie jest łatwo. Czasem musimy wychodzić, popłakujemy sobie gdzieś na osobności. Widzimy cierpienie Ukraińców. Niektórzy przyjechali do Polski dosłownie z jedną walizką. Ich historie są przerażające – opowiada Anna Kowalczyk.

Braniewo leży kilka kilometrów od granicy z Federacją Rosyjską, nieopodal obwodu kaliningradzkiego. To niewielkie miasteczko, które liczy sobie kilkanaście tysięcy mieszkańców.

Jeszcze kilka lat temu przyjeżdżało do niego wielu Rosjan. Ludzie nawiązywali znajomości, kwitł handel.

— Jak Rosjanin do nas przyjeżdżał, to zostawiał dużo pieniędzy. Ale i nam się opłacało do nich jeździć. Pamiętam czasy, jak płaciłam u nich dużo mniej za benzynę. Tańsze były też papierosy i dobra wódeczka. Handel kwitł. To wszystko zaczęło się urywać, gdy — uwaga będę polityczna – PiS doszedł do władzy. Ograniczenie małego ruchu granicznego uderzyło w nas wszystkich – zaznacza.

W 2016 r. rząd zdecydował o zawieszeniu umowy o zasadach małego ruchu granicznego z Federacją Rosyjską. Była ona wówczas podyktowana względami bezpieczeństwa narodowego w związku z organizacją przez Polskę Szczytu NATO oraz Światowych Dni Młodzieży.

Później do biurokratycznych kwestii i regulacji doszła jeszcze pandemia i utrudnienia dla firm, co uderzyło po kieszeniach wszystkich, którzy żyli z handlu w strefie przygranicznej.

Przed wojną w Braniewie i okolicach sporo mówiło się o lockdownach, inflacji, zamykaniu biznesów, bezrobociu i tym, że czasy kwitnącego polsko-rosyjskiego handlu odeszły do lamusa. Ludzie martwili się o swoją przyszłość.

W 2022 r. optyka się zmieniła. Doszedł czynnik, którego wcześniej praktycznie tu nie było. To strach przed sąsiadem z drugiej strony granicy i nienawiść do Rosjan. — Czuję ogromną pogardę do tych ludzi. Jestem tylko kierownikiem hotelu, ale gdyby ode mnie to zależało, żaden Rosjanin już tutaj by nie zanocował. Za to, że dają zezwolenie na wojnę i nie potrafią poradzić sobie ze swoim prezydentem. Za te wszystkie zdjęcia z Buczy. Za te pomordowane dzieci, za te wiązane z tyłu ręce. Za strzały w tył głowy. Ja przeżyłam Katyń z lekcji historii. Jak zobaczyłam zdjęcia z Buczy, od razu miałam to przerażające skojarzenie — mówi kierownik hotelu Warmia-Spa Sylwia Dombrowska.

— Nie wiem, czy nawet pokolenie moich dzieci będzie w stanie zapomnieć, co zrobili Rosjanie — dopowiada.

Od mieszkańców Braniewa słyszę, że Rosjan jest teraz w okolicy bardzo mało. I że jak nawet jakiś się pojawi, to są Polacy, którzy – niekiedy w wulgarny sposób — pokazują "sąsiadowi", co myślą o ich przywódcy i wojnie, którą rozpętał.

Dombrowska uważa, że od czasów wojny "stosunek wielu braniewian do Rosjan zmienił się o 180 stopni". Przyznaje jednak, że wynika to również ze strachu. — Boję się, że mogą wejść Rosjanie. Ktoś się może z tego śmiać, ale zapewniam, że inaczej się patrzy, jak się mieszka rzut beretem od granicy z Rosją. Te wszystkie rakiety z Kaliningradu pewnie nie będą skierowane na Braniewo, a na większe miasta. Nas rozjadą czołgami. Pytanie, czy zdążymy uciec.

— Od czasu tej wojny, patrzę częściej w niebo. Pan, nie patrzy? Widzę więcej samolotów. Wcześniej, kto o tym myślał?

Kierownik hotelu w Braniewie mówi, że od czasu rozpoczęcia wojny ucięła kontakty z wszystkimi Rosjanami. — Miałam znajomych po tamtej stronie granicy. Dzień czy dwa po ataku Rosjan dzwonię do Nataszy i pytam jej, co to ma być? A ona mi odpowiada, że nic, że to żadna wojna, że Rosjanie pojechali tam w zamiarach pokojowych. Nie chciałam z nią dalej gadać. Numer już wykasowałam.

W pobliżu Braniewa są dwa przejścia graniczne. Jedno w Gronowie, które od lat pozostaje zamknięte. Drugie w Grzechotkach.

Do przejścia w Grzechotkach wiedzie kilkupasmowa droga. Po południu praktycznie nie widać tu żadnych aut.

W Gronowie, tuż przy samej granicy, stoją opuszczone od lat sklepy. Teren wokół nich jest zarośnięty, parkingi pełne kolein i dziur. Ma się wrażenie, że nikt o to nie dba. Do dzisiaj można zobaczyć tu wielkie tablice z rosyjskimi napisami, które witały ludzi wjeżdżających od strony Kaliningradu.

Niecały kilometr od rosyjskiej granicy wychował się Andrzej Demko, Ukrainiec, który w Braniewie prowadzi dużą firmę Meble Okmed. — Pracuję i mam kontakt z Rosjanami. Jako do ludzi, osobiście, nic do nich nie mam. Ci, których znam, mają inne zdanie o tej wojnie. Tylko nie mogą o tym mówić głośno, bo się boją — mówi Onetowi.

— Mam dobrego znajomego, Rosjanina. Ma żonę Ukrainkę. Ta sytuacja wszystkich przerasta. Retoryka po stronie Rosjan jest niewyobrażalna, ale dla niego jest to jednak szara rzeczywistość. W Rosji mają tak bardzo prane mózgi, że są w stanie uwierzyć w to, co dyktuje im chory człowiek.

Po rozpoczęciu wojny Demko skrzyknął kilku lokalnych przedsiębiorców i wspólnie zorganizowali pomoc dla Ukraińców. Zatacza ona szersze kręgi, a kolejne dary transportowane są teraz na Ukrainę.

Demko podkreśla, że w tej całej sytuacji bardzo ważne jest spojrzenie na relację "człowiek z człowiekiem".

— Każdy z nas pamięta z czasów wojny napięte sytuacje między Polakami a Ukraińcami. Ja wychowałem się 800 metrów od rosyjskiej granicy. Tam jest takie społeczeństwo, które po akcji "Wisła" zostało przez władzę ludową zapomniane, czyli nierozdzielone. Dlatego do dziś wychowujemy się w tej kulturze, rozmawiamy po ukraińsku. Wszyscy się temu dziwią, że było to możliwe. Ale to było możliwe dzięki Polakom, którzy praktycznie do tego podchodzili. Bo oceniali nasz naród normalnie. Nie pozwolili, by przeszłość wojenna zabiła te relacje. A relacje człowieka z człowiekiem pozwoliły to wszystko utrzymać.

onet.pl

— Izium ryglował od północy pozycje ukraińskie. To była wyraźna linia obronna na rzece, która teraz została pokonana. Rosjanie próbują wyjść na tyły zgrupowania ukraińskiego, ale w tym miejscu Ukraińcy przygotowywali się osiem lat do obrony i mają całkiem spore siły, a na dodatek przerzucają jeszcze dodatkowe oddziały z zachodu Ukrainy — opisuje sytuację na froncie południowym w Ukrainie analityk.

Podkreśla, że patrząc na ten obszar Ukrainy, należy szczególnie zwrócić uwagę na miejscowość położoną około 80 km na zachód Kramatorska, miejscowość Dowhenke. — Od trzech dni toczy się tam wielka bitwa pancerno-zmechanizowana. Może "Łukiem Kurskim" tego nazwać nie można, ale to jest tam duża bitwa wojsk pancernych i zmechanizowanych — uważa Wolski.

Sytuacja wziętej od północy i częściowo także ze wschodu armii ukraińskiej może wydawać się trudna. Wolski ocenia jednak, że na tym odcinku doszło do pata. — Obie strony ponoszą straty. Do weekendu powinniśmy wiedzieć, czy Rosjanie wejdą w przestrzeń operacyjną Ukraińców, czy też nie. Moim zdaniem, nie wygląda na to, żeby obrona ukraińska miała pęknąć.

— To jest niebezpieczna sytuacja dla Rosjan, bo oni zużywają teraz ostatnie rezerwy, które mają przerzucone z innych odcinków. One zostały rzucone na południowy wschód Ukrainy. Jeżeli jednak teraz Rosjanie nie odniosą na tym odcinku zdecydowanego powodzenia, to albo dojdzie do rozmów pokojowych, albo Rosjanie będą potrzebowali około miesiąca przerwy, żeby zebrać świeże siły – ocenia Wolski.

Teoretycznie Rosjanie mają jeszcze w odwodzie siły, które wycofali z rejonu Kijowa. — Ale one potrzebują jeszcze dwóch, trzech tygodni, by się przegrupować — zauważa Wolski.

Zdaniem analityka, armia rosyjska jest wyczerpana, a to ma wpływ nie tylko na obecne działania wojenne w Ukrainie. — Moim zdaniem, to jest ostatnia duża operacja ataku na poziomie strategicznym ze strony Rosjan w najbliższych 5-10 latach. Rosjanie będą jeszcze w stanie jakoś dokończyć tę wojnę w Ukrainie, ale potem – ze względu na straty i zniszczenia w sprzęcie – będą musieli się zatrzymać. Na wiele lat.

onet.pl

środa, 6 kwietnia 2022


Putinflacja - tak część inflacji w Polsce określają ekonomiści banku Pekao. W swojej analizie wskazują, że według nich polityka Władimira Putina odpowiada za ponad 1/3 obecnej inflacji w Polsce. Chodzi o efekty przykręcenia kurka z gazem w połowie 2021 r. (pierwsze sygnały o tym były już pod koniec czerwca), co potęgowało presję kosztową w Europie. Zdaniem ekspertów z Pekao, to wtedy, a nie w momencie inwazji Rosji na Ukrainę i sankcji Zachodu na Rosję, rozpoczęła się wojna ekonomiczna na linii Rosja-Zachód.

Z wyliczeń ekonomistów z Pekao wynika, że gdyby nie czynniki geopolityczne, inflacja w Polsce wynosiłaby obecnie ok. 6 proc. (wobec 10,9 proc. w marcu, według najnowszych danych GUS). W najgorszym momencie - na przełomie 2021 i 2022 r. - tempo wzrostu cen w Polsce nie przekraczałoby 8 proc. Tymczasem w rzeczywistości wyniosło 8,6 proc. w grudniu 2021 r. i 9,4 proc. w styczniu 2022 r.

- Wzrost cen gazu na jesieni 2021 miał wiele źródeł, np. wzrost popytu (zwłaszcza z Azji), bezwietrzna pogoda we wrześniu... Jednak 70 proc. odpowiedzialności przypisujemy Putinowi, gdyż opróżniając rezerwy gazu w Europie, zadziałał na wyobraźnię i wywołał niemal panikę na rynku - wyjaśniają ekonomiści banku Pekao. Wskazują, że szantaż gazowy Putina widać nie tylko w cenach tego surowca. Wysokie ceny gazu zaczęły bowiem wymuszać czasowe zwiększenie zużycia węgla, mocno podbijając jego cenę. Ceny węgla, obok rosnących cen praw do emisji CO2, były główną przyczyną drożejącej energii elektrycznej. 

Wyższe ceny gazu to także wyższe ceny żywności oraz produktów, do których wytworzenia potrzeba dużo gazu czy prądu.

- Koszty gazu stanowią 60-80 proc. kosztów produkcji nawozów. Nawozy zaś stanowią 25-40 proc. kosztów produkcji zbóż i pasz. Naszym zdaniem koszty gazu odpowiadają za 50-80 proc. wzrostu cen żywności w ostatnich miesiącach. Częściowo przez kanał oczekiwań - piszą eksperci z Pekao. Zauważają też, że w marcu br. wpływ czynników geopolitycznych podbijał inflację jeszcze mocniej niż w poprzednich miesiącach - to oczywiście efekt wojny w Ukrainie, a szczególnie znaczącego wzrostu cen paliw.

gazeta.pl

To w Rosji tradycja, by tak kłamać?

W czasach Mikołaja I było zalecenie: o przeszłości Rosji można pisać tylko dobrze, o teraźniejszości bardzo dobrze, a zarazem zapewniać, że przyszłość będzie jeszcze lepsza. I tak też pisano. Elity reagowały z nieufnością, ale wielu przyjmowało to do wiadomości, bo skoro taka jest wola władzy, to byli posłuszni.

Dziś Kremla nie obchodzi reakcja Zachodu na oczywiste kłamstwa o rosyjskich - choć się do nich nie przyznają - zbrodniach wojennych?

Ławrowa nawet nie interesuje nasza reakcja na te oczywiste kłamstwa - ani reakcja Amerykanów, ani Europejczyków. Jest on zresztą wręcz nieprawdopodobnym cynikiem. To bezwzględny gracz. Kłamca taki jak Putin.

Dobry dyplomata jak na rosyjskie standardy?

Ależ bardzo dobry. Linia powrotu na pozycję wielkomocarstwową, której początki można datować na ok. 2000 r., gdy Putin został wybrany na prezydenta, jest utrzymywana. Putin i Ławrow są jej wierni. Są też skuteczni, choć Ukraina może być już kąskiem, którym Rosja się zadławi. Oby.

Pan miał okazję poznać Ławrowa?

W Polsko-Rosyjskiej Grupie ds. Trudnych czasami spotykaliśmy się i z nim. Rozmowy dotyczyły bardzo specjalistycznych rzeczy. Pytaliśmy go, dlaczego nie otwierają wszystkich archiwów i dlaczego nie możemy się doprosić całego szeregu materiałów ws. zbrodni katyńskiej, które z całą pewnością są w rosyjskich archiwach. Odpowiadał z kamienną twarzą, że wydał polecenie i kilka razy sprawdzał, że wszystkie materiały są już udostępnione i nic więcej nie ma. A to oczywiście kłamstwo.

W takich sprawach jak białoruska lista katyńska czy działania zespołów oprawców z NKWD, którzy masowo mordowali polskich jeńców wojennych, nic nie mogło zaginąć. W rosyjskim systemie, aby zniszczyć jakikolwiek papierek, musi być polecenie zwierzchności, bo każdy boi się odpowiedzialności - szczególnie w sprawach tak trudnych jak masowe zbrodnie.

Wracając do zbrodni w Ukrainie: kłamstwo o rzekomych "ukraińskich prowokacjach w Buczy" jest nie tylko kierowane do wewnątrz Rosji, bo Kreml chce zwołania posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w tej sprawie.

Takimi zabiegami Rosjanie mówią: taka jest nasza wiedza, a my dobrze wiemy, jak było naprawdę. Jeśli sądzicie inaczej, to udowodnijcie, że było inaczej. Dlatego takie ważne jest, aby to społeczność międzynarodowa badała zbrodnie wojenne Rosjan - nie ukraińska, ale międzynarodowa. W przeciwnym razie Rosjanie będą mówić: Ukraińcy spreparowali tę zbrodnię, przecież neonaziści i banderowcy są zdolni do wszystkiego.

Rosjanie, nawet jeśli zwyczajnie kłamią, a ich zbrodnia jest oczywista, mówią: spróbujcie obalić naszą wersję.

Pan widzi analogie między dzisiejszymi kłamstwami Kremla a tymi czasów Związku Radzieckiego?

Cały system sowiecki był - a teraz rosyjski jest - oparty na kłamstwie. Pozwoliłem sobie te kłamstwa usystematyzować w książce "Pięć kłamstw Lenina". Pokój ludom - żaden pokój. Samostanowienie narodom - żadne samostanowienie. Władza proletariatowi - kłamstwo. Ziemia chłopom - absolutnie nieprawda. Równouprawnienie kobietom - teoretycznie tak, a praktycznie nie. Czas płynie, a w Rosji wszystko à rebours.

Sam system władzy też funkcjonuje w kłamstwie?

Systemy wertykalne są oparte na tym, że jedna osoba ma ogromną władzę i - przynajmniej z zewnątrz tak to wygląda - jest w stanie narzucić swoją wolę całemu państwu. Wyradzają się one z czasem, gdyż do tej osoby dopływa coraz mniej prawdziwych informacji. Bo jeśli ktoś przynosi złe informacje, to traci swoją pozycję. W ten sam sposób wyradzały się systemy faszystowski i leninowsko-stalinowski. A od 2000 r. wyradzał się putinizm, dziś więc obserwujemy wojnę wywołaną przez potwora. Dynamikę takich systemów można zatrzymać tylko siłą.

Nie jest ważne, czy porównamy Władimira Putina do Pol Pota, Adolfa Hitlera, Idi Amina czy Józefa Stalina. Istotne jest, że wszystkie systemy, które personifikowali, działały w podobny sposób i charakteryzowały się masowymi zbrodniami.

gazeta.pl

Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy przedstawił kolejne informacje z sytuacji na froncie po 41 dniach agresji Rosji, koncentrując się na stratach i problemach agresora, a także sukcesach armii ukraińskiej. 200. Brygada Zmechanizowana Floty Północnej miała utracić blisko 30% personelu (jedna batalionowa grupa taktyczna z tej brygady miała zostać zniszczona siłami obrońców, druga wycofana w celu odzyskania zdolności bojowej do obwodu biełgorodzkiego). Z kolei 236. Brygada Artylerii z 20. Armii Ogólnowojskowej Zachodniego Okręgu Wojskowego (OW) miała utracić blisko 20% żołnierzy i uzbrojenia. W Zachodnim OW ma być prowadzona skryta mobilizacja, a stany osobowe jednostek uzupełniane kadrą wojskowych placówek oświatowych. Siły Zbrojne Ukrainy miały wyprzeć nieprzyjaciela z trzech miejscowości w obwodzie chersońskim przy granicy z obwodem dniepropetrowskim, a także zestrzelić osiem rakiet skrzydlatych.

O sytuacji w rejonach walk ukraiński Sztab Generalny informuje oględnie. W komunikatach zwraca natomiast uwagę na rosnące zagrożenie wykorzystania do agresji przeciwko Ukrainie terytorium Naddniestrza (na lotnisku w Tyraspolu mają trwać przygotowania do przyjęcia samolotów) oraz możliwość pozostawienia przez Rosjan sił na Białorusi w celu wiązania jednostek ukraińskich na północy a tym samym uniemożliwienia wzmocnienia przez nie innych kierunków obrony. Przedstawiciele MSW Ukrainy zwracają uwagę na kluczowe znaczenie walk na wschodzie, których intensywność w ostatnich dniach miała się zmniejszyć, zaś wzmocnione zostały zgrupowania sił rosyjskich na kierunku Słowiańska. Zasugerowano również, że opracowany został plan wyzwolenia Chersonia.

Lokalne administracje wojskowo-cywilne informują, że na wschodniej i południowej Ukrainie toczone są ciężkie walki, agresor zwiększył intensywność uderzeń rakietowo-powietrznych na obiekty infrastruktury krytycznej. Trwa blokada, ostrzał i bombardowania Charkowa (nocą 6 kwietnia odnotowano 27 uderzeń, głównie na cele cywilne). Walki trwają na pograniczu obwodów charkowskiego i donieckiego, gdzie obrońcy mieli odeprzeć jeden wrogi atak oraz w rejonie Siewierodoniecka. Ogółem w Donbasie miało zostać odpartych dziewięć rosyjskich ataków. Miejscowości w których znajdują się pozycje ukraińskie są nieprzerwanie ostrzeliwane i bombardowane. W rejonach walk ma miejsce katastrofa humanitarna, gdyż nie ma możliwości ewakuacji pozostałych mieszkańców, ani dostarczenia im pomocy.

Z informacji docierających z obwodu mikołajowskiego wynika, że siły rosyjskie częściowo opuściły zajmowane tam wcześniej pozycje (prawdopodobnie w tym samym okresie, w którym wycofywały się z północnych obwodów Ukrainy) i skupiają się na ostrzale i bombardowaniach z pozycji w obwodzie chersońskim. Równocześnie w dalszym ciągu mają trwać walki na pograniczu obu obwodów. Do względnego uspokojenia sytuacji doszło na linii styczności wojsk w północno-wschodniej części obwodu zaporoskiego. W rejonie Odessy agresor ma prowadzić rozpoznanie powietrzne.

Wojska rosyjskie kontynuowały uderzenia rakietowo-powietrzne na obiekty infrastruktury krytycznej na całej Ukrainie, atakując głównie składy paliwa i węzły kolejowe. Strona ukraińska prowadzi blokadę informacyjną i o skutkach ataków informuje tylko w przypadku widocznych z daleka pożarów. Ze szczątkowych informacji wynika, że celami prawdopodobnie są przede wszystkim przewożone koleją cysterny z paliwem, ewentualnie z amunicją (o czym mogą świadczyć informacje o eksplozjach). Do ataków doszło na północy obwodu połtawskiego, w rejonie krzemienieckim obwodu tarnopolskiego, a także w rejonie m. Nowomoskowsk i Synelnykowe w obwodzie dniepropetrowskim (miały miejsce dwa ataki, drugi – nocny – został przeprowadzony przez lotnictwo agresora; poinformowano o zniszczeniu składu paliwa), Radziechowa w obwodzie lwowskim oraz Koziatyna w obwodzie winnickim.

5 kwietnia rząd Ukrainy rozszerzył listę rodzajów broni, które mogą być używane przez członków ochotniczych formacji wspólnot terytorialnych – uzupełnił ją o broń strzelecką (dotychczas obowiązywała zgoda na użycie prywatnej broni myśliwskiej). Najważniejszą zmianą jest potwierdzenie prawa do używania przez ochotników broni artyleryjskiej, kierowanych i niekierowanych pocisków rakietowych, granatników, miotaczy ognia, min oraz granatów. Wcześniej Rada Najwyższa zrównała ochotników obrony terytorialnej z weteranami wojennymi, przyznała im status kombatantów i osób niepełnosprawnych w wyniku działań wojennych.

Wycofanie wojsk rosyjskich z północnych obwodów spowodowało reakcję białoruskiego resortu obrony. W pobliżu granicy Białorusini rozmieścili jednostki piechoty zmechanizowanej, powietrzno-desantowe, artylerii i bezpilotowce. Objęły one ochroną szczególnie ważne obiekty infrastruktury krytycznej takie jak linie kolejowe, mosty, wiadukty itp. W ich pobliżu powstały stanowiska ogniowe dla piechoty i artylerii. Zadania realizowane są we współpracy z jednostkami służby granicznej oraz organami terenowymi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Rosyjski okupant kontynuuje brutalne działania pacyfikacyjne na zajętych terenach, korzystając z pomocy lokalnych kolaborantów. Mer okupowanego Chersonia poinformował, że siły okupacyjne prowadzą działania mające prowadzić do zidentyfikowania lokalnych aktywistów i rodzin ukraińskich żołnierzy. Kolaboranci przejęli opuszczone przed zajęciem miasta bazy danych lokalnego SBU i policji, nie niszcząc przy tym nośników informacji. Rosyjska Gwardia Narodowa i FSB, wykorzystując posiadane informacje, dokonują rewizji i przesłuchań, rabując przy okazji mienie osób podejrzewanych o postawy antyrosyjskie.

W okupowanym Iziumie w obwodzie charkowskim rosyjscy żołnierze z premedytacją nie pozwalają na udzielenie pomocy humanitarnej i próbują zmusić mieszkańców do wyjazdu do obwodu biełgorodzkiego. Okupanci dysponują listami proskrypcyjnymi i wyłapują osoby, które walczyły w obronie terytorialnej lub w inny sposób wspierają armię ukraińską. W mieście nie funkcjonuje telefonia komórkowa i Internet. Do ludzi próbujących uciec z Iziumu otwierany jest ogień z broni automatycznej. Mer Rubiżnego w obwodzie ługańskim, który opowiedział się po stronie okupanta, przekazał informacje o osobach reprezentujących postawy proukraińskie. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymała pod zarzutem zdrady szefa prokuratury rejonowej Mikołajowa. SBU ma dowody na to, że współpracował on z przedstawicielami rosyjskich sił bezpieczeństwa, przekazując im dane o sytuacji w regionie.

W ciągu 35 dni okupacji Hostomla w obwodzie kijowskim zaginęło ponad 400 osób. Zostały one najprawdopodobniej uprowadzone, a część została zabita. Według władz lokalnych Rosjanie przed wycofaniem z miasta mieli czas na zatarcie śladów swoich zbrodni.

Władze miejskie w Mariupolu poinformowały, że w częściowo okupowanym mieście zaczęły działać rosyjskie mobilne krematoria. Przypomniano, że tydzień temu ostrożne szacunki mówiły o 5 tys. zgonów, ale – jeśli wziąć pod uwagę wielkość miasta i czas trwania blokady – ofiarą okupantów mogły paść dziesiątki tysięcy mieszkańców miasta. Do niszczenia ciał zmarłych okupanci utworzyli specjalne brygady, obsadzone przez miejscowych kolaborantów i oddziałów tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Pracę tych grup koordynuje współpracujący z Rosjanami samozwańczy mer miasta Konstantin Iwaszczenko.

Burmistrz Charkowa Ihor Terechow zaapelował do obywateli, aby nie wpadali w panikę z powodu informacji o zbliżającym się ataku rosyjskim. Podkreślił, że zwiększono zdolności obronne miasta a jego szturm przyniesie poważne straty siłom wroga. Ostrzegł, że Rosjanie w ramach operacji psychologicznej będą próbować wywoływać panikę wśród mieszkańców.

Jednostki Gwardii Narodowej Ukrainy weszły na teren elektrowni atomowej w Czarnobylu. Do głównych zadań gwardii należy ochrona i obrona obiektów elektrowni oraz ochrona materiałów rozszczepialnych.

Ministerstwo Finansów przyznało, że stworzone ochotnicze siły informatyczne skupiające specjalistów IT z Ukrainy i innych państw od początku agresji zaatakowały ponad 600 rosyjskich zasobów internetowych. Celem ataków jest sparaliżowanie funkcjonowania zasobów cyfrowych rosyjskich instytucji państwowych; dużych korporacji; operatorów łączności, banków i usługi elektronicznego podpisu cyfrowego.

Według stanu na 1 kwietnia wartość strat spowodowanych działaniami militarnymi Rosji szacowana jest na co najmniej 68 mld dolarów. Rząd Ukrainy ocenia, że od 24 lutego zniszczonych zostało ok. 26 tys. m2 powierzchni mieszkalnej, 533 placówek oświatowych, 196 zakładów opieki zdrowotnej, 300 przedszkoli, 8 lotnisk cywilnych, 10 lotnisk wojskowych, 129 fabryk i przedsiębiorstw, ponad 22 tys. km dróg, 226 mostów i wiaduktów. Straty pośrednie dla gospodarki szacowane są na 600 mld dolarów.

Gabinet Ministrów przeznaczył z funduszu rezerwowego budżetu państwa 32,8 mld hrywien (ok. 1,1 mld dolarów) na pilne potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy. Zdecydował też o przekazaniu SBU 1,45 mld hrywien (50 mln dolarów). Dodatkowe środki zostaną przeznaczone na wynagrodzenia, sprzęt, broń, paliwo i inne zaopatrzenie.

5 kwietnia korytarzami humanitarnymi ewakuowano 3846 osób, z czego 2216 osób przyjechało do Zaporoża z Mariupola i Berdiańska własnym transportem. Ponadto ewakuowano 1080 osób z obwodu ługańskiego. Kolumna siedmiu autobusów w eskorcie przedstawicieli Międzynarodowego Czerwonego Krzyża przeznaczona dla mieszkańców Mariupola, początkowo została przez wojska rosyjskie zablokowana, a potem zawrócona. Koleje Ukraińskie podały, że dziennie ewakuują ponad 8 tys. osób z Kramatorska i Słowiańska w obwodzie donieckim. 6 kwietnia uzgodniono jedenaście korytarzy humanitarnych z południowej Ukrainy do Zaporoża i Bahmutu. Władze mają nadzieję, że przy pośrednictwie Turcji uda się wywieźć z Mariupola dodatkowe grupy kobiet z dziećmi oraz rannych wraz z obywatelami tureckimi.

Agencja Rating opublikowała sondaż przeprowadzony w dniach 30–31 marca, według którego poparcie członkostwa Ukrainy w NATO, które na początku wojny wzrosło z 62% do 76%, uległo zmniejszeniu do 68%. Jednocześnie poparcie dla integracji z UE wynosi 91% (rekordowy poziom w historii badań), a jedynie 4% ankietowanych jest temu przeciwnych. 56% jest przekonanych, że Ukraina zostanie członkiem Unii w ciągu 1–2 lat, a kolejne 23%, że proces zajmie do pięciu lat. 85% badanych jest przekonanych, że Ukraina odniesie zwycięstwo w wojnie z Rosją, przeciwnego zdania był 1%.

Grupa organizacji pozarządowych zajmujących się prawami człowieka zaprotestowała przeciw odłączeniu od platformy cyfrowej kanałów telewizyjnych: Espreso, Priamyj i 5 kanał, co nastąpiło 4 kwietnia. Uznała takie działanie za ograniczenie wolności słowa i zwróciła się do prezydenta i władz o przywrócenie transmisji.

W obszernym wywiadzie dla ukraińskich mediów prezydent Zełenski uznał, że zwycięstwem Ukrainy będzie obronienie suwerenności i odzyskanie terytoriów kontrolowanych do 24 lutego. Stwierdził też, że żądania Rosji dotyczące denazyfikacji i demilitaryzacji zostały przez Kijów odrzucone. Zełenski tłumaczył kontynuację negocjacji po ujawnieniu rosyjskich zbrodni w Buczy tym, że w wyniku rozmów czasami udaje się osiągnąć porozumienie odnośnie kwestii humanitarnych. Ukraina prowadzi obecnie rozmowy z USA, Francją, Niemcami, Turcją, Wielką Brytanią, Polską, Izraelem i Włochami w sprawie otrzymania gwarancji bezpieczeństwa, nie jest to jednak ostateczna lista. Za najtrudniejszą kwestię w negocjacjach z Rosją prezydent uznał status Donbasu. UE i Ukraina miały osiągnąć porozumienie w sprawie powołania wspólnej komisji ds. zbrodni rosyjskich w obwodzie kijowskim.

Rosja podejmuje działania na arenie międzynarodowej mające zmniejszyć straty wizerunkowe po ujawnieniu zbrodni wojennej w Buczy. Minister Siergiej Ławrow uznał, że ukraińskie oskarżenia są spreparowane i stwierdził, że Ukraina chce w ten sposób zerwać negocjacje pokojowe. Przyznał zarazem, że Ukraina kategorycznie odmawia dyskusji o denazyfikacji, demilitaryzacji i statusie języka rosyjskiego. Podkreślił z naciskiem, że Rosja nie zgodzi się na natychmiastowe wycofanie swoich wojsk nawet po zawarciu układu pokojowego. Przedstawiane przez ukraińskich negocjatorów stanowisko o konieczności przeprowadzenia referendum w sprawie zawarcia umowy uznał za grę na czas. Podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ, na którym omawiano kwestię agresji na Ukrainę, oraz obrad Rady Stałych Przedstawicieli OBWE poświęconych masowym mordom cywilów w Buczy dyplomaci rosyjscy zaprzeczali udziałowi żołnierzy rosyjskich w zbrodniach, uznając „sprawę Buczy” za operację propagandową władz Ukrainy w celu zdyskredytowania Rosji.

Według informacji Straży Granicznej RP od początku wojny z Ukrainy do Polski wyjechało 2,523 mln osób, a 5 kwietnia – 21 tys. (wzrost o 13% względem dnia poprzedniego). W kierunku przeciwnym od 24 lutego granicę przekroczyło 485 tys. ludzi.

Komentarz

•  Sytuacja na południowo-wschodnim kierunku obrony armii ukraińskiej wskazuje, że skwapliwie korzysta ona z wycofania przeciwnika w obwodzie mikołajowskim i wchodzi z nim w kontakt ogniowy. Kwestią otwartą pozostaje brak zainteresowania oficjalnego przekazu ukraińskiego przynajmniej częściowym odblokowaniem Mikołajowa i postępem własnych wojsk na kierunku Chersonia, zwłaszcza w zestawieniu z drobiazgowym traktowaniem najmniejszych przejawów powodzenia na innych kierunkach działań.

•  Działania okupanta na zajętych terytoriach przybierają formę narastającej pacyfikacji. Ma ona na celu zidentyfikowanie i aresztowanie osób wykazujących aktywność we wspieraniu władz i armii ukraińskiej. Przypadki kolaboracji z okupantem nadal nie są masowe i w większości są efektem wywieranej presji i poczucia zagrożenia życia. Rosjanie nadal nie są w stanie zorganizować sprawnych struktur lokalnych i w miarę możliwości wywożą miejscową ludność do Rosji. Uznają bowiem, że jej pozostawienie w miejscu zamieszkania będzie rodziło trudności w kontrolowaniu okupowanego terytorium.

•  Decyzje rządu wskazują, że trwają przygotowania do obrony większych miejscowości, a plan wyposażenia ochotników w broń przeciwpancerną świadczy, że armia ukraińska posiada duże rezerwy lekkiego uzbrojenia.

•  Po rozpoczęciu agresji największe kanały telewizyjne (m.in. 1+1, ICTV, Inter i Ukraina 24) zaczęły prowadzić całodobową wspólną transmisję, relacjonującą przebieg wojny i działania władz. Dwa kanały należące do byłego prezydenta Petra Poroszenki (5 i Priamyj) oraz Espreso przez 12 godzin na dobę dołączały się do wspólnej transmisji, a resztę czasu antenowego poświęcało emisji własnych programów. Choć ich narracja była propaństwowa oraz unikały one bezpośredniej krytyki władz, to skupiały się również na promowaniu polityków z opozycyjnej Europejskiej Solidarności. Nie jest jasne, kto stoi za decyzją o odłączeniu tych stacji od platformy cyfrowej, jednak najprawdopodobniej jest to decyzja Biura Prezydenta, którego celem jest uzyskanie pełnego monopolu w przekazie informacyjnym. Transmisja tych trzech stacji nadal dostępna jest w serwisie YouTube.

osw.waw.pl

Kniazie-Wołkonskoje to miejscowość, w której żyje niecałe 10 tys. osób. Mieszkańcy zajmują się rolnictwem, górnictwem i pozyskiwaniem drewna. Mieszkańcy w internecie skarżą się, że nie wszystkie domy są podłączone do kanalizacji, przez co mieszkańcy muszą wynosić nieczystości do studzienki szamba, która znajduje się w centralnym punkcie miejscowości. Jednostkę wojskową 51460 można uznać za główną instytucję, która utrzymuje miejscowość. Dostępne w internecie relacje świadczą, że nie cieszy się ona dobrą sławą, a nad osadą zawisło jakieś fatum:

– To miejsce to naprawdę coś nienormalnego. Nie ma roku, żeby ktoś tam nie został zabity lub zgwałcony. Kiedy mieszkaliśmy w Kniaziach-Wołkonskich, nigdy nie wychodziłam sama wieczorami. A ile plotek usłyszałam od miejscowych… Raz na wioskę napadł ryś, raz zawędrował tam niedźwiedź ludożerca. Zdarzało się, że oficerowie z oddziału tracili rozum. Może to niedorzeczne, ale na pewno nagromadziły się tam siły zła! – tak w 2014 gazeta Amurskij Mierian cytowała wypowiedź byłej mieszkanki.

Zimą 2014 roku w Kniaziach-Wołkonskich doszło do serii napadów na kobiety i nastolatki. Miały miejsce też morderstwa. Potencjalne ofiary były podobno zaczepione przez “mężczyznę w mundurze wojskowym”, który proponował im podwiezienie.

Zabójcą okazał się kapitan armii rosyjskiej, Artiom Grabowoj. Gdy śledczy wpadli na jego trop, oficer powiesił się. Po nim samobójstwo popełnił jego przyjaciel, który służył w tej samej jednostce. Sugerowano, że mógł być współwinny.

Inny niezwykły przypadek z udziałem wojska miał miejsce w Kniaziach-Wołkonskich w grudniu 2015 roku. W tym czasie tuż przy punkcie kontrolnym jednostki wojskowej około 15 młodych żołnierzy pobiło mężczyznę na śmierć. Ofiarą był oficer rezerwy, który mieszkał w miasteczku. O mały włos nie zginął też przyjaciel zabitego, który próbował stanąć w jego obronie.

Według relacji ocalałego w pobiciu brali udział także oficerowie, a żandarmeria wojskowa jedynie obserwowała zajście. Według niektórych doniesień przyczyną konfliktu był zatarg między grupami etnicznymi.

(...)

Jednak morderstwa poza jednostkami wojskowymi to tylko wierzchołek góry lodowej. W okresie od stycznia do maja 2014 roku w jednostkach wojskowych w Kniaziach-Wołkonskichi sąsiedniej wsi Anastasiewka w tym samym czasie zginęło dziewięć osób. Oprócz wspomnianego kapitana było to pięciu szeregowych, dwóch młodszych sierżantów i jeden porucznik. Pięciu popełniło samobójstwo, trzech zginęło w wyniku eksplozji czołgu, a jeden w związku z naruszeniem zasad transportu osób.

Kontrola wykazała “naruszenia przepisów w zakresie zakwaterowania, warunków socjalnych, opieki medycznej dla żołnierzy, ochrony ich życia i zdrowia oraz zapewnienia porządku publicznego w jednostkach wojskowych 30632 i 51460, których dopuścili się oficerowie tych jednostek wojskowych, a także pracownicy wyższych organów administracji wojskowej”.

Jednak tylko jeden z dowódców “powieszonych” żołnierzy otrzymał prawdziwy wyrok, i to po latach nacisków ze strony fundacji Prawo Matki. Stwierdzono, że major Nikołaj Czabanow, “czując się bezkarnie, bił żołnierza, zmuszając go do noszenia kamizelki kuloodpornej i maski przeciwgazowej przez całą dobę, a na krótko przed śmiercią w bandycki sposób nakazał mu spłatę rzekomego długu, domagając się zakupu nowego komputera. Na ciele zmarłego stwierdzono liczne siniaki, a na podbródku ślad po trzonku plastikowej miotły, którą bił go major.

W 2014 roku w kraju chabarowskim zginęło 12 rosyjskich żołnierzy. Co najmniej jeden żołnierz został odesłany ze służby po brutalnym pobiciu, ponieważ była to dla niego “jedyna szansa na pozostanie przy życiu”.

Sprawą zajął się deputowany Siergiej Furgał, który zainicjował inspekcję w jednostkach wojskowych. Polityka, który został w 2018 roku wybrany na gubernatora kraju chabarowskiego, w 2020 aresztowano na polecenie Kremla. Wywołało to liczne i długotrwałe protesty w regionie. Obecnie toczy się jego proces.

belsat.eu