sobota, 2 kwietnia 2022


Kryzys systemowy z 1914 roku wywołany został zamachem na arcyksięcia austriackiego Franciszka Ferdynanda dokonanym 28 czerwca 1914 roku w obliczu podwyższonych oczekiwań co do nieuchronnego wybuchu wojny. Te oczekiwania prowadziły do obaw, że instytucje finansowe będą miały problemy z uzyskaniem spłaty pożyczek transgranicznych — w końcu jeśli dwa kraje są ze sobą w stanie wojny, egzekwowanie umów transgranicznych jest utrudnione.

Konkretnym impulsem dla wybuchu kryzysu było to, że główne kraje zaangażowane w handel międzynarodowy, tj. Austria, Niemcy oraz Francja – dążąc do ochrony własnych rynków finansowych – zakazały dokonywania płatności na rzecz zagranicznych podmiotów. Zaprzestanie transgranicznych spłat kredytów i rozliczeń stworzyło ogromne trudności dla banków mających klientów w tych krajach, które to problemy szybko rozprzestrzeniły się na wszystkie banki. W rezultacie powstało typowe sprzężenie zwrotne ryzyka systemowego, w którym wszyscy gromadzili płynność i nie udzielali kredytów, podczas gdy instytucje finansowe i przedsiębiorstwa działające w gospodarce realnej stanęły w obliczu zagrożenia bankructwem. Ponadto kolejno wprowadzane sankcje dodatkowo zaostrzyły kryzys po rozpoczęciu wojny, przy czym wskutek blokad szczególnie ucierpiały państwa centralne.

Stosowano w tej sytuacji dobrze znane środki zaradcze: masową kreację płynności. Niemcy były do tej sytuacji dobrze przygotowane, ponieważ posiadały duże zapasy wysokiej jakości papieru i tuszu do druku pieniędzy. Wielka Brytania nie była przygotowana na taką ewentualność, w wyniku czego nowo emitowane funty były drukowane niskiej jakości tuszem na tanim papierze, co stało się obiektem powszechnych szyderstw.

Skala wynikającego z tych działań „luzowania ilościowego” była ogromna i pozwoliła na opanowanie kryzysu płynnościowego. To jednak nie było wystarczające i wiele rządów zawiesiło wymogi dotyczące spłaty większości pożyczek prywatnych. Ponadto rządy Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych na pół roku zamknęły giełdy, ponieważ były one wówczas głównym miejscem obrotu obligacjami. Kolejną ważną lekcją jest fakt, że chociaż domniemanym podmiotem walczącym z kryzysem był Bank Anglii, w rzeczywistości jednak nasilenie kryzysu było tak duże, że inicjatywę przejął Skarb Państwa, który podejmował wszystkie kluczowe decyzje i drukował wszystkie banknoty funtowe.

Kryzys z 1914 roku był ostatnim światowym kryzysem systemowym wywołanym sankcjami gospodarczymi i wojną. Wówczas, tak jak obecnie, system finansowy był globalnie zintegrowany, co oznacza, że dzisiejsi decydenci polityczni mogą z tamtego kryzysu wyciągnąć wiele istotnych wniosków.

Między sytuacją z 1914 roku a sytuacją z 2022 roku występują znaczące różnice.

W przeciwieństwie do 1914 roku w dzisiejszym systemie finansowym jest pod dostatkiem płynności, co jest konsekwencją wcześniejszej reakcji rządów na kryzys wywołany wybuchem pandemii COVID-19. Ponadto strony dzisiejszego konfliktu odpowiadają za mniejszą część światowego handlu, chociaż kraje Europy Zachodniej są od tego handlu bardziej uzależnione niż w 1914 roku.

Nawet po rozpoczęciu pierwszej wojny światowej przekazy pieniężne między mocarstwami centralnymi a krajami Ententy w dalszym ciągu realizowano za pośrednictwem krajów neutralnych, w szczególności Szwajcarii. Obecnie pojawiają się już sygnały, że sankcje przyczynią się do wzrostu znaczenia nowych pośredników, Chin i giełd kryptowalutowych. W ten sposób nie tylko osłabią one władzę Zachodu nad globalną architekturą finansową, ale także zwiększą zróżnicowanie systemu, co w dłuższej perspektywie czasowej zmniejszy globalne ryzyko systemowe.

Kryzysy systemowe związane są z najgorszymi możliwymi skutkami, a nie z najbardziej prawdopodobnymi skutkami wydarzeń. Najgorszym spośród różnych scenariuszy, w których taki kryzys mógłby się rozwinąć, są potencjalne konsekwencje powstania negatywnego sprzężenia zwrotnego między rządami i bankami, czyli przerażającej „pętli zagłady” (ang. doom loop).

Podobnie jak w 1914 roku ryzyko finansowe w najbardziej oczywisty sposób dotyczy przede wszystkim banków europejskich mających bezpośrednie ekspozycje na wierzycieli biorących udział w obecnym konflikcie. Na szczęście nie wydają się one stanowić bezpośredniego problemu systemowego. Istniejące „poduszki kapitałowe” wydają się wystarczające. Zamiast tego przypuszczamy, że początkowe ryzyko systemowe pojawi się gdzie indziej. Najbliższym zagrożeniem jest ewentualność, że w reakcji na sankcje Rosja może podjąć działania odwetowe i odciąć eksport gazu do Europy, co wywołałoby natychmiastowy kryzys gospodarczy w gospodarkach zależnych od importowanej energii, w tym zwłaszcza w Niemczech.

Jednak nawet jeśli tak się nie stanie, wyższe ceny surowców i straty doświadczane przez podmioty z ekspozycją na Rosję stwarzają poważne problemy dla firm finansowych i niefinansowych oraz przyczyniają się do znacznej niestabilności politycznej. Początkowe skutki będą najsilniej odczuwane przez Niemcy i te kraje, które są najbardziej uzależnione energetycznie od Rosji, jednak ostatecznie konsekwencje poniosą wszystkie państwa europejskie.

obserwatorfinansowy.pl

Według komunikatów Sztabu Generalnego Ukrainy armia ukraińska przejęła kontrolę nad 15 miejscowościach w obwodzie kijowskim oraz 14 w obwodzie czernihowskim, z których wycofały się wojska rosyjskie. Z informacji lokalnych wynika, że agresor przynajmniej częściowo wycofał się także z kilku innych miejscowości (m.in. Borodzianki, Buczy i Hostomla), nadal jednak stwarza zagrożenie ostrzałem artyleryjskim (także w rejonie Motyżyn-Kopyływ przy autostradzie M06, 45 km na zachód od centrum Kijowa) i kontynuuje blokadę Czernihowa (miasto po raz kolejny było ostrzeliwane).

W obwodzie kijowskim miały pozostać pododdziały 38. Brygady Zmechanizowanej (BZ) z 35. Armii Ogólnowojskowej (AO) oraz 5. Brygady Pancernej i 37. BZ z 36. AO Wschodniego Okręgu Wojskowego (OW), które osłaniają wycofanie pozostałych jednostek, minują teren i niszczą infrastrukturę w miejscowościach przejmowanych przez wojska ukraińskie. Na Białoruś przeciwnik miał wycofać pododdziały 5., 29. i 35. AO Wschodniego OW oraz 155. Brygady Piechoty Morskiej Floty Oceanu Spokojnego, z zamiarem ich przemieszczenia do obwodu biełgorodzkiego w Rosji (graniczącego z obwodami sumskim i charkowskim na Ukrainie), który staje się hubem operacji rosyjskiej we wschodniej Ukrainie. Miały tam przybyć pododdziały 4. „Kantemirowskiej” Dywizji Pancernej 1. Armii Pancernej Zachodniego OW. Z kolei do obwodu charkowskiego (do m. Pisky) miał się z niego przemieścić pododdział 106. Dywizji Powietrzno-Desantowej (z m. Wałujki). Jednostki Centralnego OW wycofane z obwodu czernihowskiego (agresor miał tam dysponować 15 batalionowymi grupami taktycznymi o łącznej liczebności 15-20 tys. żołnierzy) zostały z kolei przesunięte do centralnej części obwodu sumskiego (w rejonie m. Białopole, Buryń, Putywl i Nowosłobidśke), która wcześniej nie była okupowana.

Na wschodnim i południowo-wschodnim kierunkach obrony armii ukraińskiej trwają walki, a także bombardowania i ostrzał. W obwodzie charkowskim obrońcy mieli odeprzeć sześć wrogich ataków. Blokowany i ostrzeliwany jest Charków, wojska agresora przegrupowują się i kontynuują natarcie na południe od rzeki Doniec. Zdrada lokalnych władz miała pozwolić wojskom rosyjskim na wkroczenie do bronionej dotychczas południowej części Iziumu, który od 1 kwietnia ma być tymczasowo kontrolowany przez siły rosyjskie. W obwodach łuhańskim i donieckim agresor miał dziewięciokrotnie bez powodzenia atakować pozycje ukraińskie. Głównymi rejonami walk pozostają Popasna i Rubiżne (lokalne władze miały przejść na stronę okupantów) oraz Mariupol, siły rosyjskie kontynuują także natarcie 30 km na zachód od Wuhłedaru (w kierunku m. Wełyka Nowosyłka i Rozdolne). Niejasna jest sytuacja w Łysyczańsku – według lokalnej policji centrum zostało przez Rosjan zaminowane, tymczasem według innych źródeł miasto ma być ostrzeliwane, ale wrogich wojsk w nim nie ma. Trwa ostrzał pozycji ukraińskich na południe od Zaporoża i na pograniczu obwodów chersońskiego i dniepropietrowskiego. Po raz pierwszy ogniem artylerii rakietowej (systemy Grad o zasięgu 20 km) zostały ostrzelane południowo-zachodnie obrzeża Krzywego Rogu, co oznacza zdobycie przez agresora pozycji w obwodzie dniepropietrowskim.

Wieczorem 1 kwietnia oraz w godzinach nocnych i ranem 2 kwietnia wojska agresora przeprowadziły ataki rakietowe na cele w okolicach Odessy (3 uderzenia rakiet Iskander), w mieście Dniepr (odnotowano co najmniej 10 eksplozji, miało dojść do poważnych zniszczeń), Połtawie i Krzemieńczuku (najprawdopodobniej celem była rafineria).

Rzecznik rosyjskiego resortu obrony przyznał, że zniszczenia bazy paliwowej w Biełgorodzie dokonały dwa ukraińskie śmigłowce Mi-24, dodając, wbrew prawdzie, że nie był to obiekt w jakikolwiek sposób współpracujący z wojskiem. Rzecznik Ministerstwa Obrony Ukrainy nie potwierdził ani nie zaprzeczył informacji o udziale sił ukraińskich w ataku na bazę paliwową. Prezydent Zełenski odmówił odpowiedzi na pytanie, czy Ukraina zaatakowała obiekty na terytorium Rosji, zaznaczając, że jako naczelny dowódca armii ukraińskiej nie będzie omawiał swoich rozkazów. 2 kwietnia rosyjski resort obrony poinformował, że w obwodzie sumskim zniszczono dwa ukraińskie śmigłowce Mi-24.

Doradca prezydenta Ukrainy Michaił Podolak oceniając perspektywy rozwoju sytuacji militarnej stwierdził, że Rosja w najbliższym czasie wycofa się z części zajętych terytoriów, a swoje działania skoncentruje na południu i wschodzie Ukrainy. Wezwał Zachód do dostarczania ciężkiego uzbrojenia, które pozwoliłoby na odparcie sił rosyjskich. 

W Kijowie pod egidą Miejskiej Administracji Państwowej stworzono ochotniczy batalion informatyczny. Jego zadaniem ma być ochrona i wsparcie przed cyberatakami kluczowych usług cyfrowych dostępnych w stolicy, w tym kontrola danych i usług informatycznych umieszczanych w chmurze cyfrowej poza granicami kraju.

Okupant kontynuuje represje wobec przedstawicieli władz lokalnych odmawiających współpracy. 1 kwietnia porwano wiceprzewodniczącego gminy w Nowosłobodsku (obwód sumski), który organizował dostawę pomocy humanitarnej. Tego samego dnia żołnierze rosyjscy zatrzymali i uwięzili w nieznanym miejscu mera Tawrijska w obwodzie chersońskim.

Odnotowywane są incydenty związane z niesubordynacją ochotniczej ukraińskiej obrony terytorialnej. W obwodzie rówieńskim zabroniono nieuzasadnionego noszenia broni przez członków ochotniczych formacji wspólnot terytorialnych w miejscach publicznych. Sygnalizuje to problem podejmowania przez ochotników działań mających poprawić stan porządku publicznego, bez współpracy z uprawnionymi do tego organami policji czy wojska.

Państwowe Biuro Śledcze zainicjowało nacjonalizację rosyjskich podmiotów gospodarczych na Ukrainie. Wartość zarekwirowanych towarów, które miały być przewiezione tranzytem przez port w Odessie, oszacowano na ok. 3 mln USD. Na potrzeby wojska przekazano paliwo, wagony z produktami spożywczymi, ciężarówki i materiały budowlane.

1 kwietnia ewakuowano 6266 osób z Mariupola, Bierdiańska oraz miast obwodu ługańskiego, gdzie toczą się działania wojenne. Na 2 kwietnia zaplanowano siedem zielonych korytarzy, m.in. z Mariupola do Zaporoża. Koleje państwowe kontynuują ewakuacje, m.in. z Kramatorska do Lwowa oraz z Kijowa, Lwowa, Dniepra i Odessy do Przemyśla. Rosjanie uniemożliwiają ewakuację mieszkańcom Mariupola na terytoria kontrolowane przez władze ukraińskie, wywożąc ludzi w kierunku wschodnim. 1 kwietnia 3046 osób skierowano do obwodu rostowskiego w Rosji. Ministerstwo Obrony FR poinformowało, że od 24 lutego wywieziono do Rosji 543 397 osób (prawdopodobnie liczba ta obejmuje także mieszkańców republik separatystycznych i wydaje się znacznie zawyżona).

Ministerstwo gospodarki szacuje, że PKB Ukrainy w I kwartale 2022 r. zmniejszył się o 16%. W skali roku recesja może sięgnąć 40%. W ostatnich tygodniach widać pewne oznaki ożywienia gospodarczego, jednak nadal bardzo dużo przedsiębiorstw nie działa.

1 kwietnia odbyło się piąte od wybuchu wojny posiedzenie Rady Najwyższej, w czasie którego przegłosowano 21 projektów ustaw, a zdecydowaną większość przyjęto większością konstytucyjną (ponad 300). Wśród ważniejszych jest zmian jest uproszczenie prawa pracy, zwiększenie o 50% podatków dla firm, które nie wyszły z rosyjskiego rynku, nacjonalizację majątku obywateli Rosji, a także obywateli Ukrainy, którzy publicznie zaprzeczają agresji rosyjskiej. Przyjęto też ustawę przewidującą automatyczną dymisję członków rad nadzorczych, jeśli nie pojawią się w przedsiębiorstwie w ciągu dwóch dni.

Enerhoatom poinformował, że 31 marca w godzinach wieczornych rosyjskie wojska opuściły teren elektrowni w Czarnobylu. Wszystkie urządzenia elektrowni funkcjonują normalnie, w tym system monitoringu poziomu promieniowania. Sarkofag, pod którym znajduje się zniszczony w 1986 r. reaktor oraz magazyn zużytego paliwa jądrowego, nie doznały uszkodzeń podczas rosyjskiej okupacji. Okupanci wywieźli ze sobą 5 z 15 kontenerów z częściami zapasowymi niezbędnymi do remontu urządzeń, obecnie trwa ocenianie innych strat. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) ma wciągu najbliższych dni wysłać misję do elektrowni, na czele której ma stanąć dyrektor generalny MAEA Rafael Rossi.

Prezydent Zełenski spotkał się z przebywającą w Kijowie przewodniczącą Parlamentu Europejskiego Robertą Metsolą. Po raz kolejny wezwał do zwiększenia sankcji wobec Rosji i zwrócił uwagę, że blokada ukraińskich portów może doprowadzić do kryzysu żywnościowego na świecie. Ponadto Zełenski odbył rozmowę telefoniczną z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, w której omówiono proces negocjacji pokojowych z Rosją oraz francuską inicjatywę korytarzy humanitarnych z oblężonego Mariupola. Zdaniem prezydenta Turcji Recepa Erdoğana w najbliższych dniach może dojść do spotkania Zełenskiego i Putina w Stambule.

Według Straży Granicznej RP od początku wojny do Polski wjechało 2,44 mln uchodźców. 1 kwietnia odprawiono 21,1 tys. osób (spadek o 8,3% w stosunku do poprzedniego dnia). Państwowy Komitet Graniczny Białorusi poinformował, że od 1 marca do 1 kwietnia na jej terytorium wjechało 11 563 obywateli Ukrainy (w tym z terytorium Ukrainy – 8291, a tranzytem przez Polskę – 3032).

Komentarz:

Wojska rosyjskie, nie mogąc przełamać obrony ukraińskiej na północ od Kijowa, kontynuują wycofywanie i przegrupowanie sił. Według szacunków ukraińskich objęło to na razie 20% jednostek zaangażowanych w operację kijowską. Zmiana taktyki rosyjskiej oznacza fiasko operacji lądowej na północy, w tym zajęcia bądź pełnego otoczenia Kijowa. Należy się spodziewać, że siły rosyjskie przeniosą ciężar działań militarnych na południe i wschód Ukrainy, kontynuując uderzenia rakietowe dewastujące obiekty infrastruktury krytycznej, lotniska i obiekty wojskowe. Zarazem trwać będzie rosyjska blokada portów ukraińskich, co będzie oznaczało utrzymywanie paraliżu znacznej części gospodarki Ukrainy.

Zniszczenie bazy w Biełgorodzie odbiło się szerokim echem w mediach kontrolowanych przez Kreml. Potwierdzono w nich atak ukraińskich śmigłowców, nie stworzono jednak przeważającej narracji potępiającej Ukrainę za atakowanie obiektów cywilnych. W materiałach wskazywano na nieudolność rosyjskiej obrony powietrznej, która nie zareagowała na pojawienie się ukraińskich maszyn nad Biełgorodem. Nie da się jednoznacznie określić, kto w rzeczywistości dokonał ataku – czy był to rajd sił ukraińskich, czy też mieliśmy do czynienia z nieudolną medialnie prowokacją rosyjską.

Elektrownia w Czarnobylu została zajęta przez okupantów pierwszego dnia wojny, a obsługujący personel został zatrzymany jako zakładnicy. Dopiero 20 marca rosyjskie wojska zezwoliły na częściową rotację pracowników. Elektrownia czasowo była odcięta od dostaw energii elektrycznej, co w skrajnym przypadku mogło doprowadzić do skażenia radioaktywnego. Nadal pod kontrolą wojsk rosyjskich znajduje się elektrownia atomowa w Enerhodarze, największa w Europie, która funkcjonuje w normalnym trybie.

osw.waw.pl

Zdaniem cytowanych przez dziennik amerykańskich urzędników brak wyznaczenia głównodowodzącego inwazją na miejscu jest jednym z powodów słabej postawy rosyjskich wojsk na Ukrainie, problemów z koordynacją między poszczególnymi rodzajami sił zbrojnych i przystosowaniem się sił do zmieniających się warunków. Czynnik ten miał się też przyczynić do śmierci co najmniej siedmiu generałów, ponieważ panujący chaos zmusił ich do obecności na froncie, by osobiście rozwiązywać problemy taktyczne wojsk.

Jak pisze "NYT", amerykańskie służby i Pentagon tygodniami bezskutecznie czekały na wyłonienie się dowódcy kierującego rosyjską napaścią. Ostatecznie uznali, że decyzje dotyczące pola walki podejmowane są z odległości setek kilometrów, z Moskwy, a odpowiadają za nie minister obrony Rosji Siergiej Szojgu, szef sztabu generalnego gen. Walerij Gierasimow, a nawet sam Putin. Według analityków komplikuje to dowodzenie i wymianę informacji.

Według oceny jednego z cytowanych przedstawicieli rosyjscy żołnierze, nauczeni, by nie podejmować ruchów bez zgody przełożonych, są "sfrustrowani na polu walki, podczas gdy Putin, Szojgu i Gierasimow kontynuowali kreślenie strategii coraz bardziej oderwanej od rzeczywistości".

Według cytowanego przez gazetę byłego generała sił lądowych USA Jeffreya Schoessera zamiana rosyjskiej strategii i skupienie się na ofensywie w Donbasie mogą nie przynieść pożądanych przez Rosję rezultatów ze względu na brak wystarczających sił.

"Oni zdają się nie mieć spójnej koncepcji tego, ile sił potrzeba, by pokonać regularne i terytorialne siły Ukrainy w terenie miejskim (...) Do tego potrzebne będą setki tysięcy dodatkowych żołnierzy" - ocenił wojskowy.

(PAP)

piątek, 1 kwietnia 2022


Po ataku na Ukrainę rosyjskie władze zakazały krajowym mediom używania słowa „wojna” i „interwencja”, nakazując stosowanie terminu „specjalna operacja wojskowa”. W myśl znowelizowanego w marcu br. kodeksu karnego za celowe rozpowszechnianie fałszywej informacji na temat działalności rosyjskiej armii Rosjanie mogą trafić do kolonii karnej na okres od 3 do 15 lat. Komitet Śledczy FR wszczął już pierwsze sprawy karne przeciwko osobom, które umieściły w mediach społecznościowych filmy z Ukrainy przedstawiające fałszywy – zdaniem śledczych – wizerunek armii rosyjskiej.

Cenzura wojenna ma głównie charakter prewencyjny. Pod naciskiem władz decyzję o zawieszeniu działalności podjęło radio Echo Moskwy, które nadawało w Rosji od 1990 r. i było najczęściej słuchaną rozgłośnią w stolicy. Działalność zawiesiła też telewizja Dożd’, uznając, że kontynuacja pracy naraziłaby na niebezpieczeństwo jej dziennikarzy i współpracowników. Najdłużej o sytuacji na Ukrainie informowała „Nowaja Gazieta” (choć unikała bezpośrednich odniesień do wojny), kierowana przez ubiegłorocznego laureata Pokojowej Nagrody Nobla Dmitrija Muratowa. 28 marca br. redakcja otrzymała jednak drugie ostrzeżenie ze strony władz i wstrzymała dalszą publikację.

Rosyjskie władze za cel obrały również media społecznościowe, blokując dostęp do Twittera, Facebooka i cieszącego się największą popularnością w Rosji Instagrama (80 mln użytkowników). To za ich pośrednictwem rozpowszechniane były zdjęcia i filmy z bombardowanych miast ukraińskich. Nawet chiński TikTok zaczął cenzurować treści pojawiające się w Rosji, związane z sytuacją na Ukrainie. W Rosji nadal działa natomiast YouTube, komunikator Telegram oraz rosyjski odpowiednik Facebooka – Vkontakte, który ma jednak obowiązek udostępniania organom śledczym danych dotyczących aktywności użytkowników.

Głównym celem rosyjskiej propagandy jest zyskanie poparcia Rosjan dla wojny prowadzonej przeciwko Ukrainie. Początkowo argumentacją stosowaną w rosyjskich mediach była konieczność obrony ludności Donbasu przed rzekomym ludobójstwem ze strony władz ukraińskich. Użycie siły władze FR argumentowały dodatkowo koniecznością wykonania uderzenia wyprzedzającego. Uzasadnieniem „specjalnej operacji wojskowej”, jakiego użył Putin, było żądanie „demilitaryzacji” Ukrainy. Rosyjskie władze tłumaczyły to potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa narodowego FR, w tym obrony Krymu. Oskarżono ponadto NATO i USA o możliwe wykorzystanie terytorium Ukrainy do ataku na Rosję.

Drugim celem rosyjskiej propagandy jest konsolidacja rosyjskiego społeczeństwa wokół Putina. W miarę kontynuacji działań wojennych na Ukrainie w mediach rosyjskich zaczęła dominować retoryka mobilizacyjna o charakterze nacjonalistyczno-patriotycznym. Zasadniczym elementem przekazu medialnego stało się hasło „denazyfikacji” Ukrainy. Wymyślona przez rosyjskie władze walka z nazizmem odwołuje się do symboliki najważniejszego wydarzenia historycznego dla Rosjan – Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (1941–1945). Jest ona kojarzona ze zwycięstwem nad Niemcami (nazistami) i stanowi mit założycielski systemu putinowskiego. Według badań Centrum im. Jurija Lewady 74% Rosjan uważa, że najważniejszym rezultatem II wojny światowej było właśnie pokonanie nazizmu. W rosyjskich szkołach po 24 lutego br. nauczyciele otrzymali scenariusze lekcji, podczas których mieli tłumaczyć uczniom „specjalną operację wojskową” na Ukrainie, używając fałszywej argumentacji Putina o faszystowskim reżimie, który rzekomo nielegalnie sprawuje władzę w Kijowie.

Kolejnym celem rosyjskiej propagandy jest wywołanie strachu i niepewności w społeczeństwach państw trzecich, w tym Polski, ponieważ zapowiedź walki z „denazyfikacją” odnosi się nie tylko do Ukrainy. Podczas wystąpienia na stadionie na Łużnikach (18 marca br., udział wzięło ok. 90 tys. osób) Putin cytował Pismo Święte i podkreślał misję „wyzwoleńczą” rosyjskiej armii. Koncert odbywał się pod hasłem „Świat bez nazizmu”. Według badania Active Group 75,5% Rosjan uważa, że kolejnym państwem, które należałoby zdenazyfikować, jest Polska. 21 marca br. Dmitrij Miedwiediew, pełniący funkcję zastępcy przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa FR, opublikował na Telegramie artykuł, w którym zaatakował Polskę, oskarżając ją o „patologiczną rusofobię” i „bycie wasalem” USA. Rosja grozi państwom wspierającym Ukrainę użyciem broni atomowej. Jest to jednak element prowadzonej przez Rosję wojny informacyjnej, obliczonej na rezygnację tych państw z pomagania Ukrainie i opowiadania się za nowymi sankcjami wobec Rosji. Tego rodzaju wystąpienia należy traktować także jako element operacji skierowanej do rosyjskiego społeczeństwa, mającej zniechęcić Rosjan do Polski i Polaków.

Masowa propaganda, fałszywie przedstawiająca społeczeństwu rosyjską agresję na Ukrainę, umacnia pozycję Putina. Według badań Centrum im. Jurija Lewady w marcu br. zaufanie do niego deklarowało 83% Rosjan. Natomiast według rządowego ośrodka badań socjologicznych WCIOM 74% Rosjan wspiera „specjalną operacją wojskową” na Ukrainie lub pasywnie akceptuje zaistniałą sytuację (wynik ten jest prawdopodobnie celowo zawyżony). Od początku wojny w przestrzeni publicznej (na samochodach, budynkach, w metrze, na ubraniach) obywatele Rosji zaczęli posługiwać się symboliką militarystyczną z wykorzystaniem liter „Z” i „V”. W powszechnym odbiorze ich znaczenie jest bardzo szerokie, oznacza „demilitaryZację”, „Za pobiedu” („za zwycięstwo”), „za Putina”.

W mniejszości są Rosjanie, którzy protestują i otwarcie występują przeciwko rosyjskim działaniom zbrojnym na Ukrainie. Spotykają się oni z brutalnymi zatrzymaniami (do tej pory ok. 16 tys. osób), represjami, prześladowaniami, ale także ostracyzmem ze strony reszty społeczeństwa. Putin wysunął oskarżenia również wobec wewnętrznych zdrajców narodu („piątej kolumny”), czyli osób rzekomo zmanipulowanych przez Zachód i chcących zdestabilizować Rosję od wewnątrz za pomocą tzw. wartości zachodnich. Odnosiło się to m.in. do oligarchów, których majątki znajdują się za granicą. W związku z sytuacją w Rosji większość aktywnych społecznie i politycznie Rosjan wyjeżdża z kraju (według wstępnych szacunków ok. 300 tys. osób).

Rosyjska propaganda nie jest jednak skuteczna poza Rosją. Nie udało się zniechęcić państw NATO, w tym Polski, do pomagania Ukrainie. UE wprowadziła zakaz m.in. transmisji rosyjskiej telewizji RT.

Wojna przeciw Ukrainie jest wykorzystywana przez władze rosyjskie do przekształcenia Rosji w państwo totalitarne. Wprowadzona cenzura wojenna oraz propaganda sukcesów militarnych na Ukrainie powodują, że Władimir Putin umacnia swoją pozycję w państwie. Rosyjskie władze będą egzekwować lojalność od najbliższego otoczenia prezydenta, m.in. oligarchów, którzy będą ponosić koszty pogarszającej się sytuacji gospodarczej w Rosji. Mimo zbliżających się problemów ekonomicznych, związanych z prowadzoną wojną, nie dojdzie w najbliższym czasie do większych demonstracji. Kolejni obywatele niezgadzający się z sytuacją będą opuszczać FR. Władze zapewne zablokują niedługo serwis YouTube, będą też ograniczać możliwość wykorzystania VPN (Virtual Private Network) do obchodzenia ograniczeń i korzystania z zablokowanych mediów społecznościowych. 

Wymyślona przez Rosję denazyfikacja i walka z wyimaginowanym nazizmem staje się elementem rosyjskiej propagandy wojennej wobec Ukrainy, ale także państw NATO, w tym Polski. Jest ona połączona z kierowanymi przez władze rosyjskie groźbami, np. ataku atomowego, prawdopodobieństwa którego nie potwierdzają dane amerykańskiego i polskiego wywiadu. Groźby te mają jednak na celu wywołanie paniki – rosyjskim władzom zależy bowiem na destabilizacji wewnętrznej i wywołaniu niepokojów wśród Polaków. Kluczowym zadaniem będzie więc budowanie odporności społecznej i świadomości polskiego społeczeństwa na rosyjską dezinformację i propagandę.

pism.pl

Władze Rosji w swojej polityce obrony przed sankcjami nie doceniają głębi upadku gospodarki w perspektywie średnio- i długoterminowej. Jest wątpliwe, czy uda się im dostatecznie obronić wszystkie ważne sektory gospodarki rosyjskiej.

Wobec obywateli Rosji i różnych sektorów krajowej gospodarki po rozpoczęciu wojny na Ukrainie wprowadzono nowe sankcje ekonomiczne, które dotknęły także sfery kultury i sportu. Amerykańskie The Walt Disney Company zawiesiło już pokazy swoich filmów w Rosji, a Warner Bros anulował wypożyczenie „Batmana”. Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie zakazała udziału rosyjskiej drużyny we wszystkich zawodach i imprezach pod auspicjami tej organizacji. Rosyjscy turyści, którzy marzyli o wyjeździe za granicę, najprawdopodobniej będą musieli latem zmienić swoje plany lub szukać innych rozwiązań gdyż Unia Europejska zamknęła niebo dla rosyjskich przewoźników lotniczych. Pewne wrażenie robi na wielu Rosjanach zakaz – trzymania ponad 100 tys. euro na rachunkach w europejskich bankach.

Szereg rosyjskich banków zostało odłączonych od elektronicznego systemu płatności SWIFT. Bank Centralny FR zapewnia, że nie będzie ingerencji w dokonywanie płatności kartami bankowymi w Rosji. „Parlamentskaya Gazeta” przekazała dane o podjętych wobec Rosji krokach, a także środkach zaradczych, które według władz FR mogłyby je skutecznie rekompensować.

Ograniczenia personalne

26 lutego Rada do Spraw Zagranicznych Unii Europejskiej, w ramach drugiego pakietu sankcji, nałożyła ograniczenia na prezydenta Rosji Władimira Putina i ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa. Ograniczeniami objęci zostali także premier Michaił Miszustin, oraz wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew. Unijne sankcje dotknęły również sekretarza prasowego głowy państwa Dmitrija Pieskowa, wicepremiera Dmitrija Czernyszenkę i ministra budownictwa Irka Fajzulina. Ponadto na liście sankcyjnej znajdują się nazwiska przewodniczącego Rady Generalnej Jednej Rosji Andrieja Turczaka, szefa Rosniefti Igora Sieczina, szefa Transniefti Nikołaja Tokariewa, rosyjskich oligarchów Aliszera Usmanowa, Michaiła Fridmana, Piotra Awena i Aleksieja Mordaszowa, a także bliskiego przyjaciela Putina, obracającego znacznymi środkami finansowymi zagranicą, wiolonczelistę Siergieja Rołdugina. Bruksela ogłosiła też ograniczenia dla dziennikarzy z frontu propagandowego Arkadija Mamontowa, Antona Krasowskiego i Romana Babajana. W sumie sankcje objęły 670 Rosjan.

Sankcje w gospodarce

Stany Zjednoczone ogłosiły, że nałożyły największe w historii sankcje handlowe, których celem jest pozbawienie krytycznych elementów technologicznych sektorów rosyjskiego przemysłu, takich jak kompleks wojskowo-przemysłowy (DIC), produkcja samolotów i przemysł okrętowy. Jednocześnie finansowe i technologiczne ograniczenia sektorowe Unii Europejskiej dotknęły 64 kluczowych struktur Rosji, w tym Administrację Prezydenta, Ministerstwo Obrony, Służbę Wywiadu Zagranicznego, firmy z sektora wojskowo-przemysłowego, energetycznego, lotniczego i finansowego.

Stany Zjednoczone ogłosiły, że nałożyły największe w historii sankcje handlowe, których celem jest pozbawienie krytycznych elementów technologicznych sektorów rosyjskiego przemysłu, takich jak kompleks wojskowo-przemysłowy (DIC), produkcja samolotów i przemysł okrętowy.

Równocześnie rosyjscy eksperci, jak np. Władimir Gutieniew, zgodnie z tradycją rosyjskiej propagandy twierdzą, że zachodnie sankcje pozwolą Rosji uzyskać suwerenność technologiczną.

Sankcje nałożono na Oboronprom i Rosoboroneksport, duże przedsiębiorstwa przemysłu lotniczego Suchoj i Tupolew, centrum rakietowe i kosmiczne Progress, organizacje Kałasznikow, Rostec, Ałmaz-Antej, Uralwagonzawod, Koleje Rosyjskie, KamAZ, Sowkomflot, Sevmash, Rostec-Azimut, a także United Shipbuilding Corporation i inne. W sumie lista obejmuje 113 rosyjskich podmiotów prawnych.

UE zakazała również dostaw do Rosji produktów high-tech, w szczególności systemów komunikacyjnych, elektroniki, półprzewodników, komponentów lotniczych i kosmicznych. Ponadto wprowadzono zakaz ubezpieczenia i konserwacji towarów związanych z tymi branżami. Niemiecki koncern Daimler Truck zawiesił współpracę z KamAZem: ich joint venture nie będzie już produkować ciężarówek, dostawy komponentów do KamAZ zostały wstrzymane. Ford ogłosił zawieszenie wspólnych działań i operacji z Sollers w Rosji. Według doniesień medialnych BMW, Mercedes-Benz, grupa WAG (Volkswagen, Porsche, Audi), Volvo, Mitsubishi i Jaguar Land Rover tymczasowo wstrzymały dostawy samochodów osobowych do Rosji. Amerykańska firma Harley–Davidson wstrzymała dostawy motocykli. IKEA zamknęła swoje sklepy w Rosji. Czescy producenci piwa przestali eksportować do Rosji. LEGO poszło w jego ślady. Korea Południowa podjęła 28 lutego decyzję o zakazie eksportu materiałów strategicznych do Rosji. Sklep internetowy Apple zawiesił sprzedaż sprzętu w Rosji, ponieważ nie ma możliwości dostarczenia go klientom. Samsung zamknął swój sklep z aplikacjami mobilnymi.

Jako kontrsankcję Roskosmos przestał dostarczać silniki rakietowe do Stanów Zjednoczonych. Współpraca z Niemcami przy wspólnych eksperymentach na rosyjskim segmencie ISS (Międzynarodowej Stacji Kosmicznej) została zakończona.

(...)

W nocy 28 lutego Unia Europejska opublikowała dekret, zgodnie z którym samolotom rosyjskich przewoźników zabrania się lądowania, startu i przelotu nad terytorium Unii. Władze UE zakazały dostaw nowych samolotów do Rosji i eksploatacji istniejących samolotów w ich flocie powietrznej, a także ich ubezpieczenia i konserwacji. Sankcje dotyczą samolotów produkowanych przez koncern Airbus, które są w leasingu i musiały zostać zwrócone do Europy do 28 marca. Boeing przestał obsługiwać rosyjskie linie lotnicze. Zawieszona została dostawa części zamiennych i obsługa techniczna samolotów.

W odpowiedzi Federalna Agencja Transportu Lotniczego zakazała lotów nad Rosją bez specjalnego zezwolenia samolotom z 36 krajów, w tym z UE i Kanady. Ograniczenia dotkną również samoloty należące do linii lotniczych Austrii, Belgii, Bułgarii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Grecji, Włoch, Kanady, Łotwy, Norwegii, Słowacji, Finlandii i innych krajów.

Rynek finansowy

Unia Europejska wprowadziła dla Rosjan ograniczenia dotyczące depozytów w europejskich bankach w wysokości ponad 100 tysięcy euro w jednym banku. Ponadto zabroniona jest sprzedaż i zakup instrumentów finansowych denominowanych w euro. UE zakazała sprzedaży, dostarczania, przekazywania lub eksportu banknotów denominowanych w euro jakimkolwiek osobom fizycznym lub prawnym, organizacjom lub organom w Rosji, w tym rządowi i Bankowi Centralnemu. Wielka Brytania postanowiła również zakazać Rosjanom utrzymywania depozytów w brytyjskich bankach przekraczających 50.000 funtów.

W reakcji na te restrykcje wydany został dekret Putina, zgodnie z którym uczestnicy zagranicznej działalności gospodarczej Federacji Rosyjskiej są zobowiązani do sprzedaży 80 proc. uzyskanych od 1 stycznia 2022 r. walut obcych na swoje rachunki na podstawie umów handlu zagranicznego z nierezydentami, nie później niż trzy dni robocze od dnia wejścia w życie dekretu. Mowa tu także o walutach pozyskanych i zgromadzonych przed 1 stycznia 2022 r. Według Banku Centralnego naliczenie 80 proc. kwoty waluty obcej podlegającej przymusowej sprzedaży jest dokonywane przez rezydentów niezależnie od wysokości salda walutowego na rachunkach, w tym na tranzytowych rachunkach walutowych, rachunkach rozliczeniowych oraz depozytowych.

Aby potwierdzić, że takie saldo w walucie obcej jest dochodem z eksportu, rezydent dostarcza upoważnionemu bankowi informacje uzasadniające takie saldo. Od 1 marca 2022 r. zabronione są transakcje walutowe związane z dostarczaniem przez rezydentów na rzecz nierezydentów walut obcych na podstawie umów kredytowych. Wprowadza się również zakaz przekazywania walut obcych przez rosyjskie przedsiębiorstwa na ich rachunki w bankach i organizacjach znajdujących się poza Federacją Rosyjską.

Zabronione są przelewy bez otwierania rachunku bankowego przy użyciu elektronicznych środków płatniczych udostępnianych przez zagranicznych dostawców usług płatniczych. Procedurę sprzedaży walut obcych ustala Bank Centralny. Dla małych i średnich przedsiębiorstw, dotychczasowe kwoty zostaną utrzymane.

2 marca prezydent Władimir Putin podpisał dekret o dodatkowych tymczasowych środkach zapewniających stabilność finansową kraju. W szczególności dokument wprowadza zakaz wywozu z Rosji walut obcych w gotówce w sumie przekraczającej 10 tysięcy dolarów. Bank Centralny wcześniej tymczasowo zawiesił transfery zagranicznych osób prawnych i osób fizycznych z niektórych krajów na rachunki za granicą. Ponadto przelewy dla nierezydentów bez otwierania konta są ograniczone miesięcznie do 5000 dol. lub równowartości tej kwoty.

W ramach sankcji zabroniono świadczenia jakichkolwiek usług obywatelom i organizacjom rosyjskim w zakresie sprzedaży papierów wartościowych, które zostaną wyemitowane po 12 kwietnia 2022 r.

28 lutego Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na Rosyjski Fundusz Inwestycji Bezpośrednich (RDIF). Amerykańskim instytucjom finansowym zabrania się dokonywania jakichkolwiek transakcji na rynkach pierwotnych i wtórnych z rosyjskimi rublowymi obligacjami federalnymi (OFZ) lub walutowymi euroobligacjami wyemitowanymi po 1 marca 2022 r.

W reakcji na te ograniczenia rosyjskie Ministerstwo Finansów zapowiedziało, że po terminie 22 lutego uplasuje OFZ poprzez nowe emisje. Rosyjski departament finansowy ma zapewnić zagranicznym inwestorom jasne i jednoznaczne możliwości dostosowania się do reżimu sankcji. Zgodnie z dekretem, publiczne spółki akcyjne (PJSC) do 31 grudnia 2022 r. mogą, pod pewnymi warunkami, nabywać rozmieszczone przez nie akcje.

Sankcjami USA zostały objęte rosyjskie banki VTB, Otkritie, Sovcombank, Promsvyazbank i Novikombank. Ich aktywa i konta dolarowe są zablokowane. Sankcje sektorowe zostały nałożone na Gazprombank, RSHB, Alfa-Bank i Moscow Credit Bank. Wiąże się to z ograniczeniami w zapewnianiu finansowania i innych transakcji z nowym długiem o terminie zapadalności dłuższym niż 14 dni, a także z plasowaniem nowych akcji.

Wprowadzono również ograniczenia wobec Sbierbanku: aktywa banku w jurysdykcji USA nie są zamrożone, a instytucje finansowe mają 30 dni na zamknięcie wszelkich rachunków korespondencyjnych Sbierbanku i rozpoczęcie odrzucania wszelkich transakcji z udziałem banku lub jego spółek zależnych. Te same ograniczenia dotyczą wszelkich dużych struktur finansowych z ponad 50 proc. udziałem Federacji Rosyjskiej oraz struktur, które odgrywają ważną rolę we wspieraniu Rosji, jej rządu lub Banku Centralnego. Unia Europejska zakazała również publicznego finansowania handlu z Rosją czy inwestycji w Rosji. Wyjątkiem będą inwestycje w małe i średnie przedsiębiorstwa, rolnictwo, potrzeby medyczne lub humanitarne.

Reakcją na te ograniczenia jest dekret prezydencki który stwierdza, że instytucje kredytowe będą mogły otwierać rachunki dla osób bez ich osobistej obecności, gdy przekazują pieniądze z innej instytucji kredytowej. Jednak pod warunkiem, że w tym samym czasie bank dokonujący przelewu przekaże do banku otwierającego konto informacje umożliwiające identyfikację tego klienta. Tu jednak konieczna będzie pisemna zgoda klienta na przekazanie tych informacji w celu ich późniejszego wykorzystania przy zawieraniu umowy.

28 lutego Bank Centralny podjął decyzję o podniesieniu kluczowej stopy procentowej do 20 proc. w skali roku. Zdaniem regulatora zapewni to wzrost oprocentowania depozytów do poziomów niezbędnych dla skompensowania zwiększonego ryzyka dewaluacji i inflacji.

Korporacja finansowa Mastercard ogłosiła zablokowanie dostępu do swojego systemu finansowego wielu instytucjom z powodu antyrosyjskich sankcji. Zostało to ogłoszone w oświadczeniu firmy. 26 lutego Mastercard wysłał do rosyjskich banków, które zostały objęte ograniczeniami, zawiadomienia o zawieszeniu ich uczestnictwa w systemie. Firma Visa podejmuje działania mające na celu egzekwowanie zachodnich restrykcji. Informuje o tym oświadczenie opublikowane 1 marca na stronie internetowej firmy.

Obecnie klienci banków objętych sankcjami nie będą mogli płacić kartami tych banków za granicą i używać ich do płacenia za usługi w sklepach internetowych i agregatorach usług zarejestrowanych w krajach obsługujących sankcje.

Ratując się przed tymi sankcjami, rząd rosyjski gwarantuje, że nadal będą działać krajowe transakcje międzybankowe kartami międzynarodowych systemów płatniczych wydawanych przez rosyjskie banki. Takie transakcje będą nadal przetwarzane przez krajowy system kart płatniczych. Jednocześnie karty banków objętych sankcjami (VTB, Sovcombank, Novikombank, Promsvyazbank, Otkrytie) nie będą mogły obsługiwać funkcji płatności Apple Pay i Google Pay, ale standardowe płatności kontaktowe lub zbliżeniowe przy użyciu tych kart będą dostępne w całej Rosji.

Odłączenie szeregu rosyjskich banków od międzynarodowego międzybankowego systemu przekazywania informacji i dokonywania płatności SWIFT jest faktem dokonanym. VTB, Rossiya i Otkrytie, Novikombank, Promsvyazbank, Sovcombank i VEB zostały objęte tą sankcją. Według władz Rosji system komunikatów finansowych (SPFS) Banku Rosji może zastąpić SWIFT. O tym poinformowała prezes banku centralnego Elwira Nabiullina 28 lutego. Do SPFS mogą przystąpić także uczestnicy z zagranicy. Nabiullina zapewniła, że krajowy system kart płatniczych przetwarza cały krajowy obrót na podstawie tych kart. Karty międzynarodowych systemów płatniczych wydawane przez banki objęte sankcjami będą nadal działać w kraju w normalnym trybie.

Eksport paliw kopalnych

Oczywiście najbardziej drastyczną sankcją wprowadzaną na Rosję byłoby pełne embargo na zakup ropy i gazu, co postuluje rząd polski. Jednak sprzeciw kilku państw członkowskich UE zwłaszcza Niemiec, Austrii i Węgier uniemożliwia podjęcie tej decyzji.

Rosyjscy eksperci twierdzą, że embargo na węglowodory dla Rosji doprowadzi wkrótce do wielokrotnego podniesienia ich cen na rynku europejskim, co spowoduje lawinowe podwyżki cen wszystkich produktów rynkowych, ograniczenia w realizacji wszelkich programów socjalnych itd.

„Jastrzębie” we władzach Rosji, np. wiceprzewodniczący komitetu Dumy Państwowej ds. polityki informacyjnej, technologii informatycznych i łączności Oleg Matwiejczew pisze, że embargo na węglowodory dla Rosji doprowadzi wkrótce do wielokrotnego podniesienia ich cen na rynku europejskim, co spowoduje lawinowe podwyżki cen wszystkich produktów rynkowych, ograniczenia w realizacji wszelkich programów socjalnych itd. Doprowadzi to do masowych demonstracji antyrządowych ludności w krajach UE, a następnie całkowitej anarchii i chaosu. Stworzy to podstawy do izolacji Europy Zachodniej od USA i takiej przebudowy systemu stosunków międzynarodowych w wymiarze geopolitycznym, w którym Rosja zajmie główne miejsce w skali światowej.

Chodzi zatem nie o zawojowanie samej Ukrainy czy byłych państw byłego bloku wschodniego, ale o podporządkowanie całej Europy, która straci pozycję jednego ze światowych centrów siły. Instrumentem realizacji tej strategii jest możliwość użycia broni jądrowej przez Rosję, aby słaby psychologicznie Zachód przestraszył się trzeciej wojny światowej i wycofał się z polityki konfrontacji z Rosją, kapitulując i ostatecznie schodząc z areny historycznej, gdzie rozwijane będą rosyjskie tradycje i wartości narodowe.

Wydaje się, że władze Rosji w swojej polityce obrony przed sankcjami nie doceniają głębi upadku gospodarki Rosji w perspektywie średnio- i długoterminowej. Jest wątpliwe, czy uda się im dostatecznie obronić wszystkie ważne sektory gospodarki. Jednak w ostatnich dniach ujawniły się pewne oznaki poprawy sytuacji, takie jak umocnienie pozycji rubla, które od 18 marca wyniosło już 20 proc. i otwarcie giełdy.

Wybitny, opozycyjny wobec Putina ekonomista rosyjski, Władisław Inoziemcew stwierdził, że niektóre posunięcia Banku Centralnego kierowanego przez Elwirę Nabiullinę odznaczają się profesjonalizmem i efektywnością. Jego zdaniem głównym powodem stabilizacji kursu walutowego jest nadal pozycja Banku Rosji. Swoimi działaniami w pierwszych dniach kryzysu – w szczególności zezwoleniem na niewycenianie aktywów banków – zapobiegł panice na rynku, a ograniczenia w przelewach transgranicznych i eksporcie waluty zatrzymały odpływ kapitału. Dodając do tego wspólną decyzję Banku Rosji i Ministerstwa Finansów o sprzedaży 80 proc. wpływów dewizowych na giełdzie, władzom rosyjskim udało się stworzyć rodzaj „eksperymentalnego” rynku, z którego znaczna część popytu została usunięta, a podaż była bardzo nasycona.

Naturalną reakcją na ten stan rzeczy była stabilizacja kursu walutowego. Ponadto według Inoziemcewa, sytuacja może się ustabilizować na stosunkowo długi okres, kiedy utrzymana zostanie ta „awaryjna” procedura regulacji rynku (pośrednio potwierdza to deprecjacja stablecoinów w stosunku do rubla, która dwa tygodnie temu o 20–40 proc. przekraczała oficjalną stawkę).

Dziś jednak dwa problemy pozostają nierozwiązane. Ceny nadal rosną, a wymóg płacenia za gaz w rublach nadal pozostawia znaczny margines niepewności, gdyż Europejczycy odmówili jego przestrzegania. Moskwa będzie zmuszona zatem ograniczyć dostawy, co nie posłuży dalszemu uspokojeniu rynków.

Może wydawać się zaskakujące, że zajęcie połowy rezerw Banku Rosji i zakaz transakcji z rosyjską rezerwą złota miały tak niewielki wpływ na rubla – ale, zdaniem Inoziemcewa, nie jest to takie dziwne. Ogromne rezerwy banku centralnego, które w przededniu kryzysu stanowiły ponad 80 proc. jego aktywów, zostały faktycznie unieruchomione i, jak się teraz okazuje, nie służyły jako skuteczny środek powstrzymania presji na rubla , jak wielu zakładało. W zeszłym tygodniu w gazecie „Moskowski Komsomolec” Inoziemcew opisał scenariusz przejścia w kierunku bardziej proaktywnej polityki fiskalnej poprzez zwiększanie długu publicznego, na co jest szansa właśnie w obecnym „eksperymentalnym” ustawieniu kursu. Jego zdaniem, rząd powinien był podjąć takie kroki, aby utrzymać poziom życia ludności.

Dziś jednak dwa problemy pozostają nierozwiązane. Ceny nadal rosną, a wymóg płacenia za gaz w rublach nadal pozostawia znaczny margines niepewności, gdyż Europejczycy odmówili jego przestrzegania. Moskwa będzie zmuszona zatem ograniczyć dostawy, co nie posłuży dalszemu uspokojeniu rynków.

Generalnie sytuacja ekonomiczno-finansowa Rosji w obecnym stadium wprowadzania sankcji jest zupełnie nieprzewidywalna.

obserwatorfinansowy.pl

Władze lokalne w obwodach kijowskim i czernihowskim oraz Dowództwo Wojsk Lądowych Ukrainy potwierdzają częściowe wycofywanie się sił agresora – co najmniej pięciu batalionowych grup taktycznych (w tym trzech lub czterech BGT z 700 pojazdami z rejonów na północ od Kijowa) – z wcześniej zajmowanych terenów na Białoruś. Najbardziej widać to w okolicach ukraińskiej stolicy – głównie w rejonach wyszogrodzkim (Rosjanie opuścili m.in. Iwanków i rejon Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej) i browarskim, a częściowo także buczańskim. Opuszczane miejscowości są zrujnowane (zniszczenia miały dotknąć 35 z 65 gmin obwodu kijowskiego) i zaminowane, pozostają też w zasięgu rażenia rosyjskiej artylerii.

Według ukraińskiego Sztabu Generalnego część rosyjskich jednostek z Białorusi ma być kierowana transportem kolejowym do Rosji, równocześnie kolejne pododdziały wrogich wojsk mają docierać na wschodnią Ukrainę. Ponadto odnotowano rozmieszczanie w okolicach Homla dodatkowych wyrzutni rakiet Iskander, a do miasta miało przybyć dwustu najemników z Bliskiego Wschodu. Zdaniem strony ukraińskiej podejmowane przez Rosjan działania mają świadczyć o niepowodzeniu operacji i problemach z uzupełnieniem strat. Trzydziesta szósta doba wojny nie przyniosła rozstrzygnięć militarnych, a na wszystkich kierunkach z różną intensywnością trwają walki. Agresor kontynuuje także uderzenia rakietowo-powietrzne i ostrzał artyleryjski zarówno celów cywilnych, jak i wojskowych.

Pomimo wycofania części sił rosyjskich na kierunku północno-wschodnim nie doszło tam do znaczących zmian pozycji walczących stron. Siły Zbrojne Ukrainy mają kontrolować Irpień i Makarów po dwóch stronach rosyjskiej blokady Kijowa od północnego zachodu. Wrogie wojska nadal są obecne w Borodziance, Buczy, Hostomlu i Worzelu oraz miejscowościach na południe od autostrady M06 z Kijowa na Zachód, skąd ostrzeliwują pozycje ukraińskie. Lokalne siły obronne w obawie o zmianę sytuacji nie likwidują dotychczasowych linii umocnień. W ciągu ostatniej doby do starć w okolicach stolicy dochodziło sporadycznie. Mimo wycofania się wojsk rosyjskich z kilku miejscowości w rejonie czernihowskim wciąż trwają walki wokół jego głównego miasta, ale intensywność ostrzałów miała się zmniejszyć.

Na kierunku wschodnim nadal toczą się intensywne walki w graniczących ze sobą rejonach obwodów charkowskiego, ługańskiego i donieckiego. Ciągle broni się Izium (z miasta kolejną dobę nie udało się nikogo ewakuować). Siły ukraińskie mają ostrzeliwać nieprzyjaciela w rejonie m. Kamjanka i Tychoćke oraz powstrzymywać natarcie na Słowiańsk i Barwinkowe. Zwiększyła się intensywność ostrzałów Charkowa. W Donbasie obrońcy mieli odeprzeć siedem wrogich ataków. Trwają walki i ostrzał w m. Rubiżne, Popasna i Marjinka oraz w Mariupolu (siły agresora miały zostać wzmocnione batalionową grupą taktyczną z 7. Bazy Wojskowej z Abchazji, łącznie zgrupowanie rosyjskie w Mariupolu ma liczyć 14 tys. żołnierzy). Ostrzeliwane są głównie Siewierodonieck, Lisiczańsk i Kreminna w obwodzie ługańskim oraz Awdijiwka, Krasnohoriwka i Wuhłedar w obwodzie donieckim.

Na kierunku południowo-wschodnim wrogie wojska kontynuują ostrzał pozycji ukraińskich na południe od Zaporoża (głównie w rejonie m. Orichiw). W północno-wschodniej części obwodu zaporoskiego siły ukraińskie zajęły pozycje w pięciu wioskach gminy Hulajpołe, z kolei wojska rosyjskie umocniły się w położonym na wschód od niej rejonie Nowozłatopila i Lubymiwki. Agresor po raz kolejny stara się uzyskać powodzenie bezpośrednio na południe od Zaporoża, w rejonie m. Kamjanśke. Do walk doszło w rejonie m. Ołeksandriwka na pograniczu obwodów mikołajowskiego i dniepropetrowskiego, gdzie siły najeźdźcy starają się obejść pozycje obrońców na południowy zachód od Krzywego Rogu. Armia ukraińska poinformowała o wyzwoleniu 11 miejscowości na południe od tego miasta w graniczących z obwodem dniepropetrowskim rejonach obwodu chersońskiego. Dotychczasowe pozycje rosyjskie nie uległy zmianie. Agresor kontynuuje także ostrzał Mikołajowa.

1 kwietnia gubernator rosyjskiego obwodu biełgorodzkiego poinformował, że w wyniku ataku rakietowego dwóch ukraińskich śmigłowców lecących na niskiej wysokości doszło do pożaru w bazie paliwowej należącej do koncernu Rosnieftʹ oraz uszkodzenia obiektów dwóch przedsiębiorstw. Dwóch robotników miało zostać rannych, ewakuowano również część mieszkańców. O dużej skali strat świadczy reakcja gubernatora sąsiedniego obwodu kurskiego, który poinformował, że organy bezpieczeństwa postawiono w stan najwyższej gotowości, i zaoferował wsparcie.

31 marca rosyjskie wojska okupacyjne opuściły terytorium elektrowni atomowej w Czarnobylu w obwodzie kijowskim i miasto Sławutycz, uprowadzając przy tym wziętych do niewoli żołnierzy ukraińskiej Gwardii Narodowej. Oceniając przegrupowanie wojsk rosyjskich na północy kraju, prezydent Wołodymyr Zełenski stwierdził, że jest to jedynie manewr taktyczny – ponieważ Rosjanie nie mogą pokonać sił ukraińskich broniących Kijowa, to odstępują i są przerzucani w inne miejsca.

Prezydent utworzył dwie administracje wojskowe w Kreminnej i Rubiżnem w obwodzie ługańskim. Oznacza to, że obie miejscowości są nadal bronione przez Ukraińców, lecz działania wojskowe podejmowane są na szczeblu lokalnym i nie stanowią elementu skoordynowanej operacji obronnej. Zełenski zdegradował szefa departamentu bezpieczeństwa wewnętrznego SBU i szefa obwodowego zarządu SBU w Chersoniu, uzasadniając tę decyzję reprezentowaniem przez funkcjonariuszy postaw defetystycznych.

W Kijowie utworzono komendanturę wojskową na czele z szefem żandarmerii wojskowej Wiktorem Płachtijem. Jej zadaniami będą regulowanie czasu trwania godziny policyjnej, nadzór nad zaciemnieniem miasta, koordynacja wykorzystania sił i środków pozostających pod zarządem organów władzy wykonawczej, wojska i organów ścigania oraz zarządzanie kwaterunkiem. Powołanie komendantury świadczy o kontynuowaniu przygotowań do obrony miasta, a także o dalszym odgraniczeniu kompetencji cywilnych władz miejskich w tej sferze.

Wczoraj funkcjonowały trzy zielone korytarze do Zaporoża, z których skorzystało 1458 osób, w tym 631 mieszkańców Mariupola. W ocenie władz w mieście nadal przebywa ok. 100 tys. cywilów, a dotychczas opuściło je 120 tys. osób – 75 tys. wyjechało na tereny kontrolowane przez Kijów, a 45 tys. zostało deportowanych do Rosji. Pomoc humanitarna przeznaczona dla mieszkańców okupowanego Melitopola została przejęta przez wojska agresora. Rosjanie ostrzelali konwoje samochodów wolontariuszy z darami dla Czernihowa, kilka osób zginęło.

Najbogatszy ukraiński oligarcha Rinat Achmetow udzielił wywiadu agencji Bloomberg, w którym potwierdził, że przebywa na Ukrainie, i zadeklarował, iż mimo wcześniejszych napięć stoi po stronie prezydenta. Głównym zadaniem Achmetowa jest pomoc Mariupolowi, gdzie znajdują się dwa należące do niego kombinaty metalurgiczne, zatrudniające przed wojną niemal 40 tys. osób. Mimo wstrzymania działalności hut wszyscy pracownicy mają nadal otrzymywać pensje. Działania najeźdźców w mieście Achmetow określił jako ludobójstwo i zapowiedział dochodzenie odszkodowań od Rosji za częściowe zniszczenie należących do niego przedsiębiorstw.

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) ocenia, że PKB Ukrainy w 2022 r. zmniejszy się o 20%, a wojna dotknęła terytorium odpowiadające za 60% PKB. Produkcję wstrzymało 30% przedsiębiorstw, konsumpcja energii elektrycznej kształtuje się na poziomie ok. 60% przedwojennego zużycia. Prognoza zakłada, że działania wojenne ustaną w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Według Ministerstwa Energetyki 31 marca pozbawionych prądu było 1339 miejscowości zamieszkanych przez 925 tys. osób, zaś bez dostępu do gazu pozostaje 338 tys. odbiorców.

31 marca prezydent Zełenski odbył z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem rozmowę na temat przebiegu rozmów pokojowych w Stambule 29 marca. Z Erdoğanem spotkał się też osobiście minister obrony Ołeksij Reznikow, omawiano m.in. możliwość wspólnej ewakuacji ludności cywilnej z Mariupola.

Według Straży Granicznej RP od początku wojny z Ukrainy do Polski wyjechało 2,42 mln uchodźców. 31 marca odprawiono 23 tys. osób (spadek o 9,5% względem dnia poprzedniego).

Komentarz

Pomimo wycofywania się siły rosyjskie w rejonie Kijowa wciąż utrzymują pozycje utrudniające swobodę ruchu jednostek ukraińskich i umożliwiające prowadzenie ostrzału pozycji obrońców wokół stolicy, zaś Czernihów w dalszym ciągu jest blokowany. Zwiększenie aktywności armii ukraińskiej w celu wyzwolenia zajętych jeszcze przez agresora miejscowości – do czego musiałaby opuścić umocnione pozycje – uczyni ją podatniejszą na uderzenia nieprzyjaciela. O braku zamiaru oddania przez Rosję inicjatywy na północy Ukrainy świadczy sprowadzanie na Białoruś kolejnych jednostek rakietowych, a także najemników doświadczonych w bojach ulicznych.

Okoliczności ataku na bazę paliwową w Biełgorodzie nie są do końca jasne. Strona ukraińska nie potwierdziła dotąd jego przeprowadzenia, a media przekazują jedynie informacje podane przez Rosjan. Również rosyjski resort obrony nie skomentował komunikatów władz tego miasta, zaś rzecznik prasowy prezydenta Putina poinformował, że rzekomy „atak ukraiński nie stwarza komfortowych warunków do kontynuowania rozmów pokojowych”. Nie należy wykluczać, że był on w istocie rosyjską prowokacją. Nie jest to pierwszy komunikat rosyjskich władz o ataku na terytorium obwodu biełgorodzkiego przez siły ukraińskie. Tydzień wcześniej informowano o ostrzale dwóch wsi przygranicznych wsi.

Prognozy EBOiR dotyczące skali recesji w gospodarce ukraińskiej należy traktować z dużą ostrożnością, gdyż zakładają one wstrzymanie działań wojennych w ciągu najbliższych tygodni. W tej chwili nie wiadomo, jak będzie przebiegać kampania siewna ani jak długo pozostaną zablokowane porty, odpowiadające przed wojną za 96% eksportu zbóż i oleju słonecznikowego. Sprzedaż tych towarów ma kluczowe znaczenie dla ukraińskiej gospodarki. Według premiera Denysa Szmyhala spadek PKB w związku z wojną wynosi 35%, a poniesione łącznie przez Ukrainę straty sięgają już 1 biliona dolarów. Dokładniejsze szacunki dotyczące wpływu obecnej sytuacji na gospodarkę powinny się pojawić w najbliższych dwóch tygodniach, kiedy będą znane wskaźniki za marzec – pierwszy pełny miesiąc, w którym toczyła się wojna.

Jednoznaczne deklaracje Achmetowa o wsparciu prezydenta Zełenskiego (mimo wcześniejszego ostrego konfliktu między nimi) są kolejnym przykładem utrzymującej się konsolidacji w elitach polityczno-biznesowych Ukrainy. Achmetow nie chce zapewne powtórzyć błędu z 2014 r., kiedy początkowo unikał opowiedzenia się po stronie władz w Kijowie, co ułatwiło utworzenie tzw. republik separatystycznych w Donbasie i w efekcie doprowadziło do utraty jego aktywów na tych terenach.

osw.waw.pl

czwartek, 31 marca 2022


Wokół konfliktu azersko-armeńskiego narosło wiele nieporozumień. W szczególności chodzi o postrzeganie go jako wojny proxy między Rosją a Turcją, w której Armenia jest jakoby sojusznikiem tej pierwszej, a Azerbejdżan tej drugiej. Tymczasem 44-dniowa wojna w 2020 r. nie tylko nie była wcale starciem proxy Turcji i Rosji, lecz wręcz została uzgodniona między Rosją i Azerbejdżanem. Żeby to zrozumieć trzeba przyjrzeć się naturze relacji armeńsko-rosyjskich w XIX i XX w. Ani imperialna Rosja ani ZSRR nigdy nie wspierały Armenii. Po zwycięskich wojnach z Iranem i Osmańską Turcją w XIX w. Rosja nie tylko nie stworzyła niepodległej Armenii, ale nawet nie stworzono jednolitej jednostki administracyjnej obejmującej wszystkie tereny Armenii przyłączone do Rosji. W szczególności Arcach oraz Zangezur znalazły się w guberni jelizawietpolskiej, a nie erywańskiej. Carska Rosja podejmowała też działania na rzecz rusyfikacji Ormian.

Z kolei ZSRR od swojego zarania faworyzował Azerów przeciwko Ormianom i ich interesom. W 1920 r. Lenin i Stalin zawarli układ z Ataturkiem oddając Turcji armeński Kars oraz Igdir (który nie należał wcześniej do Imperium Osmańskiego, lecz do Persji). Sowieckie władze dokonały też rozbioru Armenii oddając Azerbejdżanowi Nachiczewan oraz Arcach i planując oddać również Zangezur (do czego nie doszło tylko dzięki zbrojnemu oporowi Ormian). Następnie władze sowieckie sprzyjały azeryzacji Nachiczewanu, Gandżi i innych historycznych ziem Armenii oddanych Azerbejdżanowi. Tuż przed upadkiem ZSRR tj. na początku 1991 r. władze sowieckie z Gorbaczowem i gen. Dmitrijem Jazowem na czele podjęły decyzję o przeprowadzeniu operacji Kalco, która miała być swego rodzaju „ostatecznym rozwiązaniem" kwestii karabaskiej. Chodziło o przymusowe wysiedlenie Ormian z Karabachu do Armenii. Nie udało się to jednak bo Ormianie chwycili za broń, a ZSRR wkrótce potem padł. Rozpoczęty wówczas konflikt trwa jednak do dziś.

W wyniku pierwszej fazy wojny o Arcach, zakończonej rozejmem w maju 1994 r., Ormianie zdołali nie tylko utrzymać niezależność Arcachu w granicach sowieckiego obwodu autonomicznego Gorskiego Karabachu, ale rozszerzyć go o sąsiadujące tereny należące wcześniej do Azerbejdżańskiej SRR. Zwrot tych terenów uzgodniony został jeszcze za czasów prorosyjskiego prezydenta Armenii Roberta Koczariana, rządzącego w latach 1998 – 2008.  Nie zostało to jednak zrealizowane z obawy przed reakcją ormiańskiej opinii publicznej. Warto też dodać, że to Ormianie w 1994 r. powstrzymali zapędy Rosji by wprowadzić do Arcachu tzw. „mirotworców".

Gdy w 2018 r. władzę w Armenii przejął Nikol Paszynian Armenia zaczęła coraz bardziej balansować swoją politykę zagraniczną między Rosją a Zachodem. Zaczęto również łagodzić napięcia z sąsiednią Gruzją. Te działania musiały niepokoić Kreml, zwłaszcza że z kolei w Azerbejdżanie swoje wpływy umacniała Turcja. Wojna w 2020 r. miała przerwać ten proces i częściowo tak się stało. Tuż przed jej wybuchem doszło w Moskwie do spotkania przewodniczącej azerbejdżańskiego parlamentu z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem i z komunikatów płynących po tych rozmowach można wnioskować, że uzgodniono wówczas implementację uzgodnień dotyczących zwrotu terenów przylegających do dawnego obwodu autonomicznego Górskiego Karabachu, a także oddania Azerom miasta Szuszi. 44-dniowa wojna miała też zdyscyplinować Paszyniana, pokazać Ormianom, że nie mają geopolitycznej alternatywy dla sojuszu z Rosją oraz zmusić obie strony do zaakceptowania wprowadzenia „mirotworców" na teren Arcachu (czyli de facto oddać Rosji kontrolę nad nim). Warto przy tym dodać, że Azerbejdżan akceptując wprowadzenie „mirotworców" na teren Arcachu de facto godził się na oddanie Rosji kontroli nad terytorium, które wciąż uznawał za swoje.

Rosyjskiej strategii dociskania Armenii sprzyjała wówczas proturecka postawa Donalda Trumpa. Warto w tym kontekście przypomnieć, że brak reakcji Białego Domu na agresję azerbejdżańską był wówczas ostro krytykowany przez Demokratów, w tym w szczególności przez Joe Bidena. To zaś skłania do refleksji nad tym co w istocie wykorzystuje obecnie Azerbejdżan w związku z wojną na Ukrainie: słabą pozycję Rosji czy też raczej to, że USA skoncentrowane są na Ukrainie i otwarcie „drugiego frontu" byłoby dla Zachodu kłopotliwe, gdyż za Azerbejdżanem z całą pewnością stanie Turcja, wykazująca na razie neutralność wobec wojny na Ukrainie.

Po wojnie 44-dniowej wpływy Rosji w Azerbejdżanie uległy zwiększeniu. Było to efektem przejęcia przez Rosję kontroli nad korytarzami transportowymi, w tym połączeniami z Nachiczewanu do Azerbejdżanu i drogi dostępowej do Szuszi. W tym ostatnim przypadku, mimo buńczucznych deklaracji Azerbejdżanu, iż alternatywna droga zostanie szybko wybudowana, nie istnieje ona do dziś. Natomiast już po wybuchu wojny na Ukrainie azerbejdżański dyktator Ilham Alijew przybył do Moskwy, gdzie podpisał deklarację o „podniesieniu relacji rosyjsko-azerbejdżańskich do rangi sojuszu". W  tym czasie rosyjskie rakiety spadały już na Kijów. Mimo to Alijew okazywał ogromne zadowolenie ze spotkania z Putinem i na każdym kroku wymieniał z nim serdeczne uściski i uśmiechy. Kontrastowało to z „długim stołem", przy którym Putin rozmawiał z innymi osobami. Warto też podkreślić, że od 24 lutego, gdy zaczęła się wojna, Alijew był jednym z zaledwie dwóch liderów państw (obok Naftali Bennetta), którzy spotkali się z Putinem. Tyle, że Bennett, przynajmniej oficjalnie, przyleciał w sprawie mediacji w związku z wojną na Ukrainie i jego wizyta nie miała oprawy medialnej.

Na efekty nowego sojuszu azerbejdżańsko-rosyjskiego nie trzeba było długo czekać. Azerbejdżan nie przyłączył się do żadnych sankcji przeciwko Rosji i nie uczestniczył w głosowaniu w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ nad potępieniem Rosji za agresję na Ukrainę. Było to stanowisko równoznaczne z wstrzymaniem się do głosu i dość znamienne jest to, że w komentarzach do głosowania było to ignorowane, a cała uwaga koncentrowała się na liście krajów, które wstrzymały się od głosu.

Wśród wstrzymujących się była oczywiście Armenia i jej stanowisko wobec wojny na Ukrainie nie różni się praktycznie niczym od stanowiska Azerbejdżanu, mimo całkowicie odmiennych warunków w przypadku obu tych państw. Po pierwsze chodzi o to, że Ukraina sympatyzowała z Azerbejdżanem w czasie wojny 44-dniowej i wielu Ormian to pamięta. To stanowisko Ukrainy było z kolei spowodowane brakiem potępienia przez Armenią aneksji Krymu i rozpowszechnianą przez lobby protureckie (silne na Ukrainie) narracji zrównującej kwestię Arcachu z Donbasem. Tymczasem obie sytuacje są całkowicie nieporównywalne, a tworzenie analogii między nimi to kompletny absurd. Po drugie, Azerbejdżan, w przeciwieństwie do Armenii, nie ma noża na gardle. Co więcej, to właśnie Azerbejdżan jest tym nożem na gardle Armenii przystawionym przez Rosję. I Rosja tego noża użyła, gdyż jest niezadowolona z postawy Armenii. Oczekiwała bowiem poparcia tego kraju dla swojej wojny.

Kompletnym nieporozumieniem jest też twierdzenie, że atak Azerbejdżanu na Armenię byłby uderzeniem proxy Turcji na Rosję, a także, ze wykluczałby ewentualne zaangażowanie Armenii w wojnę przeciwko Ukrainie, gdyż zmusiłby ją do koncentracji na własnej obronie. Jeżeli chodzi o pierwszy aspekt to warto zwrócić uwagę na to, ze Turcja nie tylko nie przyłączyła się do żadnych sankcji przeciwko Rosji, ale podjęła działania osłabiające ich działanie otwierając się na ucieczkę majątku i kapitału proputinowskich oligarchów. Ponadto gdyby Turcja rzeczywiście chciała wykorzystać osłabienie Rosji do uderzenia na innym teatrze wojny to zrobiłaby to w syryjskim Idlibie, gdzie od dawna odgrywa rolę patrona syryjskich dżihadystów walczących z Assadem. Byłoby to tym bardziej logiczne, że Rosja twierdzi, że Assad zamierza przesłać jej posiłki.

Faktycznie jednak Turcja nie zamierza naruszać swoich układów z Rosją. Natomiast jeśli chodzi o rzekomą sprzeczność między wymuszeniem wsparcia przez Armenię wojny na Ukrainie i koniecznością obrony własnego terytorium przed Azerbejdżanem to znów jest to oparte na nieporozumieniu. Po pierwsze, wbrew antyarmeńskiej propagandzie, Armenia nie poparła rosyjskiej inwazji na Ukrainę, a dla Rosji ciosem było to, że w Zgromadzeniu Ogólnym tylko cztery państwa, uznawane powszechnie za pariasów międzynarodowych, ją poparły. Rosji zależy na tym, by pokazać, że jej działania nie spotykają się z powszechną dezaprobatą i to nawet ze strony państw członkowskich Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego (ODKB) oraz Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP). I dlatego w pierwszej kolejności chce zmusić Armenię do zmiany stanowiska. Byłoby to tym bardziej cenne dla Rosji, gdyż nastawiłoby międzynarodową opinię publiczną wolnego świata przeciwko Armenii i jeszcze bardziej docisnęłoby Armenię jako zakładnika Rosji. Ponadto Rosja ma cały czas instrumenty nacisku na Azerbejdżan (choćby zablokowanie dostępu do Szuszi) i to, że ich nie wykorzystuje nie wynika z tego, że nie jest w stanie tego zrobić, lecz z tego, że po prostu nie chce tego robić, bo azerbejdżańska presja na Armenię jest w interesie Moskwy. Gdyby Armenia wysłała swoje wojsko przeciwko Ukrainie, co oznaczałoby zerwanie więzi łączących Armenię z wolnym światem, to Rosja nie miałaby problemu z powstrzymaniem Azerbejdżanu przed dalszą eskalacją.

defence24.pl

A jakie stanowisko w rozmowie z Bidenem zaprezentowali Chińczycy?

Tutaj należy cofnąć się nieco do historii. Gdy w 1978 roku Deng Xiaoping dochodził do władzy po latach degrengolady Mao Zedonga, określił paradygmat stosunków międzynarodowych, który sprowadzał się do hasła „pokój i rozwój". Deng mówił, że Chiny muszą otworzyć się na świat i reformować, bowiem sytuacja na świecie jest pokojowa, a nie – jak twierdził Mao – dominuje wojna i rewolucja.

A co mówi teraz Xi do Bidena? Otóż to, że dominujący trend „pokoju i rozwoju" stoi przed poważnymi wyzwaniami, a świat nie jest ani spokojny, ani stabilny. Pytanie, które pozostaje póki co bez odpowiedzi, dotyczy tego, czy Chiny zdecydują się odejść od paradygmatu Denga o „pokoju i rozwoju", czy też pozostają przy nim, zakładając, że sytuacja za jakiś czas wróci do normy. Jeżeli dojdzie do zmiany tego paradygmatu będziemy mieli potwierdzenie, że tworzy się nowy międzynarodowy układ.  

Chińczycy będą musieli jakoś radzić sobie z amerykańską presją gospodarczą, która będzie wpływać na chiński rozwój. W praktyce już wpływa, czego efektem jest decyzja o uruchomieniu gospodarki „podwójnego obiegu". Odpowiedzią na ograniczenia w dostępie do międzynarodowych zasobów finansowych i technologicznych jest centralizacja chińskiej gospodarki a taka, czego dowodzi również przykład Chin, jest mniej konkurencyjna. Bez impulsów z zewnątrz może mieć poważniejsze kłopoty. Myślę, że to jest główny element w polityce chińskiej, a więc ryzyko spowolnienia gospodarczego.

Czy uprawnione jest stwierdzenie, że Pekin wiedział o nieuchronności wojny, bowiem Rosja Chińczyków o tym fakcie poinformowała?

Nie sposób z całą pewnością powiedzieć, czy Pekin wiedział, jak będzie wyglądała „rosyjska operacja na Ukrainie". Wydaje się, że nie zostali dość dokładnie poinformowani przez Rosjan o ich zamierzeniach. Nie można też wykluczyć, że Chińczycy zakładali szybkie rozstrzygnięcie wojny w Ukrainie, chociażby w formie obalenia władz w Kijowie i względnie bezproblemowego przejęcia kontroli nad Ukrainą przez Rosję. Jeśli w ogóle możemy mówić o wariantach, to ten jawił się z perspektywy Pekinu jako optymalny.

Czy wiemy, jak Pekin zareagował na wybuch wojny na Ukrainie, a także jej niekorzystny dla Rosji przebieg?

Na ten temat toczą się spory, a każdy badacz przedstawia własną interpretację. Zacznijmy od tego, że 26 lutego odbyła się telefoniczna rozmowa Putina z Xi. Według oficjalnego komunikatu strony wymieniły poglądy na temat sytuacji na Ukrainie, a prezydent Xi uznał, iż należy zainicjować rozmowy pokojowe. Patrząc na scenę wewnętrzną w Chinach należy zwrócić uwagę, że zaczynano wtedy posiedzenie Biura Politycznego Komitetu Centralnego, poprzedzające sesję parlamentu – Ogólnochińskiego Zgromadzenia Ludowego. W czasie konferencji prasowej premier Li Keqiang mówił, że Chiny będą nadal otwarte, że Chiny nie zamkną „drzwi". Ale pytanie jakie będą miały opcje.

Chcąc zachować te opcje z Chin płyną dwuznaczne komunikaty, co może sugerować, że Pekin był przygotowany na krótki konflikt. Wówczas dyplomacja chińska nie byłaby zmuszona do zdefiniowania własnej pozycji wobec tego kryzysu. Wygrałby Putin i wtedy działania szłyby dalej. Tak się jednak nie stało, a Chiny są powiązane porozumieniem z Rosją z 4 lutego bieżącego roku. To dla nas istotny drogowskaz do analizowania chińskiej polityki wobec wojny na Ukrainie.

Co to za porozumienie?

Podczas wizyty Putina w Pekinie doszło do podpisania wspólnego oświadczenia na temat zacieśnienia chińsko-rosyjskich stosunków w „nowej erze", która de facto rozpoczyna się od wybuchu wojny Rosji w Ukrainie. W dokumencie Chińczycy wprost przyznali, że wspierają pomysł redefinicji architektury bezpieczeństwa w Europie.

Co do samego terminu „nowa era" to stanowi on slogan polityczny, który w swej retoryce wykorzystuje przewodniczący Xi – od niego bowiem, według oficjalnej narracji, ma rozpoczynać się nowa era Chin. Lider próbuje się pozycjonować przez kreowanie pewnej, nowej rzeczywistości.

Jak obecnie Chińczycy odnoszą się do wojny na Ukrainie?

Najostrzejsze są komunikaty rzecznika prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który oskarża Stany Zjednoczone o próby rozszerzenia NATO. W praktyce można mówić o powieleniu narracji rosyjskiej. Z kolei sam minister spraw zagranicznych stara się lawirować, choć jednocześnie mówił, że rosyjskie żądania gwarancji bezpieczeństwa były zasadne. Na tym poziomie oskarża się Stany Zjednoczone, które oddzielają w swej retoryce od Europy. Swoją drogą to bardzo ciekawa różnica w postrzeganiu Zachodu niż w przypadku Rosji, która nie traktuje Europy jako suwerennego podmiotu, lecz jako wykonawcę woli Waszyngtonu. Chińczycy to jednak rozdzielają – paradoksalnie, obraz Europy jest w chińskiej retoryce dużo cieplejszy niż Stanów Zjednoczonych.

Wracając jednak do pytania o chińskie stanowisko wobec wojny. Mamy też przewodniczącego Xi, który posługuje się bardzo stonowanym językiem. Xi mówi, że zasada nienaruszalności granic i suwerenności to podstawa systemu międzynarodowego. To również ma tyczyć się Chin, które uznają Tajwan jako jedną z chińskich prowincji.

Zapewne w samej partii nie ma konsensusu, w jaką stronę teraz należy iść. Czy kontynuować współpracę z Putinem, który jest gospodarczym bankrutem? Ponieważ konflikt na Ukrainie przedłuża się, Chiny starają się mitygować zagrożenia, które się pojawiają. Otwartym pytaniem pozostaje, jak długo Chińczycy będą mogli lawirować. Stawiam jednocześnie tezę, że mnogość komunikatów ze strony Chin to dowód na to, że Pekin jest zaskoczony stanowczością decyzji Europy, jednością Zachodu oraz brakiem skuteczności Putina. Chińczykom, którzy działają w oparciu o determinizm ekonomiczny, mogło wydawać się, że Europa nie zdecyduje się na tak daleko idące sankcje i będzie chciała szybko z Rosją się porozumieć. Dodatkowo wynikało to z innej niż rosyjska percepcji Zachodu. O ile Rosja patrzy na Zachód jako mniej więcej monolit w kwestiach zasad, o tyle Chiny próbowały i próbują rozróżnić i wykorzystywać to do własnej polityki. Ale w obliczu wojny Rosji ten chiński ogląd świata ma coraz mniej wspólnego z rzeczywistością.

(...)

Należy też pamiętać o chińskiej polityce wewnętrznej. Jesienią 2022 roku odbędzie się zjazd Komunistycznej Partii Chin, na którym Xi ma zostać ponownie wybrany sekretarzem generalnym. Xi zainwestował wiele czasu i energii w relacje interpersonalne z Putinem. Obaj politycy często spędzali razem czas, bywali na targach, jedli naleśniki, obserwowali manewry wojskowe. Teraz ten kluczowy partner dosłownie grzęźnie na Ukrainie. Za tę porażkę ktoś musi zapłacić, lub trzeba będzie w jakiś sposób przykryć propagandowo te porażki: tu oskarży się Stany Zjednoczone. Jednak wbrew pozorom, w Chinach jest dyskusja i polityczna presja, z którą przewodniczący musi się liczyć. Oznacza to, że wykonanie kolejnego kroku w stronę Rosji może być dla chińskich przywódców bardzo bolesne.

(...)

W kontekście zjazdu należy poruszyć jeszcze jedną kwestię. To sprawa bezpieczeństwa żywnościowego. Na ile jest to dla Pekinu istotny czynnik?

Ukraina była jednym z ważniejszych dostawców do programów pomocowych ONZ na obszarze Afryki. To z powodu wojny jest niemożliwe. W rezultacie w Afryce rośnie presja na lokalnych przywódców, by coś z tym żywnościowym kryzysem zrobić. W pierwszej kolejności afrykańscy przywódcy informują Chińczyków o konieczności renegocjacji zaciągniętych zobowiązań finansowych – bez tego wzrasta zagrożenie rewolucją, która pozbawi Chińczyków ich inwestycji. Z powodu pandemii Pekin został zmuszony zgodzić się na kredytowe ustępstwa choćby w Kenii, która już musiała podnieść podatki, by móc spłacać chińskie długi. Teraz ta presja staje się jeszcze większa. Chociażby z tej perspektywy Chińczykom zależy, aby ten konflikt jak najszybciej się skończył.

Komunistyczna Partia Chin może bez większych problemów rządzić tak długo, ponieważ daje Chińczykom stały wzrost gospodarczy. Teraz, w obliczu kryzysu – dużo większego niż w wyniku COVID-u – obietnice dobrobytu stają pod znakiem zapytania. Podobnie zresztą jak infrastrukturalna koncepcja „Pasa i Szlaku", która też stanowi jeden z flagowych projektów Xi. W wyniku obecnych napięć zawieszono połączenia kolejowe przez Białoruś. Z perspektywy całości Chin nie jest to tragedia, bowiem transport kolejowy nie jest znaczący. Niemniej jednak to dość spory problem wewnętrzny.

Dlaczego?

W koncepcji „Pasa i Szlaku" chodziło o to, by rozwinąć chińskie prowincje zachodnie, które są dużo gorzej rozwinięte niż wschodnie, czerpiące z dostępu do akwenów morskich. Z punktu widzenia wewnętrznego, a także mając na uwadze wspomniany fakt tegorocznego zjazdu, wobec Xi wyraźnie rośnie presja i oczekiwania co do szybkiego rozwiązania problemu. Dotknięte prowincje liczą, że obietnice Xi rozwoju i dobrobytu zostaną dotrzymane. Niezadowolenie jest tym większe, że źródłem kryzysu jest Rosja, a więc sztandarowy partner Xi.

Ukraina była jednym z elementów chińskiej wizji gospodarczego zdominowania przestrzeni euro-azjatyckiej. Jeszcze w styczniu świętowano trzydziestą rocznicę relacji pomiędzy Ukrainą a Chinami. Przedstawiciele Chin podkreślali, że Ukraina to ważny element „Pasa i Szlaku" i państwo, które jako jedno z pierwszych dołączyło do projektu. Obecna sytuacja utrudnia chociażby przesył kontenerów przez Morze Czarne. To kolejny element składający się na szereg chińskich problemów – koncepcja „Pasa i Szlaku" ma raptem 10 lat, a praktycznie – przynamniej w przestrzeni euro-azjatyckiej – już go nie ma. Konieczność wyjaśnienia tego przedstawicielom Komunistycznej Partii Chin to dla Xi będzie stanowić nie lada wyzwanie. Nie przewiduję, aby Xi – który, tak jak Putin, chciał przejść do historii swojego narodu – miał utracić władzę, ale jego reelekcja może być problematyczna, a on sam przez proces nie przejdzie suchą stopą.

Jakie teraz, po miesiącu walk, nadzieje wobec rozstrzygnięcia wojny na Ukrainie, może mieć Pekin?

Obserwujemy zmiany w systemie stosunków międzynarodowych. Prezydent Biden w Polsce nakreślił wizję Zachodu. W przemówieniu w Jasionce porównał ofiary rosyjskiej agresji do studentów z Tiananmen. Co więcej prezydent Biden w swoim wystąpienia na Zamku Królewskim mówił: „Na litość boską, ten człowiek nie może pozostać u władzy". Mimo, że administracja amerykańskie dementowała, że chodzi o usunięcie Putina to wiadomość jest różnie interpretowana. To bardzo czytelny znak, że stajemy w obliczu „nowej ery" rywalizacji demokracji i autokracji.

Nie wiemy jeszcze, w jaką stronę zmierzamy, ale wyraźnie rysuje się koalicja państw zachodnich - wspólnie z Japonią i być może Koreą Południową, Australią – a z drugiej strony Chiny z Rosją, ale w dalszym ciągu szukające miejsca, i grupa państw, dawniej powiedzielibyśmy „niezaangażowanych". Dla Chin przychodzi moment, kiedy w polityce międzynarodowej trzeba będzie zająć stanowisko.

defence24.pl

Jak wypowiedź Pieskowa ma się do wcześniejszych gróźb Putina?

W wywiadzie dla telewizji PBS Pieskow stwierdził, że jakkolwiek zakończy się rosyjska inwazja przeciwko Ukrainie, nie będzie to powodem użycia przez Rosję broni jądrowej, i że nie jest ono rozważane. Podobnie jak w wypowiedzi na antenie stacji CNN 22 marca, odwołał się do dekretu Putina o podstawach polityki państwa w zakresie odstraszania jądrowego z 2020 r. Stwierdził, że dopuszcza ona użycie broni jądrowej wyłącznie w razie – niesprecyzowanego przez Pieskowa – zagrożenia dla przetrwania państwa, a „operacja specjalna” przeciwko Ukrainie nie ma z nim nic wspólnego.

Kłóci się to jednak ze słowami Putina. W wystąpieniu telewizyjnym w dniu rozpoczęcia inwazji (24 lutego br.) jako „egzystencjalne” zagrożenie dla Rosji określił on rozszerzenie NATO i współpracę wojskową jego członków z Ukrainą. Pieskow przypomniał, że Putin „ostrzegł” inne państwa przed „mieszaniem się” w konflikt, choć rzecznik Kremla zaprzeczał jakoby była to groźba użycia broni jądrowej. Putin jednak odnosił się wyraźnie właśnie do niej, grożąc wtedy państwom trzecim „konsekwencjami jakich nigdy nie doświadczyły” i chwaląc się potencjałem nuklearnym Rosji, a 27 lutego rozkazując postawienie sił jądrowych w stan „specjalnej gotowości bojowej”. Do broni nuklearnej nawiązywała również groźba Putina z 5 marca. Ostrzegł wówczas, że wprowadzenie „strefy zakazu lotów” nad Ukrainą doprowadzi do „katastrofalnych konsekwencji nie tylko dla Europy, ale i całego świata”.

Co o broni jądrowej powiedział Dmitrij Miedwiediew?

W wywiadzie dla agencji RIA Nowosti opublikowanym 26 marca wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej i były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew przekonywał, że Rosja nikomu nie grozi i przypomniał o scenariuszach wymienionych w dekrecie o podstawach polityki państwa w zakresie odstraszania jądrowego, w których Rosja rezerwuje sobie prawo do użycia broni jądrowej. Wymienił: atak nuklearny na Rosję za pomocą rakiet (dekret wymienia już samo wystrzelenie przeciwko niej pocisków balistycznych) lub jakiekolwiek użycie broni jądrowej przeciwko Rosji i jej sojusznikom (dokument wymienia też inną broń masowego rażenia), uderzenie paraliżujące rosyjskie siły nuklearne, a także agresję z użyciem broni konwencjonalnej zagrażającą przetrwaniu rosyjskiego państwa.

Miedwiediew ocenił również, że podniesienie poziomu gotowości rosyjskich sił nuklearnych „ostudziło” zapędy Polski i innych amerykańskich sojuszników, gdyż USA nie zgodziły się na wprowadzenie strefy zakazu lotów nad Ukrainą i inne „głupie pomysły”. Argumentował ponadto, że napięcia między Rosją a USA i NATO są jeszcze gorsze niż podczas zimnej wojny. We wpisie w mediach społecznościowych z 23 marca Miedwiediew oskarżył USA o prowadzenie polityki nastawionej na podzielenie i zniszczenie Rosji. Zapewniał, że Rosja nie pozwoli, aby tak się stało, ale przestrzegł, że polityczna i gospodarcza destabilizacja Rosji (a zwłaszcza jej rozpad) zwiększyłaby ryzyko wojny jądrowej.

Skąd może wynikać złagodzenie i niejednoznaczność wypowiedzi Rosji o broni jądrowej?

Fakt, że Rosja nie posuwa się do bardziej bezpośrednich gróźb jądrowych niż te z początku inwazji, a nawet łagodzi retorykę, może wynikać z uznania przez nią ich głównego celu – odstraszenia NATO od interwencji zbrojnej po stronie Ukrainy – za zrealizowany. Rosyjskie groźby mogły mieć ograniczony wpływ na pozostałe formy wsparcia Zachodu dla Ukrainy. Nie powstrzymały nałożenia na Rosję dotkliwych sankcji ani zwiększenia dostaw uzbrojenia dla Ukrainy, choć mogły wpłynąć na ograniczenie rodzajów przekazywanych systemów. Rosja może kalkulować, że lepszym sposobem na skłonienie Zachodu do niepodejmowania dodatkowych działań jest obecnie stworzenie wrażenia deeskalacji. Złagodzenie retoryki nuklearnej zbiega się w czasie z deklarowanym przez Rosję ograniczeniem zakresu działań wojskowych na terytorium Ukrainy i żądań podczas rozmów pokojowych.

Wypowiedzi przedstawicieli Rosji i treść jej dokumentów strategicznych pozostawiają na tyle szerokie pole do interpretacji, że mogą służyć zarówno próbom zachowania przed światową opinią publiczną pozorów defensywnego postępowania, jak i kreowaniu niepewności co do faktycznego progu użycia broni jądrowej. W razie potrzeby pozwolą na uzasadnienie eskalacji gróźb. Dotyczy to zwłaszcza pojęcia „egzystencjalnego zagrożenia” w odniesieniu do Ukrainy i jej współpracy wojskowej z Zachodem. Znamienne jest też to, że Rosja oskarża Ukrainę o posiadanie broni chemicznej i biologicznej, których użycie według oficjalnej polityki FR może uzasadniać odpowiedź nuklearną.

Co może skłonić Rosję do nasilenia gróźb nuklearnych?

Eskalacja gróźb nuklearnych może przyjąć formę bezpośrednich wypowiedzi pod adresem państw NATO i (lub) Ukrainy oraz większych niż dotąd zmian w funkcjonowaniu rosyjskich sił jądrowych (np. w miejscach ich rozmieszczenia). Możliwe jest nasilenie takich gróźb w razie zapowiedzi lub rozpoczęcia dostaw dodatkowych i zaawansowanych rodzajów uzbrojenia dla Ukrainy. 29 marca br. ministerstwo obrony FR ostrzegło ogólnikowo, że zareaguje „odpowiednio” na dostawy myśliwców lub systemów obrony powietrznej. Do wzmożonej sygnalizacji nuklearnej FR może też dojść w razie zaostrzenia sankcji (były one przywoływane przez Putina, gdy ogłaszał podwyższenie gotowości sił nuklearnych). Wykonanie takich gróźb nie jest realne w obu przypadkach. Użycie siły , a tym bardziej broni nuklearnej, przeciwko państwom NATO byłoby sprzeczne z nadrzędnym celem rosyjskich gróźb jądrowych, jakim jest powstrzymanie Sojuszu od włączenia się w konflikt. Groziłoby też pogłębieniem gospodarczej izolacji Rosji.

Niewykluczone, że Putin sięgnie po groźbę ograniczonego użycia broni jądrowej w celu przymuszenia Ukrainy do szybkiego zakończenia konfliktu, choć taki atak jest mało prawdopodobny. Groziłby dotkliwymi skutkami ubocznymi dla wojsk i terytorium Rosji, a także zaostrzeniem międzynarodowej odpowiedzi na rosyjską agresję, w tym dodatkowymi sankcjami. Oznaczałby też całkowitą kompromitację rosyjskich sił konwencjonalnych. Mobilizacja dodatkowych wojsk i sygnały o ograniczeniu zakresu działań Rosji na Ukrainie wskazują na preferencję dla utrzymania nienuklearnego charakteru konfliktu.

Co to oznacza dla polityki odstraszania nuklearnego NATO?

Szkodliwe dla NATO byłoby dojście przez Rosję do wniosku, że jej nuklearne groźby mogą sparaliżować reakcję Sojuszu w razie ataku na jego członka. Decyzja o niepodejmowaniu przez NATO interwencji po stronie Ukrainy została podjęta jeszcze przed rosyjską inwazją i wynikała przede wszystkim z faktu, że Ukraina nie należy do Sojuszu, choć rolę odgrywały również obawy przed eskalacją konfliktu z Rosją do wojny nuklearnej. Sojusznicy mają znacznie większy interes w obronie członków NATO. Atakując ich, Rosja podejmowałaby nieporównywalnie większe ryzyko niż w przypadku agresji przeciwko nieobjętej gwarancjami art. 5 Ukrainie. Przypomnienie o tym Rosji może wymagać silniejszej niż dotąd komunikacji w sprawach nuklearnych ze strony NATO i jego członków, np. w przygotowywanej obecnie nowej koncepcji strategicznej Sojuszu. Adresatem takiej komunikacji powinna być nie tylko Rosja, ale i społeczeństwa państw Sojuszu, gdyż obok rządów są one adresatem rosyjskich gróźb.

Państwa NATO nie powinny jednocześnie obawiać się jądrowej odpowiedzi Rosji na zwiększanie skali i zakresu dostaw broni dla Ukrainy oraz zaostrzanie sankcji. O ile Rosja może grozić odwetem za takie działania, o tyle jego realizacja kłóciłaby się z jej dążeniem do niewciągania NATO w trwający konflikt. W przypadku państw wschodniej flanki, w tym Polski, ważnym instrumentem przypominania Rosji o ryzyku związanym z jej ewentualnymi agresywnymi działaniami jest zwiększona obecność wojsk USA i innych sojuszników.

pism.pl

I tu dotykamy kluczowej kwestii. Sytuacja rosyjskiego społeczeństwa pogarsza się z dnia na dzień. Z kolei Putin jest znany z obsesyjnego strachu przed wypadnięciem z łask Rosjan. Czy to oznacza, że w pewnym momencie będzie musiał posłuchać się swojego społeczeństwa?

To już miało miejsce. Kilka lat temu, kiedy Putin chciał podnieść wiek emerytalny. Emeryci potwornie się wściekli, wyszli na ulice rosyjskich miast i zatrzymali ruch uliczny. Putin do tego nie przyznał, ale to była jego wina i koniec końców musiał ustąpić. A to tylko jeden z przykładów jego wrażliwości na nastroje opinii publicznej.

W tym momencie Rosjanie cierpią z powodu początku kolejnego wielkiego kryzysu gospodarczego. Pamiętają to dobrze z lat 90. ubiegłego wieku. Później Putin doszedł do władzy i został okrzyknięty czarodziejem, bo nagle wypłacił emerytury i pensje pracownikom budżetówki. Ale nie był żadnym czarodziejem, był wielkim szczęściarzem, który wykorzystał wzrost cen ropy. Teraz ten szczęściarz sam wywołał drugi największy kryzys gospodarczy w Rosji od czasu upadku Związku Radzieckiego.

Musimy mieć nadzieję, że poniesie konsekwencje swojej skrajnej nieodpowiedzialności i nieudolności. Jest tyle dowodów na to, jak fatalnym przywódcą jest Putin. Podam panu kolejny przykład. Sam z siebie wybrał, żeby drażnić amerykańskiego kolosa. Konsekwentnie obrażał kolejnych amerykańskich prezydentów, samemu odbierając sobie w ten sposób możliwość rozgrywania przeciwko sobie Stanów Zjednoczonych i Chin. Zamiast tego niedawno musiał ściskać i całować prezydenta Xi Jinpinga w Pekinie. A prezydent Xi może dzisiaj postawić sprawę jasno: jeśli chcesz naszego poparcia, będzie cię ono kosztować i to znacznie więcej, niż wtedy, gdybyś rozegrał właściwie swoją geopolityczną partię. Pisałem o tym w mojej książce "Na Kremlu wiecznie zima. Rosja za drugich rządów Putina" - jako geopolityczny strateg Putin jest nic niewart.

Rozmawialiśmy o tym, że rosyjskie społeczeństwo płaci coraz wyższą cenę za politykę Putina. Ale czy jest jakaś cena, której sam Putin nie jest gotowy zapłacić, żeby doprowadzić do końca to, co zaczął w Ukrainie?

Myślę, że stał się ofiarą doktrynalnego absolutyzmu. On faktycznie wierzy w to, co mówi, że myśli. Ma silną żyłkę mesjanistyczną. Uważa, że uosabia to, co w Rosji najlepsze. Postrzega siebie jako zbawcę narodu. Co gorsza, w jego otoczeniu nie ma już ludzi, którzy byli mu w stanie powiedzieć, że popełnia koszmarny błąd w tej czy innej sprawie. Już we wczesnych latach dwutysięcznych pozbył się tych doradców, którzy mu się sprzeciwiali.

Żyje w bańce?

Po dwudziestu latach u władzy przyzwyczaił się do życia w reżimie, w którym nikt nie ma odwagi mu się postawić. Nie wiem, na ile on sam jest dzisiaj zdolny kwestionować swoje wybory i decyzje. Znamienne, że kilka dni temu stracił jednego z nielicznych quasi liberałów w swojej administracji - Anatolija Czubajsa. Dlatego bardzo ciężko dostrzec dzisiaj kogoś, kto byłby w stanie wyciągnąć Putina z tego wszystkiego. On sam nie jest w stanie dostrzec problemu. A problem jest dzisiaj następujący: jak wycofać się z tej wojny bez koszmarnej w skutkach utraty twarzy.

gazeta.pl

środa, 30 marca 2022


Ukraińsko-rosyjskie negocjacje, do których doszło 29 marca w Stambule, o warunkach podpisania porozumienia pokojowego i uzyskania gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy nie przyniosły żadnych ustaleń. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie odbyła się ich druga tura, ale kolejne spotkanie ma mieć miejsce w ciągu dwóch tygodni. Strona rosyjska zadeklarowała, że ograniczy aktywność wojskową na północy Ukrainy (podkreślono przy tym, że nie oznacza to przerwania ognia), ale będzie kontynuowała operację wojskową na południu i w Donbasie „aż do pełnego wyzwolenia”. Stanowisko Moskwy w kwestiach politycznych nie uległo zauważalnym korektom. Jej warunki zawarcia pokoju obejmują m.in.: neutralny status Ukrainy i rezygnację z przynależności do sojuszy wojskowych, zakaz rozmieszczenia obcych baz wojskowych i organizacji ćwiczeń z udziałem państw NATO, demilitaryzację i zapewnienie praw dla języka rosyjskiego. Rosjanie zastrzegają ponadto, że w przypadku przyjęcia aktu neutralności Ukrainy i potwierdzenia gwarancji bezpieczeństwa nie obejmą one terytorium Krymu i tzw. republik ludowych, których status uważają za niepodlegający dyskusji.

Kijów uznaje, że częścią porozumienia musi być nowy traktat międzynarodowy o gwarancjach bezpieczeństwa, który zawierałby zapis podobny do art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Wśród gwarantów swojego bezpieczeństwa Ukraina widzi przede wszystkim stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, a także Polskę, Niemcy, Włochy, Kanadę, Turcję i Izrael. Według Biura Prezydenta Ukrainy ewentualne porozumienie pokojowe musiałoby – po zaakceptowaniu przez parlament – zostać poddane pod referendum, którego przeprowadzenie będzie możliwe wyłącznie w sytuacji pełnego wycofania się wojsk agresora na pozycje zajmowane przed 24 lutego. Po zakończeniu rozmów prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że negocjacje będą kontynuowane. Dodał, że Kijów nie zaakceptuje kompromisów dotyczących suwerenności i integralności terytorialnej, a priorytet stanowi uzyskanie wielostronnych gwarancji bezpieczeństwa. Rosja uznaje, że spotkanie przywódców obu państw będzie możliwe dopiero przy okazji parafowania dokumentu pokojowego.

Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy kolejną dobę informuje o rotacji pododdziałów armii wroga – 4. Bazy Wojskowej (BW) z Osetii Południowej (trzy batalionowe grupy taktyczne – BGT; łącznie 1200 żołnierzy) i 7. BW z Abchazji (dwie BGT; 800 żołnierzy). Kontynuowane ma być zwożenie amunicji do polowych magazynów w strefie Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Agresor ponoć wciąż ma problemy z dyscypliną i uzupełnianiem strat oraz przywracaniem do stanu sprawności technicznej uzbrojenia do tej pory zmagazynowanego.

Na poszczególnych kierunkach obrony armii ukraińskiej sytuacja militarna nie zmieniła się znacząco. Na kierunku północno-wschodnim trwają walki na północnych i zachodnich obrzeżach Kijowa (w tym w Irpieniu, nad którym odzyskanie kontroli obrońcy ogłosili poprzedniej doby; lokalne władze ostrzegają przed powrotem do miasta, a pozostałych w nim mieszkańców zachęcają do ewakuacji). Agresor kontynuuje ostrzał i bombardowania ukraińskich pozycji i magazynów z zaopatrzeniem, także w rejonie browarskim na wschód od Kijowa (m.in. w Boryspolu). W nocy obrona powietrzna stolicy miała udaremnić atak rakietowy. Nieprzerwanie trwa ostrzał Czernihowa (miasto zostało już w dużym stopniu zniszczone, blokowana jest również pomoc humanitarna dla mieszkańców), siły najeźdźcy ostrzeliwują i bombardują pozycje obrońców w Nieżynie w obwodzie czernihowskim.

Na kierunku wschodnim wciąż mają miejsce starcia w południowej części obwodu charkowskiego oraz w pozostających pod kontrolą ukraińską rejonach obwodów ługańskiego i donieckiego. Agresor miał umocnić się na południe od Iziumu (w rejonie miejscowości Kamjanka i Sucha Kamjanka) i przeprowadzić jeden nieudany atak na pozycje przeciwnika; kontynuuje natarcie na Słowiańsk. Trwają walki w okolicach Charkowa, miasto jest też permanentnie ostrzeliwane (w ciągu doby obrońcy odnotowali 39 przypadków ostrzału, a Rosjanie mieli m.in. wyprowadzić 180 salw z wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych Grad). W Donbasie siły ukraińskie miały odeprzeć cztery ataki wroga. Kolejną dobę trwają walki uliczne w miastach Popasna i Rubiżne oraz w centrum Mariupola. Ostrzeliwane i bombardowane są w zasadzie wszystkie miejscowości pozostające pod kontrolą ukraińską – poza wymienionymi zwłaszcza Kreminna, Lisiczańsk i Siewierodonieck w obwodzie ługańskim oraz Awdijiwka i Marjinka w obwodzie donieckim.

Na kierunku południowo-wschodnim agresor kontynuował ostrzał pozycji ukraińskich na południe od Zaporoża (na linii Stepnohirśk–Orichiw–Hulajpołe) i w okolicach Krzywego Rogu (na południowych obrzeżach obwodu dniepropetrowskiego) oraz umacniał własne pozycje w rejonie Nowokarliwka–Łuhiwśke (na południowy wschód od Orichiwu). Dwukrotnie głównym celem uderzeń rakietowych stały się obiekty wojskowe i przemysłowe w obwodzie chmielnickim. Zniszczono m.in. składy paliwa zlokalizowane przy zbombardowanym wcześniej lotnisku wojskowym w Starokonstantynowie. Pociski wroga trafiły także w trzy zakłady, lecz strona ukraińska blokuje informacje o szczegółach ataków.

Rząd w Kijowie ogłosił dziewięć założeń organizacji życia kraju w warunkach wojny: „Armia przede wszystkim” (m.in. wsparcie finansowe, zbrojne, żywnościowe), „Bezpieczeństwo żywieniowe” (tworzenie strategicznych zapasów żywności, pomoc rolnikom), „Nowa polityka gospodarcza” (obniżki podatków, deregulacja biznesu), „e-wsparcie i programy pomocy społecznej” (terminowe wypłacanie emerytur i świadczeń socjalnych), program pomocy wymuszonym przesiedleńcom (świadczenia w wysokości 2 tys. hrywien dla dorosłych i 3 tys. hrywien, czyli 100 dolarów, na dziecko; dopłaty dla przedsiębiorców zatrudniających uchodźców i dla osób przyjmujących ich pod swój dach), „Front energetyczny” (przyłączenie do europejskiego systemu energetycznego ENTSO-E, tworzenie zapasów węgla i paliw), „Logistyka wojenna” (Koleje Ukraińskie jako główny przewoźnik, budowa na granicy zachodniej nowych magazynów, a być może także terminali przeładunkowych; plany otwarcia kolejnych przejść granicznych), „Świat z Ukrainą” (pozyskiwanie wsparcia partnerów zagranicznych) oraz „Odbudowa Ukrainy”. Część działań, jak np. przyłączenie do ENTSO-E, już zrealizowano. Również 29 marca w aplikacji usług publicznych „Dija” pojawiła się możliwość składania wniosków o odszkodowanie za zniszczone lub utracone mienie. Prezydent Zełenski zapewnił, że państwo zrekompensuje każdemu obywatelowi utratę domu lub mieszkania.

30 marca mają działać trzy korytarze ewakuacyjne, wszystkie w obwodzie zaporoskim (z Mariupola do Berdiańska oraz z Melitopola i z Enerhodaru do Zaporoża). Pociągi ewakuacyjne będą kursowały z Kramatorska do Lwowa, z Nowozołotariwki do Łozowej, z Pokrowska do Dniepru, a także na trasach międzynarodowych – do Polski, Czech, Rumunii, Austrii, na Słowację i Węgry. Wicepremier Iryna Wereszczuk poinformowała, że ukraińska delegacja podczas rozmów w Stambule przekazała przedstawicielom Rosji propozycje ewakuacji mieszkańców 97 najbardziej dotkniętych walkami miejscowości w dziewięciu obwodach.

Ważne gałęzie ukraińskiej gospodarki notują duże straty: według danych należącego do Rinata Achmetowa holdingu górniczo-hutniczego Metinvest w wyniku zniszczenia zakładów w Mariupolu sektor metalurgii zanotował redukcję zdolności wytwórczych o 30–40%. Równocześnie w bieżącym tygodniu wznowiona zostanie działalność niektórych zakładów metalurgicznych, a przebudowa łańcucha logistycznego pozwoli na eksport ich produkcji. Kraj poszukuje ponadto alternatywnych względem portów dróg eksportu produkcji rolnej.

Według danych Straży Granicznej RP 29 marca z Ukrainy do Polski wjechało 22,4 tys. osób (wzrost o 6,6% względem dnia poprzedniego), a łącznie od początku inwazji – 2,36 mln. Zgodnie z danymi ONZ Ukrainę opuściło już blisko 4 mln ludzi. Większość z nich wyjechała do Polski, 602 tys. – do Rumunii (w tym część przez Mołdawię, gdzie obecnie przebywa 94 tys. uchodźców), 359 tys. – na Węgry, a 278 tys. – na Słowację. Do Rosji udało się 271,3 tys. osób, zaś na Białoruś – 9,9 tys.

Komentarz

Postawa delegacji rosyjskiej i brak jakichkolwiek konkretnych ustaleń wskazują, że w trwających od czterech tygodni negocjacjach stanowiska stron nie zbliżyły się. Można się spodziewać, że nawet w przypadku gotowości Ukraińców do spełnienia części stawianych warunków Rosja będzie starała się traktować je rozszerzająco, tak żeby nie tylko zapewnić sobie maksymalny wpływ na politykę zagraniczną i bezpieczeństwa powojennej Ukrainy, lecz także kontrolować (a w wersji minimum – sparaliżować) ją w wymiarze wewnętrznym. Wydaje się, że dla strony ukraińskiej kluczowym żądaniem negocjacyjnym będzie natychmiastowe wycofanie wojsk agresora na pozycje sprzed 24 lutego, podczas gdy ten będzie dążył do uzyskania koncesji ze strony Ukrainy i ustępstw Zachodu w postaci cofnięcia nałożonych sankcji. Spełnienie obu oczekiwań jest na obecnym etapie bardzo mało prawdopodobne, co dodatkowo oddala perspektywy kompromisu. W związku z fundamentalnymi sprzecznościami między stronami zakończenie wojny wydaje się aktualnie nierealistyczne. Należy się spodziewać, że Rosja będzie kontynuować działania militarne, koncentrując się na frontach donbaskim i południowym.

Kontynuując negocjacje, strona ukraińska dąży do ich jak najszybszego umiędzynarodowienia w celu uzyskania zbiorowych gwarancji bezpieczeństwa. Przedstawia własne propozycje ustępstw i przeciąga rozmowy, próbując wynegocjować jak najmniej uciążliwe warunki przerwania ognia. Liczy, że stanowisko przeciwnika będzie ulegało modyfikacjom ze względu na rosnące koszty prowadzenia wojny oraz pogarszającą się wskutek zachodnich sankcji sytuację gospodarczą. Dalsze prowadzenie przez Kijów rozmów ma udowodnić partnerom, że Ukraina jest gotowa do kompromisu, który nie będzie naruszał jej kluczowych interesów, a brak takiej gotowości na Kremlu ma uzasadnić dodatkowe dostawy uzbrojenia.

Skłonność władz ukraińskich do ustępstw jest dodatkowo ograniczana wysokim morale i bojowymi nastrojami społecznymi. Zapowiedź Zełenskiego dotycząca przeprowadzenia wiążącego referendum w sprawie przyjęcia układu pokojowego to próba wyciszenia ewentualnej krytyki w obliczu ustępstw.

Na Ukrainie dominuje przekonanie, że o zapisach przyszłego porozumienia pokojowego decydować będzie sukces lub porażka Rosjan, i jedynie uzyskanie przewagi wojskowej zmusi agresora do ustępstw. Przeważa trzeźwy pogląd, że uczestnicząc w negocjacjach, władze rosyjskie nie mają dobrych intencji i nawet nie zamierzają ograniczyć działań militarnych. Jednocześnie pojawiają się głosy argumentujące, że zamiana dążenia do członkostwa w NATO na uzyskanie gwarancji bezpieczeństwa od poszczególnych państw to zły pomysł, którego ewentualna realizacja osłabi bezpieczeństwo kraju w przyszłości.

Deklaracja o wycofaniu wojsk z rejonu Kijowa jest grą pozorów mających stworzyć wrażenie, że Kreml zmienił stanowisko co do operacji wojskowej, co ma zapewne zniechęcić Zachód do wprowadzania kolejnych restrykcji. W rzeczywistości następna pauza w negocjacjach będzie przez Rosjan wykorzystana do rotacji jednostek, dostaw amunicji i zaopatrzenia. Potwierdzają to informacje przekazywane przez Pentagon i ukraiński Sztab Generalny, który 30 marca donosił o walkach w rejonie Buczy i Hostomla oraz ostrzałach Irpienia. Siły najeźdźcy kontynuują uderzenia rakietowe na ukraińskie składy paliw i obiekty wojskowe. Oznacza to, że Kreml nadal będzie wykorzystywał czynnik militarny jako narzędzie negocjacyjne mające pogłębić kryzys gospodarczy i przyśpieszyć ustępstwa Kijowa.

Rotacja jednostek i przegrupowania wojsk agresora trwają na wszystkich kierunkach działań i jak dotychczas nie można potwierdzić, by w rejonie Kijowa i Czernihowa wiązały się z faktycznym zmniejszeniem rosyjskiej obecności wojskowej. Nie wskazują na to trwające walki i ostrzał pozycji ukraińskich ani rozbudowa zaplecza w strefie Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej na północ od stolicy. W ostatnich dniach strona ukraińska informowała nie tylko o tworzeniu tam składów amunicji, lecz także o przeniesieniu z Białorusi dowództwa zgrupowania 35. Armii Ogólnowojskowej Wschodniego Okręgu Wojskowego i wysuniętego dowództwa wchodzącej w jej skład 38. Brygady Zmechanizowanej. Choć można liczyć się z ograniczeniem aktywności militarnej najeźdźcy na północy Ukrainy, nie należy się spodziewać wycofania stamtąd jednostek i oddania przeciwnikowi zajętych terenów bez walki.

W obliczu pogarszającej się wskutek trwającej wojny sytuacji gospodarczej władze Ukrainy próbują ujednolicać i systematyzować zasady prowadzenia polityki ekonomicznej: priorytetyzować potrzeby Sił Zbrojnych, tworzyć nowe szlaki eksportowe w sytuacji blokady portów i zniszczenia części infrastruktury logistycznej, porządkować sferę wsparcia socjalnego dla osób przemieszczonych oraz usprawniać absorbcję i dystrybucję pomocy kierowanej z Zachodu. Wskazuje to, że nastawiają się na długotrwały konflikt i konieczność przestawienia gospodarki na tory gospodarki wojennej.

osw.waw.pl