niedziela, 6 kwietnia 2025



Podstawowa idea była prosta. Najpierw wzięto nadwyżkę handlową danego kraju w wymianie z USA, a następnie podzielono ją przez jego całkowity eksport do Stanów, co pozwoliło określić, jak duży procent eksportu stanowi nadwyżka. Otrzymany w ten sposób wynik podzielono na pół – i to właśnie miała być „zdyskontowana” stawka celna.

Przykład można zobaczyć na Chinach. Państwo Środka miało nadwyżkę handlową w wysokości 295 mld USD, co oznacza, że o tyle więcej eksportowały do USA, niż z nich importowały. Ich całkowity eksport do Stanów wynosił 438 mld USD, więc po podzieleniu nadwyżki przez tę wartość otrzymano 0,68, czyli 68% – tyle stanowiła nadwyżka w relacji do eksportu. Następnie wynik ten podzielono na pół, co dało 34%. Właśnie tyle wyniosła ostateczna stawka celna.

W ten sam sposób obliczano taryfy dla Japonii, Korei Południowej i Unii Europejskiej.

bankier.pl


„Jeżeli jesteś około pięć lat przed emeryturą lub pięć lat po przejściu na nią, to jesteś najbardziej narażony na ryzyko finansowe” - wyjaśnia „NYT”. Jest za późno, by liczyć na to, że za 10 lat wyjdziesz na swoje, bo w długim okresie wartość akcji zawsze się odbija. Jeśli nadal pracujesz, istnieje też ryzyko, że recesja zlikwiduje twoje miejsce pracy. Tak czy inaczej, jest to okres, który doradcy finansowi nazywają często „strefą zagrożeń emerytury” - pisze nowojorski dziennik.

Amerykanom w takiej sytuacji doradcy zalecają odłożyć przejście na emeryturę o kilka lat, ograniczyć wydatki, a w portfelu inwestycyjnym zwiększyć udział „konserwatywnych walorów” jak obligacje czy jednostki funduszy działających na rynku pieniężnym.

Jak podaje stowarzyszenie doradców emerytalnych USA (ASPPA), inwestycje w pogramy emerytalne odpowiadają obecnie za około połowę rynków kapitałowych. W XX wieku natura rynków kapitałowych została fundamentalnie zmieniona właśnie przez plany emerytalne i oszczędnościowe Amerykanów, podczas gdy jeszcze na początku tego stulecia na giełdzie inwestowano po to, by zachować lub powiększyć prywatne majątki.

W 2021 roku wartość aktywów na rynkach kapitałowych związanych z planami emerytalnymi wynosiła blisko 35,5 bilionów dol., toteż „polityka emerytalna i polityka wobec rynków kapitałowych są ze sobą nierozerwalnie związane” - pisze ASSPA na stronach stowarzyszenie, zastrzegając, że „do niektórych polityków” informacja ta nie dotarła.

Amerykanom, którzy są w wieku zwanym „strefą zagrożeń emerytury” Michelle Singletary zaleca „nie zaglądać” na notowania akcji, ponieważ „pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć”. Dan Egan z firmy doradztwa inwestycyjnego Betterment wyjaśnia w rozmowie z „WP”, że „reakcje odruchowe na lęk wywołany spadkami (akcji) mogą wyrządzić większe długoterminowe szkody niż same spadki”. Mogą też nasilić owczy pęd do pozbywania się akcji, których wartość spada, co grozi krachem.

PAP


Naukowcy z Brown University School of Public Health porównali zamożność i wskaźniki przeżywalności 73 tys. mieszkańców USA oraz Europy, w wieku 50-85 lat. Chcieli określić, czy istnieją jakieś różnice w długości życia między tymi populacjami oraz czy na przeżywalność może wpływać stan majątkowy.

Odkryli, że w ciągu ostatniej dekady Amerykanie byli zdecydowanie bardziej narażeni na śmierć niż mieszkańcy Starego Kontynentu, a osoby bogatsze żyły tam dużo dłużej niż uboższe. W Europie dysproporcje te były znacznie mniejsze.

(...)

Jeśli chodzi o konkrety, to najbogatsze osoby z USA miały aż o 40 proc. niższy wskaźnik umieralności niż żyjące tam osoby najbiedniejsze. Taka sama różnica (40 proc.) była między mieszkańcami Europy kontynentalnej a Amerykanami (na niekorzyść tych drugich), przy czym dla osób z Europy Południowej wynosiła 30 proc., a osób z Europy Wschodniej 13-20 proc.

Najbogatsi mieszkańcy USA żyli średnio krócej niż najbogatsi Europejczycy. Co więcej - ci pierwsi mieli wskaźniki przeżywalności porównywalne do najbiedniejszych mieszkańców zachodnich części Europy, takich jak Niemcy, Francja i Holandia.

„Otrzymane wyniki są jaskrawym dowodem na to, że nawet najbogatsi Amerykanie nie są chronieni przed systemowymi problemami, przyczyniającymi się do niższej oczekiwanej długości życia, np. nierównościami ekonomicznymi, ani przed czynnikami ryzyka, takimi jak stres, dieta lub zagrożenia środowiskowe” - powiedziała jedna z autorek badania prof. Irene Papanicolas.

Ona i jej koledzy przeanalizowali też, jakie czynniki mogą powodować tak duże różnice w przeżywalności między oboma kontynentami. Na pierwszym miejscu wskazali gorzej funkcjonujące systemy ubezpieczeń społecznych i duże nierówności strukturalne w USA. „Choć z pozoru dotykają one najbiedniejszych mieszkańców USA, to ostatecznie sprawiają, że nawet ci najbogatsi są bardziej narażeni na zgon” - zauważyli badacze.

Wśród pozostałych przyczyn wymienili czynniki kulturowe i behawioralne, takie jak dieta, palenie papierosów i ograniczona mobilność społeczna. Np. wysokie wskaźniki palenia oraz mieszkanie na obszarach wiejskich - oba czynniki powiązane z gorszym stanem zdrowia - były bardziej powszechne w USA.

Naukowcy podkreślili również, że w USA bardzo widoczny jest tzw. efekt przetrwania. Chodzi o to, że osoby uboższe, w gorszym stanie zdrowia, częściej umierają wcześniej, więc wśród starszych grup społecznych dominują ludzie bogatsi. Tworzy to iluzję, że nierówności majątkowe zmniejszają się wraz z wiekiem. W rzeczywistości jest inaczej. „W USA nierówności majątkowe zmniejszają się po 65. roku życia wyłącznie dlatego, że najbiedniejsi Amerykanie umierają dużo wcześniej” - wyjaśniła prof. Papanicolas.

(...)

PAP

piątek, 4 kwietnia 2025



Czym jest (a właściwie był) "Rosyjski pierścień" wokół Turcji? Otóż to nieformalna koncepcja Rosyjska powstrzymująca wpływy Turcji na sąsiedni kraje i jej izolację. Relacje Turcji i Rosji to nie wrogowie, ani sojusznicy. To rywale o regionalne wpływy.

W latach 90 powstała pewna regionalna pustka, którą Turcja wykorzystała to promocji siebie jako siły regionu, min. zdobywając sojusznika w postaci Azerbejdżanu. Jednak mimo upadku ZSRR, jego sukcesor Federacja Rosyjska za cel postawiła sobie za cel odzyskanie wpływów w krajach postsowieckich i dalej. W tym celu w 1992 roku podpisała Układ Taszkiencki, będący zalążkiem OBWE (organizacji nazywanej dziś Rosyjskim NATO). Jednym z krajów który wzięła pod swoją protekcję była Armenia za pomocą której Rosja zamierzała odzyskiwać wypływy w regionie Kaukazu. Tak rozpoczęła się Turecko-Rosyjska rywalizacja o Kaukaz, przypominającą tą toczoną w ubiegłych wiekach, z tym że teraz Turcy wspomagali Azerbejdżanów, a Rosjanie Ormian.

Oczywiście oba państwa nigdy nie były ze sobą otwarcie wrogie, ale w sekretach gabinetów to Putin chciał "przekonać" Ankarę, że to Moskwa ma pierwszeństwo w ich relacjach. Tak w 2008 roku zaatakował Gruzję, i choć powody tej wojny nie miały nic wspólnego z rywalizacją Turecko-Rosyjską, to jednak skutkiem było wzmocnienie Rosji na Kaukazie i kontrola nad dwoma pseudo republikami. Turcja patrzyła na to zupełnie inaczej niż my, i widziała w tym swoje własne problemy.

Prawdziwym zwrotem jednak była ostatnia dekada. 2014 - Rosjanie przejmują Krym uzyskując bezpośrednią dominację na Morzu Czarnym. I znowu pośrednim skutkiem jest spadek znaczenia Turcji. 2015 - Rosja interweniuje w Syrii - południowego sąsiada Rosji. Armia Assada odnosi zwycięstwa a kraj się stabilizuje stając się sojusznikiem Rosji. Mimo że interwencja miała zwiększyć Rosyjską projekcję na Bliskim Wschodzie, tym razem Rosji udaje się praktycznie okrążyć Turcję. 

Bardzo cichy proces którego Europa nie obserwowała, a obserwowali ją Turkowie i ich elity. Szczególnie niebezpieczne przez Rosję było posiadanie południowego sąsiada Turcji. Z tej perspektywy operacja "Źródło Pokoju" w 2019 roku w Syrii, nie była tylko turecką operacją przeciwko Kurdom, ale także odstraszająca pełną dominację w Syrii Rosji. 

Oczywiście punktem zwrotnym była Rosyjska inwazja na Ukrainę w 2022 roku. Ale zanim do niej przejdziemy wróćmy do Armenii. W 2018 roku odbywa się tam Ormiańska Rewolucja, która pozbawia władzy prorosyjski klan Karabaski w Erewaniu, a władzę tam przejmuje obecny premier - Nikol Paszynian. Oczywiście nie sprawia to że Armenia przestaje być sojusznikiem Rosji, ale z pewnością bardziej liberalny Paszynian nie był Rosji na rękę.

Tak dochodzimy do 24 lutego 2022 - inwazja która zmienia wszystko i nic. Gospodarczo Turcja potrzebuje Rosji, stąd Turecki brak sankcji, relacje trwają nadal, a oburzenie zachodu na Turcję rośnie. Jednak pełnoskalowa wojna z Ukrainą osłabia Rosję. Wykorzystują to Azerbejdżanowie atakując Armenię w Górskim Karabachu 20 listopada 2022, zmuszając Armenię do pełnego wycofania się z Karabachu (tak zwana druga wojna Karabaska). Oczywiście Rosja zaangażowana w tym samym czasie w Chersoniu i Kursku nie może pomóc swojemu sojusznikowi. Baku "kończy robotę" w tak zwanej 3 wojnie Karabaskiej we wrześniu 2023. Armenia z liberalnym Paszynianem kwestionuje Rosyjski sojusz w ramach OBWE, i oddala się od Moskwy, a Rosyjski kontyngent ucieka w popłochu. Zaznaczam że gdyby klan Karabaski nadal rządził w Armenii, takie konsekwencje nie były by możliwe. Dziś Paszynian jednoznacznie mówi że nie widzi już Rosji jako sojusznika, a Moskwa, ku uciesze Turcji traci swoje wpływy.

No i tym sposobem dochodzimy do ostatnich wydarzeń w Syrii i spektakularnego upadku Baszara Assada, w którym rebelianci Syryjscy wspierani przez Turcję (HTS i sojusznicy) a także bezpośrednio kontrolowani przez nią (Narodowa Armia Syryjska) obalają sojusznika Rosji. Oczywiście wątek Syryjski wymagałby osobnego omówienia, bo to co napisałem to naprawdę wielkie uproszczenie, dodając fakt że prawdopodobnie początkowo sam atak rebeliantów przez Turcję wspierany nie był, to jednoznacznym faktem jest upadek Rosyjskich wpływów w Syrii, na rzecz mniej lub bardziej przychylnych Ankarze. 

x.com/RHSzydlowski

czwartek, 3 kwietnia 2025



Donald Trump powiedział, że podpisze rozporządzenie wykonawcze ogłaszające "wzajemne cła na kraje na całym świecie". Powtórzył też wprowadzenie 25-procentowych ceł na samochody. W przypadku innych produktów, poziom ogólny ceł jest różny dla poszczególnych krajów, minimalny poziom to 10 proc. 

I tak, dla Chin to 34 proc., dla Unii Europejskiej 20 proc., Szwajcarii 31 proc., a Wielkiej Brytanii już "tylko" 10 proc. Dla Japonii 24 proc., Korei Południowej 25 proc., Tajwanu 32 proc., Malezji 24 proc., Indii 26 proc., Brazylii 10 proc., Indonezji 32 proc., Wietnamu 46 proc., Kambodży 49 proc., Singapuru 10 proc., Ukrainy 10 proc., Wenezueli 15 proc., RPA 30 proc., Bangladeszu 37 proc., Izraela i Filipin - po 17 proc., Chile, Australii i Turcji - po 10 proc., Pakistanu - 29 proc. Kanada i Meksyk nie zostały wymienione w tabeli, którą rozdano dziennikarzom.

"2 kwietnia 2025 r. na zawsze zostanie zapamiętany jako dzień, w którym odrodził się amerykański przemysł, dzień odzyskania przeznaczenia Ameryki i dzień, w którym zaczęliśmy ponownie czynić ją bogatą, dobrą i zamożną. Przez dziesięciolecia nasz kraj był rabowany, plądrowany, gwałcony przez narody bliskie i dalekie, zarówno przyjaciół, jak i wrogów" - od takich słów prezydent zaczął swoje wystąpienie w Ogrodzie Różanym Białego Domu. Trump jest przekonany, że cła wywołają ożywienie w przemyśle, budowę nowych fabryk i nowe miejsca pracy. "A ostatecznie większa produkcja w kraju oznacza silniejszą konkurencję i niższe ceny dla konsumentów. To będzie rzeczywiście złoty wiek Ameryki".

gazeta.pl


Rosyjscy urzędnicy nadal wykorzystują niejasne lub niesfinalizowane warunki tymczasowego zawieszenia broni w sprawie infrastruktury energetycznej. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow twierdził 2 kwietnia, że ​​tymczasowe zawieszenie broni w sprawie infrastruktury energetycznej obowiązuje, i że Rosja przestrzega zawieszenia broni. Pieskow twierdził, że Ukraina „nie przystąpiła” do tymczasowego zawieszenia broni „zasadniczo” i że Rosja zamierza omówić to ze Stanami Zjednoczonymi. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow twierdził 1 kwietnia, że ​​Rosja przekazała listę rzekomych naruszeń zawieszenia broni przez Ukrainę doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego USA Mike’owi Waltzowi, sekretarzowi stanu USA Marco Rubio, Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) i Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) twierdziło 2 kwietnia, że ​​siły ukraińskie „systematycznie” przeprowadzają ataki dronów i artylerii na rosyjską infrastrukturę energetyczną. Dokładne kontury tymczasowego zawieszenia broni w zakresie infrastruktury energetycznej pozostają niejasne, a Ukraina i Rosja nie wydają się formalnie uzgodnić listy obiektów objętych zawieszeniem broni ani rodzajów ataków zakazanych. ISW wcześniej zauważył, że nie jest jasne, czy tymczasowe zawieszenie broni zabrania atakowania infrastruktury energetycznej przy użyciu artylerii rakietowej lub lufowej o krótszym zasięgu.  Nie jest również jasne, w jaki sposób Ukraina mogłaby naruszyć tymczasowe zawieszenie broni, do którego „nie przystąpiła”.

Amerykańscy urzędnicy podobno nadal przyznają, że prezydent Rosji Władimir Putin nie chce zobowiązać się do ogólnego zawieszenia broni na Ukrainie. Dwóch amerykańskich urzędników zaznajomionych ze sprawą powiedziało agencji Reuters 1 kwietnia, że ​​wysocy rangą urzędnicy administracji Trumpa omawiali prawdopodobieństwo, że Stany Zjednoczone nie będą w stanie zapewnić długoterminowego porozumienia pokojowego na Ukrainie w nadchodzących miesiącach i przygotowują nowe plany, aby wywrzeć presję na Rosję i Ukrainę, aby zawarły porozumienie. Źródła zauważyły, że urzędnicy administracji Trumpa przyznali, że Putin aktywnie sprzeciwia się wysiłkom USA zmierzającym do osiągnięcia porozumienia pokojowego na Ukrainie i wykorzystali serię spotkań i rozmów telefonicznych w weekend 29-30 marca, aby omówić możliwe mechanizmy, które miałyby doprowadzić Rosję do stołu negocjacyjnego. Wysoki rangą urzędnik amerykański stwierdził, że administracja Trumpa rozważa nałożenie dodatkowych taryf i sankcji na Rosję. Inne źródło zaznajomione z dyskusjami podobnie powiedziało Fox News 1 kwietnia, że ​​prezydent USA Donald Trump uważa, że ​​Putin „powolnie toczy” negocjacje w sprawie ogólnego zawieszenia broni na Ukrainie i że administracja Trumpa rozważa zwiększenie sankcji wobec Rosji, aby zmusić Putina do stołu negocjacyjnego. Trump niedawno powiedział NBC News, że rozważa dodatkowe sankcje przeciwko rosyjskiej ropie naftowej i stwierdził podczas konferencji prasowej 30 marca, że ​​istnieje nieokreślony „termin psychologiczny”, do którego Rosja musi się zgodzić na ogólne porozumienie o zawieszeniu broni. ISW wcześniej zauważył, że Stany Zjednoczone ani szerszy Zachód nie są w stanie wywierać maksymalnej presji na Rosję za pomocą samych narzędzi ekonomicznych, ponieważ trwające i prognozowane przyszłe zmagania gospodarcze Rosji są ściśle powiązane ze stratami militarnymi Rosji na polu bitwy. Stany Zjednoczone mogą wykorzystać słabości Rosji i osiągnąć silniejszą pozycję negocjacyjną, kontynuując — lub zwiększając — pomoc wojskową dla Ukrainy w taki sposób, aby siły ukraińskie mogły nadal zadawać Rosji znaczne straty w sile roboczej i materiałach.

understandingwar.org

środa, 2 kwietnia 2025



Michał Niewiadomski: Podsumowując ostatnie miesiące, widzimy, że do Europy napływa kapitał z Wall Street. Jak pan to ocenia?

Marek Rogalski: Wygląda na to, że inwestorzy przenoszą środki z amerykańskiej giełdy, która osiągnęła bardzo dobre wyniki w zeszłym roku, w kierunku innych interesujących rynków. Europa, wcześniej nieco zapomniana, teraz ożywa, zwłaszcza w kontekście rosnących wydatków zbrojeniowych, które będą większe w nadchodzących kwartałach i latach. Dodatkowo sytuacja w Niemczech, gdzie wprowadzono nowy pakiet stymulacyjny, stanowi istotną zmianę w podejściu do kwestii długu. To może być impuls dla ożywienia gospodarki europejskiej, co dostrzegają inwestorzy. Indeks DAX na giełdzie niemieckiej od stycznia notuje znaczny wzrost, a w Polsce również obserwujemy przełom w postrzeganiu naszej giełdy.

A co z walutami? Widzimy osłabienie dolara oraz euro w parze ze złotym. Jakie są pana prognozy?

Dolar osłabł w ostatnich dwóch miesiącach, co jest wynikiem rozczarowania polityką Donalda Trumpa. Wzrost rentowności obligacji niemieckich oraz ożywienie w strefie euro wspierają złotego. Możliwe, że w Polsce stopy procentowe zostaną obniżone, co może wpłynąć na osłabienie złotego.

Jakie są oczekiwania wobec Europejskiego Banku Centralnego?

Rynek oczekuje dwóch obniżek stóp procentowych w strefie euro. Podobne prognozy dotyczą Fedu, gdzie możliwe są obniżki od lipca.

A co z wojną handlową? Czy zapowiedzi Trumpa są preludium do większych konfliktów?

Kwiecień może być kluczowy. Trump zapowiada zmiany w polityce handlowej, ale obawy o negatywne skutki wojny celnej są uzasadnione. W krótkim okresie inflacja w USA może wzrosnąć, ale w dłuższej perspektywie może dojść do recesji.

Złoto zyskuje. Jak pan to interpretuje?

Złoto wróciło do łask, głównie z powodu obaw związanych z sytuacją geopolityczną. Wzrosty notowań złota są bardziej stabilne niż w przypadku bitcoina, który reaguje na sentymenty na Wall Street.

Jakie są prognozy dla europejskiej gospodarki?

Mówi się o skromnym ożywieniu, ale wzrost gospodarczy w Europie pozostaje na niskim poziomie. Niemcy mogą być kluczowe dzięki pakietowi infrastrukturalnemu, ale w dłuższej perspektywie amerykańska gospodarka wydaje się bardziej obiecująca.

bankier.pl


W nowojorskim świecie biznesu lat 80. Donald Trump wypracował sobie wyjątkową metodę komunikacji z mediami. "John Barron" stał się jego najbardziej znanym alter ego — fikcyjnym wiceprezesem Trump Organization i rzecznikiem, który regularnie kontaktował się z dziennikarzami. Pod tą wymyślną maską Trump mógł swobodnie kreować swoją reputację, bronić kontrowersyjnych decyzji i przekazywać informacje, których nie chciał bezpośrednio łączyć ze swoim nazwiskiem.

Pomysł na stosowanie pseudonimu nie był jednak oryginalnym konceptem Donalda Trumpa. Według magazynu "Fortune" jego ojciec, Fred Trump, również stosował tę taktykę, używając pseudonimu "Pan Green". Syn poszedł w ślady ojca, ale rozwinął tę praktykę na znacznie większą skalę, wykorzystując różne nazwiska do lansowania pomysłów, budowania własnego wizerunku i przekazywania mediom informacji na temat swoich rozwodów.

Najsłynniejszym i najdłużej używanym pseudonimem Trumpa był "John Barron", którego pierwszy raz wykorzystał w 1980 r. Jak podaje "The Washington Post", Barron był "stałym pseudonimem, gdy [Trump] znajdował się pod obserwacją, potrzebował twardego przedstawiciela lub chciał przekazać wiadomość bez podpisywania jej własnym nazwiskiem". Barron przedstawiany był jako wiceprezes Trump Organization i występował jako rzecznik swojego szefa.

Pseudonim po raz pierwszy pojawił się w artykule z 7 maja 1980 r., gdzie "John Barron, wiceprezes Trump Organization" przekazywał mediom plotki o potencjalnej transakcji wartej miliard dolarów na zakup World Trade Center. W artykule "New York Times" z 6 czerwca 1980 r., "Barron" bronił kontrowersyjnej decyzji Trumpa o zniszczeniu rzeźb z budynku Bonwit Teller, które obiecał przekazać Metropolitan Museum of Art.

Z biegiem lat "John Barron" stał się coraz bardziej aktywny. W 1984 r., rozmawiając z dziennikarzem "Forbesa" Jonathanem Greenbergiem, "Barron" celowo wprowadził go w błąd na temat majątku i aktywów Trumpa, aby umieścić go na liście Forbesa 400 najbogatszych Amerykanów. "Barron stwierdził, że 'większość aktywów [ojca Donalda, Freda Trumpa] została skonsolidowana przez pana [Donalda] Trumpa'" — pisał później Greenberg. W 2018 r. dziennikarz odnalazł i upublicznił oryginalne nagrania rozmowy z "Barronem" i przyznał, że jest zaskoczony, że nie rozpoznał podstępu: "Chociaż Trump zmienił sposób mówienia i udawał nieco silniejszy nowojorski akcent, wyraźnie to był on".

"Barron" odegrał również kluczową rolę w nagłośnieniu innych biznesów Trumpa. W 1985 r. nakłaniał właścicieli drużyn United States Football League do częściowego zwrotu kosztów, które Trump poniósł na zakup drogiego zawodnika. "Kiedy facet wydaje więcej pieniędzy, niż wart jest zawodnik, spodziewa się częściowego zwrotu kosztów od innych właścicieli" — mówił "Barron" cytowany przez "ProPublicę". Niektórzy dziennikarze z czasem zaczęli podejrzewać, że za Barronem kryje się sam Trump, ale trudno im było udowodnić tę teorię.

Jak zauważa były zastępca redaktora naczelnego agencji UPI David Tucker: "Niektórzy reporterzy zastanawiali się, czy Barron to w rzeczywistości sam Trump". Barbara Res, była wiceprezes Trump Organization, tłumaczyła później w materiale PBS: "Nie sądzę, żeby Donald był koniecznie wymijający wobec prasy, gdy używał swojego alter ego Johna Barrona. Myślę, że dawało mu to możliwość powiedzenia rzeczy, których nie mógł powiedzieć jako Donald Trump". Nowojorscy redaktorzy wspominali, że "telefony od Barrona były w pewnym momencie tak powszechne, że stały się powtarzającym się żartem w redakcji".

Kariera "Johna Barrona" dobiegła końca w 1990 r., gdy Trump został zmuszony do zeznawania pod przysięgą w procesie sądowym. Przyznał wówczas: "Używałem tego nazwiska". "The Washington Post" sugeruje, że Trump mógłby używać pseudonimu dłużej, gdyby nie "proces, w którym zeznał pod przysięgą w 1990 roku". 

onet.pl/Fakt.pl


Politico: - Jeśli nie dostrzegliśmy tego w przemówieniu wiceprezydenta J.D. Vance'a na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, to z pewnością dowiedzieliśmy się z czatu na Signalu, że ma on wiele pogardy dla Europy. Dał jasno do zrozumienia, że jego zdaniem interwencja wobec Hutich to ratowanie Europy. Czy możesz powiedzieć, co kryje się za tą niechęcią J.D. Vance'a do Europy? Oczywiście nie zgadzasz się z tym, prawda?

John Bolton, były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w pierwszej kadencji Donalda Trumpa: Cóż, nie potrafię wyjaśnić, co motywuje Vance'a, ale myślę, że odzwierciedla to bardzo prymitywny pogląd na stosunki międzynarodowe. I tak naprawdę nie różni się tak bardzo od Trumpa, u którego wszystko jest kwestią dolarów i centów. Nie doceniają, czym jest organizacja zbiorowego bezpieczeństwa i zbiorowej obrony, taka jak NATO, ani tego, jakie korzyści przynosi Stanom Zjednoczonym.

Sądzę, że po części cierpimy z powodu 35 lat po zakończeniu zimnej wojny, kiedy to w niewystarczający sposób mówiono nam o tym, dlaczego Ameryka ma strategiczne interesy na całym świecie i dlaczego musimy je chronić, dlaczego dalekowzroczna polityka amerykańska przynosi nam korzyści.

Szczerze mówiąc, zbyt wiele słyszeliśmy od liberałów o tym, że robimy to dla dobra demokracji na całym świecie. W rzeczywistości to nieprawda. Robimy to w znacznej mierze dlatego, że leży to w naszym interesie, że jakakikolwiek minimalny porządek na świecie przynosi nam korzyści. To prawda, że wielu naszych sojuszników nie ponosi sprawiedliwego udziału w obciążeniach, ale nie robimy tego dla nich. Robimy to dla siebie. A jeśli nie zrobimy tego dla siebie, nikt inny nie zrobi tego za nas.

Weźmy na przykład sytuację w Jemenie, gdzie Huti zablokowali Kanał Sueski i przejście morskie przez Morze Czerwone. I choć prawdą jest, że większość handlu, który przez niego przechodzi, odbywa się między Europą a innymi częściami świata, to fundamentalną zasadą amerykańskiej polityki zagranicznej była wiara w wolność mórz. I zdradzę mały sekret tym, którzy o tym nie wiedzą: morza rozciągają się wszędzie. Ostatecznie wszystkie są ze sobą połączone. Kiedy widzieliśmy naruszenie wolności mórz, w całej naszej historii działaliśmy, aby to zakończyć, bez względu na to, jak duży był w tym interes innych.

(...)

- Musimy porozmawiać o Ukrainie i Rosji. Sztuczką Trumpa jest najwyraźniej zwabienie Putina do stołu marchewką i próba przymuszenia Zełenskiego kijem. Czy istnieje pozytywne wyjaśnienie, dlaczego Trump okazuje tak wiele szacunku Rosji i tak surowo traktuje Ukrainę?

Trump postrzega stosunki międzynarodowe przez pryzmat swoich osobistych relacji z zagranicznymi przywódcami. Uważa więc, że jeśli on ma dobre stosunki z Putinem, to Stany Zjednoczone mają dobre stosunki z Rosją. To nieprawda, ale tak właśnie myśli. Uważa, że on i Putin są przyjaciółmi.

Dla kontrastu, nie miał dobrych relacji z Zełenskim od czasu słynnej "doskonałej rozmowy telefonicznej" z 2019 r., która doprowadziła do jego pierwszego impeachmentu. Dlatego uważa, że jeśli da swoim przyjaciołom pewne korzyści, takie jak wszystkie ustępstwa, które już poczynił w sprawie Ukrainy, pomoże to zaprowadzić pokój. Chce mieć tę wojnę za sobą. Uważa, że to wojna [Joego] Bidena. Podczas kampanii powiedział, że nigdy by do niej nie doszło, gdyby to on był prezydentem.

Putin nie uważa go za przyjaciela. Uważa, że Trump jest łatwym celem. I myśli, że można nim manipulować. I manipuluje nim, jak wtedy, gdy powiedział kilka tygodni temu: "Wiecie, Trump miał rację, że gdyby był prezydentem, nie byłoby wojny w Ukrainie". Cóż, może tak, może nie. Ale Trump był zachwycony, słysząc to.

Potem [Rosjanie] uwolnili zakładnika, Marka Foleya. Następnie [Aleksander] Łukaszenko i Białoruś uwolnili kolejnego amerykańskiego zakładnika. Tak działa manipulacja.

Teraz myślę, że Putin musi być bardzo ostrożny, aby nie przesadzić i nie ryzykować utraty niektórych ustępstw poczynionych przez Trumpa. Trump wydał oświadczenie [w środę], które wskazywało, że być może uważa, że Putin działa powoli. Nie jest więc nieuniknione, że Putin dostanie wszystko, czego chce. Może popełnić błąd, ale szanse są teraz na jego korzyść. I myślę, że on chce powoli toczyć sprawy, ponieważ wierzy, że dynamika na polu bitwy płynie w jego kierunku.

(...)

- Byłeś bardzo krytyczny wobec prezydenta Trumpa i jego obecnej polityki zagranicznej, ale zastanawiam się, czy jest coś, co twoim zdaniem robi teraz dobrze na arenie międzynarodowej?

Wydaje mi się, że uszczelnianie południowej granicy [USA] idzie bardzo dobrze. Nie robi tego, co chce, jeśli chodzi o deportację. Być może nigdy mu się to nie uda, ale okazuje się, że był w stanie uszczelnić granicę w pierwszej kadencji i robi to teraz ponownie, ponieważ zasada odstraszania działa również przeciwko nieudokumentowanym imigrantom. Jeśli myślą, że przejdą przez Amerykę Środkową i Meksyk, dotrą do Rio Grande i nie dostaną się do USA, są na tyle rozsądni, by nie opuszczać swoich domów.

Myślę, że większość Amerykanów opowiada się za większą imigracją, ale powinniśmy wybierać, kto przyjeżdża. W tej kwestii odniósł więc zwycięstwo. Myślę, że nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

onet.pl/Politico


Starsi wiekiem Polacy pamiętają zapewne dowcip z czasów PRL o barze mlecznym, w którym "pani z okienka" wykrzykuje w stronę klientów pytanie: "Kto prosił ruskie?". W odpowiedzi któryś z konsumentów stwierdza: "Nikt, same przyszli".

Kiedyś wszyscy się bawiliśmy, łagodząc sobie w ten sposób bolesne odczuwanie sowieckiego zniewolenia. Dzisiaj jednak wspominając stary kawał, powinniśmy się zadumać nad historycznym gwałtem, którego dokonała potoczna mowa Polaków na ważnym niegdyś i dumnym przymiotniku "ruski". W staropolskim wieku złotym i srebrnym wiązał się on z pojęciem "Ruś", a zatem dotyczył tej części dawnej Rzeczypospolitej, w której zbiorowa pamięć łączyła się ze wspomnieniem o zamierzchłej już wtedy potędze Rusi Kijowskiej i późniejszej, krótkotrwałej co prawda chwale Rusi Halickiej.

"Ruski" zatem był zapisywany cyrylicą język, który zachował status urzędowego w Wielkim Księstwie Litewskim (do 1698 r.) oraz na Wołyniu, Kijowszczyźnie i Bracławszczyźnie (do końca istnienia I Rzeczypospolitej, a nawet trochę dłużej), a używany był także na wielu innych terytoriach państwa. "Ruska" była również wiara, bo tak właśnie najczęściej nazywano w Rzeczypospolitej prawosławie. "Ruska" była wreszcie szlachta, choć ta kombinacja mogła funkcjonować w kilku, nieco odmiennych znaczeniach – "ruska", czyli prawosławna, "ruska", czyli pochodząca z którejkolwiek z ziem niegdyś należących do Rusi Kijowskiej, które znalazły się potem w granicach Rzeczypospolitej, oraz "ruska" w węższym znaczeniu, tzn. mieszkająca w województwie ruskim, zwanym też czasem Rusią Czerwoną.

Co istotne, użycie przymiotnika "ruska" w odniesieniu do szlachty danego terytorium nie wiązało się z poczuciem odrębności etnicznej, a z więzią regionalną, w której uczestniczyli także Polacy z pochodzenia. W dawnej Rzeczypospolitej w odniesieniu do owej szlachty ruskiej używano początkowo wymiennie rzeczowników "Rusacy" i "Rusini". Drugie z tych określeń stopniowo zdobyło sobie zdecydowaną przewagę. Dodajmy, że i przymiotnik "ruski", i rzeczownik "Rusin" służyły zarówno do samookreślenia, jak i do opisu przez nie-ruskich współmieszkańców państwa.

W XVI w. niektórzy pisarze (na przykład Maciej Stryjkowski) włączali do kręgu dziedzictwa wszystkiej Rusi także część moskiewską, ale było to ujęcie czysto historyczne. O współczesnych sobie prawosławnych sąsiadach ze wschodu w Rzeczypospolitej mówiono: "Moskwa", "Moskwicini". W XVI i XVII w. Rusini w Rzeczypospolitej mieli poczucie całkowitej odrębności w stosunku do moskiewskich sąsiadów, a jednocześnie skrystalizowała się świadomość tej odrębności w postrzeganiu ich przez polskich czy litewskich współobywateli. "Chtoż nie wiedajet jako wjelikoje grubjanstwo, upor і zabobony sut w narode Moskowskom" – pisał Rusin unita Hipacy Pociej do Rusina prawosławnego, kniazia Konstantego Ostrogskiego. W państwie polsko-litewskim nie stosowano zatem określeń "Rusin" i "ruski" w odniesieniu do mieszkańców Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, nie zważając na uzurpacje sąsiada do panowania nad terytorium "wsieja Rusi", czyli całą spuścizną po Rusi Kijowskiej, które uwidoczniły się w tytulaturze władców moskiewskich już w 1492 r.

W tej terminologicznej mozaice nowy element pojawił się w drugiej połowie XVII w., kiedy w polszczyźnie zagościło określenie "Moskal". Nie miało ono wówczas charakteru jednoznacznie pejoratywnego, a raczej zwyczajnie opisowy i w tej roli pozostało w użyciu długo, zaś w XIX w. zaczęło dominować. Wyrazistym dowodem na jego wciąż obojętną zawartość emocjonalną może być wiersz Adama Mickiewicza "Do przyjaciół Moskali". Pozostawało w użyciu bardzo długo i jeszcze Maria Dąbrowska w swych pamiętnikach dotyczących okresu II wojny światowej pisała o "Moskalach", kiedy chodziło w istocie o "Sowietów". Zyskiwało stopniowo odcień z lekka pejoratywny wraz z rozpowszechnieniem się oficjalnego terminu "Rosjanin", ale nie stało się obraźliwe. Tę rolę przejęło pojęcie "kacap" zapożyczone – co charakterystyczne – z języka ukraińskiego, oznaczające mniej więcej "wielkiego capa", czyli kogoś z wielką brodą.

onet.pl/new.org.pl

wtorek, 1 kwietnia 2025



Wizyta Vance’a w Pituffik potwierdziła redefinicję amerykańskiej polityki względem Grenlandii. USA będą najprawdopodobniej dążyć do bilateralizacji kontaktów z Nuuk i wspierania niepodległości wyspy. Obecność sekretarza energii i doradcy ds. bezpieczeństwa wskazuje, że składową republikańskiej oferty dla Grenlandii będą inwestycje w sektor wydobywczy i zdolności militarne na kierunku arktycznym – głównie marynarki wojennej poprzez program rozbudowy floty lodołamaczy (wiceprezydent zaznaczył, że nie ma planów poszerzenia stałej obecności wojskowej na wyspie). Rozwój współpracy dwustronnej miałby w przyszłości stworzyć warunki do podjęcia przez Grenlandczyków decyzji o wyborze związku ze Stanami Zjednoczonymi. Jego formy nie sprecyzowano, ale Waszyngton ma doświadczenie w zarządzaniu umowami o wolnym stowarzyszeniu z wyspiarskimi państwami Pacyfiku. USA postrzegają Grenlandię jako element szerszej polityki powstrzymywania Rosji i Chin w Arktyce na polach militarnym, gospodarczym i handlowym w kontekście przyszłości żeglugi polarnej.

W najbliższym czasie polityka wobec wyspy nie przyniesie jednak oczekiwanych przez administrację Trumpa rezultatów. W pierwszych tygodniach jego prezydentury USA roztrwoniły pozytywny kapitał zbudowany w ostatnich latach dzięki zbliżeniu z Grenlandią. Według badań opinii zdecydowana większość mieszkańców (85% respondentów) nie chce przyłączenia do Stanów Zjednoczonych. Także po stronie amerykańskiej sprzeciwia się temu gros obywateli (zgodnie z wynikami marcowego sondażu dla Fox News – 70%).

USA nie potrzebują jednak zmiany statusu wyspy, aby zwiększać tam swoją aktywność wojskowo-gospodarczą. Duńsko-amerykańskie porozumienie o obronie Grenlandii z 1951 r. pozwala im swobodnie kształtować obecność militarną na jej terytorium. Również potencjalne inwestycje w górnictwo nie są skrępowane ograniczeniami zewnętrznymi (z wyjątkiem wydobycia uranu) – autonomiczne władze przejęły bowiem pełną odpowiedzialność za eksploatację złóż, a gospodarka nie podlega unijnym regulacjom (Grenlandia wystąpiła ze wspólnot europejskich w 1985 r.). Aktualnie z 85 aktywnych licencji wydobywczych na wyspie tylko jedna należy do podmiotu zarejestrowanego w Stanach Zjednoczonych.

Narastająca presja USA w sprawie przejęcia kontroli nad wyspą zaktywizowała społeczeństwo obywatelskie na Grenlandii. 14 marca liderzy partyjni wydali oświadczenie potępiające retorykę Trumpa. Dzień później odbyły się tam duże demonstracje antyamerykańskie. Początkowa powściągliwość Nuuk i podkreślanie woli ściślejszej współpracy z USA ustąpiły bardziej zdecydowanym reakcjom. Z obaw przed ich ingerencją wynikały też działania legislacyjne. W lutym zakazano anonimowych i zagranicznych donacji dla partii oraz ograniczono możliwość zakupu nieruchomości przez cudzoziemców. Różne grenlandzkie instytucje publiczne wstrzymały bieżącą kooperację ze Stanami Zjednoczonymi.

Kumulacją tego procesu była reakcja na ogłoszenie wizyty drugiej damy Ushy Vance, która 29 marca planowała udział we współfinansowanym przez USA wyścigu psich zaprzęgów w Sisimiut. Delegacja miała mieć charakter prywatny, choć zapowiadano również obecność Waltza i Wrighta. Na opór społeczny i zapowiadane protesty nałożyło się wysłanie przez Waszyngton dwóch samolotów z funkcjonariuszami i sprzętem do zabezpieczenia pobytu, co dodatkowo podniosło poziom emocji w nienawykłej do tego typu wydarzeń Grenlandii. Odwołanie pierwotnego programu i ograniczenie wizyty do amerykańskiej bazy Grenlandczycy poczytują za sukces i zaakcentowanie swojej podmiotowości w relacjach z USA.

Równocześnie Nuuk chce bliższych relacji z Waszyngtonem z poszanowaniem prawa do samostanowienia. Z perspektywy Grenlandii mają one znaczny niewykorzystany potencjał, odbiegający jednak od spraw związanych z rywalizacją mocarstw w Arktyce – zależy jej bowiem na ustanowieniu połączeń lotniczych i handlowego szlaku morskiego oraz na inwestycjach górniczych. Zdziwienie budzi tam republikańska narracja dotycząca wpływów Pekinu i Moskwy na wyspie. Choć Rosja i Dania/Grenlandia mają nakładające się roszczenia do szelfu kontynentalnego Oceanu Arktycznego, to Moskwa nie stosowała wobec wyspy prowokacji znanych z Bałtyku (naruszenia przestrzeni powietrznej, incydenty z podwodną infrastrukturą krytyczną). Ponadto dwa projekty górnicze z chińskim kapitałem zakończyły się fiaskiem, czyli wycofaniem licencji przez Nuuk (udział w australijskim przedsięwzięciu wydobycia metali rzadkich i przejęcie złoża żelaza), podobnie jak próby współpracy badawczej.

osw.waw.pl