wtorek, 3 czerwca 2025



Jeszcze przed rozpoczęciem rokowań strona ukraińska opublikowała swoje propozycje warunków wprowadzenia pełnego zawieszenia broni. Były to żądania zwrotu przez Rosję nielegalnie wywiezionych ukraińskich dzieci (delegacja Ukrainy przekazała listę ich nazwisk), zwolnienia wszystkich cywilnych zakładników i wymiany jeńców w formule „wszyscy za wszystkich”. Ukraina podkreśliła także, że chce wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa i umożliwienia jej samodzielnego decydowania o swojej przynależności do sojuszy politycznych i wojskowych. W dokumencie znalazło się także oczekiwanie, że linia rozgraniczenia będzie jedynie podstawą do negocjacji terytorialnych. Strona ukraińska chce także, aby kolejne rokowania odbyły się z udziałem USA i państw europejskich, by USA odpowiadały za monitoring zawieszenia broni, a ostateczne porozumienie pokojowe zostało wypracowane z udziałem liderów Ukrainy i Rosji. Memorandum składało się głównie z żądań i propozycji, które Ukraina zgłaszała wcześniej, a część – jak powierzenie USA odpowiedzialności za monitoring rozejmu – została doprecyzowana. Większość zaprezentowanych żądań, w tym związanych z przynależnością do sojuszy międzynarodowych oraz obecnością zachodnich wojsk na ukraińskim terytorium, będzie nie do zaakceptowania przez Rosjan, którzy podkreślają, że te kwestie są podstawowymi przyczynami rozpoczęcia tzw. specjalnej operacji wojskowej.

Rosja w Stambule wyraziła oczekiwanie m.in. międzynarodowego uznania Krymu oraz obwodów chersońskiego, donieckiego, ługańskiego i zaporoskiego za część Rosji oraz wycofania z tych terenów wojsk ukraińskich, neutralności Ukrainy i zakazu przystępowania jej do sojuszy wojskowych oraz zakazu stacjonowania na jej terytorium wojsk państw trzecich i istnienia tam baz wojskowych. Rosja chce też potwierdzenia statusu Ukrainy jako państwa niejądrowego, ograniczenia liczebności ukraińskich sił zbrojnych i posiadanego przez nie uzbrojenia. Domaga się również zagwarantowania praw ludności rosyjskojęzycznej i zniesienia ograniczeń obowiązujących Rosyjską Cerkiew Prawosławną, anulowania przez Ukrainę sankcji, rezygnacji z jakichkolwiek roszczeń związanych z działaniami zbrojnymi, a także odbudowy stosunków dwustronnych. Strona rosyjska szczegółowo opisała także kroki zmierzające do ustanowienia pokoju, łącznie z rozpisaniem nowych wyborów na Ukrainie jeszcze przed jego zawarciem. Treść rosyjskich żądań w większości nie będzie mogła być zaakceptowana przez stronę ukraińską, a ich charakter znacząco przypomina porozumienia mińskie oraz propozycje rosyjskie z wiosny 2022 r., za pośrednictwem których Rosja chciała mieć bezpośredni wpływ na kształtowanie sytuacji politycznej na Ukrainie.

pism.pl


Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) oświadczyła, że zaatakowała i uszkodziła we wtorek Most Krymski, który prowadzi z okupowanego Krymu nad Cieśniną Kerczeńską na Półwysep Tamański w kontynentalnej części Rosji.

"SBU przeprowadziła nową, unikalną operację specjalną i po raz trzeci zaatakowała Most Krymski, tym razem pod wodą" - przekazała służba na swej stronie internetowej.

W komunikacie wyjaśniono, że operacja trwała kilka miesięcy. "Agenci SBU zaminowali podpory tego nielegalnego obiektu. I dziś, bez żadnych ofiar wśród ludności cywilnej, o godzinie 4:44 rano pierwszy ładunek wybuchowy został zdetonowany!" - ogłosiła SBU.

Zgodnie z komunikatem w wyniku eksplozji poważnie uszkodzone zostały podwodne podpory mostu na poziomie dna morskiego. Do ataku użyto 1100 kg materiałów wybuchowych w ekwiwalencie trotylowym.

"Most znajduje się de facto w stanie awaryjnym" - podkreśliła SBU.

Operację osobiście nadzorował szef SBU, generał Wasyl Maluk.

"Bóg kocha Trójcę, a SBU zawsze doprowadza swoje plany do końca i nigdy się nie powtarza. Wcześniej dwukrotnie uderzyliśmy w Most Krymski - w 2022 i 2023 roku. Dziś kontynuowaliśmy tę tradycję już pod wodą. Nie ma miejsca dla żadnych nielegalnych obiektów Federacji Rosyjskiej na terytorium naszego państwa" - powiedział.

"Dlatego Most Krymski jest całkowicie legalnym celem - zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wróg wykorzystywał go jako logistyczną arterię do zaopatrywania swoich wojsk. Krym to Ukraina, a wszelkie przejawy okupacji spotkają się z naszą stanowczą odpowiedzią" - podkreślił szef SBU.

Most Krymski został zbudowany w latach 2016-2019 przez Rosję, która anektowała Krym w 2014 roku.

PAP


Kandydat PiS wyszedł poza tradycyjny elektorat prawicy, znacznie przekraczając ok. 9,5 mln głosów, które zdobywały łącznie PiS i Konfederacja w ostatnich dwóch elekcjach parlamentarnych. Teraz to aż 10,6 mln głosów – poziom w wyborach parlamentarnych nieosiągalny dla tych ugrupowań.

Na rzecz PiS w wyborach prezydenckich widocznie gra to, że jest dużo łatwiej przyswajalną partią "drugiego wyboru" dla wyborców konserwatywnych, którzy na co dzień na nią nie głosują. To jednocześnie tłumaczy, dlaczego partia Kaczyńskiego ma tak słabą zdolność koalicyjną w każdych innych wyborach – za sprawą jej łatwości do "wchłaniania" elektoratu pokrewnych partii.

Koalicja Obywatelska dla wyborców liberalnych i lewicowych, ale zdystansowanych od tego ugrupowania, nie jest tak "lekkostrawna". Dlatego kandydat KO ma blisko 2 mln głosów mniej niż zdobyła rządząca dziś koalicja, ale to KO znacznie łatwiej nawiązuje parlamentarne sojusze.

(...)

Mapa wyborcza na szczeblu województw nie uległa zmianie – Andrzej Duda również sięgał w drugiej turze po te same sześć obszarów, co jego następca. Na szczeblu gmin również tegoroczne wybory mogą dowodzić, że przekonywanie "niezdecydowanych" w niesprzyjających sobie regionach nie ma sensu.

Zwłaszcza że spektakularne przepływy, jakie znamy w ramach amerykańskich "swing states", praktycznie w tych wyborach nie zaistniały. Jak wyliczał "Puls Biznesu", zaledwie 9 proc. gmin, w których w 2020 r. wygrał Rafał Trzaskowski, zmieniły swoje preferencje na bardziej konserwatywne. Regionalne uwarunkowania pozostały zatem w miarę bez zmian. Tegoroczna kampania pokazała, że nie ma większych szans na zasadniczą zmianę preferencji dużych i "odbicia" ich przez jedną bądź drugą opcję.

Gdy podziały są tak "sztywne", to frekwencja w swoich regionach staje się kluczem do sukcesu. W tych wyborach wyraźnie widać, jak partia Jarosława Kaczyńskiego okazała się silna słabością rywala. Bastiony PiS w większości były tak samo zmobilizowane, jak w wyborach parlamentarnych. PiS utrzymał wysoką mobilizację wyborców z wyborów 2023 r., gdy frekwencja była najwyższa w historii. W porównaniu do nich spadki frekwencji w podkarpackim i lubelskim to zaledwie ok. 1 pkt proc., przy zauważalnie mniejszej frekwencji w całym kraju (przypomnijmy – łączna frekwencja w tegorocznych wyborach prezydenckich to 71,63 proc., przy 74,38 proc. dwa lata temu).

Widać zatem, że do PiS przyłączyli się wyborcy z miejsc, które już wcześniej były "pisowskie", ale w mniejszym stopniu. Teraz gdy poza PiS w drugiej turze nie było już prawicowej alternatywy, a kampania przekonała ich, że stawka wyborów jest wysoka, stały się zauważalnie mocniej propisowskie.

Mobilizacja ściany zachodniej nie wytrzymała tego tempa. Tam spadek zainteresowania wyborami był dużo bardziej dotkliwy. W województwach: wielkopolskim, pomorskim i dolnośląskim frekwencja w porównaniu do 2023 r. spadła kolejno o 4,5; 3,7; 3,4 pkt proc. Tak wielki regres w porównaniu do elekcji parlamentarnej to wyjątek w historii III RP. Dotychczas to wybory prezydenckie z racji swojej plebiscytowości cieszyły się większym zainteresowaniem.

Te obserwacje nasuwają dwa główne wnioski. Po pierwsze — Polska A i Polska B okopują się na swoich pozycjach. Argumenty jednej i drugiej strony najprawdopodobniej coraz słabiej przenikają do drugiej z baniek. A duża frekwencja – choć może świadczyć o aktywności obywatelskiej – daje też do zrozumienia, że coraz większa rzesza Polaków jest czynnie zaangażowana w spór polsko-polski. Rosnąca polaryzacja, zupełnie odmienne postrzeganie rzeczywistości społecznej mogą być poważnym problemem dla poczucia wspólnotowości.

Drugi wniosek może być bardziej optymistyczny. Skoro obaj partyjni giganci są w stanie przyciągnąć do urn tak wielką rzeszę wyborców, to krytykowany często duopol PiS-PO w jakimś stopniu mimo wszystko odpowiada oczekiwaniom i interesom społecznym. Jednocześnie fakt, że poparcie dla obu bloków jest relatywnie stałe i spójne, daje nadzieję, na przewidywalność i pewną stabilność polskiej sceny politycznej. A to – w tak trudnych warunkach geopolitycznych – może okazać się nie do przecenienia.

onet.pl/Business Insider


"Wielu członków Kongresu chce, abyśmy nałożyli sankcje na Rosję tak mocne, jak to możliwe. I ja jestem tego zwolennikiem" — oświadczył w poniedziałek Johnson, zaznaczając jednak, że nie rozmawiał jeszcze na ten temat z prezydentem Donaldem Trumpem. Johnson jest najwyższym rangą Republikaninem, który opowiedział się za nałożeniem dodatkowych sankcji na Rosję. Lider partii w Senacie John Thune również w poniedziałek zadeklarował, że Senat "jest gotowy dać prezydentowi Trumpowi wszelkie narzędzia, których potrzebuje do skłonienia Rosji, aby w końcu w prawdziwy sposób podeszła do negocjacji".

"Prezydent Trump poświęcił sporo czasu na działania mające na celu zakończenie rozlewu krwi w Ukrainie, ale Władimir Putin wydaje się być bardziej zainteresowany przedłużaniem wojny niż dążeniem do pokoju" — powiedział Thune. Polityk zasugerował, że projekt ustawy o sankcjach, zgłoszony jeszcze w kwietniu i podpisany przez 82 ze 100 senatorów, mógłby zostać rozważony jeszcze w tym tygodniu. Dał jednak do zrozumienia, że wciąż czeka na "zielone światło" z Białego Domu.

Projekt ustawy autorstwa Republikanina Lindseya Grahama i Demokraty Richarda Blumenthala — nazwany przez Grahama "łamiącym kości" pakietem i najostrzejszymi sankcjami, jakie kiedykolwiek widziano w Kongresie — nakazuje administracji nałożenie sankcji na podmioty z sektora energetycznego i bankowego Rosji, a także 500-proc. ceł na państwa kupujące od niej ropę naftową.

Na uchwalenie sankcji od dłuższego czasu naciskają kongresmeni obydwu partii w obydwu izbach Kongresu USA. W poniedziałek nowy impuls nadały temu negocjacje delegacji Rosji i Ukrainy w Stambule, gdzie Rosja przedstawiła Ukrainie niemożliwe do spełnienia warunki — w tym m.in. oddanie terytoriów, których Rosja nie zajmuje i ograniczenie liczebności ukraińskiej armii. Rosja kolejny raz odrzuciła tez propozycję zawieszenia broni.

(...)

Jak powiedział PAP dyplomata jednego z państw NATO — którego Graham na bieżąco informuje o postępach projektu — choć prezydent Trump prawdopodobnie nie chce antagonizować stosunków z Putinem, wkrótce może zostać do tego zmuszony przez okoliczności i presję polityczną". "W pewnym momencie zbierze się masa krytyczna, kiedy po prostu nie będzie mógł dłużej tego wstrzymywać. Zresztą on na tym tylko traci politycznie" — powiedział rozmówca.

onet.pl/PAP


Wojna na Ukrainie będzie dłuższa i bardziej brutalna niż przewidywano na początku roku - ocenił premier Węgier Viktor Orban, ogłaszając w poniedziałek zwołanie Rady Obrony - rządowego forum decyzyjnego, kierowanego przez premiera.

W zamieszczonym na Facebooku poście Orban ogłosił, że zwołał spotkanie Rady Obrony, stwierdzając, że "musimy stawić czoła faktowi, że jedność transatlantycka gwałtownie się pogorszyła".

W ocenie węgierskiego premiera "istnieje ogromna przepaść pomiędzy +siłami pokojowymi+, kierowanymi przez prezydenta USA Donalda Trumpa, a przywódcami w Brukseli i Kijowie".

"Musimy przygotować Węgry do ataków z podwójną siłą, ponieważ Węgry są sojusznikiem prezydenta Trumpa" - zaznaczył Orban, ostrzegając przed "zintensyfikowanymi tajnymi operacjami, kampaniami oszczerstw i propagandą wojenną przeciwko Węgrom".

Premier zapewnił, że jego kraj "jest na to gotowy i będzie się bronić".

Na Węgrzech trwa obecnie referendum "Voks 2025", w którym rząd Orbana pyta swoich rodaków, czy popierają wejście Ukrainy do UE. W kraju rozwieszono plakaty z podobiznami prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen oraz lidera Europejskiej Partii Ludowej (EPL) Manfreda Webera z hasłem "Nie pozwólmy im decydować za nas".

PAP


31 maja - w przeddzień ukraińskiego ataku - Rosja przerzuciła 40 bombowców Tu-22M3 i ok. 20 proc. wszystkich Tu-95MS na lotnisko wojskowe Olenja. Jak podkreślił rosyjski ekspert wojskowy Jewgienij Damancew, było to największe przegrupowanie lotnictwa strategicznego. Rosjanie uważali, że to lotnisko wojskowe jest jednym z najlepiej chronionych.

x.com/Bielsat_pl


O ataku na lotnisko wojskowe Olenja na Półwyspie Kolskim przy granicy z Finlandią i Norwegią poinformowali jako pierwsi czytelnicy kanału “Ostorożno, nowosti”, którzy usłyszeli głośne wybuchy i zobaczyli dym pożaru. Na opublikowanych zdjęciach i nagraniach widać kłęby czarnego dymu. W bazie lotniczej Olenja stacjonują bombowce strategiczne Tu-22M3 i Tu-95MS, używane podczas ataków rakietowych na Ukrainę. 

Według opublikowanej przez kanał Baza relacji świadka drony wyleciały z naczepy ciężarówki zaparkowanej na stacji paliw przy wyjeździe z sąsiedniego Oleniegorska. 

– U nas w Oleniegorsku zaczęła się wojna. Za tym lasem widać dym. Fura stoi przy wjeździe [do miasta]. Kierowca przyjechał, biega w koło. Z jego ciążarówki wylatują drony i lecą w stronę Wysokiego. Mówi: “Podali mi punkt, kazali tu przyjechać i ktoś miał tu na mnie czekać”. Przyjechał, a tam drony wylatują. Jaka tam była strzelanina. Karabiny maszynowe, rakiety - opowiada zza kadru anonimowy mężczyzna.

Jak podaje Baza, kierowca ciężarówki został już zatrzymany. Prawdopodobnie nie wiedział, jaki ładunek przewozi. 

Doniesienia o ataku dronów dochodzą także z Syberii. Zauważyli je mieszkańcy wsi Srednij pod Usolskiem w obwodzie irkuckim. Mieści się tam baza lotnicza Biełaja, na której także bazują bombowce Tu-22M3. Na nagraniu widać, że niewielkie drony są uzbrojone w granaty kumulacyjne typu PG-7.

(...)

Źródła ukraińskiego portalu Babel w SBU potwierdziły z kolei, że zaatakowane zostały nie tylko bazy lotnicze Olenja i Biełaja, ale także Diagiljewo w obwodzie riazańskim i iwanowo w obwodzie iwanowskim. Drony miały też zaatakować lotnisko w Woskriesiensku w obwodzie moskiewskim. Nie wygląda ono jednak na bazę lotniczą, a raczej lotnisko aeroklubu. Możliwe jednak, że obiekt został został zajęty przez wojsko jako lotnisko zapasowe - dysponuje utwardzonym pasem startowym.

Taki sam atak ukraińskie siły specjalne miały dziś przeprowadzić w obwodzie amurskim na Dalekim Wschodzie. Tutaj jednak operacja nie powiodła się - drony wybuchły wewnątrz ciężarówki we wsi Sieryszewo przy granicy z Chinami. Obok znajduje się rosyjska baza lotnicza Ukrainka.

Kanał Syrena opublikował na Telegramie nagranie pożaru ciężarówki. W pewnym momencie do płonącego kontenera wchodzi mężczyzna, by następnie zginąć w wybuchu.

belsat.eu

poniedziałek, 2 czerwca 2025



W poniedziałek rano Państwa Komisja Wyborcza ogłosiła oficjalne wyniki niedzielnego głosowania w wyborach prezydenckich. Karol Nawrocki uzyskał 10 mln 606 tys. 877 głosów (50,89 proc.), zaś Rafał Trzaskowski 10 mln 237 tys. 286 głosów (49,11 proc.). Frekwencja wyniosła 71,63 proc.

PAP


Siły rosyjskie przeprowadziły największy łączony atak dronów i rakiet podczas wojny, obejmujący ponad 400 dronów na Ukrainę, w nocy z 31 maja na 1 czerwca. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że siły rosyjskie wystrzeliły trzy rakiety balistyczne Iskander-M/KN-23 z obwodów Kurska i Woroneża oraz cztery powietrzne i naziemne pociski manewrujące Ch-101 i Iskander-K z nieokreślonych kierunków. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że siły rosyjskie wystrzeliły również 472 drony Szahed i wabiki z kierunków miast Kursk, Orzeł i Briańsk; Millerowo w obwodzie rostowskim; Szatałowo w obwodzie smoleńskim; i Primorsko-Achtarsk w Kraju Krasnodarskim. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że siły ukraińskie zestrzeliły trzy rakiety Ch-101/Iskander-K i 213 dronów nad północną, wschodnią, południową, zachodnią i centralną Ukrainą, a 172 drony zostały „utraconych” lub stłumione przez ukraińską wojnę elektroniczną (EW). Ukraińscy urzędnicy poinformowali, że siły rosyjskie uderzyły w obwody dniepropietrowski, charkowski, kijowski i odeski oraz uszkodziły infrastrukturę cywilną i wojskową.

Siły ukraińskie nie były w stanie zestrzelić żadnej z trzech rakiet balistycznych, które Rosja wystrzeliła w nocy. Siły ukraińskie mają problemy z przechwytywaniem rakiet balistycznych z powodu ograniczonej liczby amerykańskich systemów obrony powietrznej i przechwytywaczy Patriot. ISW nadal ocenia, że ​​rosyjskie ataki rakietowe zmuszają Ukrainę do podejmowania trudnych decyzji co do tego, które obszary Ukrainy chronić za pomocą ograniczonych systemów Patriot. Rzecznik ukraińskich sił powietrznych, pułkownik Jurij Ihnat, oświadczył 24 maja, że ​​siły ukraińskie mają problemy z użyciem systemów obrony powietrznej Patriot do zestrzeliwania zmodyfikowanych rosyjskich rakiet balistycznych Iskander-M z powodu ostatnich rosyjskich ulepszeń, w tym udoskonaleń umożliwiających pociskowi zmianę trajektorii i wykonywanie manewrów, zamiast lotu w linii prostej. The Economist poinformował 25 maja, że ​​ukraińskie źródła rządowe szacują, że Kreml ma zapas 500 rakiet balistycznych.

(...)

Siły rosyjskie nadal dostosowują swoje pakiety uderzeniowe, aby przytłoczyć ukraińską obronę powietrzną. Rosja wystrzeliła największą liczbę dronów w wojnie w nocy z 31 maja na 1 czerwca. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył 1 czerwca, że ​​Rosja zwiększa liczbę dronów na uderzenie każdego tygodnia. The Economist niedawno poinformował, że Rosja jest w stanie wyprodukować około 100 Shahedów dziennie, a coraz większe pakiety uderzeniowe dronów Rosji są bezpośrednim wynikiem tej zwiększonej produkcji. Według doniesień siły ukraińskie nie były w stanie zestrzelić 67 z 355 dronów w nocy z 25 na 26 maja, a siły ukraińskie nie były w stanie zestrzelić 87 z 472 rosyjskich dronów w nocy z 31 maja na 1 czerwca, co wskazuje, że rosyjska taktyka wykorzystania ogromnej liczby dronów okazuje się skuteczna.

understandingwar.org

Ukraina przeprowadziła serię jednoczesnych i szeroko zakrojonych ataków dronów na wiele baz lotniczych w Rosji 1 czerwca. Źródła w Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowały różne media, że ​​SBU przeprowadziła szeroko zakrojone ataki dronów z perspektywy pierwszej osoby (FPV), które uderzyły w cztery bazy lotnicze w Rosji. Źródła w SBU poinformowały, że siły ukraińskie zaatakowały bazę lotniczą Belaya w obwodzie irkuckim; bazę lotniczą Olenya w obwodzie murmańskim; bazę lotniczą Diagilevo w obwodzie riazańskim; i bazę lotniczą Iwanowo w obwodzie iwanowskim. Źródła w SBU potwierdziły, że ukraińscy operatorzy dronów zaatakowali 41 rosyjskich bombowców strategicznych, w tym samoloty radarowe dalekiego zasięgu A-50 oraz bombowce strategiczne Tu-95 i Tu-22M3 – samoloty ze stałym skrzydłem, których Rosja używa do wykrywania ukraińskiej obrony powietrznej i wystrzeliwania pocisków manewrujących przeciwko Ukrainie. SBU poinformowała, że ​​operacja wyrządziła Rosji szkody o wartości około 7 miliardów dolarów. Źródła SBU potwierdziły, że SBU ułatwiła ataki dronów, transportując drony FPV do Rosji w nieokreślonym czasie; przechowując drony FPV w ciężarówkach przewożących jednostki ładunkowe z chowanymi dachami; parkując ciężarówki w pobliżu rosyjskich baz lotniczych; i zdalnie otwierając dachy ciężarówek i wystrzeliwując FPV. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski potwierdził, że w operacji wykorzystano 117 dronów i zniszczono 34 procent rosyjskich strategicznych nośników pocisków manewrujących. Zełenski oświadczył, że władze Ukrainy wycofały z Rosji ludzi, którzy „pomagali” Ukrainie w operacji przed operacją. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) twierdziło, że siły ukraińskie przeprowadziły ataki dronów FPV na bazy lotnicze w obwodach irkuckim i murmańskim, powodując podpalenie kilku samolotów. Rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdziło, że siły rosyjskie odparły wszystkie ataki na bazy lotnicze w obwodach iwanowskim, riazańskim i amurskim, a rosyjskie władze podobno powiązały to z rosyjską opozycyjną agencją Mediazona, która podała, że ​​władze ukraińskie planują przeprowadzić ataki dronów FPV na bazę lotniczą w obwodzie amurskim. Rosyjskie źródła twierdziły natomiast, że ciężarówka przewożąca drony FPV w pobliżu bazy lotniczej Ukrainika w obwodzie amurskim zapaliła się, zanim siły ukraińskie zdążyły wystrzelić drony.

Ukraina nadal wprowadza innowacje w technologii i taktyce dronów, aby osiągnąć zaskoczenie operacyjne i skutecznie atakować rosyjską infrastrukturę wojskową na tyłach. SBU była podobno w stanie wystrzelić drony FPV w pobliżu docelowych rosyjskich baz lotniczych, co prawdopodobnie umożliwiło dronom FPV uniknięcie rosyjskich systemów walki elektronicznej (EW) i uniemożliwiło rosyjskim obrońcom powietrznym wykrycie dronów. Innowacyjne wykorzystanie przez SBU ciężarówek do wystrzeliwania dronów FPV bezpośrednio na terytorium Rosji umożliwiło ukraińskim operatorom dronów atakowanie celów głęboko na tyłach Rosji i przeprowadzenie pierwszego ataku dronów podczas wojny przeciwko celowi na Syberii. Taktyka SBU polegająca na użyciu dronów FPV, a nie dronów dalekiego zasięgu typu samolotowego, pozwoliła również operatorom dronów zachować zaskoczenie operacyjne, aby zadać maksymalne szkody i zminimalizować okno reakcji Rosji.

Operacja ataku dronów na strategiczne samoloty rosyjskie może przynajmniej tymczasowo ograniczyć zdolność Rosji do przeprowadzania ataków dronów i rakiet dalekiego zasięgu na Ukrainę. Operacja Ukrainy z 1 czerwca była skierowana przeciwko samolotom, których Rosja używa do wystrzeliwania pocisków manewrujących przeciwko Ukrainie, oraz przeciwko powietrznym systemom wczesnego ostrzegania i kontroli (AEW&C), których Rosja używa do identyfikowania ukraińskich systemów obrony powietrznej i koordynowania rosyjskich myśliwców. Rosja regularnie rozmieszcza Tu-95 i Tu-22M3 w celu wystrzeliwania pocisków manewrujących Ch-101/Ch-555 i Ch-59/69 przeciwko Ukrainie. Zestrzelenie rosyjskiego samolotu A-50 wcześniej tymczasowo ograniczyło działania rosyjskiego lotnictwa nad Ukrainą. (...)

Rosja prawdopodobnie będzie miała trudności z zastąpieniem samolotów, które siły ukraińskie uszkodziły i zniszczyły. Forbes podał we wrześniu 2023 r., że jeden samolot A-50 kosztuje około 500 milionów dolarów, a Kyiv Independent poinformował 1 czerwca, że ​​Rosja ma w użyciu mniej niż 10 A-50. Ukraiński obserwator wojskowy Jurij Butusow stwierdził 1 czerwca, że ​​siły ukraińskie zniszczyły niektóre samoloty strategiczne, których Rosja obecnie nie produkuje. Powiązany z Kremlem rosyjski bloger wojskowy twierdził, że Rosja nie produkuje już podwozi bombowców Tu-95 i Tu-22 i zauważył, że podwozia /kadłuba - red./ nie da się zastąpić. The Economist poinformował 1 czerwca, że ​​Rosja prawdopodobnie ma łącznie mniej niż 90 sprawnych Tu-22, Tu-95 i Tu-160. Źródła ukraińskie niedawno zauważyły, że Rosja coraz częściej używa samolotów Suchoj — a nie bombowców strategicznych — do wystrzeliwania pocisków manewrujących. Rosja najprawdopodobniej zdecydowała się na zakup samolotów Suchoja, aby nie narażać się na ryzyko związane z bombowcami strategicznymi, co sugeruje, że Rosja jest zaniepokojona ograniczoną liczbą bombowców strategicznych.

(...)

Moskiewskie media państwowe Moskovsky Komsomolets wzmocniły twierdzenia rosyjskiego politologa Siergieja Markowa, że ​​ukraińskie ataki na bazy lotnicze w Rosji są podstawą użycia broni jądrowej zgodnie z rosyjską doktryną nuklearną, ponieważ ataki te były wymierzone w strategiczny potencjał nuklearny Rosji. Wielu rosyjskich milblogerów, w tym milblogerzy powiązani z Kremlem, wysuwało podobne twierdzenia na temat doktrynalnego użycia broni jądrowej przez Rosję i wyraźnie wzywało Rosję do użycia broni jądrowej przeciwko Ukrainie w odpowiedzi na ataki.

understandingwar.org


Brytyjski minister obrony John Healey stwierdził w niedzielę, że Wielka Brytania straciła kontrolę nad swoimi granicami w ciągu ostatnich pięciu lat - podała stacja Sky News. Dzień wcześniej prawie 1200 imigrantów przepłynęło nielegalnie małymi łodziami przez kanał La Manche.

Szef resortu ocenił, że poprzedni konserwatywny rząd pozostawił brytyjską politykę azylową "w chaosie" i obecny rząd musi sobie radzić z "rekordowym poziomem imigracji".

Władze brytyjskie podały, że w sobotę przez kanał La Manche przepłynęło 1194 imigrantów na 18 małych łodziach. Jest to najwyższa w tym roku liczba osób, które próbowały się dostać nielegalnie do Wielkiej Brytanii w ciągu jednego dnia. Poprzedni rekord padł w maju i było to 825 osób. W brytyjsko-francuskiej akcji ratującej imigrantów wzięło udział 11 statków oraz dwa samoloty.

Healey opisał sobotnie zdarzenie jako "szokujące", mówiąc, że na francuskim nabrzeżu przemytnicy ładowali ludzi do małych łodzi "jak do taksówek". Minister powiedział, że Francja zgodziła się na zmianę przepisów, tak aby policja mogła przechwytywać łodzie na wodzie i na lądzie, ale jeszcze nie wdrożyła tych zmian w życie. "Uzgodniliśmy, że (Francuzi) zmienią sposób działania, a teraz skupiamy się na tym, żeby ich zmusić, żeby wprowadzili prawo w życie, dzięki czemu będą mogli przechwytywać przemytników i zatrzymywać ludzi na łodziach, a nie tylko na brzegu" - wyjaśnił.

Ministerstwo spraw wewnętrznych opublikowało w czwartek dane, z których wynika, że Francja przechwytuje w kanale La Manche najmniej imigrantów w historii. W tym roku francuska policja zabiegła dotarciu do Wielkiej Brytanii 8347 osobom, które próbowały dostać się nielegalnie na brytyjskie wyspy, co oznacza 38 proc. skuteczności. W 2024 r. policja osiągnęła skuteczność w 45 proc., a w 2023 r, w 47 proc.

Od początku 2025 r. ponad 14,6 tys. osób próbowało przedostać się nielegalnie do Zjednoczonego Królestwa przepływając kanał La Manche. Oznacza to wzrost o ponad 30 proc. w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym. To także najwyższa liczba w ciągu pierwszych pięciu miesięcy w roku, odkąd w 2018 r. zaczęły przypływać do brzegów Wielkiej Brytanii małe łodzie z imigrantami.

PAP