czwartek, 8 stycznia 2026



Siły zbrojne USA zajęły w środę na północnym Atlantyku pływający pod rosyjską banderą tankowiec w związku z omijaniem amerykańskich sankcji. Według Waszyngtonu statek był powiązany z Wenezuelą i Iranem. Rosja zaprotestowała, uznając przejęcie jednostki za złamania prawa morskiego.

Dowództwo Europejskie sił USA (EUCOM) poinformowało o zajęciu tankowca M/V Bella 1, płynącego pod rosyjską banderą i zmienioną nazwą.

Jednostka została przejęta na północnym Atlantyku w pobliżu Islandii - przekazała agencja Reutera.

Tankowiec wykrył okręt Straży Przybrzeżnej USA, zajęto go na podstawie nakazu amerykańskiego sądu federalnego - przekazało EUCOM. Jednostkę przejęto z udziałem żołnierzy sił specjalnych, którzy później ją opuścili - powiedzieli Reutersowi amerykańscy urzędnicy. Dodano, że statek przekazano Straży Przybrzeżnej.

"Blokada objętej sankcjami i nielegalnej wenezuelskiej ropy naftowej pozostaje w pełnej mocy - wszędzie na świecie" - ogłosił w serwisie X szef Pentagonu Pete Hegseth.

Bella 1 to powiązany z Wenezuelą i Iranem tankowiec, który zbiegł przed blokadą Wenezueli i od dwóch tygodni był ścigany przez amerykańskie okręty. Został objęty amerykańskimi sankcjami jeszcze w 2024 r. za transport irańskiej ropy naftowej.

Według Białego Domu statek był bezpaństwowy i pływał pod fałszywą banderą. Po stawieniu oporu podczas próby zajęcia go po raz pierwszy w grudniu 2025 r. zmienił nazwę na Marinera i został zarejestrowany jako rosyjski.

To pierwszy w ostatnich latach przypadek zajęcia zarejestrowanego w Rosji statku przez siły amerykańskie - zaznaczyła agencja Reutera.

Rosyjskie ministerstwo transportu poinformowało, że utraciło kontakt z Marinerą. Dodano, że zajęcie jednostki łamie międzynarodowe prawo morskie. Resort potwierdził, że tankowiec od 24 grudnia 2025 r. pływał pod rosyjską banderą na mocy "tymczasowego zezwolenia".

Rosyjskie MSZ oświadczyło, że domaga się od USA zapewnienia humanitarnego i godnego traktowania rosyjskich obywateli na pokładzie.

Według źródeł agencji Reutera statek został przejęty w pobliżu rosyjskich okrętów wojennych, w tym okrętu podwodnego. Nie jest jasne, jak blisko przejmowanego tankowca znajdowały się rosyjskie okręty, nie ma też informacji o konfrontacji między wojskami amerykańskimi i rosyjskimi - uzupełniła agencja.

Brytyjskie ministerstwo obrony przekazało, że na prośbę USA zapewniło wsparcie w operacji. Brytyjska pomoc obejmowała wykorzystanie przez amerykańskie lotnictwo baz lotniczych, wsparcie okrętu Royal Navy oraz wsparcie rozpoznawcze samolotów RAF (Królewskich Sił Powietrznych).

Niemal równocześnie z informacją o przejęciu Belli 1 Dowództwo Południowe USA (SOUTHCOM) powiadomiło o zajęciu innego tankowca, M/T Sophia na Morzu Karaibskim. Zaznaczono, że jednostka była objęta sankcjami i zaangażowana "w nielegalne działania".

USA w 2019 r. wprowadziły sankcje praktycznie blokujące handel ropą z Wenezueli. Eksport surowca zaczął być prowadzony przez sieć unikających identyfikacji i amerykańskich ograniczeń tankowców, określanych jako flota cieni. Niektóre z tych jednostek są też używane do omijania podobnych sankcji nałożonych na Iran i Rosję.

W środę rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała, że prezydent Donald Trump będzie kontynuował politykę, która jest najlepsza dla USA, w tym egzekwował embargo na wszystkie statki floty cieni, które nielegalnie transportują ropę naftową.

(...)

PAP


Prezydent USA Donald Trump zaproponował w środę zwiększenie przyszłorocznego budżetu obronnego do poziomu 1,5 bln dolarów, co oznaczałoby wzrost o ponad 50 proc. względem bieżącego roku. Trump zagroził jednocześnie koncernowi Raytheon, że nie będzie otrzymywał kontraktów rządowych, jeśli nie zainwestuje w nowe fabryki.

"Po długich i trudnych negocjacjach z senatorami, kongresmenami, sekretarzami i innymi przedstawicielami politycznymi, postanowiłem, że dla dobra naszego kraju, zwłaszcza w tych bardzo niespokojnych i niebezpiecznych czasach, nasz budżet wojskowy na rok 2027 nie powinien wynosić biliona dolarów, ale 1,5 biliona dolarów" - ogłosił Trump, dodając że pozwoliłoby to na stworzenie "wojska marzeń".

Prezydent stwierdził, że bezprecedensowe zwiększenie nakładów na obronność jest możliwe dzięki wpływom z nałożonych przez niego ceł. Zdaniem Trumpa wpływy są na tyle duże, że pozwolą nie tylko na zwiększenie wydatków, ale też redukcję długu publicznego.

Według szacunków Politico w całym roku 2025 przychody z ceł wyniosły 261 mld dol. Jednocześnie od października systematycznie spadają.

Uchwalona w grudniu ustawa autoryzująca wydatki obronne (NDAA) na rok fiskalny 2026 (od października br.) opiewa na nieco ponad 900 mld dol., co stanowiło kwotę o 8 mld większą, niż tę, o którą wnioskował Trump. Ostatecznie o kształcie budżetu zdecyduje Kongres. Jak dotąd na temat nie wypowiedział się żaden z polityków partii rządzącej w Kongresie.

Wcześniej w osobnych wpisach Trump ogłosił, że zakazuje firmom zbrojeniowym wypłacania dywidend akcjonariuszom, dopóki nie zwiększą i nie przyspieszą one produkcji uzbrojenia i nie zainwestują w nowe zakłady produkcyjne. Powiedział też, że zabroni wynagrodzeń dla dyrektorów tych firm powyżej 5 mln dol. rocznie. Szczególną krytykę poświęcił koncernowi Raytheon, który produkuje m.in. systemy obrony powietrznej Patriot.

"Albo Raytheon podejmie działania i zacznie inwestować w większe inwestycje początkowe, takie jak zakłady i sprzęt, albo nie będzie już więcej prowadzić interesów z Departamentem Wojny" - zagroził Trump.

PAP

środa, 7 stycznia 2026



Trump ujawnił, jak może wyglądać to od strony finansowej. - To będzie kosztowne, ale firmy naftowe pokryją wydatki i odzyskają je później od nas, albo z dochodów - mówił prezydent USA. Stacja CNN porozmawiała jednak ze swoimi źródłami branżowymi i te, póki co, nie podchodzą entuzjastycznie do planów Białego Domu. Jak dodano, amerykańscy dyrektorzy firm naftowych najprawdopodobniej nie zdecydują się od razu na działania w Wenezueli. Powodów jest kilka: sytuacja na miejscu pozostaje bardzo niepewna, wenezuelski przemysł naftowy jest w ruinie, "a Caracas ma historię przejmowania amerykańskich aktywów naftowych" - podkreśla CNN.  

Wskazano, że być może największym problemem jest to, że ceny ropy naftowej są obecnie zbyt niskie , aby uzasadnić wydawanie ogromnych pieniędzy niezbędnych do ożywienia podupadającego przemysłu naftowego w Wenezueli. Zapewne byłyby to dziesiątki miliardów dolarów. - Apetyt na wejście do Wenezueli jest obecnie dość niewielki. Nie mamy pojęcia, jak będzie wyglądał tamtejszy rząd. Prezydent ma inne oczekiwania niż branża. Biały Dom wiedziałby o tym, gdyby skontaktował się z branżą przed operacją w sobotę - poinformowało CNN jedno ze źródeł. 

(...)

"Kiedy firmy naftowe decydują się na inwestycje w rozległe projekty wiertnicze, muszą mieć pewność, jak będzie wyglądało tamtejsze środowisko operacyjne za lata, jeśli nie dekady. Obecnie trudno jest być pewnym co do formy rządu i innych instytucji w Wenezueli za kilka tygodni, nie mówiąc już o latach" - ocenia CNN. - To, że są złoża ropy naftowej - nawet największe na świecie - nie oznacza, że koniecznie trzeba będzie je wydobywać. To nie to samo, co zainwestowanie w food trucka - stwierdził jeden z przedstawicieli branży naftowej. 

gazeta.pl


"Ropa zostanie przetransportowana tankowcami bezpośrednio do doków rozładunkowych w Stanach Zjednoczonych" - podaje Donald Trump. Nie jest jasne, co Wenezuela miałyby otrzymać w zamian za przekazanie surowca. Prezydent USA nie podał bowiem szczegółów umowy lub ewentualnej rekompensaty. Trump wielokrotnie podkreślał zamiar "rządzenia Wenezuelą" i kontroli nad jej zasobami ropy. Kraj ten posiada największe na świecie potwierdzone rezerwy ropy naftowej, szacowane na ok. 300 mld baryłek (17 proc. światowych rezerw, ale pamiętajmy, że rezerwy to szacunki zasobów, nie już wydobywany surowiec). 

Wenezuelska ropa ma zostać sprzedana po wspomnianych cenach rynkowych, a wpływy z tej sprzedaży będą kontrolowane przez samego Donalda Trumpa, z zamiarem wykorzystania ich na "korzyść narodu wenezuelskiego i amerykańskiego". Plan ten ma być wdrożony natychmiast przez sekretarza energii Chrisa Wrighta. Choć wiele punktów tego planu pozostaje wciąż niejasnych, do mediów przedostało się kilka nieoficjalnych doniesień na ten temat. 

Dostarczenie ropy do Stanów Zjednoczonych może początkowo wymagać relokacji ładunków pierwotnie przeznaczonych dla Chin - informuje Reuters. Ten kraj był głównym odbiorcą ropy z Wenezueli w ostatniej dekadzie, zwłaszcza od czasu nałożenia przez Stany Zjednoczone sankcji na firmy zajmujące się handlem ropą naftową z Wenezuelą w 2020 roku. - Trump chce, żeby to nastąpiło jak najszybciej, by móc ogłosić wielkie zwycięstwo - zdradza anonimowy rozmówca Agencji. 

Wenezuelscy i amerykańscy urzędnicy mieli omawiać w tym tygodniu mechanizmy sprzedaży, w tym aukcje umożliwiające zainteresowanym amerykańskim nabywcom składanie ofert na ładunki, a także wydawanie amerykańskich licencji partnerom biznesowym, co mogłoby doprowadzić do zawarcia umów na dostawy i zapewnić Amerykanom dostęp do wenezuelskiej ropy naftowej w celu jej rafinacji lub odsprzedaży stronom trzecim. Reuters donosi, że niektóre amerykańskie firmy rozpoczęły już przygotowania do ponownego odbioru ładunków z Wenezueli.

"Wall Street Journal" donosił m.in., że Donald Trumpa ma spotkać się z przedstawicielami największych amerykańskich firm naftowych - Chevron, ConocoPhillipsi Exxon Mobil - w piątek w Białym Domu, wraz z innymi krajowymi producentami, "aby omówić kwestię dokonania znaczących inwestycji w wenezuelski sektor naftowy". O tym, że są takie plany, mówił otwarcie sam amerykański prezydent. Donald Trump zapowiadał, że amerykańskie koncerny naftowe "wkroczą do akcji", zainwestują tam miliardy dolarów i naprawią infrastrukturę naftową. - Otrzymają zwrot kosztów za to, co robią - mówił. 

Stany Zjednoczone i Wenezuela miały także rozmawiać o tym, czy wenezuelska ropa naftowa mogłaby w przyszłości zostać wykorzystana w amerykańskich strategicznych rezerwach ropy naftowej. Oficjalnie jednak Donald Trump nie mówił o takiej możliwości. 

W reakcji na te doniesienia notowania ropy naftowej na globalnych rynkach spadały, tuż po 7:00 rano w środę o 1,3 proc. 

gazeta.pl

wtorek, 6 stycznia 2026



1. Wielu komentatorów twierdzi, że Amerykanie łamiąc prawo międzynarodowe, dają pretekst do tego samego Pekinowi czy Moskwie. Moim zdaniem nie ma to znaczenia. Naprawdę, chińscy komuniści, czy klika z Kremla nie potrzebują pretekstu, aby robić swoje. Jeżeli Xi Jinping uzna, że może lub musi najechać Tajwan, to zadziała bez względu na to, czy Trump wcześniej uprowadził Maduro czy nie. Uważam też, że strach, że to ułatwi to relatywizację na globalnej arenie działań Moskwy na Ukrainie czy Pekinu na Morzu Południowochińskim za przesadzony, choć chińska i rosyjska propaganda będzie miała teraz używanie. Powód jest prosty, większość ludzi na tzw Globalnym Południu na co dzień doświadcza życia, w którym silniejszy grabi ile może. Akcja Trumpa nie zmieni ich sposobu myślenia o świecie, co najwyżej go ugruntuje. Problemem są ludzie na Zachodzie, którzy projektują swój sposób myślenia na innych. W rzeczywistości wojna w Europie nie spędza ludziom w innych częściach świata snu z powiek, a najwyżej daje im Schadenfreude.

2. Według danych, jakie mam. import ropy naftowej z Wenezueli stanowi około 4–4,5% całkowitego importu ropy naftowej drogą morską do ChRL. Dane te pochodzą z analiz przeprowadzonych przez firmy zajmujące się analizą rynku energii, takie jak Vortexa, które szacują, że w 2025 roku Chiny importowały z Wenezueli około 470 tys baryłek dziennie, co stanowi około 4,5% ropy naftowej sprowadzanej do Chin drogą morską. Realistycznie, ropa naftowa z Wenezueli pokrywa około 3-4% konsumpcji ChRL. Nie jest to ilość, której Pekin nie będzie mógł szybko zastąpić ropą z innych kierunków, przede wszystkim rosyjskiego.

3. Od początku XXI wieku Chiny udzieliły Wenezueli kredytów o wartości dziesiątek miliardów dolarów. Niektóre szacunki mówią nawet o 60 mld USD. Jednak większość tych kredytów została zrestrukturyzowana, częściowo spłacona ropą naftową lub uznana za niespłacalne, co sprawia, że obecne saldo zadłużenia jest w rzeczywistości bliższe 10 mld USD. Wciąż całkiem poważna sumka, ale nie na tyle duża, aby w Pekinie dramatyzowano.

4. Chińska obecność wojskowa w regionie jest minimalna. Co prawda, chińskie media państwowe wyemitowały w zeszłym miesiącu materiał z ćwiczeń sztabowych ALW przeprowadzonych w Xuchang w prowincji Henan, pokazujący scenariusze operacji daleko od wybrzeży ChRL. Na ekranach wyświetlono manewry samolotów i jednostek morskich w pobliżu Kuby, na Morzu Karaibskim i w Zatoce Meksykańskiej, ale także na Tajwanie i Morzu Ochockim. W tych grach wojennych siły „czerwone” (ALW i SZFR?) i siły „niebieskie” (przeciwnik) były widoczne podczas interakcji na tych akwenach, co sugeruje, że ALW ćwiczy potencjalne koncepcje operacyjne na półkuli zachodniej. W rzeczywistości można raczej uznać, że tego typu „pokazówki” mają wciąż charakter propagandowy. Ani Rosjanie, ani Chińczycy nie mogli uratować Maduro, tak samo jak nie mogli pomóc Iranowi. Amerykańska operacja obnażyła ich słabość i pokazała, że w globalnej projekcji siły Chin jest więcej projekcji, ale nie za dużo siły.

5. Potencjalnie dużym problemem jest fakt, że chińskie radary i systemy wczesnego ostrzegania, z których korzysta, czy też korzystała, wenezuelska armia kompletnie zawiodły. Wenezuelska obrona powietrzna była oparta na chińskich systemach radarowych, jak JY-27 i JYL-1, zintegrowanych z szerszą siecią obrony powietrznej w celu wykrywania i śledzenia zagrożeń powietrznych. Jednak system był oparty o naziemne stacje radarowe a nie samoloty wczesnego ostrzegania, takie jak te używane przez samą ALW. Dzisiaj też jeszcze nie wiemy, czy te systemy zwiodły, bo Amerykanie potrafili je sparaliżować, czy dlatego, że CIA przekupiła dowódców i „patrzyły” one w inną stronę. Myślę, że to jedno z najważniejszych pytań, na które odpowiedź szuka teraz chiński wywiad w Wenezueli.

6. Wreszcie jest kwestia polityczna, chyba najważniejsza. W Pekinie będą się zastanawiali, czy jest to zaproszenie do podziału świata. Nie wiemy, jakie sygnały nieoficjalnymi kanałami wysyła administracja Trumpa. Nie wiemy, czy w ogóle jakieś wysyła. Fakt, że atak nastąpił w czasie, kiedy w Caracas była chińska delegacja na czele z Qiu Xiaoqi, specjalnym wysłannikiem Pekinu do Ameryki Łacińskiej i Karaibów, wskazuje, że Amerykanie uznali, że nie muszą się przejmować Chińczykami. Moim zdaniem to zbieg okoliczności, a nie celowe działanie. Niemniej, Pekin będzie interpretował, że Biały Dom nie przełożył operacji z powodu chińskiej delegacji, jako dodatkowe upokorzenie. W rzeczywistości i my, i Pekin będzie mógł więcej wywnioskować o intencjach Trumpa w czasie zapowiadanej na kwiecień jego wizyty w Chinach. W międzyczasie wszyscy będą obserwowali zarówno dalszy przebieg wydarzeń w Wenezueli, jak jego kolejne ruchy na arenie międzynarodowej. Jeżeli wszystko pójdzie w miarę sprawnie w Caracas, to wzmocni Trumpa, ale też może skłonić do ostrzejszych działań wobec innych. Tylko na kogo padnie oko Saurona?

zawielkimmurem.net

poniedziałek, 5 stycznia 2026



W okresie noworocznym siły rosyjskie kontynuowały natarcie na większości odcinków frontu w Donbasie, lecz intensywność ich działań zmniejszyła się. Do nieznacznych przesunięć na ich korzyść doszło na północ i zachód od aglomeracji pokrowskiej, w południowo-wschodniej części Konstantynówki oraz na południe od tego miasta, a także na zachód od Siewierska. Siły ukraińskie kontratakowały w rejonie drogi z Pokrowska do Dobropola (wciąż mają trwać walki o Rodynśke).

Trwają walki w północnej części Kupiańska oraz w okolicach tego miasta. Rzeka Oskoł coraz wyraźniej dzieli je na obszary dominacji ukraińskiej i rosyjskiej, jednak żadnej ze stron nie udało się dotąd ustanowić trwałej kontroli nad zajmowanymi kwartałami w północnej części miasta (w poprzednich tygodniach Ukraińcy odzyskali jego zachodnią część, pod ich kontrolą nieprzerwanie pozostaje południowa). Do kolejnych przesunięć na korzyść agresora doszło na południe i zachód od Wołczańska oraz w obwodzie sumskim, gdzie obrońcy potwierdzili utratę przygranicznej miejscowości Hrabowśke oraz terenów na północ od niej.

Rosjanie ustanowili przyczółki na zachodnim brzegu rzeki Hajczur, wyprowadzili również sondujące natarcie w stronę Zaliznycznego, na zachód od Hulajpola. Agresor wciąż nie ustanowił nad tym miastem pełnej kontroli, a w jednym z kontrataków obrońcy mieli się wedrzeć do jego centrum. Kolejne postępy terenowe Rosjanie odnotowali w zachodniej części obwodu zaporoskiego (walki mają się toczyć wzdłuż linii Prymorśke–Stepnohirśk–Łukjaniwśke). Nie przyniosły natomiast powodzenia próby przełamania obrony ukraińskiej w rejonie Orichiwa.

(...)

1 stycznia ukraiński wywiad wojskowy (HUR) ujawnił szczegóły operacji specjalnej, podczas której upozorowano wykonanie zleconego przez rosyjskie służby specjalne zabójstwa dowódcy Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego (RDK) Dienisa Kapustina. Wykonawcom Rosjanie zaproponowali wynagrodzenie w wysokości 0,5 mln dolarów. HUR przeprowadził wieloetapową operację, w trakcie której zainscenizowano jego śmierć. Stworzono nagranie wideo z dwóch dronów szturmowych: pierwszy „uderzył” w minibus, w którym rzekomo przebywał Kapustin, drugi zarejestrował „skutki ataku” – płonący pojazd. Rosyjscy zleceniodawcy uznali je za wiarygodne i przekazali obiecaną kwotę, przejętą następnie przez ukraiński wywiad. Kapustin zadeklarował gotowość do dalszego dowodzenia jednostką RDK.

(...)

1 stycznia na Ukrainie rozpoczęto kolejny etap reformy zamówień obronnych. Wszystkie zakupy dla armii – w tym broń, amunicja, odzież, żywność i paliwo – będą realizowane przez podlegającą Ministerstwu Obrony Agencję Zamówień Obronnych. Będzie ona ponosiła odpowiedzialność za kompleksowe wsparcie logistyczne i wdrażanie strategii zaopatrzenia. Resort zachowuje funkcje polityczne i kontrolne w zakresie kształtowania strategii zamówień. Elektroniczny system zamówień obronnych DOT-Chain będzie nadal rozwijany – jego stosowanie pozwoliło na cyfryzację ok. 70% obiegu dokumentów dotyczących dostaw uzbrojenia i towarów logistycznych.

(...)

31 grudnia ukraiński Sztab Koordynacyjny ds. Jeńców Wojennych poinformował, że liczba poddających się żołnierzy rosyjskich rośnie z roku na rok. Średnio co tydzień jest ich od 60 do 90. Od czerwca 2023 r. żołnierze rosyjscy trafiają do niewoli częściej niż ukraińscy. Najwięcej jeńców wzięto w obwodach donieckim i zaporoskim. W 2025 r. wzrosła także liczba zagranicznych najemników oddających się do niewoli – obecnie stanowią oni prawie 7% wszystkich rosyjskich jeńców wojennych. 40% z nich ma przeszłość kryminalną, tylko 7% posiada wykształcenie wyższe, a 30% nie ukończyło szkoły podstawowej.

osw.waw.pl


2 stycznia Wołodymyr Zełenski przeprowadził szereg zmian kadrowych w strukturach odpowiedzialnych za politykę bezpieczeństwa państwa. Kluczowe roszady to postawienie na czele Biura Prezydenta (BP) Kyryła Budanowa, dotychczasowego szefa wywiadu wojskowego (HUR), dymisja szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasyla Maluka oraz wskazanie Mychajła Fedorowa, pierwszego wicepremiera i szefa resortu transformacji cyfrowej, jako nowego ministra obrony (jego poprzednik Denys Szmyhal objął resort energetyki) – (...). Prezydent uzasadnił przetasowania koniecznością uczynienia BP centrum decyzyjnym państwa zajmującym się rozwiązywaniem kwestii strategicznych, w tym dotyczących dalszego rozwoju sił obrony. Kolejnymi zadaniami stojącymi przed BP będą prowadzenie negocjacji pokojowych oraz nadzór nad blokiem siłowym. Służyć temu mają inne zmiany kadrowe (pierwszym zastępcą Budanowa został doświadczony dyplomata Serhij Kysłycia), postawienie na czele HUR Ołeha Iwaszczenki – byłego zastępcy Budanowa – oraz zmiana szefa Państwowej Straży Granicznej.

Reset kadrowy Zełenskiego sygnalizuje, że Ukraina jest zdeterminowana, by zakończyć wojnę, lecz zarazem gotowa do kontynuowania oporu zbrojnego, jeśli międzynarodowe rozmowy na temat pokoju nie przyniosą rezultatu. Zapowiada też chęć odbudowy autorytetu BP i uczynienia z niego centrum koordynacji polityki bezpieczeństwa i działań dyplomatycznych, w którym Budanow może stać się de facto głównym doradcą prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego. W kontekście wewnętrznym nominacja popularnego szefa HUR ma odbudować wizerunek głowy państwa po skandalu korupcyjnym, a w przyszłości – ograniczyć jego szanse na sukces wyborczy (gdyby Zełenski kandydował).

Komentarz
  • Nominacja Budanowa kończy trwający od listopada okres przejściowy w pracy BP, zapoczątkowany dymisją Andrija Jermaka (...). Wybór szefa HUR, kojarzonego z udanymi ofensywnymi operacjami specjalnymi przeciwko Rosji i cieszącego się dużą popularnością, można interpretować jako próbę przywrócenia autorytetu BP. Budanow znajdował się wcześniej w konflikcie z Jermakiem, który miał dążyć do ograniczenia jego bezpośrednich kontaktów z prezydentem. Testem skuteczności nowego szefa BP będzie przeprowadzenie zmian kadrowych w podległej mu strukturze, gdzie nadal pracują osoby związane z poprzednikiem. W kontekście polityki wewnętrznej powołanie Budanowa – według sondaży wygrywającego z Zełenskim w przyszłych wyborach prezydenckich – można postrzegać jako zabieg mający ograniczyć jego samodzielną pozycję polityczną, a zarazem wystawić na większą krytykę ze strony mediów i społeczeństwa.
  • Zakres postawionych zadań sygnalizuje, że Budanow może de facto stać się głównym doradcą Zełenskiego ds. bezpieczeństwa narodowego. Ma on wzmocnić ukraińską grupę negocjatorów i mieć silniejszy niż jego krytykowany na Zachodzie poprzednik mandat do reprezentowania głowy państwa podczas rozmów z odpowiednikami z USA i krajów europejskich na temat zakończenia wojny. Szerzej zaś nominacja Budanowa – oficera znanego ze skutecznych i śmiałych operacji na terytorium Rosji – ma zapowiadać, że w razie fiaska negocjacji pokojowych Ukraina pozostanie zdeterminowana do kontynuacji wysiłku wojennego i nie przystanie na fundamentalne ustępstwa.
  • Fedorow ma przyspieszyć przełom technologiczny w dziedzinie obronności państwa. Jest on głównym architektem jego cyfryzacji, cieszy się zaufaniem Zełenskiego, był rozpatrywany jako kandydat na szefa BP, a pod jego adresem nie są kierowane oskarżenia o nadużycia finansowe. Nominacja ta ma ukazywać wolę ograniczenia korupcji i uzdrowienia sytuacji w obszarze zamówień obronnych, także poprzez dalsze objęcie ich procesem digitalizacji. Jego poprzednik, Szmyhal, w trakcie krótkiego urzędowania (od lipca 2025 r.) zaczął wdrażać rozwiązania w tym zakresie. Obecnie oczekuje się, że podobne działania przeprowadzi w resorcie energetyki, wymagającym gruntownej sanacji po ujawnieniu skandalu korupcyjnego (...) i w kontekście zintensyfikowania odbudowy niszczonej przez Rosjan krajowej infrastruktury.
  • Wyzwaniem dla Budanowa będzie zbudowanie relacji z nowym szefem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Zełenski zdecydował się odwołać Maluka mimo sprzeciwu sporej części środowisk wojskowych (m.in. dowódcy III Korpusu Andrija Bileckiego czy dowódcy Połączonych Sił Zbrojnych Ukrainy Mychajła Drapatego), podkreślających zasługi jego i służby w walce z agresorem. Jednocześnie jednak ciążą na nim zarzuty odpowiedzialności za działania mające osłabić niezależność instytucji antykorupcyjnych (...).
  • Nie należy oczekiwać osłabienia pozycji wywiadu wojskowego i zmian w sposobie jego funkcjonowania. Następcą Budanowa został Iwaszczenko – doświadczony oficer HUR, w przeszłości zastępca szefa służby i szef Służby Wywiadu Zagranicznego. Jego powołanie oznacza zachowanie ciągłości kadrowej i kontynuowanie ofensywnych operacji specjalnych na terytorium Rosji.
osw.waw.pl


Premier Łotwy Evika Silina poinformowała w niedzielę wieczorem, że na Morzu Bałtyckim w pobliżu Lipawy wykryto uszkodzenie światłowodu należącego do prywatnego operatora i biegnącego do Litwy.

- Jestem w kontakcie z odpowiedzialnymi organami. Policja prowadzi dochodzenie w sprawie i wyjaśnia okoliczności - oświadczyła premier na platformie X.

Jak podała agencja LETA śledczy zakładają, że kabel między Lipawą a litewską Połągą mógł uszkodzić statek, który według danych sił zbrojnych minął infrastrukturę, a następnie zmienił kurs.

W niedzielę wieczorem funkcjonariusze weszli na pokład jednostki w porcie w Lipawie. Statek jak i załoga nie została dotąd zatrzymana, ale policja nie wyklucza żadnego scenariusza, badając sprawę również pod kątem umyślnego zniszczenia lub uszkodzenia publicznej sieci telekomunikacyjnej.

Według łotewskich służb dokładne przyczyny incydentu nie są jeszcze znane. Do awarii doszło w piątek na wodach łotewskich - przekazał szef Centrum Zarządzania Kryzysowego Arvis Zile.

Incydent nie wpłynął na łotewskich użytkowników sieci telekomunikacyjnych. Lokalne media odnotowują, że operatorem kabla jest szwedzka firma Arelion.

To drugi w ostatnich dniach przypadek uszkodzenia podwodnego kabla na Bałtyku.

31 grudnia doszło do uszkodzenia kabla fińskiego operatora w strefie ekonomicznej Estonii. Fińska policja podejrzewa, że kabel mógł zostać przerwany przez kotwicę statku towarowego Fitburg płynącego z Petersburga w stronę Izraela.

W niedzielę sąd w Helsinkach zgodził się na aresztowanie obywatela Azerbejdżanu, jednego z członków 14-osobowej załogi statku. Na innego członka załogi, Rosjanina, policja nałożyła zaś zakaz podróżowania.

PAP

sobota, 3 stycznia 2026



Prezydent USA Donald Trump powiedział w sobotę, że Stany Zjednoczone będą bardzo zaangażowane w dalszy rozwój sytuacji w Wenezueli i że chce dać Wenezuelczykom wolność. Zapewnił, że nie pozwoli, by Nicolas Maduro został zastąpiony przez kogoś, kto będzie kontynuował jego politykę.

Trump opowiadał o nocnej operacji schwytania przywódcy Wenezueli Nicolasa Maduro podczas wywiadu na żywo w telewizji Fox News. Prezydent stwierdził, że Maduro "do końca chciał negocjować". Trump dodał, że chociaż ok. tygodnia wcześniej żądał od Maduro ustąpienia, to ostatecznie zdecydował, że nie będzie już z nim negocjował.

Prezydent przyznał, że decyzja o rozpoczęciu operacji "mogłaby okazać się bardzo głupia, gdyby się nie udała", ale zaznaczył, że nie mógł pójść na układ z Maduro bo "to co zrobił z narkotykami było bardzo złe". Oskarżył go też o sprowadzanie do USA przestępców.

Trump przekazał, że schwytany przez siły USA Nicolas Maduro przebywa obecnie na okręcie desantowym USS Iwo Jima i zmierza do Nowego Jorku, by usłyszeć zarzuty związane z przestępczością narkotykową.

Pytany o dalsze kroki po obaleniu Maduro, prezydent USA zaznaczył, że nie pozwoli na kontynuację dotychczasowego reżimu, choć nie podjął jeszcze konkretnej decyzji.

- Cóż, podejmujemy tę decyzję teraz. Nie możemy ryzykować i pozwolić, by ktoś inny przejął władzę i kontynuował to, co było. Dlatego podejmujemy tę decyzję teraz. Będziemy w nią bardzo zaangażowani. Chcemy zapewnić wolność narodowi, z którymi chcemy mieć dobre relacje. Myślę, że Wenezuelczycy są bardzo, bardzo szczęśliwi, ponieważ kochają Stany Zjednoczone - powiedział Trump.

- Nie możemy ryzykować - po tym, jak wczoraj wieczorem zrobiliśmy tę niesamowitą rzecz - by ktoś inny przejął władzę, tak byśmy musieli to zrobić ponownie. Nikt nie jest w stanie nas powstrzymać - dodał później.

Pytany, czy chce, by władze przejęła szefowa opozycji Maria Corina Machado, odparł "będziemy musieli zobaczyć", zaznaczając, że kraj wciąż ma wiceprezydentkę (Delcy Rodriguez).

Trump dodał przy tym, że członkowie reżimu Maduro nie byli wobec niego lojalni, a tych, którzy pozostaną lojalni, czeka ciężki los. Ocenił jednak, że większość ludzi reżimu "nawróciła się" i że ta postawa będzie brana pod uwagę. Zaznaczył, że wybory prezydenckie w Wenezueli były sfałszowane, podobnie jak - jego zdaniem - przegrane przez niego wybory w USA w 2020 r.

Trump zdawał sie bagatelizować obawy o to, że Stany Zjednoczone będą zmuszone do długiego zaangażowania w sprawy wewnętrzne Wenezueli, jak w przypadku interwencji w Iraku. Prezydent podkreślił, że musiał podjąć działania zbrojne przeciwko Wenezueli, porównując przemyt narkotyków i wywołane nim ofiary przedawkowań do wojny.

- Myślę, że to wysyła sygnał, że nie będziemy już dalej pomiatani jako kraj przez te kraje, gdzie chcemy być politycznie poprawni cały czas. Oni zabijają naszych ludzi. Gdybyśmy mieli wojnę i stracili 300 tys. ludzi (...) w wojnie secesyjnej zginęło 600 tys. - kontynuował.
Prezydent bardzo chwalił też postawę wojska, kontrastując błyskawiczną i "chirurgiczną" operację z rosyjską inwazją Ukrainy.

- Nikt nie jest w stanie nas powstrzymać. Nikt nie ma takich zdolności, które my mamy. Wiecie, kiedy patrzyłem na wojnę Rosji, która trwa i trwa, i trwa, i wszyscy giną... to takie prymitywne, prymitywne, to okropne - powiedział Trump.

Pytany o kwestię wenezuelskiej ropy naftowej w świetle prowadzonej dotąd blokady handlowej teog państwa, Trump odparł: - Cóż, myślę, że będziemy w to mocno zaangażowani. Co mogę powiedzieć, mamy najwspanialsze firmy naftowe na świecie, największe, najlepsze i będziemy bardzo zaangażowani.

Prezydent dodał później, że "pozwoli innym krajom mieć ropę" i dlatego nie spodziewa się, by Chiny stanowiły problem w kontekście Wenezueli.
Trump powiedział, że USA były przygotowane do uderzenia od kilku dni i były gotowe także na drugą falę uderzeń. Relacjonował, że oglądał operację "jak w telewizji".

- Byliśmy otoczeni przez mnóstwo ludzi, w tym generałów, którzy wiedzieli o wszystkim, co się działo. To było bardzo skomplikowane, niezwykle skomplikowane - opowiadał. Naprawdę, po prostu weszli, włamali się do miejsc (...) wyważyli stalowe drzwi, które zostały tam zamontowane właśnie w tym celu i (Maduro i jego żona-PAP) zostali wyprowadzeni w ciągu kilku sekund. Nigdy czegoś takiego nie widziałem - kontynuował Trump.

Dodał, że według jego wiedzy w wyniku operacji nikt nie zginął, choć kilka osób zostało rannych. Na miejsce wróciły też wszystkie amerykańskie samoloty i śmigłowce, choć jeden śmigłowiec został uszkodzony.

PAP


Będziemy w rządzić Wenezuelą do czasu przeprowadzenia bezpiecznej, porządnej i rozsądnej transformacji - ogłosił w sobotę prezydent USA Donald Trump podczas konferencji prasowej. Sugerował, że wojska USA utrzymają obecność w Wenezueli i oznajmił że dotychczasowa wiceprezydentka Delcy Rodriguez jest gotowa do współpracy z USA.

Trump ogłosił swoje plany dla Wenezueli po schwytaniu przywódcy Nicolasa Maduro przez siły amerykańskie w sobotę nad ranem. Podczas konferencji prasowej w swojej posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie prezydent USA zapowiedział, że to Ameryka będzie w praktyce rządzić Wenezuelą. Ogłosił, że amerykańskie firmy naftowe wejdą do tego kraju, by odbudować przemysł naftowy i zagroził, że w razie oporu ze strony reżimu, USA są gotowe zaatakować ponownie.

- Będziemy rządzić krajem do czasu, aż uda nam się przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną transformację. Nie chcemy angażować się w to, by ktoś inny objął władzę i mielibyśmy taką samą sytuację, jak przez ostatnie długie lata - powiedział Trump.

Amerykański prezydent podkreślił, że chce "pokoju, wolności i sprawiedliwości dla wspaniałego narodu Wenezueli, w tym dla wielu Wenezuelczyków, którzy obecnie mieszkają w Stanach Zjednoczonych i chcą wrócić do swojego kraju".

Trump nie sprecyzował, kto konkretnie ma rządzić krajem, mówiąc tylko, że będzie to "grupa" i że nazwiska zostaną ogłoszone później. Zasugerował jednak, że dotychczasowa wiceprezydentka i sojuszniczka Maduro Delcy Rodriguez zgodziła się pójść na współpracę.

- Ona właśnie została zaprzysiężona, ale, jak wiecie, została wybrana przez Maduro. Marco (sekretarz stanu Rubio) pracuje nad tym bezpośrednio. Właśnie z nią rozmawiał i zasadniczo jest gotowa zrobić to, co naszym zdaniem jest konieczne, aby uczynić Wenezuelę ponownie wielką - powiedział Trump. - Ona odbyła długą rozmowę z Markiem i powiedziała: "zrobimy cokolwiek zechcecie" - dodał.

Prezydent pytany o rolę liderki opozycji, noblistki Marii Coriny Machado, odparł, że jest ona "miłą kobietą, ale nie cieszy się szacunkiem w kraju".

Zagroził innym urzędnikom związanym z Maduro, że podzielą jego los, jeśli nie będą spełniać żądań USA. Trump zapowiedział, że członkowie jego gabinetu będą współpracować z Wenezuelczykami, by "upewnić się, że Wenezuela jest w dobrym stanie".

- Bo jeśli po prostu odejdziemy, kto przejmie władzę? Nie ma nikogo, kto mógłby ją przejąć - powiedział. Pytany o złe doświadczenia USA w podobnej sytuacji w Iraku, Trump odparł, że Ameryka miała wtedy innego prezydenta. Dodał też, że działania w Wenezueli nie będą się wiązać z żadnymi kosztami, a USA otrzymają rekompensatę za wszystkie wydatki.

Trump zapowiedział, że siły USA będą stacjonować w Wenezueli, lecz będzie to obecność ograniczona do obiektów naftowych.

- Będziemy obecni w Wenezueli, jeśli chodzi o przemysł naftowy, ponieważ musimy tam być, wysyłamy tam naszą wiedzę specjalistyczną. Możemy więc potrzebować czegoś (obecności wojska-PAP), ale nie za dużo - deklarował Trump. - Będziemy wydobywać ogromne bogactwo z ziemi, a to bogactwo trafi do Wenezuelczyków i osób spoza Wenezueli, które kiedyś tu mieszkały, a także do Stanów Zjednoczonych Ameryki w formie rekompensaty za szkody wyrządzone nam przez ten kraj - dodał. Odniósł się do nacjonalizacji przemysłu naftowego i wywłaszczenia amerykańskich firm przez poprzednika Maduro, Hugo Chaveza. Zaznaczył, że "Ameryka nigdy nie pozwoli, aby obce mocarstwa okradały nasz naród lub zmuszały nas do wycofania się z naszej półkuli".

Prezydent USA przedstawiał sobotnią interwencję jako pokaz amerykańskiej siły i powrót do realizacji doktryny Monroe z 1823 r., która w praktyce wyznaczała zachodnią półkulę jako amerykańską strefę wpływów. W zamian USA deklarowały nieinterwencję w sprawy Europy.

- Zgodnie z naszą nową Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, Amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana - zaznaczył. Mówił, że działania reżimu Maduro i jego poprzednika Hugo Chaveza, w tym współpraca z przeciwnikami Ameryki, stanowiły "rażące naruszenie podstawowych zasad amerykańskiej polityki zagranicznej, sięgające ponad dwóch stuleci, aż do czasów doktryny Monroe".

- Doktryna Monroe to poważna sprawa, ale znacznie ją wyprzedziliśmy. Teraz nazywa ją dokumentem Donroe - żartował Trump.

Prezydent zapewniał jednak, że "wyprostuje" sprawy z Rosją, która wspierała reżim Maduro, zaś inne państwa, jak Chiny, otrzymają wenezuelską ropę naftową. Sugerował jednak, że dopóki wenezuelski przemysł naftowy nie zostanie odbudowany, embargo na ropę z Wenezueli pozostanie w mocy.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że Maduro otrzymał wiele szans i "hojnych ofert" oddania władzy, lecz "zachowywał się jak dziki człowiek" i spotkały go konsekwencje. Rubio przedstawił los Maduro jako przykład tego, czym się kończy lekceważenie ostrzeżeń i gróźb Trumpa. Powiedział przy tym, że gdyby był na miejscu zaprzyjaźnionego z Maduro reżimu na Kubie, "byłby co najmniej zaniepokojony". Sam Trump zagroził przy tym prezydentowi Kolumbii Gustavo Petro, którego również oskarżył o umożliwianie przemytu narkotyków do USA.

- On ma fabryki kokainy (...) On produkuje kokainę i wysyła ją do Stanów Zjednoczonych. Więc musi uważać na swój tyłek - powiedział Trump, odpowiadając na krytykę ze strony Petro dotyczącą interwencji w Wenezueli.

Trump już wcześniej groził, że siły USA mogą uderzyć na zakłady produkujące narkotyki w Kolumbii.

Mówiąc o szczegółach sobotniej operacji, Trump oznajmił, że atak na Caracas był "operacją jakiej nie widziano od czasu II wojny światowej" i sugerował, że na jej czas amerykańskie służby wyłączyły w stolicy Wenezueli światła. Trump przyznał jednak, że operacja była ryzykowna i mogła się zakończyć utratą życia przez wielu Amerykanów, utratą dużej ilości sprzętu i uszczerbkiem na "godności".

Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabu gen. Dan Caine powiedział, że operacja była bardzo szczegółowo przygotowywana od dawna, lecz jej start został opóźniony o cztery dni ze względu na pogodę. Poinformował, że w operacji udział wzięło ponad 150 samolotów, dronów i śmigłowców.

- Po miesiącach pracy naszych kolegów z wywiadu, którzy starali się odnaleźć Maduro i zrozumieć, jak się poruszał, gdzie mieszkał, dokąd podróżował, co jadł, w co się ubierał i jakie miał zwierzęta, na początku grudnia nasze siły zostały przygotowane do działania - relacjonował Caine.

Trump miał wydać rozkaz o godz. 22.46 w piątek czasu lokalnego (4.46 rano w Polsce), o godz. 1.01 siły specjalne dotarły do posiadłości Maduro, a o 3.29 powróciły nad Morze Karaibskie, zawożąc Maduro na pokład okrętu USS Iwo Jima, na pokładzie którego ma się udać do USA.

Caine potwierdził, że podczas operacji nie zginął żaden amerykański żołnierz, lecz dwóch odniosło rany. Uszkodzony został jeden śmigłowiec. W trakcie ataku wojska USA wielokrotnie uderzały też w "samoobronie" w siły wenezuelskie, jednak generał nie podał z jakim skutkiem. W początkowej fazie operacji USA zniszczyły też wenezuelskie systemy obrony powietrznej.

PAP


Kolumbia poinformowała w sobotę o rozmieszczeniu swoich wojsk przy granicy z Wenezuelą, a Hiszpania zadeklarowała gotowość mediacji w celu pokojowego rozwiązania konfliktu po tym, jak amerykańskie wojska zaatakowały Caracas. Atak USA potępiły Rosja i Iran.

Prezydent Kolumbii Gustavo Petro wezwał do zwołania posiedzenia Organizacji Państw Amerykańskich (OPA) oraz Rady Bezpieczeństwa ONZ, w której Kolumbia zasiada od początku roku jako niestały członek.

Petro poinformował też o rozmieszczeniu wojsk na granicy z Wenezuelą, a także wysłaniu tam służb ratunkowych na wypadek masowego napływu uchodźców z Wenezueli.

Hiszpania, która ma tradycyjnie silne interesy w Ameryce Południowej, wezwała do "deeskalacji i umiaru", deklarując gotowość do mediacji "w celu osiągnięcia pokojowego rozwiązania obecnego kryzysu".

Rosyjskie MSZ potępiło w sobotę "akt zbrojnej agresji" USA wobec Wenezueli, wzywając do "zapobieżenie dalszej eskalacji i skupienie się na znalezieniu wyjścia z sytuacji poprzez dialog".

Amerykański atak potępił również Iran, sojusznik Wenezueli, nazywając działania USA "rażącym naruszeniem suwerenności narodowej i integralności terytorialnej". W czerwcu USA przeprowadziło również ataki lotnicze na irańskie instalacje jądrowe.

Prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel wezwał do "pilnej" reakcji społeczności międzynarodowej w związku z "brutalnym atakiem" USA na "naszą strefę pokoju".

"Wolność posuwa się naprzód!" - napisał z kolei na X prezydent Argentyny Javier Milei, bliski sojusznik Trumpa.

Państwa europejskie, takie jak Niemcy, Włochy i Belgia na bieżąco obserwują rozwój sytuacji w Wenezueli, skupiając się w chwili obecnej na bezpieczeństwie obywateli tych państw.

(...)

Około godz. 2 nad ranem czasu lokalnego (godz. 7 w Polsce) w sobotę w stolicy Wenezueli słychać było eksplozje i nisko przelatujące samoloty. Rząd wenezuelski oskarżył o ataki USA.

Kilka godzin później prezydent USA Donald Trump poinformował na swoim portalu społecznościowym Truth Social, że operację przeprowadziły z powodzeniem Stany Zjednoczone, a Maduro wraz z żoną zostali schwytani i wywiezieni z kraju.

PAP