poniedziałek, 17 lutego 2025



Vance rzucił się na Europę, oskarżając jej przywódców o tłumienie wolności słowa, niepowodzenie w powstrzymaniu migracji i ucieczkę w strachu od żądań wyborców.

Pod względem ideologicznym Europa jest zmuszona wybierać między nieliberalną polityką typu Make America Great Again (Uczyńmy Amerykę znów wielką, MAGA), którą prowadzi Donald Trump, a klasycznym liberalizmem, który leży u podstaw istnienia UE.

(...)

W ostrym ataku Vance'a, równie agresywnym jak przemówienie prezydenta Rosji Władimira Putina na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w 2007 r., wiceprezydent USA zrobił wszystko, co w jego mocy, aby obrazić UE i zakomunikować jej, że musi tańczyć do ideologicznych melodii administracji prezydenta USA Donalda Trumpa.

(...)

Nawet wielu konserwatystów uczestniczących w szczycie było w szoku, choć mają oni wątpliwości co do postępowania UE w związku z wolnością słowa i pozostają sfrustrowani niepowodzeniami w ograniczaniu migracji. Ich zdaniem Vance przedstawił natomiast bardzo zniekształcony obraz, który nadmiernie upraszcza złożone problemy. Poza tym, krytykowanie samego siebie to jedno, a zupełnie inną rzeczą jest to, że ktoś przychodzi do twojego domu i mówi, że jesteś do bani.

Przesłanie Vance'a nie może być jaśniejsze. Na szczycie dotyczącym sztucznej inteligencji w Paryżu na początku zeszłego tygodnia poinstruował Europę, aby wycofała się z przepisów, które ograniczają amerykańskich magnatów technologicznych.

(...)

Przemówienie Vance'a podkreśliło również, że główni ideolodzy wokół Trumpa nie postrzegają ruchu MAGA jako projektu narodowego, ale cywilizacyjnego, polityczno-kulturowej krucjaty, która ma być prowadzona także daleko poza Stanami Zjednoczonymi.

Jest to projekt mający na celu ocalenie zachodniej cywilizacji — przed samą sobą, jeśli to konieczne — i zmuszenie jej do powrotu do chrześcijańskich korzeni. Vance otrzymał zadanie szerzenia reakcyjnej rewolucji.

(...)

— Naprawdę wierzę, że nadszedł czas, aby stworzyć siły zbrojne Europy. Bądźmy szczerzy, teraz nie możemy wykluczyć, że Ameryka powie Europie "nie" w kwestiach, które mogą jej zagrozić — powiedział.

Krótko mówiąc, nadszedł czas, aby odzyskać kontrolę.

— Europa ma wszystko, czego potrzeba. Europa musi się po prostu zjednoczyć i zacząć działać w taki sposób, aby nikt nie mógł powiedzieć jej "nie", rządzić nią lub traktować ją jak popychadło — powiedział Zełenski.

Przemówienie Vance'a zyskało większą uwagę w Monachium, ale mowa Zełenskiego było odważna. Była odważnym przejściem od schlebiania Trumpowi w nadziei, że nie porzuci Ukrainy, do bardziej wyzywającego tonu.

— Brzmiał jak przywódca wolnego świata — powiedział w rozmowie z POLITICO były amerykański dyplomata Michael McFaul.

I pomimo potęgi Ameryki w porównaniu z niepewnością sytuacji w Ukrainie, nie było wątpliwości, które przemówienie było preferowane przez większość uczestników szczytu.

Karta przetargowa Wołodymyra Zełenskiego. W ten sposób może przeciągnąć Donalda Trumpa na swoją stronę
Słowa Vance'a spotkały się z kamiennymi twarzami, mroźnymi spojrzeniami i jedynie oklaskami ze strony niewielkiej grupy zwolenników. Uczestnicy szczytu z dezaprobatą dyskutowali o jego przemówieniu w kawiarniach i lobby monachijskiego hotelu Bayerischer Hof. Przemówienie Zełenskiego zostało przyjęte owacją na stojąco.

Pytanie brzmi, jak postąpi Europa.

— Być może powinniśmy podziękować J.D. Vance'owi za tak dosadny atak na Europę, ponieważ Europejczycy poczuli, że Trump idzie również po nich — powiedział w rozmowie z POLITICO były ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kuleba.

— W Paryżu dosłownie powiedział: "Nie próbujcie konkurować z nami w zakresie sztucznej inteligencji. Przyjmijcie nasze firmy, usuńcie wszystkie przeszkody, a wtedy wszystko będzie dobrze". Potem przyjechał tutaj i po zaatakowaniu modelu gospodarczego Europy zaatakował jej model polityczny — powiedział Kuleba.

onet.pl/Politico


Jaki jest obecny stan badań nad przyczynami starzenia się?

Idea podstaw starzenia się bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich 30 lat. W latach 80. sądziliśmy, że starzenie się opiera się wyłącznie na zużyciu i uszkodzeniu materiału genetycznego, tj. DNA.

Tymczasem w ciągu życia na materiał genetyczny oddziałują także inne czynniki, takie jak m.in. promieniowanie słoneczne. Zdolności regeneracyjne komórek, które naprawiają uszkodzenia w młodym wieku, zmniejszają się.

W latach 90. mówiło się, że winne są temu telomery. Są to końce chromosomów, które skracają się przy każdym podziale komórki. Przez długi czas uważano, że jest to przyczyną starzenia się. Nie było to jednak jedyne wyjaśnienie. Na początku XXI w. odkryliśmy geny, które kontrolują starzenie się komórek.

W 2013 r. czterech naukowców podsumowało genetyczne powody starzenia się. W tamtym czasie było ich dziewięć, dziś znamy już dwanaście. Moim zdaniem jeden z powodów starzenia się jest ważniejszy od pozostałych.

Który?

To zmiany epigenetyczne. Markery na genomie kontrolują, które geny są włączone, a które wyłączone. Ten proces regulacji genów nazywany jest programem epigenetycznym. Markery te są niezbędne — nadają komórce jej cel, na przykład zadanie, którego się podejmuje.

Wygląda na to, że komórki tracą swój cel, swoją tożsamość, wraz z wiekiem, a tym samym informację o tym, że są młode. Teoria ta nazywana jest informacyjną teorią starzenia się, a także stwierdza, że proces ten można odwrócić. Nazywa się to przeprogramowaniem epigenetycznym.

Jak można to osiągnąć?

Częściowo poprzez zdrowy styl życia. Weźmy na przykład ograniczenie kalorii. Jedzenie ok. 20 proc. mniej kalorii, niż zaleciłby lekarz lub dietetyk, wprowadza organizm w tryb przetrwania.

Dzieje się wówczas wiele rzeczy. Włączają się geny odpowiedzialne za długowieczność, takie jak geny odpowiadające za siedem sirtuin obecnych w ciele człowieka.

Sirtuiny to białka, które regulują markery epigenetyczne, a tym samym opóźniają procesy starzenia. Na przykład, włączają one mechanizmy naprawy DNA, zwiększają produkcję energii w mitochondriach i uruchamiają procesy przeciwzapalne.

Ponadto sirtuiny uwrażliwiają komórki na insulinę, co z kolei zwiększa ich wychwyt cukru. Jest to korzystne dla poziomu cukru we krwi.

Czy sam stosujesz post?

Kiedy byłem młodszy i miałem trójkę dzieci w domu, było to bardzo trudne. Obecnie staram się jak najczęściej stosować dietę wegańską, dużo ćwiczyć, więcej spać i nie pozwalać sobie na stres. Jednak dużo podróżuję, dlatego utrzymanie odpowiedniej diety jest wyzwaniem.

onet.pl/Die Welt


„Pas twierdz” na Ukrainie, to 50-kilometrowa linia czterech głównych miast (Słowiańsk, Kramatorsk, Drużkiwka i Kostyantynówka), która stanowi kręgosłup obrony Ukrainy w obwodzie donieckim, a Rosja od dawna dąży do przejęcia tych miast. Siły rosyjskie znajdują się obecnie w odległości od 25 do 30 kilometrów od wschodnich przedmieść Słowiańska, około 20 kilometrów od wschodnich przedmieść Kramatorska i dziewięć kilometrów od północno-wschodnich przedmieść Kostyantynówki, w najbliższych punktach wzdłuż linii frontu w obwodzie donieckim. Siły rosyjskie w kierunkach Lyman i Siversk będą musiały przejąć Lyman i Siversk (prawdopodobnie same wysiłki potrwają wiele miesięcy) i posuwać się naprzód przez liczne pola i małe osady, zanim będą mogły zacząć zagrażać Słowiańskowi. Siły rosyjskie spędziły większość ostatnich 10 miesięcy, powoli przedzierając się przez tereny miejskie Chasiv Yaru i Toretska, ale jeszcze nie udało im się całkowicie przejąć tych miast. Siły rosyjskie mogą mieć zamiar posunąć się na południowy zachód od Kostyantynówki i spróbować odciąć osadę od reszty pasa fortecznego na zachodzie, ale takie postępy nie zniszczyłyby całego pasa fortecznego. Rosyjskie postępy na wschód i południe od Kostyantynówki wywarłyby presję na pas forteczny, ale mało prawdopodobne jest, aby siły rosyjskie całkowicie się złamały i przejęły pas forteczny w 2025 lub nawet 2026 roku.

understandingwar.org


Z książki Popkina wyłania się złożony i dynamiczny obraz Rewolucji i to rewolucji w liczbie mnogiej, a właściwie wielu rewolucji wewnątrz Rewolucji. Po pierwsze szereg rewolucji politycznych, zaczynając od tej 17 czerwca 1789 roku, kiedy delegaci Stanu Trzeciego ogłosili się Zgromadzeniem Narodowym (to był prawdziwy początek rewolucji, a nie zburzenie Bastylii w lipcu), doprowadziło to do powstania monarchii konstytucyjnej. Tą obaliła rewolucja z 10 sierpnia 1792 roku i to de facto opinia publiczna zmusiła Zgromadzenie Legislacyjne do skazania króla na śmierć. Żyrondyści, którzy utrzymali się przy władzy w tym okresie, zostali zmieceni przez jakobińską rewolucję 2 czerwca 1793 roku, a tą obalił Napoleon z kolegami w lipcu 1794 rok. Równolegle doszło do rewolucji miar i wag, która się utrzymała (system metryczny) i kalendarza, która się nie utrzymała. Zaszły też rewolucja obyczajowa, światopoglądowa, społeczna, ekonomiczna, w wojskowości, prawna, której zwieńczeniem był kodeks Napoleona, ale też zaszły zmiany w sztuce oraz wzrosło znacząco grono jej odbiorców. Przy tym sprawy szybko eskalowały i mam wrażenie, że gdzieś między rzuceniem hasła mobilnych gilotyn we wrześniu, a ścięciem Marii Antoniny w październiku 1794 roku Rewolucja weszła już w fazę ostrej jazdy bez trzymanki.

Co to wszystko ma wspólnego z Trumpem? Nie raz pisałem, że nie lubię wszelkich historycznych analogii, a już dostaję wściekłości, jak słyszę, że historia się powtarza. Nie powtarza, ale człowiek próbuje sobie uporządkować chaotyczną rzeczywistość, odwołując się do znanych sobie klisz. Niemniej, porównanie trumpistów do jakobinów jest prostu zbyt atrakcyjne, żeby się nad nim na chwilę nie pochylić.

Faktycznie MAGA jest ruchem przypominającym ruch rewolucyjny ze względu na jego wyjątkowe zróżnicowanie i skrajnie sprzeczne oczekiwania poszczególnych grup go tworzących, na co nakładają się ambicje całkiem sporego grona indywidualnych interesariuszy.

Faktycznie jakobini, ale też wcześniej żyrondyści, byli zakładnikami populistycznej polityki, którą prowadzili i były chwile, że nie panowali nad sytuacją. Jest kilka momentów, w których widać, że płyną na fali i nie mają pojęcia, gdzie ich ona zabierze. Ostatecznie zabrała oczywiście na szafot.

Rewolucja nadepnęła też zmurszały system, który zawalił się przy lekkim trąceniu. Niemniej łatwość z jakim ancien régime się rozleciał zaskoczyła chyba wszystkich, w efekcie nie mieli pomysłu co dalej, a może raczej milion sprzecznych pomysłów, wiele nierealistycznych.

To wszystko faktycznie przypomina i MAGA, i jakobinów, ale też wiele innych ruchów rewolucyjnych. Tylko czas pokaże, czy trumpiści będą potrafili zapanować nad siłami, które uwolnili.

zawielkimmurem.net


Paul Krugman, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych, wskazał w poście na Substack, że wysokie wyceny niektórych akcji spółek technologicznych i masowa ekscytacja przyszłością przypominają mu bańkę internetową.

Mimo to napisał, że "podczas gdy gorączka AI bardzo przypomina bańkę dotcomów, ostateczna rozgrywka może być zupełnie inna".

Były profesor MIT i Princeton podkreślił dwie kluczowe różnice. Jedną z nich jest to, że jego zdaniem entuzjazm związany z dotcomami częściowo odzwierciedlał nadzieje inwestorów, że start-upy staną się "wysoce dochodowymi quasi-monopolami", które skorzystają z ogromnych korzyści sieciowych, jak Microsoft. Jednak gwiazdami rewolucji AI jest "Siedmiu Wspaniałych", grupa, która w dużej mierze już spełnia te oczekiwania.

"Nie wiem, czy ludzie zdają sobie sprawę z tego, jak anomalne jest to zjawisko" — zwrócił uwagę Krugman. "Historycznie rzecz biorąc, główne nowe technologie miały tendencję do zakłócania istniejącej hierarchii rynkowej, tym razem inwestorzy oczekują, że radykalna nowa technologia wzmocni tę hierarchię" — wyjaśnił.

Krugman zakwestionował, czy sztuczna inteligencja sprawi, że dotychczasowi tytani technologiczni będą bardziej dochodowi, skoro są już tak dominujący. Powiedział, że mogą nawet generować mniejszy dochód, jeśli będą musieli przeznaczać pieniądze na sztuczną inteligencję, aby bronić swojej pozycji, zwłaszcza jeśli wydają za dużo.

Inną dużą różnicą jest to, że ćwierć wieku temu Dolina Krzemowa była w dużej mierze oddzielona od polityki, a obecnie szefowie big tech, tacy jak Jeff Bezos i Mark Zuckerberg, mają bliskie powiązania z rządem.

Krugman powiedział, że akcje Tesli, które wzrosły ponad 12-krotnie od początku 2020 r. i zapewniają firmie wycenę na poziomie 1 bln 200 mld dol. lub 12-krotność jej rocznych przychodów, "mają sens tylko w kontekście pozornej roli Elona Muska jako współprezesa".

(...)

Krugman powiedział, że "ta bańka może się skończyć nie pęknięciem, ale gigantycznym pakietem ratunkowym dla firm technologicznych".

businessinsider.com.pl


Kontrolowane przez Kreml państwowe media wykorzystały wywiad z powiązanym z Kremlem byłym deputowanym Rady Najwyższej Ukrainy, Wiktorem Medwedczukiem, aby powtórzyć fałszywą narrację Kremla na temat nielegalności prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i odwiecznego celu Rosji, jakim jest zniszczenie państwa ukraińskiego. Medwedczuk — bliski osobisty sojusznik Putina, którego Putin początkowo chciał zainstalować na miejscu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego po pełnoskalowej inwazji Rosji — twierdził podczas wywiadu opublikowanego przez kremlowską agencję informacyjną TASS 15 lutego, że Zełenski jest nielegalnym przywódcą Ukrainy, a zatem Zełenski nie może anulować dekretu z 2022 r. zakazującego negocjacji z Putinem. Medwedczuk twierdził, że jedynym organem rządowym, który może anulować dekret w przypadku braku prawowitego prezydenta, jest ukraiński Sąd Konstytucyjny, ale sąd ten obecnie nie ma niezbędnego kworum do podejmowania decyzji. Medwedczuk próbuje wykorzystać fakt, że kadencja trzech sędziów Sądu Konstytucyjnego Ukrainy zakończyła się dwa tygodnie temu (w styczniu 2025 r.), w związku z czym w sądzie pozostało tylko 11 z 18 sędziów, a on sam nie może odbywać posiedzeń Wielkiej Izby, które wymagają kworum 12 sędziów. (Ukraińscy urzędnicy przeprowadzają rozmowy kwalifikacyjne i ustalają ranking kandydatów, aby dokonać ostatecznego wyboru.) Zełenski pozostaje jednak prawowitym prezydentem Ukrainy, ponieważ przestrzegał ukraińskiego prawa i konstytucji oraz nie przeprowadził wyborów w stanie wojennym w 2024 r. Putin i inni urzędnicy Kremla wielokrotnie celowo posługiwali się fałszywymi interpretacjami prawa i konstytucji Ukrainy, aby twierdzić, że Zełenski jest nielegalnym prezydentem, a twierdzenia Medwedczuka dotyczące Sądu Konstytucyjnego są tylko najnowszą wariacją na ten temat. Upowszechnianie fałszywej narracji Kremla o prawnej niezdolności Ukrainy do negocjacji przez główne medium kontrolowane przez Kreml rzuca poważne wątpliwości na chęć Moskwy do prowadzenia negocjacji w dobrej wierze w sprawie zakończenia wojny i ustanawia warunki informacyjne umożliwiające Rosji złamanie jakiegokolwiek osiągniętego porozumienia na podstawie argumentu, że ukraiński rząd nie miał prawnego prawa do jego zawarcia.

Medwedczuk powtórzył potrzebę zajęcia się „głównymi przyczynami” wojny podczas przyszłych negocjacji pokojowych i stwierdził, że sposobem na wyeliminowanie „głównych przyczyn” jest usunięcie prawowitego rządu na Ukrainie, rozbrojenie ukraińskiej armii i usunięcie broni i sprzętu dostarczanych przez Zachód z Ukrainy. Medwedczuk stwierdził, że jedynym sposobem na zajęcie się tymi kwestiami i zagwarantowanie interesów bezpieczeństwa Rosji jest, jeśli Rosja „kontroluje terytoria znajdujące się pod [ukraińską kontrolą]”. Rosyjscy urzędnicy wyraźnie zdefiniowali „główne przyczyny” wojny jako rzekome naruszenie przez NATO zobowiązań do nieekspansji na wschód oraz rzekomą dyskryminację etnicznych Rosjan oraz języka, mediów i kultury rosyjskiej na Ukrainie przez ukraiński rząd. Medwedczuk twierdził, że Rosja „ma wszelkie powody”, aby zwrócić /jej - red/ rzekomo „historyczne ziemie rosyjskie”, które „należą do [Rosji] od wieków”, aby rzekomo „uratować naród ukraiński”. Medwedczuk powtórzył długotrwałe twierdzenia wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrija Miedwiediewa, że ​​sąsiedzi Ukrainy, w tym Polska, Węgry, Słowacja, Rumunia i Bułgaria, mają nadzieję na aneksję terytoriów na Ukrainie, aby siać niezgodę wśród europejskich sojuszników Ukrainy. Medwedczuk twierdził również, że Rosja wycofała się z Kijowa podczas rozmów pokojowych wiosną 2022 r. w Stambule „jako gest dobrej woli”, ignorując fakt, że słaba rosyjska logistyka, duże straty i skuteczne ukraińskie kontrataki zahamowały postępy i zmusiły siły rosyjskie do wycofania się z Kijowa.

Warto zauważyć, że kremlowska agencja informacyjna TASS opublikowała wywiad Medwedczuka, szczególnie po tym, jak Kreml niedawno wydał instrukcje powiązanym z rządem rosyjskim mediom, aby przedstawiały Putina jako silnego przywódcę w przeciwieństwie do Trumpa. 

understandingwar.org

niedziela, 16 lutego 2025



Donald Trump… Czy jego powrót do Białego Domu zmienia świat?

– Jego drugie dojście do władzy oznacza, że to nie jest przypadek, to głęboka strukturalna zmiana w cywilizacji zachodniej. Trumpa 2.0 trzeba wziąć bardzo poważnie. Bez względu na to, że jest nieprzewidywalny, że jego ego idzie 5 m przed nim i jest trudno sterowalny. Już pierwsze dni po wyborach potwierdziły tę tezę – bo kto by wymyślił, że Trump zechce zająć Kanadę, Grenlandię, Kanał Panamski…

I to się w Ameryce podoba!

– Tym razem Trump ma znacznie szerszy mandat, może robić, co chce. W mojej ocenie to naprawdę koniec końca historii. W 1991 r., kiedy padł Związek Radziecki, w naturalny sposób z dwubiegunowego układu zrobiła się jednobiegunowa chwila. Amerykanie podyktowali światu, w tym Polsce, dwa pakiety. O jednym doskonale wiemy, to był konsensus z Waszyngtonu, mówiąc po polsku – plan Balcerowicza. Natomiast o drugim pakiecie mówimy zdecydowanie mniej, a Trump właśnie go rozmontowuje. Mianowicie Amerykanie wypracowali swoją wersję demokracji: checks and balances, czyli system równowagi i kontroli władz. Nazwali to demokracją liberalną.

Czym ona się różni od klasycznej, monteskiuszowskiej?

– Do klasycznego trójpodziału wprowadza niezależne od trzech władz media i niezależne społeczeństwo obywatelskie. Demokracja liberalna weszła do kanonu, który sześć tygodni po rozpadzie ZSRR, 7 lutego 1992 r., w traktacie z Maastricht przyjęła Unia Europejska. W czerwcu 1993 r. sformułowane zostały tzw. kryteria kopenhaskie. Czyli demokracja liberalna, konsensus waszyngtoński, państwo prawa i prawa mniejszości. Jeśli chodzi o wiarę w konsensus z Waszyngtonu, załamała się ona już w roku 2008. Kto dziś wierzy, że rządzi rynek i niewidzialna ręka rynku? Ale Trump uderza teraz w demokrację liberalną. Zamiast wartości mamy nagą siłę. Power!

A czy Ameryka ma siłę?

– W USA w ciągu ostatniej dekady dokonały się dwie rewolucje. Pierwsza – ideologiczna. Bo co mamy w USA? Narodowy kapitalizm i konserwatyzm. Zaczynają się już ekspulsje i deportacje. Trump ogłasza cła. Ale miała miejsce i druga rewolucja – energetyczna, łupkowa. Stany Zjednoczone stały się eksporterem surowców energetycznych, głównie gazu skroplonego. Dlatego tak im potrzebny jest w Świnoujściu gazoport na skroplony gaz. Amerykanie sprzedają nam ten gaz drożej niż Norwegowie, nie mówiąc o dawnych czasach i gazie rosyjskim.

tygodnikprzeglad.pl


Gen. Keith Kellogg stwierdził w sobotę 15 lutego na marginesie konferencji w Monachium podczas "ukraińskiego lunchu", że Europy nie będzie bezpośrednio przy stole negocjacyjnym w sprawie zakończenia wojny w Ukrainie, ponieważ - jak stwierdził - "nie chcemy powtórki z Mińska". - Kiedy będziemy siedzieć przy stole, to naprawdę będzie dwóch protagonistów i pośrednik - powiedział wysłannik Donalda Trumpa. - Europa będzie konsultowana, ale ostatecznie wykluczona, z planowanych rozmów - podkreślił. 

Pytany, czy Europa będzie obecna na planowanych rozmowach, odpowiedział, że jest ze "szkoły realizmu, a to się nie wydarzy". Dodał, że jego rolą jest zebranie i uwzględnienie opinii krajów europejskich w tej sprawie. Kellogg powiedział, że jednym z powodów, dla których poprzednie rozmowy pokojowe między Ukrainą a Rosją zakończyły się niepowodzeniem, było zaangażowanie zbyt wielu krajów, które nie miały możliwości przeprowadzenia takiego procesu. - Nie pójdziemy tą drogą - dodał.

- A moim europejskim przyjaciołom powiedziałbym: weźcie udział w debacie nie poprzez narzekanie, że możecie, tak lub nie, usiąść do stołu, ale przedstawiając konkretne propozycje, pomysły i zwiększając wydatki na obronę - mówił Keith Kellogg dziennikarzom w kuluarach konferencji.

gazeta.pl


Bardzo się cieszę, że prezydent Macron wezwał naszych przywódców do Paryża - przekazał w sobotę podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium szef polskiego MSZ Radosław Sikorski. Dodał, że spodziewa się, że przywódcy europejskich krajów "w bardzo poważny sposób" omówią wyzwania, jakie stawia przed nimi prezydent USA Donald Trump. - Prezydent Trump ma metodę działania, którą Rosjanie nazywają "rozpoznanie poprzez bitwę": naciskasz i widzisz, co się stanie, a potem zmieniasz pozycję. ... I musimy zareagować - zaznaczył.

gazeta.pl

piątek, 14 lutego 2025



(...) Portal Axios, który powoływał się na ukraińskiego urzędnika, ujawnił treść tej rozmowy.

Rozmowa Trump-Zełenski miała trwać około godziny. Amerykański prezydent miał zapewniać, że rozumie obawy dot. rozmów z Putinem. Jednocześnie miał podkreślić, że nie ma innego wyjścia, jeśli ukraiński przywódca chce, aby jego działania dyplomatyczne przyniosły zamierzony skutek. - Muszę rozmawiać z Putinem, żeby uratować Ukrainę - miał stwierdzić Trump. Zełenski miał zapewniać, że nadal chce porozumienia, ale jego zdaniem Putin go nie chce i po prostu mówi Trumpowi to, co ten chce usłyszeć. - Putin powiedział ci, że chce umowy tylko dlatego, że się ciebie boi, bo jesteś silny - miał stwierdzić. Trump miał przyznać, że Zełenski może mieć rację, ale zaznaczył, iż odniósł wrażenie, że Putin mówi poważnie. - Wkrótce się dowiemy - miał dodać. 

Prezydent USA miał powiedzieć swemu ukraińskiemu odpowiednikowi, że rozumie, iż Ukraina będzie potrzebowała gwarancji bezpieczeństwa jako elementu porozumienia. Podkreślił, że jego zdaniem wysłanie europejskich sił pokojowych na front z Rosją mogłoby być jedną z nich. Jak podało jedno ze źródeł, Donald Trump zakończył rozmowę, dając Wołodymyrowi Zełenskiemu swój prywatny numer i mówiąc, że może do niego bezpośrednio zadzwonić.

gazeta.pl


I wtedy Iohannis oświadczył, że decyzja Trybunału Konstytucyjnego o odwołaniu wyborów jest słuszna, ponieważ ma on dowody i raporty tajnych służb świadczące o łamaniu prawa przez Georgescu w trakcie kampanii prezydenckiej. To spowodowało masowe protesty jego zwolenników i trzech popierających go partii prawicowych. Georgescu jawił się jako ten jedyny sprawiedliwy, który krytykuje całą elitę władzy.

- Wielu ludzi dostało potwierdzenie, że system się broni. I skoro się broni, jest bliski upadku, dlatego tak dotkliwie kąsa – mówi Jakub Pieńkowski, ekspert do spraw Rumunii i Mołdawii Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - I z drugiej strony jest ta cała opowieść o tym, że za Georgescu stały obce służby, w domyśle rosyjskie, ale od grudnia nie ma żadnego szczegółowego raportu, który by czarno na białym dawał dowody, że rzeczywiście miało to miejsce - dodaje.

Specyfiką społeczeństwa rumuńskiego jest także wiara w spiskową teorię istnienia państwa równoległego – tłumaczy Pieńkowski. Czyli spisku służb specjalnych, całej klasy politycznej bez względu na podziały. Według tej teorii to jest tylko taki teatr polityczny, rozgrywany dla ludzi. Wielu czuje się po prostu oszukanych i przekonanych, że władza dopuściła się nadużyć i dokonała zamachu stanu.

Były już prezydent Klaus Iohannis 10 lat temu był nadzieją na naprawę państwa. Przejmował władzę w glorii bohatera i rumuńskiego Niemca, Sasa Siedmiogrodzkiego, który wprowadzi w Rumunii archetypiczną niemiecką solidność, pracowitość i uczciwość. Co mu się udało, kiedy był burmistrzem Sybina – przypomina Pieńkowski. Teraz jego rezygnacja jest raczej ucieczką przed impeachmentem i próbą zachowania emerytury i przywilejów byłej głowy państwa. – To jest teraz śmietnik historii. Wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy zrezygnował – ocenia Pieńkowski.

Kiedy ogłaszał swoją rezygnację, w Bukareszcie trwały kolejne protesty zwolenników Georgescu. Doszło nawet do starć z policją. W parlamencie partie przeciwne Iohannisowi szukały głosów 15 posłów, by rozpocząć procedurę impeachmentu i to z zarzutem złamania konstytucji i unieważnienia wyborów. - Wolał już nie ryzykować dla tych kilku miesięcy urzędowania, dla świętego spokoju sam ustąpił – wyjaśnia Jakub Pieńkowski. - Mógł się na koniec przedstawić jako ojciec narodu unoszący się ponad podziały polityczne, nie brać na siebie tego ryzyka, że rzeczywiście przeprowadzą impeachment, a on odejdzie w niesławie i jeszcze straci te wszystkie frukta wynikające z urzędu - tłumaczy.

gazeta.pl