poniedziałek, 17 lutego 2025



Kontrolowane przez Kreml państwowe media wykorzystały wywiad z powiązanym z Kremlem byłym deputowanym Rady Najwyższej Ukrainy, Wiktorem Medwedczukiem, aby powtórzyć fałszywą narrację Kremla na temat nielegalności prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i odwiecznego celu Rosji, jakim jest zniszczenie państwa ukraińskiego. Medwedczuk — bliski osobisty sojusznik Putina, którego Putin początkowo chciał zainstalować na miejscu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego po pełnoskalowej inwazji Rosji — twierdził podczas wywiadu opublikowanego przez kremlowską agencję informacyjną TASS 15 lutego, że Zełenski jest nielegalnym przywódcą Ukrainy, a zatem Zełenski nie może anulować dekretu z 2022 r. zakazującego negocjacji z Putinem. Medwedczuk twierdził, że jedynym organem rządowym, który może anulować dekret w przypadku braku prawowitego prezydenta, jest ukraiński Sąd Konstytucyjny, ale sąd ten obecnie nie ma niezbędnego kworum do podejmowania decyzji. Medwedczuk próbuje wykorzystać fakt, że kadencja trzech sędziów Sądu Konstytucyjnego Ukrainy zakończyła się dwa tygodnie temu (w styczniu 2025 r.), w związku z czym w sądzie pozostało tylko 11 z 18 sędziów, a on sam nie może odbywać posiedzeń Wielkiej Izby, które wymagają kworum 12 sędziów. (Ukraińscy urzędnicy przeprowadzają rozmowy kwalifikacyjne i ustalają ranking kandydatów, aby dokonać ostatecznego wyboru.) Zełenski pozostaje jednak prawowitym prezydentem Ukrainy, ponieważ przestrzegał ukraińskiego prawa i konstytucji oraz nie przeprowadził wyborów w stanie wojennym w 2024 r. Putin i inni urzędnicy Kremla wielokrotnie celowo posługiwali się fałszywymi interpretacjami prawa i konstytucji Ukrainy, aby twierdzić, że Zełenski jest nielegalnym prezydentem, a twierdzenia Medwedczuka dotyczące Sądu Konstytucyjnego są tylko najnowszą wariacją na ten temat. Upowszechnianie fałszywej narracji Kremla o prawnej niezdolności Ukrainy do negocjacji przez główne medium kontrolowane przez Kreml rzuca poważne wątpliwości na chęć Moskwy do prowadzenia negocjacji w dobrej wierze w sprawie zakończenia wojny i ustanawia warunki informacyjne umożliwiające Rosji złamanie jakiegokolwiek osiągniętego porozumienia na podstawie argumentu, że ukraiński rząd nie miał prawnego prawa do jego zawarcia.

Medwedczuk powtórzył potrzebę zajęcia się „głównymi przyczynami” wojny podczas przyszłych negocjacji pokojowych i stwierdził, że sposobem na wyeliminowanie „głównych przyczyn” jest usunięcie prawowitego rządu na Ukrainie, rozbrojenie ukraińskiej armii i usunięcie broni i sprzętu dostarczanych przez Zachód z Ukrainy. Medwedczuk stwierdził, że jedynym sposobem na zajęcie się tymi kwestiami i zagwarantowanie interesów bezpieczeństwa Rosji jest, jeśli Rosja „kontroluje terytoria znajdujące się pod [ukraińską kontrolą]”. Rosyjscy urzędnicy wyraźnie zdefiniowali „główne przyczyny” wojny jako rzekome naruszenie przez NATO zobowiązań do nieekspansji na wschód oraz rzekomą dyskryminację etnicznych Rosjan oraz języka, mediów i kultury rosyjskiej na Ukrainie przez ukraiński rząd. Medwedczuk twierdził, że Rosja „ma wszelkie powody”, aby zwrócić /jej - red/ rzekomo „historyczne ziemie rosyjskie”, które „należą do [Rosji] od wieków”, aby rzekomo „uratować naród ukraiński”. Medwedczuk powtórzył długotrwałe twierdzenia wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrija Miedwiediewa, że ​​sąsiedzi Ukrainy, w tym Polska, Węgry, Słowacja, Rumunia i Bułgaria, mają nadzieję na aneksję terytoriów na Ukrainie, aby siać niezgodę wśród europejskich sojuszników Ukrainy. Medwedczuk twierdził również, że Rosja wycofała się z Kijowa podczas rozmów pokojowych wiosną 2022 r. w Stambule „jako gest dobrej woli”, ignorując fakt, że słaba rosyjska logistyka, duże straty i skuteczne ukraińskie kontrataki zahamowały postępy i zmusiły siły rosyjskie do wycofania się z Kijowa.

Warto zauważyć, że kremlowska agencja informacyjna TASS opublikowała wywiad Medwedczuka, szczególnie po tym, jak Kreml niedawno wydał instrukcje powiązanym z rządem rosyjskim mediom, aby przedstawiały Putina jako silnego przywódcę w przeciwieństwie do Trumpa. 

understandingwar.org

niedziela, 16 lutego 2025



Donald Trump… Czy jego powrót do Białego Domu zmienia świat?

– Jego drugie dojście do władzy oznacza, że to nie jest przypadek, to głęboka strukturalna zmiana w cywilizacji zachodniej. Trumpa 2.0 trzeba wziąć bardzo poważnie. Bez względu na to, że jest nieprzewidywalny, że jego ego idzie 5 m przed nim i jest trudno sterowalny. Już pierwsze dni po wyborach potwierdziły tę tezę – bo kto by wymyślił, że Trump zechce zająć Kanadę, Grenlandię, Kanał Panamski…

I to się w Ameryce podoba!

– Tym razem Trump ma znacznie szerszy mandat, może robić, co chce. W mojej ocenie to naprawdę koniec końca historii. W 1991 r., kiedy padł Związek Radziecki, w naturalny sposób z dwubiegunowego układu zrobiła się jednobiegunowa chwila. Amerykanie podyktowali światu, w tym Polsce, dwa pakiety. O jednym doskonale wiemy, to był konsensus z Waszyngtonu, mówiąc po polsku – plan Balcerowicza. Natomiast o drugim pakiecie mówimy zdecydowanie mniej, a Trump właśnie go rozmontowuje. Mianowicie Amerykanie wypracowali swoją wersję demokracji: checks and balances, czyli system równowagi i kontroli władz. Nazwali to demokracją liberalną.

Czym ona się różni od klasycznej, monteskiuszowskiej?

– Do klasycznego trójpodziału wprowadza niezależne od trzech władz media i niezależne społeczeństwo obywatelskie. Demokracja liberalna weszła do kanonu, który sześć tygodni po rozpadzie ZSRR, 7 lutego 1992 r., w traktacie z Maastricht przyjęła Unia Europejska. W czerwcu 1993 r. sformułowane zostały tzw. kryteria kopenhaskie. Czyli demokracja liberalna, konsensus waszyngtoński, państwo prawa i prawa mniejszości. Jeśli chodzi o wiarę w konsensus z Waszyngtonu, załamała się ona już w roku 2008. Kto dziś wierzy, że rządzi rynek i niewidzialna ręka rynku? Ale Trump uderza teraz w demokrację liberalną. Zamiast wartości mamy nagą siłę. Power!

A czy Ameryka ma siłę?

– W USA w ciągu ostatniej dekady dokonały się dwie rewolucje. Pierwsza – ideologiczna. Bo co mamy w USA? Narodowy kapitalizm i konserwatyzm. Zaczynają się już ekspulsje i deportacje. Trump ogłasza cła. Ale miała miejsce i druga rewolucja – energetyczna, łupkowa. Stany Zjednoczone stały się eksporterem surowców energetycznych, głównie gazu skroplonego. Dlatego tak im potrzebny jest w Świnoujściu gazoport na skroplony gaz. Amerykanie sprzedają nam ten gaz drożej niż Norwegowie, nie mówiąc o dawnych czasach i gazie rosyjskim.

tygodnikprzeglad.pl


Gen. Keith Kellogg stwierdził w sobotę 15 lutego na marginesie konferencji w Monachium podczas "ukraińskiego lunchu", że Europy nie będzie bezpośrednio przy stole negocjacyjnym w sprawie zakończenia wojny w Ukrainie, ponieważ - jak stwierdził - "nie chcemy powtórki z Mińska". - Kiedy będziemy siedzieć przy stole, to naprawdę będzie dwóch protagonistów i pośrednik - powiedział wysłannik Donalda Trumpa. - Europa będzie konsultowana, ale ostatecznie wykluczona, z planowanych rozmów - podkreślił. 

Pytany, czy Europa będzie obecna na planowanych rozmowach, odpowiedział, że jest ze "szkoły realizmu, a to się nie wydarzy". Dodał, że jego rolą jest zebranie i uwzględnienie opinii krajów europejskich w tej sprawie. Kellogg powiedział, że jednym z powodów, dla których poprzednie rozmowy pokojowe między Ukrainą a Rosją zakończyły się niepowodzeniem, było zaangażowanie zbyt wielu krajów, które nie miały możliwości przeprowadzenia takiego procesu. - Nie pójdziemy tą drogą - dodał.

- A moim europejskim przyjaciołom powiedziałbym: weźcie udział w debacie nie poprzez narzekanie, że możecie, tak lub nie, usiąść do stołu, ale przedstawiając konkretne propozycje, pomysły i zwiększając wydatki na obronę - mówił Keith Kellogg dziennikarzom w kuluarach konferencji.

gazeta.pl


Bardzo się cieszę, że prezydent Macron wezwał naszych przywódców do Paryża - przekazał w sobotę podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium szef polskiego MSZ Radosław Sikorski. Dodał, że spodziewa się, że przywódcy europejskich krajów "w bardzo poważny sposób" omówią wyzwania, jakie stawia przed nimi prezydent USA Donald Trump. - Prezydent Trump ma metodę działania, którą Rosjanie nazywają "rozpoznanie poprzez bitwę": naciskasz i widzisz, co się stanie, a potem zmieniasz pozycję. ... I musimy zareagować - zaznaczył.

gazeta.pl

piątek, 14 lutego 2025



(...) Portal Axios, który powoływał się na ukraińskiego urzędnika, ujawnił treść tej rozmowy.

Rozmowa Trump-Zełenski miała trwać około godziny. Amerykański prezydent miał zapewniać, że rozumie obawy dot. rozmów z Putinem. Jednocześnie miał podkreślić, że nie ma innego wyjścia, jeśli ukraiński przywódca chce, aby jego działania dyplomatyczne przyniosły zamierzony skutek. - Muszę rozmawiać z Putinem, żeby uratować Ukrainę - miał stwierdzić Trump. Zełenski miał zapewniać, że nadal chce porozumienia, ale jego zdaniem Putin go nie chce i po prostu mówi Trumpowi to, co ten chce usłyszeć. - Putin powiedział ci, że chce umowy tylko dlatego, że się ciebie boi, bo jesteś silny - miał stwierdzić. Trump miał przyznać, że Zełenski może mieć rację, ale zaznaczył, iż odniósł wrażenie, że Putin mówi poważnie. - Wkrótce się dowiemy - miał dodać. 

Prezydent USA miał powiedzieć swemu ukraińskiemu odpowiednikowi, że rozumie, iż Ukraina będzie potrzebowała gwarancji bezpieczeństwa jako elementu porozumienia. Podkreślił, że jego zdaniem wysłanie europejskich sił pokojowych na front z Rosją mogłoby być jedną z nich. Jak podało jedno ze źródeł, Donald Trump zakończył rozmowę, dając Wołodymyrowi Zełenskiemu swój prywatny numer i mówiąc, że może do niego bezpośrednio zadzwonić.

gazeta.pl


I wtedy Iohannis oświadczył, że decyzja Trybunału Konstytucyjnego o odwołaniu wyborów jest słuszna, ponieważ ma on dowody i raporty tajnych służb świadczące o łamaniu prawa przez Georgescu w trakcie kampanii prezydenckiej. To spowodowało masowe protesty jego zwolenników i trzech popierających go partii prawicowych. Georgescu jawił się jako ten jedyny sprawiedliwy, który krytykuje całą elitę władzy.

- Wielu ludzi dostało potwierdzenie, że system się broni. I skoro się broni, jest bliski upadku, dlatego tak dotkliwie kąsa – mówi Jakub Pieńkowski, ekspert do spraw Rumunii i Mołdawii Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. - I z drugiej strony jest ta cała opowieść o tym, że za Georgescu stały obce służby, w domyśle rosyjskie, ale od grudnia nie ma żadnego szczegółowego raportu, który by czarno na białym dawał dowody, że rzeczywiście miało to miejsce - dodaje.

Specyfiką społeczeństwa rumuńskiego jest także wiara w spiskową teorię istnienia państwa równoległego – tłumaczy Pieńkowski. Czyli spisku służb specjalnych, całej klasy politycznej bez względu na podziały. Według tej teorii to jest tylko taki teatr polityczny, rozgrywany dla ludzi. Wielu czuje się po prostu oszukanych i przekonanych, że władza dopuściła się nadużyć i dokonała zamachu stanu.

Były już prezydent Klaus Iohannis 10 lat temu był nadzieją na naprawę państwa. Przejmował władzę w glorii bohatera i rumuńskiego Niemca, Sasa Siedmiogrodzkiego, który wprowadzi w Rumunii archetypiczną niemiecką solidność, pracowitość i uczciwość. Co mu się udało, kiedy był burmistrzem Sybina – przypomina Pieńkowski. Teraz jego rezygnacja jest raczej ucieczką przed impeachmentem i próbą zachowania emerytury i przywilejów byłej głowy państwa. – To jest teraz śmietnik historii. Wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy zrezygnował – ocenia Pieńkowski.

Kiedy ogłaszał swoją rezygnację, w Bukareszcie trwały kolejne protesty zwolenników Georgescu. Doszło nawet do starć z policją. W parlamencie partie przeciwne Iohannisowi szukały głosów 15 posłów, by rozpocząć procedurę impeachmentu i to z zarzutem złamania konstytucji i unieważnienia wyborów. - Wolał już nie ryzykować dla tych kilku miesięcy urzędowania, dla świętego spokoju sam ustąpił – wyjaśnia Jakub Pieńkowski. - Mógł się na koniec przedstawić jako ojciec narodu unoszący się ponad podziały polityczne, nie brać na siebie tego ryzyka, że rzeczywiście przeprowadzą impeachment, a on odejdzie w niesławie i jeszcze straci te wszystkie frukta wynikające z urzędu - tłumaczy.

gazeta.pl

czwartek, 13 lutego 2025



Wielką zaletą książki Jamesa Barra, byłego dziennikarza po historii na Oxfordzie i pisarza (czytaj: wie, jak dobrze pisać) jest spersonalizowanie opowieści. Na łamach książki pojawia się galeria niezwykłych postaci, od przywódców po oryginałów pokroju Lawrence’a z Arabii, wymyślającego opowieść o homoseksualnym napadzie na siebie, by napędzić publicity; Orde’a Wingate’a, późniejszego słynnego partyzanta w Birmie, chodzącego nago, trzymającego w jednej ręce rewolwer, a w drugiej Biblię i mówiącego po hebrajsku do Żydów, aż poprosili go, by przeszedł na angielski. Czy też inspektora Charlesa Tegarta, który przeżył wiele zamachów na siebie, „w tym jeden zadany własną ręką”: „przez pewien czas jako przycisku do papieru używał niewielkiej żelaznej bomby, będąc przekonanym, że nie jest uzbrojona. Pewnego dnia, w formie żartu, rzucił nią w mapę po przeciwnej stronie gabinetu” i doprowadził do eksplozji komisariatu. Brzmi jakoś znajomo.

W „Linii na piasku” politykę robią ludzie z krwi i kości – z ich emocjami, wadami i zaletami. Winstona Churchilla, nakazującego podwładnym przeprowadzić ważną konferencję w Kairze samemu, bo on idzie malować piramidy, napędza chęć dorównania ojcu, do czego długo środkiem jest oszczędność budżetowa („wszystko, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, jest kwestią drugorzędną wobec redukcji wydatków”). Z kolei Charles de Gaulle ze swojej wrodzonej arogancji czyni narzędzie polityki, co czasem działa, a czasem wręcz przeciwnie (jego brytyjski opiekun, generał Spears, z powodu niewdzięczności de Gaulle’a, staje się jego głównym wrogiem, przyrównanym do „zwierząt zjadających swoje młode”, i walnie przyczyniającym się do utraty Syrii przez Francję). Współtwórca tytułowej linii, Mark Sykes – pretensjonalny dyletant, którego dzięki poczytnemu acz płytkiemu bestsellerowi o Bliskim Wschodzie zaproszono na posiedzenie rządu i posłuchano jego rekomendacji (gdyby to było dziś, pewnie pokazywałby ministrom slajdy w powerpoincie o geopolityce) – oddaje Francuzom Mosul, bo nie lubi tego miasta. Brytyjczycy Mosul odzyskują, gdyż francuski premier Clemenceau w ogóle nie interesuje się Bliskim Wschodem, więc zrzeka się Mosulu mimochodem. Potem jednak obraża się na brytyjskiego premiera Lloyda George’a i „staje się Syryjczykiem”, zatrzymując dla Francji Syrię.

kulturaliberalna.pl


Po tym, jak prezenter izraelskiego Channel 14 błędnie powiedział, że bez ustanowienia państwa saudyjskiego nie będzie postępu w normalizacji stosunków między Arabią Saudyjską a Izraelem, Netanjahu poprawił go, mówiąc: "Masz na myśli państwo palestyńskie".

"Chyba, że chcesz, aby państwo palestyńskie znajdowało się w Arabii Saudyjskiej - dodał. "Mają dużo terytorium".

Media państwowe zareagowały zaciekle, odzwierciedlając gniew, który od miesięcy kipi wśród urzędników wyższego szczebla i opinii publicznej.

(...)

Gniew Arabii Saudyjskiej wyszedł na jaw, ponieważ oczekuje się, że Riyad stanie w obliczu nacisków ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa, aby znormalizować stosunki z Izraelem. Podobnie jak inne państwa arabskie, królestwo również zostało wstrząśnięte naleganiem Trumpa, aby Palestyńczycy zostali zmuszeni do opuszczenia Gazy.

Arabia Saudyjska zbliżała się do trójstronnego porozumienia z administracją Joe Bidena przed atakiem Hamasu 7 października 2023 r. Królestwo zgodziłoby się na formalne stosunki dyplomatyczne z Izraelem w zamian za pakt obronny Stanów Zjednoczonych i pomoc w programie nuklearnym.

Wojna w Gazie pokrzyżowała te plany. Riyad nigdy nie usunął normalizacji ze stołu, ale nasilił swoje potępienie dla prowadzenia przez Izrael wojny w Gazie i zaostrzył swoje stanowisko, upierając się, że Izrael będzie musiał podjąć nieodwracalne kroki w kierunku rozwiązania dwupaństwowego.

We wrześniu książę koronny Mohammed bin Salman poszedł dalej, mówiąc doradczej Radzie Szury, że królestwo nie uzna Izraela bez ustanowienia niepodległego państwa palestyńskiego, w tym Gazy i Zachodniego Brzegu, ze stolicą w Jerozolimie Wschodniej.

Urzędnicy Arabii Saudyjskiej prywatnie wyrazili irytację z powodu, ich zdaniem, obraźliwych i domniemanych komentarzy Netanjahu i jego skrajnie prawicowych sojuszników, sugerujących, że królestwo nie tylko przyjmie wysiedlonych Palestyńczyków, ale ostatecznie zaakceptuje warunki normalizacji znacznie słabsze niż ich deklarowane żądanie niepodległe państwo palestyńskie.

(...)

Ali Shihabi, saudyjski komentator blisko dworu królewskiego, powiedział "że cały statek zmierza teraz w złym kierunku".

"Ludzie spodziewali się, że pojawi się Trump i będziemy podążać ścieżką dwóch państw, ale Trump obrał to w zupełnie innym kierunku i Netanjahu próbuje to wykorzystać - dodał".

ft.com


"Spływa coraz więcej informacji mogących przybliżać nas do końca wojny w Ukrainie. To woda na młyn do dalszego umocnienia złotego" - zauważają analitycy macroNEXT. Prezydent USA zadzwonił do prezydenta Rosji i uzgodnił rozpoczęcie negocjacji pokojowych w sprawie Ukrainy. - Mieliśmy bardzo owocną rozmowę. Prezydent Putin też chce zakończenia wojny. To dobrze - przekazał po niej Trump. Obaj przywódcy mają się wkrótce spotkać w Arabii Saudyjskiej. Mirosław Budzicki, strateg rynkowy PKO BP dodaje w komentarzu dla PAP, że oprócz możliwego końca wojny polską walutę umacniają: "restrykcyjna polityka pieniężna NBP, trwające ożywienie gospodarcze, rosnący popyt na aktywa ryzykowne na świecie, oczekiwania na napływ środków z UE".

"Sądzimy, że w horyzoncie naszej prognozy złoty będzie jedną z lepiej radzących sobie walut rynków wschodzących. Silne partnerstwo Polski z USA, ograniczone powiązania z Chinami, brak zależności od surowców i zdrowe fundamenty sprawiają, że złoty jest dobrze przygotowany na drugą kadencję Trumpa. Perspektywy gospodarcze są korzystne, a wciąż wysokie stopy procentowe i silne fundamenty powinny wspierać złotego" - wylicza Roman Ziruk, starszy analityk rynkowy Ebury. "Dostrzegamy również możliwość dodatkowej aprecjacji w przypadku rozwiązania konfliktu rosyjsko-ukraińskiego możliwe, że do pewnego stopnia już ona następuje. Choć naszym zdaniem złoty jest obecnie dość silny, nie możemy z całą pewnością wykluczyć, że w krótkim terminie będzie nieco silniejszy, niż prognozujemy, szczególnie jeśli NBP będzie w dalszym ciągu stanowczo odmawiać cięć" - dodaje w swojej analizie.

gazeta.pl

środa, 12 lutego 2025



W Kijowie są przekonani, że w czerwcu lub lipcu nastąpi rozejm na froncie. Wszyscy są już w trakcie przygotowań do wyborów, które mają nastąpić na jesieni. Trochę mnie to dziwi, bo Ukraina "jedzie na froncie na resztkach paliwa", a rozejm nie jest pewny - mówi na antenie TVN24 były ambasador Polski w Kijowie Bartosz Cichocki.

onet.pl

wtorek, 11 lutego 2025



Siły ukraińskie przeprowadziły szereg kontrataków w rejonie Pokrowska, dzięki czemu odzyskały część pozycji na południowy zachód od miasta i spowolniły postępy agresora. Sprzeczne informacje dochodzą z Torećka, gdzie według części źródeł pod kontrolę rosyjską przeszły ostatnie dwie miejscowości wchodzące w skład aglomeracji torećkej – Krymśke i Drużba. Doniesienia te neguje dowództwo ukraińskie, które podaje, że wciąż toczą się walki w obszarze zabudowanym. Postępuje likwidacja worka na zachód od Kurachowego, gdzie Rosjanie wyszli na północne obrzeża węzłowego Kostiantynopila, przez co wioska ta znalazła się w kleszczach. Wojska rosyjskie poczyniły kolejne postępy w Czasiw Jarze oraz na północ i południe od tego miasta, a także w rejonie przyczółków na prawym brzegu rzeki Żerebeć na kierunku Łymanu oraz na prawym brzegu rzeki Oskoł na północ od Kupiańska.

6 lutego wojska ukraińskie wyprowadziły natarcie na południowy wschód od Sudży, gdzie według prezydenta Wołodymyra Zełenskiego wbiły się w ugrupowanie rosyjskie na głębokość 2,5 km. Ukraińcy nie zdołali jednak dokonać przełamania i w następnych dniach w większości zostali zepchnięci na poprzednio zajmowane pozycje. Siły rosyjskie poczyniły natomiast dalsze postępy w północno-zachodniej części ukraińskiego wyłomu w obwodzie kurskim, skąd do Sudży pozostaje im 9 km.

Wzrost aktywności sił ukraińskich należy wiązać z amerykańskimi zapowiedziami działań na rzecz zakończenia konfliktu, zwłaszcza ze zbliżającą się Monachijską Konferencją Bezpieczeństwa (14–16 lutego). Kijów stara się w ten sposób zademonstrować, że armia nadal dysponuje dużymi możliwościami działania i jest zdeterminowana do kontynuowania obrony. Kontrataki w rejonie Pokrowska należy też traktować jako bezpośrednią konsekwencję ponownego objęcia dowodzenia nad zgrupowaniem w Donbasie (strategiczno-operacyjne zgrupowanie wojsk „Chortyca”) przez generała Mychajłę Drapatego. O ile działania podejmowane przez ukraińskie dowództwo są w stanie lokalnie spowolnić natarcie rosyjskie, o tyle obrońcom brakuje już obecnie sił i środków, aby znów mogli przejąć i utrzymać inicjatywę przynajmniej na jednym z odcinków frontu.

(...)

Budynki wykorzystywane przez komisje wojskowe i komendy policji stały się obiektami ataków terrorystycznych dokonywanych przez osoby współpracujące z rosyjskimi służbami specjalnymi. 1 lutego w Równem doszło do eksplozji w pobliżu siedziby komisji wojskowej, w wyniku czego zginęła jedna osoba (według policji był to 21-letni zamachowiec, bezrobotny z obwodu żytomierskiego), a osiem zostało rannych. Dzień później koło budynku komisji wojskowej w Pawłohradzie w obwodzie dniepropetrowskim miał miejsce wybuch, w rezultacie którego ranna została jedna osoba. SBU zatrzymała trójkę mężczyzn w wieku od 21 do 24 lat. Z kolei 3 lutego w Równem schwytano dwóch 19-letnich mężczyzn planujących dokonać ataku terrorystycznego w pobliżu komendy rejonowej policji, zaś 5 lutego w sąsiedztwie budynku komisji wojskowej w Kamieńcu Podolskim w obwodzie chmielnickim doszło do eksplozji, w wyniku której zginęła jedna osoba, a cztery zostały ranne. Szef ukraińskiej policji Iwan Wyhowski podkreślił, że celem organizowanych przez Rosjan zamachów bombowych jest zdestabilizowanie sytuacji wewnętrznej w kraju i ugruntowanie negatywnego stosunku do Sił Bezpieczeństwa i Obrony (kontakt z ich przedstawicielami może stanowić zagrożenie życia). Wskazał też, że rosyjskie służby inicjują zamachy na policjantów, wysyłając na numer 112 fałszywe powiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Po przybyciu na miejsce rzekomego zdarzenia dokonywane są zamachy na ich życie. 7 lutego dowództwo Sił Lądowych zapewniło, że w związku z zagrożeniem atakami terrorystycznymi wzmocniono środki bezpieczeństwa w komisjach i jednostkach wojskowych (zintensyfikowano służbę patrolową, przystąpiono do rozbudowy systemów monitoringu wizyjnego oraz zaostrzono kontrole dostępu do obiektów).

osw.waw.pl