środa, 16 marca 2022


Trzy tygodnie po rozpoczęciu wojny przeciwko Ukrainie cele polityczne Kremla nie zostały osiągnięte. Utrzymuje się opór ukraińskich sił zbrojnych, morale społeczeństwa jest wysokie, a bardzo poważne sankcje nałożone przez społeczność międzynarodową na Rosję powodują kryzys gospodarczy i częściową izolację polityczną tego kraju. Wiele wskazuje na to, że sytuacja ta jest w dużym stopniu zaskakująca dla Kremla, który padł ofiarą błędnych analiz i prognoz. Człowiek odpowiedzialny za podjęcie decyzji o inwazji, prezydent Rosji Władimir Putin, stoi zatem przed wyzwaniem wyboru dalszej taktyki działania. Trudno obecnie przewidzieć rozwój wydarzeń – zależeć on będzie zwłaszcza od siły oporu Ukrainy, skali wsparcia Zachodu i doraźnych efektów sankcji. Spośród wielu możliwych scenariuszy najbardziej prawdopodobne wydają się obecnie te, które przewidują bądź wstrzymanie rosyjskiej ofensywy po osiągnięciu porozumienia zakładającego realizację części politycznych postulatów Kremla, bądź jej długotrwałe kontynuowanie prowadzące do zajęcia przez Rosję znaczących obszarów (zwłaszcza południowo-wschodniej) Ukrainy i zniszczenia kluczowych elementów jej infrastruktury wojskowej i cywilnej, co przekształci ten kraj w państwo upadłe.

Cele polityczne inwazji

Celem strategicznym polityki Rosji wobec Ukrainy pozostaje poddanie tego państwa kontroli, rozumianej jako uzyskanie przez Moskwę decydującego wpływu nie tylko na politykę zagraniczną, bezpieczeństwa i obronną, lecz także wewnętrzną w zgodzie z interesami Kremla. Cel ten stanowi jednocześnie ważny element szerszej strategii Rosji zmierzającej do osłabienia Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych i ich najbliższych sojuszników, oraz zniszczenia pozimnowojennego ładu politycznego i bezpieczeństwa w Europie.

Ponieważ dotychczasowa polityka Rosji dążąca do osiągnięcia powyższych celów poniosła fiasko i Moskwa oddaliła się od ich realizacji, Kreml stanął przed wyborem dalszej strategii wobec Ukrainy: zwiększenia presji na wielu polach (polityczno-dyplomatycznej, gospodarczo-energetycznej, informacyjno-cybernetycznej i militarnej) lub podjęcia próby nasilenia agresji zbrojnej w celu wywołania przesilenia politycznego służącego osiągnięciu większości swoich, wyżej wymienionych, celów (...). Wydarzenia pokazały, że Kreml wybrał drugi wariant i realizuje jeden z najradykalniejszych scenariuszy: zmasowanej inwazji lądowej połączonej z kampanią punktowych ataków rakietowo-powietrznych zamiast lokalnej eskalacji w Donbasie.

Poszlaki wskazują, że decyzja w tej kwestii zapadła w bardzo wąskim gronie najbliższych współpracowników prezydenta Putina z kierownictwa struktur Sił Zbrojnych i bezpieczeństwa państwa kilka miesięcy przed rozpoczęciem inwazji. W tym kontekście prowadzone z Zachodem (głównie z USA) rozmowy dyplomatyczne o wysuniętych w połowie grudnia 2021 r. żądaniach w sferze bezpieczeństwa europejskiego (...) należy traktować jako manewr pozorujący, a jednocześnie testujący spójność Zachodu (test wykazał brak istotnych podziałów).

Biorąc pod uwagę oficjalne deklaracje Kremla, podejmowane działania oraz pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje (niejednokrotnie trudne do zweryfikowania), można ocenić, że celem politycznym rosyjskiej inwazji na Ukrainę było przeprowadzenie szybkiej operacji z zamiarem zajęcia Kijowa i dokonania zmiany władz w zgodzie z rosyjskimi interesami (pod hasłem „denazyfikacji”). Miałoby to prowadzić do ustanowienia marionetkowego rządu, zmiany wektora polityki zagranicznej Ukrainy, w tym rezygnacji z integracji ze strukturami zachodnimi, i być może do włączenia tego kraju do kontrolowanych przez Rosję struktur integracji eurazjatyckiej. Wybrani członkowie dotychczasowych władz w Kijowie (częściowo w zależności od swojej postawy wobec inwazji, w tym ewentualnej gotowości do kapitulacji i kolaboracji) zapewne zostaliby uwięzieni i osądzeni bądź zmuszeni do ucieczki z kraju. Ponadto Moskwa prawdopodobnie chciała dokonać także zmiany ustroju Ukrainy, przekształcając ją w państwo federalne, składające się z kontrolowanych de facto przez Kreml jednostek terytorialnych (na wzór parapaństw w Donbasie: tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych – DRL i ŁRL). Ukraińskie Siły Zbrojne natomiast zostałyby niechybnie w dużym stopniu rozbrojone (zredukowane, pozbawione nowoczesnego uzbrojenia i wysokich zdolności bojowych) i stworzono by prawne ograniczenia dla ich funkcjonowania (pod hasłem „demilitaryzacji”). Dwa ostatnie wymienione cele („federalizacja” i „demilitaryzacja”) być może nadal są aktualne w ramach niektórych scenariuszy.

Moskwa zakładała zapewne, że samo użycie siły militarnej na znaczną skalę – będące, mimo ostrzeżeń ze strony USA, politycznym szokiem dla ukraińskich elit i społeczeństwa – sparaliżuje w dużym stopniu opór Ukrainy. Kreml liczył się z potępieniem swoich działań ze strony Zachodu i poważnymi sankcjami, jednak najprawdopodobniej uważał, że państwa i struktury zachodnie nie wykorzystają wszystkich możliwości zaszkodzenia Rosji w obliczu faktów dokonanych na Ukrainie, gróźb eskalacji ze strony Moskwy i obaw przed konsekwencjami gospodarczymi nałożonych restrykcji dla nich samych.

Wiedza kontekstowa w połączeniu z – trudnymi do zweryfikowania – informacjami o mechanizmach funkcjonowania systemu władzy w Rosji, w tym o obiegu informacji i procesach decyzyjnych, sugeruje, że prezydent Putin i osoby z jego najbliższego otoczenia uczestniczące w powzięciu decyzji o inwazji oparli ją na błędnej ocenie sytuacji i mylnej prognozie konsekwencji podejmowanych działań. Wynikało to z ich własnej wypaczonej percepcji wzmacnianej przez manipulowanie informacjami (filtrowanie ich) przez struktury siłowe (zwłaszcza służby specjalne) będące głównym ich dostarczycielem.

Ewolucja postawy Rosji w trakcie inwazji

Rosji nie udało się zrealizować optymalnego dla niej scenariusza napaści na Ukrainę. Nie powiodło się szybkie zajęcie Kijowa, a opór okazał się dużo większy od spodziewanego. Zapewne znacząco większe od oczekiwanych są też rosyjskie straty własne, a skala zachodnich sankcji jest bezprecedensowa. Wbrew nadziejom Kremla doszło do politycznej konsolidacji zdecydowanej większości Ukraińców wokół prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który zademonstrował nieprzejednaną postawę. Władze w Kijowie pokazały sprawność zarządzania kryzysowego, a Zachód – pod silnym przywództwem USA – zjednoczył się w ostrej reakcji. Mocno zwiększono dostawy zachodniego uzbrojenia dla Ukrainy i wprowadzono bardzo dotkliwe restrykcje gospodarcze, które mają potencjał, żeby wywołać w Rosji największy od rozpadu ZSRR kryzys finansowo-ekonomiczny.

W tej sytuacji Kreml skoncentrował się na trzech głównych kierunkach działania. Po pierwsze zwiększył brutalność agresji zbrojnej, dokonując celowych ataków na ludność i infrastrukturę cywilną. W ten sposób nasila on presję na władze w Kijowie i próbuje zmusić je do warunkowej kapitulacji (...) w celu uniknięcia dalszych strat. Jednocześnie agresor zwiększa skalę katastrofy humanitarnej i wywołuje bardzo dużą falę ukraińskich uchodźców do państw członkowskich NATO i UE. Usiłuje w ten sposób, pośrednio, poprzez obniżenie morale społecznego, wpłynąć na politykę tych krajów – wywołać ich presję na Kijów, by ten zdecydował się na ustępstwa wobec Moskwy.

Po drugie Rosja podjęła rozmowy dyplomatyczne mające na celu ustalenie warunków zatrzymania inwazji, zarówno bezpośrednio z władzami w Kijowie (co w pierwszych dniach zdawała się odrzucać), jak i z licznymi zachodnimi pośrednikami (Francja, Niemcy, Turcja, Izrael). W trakcie tych pertraktacji można zauważyć oznaki pewnego łagodzenia kategoryczności wysuwanych przez Moskwę żądań. Najwyraźniej wycofała się ona z prób wymuszenia zmiany rządu na Ukrainie. Podtrzymuje natomiast postulaty: uznania przez Kijów aneksji Krymu, zaakceptowania niepodległości tzw. DRL i ŁRL w granicach obwodów donieckiego i ługańskiego, bliżej nieokreślonej rezygnacji przez Ukrainę z broni ofensywnej („demilitaryzacja”), a wedle przecieków także – formalizacji statusu rosyjskiego jako drugiego języka państwowego oraz wprowadzenia prawnych ograniczeń dla działania organizacji radykalnych. Moskwa stara się w ten sposób zachęcić Kijów do przyjęcia warunkowej kapitulacji, a Zachód do zaniechania wprowadzania coraz dotkliwszych sankcji lub nawet do ich znoszenia.

Po trzecie Moskwa grozi eskalacją konfliktu, m.in. uznając za cele potencjalnego ataku dostawy zachodniej broni dla Ukrainy, podnosząc gotowość swoich sił jądrowych i zapowiadając włączenie się do walk po stronie Rosji najemników (formalnie „ochotników”) z państw Bliskiego Wschodu (zapewne głównie z Syrii). Chce w ten sposób odstraszyć Zachód od zwiększania pomocy wojskowej dla Ukrainy (zwłaszcza dostarczania jej systemów rakietowych i obrony powietrznej, samolotów bojowych) oraz powstrzymać coraz bardziej wzmożony napływ na jej terytorium zachodnich ochotników. Presja ta ma też ułatwić Moskwie osiąganie celów militarnych na polu walki, a jednocześnie pozbawić Kijów nadziei na poważniejsze zachodnie wsparcie.

Perspektywy ewolucji polityki rosyjskiej

Ewolucja polityki Rosji wobec Ukrainy będzie zależeć od szeregu czynników, spośród których najistotniejsze to: poziom i skuteczność zbrojnego oporu sił ukraińskich, granice potencjalnych ustępstw władz w Kijowie w trakcie rozmów pokojowych, skala zachodniego wsparcia dla Ukrainy, zwłaszcza w zakresie dostaw broni, oraz doraźne efekty gospodarcze nałożonych na Rosję sankcji i wiarygodność gróźb ich poszerzenia.

Jak się wydaje, Moskwa może dążyć do realizacji jednego z kilku scenariuszy, przypuszczalnie łącząc ich elementy. Najbardziej prawdopodobny z nich zakłada, że Rosja z jednej strony zintensyfikuje – jeszcze silniej niż dotąd – skalę i brutalność działań zbrojnych na Ukrainie, z drugiej zaś ograniczy nieznacznie zakres politycznych żądań, usiłując doprowadzić do możliwie szybkiej warunkowej kapitulacji ukraińskich władz, co pozwoliłoby jej ogłosić polityczny sukces operacji, uzyskać (na razie ograniczone) korzyści polityczne i uniknąć powiększania strat własnych i eskalacji zachodnich sankcji. Moskwa mogłaby liczyć, że prowadziłoby to do spadku morale strony ukraińskiej i pojawienia się podziałów politycznych. Zapewne uzależniałaby przy tym wycofanie wojsk z zajętych terytoriów ukraińskich (oraz utrzymanie rozejmu) od spełnienia jej kolejnych żądań politycznych przez władze w Kijowie przy zastosowaniu rozszerzającej interpretacji zawartych porozumień.

Alternatywnie Rosja może również kontynuować agresję zbrojną, koncentrując się na maksymalizowaniu jej brutalności, dokonując zmasowanych ataków na cele i infrastrukturę cywilną, ewentualnie używając broni chemicznej, a jednocześnie pozorując dialog polityczny. Prowadziłoby to do przekształcenia się inwazji (stopniowo opanowującej większość ukraińskiego terytorium) w długotrwały konflikt niszczący infrastrukturę Ukrainy. Uczyniłoby to z niej państwo upadłe, pogrążone w permanentnym kryzysie gospodarczym i politycznym połączonym z masową katastrofą humanitarną, przypominającą sytuację w Syrii.

Możliwy jest także scenariusz, w którym po zdobyciu określonych rubieży na Ukrainie Rosja wstrzyma tam działania zbrojne bez osiągnięcia porozumienia politycznego z Kijowem. Zajęte przez nią tereny mogłyby obejmować w szczególności Mariupol, cały obszar obwodów donieckiego i ługańskiego, ewentualnie też Charków i obwód charkowski, a być może również Odessę z obwodem odeskim. Prowadziłoby to do przejęcia przez Rosję kontroli nad połączeniem między Donbasem i Krymem, a potencjalnie także z Naddniestrzem. Wówczas obszar tzw. DRL i ŁRL zostałby poszerzony do granic obwodów donieckiego i ługańskiego, a na terenach obwodów chersońskiego, zaporoskiego i ewentualnie charkowskiego i odeskiego utworzono by na podobnej zasadzie tzw. republiki ludowe, które być może powołałyby konfederacyjną strukturę quasi-państwową. Rosja przeprowadziłaby brutalną pacyfikację zajętych obszarów, a następnie – zależnie od dalszego rozwoju sytuacji – mogła formalnie anektować te terytoria (rzekomo za ich zgodą). Moskwa ogłosiłaby zatem sukces geopolityczny swojej operacji, polegający na odcięciu Ukrainy od Morza Czarnego, na którym będzie dominować.

W mało prawdopodobnym, choć niewykluczonym scenariuszu, Rosja – by uniknąć strat własnych i dalszych sankcji – może też zgodzić się, przy formalnym wsparciu zachodnich mediatorów, na zawieszenie broni powiązane z ograniczonymi (symbolicznymi) ustępstwami politycznymi ze strony władz w Kijowie. Jednocześnie może traktować wycofanie swoich sił z zajętych terytoriów jako kartę przetargową dla prób uzyskania od Ukrainy i Zachodu dalszych koncesji.

Nie można całkowicie wykluczyć również skrajnego scenariusza, w którym Rosja, w obliczu problemów z rozstrzygnięciem militarnym konfliktu na Ukrainie i wobec znaczącego zwiększenia zachodniej pomocy wojskowej dla Kijowa, zdecyduje się na poszerzenie zasięgu operacji i dokona ataków militarnych (zapewne rakietowych) na cele leżące na terytoriach sąsiadujących z Ukrainą państw członkowskich NATO (w pierwszej kolejności Polski; takie działanie na bardzo ograniczoną skalę nie jest wykluczone także w pierwszym z omawianych scenariuszy), a następnie stopniowo będzie zwiększać ich zakres w przypadku odpowiedzi zbrojnej USA bądź całego Sojuszu. Mimo wszystko należy zakładać, że Rosja chciałaby w takiej sytuacji zachować ograniczony wymiar konfrontacji, nieobejmujący strategicznej broni nuklearnej (użycie taktycznej broni jądrowej jest możliwe). Trudno jednak przewidzieć, czy i w jakim momencie udałoby się powstrzymać eskalację takiego konfliktu.

osw.waw.pl

W ciągu ostatniej doby Siły Zbrojne Ukrainy miały przeprowadzić „niszczące uderzenia na zgrupowania wojsk okupantów na tymczasowo zajętych terytoriach” oraz przejść do kontrataku na wybranych kierunkach, co w ocenie Kijowa ma „kardynalnie zmienić sytuację stron”. Wróg miał łącznie utracić – z powodu zniszczenia bądź braku zdolności bojowej – do 40% pododdziałów uczestniczących w agresji przeciwko Ukrainie. Zarazem wojska rosyjskie kontynuowały uderzenia rakietowo-powietrzne oraz ostrzał infrastruktury i obiektów mieszkalnych w ukraińskich miastach. Poza dotychczasowymi rejonami walk po raz pierwszy ich celem stały się cywilne obiekty w Berdyczowie, Winnicy i Zaporożu. Główny wysiłek Rosjan ma się skupiać na umocnieniu i utrzymaniu wcześniej zajętych pozycji i rejonów obrony, niemniej w południowej i wschodniej Ukrainie kontynuują oni działania ofensywne.

Siły Zbrojne Ukrainy rozpoczęły mobilizację drugiego rzutu rezerwy (żołnierze powołani w pierwszej kolejności mieli zostać w całości rozdysponowani pomiędzy walczącymi jednostkami). Obejmie ona także osoby podlegające obowiązkowi mobilizacji, które nie mają za sobą zasadniczej służby wojskowej (mają być kierowane do ośrodków szkolenia). Tymczasowo z obowiązku mobilizacyjnego zwolniono kobiety, które będą powoływane „w szczególnych wypadkach” (głównie specjalistki służb medycznych i łączności). Żołnierze służby zasadniczej mają być kierowani do walki w przypadku objęcia działaniami wojennymi nowych obszarów.

W okolicach Kijowa agresor kontynuował bombardowania i ostrzał, do okresowych walk i wymiany ognia dochodziło głównie w rejonach buczańskim, wyszogrodzkim i browarskim. Miały mieć one łagodniejszy charakter niż w dniach poprzednich, a Rosjanie skupili się na gromadzeniu sił. Natarcie rosyjskie od północy miało zostać powstrzymane 10 km od granic Kijowa. W nocy obrońcy mieli prowadzić działania zaczepne, a także zadać wrogim wojskom straty w pojedynku artyleryjskim. Na kierunku siewierskim również dominowały działania bezkontaktowe, a do walk dochodziło sporadycznie. Atakujące siły rosyjskie zostały zatrzymane na północno-wschodnich obrzeżach Czernihowa. Także na kierunku słobodzkim – poza bombardowaniami i ostrzałem – Rosjanie prowadzili głownie działania blokujące (Sumy, Izium) i gromadzili siły. Obrońcy mieli odeprzeć uderzenie na Charków.

Na kierunku donieckim wojska rosyjskie zajęły pozycje w rejonie m. Popasna, która w poprzednich dniach była ostrzeliwana, mają się też umacniać na zachodnich obrzeżach m. Rubiżne. Rosjanie, doznawszy strat, nie zdołali przełamać obrony ukraińskiej w rejonie Lisiczańska i Siewierodoniecka, a także w Mariupolu. Miejscowości w kontrolowanej przez Ukrainę części obwodów ługańskiego i donieckiego są permanentnie bombardowane i ostrzeliwane (po raz pierwszy Mariupol był ostrzeliwany również od strony morza).

Na kierunku południowobużańskim jednostki rosyjskie zbliżyły się do Nikopola (artyleria rakietowa ostrzelała zachodnie obrzeża miasta), ale agresor nie wszedł w głąb obwodu dniepropetrowskiego. Rosjanie mają kontynuować działania na kierunku Krzywego Rogu i zacieśniać pierścień oblężenia Mikołajowa. Siły ukraińskie miały przeprowadzić skuteczny atak w głębi ugrupowania agresora, bombardując lotnisko w m. Czornobajiwka nieopodal Chersonia (zniszczonych miało zostać siedem śmigłowców). Władze Odessy ostrzegają przed możliwością przeprowadzenia desantu przez zgrupowanie okrętów operujących w północno-zachodniej części Morza Czarnego. Miasto i okolica były bombardowane, Rosjanie starali się rozpoznać i zniszczyć pozostałe elementy systemu obrony powietrznej w obwodzie odeskim.

(...)

Do tzw. Donieckiej Republiki Ludowej mają przybyć zagraniczni ochotnicy, których liczbę samozwańcze władze szacują na 20 tys. Jest to kolejny sygnał, po informacjach o werbunku najemników w Syrii, świadczący o tym, że dowództwo rosyjskie podjęło decyzję o wzmocnieniu swoich sił formacjami złożonymi z obcokrajowców.

Okupanci kontynuują brutalną pacyfikację zajętych miejscowości, dochodzi do zabójstw i gwałtów. Rosyjskie wojsko splądrowało elektrownię atomową w Czarnobylu (sprzęt komputerowy, odzież ochronną). W obwodzie chersońskim agresor podejmuje bez powodzenia próby tworzenia lokalnej „milicji ludowej”.

Kijów przygotowuje się do obrony przed atakiem lądowym. W celu podniesienia poziomu dowodzenia siłami ukraińskimi zgromadzonymi w stolicy prezydent Wołodymyr Zełenski mianował dotychczasowego dowódcę Operacji Sił Połączonych Ołeksandra Pawluka szefem Kijowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej. Wyznaczenie doświadczonego wojskowego na stanowisko formalnie administracyjne oznacza mianowanie dowódcy obrony Kijowa. Mer stolicy oświadczył, że miasto jest gotowe do obrony.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy kontynuuje operację kontrwywiadowczą przeciwko rosyjskiej agenturze. 14 i 15 marca ujęto 60 współpracowników służb specjalnych FR i zneutralizowano 20 wrogich grup dywersyjno-rozpoznawczych, co świadczy o dużej aktywizacji agenturalnej na zapleczu sił ukraińskich. Większość zatrzymanych osób przekazywała dane dotyczące lokalizacji jednostek wojskowych i obrony terytorialnej.

15 marca Rada Najwyższa przedłużyła obowiązywanie stanu wojennego do 25 kwietnia i przyjęła ustawę o możliwości zwiększenia wymiaru pracy w przedsiębiorstwach do 6 dni i 60 godzin w tygodniu. Ponadto prezydent Zełenski podpisał ustawę o odpowiedzialności karnej – do 15 lat pozbawienia wolności – za współpracę z Rosją, administracją okupacyjną oraz jej siłami zbrojnymi, a także ustawę o przeciwdziałaniu rosyjskiej propagandzie. Ostatni dokument m.in. zabrania mediom negowania agresji Rosji wobec Ukrainy (od 2014 r.) i uznawania konfliktu w Donbasie za wojnę domową. Ustawa przewiduje również możliwość likwidacji partii, organizacji religijnych i społecznych, których działania kwestionują niepodległość Ukrainy, wzywają do zmiany porządku konstytucyjnego, naruszenia jej suwerenności lub integralności. Zwiększono kompetencje policji – jej funkcjonariusze otrzymali prawo do realizacji zadań związanych z obroną terytorialną, rozminowywaniem i nadzorem nad jeńcami.

15 marca z dziewięciu uzgodnionych korytarzy humanitarnych wykorzystano siedem. Strona ukraińska potwierdziła, że z Mariupola wyjechało ok. 20 tys., a z rejonu Sum 8,5 tys. osób. Rosjanie po raz kolejny zablokowali przejazd konwoju humanitarnego kierującego się przez Berdiańsk do Mariupola. 16 marca planowana ewakuacja z miasta Izium została zakłócona ostrzałem artyleryjskim. Z Kijowa nadal wyjeżdżają pociągi ewakuacyjne.

Według ONZ Ukrainę opuściło 3 mln uchodźców, z czego ok. 1,4 mln stanowią dzieci, a 157 tys. osoby posiadające inne niż ukraińskie obywatelstwo. Zgodnie z komunikatem Straży Granicznej RP od początku wojny granicę z Polską od strony Ukrainy przekroczyło 1,89 mln osób. 15 marca odprawiono 66,6 tys.

Według premiera Denysa Szmyhala ukraińskie straty w wyniku wojny wynoszą już 565 mld dolarów. Z kolei szef MSW Denys Monastyrski podliczył, że zniszczonych zostało: 3500 obiektów infrastruktury, w tym 2700 budynków mieszkalnych, 72 szkoły, 21 szpitali, 28 cerkwi oraz 165 obiektów infrastruktury krytycznej (elektrownie, sieci przesyłowe oraz gazociągi). Według doradcy prezydenta ds. gospodarczych Ołeha Ustenki 300 mld dolarów rezerw walutowych Centralnego Banku Rosji, które zostały zamrożone przez zachodnie sankcje, zostanie zabezpieczonych w specjalnym funduszu na poczet reparacji dla Ukrainy. Prezydent USA Joe Biden podpisał ustawę o udzieleniu jej pomocy finansowej w wysokości 13,6 mld dolarów. Środki mają zostać przeznaczone na broń defensywną oraz wsparcie dla uchodźców, zarówno na Ukrainie, jak i poza jej granicami.

W trwających negocjacjach obie strony sugerują, że możliwe jest uzyskanie porozumienia co do zawieszenia broni, ale jest to uzależnione od przyjęcia punktów porozumienia politycznego. Strona ukraińska nadal nie ujawnia swojego stanowiska w kwestii możliwych ustępstw, licząc, że opóźnienia w postępach armii rosyjskiej wpłyną na decyzję o rozejmie. Jednocześnie prezydent Zełenski oświadczył, że Ukraina nie zamierza zostać członkiem NATO, a ukraiński naród powinien liczyć tylko na siebie. Zarazem wezwał ponownie do zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. Z kolei sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksij Daniłow stwierdził, że dla Ukrainy konieczny jest nowy sojusz obronny, w którego skład powinien wchodzić kraj dysponujący bronią jądrową. Wymienił w tym kontekście Wielką Brytanię.

Komentarz

Spowolnienie rosyjskich działań ofensywnych obie walczące strony wykorzystują do przegrupowania i wzmocnienia jednostek. Dotychczas zaobserwowane ruchy wojsk agresora w stronę granicy z Ukrainą należy uznać za stosunkowo niewielkie (jeśli nie liczyć formacji bezpieczeństwa wewnętrznego i sił najemnych, potwierdzono przemieszczanie około pięciu batalionowych grup taktycznych). Wskazują one, że Rosjanie nie dążą na razie do liczebnego zwiększenia zgrupowania w rejonie operacji, a jedynie do uzupełnienia strat. Wyjątkiem jest zapowiedź włączenia do działań wojennych zagranicznych najemników. Celem jest zmniejszenie strat własnych w warunkach silnego oporu wojsk ukraińskich i wsparcie jednostek pacyfikujących zajęte tereny.

Działania strony ukraińskiej, która uruchomiła drugi rzut rezerwy, w tym zaangażowała mężczyzn podlegających obowiązkowi mobilizacyjnemu, niemających przeszkolenia wojskowego, wskazują, że obrona ma mieć charakter totalny, a opór – masowy. Kwestią otwartą pozostaje uzbrojenie i wyekwipowanie nowo wprowadzanych do walki żołnierzy. Należy przyjąć, że otrzymają oni przede wszystkim broń lekką i strzelecką, w dużej mierze pochodzącą ze wsparcia od państw NATO.

Nadal nie ma oficjalnego potwierdzenia postępu w negocjacjach rosyjsko-ukraińskich, które toczą się na poziomie grup roboczych. Niemniej słowa Zełenskiego o tym, że Ukraina nie będzie członkiem NATO, można traktować jako przygotowywanie opinii publicznej do akceptacji jednego z warunków rosyjskich (neutralny status). Można to również uznać za wybieg sygnalizujący rzekome ustępstwo, które dla Kremla nie będzie jednak wystarczające. Nie wydaje się, żeby taktyka strony rosyjskiej uległa zmianie, choć pojawiają się sygnały mogące wskazywać na złagodzenie skali rosyjskich żądań (np. neutralność zamiast demilitaryzacji). Zwiększając swymi działaniami bojowymi ofiary wśród ludności cywilnej, Putin nadal dąży do uzyskania kapitulacji Kijowa i zgody na zwasalizowanie Ukrainy. Na terenach zajętych przez Rosjan trwają brutalne pacyfikacje zajętych miejscowości, spowodowane narastającą frustracją okupanta związaną z oporem społeczeństwa i jego niechęcią do kolaboracji.

osw.waw.pl

wtorek, 15 marca 2022


O Patruszewie w Moskwie krążą legendy. Przede wszystkim dlatego, że ten były KGB-owski funkcjonariusz nie lubi wylewać za kołnierz. – Nie zna innego zachowania – mówi osoba z jego otoczenia w rozmowie z Catherine Belton, brytyjską dziennikarką śledczą, autorką wydanej właśnie w Polsce książki "Ludzie Putina".

– Po prostu inaczej nie potrafi. Przychodzi na jakieś zebranie i zaczyna tak: "No dobra, sku***ny, co tym razem żeście spier***ili?" – dodaje informator. Jak twierdzi Catherine Belton, to właśnie Patruszew stoi za imperialistycznymi zakusami Władimira Putina.

– To dość prosty facet, człowiek radziecki starej szkoły – zaznacza w rozmowie z Belton osoba blisko współpracująca z Patruszewem. I dodaje: – Patruszew chce powrotu Związku Radzieckiego, ale w wersji kapitalistycznej. Postrzega kapitalizm jako broń, drogę do odrodzenia rosyjskiego imperium". Te wizje twardogłowego i bezkompromisowego polityka, to woda na młyn Władimira Putina.

Patruszew jest jednym z najbliższych współpracowników Putina na Kremlu. I nadal wywiera na niego ogromny wpływ.

70-letni Patruszew jest uważany za "jastrzębia wśród jastrzębi". Putin zna go od lat 70., z czasów ich wspólnej pracy w KGB w Leningradzie i od tego czasu utrzymują ze sobą bliskie stosunki.

onet.pl

Sytuacja militarna nie uległa poważniejszym zmianom. Na większości kierunków ofensywa jest powstrzymywana siłami obrońców, bądź – w przypadku działań prowadzonych ze wschodu na kierunku Dniepru – wyhamował ją sam agresor. Rosjanie mają przywracać sprawność bojową jednostek, rozbudowywać logistykę i kontynuować przemieszczanie na Ukrainę rezerw, a także sprowadzać najemników, na których ma spocząć główny ciężar zdobywania miast. Ukraiński resort obrony ujawnił, że rosyjskie punkty werbunkowe w Syrii przyjęły ponad 1 tys. ludzi gotowych do walki na Ukrainie, a 400 już przybyło do Rosji (obwód rostowski) i na Białoruś (obwód homelski).

Obie strony umacniają się na zajmowanych pozycjach, a obrońcy miast (m.in. Kijowa i Zaporoża), które nie zostały odcięte od linii zaopatrzenia, rozbudowują linie obrony i gromadzą zapasy. W większości rejonów dominuje statyczna wymiana ognia, a do działań manewrowych (poza południem kraju) dochodziło sporadycznie na poziomie taktycznym. Rosjanie nieprzerwanie bombardują i ostrzeliwują główne rejony obrony ukraińskiej, a w przypadku dużych ośrodków najczęstszymi celami pozostają obiekty cywilne. W wyniku przeprowadzonych nocą ataków rakietowych miało zostać zniszczone lotnisko w Dnieprze.

Na poleskim kierunku obrony armii ukraińskiej do starć miało dojść na północ od Kijowa, gdzie na zachód od Iwankowa pozostawało nierozbite dotychczas zgrupowanie ukraińskie, a także w Irpieniu i leżącym już w granicach stolicy mikrorejonie Żowtnewe. Na zachód od Kijowa natarcie rosyjskie zostało ponoć powstrzymane w Ozerszczynie. W pozostałych rejonach obwodu kijowskiego pozycje stron miały pozostać bez zmian, a aktywność przejawiały głównie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. W stolicy poza obiektami mieszkalnymi zbombardowano zakłady biura konstrukcyjnego Łucz (producent przeciwpancernych pocisków kierowanych). Na kierunku siewierskim trwała wymiana ognia, w której obrońcy mieli m.in. zniszczyć stanowisko dowodzenia wrogich wojsk. Rosjanie kontynuowali bombardowania i ostrzał miejscowości w obwodach czernihowskim i sumskim.

Na kierunku słobodzkim dominowały rosyjskie bombardowania i ostrzał (z wykorzystaniem m.in. rakiet Iskander i najcięższych wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych Smiercz). Trwały walki w Iziumie i o kontrolę nad miejscowościami na południe od miasta (siły ukraińskie miały przeprowadzić „niewielki” kontratak). Na kierunku donieckim starcia miały miejsce na północ od Gorłówki i w Wuhłedarze. O zbrodniczych bombardowaniach miasta i zadanych agresorowi stratach informowali obrońcy Mariupola.

Na kierunku taurydzkim Rosjanie kontynuowali natarcie w obwodzie zaporoskim, uderzając na Kamianśke, 25 km na południe od Zaporoża. Obrońcy mieli skutecznie atakować bezpośrednie zaplecze napierających wojsk na linii Wasyliwka–Połohy. Na kierunku południowobużańskim jednostki agresora miały poszerzyć obszar wokół Mariupola oraz na południe od Krzywego Rogu i na prawym brzegu Dniepru.

(...)

Wojska rosyjskie nadal niszczą zakłady przemysłowe kompleksu zbrojeniowego i położone w pobliżu obiekty cywilne. Resort obrony FR wezwał obywateli Ukrainy pracujących w tych przedsiębiorstwach, a także mieszkańców okolicznych budynków mieszkalnych do opuszczenia potencjalnie niebezpiecznych stref. Rzecznik Kremla zapowiedział zmianę taktyki sił zbrojnych, które dotąd unikały zajmowania większych miast. Najeźdźcy nie wykluczają wkroczenia do dużych miejscowości w celu „zapewnienia maksymalnego bezpieczeństwa ludności”.

Resort obrony FR kontynuuje operację dezinformacyjną mającą sugerować, że duża część obywateli Ukrainy jest przyjaźnie nastawiona do Rosji. Za dobrymi stosunkami z nią opowiada się rzekomo 15 mln Ukraińców zamieszkujących w obwodach zaporoskim, dniepropetrowskim, czernihowskim, charkowskim, chersońskim, nikołajewskim, odeskim, połtawskim, sumskim, kirowohradzkim, czerkaskim, kijowskim i żytomierskim. Wymienienie przez wojskowych nazw „prorosyjskich” obwodów odzwierciedla plan maksimum operacji lądowej, tj. umożliwienie okupacji większości Ukrainy.

Rosjanie nie przerwali ewakuacji ludności z Donbasu do Rosji. Według danych resortu ds. sytuacji nadzwyczajnych FR od 18 lutego przyjęto 250 tys. osób. Kontynuowanie operacji, która ma objąć 700 tys. ludzi, oznacza, że Moskwa zamierza w znacznym stopniu wyludnić tzw. republiki ludowe i wykorzystać je jako zaplecze wojsk okupujących Ukrainę.

14 marca korytarzami humanitarnymi udało się ewakuować ok. 4 tys. osób. Z oblężonego Mariupola wyjechało ok. 150 samochodów. W okolicy miejscowości Browary (obwód kijowski) agresor nie dotrzymał zawieszenia broni, uniemożliwiając wyprowadzenie cywili. 15 marca uzgodniono otwarcie dziewięciu korytarzy w kierunku Połtawy i Zaporoża. Podejmuje się kolejne próby dostarczenia pomocy humanitarnej do Mariupola.

Doradca Wołodymyra Zełenskiego Ołeksij Arestowicz poinformował, że strona ukraińska liczy, iż w ciągu dwóch tygodni dojdzie do podpisania porozumienia pokojowego i wycofania rosyjskich wojsk. Nie jest jednak wykluczone, że fiasko rozmów doprowadzi do drugiego etapu ofensywy. Kolejna runda negocjacji dwustronnych nie przyniosła rezultatów, ale pertraktacje trwają, zaś prezydent Ukrainy wyraził ostrożny optymizm co do możliwości ich szybkiego zakończenia.

Według najnowszych badań socjologicznych grupy Rejtynh 56% ankietowanych Ukraińców uważa, że głównym celem inwazji jest całkowite zniszczenie narodu ukraińskiego, a celem ataku – okupacja Ukrainy i włączenie jej do Rosji. Tylko 17% respondentów sądzi, że Moskwa dąży do zmiany kursu politycznego Kijowa lub zapobieżenia rozmieszczeniu baz NATO, 10% – że armia rosyjska chce zniszczyć infrastrukturę wojskową, a 5% – że to prowokacja w celu rozpętania wojny z Sojuszem. Jedynie 2% badanych jest zdania, że napaści dokonano, aby chronić ludność rosyjskojęzyczną.

Pojawia się coraz więcej informacji o rosyjskim terrorze wobec cywilów. Władze Sum powiadomiły o pacyfikacji miejscowości Trościaniec i Boroml, gdzie okupanci terroryzują ludność i wzywają ją do ucieczki w kierunku Rosji. Wpędzają mieszkańców do fałszywych „zielonych” korytarzy, chcąc narazić ich na ostrzał, masowo konfiskują telefony komórkowe, nie pozwalają na naprawy sieci energetycznej i wodociągowej. Władze Mariupola oceniły, że straty wśród ludności cywilnej miasta mogą sięgać nawet 20 tys. osób. Podawana wcześniej liczba ofiar (ponad 1800) dotyczy tylko tych zidentyfikowanych przez policję i służby medyczne. W zajętym Berdiańsku miała miejsce antyrosyjska demonstracja, podobną w Melitopolu uniemożliwili okupanci.

Koleje Ukraińskie przystąpiły do nacjonalizacji wagonów (w kraju ma się ich znajdować 15 tys.) należących do rosyjskich podmiotów. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej poinformowała o przywróceniu dostaw prądu do elektrowni w Czarnobylu, a tym samym wznowieniu zasilania systemu chłodzącego w magazynie zużytego paliwa jądrowego. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenia, że Ukraina potrzebuje ok. 4,8 mld dolarów finansowania zewnętrznego, a PKB państwa spadnie o 10%, pod warunkiem że wojna zakończy się w najbliższym czasie. W przypadku jej kontynuowania recesja może sięgnąć 25–35%.

Według informacji Straży Granicznej RP 14 marca do Polski wjechało 71,6 tys. uchodźców z Ukrainy (spadek o 13%), a od początku wojny – 1,83 mln.

osw.waw.pl

Walczące na Ukrainie siły rosyjskie z pewnością mają problemy z łącznością i przegrywają na froncie walki elektronicznej, w której strona ukraińska korzysta ze wsparcia NATO albo przynajmniej amerykańskiego. ChRL, jako światowa potęga jeżeli chodzi o produkcję elektroniki wydaje się dysponować w tym względzie stosunkowo nowoczesnymi rozwiązaniami. I chociaż nie są to być może systemy bardziej zaawansowane niż te rosyjskie, ale prawdopodobnie nie zostały tak dobrze rozpoznane przez stronę ukraińską i mogą stanowić dla niej zaskoczenie, jeżeli chodzi o szyfrowanie czy używane częstotliwości.

Rosjanie już od wielu dni odczuwają też braki związane z amunicją precyzyjną dla lotnictwa. To że wysyłane do boju są najnowsze bombowce Su-34, wielozadaniowe Su-30 (i starsze samoloty pola walki Su-25) często wyłącznie z podwieszonymi klasycznymi bombami i pociskami niekierowanymi, a nie bronią precyzyjną widać nawet na rosyjskich filmach propagandowych. Oznacza to, że Rosjanie zużyli prawdopodobnie dużą część zapasów własnej precyzyjnej amunicji rakietowej, umożliwiającej uderzanie z bezpiecznej odległości. Chodzi tutaj nie tylko o naprowadzane bomby ale także np. pociski przeciwradiolokacyjne, których szczątki wielokrotnie były fotografowane na Ukrainie.

To właśnie brak lotniczej amunicji precyzyjnej, której zapasy były według części źródeł przewidziane na maksymalnie dwa tygodnie wojny przyczynia się do coraz większych strat bojowych samolotów. Chińczycy tymczasem są posiadaczami 73 samolotów Su-30 i 24 Su-35S, a więc maszyn, do których dokupiono amunicję precyzyjną różnego typu a prawdopodobnie jej elementy produkowano także na miejscu. Chodzi o pociski powietrze-ziemia Ch-29 i Ch-59, manewrujące 3M-54 Kalibr a także przeciwradiolokacyjne Ch-31. Liczba amunicji precyzyjnej do tej setki maszyn nie jest zapewne zbyt duża, ale mogłaby przyczynić sie do zwiększenia skuteczności rosyjskich uderzeń i zmniejszenia strat rosyjskich maszyn bojowych.

Rosjanie wystrzelili też w cele na Ukrainie także około 900 pocisków manewrujących i balistycznych. Zdaniem wielu komentatorów zużyli w ten sposób mniej więcej połowę posiadanych zapasów. Chińczycy posiadają jednak głównie własne typy pocisków manewrujących i balistycznych, za wyjątkiem rakiet manewrujących Kalibr-S używanych na importowanych chińskich okrętach typu Kilo. Wprowadzenie tych ostatnich z uwagi na niewielką skalę i problemy logistyczne wydaje się jednak mało prawdopodobne.

defence24.pl

poniedziałek, 14 marca 2022


Na arenie wojny informacyjnej w ciągu ostatniej dekady nikt chyba nie wzbudzał większego strachu niż Władimir Putin.

Rosyjscy bojownicy informacji przez lata szaleli, hakując demokracje i ingerując w ponad 30 wyborów krajowych, od Węgier i Polski po brexit i wybory prezydenckie w USA w 2016 r. Rozpropagowali teorie spiskowe, od Qanon po kłamstwa na temat szczepionki przeciwko koronawirusowi i dostarczyli uzasadnienia dla rosyjskich działań wojskowych od Gruzji po Syrię.

Jednak, gdy nadszedł czas na jedną z najbardziej ambitnych i najważniejszych operacji Putina – inwazję na Ukrainę – Rosja zawiodła zarówno w kwestii planu szybkiego zajęcia Kijowa, jak i w kwestii informacyjnej.

A stawka nie mogła być wyższa. O ile siły Putina mogą militarnie przeważyć szalę na swoją korzyść, wysyłając więcej rakiet, czołgów i wojska, o tyle nie mają takiej możliwości po stronie wojny informacyjnej. Wbrew twierdzeniom, że jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić, Ukraina nie tylko wygrywa bitwę o serca i umysły w sieci, ale już ją wygrała. A teraz dla Rosji jest już za późno na zmianę narracji.

To, w jaki sposób Ukrainie udało się tak skutecznie pokonać rzekomych rosyjskich mistrzów wojny informacyjnej, jest kluczowe dla zrozumienia dotychczasowej sytuacji na Ukrainie i tego, co stanie się dalej.

Jest to również lekcja dla każdego innego kraju, polityka, korporacji czy aktywisty, jak wygrać to, co nazywamy #LikeWar, czyli hakowanie sieci społecznościowych nie złośliwym oprogramowaniem, ale skutecznym użyciem mediów społecznościowych jako broni służącej do zdobywania klików, polubień i udostępnień. (Zaproponujmy polską nazwę "wojna na lajki" – red.)

W świecie online nie ma jednej drogi do zwycięstwa, ale taktyką, która gwarantuje porażkę, jest rozpowszechnianie jednego komunikatu przez jednego posłańca. Zamiast tego należy "zalać strefę" mnóstwem komunikatów, napędzanych wirusowo przez stale rosnącą sieć odbiorców, którzy z celów stają się zwolennikami, a następnie współbojownikami.

(...)

W przeszłości to Rosja kierowała przebiegiem dyskusji, inicjując operacje w wybranym przez siebie czasie i w wybranym przez siebie kontekście.

Jej komunikaty trafiały do odbiorców bez żadnego odzewu, a jej fizyczne operacje często były zgodne z zaplanowanymi wcześniej incydentami i prowokacjami, wykorzystywanymi do uzasadnienia rosyjskich działań wojskowych, a także do zmylenia lokalnych i międzynarodowych obserwatorów co do tego, co dokładnie się dzieje.

Na przykład podczas ataku na Ukrainę w 2014 r., który poprzedził obecną wojnę, Rosja rozpowszechniała zmyślone historie o różnych okrucieństwach, takich jak ukrzyżowanie 3-letniego chłopca przez ukraińskich żołnierzy. Takie kłamstwa zostały wykorzystane zarówno do podsycania gniewu wśród rosyjskojęzycznych obywateli, jak i do usprawiedliwienia interwencji Rosji w celu zajęcia Krymu i utworzenia separatystycznych Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej.

Tym razem przeciwnicy Rosji nie tylko nie zamierzali po fakcie obalać (debunkować) jej twierdzeń – co zwykle się nie udaje – ale opracowali strategię "uprzedzania" Rosji (po angielsku: pre-bunking).

Wielopłaszczyznowa sieć, zbudowana zarówno poprzez celowe planowanie, jak i nieformalną koordynację, obejmowała konta ukraińskich agend rządowych i poszczególnych liderów w mediach społecznościowych; konta agencji i przywódców z państw NATO, zwłaszcza z krajów bałtyckich i Wielkiej Brytanii. Włączyły się także instytucje administracji Bidena, łączące Pentagon, Departament Stanu i Wspólnotę Wywiadowczą.

Zostały one wsparte przez szeroką internetową koalicję działaczy demokratycznych i tropicieli OSINT (open-source intelligence, czyli wywiadu opartego na jawnych źródłach), którzy również włączyli się do akcji, aby uprzedzić Rosjan – wyprzedzić cel Putina, który chciał uzasadnić planowaną od dawna inwazję jako nadzwyczajną reakcję na rzekome ukraińskie występki i okrucieństwa.

Zamiast tego koalicja ta skrupulatnie dokumentowała i zapewniała wiedzę o trwającym już od miesięcy gromadzeniu sił przez Rosję. Robili to zarówno w sposób formalny, np. publikując zdjęcia satelitarne ogromnych rosyjskich sił zbrojnych, jak i osobisty, np. fotografując z bliska pociągi z rosyjskimi czołgami, gromadzącymi się w pobliżu granicy.

Oba te sposoby przyciągały uwagę na swój sposób, ukazując skalę i szczegółowość rosyjskich planów.

Kluczowe było również bezpośrednie demaskowanie różnych zaplanowanych przez Rosjan prowokacji w ostatnich dniach i godzinach przed atakiem.

(...)

Ogólnie rzecz biorąc, takie wcześniejsze ujawnianie prawdy ustawiło narrację na temat tego, co planowała Rosja – inwazję na mniejsze, suwerenne państwo – i odebrało Rosji możliwość mącenia wody i twierdzenia, że to ona była w jakiś sposób ofiarą lub ratownikiem.

onet.pl

Grzegorz Sroczyński: - Co wiemy na dziś?

Jarosław Wolski: Że Rosjanie przegrali tę wojnę. Tymi siłami nie są już w stanie zrealizować głównego celu.  

- Czyli jakiego?

Przyczyny rosyjskiego ataku są de facto dziewiętnastowieczne: o sile państwa decyduje wielkość terytorium, liczba ludności i zasoby naturalne. Wokół takiego zbioru pojęć obraca się ideologia Putina. On realizuje to, co całkiem otwarcie obiecał reszcie świata w Bukareszcie w 2008 roku, czyli próbuje przeprowadzić sanację imperium. Przy czym nie chodzi o odbudowę jakiegoś ZSRR 2.0, chodzi o prosty wielkoruski szowinizm i podbijanie krajów, które mają być włączone do Rosji.

- Polski też?

Już nie. Rosja zawsze utożsamiała swój rozwój z ekspansją na terytoria ościenne, ale po rozpadzie ZSRR zasady się zmieniły. Teraz chodzi o zebranie wszystkich ziem, które łączy paradygmat cywilizacyjny: jedna kultura, jedna religia i jeden alfabet. Czyli tam, gdzie litery piszemy grażdanką, tam są nasi. I na podstawie tego klucza Rosjanie dobierają sobie ofiary. 

- Atakują głównie „swoich"? 

Tak. I na swoich zrzucają bomby, jeśli tamci nie chcą się łączyć po dobroci. Tyle że Rosja właśnie przegrała i na razie imperium nie wskrzesi.

- Przegrała? Bo?

Popełnili trzy błędy. Po pierwsze - nie docenili przeciwnika. Uważali, że armia ukraińska się rozbiegnie i nie będzie walczyć. Po drugie - źle oszacowali reakcję Zachodu, co jest naprawdę bardzo dziwne, bo Amerykanie i Brytyjczycy wyraźnie ostrzegali, jakie będą konsekwencje ataku. Najpierw Amerykanie zaczęli krzyczeć, że wiedzą, co Rosja chce zrobić, potem na Ukrainie wylądowali doradcy wojskowi i ruszyły potężne dostawy uzbrojenia, potem pojawiło się jeszcze więcej doradców, wreszcie amerykański wywiad spalił Putinowi cztery albo nawet pięć casus belli, ujawnili szykowane prowokacje. To wszystko zostało przez Putina bezmyślnie zlekceważone. 

- Dlaczego?

Putin to nie jest jednoosobowa działalność. On i jego otoczenie w sposób ewidentny nie docenili reakcji Zachodu, ale powody tego błędu są niejasne. Do tego dochodzi błąd trzeci: zadziwiające przecenienie własnych możliwości, czyli siły armii rosyjskiej. Zajmuję się zawodowo analizowaniem rosyjskiego wojska i nie mieści mi się w głowie, że można tak totalnie ominąć w planowaniu operacji wojskowej jego wady i słabe punkty. Jakby nie mieli dostępu do rzetelnych danych na swój własny temat. 

- Może nie mają?

Jednostki, które ruszyły na Kijów, to była militarna hałastra. Najgorsze, co mieli. I one w boju okazały się dokładnie takie, jak można było zakładać, czyli beznadziejne. Całą operację na północy Ukrainy prowadzono nieudolnie. Podręcznikowy przykład nieudolności. 

- Co najbardziej?

Prawie wszystko. Mnie opadły ręce, kiedy się zorientowałem, że stosują cywilną łączność, ewentualnie mają w pojazdach jakieś radia z lat 70. Jak z taką beznadziejną łącznością można cokolwiek koordynować? Jeszcze rozumiem, że im nie wyszło lądowanie desantu w Hostomlu pod Kijowem, piloci nie mogli używać noktowizorów, desant przeprowadzili zatem nad ranem, okej, to się zdarza. Natomiast w ten wyłom w okolicach Kijowa skierowano absolutną hołotę, zbieraninę poborowych, którzy w dodatku byli umęczeni po poligonach. Taki poligon zimowy nie poprawia jakości wojska, on ją pogarsza. Jak ich tylko zobaczyłem - bo dość szybko trafili do ukraińskiej niewoli i zaczęły krążyć filmiki - zorientowałem się, że to dzieciaki. Dwa razy młodsi ode mnie. 

- Niektórzy obdarci jak ze stereotypowych opowieści o rosyjskiej armii. 

Owszem.  

- I dlaczego to tak wygląda?

To akurat proste. Awans w rosyjskiej armii to ogromny skok w hierarchii społecznej i w zarobkach. Oficer kontraktowy z kilkuletnim doświadczeniem zarabia w relacji do reszty zarobków tyle, ile u nas nieźle prosperujący informatyk. Cała reszta kraju poza dużymi ośrodkami klepie biedę, ale jeżeli jesteś specjalistą w armii, naprawdę zarabiasz niezłą kasę, możesz z tego utrzymać rodzinę na niezłym poziomie. 

- To chyba dla jakości wojska dobrze?

Dobrze i niedobrze. Nie mają problemu z naborem specjalistów, ale jednocześnie przepaść w zarobkach żołnierzy jest taka, jak w kapitalistycznej korporacji. W efekcie każdy, kto ma choćby odrobinę pomyślunku i dwie ręce do pracy, zaraz ucieka w jakąś specjalizację: a to wojska rakietowe, a to okręty podwodne albo obrona przeciwlotnicza, krążą łapówki, żeby awansować do określonego rodzaju wojsk, bo za kołem polarnym dostajesz plus 70 procent, w wojskach rakietowych plus 50 procent itd. Tymczasem w piechocie, która jeździ BWP i stanowi główną siłę, zostają same spady, najgłupsi, albo ci, którym się noga powinęła i już na niczym im nie zależy. Taką strategią płacową Rosjanie zafundowali sobie na podstawowych stanowiskach w armii selekcję negatywną.

- Zamiast zwykłych żołnierzy mają w armii samych specjalistów?

Tak. Żołnierzy kontraktowych trzymają na stanowiskach specjalistów, a wkładkę mięsną w bojowych wozach piechoty wypełniają poborowymi. Co roku starają się zagnać w kamasze około 230 tysięcy chłopaków. Duża liczba. Trafiają do czołgów, artylerii. Na wojnę w Ukrainie wysłano poborowych z zeszłej wiosny, niby przeszkolonych, ale to są dzieciaki. Na progu życia. I kompletnie nie wiedzą, o co chodzi, dlaczego tam są, ich motywacja jest zerowa. Na miejscu trafili na Ukraińców, którzy przeszli przez wojnę w Donbasie, są ostrzelani, kule im świstały nad głowami, motywację mają jak mało kto, no i nienawidzą Rosjan - bo teraz to już jest nienawiść. 

- Rosyjscy dowódcy tego nie przewidzieli?

I wszyscy się głowią, jak to możliwe. W dodatku do ataku na Ukrainę rzucili siły mniejsze, niż miał przeciwnik, a to już totalne zaprzeczenie ich własnej doktryny wojennej. Ukraińcy mieli 240 tysięcy żołnierzy, ale od grudnia po cichu zwiększali siły, niektórzy pracownicy w Polsce dostawali karty poboru, albo dzwoniono do nich i namawiano: „Wracajcie, potrzebujemy ostrzelanych". I trwał wyjazd młodych mężczyzn z Polski do obrony przeciwlotniczej, obrony przeciwpancernej, do zakładów remontowych. Ukraińcy napompowali masę mięśniową do około 300 tysięcy żołnierzy jeszcze przed ogłoszeniem mobilizacji powszechnej. A Rosjanie rzucili się na nich zgrupowaniem dwustutysięcznym na siedmiu bardzo oddalonych od siebie kierunkach, czyli jeszcze dodatkowo rozproszyli te siły. 

- To jest dziwne, bardzo dziwne czy totalnie niezrozumiałe?

To jest szokujące. Pierwsze wyjaśnienie może być takie, że dowodzą tam idioci, ale oni idiotów raczej nie trzymają w wojsku na stanowiskach dowódczych. Być może armia jest bardziej zmurszała i skorumpowana, niż wszyscy sądziliśmy, a raportowanie w górę całkowicie fikcyjne, więc sami uwierzyli w brednie, którymi wszystkich naokoło karmili, że mają wspaniałe supernowoczesne wojsko. Inne pasujące wyjaśnienie może być takie, że nastąpiła jakaś genialna dezinformacja ze strony Ukraińców, ktoś podsunął Rosjanom takie, a nie inne dane - zrobił to jakiś podwójny agent - i tamci sami weszli na tę gigantyczną minę. Ale wtedy mielibyśmy do czynienia z akcją wywiadowczą na poziomie operacji „Overlord", gdy hitlerowcy myśleli, że desant będzie w Norwegii, a był w Normandii. Coś tego kalibru. 

- A jeśli nie?

No to ciężko to zrozumieć. Dla mnie - osoby, która zajmuje się od dawna obserwowaniem armii rosyjskiej - to nieprawdopodobne, bo działania Rosjan tylko na dwóch kierunkach są w miarę sensownie prowadzone: przy wyjściu z Krymu i w rejonie Donbasu. Tam idzie im zgodnie z planem, a ich armia pokazuje się od profesjonalnej strony. Cała reszta to jest blamaż już nie na miarę pierwszej wojny w Czeczenii, ale wojny zimowej radziecko-fińskiej. 

(...)

- Całej Ukrainy już nie wezmą?

Jak? Tymi siłami? Ze stratami, które szacuję na 40 procent? 

- Ile?!

Spośród rosyjskich pojazdów aż 40 procent zostało wysadzonych w powietrze, spalonych lub uszkodzonych.

- Tyle podają źródła ukraińskie?

Nie korzystam z nich, bo ich liczby trzeba dzielić co najmniej przez dwa. Poza liczbą zabitych i rannych żołnierzy rosyjskich, to podają mniej więcej poprawnie.

- Ukraińcy bardzo ściemniają?

Jeśli chodzi o stronę propagandową tej wojny, to pokazują absolutne mistrzostwo świata. Mają od tego doradców z Zachodu, no i ważne są też zdolności Zełenskiego jako aktora. Kiedy spojrzymy na działania ukraińskiego OPS-u w 2014 roku - chodzi o tę część armii, która zajmuje się operacjami psychologiczno-specjalnymi - to one były tak samo toporne, jak u Rosjan, a teraz sytuacja całkowicie się zmieniła i widzimy majstersztyk. Jestem pewien, że to efekt działania doradców NATO-wskich, bo ukraińska kampania jest kompleksowa, ma budować wsparcie dla Ukraińców na Zachodzie, przedstawiać ich w określonym świetle, ukrywają konsekwentnie swoje straty, ukrywają blamaże. Pamiętasz słynną kolumnę rosyjską w Kijowie, która dojechała do ZOO?

- Pamiętam. 

No więc to nie byli Rosjanie, tylko ukraińska kolumna zaopatrzeniowa, którą sami sobie wystrzelali, bo rozdali cywilom broń, cywile mieli słabe dowodzenie, zbyt chętne naciskali na spust i w bratobójczym ogniu zginęło 60 żołnierzy. Tyle że nikt o tym nie wie. To, co widzisz po stronie Ukrainy, jest dobrze przygotowanym przekazem propagandowym, wszystkie elementy się spinają, codzienne zdjęcia bohaterów z granatnikami przeciwpancernymi, a w tym samym czasie Ukraińcy tracą dziesiątki czołgów. 

- Zdjęcia porzuconego sprzętu rosyjskiego to fejk? Prawda?

Prawda. Skończyło się paliwo, no to uciekli. Czasem przykryli sprzęt gałęziami, czasem zostawili na środku drogi. Na poziomie medialnym manipulacją jest to, że nie widać rozwalonego sprzętu ukraińskiego, który jest błyskawicznie cenzurowany. 

- Dlaczego Rosjanie go nie pokazują?

Istnieją strony rosyjskie, gdzie masz pełno rozwalonych czołgów ukraińskich i martwych żołnierzy. Tylko to nie jest przez rosyjskie media wykorzystywane propagandowo, bo przecież obowiązuje narracja, że to nie żadna wojna, tylko mała operacja specjalna. 

Ważne, że obie strony bardzo się pilnują, żeby nie było rozwalania jeńców. Niekoniecznie z powodów humanitarnych. 

- A jakich?

Jeśli żołnierze drugiej strony wiedzą, że jeńcy mają szansę przeżyć i są dobrze traktowani, to się chętniej poddają. Na to grają mocno Ukraińcy, dlatego pokazują żołnierzy rosyjskich dzwoniących do domu, pokazują, że ich karmią i nie biją, a jeśli to się zdarza, to nie wypływa. Do Rosjan dociera przekaz, że mają wybór: albo na polu walki zginąć, albo się poddać i przeżyć w obozie jenieckim. Bardzo mądre działanie. Podobnie jak akcja dzwonienia do matek jeńców, bo to bomba wrzucona w rosyjskie społeczeństwo: skoro z mediów oficjalnych się niczego nie dowiedzą, to dowiadują się pocztą pantoflową. Amerykanie tak samo robili w Iraku, widać wprawną rękę.

- Czy Rosjanie mogą coś jeszcze zrobić, żeby opanować Ukrainę? 

Musieliby ogłosić powszechną mobilizację, czyli powołać rezerwistów i wyciągnąć te wszystkie swoje naftalinowe dywizje. Bo mają zachomikowanych dwadzieścia dywizji ze sprzętem z lat 70. i 80., tylko trzeba by je sformować. To potęga. Przestarzała, ale jednak. Problem w tym, że to nie polega tylko na powołaniu dziadków-rezerwistów, przewiezieniu wyposażenia, trzeba tych ludzi de facto przeszkolić na nowo. Wartość rezerwisty po pięciu latach jest bliska zeru. On nic nie umie. 

- Ile to by trwało?

Jeżeli robiliby to w stylu bardzo sowieckim, to trzy miesiące, a jeżeli chcieliby to zrobić w miarę sensownie, to pięć do sześciu miesięcy. Co automatycznie przeciąga walkę do lata. Tu trzeba dodać, że część jednostek zaczęli mobilizować po cichu jeszcze przed wybuchem wojny i cztery rosyjskie brygady niebawem wejdą na Ukrainę. Mogą namieszać, bo Ukraińcy też już robią bokami i są zmęczeni.

Istnieje jeszcze wariant atomowy, ale to sobie pominiemy na razie. 

- Dlaczego pominiemy?

Bo nie sądzę, żeby do tego doszło. 

(...)

- Ale co byś powiedział Polakom, którzy się przestraszyli i stanęli w kolejkach do biur paszportowych? W tych kolejkach słychać: „Następna będzie Polska". Nie będzie?

Rosja nie ma na to sił. Strasznie boleję, że przez ostatnie lata tyle było straszenia Polaków, grania na naszych lękach, na naszym bólu historycznym i powtarzania, że „znowu będziemy sami", bo NATO jest słabe, bo artykuł piąty nie zadziała itd. Część polityków prawicy grała w tę grę, ale też część środowisk paranaukowych, bo geopolityki nie uważam za naukę. Kupa pięknych karier medialnych wyrosła na wmawianiu Polakom, że oto będzie kolejna Jałta, kolejny Poczdam, zaraz tu wejdą Rosjanie. Zobacz, jak ta cała narracja się teraz posypała. NATO działało aktywnie jeszcze przed wybuchem tej wojny. W dodatku działało na terytorium kraju, który nawet nie jest członkiem Sojuszu! Pomoc dla Ukrainy okazała się gigantyczna, bezpośredni udział w wojnie jest tylko niewielki krok dalej. Mamy największy kryzys w historii istnienia Sojuszu i jesteśmy świadkami tego, że NATO się sprawdza. Również militarnie. Więc jeśli pytasz, co powiedziałbym tym ludziom w kolejce po paszporty, to że mogą się czuć bezpieczni tak długo, jak długo Polska jest w NATO.

(...)

- To coś nam grozi?

Najgorsze właśnie nam przestało grozić, a mianowicie marginalizacja Polski w ramach NATO, wyrwanie polski ze struktur europejskich. To już minęło. Po najeździe Putina na Ukrainę tego już nie ma. Putin tak zjednoczył Zachód w trzy dni, jak przez 30 lat się wcześniej nie udało. To, co powiem, jest bardzo niezręczne, kiedy na Ukrainie pod bombami giną ludzie, ale moim zdaniem będziemy tylko odcinać kupony. 

- Jak to?

Pierwsza korzyść dla Polski to wzmocniona obecność NATO. Druga, że na Zachodzie przez długi czas - 15 lat co najmniej - nikt nie uwierzy w zapewnienia Rosjan, że się ucywilizowali. Wszyscy będą im patrzeć na ręce. Zanim armia rosyjska dojdzie do formy po tym, co ją spotkało na Ukrainie, to minie od ośmiu do 10 lat. Jednostki powietrzno-desantowe, lotnictwo, piechota muszą wyleczyć rany. Do 2030 roku mamy więc z grubsza spokój. Jeżeli w dodatku niezależne silne państwo ukraińskie obroni się i pozostanie na mapie - cała pula dla nas.

(...)

- A co z Rosją? Równia pochyła?

Przez ostatnich kilkanaście lat widzieliśmy konsekwentnie realizowany plan przywrócenia Rosji mocarstwowości, odbudowy imperium, apogeum tego procesu nastąpiło latem zeszłego roku, kiedy Białoruś wpadła w ręce Putina po nieudanej kolorowej rewolucji. A jednak mimo zwasalizowania Łukaszenka nie zdecydował o wysłaniu białoruskich wojsk na front ukraiński, co namieszało potwornie, bo to była rzecz, która mogła w pewnym momencie przeważyć szalę. I zobacz, jak ten cały imperialny plan Putina zaczyna się walić jak domek z kart, bo jeśli Ukraina mu nie wyjdzie, to wzrośnie też autonomia Białorusi. Łukaszenka przecież wyciągnie z tego wszystkiego po swojemu wnioski. Czyli Rosjanie wracają do punktu wyjścia, ponieśli gigantyczne straty, wydali wielkie pieniądze i nie zyskali nic.

gazeta.pl

David Kaye, były specjalny sprawozdawca ONZ ds. wolności słowa, cytowany przez Defense One podkreśla, że przekaz Kremla przestał dorównywać fali obrazów, filmów i innych materiałów pokazujących prawdziwą sytuację w Ukrainie. A tam rozgrywa się brutalna wojna, w której celem są cywile.

Jego zdaniem to wszystko, przy dużym udziale mediów społecznościowych i wysiłków prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, pomaga odizolować Rosję i Putina na poziomie międzynarodowym.

Taki stan rzeczy jest efektem silnej presji strony ukrańskiej, jaką udało się wywrzeć na inne państwa oraz podmioty prywatne, w tym koncerny. Cennym orężem w tej walce na polu informacyjnym były, są i będą smartfony, tablety i komputery. To dzięki nim użytkownicy z całego świata mogą śledzić sytuację w Ukrainie.

Jak ważne jest dla Rosji posiadanie przewagi w infosferze pokazują chociażby działania z 2014 roku i później, kiedy to Kreml podjął decyzję o rozpoczęciu kampanii hybrydowej i aneksji Krymu. Wówczas Moskwa umiejętnie posługiwała się taktyką informacyjną, aby oddziaływać na społeczność międzynarodową i powstrzymać ją od stanowczych ruchów w odpowiedzi na agresję.

„(Rosjanie – red.) Byli pionierami w operacjach psychologicznych, masowych kampaniach dezinformacyjnych i powtarzających się zaprzeczeń, co w 2014 roku sprawiło, że udaremniono szybką reakcję społeczności międzynarodowej na ich działania” – tłumaczył Emerson T. Brooking, współautor „Like War”, w trakcie wydarzenia Atlantic Council Digital Forensics Lab.

Tu pojawia się pytanie: dlaczego tym razem Kremlowi się nie udało? Zdaniem eksperta, to efekt skali operacji militarnej wymierzonej w Ukrainę, a także wcześniejszych mobilizacji sił przy granicy z tym państwem. Lampka alarmowa na Zachodzie zapaliła się i Moskwie nie udało się zmanipulować rządów innych państw.

Istotnym elementem były także wysiłki Stanów Zjednoczonych, które głośno alarmowały o planach Kremla. Przykładowo, Amerykanie otwarcie mówili o rosyjskich planach dotyczących operacji fałszywej flagi, zanim jeszcze zostały one zrealizowane. Waszyngton nieustannie dążył do tego, aby zjednoczyć sojuszników i partnerów w obliczu zagrożenia.

Kreml jednak nie zmienił swojej taktyki i próbował dementować pojawiające się informacje, wyśmiewać zachodnie służby wywiadu oraz prowadzić retorykę, że Ukraińcy dopuszczają się mordów, wręcz ludobójstwa, w okupowanej przez Rosję części Donbasu. Bezskutecznie.

Do siania dezinformacji Rosja wykorzystywała krajowe media, jak np. RT czy Sputnik. Jednak zostały one zablokowane na zachodnich platformach, co sprawiło, że machina propagandowa Kremla znacząco ucierpiała. Dodatkowo, media społecznościowe usuwają fake newsy i blokują konta, propagujące nieprawdziwe treści. Powstają także inicjatywy, których zadaniem jest weryfikacja dezinformacji. Umożliwiają też zgłaszanie określonych materiałów jako fejków. W Polsce mamy np. inicjatywę „Zgłoś trolla”.

Problemem Putina jest także działalność grup haktywistycznych i cyberprzestępczych przeciwko Rosji. Podejmują one kroki nie tylko po to, aby zakłócić działanie infrastruktury rządowej (np. witryn internetowych) czy kradzieży danych (z m.in. Moskiewskiego Instytutu Bezpieczeństwa Jądrowego), ale także rozpowszechniać wewnątrz Rosji prawdziwe materiały dotyczące sytuacji w Ukrainie. W tym celu włamano się do stacji telewizyjnych i puszczano obywatelom sceny, ukazujące brutalny obraz wojny, wywołanej decyzją Putina.

Sytuacja wewnątrz Rosji nie jest taka, jaką prawdopodobnie zakładał sobie prezydent tego kraju. Co jakiś czas słyszymy o protestach na ulicach miast. Tłumy wzywają władze na Kremlu do zatrzymania agresji wobec Ukrainy i zakończenia wojny. W reakcji aparat państwowy uruchomił siły bezpieczeństwa, które przeprowadzają operacje rozbijania protestów poprzez masowe aresztowania.

Widząc co się dzieje w kraju, Moskwa podjęła decyzję o zamknięciu głównych zachodnich mediów społecznościowych (m.in. Facebook i Twitter), aby ograniczyć obywatelom dostęp do treści udostępnianych przez użytkowników tych platform. Władzy zależy na tym, aby odciąć Rosjan od informacji na temat sytuacji w Ukrainie i karmić ich wyłącznie państwową propagandą.

Cytowana przez Defense One Nika Aleksejeva, badaczka Atlantic Council, zajmująca się krajami bałtyckimi, wskazała, że Kreml intensyfikuje swoje wewnętrzne działania w infosferze. Chodzi o m.in. zwiększenie czasu antenowego dla programów typu talk-show, poruszających tematykę Ukrainy. Putin w ten sposób chce wpłynąć na percepcję wojny wśród obywateli, ponieważ jest świadomy, że nie udało mu się osiągnąć celów w tym obszarze na poziomie międzynarodowym.

Dodatkowo, rosyjski rząd stworzył silny instrument prawny, który ma pomóc w realizacji zamiarów Kremla. Mowa tu o ustawie, która została przyjęta w piątek, 4 marca br. Zgodnie z nowym prawem za rozpowszechnianie „fałszywych informacji” na temat wojska lub wojny na Ukrainie grozi do 15 lat więzienia. Przepisy mają być dodatkowym kagańcem na usta obywateli, którzy sprzeciwiają się władzy i skutecznie zniechęcić ich do działania przeciwko Putinowi.

cyberdefence24.pl

To absurdalne spotkanie przejdzie do historii. Na trzy dni przed inwazją na Ukrainę Władimir Putin posadził członków swojej Rady Bezpieczeństwa Narodowego na krzesłach niczym uczniów w ogromnej sali na Kremlu. On sam siedział na mównicy z surową miną.

Jeszcze nigdy nie było tak oczywiste, jak bardzo prezydent Rosji jest ponad wszystkimi. Szef Służby Wywiadu Zagranicznego SWR Siergiej Naryszkin jąkał się jak uczeń, podobnie jak wysłannik Putina na Ukrainę Dmitrij Sobak. Starali się odgadnąć, co chciałby usłyszeć ich szef, który czasem upominał i demaskował ich z lodowatą ostrością, a czasem z uśmiechem pełnym lekceważenia.

Czy chodziło o uznanie niepodległości prorosyjskich republik we wschodniej Ukrainie, czy o ich aneksję? Najbliżsi powiernicy Putina oczywiście o tym nie wiedzieli. W końcu, jak wiemy, nie doszło do żadnego z tych wydarzeń, ale Putin rozpoczął pierwszą poważną wojnę napastniczą w Europie od 1945 roku.

Kto wiedział wcześniej, że taktyka Putina doprowadzi do realizacji tak radykalnego planu? Odpowiedź na to pytanie określi, jak lojalne wobec wojny jest otoczenie Putina. I jaka będzie pozycja prezydenta, jeśli wojna okaże się katastrofą.

Rosja odcina się od świata zewnętrznego. To jeszcze bardziej utrudnia dojrzenie, co się dzieje w i tak już osłoniętym wnętrzu Kremla. Ale w systemie putinowskim jest jeszcze kilku dziennikarzy śledczych, którzy wciąż mają kontakty w najwyższych sferach. Ich badania z ostatnich tygodni pozwalają zajrzeć do centrum władzy.

Z ich badań wynika, że prawdopodobnie tylko niewielki krąg osób wiedział, że Putin planuje inwazję. Minister obrony Siergiej Szojgu, szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Walerij Gierasimow oraz czołowi funkcjonariusze kontrwywiadu. Nawet szef gabinetu prezydenta, Anton Waino, nie wiedział, co się dzieje.

Jedną z najlepiej poinformowanych dziennikarek śledczych w kraju jest Farida Rustamova. Pracowała dla rosyjskiego serwisu BBC i kilku renomowanych mediów niepaństwowych w tym kraju. Po inwazji na Ukrainę ona również opuściła Rosję, ale udało jej się porozmawiać z wieloma informatorami.

Wszystkie źródła w rządzie zapewniały ją - pisze Rustamowa - że przed 24 lutego uważały, iż Putin tylko eskaluje sytuację, aby mieć większy wpływ na Zachód. "Nikt nie kibicuje wojnie. Wielu uważa, że to błąd" - cytuje Rustamowa źródło zbliżone do Kremla.

(...)

Wielu urzędników wysokiego szczebla jest oburzonych i myśli o rezygnacji - cytuje "Meduza" głos zbliżony do rządu. "Od początku wojny nie doszło jednak do rezygnacji osób na wysokich stanowiskach. Rezygnacja byłaby w tej chwili postrzegana jako próba ucieczki. I za to by cię rozstrzelali". Według innej osoby zbliżonej do rządu: "Nikt nie przewidział takiej sytuacji. Przygotowywaliśmy się na różne scenariusze warunków skrajnych, ale nie na takim poziomie. Spodziewaliśmy się stosunkowo łagodnych sankcji".

Do 24 lutego obowiązywały już sankcje wobec Rosji, ale ci, którzy zasiadali za politycznymi i biznesowymi sterami w Rosji, nadal mogli robić karierę i czerpać realne korzyści ze swojej pracy. "Wszyscy oni potrafili udowodnić swoje zalety w kraju i za granicą" - cytuje źródło "Meduza". "Szef Sberbanku, German Gref, był dumny ze swojego sukcesu; jego bank odnosił sukcesy na skalę światową. A mer Moskwy Siergiej Sobianin uczynił ze stolicy światową metropolię. To wszystko skończyło się wraz z inwazją" - powiedział. "Teraz już nikt nie będzie mógł odnosić sukcesów w kraju" - cytuje "Meduza". "Dla świata poza Rosją jest to obecnie nawet zupełnie nie do pomyślenia. Bez względu na to, co zrobimy, życie będzie coraz gorsze".

Natomiast publiczna krytyka ze strony środowiska biznesowego należy do rzadkości. Michaił Fridman, jeden z najbogatszych Rosjan i szef koncernu Alfa, potępił wojnę Putina w liście do swoich pracowników. Krytyczne słowa od innych liderów biznesowych są tylko słyszane. Na przykład Andriej Kostin, szef rosyjskiego banku państwowego VTB "jest w żałobie" - dziennikarka śledcza Rustamova cytuje bliskiego współpracownika kierownika. "Budował bank przez 20 lat, a teraz wszystko idzie na marne z powodu czegoś tak głupiego".

Szczególne poruszenie wywołał list od pracownika rosyjskiego wywiadu krajowego FSB, który zwykle bardzo dobrze poinformowany rosyjski dziennikarz Władimir Osechkin opublikował na znanym portalu śledczym Gulagu.net. Serwis śledczy "Bellingcat" przekazał list dwóm osobom z FSB, które uważają, że jest on autentyczny.

Człowiek z FSB pisze tam: "Najważniejsze jest to, że nikt nie wiedział, że będzie taka wojna. Ukrywali to przed wszystkimi". Prawdą jest, że przeprowadzono kalkulacje, czy Rosja jest przygotowana na sankcje w najgorszym przypadku. Jednocześnie jednak zapewniali, że taki scenariusz nigdy się nie wydarzy.

Wtedy jednak zastosowano najgorszy scenariusz. "Dlatego właśnie całkowicie spieprzyliśmy sprawę (...). Nie mamy środków zaradczych na te sankcje. (...) Nikt nie wiedział, że będzie taka wojna, więc nikt nie przygotował się na takie sankcje" - pisze człowiek FSB.

Szefowa banku centralnego Elwira Nabiullina, według doniesień kilku niezależnych mediów, od tygodni przygotowywała środki przeciwko sankcjom wspólnie z premierem Michaiłem Miszustinem i jego zastępcą Andriejem Biełuzowem. Jak donosi znana dziennikarka biznesowa Julia Latynina, która musiała opuścić Rosję pięć lat temu z powodu gróźb, ale nadal ma dobre kontakty, Nabiullina poczuła się zdradzona po inwazji Putina na Ukrainę i dwukrotnie proponowała swoją rezygnację - ale za każdym razem spotkała się z odmową.

Szok jest oczywiście głęboki także w rosyjskim parlamencie. Na kilka dni przed pamiętnym posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego na Kremlu Duma przyjęła uchwałę wzywającą Władimira Putina do uznania wschodnioukraińskich republik separatystycznych. Mało kto jednak spodziewał się, że utoruje to drogę do inwazji na wielką skalę. Tylko nieliczni posłowie mówią o tym otwarcie.

"Kiedy głosowałem za uznaniem, głosowałem za pokojem, a nie za wojną" - powiedział Michaił Matwiejew, wiceprzewodniczący Komitetu Polityki Regionalnej z drugiej najsilniejszej frakcji - komunistycznej KPRF. Dziennikarka śledcza Rustamowa cytuje deputowanego Dumy, który nie chciał podać swojego nazwiska. "Nikt nie przypuszczał, że będzie to bezpośrednio dotyczyć ataku na Kijów" - mówi. "Na początku myślisz, że to wszystko jest szaloną podróbką, ale potem widzisz, że oni naprawdę to robią".

"Nie wiem, kto wpadł na pomysł ukraińskiego blitzkriegu" - pisze w swoim liście pracownik FSB. "Gdybyśmy otrzymali informacje na ten temat, zostalibyśmy ostrzeżeni, że trzeba wiele zweryfikować. Teraz jesteśmy po szyję w gównie i nie wiemy, co robić" - pisze. "Teraz potrzebujemy tylko, żeby jakiś pieprzony doradca przekonał naszych przywódców do rozpoczęcia konfliktu z Europą w celu złagodzenia sankcji (...). Co się stanie, jeśli Zachód odmówi? Nie chcę wykluczyć, że wślizgniemy się w prawdziwy konflikt międzynarodowy, jak Hitler w 1939 r. Wtedy Z na naszych pojazdach wojskowych będzie porównywane do swastyki".

onet.pl

niedziela, 13 marca 2022


Sąd w Kirowie, ok. 900 km na północny wschód od Moskwy, oddalił pozew złożony przez firmę Entertainment One, właściciela praw autorskich do serialu, przeciw rosyjskiemu przedsiębiorcy Iwanowi Kożywnikowowi, który zaczął bez licencji kopiować wizerunek Świnki Peppy. Entertainment One domagała się od niego 40 tys. rubli odszkodowania, co w momencie składania pozwu, we wrześniu zeszłego roku, stanowiło równowartość ok. 400 funtów.

Sędzia Andriej Sławiński orzekł jednak, że "nieprzyjazne działania Stanów Zjednoczonych Ameryki i powiązanych z nimi państw zagranicznych" pozwoliły sądowi na odrzucenie roszczeń o naruszenie praw autorskich wniesionych przez Entertainment One. Powołał się na dekret rosyjskiego rządu, który zezwala na wykorzystywanie opatentowanych wynalazków i wzorów przemysłowych pochodzących z "nieprzyjaznych krajów" bez zezwolenia lub odszkodowania. Na liście nieprzyjaznych krajów są Wielką Brytanię, USA, kraje UE, Australia, Ukraina, Japonia i 16 innych państw. Jak zauważają brytyjskie media, może to utorować drogę do masowego naruszania zachodnich znaków towarowych i praw autorskich w odpowiedzi na sankcje nałożone po rosyjskiej napaści na Ukrainę.

wnp.pl

Po raz pierwszy siły rosyjskie zaatakowały na większą skalę zachodnią Ukrainę. Nad ranem 13 marca w obiekty Akademii Wojsk Lądowych na poligonie w Jaworowie pod Lwowem uderzyło 8 rakiet (zginęło 35 osób, ranne są 134). Trzeci raz celem ataku stało się lotnisko w Iwano-Frankiwsku – zniszczono całą infrastrukturę. 12 marca uderzenia rakietowo-powietrzne dotknęły większość miast w rejonach walk, zniszczone zostały lotniska Kanatowe pod Kropywnyckim i w Wasylkowie, skąd w poprzednich dniach operowało lotnictwo ukraińskie wspierające obronę Kijowa. Ostatniej nocy syreny alarmowe ostrzegające przed atakami rozbrzmiewały niemal we wszystkich obwodach.

Ukraiński Sztab Generalny w swych komunikatach skupił się na stratach agresora i jego problemach z uzupełnieniem stanów osobowych. Szpitale na Białorusi mają być przepełnione rannymi żołnierzami rosyjskimi, na których potrzeby przekazano ponoć dwie trzecie zgromadzonych w kraju rezerw krwi. Ukraiński wywiad informuje z kolei, że zdolność bojową zachowały 63 rosyjskie batalionowe grupy taktyczne (BGT; ze 117 wprowadzonych na Ukrainę) o łącznej liczebności 86,2 tys. żołnierzy. Mimo strat ludzkich i materiałowych, problemów z zaopatrzeniem oraz szerzącej się demoralizacji i maruderstwa wojska najeźdźcy mają kontynuować ofensywę na wszystkich kierunkach, którą Ukraińcy powstrzymują. W Rosji mają być przygotowywane nowe pododdziały, zaś strona ukraińska po raz kolejny poinformowała o możliwym zaangażowaniu jednostek armii białoruskiej.

W okolicach Kijowa do szczególnie zaciętych starć doszło w rejonach buczańskim i browarskim. Rosjanie mają przemieszczać siły w pobliże stolicy, do zajętych wcześniej Borodzianki, Buczy i Hostomela po stronie zachodniej, a także miejscowości w rejonie browarskim. W pozostałych rejonach obwodu kijowskiego trwają walki z grupami dywersyjno-rozpoznawczymi. Jednostki rosyjskie przystąpiły do rozbudowy inżynieryjnej pozycji na zachód i północ od Czernihowa, wokół którego toczą się starcia. Obrońcy miasta poinformowali o odzyskaniu dwóch miejscowości na kierunku Kijowa.

Na kierunku słobodzkim najcięższe walki mają miejsce w rejonie Iziumu, gdzie ma być powstrzymywane rosyjskie natarcie na Słowiańsk. Z sił oblegających Charków agresor miał wycofać na terytorium Rosji jedną BGT w celu odtworzenia gotowości bojowej. Na kierunku donieckim trwają starcia o Wuhłedar, Siewierodonieck, pobliskie Rubieżne i Mariupol, gdzie najeźdźca zajął wschodnią część miasta. Na kierunku południowobużańskim wojsko ukraińskie miało odeprzeć zmasowane natarcie na Zaporoże, a także powstrzymać atak na Krzywy Róg. Kontynuowana jest też obrona Mikołajowa – siły rosyjskie mają prowadzić rozbudowę inżynieryjną pozycji wokół miasta i podciągać rezerwy.

Po raz pierwszy strona ukraińska przedstawiła szacunki dotyczące strat własnych – zginęło ok. 1300 żołnierzy. (...)

Trwają prowadzone w formacie wideo rozmowy ukraińsko-rosyjskie z udziałem delegacji, które trzykrotnie spotykały się na Białorusi. Mychajło Podolak, doradca Wołodymyra Zełenskiego, stwierdził, że Rosja „coraz bardziej adekwatnie ocenia sytuację”, a negatywny dla niej rozwój wypadków na Ukrainie przybliża porozumienie. Strona rosyjska jedynie potwierdziła kontynuowanie dialogu. Zełenski kolejny raz opowiedział się za przeprowadzeniem bezpośrednich negocjacji z Putinem, tym razem w Jerozolimie, korzystając z pośrednictwa premiera Izraela. Wiceminister spraw zagranicznych FR Siergiej Riabkow zagroził natomiast, że konwoje z zagraniczną bronią dla Ukrainy staną się „uprawnionymi celami dla rosyjskich sił zbrojnych” i że Rosja ostrzegła USA przed przekazywaniem uzbrojenia temu państwu.

Kijów prowadzi działania w cyberprzestrzeni mające osłabić wolę walki oddziałów rosyjskich oraz morale wojsk białoruskich. W sieci rozpowszechnia się poradniki (w tym po rosyjsku), w jaki sposób można zdezerterować i uzyskać ochronę prawną od strony ukraińskiej. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy opublikowała nagrania rozmów żołnierzy agresora operujących w rejonie Charkowa. Potwierdzają one, że dowództwo Sił Zbrojnych FR poleciło ostrzeliwać obiekty cywilne, nie zważając na straty wśród cywilów. W ciągu ostatniej doby celami ataku stały się m.in.: dziecięcy ośrodek zdrowia w Światogorsku, tamtejszy monastyr oraz pociąg Kramatorsk–Lwów.

Na 13 marca uzgodniono otwarcie korytarzy humanitarnych do wyprowadzania mieszkańców oblężonych miast, ale nie obejmują one Mariupola (miało tam zginąć już co najmniej 1582 cywilów). Bezpieczeństwo korytarzy nadal narusza strona rosyjska, która podaje nieprawdziwe informacje i oskarża Kijów o sabotowanie ewakuacji.

12 marca do Polski wjechało 79,8 tys. Ukraińców, a łącznie od początku inwazji – 1,67 mln osób. Kijów kontynuuje kroki na rzecz podtrzymania gospodarki. Wezwał zagranicznych partnerów do udzielania wsparcia finansowego. W tym celu powołano cztery specjalne fundusze: na odbudowę zniszczonej infrastruktury, wznowienie działalności firm, transformację gospodarki i obsługę międzynarodowych zobowiązań finansowych.

Komentarz

Na większości obszaru działań walki nabrały charakteru pozycyjnego, a zdecydowaną większość sił skupiono wokół dużych miast: Kijowa, Czernihowa, Charkowa, Mariupola i Mikołajowa. Strona ukraińska organizuje skuteczną obronę, lecz agresor odniósł pewne sukcesy (zajęcie Wołnowachy i wschodniej części Mariupola). Po podejściu sił rosyjskich pod Zaporoże należy liczyć się z jego oblężeniem. Najeźdźca prowadzi obecnie ofensywę tylko na dwóch kierunkach – ze wschodu w stronę linii Dniepru, gdzie w ostatnich dniach jej tempo spadło, oraz z południa w kierunku położonej w łuku Dniepru najbardziej uprzemysłowionej części kraju – miast Zaporoże, Krzywy Róg i Dniepr. Posunięcia agresora na prawobrzeżnej Ukrainie pełnią funkcję służebną względem ofensywy z kierunku wschodniego i zależnie od jej powodzenia bądź niepowodzenia będą kontynuowane w stronę miast nad Dnieprem od zachodu lub na północ, w kierunku Kijowa. Przy zachowaniu obecnego stosunku sił walczących stron za wątpliwe należy uznać, by rosyjskie działania na prawobrzeżnej Ukrainie rozwijano w najbliższym czasie w kierunku zachodnim.

Trwające rozmowy ukraińsko-rosyjskie świadczą o tym, że Kijów nie rezygnuje z poszukiwania politycznego rozwiązania konfliktu – chce umiędzynarodowić proces negocjacyjny oraz doprowadzić do zawieszenia broni i ograniczenia strat wśród ludności cywilnej. Szybkie zakończenie wojny jest jednak mało prawdopodobne. Moskwa nie wysłała dotąd jakichkolwiek sygnałów świadczących o rezygnacji z żądań, zaś Kijów konsekwentne odmawia kapitulacji.

Kontynuując ataki powietrzne, Kreml liczy na złamanie oporu Ukrainy. Jej obywatele nie przejawiają jednak defetyzmu i gotowości do kolaboracji. Utrudnia to okupantom realizację planów defragmentacji kraju poprzez powoływanie „republik ludowych”. W obwodzie chersońskim przygotowywane jest referendum w sprawie utworzenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej. Agresor bezskutecznie próbuje wymusić na lokalnych politykach deklarację gotowości do współpracy. Świadczy to o nieumiejętności szybkiego wykorzystania rezultatów operacji wojskowej, a co za tym idzie – o fiasku FSB w organizowaniu pracy agenturalnej.

Aby podnieść morale, władze w Kijowie stale akcentują perspektywę „powojenną” – zarówno w kontekście odbudowy kraju ze zniszczeń przy wsparciu zagranicy, jak i pociągnięcia Rosji do odpowiedzialności za zbrodnie wojenne i wypłaty reparacji. Ukraińska Prokuratura Generalna prowadzi dochodzenia w 1717 sprawach karnych i wzywa obywateli, którzy byli świadkami lub ofiarami zbrodni, do dostarczania organom ścigania dowodów. Rząd uruchomił w tym celu specjalną platformę warcrimes.gov.ua.

osw.waw.pl