środa, 10 września 2025



W nocy z 9 na 10 września kilkanaście rosyjskich dronów nadlatujących znad Ukrainy i Białorusi naruszyło przestrzeń powietrzną Polski.

Rzecznik Władimira Putina Dmitrij Pieskow odmówił komentarza, stwierdzając, że władze Polski nie kontaktowały się w tej sprawie z Moskwą, a UE i NATO tradycyjnie oskarżają Rosję bez podawania argumentów. W wydanym po południu oświadczeniu resort obrony FR podkreślił, że na terytorium RP nie zaplanowano żadnych celów do zniszczenia. Wskazano, że maksymalny zasięg lotu użytych w ataku rosyjskich bezzałogowych statków powietrznych, które rzekomo naruszyły granicę z Polską, nie przekracza 700 km. Zadeklarowano gotowość do konsultacji w tej sprawie z Ministerstwem Obrony Narodowej RP.

Rosyjskie agencje skrupulatnie informowały o konsekwencjach wydarzenia oraz reakcjach na nie w Polsce i innych państwach zachodnich, nie mówiąc przy tym o pochodzeniu bezzałogowców. Podawano, że Polska była zmuszona czasowo zamknąć niektóre lotniska oraz że odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów. Media powielały też m.in. komunikaty białoruskie – cytowano szefa Sztabu Generalnego Białorusi Pawła Murawiejkę, który oznajmił, że jej obrona przeciwlotnicza w nocy śledziła drony, które wleciały w jej przestrzeń powietrzną w wyniku działania [ukraińskich] środków walki radioelektronicznej (WRE), i informowała Polskę o zagrożeniu, pozwalając skutecznie działać jej obronie powietrznej.

W rozmowie z rosyjską państwową agencją RIA Nowosti chargé d’affaires ambasady FR w Polsce Andriej Ordasz, wezwany do polskiego MSZ, nazwał oświadczenia władz w Warszawie o rosyjskim pochodzeniu dronów zestrzelonych nad terytorium RP bezpodstawnymi. Według niego nie przedstawiono na to żadnych dowodów. Przypomniał także, że jedynym przypadkiem, gdy udało się potwierdzić pochodzenie obiektu powietrznego, który naruszył polską przestrzeń powietrzną, była ukraińska rakieta z listopada 2022 r., która „zabiła dwóch Polaków”. Taka linia narracyjna stała się szybko dominująca w rosyjskich mediach i sieciach społecznościowych. Lansowano wersję, że drony zostały umyślnie wypuszczone przez Ukrainę, by sprowokować Polskę do włączenia się do wojny przeciwko Rosji. W państwowej telewizji pojawiła się również teza, że incydent to dzieło „europejskich podżegaczy wojennych”, dążących – wbrew woli prezydenta USA – do storpedowania „procesu pokojowego”. Akcentowano, że kluczowa będzie reakcja na zajście administracji Donalda Trumpa.

osw.waw.pl


MSWiA poinformowało, że jeden z rosyjskich dronów, który naruszył polską przestrzeń powietrzną, spadł w miejscowości Wyryki (powiat włodawski, woj. lubelskie), gdzie uszkodził budynek mieszkalny. Według doniesień RMF FM jego mieszkańcy uniknęli tragedii, ponieważ chwilę przed zdarzeniem zeszli piętro niżej. - Herbatę pili na dole i to wtedy im runęło. Na piętrze został strop przebity - powiedział sąsiad małżeństwa. - Gdyby spali, to nie wiadomo, co by było - podkreśliła inna sąsiadka. 

Według doniesień Wirtualnej Polski dom, na który spadł dron, został mocno zniszczony. Zerwany został bowiem dach, a ściany - uszkodzone. Dodatkowo pokoje zasypał gruz. Dron uszkodził również stojący niedaleko samochód. Jak zrelacjonowali dziennikarze, "na podwórku domu widać było porozwalane cegły, a w budynku gospodarskim powybijane szyby". - Ten dom strasznie długo stawiali. A teraz go stracili - powiedziała sąsiadka małżeństwa. Głos w sprawie zabrał również wójt gminy Wyryki Bernard Błaszczuk. - Są zrozpaczeni, bo to jest dom, to jest dobytek ich życia - powiedział.

- Wystraszyłam się tak, że aż całą gorącą kawę na siebie wylałam. Zaczęło tak huczeć, a ja tylko skuliłam się w kącie i tak siedziałam - zrelacjonowała pani Krystyna, która mieszka obok, w rozmowie z Wirtualną Polską. Podobne przeżycia mieli inni mieszkańcy. - Byłam sama w domu, dzwonię do męża rozpłakana, bo ja nie wiedziałam, co to się stało. Bo to było tak jakby tuż obok - zrelacjonowała jedna z rozmówczyń. Inni natomiast próbowali nagrać zdarzenie. Wielu z mieszkańców odczuwa jednak strach spowodowany przez groźną sytuację. - Ja się boję, to było straszne. Spokoju już nie będzie, to się już powoli zaczyna - powiedziała pani Barbara w rozmowie z "Super Expressem".

gazeta.pl

wtorek, 9 września 2025



Rosjanie kontynuują natarcie w przygranicznych rejonach obwodu dniepropetrowskiego. Posuwając się na froncie szerokości 12–15 km od styku granic tego obwodu z obwodami donieckim i zaporoskim na południu do rzeki Wołcza na północy, zajęli dotąd siedem miejscowości (według DeepState trzy z nich nie są kontrolowane przez agresora i pozostają w szarej strefie) i wkroczyli w głąb obwodu dniepropetrowskiego na głębokość do 10 km. Ich postępy wynikają w pierwszej kolejności ze słabości obrony lokalnej (nieliczne umocnienia powstały z myślą o odparciu wrogiego uderzenia z południa, a nie ze wschodu). Wciąż brak sygnałów, by miały one zostać wykorzystane do rozwinięcia działań na większą skalę w kierunku węzłowego Pokrowśkego i, dalej, Zaporoża i/lub Dniepru. Prawdopodobnie wyłom pozwoli natomiast najeźdźcom na „zwinięcie” frontu we wschodniej części obwodu zaporoskiego – w przypadku zajęcia Pokrowśkego będą oni mogli uderzyć od północy na Hulajpole, główny ośrodek ukraińskiej obrony w tym rejonie, od 2023 r. bezskutecznie atakowany przez agresora od południa.

Siły rosyjskie odepchnęły przeciwnika od Nowoekonomicznego i wyszły na północno-wschodnie obrzeża Myrnohradu, niwelując tym samym efekty ukraińskich kontrataków z poprzednich tygodni. Poszerzyły też obszar kontrolowany na południowo-zachodnich obrzeżach Pokrowska. Ich pozycje po obu stronach worka są od siebie oddalone o 10–12 km, a aglomeracja pokrowska znajduje się pod ich całkowitą kontrolą ogniową. Najeźdźcy wyszli na wschodnie obrzeża Siewierska i zaktywizowali front na południe od tego miasta, względnie stabilny od 2023 r. Poczynili także kolejne postępy na północ i wschód od Łymanu, gdzie obrońcy mają coraz większe problemy z logistyką. W zasięgu rosyjskich dronów na światłowodach znalazła się bowiem główna obecnie trasa zaopatrzenia ukraińskiego zgrupowania w Donbasie, wiodąca z Charkowa do Kramatorska, a jej odcinek pomiędzy Iziumem a Słowiańskiem ma być permanentnie atakowany (obrońcy mówią o 10 utraconych samochodach na dobę i apelują o nieużywanie tej drogi przez cywilów). Rosyjska próba opanowania nagłym atakiem centrum Kupiańska zakończyła się niepowodzeniem, jednakże agresor najpewniej kontroluje jego północne kwartały. Po ponad stu dniach walk miał również zająć Junakiwkę w obwodzie sumskim.

7 września najeźdźcy przeprowadzili najpotężniejsze od rozpoczęcia pełnoskalowej agresji uderzenie powietrzne na Ukrainę. Według ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP) użyli w nim 810 dronów uderzeniowych i ich imitatorów (o 82 więcej niż w poprzednim rekordowym ataku 9 lipca) oraz 13 pocisków balistycznych i manewrujących. Obrońcy zadeklarowali zneutralizowanie 747 bezzałogowców i zestrzelenie czterech rakiet. Do głównych celów należał Kijów, gdzie atakowano przede wszystkim obiekty przemysłowe (potwierdziła to mapa pożarów NASA FIRMS). Uszkodzone zostały siedziba ukraińskiego rządu (miała w nią trafić rakieta balistyczna Iskander-M, której głowica nie wybuchła) oraz budynek mieszkalny – trzy osoby zginęły, a 11 zostało rannych (łącznie w stolicy odnotowano 20 rannych). Największe poza Kijowem zniszczenia zarejestrowano w Zaporożu, gdzie w obiekty przemysłowe i infrastrukturę miało trafić co najmniej osiem „szahedów”, a rannych zostało 15 cywilów. Ucierpiały też Charków, Dniepr, Krzywy Róg, Odessa i Sumy (w tych ostatnich trafiona została m.in. siedziba obwodowej administracji wojskowej).

Z perspektywy wojskowej najistotniejszy cel uderzenia stanowił most na Dnieprze w Krzemieńczuku, przez który przechodziła istotna część zaopatrzenia ukraińskiego zgrupowania w Donbasie (via Charków). Drony uszkodziły część kolejową i mechanizm podnoszenia mostu, umożliwiający przechodzenie pod nim drogą wodną większych jednostek. Ostatecznie z użytku wyłączono również część drogową i zorganizowano przeprawę promową. Składy kolejowe z zaopatrzeniem dla frontu skierowano na trasy okrężne. Rosjanie wstrzymywali się dotąd z atakami na mające strategiczne znaczenie przeprawy na Dnieprze (do zniszczenia mostu Antoniwskiego k. Chersonia jesienią 2022 r. przyczynili się obrońcy, wymuszając w ten sposób wycofanie się wroga z prawego brzegu rzeki). Kontynuowanie przez najeźdźców uderzeń na nie świadczyłoby o tym, że agresor przygotowuje się do działań ofensywnych na większą skalę, z podjęciem próby powrotu do działań manewrowych włącznie. Zarazem sugerowałoby to, że Moskwa przynajmniej czasowo ograniczyła swoje plany aneksyjne do wschodniej części Ukrainy.

Głównym celem zmasowanego uderzenia powietrznego przeprowadzonego przez Rosjan 3 września było zaplecze obrońców na zachód od Dniepru. Do poważnych zniszczeń infrastruktury doszło w węźle kolejowym Znamjanka w obwodzie kirowohradzkim, przez który przechodzi zaopatrzenie na front via Krzemieńczuk i Charków. Przywracanie ruchu pociągów rozpoczęło się po siedmiu godzinach od zakończenia ataku. Do uderzeń w obiekty przemysłowe doszło w Chmielnickim (zakłady Kation i Nowator), we Lwowie (lotnicze zakłady remontowe) i w Łucku (Motor) oraz w obwodach iwanofrankiwskim i kijowskim. Atakowano także obwód rówieński i Zakarpacie. Zgodnie z przekazem DSP agresor wykorzystał 502 bezzałogowce i 24 rakiety, z których obrońcy unieszkodliwili odpowiednio 430 i 21.

Najeźdźcy kontynuowali uderzenia w infrastrukturę energetyczną w północno-wschodniej Ukrainie. W ich rezultacie 3 września doszło do okresowego odcięcia dostaw prądu w Niżynie (obwód czernihowski), następnego dnia – w Sumach, kolejnego – w Nowogrodzie Siewierskim (obwód czernihowski), zaś 8 września – w Szostce (obwód sumski), jak również w okolicach tych miast. 8 września rosyjskie drony uszkodziły Trypolską Elektrownię Cieplną na południe od Kijowa, przez co pozbawili energii część rejonu obuchowskiego. Wskutek ataku rakietowego na Czernihów 4 września poszkodowani zostali członkowie misji humanitarnej zajmującej się rozminowywaniem (dwie osoby zginęły, a osiem zostało rannych). Tego dnia wrogie rakiety lub drony uderzyły też w Białogród nad Dniestrem i Odessę, 5 września – w Dniepr, a 6 września – w Mikołajów i Zaporoże. Według źródeł ukraińskich od wieczora 2 września do rana 9 września najeźdźcy użyli łącznie (uwzględniając oba zmasowane ataki) 1951 dronów uderzeniowych i ich imitatorów oraz 62 rakiet. Obrońcy mieli zneutralizować 1670 bezzałogowców i 27 rakiet.

5 września ukraińskie drony zaatakowały rafinerię w Riazaniu, a dwa dni później – Ilską w Kraju Krasnodarskim. Na terenie tej pierwszej doszło do pożaru, a zgodnie z przekazem ukraińskiego Sztabu Generalnego trafiona została instalacja do przerobu ropy. To samo źródło poinformowało o uderzeniu w stację dystrybucyjną rurociągu „Stalowy Koń” w obwodzie briańskim, gdzie też wybuchł pożar. Prawdopodobnie chodziło o kolejny atak na obiekt rurociągu Drużba, o czym donosiły inne źródła (baza paliwowa i stacja dystrybucyjna o nazwie „Stalowy Koń” zlokalizowane są w obwodzie orłowskim). 4 września ukraińskie pociski trafiły w bazę paliwową w okupowanym Ługańsku, a 9 września – w obwodzie biełgorodzkim. Według dowódcy ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych Roberta Browdiego „Madiara” 8 września uszkodzona została stacja pompowa Wtorowo w obwodzie włodzimierskim, tłocząca olej napędowy do rurociągu zaopatrującego Moskwę. Powołując się na źródła wywiadowcze, ukraińskie media podały, że tego samego dnia doszło do uszkodzenia rurociągu i gazociągu w rejonie Penzy. Doniesień tych nie potwierdziły dotąd inne źródła.

osw.waw.pl


8 września kanclerz Friedrich Merz (CDU) otworzył w Berlinie doroczną konferencję ambasadorów, wskazując jako priorytet bezpieczeństwo i konkurencyjność RFN w warunkach konfliktu systemowego między demokracjami liberalnymi a osią autokracji. Zapowiedział budowę nowej europejskiej architektury bezpieczeństwa opartej na NATO, ze wzmocnionym filarem europejskim i kluczową rolą Niemiec, uzasadnianą wielkością gospodarki i geostrategicznym położeniem na Starym Kontynencie. Polityka zagraniczna RFN ma być pragmatyczna i zorientowana na realizację interesów. W UE istotnym partnerem pozostaje Francja, ale w Europie duże znaczenie ma też współpraca z Wielką Brytanią. USA nadal są najważniejszym pozaeuropejskim partnerem, lecz kooperacja z nimi ma być dostosowana do obecnego kursu Waszyngtonu. Merz potwierdził wsparcie dla Ukrainy na drodze do „sprawiedliwego pokoju” oraz ostrzegł przed imperialnym planem Putina i rosnącą presją Chin; współpraca z ChRL jest możliwa przy dywersyfikacji łańcuchów dostaw i surowców. RFN ma zacieśniać relacje z partnerami pozaeuropejskimi i działać na forach wielostronnych – m.in. w ONZ, gdzie zabiega o miejsce niestałego członka w Radzie Bezpieczeństwa na lata 2027–2028.

Deklarację zmian w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa wygłoszoną przez kanclerza przed korpusem dyplomatycznym należy traktować jako silny symboliczny przekaz wysłany zarówno za granicę, jak i do własnego kraju. Ostatnio w takiej roli, przed takim gronem i także z opowieścią o potrzebie większej asertywności i ambicji w niemieckiej polityce przemawiał w 2000 r. kanclerz Gerhard Schröder. Przekaz Merza o „przejmowaniu odpowiedzialności” przez Niemcy oznacza wyznaczenie ambitnego planu. Berlin nie dysponuje na razie adekwatnymi zdolnościami wojskowymi ani wystarczającą legitymacją polityczną, by grać pierwsze skrzypce w bezpieczeństwie europejskim.

Komentarz
  • Przemówienie kanclerza Merza oznacza zmianę w niemieckim myśleniu o polityce zagranicznej i bezpieczeństwa – w kierunku ambitnej, ukierunkowanej na realizację własnych interesów strategii globalnego gracza. Merz odcina się od dotychczasowego języka moralnego uniwersalizmu Niemiec jako „potęgi cywilnej”, określając to podejście mianem „moralnej pychy” wynikającej z sukcesu gospodarczego, i wzywa do twardego realizmu. Oprócz deklaratywnego multilateralizmu pojawia się język interesu narodowego, partnerstw strategicznych i asertywnego kształtowania porządku międzynarodowego według norm i reguł. Nowością w tej doktrynie jest również silne podkreślenie suwerenności gospodarczej jako instrumentu politycznego. Niemcy mają nie tylko dywersyfikować źródła surowców i łańcuchy dostaw, lecz także aktywnie tworzyć nowy system handlu światowego, niezależny od dysfunkcyjnych instytucji, takich jak WTO. W połączeniu z globalnymi ambicjami i redefinicją partnerstw poza Zachodem – od Mercosuru po Azję Centralną i Afrykę – wyłania się obraz Niemiec jako państwa, które nie tylko uczestniczy w systemie międzynarodowym, ale też pretenduje do jego przebudowy w duchu własnych interesów i wartości.
  • Merz deklaruje wolę współpracy z USA, jednak jego przekaz jest wyraźnie emancypacyjny: Europa ma działać, dbając o własne interesy. Wzywa do „dostosowania” polityki europejskiej do nowej roli USA w świecie, wskazując na zmniejszającą się oczywistość partnerstwa transatlantyckiego. Ta emancypacyjna retoryka uwidacznia rozdźwięk między rosnącymi ambicjami a realnymi możliwościami Berlina. Pomysł stworzenia „nowej, trwałej architektury bezpieczeństwa” i traktowania Chin jako rywala systemowego oraz równoległego prowadzenia polityki wobec nich opartej na interesach niemieckich koncernów przemysłowych pozostaje wewnętrznie sprzeczny i strategicznie niewiarygodny. Wystąpienie Merza wskazuje również na inne napięcia: Berlin unika precyzyjnego określenia, w jakim zakresie jest gotów dzielić się władzą z partnerami europejskimi. Znamienne jest przy tym, że propozycja reform UE i usprawnienia jej funkcjonowania nie pada.
  • Polska pozostaje poza głównym kadrem nowej niemieckiej strategii. Przemówienie Merza stanowi niejednoznaczny sygnał. Z jednej strony wyraźna antyputinowska retoryka oraz deklaracje o potrzebie wzmocnienia europejskiego filaru NATO mogłyby wskazywać na większą zbieżność interesów niemieckich i polskich. Z drugiej zaś całkowite pominięcie przez Merza Polski jako partnera strategicznego jest uderzające. W przemówieniu wielokrotnie podkreśla on szczególną rolę Francji (jako „komory serca Europy”) i Wielkiej Brytanii jako kluczowych sojuszników. Wskazuje też na priorytet budowy relacji z państwami Globalnego Południa – od Brazylii po Azję Centralną. (...)
osw.waw.pl


Ćwiczenia Zapad-2025 są pierwszym od lat 90. XX wieku dużym przedsięwzięciem szkoleniowym Sił Zbrojnych FR, którego Moskwa nie rozgrywa informacyjnie, pozostawiając całokształt posunięć w tej sferze Mińskowi. Ograniczona względem poprzednich edycji skala nie przesądza ich potencjalnego wykorzystania jako przygotowania do działań zbrojnych przeciwko Ukrainie. Bardziej prawdopodobne jest jednak skierowanie ćwiczących pododdziałów na istniejące odcinki frontu niż użycie ich do ponownego wtargnięcia na Ukrainę z terytorium Białorusi.

Komentarz
  • Ćwiczenia Zapad-2025 będą znacząco mniejsze niż ostatnie edycje z lat 2021 i 2017, jednak skalą zaangażowanych sił i środków porównywalne z organizowanymi w pierwszej dekadzie XXI wieku. Kwestią otwartą pozostaje, w jakim stopniu takiej wielkości udział rosyjski wynika z konieczności zabezpieczenia bieżących działań na Ukrainie (i w związku z tym braku możliwości wysłania większej liczby jednostek), a w jakim ze świadomej decyzji Moskwy o samoograniczeniu skali przedsięwzięcia – zwłaszcza sił przerzuconych na Białoruś. Te ostatnie, opierając się na jedynych publicznie dostępnych danych litewskich, można było demonstracyjnie zwiększyć kosztem liczby ćwiczących na poligonach rosyjskich.
  • (...)
  • Wprowadzenie do ćwiczeń OUBZ kwestii planowania jądrowego – choćby wyłącznie na poziomie publicznej deklaracji – to swoisty ukłon Rosji w stronę sojuszników z tej organizacji. Najprawdopodobniej uzasadnieniem dopuszczenia państw OUBZ do grona uzgadniającego scenariusz ćwiczebnego użycia broni atomowej były działania na rzecz renuklearyzacji Białorusi obejmujące skierowanie tam potencjalnych nowoczesnych środków przenoszenia, tj. taktycznych pocisków balistycznych Iskander-M oraz (na razie w formie zapowiedzi) pocisków balistycznych średniego zasięgu Oriesznik, a także modernizację magazynów amunicji jądrowej.
  • W uzgodnieniu z Kremlem Mińsk wykorzystuje ćwiczenia do prowadzenia operacji dezinformacyjnej. Jej celem jest rozpowszechnienie tezy o rzekomej woli Białorusi do deeskalacji zagrożenia militarnego w regionie, choć w rzeczywistości operacja ta dzieje się za przyzwoleniem Rosji i służy wzmocnieniu wizerunku Alaksandra Łukaszenki jako równoprawnego partnera Moskwy. Już w maju minister obrony RB poinformował o ograniczeniu skali ćwiczeń oraz o ich zlokalizowaniu w rejonach oddalonych od granicy z Polską. Ma to być rzekomo gest sygnalizujący chęć powrotu do dialogu z Zachodem, podobnie jak fakt, że scenariusz ćwiczeń zakłada jedynie operację obronną w razie ataku na Państwo Związkowe.
  • Deeskalacyjna retoryka Mińska służy podważaniu zachodnich obaw o planowanie przez Rosję i Białoruś agresywnych działań militarnych. Towarzyszy temu operacja dezinformacyjna strony białoruskiej wskazująca, że Polska ponoć przygotowuje się do uderzenia na oba państwa. W celu wsparcia tej tezy białoruskie KGB posunęło się do prowokacji, zatrzymując 4 września polskiego duchownego pod rzekomym zarzutem szpiegostwa i pozyskiwania niejawnych materiałów o scenariuszu Zapad-2025.
osw.waw.pl

poniedziałek, 8 września 2025



Do bezprecedensowej obławy doszło na placu budowy fabryki Hyundai Motor w Stanach Zjednoczonych. Powstaje tam jedna z największych inwestycji koreańskiego producenta samochodów w USA. Amerykańskie władze przeprowadziły śledztwo, w trakcie którego odkryto, że pracujący przy jej budowie imigranci nie mieli odpowiednich zgód na wjazd i pracę w USA. Wyłapano w sumie 475 pracowników, z czego ponad 300 to obywatele Korei Południowej. Niektórzy zaczęli uciekać lub chowali się w stawie na terenie budowy. W operację zaangażowanych było ok. 400 funkcjonariuszy. Uznano ją za największą tego typu akcję w historii. 

Operacja wywołała duże oburzenie. Partia Demokratyczna wydała oświadczenie, w którym wskazała, że nalot był częścią "politycznie motywowanej taktyki zastraszania, mającej na celu terroryzowanie ludzi, którzy ciężko pracują, aby zarobić na życie, napędzając gospodarkę USA i przyczyniając się do rozwoju społeczności". Także Ministerstwo Spraw Zagranicznych Korei Południowej wyraziło ubolewanie i zaniepokojenie w związku z nalotem. "Działalność gospodarcza naszych firm inwestujących w Stanach Zjednoczonych oraz interesy naszych obywateli nie mogą być bezprawnie naruszane podczas egzekwowania prawa przez USA" - przekazano.

Prezydent USA Donald Trump niezbyt się tym  jednak przejmuje. W piątek nazwał setki pracowników aresztowanych podczas nalotu na południowokoreański "nielegalnymi imigrantami", podkreślając, że urzędnicy "po prostu wykonywali swoją pracę". W ten sam sposób tłumaczył zatrzymania rzecznik gubernatora Georgii (tam zlokalizowana była fabryka) Briana Kempa. - W Georgii zawsze będziemy egzekwować prawo, w tym wszystkie stanowe i federalne przepisy imigracyjne - podkreślał. Co ciekawe, przedstawiciele firmy Hyundai Motor America twierdzą, że żadna z zatrzymanych osób nie jest bezpośrednio zatrudniona w Hyundai Motor. Zapewniono też, że "Hyundai zobowiązuje się do pełnego przestrzegania wszystkich przepisów i regulacji obowiązujących na każdym rynku, na którym działa w tym wymogów weryfikacji zatrudnienia oraz przepisów imigracyjnych".

gazeta.pl

niedziela, 7 września 2025



Francja zdecydowała się na ograniczenie smartfonów, smartwatchów czy tabletów na terenie szkół podstawowych i średnich już w 2018 r. Złamanie zakazu grozi konfiskatą sprzętu do końca dnia, nakazem pozostania w szkole dłużej lub dodatkowymi pracami domowymi. W przypadku nagminnego łamania zakazu uczeń może zostać nawet relegowany. Mimo tak ostrych ograniczeń zakaz nie wywołał kontrowersji ze względu na drastyczne przypadki rówieśniczej cyberprzemocy. Obecnie Francuzi sprawdzają nowy sposób na ograniczenie elektroniki w szkole. Testuje się tam pause numérique – rozwiązanie, które zakłada oddanie urządzeń na czas pobytu w szkole przez niemal 50 tys. uczniów. Celem jest nie tylko cisza na lekcji, ale też budowanie uważności i zdrowych relacji rówieśniczych.

O krok dalej poszła Belgia – tam w ponad 370 placówkach (region Walonii i Brukseli) uczniowie oddają telefony do depozytów lub zamykanych szafek już od przedszkola.

W grudniu 2022 r. włoskie ministerstwo oświaty wprowadziło zakaz używania telefonów komórkowych podczas zajęć lekcyjnych w szkołach podstawowych. Po trzech latach we Włoszech wprowadzany jest taki sam zakaz dotyczący szkół średnich.

Rząd Portugalii zatwierdził na początku lipca tego roku zakaz korzystania przez uczniów ze smartfonów w szkołach podstawowych oraz gimnazjach. "Dekret rządu został podyktowany dobrymi wynikami uczniów szkół, w których w ostatnich latach obowiązywał zakaz korzystania z telefonów komórkowych", tłumaczył premier Luís Montenegro. Restrykcje zaczną obowiązywać z początkiem nowego roku szkolnego, czyli w połowie września.

W kolejnych państwach smartfon w szkole staje się synonimem rozproszenia. Ograniczanie używania tego typu urządzeń jest zaś sposobem na odbudowę uwagi i relacji oraz polepszenie jakości nauki. W Wielkiej Brytanii i Norwegii, które jako jedne z pierwszych zdecydowały się na bardziej rygorystyczne traktowanie telefonów w szkołach, widać wyraźną poprawę wyników egzaminów. Największy skok odnotowano wśród uczniów, którzy wcześniej mieli najsłabsze wyniki.

Spektakularne są jednak dopiero dane dotyczące zdrowia psychicznego i bezpieczeństwa. W norweskich szkołach po wprowadzeniu zakazu liczba wizyt uczniów u psychologów i psychiatrów zmalała o 60 proc. Znacząco poprawiły się również statystyki dotyczące przemocy rówieśniczej – odnotowano 43-procentowy spadek. Eksperci wiążą to bezpośrednio z ograniczeniem dostępu do narzędzia cyberprzemocy, jakim w tym wypadku jest smartfon. Drugie ważne osiągnięcie to większe zaangażowanie uczniów w życie szkolnej społeczności.

W Danii czy w Niemczech ograniczenia wprowadzane są lokalnie. Obserwuje się jednak takie same zmiany. Uczniowie są nie tylko bardziej skoncentrowani na lekcjach, ale też zaczęli inaczej spędzać przerwy. Częściej rozmawiają, bawią się, integrują, wracają do gier analogowych, a nawet czytają. Zmniejsza się napięcie, w jego miejsce pojawia się poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa.

(...)

W Polsce nie ma centralnego zakazu korzystania ze smartfonów w szkołach. I chociaż MEN coraz częściej wypowiada się w sprawie ich wyeliminowania w klasach I-III, to nawet kiedy wspomina o opracowywanej przez siebie ustawie, nie dzieli się konkretami. Przedstawicielki MEN jeszcze w kwietniu br. w wypowiedziach medialnych zasłaniały się stwierdzeniem, że wprowadzanie zakazu powinno leżeć w gestii szkolnych społeczności. Słowem, ciężar decyzji spada na dyrekcje, które mają zapisywać zakazy w statutach placówek, o ile rodzice im pozwolą.

(...)

W 2017 r. naukowcy Adrian F. Ward, Kristen Duke, Ayelet Gneezy i Maarten W. Bos przeprowadzili serię eksperymentów, których wyniki przedstawili w publikacji "Brain Drain: The Mere Presence of One’s Own Smartphone Reduces Available Cognitive Capacity" (Drenaż mózgów: Sama obecność smartfona zmniejsza dostępną pojemność poznawczą). Badacze sprawdzali, jaki wpływ na skupienie ludzi ma obecność ich smartfona w pomieszczeniu.

Eksperyment odbywał się w trzech wersjach. Telefon albo leżał na biurku, albo znajdował się w kieszeni/plecaku, albo lądował w innym pomieszczeniu. W każdym z trzech opisanych przypadków komórka była wyłączona. Następnie za pomocą testów badano zakres uważności i tzw. inteligencję płynną. Osoby ze smartfonem na biurku miały najgorsze wyniki. Niewiele lepsze osiągnęli ci, którzy schowali go do kieszeni. Dopiero nieobecność telefonu znacznie poprawiła skupienie badanych.

Naukowcy podsumowują, że smartfon samą swoją obecnością zakłóca możliwości poznawcze – w psychiatrii mówi się o zaburzeniu myślenia. Im większa zależność od smartfona, tym silniejsze zaburzenie. Samo wyłączenie urządzenia lub położenie go ekranem do dołu niczego nie zmienia. Trzeba je wynieść do innego pomieszczenia. W kontekście szkolnych rozważań można założyć, że jedynym sposobem na to, by dzieci były skupione, jest zostawienie telefonów w depozycie przed wejściem do szkoły.

Należy przypomnieć, że aplikacje w smartfonach są zaprojektowane tak, aby powodować uzależniający behawioralnie wyrzut dopaminy. Instant scrolling, czyli bezmyślne przewijanie kolejnych treści na TikToku, Instagramie czy Facebooku, można przyrównać do brania działki przez narkomana. Mówił o tym otwarcie Sean Parker, były członek rady nadzorczej Facebooka: "Wykorzystaliśmy słaby punkt ludzkiej psychiki, dajemy ci działeczkę dopaminy".

Wszystko w nowych technologiach i mediach społecznościowych jest zbudowane tak, aby cały czas pobudzać układ nagrody w mózgu. Wydzielająca się przy tym dopamina, hormon przyjemności, sprawia, że chcemy w kółko sięgać do jej źródła.

Badania przedstawione w "Social Science Computer Review" wskazują, że większa liczba godzin spędzona przed ekranem wiąże się z gorszym samopoczuciem osób w wieku 2-17 lat. Wielokrotnie wskazywano też (m.in. naukowcy z Boston University czy Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne), że media takie jak TikTok, Snapchat, a szczególnie Instagram zwiększają ryzyko zaburzeń dysmorficznych, które najczęściej objawiają się jako ciągłe poczucie, że wygląda się nieestetycznie. Najczęściej dotyka to nastoletnie dziewczęta, ale odnosi się do każdego użytkownika.

onet.pl\Tygodnik Przegląd

sobota, 6 września 2025



29 sierpnia 2025. W środę wieczorem na lotnisku Domodiewo w Moskwie wylądował samolot Egypt Air. Przywiózł kilkadziesiąt osób. Kim są pasażerowie tego samolotu? I dlaczego wokół ich przylotu jest tak dużo znaków zapytania?

Prezes organizacji Russian America for Democracy in Russia (pomagającej obywatelom Federacji Rosyjskiej, którzy znaleźli się w obozach dla imigrantów na terytorium Stanów Zjednoczonych) Dmitrij Wałujew twierdzi, że to osoby deportowane z USA. I że to już druga grupa Rosjan wysłanych z Ameryki na chłodne łono Putina. Pierwsza deportacja miała miejsce w czerwcu i objęła około czterdziestu osób. Tym razem – z przesiadką w Kairze – dostarczono od 30 do 60 deportowanych.

Jak pisze „Nowa Gazeta. Europa” (...), powołując się na Wałujewa, na lotnisku w Kairze deportowanych otoczyli funkcjonariusze służb specjalnych, którzy następnie doprowadzili Rosjan na pokład samolotu lecącego do Moskwy. Kilka osób próbowało odmówić zajęcia miejsc w tym samolocie. Ale stanowczo wybito im z głowy zmianę trasy. Opornych dotkliwie pobito.

Kim są deportowani? To obywatele Rosji, którzy z takich czy innych względów, takimi czy innymi drogami i z takich czy innych powodów znaleźli się w Ameryce w obozach dla imigrantów. Niektórzy z nich ubiegali się o prawo pobytu, ale sąd im odmówił. Niektórzy chcieli uzyskać azyl polityczny, ale nie otrzymali zgody (m.in. były rosyjski wojskowy, który samowolnie opuścił jednostkę, uciekł z Rosji, trafił do USA, tam przegrał swoją sprawę w sądzie). Wśród wysłanych jest też grupa, która zdecydowała się opuścić USA, nie doczekawszy decyzji sądu.

W Moskwie na pasażerów tego wyjątkowego rejsu oczekiwała ekipa w mundurach. Deportowani zostali sprawdzeni i wypytani o wszystkie interesujące służby aspekty pobytu w USA i powrotu. Zatrzymano jedną osobę, reszta została wypuszczona po złożeniu odpowiednich zobowiązań (np. o nieopuszczaniu miejsca zamieszkania). Jak mówi założyciel organizacji Gulagu.net Władimir Osieczkin, niektórzy byli maglowani przez kilka godzin, niektórzy zostali pobici.

Zdaniem Wałujewa, w maju 2024 r. w Stanach zmieniono podejście do Rosjan, którzy przedostali się do USA przez meksykańską granicę: „Wcześniej wjazd od strony Meksyku wydawał się jednym z najprostszych sposobów ucieczki od wojny. Po przejściu granicy ludziom, którzy występowali o azyl, wręczano wezwanie do sądu, ale mogli oni pozostać na wolności. Wszystko zmieniło się ponad rok temu: Rosjan, którzy występowali o azyl lub prawo pobytu, kierowano do obozów dla imigrantów, tam spędzali całe miesiące. Niektórzy z tych, których deportowano ostatnio, siedzieli tam około roku”.

Jak pisze „The Insider”, w ostatnich latach o możliwość pobytu w USA ubiegały się dziesiątki tysięcy Rosjan. Po przejściu wymaganych procedur mogli zalegalizować swój status. Już przez ostatnie półrocze prezydentury Joe Bidena szanse na otrzymanie azylu w USA spadły, natomiast za czasów Trumpa, po zaostrzeniu polityki migracyjnej, amerykańskie władze mocno ograniczyły możliwości otrzymania zezwolenia na pobyt.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

piątek, 5 września 2025



Opracowując budżet na 2025 r., ministerstwo finansów liczyło na radykalne zmniejszenie deficytu, który w ciągu trzech lat wojny osiągnął 10 bln rubli (445 mld zł). Oczekiwano, że wydatki przekroczą dochody tylko o 1,17 bln rubli (52 mld zł), czyli 0,5 proc. PKB. Jednak spadające ceny ropy naftowej i gwałtowne spowolnienie gospodarcze pokrzyżowały te optymistyczne plany.

Do końca lipca w federalnej kasie powstała "dziura" w wysokości 4,9 bln rubli (217 mld zł) — 4,4 razy więcej niż rok wcześniej, a co piąty rubel wydany przez rząd pozostał bez pokrycia z dochodów podatkowych.

Latem wprowadzono poprawki do ustawy budżetowej, które obniżyły plan dochodów z ropy i gazu o prawie 20 proc. i zwiększyły deficyt do 1,7 proc. PKB, czyli 3,8 bln rubli (169 mld zł). Jednak nawet ta prognoza najprawdopodobniej nie zostanie zrealizowana — poinformowało na początku tygodnia agencję Interfax źródło bliskie rządowi.

onet.pl


Branża odzieżowa jest jedną z najbardziej zanieczyszczających, zaraz po przemyśle wydobywczym, czyli takim ciężkim przemyśle, co wiąże się z dużymi emisjami gazów cieplarnianych, ale też z dużą chłonnością, jeśli chodzi o wodę, emisje i zużywanie chemikaliów. Jest to też branża, która generuje ogromne ilości odpadów. Dlatego jak pomyślimy sobie o szybkiej modzie, jako o takiej, w której dominuje zasada kupuj szybko i szybko pozbywaj się tego, co kupiłeś, żeby mieć miejsce na nowe ubrania, to mamy przepis na bardzo negatywny dla środowiska model biznesu. - dr Agata Rudnicka, UŁ.

„Szybka moda drastycznie zwiększyła światowe zużycie energii. W rzeczywistości odpowiada ona za 2 proc. całkowitego światowego zużycia energii. Ten wzrost zużycia jest wynikiem szybkich cykli produkcyjnych, zwiększonej produkcji i energochłonnych procesów produkcyjnych” – przekazał w komentarzu dla E24 Todd Leahy z międzynarodowego ośrodka analitycznego IEEFA. Takie kraje jak Chiny, Bangladesz, Indie, Wietnam, Pakistan i Kambodża to światowe centra produkcji tekstyliów, gdzie wysokie zapotrzebowanie na energię jest często zaspokajane przez elektrownie węglowe. Do tego dochodzą kwestie tkanin syntetycznych, barwników i procesów wykończeniowych.

Z kolei kraje zalewane odpadami tekstylnymi to w przeważającej mierze kraje o niższym PKB. Wśród nich przodują Ghana, Kenia i Maroko, które rozwinęły przemysł zajmujący się utylizacją odpadów poprzez spalanie – dodał Leahy.

A skąd się bierze wielka potrzeba utylizacji odzieży, w tym nieużywanej? Właśnie z szybkości. Jak przekazała Zofia Piwowarek, współzałożycielka INTU Circularity, wykładowczyni Uniwersytetu Łazarskiego na kierunku Prawo i Biznes w Modzie, w przeszłości pracująca dla ONZ przy projektach związanych ze zrównoważoną modą, obecnie sklepy są przepełnione towarem. W jednym sklepie znajduje się kilka, a nawet kilkaset tysięcy ubrań „i tak naprawdę w przeciągu dwóch tygodni taka firma jest w stanie całkowicie wymienić cały sklep”. „Obok produktów, które stoją miesiącami, mamy nieustanny zalew nowych trendów i marketingową presję, by kupować więcej. Efekt? Przy tak szerokim asortymencie zawsze coś zostaje w tyle” – wyjaśniła Piwowarek.

„Ten system się nie sprawdza. Nie ma dość ludzi, by to kupić. Produkujemy odzież, która nigdy nie zostanie włożona. Zbyt wiele ubrań zabija ubrania” – oświadczył dramatycznie w 2016 r. francuski projektant mody haute-couture Jean-Paul Gaultier.

Unia Europejska pozbywa się rocznie 5,6 mln ton odzieży i tekstyliów. Na całym świecie wyrzucamy ich aż 2,1 mld ton. Autorka słynnego reportażu „Modopolis” Dana Thomas określiła trafnie to zjawisko „modową bulimią”.

Moda, a w szczególności moda szybka (fast fashion), w dużej mierze opiera się na materiałach syntetycznych, takich jak poliester. Z prognozowanym udziałem w rynku przekraczającym 188 miliardów dolarów do 2027 roku, produkcja tekstyliów stanowi 2 proc. światowego zapotrzebowania na ropę naftową. Oznacza to, że firmy naftowe postrzegają tkaniny jako sposób na kontynuację, a nawet zwiększenie, produkcji. - Todd Leahy, IEEFA.

energetyka24.com


Kreml ogłosił, że od czerwca tego roku Rosja zdobyła około 2346 km kw ukraińskiego terytorium oraz przejęła kontrolę nad 130 miejscowościami. W te dane nie uwierzyli nawet rosyjscy milblogerzy powiązani z reżimem skrytykowali Ministerstwo Obrony oraz generała Walerija Gierasimowa za zawyżanie wyników, twierdząc, że rzeczywiste postępy są znacznie mniejsze. Według nich Rosja nie zdobyła nawet 1 tys. km kw. terytorium podczas lata. I taki wynik potwierdzają dane geolokalizacyjne, które zbierają analitycy. Zarówno rosyjscy, jak i zachodni, powiązani choćby z Instytutem Studiów nad Wojną.

Oznacza to, że rosyjska wielka letnia ofensywa okazała się niewypałem. Według dostępnych informacji, przed letnią ofensywą w Donbasie w 2025 roku Rosja skoncentrowała około 700 tys. żołnierzy. Mimo dużej koncentracji sił ofensywa nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Rosyjskie jednostki napotkały silny opór, co spowodowało znaczne straty w ludziach i sprzęcie.

Wysokim kosztem padł jedynie Czasiw Jar, którego zdobycie zajęło Rosjanom ponad 600 dni, a średnie tempo natarcia w tym czasie wynosiło 14 metrów dziennie. A jeśli do tego dodamy, że ich zdobycie kosztowało Rosjan życie ok. 7-8 tys. żołnierzy, to już całkowicie dobrze nie świadczy o rosyjskich dowódcach. Przy czym Czasiw Jar to nie jest jakaś wielka metropolia, aby walczyć o nią przez niemal dwa lata. Przed wojną liczyła ok. 12 tys. mieszkańców. Czyli wielkości Brzegu Dolnego, Aleksandrowa Kujawskiego, czy Koluszek. Same działania w tym rejonie toczyły się na odcinku szerokości 20 km, co przy froncie liczącym 1,5 tys. km stanowi zaledwie 1,3 proc. całości.

Rosjanom nie udało się zdobyć ani Pokrowska, który był głównym celem ofensywy, ani Welikiej Nowosiłki. Nie udało się także dotrzeć do granicy obwodu dniepropietrowskiego, co miało być symbolicznym znakiem "wyzwolenia" Donbasu. Nie doszło także do przełamania frontu, choć rosyjska propaganda bardzo by tego chciała. Rosyjskie media w zasadzie już przestały informować o sytuacji pod Dobropilem.

Wyłom, który w dalszej perspektywie pozwoliłby im obejść Myrnohrad począwszy od 25 sierpnia jest powoli likwidowany. Odzyskali m.in. Nowe Szachowe, Zapowidne oraz Kuczeriw Jar, leżące na południowy-wschód od miasta. Wszystkie miejscowości mają spore znaczenie operacyjne, ponieważ zabezpieczają drogę prowadzącą w głąb miasta oraz blokują Rosjanom poszerzenie klina w kierunku północnym. Te trzy miejscowości były kluczowe, ponieważ stanowiły oparcie dla rosyjskiej flanki i umożliwiały im rozwinięcie ataku na zachód.

Ukraińskie działania były prowadzone w sposób zdecydowanie bardziej elastyczny niż rosyjskie natarcie. Zamiast frontalnych ataków dużymi formacjami pancerno-zmechanizowanymi, które w obecnych warunkach kończą się zwykle stratami, Ukraina zastosowała taktykę podgryzania odciętych rosyjskich punktów oporu. Polegały one na krótkotrwałym, ale skoordynowanym użyciu oddziałów piechoty wspartej dronami szturmowymi i artylerią lufową.

Każdy kontratak poprzedzało intensywne rozpoznanie powietrzne, które wyłapywało rosyjskie pozycje, w tym ukryte transportery opancerzone i stanowiska artylerii u podstawy wyłomu. Dopiero po ich zneutralizowaniu ogniem artylerii samobieżnej do akcji wchodziły oddziały szturmowe.

Według doniesień Armyinform, w działaniach tych brały udział pododdziały jedenastu samodzielnych brygad i 1. Korpusu Azow, które są regularnie rotowane. Jednak choć Ukraińcy likwidują rosyjskie pozycje, to tych oddziałów zabrakło na innych odcinkach frontu, co komplikuje choćby sytuację na kierunku Konstatniniwki. Zmiana kierunku Rosyjskie ugrupowania, w tym elementy 36. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych, która prowadzi natarcie, koncentrują wysiłki na oskrzydleniu od południowego wschodu. Ich celem jest przede wszystkim przejęcie kontroli nad szlakami zaopatrzeniowymi, co przełoży się na destabilizację linii obrony. Według raportów ISW oraz Armyinform oddziały rosyjskie działają tu w dwu lub trzyosobowych grupach, często wspieranych przez artylerię dalekiego zasięgu i drony FPV.

Od północnego wschodu nacisk Rosjan jest bardziej zorganizowany i systematyczny. Wykorzystują tu główne drogi prowadzące w kierunku Konstantyniwki, próbując oskrzydlić ukraińskie pozycje przy użyciu zmotoryzowanych grup bojowych, czasem wspartych pojazdami gąsienicowymi i ogniem artyleryjskim.

Ukraińskie dowództwo utrzymuje tu linię obrony, wykorzystując naturalne przeszkody terenowe, pozycje ufortyfikowane oraz wspomagając działania piechoty i jednostek lekkiej artylerii i bezzałogowcami. W ostatnich tygodniach Ukraińcy przeprowadzali także ograniczone kontrataki na flanki rosyjskich ugrupowań, co zmuszało ich do zwinięcia pozycji.

Na kierunku Konstantyniwki sytuacja jest wciąż dynamiczna. Rosjanie wykazują zdolność do przeprowadzania lokalnych manewrów i zdobywania niektórych pozycji, ale nie odnotowano dotąd znaczącego przełamania linii obrony Ukrainy ani opanowania samego miasta. Ukraińska armia pozostaje zdolna do odpierania kolejnych ataków dzięki skutecznej koordynacji bezzałogowców uderzeniowych, artylerii i systemów rozpoznania.

Długoterminowo kierunek Konstantyniwki pozostaje newralgiczny. Ewentualne przełamanie ukraińskiej obrony w tym rejonie mogłoby umożliwić Rosjanom dalsze manewry w kierunku północno zachodnim i stanowić zagrożenie dla integralności całego sektora Pokrowska i Myrnohradu. Ukraińskie siły, aby utrzymać pozycję, będą musiały stale rotować jednostki, co jest dość mocno skomplikowane przez brak sił. Pokrowsk-Myrnohrad Myrnohrad znajduje się pod coraz większym naciskiem ze wschodu i północnego wschodu. Rosjanie próbują wykorzystać fakt, że ukraińska obrona opiera się tu na stosunkowo wąskim pasie terenów zurbanizowanych oraz dawnych kopalniach, które trudno utrzymać przy ciągłym ostrzale artyleryjskim.

Głównym celem przeciwnika jest zmuszenie Ukraińców do odwrotu w kierunku Konstantyniwki, co pozwoliłoby Rosjanom połączyć natarcie z południa i północy. Jeżeli Rosjanie zdołają połączyć natarcie z obu kierunków, miasto może znaleźć się w półokrążeniu. To zmusi Ukraińców do wycofania znacznych sił w kierunku Konstantyniwki. To będzie oznaczało, że w zasadzie los Pokrowska będzie niemal przesądzony. Dlatego też Ukraińcy bronią pozycji niemal za wszelką cenę. Rosjanom dopiero po ponad tygodniu udało się zlikwidować ukraiński wyłom pod Nowoekonomicznym, choć ci nie mieli zamiaru go rozszerzać, a wprost Armyinform poinformował, że wypad miał na celu jedynie odrzucenie jednego ze skrzydeł rosyjskiego uderzenia. Co też się udało.

Wejście w rosyjskie pozycje spowodowało, że Rosjanie zatrzymali swoje operacje i przerzucili w rejon wyłomu większe grupy piechoty. Ukraińcy wykorzystali ten czas, aby umocnić pozycje polowe na tym odcinku, których Rosjanie nadal nie są w stanie pokonać. 

onet.pl\Newsweek