piątek, 18 marca 2022


Politycy rozmawiali przez prawie dwie godziny (od 14:03 do 15:53 czasu polskiego) za pośrednictwem "bezpiecznego" łącza wideo, w specjalnym pokoju narad wojennych - podał Biały Dom, który na razie nie opublikował oficjalnego komunikatu po rozmowie. Wcześniej szef dyplomacji USA Antony Blinken zapowiedział, że podczas rozmowy USA chcą przestrzec Chiny, że odpowiedzą za "jakiekolwiek działania podjęte w celu wsparcia agresji Rosji".

W sprawie pojawiają się już jednak pierwsze nieoficjalne doniesienia. Według chińskich mediów Xi Jinping powiedział Joe Bidenowi, że "konflikty i konfrontacje jak te, które obecnie trwają na Ukrainie, nie są w niczyim interesie". - Stosunki międzypaństwowe nie mogą przechodzić do etapu konfrontacji militarnej. Konflikt i konfrontacja nie leżą w niczyim interesie. Powinniśmy wspólnie działać na rzecz pokoju (...). Stosunki między naszymi państwami nie mogą doprowadzić do konfrontacji - miał powiedzieć w rozmowie z Joe Bidenem Xi Jinping. 

(...)

Tymczasem w ostatnich godzinach zagraniczne media - m.in. "The Times" - odnotowały, że chińskie media "subtelnie" zmieniły narrację ws. wojny w Ukrainie - zaczęto odnotowywać rosyjską agresję. Wcześniej powielano jedynie propagandową narrację rosyjską.

gazeta.pl

W kilkudziesięciominutowej rozmowie Olaf Scholz zażądał od Władimira Putina zawieszenia broni, powrotu do dyplomatycznego rozwiązania konfliktu i umożliwienia poszkodowanym Ukraińcom dostępu do pomocy humanitarnej. Scholz wyraził także "głębokie zaniepokojenie" informacjami i zdjęciami napływającymi znad Dniepru.

Prezydent Rosji w rozmowie z Scholzem miał uparcie powtarzać, że działania wojenne nie są wymierzone w ukraińską ludność cywilną. Zapewniał także, że rosyjskie władze nie będą przeszkadzać w uruchomieniu korytarzy humanitarnych z obszarów dotkniętych wojną.

Według niemieckich mediów Władimir Putin wyraził gotowość do negocjacji o uznaniu "neutralnego statusu" Ukrainy. Zastrzegł jednak, że najpierw Kijów i zachodnie państwa musiałyby zaakceptować aneksję Krymu oraz proklamację autonomii samozwańczych republik Donieckiej i Ługańskiej.

gazeta.pl

czwartek, 17 marca 2022


Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy zaprzestał informowania o sytuacji na poszczególnych kierunkach obrony. Armia ukraińska ma zadawać straty wojskom agresora i lokalnie przechodzić do kontrataków. Siły rosyjskie mają się skupiać głównie na umacnianiu i obronie wcześniej zajętych pozycji, a także kontynuować uderzenia rakietowo-powietrzne i ostrzał. W ostatniej dobie mieli zintensyfikować niszczenie stacji przekaźnikowych sygnałów radiowych i telewizyjnych, w tym na zachodzie kraju. Kontynuowali również przemieszczanie rezerw ze Wschodniego Okręgu Wojskowego (OW).

Na kierunku poleskim do walk dochodziło sporadycznie (głównie w podkijowskim Irpieniu). W trakcie pojedynków artyleryjskich miało dojść do zniszczenia stanowiska dowodzenia i punktu logistycznego rosyjskiej 35. Armii Ogólnowojskowej Wschodniego OW. Agresor miał wprowadzić do działań zgromadzone wcześniej rezerwy w celu wznowienia natarcia w rejonie Wyszogrodu na północ od stolicy. Na kierunku siewierskim Rosja ma kontynuować ześrodkowanie jednostek na wschodnich obrzeżach Kijowa, zaobserwowano podciąganie nowych sił do graniczącego z Browarami okolic m. Bohdaniwka i Wełyka Dymerka. W wymianie ognia niedaleko Czernihowa obrońcy mieli zniszczyć punkt logistyczny z amunicją i paliwem. Jednostki ukraińskie w obwodzie sumskim miały atakować zaplecze wroga w m. Boromla, Ochtyrka i Wełyka Pysariwka.

Na kierunku słobodzkim trwają walki na południe od Iziumu (w okrążonym mieście toczą się boje uliczne), w których siły ukraińskie mają powstrzymywać natarcie agresora w stronę Słowiańska. Kolejną dobę ostrzeliwano i bombardowano Charków. Na kierunku donieckim obrońcy mieli powstrzymać rosyjską ofensywę na zachodnich granicach obwodów ługańskiego i donieckiego. W rezultacie walk i ostrzału w m. Lisiczańsk, Siewierodonieck i Rubiżne miało dojść do dużych zniszczeń w infrastrukturze oraz ofiar wśród ludności cywilnej. Kolejną dobę ostrzeliwany i bombardowany był Mariupol.

Na kierunku południowobużańskim najeźdźcy wkroczyli do obwodu dniepropetrowskiego – do starć doszło 35 km na południe od Krzywego Rogu. Zmniejszyła się intensywność walk i ostrzału w rejonie Mikołajowa. Wspierane z powietrza zgrupowanie rosyjskich okrętów ostrzelało nadmorskie miejscowości na południowy zachód od Odessy (Sanżijka, Zatoka, Biłeńke i Łebediwka), zespół desantowy nie podjął jednak próby lądowania.

Oceniając straty rosyjskie, Ukraiński Sztab Generalny podkreśla, że są one szacunkowe. Od 24 lutego agresor miał stracić ok. 14 tys. ludzi, 444 czołgi, 1435 pojazdów opancerzonych, 201 systemów artyleryjskich, 72 wieloprowadnicowe zestawy artylerii rakietowej, 43 systemy obrony powietrznej, 86 samolotów, 108 śmigłowców, 864 pojazdy kołowe, 11 bezpilotowców i 60 cystern paliwowych. Według rosyjskiego resortu obrony straty ukraińskie wyniosły 181 samolotów i śmigłowców, 172 bezzałogowe statki powietrzne, 170 zestawów rakiet przeciwlotniczych, 1379 czołgów i innych wozów opancerzonych, 133 wieloprowadnicowe systemy rakietowe, 514 dział i moździerzy oraz 1168 pojazdów kołowych.

Władze Ukrainy odnotowują coraz większą aktywność sabotażystów i grup dywersyjnych. Centrum przeciwdziałania dezinformacji ostrzega, że osoby należące do rosyjskich grup dywersyjnych mogą przybywać z krajów UE i najczęściej legendują swoją tożsamość legitymacjami prasowymi. Według MSW grupy takie obecne są na większości terytorium kraju, zwłaszcza w Kijowie i obwodach lwowskim, iwano-frankiwskim i rówieńskim.

Rosyjskie wojska dokonują kolejnych zbrodni wojennych. W Czernihowie zabito 53 cywilów, w tym 10 osób stojących w kolejce po chleb. W Sumach są demolowane i okradane domy mieszkalne. Ogniem artyleryjskim ostrzelano kolumnę uchodźców z Mariupola, ciężko zraniono pięć osób. Minister obrony Ołeksij Reznikow podczas nadzwyczajnego posiedzenia Rady Północnoatlantyckiej potwierdził, że w ciągu trzech tygodni okupanci zabili 103 i okaleczyli ponad 100 dzieci, a łącznie zabili ok. 3 tys. cywilów. Władze Mariupola szacują straty wśród ludności cywilnej na ok. 20 tys. osób.

Rząd ukraiński poinformował, że 17 marca planowane jest wykorzystanie dziewięciu korytarzy humanitarnych w kierunku Zaporoża, Żytomierza i Browarów pod Kijowem. Na trasach mają zostać uruchomione polowe stacje benzynowe dla transportu prywatnego. Planuje się dostarczenie pomocy humanitarnej do miast Hostomel i Bucza. 16 marca z Mariupola do Zaporoża przybyło 6426 osób, w tym 2039 dzieci. Uruchomiono kolejne pociągi ewakuacyjne na trasach Charków–Lwów, Charków–Użhorod, Dniepr–Lwów i Kramatorsk–Lwów. Należy oczekiwać, że wojska agresora nadal będą utrudniać wyprowadzanie ludności i ostrzeliwać szlaki przejazdu. Uwolniono porwanego przez siły rosyjskie mera Melitopola Iwana Fiodorowa. Został on wymieniony za dziewięciu jeńców, którzy według strony ukraińskiej byli niedoświadczonymi żołnierzami z jesiennego poboru.

Według Ministerstwa Energetyki wskutek wojny od energii elektrycznej odciętych jest 933 tys. osób. Uszkodzono 38 stacji kompresorowych, co spowodowało brak gazu u 254 tys. odbiorców. 16 marca operatorzy sieci elektroenergetycznych państw Europy kontynentalnej, zrzeszeni w ENTSO-E, zgodzili się na rozpoczęcie próbnej synchronizacji sieci europejskiej z ukraińską i mołdawską.

Straż Graniczna RP podała, że od 24 lutego do Polski wjechało 1,95 mln osób. 16 marca odprawiono 60 tys. uchodźców (spadek o 11% względem poprzedniego dnia). Ukraińska służba graniczna poinformowała, że od 24 lutego do kraju powróciło ponad 310 tys. osób, głównie mężczyzn gotowych stanąć w jego obronie.

Dialog rosyjsko-ukraiński nadal nie przyniósł przełomu, a strony wydają sprzeczne komunikaty. Przedstawiciel Biura Prezydenta Mychajło Podolak wyraził obawę, że przedłużając rozmowy, Rosjanie „chcą zyskać czas na przygotowanie kolejnej fazy ofensywy”. Wołodymyr Zełenski stwierdził, że Ukraina dąży do uzyskania „absolutnych gwarancji bezpieczeństwa, zaś negocjacje mają doprowadzić do zawieszenia broni i przywrócenia integralności terytorialnej”. Strona rosyjska sugeruje, że podczas rozmów dyskutuje się opcję nadania Ukrainie statusu neutralnego, podobnego do modelu austriackiego i szwedzkiego. Na tok negocjacji i postępowanie Moskwy wpływa emocjonalna postawa Władimira Putina, który zapowiedział, że „operacja specjalna” będzie kontynuowana, gdyż jest to „walka o suwerenność i przyszłość Rosji”. Rzeczniczka MSZ FR wyraziła nadzieję, że Kijów zda sobie sprawę z nieuchronności pokojowego rozwiązania problemu „demilitaryzacji i denazyfikacji” oraz przekształcenia Ukrainy w państwo neutralne. Od przyjęcia tych warunków Rosjanie uzależniają przerwanie walk.

Prezydent Zełenski wystąpił z orędziem w Kongresie, w którym porównał napaść na Ukrainę z atakiem na Pearl Harbor i zamachami 11 września, a działania rosyjskie określił mianem terroru, jakiego nie było w Europie od 80 lat. Wezwał do zwiększenia sankcji, a wobec braku zgody na zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Ukrainą – przekazania jak największej ilości broni przeciwlotniczej oraz samolotów produkcji radzieckiej. 17 marca wystąpił również w Bundestagu, gdzie m.in. zarzucił Berlinowi, że poprzez blokowanie integracji Ukrainy z UE i NATO stał się pośrednio odpowiedzialny za rosyjską agresję.

USA przyznały Ukrainie nowy pakiet pomocy wojskowej o wartości 800 mln dolarów. Dostawy obejmą 800 systemów obrony przeciwlotniczej Stinger, 2 tys. rakietowych zestawów przeciwpancernych Javelin, 1 tys. lekkich dział przeciwpancernych, 6 tys. granatników przeciwpancernych AT-4, 100 taktycznych bezzałogowych statków powietrznych, 5 śmigłowców Mi-17, 5 tys. karabinów automatycznych, 1 tys. pistoletów, 400 karabinów maszynowych i 400 strzelb gładkolufowych, ponad 20 mln granatów, pocisków moździerzowych i nabojów do broni strzeleckiej, 25 tys. zestawów kamizelek kuloodpornych oraz 25 tys. hełmów. Stany Zjednoczone nadal będą też przekazywać dane wywiadowcze z rozpoznania satelitarnego.

Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze wydał orzeczenie, w którym nakazał Rosji wstrzymanie inwazji z powodu braku oznak „ludobójstwa” przeprowadzanego rzekomo przez Ukrainę na rosyjskojęzycznych mieszkańcach wschodniej części kraju, co stanowiło dla Kremla pretekst do rozpoczęcia wojny. Sprzeciw wyraziło jedynie dwóch (z Rosji i Chin) z piętnaściorga sędziów. Zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych wykonanie wyroków Trybunału jest obowiązkowe, ale nie ma środków, aby to wyegzekwować.

Komentarz

Pod koniec trzeciego tygodnia wojny sytuacja w rejonach walk ustabilizowała się. Na północy działania mają głównie charakter statyczny – obie strony gromadzą siły i wzajemnie ostrzeliwują swoje pozycje (agresor kontynuuje uderzenia rakietowo-powietrzne), a do starć dochodzi punktowo (m.in. Irpień) bądź sporadycznie. Na południu nadal trwa natarcie rosyjskie, które jednak utraciło wcześniejszy impet, a wojska przesuwają się do przodu w średnim tempie kilkunastu kilometrów na dobę. Pod kontrolą ukraińską pozostała północna część obwodu donieckiego, a na pozostałym obszarze walki o miasta (głównie w rejonie Siewierodoniecka) prowadzone są już w głębi ugrupowania rosyjskiego bądź na zachodniej granicy obwodów ługańskiego i donieckiego. W poprzednich dniach Rosjanie uzyskali lądowe połączenie pomiędzy siłami działającymi z obwodów donieckiego i zaporoskiego na szerokości ponad 80 km, co ułatwia im ataki na niosących wsparcie humanitarne oraz ewakuujących się mieszkańców oblężonego Mariupola.

Zapowiadane działania ofensywne sił ukraińskich sprowadzają się do punktowych kontrataków w rejonach, w których linia styczności wojsk w ostatnich dniach względnie się ustabilizowała. Aktywnością wykazują się także jednostki ukraińskie pozostałe w głębi rosyjskiego ugrupowania. W obu przypadkach odzyskanie utraconych wcześniej rejonów ma charakter sporadyczny i dotyczy niewielkich miejscowości na linii styczności (najczęściej przedmieść dużych miast), co nie zmienia ogólnego położenia walczących. Większość kontrataków sprowadza się do zadania agresorowi strat, a następnie wycofania się na wcześniejsze pozycje.

Siły rosyjskie wciąż terroryzują ludność cywilną. Rośnie liczba zniszczonych domów mieszkalnych, z premedytacją zabija się osoby niewykazujące agresji czy oporu wobec okupantów, dochodzi do rabunków własności prywatnej. Wojska agresora nadal ostrzeliwują szlaki ewakuacyjne. Celem działań tego typu jest osłabienie morale społeczeństwa ukraińskiego, a w rezultacie – wymuszenie ustępstw władz w negocjacjach pokojowych. Na razie nic nie wskazuje na skuteczność tej strategii.

Strona ukraińska alarmuje o dużej aktywności rosyjskich grup dywersyjnych i osób wspierających rozpoznanie armii agresora na obszarze całego kraju. Ich pojawienie się w zachodnich obwodach świadczy o tym, że Rosjanie są zainteresowani pozyskaniem informacji o przedsięwzięciach mobilizacyjnych przeciwnika i rozpoznaniem szlaków dostaw uzbrojenia płynącego na Ukrainę z zachodu.

Przyznana przez USA pomoc uzupełni potencjał bojowy wojsk lądowych Ukrainy. Dostarczenie kolejnych partii lekkich zestawów przeciwpancernych i przeciwlotniczych w obecnych warunkach prowadzenia walk wpłynie na zwiększenie strat najeźdźcy, zwłaszcza jeśli chodzi o czołgi i pojazdy opancerzone oraz lotnictwo. Strona ukraińska podkreśla jednak, że kluczowym uzbrojeniem, jakiego oczekuje, są rakietowe zestawy przeciwlotnicze mogące niszczyć rosyjskie pociski manewrujące.

Przyspieszenie o 10 miesięcy połączenia sieci ukraińskiej i mołdawskiej z ENTSO-E nastąpiło na wniosek Kijowa złożony 27 lutego i związane było z rosyjską agresją oraz rozpoczętym trzy dni wcześniej testem pracy systemu w trybie izolowanym (od sieci rosyjskiej i białoruskiej). Synchronizacja stała się możliwa pod względem technicznym po przeprowadzeniu przez ENTSO-E analizy i wdrożeniu szeregu działań mających zapewnić bezpieczeństwo systemów elektroenergetycznych. W konsekwencji tego procesu operatorzy z Europy kontynentalnej wspierają teraz stabilność systemów Ukrainy i Mołdawii oraz pogłębiają współpracę z tamtejszymi operatorami sieci – Ukrenerho i Moldelectricą. W tym czasie niektóre ukraińskie elektrownie, w tym Kachowską Elektrownię Wodną i obiekt w Enerhodarze – największą elektrownię atomową w Europie – kontroluje okupant, choć nadal produkują one energię rozprowadzaną przez Ukrenerho.

osw.waw.pl

Według zastępcy burmistrza Mariupola Serhija Orłowa nie ma tam już nieuszkodzonych budynków. 80-90 proc. miasta miało zostać zniszczone. Służby nie mogą wykonywać swoich obowiązków, bo wiele pojazdów zostało uszkodzonych. Brakuje prądu, wody, żywności, leków. 

"Jest 18-miesięczny Kirill, którego rana głowy od odłamka okazała się zbyt duża dla takiego malucha. Jest 16-letnia Iliya, której obie nogi zostały oderwane w wyniku eksplozji podczas meczu piłki nożnej na boisku szkolnym. Jest dziewczynka, która miała nie więcej niż sześć lat i nosiła piżamę w jednorożce. To jedne z pierwszych dzieci Mariupola, które zginęły od rosyjskiego ostrzału" - piszą o dzieciach w masowym grobie dziennikarze Associated Press. I dodają, że ciał na pewno będzie więcej. Najmłodsze uśmiercone przez rosyjskie bombardowania dziecko wciąż ma widoczny kikut pępowiny.

Bomby i strzały padają na tereny szpitali, szkół, boisk, domów, bloków i sklepów. W mieście nie ma gdzie uciekać. Z miasta - też nie. Jedyna udana ewakuacja miała miejsce w środę, ale załapali się na nią tylko ci, którzy mieli własne samochody i mogli samodzielnie wyjechać z Mariupola. Tym korytarzem humanitarnym miało uciec około 30 tysięcy osób. Przed otoczeniem miasta miało go opuścić około 100 tysięcy mieszkańców. Teraz drogi są zaminowane, a ludzie próbujący uciekać - ostrzeliwani.

Jak piszą dziennikarze AP, w początkowych dniach inwazji życie w Mariupolu toczyło się w miarę zwykłym torem. Strach nie był wszechobecny. To zaczęło się zmieniać 27 lutego, gdy karetka zawiozła do szpitala pięcioletnią dziewczynkę, w zakrwawionej od rosyjskiego ostrzału piżamie. Razem z nią przyjechali rodzice - ojciec z bandażem na głowie i zapłakana matka. 

"Pokażcie to Putinowi" - powiedział do kamery AP lekarz, próbujący ratować dziecko. "Pokażcie mu oczy tego dziecka i łzy lekarzy". Dziewczynka zmarła. Jej ciało zostało złożone do masowego grobu. 

6 marca panika zaczęła zdecydowanie przejmować kontrolę. Mieszkańcy wybijali szyby sklepów, wyginali metalowe pręty i brali, co mogli. "Ludzie, proszę, zjednoczcie się... To jest wasz dom. Czemu wybijacie szyby, czemu kradniecie z waszych sklepów?" - wyduszał z siebie żołnierz, będący na skraju płaczu, jak relacjonują dziennikarze. 

9 marca "sam dźwięk samolotów wystarczał, by ludzie w panice krzyczeli, szukając schronienia". Rosjanie zbombardowali szpital położniczy. Jedna matka podczas ewakuacji krzyczała, żeby już ją zabili. Niedługo później jej dziecko urodziło się martwe. Kobiety też nie udało się uratować. Lekarze nie mieli czasu, by poznać imię któregokolwiek z nich.

(...)

Jadwiga Rogoża, analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich ds. społeczeństwa Ukrainy w rozmowie ze Sławomirem Matuszakiem, analitykiem OSW ds. gospodarki Ukrainy, mówi, że Mariupol jest najbardziej poszkodowanym wśród dużych miast Ukrainy. Władze miejskie mówią już teraz o nawet 20 tysiącach ofiar.

"Od czterech dni stoi konwój humanitarny w okolicach Berdiańska. Nie ma zgody ze strony rosyjskiej na dopuszczenie go do miasta. Do miasta, które umiera, nie tylko z powodu ostrzału, ale też z powodu odwodnienia. Ten konwój stoi i, jak wynika z doniesień, jest rozkradany przez Rosjan, ale nie ma zgody na wjazd" - mówi Rogoża. I dodaje: "Mariupol przestaje istnieć. Miasto płonie, jest w dużym stopniu zrujnowane, całe pokryte pożarami. Miasto jest ścierane z powierzchni Ziemi. Nawet na tle terroru, który strona rosyjska rozpętuje w wielu miejscach Ukrainy, to sytuacja w Mariupolu jest naprawdę wyjątkowa. To jest bestialska polityka".

gazeta.pl

środa, 16 marca 2022


Trzy tygodnie po rozpoczęciu wojny przeciwko Ukrainie cele polityczne Kremla nie zostały osiągnięte. Utrzymuje się opór ukraińskich sił zbrojnych, morale społeczeństwa jest wysokie, a bardzo poważne sankcje nałożone przez społeczność międzynarodową na Rosję powodują kryzys gospodarczy i częściową izolację polityczną tego kraju. Wiele wskazuje na to, że sytuacja ta jest w dużym stopniu zaskakująca dla Kremla, który padł ofiarą błędnych analiz i prognoz. Człowiek odpowiedzialny za podjęcie decyzji o inwazji, prezydent Rosji Władimir Putin, stoi zatem przed wyzwaniem wyboru dalszej taktyki działania. Trudno obecnie przewidzieć rozwój wydarzeń – zależeć on będzie zwłaszcza od siły oporu Ukrainy, skali wsparcia Zachodu i doraźnych efektów sankcji. Spośród wielu możliwych scenariuszy najbardziej prawdopodobne wydają się obecnie te, które przewidują bądź wstrzymanie rosyjskiej ofensywy po osiągnięciu porozumienia zakładającego realizację części politycznych postulatów Kremla, bądź jej długotrwałe kontynuowanie prowadzące do zajęcia przez Rosję znaczących obszarów (zwłaszcza południowo-wschodniej) Ukrainy i zniszczenia kluczowych elementów jej infrastruktury wojskowej i cywilnej, co przekształci ten kraj w państwo upadłe.

Cele polityczne inwazji

Celem strategicznym polityki Rosji wobec Ukrainy pozostaje poddanie tego państwa kontroli, rozumianej jako uzyskanie przez Moskwę decydującego wpływu nie tylko na politykę zagraniczną, bezpieczeństwa i obronną, lecz także wewnętrzną w zgodzie z interesami Kremla. Cel ten stanowi jednocześnie ważny element szerszej strategii Rosji zmierzającej do osłabienia Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych i ich najbliższych sojuszników, oraz zniszczenia pozimnowojennego ładu politycznego i bezpieczeństwa w Europie.

Ponieważ dotychczasowa polityka Rosji dążąca do osiągnięcia powyższych celów poniosła fiasko i Moskwa oddaliła się od ich realizacji, Kreml stanął przed wyborem dalszej strategii wobec Ukrainy: zwiększenia presji na wielu polach (polityczno-dyplomatycznej, gospodarczo-energetycznej, informacyjno-cybernetycznej i militarnej) lub podjęcia próby nasilenia agresji zbrojnej w celu wywołania przesilenia politycznego służącego osiągnięciu większości swoich, wyżej wymienionych, celów (...). Wydarzenia pokazały, że Kreml wybrał drugi wariant i realizuje jeden z najradykalniejszych scenariuszy: zmasowanej inwazji lądowej połączonej z kampanią punktowych ataków rakietowo-powietrznych zamiast lokalnej eskalacji w Donbasie.

Poszlaki wskazują, że decyzja w tej kwestii zapadła w bardzo wąskim gronie najbliższych współpracowników prezydenta Putina z kierownictwa struktur Sił Zbrojnych i bezpieczeństwa państwa kilka miesięcy przed rozpoczęciem inwazji. W tym kontekście prowadzone z Zachodem (głównie z USA) rozmowy dyplomatyczne o wysuniętych w połowie grudnia 2021 r. żądaniach w sferze bezpieczeństwa europejskiego (...) należy traktować jako manewr pozorujący, a jednocześnie testujący spójność Zachodu (test wykazał brak istotnych podziałów).

Biorąc pod uwagę oficjalne deklaracje Kremla, podejmowane działania oraz pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje (niejednokrotnie trudne do zweryfikowania), można ocenić, że celem politycznym rosyjskiej inwazji na Ukrainę było przeprowadzenie szybkiej operacji z zamiarem zajęcia Kijowa i dokonania zmiany władz w zgodzie z rosyjskimi interesami (pod hasłem „denazyfikacji”). Miałoby to prowadzić do ustanowienia marionetkowego rządu, zmiany wektora polityki zagranicznej Ukrainy, w tym rezygnacji z integracji ze strukturami zachodnimi, i być może do włączenia tego kraju do kontrolowanych przez Rosję struktur integracji eurazjatyckiej. Wybrani członkowie dotychczasowych władz w Kijowie (częściowo w zależności od swojej postawy wobec inwazji, w tym ewentualnej gotowości do kapitulacji i kolaboracji) zapewne zostaliby uwięzieni i osądzeni bądź zmuszeni do ucieczki z kraju. Ponadto Moskwa prawdopodobnie chciała dokonać także zmiany ustroju Ukrainy, przekształcając ją w państwo federalne, składające się z kontrolowanych de facto przez Kreml jednostek terytorialnych (na wzór parapaństw w Donbasie: tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych – DRL i ŁRL). Ukraińskie Siły Zbrojne natomiast zostałyby niechybnie w dużym stopniu rozbrojone (zredukowane, pozbawione nowoczesnego uzbrojenia i wysokich zdolności bojowych) i stworzono by prawne ograniczenia dla ich funkcjonowania (pod hasłem „demilitaryzacji”). Dwa ostatnie wymienione cele („federalizacja” i „demilitaryzacja”) być może nadal są aktualne w ramach niektórych scenariuszy.

Moskwa zakładała zapewne, że samo użycie siły militarnej na znaczną skalę – będące, mimo ostrzeżeń ze strony USA, politycznym szokiem dla ukraińskich elit i społeczeństwa – sparaliżuje w dużym stopniu opór Ukrainy. Kreml liczył się z potępieniem swoich działań ze strony Zachodu i poważnymi sankcjami, jednak najprawdopodobniej uważał, że państwa i struktury zachodnie nie wykorzystają wszystkich możliwości zaszkodzenia Rosji w obliczu faktów dokonanych na Ukrainie, gróźb eskalacji ze strony Moskwy i obaw przed konsekwencjami gospodarczymi nałożonych restrykcji dla nich samych.

Wiedza kontekstowa w połączeniu z – trudnymi do zweryfikowania – informacjami o mechanizmach funkcjonowania systemu władzy w Rosji, w tym o obiegu informacji i procesach decyzyjnych, sugeruje, że prezydent Putin i osoby z jego najbliższego otoczenia uczestniczące w powzięciu decyzji o inwazji oparli ją na błędnej ocenie sytuacji i mylnej prognozie konsekwencji podejmowanych działań. Wynikało to z ich własnej wypaczonej percepcji wzmacnianej przez manipulowanie informacjami (filtrowanie ich) przez struktury siłowe (zwłaszcza służby specjalne) będące głównym ich dostarczycielem.

Ewolucja postawy Rosji w trakcie inwazji

Rosji nie udało się zrealizować optymalnego dla niej scenariusza napaści na Ukrainę. Nie powiodło się szybkie zajęcie Kijowa, a opór okazał się dużo większy od spodziewanego. Zapewne znacząco większe od oczekiwanych są też rosyjskie straty własne, a skala zachodnich sankcji jest bezprecedensowa. Wbrew nadziejom Kremla doszło do politycznej konsolidacji zdecydowanej większości Ukraińców wokół prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który zademonstrował nieprzejednaną postawę. Władze w Kijowie pokazały sprawność zarządzania kryzysowego, a Zachód – pod silnym przywództwem USA – zjednoczył się w ostrej reakcji. Mocno zwiększono dostawy zachodniego uzbrojenia dla Ukrainy i wprowadzono bardzo dotkliwe restrykcje gospodarcze, które mają potencjał, żeby wywołać w Rosji największy od rozpadu ZSRR kryzys finansowo-ekonomiczny.

W tej sytuacji Kreml skoncentrował się na trzech głównych kierunkach działania. Po pierwsze zwiększył brutalność agresji zbrojnej, dokonując celowych ataków na ludność i infrastrukturę cywilną. W ten sposób nasila on presję na władze w Kijowie i próbuje zmusić je do warunkowej kapitulacji (...) w celu uniknięcia dalszych strat. Jednocześnie agresor zwiększa skalę katastrofy humanitarnej i wywołuje bardzo dużą falę ukraińskich uchodźców do państw członkowskich NATO i UE. Usiłuje w ten sposób, pośrednio, poprzez obniżenie morale społecznego, wpłynąć na politykę tych krajów – wywołać ich presję na Kijów, by ten zdecydował się na ustępstwa wobec Moskwy.

Po drugie Rosja podjęła rozmowy dyplomatyczne mające na celu ustalenie warunków zatrzymania inwazji, zarówno bezpośrednio z władzami w Kijowie (co w pierwszych dniach zdawała się odrzucać), jak i z licznymi zachodnimi pośrednikami (Francja, Niemcy, Turcja, Izrael). W trakcie tych pertraktacji można zauważyć oznaki pewnego łagodzenia kategoryczności wysuwanych przez Moskwę żądań. Najwyraźniej wycofała się ona z prób wymuszenia zmiany rządu na Ukrainie. Podtrzymuje natomiast postulaty: uznania przez Kijów aneksji Krymu, zaakceptowania niepodległości tzw. DRL i ŁRL w granicach obwodów donieckiego i ługańskiego, bliżej nieokreślonej rezygnacji przez Ukrainę z broni ofensywnej („demilitaryzacja”), a wedle przecieków także – formalizacji statusu rosyjskiego jako drugiego języka państwowego oraz wprowadzenia prawnych ograniczeń dla działania organizacji radykalnych. Moskwa stara się w ten sposób zachęcić Kijów do przyjęcia warunkowej kapitulacji, a Zachód do zaniechania wprowadzania coraz dotkliwszych sankcji lub nawet do ich znoszenia.

Po trzecie Moskwa grozi eskalacją konfliktu, m.in. uznając za cele potencjalnego ataku dostawy zachodniej broni dla Ukrainy, podnosząc gotowość swoich sił jądrowych i zapowiadając włączenie się do walk po stronie Rosji najemników (formalnie „ochotników”) z państw Bliskiego Wschodu (zapewne głównie z Syrii). Chce w ten sposób odstraszyć Zachód od zwiększania pomocy wojskowej dla Ukrainy (zwłaszcza dostarczania jej systemów rakietowych i obrony powietrznej, samolotów bojowych) oraz powstrzymać coraz bardziej wzmożony napływ na jej terytorium zachodnich ochotników. Presja ta ma też ułatwić Moskwie osiąganie celów militarnych na polu walki, a jednocześnie pozbawić Kijów nadziei na poważniejsze zachodnie wsparcie.

Perspektywy ewolucji polityki rosyjskiej

Ewolucja polityki Rosji wobec Ukrainy będzie zależeć od szeregu czynników, spośród których najistotniejsze to: poziom i skuteczność zbrojnego oporu sił ukraińskich, granice potencjalnych ustępstw władz w Kijowie w trakcie rozmów pokojowych, skala zachodniego wsparcia dla Ukrainy, zwłaszcza w zakresie dostaw broni, oraz doraźne efekty gospodarcze nałożonych na Rosję sankcji i wiarygodność gróźb ich poszerzenia.

Jak się wydaje, Moskwa może dążyć do realizacji jednego z kilku scenariuszy, przypuszczalnie łącząc ich elementy. Najbardziej prawdopodobny z nich zakłada, że Rosja z jednej strony zintensyfikuje – jeszcze silniej niż dotąd – skalę i brutalność działań zbrojnych na Ukrainie, z drugiej zaś ograniczy nieznacznie zakres politycznych żądań, usiłując doprowadzić do możliwie szybkiej warunkowej kapitulacji ukraińskich władz, co pozwoliłoby jej ogłosić polityczny sukces operacji, uzyskać (na razie ograniczone) korzyści polityczne i uniknąć powiększania strat własnych i eskalacji zachodnich sankcji. Moskwa mogłaby liczyć, że prowadziłoby to do spadku morale strony ukraińskiej i pojawienia się podziałów politycznych. Zapewne uzależniałaby przy tym wycofanie wojsk z zajętych terytoriów ukraińskich (oraz utrzymanie rozejmu) od spełnienia jej kolejnych żądań politycznych przez władze w Kijowie przy zastosowaniu rozszerzającej interpretacji zawartych porozumień.

Alternatywnie Rosja może również kontynuować agresję zbrojną, koncentrując się na maksymalizowaniu jej brutalności, dokonując zmasowanych ataków na cele i infrastrukturę cywilną, ewentualnie używając broni chemicznej, a jednocześnie pozorując dialog polityczny. Prowadziłoby to do przekształcenia się inwazji (stopniowo opanowującej większość ukraińskiego terytorium) w długotrwały konflikt niszczący infrastrukturę Ukrainy. Uczyniłoby to z niej państwo upadłe, pogrążone w permanentnym kryzysie gospodarczym i politycznym połączonym z masową katastrofą humanitarną, przypominającą sytuację w Syrii.

Możliwy jest także scenariusz, w którym po zdobyciu określonych rubieży na Ukrainie Rosja wstrzyma tam działania zbrojne bez osiągnięcia porozumienia politycznego z Kijowem. Zajęte przez nią tereny mogłyby obejmować w szczególności Mariupol, cały obszar obwodów donieckiego i ługańskiego, ewentualnie też Charków i obwód charkowski, a być może również Odessę z obwodem odeskim. Prowadziłoby to do przejęcia przez Rosję kontroli nad połączeniem między Donbasem i Krymem, a potencjalnie także z Naddniestrzem. Wówczas obszar tzw. DRL i ŁRL zostałby poszerzony do granic obwodów donieckiego i ługańskiego, a na terenach obwodów chersońskiego, zaporoskiego i ewentualnie charkowskiego i odeskiego utworzono by na podobnej zasadzie tzw. republiki ludowe, które być może powołałyby konfederacyjną strukturę quasi-państwową. Rosja przeprowadziłaby brutalną pacyfikację zajętych obszarów, a następnie – zależnie od dalszego rozwoju sytuacji – mogła formalnie anektować te terytoria (rzekomo za ich zgodą). Moskwa ogłosiłaby zatem sukces geopolityczny swojej operacji, polegający na odcięciu Ukrainy od Morza Czarnego, na którym będzie dominować.

W mało prawdopodobnym, choć niewykluczonym scenariuszu, Rosja – by uniknąć strat własnych i dalszych sankcji – może też zgodzić się, przy formalnym wsparciu zachodnich mediatorów, na zawieszenie broni powiązane z ograniczonymi (symbolicznymi) ustępstwami politycznymi ze strony władz w Kijowie. Jednocześnie może traktować wycofanie swoich sił z zajętych terytoriów jako kartę przetargową dla prób uzyskania od Ukrainy i Zachodu dalszych koncesji.

Nie można całkowicie wykluczyć również skrajnego scenariusza, w którym Rosja, w obliczu problemów z rozstrzygnięciem militarnym konfliktu na Ukrainie i wobec znaczącego zwiększenia zachodniej pomocy wojskowej dla Kijowa, zdecyduje się na poszerzenie zasięgu operacji i dokona ataków militarnych (zapewne rakietowych) na cele leżące na terytoriach sąsiadujących z Ukrainą państw członkowskich NATO (w pierwszej kolejności Polski; takie działanie na bardzo ograniczoną skalę nie jest wykluczone także w pierwszym z omawianych scenariuszy), a następnie stopniowo będzie zwiększać ich zakres w przypadku odpowiedzi zbrojnej USA bądź całego Sojuszu. Mimo wszystko należy zakładać, że Rosja chciałaby w takiej sytuacji zachować ograniczony wymiar konfrontacji, nieobejmujący strategicznej broni nuklearnej (użycie taktycznej broni jądrowej jest możliwe). Trudno jednak przewidzieć, czy i w jakim momencie udałoby się powstrzymać eskalację takiego konfliktu.

osw.waw.pl

W ciągu ostatniej doby Siły Zbrojne Ukrainy miały przeprowadzić „niszczące uderzenia na zgrupowania wojsk okupantów na tymczasowo zajętych terytoriach” oraz przejść do kontrataku na wybranych kierunkach, co w ocenie Kijowa ma „kardynalnie zmienić sytuację stron”. Wróg miał łącznie utracić – z powodu zniszczenia bądź braku zdolności bojowej – do 40% pododdziałów uczestniczących w agresji przeciwko Ukrainie. Zarazem wojska rosyjskie kontynuowały uderzenia rakietowo-powietrzne oraz ostrzał infrastruktury i obiektów mieszkalnych w ukraińskich miastach. Poza dotychczasowymi rejonami walk po raz pierwszy ich celem stały się cywilne obiekty w Berdyczowie, Winnicy i Zaporożu. Główny wysiłek Rosjan ma się skupiać na umocnieniu i utrzymaniu wcześniej zajętych pozycji i rejonów obrony, niemniej w południowej i wschodniej Ukrainie kontynuują oni działania ofensywne.

Siły Zbrojne Ukrainy rozpoczęły mobilizację drugiego rzutu rezerwy (żołnierze powołani w pierwszej kolejności mieli zostać w całości rozdysponowani pomiędzy walczącymi jednostkami). Obejmie ona także osoby podlegające obowiązkowi mobilizacji, które nie mają za sobą zasadniczej służby wojskowej (mają być kierowane do ośrodków szkolenia). Tymczasowo z obowiązku mobilizacyjnego zwolniono kobiety, które będą powoływane „w szczególnych wypadkach” (głównie specjalistki służb medycznych i łączności). Żołnierze służby zasadniczej mają być kierowani do walki w przypadku objęcia działaniami wojennymi nowych obszarów.

W okolicach Kijowa agresor kontynuował bombardowania i ostrzał, do okresowych walk i wymiany ognia dochodziło głównie w rejonach buczańskim, wyszogrodzkim i browarskim. Miały mieć one łagodniejszy charakter niż w dniach poprzednich, a Rosjanie skupili się na gromadzeniu sił. Natarcie rosyjskie od północy miało zostać powstrzymane 10 km od granic Kijowa. W nocy obrońcy mieli prowadzić działania zaczepne, a także zadać wrogim wojskom straty w pojedynku artyleryjskim. Na kierunku siewierskim również dominowały działania bezkontaktowe, a do walk dochodziło sporadycznie. Atakujące siły rosyjskie zostały zatrzymane na północno-wschodnich obrzeżach Czernihowa. Także na kierunku słobodzkim – poza bombardowaniami i ostrzałem – Rosjanie prowadzili głownie działania blokujące (Sumy, Izium) i gromadzili siły. Obrońcy mieli odeprzeć uderzenie na Charków.

Na kierunku donieckim wojska rosyjskie zajęły pozycje w rejonie m. Popasna, która w poprzednich dniach była ostrzeliwana, mają się też umacniać na zachodnich obrzeżach m. Rubiżne. Rosjanie, doznawszy strat, nie zdołali przełamać obrony ukraińskiej w rejonie Lisiczańska i Siewierodoniecka, a także w Mariupolu. Miejscowości w kontrolowanej przez Ukrainę części obwodów ługańskiego i donieckiego są permanentnie bombardowane i ostrzeliwane (po raz pierwszy Mariupol był ostrzeliwany również od strony morza).

Na kierunku południowobużańskim jednostki rosyjskie zbliżyły się do Nikopola (artyleria rakietowa ostrzelała zachodnie obrzeża miasta), ale agresor nie wszedł w głąb obwodu dniepropetrowskiego. Rosjanie mają kontynuować działania na kierunku Krzywego Rogu i zacieśniać pierścień oblężenia Mikołajowa. Siły ukraińskie miały przeprowadzić skuteczny atak w głębi ugrupowania agresora, bombardując lotnisko w m. Czornobajiwka nieopodal Chersonia (zniszczonych miało zostać siedem śmigłowców). Władze Odessy ostrzegają przed możliwością przeprowadzenia desantu przez zgrupowanie okrętów operujących w północno-zachodniej części Morza Czarnego. Miasto i okolica były bombardowane, Rosjanie starali się rozpoznać i zniszczyć pozostałe elementy systemu obrony powietrznej w obwodzie odeskim.

(...)

Do tzw. Donieckiej Republiki Ludowej mają przybyć zagraniczni ochotnicy, których liczbę samozwańcze władze szacują na 20 tys. Jest to kolejny sygnał, po informacjach o werbunku najemników w Syrii, świadczący o tym, że dowództwo rosyjskie podjęło decyzję o wzmocnieniu swoich sił formacjami złożonymi z obcokrajowców.

Okupanci kontynuują brutalną pacyfikację zajętych miejscowości, dochodzi do zabójstw i gwałtów. Rosyjskie wojsko splądrowało elektrownię atomową w Czarnobylu (sprzęt komputerowy, odzież ochronną). W obwodzie chersońskim agresor podejmuje bez powodzenia próby tworzenia lokalnej „milicji ludowej”.

Kijów przygotowuje się do obrony przed atakiem lądowym. W celu podniesienia poziomu dowodzenia siłami ukraińskimi zgromadzonymi w stolicy prezydent Wołodymyr Zełenski mianował dotychczasowego dowódcę Operacji Sił Połączonych Ołeksandra Pawluka szefem Kijowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej. Wyznaczenie doświadczonego wojskowego na stanowisko formalnie administracyjne oznacza mianowanie dowódcy obrony Kijowa. Mer stolicy oświadczył, że miasto jest gotowe do obrony.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy kontynuuje operację kontrwywiadowczą przeciwko rosyjskiej agenturze. 14 i 15 marca ujęto 60 współpracowników służb specjalnych FR i zneutralizowano 20 wrogich grup dywersyjno-rozpoznawczych, co świadczy o dużej aktywizacji agenturalnej na zapleczu sił ukraińskich. Większość zatrzymanych osób przekazywała dane dotyczące lokalizacji jednostek wojskowych i obrony terytorialnej.

15 marca Rada Najwyższa przedłużyła obowiązywanie stanu wojennego do 25 kwietnia i przyjęła ustawę o możliwości zwiększenia wymiaru pracy w przedsiębiorstwach do 6 dni i 60 godzin w tygodniu. Ponadto prezydent Zełenski podpisał ustawę o odpowiedzialności karnej – do 15 lat pozbawienia wolności – za współpracę z Rosją, administracją okupacyjną oraz jej siłami zbrojnymi, a także ustawę o przeciwdziałaniu rosyjskiej propagandzie. Ostatni dokument m.in. zabrania mediom negowania agresji Rosji wobec Ukrainy (od 2014 r.) i uznawania konfliktu w Donbasie za wojnę domową. Ustawa przewiduje również możliwość likwidacji partii, organizacji religijnych i społecznych, których działania kwestionują niepodległość Ukrainy, wzywają do zmiany porządku konstytucyjnego, naruszenia jej suwerenności lub integralności. Zwiększono kompetencje policji – jej funkcjonariusze otrzymali prawo do realizacji zadań związanych z obroną terytorialną, rozminowywaniem i nadzorem nad jeńcami.

15 marca z dziewięciu uzgodnionych korytarzy humanitarnych wykorzystano siedem. Strona ukraińska potwierdziła, że z Mariupola wyjechało ok. 20 tys., a z rejonu Sum 8,5 tys. osób. Rosjanie po raz kolejny zablokowali przejazd konwoju humanitarnego kierującego się przez Berdiańsk do Mariupola. 16 marca planowana ewakuacja z miasta Izium została zakłócona ostrzałem artyleryjskim. Z Kijowa nadal wyjeżdżają pociągi ewakuacyjne.

Według ONZ Ukrainę opuściło 3 mln uchodźców, z czego ok. 1,4 mln stanowią dzieci, a 157 tys. osoby posiadające inne niż ukraińskie obywatelstwo. Zgodnie z komunikatem Straży Granicznej RP od początku wojny granicę z Polską od strony Ukrainy przekroczyło 1,89 mln osób. 15 marca odprawiono 66,6 tys.

Według premiera Denysa Szmyhala ukraińskie straty w wyniku wojny wynoszą już 565 mld dolarów. Z kolei szef MSW Denys Monastyrski podliczył, że zniszczonych zostało: 3500 obiektów infrastruktury, w tym 2700 budynków mieszkalnych, 72 szkoły, 21 szpitali, 28 cerkwi oraz 165 obiektów infrastruktury krytycznej (elektrownie, sieci przesyłowe oraz gazociągi). Według doradcy prezydenta ds. gospodarczych Ołeha Ustenki 300 mld dolarów rezerw walutowych Centralnego Banku Rosji, które zostały zamrożone przez zachodnie sankcje, zostanie zabezpieczonych w specjalnym funduszu na poczet reparacji dla Ukrainy. Prezydent USA Joe Biden podpisał ustawę o udzieleniu jej pomocy finansowej w wysokości 13,6 mld dolarów. Środki mają zostać przeznaczone na broń defensywną oraz wsparcie dla uchodźców, zarówno na Ukrainie, jak i poza jej granicami.

W trwających negocjacjach obie strony sugerują, że możliwe jest uzyskanie porozumienia co do zawieszenia broni, ale jest to uzależnione od przyjęcia punktów porozumienia politycznego. Strona ukraińska nadal nie ujawnia swojego stanowiska w kwestii możliwych ustępstw, licząc, że opóźnienia w postępach armii rosyjskiej wpłyną na decyzję o rozejmie. Jednocześnie prezydent Zełenski oświadczył, że Ukraina nie zamierza zostać członkiem NATO, a ukraiński naród powinien liczyć tylko na siebie. Zarazem wezwał ponownie do zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. Z kolei sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksij Daniłow stwierdził, że dla Ukrainy konieczny jest nowy sojusz obronny, w którego skład powinien wchodzić kraj dysponujący bronią jądrową. Wymienił w tym kontekście Wielką Brytanię.

Komentarz

Spowolnienie rosyjskich działań ofensywnych obie walczące strony wykorzystują do przegrupowania i wzmocnienia jednostek. Dotychczas zaobserwowane ruchy wojsk agresora w stronę granicy z Ukrainą należy uznać za stosunkowo niewielkie (jeśli nie liczyć formacji bezpieczeństwa wewnętrznego i sił najemnych, potwierdzono przemieszczanie około pięciu batalionowych grup taktycznych). Wskazują one, że Rosjanie nie dążą na razie do liczebnego zwiększenia zgrupowania w rejonie operacji, a jedynie do uzupełnienia strat. Wyjątkiem jest zapowiedź włączenia do działań wojennych zagranicznych najemników. Celem jest zmniejszenie strat własnych w warunkach silnego oporu wojsk ukraińskich i wsparcie jednostek pacyfikujących zajęte tereny.

Działania strony ukraińskiej, która uruchomiła drugi rzut rezerwy, w tym zaangażowała mężczyzn podlegających obowiązkowi mobilizacyjnemu, niemających przeszkolenia wojskowego, wskazują, że obrona ma mieć charakter totalny, a opór – masowy. Kwestią otwartą pozostaje uzbrojenie i wyekwipowanie nowo wprowadzanych do walki żołnierzy. Należy przyjąć, że otrzymają oni przede wszystkim broń lekką i strzelecką, w dużej mierze pochodzącą ze wsparcia od państw NATO.

Nadal nie ma oficjalnego potwierdzenia postępu w negocjacjach rosyjsko-ukraińskich, które toczą się na poziomie grup roboczych. Niemniej słowa Zełenskiego o tym, że Ukraina nie będzie członkiem NATO, można traktować jako przygotowywanie opinii publicznej do akceptacji jednego z warunków rosyjskich (neutralny status). Można to również uznać za wybieg sygnalizujący rzekome ustępstwo, które dla Kremla nie będzie jednak wystarczające. Nie wydaje się, żeby taktyka strony rosyjskiej uległa zmianie, choć pojawiają się sygnały mogące wskazywać na złagodzenie skali rosyjskich żądań (np. neutralność zamiast demilitaryzacji). Zwiększając swymi działaniami bojowymi ofiary wśród ludności cywilnej, Putin nadal dąży do uzyskania kapitulacji Kijowa i zgody na zwasalizowanie Ukrainy. Na terenach zajętych przez Rosjan trwają brutalne pacyfikacje zajętych miejscowości, spowodowane narastającą frustracją okupanta związaną z oporem społeczeństwa i jego niechęcią do kolaboracji.

osw.waw.pl

wtorek, 15 marca 2022


O Patruszewie w Moskwie krążą legendy. Przede wszystkim dlatego, że ten były KGB-owski funkcjonariusz nie lubi wylewać za kołnierz. – Nie zna innego zachowania – mówi osoba z jego otoczenia w rozmowie z Catherine Belton, brytyjską dziennikarką śledczą, autorką wydanej właśnie w Polsce książki "Ludzie Putina".

– Po prostu inaczej nie potrafi. Przychodzi na jakieś zebranie i zaczyna tak: "No dobra, sku***ny, co tym razem żeście spier***ili?" – dodaje informator. Jak twierdzi Catherine Belton, to właśnie Patruszew stoi za imperialistycznymi zakusami Władimira Putina.

– To dość prosty facet, człowiek radziecki starej szkoły – zaznacza w rozmowie z Belton osoba blisko współpracująca z Patruszewem. I dodaje: – Patruszew chce powrotu Związku Radzieckiego, ale w wersji kapitalistycznej. Postrzega kapitalizm jako broń, drogę do odrodzenia rosyjskiego imperium". Te wizje twardogłowego i bezkompromisowego polityka, to woda na młyn Władimira Putina.

Patruszew jest jednym z najbliższych współpracowników Putina na Kremlu. I nadal wywiera na niego ogromny wpływ.

70-letni Patruszew jest uważany za "jastrzębia wśród jastrzębi". Putin zna go od lat 70., z czasów ich wspólnej pracy w KGB w Leningradzie i od tego czasu utrzymują ze sobą bliskie stosunki.

onet.pl

Sytuacja militarna nie uległa poważniejszym zmianom. Na większości kierunków ofensywa jest powstrzymywana siłami obrońców, bądź – w przypadku działań prowadzonych ze wschodu na kierunku Dniepru – wyhamował ją sam agresor. Rosjanie mają przywracać sprawność bojową jednostek, rozbudowywać logistykę i kontynuować przemieszczanie na Ukrainę rezerw, a także sprowadzać najemników, na których ma spocząć główny ciężar zdobywania miast. Ukraiński resort obrony ujawnił, że rosyjskie punkty werbunkowe w Syrii przyjęły ponad 1 tys. ludzi gotowych do walki na Ukrainie, a 400 już przybyło do Rosji (obwód rostowski) i na Białoruś (obwód homelski).

Obie strony umacniają się na zajmowanych pozycjach, a obrońcy miast (m.in. Kijowa i Zaporoża), które nie zostały odcięte od linii zaopatrzenia, rozbudowują linie obrony i gromadzą zapasy. W większości rejonów dominuje statyczna wymiana ognia, a do działań manewrowych (poza południem kraju) dochodziło sporadycznie na poziomie taktycznym. Rosjanie nieprzerwanie bombardują i ostrzeliwują główne rejony obrony ukraińskiej, a w przypadku dużych ośrodków najczęstszymi celami pozostają obiekty cywilne. W wyniku przeprowadzonych nocą ataków rakietowych miało zostać zniszczone lotnisko w Dnieprze.

Na poleskim kierunku obrony armii ukraińskiej do starć miało dojść na północ od Kijowa, gdzie na zachód od Iwankowa pozostawało nierozbite dotychczas zgrupowanie ukraińskie, a także w Irpieniu i leżącym już w granicach stolicy mikrorejonie Żowtnewe. Na zachód od Kijowa natarcie rosyjskie zostało ponoć powstrzymane w Ozerszczynie. W pozostałych rejonach obwodu kijowskiego pozycje stron miały pozostać bez zmian, a aktywność przejawiały głównie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. W stolicy poza obiektami mieszkalnymi zbombardowano zakłady biura konstrukcyjnego Łucz (producent przeciwpancernych pocisków kierowanych). Na kierunku siewierskim trwała wymiana ognia, w której obrońcy mieli m.in. zniszczyć stanowisko dowodzenia wrogich wojsk. Rosjanie kontynuowali bombardowania i ostrzał miejscowości w obwodach czernihowskim i sumskim.

Na kierunku słobodzkim dominowały rosyjskie bombardowania i ostrzał (z wykorzystaniem m.in. rakiet Iskander i najcięższych wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych Smiercz). Trwały walki w Iziumie i o kontrolę nad miejscowościami na południe od miasta (siły ukraińskie miały przeprowadzić „niewielki” kontratak). Na kierunku donieckim starcia miały miejsce na północ od Gorłówki i w Wuhłedarze. O zbrodniczych bombardowaniach miasta i zadanych agresorowi stratach informowali obrońcy Mariupola.

Na kierunku taurydzkim Rosjanie kontynuowali natarcie w obwodzie zaporoskim, uderzając na Kamianśke, 25 km na południe od Zaporoża. Obrońcy mieli skutecznie atakować bezpośrednie zaplecze napierających wojsk na linii Wasyliwka–Połohy. Na kierunku południowobużańskim jednostki agresora miały poszerzyć obszar wokół Mariupola oraz na południe od Krzywego Rogu i na prawym brzegu Dniepru.

(...)

Wojska rosyjskie nadal niszczą zakłady przemysłowe kompleksu zbrojeniowego i położone w pobliżu obiekty cywilne. Resort obrony FR wezwał obywateli Ukrainy pracujących w tych przedsiębiorstwach, a także mieszkańców okolicznych budynków mieszkalnych do opuszczenia potencjalnie niebezpiecznych stref. Rzecznik Kremla zapowiedział zmianę taktyki sił zbrojnych, które dotąd unikały zajmowania większych miast. Najeźdźcy nie wykluczają wkroczenia do dużych miejscowości w celu „zapewnienia maksymalnego bezpieczeństwa ludności”.

Resort obrony FR kontynuuje operację dezinformacyjną mającą sugerować, że duża część obywateli Ukrainy jest przyjaźnie nastawiona do Rosji. Za dobrymi stosunkami z nią opowiada się rzekomo 15 mln Ukraińców zamieszkujących w obwodach zaporoskim, dniepropetrowskim, czernihowskim, charkowskim, chersońskim, nikołajewskim, odeskim, połtawskim, sumskim, kirowohradzkim, czerkaskim, kijowskim i żytomierskim. Wymienienie przez wojskowych nazw „prorosyjskich” obwodów odzwierciedla plan maksimum operacji lądowej, tj. umożliwienie okupacji większości Ukrainy.

Rosjanie nie przerwali ewakuacji ludności z Donbasu do Rosji. Według danych resortu ds. sytuacji nadzwyczajnych FR od 18 lutego przyjęto 250 tys. osób. Kontynuowanie operacji, która ma objąć 700 tys. ludzi, oznacza, że Moskwa zamierza w znacznym stopniu wyludnić tzw. republiki ludowe i wykorzystać je jako zaplecze wojsk okupujących Ukrainę.

14 marca korytarzami humanitarnymi udało się ewakuować ok. 4 tys. osób. Z oblężonego Mariupola wyjechało ok. 150 samochodów. W okolicy miejscowości Browary (obwód kijowski) agresor nie dotrzymał zawieszenia broni, uniemożliwiając wyprowadzenie cywili. 15 marca uzgodniono otwarcie dziewięciu korytarzy w kierunku Połtawy i Zaporoża. Podejmuje się kolejne próby dostarczenia pomocy humanitarnej do Mariupola.

Doradca Wołodymyra Zełenskiego Ołeksij Arestowicz poinformował, że strona ukraińska liczy, iż w ciągu dwóch tygodni dojdzie do podpisania porozumienia pokojowego i wycofania rosyjskich wojsk. Nie jest jednak wykluczone, że fiasko rozmów doprowadzi do drugiego etapu ofensywy. Kolejna runda negocjacji dwustronnych nie przyniosła rezultatów, ale pertraktacje trwają, zaś prezydent Ukrainy wyraził ostrożny optymizm co do możliwości ich szybkiego zakończenia.

Według najnowszych badań socjologicznych grupy Rejtynh 56% ankietowanych Ukraińców uważa, że głównym celem inwazji jest całkowite zniszczenie narodu ukraińskiego, a celem ataku – okupacja Ukrainy i włączenie jej do Rosji. Tylko 17% respondentów sądzi, że Moskwa dąży do zmiany kursu politycznego Kijowa lub zapobieżenia rozmieszczeniu baz NATO, 10% – że armia rosyjska chce zniszczyć infrastrukturę wojskową, a 5% – że to prowokacja w celu rozpętania wojny z Sojuszem. Jedynie 2% badanych jest zdania, że napaści dokonano, aby chronić ludność rosyjskojęzyczną.

Pojawia się coraz więcej informacji o rosyjskim terrorze wobec cywilów. Władze Sum powiadomiły o pacyfikacji miejscowości Trościaniec i Boroml, gdzie okupanci terroryzują ludność i wzywają ją do ucieczki w kierunku Rosji. Wpędzają mieszkańców do fałszywych „zielonych” korytarzy, chcąc narazić ich na ostrzał, masowo konfiskują telefony komórkowe, nie pozwalają na naprawy sieci energetycznej i wodociągowej. Władze Mariupola oceniły, że straty wśród ludności cywilnej miasta mogą sięgać nawet 20 tys. osób. Podawana wcześniej liczba ofiar (ponad 1800) dotyczy tylko tych zidentyfikowanych przez policję i służby medyczne. W zajętym Berdiańsku miała miejsce antyrosyjska demonstracja, podobną w Melitopolu uniemożliwili okupanci.

Koleje Ukraińskie przystąpiły do nacjonalizacji wagonów (w kraju ma się ich znajdować 15 tys.) należących do rosyjskich podmiotów. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej poinformowała o przywróceniu dostaw prądu do elektrowni w Czarnobylu, a tym samym wznowieniu zasilania systemu chłodzącego w magazynie zużytego paliwa jądrowego. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenia, że Ukraina potrzebuje ok. 4,8 mld dolarów finansowania zewnętrznego, a PKB państwa spadnie o 10%, pod warunkiem że wojna zakończy się w najbliższym czasie. W przypadku jej kontynuowania recesja może sięgnąć 25–35%.

Według informacji Straży Granicznej RP 14 marca do Polski wjechało 71,6 tys. uchodźców z Ukrainy (spadek o 13%), a od początku wojny – 1,83 mln.

osw.waw.pl

Walczące na Ukrainie siły rosyjskie z pewnością mają problemy z łącznością i przegrywają na froncie walki elektronicznej, w której strona ukraińska korzysta ze wsparcia NATO albo przynajmniej amerykańskiego. ChRL, jako światowa potęga jeżeli chodzi o produkcję elektroniki wydaje się dysponować w tym względzie stosunkowo nowoczesnymi rozwiązaniami. I chociaż nie są to być może systemy bardziej zaawansowane niż te rosyjskie, ale prawdopodobnie nie zostały tak dobrze rozpoznane przez stronę ukraińską i mogą stanowić dla niej zaskoczenie, jeżeli chodzi o szyfrowanie czy używane częstotliwości.

Rosjanie już od wielu dni odczuwają też braki związane z amunicją precyzyjną dla lotnictwa. To że wysyłane do boju są najnowsze bombowce Su-34, wielozadaniowe Su-30 (i starsze samoloty pola walki Su-25) często wyłącznie z podwieszonymi klasycznymi bombami i pociskami niekierowanymi, a nie bronią precyzyjną widać nawet na rosyjskich filmach propagandowych. Oznacza to, że Rosjanie zużyli prawdopodobnie dużą część zapasów własnej precyzyjnej amunicji rakietowej, umożliwiającej uderzanie z bezpiecznej odległości. Chodzi tutaj nie tylko o naprowadzane bomby ale także np. pociski przeciwradiolokacyjne, których szczątki wielokrotnie były fotografowane na Ukrainie.

To właśnie brak lotniczej amunicji precyzyjnej, której zapasy były według części źródeł przewidziane na maksymalnie dwa tygodnie wojny przyczynia się do coraz większych strat bojowych samolotów. Chińczycy tymczasem są posiadaczami 73 samolotów Su-30 i 24 Su-35S, a więc maszyn, do których dokupiono amunicję precyzyjną różnego typu a prawdopodobnie jej elementy produkowano także na miejscu. Chodzi o pociski powietrze-ziemia Ch-29 i Ch-59, manewrujące 3M-54 Kalibr a także przeciwradiolokacyjne Ch-31. Liczba amunicji precyzyjnej do tej setki maszyn nie jest zapewne zbyt duża, ale mogłaby przyczynić sie do zwiększenia skuteczności rosyjskich uderzeń i zmniejszenia strat rosyjskich maszyn bojowych.

Rosjanie wystrzelili też w cele na Ukrainie także około 900 pocisków manewrujących i balistycznych. Zdaniem wielu komentatorów zużyli w ten sposób mniej więcej połowę posiadanych zapasów. Chińczycy posiadają jednak głównie własne typy pocisków manewrujących i balistycznych, za wyjątkiem rakiet manewrujących Kalibr-S używanych na importowanych chińskich okrętach typu Kilo. Wprowadzenie tych ostatnich z uwagi na niewielką skalę i problemy logistyczne wydaje się jednak mało prawdopodobne.

defence24.pl

poniedziałek, 14 marca 2022


Na arenie wojny informacyjnej w ciągu ostatniej dekady nikt chyba nie wzbudzał większego strachu niż Władimir Putin.

Rosyjscy bojownicy informacji przez lata szaleli, hakując demokracje i ingerując w ponad 30 wyborów krajowych, od Węgier i Polski po brexit i wybory prezydenckie w USA w 2016 r. Rozpropagowali teorie spiskowe, od Qanon po kłamstwa na temat szczepionki przeciwko koronawirusowi i dostarczyli uzasadnienia dla rosyjskich działań wojskowych od Gruzji po Syrię.

Jednak, gdy nadszedł czas na jedną z najbardziej ambitnych i najważniejszych operacji Putina – inwazję na Ukrainę – Rosja zawiodła zarówno w kwestii planu szybkiego zajęcia Kijowa, jak i w kwestii informacyjnej.

A stawka nie mogła być wyższa. O ile siły Putina mogą militarnie przeważyć szalę na swoją korzyść, wysyłając więcej rakiet, czołgów i wojska, o tyle nie mają takiej możliwości po stronie wojny informacyjnej. Wbrew twierdzeniom, że jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić, Ukraina nie tylko wygrywa bitwę o serca i umysły w sieci, ale już ją wygrała. A teraz dla Rosji jest już za późno na zmianę narracji.

To, w jaki sposób Ukrainie udało się tak skutecznie pokonać rzekomych rosyjskich mistrzów wojny informacyjnej, jest kluczowe dla zrozumienia dotychczasowej sytuacji na Ukrainie i tego, co stanie się dalej.

Jest to również lekcja dla każdego innego kraju, polityka, korporacji czy aktywisty, jak wygrać to, co nazywamy #LikeWar, czyli hakowanie sieci społecznościowych nie złośliwym oprogramowaniem, ale skutecznym użyciem mediów społecznościowych jako broni służącej do zdobywania klików, polubień i udostępnień. (Zaproponujmy polską nazwę "wojna na lajki" – red.)

W świecie online nie ma jednej drogi do zwycięstwa, ale taktyką, która gwarantuje porażkę, jest rozpowszechnianie jednego komunikatu przez jednego posłańca. Zamiast tego należy "zalać strefę" mnóstwem komunikatów, napędzanych wirusowo przez stale rosnącą sieć odbiorców, którzy z celów stają się zwolennikami, a następnie współbojownikami.

(...)

W przeszłości to Rosja kierowała przebiegiem dyskusji, inicjując operacje w wybranym przez siebie czasie i w wybranym przez siebie kontekście.

Jej komunikaty trafiały do odbiorców bez żadnego odzewu, a jej fizyczne operacje często były zgodne z zaplanowanymi wcześniej incydentami i prowokacjami, wykorzystywanymi do uzasadnienia rosyjskich działań wojskowych, a także do zmylenia lokalnych i międzynarodowych obserwatorów co do tego, co dokładnie się dzieje.

Na przykład podczas ataku na Ukrainę w 2014 r., który poprzedził obecną wojnę, Rosja rozpowszechniała zmyślone historie o różnych okrucieństwach, takich jak ukrzyżowanie 3-letniego chłopca przez ukraińskich żołnierzy. Takie kłamstwa zostały wykorzystane zarówno do podsycania gniewu wśród rosyjskojęzycznych obywateli, jak i do usprawiedliwienia interwencji Rosji w celu zajęcia Krymu i utworzenia separatystycznych Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej.

Tym razem przeciwnicy Rosji nie tylko nie zamierzali po fakcie obalać (debunkować) jej twierdzeń – co zwykle się nie udaje – ale opracowali strategię "uprzedzania" Rosji (po angielsku: pre-bunking).

Wielopłaszczyznowa sieć, zbudowana zarówno poprzez celowe planowanie, jak i nieformalną koordynację, obejmowała konta ukraińskich agend rządowych i poszczególnych liderów w mediach społecznościowych; konta agencji i przywódców z państw NATO, zwłaszcza z krajów bałtyckich i Wielkiej Brytanii. Włączyły się także instytucje administracji Bidena, łączące Pentagon, Departament Stanu i Wspólnotę Wywiadowczą.

Zostały one wsparte przez szeroką internetową koalicję działaczy demokratycznych i tropicieli OSINT (open-source intelligence, czyli wywiadu opartego na jawnych źródłach), którzy również włączyli się do akcji, aby uprzedzić Rosjan – wyprzedzić cel Putina, który chciał uzasadnić planowaną od dawna inwazję jako nadzwyczajną reakcję na rzekome ukraińskie występki i okrucieństwa.

Zamiast tego koalicja ta skrupulatnie dokumentowała i zapewniała wiedzę o trwającym już od miesięcy gromadzeniu sił przez Rosję. Robili to zarówno w sposób formalny, np. publikując zdjęcia satelitarne ogromnych rosyjskich sił zbrojnych, jak i osobisty, np. fotografując z bliska pociągi z rosyjskimi czołgami, gromadzącymi się w pobliżu granicy.

Oba te sposoby przyciągały uwagę na swój sposób, ukazując skalę i szczegółowość rosyjskich planów.

Kluczowe było również bezpośrednie demaskowanie różnych zaplanowanych przez Rosjan prowokacji w ostatnich dniach i godzinach przed atakiem.

(...)

Ogólnie rzecz biorąc, takie wcześniejsze ujawnianie prawdy ustawiło narrację na temat tego, co planowała Rosja – inwazję na mniejsze, suwerenne państwo – i odebrało Rosji możliwość mącenia wody i twierdzenia, że to ona była w jakiś sposób ofiarą lub ratownikiem.

onet.pl

Grzegorz Sroczyński: - Co wiemy na dziś?

Jarosław Wolski: Że Rosjanie przegrali tę wojnę. Tymi siłami nie są już w stanie zrealizować głównego celu.  

- Czyli jakiego?

Przyczyny rosyjskiego ataku są de facto dziewiętnastowieczne: o sile państwa decyduje wielkość terytorium, liczba ludności i zasoby naturalne. Wokół takiego zbioru pojęć obraca się ideologia Putina. On realizuje to, co całkiem otwarcie obiecał reszcie świata w Bukareszcie w 2008 roku, czyli próbuje przeprowadzić sanację imperium. Przy czym nie chodzi o odbudowę jakiegoś ZSRR 2.0, chodzi o prosty wielkoruski szowinizm i podbijanie krajów, które mają być włączone do Rosji.

- Polski też?

Już nie. Rosja zawsze utożsamiała swój rozwój z ekspansją na terytoria ościenne, ale po rozpadzie ZSRR zasady się zmieniły. Teraz chodzi o zebranie wszystkich ziem, które łączy paradygmat cywilizacyjny: jedna kultura, jedna religia i jeden alfabet. Czyli tam, gdzie litery piszemy grażdanką, tam są nasi. I na podstawie tego klucza Rosjanie dobierają sobie ofiary. 

- Atakują głównie „swoich"? 

Tak. I na swoich zrzucają bomby, jeśli tamci nie chcą się łączyć po dobroci. Tyle że Rosja właśnie przegrała i na razie imperium nie wskrzesi.

- Przegrała? Bo?

Popełnili trzy błędy. Po pierwsze - nie docenili przeciwnika. Uważali, że armia ukraińska się rozbiegnie i nie będzie walczyć. Po drugie - źle oszacowali reakcję Zachodu, co jest naprawdę bardzo dziwne, bo Amerykanie i Brytyjczycy wyraźnie ostrzegali, jakie będą konsekwencje ataku. Najpierw Amerykanie zaczęli krzyczeć, że wiedzą, co Rosja chce zrobić, potem na Ukrainie wylądowali doradcy wojskowi i ruszyły potężne dostawy uzbrojenia, potem pojawiło się jeszcze więcej doradców, wreszcie amerykański wywiad spalił Putinowi cztery albo nawet pięć casus belli, ujawnili szykowane prowokacje. To wszystko zostało przez Putina bezmyślnie zlekceważone. 

- Dlaczego?

Putin to nie jest jednoosobowa działalność. On i jego otoczenie w sposób ewidentny nie docenili reakcji Zachodu, ale powody tego błędu są niejasne. Do tego dochodzi błąd trzeci: zadziwiające przecenienie własnych możliwości, czyli siły armii rosyjskiej. Zajmuję się zawodowo analizowaniem rosyjskiego wojska i nie mieści mi się w głowie, że można tak totalnie ominąć w planowaniu operacji wojskowej jego wady i słabe punkty. Jakby nie mieli dostępu do rzetelnych danych na swój własny temat. 

- Może nie mają?

Jednostki, które ruszyły na Kijów, to była militarna hałastra. Najgorsze, co mieli. I one w boju okazały się dokładnie takie, jak można było zakładać, czyli beznadziejne. Całą operację na północy Ukrainy prowadzono nieudolnie. Podręcznikowy przykład nieudolności. 

- Co najbardziej?

Prawie wszystko. Mnie opadły ręce, kiedy się zorientowałem, że stosują cywilną łączność, ewentualnie mają w pojazdach jakieś radia z lat 70. Jak z taką beznadziejną łącznością można cokolwiek koordynować? Jeszcze rozumiem, że im nie wyszło lądowanie desantu w Hostomlu pod Kijowem, piloci nie mogli używać noktowizorów, desant przeprowadzili zatem nad ranem, okej, to się zdarza. Natomiast w ten wyłom w okolicach Kijowa skierowano absolutną hołotę, zbieraninę poborowych, którzy w dodatku byli umęczeni po poligonach. Taki poligon zimowy nie poprawia jakości wojska, on ją pogarsza. Jak ich tylko zobaczyłem - bo dość szybko trafili do ukraińskiej niewoli i zaczęły krążyć filmiki - zorientowałem się, że to dzieciaki. Dwa razy młodsi ode mnie. 

- Niektórzy obdarci jak ze stereotypowych opowieści o rosyjskiej armii. 

Owszem.  

- I dlaczego to tak wygląda?

To akurat proste. Awans w rosyjskiej armii to ogromny skok w hierarchii społecznej i w zarobkach. Oficer kontraktowy z kilkuletnim doświadczeniem zarabia w relacji do reszty zarobków tyle, ile u nas nieźle prosperujący informatyk. Cała reszta kraju poza dużymi ośrodkami klepie biedę, ale jeżeli jesteś specjalistą w armii, naprawdę zarabiasz niezłą kasę, możesz z tego utrzymać rodzinę na niezłym poziomie. 

- To chyba dla jakości wojska dobrze?

Dobrze i niedobrze. Nie mają problemu z naborem specjalistów, ale jednocześnie przepaść w zarobkach żołnierzy jest taka, jak w kapitalistycznej korporacji. W efekcie każdy, kto ma choćby odrobinę pomyślunku i dwie ręce do pracy, zaraz ucieka w jakąś specjalizację: a to wojska rakietowe, a to okręty podwodne albo obrona przeciwlotnicza, krążą łapówki, żeby awansować do określonego rodzaju wojsk, bo za kołem polarnym dostajesz plus 70 procent, w wojskach rakietowych plus 50 procent itd. Tymczasem w piechocie, która jeździ BWP i stanowi główną siłę, zostają same spady, najgłupsi, albo ci, którym się noga powinęła i już na niczym im nie zależy. Taką strategią płacową Rosjanie zafundowali sobie na podstawowych stanowiskach w armii selekcję negatywną.

- Zamiast zwykłych żołnierzy mają w armii samych specjalistów?

Tak. Żołnierzy kontraktowych trzymają na stanowiskach specjalistów, a wkładkę mięsną w bojowych wozach piechoty wypełniają poborowymi. Co roku starają się zagnać w kamasze około 230 tysięcy chłopaków. Duża liczba. Trafiają do czołgów, artylerii. Na wojnę w Ukrainie wysłano poborowych z zeszłej wiosny, niby przeszkolonych, ale to są dzieciaki. Na progu życia. I kompletnie nie wiedzą, o co chodzi, dlaczego tam są, ich motywacja jest zerowa. Na miejscu trafili na Ukraińców, którzy przeszli przez wojnę w Donbasie, są ostrzelani, kule im świstały nad głowami, motywację mają jak mało kto, no i nienawidzą Rosjan - bo teraz to już jest nienawiść. 

- Rosyjscy dowódcy tego nie przewidzieli?

I wszyscy się głowią, jak to możliwe. W dodatku do ataku na Ukrainę rzucili siły mniejsze, niż miał przeciwnik, a to już totalne zaprzeczenie ich własnej doktryny wojennej. Ukraińcy mieli 240 tysięcy żołnierzy, ale od grudnia po cichu zwiększali siły, niektórzy pracownicy w Polsce dostawali karty poboru, albo dzwoniono do nich i namawiano: „Wracajcie, potrzebujemy ostrzelanych". I trwał wyjazd młodych mężczyzn z Polski do obrony przeciwlotniczej, obrony przeciwpancernej, do zakładów remontowych. Ukraińcy napompowali masę mięśniową do około 300 tysięcy żołnierzy jeszcze przed ogłoszeniem mobilizacji powszechnej. A Rosjanie rzucili się na nich zgrupowaniem dwustutysięcznym na siedmiu bardzo oddalonych od siebie kierunkach, czyli jeszcze dodatkowo rozproszyli te siły. 

- To jest dziwne, bardzo dziwne czy totalnie niezrozumiałe?

To jest szokujące. Pierwsze wyjaśnienie może być takie, że dowodzą tam idioci, ale oni idiotów raczej nie trzymają w wojsku na stanowiskach dowódczych. Być może armia jest bardziej zmurszała i skorumpowana, niż wszyscy sądziliśmy, a raportowanie w górę całkowicie fikcyjne, więc sami uwierzyli w brednie, którymi wszystkich naokoło karmili, że mają wspaniałe supernowoczesne wojsko. Inne pasujące wyjaśnienie może być takie, że nastąpiła jakaś genialna dezinformacja ze strony Ukraińców, ktoś podsunął Rosjanom takie, a nie inne dane - zrobił to jakiś podwójny agent - i tamci sami weszli na tę gigantyczną minę. Ale wtedy mielibyśmy do czynienia z akcją wywiadowczą na poziomie operacji „Overlord", gdy hitlerowcy myśleli, że desant będzie w Norwegii, a był w Normandii. Coś tego kalibru. 

- A jeśli nie?

No to ciężko to zrozumieć. Dla mnie - osoby, która zajmuje się od dawna obserwowaniem armii rosyjskiej - to nieprawdopodobne, bo działania Rosjan tylko na dwóch kierunkach są w miarę sensownie prowadzone: przy wyjściu z Krymu i w rejonie Donbasu. Tam idzie im zgodnie z planem, a ich armia pokazuje się od profesjonalnej strony. Cała reszta to jest blamaż już nie na miarę pierwszej wojny w Czeczenii, ale wojny zimowej radziecko-fińskiej. 

(...)

- Całej Ukrainy już nie wezmą?

Jak? Tymi siłami? Ze stratami, które szacuję na 40 procent? 

- Ile?!

Spośród rosyjskich pojazdów aż 40 procent zostało wysadzonych w powietrze, spalonych lub uszkodzonych.

- Tyle podają źródła ukraińskie?

Nie korzystam z nich, bo ich liczby trzeba dzielić co najmniej przez dwa. Poza liczbą zabitych i rannych żołnierzy rosyjskich, to podają mniej więcej poprawnie.

- Ukraińcy bardzo ściemniają?

Jeśli chodzi o stronę propagandową tej wojny, to pokazują absolutne mistrzostwo świata. Mają od tego doradców z Zachodu, no i ważne są też zdolności Zełenskiego jako aktora. Kiedy spojrzymy na działania ukraińskiego OPS-u w 2014 roku - chodzi o tę część armii, która zajmuje się operacjami psychologiczno-specjalnymi - to one były tak samo toporne, jak u Rosjan, a teraz sytuacja całkowicie się zmieniła i widzimy majstersztyk. Jestem pewien, że to efekt działania doradców NATO-wskich, bo ukraińska kampania jest kompleksowa, ma budować wsparcie dla Ukraińców na Zachodzie, przedstawiać ich w określonym świetle, ukrywają konsekwentnie swoje straty, ukrywają blamaże. Pamiętasz słynną kolumnę rosyjską w Kijowie, która dojechała do ZOO?

- Pamiętam. 

No więc to nie byli Rosjanie, tylko ukraińska kolumna zaopatrzeniowa, którą sami sobie wystrzelali, bo rozdali cywilom broń, cywile mieli słabe dowodzenie, zbyt chętne naciskali na spust i w bratobójczym ogniu zginęło 60 żołnierzy. Tyle że nikt o tym nie wie. To, co widzisz po stronie Ukrainy, jest dobrze przygotowanym przekazem propagandowym, wszystkie elementy się spinają, codzienne zdjęcia bohaterów z granatnikami przeciwpancernymi, a w tym samym czasie Ukraińcy tracą dziesiątki czołgów. 

- Zdjęcia porzuconego sprzętu rosyjskiego to fejk? Prawda?

Prawda. Skończyło się paliwo, no to uciekli. Czasem przykryli sprzęt gałęziami, czasem zostawili na środku drogi. Na poziomie medialnym manipulacją jest to, że nie widać rozwalonego sprzętu ukraińskiego, który jest błyskawicznie cenzurowany. 

- Dlaczego Rosjanie go nie pokazują?

Istnieją strony rosyjskie, gdzie masz pełno rozwalonych czołgów ukraińskich i martwych żołnierzy. Tylko to nie jest przez rosyjskie media wykorzystywane propagandowo, bo przecież obowiązuje narracja, że to nie żadna wojna, tylko mała operacja specjalna. 

Ważne, że obie strony bardzo się pilnują, żeby nie było rozwalania jeńców. Niekoniecznie z powodów humanitarnych. 

- A jakich?

Jeśli żołnierze drugiej strony wiedzą, że jeńcy mają szansę przeżyć i są dobrze traktowani, to się chętniej poddają. Na to grają mocno Ukraińcy, dlatego pokazują żołnierzy rosyjskich dzwoniących do domu, pokazują, że ich karmią i nie biją, a jeśli to się zdarza, to nie wypływa. Do Rosjan dociera przekaz, że mają wybór: albo na polu walki zginąć, albo się poddać i przeżyć w obozie jenieckim. Bardzo mądre działanie. Podobnie jak akcja dzwonienia do matek jeńców, bo to bomba wrzucona w rosyjskie społeczeństwo: skoro z mediów oficjalnych się niczego nie dowiedzą, to dowiadują się pocztą pantoflową. Amerykanie tak samo robili w Iraku, widać wprawną rękę.

- Czy Rosjanie mogą coś jeszcze zrobić, żeby opanować Ukrainę? 

Musieliby ogłosić powszechną mobilizację, czyli powołać rezerwistów i wyciągnąć te wszystkie swoje naftalinowe dywizje. Bo mają zachomikowanych dwadzieścia dywizji ze sprzętem z lat 70. i 80., tylko trzeba by je sformować. To potęga. Przestarzała, ale jednak. Problem w tym, że to nie polega tylko na powołaniu dziadków-rezerwistów, przewiezieniu wyposażenia, trzeba tych ludzi de facto przeszkolić na nowo. Wartość rezerwisty po pięciu latach jest bliska zeru. On nic nie umie. 

- Ile to by trwało?

Jeżeli robiliby to w stylu bardzo sowieckim, to trzy miesiące, a jeżeli chcieliby to zrobić w miarę sensownie, to pięć do sześciu miesięcy. Co automatycznie przeciąga walkę do lata. Tu trzeba dodać, że część jednostek zaczęli mobilizować po cichu jeszcze przed wybuchem wojny i cztery rosyjskie brygady niebawem wejdą na Ukrainę. Mogą namieszać, bo Ukraińcy też już robią bokami i są zmęczeni.

Istnieje jeszcze wariant atomowy, ale to sobie pominiemy na razie. 

- Dlaczego pominiemy?

Bo nie sądzę, żeby do tego doszło. 

(...)

- Ale co byś powiedział Polakom, którzy się przestraszyli i stanęli w kolejkach do biur paszportowych? W tych kolejkach słychać: „Następna będzie Polska". Nie będzie?

Rosja nie ma na to sił. Strasznie boleję, że przez ostatnie lata tyle było straszenia Polaków, grania na naszych lękach, na naszym bólu historycznym i powtarzania, że „znowu będziemy sami", bo NATO jest słabe, bo artykuł piąty nie zadziała itd. Część polityków prawicy grała w tę grę, ale też część środowisk paranaukowych, bo geopolityki nie uważam za naukę. Kupa pięknych karier medialnych wyrosła na wmawianiu Polakom, że oto będzie kolejna Jałta, kolejny Poczdam, zaraz tu wejdą Rosjanie. Zobacz, jak ta cała narracja się teraz posypała. NATO działało aktywnie jeszcze przed wybuchem tej wojny. W dodatku działało na terytorium kraju, który nawet nie jest członkiem Sojuszu! Pomoc dla Ukrainy okazała się gigantyczna, bezpośredni udział w wojnie jest tylko niewielki krok dalej. Mamy największy kryzys w historii istnienia Sojuszu i jesteśmy świadkami tego, że NATO się sprawdza. Również militarnie. Więc jeśli pytasz, co powiedziałbym tym ludziom w kolejce po paszporty, to że mogą się czuć bezpieczni tak długo, jak długo Polska jest w NATO.

(...)

- To coś nam grozi?

Najgorsze właśnie nam przestało grozić, a mianowicie marginalizacja Polski w ramach NATO, wyrwanie polski ze struktur europejskich. To już minęło. Po najeździe Putina na Ukrainę tego już nie ma. Putin tak zjednoczył Zachód w trzy dni, jak przez 30 lat się wcześniej nie udało. To, co powiem, jest bardzo niezręczne, kiedy na Ukrainie pod bombami giną ludzie, ale moim zdaniem będziemy tylko odcinać kupony. 

- Jak to?

Pierwsza korzyść dla Polski to wzmocniona obecność NATO. Druga, że na Zachodzie przez długi czas - 15 lat co najmniej - nikt nie uwierzy w zapewnienia Rosjan, że się ucywilizowali. Wszyscy będą im patrzeć na ręce. Zanim armia rosyjska dojdzie do formy po tym, co ją spotkało na Ukrainie, to minie od ośmiu do 10 lat. Jednostki powietrzno-desantowe, lotnictwo, piechota muszą wyleczyć rany. Do 2030 roku mamy więc z grubsza spokój. Jeżeli w dodatku niezależne silne państwo ukraińskie obroni się i pozostanie na mapie - cała pula dla nas.

(...)

- A co z Rosją? Równia pochyła?

Przez ostatnich kilkanaście lat widzieliśmy konsekwentnie realizowany plan przywrócenia Rosji mocarstwowości, odbudowy imperium, apogeum tego procesu nastąpiło latem zeszłego roku, kiedy Białoruś wpadła w ręce Putina po nieudanej kolorowej rewolucji. A jednak mimo zwasalizowania Łukaszenka nie zdecydował o wysłaniu białoruskich wojsk na front ukraiński, co namieszało potwornie, bo to była rzecz, która mogła w pewnym momencie przeważyć szalę. I zobacz, jak ten cały imperialny plan Putina zaczyna się walić jak domek z kart, bo jeśli Ukraina mu nie wyjdzie, to wzrośnie też autonomia Białorusi. Łukaszenka przecież wyciągnie z tego wszystkiego po swojemu wnioski. Czyli Rosjanie wracają do punktu wyjścia, ponieśli gigantyczne straty, wydali wielkie pieniądze i nie zyskali nic.

gazeta.pl