sobota, 25 października 2025



Od wtorku /14.10.2025 r. - red./ amerykańskie porty nakładają opłaty za rozładunek statków zbudowanych w Chinach, niezależnie od właściciela. Stawki będą stopniowo rosły – z początkowych 18 dol. za tonę netto do 33 dol. w 2028 r. W przypadku kontenerów opłaty wzrosną z początkowych 120 dol. za rozładowany kontener do 250 dol. w 2028 r.

Pekin z kolei pobiera opłaty od statków należących lub zarządzanych przez amerykańskie firmy, organizacje lub osoby fizyczne, a także od jednostek budowanych w USA lub pływających pod banderą amerykańską. Stawki początkowo wynoszące 400 juanów (56 dol.) za tonę netto mają skoczyć do 1120 juanów (157 dol.) za tonę od 17 kwietnia 2028 r.

Jak relacjonuje "SCMP", firmy żeglugowe w pośpiechu zmieniają trasy. Europejscy giganci Maersk i Hapag-Lloyd przekierowali już dwa kontenerowce z chińskiego portu Ningbo do Busan w Korei Południowej. Stamtąd ładunki zostaną przeładowane i dostarczone do celu siecią logistyczną.

Nie wszystkim udało się zareagować na czas. Według chińskich mediów amerykański kontenerowiec Manukai, który zawinął do Szanghaju dzień po wejściu w życie przepisów, musiał uiścić opłatę w wysokości 4,46 mln juanów (ok. 620 tys. dol.).

Armatorzy reagują też zmianami w strukturach korporacyjnych, by uniknąć klasyfikacji jako podmiot amerykański lub chiński.

Notowana w Hongkongu firma Pacific Basin ogłosiła dymisję dyrektora, aby "złagodzić potencjalne zastosowanie" amerykańskich przepisów. Z kolei z zarządu armatora Okeanis Eco Tankers odeszło dwóch dyrektorów. Według mediów branżowych ma to uchronić firmę przed chińskimi opłatami, które dotyczą podmiotów z co najmniej 25-procentowym udziałem kapitału amerykańskiego.

money.pl\PAP

piątek, 24 października 2025



Gripen ma też taką zaletę, że został zaprojektowany pod wymagania operacyjne szwedzkiego lotnictwa, które mają dużo wspólnego z tym jak działają teraz Ukraińcy. Głównie chodzi o operowanie w rozproszeniu, czyli niekoniecznie z dużych stałych baz, ale z różnych mniejszych lotnisk przystosowanych prowizorycznie do obsługi maszyn bojowych. Ewentualnie wręcz z przygotowanych odcinków dróg. To sposób na przetrwanie w obliczu przeciwnika dysponującego znacznymi zdolnościami do ataków na dalekim dystansie Ukraińcom idzie to bardzo dobrze, bo pomimo ciągłych rosyjskich uderzeń na ich bazy lotnicze, ich lotnictwo jest w stanie operować z relatywnie niskimi stratami na ziemi. Szwedzi zawsze zakładali to samo w przypadku konfliktu z ZSRR. Gripen ma być relatywnie prosty w codziennej obsłudze i ze względu na małe rozmiary dobrze sprawdzać się na prowizorycznych lądowiskach. Szwedzka maszyna ma być też najtańsza w codziennej eksploatacji, co w potencjalnych powojennych realiach Ukrainy na pewno będzie miało ogromne znaczenie.

Zdolności bojowe szwedzkiej maszyny na pewno nie będą dorównywać nowoczesnym zachodnim maszynom w rodzaju F-35, ale zakup takiego sprzętu przez Ukrainę to strefa fantastyki. W ukraińskich warunkach Gripeny mogą być solidnym wyborem. Wizja Sił Powietrznych Ukrainy składających się za dekadę z kilkudziesięciu używanych F-16 otrzymywanych teraz, oraz setki nowych Gripenów, jest na pewno atrakcyjna dla polityków i wojskowych w Kijowie. Pozostaje czekać, czy uda się przekuć ambitny pomysł na konkrety.

gazeta.pl


Premier Belgii Bart De Wever opóźnił na czwartkowym szczycie UE w Brukseli plan wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów jako zabezpieczenia pożyczki dla Ukrainy. Tłumaczył to ryzykiem pozwów i odwetu Moskwy. Nie chcę być niegrzecznym chłopcem - tłumaczył belgijski polityk po posiedzeniu Rady Europejskiej.

De Wever na razie nie zgodził się na wdrożenie planu, który zakładał wykorzystanie rosyjskich aktywów, zamrożonych po inwazji Kremla na Ukrainę, jako zabezpieczenia pożyczki w wysokości 140 mld euro. Z powodu sprzeciwu Belgii przywódcy państw UE nie osiągnęli porozumienia.
Jak podał dziennik "NRC", De Wever wyraził obawy, że taki krok mógłby doprowadzić do pozwów sądowych i rosyjskich działań odwetowych wobec belgijskich aktywów. Większość środków należących do rosyjskiego banku centralnego znajduje się w belgijskiej instytucji Euroclear w Brukseli, co - jak podkreślił premier - czyni z Belgii najbardziej narażony kraj.

"Nie chcę być niegrzecznym chłopcem Europy" - powiedział De Wever po zakończeniu obrad, dodając, że Belgia potrzebuje "twardych gwarancji" od pozostałych państw członkowskich. Premier domaga się, by inne kraje UE współdzieliły ryzyko i wzięły odpowiedzialność finansową w przypadku ewentualnych roszczeń ze strony Moskwy.

Według "NRC" belgijski premier zaproponował, by także Francja i Luksemburg, gdzie przechowywane są mniejsze rosyjskie środki, uczestniczyły w planie, a ponadto przynajmniej jedno państwo spoza strefy euro wzięło na siebie część ryzyka, by uniknąć szkód wizerunkowych dla europejskiej waluty.

De Wevera częściowo poparła prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde, która oceniła, że pomysł Komisji Europejskiej byłby możliwy tylko wtedy, gdyby pieniądze zostały w pełni zabezpieczone w momencie ewentualnych roszczeń Rosji. W przeciwnym razie Belgia mogłaby zostać zobowiązana do natychmiastowej wypłaty całej kwoty.

Według belgijskiego rządu decyzja o wstrzymaniu zgody nie oznacza końca rozmów. Komisja Europejska została poproszona o przedstawienie nowych propozycji finansowania pomocy dla Kijowa. Kolejna próba osiągnięcia porozumienia w tej sprawie ma nastąpić podczas grudniowego szczytu UE.

PAP


Liczba rosyjskich jednostek morskich, zagrażających brytyjskim wodom, wzrosła o 30 proc. - zaalarmował w piątek minister obrony Wielkiej Brytanii John Healey w rozmowie z BBC. Szef resortu powiadomił, że przekazał przywódcy Rosji Władimirowi Putinowi wiadomość: "Polujemy na wasze okręty podwodne".

W opinii Healey’a obecnie trwa wzrost "rosyjskiej agresji na całej linii", co, jego zdaniem, dotyczy nie tylko Ukrainy, ale wpływa również na Europę Zachodnią.

Według informacji podanych przez brytyjskie ministerstwo obrony aktywność rosyjskich okrętów podwodnych na wodach północnego Atlantyku powróciła do poziomu z czasów zimnej wojny.

Resort poinformował, że Królewskie Siły Powietrzne (RAF) oraz Królewska Marynarka Wojenna (Royal Navy) zintensyfikowały obserwację tego obszaru ze względu na aktywność rosyjskich łodzi podwodnych. Samoloty RAF-u wykonują misje niemal codziennie, czasami przez całą dobę. Są one wspierane przez siły innych sojuszników z NATO.

- Rosja rzuca nam wyzwanie, testuje nas, obserwuje nas. Ale (prowadzenie misji przez brytyjskie) samoloty pozwala nam powiedzieć Putinowi: obserwujemy was, polujemy na wasze okręty podwodne - oznajmił Healey w rozmowie z BBC, w czasie spotkania ze swoim niemieckim odpowiednikiem Borisem Pistoriusem.

- Północny Atlantyk jest kluczowym regionem - i jest on zagrożony przez rosyjskie okręty podwodne z napędem atomowym. (...) Dlatego musimy wiedzieć, co dzieje się na morzu - oznajmił minister obrony Niemiec. Pistorius zapowiedział, że Niemcy planują częste loty patrolowe z bazy RAF w Lossiemouth.

Niemiecki minister podkreślił, że każdego dnia pojawiają się kolejne dowody na to, że Rosja prowadzi wobec Europy wojnę hybrydową w postaci "fałszywych wiadomości, dezinformacji, zagrożenia dla infrastruktury podmorskiej". - Czas, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, co się dzieje - zaapelował.

Stacja BBC przypomniała, że w sierpniu samoloty RAF-u, współpracując z amerykańskimi i norweskimi myśliwcami, monitorowały rosyjski okręt podwodny, który śledził amerykański lotniskowiec USS Gerald R. Ford podczas ćwiczeń na północnym Atlantyku.

PAP


Najbardziej uderzająca ocena padła podczas debaty ekspertów. Debra Cagan z Centrum Eurazji Rady Atlantyckiej, zapytana o to, jak wyglądałaby rosyjska operacja wojskowa bez partnerów CRINK, nie przebierała w słowach.

— Wyglądałaby jak śmieć — stwierdziła, wyjaśniając podstawową zależność. — Rosja potrzebuje chipów komputerowych. Potrzebują specjalnych metali, minerałów ziem rzadkich, aby nadal utrzymywać swoje linie obronne, a nie byliby w stanie tego zrobić, zwłaszcza bez Chin, przy większości tych głównych elementów wyposażenia — wyjaśniła.

To przypomina o bolesnej dla Putina rzeczywistości ujawnionej w raporcie: aby kontynuować produkcję pocisków rakietowych, dronów, czołgów i innego zaawansowanego technologicznie uzbrojenia, Rosja, pozbawiona zachodniej technologii i inwestycji przez sankcje, jest całkowicie zależna od zagranicznego wkładu.

Podczas gdy Iran i Korea Północna zapewniają sprzęt bezpośrednio na pole bitwy (odpowiednio drony i pociski artyleryjskie), Chiny są przedstawiane jako niezbędny — ale wysoce asymetryczny — filar gospodarczy i technologiczny Rosji. W raporcie podkreślono, że Chiny stały się gospodarczą linią ratunkową Rosji, a dwustronna wymiana handlowa osiągnęła rekordowy poziom od czasu inwazji w 2022 r.

Co najważniejsze, Stany Zjednoczone szacują, że Chiny dostarczają prawie 80 proc. produktów podwójnego zastosowania, których Rosja potrzebuje do prowadzenia wojny. Obejmuje to wszystko od elektroniki użytkowej używanej w zaawansowanej broni po wysokiej klasy obrabiarki i, co najważniejsze, mikroelektronikę.

Ale ta relacja nie jest relacją równych sobie; jest bardzo wypaczona. Rosja, zdesperowany klient wymieniający surowce na towary przemysłowe, jest młodszym partnerem. Handel Chin z Rosją stanowi zaledwie ok. 3 proc. ich całkowitego światowego handlu, podczas gdy Rosja jest obecnie głęboko uzależniona od Chin. "Chiny są kluczowym partnerem Rosji w dążeniu do podważenia interesów USA i Zachodu na całym świecie oraz podważenia obecnego porządku międzynarodowego" — zauważa raport o CRINK.

Ta asymetria jest źródłem zastrzeżenia, że "Chinom nie można ufać", które powtarzało się w trakcie wydarzenia. Eksperci podkreślali, że kalkulacja Pekinu jest czysto pragmatyczna. Jeśli polityczne lub ekonomiczne koszty wspierania Moskwy wzrosną zbyt wysoko — np. z powodu wtórnych sankcji ze strony Zachodu — Chiny zachowają pełną elastyczność, aby zmniejszyć lub całkowicie odciąć wsparcie. Rosja natomiast jest przyparta do muru.

Ta dynamika oznacza, że Chiny mogą właściwie trzymać klucz do zakończenia wojny w Ukrainie, ale nie z powodu wyznawanych zasad. Jest to raczej zimny, twardy strategiczny atut, którego Pekin używa, aby uzyskać przewagę nad Zachodem i umocnić swoją kontrolę nad swoim nowo uzależnionym od niego partnerem.

Angela Stent jednoznacznie oceniła skalę wyzwania: - Wierzę, że kraje te stanowią rosnące zagrożenie dla Zachodu, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo. Myślę, że odpowiedź na te zagrożenia będzie trudna i dość kosztowna — powiedziała. Co najważniejsze, Stent odrzuciła nadzieje na łatwe zasianie podziału między Moskwą a Pekinem, stwierdzając, że "wbijanie klinu między nie [...] raczej nie zadziała w krótkim okresie".

onet.pl


Realne zwiększenie efektywności sankcji przeciw Rosji zależeć będzie od ich egzekwowania. Druga administracja Trumpa nie wprowadzała dotychczas nowych obostrzeń wobec Moskwy. W rezultacie prowadziło to do znacznego osłabienia efektu restrykcji, co przejawiało się m.in. zmniejszeniem dyskontu na rosyjską ropę względem innych marek surowca, a także demonstracyjnym ignorowaniem ograniczeń przez chińskich odbiorców (nie tylko ropy naftowej). Koronny przykład otwartego łamania reżimu sankcyjnego to chiński import LNG z rosyjskiego zakładu Arktyczny LNG 2, który pozostaje objęty amerykańskimi obostrzeniami. Przywrócenie mechanizmom sankcyjnym skuteczności będzie wymagało konsekwencji ze strony USA w postaci aktywnego ścigania podmiotów łamiących zapisy sankcyjne (tankowce, banki, rafinerie), jak miało to miejsce w latach 2023–2024. W przeciwnym razie ich efekt będzie krótkotrwały, a rosyjscy eksporterzy i ich odbiorcy szybko zaadaptują się do ograniczeń. Biorąc pod uwagę deklaracje Trumpa, wyrażające nadzieję na to, że restrykcje „nie będą na długo”, nie można wykluczyć, że ich skutki zniweluje zmiana kalkulacji politycznych Waszyngtonu.  

Wprowadzane przez Zachód sankcje w krótkim okresie spowodują przecenę rosyjskiej ropy i podniosą koszty jej eksportu. We wrześniu dyskont względem zachodniej marki Brent wynosił ok. 12 dolarów na baryłce. W rezultacie restrykcji ceny wszystkich marek surowca poszły w górę, podczas gdy stawki za rosyjską się obniżyły. Prowadzić to będzie do redukcji marży koncernów oraz dochodów budżetowych. Ograniczenia zmuszają eksporterów do poszukiwania nowych sposobów na realizację transakcji, m.in. poprzez ukrywanie pochodzenia ropy, co będzie generowało koszty, a zarazem obniżało atrakcyjność cenową rosyjskiego surowca. Co więcej, sankcje na Rosnieftʹ i Łukoil – jeśli zostaną utrzymane przez długi czas – mogą dodatkowo uderzyć w przetwórstwo ropy w Rosji, utrudniając koncernom pozyskanie technologii i części zamiennych dla rafinerii.

Amerykańskie restrykcje niosą wyzwanie dla państw trzecich, których rafinerie przerabiają rosyjską ropę bądź stanowią rosyjską własność. Sankcje zmuszają podmioty zwłaszcza z Indii, Chin i Turcji do zaprzestania importu surowca z FR – szczególnie na podstawie kontraktów długoterminowych – pod groźbą nałożenia sankcji wtórnych. O ile w przypadku ChRL prawdopodobnym scenariuszem jest odizolowanie tego przesyłu od zachodniego systemu rozliczeń, o tyle w przypadku Indii i Turcji, które sprzedają paliwa na rynkach zachodnich, należy spodziewać się rewizji podejścia. Ewentualna redukcja importu rosyjskiej ropy przez te kraje znacząco ograniczyłaby rosyjskie dochody z eksportu. Sankcyjny nacisk wymierzony jest też w państwa unijne. Dwa z nich – Słowacja i Węgry – wciąż sprowadzają surowiec z Rosji, a w innych (Rumunia, Bułgaria i Niemcy) działają rafinerie należące do koncernu Łukoil i Rosniefti. Nie można jednak wykluczyć, że Waszyngton będzie gotowy na wprowadzenie czasowych derogacji w odniesieniu do konkretnych podmiotów, tak jak miało to miejsce w przeszłości w przypadku serbskiej rafinerii NIS (...).

Systematyczne włączanie na unijne listy sankcyjne podmiotów z państw trzecich świadczy o zmianie jakościowej w podejściu UE do restrykcji. Nałożenie bezpośrednich ograniczeń na m.in. chińskie rafinerie, azjatyckie banki czy giełdy kryptowalut wskazuje na rosnącą gotowość Brukseli do aktywnego ścigania podmiotów łamiących restrykcje, co sygnalizuje zmianę paradygmatu jej działania. Karanie spółek spoza Rosji za łamanie reżimu sankcyjnego w coraz większym stopniu przypomina amerykańskie podejście polegające na nakładaniu sankcji wtórnych. Takie nasilenie presji powinno przyczynić się do poprawy efektywności obostrzeń UE.

osw.waw.pl

środa, 22 października 2025



Zarówno w przypadku Pokrowska, jak i Kupiańska, obserwujemy kolejny etap zdobywania przez Rosjan ukraińskich miast. Standardowo proces ten zaczyna się długim okresem walk na przedpolach, kiedy Ukraińcy - mimo rosyjskich prób okrążenia miasta i odcięcia zaopatrzenia - są w stanie powstrzymywać agresora przed uchwyceniem pozycji w zabudowaniach. Kiedy jednak obrońcy słabną, Rosjanie zaczynają infiltrować kolejne dzielnice i w walkach na krótkim dystansie wypierać Ukraińców. Jeszcze dość długo ukraińska obrona może utrzymywać nieliczne pozycje na skraju miasta, ale zwykle ich los jest przesądzony.

Aktualnie w przypadku obu wspomnianych wyżej miast jesteśmy na środkowym etapie. Rosjanie infiltrują centralne dzielnice Pokrowska i Kupiańska, które stały się ziemią niczyją, gdzie często dochodzi do chaotycznych walk na krótkich dystansach. Trzeba przyznać, że dojście do tego etapu trwało jednak długo. W przypadku Pokrowska nawet bardzo długo, bo nieco ponad rok. Rosjanie dotarli do jego przedmieść już na przełomie sierpnia i września 2024 roku. Ukraińcy zdołali jednak wówczas ustabilizować front, który przez następne pół roku prawie się nie ruszył. Sytuacja zaczęła się pogarszać wiosną, gdy Rosjanie odnieśli spore sukcesy na jego wschodniej flance, doprowadzając latem do częściowego okrążenia przy pomocy dronów. Stwarza to teraz sytuację, kiedy wszystkie drogi utwardzone i gruntowe na terenie nominalnie kontrolowanym przez Ukraińców, stają się zbyt niebezpieczne, by swobodnie poruszać się po nich samochodami. Znacząco ogranicza zdolność do zaopatrywania obrońców miasta, a co za tym idzie, ich skuteczność. Tego rodzaju działania nie prowadzą do natychmiastowego załamania, ale raczej "podduszania" obrony. Efekty narastają z czasem, co właśnie zaczynamy obserwować.

Choć Ukraińcom późnym latem udało się zablokować proces dalszego przebijania się Rosjan na tyły Pokrowska, to niemal równocześnie agresor zwiększył presję od frontu. Jeszcze we wrześniu ukraińscy albo proukraińscy twórcy map kontroli zaczęli zaznaczać południowe skraje miasta jako ziemię niczyją. Rosjanie na tyle często byli w stanie się tam zapędzać, że nie sposób było uznać je za pewnie kontrolowane przez Ukraińców. Ci mieli regularnie eliminować małe grupki infiltrujących rosyjskich żołnierzy, ale ponoszone w trakcie takich walk straty, połączone z atakami dronów, artylerii i lotnictwa, osłabiały też obrońców.

Efekt jest taki, że aktualnie część bardziej proukraińskich lub neutralnych twórców map zaznacza już prawie całą południową część Pokrowska jako ziemię niczyją, aż po dzielące miasto - mniej więcej na pół - tory kolejowe. Pojawiły się nawet nagrania z dronów, na których widać cywilów (w mieście pozostaje grupa ludzi odmawiających ewakuacji), postrzelonych podczas przeprawiania się przez nie z zapasami. Ukraińcy twierdzą, że to efekt działania jednej z grup Rosjan, którzy przeniknęli do centrum miasta. Mieli zostać już wyeliminowani, ale sam fakt jak daleko dotarli, świadczy o słabości obrony. Jednocześnie pojawiło się kilka nagrań pokazujących zasadzki Rosjan na ukraińskich żołnierzy prawie w centrum miasta i wymianę ognia na krótkich dystansach. Nawet Ukraińcy piszą, że sytuacja jest zła i gwałtownie się pogorszyła w ciągu ostatnich kilku tygodni.

(...)

Podobnie rozwijają się wydarzenia w położonym daleko na północy Kupiańsku. Ukraińcy odbili to miasto jesienią 2022 roku. Położone nad dużą - jak na ten region - rzeką Oskił, stanowiło bardzo ważny węzeł logistyczny dla znacznego odcinka frontu. Długo było bezpieczne. Rosjanie od 2023 roku łamali sobie zęby na ukraińskiej obronie stojącej dalej na wschód, po drugiej stronie rzeki. Na przełomie 2024 i 2025 roku zaczęli jednak przenikać przez najwyraźniej słaby odcinek obrony na północ od miasta, gdzie do Oskiłu przylega duży kompleks leśny. Z trudnościami i mozolnie, ale zbudowali sobie przyczółek po drugiej stronie rzeki, którego Ukraińcy nigdy nie zdołali zlikwidować. Postępy Rosjan były bardzo powolne, a intensywność walk relatywnie niska, na przykład w porównaniu z Pokrowskiem. Od zimy do końca lata zdołali dotrzeć od przyczółka na północ od Pokrowska, do przedmieść Kupiańska. Jednak kiedy już się tam znaleźli, to sytuacja zaczęła się pogarszać kaskadowo.

Na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy obrona miasta przeszła od etapu Rosjan na dalekich przedmieściach do Rosjan w centrum Kupiańska. Sytuacja przypomina to, co dzieje się w Pokrowsku. Przez nieszczelną ukraińską obronę przenikają coraz większe grupy rosyjskich żołnierzy, którzy zajmują pozycje w coraz dalszych budynkach. Aktualnie mają nie tyle okazjonalnie docierać do centrum, co według niektórych, wręcz już je kontrolować. Większość miasta nawet na najbardziej zachowawczych ukraińskich mapach przedstawiona jest już jako ziemia niczyja. Ogólnie sytuację w Kupiańsku sami Ukraińcy często określają jako chaotyczną i narzekają na brak adekwatnych przygotowań do obrony. Może w tym być sporo prawdy, skoro tutaj Rosjanie nawet nie musieli brać miasta w kleszcze i nie podduszali jego obrońców miesiącami, utrudniając im aprowizację. Zdołali się wbić do niego, atakując tylko z jednego kierunku i to na dość wąskim froncie, na dodatek mając za plecami prowizoryczne przeprawy przez rzekę.

Wolne od Rosjan pozostają tylko południowe przedmieścia i przemysłowa dzielnica po wschodniej stronie Oskiłu. Jak na tempo tej wojny, utrata miasta postępuje wręcz błyskawicznie. Bez istotnego wzmocnienia tego kierunku przez ukraińskie dowództwo, miasto może zostać ostatecznie stracone w ciągu miesiąca. Przełoży się to znacząco na sytuację w całej okolicy. Na wschód od Kupiańska Ukraińcy ciągle utrzymują znaczny obszar po drugiej stronie rzeki Oskił. Jest on zaopatrywany dzięki licznym prowizorycznym przeprawom na południe od miasta, ale jego utrata ułatwi Rosjanom ich atakowanie. Dodatkowo stworzy warunki do dalszego ataku wzdłuż rzeki, by jeszcze głębiej wejść za plecy Ukraińców. Można przypuszczać, że w perspektywie kilku miesięcy wymusi to ewakuację całego tego obszaru i cofnięcie się za Oskił.

Losy obu miast są symptomatyczne dla sytuacji na całym froncie. Ukraińcom skrajnie brakuje żołnierzy piechoty do obsadzania pierwszej linii obrony. W efekcie jest ona porowata, bo pomiędzy poszczególnymi punktami oporu znajdują się słabo dozorowane i chronione obszary. Punkty oporu są symbolicznie obsadzone i liczą zazwyczaj kilku ludzi, a Rosjanie - jeśli je wykryją - "zmiękczają" je bombami lotniczymi, dronami i artylerią. Analiza miejsc pojawiania się lejów stała się wręcz narzędziem do ustalania przebiegu linii frontu. Tam, gdzie spadają bomby, tam musi być skupiona uwaga Rosjan; kiedy zaczynają je zrzucać gdzieś dalej, oznacza to najprawdopodobniej zdobycie danej pozycji.

Głównym fundamentem obrony pozostają drony rozpoznawcze, które mają wykryć rosyjskie ataki i skierować na nie inne drony oraz artylerię. Dodatkowo dużą rolę odgrywają miny i - w przypadku rzadkich większych ataków przy pomocy ciężkich pojazdów - także rakiety przeciwpancerne. Generalnie chodzi o wykrwawienie i zatrzymanie Rosjan, zanim dotrą do efemerycznej faktycznej linii obrony. Ta strategia działa, jeśli chodzi o zadawanie agresorowi ciągłych znacznych strat i spowalnianie go. Nie działa jednak jeśli chodzi o zatrzymanie. Rosjanie mają znacznie więcej ludzi. Giną na dużą skalę, ale pozostający przy życiu docierają do ukraińskich pozycji lub za nie.

Ukraińcom pozostaje używać swoich skromnych rezerw do wzmacniania najbardziej krytycznych odcinków frontu, gdzie wyczerpanie i błędy brygad, które trzymają pierwszą linię, prowadzą do lokalnej zapaści. Tak jak to było latem na północ od Pokrowsk,a w rejonie miasta Dobrobilla. Rosjanie przebili się tam przez obronę, zaczęli gwałtownie iść naprzód, ale na miejsce skierowano specjalne oddziały szturmowe, które ustabilizowały sytuację i nawet lokalnie ich odrzuciły. Zabrakło jednak podobnych sił, by analogicznie zareagować na sytuację w Kupiańsku, czego skutki właśnie widzimy.

gazeta.pl

wtorek, 21 października 2025



Ukraińskie źródła potwierdziły opanowanie przez siły agresora centrum Kupiańska. Grupy rosyjskich żołnierzy podejmują próbę wkroczenia do jego południowej części. Będą najprawdopodobniej dążyły do dalszych postępów na południe wzdłuż rzeki Oskoł w celu przejęcia kontroli nad ważnym węzłem kolejowym Kupianśk-Wuzłowyj. Przebiegająca tam trasa kolejowa łączy od północy Wałujki w obwodzie biełgorodzkim FR – stanowiące ważny punkt zaplecza dla armii rosyjskiej – z położonym na południe Swiatohirśkiem i dalej z Siewierskiem oraz Słowiańskiem, Kramatorskiem i Konstantynówką. Opanowanie węzła Kupianśk-Wuzłowyj nie tylko odcięłoby możliwości zaopatrzenia sił obrońców na prawym brzegu rzeki Oskoł, lecz także znacznie poprawiło zdolności logistyczne i aprowizacyjne wojsk rosyjskich potrzebne do ofensywy na dotychczas nieokupowaną część obwodu donieckiego.

Przeciwnik kontynuuje działania zaczepne na kierunku pokrowskim, który pozostaje głównym teatrem działań. Rosyjskim grupom szturmowym udało się uzyskać postępy na zachód od Nowoekonomicznego do wschodnich przedmieść Myrnohradu oraz na południe od Zbiornika Senianskiego aż po Kozaćke.

Pokrowsk podlega uporczywym próbom przenikania do miasta małych grup dywersyjnych, od południa i od południowego zachodu (obszar na linii Kotłyne – Łeontowyczi – Trojanda – Czunyszyne). Ich celem jest znalezienie luk w linii obrony. Według relacji ukraińskich jednostek kilku żołnierzom armii wroga udało się przeniknąć do centrum miasta, zabić kilku cywilów i zająć budynek dworca kolejowego, gdzie następnie mieli zostać zlikwidowani.

Taktyka wroga świadczy o tym, że Rosjanie najwyraźniej nie chcą podjąć frontalnego szturmu Pokrowska, tak jak wcześniej Bachmutu i Awdijiwki, ponieważ wiązałoby się to ze znacznymi stratami. Zamiast tego agresor stara się doprowadzić do przecięcia ostatnich dróg zaopatrzenia, prowadząc natarcie na zachód od miasta w kierunku szosy Pokrowsk–Pawłohrad oraz na północ w kierunku Dobropola. Natarcia w rejonie Myrnohradu i południowej części Pokrowska służą jako działania pomocnicze mające na celu związanie sił i środków obrońców.

Głównodowodzący sił ukraińskich generał Ołeksandr Syrski oświadczył, że wiosenno-letnia ofensywa armii rosyjskiej została skutecznie powstrzymana przez siły ukraińskie. Syrski stwierdził także, że „za cenę ogromnych strat przeciwnik osiągnął jedynie niewielkie postępy”. Jego oświadczenie zbiegło się z oceną rosyjskich strat dokonanych przez „The Economist”. W okresie od stycznia do 13 października br. wzrosły one względem lat 2022–2024 o prawie 60%. Od wybuchu pełnoskalowej wojny liczba ofiar rosyjskich miała wynieść od 984 tys. do 1 mln 148 tys., z czego od 190 tys. do 480 tys. poległych. Tygodnik ocenia też, że biorąc pod uwagę tempo ofensywy z ostatniego miesiąca, zajęcie pozostałego obszaru obwodów ługańskiego, donieckiego, chersońskiego i zaporoskiego zajęłoby Rosji kolejne cztery lata, zaś okupacja całości terytorium Ukrainy aż 103.

Armia rosyjska kontynuuje ataki powietrzne na obiekty infrastruktury energetycznej Ukrainy. 15 października doszło do kombinowanych dronowo-rakietowych uderzeń w obwodzie dniepropetrowskim (w Pawłohradzie i Kamieńskiem), czernihowskim (m.in. w Czernihowie i Niżynie), sumskim (m.in. w Sumach) oraz charkowskim (celem były m.in. obiekty infrastruktury wydobycia gazu), w wyniku czego na znacznych obszarach Ukrainy doszło do wyłączeń prądu. 16 października zaatakowane zostały z kolei obiekty energetyczne w obwodzie połtawskim i w Krzywym Rogu, składy kolejowe w Czernihowie oraz Muzeum Krajoznawcze i Dom Kultury w Chersoniu.

18 października celami ataków były Zaporoże, Sumy, Charków (jeden z dronów uderzył w akademik) oraz obiekty infrastruktury energetycznej w obwodzie czernihowskim (w rezultacie bez prądu pozostaje ponad 55 tys. abonentów). 19 października ponownie zaatakowano infrastrukturę energetyczną w obwodach czernihowskim i chersońskim oraz infrastrukturę kolejową w obwodzie sumskim.

W nocy z 20 na 21 października celami ataków były dzielnica przemysłowa Charkowa, obiekty energetyczne w obwodach czerkaskim, czernihowskim i dniepropetrowskim. Ogółem według Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy w okresie od 14 do 21 października agresor użył 887 różnego typu dronów uderzeniowych, w tym 550 bezzałogowców typu Shahed, siedmiu kierowanych rakiet X-59, 31 rakiet balistycznych Iskander M/KN-23 i dwóch manewrujących Iskander-K, dwóch pocisków hipersonicznych Kindżał, siedmiu rakiet S-300 oraz dziewięciu nieokreślonych typów. 197 rosyjskich bezzałogowców trafiło w cel, zaś obrona przeciwlotnicza unieszkodliwiła zaledwie 616 dronów i pięć rakiet.

Rosja przeprowadziła masowy atak na kopalnię węgla należącą do holdingu DTEK w obwodzie dniepropetrowskim. Pod ziemią przebywało wówczas 192 pracowników kopalni, którym ostatecznie udało się wydostać na zewnątrz. Był to już czwarty z rzędu atak na obiekty DTEK w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.

(...)

Sztab Generalny SZU poinformował, że w nocy z 15 na 16 października ukraińskie drony uderzyły w należącą do koncernu Rosnieftʹ rafinerię w Saratowie. Gubernator obwodu potwierdził atak, ale według Ministerstwa Obrony FR zestrzelono wszystkie 12 bezzałogowców. Strona rosyjska nie powiadomiła o żadnych zniszczeniach. Dzień później ukraińskie drony miały trafić w należącą do koncernu Łukoil rafinerię w miejscowości Kstowo w obwodzie niżnonowogrodzkim. Nie potwierdzono jednak skutków także i tego uderzenia.

W nocy z 16 na 17 października wojska rosyjskie prawdopodobnie zestrzeliły własny samolot Su-30SM podczas odpierania ataku ukraińskich bezzałogowców na Krymie. Drony uderzyły w skład paliw należący do sieci stacji benzynowych Atan w miejscowości Gwardiejskoje pod Symferopolem.

W nocy z 18 na 19 października ukraińskie drony uderzyły w rosyjską infrastrukturę naftową w obwodach samarskim i orenburskim. Sztab Generalny SZU poinformował, że celem ataku były rafinerie ropy naftowej w Nowokujbyszewsku w obwodzie samarskim oraz zakład przetwórstwa gazu ziemnego w Orenburgu. Według Agencji Reutera w Nowokujbyszewsku wstrzymano pracę dwóch instalacji, a ich naprawa może potrwać do początku listopada. Z kolei w Orenburgu czasowo wstrzymano przyjmowanie gazu z Kazachstanu.

osw.waw.pl

poniedziałek, 20 października 2025



Oficer ukraińskiej brygady działającej w kierunku Siwierska poinformował 17 października, że siły rosyjskie atakują wyłącznie pieszo w małych grupach piechoty przy wsparciu dronów i artylerii, zamiast atakować na motocyklach. Ukraiński oficer oświadczył, że siły rosyjskie dostosowały obecnie taktykę izolowania ukraińskich pozycji obronnych poprzez zakazanie ich logistyki.

understandingwar.org

niedziela, 19 października 2025



Podczas ostatniego spotkania w Waszyngtonie prezydent USA Donald Trump nakłaniał ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego do przyjęcia warunków Rosji, ostrzegając, że Władimir Putin zapowiedział "zniszczenie" Ukrainy, jeśli nie wyrazi ona na nie zgody - poinformował w niedzielę portal dziennika "Financial Times".

Brytyjski dziennik podał, powołując się na osoby zaznajomione z przebiegiem wydarzeń, że piątkowe spotkanie prezydentów w Białym Domu wielokrotnie przeradzało się w "krzykliwą wymianę zdań", podczas której Trump "przez cały czas przeklinał".

Źródła "FT" twierdzą, że prezydent USA odrzucał mapy linii frontu na Ukrainie, nalegał, aby Zełenski oddał Putinowi cały Donbas. Miał też wielokrotnie powtarzać - co do słowa - argumenty, które rosyjski przywódca przedstawił mu podczas rozmowy telefonicznej w czwartek i to nawet jeśli były one sprzeczne z jego własnymi niedawnymi wypowiedziami na temat słabości Rosji - poinformowali europejscy urzędnicy zaznajomieni z przebiegiem spotkania.

Chociaż stronie ukraińskiej ostatecznie udało się przekonać Trumpa do poparcia zamrożenia obecnych linii frontu, to jednak tak burzliwe spotkanie wydaje się odzwierciedlać zarówno niestabilność stanowiska prezydenta USA w sprawie wojny jak i jego gotowość do poparcia maksymalistycznych żądań Putina - podkreślił dziennik.

Zełenski i jego zespół udali się do Białego Domu z nadzieją, że przekonają Trumpa do dostarczenia Ukrainie dalekosiężnych pocisków manewrujących Tomahawk, ale prezydent USA ostatecznie odmówił tej prośbie.

Według europejskiego urzędnika posiadającego wiedzę na temat spotkania, Trump oświadczył, że ukraiński przywódca musi zawrzeć porozumienie. Amerykański prezydent powiedział Zełenskiemu, iż przegrywa wojnę, ostrzegając: "Jeśli (Putin) tego zechce, zniszczy cię".

W pewnym momencie prezydent USA odrzucił na bok mapy pokazujące przebieg linii frontu na Ukrainie - powiedział urzędnik. W wyemitowanym w niedzielę wywiadzie dla stacji Fox Business, Trump oświadczył, że jest przekonany o możliwości zakończenia konfliktu i dodał, że Putin zdobył pewne terytoria na Ukrainie.

W czwartek Putin złożył Trumpowi nową ofertę, zgodnie z którą Ukraina miałaby oddać kontrolowane przez siebie tereny w Donbasie w zamian za niewielkie obszary dwóch południowych regionów przyfrontowych - chersońskiego i zaporoskiego. Propozycja ta była niewielkim ustępstwem w stosunku do poprzedniej oferty, przedstawionej podczas spotkania Putina z Trumpem na Alasce w sierpniu - przypomniał "Financial Times".

Jednak oddanie pozostałej części Donbasu, która nadal znajduje się pod kontrolą Ukrainy jest dla Kijowa nie do przyjęcia, ponieważ oznaczałoby to przekazanie Rosji terytorium, którego nie udało się jej zdobyć pomimo wysiłków podejmowanych od czasu rozpoczęcia przez Putina inwazji na pełną skalę w 2022 roku.

Siły rosyjskie walczą o utrzymanie terenów w obwodach chersońskim i zaporoskim, które Putin zaoferował w zamian, i od 2022 r. nie osiągnęły tam praktycznie żadnych postępów na polu walki - podkreślił "FT".

- Oddanie (Donbasu) Rosji bez walki jest nie do przyjęcia dla społeczeństwa ukraińskiego i Putin o tym wie - powiedział Ołeksandr Mereżko, przewodniczący komisji spraw zagranicznych ukraińskiego parlamentu. Dodał, że Putin może forsować tę kontrowersyjną koncepcję "w celu wywołania podziałów na Ukrainie i osłabienia naszej jedności". - Nie chodzi o zdobycie większego terytorium dla Rosji, chodzi o to, jak zniszczyć nas od wewnątrz - wyjaśnił deputowany.

Fakt wykorzystania przez Trumpa argumentów Putina zniweczył nadzieje wielu europejskich sojuszników Ukrainy, sądzących, że prezydenta USA da się przekonać do silniejszego wsparcia dla Kijowa - ocenił dziennik.

Trzech innych europejskich urzędników poinformowanych o rozmowach w Białym Domu potwierdziło, że Trump spędził większość spotkania pouczając Zełenskiego, powtarzając argumenty Putina dotyczące konfliktu i nakłaniając go do przyjęcia rosyjskiej propozycji.

Jeden z europejskich urzędników, z którymi rozmawiał "FT", ocenił, że po spotkaniu Zełenski wydawał się być pesymistycznie nastawiony. Urzędnik stwierdził również, że europejscy przywódcy "nie byli optymistyczni, ale pragmatyczni w planowaniu kolejnych kroków".

W niedzielnym oświadczeniu Zełenski powiedział, że "konieczne są zdecydowane działania ze strony Stanów Zjednoczonych, Europy, krajów G20 i G7", aby zakończyć wojnę - poinformował "Financial Times". 

PAP

sobota, 18 października 2025



"Spotkanie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim było bardzo interesujące i serdeczne, ale powiedziałem mu, tak jak z całą stanowczością zasugerowałem prezydentowi Putinowi, że czas powstrzymać zabijanie i zawrzeć UKŁAD!" - napisał Trump na portalu społecznościowym Truth Social. "Dość już przelano krwi, granice posiadania zostały wyznaczone przez wojnę i krew. Powinni się zatrzymać tam, gdzie są. Niech obie strony zadeklarują zwycięstwo, niech zadecyduje Historia!" - dodał Trump.

Prezydent USA wezwał do zaprzestania zabijania i wydawania "niemożliwych do utrzymania sum pieniędzy". "Tysiące ludzi jest masakrowanych każdego tygodnia - KONIEC Z TYM, WRACAJCIE DO DOMU DO SWOICH RODZIN W POKOJU!" - zaznaczył.

Pytany o ten wpis prezydenta USA podczas konferencji prasowej po spotkaniu w Białym Domu, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że zgadza się z jego zdaniem, lecz zaznaczył, że przeszkodą w tym jest Putin, a nie on. Zełenski sugerował przy tym, że zgadza się, iż Ukraina odniosła sukces, powstrzymując agresję o wiele większego sąsiada.

- Prezydent (Trump) ma rację, powinniśmy zatrzymać się tam, gdzie jesteśmy, a potem rozmawiać. Inne zespoły mogą spotkać się i zdecydować, co zrobić, jak podjąć prawdziwe kroki prowadzące do prawdziwego pokoju, sprawiedliwego i trwałego pokoju (...) Ale między nami, tu chodzi o Putina, bo nie my zaczęliśmy tę wojnę - skwitował ukraiński prezydent.

PAP