sobota, 5 marca 2022


Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy zaprzestał podawania informacji o przebiegu walk i położeniu stron. W komunikatach publikowanych w dziewiątej dobie walk ograniczył się do zarysowania ogólnej sytuacji na poszczególnych kierunkach operacyjnych, bądź poświęcił je wyłącznie przekazowi mającemu wspierać morale walczących wojsk i społeczeństwa. W toku zaciekłych bojów armia ukraińska ma utrzymywać wyznaczone rubieże na wszystkich kierunkach, a na części z nich kontratakować, zmuszając zdemoralizowanego i ponoszącego duże straty przeciwnika do wycofania. Wojska rosyjskie nie uzyskawszy powodzenia miały skupić się na atakowaniu celów cywilnych dopuszczając się do kolejnych zbrodni. Nieco bardziej stonowany komunikat wydał 5 marca rano minister obrony Ołeksij Reznikow zaznaczając, że wróg posunął się na niektórych kierunkach, ale kontroluje tylko niewielki obszar.

Ze szczątkowych informacji przekazywanych przez wojskowych i władze lokalne wynika, że na kierunku północnym (poleskim) siły rosyjskie przystąpiły do prac w zakresie zabezpieczenia inżynieryjnego terytorium wokół Kijowa (m.in. w rejonie Borodzianki). Od strony Mozyrza na Białorusi i granic Federacji Rosyjskiej wojska agresora mają rozwijać sieć rurociągów paliwowych, co 20-25 km umieszczając mobilne przepompownie. Na północ od ukraińskiej stolicy Rosjanie mieli zostać powstrzymani na linii Szybene-Katjużanka i mają tworzyć rejon umocniony w rejonie m. Dymer. Rozbudowę inżynieryjną terenu (budowanie umocnień i minowanie dojazdów) na granicach Kijowa prowadzą siły ukraińskie, zmierzające do przekształcone miasta w twierdzę. Rosjanie mają kontynuować operację okrążającą. Strona ukraińska za najgroźniejszą uznaje sytuację na kierunku Żytomierza, oraz w podkijowskich Buczy, Irpieniu i Wyszogrodzie. Na lewym brzegu Dniepru szczególnie ciężkie walki toczą się w rejonie Browary-Boryspol.

Informacje z lewobrzeżnej Ukrainy mają charakter szczątkowy. Trwa obrona Czernihowa, jedna z kolumn rosyjskich miała zostać zablokowana na zachód od miasta ze względu na zniszczenie przeprawy w m. Mychajło-Kociubińskie. Na kierunku słobodzkim siły ukraińskie mają prowadzić działania obronne i zadawać straty przeciwnikowi, jednakże Rosjanie zajęli Trostianiec w obwodzie sumskim. Po zwolnieniu przez wojska rosyjskie blokady Charkowa zintensyfikowały się działania ukraińskie na zapleczu agresora (pododdziały ukraińskie miały dojść do granicy). Brak informacji na temat sytuacji na południu obwodu charkowskiego, gdzie 4 marca pododdziały rosyjskie miały prowadzić natarcie na Nowoajdar i Siewierodonieck w obwodzie łuhańskim (siły ukraińskie związane są tam walką z tzw. separatystami). Rosja ma także kontynuować natarcie w kierunku północno-zachodnim, jednakże według informacji władz miasta Dniepr, Rosjanie nie weszli do położonego na jego obrzeżach Nowomoskowska. Na kierunku donieckim głównym ogniskiem walk pozostają okolica Mariupola, obleganego siłami 6 batalionowych grup taktycznych.

Zgrupowanie wschodnie wojsk rosyjskich na kierunku taurydzkim kontynuowało natarcie na kierunku Zaporoża, z kolei zgrupowanie zachodnie rozwijało ofensywę na kierunku północno-zachodnim zbliżając się do Południowoukraińskiej Elektrowni Jądrowej w Jużnoukrajinśku, 110 km od Mikołajowa. Po odstąpieniu części sił rosyjskich spod tego miasta, główne zgrupowania agresora rozmieszczone są o 60 km na północ m. Basztanka oraz 20 km na południe w m. Hałycynowe. Ukraińcy odzyskali kontrolę nad lotniskiem w Mikołajowie. Według strony ukraińskiej sztormowa pogoda uniemożliwiła przeprowadzenie rosyjskiego desantu w rejonie Odessa-Zatoka (Zatoka-Czarnomorsk), a rosyjskie okręty wycofały się na wysokość Krymu. Prowadzone były jednak uderzenie powietrzne na cele w obwodzie odeskim.

Według Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy dotychczasowe szacunkowe straty rosyjskie wyniosły: 10 tys. żołnierzy (zabitych i rannych), 269 czołgów, 945 pojazdów opancerzonych, 105 systemów artyleryjskich, 50 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 19 systemów przeciwlotniczych, 39 samolotów i 40 śmigłowców, 409 pojazdów kołowych, 2 lekkie łodzie motorowe, 60 cystern z paliwem, 3 bezpilotowce. Z kolei według rosyjskiego resortu obrony od początku konfliktu zniszczono 2037 obiektów infrastruktury wojskowej, 82 samoloty, 708 czołgów i innych opancerzonych wozów bojowych, 74 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 261 dział i moździerzy, 505 pojazdów wojskowych, a także 56 bezzałogowych statków powietrznych. /Dane częściowo przesadzone - red./

W okupowanych miastach trwają protesty mieszkańców: w Melitopolu akcja odbyła się czwarty dzień z rzędu, mieszkańcy stawali naprzeciwko uzbrojonych żołnierzy skandując wrogie okrzyki. W Chersoniu, odciętym od ukraińskich mediów i sieci komórkowych, codzienne protesty uniemożliwiły powołanie marionetkowej Chersońskiej Republiki Ludowej. Wojska agresora podejmują działania na rzecz odcięcia informacyjnego zajętych miast. W Melitopolu, nie mogąc wykorzystać wieży telewizyjnej i nadajników cyfrowych, uruchomili nadajnik analogowy transmitujący jedynie programy rosyjskiej telewizji. Sytuacja humanitarna wielu miast jest coraz cięższa: nie działa ogrzewanie, są przerwy w dostawach prądu i wody. Szczególnie trudna jest w Mariupolu i Wołnowasze, otoczonym przez wojska rosyjskie, gdzie utworzono korytarze humanitarne, co umożliwi ewakuację cywilów w kierunku Zaporoża, uzupełnienie zapasów żywności i leków.

Utrzymuje się duża aktywność rosyjskiej agentury działającej na zapleczu wojsk ukraińskich. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy prowadzi szeroką zakrojoną operację mającą na celu zatrzymanie osób przekazujących dane geolokalizacyjne obiektów i jednostek bojowych. Ministerstwo Obrony ostrzega, że w ramach wojny psychologicznej rosyjskie służby specjalne rozsyłają esemesy wzywające abonentów do wyłączenia komórki. Strona ukraińska wskazuje, że rosyjska operacja ma zniechęcić społeczeństwo do przekazywania wojsku informacji o nieprzyjacielu, a używanie telefonów nie sprowadzi niebezpieczeństwa.

Ukraińska ofensywa informacyjna skierowana do społeczeństwa rosyjskiego, której celem jest pokazanie prawdziwego obrazu wojny, spotkała się z reakcją władz rosyjskich. Putin 4 marca podpisał ustawę o odpowiedzialności karnej (do 15 lat więzienia) dla osób kolportujących „fałszywe” informacje na temat armii rosyjskiej. W mediach rosyjskich rozpoczęto kampanię informacyjną oskarżającą Polskę o tolerowanie bojówek terrorystycznych. Rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego poinformowała, że zachodnie służby wywiadowcze przekształciły Polskę w centrum logistyczne do dostarczania broni i transportu zagranicznych ochotników, w tym z Bliskiego Wschodu.

Trwa exodus z Ukrainy – wg. danych Straży Granicznej RP, 4 marca granicę z Polską przekroczyło 106 tys. osób, zaś łącznie od początku inwazji ponad 787 tys. osób. Koleje Ukraińskie organizują dodatkowe połączenia ewakuacyjne na zachód kraju. W ślad za UE i USA, zasady wjazdu i przebywania obywateli Ukrainy zliberalizowała Wielka Brytania.

Biuro Prezydenta Ukrainy zadeklarowało gotowość kontynuowania rozmów z delegacją rosyjską na Białorusi. Trzecia runda ma się odbyć 5 lub 6 marca, a jej przedmiotem ma być wynegocjowanie zawieszenia broni. Kijów kontynuuje również apele o natychmiastowe zamknięcie przestrzeni powietrznej na Ukrainą i krytykują odmowną decyzję Sojuszu w tym zakresie. Prezydent Zełeński oskarżył NATO o współwinę za wszystkie kolejne śmierci, nazywając zachodnie obawy „autohipnozą” i powątpiewając w zdolność Sojuszu do obrony własnych członków.

osw.waw.pl

Mimo, że obraz konfliktu wciąż nie jest pełny, z perspektywy tygodnia można pokusić się o zarysowane zamiaru operacji i zadań jakie postawiono przed 1APancGw. Kliny pancerne miały wbić się w obwód sumski i charkowski, i dalej wgłąb Ukrainy, prawdopodobnie z rubieżą do osiągnięcia na Dnieprze. Na kierunku kijowskim punkt ciężkości został wyznaczony mniej więcej po osi Sumy-Romny-Pryłuki-Nowy Bychów-Browary/Kijów (droga H07), gdzie nacierały elementy 27 Brygady Zmechanizowanej i 2 Dywizji Zmechanizowanej. Z kolei elementy 4 Dywizji Pancernej nacierały z podstaw wyjściowych w rejonie Sum, po osi Trostianiec-Ochtyrka, być może na Połtawę, i również zmuszone były od pierwszych dni do obchodzenia silnych punktów oporu.

Jednostki pancerno-zmechanizowane nie przemieszczały się więc drogami głównymi, ale z powodu izolacji skutecznie bronionych miast (np. Sumy, Romny, Ochtyrka etc.), być może zniszczeń na trasach marszu (wysadzane mosty), czy nawet słabej orientacji w terenie, kolumny przemieszczały się podrzędnymi drogami polnymi. W ten sposób utrzymano w miarę dobre tempo natarcia, omijając główne, niekontrolowane miasta i miasteczka, przemieszczając się dużymi kolumnami (po 50-100 pojazdów), jednakże wydłużające się drogi zaopatrzenia nie były dostatecznie zabezpieczone, a z czasem tracono orientację w terenie.

Z czołówkami pancernymi jechały cysterny z paliwem, zakładano zapewne pełną drożność linii komunikacyjnych. Świadczy o tym fakt, że zaraz po wybuchu wojny z rejonu obwodu sumskiego, czy charkowskiego zaczęły wypływać zdjęcia porzucanych wozów bojowych, w tym najnowszych czołgów.

Wozy pozostawione na drogach, czy to w wyniku uszkodzeń, czy braku paliwa (normalna sytuacja przy tam masowym przemieszczaniu), mogły być holowane potem, wraz z nadejściem tyłów armii, a paliwo uzupełnione. Tymczasem plany szybko spaliły na panewce, z powodu nie tylko zaciętej obrony ukraińskich jednostek armijnych i gwardii, ale i powszechnego ruchu oporu, budowanego w oparciu o lokalną obronę terytorialną. Nie zakładano zapewne, że linie komunikacyjne będą zagrożone, a już na pewno nie na taką skalę. Z każdym kolejnym dniem, przemieszczające się po obwodzie sumskim czy charkowskim, kolumny cystern i zaopatrzenia, atakowano z coraz większą intensywnością. Wraz z brakiem paliwa, którego nie miał kto uzupełnić, zaczęła się dekompozycja pododdziałów bojowych. Porzucano najpierw pojedyncze wozy bojowe, a potem już masowo - czołgi, bojowe wozy piechoty, artylerię. Część wozów bojowych nosiła oznaki lekkich walk, inne były w stanie nieuszkodzonym. Z czasem ilość porzucanych wozów bojowych różnych typów była już tak duża, że stało się jasne, że nie są to już tylko straty marszowe, ale że następuje rozkład zdemoralizowanych pododdziałów. Można założyć, że część sprawnych wozów została po prostu porzucona intencjonalnie, a załogi uciekły. /Opis mocno histeryczny, względem faktów, w sensie: przesadzony - red./

(...)

Zmęczenie psychofizyczne mogło dotykać niektórych batalionowych grup taktycznych 1 APancGw przez długi czas, oddziaływać na mentalność żołnierza jeszcze przed wojną. Wiemy, że kompania żołnierzy z 2 Dywizji Zmechanizowanej (ok. 100 żołnierzy) przez 5 dni czekała na transport w okolicach wsi Wiesiełaja Łopań w obwodzie biełgorodzkim stłoczona w małym pomieszczeniu lokalnego dworca, bez jedzenia i picia. W warunkach wojennych mogło być już tylko gorzej (głośna była sprawa racji żywieniowych, których termin ważności mijał w 2015 r.).

Wprawdzie MO FR stwierdziło kilka dni po inwazji, że na froncie są jedynie oficerowie i żołnierze kontraktowi, ale dziś wiadomo, że to nieprawda – w niektórych związkach taktycznych, zapewne również w 1APancGw, żołnierze byli jedynie formalnie kontraktowi, bowiem zmuszano do podpisywania papierów poborowych. To również może być przyczyna niskiego morale i porzucania sprzętu przy lada okazji, także z powodu niskich kwalifikacji w jego obsłudze.

Łączność kodowana nie istnieje, powszechnie posługiwano się telefonami komercyjnymi. Dowódcy nie znali planów na dalszych etapach operacji, kolumny traciły orientację w terenie. W pierwszych dniach wojny jeńcy z 4 DPanc zeznawali, że próbowali odnaleźć drogę na Połtawę, ale gubili się w terenie. Jeden z oficerów nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, jaki był dalszy cel jego jednostki na kolejnym etapie operacji.

(...)

Skala dekompozycji kompanii i batalionów pancernych w wyniku strat niebojowych i bojowych wydaje się na dzisiaj być duża. Niezależny analityk Henry Schlottman, badający szczegółowo sytuację operacyjną 1 APancGw wyliczał, że już 1 marca, licząc porzucone zdobyte czołgi T-80 w rejonie Sum, straty wynosić mogły już wówczas 5-18% sprzętu, przy założeniu, że 4 Dywizja Pancerna ma pułk czołgów (ok. 94) lub pełny skład (ok. 330). Dzisiaj te straty muszą być większe, wynikają również z działań bojowych. Materiał foto wideo potwierdza, że straty tylko w czołgach T-80 różnych wersji to kilkadziesiąt wozów, a ponosi je zarówno 13 Pułk Pancerny (T-80U) 4 Dywizji, jak i 423 Pułk Zmechanizowany (T-80BW).

Dużo sprzętu (T-80, BTR, BMP-2, Msta-S) zostało porzuconego na trzeciorzędnej drodze polnej Trostianiec-Łebedyn (T1913), którą przemieszczała się BGT 4 Dywizji Pancernej. Po rzucie okiem na mapę, nie można oprzeć się wrażeniu, że ta BGT po prostu się zgubiła. Wiadomo było jednak, że prędzej czy później czołgi 1 APancGw wyłonią się z ukraińskich bezdroży obwodów przygranicznych i zmaterializują się w obwodzie kijowskim, czy połtawskim.

28 lutego raportowano, że trasą H07 w rejonie Nowa Basan przemieszcza się kolumna ok. 40 pojazdów. Była to prawdopodobnie awangarda 1 APancGw. 4 marca SG ZSU raportował zniszczenie w Browarach, wschodnim przedmieściu Kijowa, 4 BMP i 2 czołgów (T-72B3/B3M) - można przypuszczać, że jest to BGT 2 DZmech nacierająca właśnie z kierunku Nowa Basan na Browary.

defence24.pl

Rosja "ma być światową potęgą militarną. Ale siły zaawansowane technologicznie są bardziej zwinne, szybsze, bardziej elastyczne, są w jakiś sposób bardziej przekonujące. To, co robią tam na północy, to uśpiony atak. Te 60-kilometrowe kolumny są jak wagon sypialny" - ocenia niemiecki wojskowy.

Gdyby tak było w NATO "już dawno zwolnilibyśmy naszych dowódców. Jestem więc zaskoczony, że w zasadzie (Rosjanie) demonstrują armię 2.0, a nie 4.0. Oddziały nie wydają się być w ogóle połączone w sieć, ani zdygitalizowane. Armia wydaje się uparta i nieelastyczna (...). Nie jest to wcale najnowocześniejsze rozwiązanie" - dodał generał.

"Z technicznego i taktycznego punktu widzenia jestem przerażony rosyjskimi działaniami wojennymi. Dla nas (Zachodu) jest to pozytywne zjawisko" - stwierdza Domroese.

Pytany czy w takim razie "przez długi czas myśleliśmy, że Rosjanie są znacznie silniejsi niż są", generał Domroese odpowiedział: "Tak, a także o wiele sprytniejsi. To, co tam pokazują, to rok 1918" czyli rok zakończenia I wojny światowej.

PAP

Władimir Putin zapewnił dzisiaj, że nie ma planów wprowadzenia stanu wyjątkowego w Rosji, podziękował ochotnikom, którzy zgłaszają się do wojskowych urzędów meldunkowych i rekrutacyjnych do Ukrainy za ich "patriotyczny impuls i wsparcie", ale zapewnił, że pomoc nie jest jeszcze potrzebna. Prezydent Rosji stwierdził też, że sankcje innych krajów wobec Rosji przypominają wypowiedzenie wojny, ale na szczęście to się jeszcze nie stało.

Jak oceniła w TOK FM prof. Agnieszka Legucka z PISM, "trochę władze się przestraszyły tej reakcji społecznej". - Społeczeństwo rosyjskie zareagowało panicznie na zapowiedź zebrania Rady Federacji w piątek, bo zapowiedź tego, że w Rosji może być wprowadzony stan wojenny przebrzmiewała już od czwartku - wskazała. Dodała, że Rosjanie masowo zaczęli wykupywać loty z Rosji, a ceny biletów wzrosły trzykrotnie. - Bo to był jasny sygnał, że władze rosyjskie zaczną masowy pobór do wojska, bo - jak wyraźnie widać - specjalna operacja wojskowa nie idzie w Ukrainie tak, jak iść powinna. I tzw. kontratniki nie spełniają swoich funkcji i trzeba będzie wysłać tam osoby, które będą wojskiem z poboru. Okazuje się, że Rosjanie ten sygnał jasno zrozumieli, w związku z  czym zaczęli masowo wykupywać loty z Rosji - wyjaśniała. 

Jak dodała, aby okiełznać panikę, władze rosyjskie wprowadziły cenzurę wojskową, która zabrania mówienia o operacji Putina jak o wojnie. - Propaganda uruchomiła swoją machinę, o tej operacji mówi się tylko z oficjalnych źródeł. Rosjanie w większości uważają, że jest to specjalna operacja w obronie mieszkańców Donbasu, popierają operację wojskową w Ukrainie i to, co dzieje się w tym państwie - wymieniała. Według ekspertki "wszystko wskazuje na to, że będziemy mieć system sowiecki państwa rosyjskiego". Prof. Legucka prognozuje w związku z tym "wielki exodus" tych, "którzy zaczynają rozumieć sytuację". - Państwo policyjne będzie wyłapywać tych, który widzą, co realnie się w tym państwie dzieje - zaznaczyła.  

tokfm.pl

- Naszą rozmowę zacznijmy od przedstawienia kontekstu – jest Pan niemieckim ekspertem od spraw wschodnich, mieszkającym na stałe w Kijowie. Jak długo?

Dr. Andreas Umland, analityk Sztokholmskiego Centrum Studiów nad Europą Wschodnią: W ciągu ostatnich dwudziestu lat siedemnaście z nich spędziłem na Ukrainie, która stała się moją drugą ojczyzną. Gdy wybuchła wojna byłem w Niemczech, gdzie odwiedzałem swoich rodziców. Tu też jestem także i teraz, ale liczę, że wkrótce wrócę do Kijowa.

- Na pewno ma Pan stały kontakt z przyjaciółmi na Ukrainie. Jakie są nastroje?

Każdy ma własne podejście do toczących się obecnie spraw, ale większość oczekuje zwycięstwa, a nie kapitulacji. Ludzie boją się, ale są dzielni. To walka o życie i wolność. Zasadniczy problem działań Putina polega na tym, że nie wiadomo, do czego mają one prowadzić. Nawet jeśli zajmą Kijów, to co wtedy? Albo jeśli pochwycą Zełeńskiego, to co dalej? Nie sadzę, że gdyby nawet do tego doszło to podejście Ukraińców do walki uległoby zmianie. Taki scenariusz może sprawdzić się w Rosji – można zająć Kreml i stacje telewizyjne, a potem ogłosić narodowi nowego przywódcę. Rosjanie to zaakceptują. W przypadku Ukrainy jest inaczej. Nawet jeśli Rosjanie wygrają militarnie i będą w stanie zainstalować marionetkowy rząd to nie będą mogli kontrolować Ukrainy. Takiego rządu nikt by nie słuchał, a przywódca byłby celem ataku.

- Co Putin chce osiągnąć?

Zapewne chce osiągnąć coś, co będzie mógł zaprezentować jako sukces. Nie wiemy jednak, co mógłby uznać w obecnej sytuacji za zadowalający efekt. Osiągnięcie porozumienia będzie jednak niezwykle trudne. Rosjanie musieliby wycofać wszystkie swoje siły, ale w zamian za co? Jak wiele Zełeński jest gotów i może dać? Jakiekolwiek ustępstwa będą trudne polityczne, bowiem na Ukrainie pojawią się głosy sprzeciwu, mówiące, że trzeba walczyć do końca, aż do zwycięstwa, a ustępstwa do porażka. Osobiście nie mam dobrej rady, jak wyjść z impasu.

- Wielu zachodnich ekspertów, w tym niemieckich, teraz zmieniło zdanie na temat Rosji i tego, jaką należy prowadzić wobec Kremla politykę. Pan od dawna był zwolennikiem twardszego, bardziej realistycznego podejścia. W styczniu był Pan inicjatorem listu otwartego niemieckich naukowców i ekspertów, w którym wezwano niemiecki rząd do rewizji polityki wobec Rosji – wyrażono oczekiwanie aktywnego przeciwstawienia się ekspansjonistycznym zamierzeniom Putina.

Na początku stycznia stało się jasne, że jesteśmy świadkami fundamentalnych zmian zarówno w polityce rosyjskiej jak i rosyjsko-niemieckich relacjach. Napięcie rosło każdego dnia. Niemcy nie reagowały na pogarszającą się sytuację. Stąd też pomysł listu otwartego, wzywającego do działań, który został podpisany przez 73 niemieckich ekspertów. Zaapelowaliśmy o rewizję niemieckiej polityki wobec Rosji. Do gruntownego przemyślenia powinno było dojść wcześniej – w 2008 roku, a może i wcześniej. List był jednym z przejawów pojawiającej się wówczas w Niemczech dyskusji – w kraju nie brakowało już wówczas podobnych opinii i artykułów.

- Jaka była reakcja na list?

Większość reakcji była pozytywna. List był dyskutowany. Pojawił się list w odpowiedzi – naukowców związanych z Uniwersytetem w Poczdamie i niektórych wojskowych. Co ciekawe, nasz list został przetłumaczony na język rosyjski i opublikowany przez „Rossijskają gazietę", a więc rosyjską gazetę państwową.

- Czemu uważaliście, że Niemcy muszą zmienić kurs?

Nowa „Ostpolitik", nastawiona na szukanie porozumienia i kompromisu, nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Coś, co nazwać można „partnerstwem modernizacyjnym", nie zmodernizowało ani rosyjskiej sceny politycznej, ani rosyjskiego społeczeństwa, ani relacji pomiędzy ludźmi a władzą. Jedyna zmiana to modernizacja rosyjskiej armii, która jest teraz na Ukrainie.

- W którym momencie Niemcy weszły na drogę szkodliwej polityki wobec Rosji?

To dobre pytanie. Grzechem pierworodnym było zaproszenie Putina do Bundestagu we wrześniu 2001 roku. To wyjątkowa sytuacja, bowiem przed Bundestagiem w całej historii przemawiała tylko garstka ludzi. Już wtedy było widać, że Rosja politycznie nie zmierza w dobrym kierunku. To chociażby sprawa eksplozji domów mieszkalnych w Moskwie i Wołgodońsku dwa lata wcześniej. Wydarzenia te od początku były bardzo śmierdzące.

- Dlaczego akurat to Putin został zaproszony, a wcześniej nie uczyniono tego względem Gorbaczowa, gdy ten kierował Związkiem Sowieckim? W 1999 roku był on co prawda w Bundestagu, ale już jako osoba prywatna, a nie przywódca państwa. Czemu nigdy nie zaproszono Jelcyna? W obu tych przypadkach były lepsze powody do ich zaproszenia niż Putina.

W momencie, w którym Putin przemawiał w Bundestagu, Rosja – pomimo protestów rządu Mołdawii – utrzymywała wojska na terytorium tego państwa. Na terytorium, które Rosja uznawała za mołdawskie. Podczas wizyty Putina w Berlinie nikt tego tematu nie poruszył. Był to wyraźny sygnał, jaki wówczas wysłano do Putina – na posowieckim obszarze możesz robić, co tylko chcesz, a my i tak będziemy z tobą rozmawiać.

- Potem Niemcy popełniły kolejne błędy....

Tak, potem były kolejne, w tym Nord Stream 1, partnerstwo modernizacyjne, Nord Stream 2. Działania były kontynuowane niemal do poprzedniego tygodnia, gdy ostatecznie Niemcy zrezygnowały z Nord Stream 2 i poparły sankcje. Nową politykę zapowiedział kanclerz Olaf Scholz. W podobnym duchu wypowiedziało się w ostatnich dniach wielu niemieckich polityków. Niemieckie podejście do Rosji uległo ostatecznie zmianie – lepiej późno, niż wcale.

- Czy zmiana w niemieckim podejściu wobec Rosji, którą obecnie obserwujemy, jest trwała?

Myślę, że to głęboka zmiana – widać w tej sprawie konsensus wszystkich, poza skrajną prawicą – ta do tej pory powtarza rosyjską propagandę. Nawet niemiecka lewica stała się bardziej realistyczna w podejściu do Rosji. W różnych miastach Niemiec dochodzi do antyrosyjskich demonstracji. Panuje powszechne przekonanie, że skończyła się pewna epoka. Dlatego też stoję na stanowisku, że jesteśmy świadkami fundamentalnej zmiany.

defence24.pl

Jak te sankcje będą wyglądać i oddziaływać? Ich wspólnym mianownikiem jest na pewno ograniczenie dostępu do systemu SWIFT oraz zamrożenie rosyjskich aktywów w innych bankach centralnych. Pierwsze uderzają w sektor prywatny, drugie – w rosyjski sektor oficjalny.

Poniedziałkowa sesja na rynkach walutowych na Dalekim Wschodzie wskazywała na to, że analitycy się nie mylili. Wartość dolara zbliżała się do progu 120 rubli. Następnie rubel zaczął odzyskiwać wcześniej poniesione straty. Były nawet długie momenty, kiedy za jednego dolara dostawało się mniej niż 100 rubli. Jak to możliwe?

Prezes Banku Rosji, Elvira Nabiullina przyznała się do tego, że prowadzony przez nią bank interweniował jedynie w czwartek, sprzedając jeden miliard dolarów. W piątek bank centralny również interweniował, jednak tym razem bez podawania kwot. Natomiast od poniedziałku prezes Nabiullina nie mogła już interweniować za sprawą wcześniej wspomnianych sankcji.

Chcąc ratować kurs rubla, Bank Rosji zdecydował się na drastyczną (ponad dwukrotną) podwyżkę stóp procentowych. Mając mocno ograniczone pole do dalszego działania o charakterze rynkowym, zaczął odwoływać się do narzędzi o charakterze administracyjnym. W ruch poszły ograniczenia (a raczej zakazy) odpływu kapitału oraz wprowadzenie obowiązkowej odprzedaży dewiz, w ramach której eksporterzy muszą zamienić 80 proc. swojego utargu. Zresztą do wspomnianej tutaj obowiązkowej odsprzedaży dewiz odwoływano się pod koniec 2014 r., kiedy spadające ceny ropy naftowej pociągnęły za sobą notowania rubla. Czy te posunięcia mogły powstrzymać dynamikę deprecjacji rubla? Niekoniecznie.

Obserwując notowania rubla od momentu inwazji, widzimy postępującą dywergencję między notowaniami krajowymi (na moskiewskiej giełdzie) oraz notowaniami międzynarodowymi. Do momentu wybuchy wojny, to notowania z Moskwy nadawały ton notowaniom na świecie. Teraz sytuacja uległa drastycznej zmianie. Kwotowania rubla oferowane przez agencję Bloomberg, pokazują, że rubel za dnia (w godzinach funkcjonowania rosyjskiego rynku) oscyluje wokół poziomu 100 rubli za dolara. Natomiast po jego zamknięciu do chwili jego ponownego otwarcia następnego dnia, wartość spada w okolice 115 rubli za dolara. Tę różnicę można wyjaśnić przede wszystkim tym, że ograniczenia wprowadzone przez rosyjskie władze walutowe obowiązują jedynie na terenie Rosji. A kiedy dzień roboczy dobiega końca, kurs rubla ponownie dopadają mechanizmy rynkowe, które ciągną go w dół.

Co ważniejsze, intensyfikacja działań wojennych w środę wygenerowała dalszy spadek rubla na rynku rosyjskim. W chwili pisania tego tekstu 3 marca za jednego dolara trzeba było płacić już ponad 108 rubli. Jest niemal pewne, że od godzin wieczornych dynamika deprecjacji rubla nasili się. Jak szybko będzie postępować deprecjacja rubla w najbliższej przyszłości? Cóż – na to pytanie nie znam odpowiedzi.

Mogę jednak zwrócić uwagę na jeden istotny element: jest mało prawdopodobne, aby scenariusz zarówno z roku 1998 r., jak i 2014 r. został w pełni odtworzony. W obu tych przypadkach mieliśmy do czynienia ze spadkami cen ropy naftowej. O ile w 2014 r. spadek nastąpił ze stosunkowo wysokich poziomów (jeszcze w czerwcu 2014 r. baryłka ropy kosztowała około 115 dolarów), o tyle w 1998 r. cena baryłki była na rekordowo niskim poziomie w ujęciu realnym. Ten fakt pozwala też zrozumieć, dlaczego skala deprecjacji z 1998 r. była znacznie większa niż w 2014 r.

Teraz mamy jednak odwrotną sytuację. Ropa naftowa osiąga najwyższe poziomy od ponad ośmiu lat i ten czynnik na pewno ratuje rubla od załamania się. Dziejąca się tragedia na ziemi ukraińskiej nie miała jak dotąd przełożenia na całkowite wstrzymanie dostaw ropy i zwłaszcza gazu. A tak długo, jak kurka się nie zakręci, tak długo strumień dewiz będzie napływać. Zresztą, nawet jeśli opinia publiczna w Europie dopnie swego i zmusi polityków do zakręcenia kurku z gazem, Rosja i tak znajdzie zapewne rynki zbytu. Wystarczy wskazać na dość ambiwalentną postawę Chin oraz Indii, ale nie tylko.

Rosja czuje wsparcie krajów zatoki Perskiej. Czasy kiedy interesy Arabii Saudyjskiej oraz Rosji różniły się od siebie (tak jak w 2014 r.) minęły. Od tego czasu powstał między innymi OPEC +, gdzie główne skrzypce odgrywały i Rosja, i Arabia Saudyjska. W końcu wydobywana w Ameryce Północnej ropa łupkowa stała się dla obu krajów wspólnym wrogiem. A na dodatek kraje z Zatoki Perskiej mogą zrewanżować się USA (i nie tylko im) za puszczanie oka w kierunku Iranu.

obserwatorfinansowy.pl

piątek, 4 marca 2022


- Rosjanom ewidentnie się nie udaje. Główną przyczyną jest kompletna porażka w ocenie przeciwnika: władzy ukraińskiej, jej sprawności, determinacji ludności i sił zbrojnych. Drugą jest niskie morale rosyjskich żołnierzy. Trzecia: Rosjanie nie przewidzieli reakcji Zachodu. Wybrali strategię, którą przećwiczyli w Czechosłowacji, czyli wejścia za darmochę. Tam wystarczyło wystraszyć Czechosłowację, by osiągnąć swoje cele - mówił w TOK FM prof. Bolesław Balcerowicz, generał w stanie spoczynku i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego.

W jego ocenie Rosjanie mieli nadzieję na powtórzenie "wojny błyskawicznej" przećwiczonej już na Krymie w 2014 roku. - Tam było zwycięstwo, ale ono jest niebezpieczne, bo ma to do siebie, że zwycięzca chce powtarzać metody, które raz sprawdził. Tutaj to zawiodło - ocenił.

Jak dodał, Władimir Putin musi teraz zmienić swoją strategię i wejść w drugą fazę wojny. - Rosjanie mają jeden atut: są agresorem rozjuszonym niepowodzeniem. A taki może logicznie wyciągać wnioski ze swoich niepowodzeń. Wydaje mi się, że ta opcja będzie miała miejsce - stwierdził.

Prowadzący audycję w TOK FM Cezary Łasiczka zauważył, że Władimir Putin ma na Zachodzie opinię nieprzewidywalnego szaleńca, otoczonego garstką pochlebców, który nie wie, co tak naprawdę wokół niego się dzieje. Czy taki wizerunek Putina osłabia go, czy wzmacnia? - Atutem człowieka nieobliczalnego jest to, że jest nieobliczalny - odpowiedział gen. Balcerowicz, tłumacząc, że Putin może zrobić więcej, niż racjonalni przywódcy, by osiągnąć swoje cele.

- Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Putin nigdy się nie podda. Jego podstawowym scenariuszem jest opanowanie całej Ukrainy. To da się zrobić – ocenił ekspert.

Jak wyjaśniał, Rosja "wpuściła" do Ukrainy ok. 100 tys. żołnierzy, jednak cała armia Władimira Putina liczy 800-900 tys. - Więc zasoby Rosji są prawie nieprzebrane w stosunku do tych, które posiada Ukraina. Tam została użyta tylko część sił rosyjskich, Władimir Putin może wprowadzić nowe. Mówi się, że ma przestarzałe uzbrojenie, ale ono jest porównywalne do tego, jakie ma Ukraina - powiedział. 

Ekspert przyznał, że zaangażowanie tak dużych sił w Ukrainie, spowoduje "odsłonięcie" Rosji. - Ale to jest dla niej niegroźne, bo Rosji nie zagraża żadna agresja. Nawet ze strony Chin - mówił.

Zastrzegł jednak, że nawet jeśli Putinowi uda się zająć terytorium Ukrainy, to będzie musiał też złamać "wolę oporu" jej obywateli. - I tu dochodzi szalenie ważny czynnik: czas. Która strona więcej go ma? Ukraina, Rosja, Zachód? To działanie na wyczerpanie, a w ten sposób Amerykanie przegrali w Afganistanie. Afgańczycy mówili do nich: "Wy macie wszystko, a my mamy czas". Jak będzie w tym przypadku, zobaczymy – zakończył gość Cezarego Łasiczki.

tokfm.pl

Trzy największe hollywoodzkie wytwórnie filmowe – Warner Bros., Walt Disney Company i Sony Pictures Entertainment – zdecydowały o wycofaniu pokazów swoich filmów w Rosji. Na filmy tych producentów przypadało ok. 80% przychodów rosyjskiej branży kinowej. Jedne z największych sieci handlowych – IKEA i Jysk – postanowiły zamknąć swoje sklepy w Rosji. Brytyjski koncern OneWeb, realizujący projekt szerokopasmowego Internetu satelitarnego (konkurencyjnego wobec Starlinku Elona Muska), wstrzymał wystrzeliwanie kolejnych Sputników z dzierżawionego przez Rosję kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie. Koncern VW Group, producent samochodów marki Škoda i Volkswagen, zawiesił produkcję w Rosji. Poinformował również o planach wstrzymania eksportu części, podzespołów i samochodów do Federacji Rosyjskiej. Taką samą decyzję podjął też japoński koncern Toyota. To jedna z najpopularniejszych marek w Rosji – rocznie produkuje w zakładach w Petersburgu, które zatrudniają 2 tys. osób, ok. 80 tys. aut. Ze względu na niedobór komponentów do zawieszenia produkcji zmuszony był także największy rosyjski producent samochodów marki Łada – koncern AwtoWAZ.

(...)

Rośnie liczba przedstawicieli rosyjskiego biznesu wzywających do pokoju na Ukrainie. Łukoil, drugi co do wielkości (prywatny) koncern naftowy w Rosji, opublikował na swojej stronie internetowej apel o pokój i wyraził poparcie dla rozwiązania konfliktu z Ukrainą środkami dyplomatycznymi. Podobnie jak w innych przypadkach nie został jednak nazwany agresor ani potępione jego działania. Kolejny wpis dotyczący konsekwencji sankcji dla Rosji zamieścił na swoim kanale w komunikatorze Telegram oligarcha Oleg Deripaska. W jego ocenie obecny kryzys gospodarczy będzie znacznie głębszy niż ten, jaki Rosja przeżyła w 1998 r. Szaleństwem nazwał przeciąganie rozmów. Przypomniał, że Ukraina od dawna jest potęgą atomową, a na jej terytorium oprócz zamkniętej elektrowni atomowej w Czarnobylu znajduje się jeszcze 15 bloków jądrowych i trzy magazyny zużytego paliwa. Jeśli zostaną one uszkodzone, kataklizmem dotknięta zostanie europejska część Rosji, Ukraina i Europa.

3 marca w ciągu dnia kurs dolara wobec rubla wzrósł do 116 rubli, na koniec dnia spadł – do 110 rubli. 4 marca rano wynosił ok. 105 rubli. Ceny ropy utrzymują tendencję zwyżkową. 3 marca ropa Brent w kontraktach typu futures wyceniana była na 119 dolarów za baryłkę, co jest wartością najwyższą od lutego 2013 r. Na wysokim poziomie utrzymują się także ceny gazu w Europie. 3 marca w niektórych porach dnia na giełdach europejskich przekraczały one 2200 dolarów za 1000 m3.

osw.waw.pl

Ósmego dnia walk Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły przeciwuderzenie w kierunku Kijowa, wykorzystując do niego odwody (najprawdopodobniej w sile dwóch brygad) stacjonujące dotychczas w zachodniej części kraju i zabezpieczające granicę z Białorusią od strony Wołynia. Zgrupowanie wyparło rosyjskie pododdziały rozpoznawcze i doszło do linii drogi Sarny–Kijów (w rejonach m. Poliśke w obwodzie żytomierskim i Kuchary w obwodzie kijowskim), nie przełamało jednak pozycji obronnych. Największym sukcesem pozostaje odbicie dzień wcześniej Makarowa. Rosjanie mają powstrzymywać ukraińskie natarcie siłami dwóch batalionowych grup taktycznych (BGT).

Większość sił rosyjskich (do 15 BGT) ześrodkowanych w obwodach żytomierskim i kijowskim (kierunek poleski) kontynuuje operację oskrzydlenia Kijowa po prawej stronie Dniepru, prowadząc działania w pasie: Kozarowicze–Wyszogród–Fastów–Obuchów. Nacierające w celu poszerzenia pierścienia okrążenia jednostki rosyjskie osiągnęły Byszów (walki mają się toczyć od tej miejscowości do graniczącej z Kijowem m. Horenicze) i Ukrajinkę. Obrońcy Kijowa po wielogodzinnych walkach wyparli Rosjan z podkijowskich miejscowości Bucza i Worzel (trwa bój o Hostomel), dzięki czemu umożliwili rozpoczęcie ewakuacji ludności z najbardziej zagrożonych rejonów na północny zachód od Kijowa. Pierścień okrążenia zacieśniany jest także na lewym brzegu Dniepru (kierunek siewierski), gdzie siłami 14 BGT Rosjanie prowadzą działania w pasie: Oster–Zazymie–Berezań–Wiszeńky, a główne natarcie skierowane jest na Browary. Po obu stronach Dniepru wojska rosyjskie rozwinęły się w odległości do 50 km od centrum Kijowa.

Na kierunku wschodnim (słobodzkim) siły rosyjskie kontynuują ofensywę siłami do 16 BGT. Zgrupowanie północne operuje z rejonu m. Zinków (w obwodzie połtawskim, 60 km od Mirhorodu), z kolei południowe – z rejonu m. Hadiacz (w obwodzie charkowskim, na południe od Krasnohradu). Główne rosyjskie natarcie prowadzone jest na Nowomoskowsk, leżący na północny wschód od miasta Dniepr. Rosjanie porzucili część dotychczas zajmowanych pozycji w okolicach Charkowa, który ma być blokowany już tylko od północy, po raz pierwszy od wielu dni nie był też bombardowany w godzinach nocnych. Na kierunku pomocniczym na południe od Charkowa wojska rosyjskie zajęły Bałakliję. Podobnie jak na kierunku siewierskim, na kierunku słobodzkim w głębi obszaru operacji rosyjskiej pozostaje wiele miast obleganych i zniszczonych, lecz niezajętych ani przez wojska rosyjskie, ani przez przechodzące do działań nieregularnych ocalałe pododdziały ukraińskie. Po raz pierwszy do początku operacji obronę ukraińską przełamały siły tzw. separatystów wzmocnione jednostkami rosyjskiej 8. Armii Ogólnowojskowej, których pododdziały mają rozwijać powodzenie na kierunkach m. Nowoajdar i Wołnowacha (w obwodzie donieckim osiągnęły m. Nowoołeksandriwka, a łuhańskim – Starobielsk).

Na kierunku taurydzkim po raz pierwszy od rozpoczęcia uderzenia na Ukrainę nie nastąpiły znaczące przesunięcia wojsk. Zgrupowanie wschodnie kontynuuje działania oskrzydlające Zaporoże, a częścią sił wzmacnia oblężenie Mariupola. Minionej nocy pododdział rosyjski, blokujący dotychczas Enerhodar, przejął kontrolę nad Zaporoską Elektrownią Atomową. Obiekt został ostrzelany, w efekcie czego na terenie budynków elektrowni wybuchły pożary (dość sprawnie ugaszone), ale niebezpieczeństwo promieniowania nie występuje. Zgrupowanie zachodnie oblega Mikołajów (ostatniej nocy obrońcy mieli zniszczyć bazę sprzętową na zajętym przez Rosjan lotnisku), a także kontynuuje działania ofensywne z rejonu Wozniesieńska. Połączone zgrupowanie Marynarki Wojennej FR na Morzu Czarnym ma przygotowywać się do przeprowadzenia operacji desantowej w rejonie m. Zatoka i Czarnomorsk, na południowy zachód od Odessy. Rosyjskie lotnictwo miało przystąpić do niszczenia ukraińskich stanowisk ogniowych (głównie obrony przeciwlotniczej) w tym rejonie. Ukraińcy dokonali samozatopienia w Odessie jedynej dużej jednostki bojowej i zarazem okrętu flagowego Marynarki Wojennej Ukrainy – fregaty „Hetman Sahajdaczny”.

Rosyjskie zgrupowanie uderzeniowe wprowadziło do walki większość jednostek drugorzutowych. Na Ukrainie ma się znajdować 111 ze 117 batalionowych grup taktycznych Sił Zbrojnych FR, których obecność wokół granic Ukrainy (w tym na Białorusi) i na terytoriach okupowanych odnotowano przed 24 lutego. Rosja miała też wyczerpać zgromadzony pierwotnie do operacji zapas rakiet Kalibr. Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały z kolei o dostarczeniu na Białoruś nowych rakiet do systemów Iskander. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego w Rosji rozpoczęto przygotowania do przerzutu dodatkowych sił i środków z Południowego i Wschodniego Okręgów Wojskowych. USA przedstawiły szczegółową informację o wykorzystaniu przez Rosję rakiet balistycznych i skrzydlatych. Z łącznej liczby 480 wystrzelonych rakiet ponad 160 odpalono z terytorium Rosji, 70 z Białorusi, a 10 z akwenu Morza Czarnego. Aż 230 rakiet wojska rosyjskie miały odpalić z wyrzutni wprowadzonych na terytorium Ukrainy.

4 marca minister obrony Ołeksij Reznikow wydał oświadczenie podsumowujące 196 godzin obrony, w którym – poza przekazaniem informacji o sukcesach armii ukraińskiej, rosyjskich zbrodniach, stratach i demoralizacji w szeregach agresora – odniósł się do sytuacji w rejonach walk. Uznał za konieczne opuszczenie dotychczasowych linii obrony („musieliśmy manewrować, by ratować armię”) i przyznał, że wojsko ukraińskie ponosi znaczne koszty trwających walk, a przed nim nadal trudny okres.

Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy przekazał szacunkowe dane o stratach armii rosyjskiej. Od początku agresji miały one wynieść: 9166 żołnierzy, 251 czołgów, 939 wozów opancerzonych, 105 systemów artyleryjskich, 50 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 18 systemów przeciwlotniczych, 18 samolotów, 37 śmigłowców, 404 pojazdy samochodowe, 60 cystern z paliwem. /Dane częściowo nierealistyczne, podobnie doniesienia Rosjan - red./

Ukraińskie instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo (SBU, MSW) intensywnie działają na rzecz neutralizacji rosyjskich grup dywersyjnych bądź agentury rosyjskiego wywiadu wojskowego. Wyraźnie wzrosła liczba przypadków zatrzymywania osób koordynujących ogień rakietowy czy artyleryjski prowadzony przez wojska FR. Z inicjatywy ukraińskiego resortu obrony, w ramach walki psychologicznej, powstała strona internetowa russoldat.info. Zamieszczane są na niej dane osobowe rosyjskich żołnierzy biorących udział w inwazji na Ukrainę. To kolejna inicjatywa mająca dotrzeć do społeczeństwa rosyjskiego i poszerzać jego wiedzę o prawdziwym obrazie wojny.

Podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa 3 marca Władimir Putin stwierdził, że operacja na Ukrainie „idzie zgodnie z planem”, pochwalił bohaterstwo rosyjskich żołnierzy, powtórzył kłamstwo o ukraińskich „neonazistach znęcających się nad jeńcami”. Obiecał wsparcie finansowe rodzinom poległych i rannym oraz uznał, że społeczeństwo ukraińskie jest w znacznej części „otumanione nazistowską propagandą”. Stwierdził ponadto, że na Ukrainie obcy najemnicy używają cywilów i „tysięcy cudzoziemców” jako żywych tarcz. Powtórzył też, że siły rosyjskie „walczą o Rosję”, o „demilitaryzację i denazyfikację Ukrainy”, aby „żadna anty-Rosja nam nie zagrażała – dotyczy to również zagrożenia bronią jądrową”. Putin obiecał wypłaty po 7,4 mln rubli (około 69 tys. dolarów wg kursu z 4 marca) dla rodzin żołnierzy poległych na Ukrainie i po 5 mln (ok. 47 tys. dolarów) dodatkowych świadczeń, a także wsparcie finansowe (rekompensaty, renty) dla rannych i inwalidów wojennych.

3 marca odbyła się druga tura rozmów ukraińsko-rosyjskich na Białorusi. Strona rosyjska nie skorygowała swojego stanowiska co do dalszego kontynuowania ofensywy na Ukrainie, w tym jej „demilitaryzacji i denazyfikacji”. Strona ukraińska po zakończeniu spotkania potwierdziła osiągnięcie zgody ws. stworzenia korytarzy humanitarnych dla ewakuacji ludności cywilnej z miejsc najbardziej zaciekłych walk (resorty obrony obu państw mają ustalić szczegóły). Zapowiedziano, że kolejna runda rozmów odbędzie się na początku przyszłego tygodnia na Białorusi. Ukraina zwróciła się o organizację korytarzy humanitarnych z okrążonych miast do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.

Prezydent Zełenski ponownie wezwał świat do natychmiastowej reakcji, zmuszenia Rosjan do zaprzestania działań wojennych, zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą i przekazania samolotów bojowych przez kraje NATO. Jednocześnie zaapelował do Putina o rozmowę w celu przerwania wojny. Rada Najwyższa przegłosowała ustawę przewidującą nacjonalizację rosyjskich nieruchomości i przejmowanie rachunków bankowych, papierów wartościowych oraz majątków przedsiębiorstw i obywateli Rosji.

Według danych Straży Granicznej RP 3 marca granicę z Polską przekroczyło 99,2 tys. osób, łącznie od początku inwazji – 624,5 tys. osób. Koleje Ukraińskie w dalszym ciągu ewakuują mieszkańców: większość pociągów kursuje ze Lwowa w kierunku Polski – do Przemyśla, Chełma i Hrubieszowa, z kolei z Czopu jadą w kierunku Węgier. Wieczorem 4 marca ma ruszyć pociąg ewakuacyjny relacji Kijów–Warszawa. Komisja Europejska uchwaliła dyrektywę dającą uchodźcom z Ukrainy prawo do przebywania i podejmowania pracy w Unii Europejskiej przez okres do trzech lat oraz pomocy socjalnej, medycznej i uzyskania środków utrzymania do jednego roku. Również USA zapowiedziały złagodzenie przepisów deportacyjnych i pozwoleń na pracę dla obywateli Ukrainy.

Transmisja telewizyjna na Ukrainie notuje okresowe zakłócenia, tymczasowo paraliżowane są też niektóre portale internetowe z uwagi na ataki hakerskie. W zajętym przez Rosjan Chersoniu transmisja ukraińskiej TV została całkowicie wyłączona i zastąpiona rosyjską. W tym mieście agresorzy planują organizację separatystycznego wiecu, który w opinii Kijowa może zostać wykorzystany do ogłoszenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej. Może to doprowadzić do starć z miejscową ludnością. W kraju nie ustają protesty ludności przeciwko agresji rosyjskiej – 3 marca w miasteczku Prymorśk w obw. zaporoskim na ulice wyszło 2–3 tys. mieszkańców, którzy wyparli z miasta oddziały rosyjskie.

osw.waw.pl

- The Times podał kilka dni temu, że w Kijowie znajduje się aż 400 dywersantów z Grupy Wagnera. Sądzisz, że to możliwe?

Zbigniew Parafianowicz: Informacje o tym, że wagnerowcy są w mieście to prawda. Nie sądzę jednak, że w takiej liczbie. Nie da się bez śladu wprowadzić 600 czy nawet 400 żołnierzy tego batalionu lub innej prywatnej formacji wojskowej Putina. W Kijowie też panuje przekonanie, że jest to niemożliwe.

- W jaki sposób można było zainstalować ich w mieście?

Na pewno wagnerowców nie wprowadzono do miasta miesiąc temu. Raczej odbyło się to tak, jak w Donbasie przed 2014 rokiem. Lidera rosyjskich separatystów, Igora Biezlera, głównego dowódcę walk o Gorłówkę i jednego z najbrutalniejszych komendantów, Rosjanie osadzili w tym mieście wiele lat przed separatyzmem. W Gorłówce prowadził firmę pogrzebową. Sprzedając trumny, można było łatwo ukryć i zalegendować fakt dostarczania broni czy amunicji. W ogromnych skrzyniach, w samochodach z zaciemnionymi szybami możliwe było przewożenie różne rzeczy. W Kijowie musiało być podobnie. Dywersanci długi czas gromadzili broń w mieście i teraz próbują robić z niej użytek. Ukraińcom udaje się jakoś nad tym panować, bo w mieście jak do tej pory nie doszło do spektakularnego zamachu wywołanego przez wagnerowców. Wiadomo, że jeśli wpadną w ręce ukraińskiej obrony miasta, to nie ma wobec nich litości, sprawy załatwiane są od razu. Kilka dni temu, ok. 300 m od Besarabki, ukraińskie siły zniszczyły samochód osobowy, w którym było kilku dywersantów. Wszyscy zostali zabici w walce na krótkim dystansie. Byłem w okolicy, słyszałem odgłosy walki, rano oglądałem zgliszcza samochodu.

- Możesz wyjaśnić, co widać zdjęciu głównym?

Obrońcy centrum złapali dywersanta. Wszystko dzieje się na ulicy Wołodymyrskiej, w okolicy stacji metra Zołoti Worota, niedaleko siedziby Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Był podobnie jak Ukraińcy umundurowany, ale jak widać na zdjęciu, udało się go rozpoznać. Przejazd w bagażniku prawdopodobnie będzie ostatnim. By minimalizować ryzyko podszywania się Rosjan pod Ukraińców, wydano rozkaz, że komunikacja odbywa się jedynie po ukraińsku. Prosta reguła, którą niby można łatwo ominąć, ale Rosjanie nie są aż tak dobrzy w posługiwaniu się biegle ukraińskim. Jest wiele słów mocno się różniących się w obu językach. Kluczowe „broń” - to po ukraińsku zbroya (зброя ), a po rosyjsku oruzhiy (оружие). Brzmią jednak nieco inaczej. Temu też służy cały system oznaczeń, które stosują Ukraińcy żeby utrudnić mistyfikację Rosjan.

- Dywersanci to m.in. wagnerowcy. Co to jest za grupa?

Grupa Wagnera to jedna z prywatnych armii. Takie grupy mocno obniżają koszty prowadzenia różnych działań nieregularnych za granicą. To jeden z powodów ich wykorzystywania. Ale nie jedyny. Specjaliści, doradcy Putina, myśleli o powołaniu takiej grupy już po Pomarańczowej rewolucji. To co się wydarzyło w 2004 roku było dla Putina szokiem. Jego plan był prosty: miał wygrać, władzę miał przejąć Janukowycz, wszystko miało iść jak po maśle. Tymczasem okazało się, że Putin utracił wiele wpływów w Kijowie, a władzę objął Juszczenko. Otoczenie prezydenta zaczęło się więc zastanawiać. Skoro wydarzyło się coś takiego jak Pomarańczowa rewolucja, co nas zaskoczyło, zróbmy coś, co zaskoczy Ukraińców. Wymyślono, że np. na Krymie albo w rejonach mocno prorosyjskich w Donbasie, powstaną prorosyjskie NGO-sy i wokół nich stworzy się prywatne formacje wojskowe. Z założenia miały być one niepowiązanym wprost, ale jednak ramieniem zbrojnym, które miało ochronić „rosyjską wiosnę” wywołaną sztucznie przez Rosjan. Taką grupą do pewnego stopnia są właśnie wagnerowcy. Mówię „do pewnego stopnia”, bo oni pełnią też na świecie inne role, czysto wojskowe. Walczą choćby w Syrii o dostęp do złóż surowców, w Afryce Subsaharyjskiej, w Sahelu, Republice Środkowej Afryki, Mali czy w Burkina Faso podobnie. Aż w 24 krajach Afryki odnotowano działalność wagnerowców. Ich pobyt w Afryce określa się mianem „Projekt kontynent”, co nawet poprzez nazwę sugeruje kolonialne konotacje.

- To oni ochraniają też watażków?

Tak. Prezydenta RŚA de facto utrzymują przy władzy. Rosjanie zapewniali też wsparcie wojskowe Assimiemu Goicie, który dokonał zamachu stanu w Mali. Armia Wagnera stworzona została przez Specnaz GRU (instytucja wywiadu wojskowego) z pomocą jego byłych pracowników. Jednym z pierwszych żołnierzy i najbardziej wyrazistym dowódcą jest płk Specnazu GRU Dmitrij Utkin. Zasada działania jest prosta: to taki outsourcing pewnych usług byłych pracowników wojska, byłych pracowników struktur siłowych, pod dowództwem byłych oficerów wywiadu wojskowego, takich jak właśnie Utkin, mający doświadczenie w wojskach spadochronowych. Ich celem jest organizować operacje pod obcą flagą albo operacje dywersyjne, czyli takie jakie są teraz prowadzone w Kijowie. Odbywa się to niskim kosztem, bo nikt się o takich ludzi nie upomni, nikt nie ma pretensji, że czasem wracają w trumnach.

- Więc nie jest prawdą, że ich rodziny dostają wysokie odszkodowania?

Absolutnie nie. Od czasów Syrii wiadomo, że taki szeregowy żołnierz prywatnej armii w Syrii nie mógł liczyć nawet na ubezpieczenie. Oficer wyższy rangą, taki jak np. Marat Gabidulin, autor książki o wagnerowcach , która zresztą nadal się nie ukazała, bo cofnięto ją z druku na polecenie Jewgienija Prigożyna, takie wsparcie mógł uzyskać.

- Prigożyn, czyli „kucharz” Putina?

Tak, „kucharz” Putina, który zbił fortunę dzięki prezydentowi, a dziś jest głównym sponsorem wagnerowców. Kiedy Gabidulin został ranny w bitwie pod Palmyrą, otrzymał leczenie w jednym ze szpitali, należących właśnie do Prigożyna, który jest właścicielem dwóch klinik: w Petersburgu i w Moskwie. W Petersburgu działa też firma ubezpieczeniowa, która wyższym rangą oficerom wagnerowców opłaca ubezpieczenie, ale nie jest to regułą. Właściwie zasada ta dotyczy tylko wierchuszki. Zresztą pamiętajmy, że nawet rodziny żołnierzy regularnych sił zbrojnych nie dostają odszkodowania za ich śmierć.

- A czy wagnerowcy dobrze zarabiają?

Tacy jak Utkin dobrze, ale szeregowi żołnierze czy dowódcy niższej rangi nie.

- To dlaczego tam idą?

Często są to byli kryminaliści, byli wojskowi, których jedynym sensem życia jest funkcjonowanie w klimacie wojenno-mużykowskim.

gazetaprawna.pl

Trwa drugi tydzień wojny w Ukrainie. Jej twarzą i bohaterem stał się ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski. Na początku tygodnia brytyjskie media informowały o grupie 400 najemników z grupy Wagnera, których celem miało być zabójstwo prezydenta Ukrainy oraz innych członków rządu. 

W ciągu minionego tygodnia planowano co najmniej trzy zamachy na Wołodymyra Zełenskiego - podaje "The Times". Portal pisze, że do zabójstwa prezydenta Ukrainy wyznaczono dwie grupy - najemników z Kremla wspieranych przez grupę Wagnera oraz czeczeńskie siły specjalne. 

Wagnerowcy ponieśli porażkę i zaskoczyło ich, jak dobrze poinformowani byli Ukraińcy na temat ataku. Informator bliski grupie najemników przyznał, że było to wręcz dziwne.

Zamach, który mieli przeprowadzić Czeczeni udaremniono na obrzeżach Kijowa w sobotę. Ukraińskie służby bezpieczeństwa potwierdziły, że wyeliminowano oddział czeczeńskich zabójców. 

Ataki zdołano udaremnić dzięki ostrzeżeniom rosyjskich agentów. Informacje przekazali Ukrainie członkowie rosyjskich sił bezpieczeństwa, którzy są niezadowoleni z wojny i byli przeciwni inwazji. 

Ołeksij Daniłow, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, potwierdził, że Ukraińcy dostali sygnał od Federalnych Służba Bezpieczeństwa Rosji, która nie chce brać udziału "w tej krwawej wojnie".

Dzięki temu elitarna grupa Ramzana Kadyrowa, która przybyła wyeliminować naszego prezydenta, została zniszczona - powiedział Daniłow.

gazeta.pl