piątek, 8 sierpnia 2025



Pierwsza koncepcja nowego, centralnego portu lotniczego pojawiła się już w czasach „dekady Gierkowskiej”, ponad pół wieku temu. W latach 70. powstał dokument zatytułowany „Opis projektu wyboru nowego lotniska dla Warszawy realizowanego w latach 1971-1974”; w podobnym czasie prof. Henryk Panusz i dr Bogusław Jankowski przygotowali plan systemu łączącego transport lotniczy, kolejowy i drogowy – opisuje na swojej stronie CPK.

Przez kolejne dekady temat przewijał się w różnych analizach, za czasów różnych rządów. Był przedmiotem prac specjalnego międzyresortowego interdyscyplinarnego zespołu ds. wyboru lokalizacji lotniska centralnego dla Polski, który zakończył prace w styczniu 2004 r., co przekazał na swojej stronie Urząd Lotnictwa Cywilnego. W 2005 r. podpisano umowę między ULC a konsorcjum Ineco-Sener w sprawie opracowania studium wykonalności dla lokalizacji lotniska centralnego dla Polski. W 2006 r. opublikowana została koncepcja Centralnego Portu Lotniczego autorstwa Bogusława Jankowskiego, wiceprezesa Towarzystwa Integracji Transportu, który przekonywał o konieczności integracji inwestycji z magistralą szybkich kolei i planowaną ówcześnie siecią autostrad.
 
Analizowana była przede wszystkim kwestia lokalizacji – okolice Mszczonowa lub Modlina proponował międzyresortowy zespół w 2003 r., gminę Baranów na Mazowszu sugerował Jankowski, Mszczonów i Babsk poleciło Ineco-Sener – a także finansowania i parametrów technicznych inwestycji. Te trzy czynniki Stefan Chabiera z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu określa jako kluczowe w wieloletniej debacie nad zasadnością i efektywnością Centralnego Portu Lotniczego, co podkreśla w swojej publikacji „Centralny Port Lotniczy – studium z zakresu zarządzania rynkiem lotniczym w Polsce”.

Kolejnym istotnym raportem była opublikowana w 2010 r., za czasów pierwszych rządów premiera Donalda Tuska, Koncepcja Lotniska Centralnego dla Polski, przygotowana dla Ministerstwa Infrastruktury, która skupiała się na ocenie opłacalności takiej inwestycji. We wnioskach końcowych zaznaczono, iż budowa nowego portu w Polsce „przyniesie więcej korzyści dla rozwoju polskiego sektora transportu lotniczego, a ponadto realizacja/wdrożenie tego projektu jest bardziej atrakcyjne finansowo niż rozbudowa infrastruktury istniejącego portu lotniczego WAW (Lotnisko im. Fryderyka Chopina w Warszawie – PAP)”.

Również w 2010 r. „Gazeta Wyborcza” cytowała ówczesnego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka, który twierdził, że „opłaca się budować centralne lotnisko”. We wrześniu 2011 r., na konferencji prasowej w Łodzi, Grabarczyk zapowiadał, że Centralny Port Lotniczy ma powstać do 2020 r., kosztować miałby ponad 3 mld euro, a optymalnym miejscem dla jego budowy będą tereny między Warszawą a Łodzią, okolice skrzyżowania autostrad A1 i A2 oraz linii kolei dużych prędkości Warszawa-Łódź-Poznań-Wrocław. Według przygotowanego dla resortu infrastruktury opracowania, budowa CPL miała rozpocząć się w 2013 r.

W 2017 r. do pomysłu wrócił rząd Prawa i Sprawiedliwości. Został powołany pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego, Mikołaj Wild, który na początku maja 2017 roku zapowiadał, że realizacja CPK jest realna w terminie 10 lat. We wrześniu rząd zarekomendował budowę CPK Solidarność w gminie Baranów koło Grodziska Mazowieckiego na południowy zachód od Warszawy. Koszt był szacowany na 20-30 mld zł, a uruchomienie lotniska miało nastąpić ok. 2027 r. W listopadzie rząd przyjął uchwałę w sprawie przyjęcia „Koncepcji przygotowania i realizacji inwestycji Port Solidarność – Centralny Port Komunikacyjny dla Rzeczypospolitej Polskiej”. Prezes PKP Krzysztof Mamiński ocenił w tym samym miesiącu, że CPK będzie pełnił rolę głównego węzła kolejowego w Polsce.

W czerwcu 2018 r. prezydent Andrzej Duda podpisał specustawę o CPK, która określała m.in. zasady i warunki przygotowania, finansowania i realizacji inwestycji w zakresie budowy CPK oraz infrastruktury mu towarzyszącej. Ta wizja nowego lotniska zakładała jego powstanie między Łodzią a Warszawą – na lokalizację wybrano miejscowość Stanisławów w gminie Baranów. Miał to być jeden z największych przesiadkowych portów lotniczych w Europie. Po pierwszym etapie budowy port miał obsługiwać do 45 mln pasażerów rocznie, a docelowo nawet ok. 100 mln. Zapowiedziano, że do końca 2019 r. mają trwać prace przygotowawcze, a sam port ma być budowany przez kolejnych 8 lat, czyli do końca 2027 r.

Wśród komentarzy oceniających ideę CPK, które pojawiły się w przestrzeni publicznej w tamtym czasie, wyróżniła się wypowiedź szefa Ryanaira, Michaela O’Leary’ego, który na konferencji prasowej we wrześniu 2018 r. w Warszawie, pytany o budowę CPK, w prostolinijny sposób ocenił, że to „głupi pomysł”, na który mogli wpaść tylko politycy. O’Leary przekonywał, że wciąż jest miejsce na rozwój istniejących lotnisk w rejonie Warszawy – Lotniska Chopina i Modlina – ponieważ żadne lotnisko nie może być przepełnione przy 18 mln pasażerów. – London Gatwick ma tylko jeden pas i obsługuje ponad 40 mln pasażerów rocznie – mówił wówczas.

Ale ledwie rok później, w październiku 2019 r., dyrektor generalny Zrzeszenia Międzynarodowego Transportu Lotniczego (IATA) Alexandre de Juniac oceniał podczas konferencji, że budowa centralnego portu to „doskonałe wieści” dla branży lotniczej i pasażerów. – To pierwsze od 10 lat w Europie lotnisko typu greenfield (inwestycje realizowane na niezabudowanym i bez infrastruktury terenie – PAP) – mówił wówczas de Juniac. – Liczymy, że ten projekt zakończy się sukcesem, z korzyścią dla pasażerów - mówił wówczas de Juniac.

Podsumowując, co rząd Prawa i Sprawiedliwości osiągnął w kwestii CPK przez pięć lat, trzeba wspomnieć m.in. o wykupieniu gruntów potrzebnych pod budowę, przyjęciu w 2020 r. przez Radę Ministrów uchwały ws. ustanowienia inwestycyjnego programu wieloletniego na lata 2020-2023, kilku międzynarodowych porozumieniach o współpracy – z Koreą Południową (doradca strategiczny w komponencie lotniskowym), Hiszpanią i Francją w 2021 r. (dot. kolei dużych prędkości) czy z Wielką Brytanią w 2020 r. (w obszarze lotniczym), ale także o kontrowersyjnych wydatkach.

Obecny prezes spółki CPK, Filip Czernicki, przekazał PAP w grudniu 2024 r., że od 2018 do końca 2023 r. na program CPK wydano ok. 2,7 mld zł. W kwietniu 2024 r. „Newsweek” opisał kulisy wewnętrznego audytu finansowego, który został przeprowadzony przez nowe kierownictwo spółki. Tygodnik wyliczył, że choć rządowa spółka CPK budowy nie zaczęła, to za czasów PiS wydała miliony na polityczne pokazówki, posady dla partyjnych towarzyszy, ołtarze, walki MMA i skórzane torebki. „Tylko w 2023 r. spółka wydała na marketing i PR prawie 14 mln zł (…) Tylko jedna z kampanii, czyli 'Ruszaj z Nami', kosztowała niemal 5,5 mln zł” i – zdaniem tygodnika – była najdroższa w historii spółki. W jej ramach wypuszczano reklamy z hasłem: „Ruszyły prace przy budowie CPK”, choć tak naprawdę były to jedynie prace przygotowawcze – pisał wówczas „Newsweek”.

PAP


Łańcuch dostaw AI składa się z pięciu kluczowych warstw: sprzętu, przetwarzania w chmurze, danych treningowych, modeli fundamentalnych i aplikacji AI adresowanych do użytkowników. Każda z tych warstw jest niezbędna  do zasilania systemów sztucznej inteligencji, z których obecnie korzystamy, a duże spółki technologiczne są aktywne we wszystkich z nich.

Weźmy pod uwagę chmurę obliczeniową, podstawę rozwoju AI. Modele sztucznej inteligencji wymagają ogromnych zasobów obliczeniowych do treningu i wdrażania, a platformy chmurowe zapewniają infrastrukturę, która to umożliwia. Globalnie rynek chmury jest zdominowany przez trzy duże spółki technologiczne: Amazon Web Services (AWS), Microsoft Azure i Google Cloud Platform.

Łącznie trzy duże spółki technologiczne kontrolują prawie 75 proc. rynku infrastruktury jako usługi, najbardziej istotnego segmentu dla sztucznej inteligencji. Ich dominację widać od dawna zarówno w siłach ekonomicznych kształtujących rynek obliczeń w chmurze, jak i w ich strategicznych działaniach. Wysokie koszty stałe, korzyści skali i efekty sieciowe utrudniają mniejszym graczom konkurowanie na tym rynku. Co więcej, dostawcy usług w chmurze pobierają również opłaty za przesyłanie danych z ich platform. Opłaty wyjściowe pobierane przez duże spółki technologiczne nie tylko przewyższają dodatkowe koszty transferu danych, ale są również wyższe od opłat pobieranych przez mniejszych konkurentów (Biglaiser i in. 2024). Duże spółki technologiczne zapewniają również pionowo zintegrowane ekosystemy usług na swoich platformach, często ze zniżką.

Ale wpływ dużych spółek technologicznych wykracza daleko poza chmurę obliczeniową. Dane treningowe są siłą napędową AI, a duże spółki technologiczne mają dostęp do jednych z najbogatszych na świecie zbiorów danych generowanych przez użytkowników. Meta ma Instagram, Facebook i WhatsApp; Google ma Gmaila, Mapy, Sklep Play i wyszukiwarkę Google; Microsoft ma Bing; LinkedIn i Microsoft 365 (Hagiu i Wright 2025). Aby wykorzystać te dane do treningu AI, duże spółki technologiczne po cichu aktualizują swoje warunki użytkowania i politykę prywatności. Oprócz korzystania z istniejących już zasobów danych, spółki te aktywnie nabywają bazy danych lub współpracują z firmami posiadającymi bogate bazy danych. W miarę kurczenia się zasobów wysokiej jakości danych publicznych, takie zastrzeżone źródła danych staną się jeszcze bardziej wartościowe. Rosnące zyski z każdej dodatkowej jednostki danych mogą jeszcze bardziej wzmocnić ich wpływ na łańcuch dostaw AI.

Podstawowa warstwa modelu łańcucha dostaw sztucznej inteligencji – dom dla dużych wstępnie wytrenowanych modeli, takich jak GPT-4 OpenAI lub Gemini Google – to kolejny obszar, w którym spółki technologiczne są coraz bardziej aktywne. Opracowanie modeli fundamentalnych jest kosztowne, a koszty treningu często przekraczają 100 milionów dolarów (The Economist 2023). Te wysokie koszty stałe mogą tworzyć poważne bariery wejścia na rynek, faworyzując bogate firmy z dostępem do zasobów obliczeniowych.  Nic dziwnego, że duże spółki technologiczne nie tylko opracowują własne modele fundamentalne, ale także integrują je ze swoimi produktami skierowanymi do konsumentów. Microsoft oferuje w swoim pakiecie aplikacji oparte na sztucznej inteligencji narzędzie Copilot, podczas gdy Google osadza swój model Gemini w wynikach wyszukiwania. Jednocześnie firmy produkują sprzęt AI (chipy), a nawet zabezpieczają własne dostawy paliwa jądrowego do zasilania centrów danych (CNBC 2024). Taka pionowa integracja pozwala dużym spółkom technologicznym na przechwytywanie wartości w wielu punktach łańcucha dostaw.

Ta pionowa integracja może stworzyć samonapędzającą się „pętlę chmura-model-dane” (patrz rysunek powyżej). Kontrolując zasoby obliczeniowe w chmurze, duże spółki technologiczne mogą tworzyć lepsze modele sztucznej inteligencji. Modele te z kolei generują więcej danych, które mogą być ponownie wprowadzone do ich systemów w celu ulepszenia kolejnych iteracji. Pętla jest dodatkowo wzmacniana, jeśli istnieją znaczące efekty sieciowe związane z aplikacjami AI dostarczanymi przez duże spółki technologiczne. W miarę jak coraz więcej użytkowników przyjmuje dany model lub platformę AI, jej wartość wzrasta, przyciągając jeszcze więcej użytkowników. Siła tej pętli będzie zależeć od jakości zastrzeżonych danych dużych spółek technologicznych, zasięgu efektów sieciowych wynikających z wykorzystania AI oraz zwrotu ze skali każdej dodatkowej jednostki danych w procesie trenowania sztucznej inteligencji.

obserwatorfinansowy.pl


Szlaki migracyjne podzielono na siedem kluczowych obszarów. Ogółem liczba nielegalnych migrantów spadła o 20%, do około 76 tys. prób. Pomimo takiego wyniku, nadal można odnotować zauważalną presję na trzech kluczowych odcinkach – centralnej i zachodniej części Morza Śródziemnego oraz granicy pomiędzy Unią Europejską oraz Wielką Brytanią.

W zakresie największych spadków Frontex odnotowuje, że znacznemu spadkowi uległa nielegalna migracja na granicy zachodnich Bałkanów (-53%, odnotowano 4930 prób). Jest to częściowo powiązane ze spadkiem prób przekraczania granicy we wschodniej części Morza Śródziemnego (-24%, 19607 prób). Z polskiego punktu widzenia warto odnotować wyraźny spadek prób nielegalnego przekraczania granicy Unii Europejskiej na wschodniej granicy wspólnoty (-50%, 3803 prób). Ostatnim miejscem spadków jest także zachodnia Afryka (-41%, 11317 prób) – ten mało znany obszar migracji jest związany z próbami migracji z Afryki na Wyspy Kanaryjskie.

Wzrosty presji migracyjnej odnotowano na obszarze centralnego i zachodniego Morza Śródziemnego. W przypadku centralnej części mowa o wzroście o 12% (29340 prób), a zachodniej o 19% (6714 prób). Ostatnim elementem, który podlegał analizie był obszar pomiędzy Unią Europejską oraz Wielką Brytanią, gdzie odnotowano wzrost o 23% (33215 prób nielegalnej migracji).

Powyższe dane odnoszą się do liczb związanych z obserwacją nielegalnej migracji w takim samym okresie 2024 roku. W przypadku nielegalnych migrantów, największymi (procentowo) grupami są obywatele Bangladeszu, Egiptu oraz Afganistanu. Co więcej, spadek wskaźników we wschodniej części Morza Śródziemnego tłumaczy się zacieśnieniem współpracy pomiędzy państwami Unii Europejskiej oraz Turcji. Z kolei kwestia pozostałych obszarów Morza Śródziemnego jest związana z dalszą niestabilnością polityczną w Libii oraz budową nowych szlaków przemytniczych przez Algierię. W przypadku wschodniej granicy Unii Europejskiej, większość migrantów stanowią mieszkańcy Etiopii oraz Somalii.

milmag.pl


Zacytuję wstęp: „Winnice rosyjskiej elity we Włoszech od dawna stają się obiektem głośnych skandali, wydawałoby się, że po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji [Rosji na Ukrainę] putinowskie otoczenie powinno było zapomnieć o swoich posiadłościach. Ale jak się okazało w trakcie śledztwa dziennikarskiego, winny biznes przyjaciół Putina rozkwita. Winnica Miedwiediewa, której mniejszościowym udziałowcem jest jego kolega ze studiów Ilja Jelisiejew, otrzymuje unijne dotacje. Igor Rotenberg (syn Arkadija) nadal włada posiadłością w Toskanii (11 lat po tym, jak ludzie Nawalnego złożyli skargę w policji finansów Włoch). Związany z Igorem Sieczinem (Rosnieft’) Roman Trocenko zachował kontrolę nad lotniskiem w Toskanii, z którego korzystają włoskie siły lotnicze. Przepisał własność na przyjaciółkę swojej żony. Łącznie w ciągu ostatnich dziesięciu lat winnice rosyjskich oligarchów i kleptokratów otrzymały ponad milion euro unijnych dotacji z CAP i nie tylko. Głównym sojusznikiem rosyjskich korupcjonistów okazał się luksemburski biznesmen Patrick Hansen (...), który doprowadził do sądowej blokady rejestrów własności przedsiębiorstw”. Według ustaleń ICIJ partnerem biznesowym Hansena był oficer KGB Nikołaj Bogaczow.

Dziennikarze „The Insider” dotarli do informacji, do kogo należą włoskie winnice. (...)

Na potrzeby blogu – kilka wyimków.

Winnica Miedwiediewa nazywa się Fattoria della Aiola. Nominalnym właścicielem jest wspomniany wyżej kolega ze studiów Ilja Jelisiejew. W 2022 r. po rozpoczęciu agresji na Ukrainę Jelisiejew został objęty sankcjami przez Wielką Brytanię, Kanadę, Nową Zelandię i USA. Ale nie przez Unię Europejską! I nadal ubiega się o dotacje UE i je otrzymuje! Ponad 115 tys. euro. Niemało.

Jednym z wiernych pretorianów Putina jest Nikita Michałkow, ongiś wybitny reżyser, obecnie obsługujący propagandowo putinizm w dziedzinie tak zwanej kultury. Dzięki temu znakomicie zarabia w Rosji. Ale nie zrezygnował z interesów za granicą. „The Insider” pisze: „W 2010 r. partner biznesowy Michałkowa, Konstantin Tuwykin zaproponował reżyserowi jeszcze jeden wspólny interes – winnicę w Toskanii. Zakupiono ziemię niedaleko wybrzeża, zbudowano nowe budynki, zaproszono do współpracy znanego enologa Riccardo Cotarellę. Początkowo właścicielami La Madonna Sarl, która produkuje wina Dodici, po równo byli Tuwykin i Michałkow, obecnie po 10 proc. i 90 proc. firma należy do Konstantina Tuwykina i jego syna Stiepana”. Wina Dodici były od 2013 r. serwowane na pokładach samolotów Aerofłotu na trasie Moskwa-Soczi, obecnie są sprzedawane w firmowych sklepach w Niżnym Nowogrodzie i Pawłowie. Firma przynosi straty.

Piękne poetycko brzmiące nazwy winnic Riecine, Case Dell’Olmo, Castello di Antognolla, Poggio del Moro, La Scarpa i wiele innych należą do członków putinowskiego dworu, zajmujących wysokie urzędy lub wysokie pozycje na liście Forbesa: Igor Rotenberg, Iwan Frank (zięć bliskiego przyjaciela Putina, Giennadija Timczenki), eksminister Leonid Rejman, eksminister Władimir Strżałkowski i wielu innych. Ta lista jest długa.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

czwartek, 7 sierpnia 2025



Okoliczni mieszkańcy mogli zobaczyć Vance'a na wodzie w dniu jego urodzin 2 sierpnia. Z danych amerykańskich służb geologicznych wynika, że w początkach sierpnia nastąpił nagły wzrost poziomu wody w rzece i odpowiadający temu spadek poziomu wody w pobliskim jeziorze Caesar Creek.

Rzecznik Secret Service poinformował „The Independent”, że służby działały wspólnie z władzami Ohio ds. zasobów naturalnych i Korpusem Inżynieryjnym Armii USA, aby zapewnić, że ochrona wiceprezydenta będzie mogła „bezpiecznie działać przy odpowiednim poziomie wody podczas niedawnej wizyty”.

Rzecznik Korpusu Gene Pawlik powiedział dziennikowi „The Guardian”, że jego formacja otrzymała prośbę o „tymczasowe zwiększenie odpływu wody z jeziora Caesar Creek w celu zapewnienia bezpiecznej żeglugi personelowi Secret Service Stanów Zjednoczonych”.

- Ustalono, że te działania nie wpłyną negatywnie na poziom wody w dolnym i górnym biegu rzeki – dodał.

Sprawa spotkała się z krytyką. „To skandaliczne, że korpus inżynieryjny armii wydaje pieniądze podatników, żeby wiceprezydent mógł popływać kajakiem, podczas gdy cięcia budżetu amerykańskich parków narodowych poważnie wpłynęły na wakacje rodzinne innych” – skomentował w serwisie X prawnik Richard Painter, który pracował w administracji George’a W. Busha.

PAP


(...) Rosyjskie media państwowe i media prokremlowskie nagłośniły komentarze deputowanych rosyjskiej Dumy Państwowej, przedstawiając Witkowa jako racjonalnego aktora w negocjacjach amerykańsko-rosyjskich, a Trumpa jako irracjonalnego. Deputowany rosyjskiej Dumy Państwowej Grigorij Karasin oświadczył 4 sierpnia, że ma nadzieję, iż rezultaty spotkania Witkowa z Putinem będą „konkretne, a nie emocjonalne, jak ostatnie oświadczenia Trumpa”, a rosyjskie media nagłośniły komentarz Karasina w relacji ze spotkania Witkowa z Trumpem 6 sierpnia. Pierwszy zastępca przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Państwowej Rosji Aleksiej Czepa twierdził 6 sierpnia, że Trump wysłał Witkoffa, aby „złagodził napięcia” po niedawno wydanych „ultimatum” Trumpa, że Rosja zakończy wojnę pod groźbą sankcji USA, i stwierdził, że to łagodzenie może negatywnie wpłynąć na wizerunek administracji Trumpa. Aleksandr „Sasza” Kots, rosyjski bloger militarny, który zasiada również w Radzie Praw Człowieka Kremla, oskarżył Trumpa o „rozdawanie” codziennych ultimatum i zasugerował, że Witkoff przyniesie Trumpowi propozycję, którą Trump „potraktuje jako małe zwycięstwo”. Kreml często próbował siać podziały między Ukrainą a jej sojusznikami, a także między Stanami Zjednoczonymi a Europą, jako część szerszych wysiłków mających na celu odstraszenie od poparcia dla Ukrainy. Wydaje się, że Kreml stosuje podobne taktyki informacyjne przeciwko administracji Trumpa, aby podważyć trwające wysiłki USA mające na celu zmuszenie Putina do zaangażowania się w znaczące negocjacje w celu zakończenia wojny. Kreml prawdopodobnie będzie dążył do wymuszenia jednostronnych ustępstw ze strony Stanów Zjednoczonych w sprawie wojny, w tym do wspierania amerykańsko-rosyjskich porozumień gospodarczych na korzyść Rosji, bez stawiania przez Trumpa warunków wstępnych zawieszenia broni i negocjacji w sprawie trwałego pokoju.

(...) Pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Obrony Dumy Państwowej Aleksiej Żurawlew w wywiadzie dla rosyjskiego portalu NEWS.ru stwierdził, że Rosja nie zakończy wojny na Ukrainie, nawet gdyby „napełnianie zbiorników ropy naftowej było dwukrotnie droższe” i że rząd rosyjski utworzył w prognozach budżetowych na rok 2025 rezerwę, tak aby nawet 10-dolarowy spadek ceny za baryłkę ropy nie wpłynął na budżet państwa. Pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Energetyki Dumy Państwowej Walerij Sielezne stwierdził w wywiadzie dla rosyjskiego portalu OSN, że Rosja powinna wykorzystać niedobory gazu w Kazachstanie, Uzbekistanie, Kirgistanie i Tadżykistanie do zwiększenia rosyjskiego eksportu do Azji Środkowej, aby chronić rosyjską gospodarkę przed finansowym obciążeniem potencjalnych taryf wobec Rosji – w pewnym sensie w opozycji do twierdzenia Żurawlewa, że gospodarka Rosji jest odporna na zmiany w dochodach z ropy naftowej. Członek Komisji Bezpieczeństwa i Zwalczania Korupcji Dumy Państwowej Adalbi Szchagoszew oświadczył w wywiadzie dla kremlowskiej agencji informacyjnej TASS, że dalsze sankcje USA wobec Rosji nie wpłyną na przebieg wojny na Ukrainie, a nowe sankcje będą równoznaczne z wojną gospodarczą przeciwko Rosji i jej sojusznikom z BRICS.

understandingwar.org


Przed atakiem na Izrael, dokonanym jesienią 2023 r., przywódcy palestyńskiej organizacji terrorystycznej Hamas ukryli w tunelach w Strefie Gazy 700 mln dolarów w gotówce i setki milionów izraelskich szekli - poinformowała brytyjska stacja BBC, powołując się na rozmowę z wysoko postawionym członkiem Hamasu.

Dzięki zgromadzonym zapasom Hamas może wypłacać część pensji 30 tys. pracownikom organizacji za pośrednictwem dyskretnego systemu gotówkowego.

W poprzednich latach Hamas był finansowany z wysokich ceł importowych i podatków nakładanych na ludność Strefy Gazy. Pobierał również myto od towarów komercyjnych przemycanych tunelami i opłaty od sprzedawców. Otrzymywał także duże wsparcie finansowe od Kataru, natomiast Iran finansował bojowników Hamasu (Brygady Al-Kasama). Ponadto, wysoki rangą przedstawiciel Bractwa Muzułmańskiego, zdelegalizowanego w Egipcie, powiedział BBC, że około 10 proc. budżetu tej organizacji jest przeznaczane na Hamas.

Pensje dla członków Hamasu wypłacane są obecnie przy użyciu tajnego systemu gotówkowego. Izrael, który chce uniemożliwić organizacji sprawowanie władzy w Strefie Gazy, stara się zidentyfikować i zlikwidować kurierów ugrupowania, rozprowadzających pieniądze. Mechanizm przekazywania gotówki wygląda w następujący sposób - na telefon pracownika Hamasu dociera wiadomość zapraszająca do stawienia się w określonym miejscu, by "spotkać się z przyjacielem na herbatę"; następnie pojawia się tam ktoś, kto wręcza mu dyskretnie kopertę z pieniędzmi, po czym szybko znika.

Pracownik resortu religii Hamasu powiedział BBC, że odbieranie wynagrodzenia jest ryzykowne. - Za każdym razem, gdy idę odebrać wypłatę, żegnam się z żoną i dziećmi. Wiem, że mogę już nie wrócić - przyznał, dodając, że armia izraelska kilkukrotnie uderzała w miejsce, w którym kurier przekazywał pensje.

Jak powiadomiła BBC, wypłaty pokrywają zaledwie 20 proc. przedwojennych uposażeń, co powoduje rosnące niezadowolenie zwolenników organizacji.

Oprócz wypłat gotówkowych Hamas rozdawał swoim członkom i ich rodzinom paczki z żywnością. Wywołało to oburzenie opinii publicznej. Wielu mieszkańców Strefy Gazy oskarżyło Hamas o dystrybucję pomocy dla swoich, z wyłączeniem pozostałych członków społeczeństwa.

Izrael oskarżył Hamas o kradzież pomocy humanitarnej, która dotarła do Strefy Gazy podczas zawieszenia broni na początku tego roku. Organizacja zaprzeczała tym doniesieniom, ale źródła BBC w Strefie Gazy podały, że w tym czasie Hamas przyjął znaczną ilość pomocy.

Dziennikarz brytyjskiej stacji przytoczył wypowiedź wdowy, która przyznała, że kiedy zaczęło brakować żywności, jej dzieci płakały także dlatego, że "widziały, jak sąsiedzi związani z Hamasem dostają paczki z żywnością i worki mąki". "Czyż to nie oni są powodem naszego cierpienia? Dlaczego nie zapewnili sobie jedzenia, wody i lekarstw przed wyruszeniem na swoją przygodę 7 października?" - powiedziała kobieta w rozmowie z BBC.

PAP


Rosyjski przywódca Wladimir Putin i prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump spotkają się w najbliższych dniach - oświadczył w czwartek doradca Putina Jurij Uszakow.

"Na sugestię strony amerykańskiej uzgodniono co do zasady spotkanie w najbliższych dniach na najwyższym szczeblu, czyli prezydentów Władimira Putina i Donalda Trumpa" - oznajmił Uszakow w telewizji.

Według Uszakowa docelowy termin spotkania to przyszły tydzień, ale trudno powiedzieć, ile dni zajmą przygotowania do niego. Jak podkreślił, strony przystąpiły już do pracy nad szczegółami.

Doradca Putina oznajmił, że ustalono miejsce spotkania, ale zostanie ono ujawnione później.

Uszakow powiedział też, że wysłannik prezydenta USA Steve Witkoff podczas środowej rozmowy z Putinem w Moskwie poruszył kwestię trójstronnego spotkania Putina, Trumpa i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, ale strona rosyjska pozostawiła to bez komentarza.

Trump ocenił w środę, że spotkanie jego wysłannika z Putinem było bardzo produktywne i przyniosło "wielkie postępy".

Później dziennik "New York Times" podał, że Trump planuje spotkać się z Putinem w przyszłym tygodniu. Następnie miałoby dojść do spotkania Trumpa, Putina i Zełenskiego - przekazały dwa źródła.

PAP


(...) Kiren Rijiju, indyjski minister ds. parlamentarnych i mniejszości, wydał oświadczenie przed wizytą w siedzibie Dalajlamy w północnoindyjskim mieście Dharamshala z okazji jego 90. urodzin: „Nikt nie ma prawa ingerować ani decydować, kto będzie następcą Jego Świątobliwości Dalajlamy”, powiedział Rijiju dziennikarzom cytowanym przez indyjskie media. „Tylko on lub jego instytucja ma prawo podjąć taką decyzję. Jego zwolennicy głęboko w to wierzą. Dla uczniów na całym świecie ważne jest, aby to on zdecydował o swojej sukcesji”.

W odpowiedzi na te uwagi chińskie ministerstwo spraw zagranicznych ostrzegło Indie przed ingerowaniem w sprawy wewnętrzne Chin kosztem stosunków dwustronnych, wzywając je do ostrożności w słowach i działaniach. „Mamy nadzieję, że strona indyjska w pełni zrozumie wysoce wrażliwą naturę kwestii związanych z Tybetem, uznając antychińską separatystyczną naturę XIV Dalajlamy” – powiedziała rzeczniczka chińskiego MSZ Mao Ning. W wydanym później komunikacie ministerstwo spraw zagranicznych w New Delhi stwierdziło, że Indie  nie zajmują żadnego stanowiska ani nie wypowiada się w sprawach dotyczących przekonań i praktyk wiary i religii. Można przypuszczać, że to formułka pozwalająca New Delhi uznać w praktyce wolę Dalaj Lamy. Ponadto premier Indii Narendra Modi złożył życzenia urodzinowe Dalajlamie za pośrednictwem portalu X, opisując go jako „trwały symbol miłości, współczucia, cierpliwości i dyscypliny moralnej.” Chiny znowu zaprotestowały.

zawielkimmurem.net


Dwa tygodnie temu administracja Trumpa zniosła embargo na eksport oprogramowania do projektowania chipów komputerowych i zezwoliła firmie Nvidia na wznowienie sprzedaży kart H20 na rynku chińskim. Jensen Huang, dyrektor generalny Nvidia, ogłosił to z wielką pompą podczas wizyty w Pekinie na początku tego miesiąca, co znowu wywindowało kurs akcji spółki. Teraz może się okazać, że Pekin wcale nie chce produktów Nvidii.

Zniesienie zakazu ze strony Trumpa było ustępstwem, które w jego mniemaniu przybliży Pekin do podpisania „wielkiego dealu”, który będzie mógł w końcu przedstawić jako sukces. To parcie do sukcesu wykorzystali też ludzie z otoczenia prezydenta, będący rzecznikami interesów firm jak Nvidia, aby przekonać go do zniesienia embarga. Ich argumentacja miała brzmieć zgodnie ze znaną logiką, że jeżeli Chińczycy nie będą kupować kart H20 dla swoich centrów AI, to w końcu zaczną produkować własne, więc lepiej żeby byli uzależnieni od amerykańskich kart, niż robili własne. Ponieważ karty Nvidii są produkowane przez TSMC na Tajwanie, to stanowi to też element „krzemowej tarczy” – jeżeli amerykańska gospodarka będzie wciąż zależna od odlewni na Tajwanie a chińska już nie, to Pekin może być nawet zainteresowanych ich zniszczeniem i pchnie go to do inwazji.

To znany argument i błędny, o czym już pisałem. Teraz okazuje się, że może Pekin wcale nie jest zainteresowany powrotem kart Nvidii do Chin. Po pierwsze, karty H20 zostały stworzone na chiński rynek pod presją administracji Bidena i mają ograniczone możliwości, aby spowolnić rozwój chińskiej AI. Po drugie, Pekin dąży do samowystarczalności technologicznej i sytuacja odcięcia od kart Nvidii w sumie, jeżeli nawet niekorzystna krótkoterminowo, to w dłuższym okresie może pobudzić system, aby stworzyć krajowy erzac. Dlatego Pekin zaczyna piętrzyć problemy przed Nvidią.

Organy regulacyjne ds. cyberprzestrzeni wezwały w czwartek Nvidia w związku z obawami dotyczącymi bezpieczeństwa, że jej układy H20 mogą być śledzone i wyłączane zdalnie, poinformowała Chińska Administracja Cyberprzestrzeni na swojej stronie internetowej. Podczas spotkania chińscy urzędnicy zażądali od amerykańskiej firmy wyjaśnień dotyczących „ryzyka związanego z tylnymi drzwiami” w chipach H20, poinformowało biuro.

Również „Dziennik Ludowy” odpalił działa, pisząc w komentarzu zatytułowanym „Nvidia, jak mogę ci zaufać?”, że „zagraniczne firmy muszą przestrzegać chińskich przepisów i traktować bezpieczeństwo jako podstawowy warunek wstępny(…)” obecności na chińskim rynku.

Moim zdaniem Pekin ograniczy udział Nvidii w rynku, jak bardzo się da, aby utrzymać presję wobec rodzimego przemysłu, aby zaczął produkować chińskie odpowiednik jak najszybciej, ale cała zabawa posłuży również do wyciągnięcia od Nvidii dalszych danych i tajemnic, a od Trumpa kolejnych ustępstw.

zawielkimmurem.net


Premier Indii Narendra Modi przyjedzie 31 sierpnia do Chin na szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW) - podała w środę agencja Reutera. Będzie to pierwsza wizyta tego polityka w Państwie Środka od intensyfikacji indyjsko-chińskich sporów granicznych w 2020 r.

Doroczny szczyt SzOW, międzynarodowej organizacji skupionej wokół Chin i Rosji, odbędzie się w dniach 31 sierpnia-1 września w Tiencinie. Gospodarzem szczytu jest przywódca ChRL Xi Jinping.

Oprócz Indii i Chin, do organizacji należą: Rosja, Kazachstan, Kirgistan, Pakistan, Tadżykistan, Uzbekistan, Iran i Białoruś.

Będzie to pierwsza podróż Modiego do Chin po tym, gdy w 2020 r. doszło do zaostrzenia wieloletniego konfliktu granicznego między tymi dwoma mocarstwami. W czerwcu tego roku w dolinie rzeki Galwan w Ladakhu w bójce żołnierzy zginęło 20 Indusów i czterech Chińczyków. Ostatni raz indyjski premier odwiedził Chiny w 2018 r.

W ostatnich miesiącach między sąsiadami doszło jednak do pewnego odprężenia. W październiku ubiegłego roku Pekin i Delhi zawarły porozumienie w sprawie patrolowania granicy w Himalajach, które ma doprowadzić do uregulowania konfliktu. Również w październiku, na marginesie szczytu BRICS w rosyjskim Kazaniu, Xi i Modi przeprowadzili pierwszą oficjalną rozmowę od 2019 r.

W styczniu br. Indie i Chiny zgodziły się na wznowienie bezpośrednich połączeń lotniczych, zawieszonych w 2020 r. 

PAP