piątek, 4 marca 2022


- Rosjanom ewidentnie się nie udaje. Główną przyczyną jest kompletna porażka w ocenie przeciwnika: władzy ukraińskiej, jej sprawności, determinacji ludności i sił zbrojnych. Drugą jest niskie morale rosyjskich żołnierzy. Trzecia: Rosjanie nie przewidzieli reakcji Zachodu. Wybrali strategię, którą przećwiczyli w Czechosłowacji, czyli wejścia za darmochę. Tam wystarczyło wystraszyć Czechosłowację, by osiągnąć swoje cele - mówił w TOK FM prof. Bolesław Balcerowicz, generał w stanie spoczynku i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego.

W jego ocenie Rosjanie mieli nadzieję na powtórzenie "wojny błyskawicznej" przećwiczonej już na Krymie w 2014 roku. - Tam było zwycięstwo, ale ono jest niebezpieczne, bo ma to do siebie, że zwycięzca chce powtarzać metody, które raz sprawdził. Tutaj to zawiodło - ocenił.

Jak dodał, Władimir Putin musi teraz zmienić swoją strategię i wejść w drugą fazę wojny. - Rosjanie mają jeden atut: są agresorem rozjuszonym niepowodzeniem. A taki może logicznie wyciągać wnioski ze swoich niepowodzeń. Wydaje mi się, że ta opcja będzie miała miejsce - stwierdził.

Prowadzący audycję w TOK FM Cezary Łasiczka zauważył, że Władimir Putin ma na Zachodzie opinię nieprzewidywalnego szaleńca, otoczonego garstką pochlebców, który nie wie, co tak naprawdę wokół niego się dzieje. Czy taki wizerunek Putina osłabia go, czy wzmacnia? - Atutem człowieka nieobliczalnego jest to, że jest nieobliczalny - odpowiedział gen. Balcerowicz, tłumacząc, że Putin może zrobić więcej, niż racjonalni przywódcy, by osiągnąć swoje cele.

- Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Putin nigdy się nie podda. Jego podstawowym scenariuszem jest opanowanie całej Ukrainy. To da się zrobić – ocenił ekspert.

Jak wyjaśniał, Rosja "wpuściła" do Ukrainy ok. 100 tys. żołnierzy, jednak cała armia Władimira Putina liczy 800-900 tys. - Więc zasoby Rosji są prawie nieprzebrane w stosunku do tych, które posiada Ukraina. Tam została użyta tylko część sił rosyjskich, Władimir Putin może wprowadzić nowe. Mówi się, że ma przestarzałe uzbrojenie, ale ono jest porównywalne do tego, jakie ma Ukraina - powiedział. 

Ekspert przyznał, że zaangażowanie tak dużych sił w Ukrainie, spowoduje "odsłonięcie" Rosji. - Ale to jest dla niej niegroźne, bo Rosji nie zagraża żadna agresja. Nawet ze strony Chin - mówił.

Zastrzegł jednak, że nawet jeśli Putinowi uda się zająć terytorium Ukrainy, to będzie musiał też złamać "wolę oporu" jej obywateli. - I tu dochodzi szalenie ważny czynnik: czas. Która strona więcej go ma? Ukraina, Rosja, Zachód? To działanie na wyczerpanie, a w ten sposób Amerykanie przegrali w Afganistanie. Afgańczycy mówili do nich: "Wy macie wszystko, a my mamy czas". Jak będzie w tym przypadku, zobaczymy – zakończył gość Cezarego Łasiczki.

tokfm.pl

Trzy największe hollywoodzkie wytwórnie filmowe – Warner Bros., Walt Disney Company i Sony Pictures Entertainment – zdecydowały o wycofaniu pokazów swoich filmów w Rosji. Na filmy tych producentów przypadało ok. 80% przychodów rosyjskiej branży kinowej. Jedne z największych sieci handlowych – IKEA i Jysk – postanowiły zamknąć swoje sklepy w Rosji. Brytyjski koncern OneWeb, realizujący projekt szerokopasmowego Internetu satelitarnego (konkurencyjnego wobec Starlinku Elona Muska), wstrzymał wystrzeliwanie kolejnych Sputników z dzierżawionego przez Rosję kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie. Koncern VW Group, producent samochodów marki Škoda i Volkswagen, zawiesił produkcję w Rosji. Poinformował również o planach wstrzymania eksportu części, podzespołów i samochodów do Federacji Rosyjskiej. Taką samą decyzję podjął też japoński koncern Toyota. To jedna z najpopularniejszych marek w Rosji – rocznie produkuje w zakładach w Petersburgu, które zatrudniają 2 tys. osób, ok. 80 tys. aut. Ze względu na niedobór komponentów do zawieszenia produkcji zmuszony był także największy rosyjski producent samochodów marki Łada – koncern AwtoWAZ.

(...)

Rośnie liczba przedstawicieli rosyjskiego biznesu wzywających do pokoju na Ukrainie. Łukoil, drugi co do wielkości (prywatny) koncern naftowy w Rosji, opublikował na swojej stronie internetowej apel o pokój i wyraził poparcie dla rozwiązania konfliktu z Ukrainą środkami dyplomatycznymi. Podobnie jak w innych przypadkach nie został jednak nazwany agresor ani potępione jego działania. Kolejny wpis dotyczący konsekwencji sankcji dla Rosji zamieścił na swoim kanale w komunikatorze Telegram oligarcha Oleg Deripaska. W jego ocenie obecny kryzys gospodarczy będzie znacznie głębszy niż ten, jaki Rosja przeżyła w 1998 r. Szaleństwem nazwał przeciąganie rozmów. Przypomniał, że Ukraina od dawna jest potęgą atomową, a na jej terytorium oprócz zamkniętej elektrowni atomowej w Czarnobylu znajduje się jeszcze 15 bloków jądrowych i trzy magazyny zużytego paliwa. Jeśli zostaną one uszkodzone, kataklizmem dotknięta zostanie europejska część Rosji, Ukraina i Europa.

3 marca w ciągu dnia kurs dolara wobec rubla wzrósł do 116 rubli, na koniec dnia spadł – do 110 rubli. 4 marca rano wynosił ok. 105 rubli. Ceny ropy utrzymują tendencję zwyżkową. 3 marca ropa Brent w kontraktach typu futures wyceniana była na 119 dolarów za baryłkę, co jest wartością najwyższą od lutego 2013 r. Na wysokim poziomie utrzymują się także ceny gazu w Europie. 3 marca w niektórych porach dnia na giełdach europejskich przekraczały one 2200 dolarów za 1000 m3.

osw.waw.pl

Ósmego dnia walk Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły przeciwuderzenie w kierunku Kijowa, wykorzystując do niego odwody (najprawdopodobniej w sile dwóch brygad) stacjonujące dotychczas w zachodniej części kraju i zabezpieczające granicę z Białorusią od strony Wołynia. Zgrupowanie wyparło rosyjskie pododdziały rozpoznawcze i doszło do linii drogi Sarny–Kijów (w rejonach m. Poliśke w obwodzie żytomierskim i Kuchary w obwodzie kijowskim), nie przełamało jednak pozycji obronnych. Największym sukcesem pozostaje odbicie dzień wcześniej Makarowa. Rosjanie mają powstrzymywać ukraińskie natarcie siłami dwóch batalionowych grup taktycznych (BGT).

Większość sił rosyjskich (do 15 BGT) ześrodkowanych w obwodach żytomierskim i kijowskim (kierunek poleski) kontynuuje operację oskrzydlenia Kijowa po prawej stronie Dniepru, prowadząc działania w pasie: Kozarowicze–Wyszogród–Fastów–Obuchów. Nacierające w celu poszerzenia pierścienia okrążenia jednostki rosyjskie osiągnęły Byszów (walki mają się toczyć od tej miejscowości do graniczącej z Kijowem m. Horenicze) i Ukrajinkę. Obrońcy Kijowa po wielogodzinnych walkach wyparli Rosjan z podkijowskich miejscowości Bucza i Worzel (trwa bój o Hostomel), dzięki czemu umożliwili rozpoczęcie ewakuacji ludności z najbardziej zagrożonych rejonów na północny zachód od Kijowa. Pierścień okrążenia zacieśniany jest także na lewym brzegu Dniepru (kierunek siewierski), gdzie siłami 14 BGT Rosjanie prowadzą działania w pasie: Oster–Zazymie–Berezań–Wiszeńky, a główne natarcie skierowane jest na Browary. Po obu stronach Dniepru wojska rosyjskie rozwinęły się w odległości do 50 km od centrum Kijowa.

Na kierunku wschodnim (słobodzkim) siły rosyjskie kontynuują ofensywę siłami do 16 BGT. Zgrupowanie północne operuje z rejonu m. Zinków (w obwodzie połtawskim, 60 km od Mirhorodu), z kolei południowe – z rejonu m. Hadiacz (w obwodzie charkowskim, na południe od Krasnohradu). Główne rosyjskie natarcie prowadzone jest na Nowomoskowsk, leżący na północny wschód od miasta Dniepr. Rosjanie porzucili część dotychczas zajmowanych pozycji w okolicach Charkowa, który ma być blokowany już tylko od północy, po raz pierwszy od wielu dni nie był też bombardowany w godzinach nocnych. Na kierunku pomocniczym na południe od Charkowa wojska rosyjskie zajęły Bałakliję. Podobnie jak na kierunku siewierskim, na kierunku słobodzkim w głębi obszaru operacji rosyjskiej pozostaje wiele miast obleganych i zniszczonych, lecz niezajętych ani przez wojska rosyjskie, ani przez przechodzące do działań nieregularnych ocalałe pododdziały ukraińskie. Po raz pierwszy do początku operacji obronę ukraińską przełamały siły tzw. separatystów wzmocnione jednostkami rosyjskiej 8. Armii Ogólnowojskowej, których pododdziały mają rozwijać powodzenie na kierunkach m. Nowoajdar i Wołnowacha (w obwodzie donieckim osiągnęły m. Nowoołeksandriwka, a łuhańskim – Starobielsk).

Na kierunku taurydzkim po raz pierwszy od rozpoczęcia uderzenia na Ukrainę nie nastąpiły znaczące przesunięcia wojsk. Zgrupowanie wschodnie kontynuuje działania oskrzydlające Zaporoże, a częścią sił wzmacnia oblężenie Mariupola. Minionej nocy pododdział rosyjski, blokujący dotychczas Enerhodar, przejął kontrolę nad Zaporoską Elektrownią Atomową. Obiekt został ostrzelany, w efekcie czego na terenie budynków elektrowni wybuchły pożary (dość sprawnie ugaszone), ale niebezpieczeństwo promieniowania nie występuje. Zgrupowanie zachodnie oblega Mikołajów (ostatniej nocy obrońcy mieli zniszczyć bazę sprzętową na zajętym przez Rosjan lotnisku), a także kontynuuje działania ofensywne z rejonu Wozniesieńska. Połączone zgrupowanie Marynarki Wojennej FR na Morzu Czarnym ma przygotowywać się do przeprowadzenia operacji desantowej w rejonie m. Zatoka i Czarnomorsk, na południowy zachód od Odessy. Rosyjskie lotnictwo miało przystąpić do niszczenia ukraińskich stanowisk ogniowych (głównie obrony przeciwlotniczej) w tym rejonie. Ukraińcy dokonali samozatopienia w Odessie jedynej dużej jednostki bojowej i zarazem okrętu flagowego Marynarki Wojennej Ukrainy – fregaty „Hetman Sahajdaczny”.

Rosyjskie zgrupowanie uderzeniowe wprowadziło do walki większość jednostek drugorzutowych. Na Ukrainie ma się znajdować 111 ze 117 batalionowych grup taktycznych Sił Zbrojnych FR, których obecność wokół granic Ukrainy (w tym na Białorusi) i na terytoriach okupowanych odnotowano przed 24 lutego. Rosja miała też wyczerpać zgromadzony pierwotnie do operacji zapas rakiet Kalibr. Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały z kolei o dostarczeniu na Białoruś nowych rakiet do systemów Iskander. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego w Rosji rozpoczęto przygotowania do przerzutu dodatkowych sił i środków z Południowego i Wschodniego Okręgów Wojskowych. USA przedstawiły szczegółową informację o wykorzystaniu przez Rosję rakiet balistycznych i skrzydlatych. Z łącznej liczby 480 wystrzelonych rakiet ponad 160 odpalono z terytorium Rosji, 70 z Białorusi, a 10 z akwenu Morza Czarnego. Aż 230 rakiet wojska rosyjskie miały odpalić z wyrzutni wprowadzonych na terytorium Ukrainy.

4 marca minister obrony Ołeksij Reznikow wydał oświadczenie podsumowujące 196 godzin obrony, w którym – poza przekazaniem informacji o sukcesach armii ukraińskiej, rosyjskich zbrodniach, stratach i demoralizacji w szeregach agresora – odniósł się do sytuacji w rejonach walk. Uznał za konieczne opuszczenie dotychczasowych linii obrony („musieliśmy manewrować, by ratować armię”) i przyznał, że wojsko ukraińskie ponosi znaczne koszty trwających walk, a przed nim nadal trudny okres.

Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy przekazał szacunkowe dane o stratach armii rosyjskiej. Od początku agresji miały one wynieść: 9166 żołnierzy, 251 czołgów, 939 wozów opancerzonych, 105 systemów artyleryjskich, 50 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 18 systemów przeciwlotniczych, 18 samolotów, 37 śmigłowców, 404 pojazdy samochodowe, 60 cystern z paliwem. /Dane częściowo nierealistyczne, podobnie doniesienia Rosjan - red./

Ukraińskie instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo (SBU, MSW) intensywnie działają na rzecz neutralizacji rosyjskich grup dywersyjnych bądź agentury rosyjskiego wywiadu wojskowego. Wyraźnie wzrosła liczba przypadków zatrzymywania osób koordynujących ogień rakietowy czy artyleryjski prowadzony przez wojska FR. Z inicjatywy ukraińskiego resortu obrony, w ramach walki psychologicznej, powstała strona internetowa russoldat.info. Zamieszczane są na niej dane osobowe rosyjskich żołnierzy biorących udział w inwazji na Ukrainę. To kolejna inicjatywa mająca dotrzeć do społeczeństwa rosyjskiego i poszerzać jego wiedzę o prawdziwym obrazie wojny.

Podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa 3 marca Władimir Putin stwierdził, że operacja na Ukrainie „idzie zgodnie z planem”, pochwalił bohaterstwo rosyjskich żołnierzy, powtórzył kłamstwo o ukraińskich „neonazistach znęcających się nad jeńcami”. Obiecał wsparcie finansowe rodzinom poległych i rannym oraz uznał, że społeczeństwo ukraińskie jest w znacznej części „otumanione nazistowską propagandą”. Stwierdził ponadto, że na Ukrainie obcy najemnicy używają cywilów i „tysięcy cudzoziemców” jako żywych tarcz. Powtórzył też, że siły rosyjskie „walczą o Rosję”, o „demilitaryzację i denazyfikację Ukrainy”, aby „żadna anty-Rosja nam nie zagrażała – dotyczy to również zagrożenia bronią jądrową”. Putin obiecał wypłaty po 7,4 mln rubli (około 69 tys. dolarów wg kursu z 4 marca) dla rodzin żołnierzy poległych na Ukrainie i po 5 mln (ok. 47 tys. dolarów) dodatkowych świadczeń, a także wsparcie finansowe (rekompensaty, renty) dla rannych i inwalidów wojennych.

3 marca odbyła się druga tura rozmów ukraińsko-rosyjskich na Białorusi. Strona rosyjska nie skorygowała swojego stanowiska co do dalszego kontynuowania ofensywy na Ukrainie, w tym jej „demilitaryzacji i denazyfikacji”. Strona ukraińska po zakończeniu spotkania potwierdziła osiągnięcie zgody ws. stworzenia korytarzy humanitarnych dla ewakuacji ludności cywilnej z miejsc najbardziej zaciekłych walk (resorty obrony obu państw mają ustalić szczegóły). Zapowiedziano, że kolejna runda rozmów odbędzie się na początku przyszłego tygodnia na Białorusi. Ukraina zwróciła się o organizację korytarzy humanitarnych z okrążonych miast do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.

Prezydent Zełenski ponownie wezwał świat do natychmiastowej reakcji, zmuszenia Rosjan do zaprzestania działań wojennych, zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą i przekazania samolotów bojowych przez kraje NATO. Jednocześnie zaapelował do Putina o rozmowę w celu przerwania wojny. Rada Najwyższa przegłosowała ustawę przewidującą nacjonalizację rosyjskich nieruchomości i przejmowanie rachunków bankowych, papierów wartościowych oraz majątków przedsiębiorstw i obywateli Rosji.

Według danych Straży Granicznej RP 3 marca granicę z Polską przekroczyło 99,2 tys. osób, łącznie od początku inwazji – 624,5 tys. osób. Koleje Ukraińskie w dalszym ciągu ewakuują mieszkańców: większość pociągów kursuje ze Lwowa w kierunku Polski – do Przemyśla, Chełma i Hrubieszowa, z kolei z Czopu jadą w kierunku Węgier. Wieczorem 4 marca ma ruszyć pociąg ewakuacyjny relacji Kijów–Warszawa. Komisja Europejska uchwaliła dyrektywę dającą uchodźcom z Ukrainy prawo do przebywania i podejmowania pracy w Unii Europejskiej przez okres do trzech lat oraz pomocy socjalnej, medycznej i uzyskania środków utrzymania do jednego roku. Również USA zapowiedziały złagodzenie przepisów deportacyjnych i pozwoleń na pracę dla obywateli Ukrainy.

Transmisja telewizyjna na Ukrainie notuje okresowe zakłócenia, tymczasowo paraliżowane są też niektóre portale internetowe z uwagi na ataki hakerskie. W zajętym przez Rosjan Chersoniu transmisja ukraińskiej TV została całkowicie wyłączona i zastąpiona rosyjską. W tym mieście agresorzy planują organizację separatystycznego wiecu, który w opinii Kijowa może zostać wykorzystany do ogłoszenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej. Może to doprowadzić do starć z miejscową ludnością. W kraju nie ustają protesty ludności przeciwko agresji rosyjskiej – 3 marca w miasteczku Prymorśk w obw. zaporoskim na ulice wyszło 2–3 tys. mieszkańców, którzy wyparli z miasta oddziały rosyjskie.

osw.waw.pl

- The Times podał kilka dni temu, że w Kijowie znajduje się aż 400 dywersantów z Grupy Wagnera. Sądzisz, że to możliwe?

Zbigniew Parafianowicz: Informacje o tym, że wagnerowcy są w mieście to prawda. Nie sądzę jednak, że w takiej liczbie. Nie da się bez śladu wprowadzić 600 czy nawet 400 żołnierzy tego batalionu lub innej prywatnej formacji wojskowej Putina. W Kijowie też panuje przekonanie, że jest to niemożliwe.

- W jaki sposób można było zainstalować ich w mieście?

Na pewno wagnerowców nie wprowadzono do miasta miesiąc temu. Raczej odbyło się to tak, jak w Donbasie przed 2014 rokiem. Lidera rosyjskich separatystów, Igora Biezlera, głównego dowódcę walk o Gorłówkę i jednego z najbrutalniejszych komendantów, Rosjanie osadzili w tym mieście wiele lat przed separatyzmem. W Gorłówce prowadził firmę pogrzebową. Sprzedając trumny, można było łatwo ukryć i zalegendować fakt dostarczania broni czy amunicji. W ogromnych skrzyniach, w samochodach z zaciemnionymi szybami możliwe było przewożenie różne rzeczy. W Kijowie musiało być podobnie. Dywersanci długi czas gromadzili broń w mieście i teraz próbują robić z niej użytek. Ukraińcom udaje się jakoś nad tym panować, bo w mieście jak do tej pory nie doszło do spektakularnego zamachu wywołanego przez wagnerowców. Wiadomo, że jeśli wpadną w ręce ukraińskiej obrony miasta, to nie ma wobec nich litości, sprawy załatwiane są od razu. Kilka dni temu, ok. 300 m od Besarabki, ukraińskie siły zniszczyły samochód osobowy, w którym było kilku dywersantów. Wszyscy zostali zabici w walce na krótkim dystansie. Byłem w okolicy, słyszałem odgłosy walki, rano oglądałem zgliszcza samochodu.

- Możesz wyjaśnić, co widać zdjęciu głównym?

Obrońcy centrum złapali dywersanta. Wszystko dzieje się na ulicy Wołodymyrskiej, w okolicy stacji metra Zołoti Worota, niedaleko siedziby Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Był podobnie jak Ukraińcy umundurowany, ale jak widać na zdjęciu, udało się go rozpoznać. Przejazd w bagażniku prawdopodobnie będzie ostatnim. By minimalizować ryzyko podszywania się Rosjan pod Ukraińców, wydano rozkaz, że komunikacja odbywa się jedynie po ukraińsku. Prosta reguła, którą niby można łatwo ominąć, ale Rosjanie nie są aż tak dobrzy w posługiwaniu się biegle ukraińskim. Jest wiele słów mocno się różniących się w obu językach. Kluczowe „broń” - to po ukraińsku zbroya (зброя ), a po rosyjsku oruzhiy (оружие). Brzmią jednak nieco inaczej. Temu też służy cały system oznaczeń, które stosują Ukraińcy żeby utrudnić mistyfikację Rosjan.

- Dywersanci to m.in. wagnerowcy. Co to jest za grupa?

Grupa Wagnera to jedna z prywatnych armii. Takie grupy mocno obniżają koszty prowadzenia różnych działań nieregularnych za granicą. To jeden z powodów ich wykorzystywania. Ale nie jedyny. Specjaliści, doradcy Putina, myśleli o powołaniu takiej grupy już po Pomarańczowej rewolucji. To co się wydarzyło w 2004 roku było dla Putina szokiem. Jego plan był prosty: miał wygrać, władzę miał przejąć Janukowycz, wszystko miało iść jak po maśle. Tymczasem okazało się, że Putin utracił wiele wpływów w Kijowie, a władzę objął Juszczenko. Otoczenie prezydenta zaczęło się więc zastanawiać. Skoro wydarzyło się coś takiego jak Pomarańczowa rewolucja, co nas zaskoczyło, zróbmy coś, co zaskoczy Ukraińców. Wymyślono, że np. na Krymie albo w rejonach mocno prorosyjskich w Donbasie, powstaną prorosyjskie NGO-sy i wokół nich stworzy się prywatne formacje wojskowe. Z założenia miały być one niepowiązanym wprost, ale jednak ramieniem zbrojnym, które miało ochronić „rosyjską wiosnę” wywołaną sztucznie przez Rosjan. Taką grupą do pewnego stopnia są właśnie wagnerowcy. Mówię „do pewnego stopnia”, bo oni pełnią też na świecie inne role, czysto wojskowe. Walczą choćby w Syrii o dostęp do złóż surowców, w Afryce Subsaharyjskiej, w Sahelu, Republice Środkowej Afryki, Mali czy w Burkina Faso podobnie. Aż w 24 krajach Afryki odnotowano działalność wagnerowców. Ich pobyt w Afryce określa się mianem „Projekt kontynent”, co nawet poprzez nazwę sugeruje kolonialne konotacje.

- To oni ochraniają też watażków?

Tak. Prezydenta RŚA de facto utrzymują przy władzy. Rosjanie zapewniali też wsparcie wojskowe Assimiemu Goicie, który dokonał zamachu stanu w Mali. Armia Wagnera stworzona została przez Specnaz GRU (instytucja wywiadu wojskowego) z pomocą jego byłych pracowników. Jednym z pierwszych żołnierzy i najbardziej wyrazistym dowódcą jest płk Specnazu GRU Dmitrij Utkin. Zasada działania jest prosta: to taki outsourcing pewnych usług byłych pracowników wojska, byłych pracowników struktur siłowych, pod dowództwem byłych oficerów wywiadu wojskowego, takich jak właśnie Utkin, mający doświadczenie w wojskach spadochronowych. Ich celem jest organizować operacje pod obcą flagą albo operacje dywersyjne, czyli takie jakie są teraz prowadzone w Kijowie. Odbywa się to niskim kosztem, bo nikt się o takich ludzi nie upomni, nikt nie ma pretensji, że czasem wracają w trumnach.

- Więc nie jest prawdą, że ich rodziny dostają wysokie odszkodowania?

Absolutnie nie. Od czasów Syrii wiadomo, że taki szeregowy żołnierz prywatnej armii w Syrii nie mógł liczyć nawet na ubezpieczenie. Oficer wyższy rangą, taki jak np. Marat Gabidulin, autor książki o wagnerowcach , która zresztą nadal się nie ukazała, bo cofnięto ją z druku na polecenie Jewgienija Prigożyna, takie wsparcie mógł uzyskać.

- Prigożyn, czyli „kucharz” Putina?

Tak, „kucharz” Putina, który zbił fortunę dzięki prezydentowi, a dziś jest głównym sponsorem wagnerowców. Kiedy Gabidulin został ranny w bitwie pod Palmyrą, otrzymał leczenie w jednym ze szpitali, należących właśnie do Prigożyna, który jest właścicielem dwóch klinik: w Petersburgu i w Moskwie. W Petersburgu działa też firma ubezpieczeniowa, która wyższym rangą oficerom wagnerowców opłaca ubezpieczenie, ale nie jest to regułą. Właściwie zasada ta dotyczy tylko wierchuszki. Zresztą pamiętajmy, że nawet rodziny żołnierzy regularnych sił zbrojnych nie dostają odszkodowania za ich śmierć.

- A czy wagnerowcy dobrze zarabiają?

Tacy jak Utkin dobrze, ale szeregowi żołnierze czy dowódcy niższej rangi nie.

- To dlaczego tam idą?

Często są to byli kryminaliści, byli wojskowi, których jedynym sensem życia jest funkcjonowanie w klimacie wojenno-mużykowskim.

gazetaprawna.pl

Trwa drugi tydzień wojny w Ukrainie. Jej twarzą i bohaterem stał się ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski. Na początku tygodnia brytyjskie media informowały o grupie 400 najemników z grupy Wagnera, których celem miało być zabójstwo prezydenta Ukrainy oraz innych członków rządu. 

W ciągu minionego tygodnia planowano co najmniej trzy zamachy na Wołodymyra Zełenskiego - podaje "The Times". Portal pisze, że do zabójstwa prezydenta Ukrainy wyznaczono dwie grupy - najemników z Kremla wspieranych przez grupę Wagnera oraz czeczeńskie siły specjalne. 

Wagnerowcy ponieśli porażkę i zaskoczyło ich, jak dobrze poinformowani byli Ukraińcy na temat ataku. Informator bliski grupie najemników przyznał, że było to wręcz dziwne.

Zamach, który mieli przeprowadzić Czeczeni udaremniono na obrzeżach Kijowa w sobotę. Ukraińskie służby bezpieczeństwa potwierdziły, że wyeliminowano oddział czeczeńskich zabójców. 

Ataki zdołano udaremnić dzięki ostrzeżeniom rosyjskich agentów. Informacje przekazali Ukrainie członkowie rosyjskich sił bezpieczeństwa, którzy są niezadowoleni z wojny i byli przeciwni inwazji. 

Ołeksij Daniłow, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, potwierdził, że Ukraińcy dostali sygnał od Federalnych Służba Bezpieczeństwa Rosji, która nie chce brać udziału "w tej krwawej wojnie".

Dzięki temu elitarna grupa Ramzana Kadyrowa, która przybyła wyeliminować naszego prezydenta, została zniszczona - powiedział Daniłow.

gazeta.pl

czwartek, 3 marca 2022


Siódmego dnia rosyjska operacja militarna przeciwko Ukrainie uległa wyhamowaniu. Na większości kierunków jednostki Sił Zbrojnych FR przesunęły się nieznacznie lub toczą boje pozycyjne. Zacieśnia się pierścień okrążenia wokół Kijowa – wojska rosyjskie atakują w rejonie Fastowa na południowo-wschodnich obrzeżach stolicy oraz Obuchowa, bezpośrednio na południe od miasta, na prawym brzegu Dniepru. Pod kontrolą ukraińską pozostała droga z Kijowa do Białej Cerkwi, prowadząca przez zniszczony bombardowaniami Wasylków. Oddziały ukraińskie – sił zbrojnych, Gwardii Narodowej i obrony terytorialnej – toczą walki na wszystkich kierunkach obrony stolicy (najcięższe na linii Kozarowicze–Wyszogród na północ od Kijowa). Po lewej stronie Dniepru jednostki rosyjskie zbliżyły się do Kijowa i Browarów, lecz ich główne siły ześrodkowane są kilkadziesiąt kilometrów od centrum, a grupy dywersyjno-rozpoznawcze operują w rejonie Boryspola. Agresor przystąpił do budowania zaplecza logistycznego na północny zachód od Kijowa (obozowiska i magazyny polowe powstają w rejonie miejscowości Borodzianka, Katiużanka i Hawronszczyna), czemu obrońcy starają się przeciwdziałać. Siły Zbrojne Ukrainy odniosły 2 marca pierwszy taktyczny sukces, wypierając Rosjan z Makarowa – miejscowości ważnej z punktu widzenia kontroli nad autostradą z Kijowa do Żytomierza.

Na kierunkach operacyjnych siewierskim (z Czernihowem) i słobodzkim (z Sumami i Charkowem) dało o sobie znać rozciągnięcie ugrupowania rosyjskiego i pozostawienie praktycznie niezniszczonych pododdziałów ukraińskich, które – częstokroć przy wsparciu mieszkańców – podjęły kroki na rzecz blokowania linii komunikacyjnych agresora. Mimo działań jednostek ukraińskich w głębi rosyjskiego ugrupowania (do największej potyczki miało dojść w miejscowości Kruty w obwodzie czernihowskim) siły najeźdźcy kontynuowały ofensywę w kierunku zachodnim (na Kijów i Dniepr) i południowym (w stronę obwodu ługańskiego), ale nie odniosły większych sukcesów. Również zgrupowanie rosyjskie w obwodzie zaporoskim nie poszerzyło swojego stanu posiadania w okolicach Zaporoża, tocząc walki wzdłuż głównych dróg w południowej części obwodu (otoczyły główny węzeł komunikacyjny – Tokmak, blokują także Enerhodar). W obwodzie ługańskim siły ukraińskie wykorzystały lukę operacyjną pomiędzy zgrupowaniem rosyjskim w obwodzie charkowskim a siłami tzw. separatystów i podeszły do granicy Rosji.

W Konotopie (obwód sumski) doszło do lokalnych negocjacji z Rosjanami, w których strona ukraińska pod groźbą bombardowania miasta zgodziła się nie podejmować działań zbrojnych wobec nich i nie blokować linii komunikacyjnych. W zamian przeciwnik zobowiązał się do niezajmowania miasta.

Dotychczasowe tempo ofensywy armia rosyjska utrzymała w obwodzie mikołajowskim, kontynuując działania w kierunku północnym. Została zatrzymana na wysokości Wozniesieńska nad Bohem, 80 km na północny zachód od Mikołajowa, gdzie toczą się walki. W Chersoniu i okolicach uaktywniła się ukraińska obrona terytorialna, która podważyła rosyjską kontrolę nad stolicą obwodu. W kierunku Zatoka–Odessa zbliża się grupa rosyjskich okrętów (cztery duże jednostki desantowe w eskorcie trzech małych korwet rakietowych), stanowiąca trzecią część sił desantowych, jakie ma do dyspozycji Marynarka Wojenna FR na Morzu Czarnym.

Systematycznie niszczone z powietrza i ogniem artylerii (głównie rakietowej) są Kijów, Czernihów (zbombardowane składy paliwa), Sumy (duże bombardowanie obiektów wojskowych), Charków (wojska agresora miały rozluźnić pierścień okrążenia na 2–3 km, zrywając kontakt ogniowy) i Mariupol, a także mniejsze miejscowości na zapleczu operacji i głównych kierunkach natarcia. Podobnie niszczy się miasta (głównie Lisiczańsk) w strefie oddziaływania tzw. separatystów w Donbasie, którzy kontynuują działania w kierunku Nowego Ajdaru i Wołnowachy. Ograniczono uderzenia rakietowo-powietrzne na cele poza głównym obszarem walk. Według ocen amerykańskich od rozpoczęcia agresji Rosjanie mieli wystrzelić 450 rakiet wszystkich typów.

Siły Zbrojne Ukrainy utworzyły zgrupowanie obronne na Wołyniu, które ma zabezpieczać północno-wschodnie rubieże państwa w przypadku uderzenia z obwodu brzeskiego. Dotychczas nie potwierdzono informacji o przygotowywaniu do wkroczenia do kraju jednostek armii białoruskiej, jednak pozostaje ona w gotowości bojowej. Na Białorusi nadal znajduje się także część rozmieszczonych tam wcześniej wojsk FR. MSW Ukrainy ostrzega, że nie wyklucza rosyjskiej prowokacji wobec Białorusi. W ramach operacji specjalnej oddziały rosyjskie przebrane w ukraińskie mundury mogą zaatakować białoruskie posterunki graniczne, a nawet posunąć się do ostrzału artyleryjskiego i aktów sabotażu w rafinerii w Mozyrzu. Działania te mają zmusić Alaksandra Łukaszenkę do wydania zgody na użycie jednostek armii.

Ukraiński Sztab Generalny podał kolejne dane o stratach rosyjskich. Łącznie od 24 lutego wyniosły one: zabici i ranni – ok. 9000, czołgi – 211, BWP – 900, systemy artyleryjskie – 90, wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet – 42, systemy obrony powietrznej – 11, samoloty – 30, śmigłowce – 31, inne pojazdy – 374, lekkie łodzie motorowe – 2, cysterny z paliwem – 60, bezpilotowce – 3. W komunikacie podkreślono, że dane są szacunkowe.

Według Ministerstwa Obrony FR straty ukraińskie wyniosły 2870 zabitych, ok. 3700 rannych, 572 jeńców. Łącznie podczas operacji zniszczono 1533 cele, w tym: 54 stanowiska dowodzenia i centra łączności Sił Zbrojnych Ukrainy, 39 zestawów rakiet przeciwlotniczych S-300, Buk M-1 i Osa oraz 52 stacje radiolokacyjne. Zniszczono również 47 samolotów na ziemi i 13 w powietrzu, 484 czołgi i inne pojazdy opancerzone, 63 wyrzutnie wieloprowadnicowe, 217 armat i moździerzy polowych, 336 specjalnych pojazdów wojskowych oraz 47 bezzałogowych statków powietrznych. Po raz pierwszy Rosjanie poinformowali także o stratach własnych – wynoszą one 498 zabitych i 1597 rannych. Wśród ofiar śmiertelnych jest gen. mjr Andriej Suchowiecki, zastępca dowódcy 41. Armii.

Władze w Kijowie kontynuują ofensywę informacyjną mającą na celu umocnić opór społeczeństwa – przekonują, że wróg jest zdemoralizowany, nie dysponuje wystarczającymi zapasami żywności i masowo porzuca broń. Minister obrony Ołeksij Reznikow wezwał Ukraińców na terenach zajętych przez wojska wroga do prowadzenia walk partyzanckich i podpalenia tylnych kolumn wsparcia z żywnością i amunicją. Rada Najwyższa zamierza uchwalić zmiany w kodeksie karnym, aby zwiększyć odpowiedzialność za dopuszczenie się aktu zdrady stanu lub dywersji, za co ma grozić kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Prezydent Zełenski wydał dekret o powołaniu Sztabu Koordynacyjnego ds. Humanitarnych i Społecznych, który ma pomagać najmocniej dotkniętym wojną mieszkańcom. Będzie koordynować dostawy pomocy humanitarnej z zagranicy oraz dystrybuować pomoc państwową i przekazaną przez wielki biznes dla administracji wojskowych i społeczności lokalnych. W tym kontekście uproszczono przepisy związane z importem towarów stanowiących pomoc humanitarną, a wiele państw europejskich zgodziło się na przejazd transportów bez zezwoleń międzynarodowych. Rządzący zaapelowali do organizacji międzynarodowych o wsparcie w tworzeniu korytarzy humanitarnych w zajętych miastach, w których Rosjanie dokonują grabieży i mordów, a problemy aprowizacyjne się pogłębiają. Władze dążą do powstrzymania wzrostu cen żywności i opanowania paniki zakupowej. Wprowadzono państwową regulację cen w sieciach handlowych na tzw. ważne społecznie towary. Mimo niedoboru surowców, prądu, siły roboczej oraz problemów logistycznych żywność nadal jest produkowana i rozwożona do sklepów.

Prezydent Zełenski i szef dyplomacji Dmytro Kułeba przeprowadzili szereg rozmów międzynarodowych na temat wzmocnienia zdolności bojowych sił ukraińskich, zwiększania zakresu sankcji i przeciwdziałania próbom ich obchodzenia przez Rosję. Zgromadzenie Ogólne ONZ przegłosowało 141 głosami (przeciw było tylko pięć państw: Rosja, Syria, Korea Północna, Erytrea, Białoruś) rezolucję potępiającą napaść Rosji i wzywającą ją do bezwarunkowego opuszczenia terytorium państwa ukraińskiego w uznanych prawem międzynarodowym granicach.

Według danych Straży Granicznej RP 2 marca granicę polsko-ukraińską przekroczyło 95 tys. osób, a łącznie od początku inwazji – 575,1 tys. Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców poinformowało z kolei, że od 24 lutego Ukrainę opuściło już milion osób. Komisja Europejska rozpoczęła przygotowywanie przepisów, dzięki którym osoby uciekające przed wojną będą mogły uzyskać tymczasowy azyl w UE (zezwolenie na pobyt, dostęp do edukacji i rynku pracy).

osw.waw.pl

— Dzień przed inwazją powiedzieli nam wprost, że będzie wojna — opowiada dziennikarz stacji telewizyjnej Zwiezda, kanału TV należącego do ministerstwa obrony Rosji. — Jesteśmy przyzwyczajeni do przebywania w strefach wojny, zawsze podróżujemy z wojskiem, więc jest względnie bezpiecznie. Ale tym razem było to straszne.

Dziennikarz Zwiezdy przyznaje, że on i większość jego kolegów popierała politykę zagraniczną Putina. Ale teraz, kiedy zobaczyli, co się naprawdę dzieje w Ukrainie, zmieniają zdanie.

Dziennikarz Kanału 2 (programu 2 państwowej telewizji), mówi, że celowo nie śledzi tego, co dzieje się na Ukrainie: — Nie chcę się nad tym zastanawiać. Naprawdę nie rozumiem, co się tam dzieje i nie chcę rozumieć. Mówią nam, że Putin nie miał wyboru, a ja staram się w to wierzyć.

Nie wszyscy jednak starają się zrozumieć Putina. Inny dziennikarz Kanału 2 ujawnia, że reporterzy kilku mediów rosyjskich założyli prywatny chat w sieci, gdzie dyskutują o tym, co się dzieje w Ukrainie. — Wielu z nich boi się, że zostaną wysłani, by relacjonować wojnę. Jeden z naszych kamerzystów z lokalnej stacji przy granicy z Ukrainy zrezygnował z tego powodu z pracy — mówi dziennikarz. — Ludzie są głęboko przygnębieni. Większość z nich zdaje sobie sprawę z tego, co robi, ale nie mają innych możliwości pracy.

Moskiewscy reporterzy Kanału 1 (Programu 1 państwowej telewizji) i rosyjscy korespondenci zagraniczni, którzy nie zgadzają się z oficjalnym stanowiskiem, rozmawiają na prywatnych czatach internetowych. Dwie osoby udzielające się na nich powiedziały nam, że doskonale rozumieją, jaką propagandę robi Kanał 1, ale nie mogą w żaden sposób wpłynąć na politykę redakcji. Obie osoby powiedziały nam, że boją się zwolnienia.

— Wiele osób, które w ostatnich latach odeszły z pracy, bo chciały przestrzegać zasad dziennikarskich, nie mogło potem znaleźć pracy — mówi dziennikarz z 15-letnim stażem w Kanale 1. — Niektórzy potem wrócili. Jeden z tych >opozycjonistów< pracuje teraz w redakcji obsługującej Kreml. Ludzie potrafią przekonać się do wszystkiego.

Dziennikarze powiedzieli, że ich koledzy z państwowych mediów często cierpią na depresję i mają problemy z alkoholem, ale kariera w państwowym wydawnictwie nadal pozostaje bardzo atrakcyjna dla wielu Rosjan. Tylko kilka osób odeszło z pracy — "The Moscow Times" znalazło dwie z nich.

Jedna z dziennikarek Kanału 1, która obecnie kręci materiały krytykujące USA, w 2014 r. była przeciwniczką polityki Putina w 2014 roku. W prywatnych rozmowach mówiła wówczas, że jest przeciwna aneksji Krymu i wsparciu dla separatystycznych regionów Donbasu. Miała jednak na tyle rozsądku, by tego nie okazywać publicznie. Dziś ma świetną pensję i jest uważana za jedną z najlepszych dziennikarek w kraju.

W redakcji dużej i znanej gazety "Izwiestia" zrozpaczona dziennikarka powiedziała nam w tajemnicy, że urodziła się w Ukrainie i jest kategorycznie przeciwna działaniom wojennym: — Ciągle sprawdzam doniesienia. Mam tam krewnych i przyjaciół. Boję się o nich. Ale nie mówię nic moim współpracownikom. Mam do spłacenia kredyt hipoteczny.

Wiele państwowych firm medialnych zaczęło ostatnio sprawdzać posty swoich pracowników w mediach społecznościowych, ale od czasu inwazji na Ukrainę monitorowani są już wszyscy dziennikarze pracujący w mediach państwowych. — Jest osoba, która sprawdza nasze posty. Wiem, kim ona jest, ale nie podam jej nazwiska — mówi dziennikarz Kanału 1. — Ona donosi asystentom szefa dyrekcji programów informacyjnych. Wtedy zaczynają do nas dzwonić z góry z żądaniem, żebyśmy zdjęli nasze wpisy.

Inny dziennikarz opowiada, jak pod koniec lutego dziennikarzom Kanału 1 i 2 kazano nakręcić materiały o uchodźcach z Ukrainy. — Ostatnie cztery materiały, które nakręciliśmy, dotyczyły uchodźców z Donbasu, którzy osiedlili się w różnych częściach kraju — mówi dziennikarz Kanału 2. — Naprawdę im współczuliśmy, wiele przeszli. Ale cały czas myślę o tym, jaka to hipokryzja — teraz w Ukrainie tysiące ludzi są teraz nieustannie ostrzeliwane.

Jednak nie wszyscy pracujący w państwowych mediach milczą. Niektórzy zabierają głos, nawet jeśli szkodzi to ich karierze.

"Strach i ból. NIE DLA WOJNY". Iwan Urgant, bardzo popularny prowadzący nocnego talk-show na Kanale 1, napisał to krótkie oświadczenie na Instagramie. Od tamtej pory nie pojawił się na antenie, choć rzeczniczka stacji twierdzi, że nadal jest pracownikiem Kanału Pierwszego.

Petersburska dziennikarka Anna Zasławska, która pracowała przy programie politycznym "Interwizja", odeszła z Kanału 78 z powodu swojego stanowiska w sprawie Ukrainy. Jelena Czernienko, znana dziennikarka gazety "Kommiersant", została usunięta z listy dziennikarzy współpracujących z Ministerstwem Spraw Zagranicznych po tym, jak podpisała list otwarty, w którym domagała się zaprzestania działań wojennych przeciwko Ukrainie. Czernienko pracowała w tym zespole prasowym od 11 lat.

W ub.r. rosyjski budżet państwa przeznaczył na media państwowe 102,8 mld rubli (4,3 mld zł). Największym beneficjentem funduszy państwowych jest telewizja RT, która w 2020 r. otrzymała 27,4 mld rubli (1,1 mld zł). Kanał 1 otrzymał 6,5 mld rubli (272,2 mln zł) dotacji.

onet.pl

- Schwytałeś rosyjski czołg lub transporter opancerzony i martwisz się, jak to zadeklarować? Zachowaj spokój i kontynuuj obronę Ojczyzny! Nie ma potrzeby zgłaszania zdobytych rosyjskich czołgów i innego sprzętu, ponieważ ich wartość nie przekracza stu-krotności płacy minimalnej (248.100 hrywien) – głosi komunikat służb prasowych Narodowej Agencji ds. Zapobiegania Korupcji.

Jak dodano, w tym przypadku nie ma też obowiązku składania deklaracji o istotnej zmianie stanu majątkowego w ciągu 10 dni.

W komunikacie wyjaśniono, że zdobycze bojowe nie podlegają obowiązkowi ujawnienia ich w oświadczeniach podatkowych z następującego powodu: zostały one zdobyte nie w wyniku zawarcia jakiejkolwiek transakcji, lecz w związku z agresją na pełną skalę Federacji Rosyjskiej 24 lutego 2022 r. przeciwko niepodległemu i suwerennemu państwu ukraińskiemu, która jest kontynuacją podstępnego ataku Federacji Rosyjskiej na Ukrainę rozpoczętego w 2014 r.

rp.pl

środa, 2 marca 2022


Szóstego dnia operacji Siły Zbrojne FR zintensyfikowały działania przeciwko jednostkom armii ukraińskiej, kontynuowały także – szczególnie nocą 1/2 marca – uderzenia powietrzno-rakietowe na miasta położone w rejonach walk, w tym na obiekty cywilne. Ostrzał prowadzony jest również przez artylerię (głównie rakietową) rozmieszczoną na obrzeżach miast. W największym stopniu zniszczony został Charków, coraz większe straty w infrastrukturze odnotowywane są w Czernihowie i Mikołajowie oraz wielu mniejszych miastach na wschodzie Ukrainy (zniszczona została 20-tysięczna Wołnowacha). W Kijowie agresor ostrzelał instalację nadawczą na wieży telewizyjnej, co tymczasowo przerwało rozsyłanie sygnału w trybie naziemnym.

Na północy i północnym wschodzie (w nomenklaturze ukraińskiej – kierunki poleski i siewierski) kontynuowano spychanie jednostek ukraińskich w stronę stolicy. Miasto przygotowuje się do odparcia uderzenia, trwają starcia z rosyjskimi grupami dywersyjno-rozpoznawczymi. Od strony zachodniej siły rosyjskie osiągnęły granice Kijowa, natomiast od północy i wschodu obrońcy powstrzymują agresora w odległości kilkunastu–kilkudziesięciu kilometrów od miasta. Rozciągnięcie sił rosyjskich na kierunku północno-wschodnim umożliwiło pozostającym tam pododdziałom ukraińskim na przejściowe odzyskanie kontroli nad odcinkiem autostrady Kijów–Moskwa. Do odparcia szturmu przygotowuje się Czernihów (obrońcy mieli zaminować wszystkie drogi wjazdowe do miasta). Na kierunku północnym Rosjanie rozpoczęli poszerzanie obszaru działań w kierunku południowo-zachodnim, uderzając na Żytomierz (nocne bombardowanie, na jego obrzeżach trwają walki).

Po przełamaniu ukraińskich linii obrony w okolicach okrążonego Charkowa (kierunek słobodzki) siły rosyjskie kontynuowały ofensywę w kierunku zachodnim – osiągnęły Krasnohrad i wyprowadziły pomocniczy kierunek uderzenia na Izium, gdzie skutecznie powstrzymały je wojska ukraińskie. Utrzymana została linia obrony w obwodzie sumskim. 1 marca po raz pierwszy od momentu rosyjskiego uderzenia na Ukrainę doszło tam do lokalnej wymiany jeńców. Nieznaczne postępy, połączone z dużymi zniszczeniami w infrastrukturze i ewakuacją ludności cywilnej, poczyniły jednostki tzw. separatystów w Donbasie. Głównym obszarem walk jest tam Mariupol, który – podobnie jak Charków – został całkowicie okrążony (również od strony morza).

Po jednodniowej przerwie rozwija się rosyjska ofensywa na południu (kierunek taurydzki). Po nocnych starciach siły rosyjskie miały opanować pierwszą stolicę obwodu – Chersoń. Trwają walki o Mikołajów, rosyjskie wojska podeszły także pod Zaporoże (miasto zostało zbombardowane nocą), okrążając miasto od wschodu. Po okrążeniu Chersonia (jeszcze przed jego zajęciem) i Mikołajowa kolumny rosyjskie zaczęły posuwać się w kierunku północnym, wchodząc w kontakt ogniowy z jednostkami ukraińskimi 50–70 km na północ od obu miast. W kierunku Odessy przemieszcza się zgrupowanie desantowe połączonych flot: Czarnomorskiej, Bałtyckiej i Północnej.

Ukraiński Sztab Generalny Sił Zbrojnych podał informację pozwalającą zobrazować wysiłek armii rosyjskiej na poszczególnych kierunkach. W granicach Ukrainy ma się znajdować 120 tys. rosyjskich żołnierzy (80% potencjału lądowego zgromadzonego przed inwazją). Najsilniejsze zgrupowania nacierają z obwodu czernihowskiego na Kijów (17 batalionowych grup taktycznych, bgt) i obwodu charkowskiego na Dniepr (16 bgt). Na pozostałych kierunkach siły rosyjskie liczą od dwóch do pięciu batalionowych grup taktycznych, co oznacza, że ich zadaniem jest głównie wiązanie i blokowanie ruchów wojsk ukraińskich. Nie ujawniono natomiast informacji o liczebności zgrupowania nacierającego na Kijów z północy i z zachodu.

Strona ukraińska podaje, że w ciągu sześciu dni inwazji agresor stracił 5840 żołnierzy, 30 samolotów, 31 śmigłowców, 211 czołgów, 862 bojowych wozów opancerzonych, 85 systemów artyleryjskich, 40 wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych, 355 samochodów, 2 kutry, 3 bezzałogowe statki powietrzne i 60 cystern. Podkreślono, że dane nie są precyzyjne, a obliczenia komplikuje duża intensywność działań wojennych. Z kolei według rosyjskiego resortu obrony od początku operacji Siły Zbrojne FR zniszczyły 1502 obiekty infrastruktury Sił Zbrojnych Ukrainy (w tym 51 stanowisk dowodzenia, 51 stacji radiolokacyjnych i 38 systemów rakietowych obrony powietrznej), 47 samolotów na ziemi i 11 w powietrzu, 472 czołgi i inne bojowe wozy opancerzone, 62 wieloprowadnicowe wyrzutnie pocisków rakietowych, 206 dział i moździerzy, 336 specjalistycznych pojazdów wojskowych oraz 46 bezzałogowych statków powietrznych.

Ministerstwo Cyfryzacji uruchomiło portal pozyskiwania funduszy na odbudowę Ukrainy i jej armii. Resort przedstawił także aplikację mobilną „Alarm powietrzny”, która wysyła ostrzeżenia o alarmach powietrznych i in., nawet w trybie wyciszenia lub uśpienia smartfona. Z kolei władze lokalne umacniają łączność internetową, montując nadajniki internetu bezprzewodowego.

Władze ukraińskie zapowiedziały początek cyberofensywy przeciwko Rosji z udziałem agencji rządowych, służb wywiadowczych, hakerów i całej patriotycznej społeczności IT – wezwały do udziału w „wojnie informacyjnej” i włączania się w szeregi „Wojsk Internetowych Ukrainy”, by dementować fake newsy oraz rozpowszechniać wśród Rosjan prawdziwe informacje o agresji. Powiązana z Anonymous grupa hakerów NB65 zablokowała stronę agencji Roskosmos i poinformowała, że naruszyła zabezpieczenia systemu kontrolowania rosyjskich satelitów. Moskwa zdementowała te doniesienia, ale uspokajający komunikat nie osłabił globalnego przekazu hakerów wskazujących na słabość rosyjskich systemów bezpieczeństwa. Skutecznie blokowany jest dostęp do stron internetowych Kremla, MSW, FSB, Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Obrony FR.

Wystąpienie prezydenta Zełenskiego przed Parlamentem Europejskim, w którym w poruszający sposób zwrócił się o podjęcie wszelkich możliwych kroków, by powstrzymać dalszą agresję, poprzedziło rezolucję tego gremium, rekomendującą przyjęcie Ukrainy do UE. Prezydent nazwał działania Rosji terroryzmem państwowym i powtórzył wezwanie do postawienia rosyjskich decydentów przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym za działania o charakterze ludobójczym (pierwsze przesłuchania 7–8 marca). Kijów uważa, że warunkiem rozpoczęcia drugiej rundy negocjacji jest całkowite zawieszenie broni.

W ciągu ostatnich pięciu dni na Ukrainę wróciło ok. 80 tys. osób, głównie mężczyzn, by stawić opór agresorowi. Jednocześnie trwa exodus ludności cywilnej do Polski i innych państw UE. Od początku inwazji granicę z Polską przekroczyło 453 tys. osób, z czego 1 marca – 98 tys. Przez przejścia graniczne na Zakarpaciu – w kierunku Słowacji, Węgier i Rumunii – wyjechało od początku agresji 140 tys. osób. Obwód lwowski rozlokował 40 tys. uchodźców wewnętrznych (bez wliczania osób, które zatrzymują się u rodziny czy znajomych) i deklaruje przyjęcie w najbliższych dniach kolejnych 20 tys. oraz dalsze zwiększanie możliwości ich rozmieszczania. Równocześnie mer Lwowa wezwał znajdujących się wśród uchodźców mężczyzn w wieku poborowym, którzy wywieźli swoje rodziny z terenów zagrożonych, do wstępowania w szeregi wojsk obrony terytorialnej lub powrotu do swoich miast i włączania się w ich obronę.

W wyniku ostrzałów rakietowo-powietrznych wielu miast 1 marca zginęli kolejni cywile, brakuje jednak aktualnych danych zbiorczych: w Charkowie – 21 osób, w Żytomierzu – 2, w Kijowie – 5. Wśród ofiar nalotu w stolicy znalazły się dwie osoby, które odwiedzały Babi Jar – miejsce zagłady ponad 100 tys. ofiar niemieckich podczas II wojny światowej. Zełenski skierował apel do środowisk żydowskich z całego świata, w którym porównał ostrzał Babiego Jaru czy Humania (miejsc o znaczeniu sakralnym dla Żydów) do działań niemieckich nazistów i oskarżył Rosjan o ponowne mordowanie ofiar Holokaustu.

osw.waw.pl

wtorek, 1 marca 2022


W niedzielę 27 lutego (na dzień przed spotkaniem rosyjskich i ukraińskich zespołów negocjacyjnych) prezydent Władimir Putin poinformował o postawieniu w stan podwyższonej gotowości sił nuklearnych Federacji Rosyjskiej. Dodajmy, że Putin nie doprecyzował, czy mowa tu o siłach strategicznych, czy też niestrategicznych.

Nie był to pierwszy przykład sygnalizacji strategicznej Kremla odnoszący się do broni jądrowej podczas trwającego kryzysu. Już pod koniec ubiegłego roku Kreml poinformował o przełożeniu na luty dorocznych ćwiczeń strategicznych sił jądrowych Grom, które odbywają się zazwyczaj jesienią. W przededniu kryzysu natomiast Kreml kapitalizował nieprzemyślaną, jak się wydaje, wypowiedź Wołodymyra Zełenskiego, który podczas konferencji MSC w Monachium oświadczył, że w obliczu agresji Rosji oraz braku adekwatnej reakcji państw Zachodu Kijów uznaje zapisy memorandum budapeszteńskiego za nieobowiązujące, co odczytywać należy (i taka była również percepcja Rosji) jako wycofanie się przez Ukrainę z decyzji o porzuceniu programu pozyskania broni nuklearnej. W reakcji na słowa Zełenskiego zarówno Putin, jak i minister obrony Rosji Siergiej Szojgu zareagowali formułowanymi mniej lub bardziej explicite groźbami, odnoszącymi się do poczucia zagrożenia Rosji oraz konieczności „zareagowania na realne niebezpieczeństwo, w wypadku gdyby Ukraina weszła w posiadanie broni masowego rażenia”; warto odnotować, że słowa Putina nie odnosiły się wyłącznie do broni nuklearnej, ale również do broni chemicznej czy biologicznej – co wydaje się istotne w kontekście hipotetycznych prób dotrzymania przez Ukrainę kroku Rosji na drabinie eskalacyjnej. Prezydent Rosji starał się uwiarygodnić swoje obawy, stwierdzając, że nie uważa ukraińskich gróźb za puste, a Kijów „posiada znaczące kompetencje” w zakresie technologii potrzebnych do skonstruowania broni nuklearnej. Poniedziałkową wypowiedź Putin w sposób oczywisty kierował również do Zachodu, który „może pomóc Ukrainie zdobyć ową broń, tworząc kolejne niebezpieczeństwo dla naszego państwa”. Wreszcie podczas przemówienia, będącego w gruncie rzeczy wypowiedzeniem Ukrainie wojny, Putin sformułował kolejne ostrzeżenie mające na celu odstraszenie państw zachodnich od potencjalnego zaangażowania się w konflikt ukraiński, mówiąc, że „Rosja pozostaje jednym z najpotężniejszych mocarstw nuklearnych” oraz że „posiada przewagę w pewnych najbardziej nowoczesnych typach uzbrojenia (…) nikt nie powinien mieć złudzeń, że każdy potencjalny agresor dozna porażki i przerażających skutków, jeżeli spróbuje zaatakować nasz kraj”. W piątek media opublikowały nagranie – według części komentatorów z obwodnicy Moskwy – na którym widoczna była przenosząca ładunki nuklearne rakieta balistyczna o zasięgu międzykontynentalnym Yars. Wreszcie w niedzielę świat obiegła wspomniana już wyżej informacja o podwyższeniu stanu gotowości sił jądrowych.

Działania Rosji nie powinny stanowić zaskoczenia w świetle zarówno rosyjskiej polityki deklaratywnej (sformułowanej w opublikowanym 2 czerwca dokumencie zatytułowanym „Fundamenty polityki państwa w zakresie odstraszania nuklearnego”), poprzednich działań Federacji Rosyjskiej (chociażby po aneksji Krymu) oraz wystąpień przedstawicieli kremlowskiej administracji. Rosja począwszy od lat 90., gdy zrewidowała obowiązującą od czasów sowieckich deklarację nieużywania broni nuklearnej jako pierwsza (NFU, no first use), konsekwentnie rozbudowywała zdolności w zakresie niestrategicznej (a więc ujmując rzecz niezwykle skrótowo: o krótszym zasięgu i ograniczonej sile eksplozji) broni nuklearnej; z biegiem czasu koncepcja użycia tejże broni została na Zachodzie ochrzczona mianem doktryny deeskalacji nuklearnej (ang. escalate to de-escalate). Jak zauważyliśmy w części raportu Armii Nowego Wzoru poświęconej problemowi zarządzania dynamiką eskalacji i rosyjskim groźbom nuklearnym, doktryna ta stypuluje, że „Rosjanie mogliby zdecydować się na użycie broni nuklearnej, aby galwanizować zdobycze terytorialne lub polityczne osiągnięte w toku szybkiej, kilku- lub najwyżej kilkunastodniowej, kampanii. Lub też mogliby podjąć próbę zakończenia konfliktu na akceptowalnych dla siebie warunkach w momencie, w którym w toku nieudanej kampanii realna staje się porażka uniemożliwiająca Kremlowi osiągnięcie celów wojennych. Wówczas Rosjanie mogą wyzyskać groźbę wykorzystania doktryny deeskalacji nuklearnej w celu zakomunikowania Amerykanom niebezpieczeństwa niekontrolowanej eskalacji, jeżeli działania wojenne będą kontynuowane”.

W części dotyczącej eskalacji jądrowej raportu Armii Nowego Wzoru stwierdzamy, że charakterystyczną cechą rosyjskich gróźb użycia broni nuklearnej w paradygmacie deeskalacji jądrowej jest to, iż nie są one kierowane pod adresem państwa, wobec którego zostałaby ona użyta, ale nade wszystko wobec jego (dysponującego bronią nuklearną) patrona – zazwyczaj Stanów Zjednoczonych. Jest tak przede wszystkim dlatego, że groźba użycia przez Moskwę broni nuklearnej ma wymusić na Zachodzie gotowość do zaakceptowania ustępstw względem Rosjan, alternatywą może być bowiem konflikt nuklearny – w założeniu początkowo ograniczony, ale grożący zajściem niekontrolowanej eskalacji, jeżeli Zachód „nie odpuści”. Grożąc użyciem broni nuklearnej w toku konfliktu konwencjonalnego, Rosjanie celowo i świadomie przedstawiają się jako państwo gotowe do doprowadzenia do asymetrycznej, i być może niekontrolowanej, eskalacji. Esencją rosyjskiej strategii deeskalacji nuklearnej – a więc gotowości do „wejścia” w ograniczoną wojnę nuklearną – jest więc to, co Thomas Schelling nazwał kiedyś „zawodami w podejmowanie ryzyka” (competition in risk taking) – gdzie ryzykiem jest niebezpieczeństwo zajścia niekontrolowanej eskalacji. Rosjanie wierzą, iż będą w stanie owe zawody wygrać, stawka rozgrywki jest bowiem większa dla nich niż dla państw Zachodu – a tym samym w obliczu gróźb rosyjskich mogących doprowadzić do katastrofalnej, pełnej wymiany nuklearnej zachodnie stolice będą musiały powiedzieć „pas”.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że kalkulacja ta nie znajduje zastosowania w wypadku państwa, które pada ofiarą rosyjskiej agresji. Jeżeli stawką rozgrywki z Rosją jest dalsze istnienie państwowości (oraz przeżycie władz zaatakowanego państwa), potencjał odstraszający rosyjskich gróźb jest ograniczony. W przeciwieństwie do Zachodu mogą być gotowe sprawdzić, czy Rosjanie przypadkiem nie blefują – zwłaszcza jeżeli są powody, aby tak uważać. Taką tolerancją ryzyka wykazali się w toku konfliktu Ukraińcy; wkrótce po podniesieniu przez Rosję stopnia gotowości sił nuklearnych minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba oznajmił, że jest to „próba podbicia stawki oraz wywarcia nacisku na ukraińską delegację”, a ewentualne użycie broni nuklearnej przez Rosję „będzie katastrofą dla świata, ale nas nie złamie”. Kułeba sygnalizował więc, że Rosjanie, próbując wymusić na Ukraińcach za pomocą gróźb użycia tej broni deeskalację konfliktu oraz akceptację części ich postulatów, ponieśli porażkę; jego słowa implikowały również, że jeżeli Moskwa faktycznie posunęłaby się do ich realizacji, musiałaby sięgnąć po broń nuklearną więcej niż raz. Tu jednak pojawia się problem, bowiem chociaż Ukraina sygnalizuje gotowość do sprawdzenia rosyjskiego blefu (lub nawet kontynuacji walki w mało prawdopodobnym scenariuszu spełnienia przez Rosję jej gróźb), to istnieją powody, aby podejrzewać, że Amerykanie – z przyczyn oczywistych – mogą nie wykazać się podobną tolerancją ryzyka co Ukraińcy. Zachodzi więc niebezpieczeństwo, że – o ile potraktują rosyjskie groźby poważnie – Amerykanie w pewnym sensie mogą stać się narzędziem Rosjan, i w obawie przed użyciem przez Rosję broni jądrowej zaczną naciskać na Ukraińców, aby ci zaakceptowali niektóre przynajmniej warunki stawiane przez Kreml. Roli nacisków Zachodu nie należy ignorować; wydaje się, że to właśnie presja Stanów Zjednoczonych i zachodnioeuropejskich partnerów Ukrainy zadecydowała o tym, że Ukraina nie zarządziła powszechnej mobilizacji przed wybuchem konfliktu, a to realnie wpłynęło na zdolność ukraińskich sił zbrojnych do stawienia oporu siłom rosyjskim. Istotną kwestią stanie się więc podatność kierownictwa państwa ukraińskiego na naciski Waszyngtonu, Londynu, Berlina czy Paryża. Na razie jednak wydaje się, że biały Dom z dużą rezerwą podchodzi do rosyjskich prób sygnalizacji; w odpowiedzi na pytanie: „Czy Amerykanie powinni obawiać się wybuchu wojny jądrowej”, zadane mu podczas niedzielnego wystąpienia, prezydent USA Joe Biden odpowiedział po prostu: „Nie”. Natomiast rzecznik prasowa Białego Domu Jen Psaki oznajmiła podczas briefingu prasowego, że Stany Zjednoczone „nie widzą uzasadnienia dla podniesienia gotowości” własnych sił nuklearnych.

Autor pozostaje sceptyczny co do prawdopodobieństwa użycia przez Rosję broni nuklearnej w toku trwającego obecnie konfliktu. Ukraina jest (znacznie) słabszym konwencjonalnie państwem nieposiadającym zdolności projekcji siły wobec Moskwy oraz niedysponującym bronią jądrową; użycie broni nuklearnej wobec niej byłoby reakcją skrajnie nieproporcjonalną oraz – z punktu widzenia interakcji z Kremlem na scenie międzynarodowej – nieracjonalną. Nie ma wątpliwości, że w wyniku złamania przez Rosję nuklearnego tabu (i to w toku wojny agresywnej) nie tylko Zachód, ale również chociażby Chiny czy Indie musiałyby co najmniej dokonać głębokiej reewaluacji analizy zysków i strat związanych ze współpracą z Kremlem, i prawdopodobnie wynik tej analizy oznaczałby gwałtowne i daleko idące ograniczenie współpracy z Moskwą.

Po drugie, choć może się wydawać, że wraz z katastrofalnym przebiegiem kampanii na Ukrainie i zachodnimi sankcjami w jej następstwie Rosja już teraz stała się pariasem na scenie międzynarodowej, autor artykułu jest zdania, iż użycie przez Rosję broni nuklearnej wobec Ukrainy w celach deeskalacyjnych miałoby konsekwencje znacznie dalej idące niż te, z którymi Moskwa musi się mierzyć obecnie. Wydaje się, że fakt, iż sankcje Zachodu zostały nałożone tak nagle i z przeskoczeniem kilku co najmniej szczebli na drabinie eskalacyjnej (jeszcze w czwartek sankcje nałożone na Rosję przez USA i UE były przecież wciąż dość zachowawcze), pozwala się zastanawiać, czy nie były one mniej owocem chłodnej kalkulacji, a bardziej wynikiem reakcji emocjonalnej oraz rezultatem ogromnej presji społecznej, wywołanej percepcją kryzysu przez społeczeństwa państw zachodnich. To z kolei może oznaczać, że wraz ze stopniowym wygaszeniem emocji wśród decydentów i społeczeństw Zachodu (które nadejdzie przecież nieuchronnie) konsekwencje owych sankcji, takie jak pełne wepchnięcie Rosji w orbitę Chin czy też gwałtownie rosnące ceny energii i towarzysząca im inflacja, nakażą zachodnim decydentom częściowe przynajmniej ich złagodzenie. Użycie broni jądrowej uniemożliwi jednak tego rodzaju działanie, permanentnie relegując Rosję do statusu państwa zbójeckiego. Wreszcie, choć Ukrainy nie obejmują gwarancje bezpieczeństwa ani Stanów Zjednoczonych, ani innych państw dysponujących bronią nuklearną, Rosja musi być świadoma, że wraz z użyciem broni nuklearnej, być może wielokrotnym, rośnie (w wyniku pomyłki, błędnej kalkulacji czy też błędów technicznych) faktyczne ryzyko niekontrolowanej wymiany jądrowej z innymi mocarstwami nuklearnymi.

Rosjanie mogą – i najprawdopodobniej spróbują – kontynuować sygnalizację strategiczną, gdy ich próby nacisku na Ukrainę się nie powiodą, a Amerykanie i Europejczycy nie będą chcieli lub mogli nakłonić Kijowa do przystąpienia do negocjacji i zaakceptowania przez Ukrainę części przynajmniej rosyjskich postulatów. Jeżeli faktycznie tak się wydarzy, można sobie wyobrazić zarówno kolejne wystąpienia Putina lub/oraz innych przedstawicieli rosyjskich władz (Gierasimowa, Szojgu), w których wobec Ukrainy oraz Zachodu formułowane będą groźby. Sami Rosjanie mogą także pielęgnować narrację, w myśl której Władimir Putin jest coraz bardziej nieprzewidywalny i zdesperowany obrotem spraw na Ukrainie; strategię taką przyjęła chociażby administracja Richarda Nixona na przełomie lat 60 i 70. Wówczas to elementy amerykańskiej administracji wykonywały „wrzutki” wobec przedstawicieli Moskwy, w których sugerowali, że Nixon „to szaleniec, który ma obsesję na punkcie komunizmu (…) nie możemy go powstrzymać, jest szalony, i trzyma palec na guziku nuklearnym”. „Madman Nixon” był klasycznym przykładem nuklearnego „brinkmanship” – a więc balansowania na krawędzi mającego przekonać oponenta o gotowości do doprowadzenia do niekontrolowanej eskalacji; Korea Północna uczyniła z tejże metody formę sztuki. Być może Rosjanie wykonają również sygnalizację wobec USA polegającą na dalszym podwyższaniu stanu gotowości, rozproszeniu sił nuklearnych oraz sparowaniu środków przenoszenia z głowicami. W bardziej skrajnych scenariuszach możliwe jest również przeprowadzenie testów broni nuklearnej przez Rosję (co wiązałoby się jednak ze złamaniem zapisów traktatu PTBT (Partial Nuclear Test Ban Treaty); taki rezultat wydaje się jednak mało prawdopodobny.

strategyandfuture.org

poniedziałek, 28 lutego 2022


W czwartej dobie walk strona ukraińska zaczęła wprowadzać coraz szersze embargo na informacje o bieżącej sytuacji (strona rosyjska od początku w ogóle nie powiadamia o przebiegu walk). W porannym komunikacie Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy poinformował enigmatycznie, że siły rosyjskie kontynuowały ofensywę powietrzną, w ramach której niszczone są lotniska wojskowe i cywilne, ukraińskie stanowiska dowodzenia i obrony powietrznej, ważna infrastruktura krytyczna, a także obszary zamieszkane i broniące się pododdziały ukraińskie. Według Kijowa wróg zmniejszył tempo ofensywy, ale nadal stara się rozwinąć powodzenie na wybranych kierunkach. Zdaniem strony ukraińskiej wszelkie rosyjskie próby osiągnięcia celu operacji militarnej nie powiodły się, a jednostki rosyjskie są zdemoralizowane i ponoszą duże straty. W komunikacie po raz pierwszy nie pojawiły się żadne konkrety dotyczące działań ukraińskich ani ich ocena.

Siły rosyjskie zacieśniają blokadę Kijowa od strony północnej i zachodniej, a także zmniejszają odległość dzielącą je od ukraińskiej stolicy po stronie wschodniej. Rosyjskie wojska inżynieryjne przygotowały kolejną przeprawę w okolicach miasta. Trwają walki o graniczące z Kijowem miasto Irpień. W stolicy mają działać grupy dywersyjno-rozpoznawcze (3–15 żołnierzy w każdej). Ukraińcy kontrolują dojazd do Kijowa tylko od strony południowej i najbliższych miejscowości od strony wschodniej (w tym niszczonego atakami portu lotniczego Boryspol). Nieugaszony pozostaje pożar składów paliwa w Wasylkowie, zbombardowanych przez Rosjan nocą 26/27 lutego.

Na południu działania przeniosły się z obwodu chersońskiego do obwodu zaporoskiego. 27 lutego Rosjanie zajęli Berdiańsk nad Morzem Azowskim (poprzedniego dnia wyminęli miasto, kierując kolumny w stronę Mariupola). Kontynuując działania wzdłuż wschodniego brzegu Dniepru, osiągnęli Wasylówkę, 160 km w górę biegu rzeki, licząc od Nowej Kachowki. Dochodzą sprzeczne informacje na temat kontroli nad Zaporoską Elektrownią Jądrową w Enerhodarze (największą na Ukrainie), zablokowaną przez Rosjan 27 lutego.

Trwają walki o Charków, przy czym działania prowadzone są już w granicach miasta, a także – ze zmiennym powodzeniem stron – w Donbasie (wieczorem 27 lutego siły ukraińskie odzyskały kontrolę nad Wołnowachą). Nie ma informacji o przebiegu walk w innych okrążonych bądź blokowanych miastach obwodowych (Czernihów, Sumy, Mariupol, Odessa). Według doniesień ukraińskich Odessa i obwód odeski mają być „naszpikowane” dywersantami. Brakuje także informacji o działaniach dużego zgrupowania desantowego połączonych sił Flot Czarnomorskiej, Bałtyckiej i Północnej (łącznie 11 dużych okrętów desantowych), które miały wyjść z Sewastopola 27 lutego wieczorem i kierować się w stronę Odessy (wcześniejsze desanty prowadzone były mniejszymi jednostkami sił specjalnych). Ataki rakietowe dotknęły porty lotnicze w Mikołajowie i Żytomierzu, a także Czerkasy i obwód czerkaski.

Według amerykańskiego Departamentu Obrony Rosja wykorzystała dotychczas w walkach dwie trzecie zgromadzonego wcześniej potencjału, a na Ukrainie znajduje się ok. 100 tys. rosyjskich żołnierzy (Siły Zbrojne Ukrainy liczą ok. 250 tys. żołnierzy rozciągniętych wzdłuż całej granicy, liczba zmobilizowanych w ostatnich dniach wynosi dalsze 100 tys.), a w bezpośredniej rezerwie wzdłuż granic Ukrainy pozostaje jeszcze 50 tys. żołnierzy rosyjskich. Amerykanie odnotowali także przypadki problemów z zabezpieczeniem logistycznym nacierających wojsk FR, w tym z dostawami paliwa. Do 27 lutego na Ukrainę miało spaść 320 rakiet, w większości balistycznych krótkiego zasięgu.

Wojska obrony terytorialnej wezwały ludność cywilną do zorganizowanego oporu i przedstawiły instrukcję działań. W związku z pojawianiem się kolumn sił nadchodzących od północy wezwano do zorganizowania punktów obserwacyjnych w celu identyfikowania ruchu jednostek rosyjskich, a w przypadku ich zauważenia – do blokowania przejazdu wszelkimi sposobami, niszczenia mostów, obrzucania kolumn „koktajlami Mołotowa”, wykorzystania sztucerów myśliwskich z celownikami optycznymi do precyzyjnego strzelania w opony pojazdów opancerzonych, przekazywania informacji o jeńcach, wywieszania banerów „Tutaj czeka cię tylko śmierć” oraz wzmacniania antyrosyjskiego przekazu w sieciach społecznościowych.

Ministerstwo Obrony Ukrainy przekazało kolejny komunikat o stratach wojsk rosyjskich od początku inwazji. Siły zbrojne FR od 24 lutego miały stracić 5300 ludzi, 191 czołgów, 816 pojazdów opancerzonych, 29 samolotów, 29 śmigłowców. Strona ukraińska podkreśla, że informacje mają charakter orientacyjny i wymagają doprecyzowania. Rośnie także liczba ofiar cywilnych wśród Ukraińców – od początku agresji zginęło 352 cywilów, w tym 14 dzieci, a rannych zostało 1684 cywilów, w tym 116 dzieci.

Władze Ukrainy zgodziły się na podjęcie bez żadnych warunków wstępnych rozmów pokojowych ze stroną rosyjską na białorusko-ukraińskiej granicy w pobliżu rzeki Prypeć. Organizację spotkania uzgodniono podczas rozmowy telefonicznej prezydenta Zełenskiego z Alaksandrem Łukaszenką (z inicjatyw tego drugiego). Poprzedziła ją ostra i nerwowa reakcja Łukaszenki na niedzielne wystąpienie Zełenskiego, w którym wezwał on społeczeństwo białoruskie do przeciwstawienia się współuczestniczącemu w rosyjskiej agresji reżimowi w Mińsku.

Zełenski oświadczył, że działania wojsk rosyjskich noszą znamiona ludobójstwa. Jego zdaniem celem agresji jest sterroryzowanie i ukaranie społeczeństwa ukraińskiego za dążenie do suwerenności i niezależności. Prezydent poinformował, że rozmawiał w tej sprawie z sekretarzem generalnym ONZ Antonio Guterresem. Ukraina skierowała także pozew przeciwko Rosji do Międzynarodowego Trybunału ONZ. Szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kułeba oskarżył niektórych polityków zachodnich o chęć kontynuowania współpracy gospodarczej z Rosją pomimo wojny, określając to mianem zdrady i handlem krwią ukraińskich obywateli.

Nadal rośnie liczba osób przekraczających granicę na kierunku polskim, według danych Straży Granicznej RP od początku działań bojowych z Ukrainy wjechało 281 tys. osób (z czego wczoraj prawie 100 tys. osób), zaś kolejka do granicy liczy 20–30 km. Coraz bardziej utrudniony staje się dojazd do zachodnich obwodów Ukrainy i do samej strefy przygranicznej. Na drogach wjazdowych do obwodów lwowskiego czy zakarpackiego ustanowiono posterunki (tzw. blokposty, w obwodzie lwowskim jest ich 40), co wraz ze wzmożonym ruchem powoduje ogromne korki.

Komentarz

W wymiarze militarnym ostatnia doba nie przyniosła poważniejszych zmian. Siły rosyjskie skupiły się na budowaniu podstaw wyjściowych do dalszych walk o Kijów, przygotowując siły drugiego rzutu (część z nich wkroczyła w granice Ukrainy, głównie z Białorusi, 27 lutego). Ofensywa kontynuowana wzdłuż Dniepru, jak również w kierunku Krzemieńczuka od strony Charkowa, pozwala przyjąć, że celem jest nie tylko rozcięcie Ukrainy na część wschodnią i zachodnią, lecz także objęcie kontrolą głównych elementów systemu energetycznego państwa. Analogicznie działania na rzecz opanowania całego wybrzeża (nadazowskie, z wyjątkiem Mariupola, znajduje się w całości pod kontrolą agresora) z głównymi portami wpisują się w plan odcięcia Ukrainy od głównej drogi eksportu jej towarów.

Pasywność Sił Zbrojnych Ukrainy w warunkach znaczącej przewagi liczebnej nad przeciwnikiem należy tłumaczyć uzasadnioną obawą, że w przypadku podjęcia aktywnych działań Rosja zdecyduje się na masowe wykorzystanie lotnictwa. Rozwinięte do działań manewrowych jednostki ukraińskie będą znacznie bardziej podatne na rosyjskie uderzenie niż w działaniach obronnych na częstokroć dobrze umocnionych pozycjach. Nie można wykluczyć, że swoją wstrzemięźliwością Rosjanie chcą zachęcić ukraińskie dowództwo do takich posunięć (np. przeciwuderzenia na kierunku północno-wschodnim i odrzucenia nieprzyjaciela od Kijowa), a tym samym zwiększyć swoje szanse na zniszczenie potencjału lądowego armii ukraińskiej przy ograniczeniu strat własnych. Ukraińscy dowódcy wydają się jednak w pełni świadomi zagrożeń związanych z odejściem od działań stricte obronnych.

Fakt, że armia rosyjska nadal nie zdecydowała się na masowe wykorzystanie lotnictwa, a także prowadzi ofensywę lądową skromniejszymi siłami niż te, którymi dysponuje strona ukraińska (w kategoriach sztuki wojennej stanowi to pewne kuriozum), wynika najpewniej z kalkulacji polityczno-ekonomicznej. Należy przyjąć, że – zwłaszcza w przypadku ograniczonego użycia lotnictwa, a także środków walki radioelektronicznej – Moskwa wysyła sygnał do NATO, że są one przeznaczone do walki z bardziej adekwatnym przeciwnikiem i nie będzie ryzykowała w starciu z armią ukraińską niepotrzebnych strat. Z drugiej zaś strony (zwłaszcza w zestawieniu z informacją o postawieniu 27 lutego rosyjskich sił odstraszania nuklearnego w stan „specjalnego” dyżuru bojowego) sugeruje tym gotowość do konfliktu zbrojnego na wschodniej flance Sojuszu. Podobnie informacja o użyciu przez Rosję do uderzeń głównie rakiet balistycznych krótkiego zasięgu świadczy o tym, że armia rosyjska może wykorzystywać (utylizować) pociski poprzedniej generacji systemu Toczka-U i oszczędzać na inne cele nowocześniejsze Iskandery.

Struktury obrony terytorialnej i służb specjalnych Ukrainy zaczęły wdrażać plan „obrony totalnej”, zachęcając ludność do przeciwstawiania się agresorowi. W przypadku powodzenia zapowiadanych przedsięwzięć ukraiński potencjał oporu znacząco wzrośnie. Jego skuteczność będzie jednak zależała nie tylko od rozwiązania kwestii organizacyjnych, logistycznych czy przekazania uzbrojenia i wyposażenia. Równie ważnym czynnikiem będzie podtrzymanie wysokiego morale wśród społeczeństwa gotowego do przeciwstawienia się agresji. Wiele wskazuje na to, że organizacja oporu społecznego przyniesie konkretne efekty i utrudni wojskom rosyjskim bezpieczne działanie na czasowo zajmowanych terytoriach. Aktywność grup ochotników, pomimo przewagi Rosjan, może zakłócić również logistykę wojsk FR.

Nasilająca się ofensywa informacyjna obu walczących stron w coraz większym stopniu utrudnia rzeczywistą ocenę sytuacji w rejonach walk. W otoczeniu prezydenta Zełenskiego od początku przyjęto założenie, by przekaz skupiał się wyłącznie na sukcesach armii ukraińskiej niezależnie od stanu faktycznego, a także fiasku ofensywy rosyjskiej i problemach agresora. Wydarzenia ostatniej doby wskazują jednak, że Ukraińcy starają się ujednolicić swój przekaz, rezygnując z przedstawiania informacji o sytuacji i skupiając na podtrzymywaniu morale społeczeństwa i walczących żołnierzy.

Rezygnacja Moskwy z wyrażanych wcześniej warunków wstępnych przeprowadzenia rozmów pokojowych (złożenia broni przez armię, zgoda na neutralny status) jest najpewniej zasłoną dymną, a nie przejawem gotowości do szukania kompromisu. Putin nie zrealizował dotychczas swoich celów na Ukrainie, a jakiekolwiek porozumienie, nawet formalnie będące ustępstwem strony ukraińskiej, na tym etapie konfliktu zostałoby odebrane jako świadectwo słabości Rosji, co wzmacniałoby Ukrainę oraz potwierdzało słuszność asertywnej polityki Zachodu wobec Moskwy. Zgodę na rozmowy Zełenski tłumaczy zagrożeniem w postaci dołączenia wojsk białoruskich do inwazji na Ukrainę, a także potrzebą chwycenia się każdej, nawet minimalnej możliwości porozumienia.

Wśród społeczeństwa do rekordowego poziomu wzrosła popularność Zełenskiego, który postrzegany jest jako niekwestionowany lider narodu (94% badanych popiera jego działania). Utrzymuje się również wysoka ocena społeczna efektywności Sił Zbrojnych Ukrainy. 70% wyraziło przekonanie o zwycięstwie nad rosyjskimi okupantami, przy czym pewność ta w zachodnich obwodach Ukrainy była wyższa (78%) niż w południowych (66%) czy wschodnich (64%). Obecnie mimo narastających trudności funkcjonowania ludności cywilnej nie widać oznak spadku morale, a pozytywne nastroje są skutecznie podtrzymywane przez polityków i media. Jednocześnie pogłębiają się problemy z zaopatrzeniem w żywność – w wielu sklepach jest wyraźnie mniej artykułów, a ceny podstawowych produktów (np. chleba) mocno wzrosły. W tej sytuacji władze lokalne i media apelują o postawy solidarności, zwłaszcza wobec osób starszych i samotnych. Ponadto zaczynają się pojawiać akty grabieży sklepów i szabrownictwa, co z kolei wywołuje radykalne reakcje niektórych władz lokalnych – w Żytomierzu i Ochtyrce władze miejskie poinformowały, że policja i organy porządkowe będą rozstrzeliwać szabrowników na miejscu, by uniknąć dalszych tego typu aktów.

osw.waw.pl