piątek, 19 września 2025



Nie wierzę w olśnienie „zwykłych Rosjan”. Socjologia wszystkich wojen jest mniej więcej taka sama. Na początku krzywa patriotyzmu szybuje. Z czasem na sile zaczynają przybierać tendencje pacyfistyczne – i to nie tylko za sprawą wyższości lodówki nad telewizorem. Zwykli obywatele będą gotowi znieść wysokie ceny i niedobory towarów, jeśli te zostaną zrekompensowane wizją szybkiego zwycięstwa. Dlatego pusta lodówka to za mało. Wojna dla Rosjan powinna stać się wojną-nie-do-wygrania.

Mówiąc wprost – Rosjanie nie doświadczą iluminacji, kiedy zaczną się pogrzeby i nastanie bieda. Doświadczą jej, gdy pogrzeby i bieda stracą sens i uzasadnienie.

Nie należy jednak po tym przebudzeniu spodziewać się zbyt wiele. Dwadzieścia lat temu rosyjski wyborca zamienił swoje prawa polityczne na kredyt hipoteczny. Dlatego dziś będzie mógł jedynie patrzeć, jak autorytarny reżim Federacji Rosyjskiej zamienia się w reżim totalitarny.

(...)

Myślę o tym, że dzisiaj Ukraińcy znów mogą powiedzieć o sobie „my”. Wytrwaliśmy. I okazaliśmy się niezłomni. A co mogą powiedzieć o sobie Rosjanie? Jaki zaimek wybiorą? I jaki wniosek z tego wysnują?

W końcu o rosyjskim jutrze nie wiemy zupełnie nic. Nie wiemy, jaka będzie nowa rosyjska normalność. Ani jak nisko upadnie Rosja. Co z sowieckiej przeszłości powróci. I co istotne – nie wiemy, jak ukształtują się granice przyszłej Rosji.

Na tym polega paradoks. Rosja chciała przesunąć nasze granice, ale w rezultacie postawiła pod znakiem zapytania własne. A taki wstrząs może zmienić wszystko.

Już siódmy miesiąc znajdujemy się w środku sztormu – i wciąż jesteśmy na fali. Krajobraz będziemy podziwiać dopiero, gdy ziemia przestanie drżeć w posadach.

(...)

Przez ostatnie siedemdziesiąt lat Moskwa budowała religię narodową na kanwie drugiej wojny światowej. Nazywała ją wielką wojną ojczyźnianą i przez dziesięciolecia legitymizowała nią swoje działania. Zwycięstwo nad faszyzmem nabrało statusu „ale”, które unieważniało wszystko, co wydarzyło się zarówno przed wojną, jak i po niej. Władze rosyjskie wielokrotnie ogłaszały się spadkobiercami zwycięzców i na tej podstawie żądały od reszty świata wdzięczności i ustępstw.

W dniu 24 lutego 2022 roku ten koń zdechł i nie dało się już jechać na nim dalej. Wówczas Moskwa stała się spadkobierczynią nie zwycięzców, ale pokonanych. Z pewnością do końca będzie uparcie zaprzeczać swojemu nowemu statusowi, ale mało kto okaże się tym zainteresowany.

(...)

Absurd goni absurd. Ze scenariusza filmowego takie wątki wypadłyby na wstępie ze względu na ich niedorzeczność. Bo też czujemy się właśnie, jakbyśmy byli na planie kasowego filmu, w którym Frodo musi dostać się do Orodruiny. Jedyna różnica polega na tym, że zakończenie naszej historii wciąż nie jest napisane. Nasza wojna nakreśli nowe granice na kontynencie. Wytyczy nowe reguły. Będą o nas pisać książki, a naszą dzisiejszą rzeczywistość analizować w pracach naukowych. Jesteśmy Harrym Potterem i Williamem Wallace’em, a nawet Hanem Solo. Uciekamy z Shawshank i wysadzamy Gwiazdę Śmierci, walczymy z Harkonnenami i rzucamy wyzwanie Thanosowi. W tym stuleciu nie wydarzyło się nic bardziej epickiego od nas. Jeszcze nie wygraliśmy, ale już wygraliśmy.

Nasze dzieci będą nam zazdrościć. Nasze wnuki będą miały naszych opowieści po dziurki w nosie.

new.org.pl


O sukcesach chińskiej branży motoryzacyjnej, pisze się wiele, słyszy się wiele. Więc tu nie o tym. Bo jest i druga strona medalu, którą dobrze podsumował materiał Reutersa 👇

🏭 Nadmiernie rozbudowane moce produkcyjne w chińskiej motoryzacji mogą rodzić problemy nie tylko dla europejskich producentów, na co my zwracamy szczególną uwagę, ale i tworzyć je w samych Chinach. A mówimy o branży, która wraz z pochodnymi może odpowiadać za 8-10% chińskiego PKB.

📰 "CHENGDU, Chiny. Na obrzeżach tego 21-milionowego miasta, w salonie mieszczącym się w centrum handlowym, oferowane są niezwykłe okazje na zakup nowych samochodów.

Odwiedzający mogą wybierać spośród około 5 000 pojazdów. Lokalne Audi sprzedawane są z rabatem 50%. Siedmiomiejscowy SUV chińskiej firmy FAW kosztuje około 22 300 dolarów. To ponad 60% mniej niż cena katalogowa.

Takie oferty dostępne w firmie Zcar, która deklaruje, że kupuje hurtowo od producentów i dealerów, możliwe są tylko dlatego, że w Chinach jest zbyt wiele samochodów.

Przez lata subsydia i inne działania rządu miały na celu uczynienie z Chin globalnej potęgi motoryzacyjnej i lidera w segmencie pojazdów elektrycznych (TS: przyznajmy, że udaje im się to). Krajowe koncerny osiągnęły ten cel z nawiązką. I właśnie to stało się problemem.

Chiny mają dziś więcej marek produkujących więcej samochodów, niż największy na świecie rynek jest w stanie wchłonąć. Branża stara się realizować cele produkcyjne narzucone przez politykę państwową, zamiast odpowiadać na realny popyt konsumentów - wynika z analizy Reutersa. To sprawia, że osiągnięcie zysku jest niemal niemożliwe dla prawie wszystkich producentów - mówią przedstawiciele branży." 📰

🚨 Główny temat raportu Reutersa: Nadprodukcja i "inwolucja" chińskiego rynku motoryzacyjnego.

Chińskie polityki rządowe, które przedkładają cele produkcyjne nad realny popyt rynkowy, doprowadziły do sporej nadprodukcji i nadinwestycji w sektorze motoryzacyjnym. Rezultatem jest przepełniony rynek, który znalazł się w "błędnym kole" nieopłacalnej konkurencji i "inwolucji", czyli samo-destrukcyjnych praktyk.

▶️ Kluczowe punkty

📌 Decyzje polityczne: Od lat 90. Pekin dążył do uczynienia z Chin globalnego lidera w branży motoryzacyjnej. Z czasem postawiono zwłaszcza na segment pojazdów elektrycznych (EV).

W 2017 roku ogłoszono plan, który zakładał produkcję 35 milionów pojazdów rocznie do 2025 roku, co było niemal dwukrotnością rocznego rekordu sprzedaży w USA.

Równolegle władze centralne zaczęły ograniczać przegrzany sektor nieruchomości, więc plan motoryzacyjny stał się w pewnym stopniu wygodnym alternatywnym filarem gospodarczym dla samorządów, które dotąd opierały się na sprzedaży gruntów i podatkach od nieruchomości.

Lokalne władze w zamian za obietnice produkcji i dochodów podatkowych, oferowały producentom hojne zachęty, takie jak tanie grunty i dotacje. Ta rywalizacja doprowadziła do pomnożenia nadmiernych mocy produkcyjnych w całym kraju.

🔸 W 2021 roku rząd hrabstwa Changfeng przyciągnął giganta BYD, sprzedając mu 8,3 km² ziemi za cenę o 40% niższą niż inni nabywcy.

🔸 W Pekinie Xiaomi kupiło ziemię pod fabrykę EV o 22% taniej niż rynkowa cena, a w zamian miasto postawiło jej wymóg generowania minimalnego rocznego przychodu w wysokości 6,6 mld dolarów.

🔸 "Jeśli Pekin mówi, że to branża strategiczna, każdy gubernator chce mieć fabrykę samochodów. To sposób, by być w łaskach partii" - komentuje Rupert Mitchell, ekonomista z Australii, wcześniej pracujący w chińskim startupie EV. "Ostatecznie prowadzi to do tego, że istniejący sektor podwaja inwestycje".

Firmy, które w normalnych warunkach rynkowych by upadły, były utrzymywane przy życiu przez lokalne władze, mające interes polityczny i gospodarczy w ich przetrwaniu.

📌 Skala nadbudowanych mocy produkcyjnych: Według Gasgoo Automotive Research Institute chińskie fabryki samochodów mają moce produkcyjne pozwalające wytwarzać ponad dwukrotnie więcej pojazdów niż w 2024 roku, kiedy wyprodukowano 27,5 miliona aut. (TS: różne źródła mówią o zdolnościach produkcyjnych na 40-50 mln aut... czyli średnio jest mowa o mocach odpowiadających połowie globalnego popytu).

Problem jest szczególnie dotkliwy w segmencie samochodów spalinowych, gdzie popyt gwałtownie spadł w ciągu ostatnich kilku lat.

Na rynku pojazdów elektrycznych działa aż 129 marek, ale według prognoz AlixPartners, do 2030 roku finansowo rentownych pozostanie zaledwie około 15 z nich.

📌 Skutki dla rynku i "inwolucja": Z powodu nadmiaru pojazdów, prawie wszyscy producenci samochodów mają problemy z osiągnięciem zysku, a tylko 30% dealerów jest rentownych.

Dealerzy, aby spełnić cele sprzedażowe i uzyskać premie od producentów, sprzedają samochody nawet do 20% poniżej ich kosztów.

Ostatnio w branży coraz częściej używa się terminu "inwolucja", opisującego konkurencję, która staje się autodestrukcyjna i prowadzi do patologicznych praktyk.

Przejawia się to w nietypowych działaniach, takich jak:

🔸 Fikcyjne transakcje: Dealerzy ubezpieczają i rejestrują niesprzedane samochody, co pozwala producentom na oficjalne ujęcie ich w statystykach sprzedaży. Reuters ujawnił, że marki Neta i Zeekr zawyżały wyniki, ubezpieczając samochody, zanim trafiły one do klientów, aby formalnie zaksięgować je jako sprzedane.

🔸 Szara strefa: Nadmiar aut jest przekazywany do firm typu Zcar, które skupują je po bardzo niskich cenach i sprzedają z gigantycznymi rabatami, często przez livestreaming na platformach takich jak Douyin (chiński TikTok). Firma Zcar przyznaje, że sprzedaje popularne modele ze stratą, aby przyciągnąć klientów.

"Jeśli w danym miesiącu masz sprzedać 20 aut, a udało ci się sprzedać 16, to co zrobisz z pozostałymi czterema w ostatnim dniu miesiąca?" – pytał retorycznie jeden z dealerów z Jiangsu. Sprzedanie ich nawet po cenach dumpingowych pozwoliłoby mu zakwalifikować się do bonusu ok. 80 000 juanów (11 200 USD) i wyjść na zero.

"Używane auta z zerowym przebiegiem" - takie samochody pojawiają się głównie w marcu, czerwcu, wrześniu i grudniu, gdy dealerzy rozpaczliwie walczą o realizację kwartalnych planów sprzedażowych i premie fabryczne. 

"Nie ma samochodu, którego nie da się sprzedać. Jest tylko cena, która nie jest odpowiednia"

🔸 Auta-zombie: Nowe, niesprzedane pojazdy, które zostały już zarejestrowane, są sprzedawane na rynku wtórnym jako "używane". Część z nich trafia na parkingi-cmentarzyska, gdzie są porzucane i niszczeją lub na aukcje sądowe, gdzie czasem nikt ich nie licytuje.

▶️ Konsekwencje polityczne i gospodarcze

📌 Pułapka "spirali w dół": Sytuacja ta przypomina jazdę na rowerze. Producenci "muszą pedałować dalej", czyli zwiększać produkcję, aby utrzymać przepływ pieniężny, nawet jeśli generują straty. Jest to pułapka, w której nadprodukcja i wojny cenowe wzajemnie się napędzają, wciągając rynek w błędne koło.

"To jak jazda na rowerze: dopóki pedałujesz, możesz być zmęczony, ale rower jedzie prosto" - powiedział Liang Linhe, prezes Sany Heavy Truck.

📌 Decyzje rządu: Mimo że prezydent Xi Jinping skrytykował prowincje za w pewnym sensie "gorączkę inwestycyjną" w EV, lokalne władze nadal ogłaszają programy wsparcia dla firm motoryzacyjnych. Oficjele opierają się konsolidacji i pozwoleniu firmom na upadek, by uniknąć masowych zwolnień.

Sytuacja ta zdaniem rozmówców Reutersa przypomina wcześniejsze kryzysy w chińskim sektorze nieruchomości i fotowoltaiki, co sygnalizuje potencjalne ryzyko systemowe.

▶️ Globalne perspektywy i ryzyko

📌 Wpływ na PKB: Branża motoryzacyjna i powiązane usługi stanowią około 10% chińskiego PKB, co sprawia, że kryzys w tym sektorze ma duże znaczenie dla całej gospodarki. (TS: w innych źródłach jest mowa tak o 8%, jak i o 10%; być może należy założyć coś w zakresie 8-10%; byłyby to proporcje podobne do tego, co mamy w Polsce).

📌 Odbiór na świecie: Zalew tanich, chińskich samochodów stanowi oczywiście zagrożenie dla przemysłu motoryzacyjnego w Europie. Z kolei USA wprowadziły niemal całkowity zakaz importu chińskich aut ze względu na obawy o bezpieczeństwo narodowe i nieuczciwą konkurencję.

📌 Przyszłość rynku: Konsolidacja jest nieunikniona, jednak proces ten może potrwać lata ze względu na wsparcie rządowe. Na rynku prawdopodobnie pozostanie tylko garstka dużych graczy, którzy mają wystarczającą skalę do przetrwania.

▶️ Podsumowując: według raportu Reutersa chińska polityka nadmiernego wspierania produkcji doprowadziła do niezrównoważonego rynku samochodowego, w którym prawie nikt - ani producenci, ani dealerzy - nie zarabia.

W dłuższej perspektywie oczekiwane są masowe bankructwa i konsolidacja branży, ale w krótkim czasie lokalne rządy wciąż podtrzymują nadmiar mocy produkcyjnych, pogłębiając kryzys.

TS: Od dobrych kilku miesięcy sporo mówi się o rządowej polityce anti-involution, która ma ograniczać patologiczne praktyki na rynku i zwalczać wojnę cenową. Jednocześnie prawdopodobnie mamy do czynienia z pewnym ograniczaniem dalszej rozbudowy mocy, patrząc po wyjątkowo słabych ostatnich danych (lipiec - sierpień) o inwestycjach budowalnych w sektorze przemysłowym.

Problemy opisywane przez Reuters raczej nie staną na drodze chińskim producentom do niemal pełnego wypchania z lokalnego rynku zagranicznych producentów aut oraz dalszego podbijania rynków globalnych... tam, gdzie nie będzie wprowadzonych większych barier. Po prostu powtórzy się sytuacja z wielu innych branż, gdzie Chiny przeprowadziły ekspansję na świat.

Niemniej ze względu na całkiem spore znaczenie branży dla gospodarki Chin, proces konsolidacji, który wydaje się ostatecznie być w chińskiej (przeinwestowanej) motoryzacji nieunikniony, może wywoływać odczuwalne i tam perturbacje.

x.com/T_Smolarek


Kolejne naloty Izraela zostały skierowane w stronę portu w Gazie — podaje Al Jazeera. Te ataki powietrzne, mające na celu wypędzenie ludzi, okazały się bardzo znaczące, gdyż zmusiły wiele rodzin do opuszczenia tych obszarów z powodu braku bezpieczeństwa.

"Pozostaje pytanie, dokąd mogą się udać. Izrael nakazał im udać się do rejonu Al-Mawasi w południowej części Gazy, ale obszar ten jest przepełniony namiotami rozstawionymi bardzo blisko siebie w zakurzonym terenie" — pisze reporter stacji.

Z danych udostępnionych przez palestyńskie władze wynika, że ponad 740 tys. osób — około 35 proc. 2,1-milionowej populacji Gazy — nadal przebywa na północy enklawy. "Jednak ciągłe ataki izraelskie zmuszają kolejne osoby do ucieczki" — podkreśla Al Jazeera.

Jak podają źródła medyczne stacji Al Jazeera, od świtu w izraelskich atakach na Strefę Gazy zginęło co najmniej 36 Palestyńczyków, w tym 19 osób w mieście Gaza. Dzisiejsza liczba ofiar śmiertelnych obejmuje również dwie osoby poszukujące pomocy humanitarnej, zabite przez izraelskie wojsko w południowej części Strefy Gazy. W sumie od początku wojny liczba zabitych mieszkańców Strefy Gazy ma przekraczać 65 tys.

"USA przygotowują umowę na dostawę broni do Izraela o wartości prawie 6 mld dol. — informuje Wall Street Journal". Głównym elementem umowy jest dostawa 30 śmigłowców AH-64 Apache o wartości 3,8 mld dol., co niemal podwoiłoby obecną flotę izraelskich śmigłowców Apache. Ponadto, Stany Zjednoczone planują sprzedać izraelskiej armii 3250 bojowych wozów piechoty o wartości 1,9 mld dol.

Tymczasem Stany Zjednoczone po raz kolejny zawetowały rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ domagającą się natychmiastowego, bezwarunkowego i trwałego zawieszenia broni w Strefie Gazy.

Rezolucja wzywała też do uwolnienia wszystkich zakładników przetrzymywanych przez terrorystów z Hamasu, a także apelowała o zniesienie przez Izrael ograniczeń w dostawach pomocy humanitarnej i zapewnienie bezpiecznego dostarczania jej ludności, szczególnie przez agencje ONZ i ich partnerów.

onet.pl


Bardzo popularny w USA program typu talk-show, prowadzony przez Kimmela, został w środę zdjęty z anteny na czas nieokreślony.

Kimmel powiedział w swoim programie, że zwolennicy Trumpa robią wszystko, co w ich mocy, by zyskać polityczne punkty na zabójstwie Kirka. Dodał, żal prezydenta po śmierci Kirka jest na miarę "żałoby czterolatka po złotej rybce". Pokazał też fragment rozmowy Trumpa z dziennikarzem, podczas której zapytany o to, jak się czuje po zabiciu aktywisty, odparł, że bardzo dobrze i pochwalił się przygotowaniami pod budowę sali balowej w Białym Domu.

Do decyzji sieci ABC odniósł się parokrotnie Trump, który nazwał to "wspaniałą wiadomością dla Ameryki". Stwierdził też, że Kimmel nie ma żadnego talentu, i pogratulował stacji odwagi, a w czwartek dodał, że został on zwolniony z powodu "bardzo złych ratingów".

Kimmel to jedna z najpopularniejszych postaci telewizji w Stanach Zjednoczonych, a jego program komentarze i wywiady były często cytowane przez najbardziej prestiżowe media.

Agencja AFP przypomina, że w lipcu sieć CBS zapowiedziała, że nie przedłuży programu "The Late Show" prowadzonego przez innego słynnego komika i komentatora Stephena Colberta na kolejny sezon, ponieważ skrytykował on fakt, że właściciel telewizji CBS koncern Paramount wpłacił 16 mln dolarów na fundusz biblioteki prezydenckiej Donalda Trumpa w związku z jego pozwem dotyczącym wywiadu z Kamalą Harris.

Trump wyraził zadowolenie i nadzieję, że to on był powodem zwolnienia Colberta.

onet.pl


Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że Jerome Powell traci kontrolę nad amerykańskim bankiem centralnym. Kolejni członkowie FOMC (Federal Open Market Committee - ang. Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku) – odpowiednika naszej Rady Polityki Pieniężnej – podważali jego ostrożne podejście do obniżek stóp procentowych. Michelle Bowman i Christopher Waller już w lipcu sygnalizowali, że dane z rynku pracy są na tyle słabe, iż cięcia powinny rozpocząć się wcześniej. W ich ocenie Fed działał zbyt wolno i ryzykował pogłębienie spowolnienia.

W tle narastała polityczna presja ze strony Donalda Trumpa, który od miesięcy atakuje Rezerwę Federalną i chciał wymienić część jej władz. Rynki przygotowywały się więc na spektakl podziałów i ostrą walkę frakcyjną, a nawet na możliwość radykalnego cięcia o 50 punktów bazowych – dokładnie takiego, jakiego oczekiwał Trump.

Rzeczywistość okazała się jednak inna. Na wrześniowym posiedzeniu Fed zdecydowaną większością głosów obniżył stopy procentowe o 25 pb. To pierwsze cięcie w tym roku i wyraźny sygnał, że rozpoczyna się nowy cykl luzowania polityki pieniężnej. Jedynym wyłomem był Stephen Miran – świeżo powołany do zarządu przez Donalda Trumpa doradca ekonomiczny – który głosował za bardziej radykalną, 50-punktową redukcją.

Wbrew obawom, że nowy członek zburzy delikatny konsensus, Powell zdołał "zagonić gołębie do gołębnika". Pokazał tym samym, że wciąż kontroluje instytucję i potrafi wypracować kompromis nawet w trudnych politycznie warunkach.

Nie zmienia to faktu, że napięcie wokół FED sięga zenitu. Donald Trump otwarcie próbuje podporządkować sobie bank centralny. Najgłośniejszym przykładem była próba usunięcia Lisy Cook, pierwszej czarnoskórej kobiety w historii tej instytucji, z powodu rzekomych nieprawidłowości w dokumentach hipotecznych. Sąd federalny zablokował ten ruch, ale sama próba pokazała, że prezydent nie cofnie się przed niczym, by zdobyć większość w zarządzie. Ostatecznie, po rezygnacji jednej z osób, Trump przepchnął w Senacie kandydaturę Mirana – minimalną większością i w błyskawicznym tempie. Miran, choć formalnie na urlopie, wciąż pełni funkcję doradcy w Białym Domu, co wywołało oburzenie Demokratów.

Dla Powella taka sytuacja to test nie tylko politycznej zręczności, ale przede wszystkim umiejętności utrzymania autorytetu. FED działa w oparciu o konsensus, a każde pęknięcie jest natychmiast wychwytywane przez rynki. Głosowanie z jedną tylko osobą na "nie" pozwoliło przewodniczącemu wysłać jasny sygnał: bank centralny nadal jest jednością, a jego decyzje mają być przewidywalne. W czasach, gdy amerykańska gospodarka zmaga się jednocześnie ze spowolnieniem na rynku pracy i wciąż wysoką inflacją, taka spójność ma kluczowe znaczenie.

money.pl

czwartek, 18 września 2025



Po wyparciu Ukraińców z Zaricznego najeźdźcy otworzyli drogę do Łymanu od północnego wschodu (pozostaje im do niego niespełna 8 km). Pogłębili także oskrzydlenie miasta od północnego zachodu, gdzie przecięli główną drogę do niego od strony obwodu charkowskiego. Przeprowadzili rajd dywersyjny do leżącego pomiędzy Łymanem a Siewierskiem Jampila (mieli wkroczyć do niego w ubraniach cywilnych), o który trwają walki. Utrata tego ostatniego bezpośrednio zagroziłaby Siewierskowi – w okolicach Jampila przebiega główna obecnie droga zaopatrzenia miasta. Po zajęciu wsi Ołeksandro-Szułtyne wyszli na południowo-wschodnie przedpola Konstantynówki. Poczynili również postępy w rejonie aglomeracji pokrowskiej, gdzie sukcesy terenowe osiągnęli też obrońcy (dzieląca wojska obu stron szara strefa skurczyła się). Trwają walki w północnej części Kupiańska (według niektórych źródeł agresor kontroluje część kwartałów w centrum miasta), co zmusiło siły ukraińskie do wycofania się z kolejnych pozycji na wschodnim brzegu rzeki Oskoł.

(...)

10 września Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak powietrzny na zachodnią Ukrainę. O zniszczeniach obiektów przemysłowych lub magazynowych donoszono m.in. z Berdyczowa (trafione zostały zakłady Progres), Izmaiłu, Lwowa (lotnicze zakłady remontowe), Łucka, Wołoczysk w obwodzie chmielnickim (filia zakładów Motor Sicz), Winnicy (zakłady lotnicze) i Żytomierza. Według prezydenta Wołodymyra Zełenskiego atak objął 15 obwodów. Zgodnie z komunikatem ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP) agresor miał wykorzystać łącznie 415 dronów uderzeniowych lub ich imitatorów oraz 43 pociski balistyczne i manewrujące. Obrońcy zadeklarowali zneutralizowanie 386 bezzałogowców i zestrzelenie 27 rakiet.

Ukraiński przewoźnik kolejowy Ukrzaliznycia oznajmił, że najeźdźcy zintensyfikowali ataki na kluczowe węzły kolejowe. W ostatnich tygodniach ich celem stały się nie tylko składy i budynki stacyjne, lecz także lokomotywownie i obiekty energetyczne zabezpieczające ruch kolejowy. Doszło do tego m.in. 13 września w Słowiańsku. Dzień później w obwodzie kijowskim miała natomiast miejsce detonacja składu przewożącego amunicję. Rosyjskie drony lub rakiety uderzały w zaplecze logistyczne i przemysłowe obrońców w Zaporożu (10 i 16 września; w drugim ataku zginął jeden, a rannych zostało 18 cywilów), Kramatorsku (10, 13 i 15 września), Czernihowie (11 i 14 września), Sumach (11, 12 i dwukrotnie 16 września; po przedostatnim ataku miasto zostało częściowo odcięte od dostaw prądu), Dnieprze (14 września), Charkowie (16 września) oraz obwodzie kijowskim (wskutek ataku 16 września płonie duże centrum logistyczne). Według DSP od wieczora 9 września do rana 16 września najeźdźcy użyli łącznie (wliczając zmasowany atak 10 września) 940 bezzałogowców i 70 rakiet. Zneutralizowanych miało zostać 818 dronów, a zestrzelonych – 27 rakiet.

(...)

12 września ukraińskie drony uderzyły w największy rosyjski port naftowy Primorsk w obwodzie leningradzkim, uszkadzając dwa zbiornikowce („Custo” i „Cai Yun” pod banderą Seszeli). Ogółem tego dnia Ukraińcy mieli wykorzystać co najmniej 221 bezzałogowców (taką liczbę zestrzelonych podali Rosjanie), a poza naftoportem trafiono m.in. skład paliwa w Smoleńsku. Wskutek ataków 13 i 14 września doszło do pożarów na terenie kolejnych rafinerii, odpowiednio Nowoufimskiej w Ufie (Baszkortostan) i w Kiriszy (obwód leningradzki). Według Agencji Reutera w drugiej z wymienionych uszkodzony został jeden z głównych agregatów przetwórczych, w związku z czym częściowo wstrzymała ona pracę, a naprawa może potrwać do miesiąca. Ukraiński Sztab Generalny podał, że 16 września trafiono rafinerię w Saratowie (byłoby to już kolejne w tym roku uderzenie na ten obiekt) – w jej rejonie wybuchł pożar. Informacji nie potwierdziły dotąd inne źródła.

10 września ukraiński wywiad wojskowy (HUR) miał przeprowadzić na Morzu Czarnym atak na rosyjski statek ratowniczy projektu MPSV07. Służba zakomunikowała to następnego dnia. Według jej przekazu jednostka prowadziła rozpoznanie radioelektroniczne w okolicach Noworosyjska. Ukraiński dron miał zniszczyć służącą do tego aparaturę, co spowodowało skierowanie statku do kosztownego remontu. Dzień później ukraińska Marynarka Wojenna miała uszkodzić węzeł komunikacyjny Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu, o czym jej dowództwo powiadomiło trzy dni później. Doniesień tych nie potwierdziły na razie inne źródła.

13 i 14 września HUR i Siły Operacji Specjalnych przeprowadziły wspólny atak na infrastrukturę kolejową w Rosji. Celem były strategiczne linie kolejowe wykorzystywane przez wroga do zaopatrywania wojsk okupacyjnych na kierunkach charkowskim i sumskim. W jednym z uderzeń na linii Petersburg–Psków wykolejono pociąg, niszcząc 15 cystern z paliwem.

osw.waw.pl


W ostatnich latach CHP stała się zagrożeniem politycznym dla AKP i Erdoğana. W 2023 r. władzę w partii stracił Kılıçdaroğlu. Polityk, stojący na jej czele od 2010 r., przewodził ugrupowaniu podczas pięciu kampanii parlamentarnych, a także dwóch prezydenckich, lokalnych i referendalnych. CHP nie wygrała żadnego z tych głosowań, a największy sukces odniosła w 2019 r., gdy jej kandydaci zwyciężyli w wyborach lokalnych w Ankarze i Stambule. Wcześniej Kılıçdaroğlu udało się jednak przedefiniować tożsamość partii. W rezultacie CHP – dotychczas postrzegana jako radykalnie laicka, a więc niewybieralna dla części konserwatywnego społeczeństwa – otworzyła się na działaczy o tradycyjnych poglądach. Legitymację w ugrupowaniu i elektoracie Kılıçdaroğlu stracił, gdy w maju 2023 r. przegrał w wyborach prezydenckich z Erdoğanem. Jego decyzję o starcie uznawano za kontrowersyjną – podjął ją wbrew sondażom, które pokazywały, że największe szanse na zwycięstwo mają inni członkowie CHP, zwłaszcza burmistrzowie Ankary Mansur Yavaş i Stambułu Ekrem İmamoğlu.

Ta przegrana wywołała w partii przesilenie – w listopadzie 2023 r. fotel przewodniczącego przejął Özel, wspierany przez İmamoğlu. Pod jego wodzą ugrupowanie osiągnęło swój największy sukces – w wyborach lokalnych w marcu 2024 r. nie tylko utrzymało władzę w dużych miastach, lecz także przejęło nowe prowincje i odnotowało pierwszy wynik w skali całego kraju (...). CHP zaczęła konsekwentnie pojawiać się na szczycie sondaży parlamentarnych, a ten trend potwierdzają również najnowsze badania – według średniej za sierpień wciąż plasuje się ona na pierwszym miejscu (31,9%) przed AKP (30,6%). W sondażach prezydenckich İmamoğlu wygrywał zarówno z Erdoğanem, jak i innymi potencjalnymi kandydatami partii rządzącej.

Notowaniom opozycji sprzyjały złe nastroje społeczne, wywołane przewlekłymi problemami gospodarczymi Turcji. Od objęcia stanowiska przewodniczącego Özel skutecznie je rozgrywał. W licznych przemówieniach zarzucał władzom nieudolne zarządzanie gospodarką, twierdząc, że służy ona przede wszystkim związanym z nimi elitom, a nie pracownikom i klasie średniej. Zwracał przy tym uwagę na rosnące koszty życia. Ponadto duet Özel–İmamoğlu unowocześnił CHP, opierając jej działania na wnikliwej analizie elektoratu, budowaniu pozytywnego przekazu w mediach społecznościowych czy bezpośrednim kontakcie z wyborcami. Wysoka aktywność tego tandemu sprawiała wrażenie, że ugrupowanie przejęło od AKP pierwszeństwo w kształtowaniu trendów w polityce wewnętrznej.

osw.waw.pl

środa, 17 września 2025



Szef MSZ, wicepremier Radosław Sikorski powiedział włoskiemu dziennikowi "Corriere della Sera", że Polska nie jest w stanie wojny z Rosją. Wyraził też opinię, że wtargnięcie do Polski w ubiegłym tygodniu rosyjskich dronów było testem obrony i zdolności reakcji.

W opublikowanym w środę wywiadzie szef dyplomacji odniósł się do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie nieuzbrojone drony w nocy z 9 na 10 września.

"Gdyby to była po prostu konsekwencja codziennych nalotów przeciwko Ukrainie, znaleźlibyśmy zwykłą mieszankę dronów uzbrojonych i nieuzbrojonych, jak robią to Rosjanie, by zmylić nieprzyjacielską obronę. Fakt, że wszystkie były bez ładunków wybuchowych i zostały wysłane z tego samego miejsca, i że zbiegło się to z wielkimi manewrami wojskowymi rosyjskimi i białoruskimi Zapad, wskazuje nam na to, że był to rodzaj testu" - oświadczył Sikorski.

"Na Kremlu chcą przestudiować naszą obronę i zdolność reakcji, militarnej i politycznej" - wyjaśnił.

Na uwagę, że jedyny budynek w Polsce został w czasie ataku uszkodzony w miejscowości Wyrki przez pomyłkę przez samolot F-16, wicepremier oświadczył: "To nic nie zmienia. W przeszłości zostaliśmy też trafieni przez ukraińskie pociski przeciwlotnicze. Ale wina nie spada na kraj ofiarę, ale na agresora, który rozpętał dynamikę wojenną".

Komentując stanowisko Kremla, według którego NATO jest już na wojnie z Rosją, Sikorski odpowiedział, że to "absurdalne stwierdzenie".

PAP

wtorek, 16 września 2025



15 września ukraiński portal United24 Media poinformował, że ukraiński producent dronów Wyrij i ukraińska firma z branży technologii obronnych The Fourth Law (TFL) rozpoczynają masową produkcję dronów pierwszoosobowych (FPV) Wyrij-10. United24 Media poinformowało, że Vyriy wyposażył drony Vyriy-10 w moduł naprowadzania terminala TFL-1 TFL, zaawansowany system naprowadzania sztucznej inteligencji, który umożliwi operatorom dronów wykonywanie bardziej precyzyjnych ataków i poruszanie się po środowiskach z wszechobecną wojną elektroniczną (EW). Szef TFL Jarosław Azhnyuk stwierdził, że kilka ukraińskich jednostek wykorzystało zmodyfikowane drony Wyrij-10, aby zwiększyć skuteczność uderzeń dronów od dwóch do czterech razy. United24 Media zauważyło, że drony kosztują około 448 dolarów, co czyni je tylko nieznacznie droższymi niż tradycyjne ukraińskie drony FPV. Integracja ukraińskich dronów z systemami naprowadzania AI stanowi znaczący postęp technologiczny, który umożliwi ukraińskim operatorom dronów przeprowadzanie dokładniejszych uderzeń i omijanie rosyjskiego EW na pierwszej linii frontu w celu uderzenia w cele w rosyjskim pobliżu tyłu.

(...)

Źródło w Głównej Dyrekcji Wywiadu Wojskowego Ukrainy (GUR) poinformowało ukraińskiego nadawcę Suspilne, że agenci GUR odpalili materiały wybuchowe w obiekcie rosyjskiego “47. Oddzielnego Batalionu Powietrznodesantowego Szturmowego” ze 155. Brygady Piechoty Morskiej (Flota Pacyfiku) w pobliżu Szczitowai w Kraju Nadmorskim rankiem 16 września, zabijając nieokreśloną liczbę rosyjskiego personelu. Źródło zauważyło, że elementy 155. Brygady Piechoty Morskiej były zamieszane w zbrodnie wojenne na kilku obszarach Ukrainy, jak udokumentowały ISW i inne zachodnie organizacje. Rosyjskie źródło informacji poufnych twierdziło, że w tym obiekcie stacjonuje również rosyjska jednostka wojskowa 40159 (prawdopodobnie zreformowany 186. Oddzielny Batalion Inżynierii Piechoty Morskiej Flotylli Primorskiej Floty Pacyfiku). Rosyjskie media państwowe podały 16 września, że miejscowi donieśli o zamknięciu dróg i helikopterach wojskowych lecących w pobliżu Władywostoku (bezpośrednio na zachód od Szczitowej) po eksplozjach. Komisja Antyterrorystyczna Kraju Nadmorskiego stwierdziła 16 września, że eksplozje w Szczitowej spowodowały awarie infrastruktury gazowej.

understandingwar.org

poniedziałek, 15 września 2025



Europa ma już ustaloną, zintegrowaną koalicję antyhegemoniczną – funkcjonujący od dawna Sojusz Północnoatlantycki – który stanowi punkt odniesienia dla wszelkich wysiłków antyhegemonicznych na kontynencie. Koalicja antyhegemoniczna w Europie nie tylko jest dobrze zakorzeniona, ale także nie napotyka tak dużych trudności jak w Azji, żaden kraj w Europie nie ma takiej przewagi siły jak Chiny w Azji, a chociaż Stany Zjednoczone również odgrywają w Europie rolę głównego zewnętrznego stabilizatora – jest ona znacznie mniej wymagająca niż w Azji.

Rosja kiedyś pretendowała do roli hegemona w Europie, ale dzisiaj jest prawie pewne, że nie jest zdolna do podjęcia poważnych działań, aby osiągnąć ten cel. Chociaż, z perspektywy historycznej, ma wprawę w przekształcaniu stosunkowo ograniczonej bazy ekonomicznej w siłę militarną, to obecnie w porównaniu z resztą Europy jest tak słaba, że żaden poziom skuteczności w tym względzie nie mógłby zniwelować tych niedoborów. Ponadto geograficznie i militarnie pozostałe potęgi europejskie są ze sobą ściśle powiązane, w przeciwieństwie do Indii i Japonii. Gdyby Rosja stworzyła zagrożenie militarne w stosunku do Niemiec, automatycznie zagroziłaby Włochom i Francji, a gdyby ustanowiła hegemonię nad Niemcami, to bezpośrednio wzrosłoby zagrożenie dla Rzymu i Paryża. Takie wzajemne powiązania ułatwiają koordynowanie koalicji w Europie.

Nie oznacza to, że Rosja nie stanowi zagrożenia. Zagraża ona Europie Wschodniej w sposób, który może wpłynąć na skuteczność NATO i stabilność w Europie. To istotne zagadnienie, (...), ale nie należy ono do tej samej kategorii co groźba hegemonii regionalnej.

(...)

Obecnie najpotężniejszym państwem Europy są Niemcy. Nawet abstrahując od ich członkostwa w NATO, Niemcy najprawdopodobniej nie będą dążyć do hegemonii w Europie w przewidywalnej przyszłości. Gdyby spróbowały, udałoby się nad tym zapanować przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, Niemcy nie mają szczególnie wielkiej przewagi siły nad pozostałymi głównymi państwami Europy, takimi jak Wielka Brytania, Francja i Rosja. Są wprawdzie nieco silniejsze od każdego z tych państw, ale już nie od wiarygodnej koalicji państw europejskich. Po drugie, są o wiele słabsze od Stanów Zjednoczonych, co oznacza, że USA mogłyby zacząć szybko współpracować z innymi państwami europejskimi, aby powstrzymać niemieckie ambicje ustanowienia hegemonii lub podważyć niemieckie próby stworzenia koalicji popierającej ich dążenia. Wreszcie, z powodów historycznych, istnieją istotne ograniczenia co do sposobu wykorzystania swojej potęgi przez Niemcy. Te czynniki mogą oczywiście ulec zmianie, ale taki rozwój wypadków z pewnością wywołałby zdecydowaną reakcję.

W kontekście ustanowienia hegemonii w Europie najbardziej prawdopodobną alternatywą dla Rosji jest Unia Europejska albo wyłoniony z niej jeszcze bardziej jednolity podmiot. Choć luźna koalicja państw nie jest w stanie zdobyć i utrzymać hegemonii ze względu na naturalne wewnętrzne podziały, jednoczące superpaństwo mogłoby osiągnąć ten cel. Same Stany Zjednoczone, początkowo luźna konfederacja, przekształciły się w zjednoczony podmiot strategiczny. W latach 60. XIX w. Wielka Brytania i Francja rozważały interwencję w wojnie secesyjnej między innymi po to, aby zapobiec powstaniu takiego potężnego superpaństwa.

Rozważając tę kwestię wyłącznie w kontekście transatlantyckim, można uznać, że Stany Zjednoczone są w lepszym położeniu, jeśli Europa nie jest wysoce zunifikowanym superpaństwem, ponieważ powinny wtedy tak samo przeciwstawić się próbie ustanowienia spójnej hegemonii w kluczowym regionie. Nie oznacza to, że Stany Zjednoczone powinny sprzeciwiać się każdej formie integracji europejskiej. Są zainteresowane Europą, która jest stosunkowo stabilna i zdolna do spójnego działania w sprawach ważnych dla obu stron. Europa zdolna do podejmowania wspólnych wyzwań i gotowa pomagać w rozwiązywaniu sporów jest w interesie Stanów Zjednoczonych. Skonfederowana Europa będzie łagodziła niestabilność i zażegnywała konflikty na kontynencie, które w przeciwnym razie mogłyby angażować USA; może również działać skutecznie z korzyścią dla interesów amerykańskich. Nie oznacza to jednak, że Stany Zjednoczone odnosiłyby korzyści, gdyby Unia Europejska lub jej następca stały się w pełni zunifikowanym podmiotem zdolnym do narzucenia regionalnej dominacji i nadmiernego obarczania czy nawet wykluczania amerykańskiego biznesu i zaangażowania.

(...)

Podobna logika obowiązuje w relacjach Stanów Zjednoczonych z Rosją. Im silniejsze są Chiny, tym bardziej Stany Zjednoczone i inne państwa zainteresowane są uczestnictwem Rosji w koalicji antyhegemonicznej przeciw Chinom, czy nawet cichym jej wsparciem. Biorąc pod uwagę potęgę Rosji oraz jej geograficzne  położenie wzdłuż północnej granicy Chin oraz regionów, w których mogłyby one zwiększyć swoje wpływy, takich jak Azja Centralna i Azja Północno-Wschodnia, Moskwa jest naturalnym partnerem, a nawet członkiem antyhegemonicznej koalicji przeciw Chinom. Co więcej, Moskwa podziela to zainteresowanie. Autonomia Rosji, a nawet jej integralność terytorialna, stanęłaby pod znakiem zapytania, gdyby Chiny miały zdobyć dominację w Azji. W związku z tym, że Rosja jest od nich dużo słabsza, i prawdopodobnie będzie jeszcze słabsza, biorąc pod uwagę ich krzywe wzrostu, niepohamowane Chiny oznaczałyby, że autonomia i integralność Rosji byłyby na ich łasce. Ta podatność będzie tym większa, im bardziej Rosja będzie odizolowana od koalicji antyhegemonicznej przeciw Chinom w Azji, ponieważ żadna taka koalicja nie będzie raczej skłonna bronić Rosji, jeśli Moskwa odmówi z nią współpracy. Stany Zjednoczone i Rosja mają zatem wspólny cel w uniemożliwieniu Chinom ustanowienia hegemonii w Azji i ten wspólny cel sugeruje wzmożoną współpracę w nadchodzących latach.

Elbridge A. Colby - Strategia wypierania


Siła fizyczna, szczególnie możliwość zabijania, jest ostatecznym środkiem zdobywania przewagi poprzez zastosowanie przymusu. Choć istnieją inne źródła wpływu, takie jak bogactwo, perswazja czy charyzma, wszystkie tracą na znaczeniu w obliczu potęgi zabijania. Ktoś zdolny do zabijania może, jeśli tylko chce, eskalować konflikt do takiego poziomu i w ten sposób zwyciężyć. Chociaż twarda siła nie jest jedyną formą władzy, staje się dominująca, o ile jest efektywnie stosowana. Twarda siła zawsze zdominuje miękką siłę. Przy zaniechaniu innych działań siła góruje nad prawem. Dlatego, aby chronić swoje interesy, Stany Zjednoczone muszą zwrócić szczególną uwagę na możliwość użycia siły fizycznej.

W stabilnych społeczeństwach suweren monopolizuje legalne użycie przemocy: tak jest definiowana praworządność. W sytuacji braku globalnego suwerena wojna – zorganizowana przemoc na wielką skalę – jest sądem apelacyjnym najwyższej instancji na arenie międzynarodowej. Jeśli uczestnik sporu ucieknie się do użycia siły, różnice będą ostatecznie rozstrzygane na korzyść tej strony, która skuteczniej zmobilizuje większą siłę militarną. Zatem, aby chronić swoje interesy w sferze międzynarodowej, Stany Zjednoczone muszą aktywnie podejść do zagrożenia wynikającego z możliwości użycia brutalnej siły.

(...)

W takiej rzeczywistości strategia USA dla świata musi nade wszystko uwzględniać tych, którzy mają możliwość użycia przemocy na dużą skalę, czyli mogą zgromadzić odpowiednią siłę militarną. Słabsze państwa, szczególnie te, które dysponują jakimiś środkami stosowania przemocy na ogromną skalę (na przykład bronią masowego rażenia), mogą stanowić poważne zagrożenie, ale ich słabość z definicji oznacza, że silniejsze państwa znajdą sposób na uporanie się z nimi. (...)

We współczesnym świecie potęga militarna jest wynikiem zdolności do tworzenia sprawnych sił zbrojnych oraz dowodzenia nimi. Nowoczesne siły zbrojne, szczególnie te bardziej zaawansowane i skuteczne, są wysoce wyrafinowane, skomplikowane i często duże. To dlatego są tak kosztowne i muszą korzystać ze wsparcia nowoczesnej, silnej bazy ekonomicznej i technologicznej. Co więcej, mają rozbudowane potrzeby administracyjne i logistyczne, a zatem muszą się opierać na wysoce sprawnych strukturach administracyjnych. Dzięki temu są w stanie zapewnić spójność i egzekwować posłuszeństwo – czynniki niezbędne do prowadzenia skutecznych działań wojennych.

Współcześnie oraz w dającej się przewidzieć przyszłości jedynymi podmiotami zdolnymi do stworzenia takich sił zbrojnych są państwa. Ostateczna forma władzy w układzie międzynarodowym pochodzi zatem od państwa lub grupy państw, wykorzystujących przemoc jako element nacisku. Największy potencjał tej fundamentalnej represyjnej przewagi mają państwa najbogatsze i wewnętrznie spójne. Tak więc, w praktyce, państwa najsilniejsze militarnie to te, które jednocześnie mają największe zasoby gospodarcze.

Gdyby Stany Zjednoczone były pod tym względem potężniejsze od dowolnej kombinacji innych państw, miałyby korzystną przewagę siły w każdych możliwych do wyobrażenia warunkach. Wówczas żaden kraj nie mógłby w znaczący sposób niczego na nich wymusić. Do podtrzymania takiego korzystnego rozkładu sił wystarczyłoby, aby utrzymały swoje siły, żeby przynajmniej dotrzymać kroku wzrostowi innych państw.

Stany Zjednoczone nie mają już jednak takiej przewagi – i już nie będą miały. Chociaż są wciąż potężne, reszta świata znacząco przewyższa ich potencjał. Jeśli wystarczająca ilość potencjału należącego do reszty świata skupiłaby się przeciwko Stanom Zjednoczonym, mogłyby one zostać zmuszone do ustępstw w sprawach dotyczących ich własnego bezpieczeństwa, wolności i dobrobytu. Inni mogliby zmusić je do zaakceptowania rzeczy, których Amerykanie nie tolerują. Zatem Stany Zjednoczone nie powinny dopuścić do powstania tak niekorzystnej dla nich równowagi sił.

Najbardziej liczące się państwa, których gospodarki są w stanie wesprzeć stworzenie znaczącej siły militarnej, nie są rozmieszczone przypadkowo, lecz zgromadzone w określonych regionach. Te kluczowe regiony dysponują znakomitą większością czynnych bądź uśpionych sił militarnych, które stanowią najbardziej represyjną formę nacisku. Poza Ameryką Północną dwa regiony – Azja i Europa – mają taki sam (lub większy) potencjał gospodarczy jak Stany Zjednoczone, który może być przekształcony w siłę militarną, oraz jeden znaczący podregion – Zatoka Perska.

(...)

Zatem Azja w szczególności, a następnie Europa i Ameryka Północna są głównymi teatrami polityki światowej. Sama Azja ma silniejszą gospodarkę niż Afryka, Ameryka Łacińska, Azja Centralna i Oceania razem wzięte. Jeśli jakiemuś państwu udałoby się zdobyć przewagę dzięki wykorzystaniu bogactwa jednego z decydujących teatrów, mogłoby zdominować państwo wschodzące w innym regionie. To właśnie takie przekonanie skłoniło Winstona Churchilla do sformułowania uwagi: „Jeśli wygramy wielką bitwę w decydującym teatrze działań, później będziemy mogli wszystko uporządkować”. Dlatego właśnie Stany Zjednoczone od dawna koncentrują się na tym, co George Kennan na początku zimnej wojny celnie określił mianem kluczowych „centrów potęgi  militarnej i przemysłowej”.

(...)

Uwaga Amerykanów powinna zatem skupiać się na tych państwach, które mogłyby wpływać na potencjał jednego z kluczowych regionów bądź podporządkować go sobie. Wynika to z faktu, że w obecnej sytuacji żadne państwo – nawet Chiny, drugie najpotężniejsze państwo świata – nie dysponuje wystarczającą siłą, aby samodzielnie wymusić na Stanach Zjednoczonych zmiany w odniesieniu do ich zasadniczych celów; jedynie grupa kilku państw mogłaby zgromadzić wystarczającą siłę, aby to zrobić. Zatem jedynym scenariuszem, w którym Stany Zjednoczone musiałyby stanąć wobec grupy państw znacznie od nich silniejszej w kwestiach o szczególnym znaczeniu dla Amerykanów, byłby ten, w którym doszłoby do połączenia siły jednego lub kilku kluczowych regionów.

(...) Aspirujący hegemon jest zatem, ogólnie mówiąc, państwem znajdującym się lub aktywnym w danym regionie oraz wystarczająco silnym, aby skutecznie ustanowić hegemoniczną kontrolę. Ściślej, najprawdopodobniej jest to państwo w regionie najsilniejsze dzięki swojej zdecydowanej przewadze. (...)

Stany Zjednoczone mają powód, aby obawiać się krajów próbujących ustanowić hegemonię w kluczowych regionach, ponieważ regionalna dominacja jest perspektywą atrakcyjną dla wszystkich. Istnieje szereg korzyści, dla których państwo może do niej dążyć, szczególnie jeśli nie napotyka szczególnie silnego oporu. Ze względu na te korzyści najsilniejsze państwa w regionie prawie zawsze dążą w którymś momencie do dominacji.

Historia nowożytnej Europy jest katalogiem prób uzyskania hegemonii podejmowanych przez potężne państwa: Monarchię Habsburgów w XVI w., Francję pod władaniem Ludwika XIV, a później Napoleona, II i III Rzeszę Niemiecką oraz Związek Sowiecki.

(...)

Biorąc pod uwagę wielkość terytorialną Azji oraz jej potencjał militarno-gospodarczy, niedopuszczenie do tego, że zostanie poddana hegemonii, jest dla Stanów Zjednoczonych kwestią o pierwszorzędnym znaczeniu. Po upływie kilku wieków Azja jest ponownie regionem świata o największym łącznym bogactwie i potencjale przekształcenia tego bogactwa w potęgę militarną. Dlatego ustanowienie przez inne państwo hegemonii nad znaczącą częścią Azji jest dla Stanów Zjednoczonych najbardziej niepokojącym z możliwych scenariuszy regionalnych.

Co więcej, wśród krajów azjatyckich znajduje się najbardziej prawdopodobny kandydat na hegemona jednego z kluczowych regionów świata – Chiny. Chińska Republika Ludowa jest po Stanach Zjednoczonych zdecydowanie najpotężniejszym państwem w systemie międzynarodowym, o wiele silniejszym niż dowolne państwo azjatyckie. Chiny są wschodzącym gigantem z PKB sięgającym niemal jednej piątej całkowitego światowego PKB. Większość analityków postrzega Chiny jako drugą największą potęgę świata, za Stanami Zjednoczonymi, choć niektórzy uważają, że są one potężniejsze od Ameryki. Dorównują nawet potencjałem pozostałym państwom regionu analizowanym łącznie. Szacunkowe oceny potęgi Chin w odniesieniu do pozostałych państw azjatyckich wskazują, że stanowią one blisko połowę potencjału Azji, co stawia je w uprzywilejowanej pozycji do osiągnięcia dominacji w regionie. Zmierzając do sedna sprawy, istnieje szereg dowodów na to, że Chiny rzeczywiście dążą do uzyskania regionalnej hegemonii.

(...)

Pretendujący hegemon, taki jak Chiny, ma co najmniej trzy powody, aby stworzyć blok ekonomiczny faworyzujący jego własną gospodarkę i dyskryminujący amerykańską. Są to: ekonomia, geopolityka i status.

Elbridge A. Colby - Strategia wypierania