niedziela, 27 lipca 2025

Pocisk trafia dziesięciu ludzi. Jeden umiera natychmiast. Dwaj kolejni umierają w ciągu pół godziny. Trzech można by uratować dzięki terminowej opiece medycznej, ale obecnie rzadko się to zdarza. Ewakuacja helikopterowa nie jest już możliwa i istnieje niewiele bezpiecznych dróg na zewnątrz. Z pozostałych czterech osób, trzy są unieruchomione i mogą przetrwać dzięki podstawowej pierwszej pomocy i transportowi w ciągu pięciu godzin. Ale nawet to zwykle nie jest możliwe. Oni też umierają. Dwóch ostatnich rannych chodzi. Muszą samodzielnie wrócić w bezpieczne miejsce, często przechodząc od pięciu do dziesięciu kilometrów pod groźbą dronów. Jeśli będą mieli szczęście, mogą zostać zabrani przez pojazd.

Ta relacja pochodzi z zeznań z pierwszej ręki udostępnionych publicznie na kanale Telegram “Transormator”. Dostarcza cennego wglądu w wysoką śmiertelność wśród rannych żołnierzy rosyjskich.

Z tym na co dzień mierzą się rosyjskie oddziały szturmowe. Na dziesięciu trafionych mężczyzn ośmiu umiera, a tylko dwóch przeżywa. Na każdego ocalałego ginie dwóch rannych. Ten stosunek dwa do jednego odpowiada raportom rosyjskich lekarzy wojskowych.

x.com/AndrewPerpetua

sobota, 26 lipca 2025



— Kto by pomyślał, że walka z korupcją jest zła. O wielu ruchach tej administracji można powiedzieć, że są przesadzone w swoim zakresie, ale w jakimś, nawet malutkim stopniu, jednak uzasadnione. Ale decyzji o zawieszeniu monitorowania przestrzegania Foreign Corrupt Practices Act (FCPA) nie da się obronić. Ktoś próbuje nas wszystkich po prostu okradać — powiedział mi Alec Ross, dzisiaj wykładowca akademicki na Uniwersytecie Bolońskim oraz inwestor w sektorze technologicznym. W swoim poprzednim życiu był jednak wysokim szczeblem urzędnikiem federalnym, głównym doradcą Hilary Clinton do spraw nowych technologii, gdy ta kierowała Departamentem Stanu w pierwszej kadencji Baracka Obamy.

Ross jest rzadkim przypadkiem doskonałego przewodnika po dwóch, często wzajemnie wykluczających się światach — wielkiego biznesu i poważnej polityki. Pracując w administracji federalnej, niejednokrotnie uczestniczył w spotkaniach chociażby na Kremlu, gdzie, jak mi opowiada, staczał wzrokowe pojedynki z Dmitrijem Pieskowem, niesławnym rzecznikiem Putina, podczas gdy rosyjski dyktator rozmawiał z Obamą za zamkniętymi drzwiami. Dzisiaj wspomina, że od zawsze w amerykańskich relacjach z Rosją kluczowa była kwestia korupcji — Moskwa miała tego próbować zawsze, wszędzie, na każdym kroku i wobec każdego. Tyle tylko, że wtedy jeszcze istniały ramy prawne powstrzymujące urzędników z USA przed angażowaniem się w relacje biznesowe, nawet legalne, z podmiotami z innych krajów.

Dzisiaj ram tych nie ma. A Ross w rozmowie ze mną załamywał się nad ich wycofaniem już w lutym, nieco ponad miesiąc po zaprzysiężeniu Trumpa na obecną kadencję.

Podpisany przez prezydenta dekret, w którym instruuje on prokurator generalną Pam Bondi, by ta wstrzymała nadzorowanie przestrzegania FCPA, był decyzją szokującą z dwóch powodów. Po pierwsze, wydarzył się niemal natychmiast, na długo przed atakami na kancelarie prawnicze, ofensywą przeciwko uniwersytetom, atakom na NATO czy przyspieszeniem deportacji nielegalnych imigrantów. Po drugie, był to rzadki przypadek decyzji naprawdę zerojedynkowej, bez odcieni interpretacyjnych. Sam prezydent, tłumacząc ją dziennikarzom, mówił na trawniku przed Białym Domem, że zawieszenie FCPA oznaczać będzie "bardzo dużo nowych transakcji biznesowych dla Ameryki".

FCPA był przepisem naprawdę przejrzystym. Wprowadzono go w 1977 r., po trudnych dla amerykańskiej polityki latach Watergate i innych skandali z udziałem urzędników federalnych. Dokument stanowił, że pracownicy amerykańskiej administracji, w tym dyplomaci na zagranicznych placówkach, nie mogli nawiązywać stosunków biznesowych ani z innym rządem, ani z przedsiębiorcami spoza USA w celu osobistego wzbogacenia się. Krótko mówiąc, FCPA było wpisaniem do amerykańskiego prawa federalnego całkowitego zakazu korupcji. Niby to oczywiste, ale każdy prawnik wie, że jeśli coś nie jest w legislacji wyraźnie zabronione, zawsze znajdzie się sposób, by było to dozwolone — tak więc lepiej przepisy mieć, nawet dotyczące rzeczy jasnych jak słońce.

Dekret o zawieszeniu FCPA początkowo interpretowany był jako prezent, który Trump robi swojej rodzinie. Nie jest bowiem tajemnicą, że na prezydenturze chce zarabiać sam i nie ma nic przeciwko temu, żeby wzbogaciła się na niej jego najbliższa rodzina. Tak było już za pierwszym razem, kiedy jego głównym doradcą był zięć, Jared Kushner, dzisiaj budujący luksusowe ośrodki wypoczynkowe na Bałkanach. Od większości dyplomatów mających styczność z obecną administracją można usłyszeć, że dokładnie takie poglądy na prezydenturę ojca mają też Donald Jr i Eric. Czapki, telefony komórkowe, meme-coiny, kryptowaluty, perfumy — cokolwiek, na czym da się zarobić miliard poprzez umieszczenie tam słowa Trump — najlepiej wygrawerowanego złotymi literami. O korupcji, kleptokracji, sprzedawaniu urzędu przez rodzinę Trumpów napisano już jednak opasłe tomy, głównie dlatego, że jest ona ostentacyjna. Nikt z nich nie ukrywa, że w prowadzeniu polityki chodzi im przede wszystkim o pieniądze.

Problem w tym, że taka korupcja, przynajmniej w wydaniu synów prezydenta, nie jest wcale najniebezpieczniejsza. Oni, dokładnie jak ich ojciec, znani są z odrzucenia ideologii, kierowania się wyłącznie instynktami, próbując prowadzić działania polityczne w sposób analogiczny do zarządzania wielką korporacją. W orbicie Trumpa jest jednak ktoś, kto na poluzowaniu międzynarodowych przepisów korupcyjnych może zyskać znacznie więcej, niż dzieci prezydenta — i jest przy tym dużo groźniejszy, bo jego akurat pieniądze napędzają w takim samym stopniu, co głód władzy i imperialna ideologia.

onet.pl


– Ideologia powinna być prosta, wwiercać się pod korę mózgową, trafiać do przekonania. Im jest głupsza, tym lepsza – mówi niezależny politolog Andriej Kolesnikow. Rosjanom wbija się teraz „pod korę mózgową”, że oto Rosja prowadzi kolejną wojnę wyzwoleńczą, została napadnięta i broni się, jak zawsze staje do boju w obronie prawdy. Rosja to cywilizacja walcząca ze światowym złem, różnymi wcieleniami diabła, który zawsze nosi zachodni strój. Trzeba ludziom powiedzieć, że to, co się dzieje, ma jakiś sens. Jakikolwiek.

Wierzą? Może bardziej: pragną. Pragną zwycięstwa w myśl już od dawna istniejącej (choć tak oficjalnie nie nazywanej) ideologii putinizmu: kultu Pobiedy, wiecznego zwycięstwa. Kapłani tej ideologii wkładają do rosyjskich głów oczywistą nieprawdę, że „Rosja nie przegrała żadnej wojny”, choć przegrała niejedną, i to jak. Ale tego kanonu ideologii nikt nie śmie podważać, nie narażając się na zarzut dyskredytacji armii rosyjskiej i sianie fejków (a za to dostaje się dziś w Rosji realne wyroki łagru).

Przeciętny Rosjanin ma w myśl tej ideologii ślepo wierzyć w magię zwycięstwa, w to, że obecna wojna przeciwko Ukrainie jest przedłużeniem tamtej zwycięskiej, wielkiej wojny ojczyźnianej 1941-1945. Wyprawa na Ukrainę jest także wojną z wrażym Zachodem, niosącym nietradycyjne wartości i pragnącym wydrzeć Rosji jej wartości święte i tradycyjne. Ideologia obrony tradycyjnych wartości już jakiś czas temu też stała się ideologią państwową. Choć na dobrą sprawę nie wiadomo, czym są te wartości. Pojęcie jest nieprecyzyjne. I dlatego tak pojemne, że zmieścić się może w nim wszystko, co aktualnie potrzebne jest władzy. O tym będzie jeszcze poniżej.

Czym jest zatem to rosyjskie marzenie, Russian dream? Czymś w rodzaju Make Russia Great Again? Sposobem przywrócenia jedności narodu? Chcesz czy nie chcesz – musisz być z wodzem i zbiorowością? Bo choć projekt Karaganowa zakłada dobrowolne przyłączenie się do maszerujących w nogę budowniczych putinizmu, to rozwijający się pomyślnie aparat przymusu będzie mógł w każdej chwili sprawdzić poziom lojalności wobec narzuconego odgórnie kultu.

Kodeks budowniczego putinizmu dopiero się wykuwa. Jak wykłada popularny prokremlowski dziennik „Moskowskij Komsomolec”, podstawą kodeksu są trzy filary. Pierwszy to uświadomienie sobie tego, że „wszyscy jesteśmy jednym narodem – rosyjskim. W cywilizacyjnym, a nie narodowym sensie”. Do tego narodu zaliczają się i Rosjanie, i Białorusini, Tatarzy, Ukraińcy (nazywani „Małorosjanami”), Gruzini, Baszkirzy, Czeczeni, Uzbecy, Buriaci. Bo oni, zdaniem autora koncepcji, hołdują „naszym wartościom, znają język rosyjski i kochają naszą wspólną kulturę”.

Drugi filar to duch wojowniczy, w sprawiedliwych wojnach ćwiczony przez wieki. Oto naród wyzwoliciel, niosący wolność. Jeśli Karaganow ma na myśli szatkowanie Ukrainy w celu jej, ma się rozumieć, wyzwolenia, to obnaża istotę swojego kłamliwego założenia w reżimie realnogo wriemieni (na bieżąco), na oczach świata. A liczne przykłady „wyzwalania” ziem i narodów przez wieki stanowią wymowne tło historyczne.

Na deser jest filar trzeci. Tak, to tradycyjne wartości. „Rosja niesie sztandar Ludzkości – priorytetu wzajemnego szacunku, współpracy, służby, miłości i współczucia. Nasze wartości, służba Ojczyźnie i Bogu (…), a także honor, godność, uczciwość, miłość między kobietą i mężczyzną”.

Po przeczytaniu tego ociekającego fałszem steku „rosyjskich marzeń” na usta ciśnie się stalinowska pieśń „Nie znam drugiego takiego kraju, gdzie tak swobodnie oddycha człowiek” (Ja drugoj takoj strany nie znaju, gdie tak wolno dyszyt czełowiek). Pieśń pochodzi z filmu „Cyrk” z końca lat 30., (...).

tygodnikpowszechny.pl


A przecież do historii amerykańskiej popkultury przeszedł film "Ucieczka z Alcatraz" z Clintem Eastwoodem, oparty na historii trzech więźniów, którym udało się zbiec.

Wydarzenie miało miejsce w 1962 roku. Więźniowie odkryli istnienie niestrzeżonego korytarze technicznego, przebiegającego tuż za ich celami. Udało im się przebić dziury w ścianach i poprzez ten korytarz, a później szyb wentylacyjny przedostać się na dach. Strażników zmyliły specjalnie przygotowane manekiny, pozorujące obecność więźniów w łóżkach.

Nie udało się ich odnaleźć i schwytać. Po kilkunastu latach zamknięto śledztwo, uznając, że utonęli w zatoce San Francisco (mimo że więzienie znajduje się tylko nieco ponad dwa kilometry od brzegu, silny prąd i niska temperatura wody właściwie uniemożliwiają przepłynięcie takiego dystansu). W 2013 roku FBI otrzymało list, którego nadawca twierdził, że jest jednym ze zbiegów. Jednak autentyczność tego listu nie została potwierdzona.

Film o jedynej skutecznej próbie ucieczki z tego malowniczo położonego więzienia przypomniała na początku maja lokalna stacja telewizyjna na Florydzie. Dzień później, przebywający akurat w swojej rezydencji Mar-a-Lago prezydent Trump napisał: "ODBUDOWAĆ I OTWORZYĆ ALCATRAZ!" Dodał, że Ameryka zbyt długo jest gnębiona przez brutalnych przestępców, a w przeszłości lepiej potrafiła rozwiązać ten problem.

Nie można mieć pewności, czy prezydent zamieścił swój wpis właśnie pod wpływem obejrzanego filmu, ale nie byłoby to takie nadzwyczajne. Trump znany jest z działania (a zwłaszcza pisania w mediach społecznościowych) pod wpływem impulsu, a więzienie Alcatraz od dawna pobudza wyobraźnię.

(...)

Polityka imigracyjna Trumpa od początku zakłada, że osoby przebywające w Stanach Zjednoczonych nielegalnie trzeba wystraszyć. Państwo może nie podołać deportacji ponad 10 milionów ludzi, ale być może da się część z nich nakłonić do wyjazdu wyłącznie groźbą.

Stąd bardzo medialne zatrzymania prowadzone przez amerykańskie służby. Deportacje do Salwadoru. Przetrzymywanie migrantów w owianym złą sławą Guantanamo. A także otwarcie nowego ośrodka dla oczekujących na deportację na Florydzie. Jego nazwa? Aligator Alcatraz. Zdaniem samego prezydenta powinno być równie dobre jak samo Alcatraz, ze względu na okalające jego teren bagna i właśnie aligatory. "Nie ma stąd innej drogi ucieczki jak tylko deportacja" - przekonywał sam Trump.

Ale choć aligatory mające pilnować nowego obozu dla imigrantów stały się symbolem tego przedsięwzięcia, to nie one wydają się najbardziej kontrowersyjne. Obóz zbudowano tak, by mógł pomieścić nawet 3 tys. zatrzymanych. Składa się z szeregu białych namiotów. W środku umieszczono klatki z siatki ogrodzeniowej. Każda z nich pomieści 32 więźniów na piętrowych łóżkach.

Do dyspozycji są trzy toalety umieszczone w centrum klatki - ze względów bezpieczeństwa są całkowicie odsłonięte. Woda z tych toalet wylewa się na podłogę. Nieprzyjemny zapach potęguje temperatura, codziennie przekraczająca 30 stopni (na zewnątrz, w namiotach jest cieplej). Światło nie gaśnie przez 24 godziny na dobę. Więźniowie otrzymują jeden posiłek dziennie, często złej jakości - na przykład z robakami. Problemem są też komary.

(...)

Jednocześnie Aligator Alcatraz jest przedmiotem… internetowych memów. Departament Bezpieczeństwa Krajowego opublikował grafikę przedstawiającą aligatory w czapkach ICE (Urzędu Celno-Imigracyjnego), pilnujących więzienia. Inny obrazek przedstawia aligatora "odpoczywającego po pierwszej zmianie w Aligator Alcatraz". Na jeszcze innym mały aligator pyta mamy, co będą dziś jedli, a ona odpowiada, że w okolicy otwarto nowy "meksykański lokal".

Działania administracji mają nie tylko odstraszać. Chodzi również o to, by wyborcy Trumpa zobaczyli wyraźne efekty jego działań. Muszą zatem być widowiskowe, przyciągające uwagę i dające satysfakcję tym, którzy od lat uznawali, że sprawy w USA idą w złym kierunku. Ponowne otwarcie prawdziwego Alcatraz mieści się w podobnej logice.

interia.pl


„W armii ukraińskiej nazywają mnie Magyarem. Jestem dowódcą polowym pilotów dronów bojowych w Siłach Zbrojnych Ukrainy.

Propaganda Putina twierdzi, że jestem jednym z najbardziej poszukiwanych wrogów Rosji, więc nie mogę obiecać, że się jeszcze spotkamy, ale będę mówił w jasnych, czarno-białych słowach.

Dzisiaj dowodzę 12 jednostkami pilotów. Dziewięćdziesiąt pięć procent z nich stanowili przed wojną cywile – biznesmeni, sportowcy, prawnicy, piosenkarze, wszyscy poza personelem wojskowym. Stanowimy zaledwie 2% całej armii Ukrainy. A jednak niszczymy co trzeci wrogi personel i co trzeci wrogi cel. Putin, który obiecał nas pojmać w ciągu trzech dni, zamiast tego uczył nas przez ponad trzy i pół roku bronić naszej ojczyzny, naszych dzieci i naszej ziemi.

Jest absolutnie jasne, że nie widzimy końca tej wojny – ani jutro, ani za miesiąc, ani prawdopodobnie w tym roku. Dlatego pragmatycznie kalkulujemy naszą przyszłość i dostrzegamy największe zagrożenia, które…  Jeśli ta wojna nie zostanie zatrzymana, dotknie wiele krajów, które nieuchronnie zostaną w nią wciągnięte.

➤ Pierwszym zagrożeniem jest to, że Putin wysyła na wojnę więcej piechoty, niż jesteśmy w stanie zniszczyć każdego miesiąca. To jest główne wyzwanie.

➤ Po drugie, Putin znalazł bardzo wygodną, tanią i skuteczną broń do zastraszania ludności cywilnej Ukrainy i niszczenia naszej infrastruktury. Nazywa się Szahed (rosyjsko-irańskie drony kamikaze).

➤ Po trzecie, wszyscy na Ukrainie, którzy chcieli walczyć, już walczą. Nie oczekujemy cudów, ale wiemy, co robić, opierając się na własnym doświadczeniu, własnej krwi i wsparciu naszych partnerów.

Nie ma na świecie czołgu, którego nie mógłby zatrzymać dron za 300-400 dolarów. Taki czołg nie istnieje. Założę się o każdą kwotę, że niezależnie od tego, jak dobrze chroniony jest czołg, zostanie zatrzymany przez drona zbudowanego z ukraińskich komponentów. Dlatego twierdzę, że ukraińskie drony są najlepsze na świecie. Dziś.

Drony tworzą strefę rażenia, rozciągającą się obecnie na około 20 km wokół linii frontu na Ukrainie. Kolejnym wyzwaniem jest zastąpienie ukraińskiej piechoty naziemnymi systemami robotycznymi, które zajmą się całą logistyką frontu.

➤ Po czwarte, budujemy wielowarstwowy, wielopoziomowy mur – znacznie potężniejszy niż Wielki Mur Chiński – który powstrzyma wszystko, co leci w naszym kierunku, od dronów szturmowych po drony rozpoznawcze. Budujemy ten mur dzisiaj.

Kiedy Putin wystrzelił 100 szahidów na Ukrainę, obiecał 500. Wtedy nie traktowaliśmy tego poważnie. Teraz nie ma się z czego śmiać, bo przekroczyliśmy już granicę 400. Nasze doświadczenie będzie nieocenione dla cywilizowanego świata, ponieważ każdy kraj może stanąć w obliczu takiej samej perspektywy. Nie wiem, które państwo członkowskie NATO mogłoby chronić jedno miasto, stawiając czoła 200-300 szahidom każdego dnia przez tydzień bez przerwy.

Twoje bezpieczeństwo narodowe wymaga pilnej ponownej oceny.

Rzadko podróżuję za granicę. To moja druga podróż.  Jutro o tej porze będę z powrotem na froncie. Ale w zeszłym roku odwiedziłem bazę wojskową jednego z członków NATO w Europie. Pokazali mi dobrze zorganizowany obiekt z mnóstwem sprzętu, wszystko w idealnym stanie.

Zapytali, co o tym myślę. Moja odpowiedź ich nie zadowoliła. Nie podchodząc bliżej niż 10 km, cztery zespoły ukraińskich pilotów mogłyby w 15 minut zamienić to miejsce w Pearl Harbor.

Nie mówię tego, żeby kogokolwiek straszyć. Mówię, że te technologie są tak łatwo dostępne i tanie, że gdyby wpadły w ręce terrorystów, 100 terrorystów mogłoby zburzyć porządek w każdym kraju. Nasza walka, nasza wspólna walka z naszymi partnerami, leży w naszym wspólnym interesie. Płacimy życiem; Wy skorzystacie z naszego doświadczenia, którym podzielimy się z sumiennymi narodami świata, które w dobrej wierze wspierają Ukrainę.

x.com/Wyrwal

piątek, 25 lipca 2025



Wybuch pełnoskalowej wojny w Ukrainie ujawnił jeszcze jedno oblicze Waldemara Skrzypczaka – wziętego komentatora. Na początku marca 2022 roku, gdy wszyscy zastanawiali się nie czy, lecz kiedy Rosjanie wezmą Kijów, generał wiedział już, że Putin tej bitwy nie wygra. I generalnie, że Ukrainy nie pokona. Był pierwszym ekspertem, który mówił o tym głośno. Ze skrawków dostępnych informacji wywnioskował to, czego inni nie potrafili dojrzeć. Dał tu o sobie znać jego kunszt dowódcy i analityka.

Później, komentując bieżące wydarzenia na Wschodzie, nie zawsze miał rację, ale zawsze jego publiczne wypowiedzi doprowadzały do szału kremlowską propagandę. Za słowami Skrzypczaka stał bowiem jego wielki autorytet. – Jeszcze kilka tygodni temu pozostawał na służbie, nie odpuszczał sobie – zwraca uwagę gen. Andrzejczak. – Komentował wojnę w Ukrainie, wszędzie go było pełno. Jego stan był już poważny, ale to Waldek, on był przeciwpancerny.

polska-zbrojna.pl


Andrij Jermak nie jest prezydentem Ukrainy. Ale często zachowuje się jak on. Jako Szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy — to jego oficjalny tytuł — Yermak, lat 53, opracowuje plany pokojowe, kieruje dyplomacją back-channel i ręcznie wybiera urzędników państwowych. Premier i najwyższa władza wojskowa często mu się podporządkowują. Jeśli chodzi o negocjacje o wysoką stawkę — zamianę więźniów z Moskwą; powrót uprowadzonych ukraińskich dzieci; oferty do utrzymania ziarna spływającego przez Morze Czarne — Yermak prowadzi spektakl. Rządy europejskie koordynują z nim pomoc wojskową i finansową. Jest po imieniu z globalnymi brokerami władzy i gwiazdami Hollywood.

W Kijowie, w pozłacanych salach siedziby prezydenta Jermak nadzoruje zgrany zespół około dwudziestu osobiście wybranych, pobożnych doradców, którzy mają dostęp do odpraw dotyczących bezpieczeństwa narodowego i spotkań z wizytującymi głowami państw, co większość zachodnich rządów uważa za wysoce niekonwencjonalne standardy. Ta grupa wspólnie zarządza krajem. Rola Jermaka została opisana w niezliczony sposób przez tych, którzy obserwowali go — od prawej ręki Zełenskiego po faktycznego wiceprezydenta Ukrainy. Jednak jego sojusznicy i krytycy zgadzają się, że na Ukrainie prawie nic się nie dzieje bez jego wiedzy i aprobaty. Nikt nie dostaje się do prezydenta, nie przechodząc przez niego.

(...)

“Jego problemem jest mikrozarządzanie. Stara się być wszędzie i robić wszystko - powiedział Alexander Rodnyansky, dyrektor ukraińskiej telewizji i stary przyjaciel Jermaka.

Jermak stał się uosobieniem debaty toczącej się w kraju na temat tego, czy scentralizowane uprawnienia narzucone przez administrację wojenną mogą sparaliżować demokratyczną przyszłość Ukrainy po zakończeniu wojny. Dla wielu Ukraińców jest symbolem starego porządku, który desperacko chce pozostać. W tym tygodniu Zełenski stanął przed najpoważniejszym krajowym wyzwaniem swojej prezydentury, po radykalnym posunięciu mającym na celu odsunięcie na bok niezależnych organów antykorupcyjnych Ukrainy, które wywołało pierwsze duże masowe protesty od początku wojny. Wśród wielotysięcznych tłumów zgromadzonych w Kijowie śpiewano “Yermak out” i “Fuck Yermak”.

W wywiadach z ponad 40 osobami, w tym obecnymi i byłymi urzędnikami ukraińskimi, zachodnimi dyplomatami w Kijowie oraz urzędnikami rządów europejskich i Waszyngtonu, którzy mieli bezpośredni kontakt z Jermakiem, często mówiono mi, że ma on takie same wpływy jak Zełenski, a może większe. Dla krytyków Jermak jest niewybranym carem gromadzącym bezgraniczną władzę, która podważa demokratyczne mechanizmy kontroli i równowagi, które Kijów wprowadził od czasu rewolucji na Euromajdanie w 2014 roku. Sporządza listy wewnętrznych wrogów politycznych, które Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy ma nałożyć sankcje. Został oskarżony o manipulowanie dochodzeniami sądowymi w celu zdyskredytowania rywali i wstrzymywanie dochodzeń antykorupcyjnych. Mówi się, że organizuje tajne operacje, rozpowszechniając przecieki i plotki za pośrednictwem anonimowych kanałów w Telegramie. “Jego celem jest centralizacja wszystkiego w poradzieckim stylu rządów, który przypomina coś nie tak odmiennego od autokracji” powiedziała jedna z osób, która blisko współpracowała z Yermakiem w biurze prezydenckim

W zeszłym tygodniu jedna z bliskich sojuszniczek Jermaka, Julia Swyrydenko, została mianowana nowym premierem Ukrainy — co było szeroko komentowane jako dowód jego rosnącej władzy nad Zełenskim. Ambasador Zachodu bez ogródek opisał rolę Yermaka: “On jest prezydentem, premierem, ministrem spraw zagranicznych... wszyscy ministrowie razem wzięci”. Jeden z ukraińskich ministrów ostrzegł mnie, że niewielu członków rządu odważy się mówić o Jermaku do protokołu, co okazało się prawdą.

“Przyszłość i losy wszystkich” powiedział “są zdeterminowane przez Andriya Yermaka”.

(...)

Jednak nie przeszedł przez politykę ani wojsko. Nie należał do świty przyjaciół z dzieciństwa Zełenskiego ani do jego trupy komediowej Kvartal 95. Urodzony w sowieckim Kijowie w 1971 r. Jermak cieszył się wieloma przywilejami inteligencji mieszczańskiej ZSRR. Jego ojciec, Borys, pracował w renomowanym zakładzie produkcyjnym Artem w dziedzinie obronności, zanim został wysokim rangą dyplomatą w ambasadzie radzieckiej w Afganistanie podczas wojny radziecko-afgańskiej. To zadanie doprowadziło do spekulacji, że jego rola wiąże się z powiązaniami z sowieckimi służbami bezpieczeństwa. Kiedy poruszyłem te pogłoski z Yermakiem, ten odrzucił je ponuro: “Gdzie jest dowód?”

Jako młody człowiek Yermak marzył o zostaniu pilotem myśliwca odrzutowego. Zamiast tego wstąpił na Uniwersytet Narodowy im. Tarasa Szewczenki, uzyskując tytuł magistra prawa międzynarodowego. Podczas gdy wielu jego kolegów z klasy kontynuowało naukę na Zachodzie i dołączyło do czołowych europejskich kancelarii prawnych, Jermak pozostał w Kijowie i otworzył własną praktykę, koncentrując się na prawie własności intelektualnej. (...)

Dopiero gdy w 2011 roku Jermak (...), poznał młodego Wołodymyra Zełenskiego, już gwiazdę kraju i generalnego producenta tego kanału. Ich pierwsza rozmowa nie trwała długo, ale kliknęli od razu. “Widziałem, że był bardzo mądrą, bardzo inteligentną osobą - wspominał ” Yermak. (...)

Na początku 2019 roku wkroczył w politykę, przyłączając się do kampanii prezydenckiej Zełenskiego. Kiedy Zełenski wygrał wybory, mianował Jermaka swoim głównym doradcą w sprawach międzynarodowych. Nawet bliscy nowego prezydenta byli zaskoczeni. Zespół Zełenskiego składał się głównie z przyjaciół, których znał od czasów szkolnych w szorstkim przemysłowym mieście Krzywy Róg. Jednak obaj mężczyźni wspólnie rozpoczęli pracę nad niektórymi z najbardziej ambitnych obietnic Zełenskiego, w tym zakończeniem wojny, która toczyła się na wschodniej Ukrainie od aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. oraz inwazji na regiony Doniecka i Ługańska.

W pierwszym teście swojej przenikliwości politycznej tego lata Jermak stał się głównym punktem kontaktowym między Kijowem a kręgiem prezydenta USA Donalda Trumpa, gdy amerykańscy urzędnicy naciskali na Ukrainę, aby wszczęła śledztwo w sprawie rzekomej korupcji ze strony demokratycznego rywala Trumpa, Joe Bidena i jego syna Huntera. (...)

Największym dokonaniem Jermaka latem 2019 r. były negocjacje w sprawie wymiany więźniów z Moskwą, zapewniające powrót uznanego reżysera Ołeha Sencowa i 34 innych osób. Poleciał do Moskwy, aby osobiście odebrać więźniów — o czym później wspominał, mieszając dumę i żal. “Żadnego mojego zdjęcia” powiedział mi. (...) Na początku 2020 r. Zełenski zwolnił szefa sztabu i mianował na jego miejsce Jermaka.

Więź między Zełenskim a Jermakiem została naprawdę wykuta w tyglu wojny. Od 24 lutego 2022 r., kiedy siły Putina przekroczyły granicę ukraińską, są oni nierozłączni. Mieszkają i pracują na terenie kompleksu prezydenckiego, barokowego budynku, w którym mieścił się komitet centralny Komunistycznej Partii Ukrainy aż do uzyskania niepodległości od Związku Radzieckiego w 1991 roku. (...)

Biuro Jermaka znajduje się dwa piętra niżej od biura Zełenskiego. Tam pracuje przy rozległym biurku otoczonym prezentami od zagranicznych dygnitarzy i ukraińskich żołnierzy, w tym ceramiczną czaszką namalowaną z wizerunkiem Kremla w płomieniach. Jermak, który nie jest żonaty i nie ma dzieci, całkowicie poświęcił się swojej pracy. Jego stare mieszkanie jest w dużej mierze nieużywane i rzadko odwiedza rodziców, którzy pozostają w Kijowie. “Może pracować 24 godziny bez przerwy, bez przesady" - powiedział Sybiha, minister spraw zagranicznych. “To nie tylko jego ambicja. To jego system operacyjny.”

Relacje między obydwoma mężczyznami wykraczają poza pracę, twierdzą ich współpracownicy i sojusznicy. “Jest najbliższy prezydentowi soratnik” - powiedział Sybiha. Słowo to można przetłumaczyć jako towarzysz lub szwagier. Śpią blisko siebie w bunkrze budynku, osłoniętym przed rosyjskimi nalotami, które nasiliły się od wiosny tego roku. Tam po długim dniu pracy mogą odpocząć grając w tenisa stołowego lub oglądając klasyczne filmy, które tak dobrze znają, że potrafią recytować wersety. Większość poranków zaczynają od treningu, obaj obok siebie, podnosząc ciężary. “Uwielbia wyglądać jak przystojny mężczyzna” - powiedział Rodnyansky, przyjaciel Yermaka, producenta filmowego. “Obaj ciężko pracują.”

(...)

Kiedy Kreml zadzwonił do Kijowa we wczesnych godzinach inwazji na pełną skalę, aby zmusić go do przyznania się do porażki, zadzwonił telefon Jermaka. Na linii był zastępca szefa sztabu Putina Dmitrij Kozak. Kazał Jermakowi przekonać Zełenskiego do poddania się lub przygotowania się na stawienie czoła pełnej potędze armii rosyjskiej. “Pieprz się!” Yermak odpowiedział, rozłączając się.

Według dwóch ukraińskich urzędników zaangażowanych w planowanie wojskowe Jermak kilkakrotnie uchylał przywództwo wojskowe i w pewnych sytuacjach miał “pełny wpływ” na operacje na polu bitwy. Twierdzą, że jednym z najbardziej rażących przykładów był jego wpływ na bitwę pod Bachmutem.

Bachmut został wzniesiony jako osada-twierdza w 1571 roku, kiedy Iwan Groźny nakazał obronę południowej granicy Rosji. Nigdy nie miał powrócić do swojego pierwotnego celu, ale pod koniec 2022 roku został ponownie oblężony, gdy siły rosyjskie się zbliżyły. Wielu dowódców frontu Ukrainy nalegało na strategiczny odwrót, ale Jermak dostrzegł okazję do opowiedzenia innej historii. Swoją historią twierdza Bachmut niosła ze sobą pewną surową moc narracyjną. Stałaby się symbolem nierozerwalnego oporu Ukrainy. Zełenski również chciał wielkiego zwycięstwa na polu bitwy, które podniosłoby morale narodowe. Bakhmut nie upadł; nie mógł upaść.

Ale Bachmut był już piekłem po siedmiu miesiącach zaciętych walk. Kiedy na początku grudnia 2022 roku zgłosiłem się z miasta, centrum zostało zdewastowane. Rosyjskie ataki naziemne były bezlitosne. Nawet zatwardziali amerykańscy generałowie byli zdumieni brutalnością walki i oszałamiającymi stratami Moskwy. A jednak wciąż przychodzili.

W szczytowym momencie bitwy, 20 grudnia, Zełenski wraz z Jermakiem u boku złożył tajną i ryzykowną wizytę na linii frontu bachmuckiego. Następnego dnia Zełenski poleciał do Stanów Zjednoczonych i podczas wspólnej sesji Kongresu przedstawił postrzępioną ukraińską flagę podpisaną przez wojska w Bachmucie. Spikerka Izby Reprezentantów Nancy Pelosi przytrzymała ją nad podwyższeniem, ku owacji na stojąco. Ukraina miała swoje Alamo.

Za kulisami zachodni urzędnicy byli zaniepokojeni ofiarami. Ukraińscy dowódcy skarżyli się, że marnuje się zasoby, aby uzyskać niewielki zwrot taktyczny. Wielu twierdziło, że decyzja o pozostaniu została podjęta w kręgu prezydenta, a nie przez wojsko. “Manewr polityczny przebrany za bohaterstwo” był tym, jak opisał mi to jeden z dowódców walk.

Ostatecznie twierdza Bachmut upadła. Koszty ludzkie podważyły ukraińską kontrofensywę latem 2023 roku, która również zakończyła się porażką. “Bycie w Bachmucie tak długo było błędem" powiedział wyższy rangą urzędnik ukraiński zaangażowany w planowanie wojskowe. “Mieliśmy nasze rozkazy” Zapytałem od kogo, a on wskazał dowódcę sił lądowych Ukrainy. Urzędnik dodał jednak, że generał otrzymał własny rozkaz. Pochodził z biura prezydenta. “Można zgadnąć od kogo”.

 (...)

Publicznie Jermak przemawia wyważonym, niemal monotonnym głosem, nieco wyższym, niż można by się spodziewać po mężczyźnie jego wzrostu. Mówi tak długo, że często gubi się jego znaczenie. “Na początku myślałem, że to taktyka, która nas męczy i zmniejsza zainteresowanie przeprowadzaniem z nim wywiadów” powiedział ukraiński dziennikarz, który nie chciał być zidentyfikowany. “Ale teraz zdaję sobie sprawę, że on po prostu mówi i mówi.” (...)

“On jest czasami brutalny - przyznał minister spraw zagranicznych Sybiha. Zapytany o przykłady, zaoferował jedynie chytry uśmiech: “Proszę, zapytaj kilku innych urzędników.” Zapytałem kilku przedstawicieli różnych stopni, którzy współpracowali z Yermakiem na różnych stanowiskach, ale większość w żadnym wypadku nie chciała zabierać głosu. “Samobójstwo w karierze” powiedział jeden. “Nie, przepraszam” inny odpowiedział. “Chciałbym zachować swoją pracę.” Jeden z bliskich doradców opisał Yermaka jako “twardego, ale skutecznego". Inny przyznał, że był “ruthless” i “cunning”. Może nie jest typem osoby, której chcesz pomóc przewodzić w czasie pokoju - dodał - ale to była wojna. A kto jeszcze mógłby zrobić to, co on robi dla prezydenta?

Zełenski nie zgodził się na wywiad w tej sprawie, ale prezydent zaciekle bronił swojego szefa sztabu, mówiąc w zeszłym roku reporterowi, że Jermak był “jednym z najsilniejszych menedżerów ” w swoim zespole. “Szanuję go za wyniki, robi to, co mu mówię.” W jednym z naszych wywiadów Yermak przyznał, że może ostro krytykować swój personel, ale zlekceważył skargi, które mógł być apodyktyczny. “Nie da się nie być twardym i uzyskać rezultatów, wiesz?” powiedział. “Większy krytyk mnie samego niż ja sam nie istnieje”,

“Jestem menadżerem prezydenta" - kontynuował Yermak. “To nie tylko dzisiejszy przywódca Ukrainy — Wierzę, że jest przywódcą wolnego świata".  (...)

ft.com

czwartek, 24 lipca 2025



— Uzupełnię Pana obraz. Jak donoszą media, powołując się na Rosstat, łączne zadłużenie pracodawców z tytułu wynagrodzeń na koniec maja wyniosło 1,66 mld rubli. Rok do roku wskaźnik ten wzrósł 3,4-krotnie – o 1,17 mld rubli. W porównaniu z poprzednim miesiącem kwota wzrosła o 180,4 mln rubli, czyli o 12,2%. Wielkość długu wzrosła wielokrotnie od początku roku – na 1 stycznia 2025 r. jego kwota wynosiła 507,9 mln rubli. Tak, to potwierdza trend, który Pan opisuje. Ale na razie zadłużenie nie wydaje się aż tak duże.

— Właśnie o tym mówię: gospodarka zatorów płatniczych nie daje szans „gospodarce wysokich płac”. I owszem, sama kwota 1,17 mld rubli to drobnostka dla tak ogromnej gospodarki jak rosyjska. Ale zwrócę Pana uwagę na inne dane. Niedawno przedstawił je German Gref, prezes Sbierbanku, na Kongresie Finansowym Banku Rosji w Petersburgu. Według jego danych, w 2025 roku pensje wzrosły u 55% Rosjan, u 11% pozostały bez zmian, a u 34% spadły, przy czym u 7% pracujących spadły ponad dwukrotnie. W rezultacie jedna czwarta klientów Sbierbanku nie jest w stanie spłacić wcześniej zaciągniętego kredytu z powodu opóźnień w wypłacie pensji.

Mamy do czynienia z pogarszaniem się sytuacji finansowej firm, narasta fala zatorów płatniczych. Chodzi o zaległości w płatnościach za towary, roboty czy usługi. Jak donosi RBK, często dotyczy to państwowych korporacji i dużych firm surowcowych. W obliczu wysokich stóp procentowych lokują one pieniądze na depozytach i przez kilka miesięcy nie rozliczają się z kontrahentami. Rosyjski Związek Przemysłowców i Przedsiębiorców już poprosił władze o zwrócenie na to uwagi i podjęcie działań, aby uniknąć kryzysu w gospodarce.

I na kim firmy będą oszczędzać w tej sytuacji? Jak już powiedziałem – na pracownikach. Chociaż, oczywiście, w tę sytuację może interweniować prokuratura. Ale co ona może zrobić? Już pojawiła się informacja, że prokuratura obwodu rostowskiego rozpoczęła kontrolę przestrzegania praw pracowników zakładu Rostsielmasz w związku z przymusowymi urlopami. Czyli prokuratorzy sprawdzają, czy przeniesienie urlopu nie narusza praw samych pracowników. Ale nawet prokuratura nie może rozwiązać głównego problemu Rostsielmaszu: w porównaniu do okresu styczeń-kwiecień 2021 roku, w 2025 roku dostawy wyprodukowanego przez ten zakład sprzętu spadły o 76% w przypadku kombajnów zbożowych i o prawie 50% w przypadku kombajnów paszowych i traktorów. A w obwodzie rostowskim taka sytuacja nie jest odosobniona: już w 2024 roku odnotowano tam wzrost liczby bankructw firm. Według portalu Fedresurs, w ubiegłym roku w regionie Donu opublikowano około 150 komunikatów o wszczęciu postępowania upadłościowego wobec osób prawnych i gospodarstw rolnych, co jest znacznie wyższą liczbą niż w 2023 roku. Wątpliwe, by taka sytuacja dotyczyła tylko obwodu rostowskiego…

Proszę sobie wyobrazić sytuację. Jest zakład, który realizuje jakieś dostawy w ramach zamówień obronnych. Zrealizował Pan te dostawy. A zamawiający z sektora obronnego nie zapłacił. I to jest poważny temat, o którym już całkiem otwarcie mówią liczne zakłady. Są przypadki, gdy obiecuje się zapłatę w ciągu dwóch lat od momentu wysyłki. Piszą do mnie o tym ludzie. I oto przychodzi prokuratura i pyta: „Dlaczego nie wypłacasz pensji?”. I co odpowiedzieć? Ministerstwo Finansów nie zapłaciło w całości mojemu klientowi, klient – mnie, a ja nie mogę wypłacić pensji swoim pracownikom. Co mogę zrobić? Zwróćcie się do Ministerstwa Finansów, jak tylko ono zapłaci pieniądze mojemu klientowi, on – mnie, ja jestem gotów natychmiast uregulować zaległości płacowe.

Doszło do tego, że mocno wzrosły nawet długi biznesu z tytułu składek ubezpieczeniowych – w ciągu roku podwoiły się, co oznacza, że firmy mają problemy z kapitałem obrotowym. W rezultacie zaległości z tego tytułu za pierwszy kwartał wyniosły 352 mld rubli. Problemy odnotowuje się w różnych sferach – od branży węglowej po turystykę. Z powodu wysokiej stopy kluczowej szczególnie ciężko jest małemu i średniemu biznesowi.

Tak więc narasta fala problemów na niższym szczeblu gospodarki. Mówienie o gospodarce wysokich płac to śmieszny temat. A tak na marginesie, jeśli podnosić pensje bez inwestycji w modernizację produkcji, to prowadzi to do wzrostu kosztów produkcji i cen towarów. Tymczasem, jak zauważył Gref na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu: „Jeśli porównać wydajność rosyjskiej gospodarki z gospodarkami krajów rozwiniętych, to w różnych branżach jesteśmy w tyle od 40% do czterech razy”. I dalej opowiedział, że: „Biznes praktycznie przestał uruchamiać nowe projekty. Sbierbank szacuje swój udział w finansowaniu projektów inwestycyjnych na 60-65%. Ale przedsiębiorstwa zatrzymały cykl inwestycyjny. My, największy bank finansujący projekty inwestycyjne w kraju, po raz pierwszy od dłuższego czasu od początku tego roku nie sfinansowaliśmy ani jednego nowego projektu inwestycyjnego. Dofinansowujemy tylko stare projekty. Wniosków o nowe finansowanie praktycznie nie ma”.

A jeśli ceny towarów rosyjskich firm będą rosły, to komu będzie można je sprzedawać, skoro do kraju ogromnym strumieniem płyną tańsze chińskie towary? Prościej jest zamknąć przedsiębiorstwo i zwolnić pracowników, a resztę kapitału ulokować na depozycie w banku.

aryoconcent.pl

środa, 23 lipca 2025



Droga Aszmanowa od bystrego, kosmopolitycznego inżyniera oprogramowania do ideologa cyfrowego autorytaryzmu jest pouczająca. Urodzony 9 stycznia 1962 r. w Moskwie, ukończył Wydział Mechaniki i Matematyki Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego (MSU) w 1983 r., a w 1995 r. obronił pracę doktorską pt. "Architektura i przemysłowe wdrożenie systemów lingwistyki stosowanej".

Już jego wczesne zaangażowanie w Dorodnitsyn Computing Centre w latach 1985-1987, gdzie zajmował się systemami języka naturalnego, oraz praca nad systemem sprawdzania pisowni ORFO, świadczy o jego fundamentalnym i długotrwałym zaangażowaniu w sztuczną inteligencję oraz przetwarzanie języka naturalnego. ORFO, projekt, którym kierował po tym, jak większość zespołu wyjechała z Rosji podczas próby zamachu stanu w 1991 r., został licencjonowany przez IBM w 1992 r., a następnie wybrany przez Microsoft do rosyjskiej edycji Office w 1994 r.

Po przejęciu ORFO przez Microsoft w 1995 r. Aszmanow współzałożył firmę MediaLingua, a następnie, od 2000 do 2001 r., pełnił funkcję dyrektora operacyjnego Ramblera, ówczesnego rosyjskiego odpowiednika Google. Jego wkład w rozwój rosyjskiego internetu z tamtego okresu jest szeroko udokumentowany w wywiadach i artykułach z rosyjskiej prasy biznesowej.

Jednak po odejściu z Ramblera i założeniu własnej firmy Ashmanov & Partners w 2001 r., jego publiczny dyskurs zaczął się zmieniać. Od połowy lat 2000., około roku 2006-2008, język czysto komercyjnego SEO i innowacji ustąpił miejsca retoryce obrony. Aszmanow zaczął mówić o "zagrożeniach semantycznych" i imperatywie "cyfrowego patriotyzmu", postrzegając otwarty internet nie jako okazję, lecz jako groźny wektor obcego wpływu i destabilizacji społeczeństwa. Tę ewolucję wyraźnie widać w jego wystąpieniach na Forum Bezpieczeństwa Internetowego i RIF+KIB w latach 2010-2015, gdzie konsekwentnie powtarzał tezy o konieczności ochrony rosyjskiej infosfery przed obcym wpływem.

W 2001 r. Aszmanow poślubił Natalię Kasperską, znaczącą postać w branży technologicznej, współzałożycielkę Kaspersky Lab i, od 2007 r., prezeskę firmy InfoWatch, giganta specjalizującego się w systemach DLP (Data Leak Prevention) i monitoringu. To małżeństwo, często opisywane w rosyjskiej prasie jako "pierwsza para rosyjskiego cybernacjonalizmu", scementowało jego pozycję w ekosystemie bezpieczeństwa informacyjnego Kremla. Kribrum, jego flagowe narzędzie, było zresztą wielokrotnie wymieniane jako wspólne przedsięwzięcie Aszmanowa i InfoWatch, co potwierdzają liczne materiały prasowe i prezentacje obu firm.

W sercu stworzonej przez Aszmanowa infosfery leży właśnie Kribrum, uruchomiony około 2011 r. System ten, choć marketingowo przedstawiany jako "narzędzie do analizy sentymentu w mediach społecznościowych", funkcjonuje faktycznie jako cyfrowy system nerwowy państwa autorytarnego.

Kribrum metodycznie przeszukuje rosyjskojęzyczne treści na wszystkich głównych platformach — WKontakcie, Telegramie, YouTube, X, Facebooku — analizując ton emocjonalny, wzorce narracyjne i pojawiające się sygnały sprzeciwu. W kontekście wojny system identyfikuje i analizuje narracje krytyczne wobec inwazji, nastroje antywojenne czy apele o protesty, klasyfikując je jako "destrukcyjne".

Narzędzie nie tylko identyfikuje treści, lecz także analizuje sposób ich rozprzestrzeniania oraz identyfikuje osoby wzmacniające przekaz. Trendingowy hashtag wyrażający niezadowolenie, ironiczny mem zyskujący na popularności na niezwiązanych ze sobą kontach — wszystko jest skrupulatnie logowane i kategoryzowane jako potencjalne "rozproszone zagrożenia", zdolne do wskazania liderów opinii czy źródeł paniki. — Naszym celem powinno być stworzenie sterowanego internetu. To normalne i konieczne — wskazywał Aszmanow w swoich wystąpieniach.

Uzupełnieniem Kribrum są Vepr i Oculus, narzędzia zaprojektowane do rozpoznawania obrazu i analizy wideo. Vepr (ros. Воин — Воинственный Енот — "Waleczny Jenot") jest przeznaczony do wykrywania treści ekstremistycznych w materiałach wideo, natomiast Oculus, oficjalnie uruchomiony przez rosyjski rząd w lutym 2023 r., stanowi prawdziwy przełom w automatycznym nadzorze wizualnym. System ten, jak donosiły oficjalne komunikaty rządowe, jest zdolny do przetwarzania milionów obrazów i filmów dziennie, automatycznie identyfikując "zakazane treści" – od konkretnej symboliki protestacyjnej, przez memy ośmieszające rządzących, po materiały związane z wojną w Ukrainie niezgodne z oficjalną narracją, w tym niezależne relacje o zbrodniach wojennych czy zniszczeniach, oraz treści LGBTQ+. Aszmanow jasno formułował swoje przekonania: — Algorytmy muszą odróżniać prawdziwego patriotę od prowokatora, technologia już na to pozwala.

Systemy te nie są odizolowane; zintegrowano je bezpośrednio z SORM (System for Operational Investigative Measures). SORM to zestaw państwowych wymogów technicznych, który nakłada na operatorów telekomunikacyjnych w Rosji obowiązek zapewnienia agencjom bezpieczeństwa (takim jak policja czy tajne służby, w sumie chodzi o siedem agencji) stałego dostępu do wszystkich danych użytkowników — do połączeń, wiadomości, danych internetowych, bez konieczności uzyskiwania każdorazowo nakazu sądowego. Brak niezależnego nadzoru sądowego nad tym dostępem, o czym alarmują raporty organizacji takich jak Amnesty International czy Human Rights Watch, stanowi o głębokim cieniu rosyjskiej inwigilacji, intensywnie wykorzystywanej do kontroli narracji wojennej.

Skumulowany efekt jest głęboki: sprzeciw nie jest tłumiony dopiero po jego pojawieniu się, lecz jest prewencyjnie wykrywany, analizowany i często neutralizowany, zanim zdoła przekształcić się w zbiorowe działanie. Rosyjska rządowa agencja ds. telekomunikacji regularnie publikuje statystyki, które ilustrują tę skalę: do końca 2023 r. liczba zablokowanych stron i domen w Rosji wynosiła znacznie ponad 17 tys., a w zależności od klasyfikacji (URL, domeny, IP) w ostatnich latach często oscylowała wokół 200 tys. blokad rocznie.

Blokady te obejmowały niezależne media (jak Meduza, Dożdż, czy Echo Moskwy), strony organizacji pozarządowych (np. OVD-Info), oraz portali LGBTQ+, a od 2022 r. przede wszystkim strony związane z krytyką inwazji na Ukrainę. Jednocześnie liczba osób ściganych z powodu postów online – na podstawie przepisów o "fałszywych informacjach" o armii (wprowadzonych w marcu 2022 r.), "dyskredytowaniu" sił zbrojnych czy "ekstremizmie" – idzie w tysiące, o czym donoszą raporty OVD-Info i Amnesty International, co jest bezpośrednim narzędziem pacyfikacji wewnętrznej w obliczu wojny.

(...)

Wpływ Aszmanowa wykracza poza czysto techniczną implementację; jest on kluczowym ideologiem. Jego publiczne wypowiedzi to nie bombast propagandysty, ale kalkulowane deklaracje stratega. W jego światopoglądzie liberalizm to chaos, wolność to podatność na zagrożenia, a otwarty internet Zachodu to broń psychologiczna. Wystąpienia na forach takich jak RIF+KIB czy SPIEF jasno pokazują, jak łączy on żargon bezpieczeństwa z filozoficznym determinizmem.

Aszmanow wielokrotnie określał internet jako "terytorium do zabezpieczenia". Głosy dysydentów nazywał "minami poznawczymi". A co najbardziej wymowne, algorytmy opisywał jako "strażników granicznych myśli", decydujących, co może, a co nie może wejść w "przestrzeń semantyczną" narodu.

(...)

Aszmanow jest również uznawany za jednego z twórców koncepcji wbrosy (Вбросы), czyli systematycznego testowania i rozpowszechniania fałszywych informacji w celu manipulacji opinią publiczną. Eksperymenty te, opisywane już w rosyjskiej prasie około 2012 r., stały się dziś masowym działaniem państwowych mediów, farm trolli i wojnoblogerów, często aktywnie wspierających propagandę wojenną, co potwierdzają liczne artykuły analityczne dotyczące rosyjskiej dezinformacji.

Co symptomatyczne, Aszmanow, choć jest ideologiem państwowej kontroli, zasiada również w Prezydenckiej Radzie ds. Społeczeństwa Obywatelskiego i Praw Człowieka. Rada ta, nominalnie mająca "gwarantować i chronić prawa i wolności człowieka", była zobowiązana do przeanalizowania propozycji Aszmanowa dotyczących stworzenia "samoregulującego się rejestru toksycznych treści w internecie".

Jego zaangażowanie w przegląd ustawodawstwa dotyczącego "zagranicznych agentów" i mediów, wraz z Ministerstwem Sprawiedliwości i Prokuraturą Generalną, podkreśla, jak pojęcia takie jak prawa człowieka mogą być redefiniowane w służbie interesów państwa, zamieniając organy doradcze w narzędzia włączania perspektywy "suwerenności informacyjnej" do polityki państwowej.

onet.pl

wtorek, 22 lipca 2025



Wojska rosyjskie zintensyfikowały ofensywę w kierunku Pokrowska i przejęły znajdujące się na południe od niego Piszczane i Zwirowe. Według ukraińskich mediów do miasta miały przeniknąć ugrupowania rozpoznawczo-dywersyjne agresora, wykorzystując moment rotacji sił obrońców. Trudną sytuację pogłębiają postępy najeźdźców na północ od Myrnohradu, gdzie podejmują oni próby przejęcia kontroli nad drogą prowadzącą do Dobropola, będącego centrum logistycznym i zapleczem wojskowym Ukraińców. Podobne działania armia rosyjska podejmuje na zachód od Pokrowska, gdzie prowadzi natarcie na Udaczne i Kotłyne, starając się uzyskać kontrolę nad trasą E-50 Pawłohrad–Pokrowsk.

Agresor dokonał także istotnego postępu na kierunku Nowopawliwki na granicy obwodów dniepropetrowskiego i donieckiego. Miał zająć Nowomykołajiwkę i Kotlariwkę na zachód od Nowopawliwki oraz Piddubne, Jałtę i Woskresenkę na południe od tego miasta. Tym samym w ciągu ostatniego tygodnia przejął terytorium o łącznej powierzchni 9 km2.

Najeźdźcy kontynuują próby przebicia się od południa w kierunku Konstantynówki, starając się ominąć zbiornik wodny Kłeban-Byćke. Zacięte walki toczą się o Jabłuniwkę i Ołeksandro-Kałynowe oraz Płeszczijiwkę i Kateryniwkę. Ograniczone powodzenie okupant osiągnął na kierunku siewierskim, zdobywając kontrolę nad Werchniokamjanśkem. Próbuje też okrążyć Siewiersk – w jego rejonie dokonuje postępów na północ (przejęcie Hryhoriwki) i na południe (szturmy na Perejizne) od tego miasta. Pewien sukces osiągnął również na północ od Sum, gdzie koncentruje wysiłki na linii Jabłuniwka–Junakiwka–Sadky, dzięki czemu dotarł do wschodniej części rozległego pasa leśnego oddzielającego siły przeciwnika od stolicy obwodu. Obrońcy mieli natomiast skutecznie kontratakować w Kindratiwce i Andrijiwce na północ od Sum.

W nocy z 15 na 16 lipca siły rosyjskie przeprowadziły atak powietrzny z użyciem jednego pocisku balistycznego Iskander-M oraz 400 dronów Shahed i ich atrap. Głównymi celami uderzenia były infrastruktura energetyczna i przemysłowa w Krzywym Rogu, Dnieprze i Winnicy. W ostatniej z wymienionych miejscowości trafione zostały też zakłady polskiej Grupy Barlinek, wskutek czego sześć osób zostało rannych, w tym dwie ciężko. Ukraińskie Siły Powietrzne podały, że tamtej nocy zestrzelono 198 bezzałogowców wroga, zaś 145 zostało unieszkodliwionych przez systemy walki radioelektronicznej (WRE).

Kolejny zmasowany atak powietrzny agresor przeprowadził w nocy z 18 na 19 lipca, wykorzystując 12 pocisków balistycznych Iskander-M/KN-23, osiem pocisków manewrujących Iskander-K i 15 Ch-101 oraz 200 dronów Shahed i 144 ich atrapy. Obrońcy poinformowali o zestrzeleniu łącznie 208 środków napadu powietrznego, w tym 185 bezzałogowców, siedmiu iskanderów-M/KN-23, siedmiu iskanderów-K i dziewięciu Ch-101. Siedem pocisków manewrujących i 129 dronów-wabików unieszkodliwiły systemy WRE. Ukraińskie Siły Powietrzne zakomunikowały, że pięć pocisków i 30 dronów uderzyło w 12 nieokreślonych lokalizacji. Potwierdzone zostały uderzenia na obiekty infrastruktury krytycznej w Sumach i Odessie.

Dzień później najeźdźcy przeprowadzili serię ataków rakietowych i dronowych wymierzonych głównie w Kijów, Charków i Iwano-Frankiwsk, który został poddany najintensywniejszemu ostrzałowi od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji. Rosjanie wykorzystali 426 dronów uderzeniowych typu Shahed i ich atrap oraz pięć pocisków Ch-46 Kindżał, cztery pociski Kalibr, jeden typu Iskander-K i 14 Ch-101. Ukraińskie Siły Powietrzne powiadomiły, że unieszkodliwiono 200 „szahedów” i 203 atrapy. Zestrzelone miały zostać wszystkie rakiety. Celami ataku były infrastruktura krytyczna i obiekty cywilne. W wyniku nalotu uszkodzone zostało także wejście do stacji metra Łukjaniwśka w stolicy. (...)

W ramach rekonstrukcji rządu przegłosowanej przez Radę Najwyższą 17 lipca na stanowisko ministra obrony powołano dotychczasowego premiera Denysa Szmyhala. W specjalnym oświadczeniu opublikowanym po ukonstytuowaniu się nowego składu gabinetu prezydent polecił nowemu szefowi resortu obrony „pilne zawarcie wszystkich umów na drony” oraz osiągnięcie poziomu ponad 50% nasycenia sił zbrojnych sprzętem krajowej produkcji. Z kolei w wystąpieniu w Radzie Najwyższej Szmyhal zapowiedział realizację trzech głównych zadań ministerstwa: zapewnienie personelowi wojskowemu pełnego wyposażenia potrzebnego do obrony kraju, zwiększenie ilości wykorzystywanego na froncie uzbrojenia i sprzętu wojskowego wytworzonego na Ukrainie oraz usprawnienie i podniesienie wydajności pracy resortu.

(...)

W nocy z 17 na 18 lipca we wsi Pierwomajskij w obwodzie tulskim doszło do ataku dronowego na wytwarzający produkty chemiczne, w tym substancje wykorzystywane w sektorze wojskowym zakład Szczekinoazot. Zgodnie z rosyjskimi relacjami jednostki obrony przeciwlotniczej miały zniszczyć trzy bezzałogowce, których szczątki miały spowodować pożar obiektów przemysłowych. Według źródeł ukraińskich uderzenie miało sparaliżować pracę przedsiębiorstwa, w tym produkcję metanolu wykorzystywanego do wytwarzania paliwa rakietowego i materiałów wybuchowych.

W nocy z 18 na 19 lipca Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły zmasowane uderzenie dronowe na terytorium FR. Rosjanie podali, że siły obrony powietrznej przechwyciły i zniszczyły 73 maszyny przeciwnika, z czego 31 zestrzelono nad obwodem briańskim, 17 – nad orłowskim, 10 – nad moskiewskim, cztery – nad okupowanym Krymem, trzy – nad Morzem Azowskim, po dwa nad obwodami smoleńskim i niżnonowogrodzkim oraz po jednym nad obwodami biełgorodzkim, kałuskim i woroneskim i nad Morzem Czarnym. Skutki ataku pozostają nieznane. Następnej nocy ukraińskie bezzałogowce uderzyły w Moskwę oraz miejscowości w obwodzie moskiewskim i kałuskim. Według mera stolicy Siergieja Sobianina rosyjskie siły obrony powietrznej zestrzeliły 16 dronów lecących w jej kierunku, z kolei Ministerstwo Obrony FR ogłosiło, że zestrzelono i przechwycono 93 ukraińskie maszyny, w tym 19 nad terytorium obwodu moskiewskiego.

W nocy z 20 na 21 lipca ukraińskie bezzałogowce uderzyły w dworzec kolejowy na osiedlu Kamienołomni w obwodzie rostowskim, położony 38 km od granicy z Ukrainą. Stacja jest wykorzystywana jako hub logistyczny na trasie Rostów nad Donem–Taganrog–Donieck i odgrywa ważną rolę w transporcie sprzętu wojskowego.

osw.waw.pl


W sierpniu 2024 r. Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy stwierdził, że Rosjanie zużywają ponad 44 tys. pocisków artyleryjskich dziennie. W tym czasie stosunek zużycia tej amunicji między Ukrainą a Rosją wynosił 1:3 (na korzyść Moskwy).

Z kolei w lipcu 2025 r. stosunek ten wynosi 1:1,8 — ale nadal na korzyść armii rosyjskiej. Ukraińskie dowództwo podkreśliło, że liczby te mogą ulegać zmianom w zależności od sytuacji operacyjnej i intensywności działań ofensywnych Rosji.

onet.pl