sobota, 4 października 2025



Maciek Kucharczyk: - Gdyby zadzwonił kolega z Polski i powiedział, że boi się wojny, bo niedawne wtargnięcie rosyjskich dronów, bo incydenty nad Bałtykiem, to co by Pan mu powiedział?

Michael Kofman: Że choć rosyjskie prowokacje zbrojne są powodem do niepokoju, to wojna jest mało prawdopodobna. Nawet kiedy dochodzi do incydentów zbrojnych, należy pamiętać, że to nie incydenty same w sobie zaczynają wojny. Te wybuchają z powodów politycznych. Państwa wszczynają wojny, ponieważ chcą w ten sposób zrealizować jakieś swoje cele. Nie z powodu incydentu, na przykład zestrzelenia jednego samolotu.

- A czy Rosja nie ma celów prowadzących do wojny z NATO?

Jestem bardzo sceptyczny co do tego, żeby rosyjskie przywództwo chciało otwartej wojny z Sojuszem, bo ten byłby w stanie zdecydowanie wygrać. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek mógł wątpić w wiarygodność i zdolność NATO do odstraszania. Tak konwencjonalnego, jak i jądrowego. Niezależnie od tego, przygotowywanie się, pokazywanie swojego potencjału i woli jego użycia, jest bardzo ważne w zapobieganiu wojnie.

- A czy Rosja nie ma celów prowadzących do wojny z NATO?

Jestem bardzo sceptyczny co do tego, żeby rosyjskie przywództwo chciało otwartej wojny z Sojuszem, bo ten byłby w stanie zdecydowanie wygrać. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek mógł wątpić w wiarygodność i zdolność NATO do odstraszania. Tak konwencjonalnego, jak i jądrowego. Niezależnie od tego, przygotowywanie się, pokazywanie swojego potencjału i woli jego użycia, jest bardzo ważne w zapobieganiu wojnie.

- Czy w ogóle rosyjskie wojsko mogło się porywać na NATO bez zakończenia wojny w Ukrainie?

Nie wydaje mi się, żeby Moskwa próbowała konfrontacji z NATO bez uporządkowania tej kwestii. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas. Choć trzeba mieć na uwadze, że polityczna decyzja o pójściu na wojnę nie musi być oparta o racjonalną i profesjonalną analizę potencjału militarnego. Wiele zależy od tego, jak skończy się wojna Rosji z Ukrainą, zakładając, że w ogóle skończy się w najbliższej przyszłości. Bezpieczeństwo Europy w pewnym stopniu zależy od jej wyniku. Państwa europejskie stoją przed ważnym wyborem w kwestii przyszłości swojego kontynentu. Czyli czy postarają się zapewnić, aby armia ukraińska pozostała istotną siłą nawet po zakończeniu wojny, czy skupią się głównie na swoim własnym bezpieczeństwie.

Patrząc z dystansu, warto zaznaczyć, że odbudowanie rosyjskiego potencjału wojskowego to nie pytanie "czy", ale "kiedy". Debata w kręgach analitycznych toczy się głównie nad tym, czy będzie to 5, czy 7 lat, zanim Rosja będzie znów zdolna do prowadzenia operacji bojowych na dużą skalę, stanowiących zagrożenie dla członków NATO. W przypadku działań na mniejszą skalę, na przykład wymierzonych w kraje bałtyckie, można mówić o znacznie krótszej perspektywie.

- Zakładając czarny scenariusz, że nie zdołamy jednak odstraszyć Rosji i ta postanowi wykorzystać siłę w swojej polityce wobec NATO, to jakiej właściwie wojny możemy się spodziewać?

Wszystko zależy od tego, jakie cele zostałyby postawione przed rosyjskim wojskiem. To one decydują o późniejszej strategii militarnej i o tym, jak zostają użyte siły zbrojne. Każda wojna ma swój własny kontekst i też toczy się w innych warunkach geograficznych. Tak więc patrzenie na to, jak teraz wygląda wojna Rosji z Ukrainą i wyobrażanie sobie, że coś takiego będzie działo się na przykład w państwach bałtyckich, nie jest pomocne. Co więcej, byłbym ostrożny w wyciąganiu wniosków ze złej fazy konfliktu. Czyli z tej obecnej, a nie na przykład wstępnej, która była znacznie bliższa klasycznej wojnie z użyciem manewru i siły ognia. Ponadto zaczynając konflikt z NATO, Rosja miałaby na pewno inne założenia i plany, niż kiedy zaczynała z Ukrainą. Wobec tego wszystkiego wydaje mi się wątpliwe, aby taka wojna potoczyła się w sposób podobny do tej obecnej.

- Po co w ogóle Kreml miałby chcieć zaczynać wojnę z NATO? W 2022 roku mogło się wydawać, że najazd na Ukrainę nie ma sensu. Teraz podobnie ruszanie na NATO wydaje się nie nieść zysku dla Kremla. Może jednak coś przeoczamy?

Ważne jest, by wyciągać wnioski z tego, co się stało, ale warto jednak mieć pewien dystans. Prawdopodobieństwo wojny pozostaje w mojej ocenie małe, choć wyższe po inwazji na Ukrainę. Warto jednak zastanowić się, dlaczego w 2022 roku Moskwa tak bardzo źle oceniła sytuację oraz dlaczego dysponująca tak dużymi siłami lądowymi Ukraina nie zdołała odstraszyć Rosjan. Można to ująć w ten sposób, że właśnie z powodu tego, co stało się w 2022 roku, nie możemy teraz bagatelizować możliwości pełnoskalowej wojny konwencjonalnej, pomimo względnie małego prawdopodobieństwa jej wybuchu. Właśnie z powodu ryzyka wystąpienia takich konsekwencji, jak te, które widzimy teraz na Ukrainie.

To, co mnie bardziej martwi, to że Rosja może próbować stworzyć kryzys, który będzie testem woli USA do pozostania zaangażowanymi w bezpieczeństwo Europy. To właściwie może się dziać już w tej chwili. Dla Moskwy rozmowa o NATO to głównie kwestia obecności militarnej USA w Europie. Podejrzewam, że nikt nie rozumie tego lepiej niż Polacy, którzy od dawna konsekwentnie pracują nad zwiększeniem amerykańskiej obecności wojskowej w swoim kraju i zobowiązań Waszyngtonu wobec niego. Wobec tego jednym z powodów potencjalnej wojny oraz stojących za nią założeń mogłoby być to, że Moskwa przestanie wierzyć w amerykańskie zaangażowanie w bezpieczeństwo Europy.

Tak czy inaczej, dzisiaj wydaje mi się, że to nie wojna, ale naciski ze strony Rosji poparte groźbą użycia siły, są poważniejszym problemem. Moskwa zdaje się być coraz bardziej bezczelna i podejmująca coraz większe ryzyko. Rosyjskie działania można traktować jako mające na celu zastraszać poszczególnych członków NATO i rzucić wyzwanie całemu sojuszowi.

- Mówił Pan, że chyba nie ma takich, którzy nie wierzą w zdolność odstraszania NATO. Jednak nowa administracja w Waszyngtonie nie pomaga europejskim sojusznikom czuć się pewnie. Wiarygodność USA w tym zakresie istotnie tu spadła.

To, co istotne, to że Europejczycy zdołali na razie utrzymać status quo, czyli zaangażowanie USA w europejskie bezpieczeństwo. Jednak niewątpliwie widzę nadchodzące zmiany. Wiele powiedzą nowe dokumenty strategiczne opracowywane w Waszyngtonie. Jest jednak widoczne, że jesteśmy w trakcie procesu większego skupienia się na obronie naszego własnego terytorium, rywalizacji z Chinami i przeniesienia ciężaru odstraszania oraz obrony w Europie na barki europejskich sojuszników. Tego ciężaru na razie nie jesteście gotowi unieść, biorąc pod uwagę ograniczenia europejskich wojsk oraz przemysłu zbrojeniowego. (...)

- Co w takiej rzeczywistości możemy lepiej robić, żeby jednak tę kwestię udźwignąć i odstraszyć Rosjan?

Wszyscy musimy bardziej się starać w kwestii wspomnianych lekcji z Ukrainy i poprzeć to odpowiednimi inwestycjami. Ogólnie rzecz biorąc, Europa jest na dobrej drodze, zwiększając wydatki na obronność i starając się ograniczać zależność od USA. Jednak jeszcze wiele lat do tego, aby była w stanie prowadzić samodzielnie operacje na dużą skalę. Bez USA pełniących rolę przewodnią i spinających cały wysiłek w całość. Oznacza to, że państwa europejskie muszą czynić największe inwestycje nie tylko w zwiększaniu swoich wojsk, ale też w budowie zdolności do działania z minimalnym wsparciem amerykańskim.

gazeta.pl

piątek, 3 października 2025



Autor artykułu Katsuji Nakazawa, były wieloletni korespondent Nikkei w Chinach, ocenia, że działania te stawiają pod znakiem zapytania stabilność w siłach zbrojnych.

Czystki sprawiły, że Centralna Komisja Wojskowa (CKW), kluczowy organ dowodzenia armią, na którego czele stoi Xi, skurczyła się z siedmiu do zaledwie czterech członków.

W listopadzie 2024 r. zawieszono członka CKW admirała Miao Hua z powodu "poważnych naruszeń dyscypliny", co jest eufemizmem często używanym w odniesieniu do korupcji. Od marca br. nie widziano publicznie generała He Weidonga, jednego z dwóch wiceprzewodniczących CKW, a w 2023 r. zdymisjonowano ministra obrony Li Shangfu.

Stały Komitet Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych, sprawujący władzę między sesjami parlamentu, ogłosił 12 września odwołanie czterech wysokich rangą oficerów wojska, w tym generała Wanga Chunninga, ze stanowisk deputowanych. Wang, były dowódca Chińskiej Policji Zbrojnej (PAPF), zniknął po publicznym wystąpieniu w sierpniu.

Ogłoszenie odwołania Wanga, jak zwraca uwagę Nikkei Asia, nastąpiło dopiero dziewięć dni po wielkiej paradzie wojskowej z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej na Dalekim Wschodzie, by uniknąć niezadowolenia w siłach zbrojnych.

Zdaniem Nakazawy oczekuje się, że na IV plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, które odbędzie się 20-23 października w Pekinie, zabraknie zawieszonych członków CKW. Autor publikacji ocenia, że plenum, choć formalnie poświęcone planom gospodarczym, będzie kluczowe dla obsadzenia wakatów i przywrócenia równowagi sił w chińskim wojsku, a decyzje personalne wskażą przyszły kierunek polityczny ChRL.

gazeta.pl


Premier Albanii Edi Rama został sfilmowany, jak żartuje z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem podczas spotkania Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Kopenhadze w czwartek.

— Powinieneś nas przeprosić [...]. Nie pogratulowałeś nam porozumienia pokojowego, które prezydent Trump zawarł między Albanią a Azerbejdżanem — powiedział Rama do Macrona, co doprowadziło Alijewa do wybuchu śmiechu.

— Przepraszam — odpowiedział żartobliwie Macron. 

/Ważne: Macron rozmawiał przyjaźnie z Alijewem. - red./

gazeta.pl


Prokurator oskarżył kapitana oraz pierwszego i drugiego oficera tankowca Eagle S o zniszczenie pięciu podmorskich kabli, w tym energetycznego oraz telekomunikacyjnych, w Zatoce Fińskiej w Boże Narodzenie 2024 r. Domagał się dla odpowiedzialnych za to członków załogi co najmniej dwóch i pół roku więzienia.

Według sądu uszkodzenia kabli miały miejsce w wyłącznej strefie ekonomicznej Finlandii, ale czyny te "nie wyczerpały znamion aktu poważnego zniszczenia infrastruktury (sabotażu) dla fińskiego sektora energetycznego lub telekomunikacyjnego".

W ocenie składu sędziowskiego zarzucane przez oskarżyciela "zaniedbania" załogi są związane z ich obowiązkami na statku, dlatego też należy uznać, że "był to wypadek morski w rozumieniu Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza, w przypadku którego jurysdykcja karna należy do sądu w państwie bandery statku lub obywatelstwa oskarżonych".

Według śledczych do przerwania kabli doszło poprzez przeciągnięcie po dnie morza kotwicy statku na odcinku około 90 km. Starsi oficerowie Eagle S, zarejestrowanego wówczas na Wyspach Cooka i płynącego z rosyjskiego portu Ust-Ługa z ładunkiem ropy, odpowiadali za bezpieczne przejście szlakiem morskim w kierunku Egiptu, nawigację i eksploatację jednostki. Zakończone dochodzenie koncentrowało się na tym, w jakim stopniu członkowie załogi powinni byli zauważyć, że kotwica wpadła do morza. Akt oskarżenia opierał się z kolei na założeniu, że podnośnik kotwicy był w tak złym stanie, że załoga statku powinna była to zauważyć, tym samym — jak utrzymywali — był to "czyn umyślny", a nie przypadkowy.

(...)

Sąd uznał w piątek, że państwo fińskie będzie musiało pokryć koszty procesowe w wysokości prawie 200 tys. euro.

onet.pl


— W normalnych okolicznościach nie powinniśmy go wydawać, ale ponieważ ścieżka związana z europejskim nakazem aresztowania została uruchomiona, teraz wszystko zależy od sądu. W sprawach związanych z tą procedurą pole manewru nie jest duże — mówi nam rozmówca związany ze służbami specjalnymi.

Wołodymyr Z. został zatrzymany kilka dni temu pod Warszawą, gdzie mieszkał. Nigdzie się nie ukrywał i wiedział, że został wobec niego w Niemczech wydany europejski nakaz aresztowania (ENA).

Co więcej, już rok temu w związku z ENA w jego miejscu zamieszkania zjawiła się policja, ale Ukraińca nie było. Funkcjonariusze zabrali stamtąd jedynie pewne dokumenty. Później Wołodymyr Z. wrócił do Polski, jednak przez długi czas nie był przez nikogo niepokojony.

To miało się zmienić, jak twierdzi RMF FM, po tym, gdy mężczyzna postanowił kupić nieruchomość w Pruszkowie. Jako cudzoziemiec w takim przypadku podlega specjalnym procedurom kontrolnym. Jego dane trafiły do zajmującej się tym jednostki Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

— Policjanci zostali postawieni w sytuacji, w której nie mieli wyjścia i musieli go zatrzymać. Jeżeli człowiek wyświetlił się w kilku systemach, to nie ma możliwości, by funkcjonariusze nie zareagowali — słyszymy w resorcie.

(...)

Polska prokuratura ma niewiele możliwości, by próbować blokować wniosek Niemców: — W praktyce chyba tylko raz spotkałem się z sytuacją, gdy prokurator na sali sądowej przedstawił wniosek o wydanie podejrzanego w ramach ENA, a jednocześnie podkreślił, że się z nim nie zgadza. To jednak absolutna rzadkość — słyszymy od jednego ze śledczych.

Nasi rozmówcy w prokuraturze podkreślają, że jej rola jest raczej czysto formalna, a sąd będzie musiał się opierać na przepisach w tym zakresie, a te wskazują obligatoryjne przesłanki, które mogłyby uzasadnić niedopuszczalność wydania Niemcom Wołodymyra Z.

Te są jednak ściśle określone. Nie można wydać danej osoby w ramach ENA m.in. ze względu na prawomocny wyrok zapadły w innym kraju Unii Europejskiej, zagrożenie dla wolności i praw człowieka czy to, że nakaz wydany został w związku z przestępstwem popełnionym bez użycia przemocy z przyczyn politycznych.

Prokurator: — Sąd nie będzie miał łatwego zadania, zwłaszcza że sprawy związane z realizacją ENA są bardzo delikatne. Opieramy się tu na wzajemnym zaufaniu krajów, które należą do tego systemu. Jeśli Niemcy uznają, że Polska celowo i z przyczyn pozaprawnych blokuje wydanie Wołodymyra Z., mogą w przypadku naszych wniosków zachowywać się podobnie. Mogłoby się zdarzyć, że wydanie kogoś takiego jak Łukasz Ż. [sprawca śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, zatrzymany w Niemczech i wydany Polsce] będzie w przyszłości trudniejsze.

onet.pl


W czwartek (2 października) Władimir Putin wystąpił na corocznym spotkaniu klubu dyskusyjnego "Wałdaj" w Soczi. Jednym z poruszonych przez niego tematów było zwiększanie wydatków na obronność w państwach europejskich. Sugerował, że stanowi to zagrożenie dla Rosji. - Nie możemy ignorować tego, co się dzieje - ze względu na nasze bezpieczeństwo - mówił. - Czy to tylko puste słowa, czy może nadszedł czas, abyśmy podjęli środki zaradcze? (...) Myślę, że nikt nie ma wątpliwości, że takie działania zmuszą Rosję do podjęcia odpowiednich kroków. Wydaje mi się, że odpowiedź na te groźby będzie, delikatnie mówiąc, bardzo przekonująca - kontynuował. Zaapelował także do państw zachodnich: - Nie prowokujcie. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak, aby prowokator nie skończył źle. Nie będzie tu żadnego wyjątku. 

Prezydent Rosji w swoim wystąpieniu ponownie oskarżył państwa zachodnie o rzekome podżeganie do wojny. - Rządzące elity zjednoczonej Europy wciąż podsycają histerię. Mówią, że wojna z Rosją jest praktycznie na wyciągnięcie ręki. Powtarzają te bzdury jak mantrę w kółko - mówił. Stwierdził następnie, że Zachód mówi, że Rosja zamierza zaatakować w NATO, ale "sam w to nie wierzy". - Albo są niebywale niekompetentni, jeśli naprawdę w to wierzą, bo w te bzdury nie da się wierzyć, albo są po prostu nieuczciwi - dodał. - Chcę po prostu powiedzieć (europejskim przywódcom - red.): Uspokójcie się, śpijcie spokojnie i zajmijcie się w końcu swoimi problemami - powiedział Putin. 

gazeta.pl


Gruzińska gospodarka tak samo jak armeńska oraz azerbejdżańska skorzystała z sytuacji wynikającej z rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Napływ kolejnych fal rosyjskich migrantów przełożył się na zarówno na konsumpcję, jak i na zwiększenie produktywności. Jednak znaczeniu wpływu rosyjskiej migracji oraz napływu rosyjskiego kapitału będzie spadał z roku na rok. Nie oznacza to jednak, że wszyscy Gruzini skorzystali na tym dodatkowym czynniku. Większość z nich nie była też z tego faktu zadowolona, że aż tylu Rosjan przybywa do ich kraju. Dezaprobatę z tego powodu wyrażało w 2022 r. około 78% Gruzinów. Wówczas obawiali się oni wzrostu znaczenia rosyjskiego kapitału w gruzińskiej gospodarce. Jednak gruzińska gospodarka zarabiała i nadal zarabia na procederze omijania zachodnich sankcji nałożonych na Rosję, biorąc udział w procesie reeksportu. Drugim czynnikiem wyrażającym obawy była kwestia inflacji. 

Gruzińska gospodarka była w stanie zachować prawie dwucyfrowy wzrost gospodarczy przy jednoczesnym spadku wskaźnika ogólnego poziomu cen – inflacji. W 2021 r. wynosiła aż 9,6%. Co jednak istotne, napływ dodatkowego kapitału z zagranicy, m.in. rosyjskiego w 2022 r., przełożył się na dalszy wzrost inflacji. W 2022 r. jej poziom wyniósł 11,9%., co było najwyższy wynikiem w XXI w. W 2023 r. zaczęła gwałtownie spadać do poziomu 2,5% Dalszy spadek utrzymał się w 2024 r., a inflacja wyniosła wtedy 1,1%. Tendencja ta odzwierciedla brak znaczących wstrząsów podażowych, które utrzymywały inflację na niskim poziomie pomimo wyższych kosztów transportu i wspomnianego już wzrostu gospodarczego. Inflacja cen żywności spadła z 3,9% do praktycznie zera. W 2024 r. spadły też ceny innych towarów o 0,6% po wzroście o 4% w 2023 r., podczas gdy inflacja w usługach pozostała prawie niezmieniona na poziomie 2,2%. W zaistniałej sytuacji Narodowy Bank Gruzji, czyli gruziński bank centralny obniżył stopy procentowe już w maju 2024 r. do poziomu 8%. W marcu 2022 r. wynosił on przykładowo 11%, a we wrześniu 2023 r. 10%. Pierwotne podnoszenie stóp procentowych przełożyło się na zaostrzenie warunków udzielania kredytów konsumenckich. Przykładowo osoby zarabiające mniej niż 1500 lari (około 550$) nie mogły przeznaczyć na pożyczę kwoty przekraczającej 25% miesięcznego wynagrodzenia. Co więcej, maksymalny okres spłat kredytów konsumenckich skrócono z czterech do trzech lat. Działalność banku centralnego zdołała utrzymać wartość waluty narodowej lari w stosunku do dolar amerykańskiego, szczególnie w latach 2023-2024. W 2025 r. zanotowano odwrócenie tej tendencji na co wpływ ma sytuacja wewnątrz polityczna w kraju. 

(...)

W 2022 r. Gruzję zamieszkiwało 3,689 mln, w 2023 r. 3,736 mln, a w 2024 r. 3,695 mln osób. Widoczny jest diametralny skok za 2023 r., co ma związek z rosyjską migracją do tego kraju. Do Gruzji przybyło w 2022 r. około 100 tys. Rosjan, z czego tylko część z nich została już na stałe. W 2023 r. migracja z Gruzji zaczęła się zwiększać, co widać po spadku ludności za 2024 r. Szczególnie widać to po obywatelach Federacji Rosyjskiej, którzy w większości wracają do swojego kraju.

Jak prezentowała się stopa bezrobocia? W 2021 r. wyniosła ona 20,6%. W kolejnych latach jej poziom zaczął spadać. W 2022 r. stopa bezrobocia wyniosła 17,3%, a w 2023 r. 16,4%. W 2024 r. oscylowała na poziomie 13,9%, ale za pierwszy kwartał 2025 r. zaobserwowano jej wzrost na poziomie 14,7%. Stopa bezrobocia zmalała, ale nie w sposób drastyczny. Na wzrost ilości osób zatrudnionych mogła mieć wpływ migracja Rosjan rejestrujących swoją działalność gospodarczą, a tym samym zasilający gruziński rynek pracy osobami aktywnymi zawodowo. Wzrost stopy bezrobocia może wynikać ze wspominanego powrotu obywateli rosyjskich do swojej ojczyzny. W tym wypadku niezbędne będzie zwiększenie inwestycji publicznych. W szczególności gdy weźmie się pod uwagę, że spada poziom napływu kapitału zagranicznego, co ma też związek z obecną sytuacją polityczną w Gruzji. 

(...)

Perspektywa braku zwiększenia udziału kapitału zagranicznego, w tym wypadku zachodniego, nasuwa jedno pytanie – jak wygląda oraz będzie wyglądać uzależnienie gruzińskiej gospodarki od tej rosyjskiej? Na obecny moment można przypuszczać, że zależność ta będzie się pogłębiać. Tendencja ta była zauważalna już przed inwazją rosyjska na Ukrainę. Gruzja nadal importuje z Rosji energię elektryczną oraz węglowodory, choć te drugie pozyskuje również od Azerbejdżanu. Najistotniejsze w tym profilu są rosyjskie paliwa. Nie będzie to zadziwiające, że większość gruzińskich firm związanych z sektorem energetycznych ma istotny udział rosyjskiego kapitału. Innymi, istotnymi towarami pozyskiwanymi przez Gruzję z rosyjskiego rynku jest tamtejsza żywność, głównie pszenicę. To, co może stanowić zagrożenie dla gruzińskich firm z udziałem rosyjskiego kapitału są zachodnie sankcje. Z takim problemem borykała się m.in. spółka Borjomi, w przypadku której gruzińskie władze musiały stać się większościowym udziałowcem. Mimo to ilość firm zarejestrowanych przez Rosjan od 2022 r. szacuje się na ponad 37,4 tys. To przekłada się też na coraz więcej nieruchomości pozyskiwanych przez rosyjskich obywateli. Rządzące Gruzińskie Marzenie przyjmuje tę sytuację z dużą dozą optymizmu. Każdą formę pozyskania zagranicznego kapitału traktuje w kategoriach potencjalnego zysku. To wyraża się również w relacjach handlowych na linii Tbilisi-Moskwa, które wzmocniły się po rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Gruziński wolumen wymiany handlowej uległ znaczącym zmianom w związku z kolejną odsłoną wojny rosyjsko-ukraińskiej. W 2021 r. całkowity wolumen handlowy wyniósł około 14,34 mld $. Bilans handlowy dla Gruzji pozostawał ujemny. Stosunek eksportu do importu wyniósł 4,24 mld $ do 10,1 mld $. Najważniejszym partnerem handlowym były wtedy kraje Wspólnoty Niepodległych Państwa. Kraje te miały 34% udział w całkowitym wolumenie handlowym Gruzji, co odpowiada 4,84 mld $. Głównym partnerem handlowym wśród krajów WNP była Federacja Rosyjska (11% – 1,63 mld $). Natomiast udział krajów unijnych wynosił 3,03 mld $ (21%). Największy udział wśród nich miała Republika Federalna Niemiec (8% – 1,16 mld $) Dosyć wysoko plasowały się Republika Turecka (15% – 2,15 mld $), Stany Zjednoczone (6% – 0,84 mld $) oraz Chińska Republika Ludowa (10% – 1,49 mld $). W 2022 r. odnotowano już diametralny wzrost całkowitej wymiany handlowej. Ta wyniosła 19,13 mld $. Większy przyrost wartości zanotował import niż eksport. Te wyniosły odpowiednio 13,55 mld $ i 5,58 mld $. Za 2023 r. wolumen wymiany handlowej nadal wzrastał i wyniósł 21,69 mld $, przy imporcie oszacowanym na 15,6 mld $ oraz eksporcie na poziomie 6,09 mld $. Widać znaczący wzrost wolumenu wymiany handlowej w pierwszych dwóch latach od rozpoczęcia inwazji rosyjskiej na Ukrainę. W 2024 r. ten nadal rósł i wyniosła 23,55 mld $. Import osiągnął wartość 16,99 mld $, a eksport 6,56 mld $. W związku z tym poziom wolumenu handlowego z zeszłego roku był o ponad półtora razy większy niż ten w 2021 r. Natomiast największy skok w wartościach bezwzględnych został odnotowany w 2022 r. – o 4,79 mld $ w porównaniu z poziomem wymiany handlowej sprzed inwazji rosyjskiej na Ukrainę. Pozostaje nam przyjrzeć się temu jak zmieniał się w tych latach wolumen handlowy z poszczególnym krajami oraz organizacjami politycznymi.

Pierwszym i najważniejszym partnerem handlowym Gruzji pozostała Wspólnota Niepodległych Państwa na czele z Federacją Rosyjską. Całkowity wolumen wyniósł w 2022 r. 6,41 mld $ (34% udział w całości wymiany handlowej), w 2023 r. 7,32 mld $ (34%), a w 2024 r. 7,83 mld $ (33%). Wzajemna wymiana handlowa w liczba bezwzględnych wzrosła półtora razy w porównaniu z wynikiem sprzed inwazji rosyjskiej na Ukrainę. O ile wartość eksportu wzrosła z poziomu 2,02 mld $ do 4,53 mld $, tak importu diametralnie wzrosła w 2022 r., ale w kolejnych latach zaczęła spadać z 3,72 mld $ w 2022 r. na 3,30 mld $ w 2024 r. Mimo to utrzymała się na wyższym poziomie niż sprzed 2022 r. Wartość wolumenu handlowego z Federacją Rosyjską wyniósł 2,53 mld $ (11%). Co ciekawe, Gruzja notowała większe wartości eksportu z innymi krajami WNP – Kirgistanem, Kazachstanem, Armenią i Azerbejdżanem. Dane te wskazują na udział Gruzji w procesie reeksportu, który pomaga Federacji Rosyjskiej w omijaniu zachodnich sankcji. Rząd w Tbilisi nie przyłączył się do nich, a wręcz przeciwnie – postanowił zarobić na tej sytuacji, co doprowadziło do ochłodzenia relacji z Ukrainą. Porty Gruzji były też istotne dla procederze reeksportu w którym brała i bierze udział Republika Armenii. Były one dosłownym pomostem dla Erywania oraz Moskwy. Zdarzały się jednak sytuacja, gdy gruzińskie władze uginały się pod presją świata zachodniego, co przełożyło się np. na spadek wartości reeksportu aut. Choć śledztwo reporterów Sky News wykazało, że proceder ten jest kontynuowany. Jak widać brak relacji dyplomatycznych nie przeszkadza w pogłębianiu tych handlowych. Gruzja korzysta na takim układzie z Federacją Rosyjską, a przystąpienie do wojny handlowej z tym krajem byłoby katastrofalne dla gruzińskiego sektora rolniczego oraz przetwórczego, który notował do tej pory wzrost. Federacja Rosyjska jest m.in. największym importerem gruzińskich alkoholi, w tym głównie, win. Embargo pomiędzy Rosją a Gruzją trwające od 2006 do 2013 r. bardzo mocno uderzyło w gruzińską gospodarkę. Wznowienie pełnych relacji handlowych było jednym z priorytetów rządów Gruzińskiego Marzenia. Gruzińskie wina po dzień dzisiejszy są głównym towarem eksportowym, zaś w przypadku importu były to węglowodory. W związku z tym rządzące Gruzińskie Marzenie będzie kontynuować proceder pogłębienia relacji handlowych z Rosją. Mimo, że konsekwencją tej praktyki może być dalsze uzależnienia się od tego państwa. 

Drugim, najważniejszym partnerem handlowym pozostała Unia Europejska. Wolumen handlowy z Brukselą osiągnął w 2022 r. 3,96 mld $ (21% udział w całości wymiany handlowej), w 2023 r. 4,53 mld $ (21%), a w 2024 r. 5,19 mld $ (22%). W przypadku wymiany handlowej z UE, całkowity wolumen handlowy zanotował niższy wzrost niż w przypadku tej z krajami WNP. O ile wartość eksportu zanotowała skok do poziomu 0,86 mld $ w 2022 r., tak potem zaczęła ona spadać do 0,57 mld $ w 2024 r. Całkowicie odwrotny trend można zauważyć w przypadku importu. W 2022 r. wyniósł on 3,06 mld $, tak w 2024 r. było to już 4,62 mld $. Jest to wzrost o 150%. Wartość importu wyniosła 1,33 mld $ w 2024 r., przy eksporcie wynoszącym ponad 50 mln $. Jest to ogromna dysproporcja. Gruzja głównie importowała z Niemiec maszyny, auta oraz części do nich. Jest to tylko jeden z przykładów procesu reeksportu, w którym uczestniczą też pozostałe kraje Kaukazu Południowego oraz Azji Centralnej. 

(...)

Jak prezentuje się dalsza perspektywa handlowa Gruzji? Dla rządu w Tbilisi najważniejszymi partnerami pozostaną kraje WNP. Takie stanowisko wprost wyraził przewodniczący gruzińskiego parlamentu Szalwa Papuaszwili. 28 listopada ub. r. Stwierdził na antenie telewizji Rustawi 2, że potencjalne członkostwo w UE oznacza zerwanie wielu umów z krajami WNP oraz Chińską Republiką ludową, a te są istotne dla Gruzji. Warte odnotowania jest to, że praktycznie z każdym istotniejszym partnerem handlowym Gruzja miała ujemny bilans handlowy. Wyjątkiem są właśnie niektóre kraje WNP – Kirgistan, Kazachstan, Armenia i Azerbejdżan. Kluczowe jest też to, że gruziński polityk wspomina współpracę z Chinami obok krajów WNP. Chiński kapitał jest coraz istotniejszym składnikiem w strukturze gruzińskiej gospodarce, ale również handlu. Gruzja, obok Azerbejdżanu, ma się stać istotnym elementem tzw. Korytarza Środkowego biegnącego właśnie z Chin przez kraje Azji środkowej oraz Kaukaz Południowy w kierunku krajów europejskich. Jego rola wzrosła po rosyjskiej inwazji na Ukrainie blokując dalszy rozwój tzw. Korytarza Północnego biegnącego przez terytorium Federacji Rosyjskiej oraz Republiki Białorusi. Jednym z istotnych elementów Korytarza Środkowego będzie budowa portu Anaklia. Przetarg na ten projekt wygrało chińskie konsorcjum. Tym, co najmocniej wyraziło przyszłe pogłębienie współpracy chińsko-gruzińskiej było podpisanie partnerstwa strategicznego przez oba kraje w 2023 r. Stale będzie rosnąć też współpraca z najważniejszym partnerem handlowym jakim nadal pozostaje Republika Turecka. Gruzińskie władze wielokrotnie podkreślały tę współpracę obok tych gospodarczej oraz politycznej. Relacje handlowe z krajami WNP, Chin oraz Turcji mają jedną przewagę nad tymi z krajami Unii Europejskiej czy USA – nie przykładają takiej wagi do kwestii praw człowieka czy demokracji. To natomiast może się negatywnie odbić  współpracy handlowej z Brukselą i Waszyngtonem. Z drugiej strony normy jakie musi spełniać rynek gruziński na tych rynkach, a w szczególności na unijnym, nadal są bardziej wygórowane niż te stawiane przez pozostałych partnerów handlowych. Mimo to znaczenie Gruzji w handlu międzynarodowym będzie stale rosnąć ze względu na wspomniany Korytarz Środkowy oraz współpracę energetyczną Azerbejdżanu z Unią Europejską. Gruzja jest krajem tranzytowym dla azerbejdżańskich węglowodorów, które następnie są transportowane przez terytorium Turcji do krajów unijnych. 

centrumrosja.com


W Kopenhadze trwa szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej. W trakcie rozmów przywódców z dziennikarzami doszło do konfrontacji między Tuskiem a Orbanem. "Guardian" relacjonuje, że gdy polski premier rozmawiał z reporterami, jeden z nich wykrzyknął pytanie w kierunku węgierskiego lidera, który nieopodal także odpowiadał na pytania dziennikarzy. Wtedy Orban podszedł do Tuska i stwierdził przed kamerami, że "prawdziwe zagrożenie" dla Europy to "stagnacja i utrata konkurencyjności". - Jesteśmy silniejsi od Rosji. Oprzyjcie swoją wiedzę na faktach. Mamy 400 mln ludzi, a Rosja ma ponad 130 mln - mówił. Jak dodał, europejskie PKB jest większe niż rosyjskie. - Wydajemy więcej na wojsko niż Rosja. Więc czemu się boimy? Jesteśmy silniejsi od nich - stwierdził Orban. - Pytanie, czy mamy przywódców, którzy się zjednoczą i będą razem bronić naszych interesów. Powinniśmy to robić - dodał. - Uwielbiam, gdy używasz moich argumentów - odpowiedział na to Tusk. 

gazeta.pl

czwartek, 2 października 2025



Vance zapowiedział możliwe zwolnienia podczas briefingu w Białym Domu. Zasugerował, że im dłużej trwa shutdown, tym bardziej prawdopodobne będą redukcje zatrudnienia na dużą skalę.

- Chcemy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc narodowi amerykańskiemu, ale kiedy Demokraci zamknęli państwo, musimy przeprowadzić małą selekcję, aby upewnić się, że zagwarantowane zostaną najważniejsze i najważniejsze usługi - powiedział wiceprezydent. - Jeśli shutdown będzie się przedłużał, będziemy musieli zwolnić część osób. Nie podoba nam się to. Niekoniecznie chcemy to robić, ale zrobimy, co w naszej mocy, aby podstawowe usługi dla Amerykanów mogły nadal działać - oznajmił Vance.

Szef Biura Zarządzania i Budżetu (OMB) Russell Vought miał zasugerować, że zwolnienia zaczną się już za dzień lub dwa.

Vance ocenił jednak, że umiarkowani Demokraci w Senacie już "trochę pękają", wobec czego shutdown wkrótce się skończy. Bronił też swoich oskarżeń pod adresem Demokratów o to, że ich żądaniem jest przyznanie darmowej opieki zdrowotnej nielegalnym imigrantom. Wyraził pogląd, że w propozycji opozycji kryją się zapisy, które pozwolą na leczenie imigrantów w oddziałach ratunkowych, i zapłaci za to państwo.

Głównym postulatem Demokratów, którzy w środę ponownie zablokowali uchwalenie tymczasowego budżetu, jest przywrócenie ulg w opłatach na prywatne ubezpieczenia zdrowotne w systemie znanym potocznie jako Obamacare. Bez tych ulg koszty ubezpieczeń mogą drastycznie wzrosnąć. Vance powiadomił, że Republikanie są gotowi na rozmowę na ten temat, lecz dopiero po zakończeniu shutdownu. Przekonywał też, że Biały Dom jest gotów do rozmów w dobrej wierze - nawet mimo publikowania przez Trumpa obraźliwych treści o Demokratach, w tym zmodyfikowanego za pomocą AI wystąpienia liderów partii, Chucka Schumera i Hakeema Jeffriesa, w którym ten drugi, Afroamerykanin, został przedstawiony w sombrero i z doklejonymi wąsami. Vance zapewniał, że był to tylko żart, który nie miał w sobie nic z rasizmu.

- Czy on (Jeffries) jest Amerykaninem meksykańskiego pochodzenia, żeby obraził go mem z sombrero? (...) Powiem Hakeemowi Jeffriesowi, że składam mu uroczystą obietnicę, że jeśli pomoże nam ponownie otworzyć państwo, memy z sombrero ustaną - drwił wiceprezydent.

PAP


Premier Słowacji Robert Fico nie poleciał w środę na nieformalny szczyt Unii Europejskiej i spotkanie Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Kopenhadze. Powodem są problemy zdrowotne szefa rządu, który w 2024 roku został ciężko ranny w zamachu.

O nagłej absencji Ficy poinformował dziennikarzy przedstawiciel Urzędu Rady Ministrów Alexander Kovacz.
- Premier usprawiedliwił swoją nieobecność na nieformalnym szczycie Rady Europejskiej i Europejskiej Wspólnoty Politycznej dolegliwościami związanymi z zamachem - oświadczył.

W maju 2024 roku Fico przeżył zamach. Trafiły go cztery z pięciu kul z rewolweru, z którego strzelał 72-letni Juraj C. Fico został ranny w brzuch i w rękę. W Bańskiej Bystrzycy trwa proces zamachowca, którego policja zatrzymała bezpośrednio po oddaniu strzałów. Jest oskarżony o terroryzm.

Władze Słowacji po raz pierwszy oficjalnie poinformowały, że stan zdrowia zmusił premiera Ficę do zmiany oficjalnego programu swych zajęć.

PAP


Tusk podczas szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej w stolicy Danii wziął udział w panelu razem z prezydentką Mołdawii Maią Sandu, premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem i francuskim prezydentem Emmanuelem Macronem.

Wezwał do pozbycia się złudzeń. - Musimy położyć kres tego typu iluzjom. Pierwszą iluzją było i jest to, że nie ma wojny. Niektórzy z nas lubią tę definicję, taką jak pełna agresja, incydenty lub prowokacja. Nie, to wojna. Nowy rodzaj wojny, bardzo złożony, ale to wojna - podkreślił premier zwracając uwagę na tzw. rosyjską flotę cieni.

- Otrzymałem wiadomość z Warszawy. Mamy kolejny incydent w pobliżu portu w Szczecinie - powiedział. - To są rosyjskie jednostki i tak naprawdę mamy nowe incydenty w naszym regionie i na Morzu Bałtyckim co tydzień, prawie każdego dnia. Atak lub prowokacja z udziałem dronów była najbardziej spektakularna, jeśli chodzi o stronę polską. Ale tak naprawdę mamy podobne prowokacje również każdego dnia na naszej granicy z Białorusią - dodał Tusk.

- Wojna nie jest dla nas abstrakcją, ponieważ na granicy z Białorusią mamy ponad 100 prób dziennie - mówił. Dodał, że akcje przeciwko polskim żołnierzom na granicy przynoszą ofiary. - Ta ciągła konfrontacja z białoruskimi służbami i ta słabo uzbrojona, nielegalna migracja, (jest) naprawdę dobrze zorganizowana przez Putina i Łukaszenkę. To też jest rodzaj wojny - podkreślił szef rządu.

Jak dodał, naruszenie przestrzeni powietrznej Estonii też nie było pierwszą taką próbą. - Dlatego właśnie to jest wojna, my także jesteśmy celem rosyjskiej agresji - zaznaczył.

Tusk podkreślił, że w wielu europejskich stolicach słychać, iż wojna z Rosją nie jest "naszą wojną". - Otóż tak, to jest nasza wojna - powiedział.

- Jesteśmy również celem rosyjskiej agresji nie tylko w kontekście narzędzi hybrydowych, ale także jeśli chodzi o cele polityczne, intencje - dowodził premier. Jak podkreślił, cały Zachód jest zagrożony, a agresja na Ukrainę to dopiero pierwszy etap tego nowego podejścia. - To nasza wojna i jeśli Ukraina przegra, będzie to oznaczało naszą porażkę - dodał.

Tusk podkreślił, że iluzją dobrze spreparowaną przez propagandę Putina jest to, że Ukraina i my wszyscy "nie możemy wygrać tej wojny".

Tymczasem według premiera "jest to absurdem". - Jedyną rosyjską przewagą jest mentalność. Jesteśmy od nich znacznie więksi. PKB Polski będzie porównywalny z rosyjskim PKB za dwa lata. Ekonomicznie nie mają z nami szans - zaznaczył.

- Mam na myśli, że są gotowi walczyć. Są gotowi coś poświęcić. Są gotowi cierpieć. To jest ta przewaga psychologiczna. Dlatego my czasami nie jesteśmy wystarczająco zdecydowani i zdeterminowani - oświadczył Tusk.

- Dla Polski pokój i zawieszenie broni jest absolutnie priorytetem. Ale wiemy - nie tylko ze względu na naszą historię, ze względu na geografię, ale także znając rosyjskie zamiary i plany - że jeśli wygrają z Ukrainą, to w przyszłości będzie to również koniec mojego kraju i Europy - dodał.

PAP