piątek, 26 września 2025



Rosyjskie Ministerstwo Obrony stwierdziło, że w okresie od 1 stycznia do 25 września 2025 r. siły rosyjskie zajęły przez teatr co najmniej 4714 kilometrów kwadratowych: 205 kilometrów kwadratowych w obwodzie ługańskim; 3308 kilometrów kwadratowych w obwodzie donieckim; 261 kilometrów kwadratowych w obwodzie zaporoskim; 175 kilometrów kwadratowych w obwodzie dniepropietrowskim; 542 km2 w obwodzie charkowskim; i 223 km2 w obwodzie sumskim. Rosyjskie Ministerstwo Obrony stwierdziło, że w tym okresie siły rosyjskie zajęły 205 osiedli na Ukrainie. ISW zaobserwowało dowody pozwalające ocenić, że od 1 stycznia siły rosyjskie zajęły zaledwie 3434 km2: 151 km2 w obwodzie ługańskim; 2481 km2 w obwodzie donieckim; 248 km2 w obwodzie zaporoskim; 96 kilometrów kwadratowych w obwodzie dniepropietrowskim; 255 kilometrów kwadratowych w obwodzie charkowskim; i 210 kilometrów kwadratowych w obwodzie sumskim. ISW ocenia, że rosyjskie Ministerstwo Obrony zawyża deklarowane zaliczki o 36 proc. w obwodzie ługańskim; 33 proc. w obwodzie donieckim; pięć procent w obwodzie zaporoskim; 83 proc. w obwodzie dniepropietrowskim; 112 proc. w obwodzie charkowskim; i sześć procent w obwodzie sumskim.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony często zawyża swoje roszczenia terytorialne, aby ukształtować zachodnie myślenie o zdolnościach militarnych Rosji i perspektywach zwycięstwa. Szef rosyjskiego Sztabu Generalnego, generał armii Walerij Gierasimow, stwierdził 30 sierpnia, że od marca 2025 r. siły rosyjskie zajęły 3500 kilometrów kwadratowych terytorium i 149 osiedli, podczas gdy ISW oceniało wówczas, że od 1 marca siły rosyjskie zyskały jedynie około 2346 kilometrów kwadratowych. Twierdzenia rosyjskiego Ministerstwa Obrony z 25 września stanowią kontynuację szerszych wysiłków mających na celu wykorzystanie dużych ilości fałszywych danych ilościowych w celu wywołania wrażenia, że siły rosyjskie posuwają się na polu bitwy w szybkim tempie, mimo że siły rosyjskie w dalszym ciągu posuwają się naprzód w powolne tempo. ISW ocenia również, że rosyjskie Ministerstwo Obrony wykorzystuje materiał filmowy przedstawiający rosyjskich żołnierzy trzymających flagi w określonych osadach, aby twierdzić, że siły rosyjskie zajęły całe osady. Rosyjski materiał filmowy pokazuje jednak jedynie misje infiltracyjne małych grup na obszary, gdzie siły rosyjskie nie są w stanie zapewnić sobie trwałych pozycji. Kreml próbuje przekonać Zachód, że Rosja nieuchronnie osiągnie swoje pierwotne cele wojenne na polu bitwy, aby zmusić Ukrainę i jej partnerów do ustąpienia rosyjskim żądaniom.

(...) Ukraiński obserwator wojskowy Kostyantyn Maszowiec poinformował 24 września, że rosyjskie dowództwo wojskowe dokonuje przegrupowania sił w celu przeprowadzenia kilku wysiłków na poziomie operacyjnym na całej linii frontu, w tym operacji ofensywnych w kierunkach Kupiańsk, Łyman, Kostyantyniwka, Pokrowsk i Zaporoże, w ramach szerszego planu strategicznego Rosji na rok 2025. Wiele z tych rosyjskich wysiłków nie wspiera się wzajemnie, ponieważ siły przydzielone do jednego sektora frontu nie prowadzą operacji ofensywnych w sposób wspierający operacje ofensywne innego sektora. (...) Maszowiec oświadczył, że rosyjskie dowództwo wojskowe przerzuciło elementy 76. Dywizji Powietrznodesantowej (VDV) z obwodu sumskiego na obszar odpowiedzialności (AoR) 5. Armii Połączonej (CAA, Wschodni Okręg Wojskowy [EMD]) w kierunku południowym Donieck (prawdopodobnie nawiązując do kierunków Nowopawłówka i Wełykomychajłówka) oraz do AoR 35. CAA (EMD) w kierunku Hulajpole. Rosyjskie WDW należą do stosunkowo bardziej zdolnych do walki sił Rosji, a Rosja ma tendencję do przenoszenia tych sił do najbardziej priorytetowych obszarów frontu, w tym do obszarów Kostyantynówka i Dobropillya. Maszowiec podał, że nieokreślone źródła spodziewają się, że Rosja przerzuci elementy 76. Dywizji WDW do zachodniego obwodu zaporoskiego w celu wzięcia udziału w operacjach ofensywnych na południe od miasta Zaporoże. Maszowiec poinformował, że Rosja tworzy rezerwy operacyjne w 58. CAA (Południowym Okręgu Wojskowym [SMD]) działającym w pozbawionym uprawnień kierunku chersońskim z 25. CAA (Centralny Okręg Miliarny [CMD]), który obecnie działa w kierunku Lymanu, zamiast z jednostek i formacji samego 58. CAA. Maszowiec poinformował, że dowództwo rosyjskie w podobny sposób tworzy rezerwy operacyjne w 3. CAA (dawniej 2. Korpusie Armii Ługańskiej Republiki Ludowej, SMD), który obecnie działa w kierunku Lymanu, z elementów 70. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych (18. CAA, SMD) w kierunku Chersoniu.

Decyzja Rosji o reorganizacji sił z kierunku lymańskiego do rezerwy operacyjnej w kierunku chersońskim i z kierunku chersońskiego do rezerwy operacyjnej w kierunku lymańskim jest niezwykła, biorąc pod uwagę obecne skupienie się Rosji na operacjach w obwodzie donieckim, zwłaszcza między Kostyantyniwką a Pokrowskiem. Siły rosyjskie niedawno przerzuciły na ten obszar WDW i stosunkowo elitarne elementy piechoty morskiej i według doniesień część z tych sił weszła do walki. Elementy rosyjskiego 177. pułku piechoty morskiej (Flotylla Kaspijska) oraz 40. i 155. brygady piechoty morskiej (obie Floty Pacyfiku) niedawno weszły do walki w pobliżu Połtawki po przerzuceniu z północnego obwodu sumskiego, a elementy 336. Brygady Piechoty Morskiej (Flota Bałtycka) podobno walczą w pobliżu Nove Shakhove po przeniesieniu z kierunku Nowopawliwka. Według doniesień rosyjskie dowództwo wojskowe przetrzymuje elementy 61. Brygady Piechoty Morskiej (Flota Północna) w rezerwie na tyłach obszaru Dobropillya po przesunięciu z kierunku Chersonia, chociaż ISW w dalszym ciągu obserwuje doniesienia, że elementy 61. Brygady Piechoty Morskiej działają w kierunku Chersonia, co wskazuje, że elementy brygady są prawdopodobnie podzielone (...).

(...)

Rosyjscy urzędnicy prywatnie przyznali, że Rosja jest odpowiedzialna za wtargnięcie 19 września trzech odrzutowców przechwytujących MiG-31 w estońską przestrzeń powietrzną.

(...) Rosyjski dyplomata podobno powiedział europejskim dyplomatom, że najazdy — prawdopodobnie odnosząc się do najazdu na Estonię, a także kilka innych niedawnych rosyjskich naruszeń przestrzeni powietrznej państwa NATO — były odpowiedzią na ukraińskie ataki na okupowany Krym. Bloomberg zauważył, że rosyjski urzędnik twierdził, że wsparcie NATO umożliwiło ukraińskie ataki i stwierdził, że Rosja uważa się już za zaangażowaną w konfrontację, w tym z państwami europejskimi.

(...)

Reuters24 września poinformował, że zapoznał się z dokumentami rosyjskiego Ministerstwa Finansów stwierdzającymi, że Rosja planuje przeznaczyć 12,6 biliona rubli (około 150 miliardów dolarów) na wydatki “National Defense” w 2026 roku — w porównaniu z 13,5 biliona (około 160 miliardów dolarów) w 2025 roku. Rosyjskie Ministerstwo Finansów oświadczyło 24 września, że do kluczowych priorytetów w projekcie budżetu na lata 2026-2028 należy wypełnianie zobowiązań społecznych wobec obywateli, wsparcie potrzeb Rosji w zakresie obronności i bezpieczeństwa oraz wsparcie społeczne dla rodzin rosyjskich żołnierzy walczących na Ukrainie. Ministerstwo Finansów stwierdziło, że w budżecie przeznacza się środki finansowe na wyposażenie wojska przez Rosję, opłacenie personelu wojskowego i jego rodzin oraz modernizację bazy przemysłu obronnego (DIB), w tym poprzez przeznaczenie 87,9 miliardów rubli (około 1 miliarda dolarów) na projekt Bezzałogowych Systemów Lotniczych w ciągu trzech lat. Ministerstwo Finansów ogłosiło także podwyżkę podatku od wartości dodanej (VAT) od stycznia 2026 r. z 20 proc. do 22 proc. oraz obniżenie rocznego progu przychodów dla firm, które muszą płacić podatek VAT z 60 mln rubli (około 714 tys. dolarów) do 10 mln rubli (około 119 tys. dolarów). Ministerstwo Finansów zauważyło, że zmiany w podatku VAT mają przede wszystkim na celu finansowanie obronności i bezpieczeństwa. Reuters podał, że w niepublikowanych dokumentach rosyjskiego Ministerstwa Finansów oszacowano, że podwyżka podatku VAT wygeneruje w 2026 roku dodatkowe dochody w wysokości około 1,2 biliona rubli (około 14,2 miliarda dolarów). Minister finansów Rosji Anton Siluanov stwierdził 18 września, że władze rosyjskie spodziewają się, że udział dochodów Rosji ze sprzedaży ropy i gazu finansującego rosyjski budżet federalny wyniesie w 2026 r. około 20-22 proc., co według Siluanova oznacza spadek z około 50 proc. wcześniej. Kreml prawdopodobnie poszukuje innych źródeł dochodów, takich jak dochody z ropy i gazu, na których Rosja polegała, finansując swoją wojnę na Ukrainie zmniejszają się w obliczu zbliżających się zachodnich sankcji i ukraińskich ataków na rosyjską infrastrukturę naftową.

(...)

Niedawne relacje w mediach państwowych Kremla i kampanie w mediach społecznościowych po ogłoszeniu podwyżki podatku VAT sugerują, że Kreml jest świadomy możliwości niezadowolenia społecznego w związku z wynikającym z tego wzrostem cen towarów codziennego użytku. Rosyjska opozycyjna placówka Meduza poinformowała 24 września, że główne rosyjskie kanały telewizji państwowej informowały o podwyżce podatku VAT “dyskretnie, ” wspominając o zmianie dopiero pod koniec audycji po doniesieniach o wojnie na Ukrainie, przemówieniu prezydenta USA Donalda Trumpa w ONZ, oraz zbliżających się wyborach parlamentarnych w Mołdawii. Meduza zauważył, że rosyjskie placówki państwowe Pervyi Kanal, Rossiya 1 i NTV wspomniały o zmianie podatku VAT tylko w jednym zdaniu. 

(...)

Źródła Głównej Dyrekcji Wywiadu Ukrainy (GUR) potwierdziły ukraińskiemu outletowi Suspilne 24 września, że operatorzy dronów morskich GUR uderzyli w porty Noworosyjsk i Tuapse w Kraju Krasnodarskim. Źródła GUR podały, że strajki uszkodziły kompleks tankowców Transnieft i terminal Konsorcjum Rurociągów Kaspijskich (CPC) w pobliżu Noworosyjska, powodując tymczasowe zaprzestanie działalności terminalu oraz spowodowały nieokreślone uszkodzenia terminalu załadunku ropy w porcie Tuapse — jednym z największych terminali załadunkowych w Rosji.

(...)

Dowódca ukraińskiego pułku dronów działającego w kierunku kupiańskim poinformował 25 września, że siły ukraińskie wstrzymały rosyjskie natarcie w Kupiańsku i uniemożliwiły siłom rosyjskim natarcie poza północno-zachodnie obrzeża miasta. Dowódca stwierdził, że siły rosyjskie nie sprawują kontroli doktrynalnej nad żadnym obszarem Kupiańska, lecz rosyjska działalność dywersyjno-rozpoznawcza w mieście pozostaje wysoka. Dowódca poinformował, że siły rosyjskie w dalszym ciągu przebierają się za cywilów lub ukraińskich żołnierzy, co zgodnie z prawem międzynarodowym zostanie uznane za perfidię — w celu potajemnego ustalenia punktów obserwacyjnych. Dowódca oświadczył, że siły rosyjskie zintensyfikowały wysiłki w celu przeprawy na zachodni (prawy) brzeg rzeki Oskił po tym, jak siły ukraińskie zniszczyły rurociąg, którym siły rosyjskie gromadziły się na północnych obrzeżach Kupiańska w połowie września 2025 r., hamując dalsze próby infiltracji. Dowódca oświadczył, że rosyjskie oddziały barierowe /zaporowe, wzorem z 2WŚ - red./ zmuszają rosyjskich żołnierzy do przeprawy przez rzekę pod groźbą rozstrzelania. Rosyjski milbloger zaprzeczył doniesieniom, jakoby siły rosyjskie “praktycznie zajęły” Kupiańsk i twierdził, że siły rosyjskie przekazują rosyjskie Ministerstwu Obrony Rosji (MON) fałszywe raporty, zgodne z wcześniejszymi obserwacjami ISW na temat sytuacji operacyjnej w rejonie Kupiańska.

(...)

Rzecznik ukraińskiego 3. Korpusu Armii Oleksandr Borodin poinformował 25 września, że siły rosyjskie w dalszym ciągu nie przeprowadzają ataków ciężkim sprzętem w kierunku Lymanu ze względu na znaczne straty w sprzęcie. Borodin stwierdził, że siły rosyjskie atakują głównie w małych grupach piechoty składających się z nieprzeszkolonego personelu, który otrzymuje stopniowe rozkazy od swoich dowódców. Rzecznik ukraińskiej brygady działającej w kierunku Lymanu poinformował, że siły rosyjskie w dalszym ciągu przeprowadzają ataki w małych grupach, wykorzystując liście do ukrycia, ale taktyka ta nie będzie wykonalna jesienią i zimą 2025 r., ponieważ liście się przerzedzają. Rzecznik stwierdził, że siły rosyjskie wykorzystują czołgi w ukrytych pozycjach do odtworzenia funkcji artyleryjskich.

(...)

Rzecznik ukraińskiej marynarki wojennej kapitan trzeciej rangi Dmytro Pletenczuk poinformował 25 września, że władze rosyjskie zaczęły wykorzystywać most Kerczeński do transportu paliwa na okupowany Krym w związku z ukraińskimi atakami na linie kolejowe na okupowanej południowej Ukrainie, które wstrzymały transport ładunków. Pletenczuk poinformował, że niedobory paliwa dotykają zarówno ludność cywilną na okupowanym Krymie, jak i wojsko rosyjskie.

understandingwar.org


Przedstawiciele władz amerykańskich, australijskich i nowozelandzkich twierdzą, że gdyby nie ich wysiłki mające na celu zablokowanie tego przedsięwzięcia, Chiny miałyby już bazę w regionie. Jednak dostęp Pekinu do obiektów komercyjnych, takich jak porty, które mogą okazać się przydatne w przypadku konfliktu, budzi niemal równie duże obawy, twierdzi Mihai Sora z Lowy Institute, think tanku w Sydney. Obiekty te "posiadają wszystkie niezbędne elementy, nawet jeśli nie wisi na nich tabliczka z napisem: »To jest chińska baza wojskowa«".

Od 2019 r. chińskie przedsiębiorstwa państwowe starają się o dzierżawę głębokowodnego portu na Wyspach Salomona. Niektóre z takich portów znajdują się w pobliżu pasów startowych zbudowanych przez amerykańskich marynarzy podczas II wojny światowej. W jednym przypadku chińska firma poinformowała lokalnych urzędników, że interesujący ją port będzie wykorzystywany przez chińską marynarkę wojenną. Próby pozyskania podobnych obiektów zostały udaremnione w Kiribati, na Samoa i Papui-Nowej Gwinei.

Kolejnym obszarem wpływów Chin jest policja. Tylko trzy kraje wyspiarskie Pacyfiku posiadają siły zbrojne, więc wspólne inicjatywy sił policyjnych są głównym sposobem współpracy tych miejsc z podmiotami zewnętrznymi w zakresie bezpieczeństwa. Chiny mają własną policję w trzech krajach Pacyfiku, w tym w Kiribati, najbliższym Hawajom łańcuchu wysp Pacyfiku, oraz w najbliższym Australii Vanuatu (chińskie jednostki mają między innymi szkolić lokalną policję). W 2023 r. Pekin zawarł porozumienie w sprawie wzmocnienia bezpieczeństwa podczas Igrzysk Pacyfiku, które odbyły się w tym roku na Wyspach Salomona. Gdy impreza się skończyła, sportowcy opuścili wyspy, ale chińscy policjanci nadal tam pozostają.

Nie wszystkie kraje wyspiarskie Pacyfiku są w równym stopniu podatne na chińskie wpływy. Geografowie dzielą region na trzy strefy. Mikronezja ma historyczne i polityczne powiązania z Ameryką, Polinezja jako regionalną potęgę postrzega Nową Zelandię, Melanezja ma najbliższe stosunki z Australią.

To właśnie kraje melanezyjskie, z których wiele jest zdominowanych przez politykę patronacką w stylu "wielkiego człowieka", okazały się najbardziej otwarte na chińskie zaloty. W tej grupie to właśnie na Wyspach Salomona Pekin osiągnął największy postęp. Chińskie firmy są tam wszechobecne; miejscowi nazywają jedną z nich, CCECC, "China, China, Everything China, China" (Chiny, Chiny, Wszystko Chiny, Chiny). Wielu mieszkańców Wysp Salomona twierdzi, że nie podoba im się obecność Chińczyków. Jednak lokalni politycy i urzędnicy stają w obronie Chin, gdy ich działania w tym kraju są poddawane kontroli.

Australia dokłada wszelkich starań, aby zablokować postępy Chin na Wyspach Salomona. W kwestii pomocy dla tego kraju więcej niż dorównała Pekinowi. Jednak rywalizacja jest wyrównana. W Honiarze, mieście z jedną drogą, można znaleźć zarówno australijskie, jak i chińskie billboardy chwalące się szczodrą współpracą.

onet.pl\The Economist


- Polska, reagując na ćwiczenia "Zapad", zamknęła granicę z Białorusią. W poniedziałek, 15 września, w Warszawie na spotkanie z ministrem Radosławem Sikorskim przybył szef chińskiej dyplomacji Wang Yi. To pierwsza od lat oficjalna wizyta wysłannika Pekinu tej rangi w Polsce. Jak na obecne zawirowania reagują Chiny, biorąc pod uwagę, że przez polsko-białoruską granicę przechodzą chińskie towary?

Prof. Łukasz Gacek: Z punktu widzenia Pekinu sytuacja wokół polsko-białoruskiej granicy to kolejny dowód, że eskalacja napięć w Europie Środkowo-Wschodniej nie sprzyja interesom Chin. Chińscy komentatorzy podkreślają, że wtargnięcie rosyjskich dronów na terytorium Polski to nie zapowiedź nowej fazy wojny, lecz sygnał ostrzegawczy i testowanie czujności NATO.

Reakcja Warszawy — donośna politycznie, a jednocześnie powściągliwa w praktycznych działaniach — interpretowana jest jako dowód świadomości ryzyka i ograniczeń sojuszniczych. Innymi słowy: Polska nie chce bezpośredniej konfrontacji z Rosją, ale musi pokazać, że nie pozostaje bierna.

Znacznie większe poruszenie w Pekinie wywołała decyzja o zamknięciu granicy z Białorusią. Dla Chin to nie jest jedynie gest polityczny, ale cios w jeden z kluczowych korytarzy handlowych na trasie Chiny–Europa.

Rzecznik chińskiego MSZ nie pozostawił złudzeń: zaapelował do władz w Warszawie o przywrócenie płynności tranzytu i przypomniał, że kolejowe połączenia między Chinami a Europą to "projekt flagowy" współpracy oraz ważny element stabilności globalnych łańcuchów dostaw.

Według Chińczyków Polska, zamykając granicę, sama podcina gałąź, na której siedzi — osłabia swoją pozycję w Europie i podważa reputację jako głównego węzła logistycznego regionu.

Chińska narracja idzie jeszcze dalej.

Według Pekinu decyzja Warszawy uderza nie tylko w Chiny, ale także w europejskich importerów i w samą Polskę, której rola jako bramy dla azjatyckiego handlu staje pod znakiem zapytania.

Pekin akcentuje, że to przykład nieodpowiedzialnej polityki, w której doraźne gesty bezpieczeństwa destabilizują handel i burzą podstawy długoterminowej współpracy.

Jednocześnie Chiny nie zamierzają dolewać oliwy do ognia. Wręcz przeciwnie — apelują o dialog i deeskalację. Incydent z dronami w chińskich komentarzach przedstawiany jest jako dowód, że nawet pojedynczy epizod może wymknąć się spod kontroli i sprowokować nieprzewidywalny rozwój wydarzeń. Dlatego Pekin powtarza, że wojna w Ukrainie nie powinna rozlewać się poza linię frontu, a wszelkie naruszenia — takie jak loty rosyjskich dronów nad Polską — muszą być rozwiązywane przy stole negocjacyjnym, a nie poprzez kolejne gesty eskalacyjne.

Niewątpliwie dla Chin priorytetem pozostaje utrzymanie otwartych szlaków transportowych i ochrona globalnych łańcuchów dostaw przed skutkami geopolitycznych napięć. Rosja, zdaniem Pekinu, testuje cierpliwość NATO i bada zdolność reakcji sojuszu, ale to Polska — zamykając granicę — daje się wciągnąć w spiralę, która bardziej szkodzi jej samej niż Moskwie.

- Wtargnięcie rosyjskich dronów to jedno z wielu istotnych wydarzeń w ostatnim czasie. W Pekinie odbyła się parada wojskowa z okazji 80. rocznicy kapitulacji Japonii, a tym samym zakończenia II wojny światowej na Dalekim Wschodzie. W poprzednich dniach odbył się ponadto szczyt Szanghajskiej Organizacji. Jaki sygnał wysłały Chiny w świat? Trump stwierdził, że przywódcy w Pekinie spiskowali przeciwko Stanom Zjednoczonym. Czy jest to przekaz skierowany przeciwko Zachodowi, wysłany do Globalnego Południa, czy też oba powyższe stwierdzenia są prawdziwe?

Obydwa wydarzenia — paradę wojskową oraz szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy — powinniśmy traktować w kategoriach symbolicznych. Pekin kreuje się jako lider świata wielobiegunowego, przywódca globalnego Południa, który stoi w kontrze do zachodniego, liberalnego porządku międzynarodowego.

W największej w historii Chin paradzie wojskowej zorganizowanej w 80. rocznicę zakończenia II wojny światowej uczestniczyli m.in. Władimir Putin oraz Kim Dzong Un. W swoim przemówieniu chiński przywódca Xi Jinping podkreślił, że świat stoi dziś przed wyborem między pokojem a wojną. Był to czytelny sygnał pod adresem Stanów Zjednoczonych, który Zachód może odebrać jako wyzwanie rzucone istniejącemu porządkowi międzynarodowemu.

Gwałty, tortury i sterylizacje. Tak wygląda obóz koncentracyjny XXI w.
Xi Jinping oraz Kim Dzong Un deklarowali braterskie wsparcie dla Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie — co stanowi doskonały pretekst do rozwijania przyszłej współpracy wojskowej. Podczas parady zaprezentowano też nowe systemy uzbrojenia, w tym pociski hipersoniczne, rakiety międzykontynentalne oraz podwodne drony.

Dobór sprzętu był w mojej ocenie świadomym komunikatem odstraszającym w stosunku do Stanów Zjednoczonych, Europy, ale nie tylko, bo także sąsiadów Chin. Xi Jinping nieprzypadkowo odwołał się do idei "Wielkiego odrodzenia narodu chińskiego", co wprost koreluje z ambicją przejęcia kontroli nad sąsiednim Tajwanem.

Parada w Pekinie była pokazem siły militarnej, lecz także manifestacją politycznego sojuszu z Moskwą i Pjongjangiem przeciwko Zachodowi. Wydarzenie to podkreśliło ambicje Chin w kreowaniu nowego globalnego ładu. Ten obraz byłby jednak niepełny bez uwzględnienia szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy, podczas którego padły już konkretne zobowiązania.

- O jakich zobowiązaniach mowa?

Tegoroczny szczyt był pokazem ambicji Pekinu jako architekta nowego globalnego ładu — pretekstem, który pozwolił zgromadzić liderów państw aspirujących do redefinicji globalnego porządku, czyli m.in. Indii, Rosji, Iranu, Pakistanu. Szczególnie zwraca uwagę obecność premiera Indii Modiego, co sygnalizuje próbę zbliżenia na linii Pekin-New Delhi pomimo wcześniejszych napięć. Reset relacji chińsko indyjskich jest szczególnie istotny.

- Modi ulotnił się jednak jeszcze przed paradą wojskową. Można odczytywać to jako gest, że Indie nie popierają militarnych ambicji Chin.

Co nie zmienia faktu, że dwaj azjatyccy giganci wolą dzisiaj mówić o partnerstwie aniżeli o rywalizacji. W tle ich relacji dostrzegamy wspólne doświadczenie presji ze strony Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza dotkliwych taryf handlowych.

Na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy padły konkrety. Państwa członkowskie zobowiązały się do zacieśniania współpracy w wielu obszarach. Ciekawym wątkiem jest obszar sztucznej inteligencji, budowy wspólnych centrów technologicznych oraz promocji otwartych modeli źródłowych AI.

Padła też propozycja powołania Banku Rozwoju Szanghajskiej Organizacji Współpracy, co jest kolejnym krokiem w stronę budowania alternatywnego mechanizmu w stosunku do dolara.

- Chińczycy mówią o multilateralizmie, postulują odrzucenie hegemonii Stanów Zjednoczonych. Jak w tej międzynarodowej układance Pekin postrzega Rosję?

Działania Moskwy wpisują się w model proponowany przez Pekin, który chętnie podkreśla, że dotychczasowy porządek międzynarodowy chwieje się w posadach. W chińskiej narracji coraz wyraźniej wybrzmiewa teza, że Stany Zjednoczone — a szerzej cały Zachód — tracą zdolność do sprawowania przywództwa.

Relacje z Rosją mają dla Chin wymiar strategiczny. Dobre stosunki z Moskwą gwarantują Pekinowi spokój i bezpieczeństwo na lądowej granicy, pozwalając mu skoncentrować uwagę na innych frontach rywalizacji.

- Czy Pekin nadal opowiada się za rolą rozjemcy? Przedstawił swój plan pokojowy dla Ukrainy, ale od tamtej pory nie słychać wiele o chińskich wysiłkach na rzecz pokoju — w przeciwieństwie np. do działań Trumpa.

Pekin konsekwentnie utrzymuje, że jego stanowisko jest "obiektywne, bezstronne i pragmatyczne". Dzięki temu zachowuje zatem zdolność do elastycznego manewrowania swoim przekazem. Z jednej strony apeluje o rozwiązania polityczne i dialog, a z drugiej — mówi o konieczności zajęcia się "pierwotnymi przyczynami konfliktu", powielając tym samym narrację Moskwy.

Jednocześnie Chiny starają się utrzymywać otwarte kanały dyplomatyczne z Kijowem. Akredytowano chińskiego ambasadora w Ukrainie, odbywają się spotkania i konsultacje wysokiej rangi urzędników, a także regularne kontakty robocze. Pekin podtrzymuje relacje handlowe, sygnalizuje gotowość do współpracy gospodarczej, a nawet wielokrotnie deklarował chęć udziału w odbudowie powojennej Ukrainy.

Chiny konsekwentnie odrzucają też sankcje nakładane na Rosję przez Stany Zjednoczone, Unię Europejską i Wielką Brytanię, argumentując, że są one nielegalne, bo nie zostały zatwierdzone przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Pekin utrzymuje również, że nie dostarcza śmiercionośnej broni żadnej ze stron konfliktu i że ściśle kontroluje eksport towarów podwójnego zastosowania — zarówno cywilnego, jak i wojskowego.

Zachód i Ukraina przedstawiają jednak dowody na to, że chińskie komponenty — od chemikaliów, przez drony, po mikroelektronikę — trafiają do rosyjskiego przemysłu obronnego. Pekin odpiera jednak te zarzuty, nazywając je fałszywymi informacjami i przykładem stosowania podwójnych standardów.

- Wydaje się, że dużo z tego, co głoszą Chiny, to po prostu słowa, retoryka. Za deklarowaną chęcią pokoju nie idą bowiem realne działania, np. wywieranie presji na Rosję.

Chiny deklarują przywiązanie do pokoju, ale niechętnie angażują się w realne działania na rzecz jego zapewnienia. Najlepszym przykładem była odmowa udziału w ubiegłorocznym szczycie pokojowym w Szwajcarii. Zamiast tego Pekin promuje własne platformy mediacyjne — inicjatywy, które w praktyce służą przełamaniu dominacji Zachodu i wzmocnieniu głosu Globalnego Południa. Symbolicznym sygnałem pozostaje też obecność chińskich żołnierzy na moskiewskiej paradzie 9 maja. Dla Pekinu była to manifestacja szacunku dla historii i potwierdzenie sojuszniczych więzi, lecz z perspektywy Kijowa stanowiła jaskrawe złamanie zasad neutralności.

Trzeba pamiętać, że w relacjach Pekin–Moskwa mamy do czynienia z daleko idącą zbieżnością poglądów na wiele kwestii międzynarodowych. Rosja konsekwentnie wspiera aspiracje polityczne Chin wobec Tajwanu, a Pekin odwdzięcza się poparciem dla rosyjskich roszczeń wobec najbliższego sąsiedztwa. Oba państwa łączy także sprzeciw wobec amerykańskiej wizji porządku światowego oraz krytyka wobec rozszerzania NATO. W efekcie wspólnota interesów jest dziś wyraźnie głębsza między Chinami a Rosją niż między Pekinem a Kijowem.

- Na spotkaniu przywódców Chin i Rosji 2 sierpnia Moskwa i Pekin osiągnęły porozumienie w sprawie budowy Siły Syberii 2, od dawna odkładanego projektu, który ma w założeniu dostarczać rosyjski gaz do Chin. Jak należy to czytać — czy mamy do czynienia z przełomem?

Chiny podpisały memorandum w sprawie budowy gazociągu Siła Syberia 2 przez Mongolię. To jednak przykład klasycznego "never ending story" — projekt leży na stole od 2006 r. Warto przypomnieć, że podobnie było z istniejącym połączeniem Siła Syberii 1, nad którym negocjacje toczyły się od lat 90. Jak wiemy, gazociąg uruchomiono dopiero po trzech dekadach rozmów. Jeśli więc zachować tę samą logikę, można z przymrużeniem oka domniemywać, że Siła Syberii 2 rzeczywiście powstanie… w latach 40. XXI w.

onet.pl


Tak duże zainteresowanie nie jest niczym nowym, podobnie jak dążenie Chin do umiędzynarodowienia juana. Pierwsza taka inicjatywa rozpoczęła się w 2009 r. i spowodowała złagodzenie niektórych kontroli kapitałowych. Skończyło się bolesnym fiaskiem w 2015 r., kiedy to załamanie na giełdzie i dewaluacja waluty spowodowały masowy odpływ kapitału. To doprowadziło do zaostrzenia kontroli kapitałowej, co położyło kres początkowemu wzrostowi wartości juana. Tym razem urzędnicy chcą zapewnić trwałość postępów i zachować ściślejszą kontrolę nad przepływami kapitałowymi.

Chińscy przywódcy uważają, że globalnie akceptowany juan może uchronić ich eksporterów przed wahaniami wartości dolara i jednocześnie osłabić zagrożenie sankcjami finansowymi ze strony Stanów Zjednoczonych. Niektórzy urzędnicy mają nadzieję, że zagraniczne firmy i inwestorzy przeoczą sztywną kontrolę państwa, a może nawet uznają ją za atut. W ostatnich latach osiągnęli zaskakujące zyski. Udział juana w fakturach i kredytach zagranicznych wzrósł, a wraz z nim nastąpiła imponująca rozbudowa infrastruktury finansowej niezwiązanej z dolarem. Urzędnicy zdają sobie jednak sprawę, że obcokrajowcy potrzebują obecnie większych zachęt, aby korzystać z juana i inwestować w aktywa denominowane w tej walucie. Co udało się dotychczas osiągnąć Chinom?

Juanowi brakuje prestiżu — pod każdym względem. Chociaż Chiny odpowiadają za prawie jedną piątą światowej działalności gospodarczej, ich waluta jest wykorzystywana tylko w czterech proc. międzynarodowych płatności pod względem wartości (w porównaniu z 50 proc. w przypadku dolara). Aktywa w juanach stanowią zaledwie dwa proc. światowych rezerw walutowych banków centralnych (w porównaniu z 58 proc. w przypadku aktywów dolarowych). Dużą część tej rozbieżności można przypisać chińskiej kontroli przepływu pieniędzy do i z kraju. Wielu ekonomistów uważa, że umiędzynarodowienie juana jest niemożliwe, dopóki pozostają one w mocy.

Jednak nawet po tym, jak Ameryka stała się największą gospodarką świata, minęły dziesiątki lat, zanim dolar osiągnął dominację. W tej perspektywie czasowej Chiny robią zaskakująco szybkie postępy. Ich skromny udział w płatnościach międzynarodowych podwoił się od 2022 r. Wynika to głównie ze zmian w kraju. Ważnym krokiem było zwiększenie udziału juana w chińskim handlu. Ponad 30 proc. chińskiego handlu towarami i usługami odbywa się obecnie w walucie krajowej (w porównaniu z 14 proc. w 2019 r.). Ponad 50 proc. całkowitych wpływów transgranicznych (w tym przepływów finansowych) rozliczanych jest w juanie, w porównaniu z mniej niż jednym proc. w 2010 r.

Według Dinny'ego McMahona z Trivium China, firmy konsultingowej z siedzibą w Pekinie, ostatecznym celem decydentów jest stworzenie stabilnego obiegu juana w kraju i poza nim. Powinno to zwiększyć wykorzystanie juana offshore i ułatwić obcokrajowcom dostęp do tej waluty. W maju organy regulacyjne poinformowały duże banki, że co najmniej 40 proc. kredytów ułatwiających handel powinno być udzielanych w juanie. Aby zwiększyć obieg, urzędnicy chcą zachęcić partnerów handlowych do akceptowania chińskiej waluty jako środka płatniczego. Główną zachętą jest oferowanie im zobowiązań w juanie. Badanie opublikowane w maju przez ekonomistów z Rezerwy Federalnej wykazało, że po nałożeniu sankcji na Rosję w 2022 r. chińskie banki przeniosły prawie wszystkie swoje nowe kredyty zagraniczne z dolarów na juana (wcześniej tylko 15 proc. kredytów było udzielanych w juanie), potrajając w ten sposób stan niespłaconego zadłużenia w juanie.

Rząd realizuje tę samą strategię w odniesieniu do własnego bilansu. Od momentu rozpoczęcia procesu internacjonalizacji Chiny udzieliły 32 bankom centralnym linii swapowych o wartości 4 bln 500 mld juanów (2 bln 268 mld zł), tworząc globalną sieć bezpieczeństwa finansowego, która pod względem skali dorównuje sieci MFW [Międzynarodowego Funduszu Walutowego]. Tylko niewielka część tych linii została faktycznie wykorzystana. Celem jest zagwarantowanie krajom dostępu do juana w sytuacji kryzysowej, co daje im pewność siebie potrzebną do zaciągania pożyczek i dokonywania zakupów w tej walucie.

Równolegle do tych działań Chiny uporządkowały również własną infrastrukturę finansową. Obecnie mogą one dokonywać transakcji z innymi podmiotami bez konieczności korzystania z systemu dolarowego, wykorzystując różne środki. Należą do nich cyfrowy juan i niebankowe płatności cyfrowe (np. za pomocą kodów QR w popularnych w Azji aplikacjach). Najważniejsze jest wynalezienie CIPS, który jest podobny do SWIFT, zachodniego systemu komunikacji bankowej. Ponieważ chińskie banki mogą i dokonują transakcji poza SWIFT, rola juana w płatnościach międzynarodowych jest prawdopodobnie niedoceniana, twierdzi Josh Lipsky z Atlantic Council, amerykańskiego think tanku.

Ponad 1700 banków na całym świecie przystąpiło do CIPS, co stanowi wzrost o jedną trzecią w porównaniu z okresem przed wojną w Ukrainie. W 2024 r. wolumen transakcji wzrósł szybciej niż kiedykolwiek, o 43 proc. do 175 bln juanów (88 bln 236 mld zł). Banki rozliczeniowe do rozliczania płatności w juanach (prawie wszystkie obsługiwane przez chińskie instytucje) zostały utworzone na 33 rynkach. Niektóre z nich dołączyły w tym roku, w tym banki z Turcji i Mauritiusa. W czerwcu Chiny rozpoczęły współpracę ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi w celu rozszerzenia sieci CIPS na Afrykę Północną i Bliski Wschód.

W zeszłym roku kilka miliardów dolarów zostało rzekomo przetransakcjonowanych za pośrednictwem sieci waluty cyfrowej o nazwie mBridge [ang. mobilny most], zbudowanej przez Chiny we współpracy z innymi bankami centralnymi. Amerykański urzędnik powiedział w styczniu, że chociaż takie płatności są nadal nieistotne z ekonomicznego punktu widzenia, to "przekroczyły już próg konsekwencji geopolitycznych". Chińskie organy regulacyjne nakazały bankom zwiększenie wykorzystania mBridge. Atrakcyjność tego rozwiązania jest oczywista. W sierpniu firma z Xinjiang, regionu, w którym podmioty są objęte sankcjami za stosowanie pracy przymusowej, wykorzystała mBridge do wypłaty wynagrodzeń swoim zagranicznym udziałowcom.

Najbliższe miesiące mogą okazać się kluczowe. Malejące zaufanie do dolara i sprzyjające otoczenie makroekonomiczne powinny wzmocnić wysiłki Chin. Wzrost na giełdzie dał obcokrajowcom finansową zachętę do posiadania aktywów w juanach. Obniżki stóp procentowych i deflacja spowodowały spadek kosztów pożyczek na rynku zagranicznym poniżej dwóch proc., czyli do najniższego poziomu od 2013 r. Firmy, w tym zagraniczne, są na dobrej drodze do wyemitowania w tym roku rekordowej ilości tzw. obligacji "dim sum" w juanach.

Kolejnym bezpiecznym posunięciem Chin jest otwarcie krajowych rynków kapitałowych dla swoich partnerów. W lipcu Węgry wyemitowały około 5 mld juanów [około 2 mld 522 mln zł] w tzw. obligacjach "panda", co stanowi największą dotychczasową emisję obligacji państwowych. 8 września "Financial Times" poinformował, że rosyjskie firmy energetyczne otrzymały zgodę na emisję papierów wartościowych denominowanych w juanach. Kenia może wkrótce zamienić swoje zadłużenie w dolarach wobec Chin na juany. W międzyczasie Brazylia rozważa nową emisję, a pakistańscy urzędnicy odwiedzili Pekin, aby pozyskać potencjalnych wierzycieli.

onet.pl\The Economist

czwartek, 25 września 2025



Podczas briefingu w misji USA przy ONZ Wright odniósł się do nacisków prezydenta Trumpa, by Europa zaprzestała importu rosyjskiego gazu i ropy naftowej.

- Kupują gaz ziemny transportowany rurociągami, ale reszta Europy nadal importuje spore ilości gazu LNG. Wszystko to powinno zostać zastąpione amerykańskim LNG lub dostawami gazu z innych źródeł. Uważam, że tak się stanie - powiedział minister. Jak przyznał, Komisja Europejska ma plan zakończenia dostaw rosyjskich źródeł energii, lecz zajmie on niemal dwa lata.

- Chcielibyśmy, aby stało się to szybciej - ze względów pokojowych. Mamy mnóstwo miejsc, gdzie można sprzedawać gaz, więc Ameryka nie potrzebuje na niego klienta, ale im szybciej uda nam się zastąpić rosyjski gaz, tym większą presję możemy wywrzeć na prezydenta Putina - oświadczył Chris Wright.

We wtorek prezydent USA Donald Trump powiedział, że zamierza poprosić węgierskiego premiera Viktora Orbana o zaprzestanie importu rosyjskich surwców energetycznych. Odnosząc się do tego, minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto zapowiedział, że jego kraj nie zrezygnuje z rosyjskiej ropy ze względu na brak alternatyw. Jednak według Wrighta, Ameryka może pokryć całość zapotrzebowania na ropę i gaz w miejsce Rosji.

Wright zaznaczył też, że do Europy trafia nie tylko rosyjska ropa transportowana rurociągiem Przyjaźń do Węgier i Słowacji, ale też paliwa i produkty naftowe rafinowane m.in. w Indiach. Zaznaczył przy tym, że Indie nie muszą sprowadzać rosyjskiej ropy, ale kupują ją, bo jest tania i uznają, że warte jest to przymykania oka na fakt, że przyczyniają się do napędzania rosyjskiej machiny wojennej.

- Indie zdecydowały się na kompromis polegający na zakupie tańszej ropy i przymykaniu oczu na fakt, że jest to dawanie pieniędzy człowiekowi, który morduje tysiące ludzi każdego tygodnia - powiedział. - Oczywiście chcielibyśmy, aby Indie współpracowały z nami w celu zakupów - mogą kupować ropę od każdego kraju na Ziemi, ale nie rosyjską. Takie jest nasze stanowisko. (...) Nie chcemy karać Indii. Chcemy zakończyć wojnę i rozwijać nasze stosunki z Indiami - zaznaczył.

PAP


Komentując wtorkowe wystąpienie Trumpa na forum ONZ, Sikorski powiedział, że zapamięta je na lata. - W wyniku jego wystąpienia i spotkania z prezydentem (Ukrainy Wołodymyrem) Zełenskim brzmiał bardziej otwarcie, jeśli chodzi o wspieranie Ukrainy - dodał.

Pytany o polską strategię bezpieczeństwa, zaznaczył, że "Polska nie oddelegowała swojej suwerenności nikomu". - Więc jeśli ktoś przekroczy naszą granicę czołgiem, okrętem czy samolotem, nasza armia zrobi to, co przewiduje Konstytucja. Ale miło jest czuć, że sojusznicy łączą się z nami w bólu. Cieszymy się, że stacjonuje u nas 10 tys. amerykańskich żołnierzy. Cieszymy się, że dwa tygodnie temu w Białym Domu usłyszeliśmy, że jeśli chcemy, możemy ich mieć nawet więcej. Przeznaczamy 15 tys. dolarów rocznie na każdego amerykańskiego żołnierza. (…) Utrzymywanie ich w Polsce jest tańsze niż w USA. Mamy dobre poligony do ćwiczeń i ich ćwiczenie też jest tańsze - wymieniał Sikorski. - Myślę, że daliśmy (Trumpowi) dobry interes - przyznał w trwającej ok. 40 minut rozmowie.

Zapowiedział też, że Polska nie wyśle do Ukrainy żołnierzy w ramach misji pokojowej ze względów historycznych. - Byliśmy tym samym krajem przez 400 lat. To byłoby tak, jakby Brytyjczycy (wysłali żołnierzy) do Irlandii. Ale zrobimy wszystko inne, by ta operacja była pomyślna - zadeklarował.

- Musimy chronić hubu, musimy chronić linii komunikacji, które są zagrożone szpiegostwem i atakiem. Mogę też wyobrazić sobie operację w przestrzeni powietrznej z polskich lotnisk - powiedział.

Przyznał, że rozmowy o hipotetycznym utworzeniu misji pokojowej w Ukrainie nie są tak pilne, jak wspieranie Ukrainy w walce tu i teraz.

Sikorski ocenił też, że jedynym krajem, który może zmusić Rosję do zakończenia wojny, są Chiny. - Gdyby powiedzieli Rosjanom, żeby zakończyli wojnę, w przeciwnym razie zamkną granicę i przestaną z nimi handlować, myślę, że Rosjanie musieliby się do tego zastosować. Ale nie chcą tego zrobić - powiedział.

Wicepremier przyznał, że wojna w Ukrainie "pasuje Chinom". - Zarabiają dużo pieniędzy, sprzedając towary Rosji. (…) Rosja stała się dużo bardziej zależna od Chin. Więc Chiny zdobyły wasala - powiedział. Według niego Pekin nie byłby prawdopodobnie zadowolony, gdyby Putin stracił władzę w wyniku przegranej wojny. - Ze względu na rywalizację z USA Chiny nie chcą zostać same - dodał.

PAP


Rosyjskie reakcje na zabójstwo Charliego Kirka:

Program „Wielka Gra”, Kanał Pierwszy, 11 września

Politolog Jelena Suponina: To zupełnie nie przypomina obrazu demokracji, jaki amerykańskie władze próbowały kreować przez ostatnie kilka lat. Ameryka jest niebezpiecznie podzielona. Jeśli to nie jest zwiastun możliwej przyszłej wojny domowej, to co nią jest? Społeczeństwo jest podzielone, a Trump nie ma innego sposobu na wywieranie wpływu poza zaostrzaniem podziałów. To z pewnością nie będzie ostatni zamach polityczny w Stanach Zjednoczonych.

Deputowany Dumy Państwowej Wiaczesław Nikonow: Oczywiście, to nie jest zamach na Kennedy'ego, ale pod względem potencjalnych konsekwencji politycznych można go porównać do zamachu na Martina Luthera Kinga. Doszło do niego w 1968 roku i wywołało wówczas bardzo poważne niepokoje rasowe w Ameryce.

Aleksiej Leonkin, analityk militarny: Ameryka jest w chaosie. Polityka Trumpa unikania niepotrzebnych konfliktów ma na celu skupienie się na problemach wewnętrznych. Ale oni mu na to nie pozwalają. Wysyłają mu też sygnały: jeśli nie zajmie się Ukrainą i Bliskim Wschodem, takie rzeczy będą się zdarzać każdemu wokół niego. <…> Myślę, że [Trump] zdał sobie sprawę, że deep state, któremu się sprzeciwia, w zasadzie ogłosiło polowanie (na niego-MM).

Władimir Sołowiow, prezenter telewizyjny, 19 września

Charlie Kirk, młody mężczyzna z piękną żoną i dwójką dzieci, był przedstawicielem prawdziwej Ameryki, która dziś wychodzi z cienia jaki rzucało odrażające, ultraliberalne, antychrześcijańske i odrzucające Boga oblicze ruchu woke. Poświęcił życie walce o tradycyjne wartości. To oczywiście straszny wyrok dla Ameryki. To dowód na toczącą się w każdym mieście wojnę domową. Niektórzy nazywają Charliego Kirka świętą ofiarą. Być może można by go za takiego uważać.

Metropolita Tichon (Szewkunow)

W erze postprawdy, relatywizmu i wojowniczego liberalizmu, kiedy rzeczywistość jest konstruowana przez media i media społecznościowe, a konformizm stał się normą, prawda tonie w morzu poprawności politycznej. Charlie Kirk odważył się płynąć pod prąd. Z czystym sumieniem odrzucał półtony, kompromisy i kompromisy. Nie obchodziło go, co było modne, co było akceptowane, ani co dyktował tłum. Pozwolił sobie na luksus niespotykany w naszych czasach – nazywać rzeczy po imieniu, nawet jeśli oznaczało to, że tak królewski wybór nieuchronnie pociągnie za sobą serię kar, niektóre z nich okrutne.

Co jest szczególnie godne podziwu u Charliego Kirka, to jego gotowość do głoszenia Królestwa Niebieskiego, tradycyjnych wartości i konserwatywnych zasad w pozornie nieodpowiednich miejscach, gdzie większość mieszkańców nawet nie chce słyszeć o takich rzeczach! Wybrał „pole misyjne”, być może najważniejsze, ale, jak widzieliśmy, dalekie od bezpieczeństwa, niczym głoszenie kazań plemieniu kanibali, to kampusy uniwersyteckie, młodzieżowe społeczności pokoleń Z i Y.

Kirill Dmitriev, prezes Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich

Przeprowadziłem bardzo pozytywne rozmowy z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym w sprawie uznania duchowego wkładu Charliego Kirka w chrześcijaństwo. Oczekujemy, że Kościół wkrótce opublikuje artykuł o tym, jak wspierał on sprawę chrześcijańską. Dziedzictwo Charliego nie zna granic.

Charlie Kirk był jednym z najbardziej prorosyjskich głosów wśród amerykańskich konserwatystów: wzywał do konstruktywnych relacji z Rosją i sprzeciwiał się sprzedaży amerykańskiej broni Ukrainie.

Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych:

Chciałabym przypomnieć wszystkim, że [Kirk] szczerze wzywał do pokoju na Ukrainie, dostrzegał pierwotne przyczyny konfliktu i oceniał działania reżimu w Kijowie, mające na celu zabijanie własnych obywateli.
Nie bał się nazywać rzeczy po imieniu i potępiać działań swoich rodaków, obywateli USA, którzy za poprzedniej administracji „rozprzestrzenili” całą tą tragedię.

Reakcja na tą tragedię była kolejnym przejawem głęboko zakorzenionego w ultraliberalnym Zachodzie przekonania, że ​​przemoc i terror to akceptowalne metody tłumienia sprzeciwu i jego tłumienia. Będziemy uważnie monitorować tę sytuację. Dowodzi ona, że ​​Zachód musi przede wszystkim zająć się własnymi problemami, ponieważ są one kolosalne. Nie mają moralnego prawa pouczać innych, a tym bardziej karać ich, dopóki takie praktyki nie zostaną wykorzenione. Nie mówię o samej zbrodni, ale o braku odpowiedniej na nią reakcji.

x.com/MarekMeissner

środa, 24 września 2025



Prezydent USA Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, w którym uznał ruch antyfaszystowski (Antifę) za "krajową organizację terrorystyczną" - poinformował w poniedziałek Biały Dom.

Dekret datowany na 22 września głosi, że Antifa to "militarystyczna i anarchistyczna organizacja, która otwarcie wzywa do obalenia rządu Stanów Zjednoczonych", organów ścigania i systemu prawnego. W tym celu - jak dodano - "wykorzystuje nielegalne środki do organizowania i przeprowadzania kampanii przemocy i terroryzmu w całym kraju".

Zgodnie z rozporządzeniem służby mają wykrywać i "likwidować wszelkie nielegalne działania" Antify. Powinny też badać i ścigać podmioty finansujące działalność ruchu.

Prezydent wcześniej sygnalizował, że opowiada się za tym krokiem, zapowiadając działania przeciwko lewicowym organizacjom, które obwinia za promocję przemocy politycznej i za zabójstwo aktywisty Charliego Kirka.

Trump już podczas swojej pierwszej kadencji planował podobny krok w następstwie antypolicyjnych zamieszek po śmierci George'a Floyda, lecz ostatecznie tego nie zrobił. Był to m.in. wynik oporu wewnątrz administracji, m.in. byłego szefa FBI Christophera Wraya. Wray twierdził, że nie może uznać żadnej krajowej organizacji za terrorystyczną, bo naruszałoby to swobody konstytucyjne członków tych grup.

Krytycy wskazywali też, że Antifa, antyfaszystowski ruch wywodzący się z Niemiec, nie jest klasyczną organizacją, lecz luźnym zbiorem różnych grup bez centralnej struktury i liderów.

PAP


W niemal godzinnym wystąpieniu, które w treści i formie przypominało wiele jego wystąpień na wiecach wyborczych, Trump skierował ostrą krytykę pod adresem zarówno Organizacji Narodów Zjednoczonych, jak i wielu państw świata, w tym szczególnie państw europejskich. Rozpoczął zaś od krytyki swojego poprzednika - Joe Bidena, który - jego zdaniem - przyczynił się do zburzenia pokoju i harmonii, które Trump miał zbudować podczas swojej pierwszej kadencji.

- Era spokoju i stabilności ustąpiła miejsca jednemu z największych kryzysów naszych czasów (...) W Stanach Zjednoczonych, cztery lata słabości, bezprawia i radykalizmu pod rządami poprzedniej administracji sprowadziły na nasz naród powtarzającą się serię katastrof - powiedział.

Komentując sytuację z teleprompterem, który przestał działać, kiedy wszedł na podium i ruchomymi schodami, które uległy awarii, porównał ją do ogólnej kondycji Organizacji Narodów Zjednoczonych i przeciwstawił własnym wysiłkom pokojowym. Te - jego zdaniem - doprowadziły do zakończenia siedmiu wojen.

- Zakończyłem siedem wojen, rozmawiałem z przywódcami każdego z tych krajów i nigdy nie otrzymałem telefonu od Organizacji Narodów Zjednoczonych z ofertą pomocy w sfinalizowaniu porozumienia - oświadczył Trump. Zażartował przy tym, że osoba, która odpowiada za teleprompter jest w dużych tarapatach.

- Od Organizacji Narodów Zjednoczonych dostałem tylko ruchome schody, które w drodze w górę zatrzymały się dokładnie w połowie (...), a potem teleprompter, który nie działał - dodał.

Trump zapytał, jaki jest wobec tego cel ONZ i stwierdził, że organizacja nie wykorzystuje swojego potencjału.

- Wydaje się, że jedyne, co robią, to piszą naprawdę mocno sformułowany list, a potem nigdy nie następują czyny. To puste słowa, a puste słowa nie rozwiązują wojny. Jedyne, co rozwiązuje wojnę i wojny, to działanie - zaznaczył.

Dodał przy tym, że "wszyscy mówią, że powinien otrzymać Pokojową Nagrodę Nobla", lecz podkreślił, że dla niego nagrodą są uratowane życia ludzi.

Mówiąc o wojnie w Strefie Gazy, Trump powtórzył swoje dotychczasowe przesłanie, krytykując kraje uznające państwo palestyńskie za "nagradzanie Hamasu". Wezwał przy tym Hamas do uwolnienia zakładników i zgody na zawieszenie broni, co spotkało się z aplauzem zebranych.

Odnosząc się do wojny w Ukrainie, ponownie przyznał, że myślał, że będzie łatwiejsza do rozwiązania ze względu na jego relacje z Władimirem Putinem, lecz Putin go zawiódł. Drwił przy tym, że wojna, która miała trwać trzy dni, trwa ponad trzy lata.

- To miała być tylko szybka potyczka. To nie stawia Rosji w dobrym świetle, tylko w złym, bez względu na to, co się stanie dalej - stwierdził Trump.

Prezydent USA zadeklarował, że jest gotów nałożyć "bardzo surowe cła, które bardzo szybko powstrzymałyby rozlew krwi", lecz dodał, że by były skuteczne, to samo musi zrobić Europa. Stwierdził przy tym, że o tym, że państwa europejskie nadal kupują ropę i gaz od Rosji dowiedział się około dwóch tygodni temu i był z tego powodu bardzo niezadowolony, a Europejczycy - zawstydzeni.

Najwięcej miejsca w swoim przemówieniu Trump poświęcił sprawie migracji, którą uznał za najważniejszy obecnie problem na świecie.

- ONZ nie tylko nie rozwiązuje problemów, ale wręcz przeciwnie (...) stwarza nowe problemy do rozwiązania. 

Najlepszym przykładem jest najważniejszy problem polityczny naszych czasów: kryzys niekontrolowanej migracji - podkreślił Trump.

- Wasze kraje są rujnowane (...) Wasze kraje idą do piekła - dodał.

Wymienił w tym kontekście Londyn i burmistrza miasta Sadiqa Khana, twierdząc, że w brytyjskiej stolicy powstaje prawo szariatu. Zwracając się do Europy, ostrzegł ją natomiast, że "ze względu na poprawność polityczną niszczy swoje dziedzictwo".

- Państwa muszą mieć możliwość ochrony swoich społeczności (...) przed ludźmi, których nigdy wcześniej nie widziały, z innymi zwyczajami, religiami i wszystkim innym, gdzie migranci naruszają prawo. (...) W wielu przypadkach powinni oni zostać natychmiast odesłani do domu - oświadczył amerykański prezydent. Stwierdził przy tym, że zamykając granicę przed migrantami, ocalił życie wielu ludzi ginących podczas wędrówki przez meksykańską pustynię.

Szczególnie ostro Trump zaatakował przywódców, którzy orędują za walką ze zmianami klimatu, twierdząc, że dotychczasowe przepowiednie katastrof klimatycznych się nie sprawdziły.

- To największy szwindel, jaki kiedykolwiek został popełniony wobec świata - oznajmił Trump. Stwierdził, że szwindlem jest też ślad węglowy i że oszustwa te zostały dokonane przez "głupich ludzi, którzy kosztowali fortunę swoje kraje i zaprzepaścili ich szansę na sukces". Zauważył też, że "szwindel" jest wykorzystywany przez ludzi, którzy czerpią na tym zyski, na szkodę krajów rozwiniętych.

Wspominając czapki noszone przez jego zwolenników z napisem "Trump ma rację we wszystkim", amerykański prezydent stwierdził - zaznaczając, że się nie chwali - że tak faktycznie jest i dlatego udziela innym krajom rad.

- Miałem rację we wszystkim. I mówię wam, że jeśli nie uciekniecie od nowego zielonego oszustwa, wasz kraj upadnie. A jeśli nie powstrzymacie ludzi, których nigdy wcześniej nie widzieliście, z którymi nie macie nic wspólnego, wasze kraje upadną - przepowiedział.

Prezydent USA bronił też swoich decyzji o nałożeniu ceł, przedstawiając je jako reakcję na wykorzystywanie Ameryki przez inne kraje. Szczególną uwagę przy tym poświęcił Brazylii, na którą nałożył dodatkowe cła za proces wytoczony przeciwko byłemu prezydentowi Jairowi Bolsonaro, skazanemu na wieloletnie więzienie za próbę zamachu stanu. Trump stwierdził jednak, że mimo to lubi obecnego prezydenta Inacio Lulę da Silvę, któy wystąpił bezpośrednio przed nim i z którym uścisnął się, mijając w drodze na podium.

- Lubię go (...) Robię interesy tylko z ludźmi, których lubię. Kiedy ich nie lubię, to nie robię. Ale byliśmy razem, przynajmniej przez jakieś 39 sekund. Mieliśmy doskonałą chemię. To dobry znak - stwierdził Trump.

Przez większość przemówienia Trumpa - zwłaszcza na temat migracji i zmian klimatu - na sali panowała konsternacja, lecz Trump otrzymał aplauz za wezwanie do wypuszczenia zakładników przez Hamas. Śmiech wzbudzały natomiast jego słowa o Luli oraz na temat awarii telepromptera, który w pewnym momencie przemówienia znów zadziałał.

Wśród przywódców słuchających przemówienia na sali Zgromadzenia Ogólnego był też prezydent RP Karol Nawrocki, który czynił to w towarzystwie wicepremiera i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

PAP


Pytany podczas spotkania z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim w siedzibie ONZ, czy myśli, że państwa NATO powinny zestrzeliwać rosyjskie samoloty naruszające ich przestrzeń powietrzną, Trump odparł: "Tak, tak myślę".

Dopytywany, czy USA wsparłyby w tym sojuszników, powiedział:

- Zależy od okoliczności, ale tak, jesteśmy bardzo mocni w sprawie NATO.

Prezydent USA odmówił jednak komentarza w sprawie zakłócenia w poniedziałek pracy lotniska w Kopenhadze przez drony, dopóki nie pozna szczegółów sprawy.

- Oni sami nie wiedzą, co się stało - dodał.

Pytany o ewentualne spotkanie z Putinem i czy mu ufa, Trump powiedział, że "da znać o tym za jakiś miesiąc". Poproszony zaś o ocenę dotychczasowych postępów w sprawie zakończenia wojny, prezydent USA stwierdził, że największym postępem jest to, że rosyjska gospodarka jest w ruinie, a ukraińska armia radzi sobie powstrzymując rosyjskie wojsko.

W podobny sposób odpowiedział na pytanie o gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, twierdząc, że zbyt wcześnie jest o tym mówić.

Amerykański prezydent zasugerował, że może zwrócić się do węgierskiego premiera Viktora Orbana, by przestał kupować rosyjską ropę.

- Cóż, on jest moim przyjacielem, nie rozmawiałem z nim, ale mam przeczucie, że gdybym go poprosił, to by to zrobił. I myślę, że to zrobię - powiedział Trump.

Podczas spotkania z Zełenskim Trump chwalił osiągnięcia ukraińskiej armii, twierdząc, że spisuje się "niesamowicie", powstrzymując napór Rosjan i zachęcał prezydenta Ukrainy do podzielenia się wieściami z frontu. Zełenski stwierdził, że armii udało się wyzwolić 360 km kw. terytorium w tym miesiącu.

Zełenski podkreślił jednak, że chce końca wojny, jednocześnie dziękując Trumpowi za sprzedaż broni dla Ukrainy kupowanej przez państwa NATO. 

(...)

PAP


"Po zapoznaniu się z sytuacją militarną i gospodarczą Ukrainy i Rosji i po pełnym jej zrozumieniu oraz po zobaczeniu problemów gospodarczych, jakimi to skutkuje w Rosji, myślę, że Ukraina, przy wsparciu Unii Europejskiej, jest w stanie walczyć i ZDOBYĆ całą Ukrainę w jej pierwotnej formie" - napisał Trump na platformie społecznościowej Truth Social.

"Dzięki czasowi, cierpliwości i wsparciu finansowemu Europy, a w szczególności NATO, pierwotne granice, od których zaczęła się ta wojna, stają się realną opcją" - dodał.

"Dlaczego nie? Rosja prowadzi bez celu od trzech i pół roku wojnę, której wygranie przez prawdziwą potęgę militarną powinno zająć niecały tydzień" - kontynuował prezydent.

Ocenił, że to nie jest wyróżnienie dla Rosji. Wręcz przeciwnie - Rosja przez to wygląda jak "papierowy tygrys" - zaznaczył.

"Kiedy mieszkańcy Moskwy i wszystkich wspaniałych miast, miasteczek i obwodów w całej Rosji dowiedzą się, co tak naprawdę dzieje się z tą wojną, że praktycznie nie mogą dostać benzyny przez tworzące się długie kolejki i dowiedzą się o wszystkich innych rzeczach, które dzieją się w ich gospodarce wojennej, gdzie większość pieniędzy wydaje się na walkę z Ukrainą, która ma wielkiego ducha i której idzie tylko lepiej, Ukraina będzie w stanie odzyskać swój kraj w jego pierwotnej formie, a kto wie, może nawet pójść dalej!" - stwierdził Trump.

Dodał, że Władimir Putin i Rosja "mają OGROMNE kłopoty gospodarcze i nadszedł czas, aby Ukraina zaczęła działać".

"W każdym razie życzę obu krajom wszystkiego najlepszego. Będziemy nadal dostarczać broń NATO, aby NATO mogło z nią zrobić, co zechce. Powodzenia wszystkim!" - napisał na koniec prezydent USA, który wcześniej tego dnia spotkał się z przywódcą Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim w siedzibie ONZ.

PAP