sobota, 3 stycznia 2026



Agencja Kyodo podała w zeszłym, tygodniu ktoś z rządu powiedział, że Japonia potrzebuje broni jądrowej. „Uważam, że powinniśmy posiadać broń jądrową” – powiedział informator, który ma być zaangażowany w opracowywanie polityki bezpieczeństwa w rządzie premier Sanae Takaichi, zaznaczając jednocześnie, że takie posunięcie jest obecnie nierealne.

Podczas rozmowy z dziennikarzami źródło zostało zapytane o pomysł posiadania broni jądrowej. Źródło stwierdziło: „Ostatecznie możemy polegać tylko na sobie.” Jednak osoba ta dodała również: „Nie jest to coś, co można zrobić szybko, tak jak pójście do sklepu spożywczego po zakupy”. Inne źródła rządowe poinformowały wcześniej, że premier rozważa zmianę trzech zasad nieatomowych, które zabraniają posiadania, produkcji lub zezwalania na wprowadzanie broni jądrowej.

Podobno tym źródłem jest nie kto inny jak obecny minister obrony Shinjiro Koizumi. Bez względu na to kto stoi za tym przeciekiem, to należy pozazdrościć Japończykom trzeźwej oceny sytuacji. Takie wypowiedzi mają jednak na razie charakter „puszczania szczura” – wprowadzić anonimowo do dyskusji publicznej nową ideę, aby zobaczyć jak zareagują inni. W tym wypadku liczy się przede wszystkim japońska opinia publiczna i Waszyngton.

Wielu Japończyków ceni sobie pacyfistyczną powojenną konstytucję, a wspomnienia ataków atomowych na Hiroszimę i Nagasaki są wciąż żywe. Dążenie do zdobycia broni jądrowej jest również sprzeczne z OFICJALNĄ polityką na rzecz stworzenia świata bez broni jądrowej. Realnie jednak Japonia od lat utrzymuje się w gotowości do zbudowania broni jądrowej w ramach strategii tzw. ostatniej śrubki. Czyli mieć wszystko gotowe, ale nie dokonać ostatniego kroku. Według rożnych szacunków Japonia potrzebowałaby od 6 do 24 miesięcy, aby mieć broń jądrową – wiele zależy także od środków przenoszenia, stworzenia możliwości „drugiego uderzenia.”

(...)

zawielkimmurem.net


Rok 2025 oznaczał koniec wojennego wzrostu gospodarczego Rosji z lat 2023-24. Po dwóch latach ekspansji przekraczającej 4 proc. wzrost PKB w 2025 r. ma wyhamować do ok. 1 proc. lub mniej, a te same czynniki hamujące utrzymają się najprawdopodobniej także w 2026 r.

To może być ostatni rok samowolki Putina. "Zbierać dochody, skąd tylko się da" [OPINIA]
Gospodarka w dużej mierze wyczerpała już tymczasowe bodźce, które napędzały wzrost w latach 2023 i 2024. W 2023 r. szybki rozwój był efektem odbicia po szoku z 2022 r., kiedy to gospodarka musiała błyskawicznie przestawić się na produkcję wojenną.

W 2024 r. wzrost gospodarczy opierał się na innym filarze: gwałtownym wzroście wydatków państwa. Wydatki federalne wzrosły wówczas o ok. jedną czwartą, osiągając poziom 40,2 bln rubli [ponad 1,8 bln zł] wobec 32,35 bln rubli [ok. 1,45 bln zł] w 2023 r., co przełożyło się na zwiększenie popytu w gospodarce.

W 2025 r. te czynniki były w dużej mierze nieobecne i nie widać wyraźnego bodźca, który mógłby ponownie ożywić wzrost w 2026 r.

W połączeniu ze stopami procentowymi na poziomie ok. 16 proc., które mają ograniczać inflację, wskazuje na to, że gospodarka wejdzie w stan stagnacji. W tym czasie decydenci w Moskwie starają się zachować równowagę między wzrostem a stabilnością cen.

(...)

Dochody z ropy i gazu w 2025 r. mają wynieść teraz 8,7 bln rubli [ok. 338 mld zł], znacznie poniżej pierwotnie planowanych 10,9 bln rubli [ok. 486 mld zł]. W obliczu spowolnienia gospodarczego i presji na ceny ropy, 2026 r. prawdopodobnie przyniesie kolejny rok słabych wpływów budżetowych.

Bank Światowy przewiduje, że globalna nadpodaż ropy obniży ceny Brent z przeciętnych 68 dol. za baryłkę w 2025 r. [243 zł] do ok. 60 dol. w 2026 r. [215 zł] — najniższego poziomu od pięciu lat.

(...)

Oficjalnie wydatki na obronę narodową mają wynieść 13,5 bln rubli [603 mld zł] w 2025 r. i 12,93 bln rubli (577 mld zł) w 2026 r. Jednak rzeczywiste wydatki, uwzględniające także wydatki niejawne, prawdopodobnie będą wyższe.

Rosja nie ujawnia pełnych wydatków wojskowych w swoim budżecie federalnym, publikując jedynie planowane kwoty.

Czasami urzędnicy podają częściowe dane. W grudniu ub.r. minister obrony Andriej Biełousow poinformował, że wydatki na obronność wyniosą 7,3 proc. PKB w 2025 r.

Przy szacowanym PKB na poziomie 217,3 bln rubli [9,7 bln zł] w 2025 r. oznacza to faktyczne wydatki obronne rzędu 15,86 bln rubli [708 mld zł], czyli znacznie powyżej kwot przedstawionych w budżecie.

onet.pl\The Moscow Times

piątek, 2 stycznia 2026



— Chiny poczyniły postępy w kierunku większej niezależności w wielu strategicznych obszarach, podczas gdy my byliśmy zajęci rosyjskim zagrożeniem i wieloma innymi kryzysami — mówi Eva Seiwert, ekspertka ds. chińskiej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa w Mercator Institut, wiodącym think tanku zajmującym się Chinami w Berlinie.

Już w 2021 r. Pekin ogłosił w swoim ówczesnym planie pięcioletnim cel [stworzenia] "gospodarki dwuobiegowej". W ramach wewnętrznego obiegu gospodarczego Chiny produkują na własny rynek, korzystając z czysto wewnętrznego łańcucha produkcji. Korzyść dla Pekinu jest oczywista: — W przypadku globalnego konfliktu, w którym kraj mógłby być narażony na ewentualne sankcje ze strony Zachodu, Chiny byłyby bardziej odporne dzięki swoim przygotowaniom — wyjaśnia Seiwert.

W obiegu zewnętrznym produkują na rynek globalny. W 2025 r. świat — a przede wszystkim Niemcy — muszą przyznać, że ta strategia się sprawdziła. Paryż postawił na innowacyjność swoich firm, w wyniku czego Francja produkuje obecnie wiele zaawansowanych technologicznie produktów, a na przykład chińskie samochody elektryczne zastępują niemieckie limuzyny na ulicach Szanghaju jako symbol statusu społecznego.

Dla Mercedesa, BMW czy Porsche oznacza to utratę ważnego rynku eksportowego — coś, przed czym ostrzegała chińska strategia, zalecając podejście "ograniczania ryzyka". Jednak wielu szefów przedsiębiorstw w dużej mierze zignorowało to ostrzeżenie. W końcu nawet za rządów Scholza, podobnie jak w dobrych latach Merkel, mogli oni podróżować do Chin rządowym samolotem, aby rozwijać swoją działalność.

(...)

— Nie zauważyliśmy, kiedy staliśmy się zależni. Teraz Pekin ma kilka atutów, które może wykorzystać, aby osiągnąć swoje cele — mówi Seiwert, znawczyni Chin. Oficjalnie Komunistyczna Partia Chin postawiła sobie za cel, aby w setną rocznicę powstania Chińskiej Republiki Ludowej — czyli w 2049 r. — zastąpić Stany Zjednoczone jako światową potęgę. Dyplomata Wu ostrzega: — Xi Jinping jest już bardzo stary [ma 73 lata]. Chce sam osiągnąć ten sukces, więc pracuje nad tym, aby nastąpił on wcześniej.

Wszystko inne jest obecnie podporządkowane temu celowi. — Pekin toczy wielki konflikt ze Stanami Zjednoczonymi — mówi Seiwert. Stosunki z Europą mają drugorzędne znaczenie, ale nie mogą też popaść w ruinę. — W sprawie Nexperii i przepisów dotyczących eksportu metali ziem rzadkich Chiny pokazały, jak potrafią celowo wykorzystywać instrumenty gospodarcze. Ten scenariusz zagrożenia wisi teraz jak miecz Damoklesa nad naszą gospodarką.

Przesłanie Chin jest jasne: nie próbujcie powstrzymywać naszego postępu ani nie przeciwstawiajcie się nam sankcjami. W przypadku konfliktu o Tajwan Chiny miałyby bardzo wiele atutów w starciu z Europą. Francois Wu nie rozumie jednak europejskiego defetyzmu wobec przewagi Chin.

Jako mały kraj Tajwan pokazał, jak uwolnić się od zależności gospodarczej. Pomimo odłączenia się od Chin, jego wyniki gospodarcze są na rekordowym poziomie. Wu interpretuje sprawę Nexperii raczej jako sygnał słabości. — Chiny potrzebują zaawansowanej technologii i know-how z Zachodu, aby zakończyć własną modernizację — mówi. Europa powinna być świadoma tego źródła siły i wykorzystać je.

Również Eva Seiwert zidentyfikowała punkt zaczepienia. — Naszym atutem jest nasz rynek — mówi. Chiny wytwarzają ogromne nadwyżki produkcyjne, których muszą się pozbyć. W rzeczywistości borykają się z kryzysem na rynku nieruchomości i słabnącym popytem wewnętrznym. W związku z tym kraj ten jest uzależniony od dobrego dostępu do rynków eksportowych — w przeciwnym razie grozi mu niestabilność gospodarcza.

onet.pl\Die Welt


W krótkim artykule i z dosyć prosto wyłożoną argumentacją Zhao Jian, założyciel i prezes Instytutu Xijing oraz prezes Instytutu Badań Strategicznych w Centrum Rozwoju Finansowego Głównych Ekonomistów w Szanghaju, pisze o rozejściu się danych oficjalnych dotyczących PKB a nastrojami konsumentów czy przedsiębiorców w ChRL. Myślę, że warto przytoczyć obszerne fragmenty.

Zhao przyznaje, że „wzrost PKB utrzymuje się powyżej 5%, rosnąc wraz z dochodami gospodarstw domowych. Rozwijają się nowe branże — biomedycyna, układy scalone, sztuczna inteligencja, robotyka i nowe źródła energii — a turystyka krajowa przeżywa niespotykany dotąd rozkwit. Nadwyżka handlowa przekroczyła 1 bln USD, ustanawiając rekord w historii światowego handlu. Nawet giełda cieszy się hossą, a indeks Shanghai Composite wzrósł o 17%, a indeks ChiNext o 50%.

Jednak nastroje na ulicach są ponure. Panuje powszechne poczucie trudności: biznes jest trudny, brakuje miejsc pracy i, paradoksalnie, 80% inwestorów detalicznych na tej „hossie” traci pieniądze.”

Odpowiedź Zhao jest brutalna: „Problem nie polega na tym, że dane są fałszywe. [SIC!] Problem polega na tym, że Narodowe Biuro Statystyczne mierzy produkt krajowy brutto (PKB) — wskaźnik wzrostu produkcji — ignorując to, co można nazwać „bogactwem krajowym brutto” (BKB), czyli wskaźnikiem skumulowanej wartości aktywów. Główną sprzecznością w dzisiejszej gospodarce Chin jest zderzenie 20 bln RMB (2,8 bln USD) wzrostu PKB z oszałamiającą utratą 200 bln RMB (28 bln USD) bogactwa narodowego w ciągu ostatnich trzech lat.„1

Te 28 bilionów USD, które zniknęły z gospodarki ChRL, to oczywiście efekt krachu na rynku nieruchomości. Chociaż partii udało się zapobiec niekontrolowanemu upadkowi sektora, ale nie oznacza, że zapobiegła zniszczeniu aktywów z nim związanych. Efekt jest druzgocący dla nastrojów i stanu portfeli Chińczyków. Zhao pisze o tym dosadnie: „Ponieważ to zniszczenie bogactwa najsilniej dotyka osoby fizyczne, wzrost PKB w ujęciu ogólnym nie stanowi żadnego pocieszenia. Z punktu widzenia rachunkowości PKB pełni rolę krajowego „rachunku zysków i strat”, który nie uwzględnia utraty wartości aktywów. Tymczasem poczucie dobrobytu przeciętnego obywatela zależy od jego osobistego bilansu (który się kurczy) i rachunku przepływów pieniężnych (który jest napięty).”

Autor też bardzo umiejętnie pokazuje, że takie mierniki jak PKB nie pokażą tego problemu, ponieważ „mierzą [one] przepływy roczne, a nie stan bogactwa utraconego w wyniku deflacji aktywów. (…) Firma może wykazywać przyzwoity rachunek zysków i strat („bez korekty z tytułu odpisów aktywów”), ale jeśli jej bilans jest w fatalnym stanie, a przepływy pieniężne nie istnieją, jej długoterminowe perspektywy są ponure. I odwrotnie, w okresie reform sprzed kilkudziesięciu lat PKB Chin było niskie, ale oczekiwania zapewniały silny bilans zaufania. Dzisiaj rachunek zysków i strat wygląda dobrze, ale bilans jest w fatalnym stanie.”

Nawet fenomenalny wzrost eksportu niewiele zmienia, ponieważ, jak pisze Zhao, zmieniła się jego struktura. „Wcześniej eksport był napędzany przez branże pracochłonne, takie jak tekstylia i meble, które miały wysoki mnożnik zatrudnienia dla małych przedsiębiorstw. Obecnie eksport jest zdominowany przez kapitałochłonne sektory „nowej trójki” — układy scalone, baterie słoneczne i pojazdy elektryczne. Są to obszary działalności wielkich korporacji o wysokim stopniu automatyzacji. Ożywienie eksportowe po prostu nie przekłada się na sytuację przeciętnego pracownika tak jak kiedyś.”

No cóż, pod zasłoną potiomkinowskich miast, gdzie trafia większość turystów i świeżo co upieczonych ekspertów od Chin z Youtuba, nie dzieje się najlepiej i czasami warto poczytać samych Chińczyków. Tylko nie tych na smyczy Wydziału Propagandy KC KPCh. Zwłaszcza na koniec roku, kiedy pożyteczni idioci będą trąbić o sukcesach chińskiej gospodarki, rzucając zaczarowanymi liczbami PKB.

zawielkimmurem.net


Narodowy Instytut Finansów i Rozwoju (NIFD) – państwowy think-tank, wcześniej część Chińskiej Akademii Nauk Społecznych – podał, że na koniec września proporcje długu do produktu krajowego brutto wyniósł 302,3%. Liczba ta obejmuje zadłużenie gospodarstw domowych, instytucji rządowych i przedsiębiorstw niefinansowych. Mówiąc inaczej zadłużenie Chin jest ponad trzykrotnie większe od wielkości gospodarki, a spowolnienie gospodarcze tylko grozi zwiększeniem tego obciążenia.

Według mojej wiedzy, to chyba drugi raz, kiedy oficjalnie mówi się o przekroczeniu psychologicznej granicy 300% zadłużenia w stosunku do PKB.  W czerwcu podano po raz pierwszy, że wskaźnik ten osiągnął ten pułap. Oficjalnie łączne saldo zadłużenia przekracza obecnie 400 bln RMB (57 bln USD). W rzeczywistości, jak pisałem już o tym wielokrotnie, zadłużenie gospodarki ChRL przekroczyło trzykrotność PKB już kilka lat temu.

Chociaż przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe wahają się przed zaciąganiem nowych długów w obliczu spowolnienia gospodarczego, to wskaźnik zadłużenia sektora rządowego w stosunku do PKB wzrósł o 2,2 punktu procentowego od końca czerwca do 67,5% na koniec września, co wynikało z większej emisji obligacji rządowych w celu sfinansowania infrastruktury i innych projektów. Władze regionalne również zwiększyły emisję obligacji, aby zastąpić ukryte zadłużenie ulokowane w pozabudżetowych instrumentach finansowych.

Niemniej, konsumpcja i inwestycje ulegają dalszemu spowolnieniu na wskroś całej gospodarki,, zwłaszcza w sektorze prywatnym i gospodarstw domowych, co zwiększa ryzyko deflacji zadłużenia.

Pekin może ciągnąc to jeszcze przez jakiś czas, ale nie w nieskończoność.

Co dalej?

(...)

zawielkimmurem.net

czwartek, 1 stycznia 2026



Tak, gospodarka USA rośnie szybciej. Ale zanim otworzysz szampana (lub wylejesz łzy nad Europą), zobacz, skąd ten wzrost się bierze. To nie jest magia wolnego rynku, to trzy konkretne sterydy:

Doping Demograficzny: USA rośnie, bo rośnie jej populacja (a dokładnie rośnie imigracja). Europa demograficznie się kurczy. To jak wyścig dwóch firm: jedna (USA) zatrudnia tysiące nowych pracowników, druga (UE) nie. Ta pierwsza ma większy przychód, ale czy pojedynczy pracownik żyje lepiej? Wzrost PKB per capita wcale nie jest tak drastycznie różny, jak ten nominalny.

Kult Orki (Godziny Pracy): Przeciętny Amerykanin pracuje rocznie o kilkaset godzin więcej niż Niemiec czy Francuz. Amerykański wzrost PKB bierze się w dużej mierze z tego, że oni po prostu mniej odpoczywają. Europa kupiła sobie czas wolny za niższe PKB. To wybór cywilizacyjny: chcesz mieć nowy iPhone co rok (USA) czy miesiąc płatnego urlopu w wakacje (UE)?

Iluzja Dolara: Większość tej przepaści z ostatniej dekady to efekt umocnienia dolara. Gdyby przeliczyć PKB po parytecie siły nabywczej (PPP), różnica drastycznie maleje. Amerykanin zarabia więcej dolarów, ale płaci nimi kosmiczne rachunki za czynsz, żłobek i lekarza, które w biednej Europie są często o połowę tańsze.

Więc tak - USA jest większą maszyną do robienia pieniędzy. Ale Europa wciąż jest lepszą maszyną do życia.

x.com/Maciej__Czajka

środa, 31 grudnia 2025



Prezydent USA Donald Trump zamieścił w środę na swoim profilu w portalu Truth Social link do komentarza redakcyjnego "New York Post" mówiącego, że rzekomy atak na rezydencję Putina w Wałdaju nie miał miejsca i że to Rosja jest przeszkodą do osiągnięcia pokoju.

Trump zamieścił tekst bez żadnych uwag, wklejając tylko tytuł opublikowanego we wtorek komentarza rady redakcyjnej prawicowego tabloidu: "Bzdury Putina o "ataku" pokazują, że to Rosja stoi na drodze do pokoju".

Artykuł, który zamieścił Trump, przytaczał słowa prezydenta po spotkaniu z Wołodymyrem Zełenskim na Florydzie mówiące o tym, że koniec wojny jest "bliżej niż kiedykolwiek wcześniej", lecz - jak skomentował "New York Post" - "zamiast tego rosyjski dyktator Władimir Putin wybrał kłamstwa, nienawiść i śmierć". Redakcja należącej do imperium Ruperta Murdocha gazety wytyka Rosji hipokryzję i mówi, że rzekomy atak prawdopodobnie nie miał miejsca i że był tylko pretekstem dla Putina, by odrzucić postępy w rozmowach pokojowych.

"Tak jak na Alasce, Putin odpowiedział na ofertę pokoju napluciem Ameryce w twarz" - skomentował dziennik, zachęcając Trumpa do zaoferowania kija zamiast marchewki, zwiększenia sankcji i dostaw broni dla Ukrainy.

Zamieszczony artykuł jest pierwszą oznaką, że prezydent USA wątpi w rosyjskie twierdzenia na temat ataku na Wałdaj. W swojej pierwszej publicznej wypowiedzi na ten temat sugerował, że wierzy Putinowi i że był "bardzo zły" na Ukrainę, a na sugestię, że Putin mógł kłamać, odparł: "to możliwe, ale prezydent Putin powiedział mi, że tak było".

We wtorek wątpliwości co do rosyjskich twierdzeń sygnalizował ambasador USA przy NATO Matthew Whitaker, który w wywiadzie dla Fox News powiedział, że "nie jest jasne, czy to się rzeczywiście stało".

- Wydaje mi się, że to byłoby dość niedelikatne, by tak blisko zawarcia pokoju, a Ukraina naprawdę chce go zawrzeć, robić coś, co można uznać za lekkomyślne lub nieprzydatne - powiedział. Ambasador dodał, że sprawa jest badana przez służby wywiadowcze USA i ich sojuszników i czeka na konkluzje tych ustaleń.

PAP


Pod koniec ubiegłego roku statek towarowy Ursa Major, należący do tak zwanej rosyjskiej floty cieni, zatonął w tajemniczych okolicznościach u wybrzeży Kartageny w Hiszpanii. Zginęło dwóch członków załogi, 14 osób zdołało się uratować. Hiszpański dziennik "La Verdad" poinformował, że jednostka przewoziła dwa jądrowe reaktory wodne ciśnieniowe dla Korei Północnej. Początkowo kapitan statku Igor Anisimow mówił, że przewożono jedynie puste kontenery i sprzęt budowlany. Podczas śledztwa zmienił jednak zeznania i powiedział, że transportowano ciężkie włazy do okrętów podwodnych. Analiza zdjęć z dronów ujawniła dwa niezgłoszone niebieskie kontenery na rufie, ważące około 65 ton każdy. "Śledczy uznali, że były to w rzeczywistości pokrywy dwóch reaktorów jądrowych VM-4SG, potencjalnie przeznaczonych dla nowej klasy północnokoreańskich okrętów podwodnych" - donosi hiszpańska gazeta.

Statek należał do firmy Oboronlogistics, która zajmuje się transportem i dostawami rosyjskiego sprzętu wojskowego, powiązanej z rosyjskim resortem obrony. Informowała ona, że na pokładzie były dźwigi portowe i części do lodołamaczy, które miały być zainstalowane w porcie we Władywostoku. Państwowa rosyjska agencja RIA Novosti informowała, że statek wypłynął z Sankt Petersburga 11 grudnia i zmierzał do portu we Władywostoku. Miał tam dotrzeć 22 stycznia. Z kolei oortal Kyiv Post podał na platformie X, że statek najprawdopodobniej transportował dwa 45-tonowe włazy do reaktora jądrowego lodołamacza i dwa dźwigi portowe Liebherr.

gazeta.pl

wtorek, 30 grudnia 2025



Siły rosyjskie opanowały północ Myrnohradu, kończąc tym de facto wielomiesięczne walki o aglomerację pokrowską. W mieście pozostają jeszcze grupy żołnierzy ukraińskich, jednakże nie są one w stanie prowadzić zorganizowanej obrony. Część skapitulowała, a niektórzy w najbliższych dniach będą najpewniej próbowali przedostać się na tereny kontrolowane przez obrońców. Walki toczą się na północ od aglomeracji, przy czym jednostki ukraińskie nie ograniczają się do organizowania obrony, lecz próbują kontratakować. Do szczególnie zażartych starć ma dochodzić w miejscowości Rodynśke (według niektórych źródeł przeszła już ona pod kontrolę agresora) na głównej drodze z Pokrowska przez Dobropole do Kramatorska.

Najeźdźcy kontynuowali natarcie na północny i południowy zachód od Siewierska, dążąc do oskrzydlenia pozycji przeciwnika na wzniesieniach na zachód od tego miasta. Obrońcy przeprowadzili szereg kontrataków, w rezultacie czego udało im się wyhamować uderzenie wroga w rejonie wsi Swiato-Pokrowśke na południowy zachód od Siewierska. Szczególnie ciężkie walki mają się toczyć o leżącą na północny zachód od niego Droniwkę (zgodnie z niektórymi źródłami została już ona zajęta przez agresora). 23 grudnia Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy przedstawił utratę Siewierska jako planowe wycofanie w celu zorganizowania obrony w lepszych warunkach terenowych, jednak cztery dni później zdymisjonowano dowódców jednostek broniących miasta (54 Brygady Zmechanizowanej i 10 Brygady Górsko-Szturmowej). Agresorowi udało się opanować kolejne tereny w łuku na północ od Łymanu, głównie w okolicach drogi biegnącej z niego do Siewierska, ale nie wpłynęło to na zmianę sytuacji na froncie.

Siły ukraińskie wznowiły ataki na pozycje Rosjan w północno-zachodniej części Kupiańska, przyczyniając się do rozbicia ich zorganizowanej obrony tamże. Większość zabudowań miasta na prawym (zachodnim) brzegu rzeki Oskoł znajduje się obecnie w szarej strefie, a celem obu stron jest przede wszystkim zniszczenie wrogiej logistyki. Źródła ukraińskie podkreślają, że najeźdźcy masowo wykorzystują drony – ich liczba ma przewyższać liczbę zaangażowanych w walki żołnierzy agresora. Obrońcy liczą, że w perspektywie nadchodzących tygodni uda im się wyprzeć Rosjan z zachodnich dzielnic Kupiańska. Sprzyja temu fakt, że agresorowi nie udało się zorganizować sprawnej logistyki, a w rezultacie jego kontrola nad prawobrzeżnymi kwartałami miasta okazała się iluzoryczna.

Docierają sprzeczne informacje odnośnie do tego, jak dużą część Hulajpola zajęli najeźdźcy. Najprawdopodobniej opanowali oni centrum miasta – 25 grudnia opublikowali film ze znajdującego się tam sztabu jednego z batalionów obrońców. Prawdziwość nagrania potwierdziły nieoficjalnie ukraińskie źródła wojskowe, a w sprawie utraty pozycji wszczęto śledztwo. Obserwatorzy po stronie obrońców wskazują, że do szybkich postępów agresora przyczyniły się dezorganizacja łączności pomiędzy broniącymi miasta brygadami oraz słabość dowodzenia. Najpewniej Ukraińcy kontrolują zachodnie i południowo-zachodnie obrzeża Hulajpola, jednak według DeepState większość miasta znalazła się w szarej strefie, a grupy żołnierzy obu stron są obecne „prawie wszędzie”.

27 grudnia Rosjanie przeprowadzili jeden z najdotkliwszych w skutkach ataków na infrastrukturę energetyczną w Kijowie i obwodzie kijowskim. Celami były przede wszystkim lokalne elektrownie cieplne – trzy stołeczne oraz Białocerkiewska i Trypolska. Trafione zostały także Kijowska Elektrownia Wodna w Wyszogrodzie i podstacja w Browarach. Według wstępnych danych w lewobrzeżnym Kijowie nastąpił blackout, a jednej trzeciej stolicy odcięto ogrzewanie. W ciągu doby przywrócono dostarczanie prądu dla 748 tys. abonentów w Kijowie i 347 tys. w obwodzie kijowskim oraz udało się ustabilizować dostawy energii dla prawobrzeżnych dzielnic stolicy (tzn. przywrócono grafik planowych wyłączeń). Oznacza to, że bezpośrednio w rezultacie ataku odcięto od prądu więcej niż 1,1 mln odbiorców. Ze względu na powiązania systemowe ucierpiała też część obwodu czernihowskiego. Do południa 29 grudnia wróciło ogrzewanie w 400 tys. stołecznych domów. 30 grudnia Ministerstwo Energetyki Ukrainy uznało, że z uwagi na skalę zniszczeń nie ma możliwości przywrócenia grafiku wyłączeń w lewobrzeżnym Kijowie i części obwodu kijowskiego.

Celami były również Kijowski Instytut Lotniczy i stołeczne lotnisko Żulany (jeden z głównych rejonów dyslokacji systemów Patriot). W Kijowie zginęła jedna, a ranne zostały 32 osoby, natomiast w obwodzie odnotowano śmierć jednej i ranienie 14 osób. Dowództwo Sił Powietrznych (DSP) armii ukraińskiej podało, że agresor użył w ataku 519 dronów (w tym 300 uderzeniowych „szahedów”) i 40 rakiet (w tym 10 balistycznych Iskander-M i Kindżał). Według DSP unieszkodliwione zostały 474 bezzałogowce (w cele miało trafić zaledwie 25) i 29 rakiet (w tym sześć balistycznych).

Energetyka należała do głównych celów najeźdźców w obwodach na bezpośrednim zapleczu frontu w okresie świątecznym. Uszkodzili oni m.in. elektrownie cieplne w: Chersoniu (24 grudnia i dwukrotnie 28 grudnia; ze względu na brak możliwości naprawy obiekt wstrzymał pracę), Charkowie (24 grudnia) i Czerkasach (25 grudnia), podstacje w Czernihowie i Korosteniu (24 grudnia), Mikołajowie (26 grudnia) oraz obwodach mikołajowskim (29 grudnia) i czernihowskim (30 grudnia). Resort energetyki oznajmił, że do ataków na obiekty energetyczne, skutkujących dodatkowymi przerwami w dostawach prądu, wody i ogrzewania dochodziło głównie w obwodach: charkowskim (w czasie świąt codziennie), chersońskim, czernihowskim, dniepropetrowskim i sumskim. Zmalała natomiast liczba uderzeń w infrastrukturę energetyczną w obwodzie odeskim (potwierdzono atak na podstację 26 grudnia), który wciąż boryka się ze skutkami tych z poprzednich tygodni. 24 grudnia DTEK poinformował, że w rezultacie dotychczasowych ataków wroga uszkodzeniu uległo 50% mocy wytwórczych energii elektrycznej, a bez prądu Ukraińcy pozostają do 20 godzin na dobę. W niektórych obwodach przyfrontowych nie da się przywrócić jakichkolwiek dostaw z sieci ogólnokrajowej.

25 i 26 grudnia Rosjanie przeprowadzili kolejne uderzenia na infrastrukturę portową w obwodach odeskim i mikołajowskim. O uszkodzeniach – także obiektów przemysłowych – donoszono z rejonów izmailskiego i odeskiego. Na południe od Mikołajowa uszkodzone zostały terminal przeładunkowy oraz zacumowany przy nim statek pod banderą Liberii. Istotnym, choć przejściowym utrudnieniem dla ruchu na głównej trasie kolejowej z Polski na Ukrainę stał się atak na stację kolejową w Kowlu w obwodzie wołyńskim (26 grudnia). Rosjanie uderzyli też w obiekty przemysłowe w Zaporożu – m.in. zakłady Motor Sicz (24 i 30 grudnia) – oraz infrastrukturę wydobywczą i magazynową gazu w obwodzie czernihowskim (24 i 26 grudnia). Zgodnie z przekazem DSP od wieczora 23 grudnia do rana 30 grudnia agresor miał wykorzystać łącznie 998 bezzałogowców (w tym 625 „szahedów”) oraz 49 pocisków balistycznych i manewrujących. Obrońcy zadeklarowali zneutralizowanie 816 dronów i zestrzelenie 30 rakiet.

osw.waw.pl


Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek, że Władimir Putin poinformował go o rzekomym ukraińskim ataku na rezydencję prezydenta Rosji. Trump dodał, że był z tego powodu "bardzo zły", choć przyznał przy tym, że możliwe, iż do takiego ataku nie doszło.

Trump odniósł się do sprawy rzekomego ataku podczas rozmowy z dziennikarzami w trakcie powitania premiera Izraela Benjamina Netanjahu w Mar-a-Lago na Florydzie. Prezydent USA najpierw stwierdził, że nic o nim nie wie i dopiero co o tym usłyszał, lecz dopytywany chwilę później przyznał, że dowiedział się o nim podczas porannej rozmowy telefonicznej z Putinem.

- Prezydent Putin powiedział mi o tym wczesnym rankiem. Powiedział, że został zaatakowany. To niedobrze. To niedobrze. Nie zapominajcie, o Tomahawkach. Zatrzymałem Tomahawki - odparł Trump, wspominając o odmowie przekazania Ukrainie rakiet dalekiego zasięgu.

- To nie jest odpowiedni moment. Jedno to prowadzić ofensywę, ale co innego atakować jego dom. To nie jest odpowiedni moment na takie rzeczy (...). Byłem bardzo zły - dodał.

Zapytany, czy nie otrzymał na ten temat informacji od amerykańskich służb, Trump odpowiedział: - Cóż, dowiemy się tego. Mówisz, że być może atak nie miał miejsca. To możliwe. Ale prezydent Putin powiedział mi dziś rano, że miał.

Trump potwierdził tym samym sprawozdanie z jego rozmowy z Putinem doradcy rosyjskiego przywódcy Jurija Uszakowa. Uszakow powiedział, że Trump wyraził oburzenie rzekomym atakiem na rezydencję Putina w obwodzie nowogrodzkim i że był nim zszokowany. Według Uszakowa Trump miał powiedzieć też Putinowi, że fakt ten zmieni jego nastawienie do Ukraińców.

Rosja zapowiedziała odwet. Według szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa Ukraińcy użyli 91 dronów, z których wszystkie zostały zestrzelone. Minister dodał, że w ataku nikt nie ucierpiał, a bezzałogowce nie wyrządziły żadnej szkody.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski tymczasem kategorycznie zaprzeczył, by wojska ukraińskie przeprowadziły atak na rezydencję Putina w rejonie wałdajskim. Zełenski określił je mianem "kolejnej fali kłamstw". W komunikacie przekazanym mediom, ukraiński przywódca zarzucił Rosji próbę podważenia postępów w rozmowach pokojowych na temat zakończenia wojny na Ukrainie.

O samej poniedziałkowej rozmowie z Putinem, Trump powiedział, że była "bardzo owocna", choć przyznał, że wciąż do rozwiązania pozostają drażliwe kwestie.

- Mamy kilka bardzo drażliwych kwestii, jak możesz sobie wyobrazić. On zna się na drażliwych kwestiach, prawdopodobnie lepiej niż ktokolwiek inny na świecie. Rozwiązujemy to. Mamy kilka kwestii, które mamy nadzieję rozwiązać, a jeśli je rozwiążemy, będzie pokój - ocenił prezydent USA.

PAP


Rosja tylko w 2025 roku straciła 250 tys. zabitych i ciężko rannych którzy zostali inwalidami. 

Za ostatnie dwa lata (2025 i 2024) - 400 tys (dane za oficjalnymi informacjami wywiadu Wielkiej Brytanii)    Liczba lżej rannych jest trudna do oszacowania ale rosyjskie straty w tej wojnie są na poziomie "wielkiej ojczyźnianej" i oscylują między 1 zabitym na 2 rannych a 1 zabitym na 4 rannych. Jest to fatalny współczynnik świadczący o wyjątkowo kiepskiej taktyce natarć oraz generalnie słabo o "czerwonej taktyce". 

Zdaniem brytyjskiego wywiadu Rosja w tej wojnie  poniosła straty całkowite na poziomie około 1 168 000 żołnierzy. Tak - ponad MILION przy czym niestety większość są to straty powrotne a nie bezpowrotne. 

Kosztem tych strat (250 tys. bezpowrotnych w 2025 roku) Rosja przesunęła linię frontu o 10 do 30km i zdobyła trzy nieduże ośrodki miejskie (Pokrowsk (60k), Mirnograd (48k), Siwiersk (14 tys). Patrząc po sukcesach terytorialnych to dużo większe sraty Ukraina poniosła w 2024 gdzie więcej ważnych ośrodków miejskich wpadło w ręce Rosjan - na czele z Toreckiem czy Awdiwką.  

Oczywiście sukcesu nie mierzy się zdobytymi km terytorium. (...) 

Z drugiej strony - Ukraina całkowite straty (powrotne i bezpowrotne) ma na poziomie szacunkowo ponad 550 tys. żołnierzy zaś zabitych na poziomie około 80 tys. Przy czym dzięki dobrze realizowanej czerwonej taktyce Ukraińcy w 2022 i 2023 traciła 1 zabitego na 7-9 rannych zaś  w 2024  1 zabitego na 5-7 rannych. Dopiero 2025 przynosi niekorzystne zachwianie tych proporcji z powodu braku możliwości szybkiej ewakuacji rannych. 

To co jest potwornym problemem Ukraińców to dezercje - sam grudzień i listopad to około 40tys łącznie. 7 brygad przeliczeniowo. Gdyby nie ubytek osobowy na skutek dezercji prawdopodobnie nie stracono by Pokrowska czy przejściowo Kupiańska. 

Niestety ale wliczając dezercje szacunkowe straty UA są miesięcznie pod koniec 2025 roku równe rosyjskim. RUS tracą zabitych i rannych tyle samo ile UA rannych, zabitych i dezerterów. Jest to zły prognostyk dla SZU na 2026 rok - Kijowowi nie brakuje amunicji (poza Patriotami) , sprzętu itp - brakuje żołnierzy w polu. Głownie na skutek monstrualnych fal dezercji z drugiej połowy 2025 roku. To że front nie pękł to zasługa rozwoju techniki (drony), heroizmu tych którzy walczą oraz nieudolności Rosjan. Ale tak jak wspominałem - rokowania na 2026 rok są złe. 

I dlatego Rosja będzie kontynuować ową wojnę ponieważ politycznie jest ona jedną wielką jej porażką:
- żaden z celów ultimatum z grudnia 2021 nie został zrealizowany (wprost przeciwnie) 
- żądania z Stambułu z 2022 też nie
- ultimatum Ławrowa z 2024 też nie (w zasadzie żaden z punktów)

Obecny 20 punktowy plan pokojowy jest de facto korzystny dla Ukrainy ponieważ w zamian za utratę terytoriów  i tak zajętych przez Rosję petryfikuje polityczną wygraną Kijowa czyli utrzymanie niepodległości, niezależności i prozachodniego kursu. 

Dlatego jestem sceptyczny co do tego czy Kreml w jakiejkolwiek formie na ów plan przystanie. 

(...)

x.com/wolski_jaros