wtorek, 24 marca 2026



Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto przyznał, że konsultuje z Rosją tematy poruszane na forum Unii Europejskiej - przekazał we wtorek portal Telex, powołując się na rozmowę z szefem węgierskiej dyplomacji.

Dziennik "Washington Post" ujawnił w sobotę, że Szijjarto regularnie przekazywał swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi Siergiejowi Ławrowowi relacje na żywo ze spotkań UE. Węgierski polityk początkowo zdementował te doniesienia, określając je jako "fake newsy".

W wypowiedzi dla Telexu minister przyznał jednak, że "konsultuje się z osobami ważnymi dla Węgier, aby przed i po naradach ministrów spraw zagranicznych (krajów UE - PAP) rozmawiać z nimi o podejmowanych tam decyzjach lub decyzjach, które mają zostać podjęte".

Dopytany, czy Ławrow znajduje się wśród osób, z którymi zazwyczaj się konsultuje, Szijjarto odpowiedział, że Rosja jest ważnym partnerem Węgier, np. w zakresie dostaw energii. Dodał, że rozmawia też z "Turkami, Izraelczykami i Amerykanami".

- Zazwyczaj konsultuję się ze wszystkimi naszymi ważnymi partnerami, których dotyczą podejmowane tam decyzje - przyznał. - Nie wiem, co w tym dziwnego. To istota polityki zagranicznej i dyplomacji - dodał.

Szijjarto potwierdził również autentyczność swojej rozmowy z Ławrowem z 2020 r., opublikowanej w poniedziałek przez dziennikarza śledczego Szabolcsa Panyiego. W rozmowie tej Szijjarto miał zwrócić się z prośbą do szefa MSZ Rosji o organizację spotkania ówczesnego premiera Słowacji Petera Pellegriniego z premierem Rosji Michaiłem Miszustinem. Rozmowa ta miała pomóc Pellegriniemu w wyborach parlamentarnych na Słowacji. Do spotkania doszło trzy dni przed głosowaniem, które ugrupowanie Pellegriniego przegrało, a on sam stracił tekę szefa rządu.

- Współpraca środkowoeuropejska jest ważnym celem węgierskiej polityki zagranicznej i zawsze łatwiej jest współpracować z suwerennym rządem niż z rządem finansowanym przez Sorosa - powiedział cytowany przez Telex Szijjarto. George Soros to amerykański filantrop węgierskiego pochodzenia, którego rząd Węgier oskarża o finansowanie m.in. ówczesnej słowackiej opozycji.

Do informacji opublikowanych przez "Washington Post" odniósł się także lider opozycji na Węgrzech Peter Magyar, który w poniedziałek zapowiedział "natychmiastowe zbadanie sprawy" w przypadku wygrania przez jego obóz wyborów parlamentarnych 12 kwietnia. Magyar, przewodniczący partii TISZA, zaznaczył na Facebooku, że "według tych informacji (amerykańskiego dziennika - PAP) Peter Szijjarto zmawia się z Rosjanami, zdradzając interesy Węgier i Europy". "To zdrada, za którą grozi dożywocie" - podkreślił.

Do sprawy we wpisie na platformie X odniósł się premier Donald Tusk. "Minister spraw zagranicznych (w rządzie premiera Węgier Viktora - PAP) Orbana potwierdził, że systematycznie informował Moskwę o tym, o czym przywódcy UE rozmawiali za zamkniętymi drzwiami. Co za hańba" - napisał premier we wpisie w języku angielskim. 

PAP


W poniedziałek rano (choć w Polsce było już południe), zaledwie 15 minut przed tym, jak prezydent USA ogłosił na platformie Truth Social "produktywne rozmowy" z Teheranem w sprawie zakończenia wojny w Iranie, na rynkach doszło do niezwykłych ruchów. Między 6:49 a 6:50 czasu nowojorskiego zawarto około 6200 kontraktów terminowych na ropę Brent i WTI o łącznej wartości nominalnej 580 milionów dolarów. W tym samym czasie zauważono również nagły wzrost wolumenu i cen kontraktów terminowych na indeks S&P 500. Wpis prezydenta opublikowany o 7:04 wywołał gwałtowną wyprzedaż na rynkach energii i wzrosty na giełdach akcji, ponieważ inwestorzy zaczęli wycofywać się z zakładów na przedłużający się konflikt.

Jak podaje "Financial Times", obecnie nie wiadomo, czy za tymi zleceniami stoi jeden, czy kilka podmiotów. Eksperci rynkowi oraz menedżerowie funduszy hedgingowych zwracają jednak uwagę, że tak duże i agresywne transakcje w dniu bez istotnych danych makroekonomicznych są wysoce nienormalne.

Tim Skirrow, szef działu instrumentów pochodnych w firmie konsultingowej Energy Aspects, podsumowując wydarzenia na rynku ropy: "to większy niż zwykle wolumen [Brent i WTI], niż bym się spodziewał o tej porze dnia, ale jednocześnie nie jest on przesadnie wysoki. Trudno mi to powiązać ze sobą".

Dodał, że na rynkach kontraktów terminowych na ropę Brent i opcji odnotowano w ostatnich tygodniach "znaczne napływy" funduszy. "Biorąc pod uwagę reakcję cenową, wydaje się, że prawie wszyscy mieli długie pozycje. To niemal pewny prekursor tak gwałtownego ruchu".

Jeden z inwestorów stwierdził wprost, że dzięki temu idealnemu wyczuciu czasu "ktoś po prostu stał się o wiele bogatszy". Co więcej, fundusze hedgingowe zauważyły, że to tylko jeden z kilku w ostatnich miesiącach przypadków wielkich transakcji zawieranych tuż przed komunikatami prezydenta USA. Biały Dom zdecydowanie odrzucił oskarżenia o nielegalne czerpanie zysków z wykorzystaniem informacji poufnych, nazywając je bezpodstawnymi.

Sytuacja na rynkach uległa odwróceniu jeszcze tego samego dnia, gdy przewodniczący irańskiego parlamentu zaprzeczył, jakoby miały miejsce jakiekolwiek negocjacje z Waszyngtonem. Nazwał on doniesienia o rozmowach "fake newsem" mającym na celu manipulację rynkami finansowymi i naftowymi, co doprowadziło do spadków na giełdach akcji i ponownego skupowania surowców energetycznych.

bankier.pl

poniedziałek, 23 marca 2026



Ameryka spada z piedestału, czyli jak polskie social media przestały wierzyć w USA

CEO Brief

Debata w polskich mediach społecznościowych wokół USA koncentruje się niemal wyłącznie na jednej osi: wizycie Karola Nawrockiego w Waszyngtonie i planowanym spotkaniu z Trumpem. To nie Ameryka jako kraj, nie jej gospodarka ani kultura to Trump jako figura i Nawrocki jako jego domniemany klient definiują całość dyskursu w badanym oknie czasowym. Bezpośrednim katalizatorem jest zbieżność trzech wydarzeń: wyjazd Nawrockiego najpierw do Budapesztu, potem do USA, w tle operacja militarna USA w Iranie oraz wcześniejsze weto ustawy SAFE.

W efekcie ukształtowały się dwa obozy narracyjne: krytyczny (❌81%), przekonujący, że Polska staje się satelitą Trumpa kosztem własnej suwerenności i bezpieczeństwa, oraz obronny (✅8%), argumentujący, że sojusz z Waszyngtonem to pragmatyczna gwarancja polskiego bezpieczeństwa w obliczu rosyjskiego zagrożenia.

Kluczowym katalizatorem emocji jest nie tyle sama wizyta, co jej symbolika – Nawrocki jeżdżący po kolei do Orbana i Trumpa odczytywany jest przez dominującą część komentatorów jako dowód na nieliberalną oś polityczną, w której Polska jest pionkiem, nie podmiotem. Równolegle silnie rezonuje temat irański – Polacy pytają wprost, czy ich żołnierze będą następnymi w kolejce do cudzej wojny. Dominującymi emocjami pozostają pogarda i wściekłość, widoczne zarówno w atakach na Trumpa jako osobę, jak i w rosnącym przekonaniu części użytkowników, że USA pod jego rządami to nie sojusznik, lecz hegemonialne zagrożenie – tyle że inne niż rosyjskie.

Osobnym i szczególnie niepokojącym sygnałem jest rozkład opinii w podgrupie komentarzy bezpośrednio dotyczących gwarancji bezpieczeństwa i NATO. Aż ❌71% komentujących w tej grupie uważa, że USA za rządów Trumpa nie udzieli Polsce realnej pomocy w ramach Sojuszu. Argumentacja jest konkretna: Trump publicznie nazywa sojuszników tchórzami, grozi wycofaniem wojsk z Europy, porzuca Ukrainę i prowadzi wojnę z Iranem bez konsultacji z partnerami. Powraca bolesny wątek  Polska zapłaciła krwią w Iraku i Afganistanie, a w zamian dostaje słowo „cowards” rzucone publicznie przez prezydenta USA. Artykuł Piąty jest opisywany jako polisa bez pokrycia, a weto SAFE przez Nawrockiego pogłębia zależność od Waszyngtonu zamiast ją likwidować. Zaledwie ✅14% głosów w tej podgrupie broni wiarygodności USA jako gwaranta bezpieczeństwa, wskazując na fizyczną obecność wojsk amerykańskich w Polsce i historyczny argument o 1989 roku. Pozostałe 15% wyraża ambiwalencję dostrzega dylemat bez jego rozstrzygania i postuluje inwestycje we własny przemysł obronny niezależnie od kierunku, w jakim podąża Waszyngton.

USA/Trump nie pomoże Polsce w ramach NATO — ok. 71% ✅ pewne

Dominująca narracja. Komentatorzy wskazują, że Trump nazywa sojuszników NATO tchórzami, grozi wycofaniem wojsk z Europy, porzuca Ukrainę i prowadzi własne wojny bez konsultacji z partnerami. Powracający argument: kupiliśmy HIMARS i F-35, ale rakiety produkuje Waszyngton i to on decyduje kiedy je dostaniemy — Nawrocki wetując SAFE i lecąc do Trumpa pogłębia tę zależność zamiast ją likwidować. Silna linia: Polska dała krew w Iraku i Afganistanie, a Trump pluje polskim żołnierzom w twarz słowem „tchórze”. Artykuł Piąty jest opisywany jako polisa bez pokrycia — szczególnie gdy ten sam prezydent USA prowadzi napaść na Iran bez pytania sojuszników o zdanie.

USA pomoże Polsce w ramach NATO — ok. 14% ⚠️ szacunkowe

Mniejszościowy głos, głównie ze środowisk protrumpowskich i pisiowych. Argumenty: wojska USA stacjonują w Polsce i to realna tarcza, bez Stanów Europa nie obroni się przed Rosją, Trump jest nieprzewidywalny ale jednak sojusznikiem. Część komentatorów broni wizyty Nawrockiego jako pragmatycznego zabezpieczenia tej tarczy. Pojawia się też historyczny argument — bez USA nie byłoby wolności w 1989.

📊 Podział komentarzy: poparcie vs. krytyka

Poparcie — 8% ⚠️ szacunkowe
  • Poparcie dla USA i Trumpa jest w zbiorze wyraźną mniejszością, jednak obecną — entuzjaści skupiają się na narracji siły i skuteczności działań militarnych w regionie bliskowschodnim, widząc w Trumpie zdecydowanego lidera którego Europa potrzebuje.
  • Zwolennicy afirmują wizytę Nawrockiego w Waszyngtonie jako dyplomatyczny sukces i dowód na budowanie strategicznych relacji z supermocarstwem, prezentując to jako wyraz polskiej podmiotowości, a nie podporządkowania.
  • Część pozytywnych głosów pochodzi z kręgów sympatyzujących z prawicą i PiS-em — ci komentatorzy widzą w sojuszu z Trumpem realną tarczę bezpieczeństwa dla Polski wobec rosyjskiego zagrożenia.
  • Sporadycznie pojawiają się komplementy pod adresem amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, potencjału technologicznego i doświadczenia bojowego, które Polacy postrzegają jako realną wartość dodaną dla własnego bezpieczeństwa.
  • Nieliczna, ale aktywna grupa prezentuje Trumpa jako antidotum na przerost globalnych instytucji i globalizację — w tym kontekście framing „America First” odbierany jest z sympatią przez polskich eurosceptyków.
Krytyka — 81% ✅ pewne
  • Dominująca część komentarzy wyraża ostry sprzeciw wobec Trumpa jako osoby i jako polityka — pojawiają się oskarżenia o psychopatię, narcyzm i nieobliczalność, a sam prezydent USA jest regularnie porównywany do Putina lub opisywany jako jego sojusznik.
  • Silną linią narracyjną jest oskarżenie o uprzedmiotowienie Polski przez Waszyngton — Nawrocki jest tu opisywany jako marionetka na smyczy Trumpa, a jego wyjazd do USA odczytywany jako klęczenie przed możnowładcą za cenę pustych obietnic.
  • Akcja militarna USA w Iranie generuje potężną falę oburzenia — komentatorzy podkreślają hipokryzję Ameryki, wskazując na historię interwencji od Iraku po Afganistan i porównując Trumpa do współczesnego Nerona podpalającego świat.
  • Widoczna jest głęboka nieufność do wiarygodności USA jako sojusznika — pojawiają się pytania o to, czy Stany Zjednoczone rzeczywiście bronią, czy raczej wciągają Polskę w swoje konflikty bez gwarancji artykułu piątego NATO.
  • Część krytyki kierowana jest pośrednio — poprzez ataki na polskich polityków (Nawrocki, PiS) zbyt blisko powiązanych z Waszyngtonem, co sugeruje, że wrogość wobec Trumpa jest silnie powiązana z krajową bitwą polityczną.
📌 Dodatkowe wnioski warte uwagi
  • Nawrocki jako oś dyskursu o USA — Wizyta Karola Nawrockiego w Waszyngtonie stała się dominującym katalizatorem całej debaty o USA w badanym oknie czasowym. Zdecydowana większość komentarzy odnosi się do USA nie w izolacji, lecz przez pryzmat tej wizyty i jej symboliki. Nawrocki jest opisywany jako „piesek Trumpa”, „marionetka”, „człowiek Ameryki w Polsce” — co generuje narrację zdrady interesów narodowych. Równolegle część komentatorów broni wizyty jako pragmatycznego ruchu dyplomatycznego. Dyskusja staje się więc pośrednim referendum na temat tego, jak Polacy postrzegają suwerenność w relacji z USA — i podział jest wyraźny wzdłuż istniejących linii partyjnych. Wniosek: wizerunek USA w polskich mediach społecznościowych jest w tej chwili w pełni zmedializowany przez wewnętrzną walkę polityczną.
  • Operacja militarna w Iranie jako emocjonalny peak — Atak USA na Iran generuje jedne z najsilniej nacechowanych emocjonalnie komentarzy w całym zbiorze. Pojawiają się aluzje do broni jądrowej, porównania do Hiroszimy i Nagasaki, ostrzeżenia przed III wojną światową. Część komentatorów wyraża wściekłość, że Polska może być wciągnięta w konflikt jako sojusznik. Inni — głównie sympatycy Trumpa i Netanjahu — piszą o historycznym zwycięstwie cywilizacji zachodniej. Ta polaryzacja jest głębsza i bardziej emocjonalna niż przy jakimkolwiek innym wątku w danych. Narracja irańska ma potencjał, by zdominować kolejne dni i tygodnie, jeśli działania militarne będą kontynuowane — a algorytmy treści konfliktowych wzmocnią jej zasięg.
  • Ceny paliw jako pomost między USA a codziennością Polaków — Komentatorzy wielokrotnie łączą decyzje polityczne Trumpa (w tym sankcje, politykę bliskowschodnią, taryfową) z bezpośrednim wpływem na portfele Polaków — cenami paliwa, inflacją, dostępnością surowców. To pragmatyczna narracja oderwana od geopolitycznych abstrakcji. Padają konkretne kwoty: „5,50 zł przed wojną”, „9 zł za litr dla zwolenników PiS-u”. Blokada Cieśniny Ormuz pojawia się wprost jako zagrożenie polskiej gospodarki. Wątek ten buduje most między „wielką polityką” a codziennym doświadczeniem, co czyni go szczególnie podatnym na dalsze amplifikowanie w środowiskach konsumenckich i antyrządowych.
  • Teoria spiskowa jako normalność narracyjna — W zbiorze widoczna jest wysoka koncentracja treści teorii spiskowych prezentowanych nie jako margines, lecz jako pełnoprawny komentarz polityczny. Netanjahu szantażujący Trumpa nagraniami z Epsteinem, „zamach” na Trumpa jako inscenizacja, Clinton przed więzieniem, Braun kontrolowany przez Waszyngton, GRU operujące na Węgrzech — wszystkie te wątki pojawiają się w tonie pewności, nie spekulacji. Co istotne, teorie te nie mają jednoznacznej afilicaji — produkuje je zarówno skrajna prawica, jak i skrajna lewica, tworząc przestrzeń narracyjną, w której każda ze stron ma swój własny zestaw „ukrytej prawdy”. To sygnał alarmowy dla monitoringu dezinformacji.
💭 TOP 5 tematów o najwyższym nasyceniu
  • Wizyta Nawrockiego w USA — 31% ✅ pewne — Dominujący temat całego okna czasowego, generujący bezpośrednio lub pośrednio ogromną część komentarzy. Dyskusja oscyluje wokół pytania, czy wyjazd prezydenta do Waszyngtonu i spotkanie z Trumpem to dyplomatyczny sukces czy kapitulacja. Krytycy wskazują na timing (po wecie SAFE), brak konkretu programowego i symboliczne upokorzenie — tytułowanie się prezydentem RP wobec człowieka, który nie jest oficjalnie prezydentem. Zwolennicy widzą w tym budowanie realnych relacji z centrum decyzyjnym zachodniego świata. Komentarze są ostro zabarwione — od oskarżeń o zdradę po wyrazy dumy. Algorytmicznie temat ten miał najwyższy poziom zaangażowania w całym zbiorze.
  • Konflikt USA–Iran i operacja militarna — 22% ✅ pewne — Operacja militarna USA w Iranie (określana jako „Ryczący Lew”) jest drugim co do siły tematem. Komentarze dzielą się między tych, którzy widzą w niej historyczny przełom i koniec irańskiego reżimu, a tych, którzy ostrzegają przed eskalacją i wciągnięciem Europy w wojnę. Polska perspektywa jest wyraźna — komentatorzy pytają o rolę polskich sił zbrojnych, blokadę Cieśniny Ormuz i konsekwencje dla cen paliw. Temat ten generuje najsilniejszy ładunek emocjonalny w całym zbiorze, z wyraźnym wzrostem wpisów nacechowanych strachem i wściekłością. Narracja „kolejny Irak/Afganistan” pojawia się bardzo często jako historyczna analogia.
  • Trump jako osoba — wizerunek i charakter — 18% ⚠️ szacunkowe — Duża część komentarzy skupia się nie na konkretnych decyzjach, lecz na samej osobowości i charakterze Trumpa. Pojawia się leksykon psychiatryczny: psychopata, obłąkaniec, narcyz. Powracają odniesienia do Epsteina, Muellera, rzekomego zamachu. Ale obecne są też głosy admiracji — „wielki człowiek”, „skuteczny lider”, „zatrzymał chaos”. Ta personalizacja polityki jest charakterystyczna dla obecnego stadium dyskursu o USA — Ameryka jest dla polskich internautów w dużym stopniu synonimem Trumpa jako postaci, nie jako systemu czy instytucji.
  • Nawrocki–Orban–Trump jako oś nieliberalna — 11% ⚠️ szacunkowe — Wyraźnie widoczna jest narracja o skoordynowanej współpracy między Nawrockim, Orbanem i Trumpem jako trójkątem sił antyliberalnych i prorosyjskich. Wizyta Nawrockiego w Budapeszcie tuż przed wylotem do Waszyngtonu jest interpretowana jako dowód na celową, zsynchronizowaną strategię polityczną. Komentatorzy wiążą tę oś z Putinem, GRU i rosyjską dezinformacją operującą na Węgrzech. Narracja ta jest szczególnie silna w środowiskach liberalnych i proeuropejskich, ale jej intensywność sugeruje, że przenika również do mainstreamowych odbiorców.
  • USA a bezpieczeństwo Polski / artykuł 5 NATO — 9% ⚠️ szacunkowe — Temat wiarygodności USA jako gwaranta bezpieczeństwa Polski pojawia się regularnie, choć nie zawsze jako dominująca oś komentarza. Komentatorzy zadają pytanie wprost: czy Ameryka Trumpa naprawdę stanie w obronie Polski? Pojawiają się wątki o wycofaniu wsparcia dla Ukrainy, o szantażu Trumpa wobec NATO i o konieczności uniezależnienia się obronnego Europy. Część komentatorów wskazuje, że PiS i Nawrocki stawiają na sojusz z niepewnym partnerem, zamiast inwestować w europejskie zdolności obronne. To temat o rosnącej wadze strategicznej i dużym potencjale narracyjnym.
🧠 TOP 5 emocji wyrażanych w komentarzach
  • Pogarda i drwina — 34% ✅ pewne — Najczęstsza emocja w zbiorze, wyraźna zarówno w stosunku do Trumpa, jak i do polskich polityków kojarzonych z USA. Komentatorzy używają ironii, kpiny i szyderczego tonu — żarty z wyglądu Trumpa, z „klęczenia” Nawrockiego, z „umycia okien w Białym Domu”. Śmiech jako broń polityczna jest tu wyraźnie obecny. Reakcje haha (ponad 8,5 tys.) potwierdzają dane jakościowe — ta emocja ma realne przełożenie na zaangażowanie algorytmiczne.
  • Wściekłość i oburzenie — 28% ✅ pewne — Silnie obecna emocja, szczególnie w kontekście Iranu i wizyty Nawrockiego. Komentarze wyrażają autentyczną furię — na USA za militaryzm, na Nawrockiego za „zdradę”, na PiS za protrumpizm. Dane reakcji „angry” (blisko 7 tys.) potwierdzają tę diagnozę. Wściekłość jest często skierowana nie tyle na USA in abstracto, co na konkretnych polskich polityków, którzy — zdaniem komentatorów — sprzedają Polskę za sojusz z nieprzewidywalnym hegemonem.
  • Strach i niepokój — 17% ⚠️ szacunkowe — Emocja mniej głośna, ale wyraźnie obecna pod powierzchnią wielu komentarzy. Pojawiają się pytania o III wojnę światową, o blokadę Ormuz i jej konsekwencje dla polskiej inflacji, o bezpieczeństwo polskich żołnierzy. Strach nie jest histeryczny, lecz analityczny — komentatorzy cytują ekspertów, powołują się na Allianz Trade, przypominają o Iraku i Afganistanie. To emocja, która nie generuje dużego zasięgu organicznego, ale jest istotna dla zrozumienia nastrojów głębszych warstw odbiorców.
  • Cynizm i rozczarowanie — 13% ⚠️ szacunkowe — Wyraźna emocja u tych, którzy nie wyrażają ani wyraźnego poparcia, ani ostrej wściekłości — a raczej zmęczenie i rezygnację. Komentarze w stylu „tak jak zakończył z Ukrainą” albo „kolejna wtopa” wyrażają brak wiary w skuteczność jakichkolwiek działań. Dotyczy to zarówno Trumpa, jak i polskich polityków próbujących z nim rozmawiać. Cynizm jest też widoczny w odniesieniu do polskich mediów — komentatorzy sugerują, że prawda jest ukryta, niezależnie od tego, kto ją podaje.
  • Entuzjazm i duma — 8% ⚠️ szacunkowe — Mniejszościowa, ale wyraźnie obecna emocja po stronie zwolenników Trumpa i proamerykańskich komentatorów. Wyrażana poprzez wielkie litery, wykrzykniki, flagi 🇺🇸🇵🇱 i odwołania do chrześcijaństwa i cywilizacji zachodniej. Entuzjaści wierzą, że Nawrocki przywiózł coś wartościowego z Waszyngtonu i że Trumpa wzniósł Europę na nowy poziom bezpieczeństwa. Ta emocja, choć mniejszościowa, jest ważna — bo jest autentyczna i trudna do zbagatelizowania jako trolling.
🎯 Oczekiwania wobec USA
  • Konkretne gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA — 38% ⚠️ szacunkowe — Zdecydowanie najczęściej artykułowane oczekiwanie: Polska chce wiedzieć, co dostała w zamian za protrumpowy kurs Nawrockiego i ewentualny udział w koalicji bliskowschodniej. Komentatorzy pytają o umowy, deklaracje, stałe bazy, sprzęt wojskowy — nie o symboliczne zdjęcia. Frustracja polega na odczuciu, że Polska daje (polityczną lojalność, ewentualnie żołnierzy), a dostaje słowa. Oczekiwanie to jest wspólne dla krytyków i części zwolenników rządów Nawrockiego — choć interpretacje różnią się diametralnie co do tego, czy wizyta to krok w dobrą stronę.
  • Nieingerencja USA w polskie wybory i politykę wewnętrzną — 29% ⚠️ szacunkowe — Silne oczekiwanie suwerenności — Polacy nie chcą, by Waszyngton dyktował obsadę rządu, tłumił Brauna, „zamawiał” konkretnych polityków czy ingerował w kampanię wyborczą. To oczekiwanie pojawia się zarówno po stronie prawicowej (sprzeciw wobec domniemanego wpływu Ameryki na odrzucenie Brauna), jak i po stronie liberalnej (sprzeciw wobec Trumpa promującego Nawrockiego). Wspólne jest poczucie, że USA traktuje Polskę instrumentalnie jako pionka na szachownicy geopolitycznej, a nie jako równoprawnego sojusznika.
  • Brak polskiego wciągnięcia w wojnę z Iranem — 33% ✅ pewne — Bardzo wyraźne oczekiwanie, wielokrotnie artykułowane wprost: Polacy nie chcą wysyłać żołnierzy na Bliski Wschód w imię polityki Trumpa. Komentarze takie jak „mamy wojnę za naszą bliską granicą” i „niech jedzie z kibolami” ilustrują silny opór wobec ewentualnej militarnej solidarności z USA w konflikcie z Iranem. To oczekiwanie ma charakter emocjonalnego veta społecznego — nie jest abstrakcyjne, lecz wyraźnie ugruntowane w obawie o życie konkretnych ludzi.
Kierunki narracyjne i algorytmiczna siła przebicia
  • 43% ✅ pewne — Nawrocki jako zdrajca / pachołek Trumpa — Narracja o prezydencie-elect jako kimś, kto sprzedaje polską suwerenność za fotkę z Trumpem. Ma bardzo wysoką siłę przebicia do mainstreamu — bo jest zakotwiczona w konkretnych, weryfikowalnych wydarzeniach (wizyta, weto SAFE, Budapeszt), opiera się na emocji zdrady i wpisuje się w trwający kampanijny cykl wyborczy. Jej algorytmiczny potencjał jest wysoki: generuje wściekłość i drwinę — dwie emocje najsilniej wzmacniane przez feed.
  • 21% ⚠️ szacunkowe — USA jako globalna policja / imperializm — Narracja antyamerykańska, silnie wzmocniona przez operację irańską. Opisuje USA jako kraj, który łamie prawo międzynarodowe, inscenizuje preteksty do wojen (Irak, broń biologiczna jako analogi), a potem zostawia sojuszników z rachunkiem. Ma wysoką siłę przebicia w środowiskach lewicowych i narodowych jednocześnie — co jest rzadkim przypadkiem narracyjnego konsensusu ponadideologicznego. Algorytmicznie wspierają ją treści wideo i infografiki o ofiarach cywilnych.
  • 14% ⚠️ szacunkowe — Trump i Putin to jedno — Narracja o konwergencji między rosyjskim i amerykańskim modelem rządów przy Trumpie. Wzmacniana przez każdy sygnał współpracy Trumpa z reżimami autorytarnymi (Orban, Łukaszenka-Coale). Ma umiarkowaną siłę przebicia — jest dość abstrakcyjna i wymaga pewnego zaangażowania analitycznego od odbiorcy, co ogranicza jej zasięg organiczny. Potencjalnie duże przebicie w mediach dziennikarskich.
  • 11% ⚠️ szacunkowe — MAGA jako zagrożenie dla polskiej tożsamości — Narracja o tym, że trumpizm niszczy liberalny porządek, który chronił Polskę w NATO. Wpisuje się w szerszy lęk o przyszłość UE, bezpieczeństwo granic i dostęp do funduszy. Siła przebicia umiarkowana — bardziej rezonuje wśród wyedukowanych użytkowników niż w masowym komunikacie. Algorytmicznie wspierają ją długie posty analityczne z dużą liczbą udostępnień w kręgach dziennikarskich.
TOP teorie i narracje najczęściej powtarzające się w danych:
  • 6% ⚠️ szacunkowe — Iran as false flag / operacja pod fałszywą flagą — Teoria, że atak USA na Iran był z góry zaplanowaną inscenizacją lub pretekstem — na wzór Iraku 2003. Pojawiają się wprost cytowania „broni biologicznej w Iraku” jako analogii. Narracja ta ma potencjał do szybkiego wzrostu, jeśli pojawią się jakiekolwiek niejasności informacyjne wokół przebiegu operacji.
  • 18% ⚠️ szacunkowe — Nawrocki jako agent USA — Teoria, że Nawrocki realizuje agenturę Waszyngtonu, a nie interes Polski. Pojawia się w różnych wariantach — od „pionka” po „człowieka Trumpa w Polsce instalowanego z zewnątrz”. Częściowo zakorzeniona w faktach (wsparcie środowisk CPAC), częściowo oparta na spekulacji.
  • 9% ⚠️ szacunkowe — Trump–Netanjahu–Epstein jako spisek — Teoria o seksualnym szantażu Netanjahu wobec Trumpa i ukrytych powiązaniach władzy przez afery pedofilskie. Pojawia się z zadziwiającą regularnością i jest traktowana przez część komentatorów jako pewnik, nie hipoteza. Wyraźny sygnał do monitorowania dezinformacji.
resfutura.pl

niedziela, 22 marca 2026


W ciągu kilku dni Rosjanie atakowali na różnych odcinkach frontu: od okolic Łymanu (na północny wschód od Słowiańska), poprzez „kierunek dobropilski” (na południowy zachód od aglomeracji) i okolice Pokrowska. Wszystkie znajdują się w ukraińskim Donbasie. Ale i na zachodzie (w stepach obwodów dniepropietrowskiego i zaporoskiego) trwają walki – ze zmiennym szczęściem. Nigdzie Rosjanie nie uzyskali jednak przewagi i nie udało im się przebić obrony.

„Natarcie straciło impet. Nie ma strategicznego przełomu. Sukcesy uzyskujemy za zbyt wielką cenę” – podsumował w internecie jeden z rosyjskich oficerów z frontu.

Na razie ich sukcesem (choć jeszcze z zeszłego miesiąca) jest wyparcie ukraińskich oddziałów prawie całkowicie z Pokrowska i Myrnohradu, wokół których koncentrowało się rosyjskie natarcie od listopada ubiegłego roku. – Rosjanie mają przewagę, a nasze pozycje, których się kurczowo trzymamy, są tam taktycznie niewygodne – mówił ukraiński pułkownik z oddziałów desantowych walczących w tym rejonie. Obrońcy pozostają w północnej części obu miejscowości, ostrzeliwując dzielnice zajęte przez Rosjan. Ci zaś próbują obejść ich od zachodu.

– Wróg zrobił coś w rodzaju taktycznej przerwy na naszym odcinku. Związane to jest z pogodą, ale i z tym, że Rosjanie nie mogą się zdecydować, gdzie będzie nasz główny kontratak – dodał.


Zelżenie nacisku na Pokrowsk i Myrnohrad związane jest bowiem z nagłą zmianą na froncie w stepach dniepropietrowskich i zaporoskich. Agresorowi udało się zdobyć tam Hulajpole i próbuje nacierać na odległy o ok. 35 km na zachód Orichiw – ostatnią dużą miejscowość broniącą podejść do Zaporoża. Jej opanowanie zagroziłoby 700-tysięcznemu centrum przemysłowemu, ale i okrążeniem ukraińskim oddziałom znajdującym się na południe od Orichowa.

Ale atakujący Rosjanie nagle znaleźli się w trudnej sytuacji. Ukraiński kontratak na wschód od Hulajpola wdarł się na kilkanaście kilometrów w głąb ich pozycji i jeśli nie zostanie powstrzymany, to nacierający na Orichiw sami znajdą się w okrążeniu. Już obecnie w Ukrainie pojawiają się informacje, że w stepach zostały okrążone jakieś oddziały rosyjskie, lecz nie wiadomo jakie, jak liczne; brak też jest wiarygodnych potwierdzeń tych doniesień.

W rejonach ukraińskiego kontrataku Rosjanie sami próbowali nacierać w połowie tygodnia, korzystając z pojawienia się mgły. „Rosjanie faktycznie rozpoczęli swoją wiosenno-letnią ofensywę na odcinku Rodyńske-Hulajpole. (…) Rezultat: w półtorej doby stracili ok. 900 ludzi. I mimo takich strat nie przerwali żadnego odcinka frontu” – z satysfakcją poinformował dowódca ukraińskich „wojsk dronowych” Robert Browdi /Magyar - red./.


Mniej więcej w tym samym czasie Rosjanie uderzyli też daleko na wschodzie, w okolicach Łymanu. Po raz pierwszy od długiego czasu wykonali atak wsparty czołgami i wozami bojowymi. Zderzyli się tutaj jednak z ukraińskim 3. Korpusem, którego trzon stanowi dawny „Azow”. Jego zwiadowcy w ciągu miesiąca obserwowali rosyjskie przygotowania, w tym rozminowanie dróg natarcia, co od razu wywołało podejrzenia, że agresor chce nacierać z bronią pancerną.

Nie wiadomo, czy termin ataku został przyspieszony ze względu na sytuację w stepach dniepropietrowskich. – Zaatakowali naraz w siedmiu miejscach, używając ponad pół tysiąca żołnierzy, 28 czołgów i wozów bojowych, ponad 100 motocykli, samochodów typu buggy i quadów. W ciągu czterech godzin zamieniliśmy ich natarcie w pogrom – poinformował przedstawiciel Korpusu.

Ukraińscy eksperci uważają, że takie ataki jak w okolicach Łymanu mają odciągać uwagę od walk w stepach. „Bojąc się dalszego zwiększania możliwości naszych wojsk na tym odcinku frontu (w obwodzie dniepropietrowskim), wróg przed terminem rozpoczął swoją wiosenno-letnią kampanię. W tym celu jego wojska od Kurska do Pokrowska dostały rozkaz zwiększenia nacisku, by związać nasze siły w tych rejonach i nie pozwolić na ich przerzucenie dla wzmocnienia naszego kontrataku” – wyjaśniał cele walk w tym rejonie jeden z ukraińskich ekspertów.

„Liczba starć na całym froncie w ciągu dwóch tygodni wzrosła o 40 proc., rosyjskie straty – o 20 proc., a ich ruch do przodu spowolnił pięciokrotnie. Trwa paniczne przewożenie różnych oddziałów na najbardziej zagrożony odcinek. (…) Wróg po raz pierwszy od trzech lat zajął defensywną pozycję” – pisze kolejny ukraiński wojskowy.

Rosyjskie kłopoty powiększa zmiana taktyki walki ukraińskich dronów, masowo używanych na froncie. Obecnie w mniejszym stopniu atakują one żołnierzy, co widać po nieproporcjonalnie wolno rosnących stratach armii Kremla w stosunku do zwiększonej liczby starć. – Zaczęliśmy po prostu niszczyć pozycje operatorów rosyjskich dronów: ich schrony, ziemianki, logistykę – wyjaśnia ukraińska żołnierka z 66. Brygady.

Jednocześnie zmieniła się taktyka ukraińskich kontrataków. „Przeciwnik zaczął wykorzystywać drony jako pełnoprawną zamianę lotnictwa. Ukraińcy tworzą coś w rodzaju powietrznej uderzeniowej pięści: na wąskim odcinku frontu jednocześnie startuje w niebo 300-400 dronów. Ta masa nakrywa teren do 20 km w głąb (od linii frontu), spełniając rolę ogniowego wsparcia natarcia. Po takim zmasowanym uderzeniu ruszają ich grupy mobilne dla uchwycenia terenu, a za nimi podążają oddziały operatorów dronów. Po czym cały schemat powtarza się” – opisuje jeden z Rosjan walki w obwodzie dniepropietrowskim. Walec posuwa się, bowiem wcześniej zniszczone zostały stanowiska rosyjskich operatorów dronów, pozbawiając Rosjan obrony i bliskiego zwiadu.

rp.pl


Prezydent USA Donald Trump powiedział w piątek, że zasadne jest pytanie, czy USA powinny utrzymywać siły w bazach w Hiszpanii lub Niemczech wobec odmowy wysłania okrętów do cieśniny Ormuz. Skomentował w ten sposób postulat senatora Lindseya Grahama.

Trump został zapytany przez dziennikarza o opinię w sprawie wypowiedzi republikańskiego senatora Grahama na temat przemyślenia obecności wojsk USA "w Hiszpanii czy Niemczech".

- On ma rację, że o to pyta (...). Oni powinni pomagać z cieśniną, bo biorą dużo energii z cieśniny Ormuz. A jeśli Lindsey Graham to mówi - nie zapominajcie, on był przez długi czas wielkim orędownikiem NATO - to wielu senatorów i kongresmenów (...) jest bardzo niezadowolonych, że NATO nic nie zrobiło - powiedział prezydent.

Choć pytanie hiszpańskiego dziennikarza do Trumpa dotyczyło baz w Hiszpanii i Niemczech, sam Graham wzywał prezydenta do opuszczenia jedynie baz w Hiszpanii. Zrobił to w wywiadzie dla Fox News 10 marca. Uzasadniał to wówczas odmawianiem przez Madryt zgody na użycie baz morskich do ataków na Iran.

- Do Hiszpanii: jeśli nie pozwolą nam korzystać z ich baz, a właściwie naszych baz lotniczych w ich kraju, aby uniemożliwić morderczemu reżimowi zdobycie broni jądrowej, która terroryzuje świat (...). Dziś wieczorem wzywam prezydenta Trumpa do przeniesienia wszystkich naszych baz z Hiszpanii - mówił.

Rozmawiając z dziennikarzami przed odlotem na weekend do swojej posiadłości na Florydzie, Trump ponownie wezwał sojuszników - a także Chiny - do pomocy w otwarciu cieśniny Ormuz, twierdząc, że "będą musieli się trochę zaangażować", bo Ameryka "nie korzysta" z cieśniny, a operacja odblokowania jej byłaby łatwa.

- Nie potrzebujemy jej. Europa jej potrzebuje, Korea, Japonia, Chiny, wiele innych krajów. Więc będą musieli się trochę zaangażować - ocenił. 

Zapytany o swoje twierdzenia, że operacja odblokowania cieśniny ma być "prostym manewrem", Trump powtórzył swoje zdanie.

- To prosty manewr wojskowy. To stosunkowo bezpieczne, ale potrzeba dużo pomocy. W tym sensie, że potrzeba okrętów, potrzeba dużej ilości. NATO mogłoby nam pomóc, ale jak dotąd nie miało odwagi tego zrobić - powiedział. - Wiecie, w pewnym momencie ona (cieśnina) sama się otworzy - dodał. Powtórzył swoją wcześniejszą ocenę, że "militarnie już wygrał" wojnę z Iranem.

- Z militarnego punktu widzenia, jedyne, co robią, to blokują cieśninę. Ale z militarnego punktu widzenia, są skończeni - skonstatował.

Wbrew ocenom Trumpa większość ekspertów uważa potencjalną operację wojskową w cieśninie Ormuz za obarczoną dużym ryzykiem ze względu na geografię oraz szeroką gamę zagrożeń ze strony Iranu w postaci min, ataków małymi łodziami, rakiet manewrujących czy dronów.

PAP


"Iran nie stwarzał zagrożenia dla naszego narodu i jest jasne, że rozpoczęliśmy tę wojnę pod presją Izraela i jego potężnego amerykańskiego lobby." 

"Na początku tej administracji wysoko postawieni urzędnicy Isacli i wpływowi członkowie amerykańskich mediów wdrożyli kampanię dezinformacyjną,  (...) aby zachęcić do wojny z Iranem. (...) , aby was oszukać i wmówić, że Iran stanowi bezpośrednie zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych i że jeśli zaatakujecie teraz, istnieje jasna droga do szybkiego zwycięstwa. To była i jest ta sama taktyka, której Izrael użył, aby wciągnąć nas w katastrofalną wojnę w Iraku (...)"

Napisał to w swoim liście uzasadniającym rezygnację  szef amerykańskiego Narodowego Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu - Joe Kent. 

x.com/wolski_jaros

sobota, 21 marca 2026



Eugene Rumer opublikował wczoraj w Carnegie paper pt. Belligerent and Beleaguered: Russia After the War with Ukraine.

Rumer to nie publicysta – to były National Intelligence Officer ds. Rosji w amerykańskiej Radzie Wywiadu Narodowego. Człowiek, który przez lata współtworzył te same oceny, z których wyrastał ATA. Kiedy on pisze, że Rosja wyjdzie z wojny bardziej niebezpieczna niż do niej wchodziła – to nie jest opinia. To diagnoza stawiana z wnętrza systemu, który do niedawna wolał wierzyć w coś odwrotnego.

I właśnie dlatego warto się przy tym tekście zatrzymać.

Co mówi Rumer

Teza centralna jest prosta i brutalna: niezależnie od wyniku wojny, Rosja będzie mniej bezpieczna, bardziej sfrustrowana i bardziej groźna dla Europy niż przed 2022 rokiem.

Rumer buduje to na trzech filarach:
 – geografia (utrata buforów, NATO od Koli po Morze Czarne, zahartowana Ukraina na progu), 
- technologia (broń precyzyjna dalekiego zasięgu, która czyni „głębię strategiczną" anachronizmem),
- rozpad modelu transatlantyckiego (perspektywa Europy bez amerykańskiego parasola nuklearnego).

To jest ramka, którą z perspektywy wschodniej flanki opisuję publicystycznie od momentu opuszczenia struktur wywiadowczych RP. Różnica polega na tym, że do tej pory takie stwierdzenia z naszego regionu były traktowane w Waszyngtonie jako „alarmizm" – zresztą wielu tu komentujących też tak to do tej pory traktuje.

Teraz mówi to człowiek z wnętrza waszyngtońskiego establishmentu bezpieczeństwa – i mówi to w Carnegie, nie na konferencji w Tallinie czy w Warszawie.

Co jest w tym naprawdę ważne

Nie sama diagnoza – ta jest w dużej mierze powtórzeniem tego, co wiemy. Ważne są trzy rzeczy, które Rumer artykułuje otwarcie, a które do tej pory były w zachodnim mainstreamie omijane lub wyciszane.

Pierwsza – Rumer cytuje artykuł admirała Kostiukowa, szefa GRU, zresztą również przeze mnie przywoływany, z Wojennaja Mysl (maj 2025), w którym Kostiukow wprost opisuje, jak akcesja Finlandii stawia w zasięgu ATACMS-ów Flotę Północną, Petersburg i elektrownie jądrowe.

To nie jest „rosyjska propaganda na użytek wewnętrzny". To jest artykuł szefa wywiadu wojskowego (Głównego Zarządu Sztabu Generalnego SZ FR) w głównym piśmie Ministerstwa Obrony – i Rumer traktuje go jako autentyczny sygnał rosyjskiego postrzegania zagrożeń.

To jest dokładnie ten poziom lektury rosyjskich źródeł, którego domagam się od lat: nie czytać tego, co Kreml mówi do zachodnich kamer, tylko to, co mówi sam do siebie.

Druga – Rumer otwarcie pisze o „oknie okazji" dla Putina. Scenariusz: rozwód transatlantycki wyprzedza europejską remilitaryzację. Europa nie ma jeszcze ani konwencjonalnej obrony, ani rozwiązania problemu odstraszania nuklearnego. Putin atakuje sąsiada na Bałtyku, żeby udowodnić, że Artykuł 5 jest martwą literą – i chowa się za rosyjską tarczą nuklearną.

Prawda, że bardzo podobne do tego, co pisałem w operacjach „Morena" i „Aurora" w lutym-marcu 2024 roku?

Rumer nie mówi, że to jest prawdopodobne. Mówi – tak jak ja zawsze mówiłem – że to jest realistyczne. I odwołuje się do tego, że Putin już raz podjął decyzję, którą „conventional wisdom" uznawał za niemożliwą.

Trzecia – i dla mnie najciekawsza – Rumer pisze, że sama obrona przed wojną hybrydową (u mnie "Wojną Zrównoważoną") nie wystarczy. Europa potrzebuje zdolności ofensywnych, zdolnych do przeniesienia wojny hybrydowej na terytorium Rosji. To jest bardzo ważne przesunięcie. Do niedawna w zachodnim dyskursie „odporność", czy „resilience" były jedynym dopuszczalnym językiem.

Rumer mówi: nie – potrzebna jest zdolność do retorsji - gotowości i zdolności działań ofensywnych wobec Rosji. To jest język, którym posługuję się od dawna, opisując logikę „Wojny Zrównoważonej": Rosja eskaluje tam, gdzie nie napotyka odpowiedzi symetrycznej lub asymetrycznej.

Gdzie Rumer się zatrzymuje – a ja idę dalej (a może mnie dogoni)

Rumer jest analitykiem instytucjonalnym. To oznacza, że musi zostawić na stole scenariusze, w które sam prawdopodobnie nie wierzy. Zostawia furtkę dla „peredyszki" – oddechu po wojnie, w którym następca Putina podejmie otwarcie na Zachód, podobne do gorbaczowowskiej pierestrojki.

Jednocześnie ostrzega przed „wishful thinking" i pisze, że rosyjskie i zachodnie wizje ładu są fundamentalnie sprzeczne – Karta Paryska 1990 vs. Kongres Wiedeński 1815.

Problem w tym, że Rumer opisuje to jako napięcie między dwoma wizjami. Ja opisuję to jako cechę konstrukcyjną rosyjskiego systemu: każde „otwarcie" na Zachód jest fazą operacyjną, nie zmianą kursu.

„Peredyszka" to nie jest alternatywa wobec konfrontacji – to jej kolejny etap. System potrzebuje oddechu nie po to, żeby się zmienić, ale po to, żeby się zregenerować do następnego cyklu.

Druga różnica jest głębsza.

Rumer operuje na poziomie państwo–państwo: Rosja vs. NATO, Rosja vs. Ukraina, Rosja vs. USA. Nie schodzi do tego, co napędza ten system od wewnątrz – kto konkretnie w Moskwie „rachuje" ryzyko eskalacji, jak instytucje bezpieczeństwa (GZ/GRU, FSB, SWR, Rosgwardia) przetwarzają bodźce zewnętrzne i jak „rachmistrze wojny" optymalizują cykl konfliktu. Bez tej warstwy instytucjonalnej diagnoza Rumera jest jak mapa bez legendy – pokazuje tereny, ale nie mówi, kto po nich jeździ.

Trzecia rzecz: u Rumera wojna jest kosztem. Wyczerpuje Rosję demograficznie, gospodarczo, militarnie. To prawda – ale w mojej ocenie to tylko połowa obrazu.

Wojna jest jednocześnie mechanizmem reprodukcji systemu: czystki, redystrybucja zasobów, przebudowa hierarchii elit, produkcja nowej legitymizacji. „Wojna Zrównoważona" to nie tylko długi konflikt zewnętrzny – to tryb funkcjonowania państwa, który nie znika wraz z zawieszeniem broni.

Co z tego wynika

Paper Rumera to dokument, który warto mieć pod ręką – nie dlatego, że mówi coś nowego, ale dlatego, że mówi rzeczy, które w naszej części Europy wiemy od lat, głosem, który w Waszyngtonie i Brukseli ma ciężar instytucjonalny.

Carnegie to nie blog z Tallina czy z Warszawy ani konto na X byłego oficera wywiadu z mazowieckiej wsi. Kiedy Carnegie mówi, że Rosja powojenna będzie bardziej niebezpieczna, że okno ataku na Bałtyk jest realistyczne i że sama odporność defensywna nie wystarczy – to jest przesunięcie tektoniczne w zachodnim myśleniu o bezpieczeństwie.

W moim odczuciu dość gwałtowne – i to budzi moje retoryczne pytanie: dlaczego teraz?

Mgła wojny – jeśli chodzi o Rosję – za oceanem jest dziś „oficjalnie" trochę mniej gęsta niż jeszcze parę lat temu. Ale wciąż jest wystarczająco gęsta, żeby Zachód zostawiał sobie na stole scenariusze „trwałego pokoju" z systemem, który żadnego trwałego pokoju nie jest w stanie ani chcieć, ani utrzymać.

Pozdrawiam i dziękuję.

x.com/Maciej_Korowaj

piątek, 20 marca 2026



Każdy dzień prezydentury Trumpa to dla Ameryki koszt, każda kolejna idiotyczna (Pearl Harbor z Takaichi) wypowiedź to koszt. Lewary na każdego USA miało już przed Trumpem. Sztuka polega na tym, żeby ich:

1) nie nadużywać, bo lewarowani będą mieli motywację, żeby szukać dróg do 'oswobodzenia'
2) używać tychże w odpowiednim miejscu i czasie, kiedy lewarowany nie może odmówić, a samo wydarzenie jest kluczowe z interesu USA

DJT nadużywa lewarów + używa ich do głupich celów, które nie służą interesowi USA. Bingo.

Clue polega na tym, że Trump żyje z potęgi zbudowanej przez poprzedników. Teraz ta potęga cierpi nie tylko w wymiarze soft power, ale i hard - zdolności ulegają mocnej erozji, albo przez idiotyczne decyzje (Iran), albo przez erozję najpotężniejszej sieci sojuszniczej na świecie.

Część osób mylnie zrównuje srogie (najczęściej infantylne) połajanki Trumpa z jego mocą jako lidera, tymczasem ci łajani, muszą milczeć przez siłę Ameryki zbudowaną (w przeszłości) przez ludzi prezentujących jakość o 180 stopni różną od tej oferowanej przez Trumpa.

Niczym czteroletni cesarz wydający reprymendy doświadczonym głowom państw wasalnych.

Tak teraz może to zrobić, bo żyje z kredytu przeszłości, ale każdy w tle myśli jak te wasalne powiązania zmniejszać (nawet my, prymus klasy) lub szuka nowych patronów. Koszty są przepotężne i niepoliczalne.

Oczywiście ciężko przebimbać miliard dolarów z loterii w cztery lata, ale Donald mocno się stara.

x.com/hubertwalas_


Po objęciu władzy przez Viktora Orbána w 2010 r. Węgry znajdowały się w trudnej sytuacji makroekonomicznej, będącej konsekwencją globalnego kryzysu finansowego, który doprowadził gospodarkę do głębokiej recesji (w 2009 r. tamtejszy PKB spadł o 6,8%). W 2008 r., w celu uniknięcia niewypłacalności, rząd socjalistów skorzystał z pakietu pomocowego o wartości 20 mld euro, udzielonego przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) i UE. Nowy gabinet przypisywał poprzednim władzom odpowiedzialność za zły stan finansów publicznych, jednocześnie krytykując realizowaną w 2009 r. politykę konsolidacji fiskalnej, w tym cięcia wydatków socjalnych wprowadzone przez ówczesny rząd techniczny. Partia Orbána, dysponując wraz z chadekami (KDNP) większością konstytucyjną w parlamencie, dążyła do przebudowy dotychczasowego porządku politycznego i gospodarczego. Początek trwających do dzisiaj rządów koalicji Fidesz–KDNP był okresem intensywnych reform, które nie układały się jednak w spójną strategię rozwojową i często miały charakter reaktywny. Wprowadzane rozwiązania są określane pojęciem „orbanomika”, odnoszącym się do nieortodoksyjnej polityki gospodarczej, oznaczającej odejście władz węgierskich od dominujących modeli i charakteryzującej się licznymi sprzecznościami. Polityka gospodarcza Fideszu opiera się na paradoksie „socjalizmu dla bogatych i kapitalizmu dla biednych”, ponieważ głównymi beneficjentami wprowadzanych rozwiązań stały się wyższa klasa średnia i związane z władzą elity gospodarcze.

Na początku rządów Fideszu przeprowadzono szeroko zakrojone reformy fiskalne. Dotychczasowe stawki podatku dochodowego od osób fizycznych (18% i 36%) zastąpiono jednolitą stawką liniową w wysokości 16% (od 2016 r. – 15%). Równolegle 16-procentowy podatek dochodowy od przedsiębiorstw został zróżnicowany na dwie stawki: 19% oraz preferencyjną 10% (które od 2017 r. zastąpiła jednolita stawka CIT w wysokości 9%, najniższa w UE). W celu zrekompensowania spadku wpływów z podatków bezpośrednich rząd w 2012 r. podwyższył podstawowy VAT z 25% do 27% (jest on aktualnie najwyższy w UE) oraz wprowadził pakiet nadzwyczajnych podatków sektorowych, nakładanych przede wszystkim na banki i podmioty działające w branżach zdominowanych przez kapitał zagraniczny, takich jak energetyka, handel i telekomunikacja. Politykę tę uzupełniały działania o charakterze jednorazowym, w tym przejęcie środków z otwartych funduszy emerytalnych.

Po 2010 r. rząd Orbána postawił sobie za cel ograniczenie roli kapitału zagranicznego w gospodarce. Wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w relacji do PKB wykazywała w czasie władzy prawicy wyraźną tendencję spadkową: z 76% w 2009 r. zmalała do 60% w 2022 r., co oznaczało najgłębszy spadek w regionie. W latach 2004–2010 poprzednie gabinety przeznaczyły na subsydia dla przedsiębiorstw łącznie 612,2 mln dolarów, z czego niemal 98% trafiło do firm międzynarodowych, a jedynie ok. 2% do podmiotów krajowych. W okresie 2011–2018 rząd ponad dwukrotnie zwiększył skalę wsparcia tych ostatnich – do ok. 1,3 mld dolarów – przy jednoczesnym 10-krotnym wzroście udziału rodzimych firm w podziale środków. Doprowadziło to do wzmocnienia kapitału narodowego w wybranych sektorach uznanych przez władze za strategiczne z punktu widzenia kontroli politycznej – przede wszystkim w mediach, bankowości i energetyce. Równolegle władze dążyły do wzmocnienia obecności nad Dunajem podmiotów z branży produkcyjnej, z którymi podpisano kilkadziesiąt umów o współpracy strategicznej. W efekcie kraj umocnił swoją pozycję jako hub produkcyjny dla niemieckich marek motoryzacyjnych, takich jak Audi, Mercedes i BMW. W latach 2010–2019 wartość produkcji przemysłu motoryzacyjnego na Węgrzech wzrosła o 165% – głównie dzięki ekspansji firm należących do niemieckiego kapitału – a obecnie sektor ten odpowiada za ok. 25% tamtejszego eksportu.

Faworyzowanie kapitału krajowego w wybranych usługach stanowiących zaplecze instytucjonalne władzy, przy jednoczesnym stosowaniu hojnych zachęt wobec kapitału zagranicznego w przemyśle wytwórczym, a także renacjonalizacja przedsiębiorstw oraz administracyjna ingerencja w ceny energii świadczą o konsekwentnym wzmacnianiu roli państwa w gospodarce. Procesowi temu towarzyszyło jednocześnie postępujące upolitycznienie sfery ekonomicznej, widoczne zwłaszcza w nasilającej się od 2010 r. oligarchizacji, polegającej na preferencyjnym traktowaniu przedsiębiorstw powiązanych z obozem rządzącym. W praktyce kierownictwo Fideszu uzyskało decydujący wpływ na to, które podmioty mogły wejść do kręgu beneficjentów polityki państwa i korzystać z nieformalnych przywilejów finansowych. Kluczowym mechanizmem akumulacji majątku przez lojalną wobec rządu elitę biznesową stały się zamówienia publiczne. Po 2010 r. skala korupcji w tym obszarze wyraźnie wzrosła, istotną rolę odgrywał także transfer aktywów państwowych za pośrednictwem fundacji i spółek o nieprzejrzystej strukturze własności, powiązanych faktycznie z osobami z otoczenia partii rządzącej. Liczne afery majątkowe z udziałem bliskich władzy elit zostały udokumentowane przez niezależne media. Ukształtowany w ten sposób system klientelistyczny, oparty na wymianie wzajemnych korzyści, sprzyja konsolidacji zaplecza politycznego władzy.

(...)

Kilkuletni okres relatywnej prosperity zakończył się wraz z kryzysem wywołanym pandemią COVID-19 – w 2020 r. PKB Węgier spadł o 4,3%. Jednocześnie wyraźnie pogorszył się stan finansów publicznych: deficyt budżetowy przekroczył 7% PKB, a dług publiczny wzrósł do blisko 80% PKB, co oznaczało odejście od wcześniej utrzymywanej dyscypliny fiskalnej. Krótkotrwałe ożywienie po pandemii nie zostało przy tym utrzymane – w 2023 r. PKB ponownie obniżył się o 0,8%, wprowadzając gospodarkę w fazę stagnacji w warunkach spadających inwestycji i wciąż poważnych wyzwań zewnętrznych, w tym ograniczonego dostępu do środków unijnych. W latach 2023–2024 gospodarka węgierska dwukrotnie znalazła się w recesji technicznej (spadek PKB przez co najmniej dwa kolejne kwartały). Spowolnienie dodatkowo pogłębiała restrykcyjna polityka monetarna banku centralnego, ukierunkowana na ograniczenie presji inflacyjnej. Wskaźnik PKB na mieszkańca według parytetu siły nabywczej wyniósł w 2024 r. 77% średniej unijnej – słabszy wynik odnotowały jedynie Słowacja, Łotwa, Grecja i Bułgaria. Równocześnie kraj charakteryzował się najniższym w całej Unii Europejskiej poziomem rzeczywistej konsumpcji indywidualnej per capita według parytetu siły nabywczej (72% średniej). Świadczy to o ograniczonej redystrybucji efektów wzrostu gospodarczego na rzecz gospodarstw domowych i koreluje zarówno z utrzymującą się wysoką inflacją, jak i z niskim udziałem płac w PKB.

Władze liczyły na odbicie gospodarki w 2025 r., szczególnie w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych zaplanowanych na kwiecień br. Dane ze stycznia wskazują jednak, że realny PKB Węgier w minionym roku wzrósł jedynie o 0,3% r/r. Wzrost ten ograniczyły przede wszystkim słaba dynamika produkcji przemysłowej (w pierwszych 11 miesiącach 2025 r. odnotowano spadek o 3,5% r/r) oraz powiązany z nią eksport, podczas gdy głównymi motorami aktywności gospodarczej pozostawały sektor usług i budownictwo.

Jednym z kluczowych symptomów końca relatywnej prosperity Węgier jest wciąż wysoka inflacja konsumencka. W rezultacie ekspansywnej polityki fiskalnej i monetarnej jeszcze przed 2020 r. tempo wzrostu cen na Węgrzech przewyższało poziomy notowane w większości państw regionu. Po wybuchu pandemii COVID-19 oraz rosyjskiej inwazji na Ukrainę wskaźnik ten osiągnął bezprecedensowe wartości: w 2022 r. średnioroczna inflacja wyniosła 15,3%, a w 2023 r. wzrosła do ok. 17%. Między wrześniem 2022 r. a listopadem 2023 r. Węgry w każdym miesiącu odnotowywały najwyższe wskaźniki w tym zakresie w UE. W 2024 r. nastąpił gwałtowny spadek dynamiki cen do poziomów zbliżonych do pozostałych państw regionu. Korekta ta miała jednak charakter głównie statystyczny i tymczasowy (efekt wysokiej bazy, spadku cen surowców i osłabienia konsumpcji), a nie rzeczywisty. Jednocześnie według danych za 2024 r. realne wynagrodzenia zwiększyły się o 8,9% r/r, co oznacza, że dynamika płac przewyższała tempo wzrostu cen konsumpcyjnych, częściowo kompensując wcześniejszy spadek siły nabywczej gospodarstw domowych.

Węgry jako jedyne państwo regionu odnotowywały w drugiej dekadzie XXI wieku systematyczny spadek udziału płac w PKB. Nawet w jej drugiej połowie – czyli okresie prosperity rządów Orbána – tempo wzrostu wynagrodzeń pozostawało wolniejsze niż w innych krajach regionu, czemu sprzyjała słaba pozycja związków zawodowych (ok. 7% uzwiązkowienia – jeden z najniższych wskaźników w UE). Kraj należy także do państw o najniższych zarobkach w UE – zarówno pod względem płacy minimalnej (727 euro), jak i przeciętnych pensji. W 2024 r. średnie roczne wynagrodzenie brutto wyniosło tam 18,5 tys. euro, co plasowało Węgry na trzecim miejscu od końca (po Bułgarii i Grecji) i oznaczało utrzymywanie się wyraźnej luki dochodowej wobec średniej unijnej, potwierdzając ograniczoną konwergencję płacową.

(...)

Wydarzenia globalne po 2020 r. obnażyły wysoką podatność gospodarki funkcjonującej pod rządami Orbána na wstrząsy zewnętrzne i zakończyły okres relatywnie stabilnego wzrostu minionych lat. Podobnie jak w czasie światowego kryzysu finansowego z lat 2008–2009, gospodarka węgierska doświadczyła silniejszego załamania niż większość państw regionu (w tym Czechy i Słowacja o zbliżonej wielkości gospodarek), co wskazuje na jej niską odporność i sugeruje istnienie ważnych uwarunkowań wewnętrznych pogłębiających skalę szoku. W narracji władz odpowiedzialność za pogorszenie koniunktury przypisuje się przede wszystkim czynnikom zewnętrznym, takim jak pandemia COVID-19, wojna na Ukrainie czy sankcje nałożone na Rosję. W rzeczywistości wydarzenia te uwidoczniły strukturalne ograniczenia węgierskiego modelu wzrostu, opartego na napływie kapitału zagranicznego, eksporcie i ekspansywnej polityce budżetowej.

W odpowiedzi na kryzys pandemiczny rząd wdrożył silne bodźce budżetowe, obejmujące szerokie programy transferowe, ulgi podatkowe i subsydia, które utrzymywano także po zniesieniu restrykcji sanitarnych. Równolegle w latach 2021–2022 zastosowano przedwyborcze zwiększenie wydatków publicznych, co w warunkach ograniczonej podaży doprowadziło do „przegrzania” popytu – zwłaszcza że wzrost płac i transferów nie był skorelowany ze wzrostem produktywności.

Wydarzenia globalne po 2020 r. obnażyły wysoką podatność gospodarki funkcjonującej pod rządami Orbána na wstrząsy zewnętrzne i zakończyły okres relatywnie stabilnego wzrostu minionych lat. Podobnie jak w czasie światowego kryzysu finansowego z lat 2008–2009, gospodarka węgierska doświadczyła silniejszego załamania niż większość państw regionu (w tym Czechy i Słowacja o zbliżonej wielkości gospodarek), co wskazuje na jej niską odporność i sugeruje istnienie ważnych uwarunkowań wewnętrznych pogłębiających skalę szoku. W narracji władz odpowiedzialność za pogorszenie koniunktury przypisuje się przede wszystkim czynnikom zewnętrznym, takim jak pandemia COVID-19, wojna na Ukrainie czy sankcje nałożone na Rosję. W rzeczywistości wydarzenia te uwidoczniły strukturalne ograniczenia węgierskiego modelu wzrostu, opartego na napływie kapitału zagranicznego, eksporcie i ekspansywnej polityce budżetowej.

W odpowiedzi na kryzys pandemiczny rząd wdrożył silne bodźce budżetowe, obejmujące szerokie programy transferowe, ulgi podatkowe i subsydia, które utrzymywano także po zniesieniu restrykcji sanitarnych. Równolegle w latach 2021–2022 zastosowano przedwyborcze zwiększenie wydatków publicznych, co w warunkach ograniczonej podaży doprowadziło do „przegrzania” popytu – zwłaszcza że wzrost płac i transferów nie był skorelowany ze wzrostem produktywności.

Z kolei rosyjska pełnoskalowa inwazja na Ukrainę w 2022 r. doprowadziła do głębokiego rozregulowania europejskich rynków energii i wywołała bezprecedensowy skok cen surowców. Węgry okazały się szczególnie podatne na wstrząsy ze względu na wysokie uzależnienie od rosyjskich dostaw oraz prowadzoną od ponad dekady politykę administracyjnego obniżania cen energii. W rezultacie w kwietniu 2022 r. węgierscy konsumenci płacili za energię elektryczną i gaz odpowiednio o ok. 60% i 75% mniej niż średnia unijna. Utrzymanie tak niskiego poziomu cen było jednak możliwe wyłącznie dzięki stałemu wsparciu ze strony państwa: przed wybuchem wojny program dopłat kosztował budżet ok. 450 mld forintów (ok. 1,17 mld euro) rocznie, natomiast w 2022 r. jego koszt przekroczył 1 bln forintów (2,6 mld euro).

Zaostrzenie polityki monetarnej przez Węgierski Bank Narodowy pogłębiło problemy gospodarcze tego okresu. W kwietniu 2022 r. stopa bazowa wynosiła 5,4%, jednak pod presją szybko narastającej inflacji została do lipca podniesiona do 13%. Tak wysoki poziom stóp procentowych utrzymywał się przez wiele miesięcy, istotnie ograniczając inwestycje i dynamikę wzrostu gospodarczego. Do grudnia 2024 r. stopa bazowa spadła do 6,5%, lecz nadal należała do najwyższych w UE. Równolegle osłabienie forinta zwiększyło koszty importu (zwłaszcza energii), wzmocniło presję inflacyjną i zmusiło bank centralny do utrzymywania restrykcyjnej polityki pieniężnej, co dodatkowo ograniczało inwestycje i popyt krajowy. Deprecjacja forinta przyniosła krótkoterminowe korzyści eksporterom, jednak miały one ograniczone przełożenie na gospodarkę krajową.

Na zewnętrzne czynniki destabilizujące gospodarkę w tym okresie nałożyło się zamrożenie środków unijnych dla Węgier, co dodatkowo istotnie osłabiło potencjał wzrostu. Przez wiele lat państwo to należało do grona największych beneficjentów netto budżetu UE. W latach 2014–2020 otrzymywało – w relacji do PKB – najwyższe wsparcie z unijnych programów strukturalnych w regionie, średniorocznie na poziomie 3,2%. W nowej perspektywie finansowej Budapeszt mógł liczyć na ok. 22 mld euro z Funduszu Spójności oraz 5,8 mld euro z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF), co łącznie odpowiadało ok. 20% PKB. W grudniu 2022 r. Komisja Europejska (KE) podjęła jednak bezprecedensową decyzję o zablokowaniu środków unijnych w ramach mechanizmu warunkowości, co oznaczało dla Węgier utratę kluczowej dźwigni wzrostu. Mimo częściowego odblokowania funduszy w 2023 r. nadal wstrzymane pozostaje ok. 8,4 mld euro z Funduszu Spójności i 9,5 mld euro z RRF, a część alokacji bezpowrotnie przepadła. Dodatkowo kary finansowe nakładane przez TSUE zwiększają obciążenia budżetowe. Problem ma charakter strukturalny i wynika z trwałego konfliktu między modelem rządzenia Orbána a zasadami UE, ograniczając potencjał rozwojowy gospodarki. Próby kompensowania braków finansowaniem z Chin – głównie w formie pożyczek – nie zastępują bezzwrotnych grantów unijnych i zwiększają ryzyka fiskalne.

Na Węgrzech utrwalił się model rozwojowy oparty na silnej zależności od kapitału zagranicznego oraz produkcji o niskiej i średniej wartości dodanej. Kraj pełni przede wszystkim funkcję zaplecza produkcyjno-montażowego dla międzynarodowych koncernów, a w trakcie następujących po sobie czterech kadencji rządów Orbána nie doszło do istotnego zmniejszenia luki produktywności między przedsiębiorstwami krajowymi a zagranicznymi.

Realnym sprawdzianem zdolności Węgier do wyjścia z pułapki średniego dochodu i awansu przemysłowego byłoby pojawienie się krajowych, konkurencyjnych producentów i eksporterów mogących podejmować aktywność na rynkach międzynarodowych. Jednym z głównych ograniczeń w tym zakresie pozostaje funkcjonowanie biznesu w warunkach systemu oligarchicznego, w którym elity gospodarcze nie są wyłaniane w drodze otwartej konkurencji rynkowej, lecz lojalności politycznej. Mimo że kapitał krajowy zajmuje centralne miejsce w retoryce gospodarczej Fideszu przyjęty model nie doprowadził ani do odwrócenia spadkowego trendu produktywności przedsiębiorstw krajowych, ani do ograniczenia ich strukturalnego podporządkowania w sektorach eksportowych. (...)

Szczególnie istotną rolę w węgierskim eksporcie odgrywa przemysł motoryzacyjny – w tym produkcja komponentów do samochodów elektrycznych – który przyciągnął największy strumień zachodniego i azjatyckiego kapitału oraz odpowiada obecnie za ok. 8–9% PKB. Wysoka koncentracja sektorowa sprawia, że cała gospodarka jest nadmiernie wrażliwa na wahania koniunktury w jednej branży, w tym na cykle inwestycyjne i popytowe w Niemczech – jako głównym kierunku eksportu – oraz w globalnym przemyśle samochodowym. Jednocześnie rosnąca obecność chińskich producentów w sektorze elektromobilności zwiększa podatność gospodarki na skutki ewentualnych napięć handlowych między UE i Chinami. Dominacja motoryzacji, z centralną rolą montowni samochodowych, utrwala model oparty na taniej pracy, subsydiach i eksporcie, zamiast sprzyjać dywersyfikacji struktury gospodarczej, wzrostowi innowacyjności i budowie trwałych przewag konkurencyjnych.

Systemowa niezdolność do odejścia od produkcji o niskiej i średniej wartości dodanej wiąże się również z chronicznym niedofinansowaniem rozwoju kapitału ludzkiego oraz dominacją relatywnie niskowykwalifikowanej siły roboczej. Po 2010 r. rząd Orbána zaniedbał obszary kluczowe dla modelu wzrostu opartego na wiedzy i wysokiej wartości dodanej, w szczególności szkolnictwo oraz działalność badawczo-rozwojową. Już w latach 2010–2013 nakłady na edukację publiczną były jednymi z najniższych wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej, a w okresie 2014–2020 spadły jeszcze bardziej, oscylując między 2,5 a 2,9% PKB – wyraźnie poniżej średniej unijnej. W 2020 r. Węgry należały do krajów o najniższych wydatkach na edukację podstawową i średnią w UE: średnia unijna wynosiła 3,5% PKB, podczas gdy w tym państwie było to jedynie 2,1%. Również szkolnictwo wyższe i instytuty badawcze zmagają się z niedofinansowaniem, odpływem kadr oraz rosnącą kontrolą polityczną, co ogranicza współpracę między nauką a biznesem. Nakłady na badania i rozwój (B+R) utrzymują się wyraźnie poniżej średniej unijnej i w ostatnich latach wynosiły ok. 1,5–1,7% PKB, wobec ok. 2,2% PKB w UE.

osw.waw.pl

czwartek, 19 marca 2026



W nocy z poniedziałku na wtorek Izrael otrzymał od informatorów wiadomość, że Golamreza Solejmani — dowódca milicji Basidż działającej w ramach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), znanej z brutalnego tłumienia protestów — ukrywa się wraz ze swoimi zastępcami w namiocie w leśnym parku w Teheranie.

Jak podaje dziennik "Wall Street Journal", powołując się na listę celów i raporty operacyjne, właśnie na takie sytuacje liczył Izrael, systematycznie bombardując siedziby i punkty dowodzenia Basidżu. Solejmani oraz jego zastępca zginęli w wyniku uderzenia na ten teren.

Tej same nocy został zlikwidowany także sekretarz Rady Bezpieczeństwa Iranu, Ali Laridżani, który po śmierci ajatollaha Aliego Chameneia w pierwszym dniu wojny był uznawany za faktycznego przywódcę kraju.

Zabicie Laridżaniego było możliwe dzięki cennym informacjom wywiadowczym przekazanym izraelskim służbom przez mieszkańców Teheranu — powiedział przedstawiciel władz Izraela w rozmowie z opozycyjnym medium Iran International. Izrael rozszerzył swoją kampanię wojskową — z ataków na centra dowodzenia IRGC, Basidżu i innych służb — także na punkty kontrolne i blokady drogowe, wykorzystując m.in. drony kamikadze. Często opiera się przy tym na informacjach przekazywanych przez lokalnych mieszkańców.

(...)

W środę 18 marca minister obrony Israel Katz poinformował o "wyeliminowaniu" ministra wywiadu Iranu, Ismaila Hatiba. Jak dodał, on sam oraz premier Netanjahu upoważnili wojsko do likwidowania każdego wysoko postawionego irańskiego urzędnika znajdującego się na liście celów — bez konieczności uzyskiwania dodatkowej zgody.

(...)

Podpułkownik Szahar Kojfman, który do 2022 r. kierował irańskim wydziałem izraelskiego wywiadu wojskowego, sceptycznie ocenia szanse na wybuch powstania. - Basidż to bardzo liczna formacja, dobrze uzbrojona — i nie podda się. Od tego zależy życie ich i ich rodzin — powiedział w rozmowie z "The New York Times".

Z kolei analityk Reza Salehi uważa, że eliminowanie liderów nie jest skuteczną metodą — jego zdaniem śmierć Chameneia pokazała, że "nie ma w tym kraju jednej osoby, której odejście naprawdę zmieniłoby przebieg wojny".

Były wysoki rangą oficer izraelski, generał brygady Eran Ortal, dostrzega jednak logikę w strategii Netanjahu: rozpad systemu od środka, który już się rozpoczął, może przyspieszyć wraz z osłabieniem aparatu represji. Zwykli członkowie Basidżu — których liczebność szacuje się na od 600 tys. do nawet miliona — są mało samodzielni i silnie zależni od rozkazów dowódców, dlatego ich eliminacja może poważnie obniżyć skuteczność tej formacji.

Lista celów izraelskich bombardowań rozszerzyła się z siedzib i punktów dowodzenia na inne miejsca, w których zaczęli gromadzić się funkcjonariusze i kadra kierownicza służb bezpieczeństwa. Wśród nich znalazły się m.in. obiekty sportowe (na stadionie piłkarskim Azadi zginęły setki funkcjonariuszy i żołnierzy), a także inne lokalizacje — jak park leśny, gdzie zabito Solejmaniego, czy komendy policji.

onet.pl\The Moscow Times


Po ataku na złoże South Pars Irańczycy natychmiast zapowiedzieli odwet. I groźby zrealizowali. W nocy rakiety i drony atakowały cele energetyczne w Arabii Saudyjskiej, Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Katarze. W najważniejszej katarskiej instalacji gazowej Ras Laffan wybuchł pożar. Zniszczenia są poważne. To fatalna wiadomość także dla Polski, bo Katar jest drugim co do wielkości dostawcą skroplonego gazu dla naszego kraju.

(...)

Niedługo po ataku Izraela na South Pars amerykański portal Axios napisał, że prezydent USA o wszystkim wiedział. I zgodził się na bombardowanie irańskiej infrastruktury.

Efekty izraelskich uderzeń były łatwe do przewidzenia — ceny ropy i gazu poszybowały w górę. Z kolei Iran odpowiedział groźbami, opublikował listę celów, w które zamierza atakować w ramach odwetu i niedługo później groźby zrealizował.

A wtedy Donald Trump zaczął zapewniać, że nie miał pojęcia o izraelskim ataku, nie zgadzał się na niego i że więcej takich ataków nie będzie. Zrobił to w długim i dość dziwacznym wpisie na swoim serwisie społecznościowym Truth Social:

"Izrael, rozzłoszczony tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, agresywnie uderzył w duży obiekt znany jako złoże gazowe South Pars w Iranie. Została zaatakowana stosunkowo niewielka część całości. Stany Zjednoczone nie wiedziały nic o tym konkretnym ataku i Katar w żaden sposób ani w żadnej formie nie był w to zaangażowany, ani nie miał pojęcia, że do tego dojdzie" — napisał Trump.

"Iran nie wiedział ani o tym, ani o żadnych innych istotnych faktach dotyczących ataku na South Pars i w sposób nieuzasadniony i niesprawiedliwy zaatakował część obiektu gazowego LNG Kataru. IZRAEL NIE PRZEPROWADZI WIĘCEJ ATAKÓW na to niezwykle ważne i cenne złoże South Pars, chyba że Iran nierozsądnie zdecyduje, by zaatakować bardzo niewinny w tym przypadku Katar. W takim przypadku USA, za pomocą i zgodą Izraela albo bez, wysadzą w powietrze całość South Pars z taką siłą i mocą, jakich Iran nigdy wcześniej nie widział" — dodał.

"Nie chcę autoryzować tego poziomu przemocy i zniszczenia ze względu na długoterminowe skutki dla przyszłości Iranu, ale jeśli LNG Kataru zostanie ponownie zaatakowane, nie zawaham się" — zakończył swój wpis prezydent.

onet.pl