wtorek, 19 sierpnia 2025


Nietrudno zauważyć, że intensyfikacja krwawych ataków pod Pokrowskiem przez Rosjan nastąpiła dokładnie przed spotkaniem Putina z Trumpem na Alasce. Miało to dać wrażenie, że rosyjskie wojsko przejęło inicjatywę na froncie w Donbasie i wpłynąć na sposób prowadzenia rozmów (podkreślamy: „rozmów” nie „negocjacji”) przez Amerykanów. Kremlowskiej propagandzie częściowo się udało, ponieważ nawet w polskich mediach pojawiły się alarmujące tytuły: „Rosjanie złamali linię frontu”, „Piekło pod Pokrowskiem” czy „Bitwa o Pokrowsk. Ukraina alarmuje: Rosjanie coraz bliżej”.

Tymczasem sytuacja pod Pokrowskiem była napięta, ale nie beznadziejna. Trzeba pamiętać, że podobne ataki były prowadzone już rok wcześniej, o czym zresztą pisaliśmy na Defence24.pl dokładnie 29 sierpnia 2024 roku w artykule „Katastrofa pod Pokrowskiem? Zełenski zagrał va banque”. Wtedy też Putin nakazał przyspieszyć ofensywę, rzucając do ataku ponad 30 tysięcy swoich żołnierzy.

Można więc mówić tak, jak chce Kreml, że obecnie sytuacja jest tragiczna, bo Rosjanie są już na przedmieściach Pokrowska. Ale można też opisywać realną sytuację, w której „druga armia na świecie” z „uzbrojeniem niemającym analogów” i dużą tolerancją strat w ciągu dwunastu miesięcy nie była w stanie się przebić kilka kilometrów przez ukraińską obronę. Oczywiście rosyjscy dowódcy, nie przejmując się stratami, kilka razy dziennie wysyłali swoich żołnierzy małymi grupkami, by „przesączali” się przez strefę śmierci i zajmowali coraz to nowe pozycje. Nie była to jednak „typowa” ofensywa z atakiem czołgów i wsparciem lotniczym, ale powolne zajmowanie opuszczanego przez Ukraińców terenu i trwanie do czasu nadejścia posiłków.

Znamienne jest to, że działającym w ten sposób Rosjanom udało się wejść do południowo-zachodnich dzielnic Pokrowska, ale nie z kierunku wschodniego, skąd bezskutecznie wyprowadzano ataki od kilkunastu miesięcy. Ukraińskiemu dowództwu udało się jednak zatrzymać i ten swoisty „przeciek”, który zresztą natychmiast zaczęto eliminować. Rosjanie, widząc, że ten kierunek ataku już się nie powiedzie, całkowicie zmienili swoje zamiary i uderzyli skutecznie w kierunku zachodnim, na północ od Pokrowska (a więc zupełnie nie w kierunku tego miasta).

I tam sytuacja rzeczywiście zaczęła się zmieniać bardzo źle dla Ukrainy. Rosyjskie rozpoznanie zadziałało skutecznie, wykrywając miejsca, gdzie linie obrony były słabo obsadzone. Rosjanie zaczęli zajmować kolejne miejscowości, przerzucając niewielkie grupy żołnierzy wzdłuż linii drzew, szczególnie na obszarze koło miejscowości Dobropilla. Co gorsza, w pewnym momencie przedarli się praktycznie bez walki przez nowo zbudowaną „linię obrony Donbasu”. Linia ta według ukraińskich specjalistów z RFU News składa się z „wielowarstwowego systemu okopów, umocnionych punktów i naturalnych barier” i została tak zaprojektowana, by „spowolnić atakujących do czasu, aż operatorzy dronów i mobilne rezerwy będą w stanie zareagować”.

Pomimo tego Rosjanie w ciągu 4 dni przebili się na odległość nawet 18 km od swoich pozycji wyjściowych, zbliżając się niebezpiecznie do drogi łączącej Dobropilla z Kramatorskiem. Sami Ukraińcy przyznają się, że było to możliwe z powodu braku koordynacji we własnych siłach i nieprawdziwych, uspokajających meldunków, jakie płynęły od stacjonujących w tamtej okolicy brygad. W rzeczywistości, nawet dobrze przygotowane linie obronne okazały się słabo obsadzone, co bardzo skutecznie wykorzystali Rosjanie. Nie zadziałało też ukraińskie rozpoznanie, które nie wykryło ruchu rosyjskich pododdziałów i nie zneutralizowało sił w tzw. strefie śmierci.

Jak się jednak okazało, Rosjanie nie docenili Ukraińców i ponownie poprowadzili atak wąskim pasem, nie martwiąc się o ewentualny kontratak i okrążenie. To, co sprawdziło się wcześniej, np. w rejonie Bachmutu i Awdijiwki, tutaj jednak doprowadziło do katastrofy. Ukraińcy, by zmienić trudną sytuację w rejonie rosyjskiej „ofensywy”, wysłali bowiem do kontrataku 1. Korpus Gwardii Narodowej „Azow”.

Jak na razie komunikaty ukraińskich sił zbrojnych o własnych działaniach są bardzo wstrzemięźliwe. Wskazuje się w nich jednak wyraźnie na dwa sukcesy. Po pierwsze, Ukraińcom udało się zlikwidować praktycznie wszystkich Rosjan, którzy przedarli się do Pokrowska (miasta i przedmieść. Tutaj główną rolę grały siły 7. Korpusu wojsk desantowo-szturmowych. Po drugie, z powodzeniem likwidowany jest również wyłom w „Linii obrony Nowego Donbasu”, jaki Rosjanie utworzyli na północ od Pokrowska.

W przypadku Pokrowska sprawa była o tyle ułatwiona, że po konsolidacji obrony szybko udało się odciąć tych Rosjan, którzy przedarli się do samego miasta. Nie było to duże zgrupowanie, ponieważ nawet ostrożne szacunki wskazywały, że po przejściu przez „strefę śmierci” do celu docierało około 20% stanu wyjściowego atakujących pododdziałów. Najbardziej niebezpieczne były trzy rosyjskie grupy taktyczne, które skrycie przedzierały się najpierw przez 4 dni do strefy przemysłowej w miejscowości Piszczane, a później przez 10 dni przenikały do znajdującego się około 5 km od Pokrowska (pokonując około 600 m dziennie).

(...)

Efektem operacji w okolicach samego Pokrowska było odrzucenie Rosjan na pozycje wyjściowe, oddalone o 4-5 km od samego miasta.

Jeszcze lepiej uporały się ze swoim zadaniem jednostki 1. Korpusu armii Gwardii Narodowej Ukrainy, na czele którego stanęła słynna brygada „Azow”. Bezlitośnie wykorzystały one kształt wyłomu, w którym Rosjanie posuwali się do przodu, ale nie na boki. W pierwszym etapie doszło do czołowego uderzenia 1. pułku szturmowego „Da Vinci”, który odrzucił Rosjan do miejscowości Zołotyj Kołodjaź. Kontrnatarcie kontynuowano dalej, wypychając rosyjskie pododdziały 4 km na wschód, już poza „Linię obrony Nowego Donbasu”.

W międzyczasie na boki wąskiego wyłomu uderzyła brygada „Azow” (od południa) i 93. brygada zmechanizowana od północnego wschodu. Dzięki temu manewrowi Ukraińcom udało się odciąć od dostaw dwa zgrupowania rosyjskich żołnierzy. Podobne uderzenie powtórzono kilka kilometrów dalej na wschód i w ten sposób powstał trzeci „kocioł” pomiędzy rosyjskimi pozycjami i dwoma, poprzednio odciętymi ugrupowaniami.

W oficjalnym komunikacie ukraińskim wskazuje się, że w dniach od 4 do 16 sierpnia 2025 roku, „w wyniku wspólnych działań jednostek i pododdziałów Sił Zbrojnych Ukrainy i Gwardii Narodowej Ukrainy, wchodzących w skład I Korpusu Azowskiej Gwardii Narodowej, w obwodzie donieckim oczyszczono następujące miejscowości: Hruźke, Rubiżne, Nowodiane, Zołotyj Kołodjaź, Petriwka i Wesele. W dalszej części tzw. działania stabilizacyjne są realizowane w kierunku miasta Dobropille”.

(...)

Znamienne jest przy tym to, że rosyjskie wojsko nie zdołało przerzucić na nowo zajęte tereny dużej liczby sprzętu technicznego. Według danych ukraińskich utracili bowiem w tym rejonie „tylko”: 8 czołgów (uszkodzonych lub zniszczonych), 6 bojowych wozów piechoty, 103 samochody i motocykle, jedną wyrzutnię rakietową, 18 armat i 91 bezzałogowych statków powietrznych różnych typów.

defence24.pl


Trump nie spodziewa się, aby przed zawarciem układu pokojowego między Rosją i Ukrainą doszło do zawieszenia broni. Amerykański przywódca powiedział, że ze strategicznego punktu widzenia państwa mogą nie chcieć czasowego wstrzymania ognia i zawieszenia działań zbrojnych. - Mamy zawieszenie broni, a oni się odbudowują i odbudowują. Koncepcja zawieszenia broni podoba mi się z jednego powodu - ludzie przestaliby ginąć natychmiast, a nie za dwa tygodnie, tydzień czy jakkolwiek to zajmie. Ale możemy wypracować porozumienie, w którym będziemy pracować nad porozumieniem pokojowym, podczas gdy oni walczą. Muszą walczyć. Chciałbym, żeby przestali, ale strategicznie rzecz ujmując, mogłoby to być niekorzystne dla jednej lub drugiej strony - mówił prezydent USA. 

gazeta.pl


Na początku spotkania przy stole w Sali Wschodniej Białego Domu, Trump przedstawiał każdego przywódcę, komplementując każdego z nich.

Mówiąc o premierze Wielkiej Brytanii Keirze Starmerze, powiedział, że jest "jego przyjacielem" i że jest lubiany przez ludzi.

Przedstawiając prezydenta Francji Macrona wspomniał, że jest "pierwszym zagranicznym dygnitarzem, którego spotkał" i że polubił go od pierwszego dnia, a teraz lubi go nawet bardziej.

Premier Włoch Giorgię Meloni przedstawił jako "wielkiego przywódcę", kanclerza Niemiec Friedricha Merza jako "bardzo silnego przywódcę", a o Ruttem powiedział, że wygląda lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Prezydenta Finlandii Alexandra Stubba - o którego obecności przy stole początkowo zapomniał - określił jako "młodego silnego człowiekiem". Przedstawiając zaś przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, wspomniał, że niedawno wynegocjował z nią wielką umowę handlową.

PAP

poniedziałek, 18 sierpnia 2025



Rosnąca liczna tematów uznanych przez władze Chin za "drażliwe" oraz nieprzewidywalne wyznaczanie przez nie granic cenzury znacząco ograniczają przepływ informacji i tworzą coraz większe przeszkody w pracy dziennikarzy - wynika z raportu Klubu Korespondentów Zagranicznych w Chinach (FCCC).

"W przeciwieństwie do umiarkowanej poprawy sytuacji po pandemii COVID-19 w 2023 r., tegoroczne wyniki badań pokazują, że w obliczu presji gospodarczej i nasilonych napięć geopolitycznych państwo (Chiny - PAP) wprowadza instytucjonalną kontrolę nad niezależnymi mediami" - oceniają autorzy opublikowanego w poniedziałek raportu pod tytułem "Nowe czerwone linie. Rosnące przeszkody dla zagranicznych dziennikarzy w Chinach".

Połowa ankietowanych w lutym i marcu członków FCCC zgłosiła, że w zeszłym roku do tematów tradycyjnie uznawanych przez Pekin za drażliwe, takich jak Sinciang, Tybet, Hongkong i odniesienia do przywódcy Chin Xi Jinpinga, dołączyły inne. Są to m.in.: chińska gospodarka, cła, pojazdy elektryczne, polityka technologiczna, bezrobocie, warunki pracy, demografia, a nawet obchody Halloween.

W ankiecie FCCC 60 proc. respondentów przyznało, że unikało tych tematów z obawy przed utratą wizy lub innymi represjami. To "utrudnia rzetelne relacjonowanie rzeczywistości" - podkreślono w raporcie.

Niemal 90 proc. ankietowanych dziennikarzy podało, że odmówiono im możliwości przeprowadzenia wywiadu lub został on odwołany, a 38 proc. anulowało podróż służbową lub wywiad z powodu presji wywieranej na nich przez urzędników. Blisko 40 proc. zgłosiło, że ich chińscy współpracownicy byli nękani lub zastraszani, a prawie co dziesiąty reporter padł ofiarą przemocy fizycznej.

Niektóre wskaźniki uległy poprawie, np. do 42 proc. spadła w 2024 roku (z 54 proc. rok wcześniej) liczba zgłoszeń o utrudnianiu pracy przez policję, a tylko 2 proc. ankietowanych spotkało się z atakami na portalach społecznościowych. Aż 98 proc. respondentów oceniło jednak swoje warunki pracy jako "rzadko spełniające międzynarodowe standardy" lub "nigdy niespełniające międzynarodowych standardów".

W najnowszym rankingu wolności prasy organizacji Reporterzy Bez Granic (RSF) Chiny znalazły się na 178. miejscu ze 180 państw i zostały określone jako "największe na świecie więzienie dla dziennikarzy".

PAP


"Zakończyłem 6 wojen w ciągu 6 miesięcy, jedna z nich groziła możliwą katastrofą nuklearną, a i tak muszę czytać i słuchać "Wall Street Journal" i wielu innych, którzy naprawdę nie mają pojęcia, jak mówią mi wszystko, co robię źle w sprawie BAŁAGANU wokół Rosji/Ukrainy, czyli wojny śpiącego Joe Bidena, a nie mojej" - napisał Trump w swoim serwisie Truth Social.

"Jestem tu tylko po to, by to zakończyć, nie by ciągnąć to dalej. To by się NIGDY nie wydarzyło, gdybym to ja był prezydentem. Wiem dokładnie, co robię i nie potrzebuję rady od ludzi, którzy pracują nad tymi wszystkimi konfliktami od lat i nigdy nie byli w stanie zrobić nic, by je powstrzymać. To są "GŁUPI" ludzie, bez zdrowego rozsądku, inteligencji, zrozumienia i sprawiają, że obecna R/U (rosyjsko-ukraińska) katastrofa jest tylko coraz trudniejsza do NAPRAWIENIA" - dodał.

"Pomimo moich wszystkich słabych i bardzo zazdrosnych krytyków, dokonam tego - zawsze to robię!!!" - oświadczył prezydent USA.

W niedzielę w artykule redakcyjnym konserwatywny "Wall Street Journal" napisał m.in., że "Trump prowadzi politykę zagraniczną, kierując się osobistym instynktem i taktycznym impulsem, a jego nagły piątkowy zwrot w sprawie Rosji i Ukrainy jest tego klasycznym przykładem". "Nie sposób przewidzieć, czy to początek drogi do pokoju, czy do ustępstw. Nie jesteśmy pewni, czy sam Trump to wie" - podkreśliła redakcja. Dziennik ocenił też, że obietnice dawane przez Władimira Putina są "mniej niż bezwartościowe".

"Trump uczynił rolę rozjemcy głównym tematem swojej drugiej kadencji, co jest ambicją godną podziwu. Pytanie jednak, jak zawsze, brzmi: za jaką cenę? Sprytni przeciwnicy, tacy jak Putin i chiński przywódca Xi Jinping, potrafią wyczuć, kiedy pragnienie Pokojowej Nagrody Nobla można wykorzystać do osiągnięcia znacznie ważniejszych korzyści strategicznych" - oceniła gazeta.

PAP


W dniu 8 sierpnia 2025 roku w Waszyngtonie doszło do spotkania liderów USA, Armenii i Azerbejdżanu – Prezydenta Donalda Trumpa, Premiera Nikola Paszynajana i Prezydenta Ilhama Alijewa.

W mediach okrzyknięto to spotkanie jako „historyczne” i „przełomowe”, mające, poprzez podpisanie „umowy pokojowej” zagwarantować pokój na Kaukazie.

Sprecyzujmy więc, co rzeczywiście miało miejsce w Waszyngtonie, ponieważ „umowy pokojowej”, jako takiej, w stolicy Stanów Zjednoczonych nie zawarto. Generalnie, podpisana deklaracja zawiera kilka elementów wynikająca z tego i innych parafowanych dokumentów:
  • potwierdzenie, że strony dążyć będą do pokoju, wzajemnego zrozumienia, budowania stosunków dobrosąsiedzkich pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem, z zagwarantowaniem nienaruszalności integralności terytorialnej i wzajemnym wyrzeczeniu się wszelkich prób rewanżyzmu
  • apel USA, Armenii i Azerbejdżanu do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) o zakończenie działalności Grupy Mińskiej ukierunkowanej na rozwiązanie konfliktu w Górskim Karabachu. Tu od razu wyjaśnienie – Grupa Mińska powołana została w 1992 roku z trzema wiceprzewodniczącymi – USA, Rosja i Francja. W skład GM wchodzą Azerbejdżan, Armenia, Białoruś, Niemcy, Włochy, Turcja, Finlandia i Szwecja. Na likwidację grupy naciskał Azerbejdżan (i był to jeden z warunków podpisania umowy zawieszenia ognia w 2022 roku). PO zajęciu całego Górskiego Karabachu przez Azerbejdżan i ucieczkę z niego Ormian w 2023 roku funkcjonowanie Grupy straciło de facto rację bytu.
  • potwierdzenie konieczności utworzenia na terytorium Armenii korytarza transportowo-energetycznego łączącego terytorium Azerbejdżanu z Autonomiczną Republiką Nachiczewanu pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity” (TRIPP)
  • Zagwarantowanie Armenii pełnej suwerenności na terytorium planowanego korytarza nazywanego w mediach „korytarza zangezurskiego”.
Kilka uwag i komentarzy:

  • W deklaracji Azerbejdżan i Armenia stwierdzają, że uzgadniają treść umowy pokojowej. Faktycznie – uzgadniają już 3 lata. I pomiędzy tymi państwami jest na tyle dużo nieporozumień, że aby uzgodnić treść porozumienia pokojowego kolejne są następne spotkania, negocjacje i szczyty. Na razie jest zbyt wiele rozbieżności, aby strony (przede wszystkim Armenia) zgodziły się na podpisanie porozumienia pokojowego. Wymieńmy kilka z nich:
    • Azerbejdżan żąda zmiany Konstytucji Armenii, w której są odwołania do Deklaracji Niepodległości, a ta jednoznacznie stwierdza przynależność Górskiego Karabachu do Armenii. Spornym jest również odwołanie w Deklaracji do ludobójstwa Ormian w Imperium Osmańskim na początku XX wieku – Azerbejdżan nie uznaje tego za ludobójstwo, sam ma roszczenia do Armenii, oskarżając Ormian o systemowe zabójstwa Azerbejdżan.
    • Armenia żąda, aby do Ojczyzny wrócili wszyscy żołnierze ormiańscy pozostający od 2022 roku w azerbejdżańskiej niewoli
    • Azerbejdżan lekceważy również żądania Ormian wypuszczenia na wolność wszystkich przywódców i funkcjonariuszy Republiki Górskiego Karabachu (przebywają w areszcie w Azerbejdżanie od 2023 roku, wszczęto przeciwko nim procesy karne, grożą im wieloletnie wyroku pozbawienia wolności)
    • Azerbejdżan nie reaguje na żądania Armenii w kwestii możliwości powrotu do Górskiego Karabachu wszystkich Ormian, którzy opuścili lub zostali wygnani w 2023 roku.
    • Azerbejdżan nie odpowiada również na żądania dotyczące zwrotu pozostawionego w Górskim Karabachu przez Ormian majątku ruchomego i nieruchomego.
  • Biorąc powyższe pod uwagę, należy stwierdzić już teraz, że wygranymi w tej rozgrywce dyplomatycznej są – Donald Trump (Prezydent USA w 7-punktowej deklaracji, wymieniony w dwóch punktach! Wymieniony z podziękowaniem dla niego za zorganizowanie spotkania i doprowadzenia do podpisania deklaracji) oraz Azerbejdżan. Azerbejdżan nie jest zobowiązany w deklaracji do niczego. Jedynym państwem, które jest do czegoś zobowiązane jest Armenia.
  • Deklaracja zakłada utworzenie na terytorium Armenii korytarza transportowo-energetycznego łączącego terytorium Azerbejdżanu z Autonomiczną Republiką Nachiczewanu pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity”. Przypomnę, że taka eksterytorialna droga przewidziana była już w trójstronnym porozumieniu Putin-Alijew-Paszynjan z 2022 roku (przy czym bezpieczeństwa tej drogi mieli pilnować żołnierze rosyjscy). Jest to dla Azerbejdżanu jedna z ważniejszych kwestii – przez ten korytarz zwany „korytarzem zangezurskim” Baku planuje cały transport do Europy, w tym transport, gazociągami oraz liniami energetycznymi, gazu, ropy i energii elektrycznej. Również Turcja jest zainteresowana otwarciem tego korytarza, widząc możliwość swojej ekspansji handlowej (i politycznej) tym korytarzem do państw Azji Centralnej.
W sposób naturalny, przeciwko korytarzowi jest Iran, gdyż może spowodować blokadę magistrali transportowo-energetycznej Północ-Południe (z Iranu, poprzez Armenię, do Rosji i dalej do Europy i Azji Centralnej). Z punktu widzenia samej Armenii, „korytarz zangezurski” może zablokować barter z Iranem – prąd (Ormiański) za gaz (Irański).

Stany Zjednoczone, oprócz kwestii prestiżowych związanych z zamknięciem jednego z pól konfliktu na świecie (Prezydent Trump podobno marzy o Pokojowej Nagrodzie Nobla), widzi tu też właśnie możliwość zablokowania od północy Iranu. Jak nie trudno się domyśleć, aktywnie w tym zakresie oddziaływuje na Donalda Trumpa dyplomacja Izraela.

Zgodnie z porozumieniem, na terytorium Armenii utworzony zostanie 42-kilometrowy korytarz transportowy pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity” – linie kolejowe, drogi, linie energetyczne, światłowodowe, gazociągi i rurociągi z Azerbejdżanu do Nachiczewanu.

Wg „przecieków”, wymieniona infrastruktura miałaby być oddana w długoterminowy zarząd amerykańskiej firmie prywatnej (mówi się o 49, ale i o 99 latach). Bezpieczeństwa infrastruktury ma pilnować amerykańska prywatna organizacja militarna (USA nie wprowadzałaby swoich sił zbrojnych na te terytoria).

Stany Zjednoczone gwarantują, że Armenia będzie miała pełnię władz i suwerenność nad całym przedsięwzięciem (dodatkowo ma osiągać 30% zysków z funkcjonowania korytarza; 40% zysku otrzyma amerykańska firma zarządzająca, a pozostałe 30% – ochrona).

Jak wspomniałem, wygranym jest Donald Trumn i Stany Zjednoczone. Kto jednak może być zagrożony?

Bez wątpienia wspomniany już przeze mnie Iran, ale przede wszystkim Rosja, która utraciła pozycję „rozgrywającego” w konflikcie azerbejdżańsko-armeńskim. Moim zdaniem, gdyby nie decyzje Trumpa, Rosja nadal, przez wiele lat przeciągałaby jakiekolwiek rozwiązania w zakresie możliwości podpisania porozumienia pokojowego. 

Rosja od wieków stosuje na Kaukazie zasadę devide et impera – dziel i rządź – i gdyby nie to porozumienie w Waszyngtonie, nadal starałaby się wygrywać (geo)politycznie na konflikcie Baku i Erywania. Teraz to się zmniejszyło, ale nigdy nie zostanie zlikwidowane.

Bo np. warto zauważyć bardzo duży wpływ Rosji na gospodarkę Armenii. I, paradoksalnie, realizacja korytarza w wersji amerykańskiej może uzależnienie Armenii od Rosji zwiększyć! Erywań od lat starał się dywersyfikować dostawy nośników energetycznych, zwiększając ich import z Iranu, kosztem Rosji. Zablokowanie „korytarzem zangezurskim” rozwoju współpracy z Iranem może doprowadzić do zwiększenia się uzależnienia Erywania od dostaw z Rosji. Ale należy liczyć, że realizacja TRIPP może spowodować wzrost amerykańskich inwestycji w innych obszarach, aniżeli tylko w ramach korytarza Zangezur.

Na razie pytań jest zbyt wiele. 

/Pisownia oryginalna - red./

centrumrosja.com

Sekretarz stanu USA Marco Rubio stwierdził w wywiadzie dla „Face the Nation” 17 sierpnia, że zarówno Rosja, jak i Ukraina muszą pójść na ustępstwa, aby osiągnąć porozumienie pokojowe. Rubio zauważył, że każde porozumienie, w którym ustępstwa dotyczą tylko jednej strony, będzie kapitulacją, a nie porozumieniem pokojowym. Rubio stwierdził, że prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował „kilka” nieokreślonych ustępstw podczas szczytu na Alasce 15 sierpnia, ale nie wystarczająco dużo, aby natychmiast osiągnąć sprawiedliwe porozumienie pokojowe. Rubio powtórzył oświadczenie Trumpa z 13 sierpnia, że Stany Zjednoczone nie są w stanie zaakceptować ani odrzucić porozumienia w imieniu Ukrainy i że Ukraina musi sama zdecydować, jakie warunki zaakceptuje w zamian za porozumienie pokojowe. Rubio stwierdził, że administracja Trumpa chce porozumienia, które pozwoli Ukrainie odbudować kraj i „mieć pewność”, że inwazja Rosji „nigdy się nie powtórzy”. Rubio oświadczył, że ostrzejsze sankcje USA wobec Rosji położą kres rozmowom pokojowym i przedłużą wojnę o co najmniej kolejny rok, a nawet półtora. 

Rosja nie będzie w stanie szybko zająć pozostałej części obwodu donieckiego siłą, czego nie udało się jej zrobić od ponad dekady. Rosja mogłaby szybko zająć cały obwód doniecki tylko wtedy, gdyby Ukraina uległa żądaniu Putina i wycofała się z pozostałej części obwodu. 16 sierpnia agencja Axios, powołując się na źródło posiadające bezpośrednią wiedzę o rozmowie telefonicznej Trumpa z Zełenskim i europejskimi przywódcami z 16 sierpnia, doniosła, że Trump oświadczył, iż Putin powiedział mu, iż Rosja może zająć cały obwód doniecki, jeśli Putin tego zapragnie.

(...)

Siły rosyjskie podjęły cztery znaczące kampanie we wschodniej Ukrainie w latach 2024-2025, które ilustrują, jak trudne prawdopodobnie będzie dla nich przejęcie pozostałej części obwodu donieckiego siłą. Siły rosyjskie po raz pierwszy rozpoczęły wysiłki mające na celu odbicie Kupjańska w obwodzie charkowskim w październiku 2023 r. i przeprowadziły wiele oddzielnych kampanii mających na celu zajęcie miasta w ciągu prawie dwóch lat od tego czasu. Siły rosyjskie obecnie zmagają się z ukończeniem okrążenia Kupjańska od północnego zachodu i nie zdobyły jeszcze osady pomimo 22 miesięcy działań ofensywnych. Siły rosyjskie rozpoczęły ukierunkowany wysiłek, aby zająć Toreck w obwodzie donieckim w połowie czerwca 2024 r. Siły rosyjskie rozpoczęły tę akcję niedaleko pozycji, które zajmowały przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji w 2022 roku. Siły rosyjskie zdobyły Toreck do 1 sierpnia 2025 roku, a pokonanie dystansu około 6,4 mili z południowo-wschodnich obrzeży Torecka na północno-zachodnie obrzeża zajęło im 14 miesięcy.

Rosyjska kampania na rzecz Chasiw Jar w obwodzie donieckim rozpoczęła się w maju 2023 roku po zajęciu przez siły rosyjskie Bachmutu (na wschód od Chasiw Jaru), a siły rosyjskie zintensyfikowały wysiłki mające na celu zajęcie Chasiw Jaru w kwietniu 2024 roku. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) twierdzi, że siły rosyjskie zakończyły zajęcie Chasiw Jaru 31 lipca 2025 roku, chociaż ISW nie zaobserwowało jeszcze dowodów na to, że siły rosyjskie zajęły całą osadę. Siły rosyjskie potrzebowały 26 miesięcy, aby przejść około 6,8 mil (około 11 kilometrów) z zachodniego Bachmutu do zachodniego krańca Chasiw Jaru.

Siły rosyjskie rozpoczęły wysiłki mające na celu zajęcie Pokrowska w obwodzie donieckim w lutym 2024 r. po zajęciu Awdijiwki i podjęły wiele prób zdobycia Pokrowska poprzez ataki frontalne, okrążanie lub okrążanie – wszystkie z nich jak dotąd, po ponad 18 miesiącach, zakończyły się niepowodzeniem.

Ostatnie rosyjskie postępy na północny wschód od Pokrowska nie wskazują, że Rosja może szybko przejąć ufortyfikowane lub miejskie obszary. Siły rosyjskie zajęły otwarte obszary bez żadnych znacząco ufortyfikowanych osiedli podczas niedawnej penetracji na północny wschód od Pokrowska w pobliżu Dobropola. Siły rosyjskie nadal nie wykazały żadnej zdolności do szybkiego przejęcia dużych, ufortyfikowanych pozycji, jak pokazały kampanie w Kupjansku, Czasiw Jarze, Torecku i Pokrowsku. Siły rosyjskie mają problemy z zaopatrzeniem i wzmocnieniem swojej taktycznej penetracji w pobliżu Dobropola i obroną przed ukraińskimi kontratakami na flankach — co sugeruje, że siły rosyjskie mogą nie być w stanie skonsolidować swoich pozycji i wykorzystać tej penetracji. 

(...)

Żadna z tych wielomiesięcznych prób zdobycia Kupjańska, Czasiw Jaru, Torecka i Pokrowska nie osiągnęła skali niezbędnej do przejęcia całego pasa twierdz Ukrainy – silnie ufortyfikowanej, głównej linii obronnej Ukrainy w obwodzie donieckim, składającej się z miast znacznie większych pod względem wielkości i liczby ludności.[15] Rosyjskie wysiłki mające na celu zdobycie siłą pozostałej części obwodu donieckiego zajęłyby kilka lat, biorąc pod uwagę liczbę ufortyfikowanych obszarów miejskich, które wojska rosyjskie muszą pokonać, aby dotrzeć do granic administracyjnych obwodu donieckiego.

understandingwar.org

niedziela, 17 sierpnia 2025



- Zgodziliśmy się w sprawie solidnych gwarancji bezpieczeństwa, które określiłbym jako przełomowe - powiedział Witkoff, poproszony o przedstawienie ustaleń z rozmów przywódców USA i Rosji na Alasce. - Nie sądziliśmy, że byliśmy w jakimkolwiek stopniu bliscy zgody na ochronę z tytułu artykułu 5. ze strony Stanów Zjednoczonych - dodał, odwołując się do artykułu zobowiązującego NATO do udzielenia pomocy zbrojnej zaatakowanym sojusznikom.

Wśród osiągnięć szczytu Witkoff wymienił też zapowiedź zapisania w rosyjskim prawie zobowiązania do niewysuwania kolejnych roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy i nieatakowania innych państw, kiedy porozumienie pokojowe zostanie "skodyfikowane".

Prezydencki doradca powiedział również, że Rosja zaoferowała "ustępstwa w sprawie niektórych innych regionów" poza Donbasem, lecz odmówił ich wymienienia. Zaznaczył jednak, że wiedzą o tym zarówno Ukraińcy, jak i przywódcy europejscy i wszyscy zgadzają się, że poczyniono duże postępy.

- Może niewystarczające do zawarcia porozumienia, ale jesteśmy na ścieżce po raz pierwszy. Widzimy ustępstwa w większym stopniu niż w przeszłości - zaznaczył.

Dodał, że chce wyjść z tego punktu, by osiągnąć dobre porozumienie dla Ukrainy, które "pozwoli na ich samostanowienie i na ochronę ich suwerennych granic".

Tłumacząc decyzję Trumpa o odejściu od żądania zawieszenia broni, wysłannik prezydenta stwierdził, że chce on doprowadzić do podpisania układu pokojowego "bardzo, bardzo szybko, szybciej niż zawieszenie broni". Twierdził, że pozwoliły na to postępy poczynione na Alasce, i ocenił, że w ten sposób omija się ustalanie szczegółów, które musiałyby być omawiane podczas rozejmu.
Na "wielkie postępy" z Rosją w niedzielę wskazał też prezydent Donald Trump w krótkim wpisie na platformie społecznościowej Truth Social.

"WIELKIE POSTĘPY W SPRAWIE ROSJI. CZEKAJCIE NA DALSZE INFORMACJE" - ogłosił.

PAP

sobota, 16 sierpnia 2025



- Zrobiliśmy naprawdę duży krok naprzód. Ja od zawsze mam fantastyczne relacje z prezydentem Putinem - mówił Donald Trump po spotkaniu z Donaldem Trumpem. - Wiele punktów zostało uzgodnionych, jest raptem tylko kilka, które zostały. Niektóre nie są aż tak ważne, jeden jest prawdopodobnie najważniejszy - mówił prezydent USA. Dodał, że wraz z przywódcą Rosji osiągnęli "ogromny postęp". - Nie udało nam się zawrzeć porozumienia, ale są duże szanse na to, że to się uda - przekonywał. W wywiadzie dla Fox News Trump przekazał, że podczas rozmowy z Putinem jednym z omawianych tematów była wymiana terytoriów pomiędzy Rosją a Ukrainą. Na sugestie, że "więcej ziem przypadnie Rosji, a Ukraina otrzyma "gwarancje bezpieczeństwa niezwiązane z NATO", Trump potwierdził, że negocjacje dotyczyły tych kwestii. - To są punkty, które negocjowaliśmy i co do których w dużej mierze się zgodziliśmy. Właściwie myślę, że w wielu kwestiach osiągnęliśmy porozumienie - mówił. Zapowiedział również, że Rosja i Ukraina zorganizują spotkanie swoich przywódców, by omówić potencjalne zawieszenie broni. Jak przyznał, prawdopodobnie również będzie na nim obecny. Nie podał jednak informacji, kiedy taki szczyt mógłby się odbyć. 

Przekazał, że zadzwoni "do NATO za jakiś czas". - Zadzwonię do różnych ludzi, którzy myślę, że będą właściwi. Zadzwonię do prezydenta Zełenskiego, powiem mu o dzisiejszym spotkaniu. Ostatecznie to oni muszą się zgodzić - mówił. W wywiadzie dla Fox News Trump powiedział, że teraz, po szczycie na Alasce, wszystko zależy od Wołodymyra Zełenskiego. Doradził prezydentowi Ukrainy, aby zawarł porozumienie w sprawie zakończenia wojny. Zapytany o radę udzieloną Zełenskiemu, odpowiedział, że trzeba zawrzeć porozumienie, ponieważ Rosja jest bardzo dużym mocarstwem, a Ukraina nie. 

gazeta.pl


"Kommiersant" wyraził pogląd, że spotkanie przywódców w Anchorage można nazwać sukcesem. Według komentatorów gazety najważniejszym osiągnięciem szczytu na Alasce jest to, że "po stronie amerykańskiej ostatecznie została usunięta idea "strategicznej porażki" i "izolacji" Rosji". To z kolei, zdaniem rosyjskich analityków, oznacza, że strona amerykańska najprawdopodobniej uwzględniła argumenty Kremla dotyczące zawieszenia broni, a mianowicie to, że "rozejm nie ma sensu bez wstrzymania dostaw broni na Ukrainę czy omówienia kwestii terytorialnych". W ocenie dziennika świadczyć o tym ma fakt, iż Trump zadeklarował, że USA nie będą nakładać na Rosję kolejnych restrykcji.

Komentatorzy "Kommiersanta" są przekonani, że amerykański prezydent będzie teraz wywierać presję na Unię Europejską i Ukrainę, by zaakceptowały rosyjskie stanowisko. Rozmówcy gazety zgodnie uważają, że największym problemem jest obecnie postawa Europy i Ukrainy, które nadal są zdecydowane kontynuować walkę.

"Dla Rosji jest to najkorzystniejszy scenariusz: izolacja międzynarodowa została wreszcie przełamana, sankcje nie są wprowadzane, Trump nie domaga się natychmiastowego zawieszenia broni, a sytuacja na polu walki sprzyja stronie rosyjskiej" - podkreślił "Kommiersant".

W podobnym tonie wypowiadają się inne rosyjskie media kontrolowane przez Kreml. "Rossijskaja Gazieta" wyraża przekonanie, że piątkowe spotkanie otworzy drogę do pokoju na Ukrainie, a Trump jest gotowy "porzucić rusofobię" jako formę nacisku na Rosję. Ponadto komentatorzy tego medium są przekonani, że amerykański prezydent "znacznie mniej ceni korzyści płynące z konfrontacji z Rosją, niż korzyści ze współpracy z nią". Z kolei "Komsomolska Prawda" oceniła, że Putinowi udało się przekonać Trumpa, iż "nie ma sensu rozmawiać z Rosją z pozycji siły i nie ma sensu grozić jej sankcjami, bowiem nie da się jej udusić dalszymi restrykcjami".

Rosyjskie media przytaczają też reakcje zachodnich polityków na przebieg piątkowego spotkania. Cytując krytyczne komentarze unijnych dyplomatów, dziennik "Izwiestia" wyraził pogląd, że "Europa z bólem zareagowała na przybycie Putina do USA". 

PAP

piątek, 15 sierpnia 2025



Fundusz Dopłat to rządowy program bezzwrotnego finansowania budownictwa, którego celem jest zwiększenie zasobu mieszkalnych lokali i pomieszczeń z zakresu pomocy społecznej, które służą zaspokajaniu potrzeb osób o niskich i przeciętnych dochodach. Program społecznego budownictwa czynszowego natomiast powstał z myślą o rozwoju budownictwa mieszkaniowego na wynajem oraz spółdzielczego lokatorskiego. Finansowanie w jego ramach dotyczy lokali mieszkalnych na wynajem z limitowaną ustawowo stawką czynszu (maksymalnie 5 proc. wartości odtworzeniowej), jak również lokali mieszkalnych, do których ustanowione zostanie spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego.

Dr Kamil Nowak zwraca uwagę na to, że samorządy są odpowiedzialne za tworzenie zasobu mieszkaniowego gminy. Mogą je realizować również poprzez swoje spółki i są to mieszkania na wynajem. Podkreśla jednak, że duża część z nich jest wyprzedawana z wysokimi bonifikatami, co przekłada się na kurczenie się zasobów mieszkaniowych gmin.

(...)

Ekspert zwraca uwagę na niewielkie zasoby mieszkaniowe gmin w Polsce. Według danych GUS na koniec 2023 roku liczba lokali mieszkalnych, na które obowiązywały umowy na najem z mieszkaniowego zasobu gminy (z wyłączeniem lokali zamiennych i tymczasowych pomieszczeń), wyniosła zaledwie 592,8 tys. Jest to spadek o 4,3 proc. w porównaniu do roku 2022. W miastach był to spadek o 4,6 proc., a na obszarach wiejskich o 1,8 proc. Liczba gospodarstw domowych oczekujących na najem lokali mieszkalnych z mieszkaniowego zasobu gmin wyniosła nieco ponad 123 tys.

- Niestety proces ubytku tych zasobów jest cały czas dosyć szybki, jego tempo nie jest takie jak jeszcze dekadę temu. Natomiast w dalszym ciągu te zasoby się kurczą, mniej mieszkań powstaje, więcej jest wyprzedawanych, niestety zasady prywatyzacji tych lokali często są obarczone właśnie wysokimi bonifikatami. To jest na pewno jedna z tych rzeczy, o których warto też dyskutować w przestrzeni publicznej - mówi dr Kamil Nowak.

bankier.pl