Po inwazji na Ukrainę w 2022 r. ekonomiści przewidywali spadek PKB Rosji nawet o 15 proc. rocznie. Ostatecznie w roku agresji zmniejszył się on o 1,4 proc., a następnie wzrósł o 4,1 proc. w 2023 r. i o 4,3 proc. w 2024 r. Zaufanie konsumentów do rosyjskiej gospodarki zbliżyło się do rekordowych poziomów. Gdy zaczęło się wydawać, że prezydent USA Donald Trump może porozumieć się z Władimirem Putinem i skłonić go do zakończenia wojny w Ukrainie, niektórzy sugerowali, że w 2025 r. gospodarka Rosji jeszcze bardziej przyspieszy.
Dlaczego stało się inaczej? Istnieją trzy powody. Pierwszy dotyczy tego, co rosyjski bank centralny eufemistycznie nazywa "transformacją strukturalną" gospodarki. Kraj ten, który wcześniej zorientowany był na Zachód i akceptował prywatną przedsiębiorczość (w ograniczonym zakresie), od 2022 r. stał się gospodarką wojenną zorientowaną na Wschód. Transformacja ta wymagała ogromnych inwestycji, nie tylko w fabryki broni, ale także w nowe łańcuchy dostaw umożliwiające intensyfikację handlu z Chinami i Indiami (a także zwiększenie produkcji krajowej). W połowie 2024 r. realne wydatki Rosji na środki trwałe były o 23 proc. wyższe niż pod koniec 2021 r.
Według banku centralnego proces transformacji gospodarki już się zakończył. Wydatki na wojsko wykazują podobną tendencję. Julian Cooper z think tanku Stockholm International Peace Research Institute szacuje, że w tym roku rosyjskie wydatki na wojsko wzrosną realnie o zaledwie 3,4 proc., co stanowi gwałtowne spowolnienie w porównaniu z 53-proc. wzrostem w ubiegłym roku. Mniejsze wydatki na "transformację strukturalną" oznaczają wolniejszy wzrost gospodarczy — ale nie powinno to martwić Putina, jeśli uwolni to środki na inwestycje produkcyjne. — Biorąc pod uwagę realia makroekonomiczne, nie potrzebujemy jeszcze takiego wzrostu – powiedział w grudniu.
Drugim czynnikiem jest polityka pieniężna. Inflacja w Rosji od miesięcy utrzymuje się powyżej celu ustalonego przez bank centralny. Ten przewidywał 4 proc. w ujęciu rocznym, tymczasem w lutym i marcu tego roku inflacja przekroczyła 10 proc. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest agresywne zwiększenie przez Kreml wydatków na wojsko, ale także niedobór siły roboczej spowodowany poborem do wojska i emigracją wykwalifikowanych pracowników. W ubiegłym roku płace nominalne w Rosji wzrosły o 18 proc., co zmusiło firmy do podniesienia cen. W odpowiedzi na to bank centralny zaostrzył politykę pieniężną. 25 kwietnia podjął decyzję o utrzymaniu referencyjnej stopy procentowej na poziomie 21 proc. — co było najwyższą wartością od początku XXI w.
Jego bardzo jastrzębia postawa może w końcu przynieść efekty. Wysokie stopy procentowe zachęciły kapitał do napływu do rubla, a silniejsza waluta sprawia, że import jest tańszy. Oczekiwania Rosjan dotyczące inflacji w ciągu najbliższych 12 miesięcy spadają z około 14 proc. do około 13 proc. Dane sugerują, że inflacja powoli spada. Minusem jest spowolnienie wzrostu gospodarczego. Zamiast wydawać pieniądze, Rosjanie odkładają je na konta oszczędnościowe. Wysokie stopy procentowe dodatkowo zniechęcają do inwestycji kapitałowych.
Dla rosyjskiego rządu niewielkie, stopniowe spowolnienie gospodarcze może być ceną wartą zapłacenia, jeśli pozwoli to opanować inflację. Problem polega na tym, że to spowolnienie nie jest ani stopniowe, ani niewielkie. Bo w ostatnich tygodniach dominuje trzeci czynnik – pogorszenie warunków zewnętrznych. Wraz z eskalacją wojny handlowej z USA prognozy globalnego wzrostu gospodarczego gwałtownie spadły, a za nimi zmniejszyły się także ceny ropy. Ekonomistów szczególnie niepokoi sytuacja Chin, największego nabywcy rosyjskiego surowca. MFW obniżył prognozy wzrostu ich PKB w 2025 r. z 4,6 proc. do 4 proc.
Spadające ceny ropy powodują w Rosji różnego rodzaju problemy.
onet.pl\The Economist