wtorek, 19 sierpnia 2025


Na obszarze Donieckiego Zagłębia Węglowego, obejmującego około 50 tys. km kw., udokumentowane zasoby węgla szacuje się na 55 mld ton. Występuje tam 330 pokładów, z czego 185 posiada miąższość przemysłową (grubość warstwy), czyli przekraczającą 45 cm. Co więcej, cała Ukraina zajmuje zaledwie 0,4 proc. powierzchni lądów Ziemi, ale posiada 5 proc. światowego potencjału mineralnego.

Na terenie Donbasu, przed zajęciem Krymu, działało 228 kopalń. Przed 2014 r. eksploatowano 65 pokładów. W 2014 r. wydobyto około 65 mln ton.

Przed 2014 r. Donbas generował 16 proc. PKB Ukrainy. Odpowiadał także za 25 proc. całego eksportu z tego kraju. W obwodach donieckim i ługańskim dominował przemysł wydobywczy, metalurgiczny, maszynowy i lekki. Pod względem logistycznym i strategicznym Donbas posiadał rozwiniętą infrastrukturę transportową — m.in. port w Mariupolu, gęstą sieć kolejową obsługującą 40 proc. krajowego ruchu towarowego oraz specjalne strefy ekonomiczne z ulgami podatkowymi.

Na obszarach Donbasu, które po walkach w 2014 i 2015 r. pozostały pod administracją ukraińską, koncentrowała się znacząca część przemysłu kraju.

Kluczowym ośrodkiem straconym przez Ukraińców w 2022 r. był Mariupol – miasto portowe, w którym działały druga i trzecia co do wielkości huta stali w państwie. To właśnie strategiczne położenie i przemysłowy potencjał sprawiały, że Mariupol miał największe znaczenie gospodarcze w tej części Donbasu. Przemysł obecny był także w innych miastach, jak Kramatorsk czy Słowiańsk, lecz ich rola była zdecydowanie mniejsza.

(...)

Od podpisania porozumień mińskich w 2015 r. aż do wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 r. Donbas pozostawał podzielony na dwie części. Jedną kontrolowali tymczasowo Rosjanie, a druga znajdowała się pod administracją ukraińską. Na okupowanych terenach Rosja prowadziła gospodarkę rabunkową. Wydobywany tam antracyt trafiał nielegalnie na rynki mimo sankcji nałożonych na przywódców z okupowanej części obwodów ługańskiego i donieckiego.

– Po stronie ukraińskiej były dwa procesy. Z jednej strony trwała eksploatacja surowców – Donbas to jeden z najbogatszych regionów Ukrainy pod względem kopalin: metali, rud, węgla. Z drugiej strony prowadzono prace nad umocnieniami wojskowymi – mówi money.pl kierownik Zespołu Białorusi, Ukrainy i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich Tadeusz Iwański. Jak dodaje, choć obecnie nie mamy dokładnych informacji, co dzieje się w Donbasie za linią frontu, to można stwierdzić, że to teren w dużej mierze wyludniony i niebezpieczny. Operuje tam lotnictwo, drony, grupy dywersyjne oraz armia rosyjska z jednej strony, a ukraińska z drugiej. Mnóstwo ludzi uciekło albo zostało ewakuowanych.

Działalność ekonomiczna jest ograniczona – poza punktową obecnością przemysłu wydobywczego. Usługi niemal zniknęły, bo brakuje ludzi, którzy mogliby z nich korzystać – mówi nam ekspert OSW.

Pod Donbasem znajdują się wciąż nieoszacowane w pełni złoża paliw i minerałów, jednak z rozmów z ekspertami bardziej gospodarczy wyłania się aspekt militarny i polityczny.

Putin chce, aby Ukraina oddała cały obwód doniecki, ale to jest ryzyko, którego Ukraina nie zaakceptuje – i słusznie. Ryzyko polityczne to jedno, ale drugie to konieczność wycofania wojsk z fortyfikacji. Ukraina jest obecnie w bardzo złym stanie gospodarczym. Oddanie fortyfikacji i zmiana granic oznaczałyby konieczność budowy nowych umocnień, co jest bardzo kosztowne – setki milionów dolarów. Ukraina będzie musiała na to zaciągnąć kolejne pożyczki. Tymczasem dług publiczny Ukrainy wynosi już 90 proc. PKB, a prognozy zakładają, że przekroczy w tym roku 100 proc. – mówi money.pl Sergiej Druczin z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego.

Ryzykiem politycznym byłaby – w przypadku zgody na ustępstwa wobec Federacji Rosyjskiej – kwestia przemieszczenia tysięcy ukraińskich żołnierzy nie tylko za front, ale aż na nową granicę państwa.

(...)

Zdaniem Sergieja Druczina dla Kijowa obecnie ekonomicznie najistotniejsza jest Odessa i porty w tym rejonie. Tym bardziej że Ukraińcy stracili port w Mariupolu i tylko tą drogą mogą dalej handlować na morzu.

money.pl

- Dzisiaj ropa naftowa utrzymuje się w granicach 63-66 dol. za baryłkę. Myślę, że poniżej 55 dol. jej cena nie spadnie, bo trzeba pamiętać o kosztach wydobycia, które na przykład w Stanach Zjednoczonych są wysokie. Zresztą, zestawianie dzisiejszych notowań tego surowca z wartościami historycznymi to błąd. Mamy tak wysoką inflację na świecie w ostatnich pięciu latach, że dzisiejsza baryłka za 66-70 dol. jeszcze 10 lat temu kosztowałaby 40 dol. - ocenia Sikorski.

Nasz rozmówca zwraca uwagę, że ewentualne nastanie pokoju w Ukrainie (o ile rzeczywiście uda się dogadać z Władimirem Putinem) wpłynie na wiele rynków, w tym także na rynek paliw. Może wręcz wywrócić stolik i doprowadzić do nowego rozdania po tym, jak rosyjska ropa znalazła się na cenzurowanym, a wiele gospodarek (nie tylko na Zachodzie, ale również Indie) zaczęło szukać dla niej alternatyw, przede wszystkim w Arabii Saudyjskiej i w USA.

(...)

- Z perspektywy paliw dla nas ważniejsze jest jednak to, co wydarzy się na Białorusi. Mają tam dwie rafinerie - Mozyrz i Nowopołock, które są znacznie bliżej nas niż rafinerie rosyjskie. Przed wybuchem wojny w 2022 r. dla przemysłu paliwowego Białorusi to Ukraina była rynkiem zbytu numer jeden, a Polska - numerem dwa. Zakończenie wojny w Ukrainie i zdjęcie sankcji z Rosji i Białorusi może sprawić, że rynek paliwowy w regionie będzie "ustawiał się" od nowa. A to będzie powodowało presję na spadek cen - dodaje.

(...)

- Nie wyobrażam sobie, aby cena ropy, zwłaszcza w Stanach, zeszła do poziomu 55 dol. Chyba że rzeczywiście nastąpiłby powrót ropy rosyjskiej i próba odebrania części rynku na przykład Arabii Saudyjskiej. Pamiętamy sprzed kilku lat, jak zagrali mocno, wprowadzając 10-dolarowy dyskont cenowy w stosunku do ropy Brent, żeby wywrzeć presję, zwłaszcza na producentów amerykańskich. Saudyjczycy potrafią grać tak mocno, jeśli widzą taką potrzebę - ocenia Adam Sikorski.

money.pl


Przywódcy zachodni podkreślili znaczenie porozumienia pokojowego i gwarancji bezpieczeństwa, które odstraszą od dalszej agresji na Ukrainę i zapewnią bezpieczeństwo zarówno Ukrainie, jak i Europie. Von der Leyen, Meloni i Starmer wyrazili poparcie dla ukraińskich gwarancji bezpieczeństwa wzorowanych na artykule 5 NATO, który zobowiązuje państwa członkowskie do podjęcia „takich działań, jakie uznają za konieczne, w tym użycia siły zbrojnej” w przypadku agresji na jedno państwo członkowskie. Trump oświadczył, że jego intencją jest, aby nieokreślone gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy odstraszyły od przyszłej agresji na Ukrainę. Trump oświadczył również ustnie, że Stany Zjednoczone zapewnią pewne nieokreślone wsparcie dla gwarancji bezpieczeństwa, a państwa europejskie poniosą większość ciężaru tych gwarancji. W relacji Trumpa ze spotkania opublikowanej na Truth Social stwierdzono, że „różne kraje europejskie” zapewnią gwarancje bezpieczeństwa, a Stany Zjednoczone zapewnią „koordynację” tych gwarancji. Stanowisko USA w sprawie amerykańskiego zaangażowania w udzielanie Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa pozostaje zatem niejasne. Zełenski oświadczył na wspólnej konferencji prasowej z Trumpem, że Ukraina potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa od swoich partnerów, a także zasobów, aby utrzymać siłę swojej armii, w tym broni, szkoleń i wymiany informacji wywiadowczych, a silna armia ukraińska sama w sobie jest gwarancją bezpieczeństwa. Zełenski zauważył, że Ukraina i jej europejscy partnerzy mają obecnie program zakupu broni od Stanów Zjednoczonych i że jest to część gwarancji silnej armii ukraińskiej.

Ukraina podobno zaproponowała umowę na zakup amerykańskiej broni i produkcję ukraińskich dronów w zamian za amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa. Financial Times (FT) poinformował 18 sierpnia, że uzyskał dokument, w którym Ukraina obiecała zakup amerykańskiej broni o wartości 100 miliardów dolarów z finansowaniem europejskim, jeśli Stany Zjednoczone udzielą gwarancji bezpieczeństwa, ale zauważył, że dokument nie precyzuje, jaką broń Ukraina chce kupić. FT poinformował, że Ukraina również zaproponowała umowę o wartości 50 miliardów dolarów na produkcję dronów z ukraińskimi firmami, ale dokumenty nie wskazują, jaka część umowy dotycząca dronów będzie stanowiła zakupy, a jaka inwestycje. FT powołał się na cztery osoby zaznajomione ze sprawą, twierdząc, że propozycje te znalazły się na ukraińskiej liście tematów do rozmów z europejskimi przywódcami przed szczytem 18 sierpnia.

(...)

Rosyjski opozycyjny portal medialny „Ważnyje Istorii” poinformował 18 sierpnia, że dane dotyczące wydatków budżetu federalnego Rosji wskazują, że wskaźnik rekrutacji kontraktowej Ministerstwa Obrony Rosji (MON) spadł w drugim kwartale 2025 roku do najniższego poziomu od dwóch lat. „Ważnyje Istorii” poinformował, że rosyjskie MON dokonało wypłat na rzecz 37.900 osób za podpisanie kontraktu w drugim kwartale 2025 roku, ale że w 2024 roku MON dokonało wypłat na rzecz 92.800 osób, co stanowi znaczny spadek. ISW wcześniej zauważył doniesienia, że Kreml przekroczył 30 miliardów rubli (381,5 miliona dolarów) federalnego budżetu na rok 2025 na płatności kontraktowe do lata 2025 roku i zwiększył swój budżet do 35,8 miliarda rubli (455,3 miliona dolarów). Tempo rekrutacji w Rosji prawdopodobnie nie spadło pomimo wyczerpania federalnego budżetu rekrutacyjnego. Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew stwierdził 2 lipca, że rosyjskie Ministerstwo Obrony podpisało ponad 210.000 kontraktów z żołnierzami kontraktowymi, co – jak podaje „Ważnyje Istorie” – jest 1,6 razy więcej niż wynika z danych o wydatkach budżetowych. „Ważnyje Istorie” poinformowało, że według innych badań Ministerstwo Obrony Narodowej uzyskało około 191.000 nowych kontraktów, korzystając z regionalnych danych budżetowych, co sugeruje, że Kreml wykorzystuje inne budżety do finansowania rekrutacji. Rosyjscy urzędnicy coraz częściej próbują obejść niedociągnięcia budżetowe, nieformalnie rekrutując poborowych, oferując dodatkowe wynagrodzenia cudzoziemcom i przerzucając ciężar finansowy z budżetów podmiotów federalnych (regionów) zamiast z bezpośredniego budżetu rządu federalnego. Próba Rosji, aby przerzucić ciężar finansowania premii za pobór na podmioty federalne, stanowi kosmetyczną próbę ukrycia faktu, że ograniczony majątek narodowy Rosji nie jest w stanie w nieskończoność utrzymać długoterminowych działań rekrutacyjnych bez uszczuplania innych programów rządowych. Rosnące wyzwania finansowe prawdopodobnie osłabią cały rosyjski aparat generowania sił zbrojnych. Dodatkowe sankcje Zachodu wymierzone w dochody z rosyjskiej ropy naftowej prawdopodobnie zaostrzą poważniejsze problemy gospodarcze, które mogą osłabić długoterminową zdolność Rosji do kontynuowania wojny na Ukrainie.

understandingwar.org


2 sierpnia po uderzeniu bezzałogowego statku powietrznego zatrzymała się rafineria Rosnieftu w Nowokujbyszewsku o mocy 8,3 mln ton rocznie. 11 sierpnia wstrzymała przyjmowanie surowców rafineria w Saratowie, której moc wynosi 5,8 mln ton rocznie.

15 sierpnia ogłoszono zatrzymanie pracy największego na południu Rosji zakładu rafineryjnego Łukoilu w Wołgogradzie, którego moce produkcyjne wynoszą 14,8 mln ton rocznie. Tego samego dnia, po ataku dronów, wstrzymano przyjmowanie ropy naftowej do przetwarzania w zakładzie rafineryjnym Rosnieftu w Samarze, którego moce produkcyjne wynoszą 8,5 mln ton rocznie.

Ponadto 2 sierpnia około połowy mocy produkcyjnych (6,9 mln ton z 13,8) wstrzymała rafineria w Riazaniu, największa z zakładów Rosnieftu, z której paliwo trafia m.in. do stacji benzynowych w Moskwie.

W ten sposób w ciągu niecałych trzech tygodni koncerny naftowe straciły 44,3 mln ton rocznej mocy przerobowych rafinerii, co stanowi 13,5 proc. całkowitej mocy rafinerii w kraju, która według szacunków ekspertów wynosi 328 mln ton rocznie. W ub. roku, według szacunków agencji Reuters, rosyjskie rafinerie przetworzyły 267 mln ton ropy naftowej – i jest to najniższy poziom od 12 lat.

Remont zakładów Rosnieftu w Riazańsku i Nowokujbyszewsku potrwa około miesiąca, poinformowały wcześniej źródła agencji Reuters. Według nich, co najmniej do końca sierpnia będzie zamknięty zakład w Samarze. Trudności z remontem są związane z sankcjami, wyjaśnił w lipcu podczas wystąpienia w Radzie Federacji minister energetyki Siergiej Cywilew. Zachodni sprzęt dla rafinerii naftowych został objęty europejskimi sankcjami już w lutym 2022 r. Powoduje to "zakłócenia", przyznał Cywilew.

onet.pl\The Moscow Times

Nietrudno zauważyć, że intensyfikacja krwawych ataków pod Pokrowskiem przez Rosjan nastąpiła dokładnie przed spotkaniem Putina z Trumpem na Alasce. Miało to dać wrażenie, że rosyjskie wojsko przejęło inicjatywę na froncie w Donbasie i wpłynąć na sposób prowadzenia rozmów (podkreślamy: „rozmów” nie „negocjacji”) przez Amerykanów. Kremlowskiej propagandzie częściowo się udało, ponieważ nawet w polskich mediach pojawiły się alarmujące tytuły: „Rosjanie złamali linię frontu”, „Piekło pod Pokrowskiem” czy „Bitwa o Pokrowsk. Ukraina alarmuje: Rosjanie coraz bliżej”.

Tymczasem sytuacja pod Pokrowskiem była napięta, ale nie beznadziejna. Trzeba pamiętać, że podobne ataki były prowadzone już rok wcześniej, o czym zresztą pisaliśmy na Defence24.pl dokładnie 29 sierpnia 2024 roku w artykule „Katastrofa pod Pokrowskiem? Zełenski zagrał va banque”. Wtedy też Putin nakazał przyspieszyć ofensywę, rzucając do ataku ponad 30 tysięcy swoich żołnierzy.

Można więc mówić tak, jak chce Kreml, że obecnie sytuacja jest tragiczna, bo Rosjanie są już na przedmieściach Pokrowska. Ale można też opisywać realną sytuację, w której „druga armia na świecie” z „uzbrojeniem niemającym analogów” i dużą tolerancją strat w ciągu dwunastu miesięcy nie była w stanie się przebić kilka kilometrów przez ukraińską obronę. Oczywiście rosyjscy dowódcy, nie przejmując się stratami, kilka razy dziennie wysyłali swoich żołnierzy małymi grupkami, by „przesączali” się przez strefę śmierci i zajmowali coraz to nowe pozycje. Nie była to jednak „typowa” ofensywa z atakiem czołgów i wsparciem lotniczym, ale powolne zajmowanie opuszczanego przez Ukraińców terenu i trwanie do czasu nadejścia posiłków.

Znamienne jest to, że działającym w ten sposób Rosjanom udało się wejść do południowo-zachodnich dzielnic Pokrowska, ale nie z kierunku wschodniego, skąd bezskutecznie wyprowadzano ataki od kilkunastu miesięcy. Ukraińskiemu dowództwu udało się jednak zatrzymać i ten swoisty „przeciek”, który zresztą natychmiast zaczęto eliminować. Rosjanie, widząc, że ten kierunek ataku już się nie powiedzie, całkowicie zmienili swoje zamiary i uderzyli skutecznie w kierunku zachodnim, na północ od Pokrowska (a więc zupełnie nie w kierunku tego miasta).

I tam sytuacja rzeczywiście zaczęła się zmieniać bardzo źle dla Ukrainy. Rosyjskie rozpoznanie zadziałało skutecznie, wykrywając miejsca, gdzie linie obrony były słabo obsadzone. Rosjanie zaczęli zajmować kolejne miejscowości, przerzucając niewielkie grupy żołnierzy wzdłuż linii drzew, szczególnie na obszarze koło miejscowości Dobropilla. Co gorsza, w pewnym momencie przedarli się praktycznie bez walki przez nowo zbudowaną „linię obrony Donbasu”. Linia ta według ukraińskich specjalistów z RFU News składa się z „wielowarstwowego systemu okopów, umocnionych punktów i naturalnych barier” i została tak zaprojektowana, by „spowolnić atakujących do czasu, aż operatorzy dronów i mobilne rezerwy będą w stanie zareagować”.

Pomimo tego Rosjanie w ciągu 4 dni przebili się na odległość nawet 18 km od swoich pozycji wyjściowych, zbliżając się niebezpiecznie do drogi łączącej Dobropilla z Kramatorskiem. Sami Ukraińcy przyznają się, że było to możliwe z powodu braku koordynacji we własnych siłach i nieprawdziwych, uspokajających meldunków, jakie płynęły od stacjonujących w tamtej okolicy brygad. W rzeczywistości, nawet dobrze przygotowane linie obronne okazały się słabo obsadzone, co bardzo skutecznie wykorzystali Rosjanie. Nie zadziałało też ukraińskie rozpoznanie, które nie wykryło ruchu rosyjskich pododdziałów i nie zneutralizowało sił w tzw. strefie śmierci.

Jak się jednak okazało, Rosjanie nie docenili Ukraińców i ponownie poprowadzili atak wąskim pasem, nie martwiąc się o ewentualny kontratak i okrążenie. To, co sprawdziło się wcześniej, np. w rejonie Bachmutu i Awdijiwki, tutaj jednak doprowadziło do katastrofy. Ukraińcy, by zmienić trudną sytuację w rejonie rosyjskiej „ofensywy”, wysłali bowiem do kontrataku 1. Korpus Gwardii Narodowej „Azow”.

Jak na razie komunikaty ukraińskich sił zbrojnych o własnych działaniach są bardzo wstrzemięźliwe. Wskazuje się w nich jednak wyraźnie na dwa sukcesy. Po pierwsze, Ukraińcom udało się zlikwidować praktycznie wszystkich Rosjan, którzy przedarli się do Pokrowska (miasta i przedmieść. Tutaj główną rolę grały siły 7. Korpusu wojsk desantowo-szturmowych. Po drugie, z powodzeniem likwidowany jest również wyłom w „Linii obrony Nowego Donbasu”, jaki Rosjanie utworzyli na północ od Pokrowska.

W przypadku Pokrowska sprawa była o tyle ułatwiona, że po konsolidacji obrony szybko udało się odciąć tych Rosjan, którzy przedarli się do samego miasta. Nie było to duże zgrupowanie, ponieważ nawet ostrożne szacunki wskazywały, że po przejściu przez „strefę śmierci” do celu docierało około 20% stanu wyjściowego atakujących pododdziałów. Najbardziej niebezpieczne były trzy rosyjskie grupy taktyczne, które skrycie przedzierały się najpierw przez 4 dni do strefy przemysłowej w miejscowości Piszczane, a później przez 10 dni przenikały do znajdującego się około 5 km od Pokrowska (pokonując około 600 m dziennie).

(...)

Efektem operacji w okolicach samego Pokrowska było odrzucenie Rosjan na pozycje wyjściowe, oddalone o 4-5 km od samego miasta.

Jeszcze lepiej uporały się ze swoim zadaniem jednostki 1. Korpusu armii Gwardii Narodowej Ukrainy, na czele którego stanęła słynna brygada „Azow”. Bezlitośnie wykorzystały one kształt wyłomu, w którym Rosjanie posuwali się do przodu, ale nie na boki. W pierwszym etapie doszło do czołowego uderzenia 1. pułku szturmowego „Da Vinci”, który odrzucił Rosjan do miejscowości Zołotyj Kołodjaź. Kontrnatarcie kontynuowano dalej, wypychając rosyjskie pododdziały 4 km na wschód, już poza „Linię obrony Nowego Donbasu”.

W międzyczasie na boki wąskiego wyłomu uderzyła brygada „Azow” (od południa) i 93. brygada zmechanizowana od północnego wschodu. Dzięki temu manewrowi Ukraińcom udało się odciąć od dostaw dwa zgrupowania rosyjskich żołnierzy. Podobne uderzenie powtórzono kilka kilometrów dalej na wschód i w ten sposób powstał trzeci „kocioł” pomiędzy rosyjskimi pozycjami i dwoma, poprzednio odciętymi ugrupowaniami.

W oficjalnym komunikacie ukraińskim wskazuje się, że w dniach od 4 do 16 sierpnia 2025 roku, „w wyniku wspólnych działań jednostek i pododdziałów Sił Zbrojnych Ukrainy i Gwardii Narodowej Ukrainy, wchodzących w skład I Korpusu Azowskiej Gwardii Narodowej, w obwodzie donieckim oczyszczono następujące miejscowości: Hruźke, Rubiżne, Nowodiane, Zołotyj Kołodjaź, Petriwka i Wesele. W dalszej części tzw. działania stabilizacyjne są realizowane w kierunku miasta Dobropille”.

(...)

Znamienne jest przy tym to, że rosyjskie wojsko nie zdołało przerzucić na nowo zajęte tereny dużej liczby sprzętu technicznego. Według danych ukraińskich utracili bowiem w tym rejonie „tylko”: 8 czołgów (uszkodzonych lub zniszczonych), 6 bojowych wozów piechoty, 103 samochody i motocykle, jedną wyrzutnię rakietową, 18 armat i 91 bezzałogowych statków powietrznych różnych typów.

defence24.pl


Trump nie spodziewa się, aby przed zawarciem układu pokojowego między Rosją i Ukrainą doszło do zawieszenia broni. Amerykański przywódca powiedział, że ze strategicznego punktu widzenia państwa mogą nie chcieć czasowego wstrzymania ognia i zawieszenia działań zbrojnych. - Mamy zawieszenie broni, a oni się odbudowują i odbudowują. Koncepcja zawieszenia broni podoba mi się z jednego powodu - ludzie przestaliby ginąć natychmiast, a nie za dwa tygodnie, tydzień czy jakkolwiek to zajmie. Ale możemy wypracować porozumienie, w którym będziemy pracować nad porozumieniem pokojowym, podczas gdy oni walczą. Muszą walczyć. Chciałbym, żeby przestali, ale strategicznie rzecz ujmując, mogłoby to być niekorzystne dla jednej lub drugiej strony - mówił prezydent USA. 

gazeta.pl


Na początku spotkania przy stole w Sali Wschodniej Białego Domu, Trump przedstawiał każdego przywódcę, komplementując każdego z nich.

Mówiąc o premierze Wielkiej Brytanii Keirze Starmerze, powiedział, że jest "jego przyjacielem" i że jest lubiany przez ludzi.

Przedstawiając prezydenta Francji Macrona wspomniał, że jest "pierwszym zagranicznym dygnitarzem, którego spotkał" i że polubił go od pierwszego dnia, a teraz lubi go nawet bardziej.

Premier Włoch Giorgię Meloni przedstawił jako "wielkiego przywódcę", kanclerza Niemiec Friedricha Merza jako "bardzo silnego przywódcę", a o Ruttem powiedział, że wygląda lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Prezydenta Finlandii Alexandra Stubba - o którego obecności przy stole początkowo zapomniał - określił jako "młodego silnego człowiekiem". Przedstawiając zaś przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, wspomniał, że niedawno wynegocjował z nią wielką umowę handlową.

PAP

poniedziałek, 18 sierpnia 2025



Rosnąca liczna tematów uznanych przez władze Chin za "drażliwe" oraz nieprzewidywalne wyznaczanie przez nie granic cenzury znacząco ograniczają przepływ informacji i tworzą coraz większe przeszkody w pracy dziennikarzy - wynika z raportu Klubu Korespondentów Zagranicznych w Chinach (FCCC).

"W przeciwieństwie do umiarkowanej poprawy sytuacji po pandemii COVID-19 w 2023 r., tegoroczne wyniki badań pokazują, że w obliczu presji gospodarczej i nasilonych napięć geopolitycznych państwo (Chiny - PAP) wprowadza instytucjonalną kontrolę nad niezależnymi mediami" - oceniają autorzy opublikowanego w poniedziałek raportu pod tytułem "Nowe czerwone linie. Rosnące przeszkody dla zagranicznych dziennikarzy w Chinach".

Połowa ankietowanych w lutym i marcu członków FCCC zgłosiła, że w zeszłym roku do tematów tradycyjnie uznawanych przez Pekin za drażliwe, takich jak Sinciang, Tybet, Hongkong i odniesienia do przywódcy Chin Xi Jinpinga, dołączyły inne. Są to m.in.: chińska gospodarka, cła, pojazdy elektryczne, polityka technologiczna, bezrobocie, warunki pracy, demografia, a nawet obchody Halloween.

W ankiecie FCCC 60 proc. respondentów przyznało, że unikało tych tematów z obawy przed utratą wizy lub innymi represjami. To "utrudnia rzetelne relacjonowanie rzeczywistości" - podkreślono w raporcie.

Niemal 90 proc. ankietowanych dziennikarzy podało, że odmówiono im możliwości przeprowadzenia wywiadu lub został on odwołany, a 38 proc. anulowało podróż służbową lub wywiad z powodu presji wywieranej na nich przez urzędników. Blisko 40 proc. zgłosiło, że ich chińscy współpracownicy byli nękani lub zastraszani, a prawie co dziesiąty reporter padł ofiarą przemocy fizycznej.

Niektóre wskaźniki uległy poprawie, np. do 42 proc. spadła w 2024 roku (z 54 proc. rok wcześniej) liczba zgłoszeń o utrudnianiu pracy przez policję, a tylko 2 proc. ankietowanych spotkało się z atakami na portalach społecznościowych. Aż 98 proc. respondentów oceniło jednak swoje warunki pracy jako "rzadko spełniające międzynarodowe standardy" lub "nigdy niespełniające międzynarodowych standardów".

W najnowszym rankingu wolności prasy organizacji Reporterzy Bez Granic (RSF) Chiny znalazły się na 178. miejscu ze 180 państw i zostały określone jako "największe na świecie więzienie dla dziennikarzy".

PAP


"Zakończyłem 6 wojen w ciągu 6 miesięcy, jedna z nich groziła możliwą katastrofą nuklearną, a i tak muszę czytać i słuchać "Wall Street Journal" i wielu innych, którzy naprawdę nie mają pojęcia, jak mówią mi wszystko, co robię źle w sprawie BAŁAGANU wokół Rosji/Ukrainy, czyli wojny śpiącego Joe Bidena, a nie mojej" - napisał Trump w swoim serwisie Truth Social.

"Jestem tu tylko po to, by to zakończyć, nie by ciągnąć to dalej. To by się NIGDY nie wydarzyło, gdybym to ja był prezydentem. Wiem dokładnie, co robię i nie potrzebuję rady od ludzi, którzy pracują nad tymi wszystkimi konfliktami od lat i nigdy nie byli w stanie zrobić nic, by je powstrzymać. To są "GŁUPI" ludzie, bez zdrowego rozsądku, inteligencji, zrozumienia i sprawiają, że obecna R/U (rosyjsko-ukraińska) katastrofa jest tylko coraz trudniejsza do NAPRAWIENIA" - dodał.

"Pomimo moich wszystkich słabych i bardzo zazdrosnych krytyków, dokonam tego - zawsze to robię!!!" - oświadczył prezydent USA.

W niedzielę w artykule redakcyjnym konserwatywny "Wall Street Journal" napisał m.in., że "Trump prowadzi politykę zagraniczną, kierując się osobistym instynktem i taktycznym impulsem, a jego nagły piątkowy zwrot w sprawie Rosji i Ukrainy jest tego klasycznym przykładem". "Nie sposób przewidzieć, czy to początek drogi do pokoju, czy do ustępstw. Nie jesteśmy pewni, czy sam Trump to wie" - podkreśliła redakcja. Dziennik ocenił też, że obietnice dawane przez Władimira Putina są "mniej niż bezwartościowe".

"Trump uczynił rolę rozjemcy głównym tematem swojej drugiej kadencji, co jest ambicją godną podziwu. Pytanie jednak, jak zawsze, brzmi: za jaką cenę? Sprytni przeciwnicy, tacy jak Putin i chiński przywódca Xi Jinping, potrafią wyczuć, kiedy pragnienie Pokojowej Nagrody Nobla można wykorzystać do osiągnięcia znacznie ważniejszych korzyści strategicznych" - oceniła gazeta.

PAP


W dniu 8 sierpnia 2025 roku w Waszyngtonie doszło do spotkania liderów USA, Armenii i Azerbejdżanu – Prezydenta Donalda Trumpa, Premiera Nikola Paszynajana i Prezydenta Ilhama Alijewa.

W mediach okrzyknięto to spotkanie jako „historyczne” i „przełomowe”, mające, poprzez podpisanie „umowy pokojowej” zagwarantować pokój na Kaukazie.

Sprecyzujmy więc, co rzeczywiście miało miejsce w Waszyngtonie, ponieważ „umowy pokojowej”, jako takiej, w stolicy Stanów Zjednoczonych nie zawarto. Generalnie, podpisana deklaracja zawiera kilka elementów wynikająca z tego i innych parafowanych dokumentów:
  • potwierdzenie, że strony dążyć będą do pokoju, wzajemnego zrozumienia, budowania stosunków dobrosąsiedzkich pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem, z zagwarantowaniem nienaruszalności integralności terytorialnej i wzajemnym wyrzeczeniu się wszelkich prób rewanżyzmu
  • apel USA, Armenii i Azerbejdżanu do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) o zakończenie działalności Grupy Mińskiej ukierunkowanej na rozwiązanie konfliktu w Górskim Karabachu. Tu od razu wyjaśnienie – Grupa Mińska powołana została w 1992 roku z trzema wiceprzewodniczącymi – USA, Rosja i Francja. W skład GM wchodzą Azerbejdżan, Armenia, Białoruś, Niemcy, Włochy, Turcja, Finlandia i Szwecja. Na likwidację grupy naciskał Azerbejdżan (i był to jeden z warunków podpisania umowy zawieszenia ognia w 2022 roku). PO zajęciu całego Górskiego Karabachu przez Azerbejdżan i ucieczkę z niego Ormian w 2023 roku funkcjonowanie Grupy straciło de facto rację bytu.
  • potwierdzenie konieczności utworzenia na terytorium Armenii korytarza transportowo-energetycznego łączącego terytorium Azerbejdżanu z Autonomiczną Republiką Nachiczewanu pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity” (TRIPP)
  • Zagwarantowanie Armenii pełnej suwerenności na terytorium planowanego korytarza nazywanego w mediach „korytarza zangezurskiego”.
Kilka uwag i komentarzy:

  • W deklaracji Azerbejdżan i Armenia stwierdzają, że uzgadniają treść umowy pokojowej. Faktycznie – uzgadniają już 3 lata. I pomiędzy tymi państwami jest na tyle dużo nieporozumień, że aby uzgodnić treść porozumienia pokojowego kolejne są następne spotkania, negocjacje i szczyty. Na razie jest zbyt wiele rozbieżności, aby strony (przede wszystkim Armenia) zgodziły się na podpisanie porozumienia pokojowego. Wymieńmy kilka z nich:
    • Azerbejdżan żąda zmiany Konstytucji Armenii, w której są odwołania do Deklaracji Niepodległości, a ta jednoznacznie stwierdza przynależność Górskiego Karabachu do Armenii. Spornym jest również odwołanie w Deklaracji do ludobójstwa Ormian w Imperium Osmańskim na początku XX wieku – Azerbejdżan nie uznaje tego za ludobójstwo, sam ma roszczenia do Armenii, oskarżając Ormian o systemowe zabójstwa Azerbejdżan.
    • Armenia żąda, aby do Ojczyzny wrócili wszyscy żołnierze ormiańscy pozostający od 2022 roku w azerbejdżańskiej niewoli
    • Azerbejdżan lekceważy również żądania Ormian wypuszczenia na wolność wszystkich przywódców i funkcjonariuszy Republiki Górskiego Karabachu (przebywają w areszcie w Azerbejdżanie od 2023 roku, wszczęto przeciwko nim procesy karne, grożą im wieloletnie wyroku pozbawienia wolności)
    • Azerbejdżan nie reaguje na żądania Armenii w kwestii możliwości powrotu do Górskiego Karabachu wszystkich Ormian, którzy opuścili lub zostali wygnani w 2023 roku.
    • Azerbejdżan nie odpowiada również na żądania dotyczące zwrotu pozostawionego w Górskim Karabachu przez Ormian majątku ruchomego i nieruchomego.
  • Biorąc powyższe pod uwagę, należy stwierdzić już teraz, że wygranymi w tej rozgrywce dyplomatycznej są – Donald Trump (Prezydent USA w 7-punktowej deklaracji, wymieniony w dwóch punktach! Wymieniony z podziękowaniem dla niego za zorganizowanie spotkania i doprowadzenia do podpisania deklaracji) oraz Azerbejdżan. Azerbejdżan nie jest zobowiązany w deklaracji do niczego. Jedynym państwem, które jest do czegoś zobowiązane jest Armenia.
  • Deklaracja zakłada utworzenie na terytorium Armenii korytarza transportowo-energetycznego łączącego terytorium Azerbejdżanu z Autonomiczną Republiką Nachiczewanu pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity”. Przypomnę, że taka eksterytorialna droga przewidziana była już w trójstronnym porozumieniu Putin-Alijew-Paszynjan z 2022 roku (przy czym bezpieczeństwa tej drogi mieli pilnować żołnierze rosyjscy). Jest to dla Azerbejdżanu jedna z ważniejszych kwestii – przez ten korytarz zwany „korytarzem zangezurskim” Baku planuje cały transport do Europy, w tym transport, gazociągami oraz liniami energetycznymi, gazu, ropy i energii elektrycznej. Również Turcja jest zainteresowana otwarciem tego korytarza, widząc możliwość swojej ekspansji handlowej (i politycznej) tym korytarzem do państw Azji Centralnej.
W sposób naturalny, przeciwko korytarzowi jest Iran, gdyż może spowodować blokadę magistrali transportowo-energetycznej Północ-Południe (z Iranu, poprzez Armenię, do Rosji i dalej do Europy i Azji Centralnej). Z punktu widzenia samej Armenii, „korytarz zangezurski” może zablokować barter z Iranem – prąd (Ormiański) za gaz (Irański).

Stany Zjednoczone, oprócz kwestii prestiżowych związanych z zamknięciem jednego z pól konfliktu na świecie (Prezydent Trump podobno marzy o Pokojowej Nagrodzie Nobla), widzi tu też właśnie możliwość zablokowania od północy Iranu. Jak nie trudno się domyśleć, aktywnie w tym zakresie oddziaływuje na Donalda Trumpa dyplomacja Izraela.

Zgodnie z porozumieniem, na terytorium Armenii utworzony zostanie 42-kilometrowy korytarz transportowy pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity” – linie kolejowe, drogi, linie energetyczne, światłowodowe, gazociągi i rurociągi z Azerbejdżanu do Nachiczewanu.

Wg „przecieków”, wymieniona infrastruktura miałaby być oddana w długoterminowy zarząd amerykańskiej firmie prywatnej (mówi się o 49, ale i o 99 latach). Bezpieczeństwa infrastruktury ma pilnować amerykańska prywatna organizacja militarna (USA nie wprowadzałaby swoich sił zbrojnych na te terytoria).

Stany Zjednoczone gwarantują, że Armenia będzie miała pełnię władz i suwerenność nad całym przedsięwzięciem (dodatkowo ma osiągać 30% zysków z funkcjonowania korytarza; 40% zysku otrzyma amerykańska firma zarządzająca, a pozostałe 30% – ochrona).

Jak wspomniałem, wygranym jest Donald Trumn i Stany Zjednoczone. Kto jednak może być zagrożony?

Bez wątpienia wspomniany już przeze mnie Iran, ale przede wszystkim Rosja, która utraciła pozycję „rozgrywającego” w konflikcie azerbejdżańsko-armeńskim. Moim zdaniem, gdyby nie decyzje Trumpa, Rosja nadal, przez wiele lat przeciągałaby jakiekolwiek rozwiązania w zakresie możliwości podpisania porozumienia pokojowego. 

Rosja od wieków stosuje na Kaukazie zasadę devide et impera – dziel i rządź – i gdyby nie to porozumienie w Waszyngtonie, nadal starałaby się wygrywać (geo)politycznie na konflikcie Baku i Erywania. Teraz to się zmniejszyło, ale nigdy nie zostanie zlikwidowane.

Bo np. warto zauważyć bardzo duży wpływ Rosji na gospodarkę Armenii. I, paradoksalnie, realizacja korytarza w wersji amerykańskiej może uzależnienie Armenii od Rosji zwiększyć! Erywań od lat starał się dywersyfikować dostawy nośników energetycznych, zwiększając ich import z Iranu, kosztem Rosji. Zablokowanie „korytarzem zangezurskim” rozwoju współpracy z Iranem może doprowadzić do zwiększenia się uzależnienia Erywania od dostaw z Rosji. Ale należy liczyć, że realizacja TRIPP może spowodować wzrost amerykańskich inwestycji w innych obszarach, aniżeli tylko w ramach korytarza Zangezur.

Na razie pytań jest zbyt wiele. 

/Pisownia oryginalna - red./

centrumrosja.com

Sekretarz stanu USA Marco Rubio stwierdził w wywiadzie dla „Face the Nation” 17 sierpnia, że zarówno Rosja, jak i Ukraina muszą pójść na ustępstwa, aby osiągnąć porozumienie pokojowe. Rubio zauważył, że każde porozumienie, w którym ustępstwa dotyczą tylko jednej strony, będzie kapitulacją, a nie porozumieniem pokojowym. Rubio stwierdził, że prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował „kilka” nieokreślonych ustępstw podczas szczytu na Alasce 15 sierpnia, ale nie wystarczająco dużo, aby natychmiast osiągnąć sprawiedliwe porozumienie pokojowe. Rubio powtórzył oświadczenie Trumpa z 13 sierpnia, że Stany Zjednoczone nie są w stanie zaakceptować ani odrzucić porozumienia w imieniu Ukrainy i że Ukraina musi sama zdecydować, jakie warunki zaakceptuje w zamian za porozumienie pokojowe. Rubio stwierdził, że administracja Trumpa chce porozumienia, które pozwoli Ukrainie odbudować kraj i „mieć pewność”, że inwazja Rosji „nigdy się nie powtórzy”. Rubio oświadczył, że ostrzejsze sankcje USA wobec Rosji położą kres rozmowom pokojowym i przedłużą wojnę o co najmniej kolejny rok, a nawet półtora. 

Rosja nie będzie w stanie szybko zająć pozostałej części obwodu donieckiego siłą, czego nie udało się jej zrobić od ponad dekady. Rosja mogłaby szybko zająć cały obwód doniecki tylko wtedy, gdyby Ukraina uległa żądaniu Putina i wycofała się z pozostałej części obwodu. 16 sierpnia agencja Axios, powołując się na źródło posiadające bezpośrednią wiedzę o rozmowie telefonicznej Trumpa z Zełenskim i europejskimi przywódcami z 16 sierpnia, doniosła, że Trump oświadczył, iż Putin powiedział mu, iż Rosja może zająć cały obwód doniecki, jeśli Putin tego zapragnie.

(...)

Siły rosyjskie podjęły cztery znaczące kampanie we wschodniej Ukrainie w latach 2024-2025, które ilustrują, jak trudne prawdopodobnie będzie dla nich przejęcie pozostałej części obwodu donieckiego siłą. Siły rosyjskie po raz pierwszy rozpoczęły wysiłki mające na celu odbicie Kupjańska w obwodzie charkowskim w październiku 2023 r. i przeprowadziły wiele oddzielnych kampanii mających na celu zajęcie miasta w ciągu prawie dwóch lat od tego czasu. Siły rosyjskie obecnie zmagają się z ukończeniem okrążenia Kupjańska od północnego zachodu i nie zdobyły jeszcze osady pomimo 22 miesięcy działań ofensywnych. Siły rosyjskie rozpoczęły ukierunkowany wysiłek, aby zająć Toreck w obwodzie donieckim w połowie czerwca 2024 r. Siły rosyjskie rozpoczęły tę akcję niedaleko pozycji, które zajmowały przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji w 2022 roku. Siły rosyjskie zdobyły Toreck do 1 sierpnia 2025 roku, a pokonanie dystansu około 6,4 mili z południowo-wschodnich obrzeży Torecka na północno-zachodnie obrzeża zajęło im 14 miesięcy.

Rosyjska kampania na rzecz Chasiw Jar w obwodzie donieckim rozpoczęła się w maju 2023 roku po zajęciu przez siły rosyjskie Bachmutu (na wschód od Chasiw Jaru), a siły rosyjskie zintensyfikowały wysiłki mające na celu zajęcie Chasiw Jaru w kwietniu 2024 roku. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) twierdzi, że siły rosyjskie zakończyły zajęcie Chasiw Jaru 31 lipca 2025 roku, chociaż ISW nie zaobserwowało jeszcze dowodów na to, że siły rosyjskie zajęły całą osadę. Siły rosyjskie potrzebowały 26 miesięcy, aby przejść około 6,8 mil (około 11 kilometrów) z zachodniego Bachmutu do zachodniego krańca Chasiw Jaru.

Siły rosyjskie rozpoczęły wysiłki mające na celu zajęcie Pokrowska w obwodzie donieckim w lutym 2024 r. po zajęciu Awdijiwki i podjęły wiele prób zdobycia Pokrowska poprzez ataki frontalne, okrążanie lub okrążanie – wszystkie z nich jak dotąd, po ponad 18 miesiącach, zakończyły się niepowodzeniem.

Ostatnie rosyjskie postępy na północny wschód od Pokrowska nie wskazują, że Rosja może szybko przejąć ufortyfikowane lub miejskie obszary. Siły rosyjskie zajęły otwarte obszary bez żadnych znacząco ufortyfikowanych osiedli podczas niedawnej penetracji na północny wschód od Pokrowska w pobliżu Dobropola. Siły rosyjskie nadal nie wykazały żadnej zdolności do szybkiego przejęcia dużych, ufortyfikowanych pozycji, jak pokazały kampanie w Kupjansku, Czasiw Jarze, Torecku i Pokrowsku. Siły rosyjskie mają problemy z zaopatrzeniem i wzmocnieniem swojej taktycznej penetracji w pobliżu Dobropola i obroną przed ukraińskimi kontratakami na flankach — co sugeruje, że siły rosyjskie mogą nie być w stanie skonsolidować swoich pozycji i wykorzystać tej penetracji. 

(...)

Żadna z tych wielomiesięcznych prób zdobycia Kupjańska, Czasiw Jaru, Torecka i Pokrowska nie osiągnęła skali niezbędnej do przejęcia całego pasa twierdz Ukrainy – silnie ufortyfikowanej, głównej linii obronnej Ukrainy w obwodzie donieckim, składającej się z miast znacznie większych pod względem wielkości i liczby ludności.[15] Rosyjskie wysiłki mające na celu zdobycie siłą pozostałej części obwodu donieckiego zajęłyby kilka lat, biorąc pod uwagę liczbę ufortyfikowanych obszarów miejskich, które wojska rosyjskie muszą pokonać, aby dotrzeć do granic administracyjnych obwodu donieckiego.

understandingwar.org